Córka rodziny Monet Autor Weronika Anna Marczak | Powieść obyczajowa Audiobook po PL — Transcript
Full transcript
- 0:00okno.
- 0:02Przez ostatnie dwie doby porywacze
- 0:04zmuszali mnie do spania na poduszce z
- 0:06zapadającym się w poszewce puchem. Ta
- 0:09była inna, twarda i pękata.
- 0:12Moje ciało ułożone nieruchomo na boku
- 0:15drżało z lęku, że biel, którą zobaczyłam
- 0:17jako pierwszą po przebudzeniu, to
- 0:19objawione tuż przede mną światełko w
- 0:20tunelu. Uparcie nie wstawałam. Nie
- 0:24zamierzałam podążać w jego stronę. Tak,
- 0:27zgadza się. Ostatnio w moim życiu
- 0:29pojawiło się dużo komplikacji. Problemy
- 0:32i konflikty, które rozwiązywałam źle
- 0:34albo których nie rozwiązywałam wcale.
- 0:37Ale to nie znaczyło, że nie chciałam
- 0:38żyć. Chciałam, nawet bardzo.
- 0:42Mrugałam powoli, niepewnie. Starałam się
- 0:44przyzwyczaić wzrok do jasności przede
- 0:46mną, jednocześnie pełna obaw, co się w
- 0:49niej kryje. Delikatny dotąd trzepot
- 0:51serca w mojej piersi przyspieszył i
- 0:53przeszedł w łomot. Z moich ust wyrwało
- 0:56się głuche, rozpaczliwe westchnienie.
- 1:00Reakcja na ogromne szczęście i ulgę, bo
- 1:02światełko w tunelu wreszcie nabrało
- 1:04kształtów.
- 1:06Zyskało ramę, a w środku zaczął formować
- 1:09się zarys drzewa i jeszcze jakiś
- 1:12budynek. Portal do świata zewnętrznego
- 1:15zawisł na ścianie, przestał przypominać
- 1:17jasną, nieokreśloną masę, a stał się
- 1:20oknem.
- 1:22Z emocji jeszcze mocniej wbiłam palce w
- 1:24poduszkę. bliska jej rozszarpania. Przez
- 1:27zaciśnięte gardło z trudem przełknęłam
- 1:29ślinę. Na ścianie naprzeciwko po prostu
- 1:32znajdowało się okno. Coś czego nie
- 1:35widziałam przez całe dwie doby mojego
- 1:36uprowadzenia.
- 1:40Rozdział pierwszy. Plastikowy rubin.
- 1:45Silne emocje się rozpychają. Napompowane
- 1:47do kolosalnych rozmiarów potrzebują
- 1:49miejsca. Są agresywne, kopią i
- 1:52popychają. nie mają skrupułów, napędza
- 1:55je adrenalina.
- 1:58Naturalnie poszkodowanymi w tym starciu
- 2:00są opanowanie, inteligencja czy
- 2:02odpowiedzialność,
- 2:03cierpliwość, czasem nawet lojalność.
- 2:07Siedzą cicho, upchane w czeluściach
- 2:09głowy, czekają, aż będą mogły wyjść na
- 2:11scenę i ratować występ, w którym główny
- 2:13taniec zaprezentowała głupota.
- 2:16Zawsze, ale to zawsze na koniec się
- 2:18potykała. Zwykle szkody po niej dało się
- 2:20naprawić, a nawet ostatecznie wydębić
- 2:22oklaski od publiczności. Ale bywały też
- 2:25sytuacje, w których głupota triumfowała
- 2:27zbyt długo. I ja, Lind Simonet przyznaję
- 2:31się do tego, że jej uległam oraz że
- 2:33popełniłam fatalny błąd, jakim było
- 2:35zwątpienie w moją rodzinę i wymknięcie
- 2:37się na spotkanie z Eliasem Romero,
- 2:40bo nie wróciłam do domu. Kaptur
- 2:43naciągnięty na ciemne, rozczochrane
- 2:45włosy Eliasa i chmurne, beznamiętne
- 2:47spojrzenie nadawało mu wystarczająco
- 2:49niebezpieczny wygląd, by zwątpić w jego
- 2:51dobre intencje.
- 2:53Nawet krople deszczu zatrzymywały się na
- 2:55jego bladej twarzy i spływały wolno,
- 2:57ostrożnie, jakby czegoś się obawiały.
- 3:00Powinnam była się wycofać, nie truchtać
- 3:02ufnie w jego stronę z dłonią uniesioną
- 3:05nad głową, by chronić się przed mrżącym
- 3:07deszczem. Moja szmaciana baletka
- 3:09przemokła od razu, gdy z cichym
- 3:11chlapnięciem trafiłam stopą w kałużę.
- 3:14Wygodne życie nie oswoiło mnie z takimi
- 3:16warunkami. Gdy byłam mała, mama zawsze
- 3:19pilnowała, żebym w deszczową pogodę
- 3:21wkładała kalosze. A jeśli była taka
- 3:23potrzeba, wujek Dylan brał mnie na ręce
- 3:26i przenosił nad kałużami. Może dlatego
- 3:28teraz ta niewielka ilość wilgoci w bucie
- 3:30sprawiła, że natychmiast się
- 3:32wzdrygnęłam.
- 3:34Pada deszcz! Zawołałam z frustracją, ale
- 3:36mój głos zagłuszył szum kropel
- 3:38bębniących o asfaltowy parking i gałęzie
- 3:41drzew.
- 3:42Nie wpadłam Eliasowi w ramiona, nie żeby
- 3:45je do mnie wyciągnął. Przemknęłam obok
- 3:48niego i weszłam głębiej w las,
- 3:49zdesperowana, by znaleźć jakąś kryjówkę.
- 3:52Deszcz na chwilę przybrał na silę.
- 3:55Zadzierałam twarz ku szarogranatowemu
- 3:57niebu, rozglądając się za jakąś
- 3:59odpowiednio grubą i rozłożystą gałęzią.
- 4:02Odgłos kroków Eliasa ginął w ulewie,
- 4:04choć jego ciężkie buty deptały patyki,
- 4:07rozmokłe stare liście i zbłąkane
- 4:09szyszki.
- 4:10Zapomniane relikty jesieni. Wzdrygnęłam
- 4:13się, gdy nagle złapał mnie za łokieć,
- 4:15wpijając palce w moją bluzę. Ciągnąc
- 4:17mnie w przeciwnym kierunku, mruknął:
- 4:20"Schowamy się tam". Przebierałam nogami,
- 4:22by nadążyć za narzuconym tempem i się
- 4:24nie przewrócić. Cienka podeszwa baletki
- 4:27marnie chroniła stopę przed nierównym
- 4:29podłożem. "Gdzie ty mnie prowadzisz?"
- 4:32Warknęłam. "Puść mnie! Schowamy się!"
- 4:35rzucił jeszcze raz przez ramię z
- 4:37naciskiem, a jednak wśród tych
- 4:39wszystkich szelestów ledwo słyszalnie.
- 4:42Gdzie? Stój! O nie! Nie wejdę do żadnej
- 4:45jamy. To powalone drzewo." Powiedział
- 4:48zatrzymawszy się przy masywnym pniu.
- 4:50"Kucniemy pod nim". Schylił się, po czym
- 4:53mnie zmusił do tego samego. Soczysty
- 4:55mech porastał ciemną, zszarzałą korę,
- 4:58starą, martwą i nasiąkniętą deszczem.
- 5:01Zapach spruchniałego drzewa wypełnił mi
- 5:03nozdrza. mieszał się z duszącą wonią
- 5:06gleby. czarna ziemia wżarła się w
- 5:08baletki i oblepiły je zwiędłe liście.
- 5:11Och, były do wyrzucenia. Będę musiała je
- 5:14ukryć przed rodzicami. Planowałam w
- 5:15myślach, oglądając je z frustracją.
- 5:18Równie mocno denerwowały mnie włosy
- 5:20pusłuszące się od nadmiaru wilgoci. Co
- 5:23za głupi pomysł z tą ucieczką. Elias,
- 5:26nie zirytowałam się. Drażniło mnie
- 5:29wszystko od pogody po moje własne
- 5:31decyzje, które nagle wydały mi się wręcz
- 5:33idiotyczne i których konsekwencje
- 5:35intuicyjnie napawały mnie obawą. Stop.
- 5:38Wracam do auta.
- 5:40To będzie kompletnie bez sensu, jeśli
- 5:42teraz sobie pójdziesz. Tu musi być pełno
- 5:45pająków. Jęknęłam. Obracałam głowę
- 5:48dookoła. Ciasna kryjówka rzeczywiście
- 5:50dała nam trochę wytchnienia od deszczu,
- 5:52ale wcale nie czułam się w niej
- 5:54bezpiecznie.
- 5:55Bliskość Eliasa też nie była kojąca. Od
- 5:58jego bladej skóry promieniowała mroczna
- 6:00aura. Hipnotyzowała z czeluści czarnych
- 6:02źrenic.
- 6:04Pochowały się. Mruknął. Chrypa nie
- 6:07sprawiła, że jego głos stał się ponętny.
- 6:09Brzmiał raczej jak ostrzeżenia. A co w
- 6:11tym czasie robiły moje mechanizmy
- 6:13obronne?
- 6:15Uparcie wypychały wszystkie te sygnały z
- 6:17mojej świadomości. Mimo że Elias
- 6:19ewidentnie skrywał w duszy coś dziwnego,
- 6:21co powoli wyrywało się na zewnątrz.
- 6:25Przeszły mnie ciarki. Odsunęłam się od
- 6:28niego, ale tylko o milimetry. Na więcej
- 6:30ograniczona przestrzeń nie pozwalała.
- 6:33Przecież pająki właśnie kochają wyłazić,
- 6:35kiedy jest mokro. Po deszczu. Nie w
- 6:38trakcie, Lindsy. Po deszczu to wyłażą
- 6:41ślimaki i dżdżownice. Ekspertka od
- 6:44robactwa.
- 6:46Mam dosyć. Ostatnio ciągle pada.
- 6:48Fuknęłam z trudem, rozplątując palcami
- 6:51kosmotnych rozczechranych włosów. Dziś
- 6:54nastąpił przełom. Oznajmił Elias.
- 6:56Oficjalny ton jego głosu przykuł moją
- 6:59uwagę. Opuściłam dłoń i zmarszczyłam
- 7:01brwi, gdy dodał tajemniczo: "Spadnie
- 7:04śnieg". Oczy błysnęły mu przy tym
- 7:07upiornie, jakby kryła się w nich burza,
- 7:09choć jeszcze nie grzmiało. Potężne gromy
- 7:12miały rozbrzmieć później. Wyrwałam
- 7:15łokieć z jego chwytu. Pozwolił mi na to.
- 7:19Przyszłam tu po to, żebyś mi powiedział
- 7:20o co chodzi z rysunkiem, a nie zgrywał
- 7:23pogodynkę.
- 7:24Nie zabrałaś go ze sobą? Moje dłonie
- 7:27spoczywały na zgiętych kolanach,
- 7:29poczerwieniały z zimna i puste. Mój tata
- 7:32go sobie wziął. Ciemna brew Eliasa
- 7:34drgnęła. Powiedziałaś mu: Jemu ufam
- 7:37bardziej niż tobie. A jednak uciekłaś od
- 7:40niego, żeby spotkać się ze mną.
- 7:43Obejrzałam się na parking. Widok szarego
- 7:46asfaltu i kolorowych, choć dziwnie
- 7:48smutnych samochodów przebijał się przez
- 7:50ścianę drzew i deszczu.
- 7:52Niedaleko nas, a jakby w innej
- 7:54rzeczywistości.
- 7:56Przyjazd tutaj to był zły pomysł.
- 7:58Stwierdziłam. Oblizałam wargi. Z czubka
- 8:01mojego nosa właśnie skapnęła kropla
- 8:03wody. Usta Eliasa rozciągnęły się w
- 8:06lekkim, niemal współczującym uśmiechu.
- 8:09Teraz już nic z tym nie zrobisz. Nie mam
- 8:11wyjścia. murczałam do siebie
- 8:14dramatycznie odchyliłam głowę, próbując
- 8:16sobie w niej ułożyć kolejne kroki. Wyjdę
- 8:18z lasu, pokażę się szefowej kuchni i
- 8:20przyznam się, że wykorzystałam ją, żeby
- 8:22uciec z domu. Świetny plan, tylko że i
- 8:25tak musisz poczekać, aż wróci ze sklepu.
- 8:28Poczekam. Odparłam pod autem. Tutaj
- 8:32naciskał szeptem Elias. Zobaczy mnie.
- 8:35Ciągnęłam opracowywanie strategii,
- 8:37ignorując jego wstawki. Będzie w szoku,
- 8:39wiadomo.
- 8:41Nie uda ci się jej przekonać, żeby cię
- 8:43kryła przed rodzicami. Nie. Przyznałam.
- 8:47Powie im wszystko. Tak, a oni się
- 8:50zdenerwują.
- 8:52Potakiwałam, powoli oswajając się z
- 8:54wizją najbliższej przyszłości.
- 8:56Wyobrażałam sobie zawód rodziców, ich
- 8:58irytacje moim bezmyślnym zachowaniem, a
- 9:01także nieuchronne konsekwencje.
- 9:03Nieświadoma, że los ma zupełnie inne
- 9:05plany.
- 9:06Powiedziałaś ojcu, że rysunek jest ode
- 9:08mnie? Zerknęłam na Eliasa. Zadał to
- 9:11pytanie z pozorną swobodą, ale coś w
- 9:13jego postawie mówiło mi, jak bardzo jest
- 9:15spięty. On też ciągle zerkał w stronę
- 9:18parkingu. Może obawiał się, że nagle
- 9:20wjedzie tam rozpędzony wan. Drzwi się
- 9:22rozsuną, ze środka wyskoczą ludzie
- 9:24monetów. W strojach antyterrorystów i
- 9:27mnie odbiją, a Eliasa pojmą jak
- 9:30złoczyńca. To nie był wcale taki
- 9:32nieprawdopodobny scenariusz.
- 9:34Powiedziałam, że mi się przyśnił.
- 9:37Napięta szczęka Eliasa się nie
- 9:39rozluźniła. Spojrzenie pozostało ostre i
- 9:42natarczywe. Uwierzył? Nie wiem. Znając
- 9:46go, zostawił sobie margines wątpliwości.
- 9:50Przytrzymałam się szorstkiej kory, bo
- 9:52zaczęłam się chwiać. Od niewygodnego
- 9:54kucania drętwiały mi łydki. Elias był
- 9:58bardziej wytrzymały. Zastygł w podobnej
- 10:00pozycji co ja i nawet nie drgnął. Cóż,
- 10:03należało mu przyznać, że tam, gdzie
- 10:05psychicznie nie wydawał się do końca
- 10:07stabilny, nadrabiał tężyzną fizyczną.
- 10:10Odpowiedź taty mnie nie
- 10:11usatysfakcjonowała, więc przyszłam do
- 10:13ciebie po lepszą.
- 10:15Powiedz mi w kilku słowach, o co chodzi
- 10:17z tym głupim rysunkiem.
- 10:20Och, Lisy, nie deprecjonuj go. Pouczył
- 10:23mnie. Sympatia w jego głosie zabrzmiała
- 10:25niepokojąco fałszywie. To cenne dzieło,
- 10:28niemal historyczne, gdyby się
- 10:30zastanowić.
- 10:32Nie drwi, tylko mów. Nie mam czasu na
- 10:34domysły. Masz go dużo. Znowu nerwowo
- 10:37obejrzałam się na parking. Absurd. To
- 10:40był czysty absurd. Wiesz co? Koniec.
- 10:43Muszę wracać. Rzuciłam nagle
- 10:45zdecydowana, by wygrzebać się spod
- 10:47drzewa i opuścić Eliasa, z którym w
- 10:49ogóle nie powinna była się spotykać.
- 10:52Nie wrócisz.
- 10:53Przeniosłam wzrok na twarz chłopaka. Nie
- 10:56było na niej ani śladu kpiny.
- 10:58Chropowatość kory drażniła mnie w op.
- 11:01Gdy zacisnęłam na niej palce, las wokół
- 11:04zionął pustką. Samochody i budynki
- 11:06sklepów oddalały się coraz bardziej,
- 11:08choć siedzieliśmy ciągle w jednym
- 11:09miejscu pod tym samym zwalonym drzewem.
- 11:13Deszcz zelżał. Szum przestawał być
- 11:15jednostajny. Ty wcale nie chcesz ze mną
- 11:17rozmawiać. Skwitowałam chłodno. Tylko
- 11:20sobie ze mną pogrywasz.
- 11:22Wykonałam ruch, by się podnieść, ale
- 11:24dłoń Eliasa zacisnęła się na moim
- 11:26przedramieniu. Mocniej niż wcześniej.
- 11:29Nieelegancko, niewłaściwie i niepokojąco
- 11:31władczo. Spojrzałam na nią z
- 11:33niedowierzaniem. Zabieraj łapy, Eliasie.
- 11:36Warknęłam, próbując się wyszarpnąć na
- 11:38próżno. Najpierw coś ci pokażę.
- 11:41Powiedział ze spokojem. Mój oddech
- 11:43przyspieszył. Spokój otaczającej nas
- 11:45natury mi się nie udzielał. Od ziemi
- 11:47przez moje ciało przechodziły wibracje.
- 11:50Las mnie przed czymś ostrzegał. Tak
- 11:52sobie przynajmniej wmówiłam. W
- 11:55rzeczywistości to drżałam ja z zimna.
- 11:58i może ze strachu, co nie uszło wadze
- 12:01Eliasa.
- 12:03Czy ty się boisz, Lindsy? Po raz
- 12:05pierwszy tego dnia w jego tonie
- 12:07wybrzmiała lekko prześmiewcza nuta.
- 12:09Natychmiast zadarłam podbródek. Ciebie?
- 12:12Prychnęłam zjadliwie. Oczywiście, że
- 12:15nie. Kącik ust uniósł mu się lekko, bez
- 12:18serdecznego rozbawienia. Podobnie
- 12:20wywijały się ku górze nagie gałęzie
- 12:22drzew. To był ten sam rodzaj oschłości.
- 12:25Oczy Eliasa stawały się coraz bardziej
- 12:27wyzute z emocji, martwe jak konar, pod
- 12:30którym się kryliśmy. Ten chłopak, o
- 12:32którym myślałam, że zdążyłam go już
- 12:34całkiem nieźle poznać, autentycznie
- 12:36budził we mnie lęk. Lęk, który narastał
- 12:39z każdą chwilą, na przykład wtedy, gdy
- 12:41Elias ściszonym złowróżbnym głosem
- 12:43powiedział:
- 12:45"Wyluzuj, przecież cię nie skrzywdzę.
- 12:47Potrzebuję cię". Albo w tej chwili
- 12:50przejdziesz do sedna, Eliasie, albo
- 12:51uznam, że zjawienie się tutaj było
- 12:53stratą czasu i spadam.
- 12:55Gdy w odpowiedzi sięgnął do kieszeni
- 12:57bluzy, napięłam się. Przyglądałam się,
- 13:00jak przez chwilę czegoś w niej szuka.
- 13:02Gotowa zerwać się na równe nogi i uciec
- 13:04w stronę parkingu. Ile sił, gdyby
- 13:06okazało się, że to jakiś rodzaj broni,
- 13:08nóż na przykład. Och, no przecież on z
- 13:10całą pewnością ma przy sobie swój słynny
- 13:13nóż. Poczułam się nieswojo.
- 13:16Wtedy to zobaczyłam. Łańcuszek w kolorze
- 13:18stali, zawieszka z plastiku imitującego
- 13:21kamień. Nawet gdybym przez całe życie
- 13:23nie była o utoczona najdroższą
- 13:24biżuterią, zorientowałabym się, że to co
- 13:27wyjął Elias to jakaś tandeta.
- 13:30Odwrócisz się? Zapytał. Zmarszczyłam
- 13:34brwi. Tłoczyliśmy się pod spruchniałym
- 13:36pniem i zwrócenie się do niego tyłem
- 13:38wymagałoby ode mnie niewygodnych
- 13:40manewrów. A wszystko to po co?
- 13:43Plastikowy rubin przypominał element
- 13:45planszówki dla dzieci. Koło szlachetnych
- 13:48kamieni nawet nie leżał. Elias trzymał
- 13:51łańcuszek w palcach i przyglądał mi się
- 13:53z nieudolnie skrywaną kpiną.
- 13:55Czy on sobie ze mnie żartuje?
- 13:57Przyłożyłam sztywną, zimną dłoń do dołka
- 13:59między obojczykami. Chcesz mi go założyć
- 14:02na szyję? Upewniłam się. Nie podoba ci
- 14:05się? No jakby ci to nie chciałam wyjść
- 14:09na rozpuszczone do granic możliwości
- 14:11bogate uprzywilejowane dziecko, ale
- 14:13chyba mam prawo mieć preferencje. Poza
- 14:16tym Elias sobie u mnie nagrabił. Nie
- 14:18przyszłam tu po prezenty, tylko po
- 14:20prawdę. Dlaczego wciąż jeszcze mi jej
- 14:23nie wyjawił? Takie pełne podejrzeń
- 14:25pytania zadawałam sobie w myślach na
- 14:27głos, jednak sformułowałam je zupełnie
- 14:29inaczej. Po co chcesz mi go założyć?
- 14:32Rozpieszczona Ly nosi tylko diamenty.
- 14:36Nie tylko. Zaprzeczyłam ze spokojem.
- 14:38Noszę różne kamienie, ale to dotknęłam
- 14:41wiszącej w powietrzu zawieszki. Moje
- 14:43domysły się potwierdziły. Okazała się
- 14:45nienaturalnie lekka, jakby była pusta w
- 14:48środku, w związku z czym mocno
- 14:50zakołysała się na boki. To jest plastik.
- 14:54Czerwony rubin. Powiedział. Kamień
- 14:56miłości. Ściągnęłam brwi. Chyba
- 14:59sztucznej miłości. Elias opuścił dłoń z
- 15:02łańcuszkiem i przechylił głowę
- 15:04zaintrygowany.
- 15:06Nie wiem czy irytować się twoją
- 15:07roszczeniowością czy pogratulować
- 15:09przejrzenia moich intencji.
- 15:11Twoją intencją jest podarowanie mi
- 15:13dowodu sztucznej miłości, a założenie ci
- 15:16go na szyję to część mojego planu.
- 15:19Najpierw chcę go poznać, potem dopiero
- 15:21zdecyduję, czy będę w nim uczestniczyć.
- 15:24Elias zaśmiał się cicho. Za późno, Lisy.
- 15:28Pogiwałam wolno głową. Biła od niego
- 15:30mroczna energia. Podsycana przez
- 15:33otaczającą nas scenerię sprawiała, że
- 15:35pożałowałam opuszczenia dziśmurów
- 15:37rezydencji.
- 15:38Masz rację, jest późno. Gwałtownie
- 15:41wstałam, ale tym razem Elias zdążył
- 15:43zacisnąć pięść na mojej nogawce. Drugą
- 15:46dłoń, tę, w której trzymał łańcuszek,
- 15:48wbił w brudną ziemię, by się podeprzeć i
- 15:50podnieść w ślad za mną.
- 15:53Co ty robisz? Zawołałam zirytowana, ale
- 15:56też zażenowana jego dziwną
- 15:57zapalczywością.
- 15:59Byłoby głupio, gdybym zwawił cię tak
- 16:01daleko i teraz pozwolił ci odejść. To
- 16:04przestaje być zabawne, Eliasie.
- 16:06Powiedziałam chłodno. Zaczynasz się
- 16:08zachowywać jak jakiś
- 16:11Nie próbuję cię rozbawić. Wystarczy.
- 16:14Machnęłam dłonią ostro. Stanowczo, tak
- 16:16samo zabrzmiał mój głos. Byłam
- 16:19asertywna, tak jak uczyła mnie mama.
- 16:21Zostawisz mnie teraz w spokoju. Nie
- 16:24dowiedziałaś się, co ukrywa twoja
- 16:26rodzina. Wiesz co? Dziwnym trafem nagle
- 16:29przestało mnie to obchodzić.
- 16:31Przyszłaś tutaj. Coś zamgliło mi umysł,
- 16:34ale tylko na chwilę. Już się rozpogadza.
- 16:37Spojrzałam przelotnie na białe niebo.
- 16:39Dobra metafora. Rzeczywiście. Deszcz
- 16:42ustawał.
- 16:44Czyli się nie odwrócisz? Zapytał.
- 16:47Wisiorek w jego dłoni poruszał się na
- 16:48wietrze. Licha imitacja rubinu nie
- 16:50błyszczała nawet w naturalnym świetle.
- 16:53Szłam tyłem w stronę parkingu, kręcąc
- 16:55głową. Elias westchnął, więc muszę to
- 16:59zrobić mniej eleganckim sposobem.
- 17:01Dobrze. Wisiorek wylądował na ziemi.
- 17:04Elias upuścił go celowo, nagle już nim
- 17:06niezainteresowany. Kolejny dowód na jego
- 17:09bezwartościowość.
- 17:11W tym samym momencie coś mlasnęło lepko
- 17:14pod podeszwą mojej baletki. Błoto, na
- 17:16którym się poślizgnęłam.
- 17:19Ścięgno w łydce zabolało, rozciągnięte
- 17:21gwałtownie, bez rozgrzewki. Próbując
- 17:23złapać równowagę, podążałam wzrokiem za
- 17:26kawałkiem czerwonego plastiku.
- 17:28Zniknął w grząskiej ściółce, gdzie miał
- 17:30się teraz rozkładać przez setki lat.
- 17:33Elias bezbłędnie wykorzystał chwilę
- 17:35mojej nieuwagi. Wykonał ruch tak
- 17:37gwałtowny i niespodziewany, że kiedy
- 17:39zorientowałam się, iż należy uciekać,
- 17:42już oplatały mnie jego ramiona. Poczułam
- 17:44jego zapach, woń skóry, miętę jakby nutę
- 17:48grejpfruta. Sparaliżował mnie. Nie, nie
- 17:51zapach. Sparaliżował mnie szok. Chociaż
- 17:53w mojej głowie ciągle pulsowało wielkie
- 17:55czerwone ostrzeżenie, by w towarzystwie
- 17:57Eliasa mieć się na baczności, zwłaszcza
- 18:00dziś tutaj w tym lesie. To tak naprawdę
- 18:03nie wierzyłam, nie chciałam wierzyć, że
- 18:05coś mi z jego strony zagraża.
- 18:08Przecież zdążyliśmy się całkiem nieźle
- 18:10poznać. Droczyliśmy się ze sobą już od
- 18:12tak dawna. On cały czas próbował mnie
- 18:14wystraszyć, zgrywając mrocznego Bad
- 18:17Boya.
- 18:18Taka była dynamika naszej relacji.
- 18:20Owszem, popieprzona, ale jakże przy tym
- 18:22ciekawa. Przy Eliasie nie było nudy.
- 18:27No to teraz miałam za nudą zatęsknić.
- 18:30Elias! Zawołałam z niedowierzeniem,
- 18:32kiedy dotarło do mnie, że naruszył moją
- 18:34przestrzeń osobistą. Unieruchomił mnie.
- 18:38Do tej pory znałam jego bliskość, gdy
- 18:40kojąco otulał mnie ramionami, czasem
- 18:42nawet opiekuńczo, ale w jego objęciach
- 18:45nigdy nie było przemocy.
- 18:47Wykręcałam szyję, by spojrzeć mu w oczy,
- 18:50by na mojej twarzy zobaczył wyrzut i
- 18:52oburzenie i żeby zrozumiał, że mnie ten
- 18:54jego ciasny uścisk nie bawi. Ale nasze
- 18:57spojrzenia nie miały szans się spotkać,
- 18:59bo jego głowa znajdowała się zbyt wysoko
- 19:01ponad moją, a ramiona objęły mnie tak,
- 19:03że plecami przylgnęłam do jego klatki
- 19:05piersiowej. Otaczały nas gęste, ciężkie
- 19:08od wilgoci drzewa, których gałęzie
- 19:10ockały deszczem. Kątem oka próbowałam
- 19:13dostrzec ślady cywilizacji,
- 19:15ludzi, samochody, budynki, cokolwiek.
- 19:19Objęcia Eliasa zaciskały się na mojej
- 19:21drobnej sylwetce coraz bardziej
- 19:22stanowczo. Nieszkodliwe łobuzstwo, jakie
- 19:25cechowało go dotychczas, gdzieś się
- 19:27ulotniło. To nie było ani fajne, ani
- 19:30śmieszne. Moja intuicja do tej pory
- 19:33uśpiona nagle się rozbudziła. W głowie
- 19:35głośno zawył alarm. Działo się coś
- 19:37złego. Otworzyłam usta, gotowa się
- 19:40wydrzeć, wołając o pomoc. Zamiast tego
- 19:43sapnęłam w skrawek materiału, który
- 19:45Elias wepchnął mi do ust.
- 19:49W swoich działaniach był dwa kroki
- 19:51przede mną. Wiedział, co robi. Moje
- 19:53ciało przeszył potężny dreszcz paniki.
- 19:56Teraz wrzeszczałam już głośno, ale
- 19:58Knebel skutecznie tłumił mój krzyk.
- 20:01Eliasowi udało się zawiązać supeł z tyłu
- 20:03mojej głowy, w któryplątało się kilka
- 20:06kosmyków. Moje piski gubiły się w grubej
- 20:08tkaninie. Moje nadgarstki oplotła taśma.
- 20:12Przez chwilę miałam wrażenie, że
- 20:13wyrwałam się Eliasowi. On jednak działał
- 20:16zbyt sprawnie. Nie blefował, gdy
- 20:18zapowiadał, że ma plan. Nie znałam go z
- 20:21tej strony, z bycia tak silnym. Zgięłam
- 20:24się w pół, zdeterminowana, by się
- 20:26oswobodzić. Nic nie wskurałam.
- 20:29Moje nadgarstki sparaliżowane.
- 20:32Idź. Pchnął mnie. Zimne powietrze
- 20:35boleśnie kąsało moje płuca. Mimo to
- 20:37protestowałam, jęczałam i płakałam
- 20:39wściekle w knebel.
- 20:41Nie stawiaj się Lindci. Pouczył mnie
- 20:44szorstko. Jesteś na przegranej pozycji.
- 20:47Nie przyjmowałam jego słów do
- 20:48wiadomości. Komentarz Eliasa trafił na
- 20:51ścianę, odbił się od niej, po czym upadł
- 20:53gdzieś pod nasze nogi, wściółkową breję,
- 20:56o którą zapierałam się stopami. Baletki
- 20:59i tak były już zrujnowane. Dlatego nie
- 21:01powinno mi być szkoda, gdy Elias
- 21:03przydepnął ich tyły swoim masywnym
- 21:06buciorem. Przy następnym kroku zostały w
- 21:08błotnistej mazi. Najpierw jedna, potem
- 21:11druga. Z mojego gardła wydostał się
- 21:13kolejny stłamszony, pełen buntu pisk,
- 21:15gdy dotknęłam stopą lepkiego błota.
- 21:18Przeszły mnie ciarki. Ostra gałązka
- 21:20wbiła się w gołą podeszwę.
- 21:23Radzę ci stawiać szybkie i rozważne
- 21:25kroki, inaczej się pokaleczysz. Mruknął
- 21:27Elias. Huchał mi w kark i napierał na
- 21:31plecy, nie dając szansy na zatrzymanie
- 21:33się. A tam, dokąd cię zabieram, nikt nie
- 21:36będzie nad tobą skakał jak w domu, mała
- 21:38księżniczko.
- 21:40Moje stęknięcie przechwycił knebel. Z
- 21:42kącika ust spływała stróżka śliny.
- 21:45Przytuliłam policzek do ramienia, by ją
- 21:47otrzeć. Szybko jednak musiałam się
- 21:49wyprostować. Chwile nieuwagi kosztowały
- 21:51mnie potknięcia. Co róż próbowałam się
- 21:54wyrwać, zaprzeć albo przynajmniej
- 21:56wykręcić głowę tak, by spojrzeć Eliasowi
- 21:59w oczy. choćby po to, by sprawdzić, czy
- 22:02naprawdę uprowadza mnie właśnie ten sam
- 22:03chłopak, którego całowałam.
- 22:07Niegdyś chętnie przekraczał ze mną
- 22:09granicę i był przy tym delikatny. Dziś
- 22:12sam brutalnie je stawiał. Na każde moje
- 22:14szarpnięcie odpowiadał swoim,
- 22:16silniejszym i bezwzględnym.
- 22:19Moja filigranowa sylwetka tancerki nie
- 22:21pomagała w starciu z rosłym umięśnionym
- 22:23chłopakiem.
- 22:24Zrozumiałam to już dawno temu,
- 22:26dorastając w męskim otoczeniu. Tylko, że
- 22:29jak dotąd nikt nigdy nie chciał mnie
- 22:31naprawdę skrzywdzić. A Elias, on miał
- 22:34naprawdę bardzo mocny, bezlitosny chwyt,
- 22:36którym tak bezwzględnie mnie teraz
- 22:38unieruchomił. Przez moje ciało przeszedł
- 22:41prąd, gdy w kieszeni poczułam palce
- 22:43chłopaka. O mokrą ziemię głucho uderzył
- 22:46stary telefon Michaela. Używając go do
- 22:49komunikacji z Eliasem, cieszyłam się, że
- 22:51nie jest objęty nadzorem mojego ojca.
- 22:54Teraz tego żałowałam. Przynajmniej
- 22:56wiedziałby gdzie zacząć mnie szukać.
- 22:59Tymczasem aparat został za nami. W
- 23:01błocie niemożliwy do namierzenia. W
- 23:04gąszczu przed nami pojawiła się nagle
- 23:06granatowa plama. Rosła, gdy się do niej
- 23:08zbliżaliśmy. Wkrótce uformowała się w
- 23:12kształt masywnego, długiego jeepa,
- 23:14którego potężne brudne koła tkwiły w
- 23:17błocie, nie na asfalcie. Sklepowy
- 23:20parking został daleko za nami.
- 23:22Znajdowaliśmy się na kompletnym
- 23:24odludziu. Spanikowałam jeszcze bardziej.
- 23:27Przestań się w końcu szemutać. Upomniał
- 23:29mnie Elias. Szyba od strony kierowcy
- 23:32opuściła się, ukazując szeroką głowę
- 23:35około 30letniego mężczyzny. Jego
- 23:38kwadratowa pokryta kilkudniowym zarostem
- 23:40szczęka poruszała się rytmicznie. Pewnie
- 23:43żył gumę, ewentualnie kawałek opony.
- 23:46Wyglądał na niekonwencjonalnego typa.
- 23:48nieustraszonego samca Alfa. Nie można
- 23:51mnie winić, że na jego widok szarpnęłam
- 23:54się mocno, rozpaczliwie. Facet
- 23:56uśmiechnął się lekko, a jego głos
- 23:58zabrzmiał nawet całkiem sympatycznie,
- 23:59gdy się odezwał. Przed nami długa droga,
- 24:03mała. Uwierz mi na słowo. Nie chcesz
- 24:05drałować na piechotę tam, dokąd się
- 24:07wybieramy. I poklepał dłonią kierownicę.
- 24:10Poczucie zagrożenia wygrało z chęcią, by
- 24:12zachować godność, bo więcej nie otarłam
- 24:14policzka o ramię. Mimo że od
- 24:16energicznych protestów śliniłam się
- 24:19coraz bardziej, zamiast tego wiłam się w
- 24:22najbardziej koślawym tańcu w swoim
- 24:24życiu. Świadomość, że w te sytuacje
- 24:26zaangażowany jest ktoś jeszcze oprócz
- 24:28Eliasa, zmroziła mi krew w żyłach.
- 24:31Silnik Jeepa zaharczał i ożył. Znałam
- 24:35ten rodzaj aut. Wujek Will miał podobne
- 24:38u siebie w Miami.
- 24:40Były niezniszczalne. Radziły sobie nawet
- 24:42w najtrudniejszych warunkach. Na
- 24:44najbardziej bagnistych terenach błotnik
- 24:47sięgał mojego ramienia. Długie auta
- 24:50słyną z przestronnych wnętrz. Drzwi
- 24:52pasażera otworzyły się. Elias chwycił
- 24:55mnie w talii i podniósł nie zważając na
- 24:57moje wierzgające na wszystkie strony
- 24:59nogi. Bosą stopą kopnęłam w blaszany bok
- 25:02samochodu. Zabolało. Zaraz potem
- 25:05rąbnęłam piszczelem o kant stopnia.
- 25:07Zabolało jeszcze mocniej. Nieprzyjemny
- 25:10dreszcz przeszył mnie i unieruchomił na
- 25:12kilka sekund, które wystarczyły
- 25:14Eliasowi, by sprawnie władować mnie do
- 25:16samochodu. I zanim moja głowa zniknęła
- 25:19pod dachem granatowego Jeepa
- 25:21zaparkowanego w środku lasu, na jej
- 25:23czubek prosto z nieba coś spadło.
- 25:26W moich rozczochranych blond włosach
- 25:29zgubił się pierwszy w tym sezonie płatek
- 25:31śniegu.
- 25:36Rozdział drugi. Anestezjolog.
- 25:39Zapięcie pasa wbijało mi się w żebro.
- 25:42Leżałam na brzuchu z twarzą wciśniętą w
- 25:44fotel. Odchylałam głowę jak najdalej do
- 25:47tyłu, by choć trochę ułatwić sobie
- 25:48oddychanie. Nacisk na knebel sprawiał,
- 25:51że się dławiłam. Na tyłach Jeepa
- 25:54znajdowały się dwa rzędy siedzeń. Ja
- 25:55wylądowałam na ostatnim. Przykrywał go
- 25:58koc, rozścielony chyba specjalnie dla
- 26:01mnie. pewnie, żebym im nie ufajdała
- 26:03błotem eleganckiej skórki. Machałam
- 26:05nogami. Brudnymi stopami starałam się
- 26:08pomazać chociaż tapicerkę drzwi, dopóki
- 26:11Elias nie przygniótł mnie ciężarem
- 26:13swojego ciała, przesiadając na moich
- 26:15udach. Palec jednej dłoni wsunął za
- 26:18taśmę krępującą moje nadgarstki, żeby
- 26:20mieć nad nimi kontrolę. Drugą pisał na
- 26:23telefonie, co dostrzegłam, kiedy
- 26:24wykręciłam szyję. Zatrzęsło, gdy Jeep
- 26:28ruszył. jechał szybko, podskakując na
- 26:30wertepach i grubymi oponami rozchlapując
- 26:33błoto. Kierowca sprawnie manewrował
- 26:35między drzewami, korzeniami i leżącymi
- 26:38gdzieniegdzie głazami. Robiło mi się
- 26:40niedobrze. Nie sięgałam wzrokiem do
- 26:42okien, więc nie widziałam, dokąd mnie
- 26:44wiozą. Leżałam bezwładnie, stękając
- 26:47cicho w knebel. Pomyślałam, że zaraz
- 26:49uduszę się wymiocinami i rozważałam
- 26:52nawet wypowiedzenie takiej groźby na
- 26:53głos, ale nikogo chyba nie interesowało,
- 26:56co mam do powiedzenia. Wreszcie ułożyłam
- 26:58głowę na boku. Moja klatka piersiowa
- 27:01unosiła się szybko, a nogi bolały pod
- 27:03ciężarem Eliasa. Od czasu do czasu
- 27:06poruszałam dłońmi, żeby sprawdzić, czy
- 27:08węzeł nadal trzyma. W zasięgu mojego
- 27:11wzroku znajdował się tylko tył kolejnego
- 27:13fotela, ale kiedy się wysiliłam, mogłam
- 27:16kątem oka dostrzec kawałek Eliasa.
- 27:18Starałam się wwiercać w niego nienawiste
- 27:21spojrzenie, by poczuł moją furię. W
- 27:23pewnym momencie rzeczywiście opuścił
- 27:25telefon. Zrób to teraz. Powiedział to
- 27:29patrząc na mnie, ale jego rozkaz był
- 27:30skierowany do kogoś innego. Już w aucie
- 27:34rozległ się nieznajomy głęboki głos,
- 27:36który dobiegał z któregoś z siedzeń
- 27:38przede mną. Na myśl, że znajduje się tu
- 27:41jeszcze jeden mężczyzna. Przeszły mnie
- 27:43ciarki. Skoro nie udało mi się uciec
- 27:45jednemu Eliasowi, jak miałabym sobie
- 27:47poradzić z całym gangiem?
- 27:50Musimy się ogarnąć, a nie mogę nic
- 27:52zrobić, kiedy jest przytomna. burknął
- 27:55Elias. Chwilę wcześniej zmienił nieco
- 27:58pozycję i przestał przygniatać moje
- 27:59nogi, więc natychmiast zaczęłam się wić
- 28:02jak dżdżownica.
- 28:03Teraz jednak zamarłam. Sugeruję
- 28:06zaczekać, aż wyjedziemy na asfalt.
- 28:08Wkłuję się z większą precyzją, kiedy
- 28:10przestanie trząść.
- 28:12Co doktorku? Trudne warunki cię
- 28:14przerastają? Zakpił głośno kierowca
- 28:17gumę. Głos miał chropowaty jak kora tych
- 28:20wszystkich ponurych drzew, które
- 28:21mijaliśmy.
- 28:23Zalecono mi ostrożność z tą pacjentką.
- 28:26Odparł ten nazwany doktorkiem.
- 28:28Wypowiadał się ładniej, ale z zadufaną
- 28:31manierą ewidentnie urażony próbą
- 28:33podważenia jego kompetencji. Chciałbym
- 28:36więc być na tyle dokładny, na ile
- 28:38pozwalają na to obecne warunki.
- 28:42Gino, długo jeszcze będziemy jechać
- 28:44przez las?
- 28:46Elias podniósł głos, żeby kierowca go
- 28:48usłyszał. Trzy minuty. Uspokój się
- 28:51westchnął chłopak z irytacją, gdy po
- 28:53usłyszeniu wzmianki o wkłaniu się z nową
- 28:56energią zaczęłam szarpać się jak
- 28:58opętana. Rzucałam się na oślep, czując,
- 29:00że to moje ostatnie szanse na ratunek. W
- 29:03myślach przeklinałam własną głupotę,
- 29:06bezmyślność, nieodpowiedzialność i te
- 29:08wszystkie inne negatywne cechy, które
- 29:10dotychczas wypierałam. A tu proszę,
- 29:13doigrałam się. Popełniłam kretynizm
- 29:16życia. Za namową jakiegoś podejrzanego
- 29:18chłopaka uciekłam z domu i zostałam
- 29:20porwana.
- 29:22Dobra, teraz odezwał się ponaglająco
- 29:25Elias. Zrób to wreszcie.
- 29:28Nie przestawałam walczyć, więc gdy z
- 29:30leśnych wertepów zjechaliśmy na gładką
- 29:32szosę i nagle przestało trząść, prawie
- 29:34tego nie poczułam. Wielkie opony Jeepa
- 29:37sunęły po asfalcie jak nóż wbity w
- 29:39masło. Jakby kołujący po pasie startowym
- 29:42samolot wreszcie wzbił się w powietrze.
- 29:44Od tej pory ucieczka porywaczy miała być
- 29:46jeszcze sprawniejsza.
- 29:49Kliknęło zapięcie pasa. Mężczyzna, do
- 29:51którego zwracał się Elias, podniósł się
- 29:54z fotela, z siedzenia obok chwycił torbę
- 29:56i zgięty w pół przeszedł do nas.
- 29:59Dostrzegłam skrawek błękitnej koszuli,
- 30:01na którą miał narzuconą ciemną
- 30:03marynarkę. Na czubku jego głowy kręciły
- 30:06się mysie włosy przetykane pojedynczymi
- 30:08nitkami siwizny, owalna twarz, delikatny
- 30:11nierównomierny zarost i jasne skupione
- 30:14oczy. Ich spojrzenie skupione było na
- 30:17mnie, co wcale mnie nie dziwiło.
- 30:19Musiałam przedstawiać sobą niecodzienny
- 30:21widok ze stróżką śliny kapiącą z brody i
- 30:25szczęką nienaturalnie rozwartą przez
- 30:27knebel. Włosy wciąż jeszcze wilgotne od
- 30:30deszczu miałam w nieładzie. Twarz mokrą
- 30:32od łez, które ciągle mi leciały. Już
- 30:34sama nie wiem, czy ze złości, czy ze
- 30:36strachu. Stężałam. Choć nieznajomy robił
- 30:39nieco mniej przytłaczające wrażenie od
- 30:41kierowcy, to nadal był obcym, dorosłym
- 30:44facetem, który maczał swoje długie
- 30:46paluchy w porwaniu nastolatki.
- 30:48Pomyślałam, że musi mieć nierówno pod
- 30:50sufitem, choć jego pełne zawodowego
- 30:53profesjonalizmu spojrzenie i imponująca
- 30:55skórzana torba lekarska, którą właśnie
- 30:57ustawił pod fotelem, próbowały temu
- 31:00przeczyć. Kliknęły zapięcia, gdy ją
- 31:02otworzył. Wciskałam ucho w siedzenie.
- 31:05Koc łaskotał mnie w policzek. Ręce
- 31:07miałam wykręcone za plecami. Nawet w tak
- 31:10bezbronnej pozycji świdrowałam
- 31:12nieznajomego wrogim spojrzeniem. Ale gdy
- 31:14dostrzegłam zawartość jego torby, którą
- 31:17stanowiły różnorakie medyczne utensylia,
- 31:20oczy rozszerzył mi strach. Odsunęłam się
- 31:23od mężczyzny na tyle, na ile pozwalała
- 31:25ciasna przestrzeń, czyli o kilka marnych
- 31:28centymetrów.
- 31:29Nazywam się Jud i jestem
- 31:31anestezjologiem. Przedstawił się z
- 31:33zadufaniem w głosie sugerującym, że robi
- 31:35to bardziej dla własnego ego niż z
- 31:38uprzejmości.
- 31:39Jego ton, choć zabarwiony pewnym
- 31:41profesjonalizmem, brzmiał nieprzyjemnie
- 31:43mechanicznie.
- 31:45Być może przemawiał nim do pacjentów w
- 31:47szpitalu, o ile w ogóle z takowymi mwał
- 31:49do czynienia poza swoją przestępczą
- 31:51działalnością.
- 31:52Nie uwierzyłam, że imię, które mi podał
- 31:54jest prawdziwe, ale w kwestii swojej
- 31:56specjalizacji faktycznie mógł nie
- 31:58kłamać, co wywnioskowałam obserwując z
- 32:01jaką wprawą wciągnął na dłonie lateksowe
- 32:03rękawiczki.
- 32:06No chyba, że trudnił się profesją
- 32:08płatnego mordercy.
- 32:10Ile ona waży? Zapytał Eliasa. Przedmioty
- 32:13w jego walizce stukały cicho, gdy je
- 32:15przekładał. Nie mam pojęcia. Odmruknął
- 32:18chłopak. Jud zacisnął usta z
- 32:20dezaprobatą. wyciągnął coś jednorazowego
- 32:23z szeleszczącej folii. Prosiłem, żebyś
- 32:25się tego dowiedział. Kobiet się o to nie
- 32:28pyta. W oczach Juda obok skupienia
- 32:31pojawiło się niedowierzanie. To bardzo
- 32:33istotna informacja. Gdybym spróbował ją
- 32:36zdobyć, ona mogłaby się obrazić i sobie
- 32:39pójść. Burknął Elias. Wolałem nie
- 32:42ryzykować.
- 32:44Rzuciłam mu spojrzenie spodełba, ale
- 32:46kiedy Jud machnął strzykawką, odechciało
- 32:48mi się demonstrować złość. Spięłam
- 32:50wszystkie mięśnie i wygięłam się na
- 32:52tyle, na ile pozwalał mi krępujący mnie
- 32:54chwyt. Wydarłam się w knebel akurat w
- 32:57momencie, gdy Jud zapytał uprzejmie.
- 33:01Mógłbyś wyjąć jej to z ust? Żartujesz?
- 33:04Prychnął Elias. Poczułam, jak jego palce
- 33:07zaciskają się na moich nadgarstkach
- 33:09jeszcze mocniej. Muszę się od niej
- 33:11dowiedzieć, ile waży. Elias machnął
- 33:13dłonią nad moimi plecami. Ustal to na
- 33:16oko. Wolałbym poznać konkretną, zgodną z
- 33:20prawdą liczbę. Lekarze w filmach
- 33:22oceniają to na oko. A w prawdziwym życiu
- 33:25robimy z pacjentem wywiad. Ona ci nie
- 33:28odpowie. Jest uparta.
- 33:30Złowrogi błysk w moim oku, który zdawał
- 33:32się potwierdzać słowa Eliasa, na dzzie
- 33:35chyba nie zrobił wrażenia. Patrzył na
- 33:37mnie spod lekko zmrużonych powiek.
- 33:39jakbym była białą myszą laboratoryjną.
- 33:43Żołądek zacisnął mi się mocniej na widok
- 33:45czegoś, co zalśniło jaśniej niż bunt
- 33:48mojej tęczówce. W powietrzu błysnął
- 33:50ostry szpic igły. W okrytej lateksową
- 33:53rękawiczką dłoni Jud trzymał strzykawkę.
- 33:56Igła była cienka i krótka, co jednak
- 33:58stanowiło dla mnie marne pocieszenie. Na
- 34:01twarzy lekarza dostrzegłam wahanie, ale
- 34:03nie miałam złudzeń. Nie chodziło mu o
- 34:05moje dobro, tylko o to, by jak najlepiej
- 34:08wykonać powierzone mu zadanie.
- 34:11Nie możesz jej zmusić? Nie zamierzam się
- 34:13z nią szarpać. Elias naparł lekko na
- 34:16moje złączone nadgarstki, wbijając mi je
- 34:19głębiej w dolną część pleców. Jęknęłam w
- 34:22momencie, gdy dodał: "Potrzebuję jej w
- 34:24jednym kawałku." powiedział to bardzo
- 34:26stanowczo, ale w spojrzeniu Juda było
- 34:29nie mniej determinacji. Oczekiwał, że
- 34:31Elias zareaguje i Elias wreszcie to
- 34:34zrobił, choć bardzo niechętnie. Nachylił
- 34:36się nad moimi plecami i puścił związane
- 34:39dłonie. Drgnęłam, gdy rozplątując supę
- 34:42na mojej potylicy, pociągnął mnie za
- 34:44włosy. Zabolało, choć robił to całkiem
- 34:47delikatnie. Zanim poluzował knebel,
- 34:50szepnął mi do odsłoniętego ucha:
- 34:52"Zachowuj się, albo włożę go z
- 34:54powrotem". Pokiwałam głową. Groźby z ust
- 34:57człowieka, któremu do niedawna ufałam i
- 35:00którego darzyłam sympatią, raniły mnie.
- 35:03Ale nie mniej raniła materiałowa taśma w
- 35:05ustach. Wrzynała mi się w twarz i
- 35:07zmuszała do trzymania szczęki w
- 35:09nienaturalnej pozycji. Gdy wreszcie
- 35:11została wyciągnięta, z moich oczu
- 35:13popłynęła kolejna fala łez ulgi.
- 35:17Podbródek mi się trząsł. Nie mogłam do
- 35:19końca zamknąć buzi. Chciałam rozmasować
- 35:21szczękę, ale unieruchomione ręce mi na
- 35:23to nie pozwoliły. Powietrze wpadało do
- 35:26moich płuc zbyt szybko. Łapałam haust za
- 35:29haustem, krztusiłam się, kaszlałam.
- 35:33Elias trzymał knebel w pogotowiu. W
- 35:35każdej chwili gotów, znów, bez litości,
- 35:37wpakować mi go do gardła. Jego dłonie
- 35:40znajdowały się w zasięgu mojego wzroku.
- 35:42Na jednym z palców dostrzegłam dobrze mi
- 35:44znaną obrączkę w kolorze stali. To
- 35:47naprawdę był on, ten sam Elias, którego
- 35:49całowałam na balkonie willi wujka
- 35:51Adriena. Nie jego mroczny brat bliźniak.
- 35:55Waga zapytał Jud jak robot.
- 35:59Zainteresowany tym co mam do powiedzenia
- 36:01tylko po to, by dobrze wykonać swoją
- 36:03pracę.
- 36:05Gardziłam nim. Gardziłam tym, jak wielka
- 36:08musiała cechować go znieczulica. Choć
- 36:10przecież w przypadku kogoś wykonującego
- 36:12zawód zaufania publicznego powinno być
- 36:14dokładnie na odwrót. Nie odpowiedziałam.
- 36:17Leżałam z policzkiem przyciśniętym do
- 36:19siedziska, nadal walcząc z
- 36:21przyspieszonym oddechem, jak dyszący
- 36:23jeleń, który czeka, aż myśliwy go
- 36:25dobije. Ponownie zakaszlałam.
- 36:29Jud zmrzył powieki. Suchość w gardle
- 36:32ocenił, a potem zniżył głos, bym go nie
- 36:35usłyszała i mruknął do siebie. Trzeba
- 36:37nawodnić obiekt. Cóż, usłyszałam.
- 36:41Przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia.
- 36:44Pierdol się. Wydusiłam. Elias cmoknął z
- 36:47dezaprobato.
- 36:49Kątem oka dostrzegłam jego twarz.
- 36:51Zazwyczaj błąkała się po niej drwina,
- 36:53której jednak teraz tam nie było. Elias
- 36:56w skupieniu pochylał się nade mną. W
- 36:57każdej chwili gotów zareagować.
- 37:00Wszystkie emocje, łącznie z tymi
- 37:01fałszywymi, odłożył na bok. Był na
- 37:04misji, w której nie zamierzał ponieść
- 37:06porażki.
- 37:08Ty też dorzuciłam słabo. Nie wiem czy
- 37:11mnie usłyszał. W każdym razie w żaden
- 37:13sposób nie zareagował. Zakaszlałam
- 37:15głośniej. Coś załaskotało mnie w gardle.
- 37:18Pij. Polecił Jud. Przed moimi ustami
- 37:21wyrósł czubek słomki. Wetknięta w szyjkę
- 37:24szklanej butelki z wodą kusiła zbyt
- 37:26mocno, bym mogła odmówić. Uniosłam głowę
- 37:29i aż przymknęłam powieki, gdy poczułam,
- 37:31jak orzeźwiający płyn spływa mi przez
- 37:33gardło do żołądka. Waga!
- 37:37Jestem uczulona. Wystękałam, gdy Jud
- 37:39zabrał butelkę. Jego głowa przechyliła
- 37:42się lekko. Zdołałam go zaintrygować.
- 37:45Uczulona
- 37:47na to. Skinęłam słabo w kierunku
- 37:49strzykawki.
- 37:50Przecież nie wiesz, co to za substancja.
- 37:52Prychnął Elias. Środek na senny to chyba
- 37:55logiczne, nie? Warknęłam.
- 37:58Dostajesz reakcji alergicznej na środek
- 38:00anestetyczny.
- 38:02Upewnił się Jud. Nie wypatrzył na mnie,
- 38:04ale jedyne co widział to wiedza
- 38:06zgromadzona przez lata praktyki,
- 38:08przechowywana w zakamarkach umysłu
- 38:09niczym w archiwum.
- 38:11Szukał w nim rozwiązania, zanim jeszcze
- 38:13dobrze poznał problem. Taki lekarz to
- 38:16skarb. Pomyślałam z przekąsem. Ale
- 38:19poteknęłam ledwo, bo głowa ciążyła mi
- 38:22coraz bardziej. Elias przyglądał mi się
- 38:24z zaciśniętą szczęką i pociemniałymi
- 38:26oczami. Namiastkę ulgi i odprężenia,
- 38:29które zapewne odczuł po wypełnieniu
- 38:31najtrudniejszej części swojej głupiej
- 38:32misji, czyli uprowadzeniu mnie do Jeepa.
- 38:36Zastąpiła irytacja tą nagłą komplikacją.
- 38:40Blefuje. Stwierdził wreszcie.
- 38:43Zabijesz mnie, geniuszu. Niemal
- 38:45splunęłam tymi słowami.
- 38:49Jakie jest prawdopodobieństwo, że Lind
- 38:51Simonet ma uczulenie akurat na narkozę?
- 38:53Bardzo małe, ale nie zerowe. Odparł
- 38:56fachowo Jud. Kącik moich ust uniósł się
- 38:59w złośliwym uśmieszku. Byłam przerażona,
- 39:02obolała i zmęczona szamotaniną, ale
- 39:04nawet w takim stanie odczuwałam
- 39:06satysfakcję. Niestety, Elias nie dał mi
- 39:09triumfować zbyt długo. No i co z tego?
- 39:11Właśnie po to mamy na pokładzie lekarza.
- 39:13Powiedział szorstko. W razie czego cię
- 39:16uratuję. Jud nikły uśmiech od razu
- 39:19spełzł z mojej twarzy jakby na
- 39:21potwierdzenie słów Eliasa anestezjolog
- 39:24wyciągnął z walizki jakiś drobny
- 39:25przedmiot, który najwidoczniej miał pod
- 39:27ręką. Adrenalina. Teraz to na twarzy
- 39:31Eliasa pojawił się zimny triumf.
- 39:34Widzisz Ly? Skrzywiłam się na to
- 39:36zdrobnienie w jego ustach. wwiercając w
- 39:39niego nienawistny wzrok, syknęła
- 39:40miadowicie.
- 39:42Zdrajca.
- 39:44Elias wytrzymał to spojrzenie. Na jego
- 39:46twarzy nie doszukałam się choćby cienia
- 39:48łagodności czy współczucia. Zero
- 39:50wyrzutów sumienia. Ciemne oczy patrzyły
- 39:53na mnie z góry beznamiętnie.
- 39:55Zahipnotyzowały mnie. Na moment zgubiłam
- 39:57się w ich czarnej toni, zimnej i
- 39:59nieczułej. Drgnęłam. Wykorzystał moment
- 40:02mojej nieuwagi i na powrót wcisnął mi do
- 40:05ust obrzydliwy, wilgotny odśliny knebel.
- 40:07Nie zdążyłam zareagować,
- 40:10błagać go, by tego nie robił. Czułam,
- 40:12jakby z palców wyślizgnęła mi się ta
- 40:14siemka wolności. Elias ponownie mi ją
- 40:17wyrwał i zawiązał wokół ust, żebym
- 40:20milczała. Mogłam teraz co najwyżej
- 40:22krzyczeć w tłumiący każdy dźwięk kłąb
- 40:24materiału. Elias zawiązał supeł z tyłu
- 40:27mojej głowy. Znowu wplątały się w niego
- 40:29włosy. Bolało bardziej niż wcześniej,
- 40:32ale teraz powód ciepłych łes na moich
- 40:34policzkach był inny. Z wykręconą pod
- 40:36kątem głową widziałam wycelowaną w
- 40:38powietrze strzykawkę Juda. Odebrano mi
- 40:41nie tylko głos. Zaraz miało być gorzej.
- 40:44Miałam stracić też przytomność.
- 40:47Tak jak mówiłem, nie odpowie na pytanie
- 40:49o wagę. Powiedział wolno i chłodno
- 40:51Elias. A adrenalina się nie przyda.
- 40:54Spojrzał na mnie z góry obojętnie.
- 40:56Kłamie o uczuleniu. W razie czego jestem
- 40:59przygotowany. Zapewnił go jut.
- 41:02Komplikacji z alergią nie traktował jako
- 41:04specjalnie ambitnego wyzwania. Ponownie
- 41:07przymrużył powieki i nachylił się nade
- 41:09mną. Musiał często wysilać spojrzenie.
- 41:12Świadczyły o tym zmarszczki wokół jego
- 41:14oczu. Wiłam się pod Eliasem, by uniknąć
- 41:16dotyku lekarza na próżno. Twarde palce
- 41:19Juda ścisnęły mój biceps.
- 41:23Jest drobnej budowy ciała z umiarkowanie
- 41:25rozwiniętą masą mięśniową. Jud
- 41:27przechylił głowę. Jasne oczy kalkulowały
- 41:30coś z uwagą. wreszcie zadecydował.
- 41:33Zastosuję podejście zachowawcze. Lepiej
- 41:35stopniowo dostosowywać dawkę, niż ją
- 41:38przeszacować.
- 41:39Żadnego przeszacowywania. Potwierdził
- 41:41Elias. Następnie pociągnięcie za tłok,
- 41:45substancja nabrana. Odsłoń jej rękę.
- 41:48Polecił Judlias podwinął rękaw mojej
- 41:51bluzy. Ruchy miał zaskakująco delikatne.
- 41:55No już, zaraz będzie po wszystkim.
- 41:57Zapewnił mnie. Kręciłam głową. Dbałam,
- 42:00żeby nieustannie okazywać mu brak swojej
- 42:02zgody. Zziębnięte stopy wbijałam w drzwi
- 42:05Jeepa. Bolały, bo poraniłam je podczas
- 42:08przymusowej wędrówki przez las. Mimo to
- 42:11napierałam nimi, jakbym mogła mieć
- 42:13nadzieję, że drzwi się odblokują. Wtedy
- 42:16Elias wypadnie, a ja wyskoczę za nim na
- 42:18drogę i ucieknę. Ale drzwi nie drgnęły.
- 42:21Po odsłoniętej skórze na mojej ręce
- 42:23przejechał nasączony płynem
- 42:25dezynfekującym wacik. Następnie doktor
- 42:28Jud wyrzucił go do jakiegoś worka i
- 42:30uniósł strzykawkę. Wydarłam się w
- 42:32knebel. Krzyk jakby odbił się od niego i
- 42:35wrócił w głąb mojego gardła.
- 42:37Zakrztusiłam się nim. Fala strachu
- 42:39rozbiła się po moim ciele i rozpłynęła
- 42:41aż po koniuszki palców. Rzucałam się jak
- 42:44ryba wyciągnięta z wody, a mimo to
- 42:46doktor Jud miał na tacy to, czego
- 42:48potrzebował. Obnażone zgięcie mojego
- 42:51łokcia. Cienka igła z łatwością przebiła
- 42:54gładką skórę. Uczucie porażki po wkłciu
- 42:56było silniejsze od spowodowanego nim
- 42:58dyskomfortu. Wtłoczona do żył substancja
- 43:01zadziałała natychmiastowo. Zaciskając
- 43:04zęby na kneblu i podkurczając palce u
- 43:06rąk i nóg, próbowałam powstrzymywać
- 43:08powieki przed opadnięciem. A najgorszym
- 43:11uczuciem na świecie było to, gdy moje
- 43:13ciało przestało walczyć szybciej niż
- 43:15głowa.
- 43:20Rozdział trzeci.
- 43:22Skarpetki w pingwiny.
- 43:25Elias. Raz. W aucie słychać było tylko
- 43:29odliczanie Juda. Jednostjny szum
- 43:32autostrady, no i niespokojne bicie
- 43:34mojego serca.
- 43:36Siedziałem przy znieruchomiałej lincji
- 43:37monet, przyciskając ją ciężarem swojego
- 43:40ciała. Obok przy jej głowie kucał dud. W
- 43:43jednej ręce trzymał w pogotowiu
- 43:45strzykawkę z adrenaliną, a dwa palce
- 43:47drugiej, wskazujący i środkowy,
- 43:49przykładał do szyi dziewczyny. Dwa.
- 43:52Wstrzymywałem oddech, wypatrując na jej
- 43:55twarzy najdrobniejszych drgnięć mięśni,
- 43:57bladości lub zaczerwienienia,
- 43:59jakiegokolwiek śladu, który wskazywałby
- 44:02na to, że z jej organizmem dzieje się
- 44:04coś niedobrego. Trzy.
- 44:07Jud patrzył na tarczę zegarka na swoim
- 44:09nadgarstku, który wystawał spod rękawa
- 44:11granatowej marynarki. O ile dobrze
- 44:14zrozumiałem, liczył oddechy Linsy. Pełna
- 44:17koncentracja. cztery.
- 44:20Nie przerywałem mu. Tak minęły jakieś
- 44:23trzy minuty. Dopiero wtedy Jud zabrał
- 44:25palce z jej szyi, pozwolił rękawowi
- 44:27marynarki opaść i wstał. Strzykawkę
- 44:30wciąż ściskał w dłoni.
- 44:33Lindsey zasnęła pod narkozą. Pokręciłem
- 44:36głową, pomijając knebel w ustach i
- 44:38kosmyki blond włosów przylepione do
- 44:40mokrych od łez policzków. Jej twarz
- 44:42wyglądała normalnie. Spokojnie.
- 44:45Mówiłem, że kłamała. Mruknąłem. Posadź
- 44:48ją i przypnij pasem. Poinstruował mnie
- 44:51Jud. Ja będę przy niej czuwał na wypadek
- 44:53niespodziewanych komplikacji.
- 44:55Potaknąłem. Taki był plan. Jud
- 44:58skrupulatnie się go trzymał. To dobrze.
- 45:03Powoli się podniosłem. Nie siedziałem na
- 45:05niej całym ciężarem ciała w obawie, że
- 45:07pogruchotałbym jej kości. Kolana
- 45:10wbijałem w siedzenie na wysokości jej
- 45:11szczupłej talii, więc jej ciało
- 45:13znajdowało się pomiędzy moimi nogami.
- 45:17Pozycja może i dwuznaczna, ale
- 45:18skuteczna. Udało mi się unieruchomić
- 45:21Lindsy w kluczowym momencie.
- 45:25Teraz już mogłem zrobić z nią co
- 45:27chciałem. Najpierw zsunąłem jej stopy na
- 45:30podłogę. Były ubłocone i zmarznięte.
- 45:33Prawie poczułem wyrzuty sumienia, że w
- 45:35lesie pozbawiłem ją butów.
- 45:37Na panelu z tyłu samochodu dyskretnie
- 45:39podkręciłem ogrzewanie siedzenia.
- 45:42Nachyliłem się nad nią, by chwycić ją
- 45:44pod pachy i ustawić w pozycji pionowej,
- 45:46ale na chwilę zatrzymałem się nad jej
- 45:48twarzą.
- 45:50Knebel był piękną lekcją pokory za to
- 45:52jej wieczne wymądrzanie się, a jednak na
- 45:55widok jej ust coś zakuło mnie w klatce
- 45:58piersiowej. Zwykle miękkie, a podczas
- 46:00pocałunku tak słodkie, teraz zbielały
- 46:02napięte. Z ich kącika aż na brodę
- 46:05wyciekała stróżka śliny. Starłem ją
- 46:07delikatnie rąbkiem koca. Założyłem też
- 46:10zbłąkane blądzko smyki za ucho. Jud
- 46:13przypadkiem zauważył ten gest. By nie
- 46:15dać mu powodu do snucia durnych
- 46:17niepotrzebnych domysłów, przytknąłem
- 46:19wierzch dłoni do czoła Linii, udając, że
- 46:21sprawdzam jej temperaturę, choć za
- 46:23cholerę nie miałem takiego wyczucia.
- 46:26Zresztą monitorowanie jej funkcji
- 46:27życiowych to była jego robota, nie moja.
- 46:30Po to został zatrudniony. Miał za
- 46:32zadanie utrzymać ją stabilną,
- 46:34szczególnie w narkozie. Stanowi
- 46:37zagrożenie. Zauważył na głos Jud. Co?
- 46:40Burknąłem. Nie powinnam mieć ciała
- 46:43obcego w ustach. To niebezpieczne
- 46:45podczas narkozy.
- 46:47Szarpnięciem uniosłem ją i osadziłem w
- 46:49odpowiedniej pozycji. Jej głowa opadła,
- 46:52więc oparłem ją o zagłówek.
- 46:55Związane z tyłu ręce upchnąłem za jej
- 46:57plecami na wysokości lędźwi. To nie
- 46:59mogło być wygodne, ale przecież na razie
- 47:01i tak spała, więc było jej wszystko
- 47:03jedno.
- 47:04Nach, nie ruszaj. Ostrzegł mnie Gino,
- 47:07którego okulary przeciwsłoneczne mignęły
- 47:09w tylnym lusterku, gdy obserwował jak
- 47:11sięgam do knebla. I tak jest
- 47:13nieprzytomna. Zirytowałem się, że
- 47:16wpieprza się w nie swoje sprawy. Nie
- 47:18przepadałem za typem od pierwszych chwil
- 47:20naszej znajomości.
- 47:22Nigdy nie wiesz, kiedy się obudzi i
- 47:24wydrze.
- 47:26Knebel utrudnia jej oddychanie. Judo
- 47:29potwierdził. Poradzi sobie. Sorry, ale
- 47:32tobie akurat daleko do autorytetu w
- 47:34dziedzinie medycyny.
- 47:36Odwiązałem knebel, przeciągnąłem pas
- 47:39przez jej tłów i go zapiąłem. Włożyłem
- 47:42też poduszkę między jej kiwającą się
- 47:43bezwładnie głowę a przyciemniane okno. I
- 47:46tak ją zostawiłem śpiącą i bezbronną.
- 47:50Przeniosłem się na fotel w środkowym
- 47:51rzędzie. Z Lisi został Jud. Usiadł
- 47:55blisko niej i czujnie marszczył brwi
- 47:57przy każdym jej mimowolnym grymasie czy
- 47:59cichym jęknięciu.
- 48:01Nie ufałem nikomu w tym świadku. Judowi
- 48:04też nie. Ale skoro musiałem powierzyć
- 48:06zdrowie Linci w czyjeś ręce, to jego
- 48:08były najlepszym wyborem.
- 48:12Wreszcie mogłem się rozluźnić. Oparłem
- 48:14plecy na wygodnym siedzeniu. Potylice
- 48:16wcisnąłem w zagłówek i pozwoliłem
- 48:18powiekom opaść do połowy. Odetchnąłem.
- 48:22Chowanie się w lesie przed deszczem, a
- 48:24potem szamotanina z Lind Monet sprawiły,
- 48:26że dłonie, które właśnie luźno położyłem
- 48:28na udach, pokrywał brud.
- 48:31Przeniosłem spojrzenie na okno. Mijające
- 48:33nas na autostradzie samochody były tak
- 48:35samo zwyczajne i nie rzucające się w
- 48:38oczy jak nasz Jeep. Gino trzymał się
- 48:40jednego ze środkowych pasów i przezornie
- 48:43pilnował prędkości, żeby nie zatrzymała
- 48:45nas policja.
- 48:47Do Mffinville dojechaliśmy po mniej
- 48:49więcej godzinie. Zjazd z autostrady
- 48:51prowadził prosto na parking. Mieliśmy
- 48:54się przesiąść do suwa, żeby zgubić ślady
- 48:56i utrudnić monetą węszenie za nami. Nowy
- 48:59samochód był odrobinę niższy, ale tak
- 49:01samo długi. Czekał na nas w ustronnym
- 49:03miejscu za drzewami. W pobliżu stało
- 49:05tylko kilka ciężarówek. Wokół ani żywej
- 49:08duszy.
- 49:10Gino podjechał do SUA w taki sposób,
- 49:13żeby przenosiny odbyły się jak
- 49:14najdyskretniej. Akcja była sprawna i
- 49:16bezproblemowa, jakby dla jej zwieńczenia
- 49:19z nieba posypały się pierwsze w tym
- 49:21sezonie pojedyncze płatki śniegu.
- 49:24To ja objąłem plecy Linxi i wsunąłem
- 49:26ramię pod zgięcia jej kolan. Głowa
- 49:28dziewczyny bezwładnie oparła się o moją
- 49:30klatkę piersiową. Napiąłem mięśnie, żeby
- 49:33przetransportować ją ostrożnie i nie
- 49:35nabić jej przy tym jakiegoś siniaka.
- 49:37Przesadzałem,
- 49:39przynajmniej według Gino. Wysiadł z
- 49:42Jeepa i zsunął okulary przeciwsłoneczne
- 49:44na czubek głowy, odsłaniając oczy,
- 49:46dzięki czemu zobaczyłem jak nimi
- 49:47przewraca. Może jeszcze rozwiń dla
- 49:50naszej małej syrenki czerwony dywan.
- 49:52Zakwił chrapliwie. Opierając się o
- 49:54rozsunięte drzwi, obrzucił śpiącą Lin
- 49:57ciężkim spojrzeniem.
- 49:59Miałem na nią uważać, to uważam. Odwal
- 50:02się. Warknąłem.
- 50:05Przy Gino nie wolno było okazać
- 50:07słabości, inaczej zmieliłby człowieka
- 50:09jak gumę do żucia, którą splunął właśnie
- 50:11pod koła Jeepa. Chwilę przed tym, jak
- 50:13odpalił papierosa, wsadził go sobie do
- 50:16ust i mrużąc oczy od dymu, wyciągnął
- 50:18dłoń do policzka Lini. Obserwowałem, jak
- 50:21szorstkim kciukiem pociera jej delikatną
- 50:23skórę. Mocno, jakby próbował zsunąć ją
- 50:26dziewczynie z twarzy. Zostawił na niej
- 50:28nawet czerwony ślad. Śpiąca Ly wtuliła
- 50:32głowę jeszcze mocniej w moją pierś.
- 50:34Zmarszczyłem brwi i już miałem zapytać,
- 50:36co on odpierdala, ale szybko zabrał
- 50:38rękę. Z grymasem na ustach potarł ją o
- 50:41swoją skórzaną marynarkę. Ja pierdolę,
- 50:44cała się zaśliniła. To po co ją
- 50:46dotykasz? Burknąłem. Wzruszył ramionami.
- 50:50Buźka gładziutka, to dotykam. Trzymaj
- 50:53łapy przy sobie. Mały idiota z ciebie,
- 50:55że tak jej bronisz. Zadrwił.
- 50:58Powstrzymałem się przed przewróceniem
- 51:00oczami, bo mamy ją zaprowadzić do
- 51:02Stanislausa w jednym kawałku. Pamiętasz?
- 51:06Czy może jesteś takim debilem, że już
- 51:08zdążyło ci to umknąć? To dodałem w
- 51:10myślach. Ty lepiej patrz na nią. Gino
- 51:13kiwnął kanciastym podbródkiem na drżące
- 51:16powieki Lisy. Zaraz się obudzi, zacznie
- 51:18drzeć japę, przyleci jakiś okoliczny
- 51:20superbohater i spieprzysz całą misję.
- 51:24Chodzi ci o knebel? Prychnąłem, powoli
- 51:26ładując się do auta. Kumasz, że gdy śpi,
- 51:29może się w nim udusić. Należało go
- 51:31wyjąć. Jud zwrócił na to uwagę. Aha. Ja
- 51:36tam bym jej go wepchnął jeszcze głębiej.
- 51:38Rzuciłem mu pełne niechęci spojrzenie.
- 51:41Taka agresja była niepotrzebna. Jaki ty
- 51:43masz z nią problem? To dziewczyna z
- 51:46rodziny Monet. Odpowiedział. Wokół jego
- 51:49krótko ostrzeżonej głowy unosił się dym,
- 51:51który wpadał też do wnętrza samochodu,
- 51:53gdy Gino nachylił się i zajrzał do
- 51:55środka w ślad za mną.
- 51:58Bogata, rozkapryszona smarkula. Wzruszył
- 52:01ramionami, a kiedy układałem już Lindsy
- 52:03na jej nowym miejscu, dorzucił niby od
- 52:05niechcenia.
- 52:07Można by się z nią zabawić.
- 52:09Moje dłonie znieruchomiały na pasie
- 52:11bezpieczeństwa. Głowa Ly znowu się
- 52:13osunęła. Włosy opadły jej na twarz.
- 52:16Byłem tak blisko niej, że przez moment
- 52:18zapatrzyłem się na drobne
- 52:19bladoniebieskie żyłki na jej zamkniętych
- 52:21powiekach, po czym rzuciłem przez ramię
- 52:24lodowato: "Wypierdalaj za kierownicę i
- 52:26trzymaj się od niej z daleka".
- 52:29"Nie twoich rozkazów to słucham, młody."
- 52:32Wychrypiał Gina. "Pamiętaj o tym".
- 52:37W jego głosie wybrzmiało ostrzeżenie, a
- 52:39jednak zrobił, co mu kazałem. Niedopałek
- 52:42wylądował na asfalcie.
- 52:44Gino nawet go nie przydeptał. Wsiadł na
- 52:46miejsce kierowcy i odpalił silnik. Jako
- 52:49ostatni do środka ze swoją lekarską
- 52:51torbą wślizgnął się Jud, który w
- 52:53milczeniu zajął miejsce przy Lini i
- 52:56wrócił do monitorowania jej stanu
- 52:57zdrowia. Dzięki temu zyskałem jeszcze
- 53:00pół godziny spokoju, dopóki się nie
- 53:02obudziła. Zanim otworzyła oczy, zaczęła
- 53:04trzepotać powiekami. "Zwiększamy dawkę?"
- 53:08zapytał zawczasu Jut z gotową do użycia
- 53:10strzykawką w dłoni. Najpierw usiadłem
- 53:13bokiem w swoim fotelu, żeby lepiej
- 53:15widzieć jej twarz. Coraz bardziej
- 53:17przytomnie, marszcząc brwi, poruszyła
- 53:19podbrókiem. Podniosłem się szybko, żeby
- 53:22w porę stłumić jej pierwszy krzyk.
- 53:24Złapałem za knebel i wepchnąłem jej go w
- 53:26usta, zanim zdążyła załapać, co się
- 53:28dzieje. To musiała być dla niej
- 53:30nieprzyjemna niespodzianka. Dostrzegła
- 53:33mnie. Strach napełnił jej oczy nowymi
- 53:35łzami. Pomyślałem, że pewnie próbuję
- 53:37sobie przypomnieć, co się wydarzyło.
- 53:40Drgnęła raptownie, gdy następnie w dłoni
- 53:42Juda zobaczyła strzykawkę. Spojrzała mu
- 53:45w twarz. Jud przypatrywał się jej
- 53:47badawczo bez troski.
- 53:50Na razie niech będzie przytomna.
- 53:51Mruknąłem. Jud wykonywał moje rozkazy
- 53:54bez dyskusji. Schował strzykawkę i
- 53:57odsunął się od Linii tak gwałtownie,
- 53:59jakby zdiagnozował u niej nagle chorobę
- 54:01zakaźną. Na szczęście była zdrowa,
- 54:03miejmy nadzieję, choć z pewnością
- 54:06odczuwała jakiś ból, a przynajmniej
- 54:08dyskomfort, skrępowane ręce, znowu
- 54:11zablokowane usta, z każdą chwilą coraz
- 54:13mocniej się wierciła, coraz głośniej
- 54:15jęczała w knebel. Gino zerkał na nią w
- 54:18tylnym lusterku, czerpiąc rodzaj
- 54:20sadystycznej przyjemności z jej udręki.
- 54:23Chyba to mnie tak wkurzało, bo uniosłem
- 54:25palce i pstryknąłem nimi na dziewczynę.
- 54:27Ej!
- 54:29Nienawistne spojrzenie, które we mnie
- 54:31wbiła, było, przyznaję, zasłużone. Wyjmę
- 54:34ten knebel tylko, jeśli obiecasz, że
- 54:36będziesz cicho. Powiedziałem. Błagalny
- 54:39wyraz złagodził rysy jej twarzy. Żywo
- 54:42pokiwała głową. Po jej policzkach nadal
- 54:44ciekły łzy. Gino burknął coś z
- 54:47niezadowoleniem. Zignorowałem go.
- 54:49Zbliżyłem się do Lindsy powoli, aby
- 54:51pokazać, że w tym aucie to ja mam władzę
- 54:54i nie obchodzi mnie, co sobie myśli nasz
- 54:56kierowca. Kucnięcie przed nią groziło
- 54:59otrzymaniem kopniaka, bo wcześniej
- 55:01odpuściłem sobie krępowanie jej nóg.
- 55:03Patrząc prosto w jej szare oczy,
- 55:05wyciągałem ręce do supła na kneblu.
- 55:08Kłębił się w nich strach i słusznie, ale
- 55:11także złość i krnąbność, z których Linds
- 55:14Monet słynęła.
- 55:16Tak może być nawet ciekawiej pomyślałem,
- 55:18odrzucając na bok przesiąknięty ślinę
- 55:21materiał. Splotłem dłonie. Wewnętrzną
- 55:23stroną przedramion oparłem się o jej
- 55:25napięte kolana i czekałem, aż uspokoi
- 55:27oddech. Łapała powietrze łapczywie,
- 55:30pokasłując. Trwało to dłużej niż za
- 55:33pierwszym razem. Przyglądałem jej się z
- 55:35dołu cierpliwie i bez emocji. Nie
- 55:37zamierzałem ich okazywać, żeby nie
- 55:39odniosła jakiegoś mylnego wrażenia.
- 55:42Ręce! Wydusiła. Pokręciłem głową.
- 55:46Proszę. A tu drgnął mi kącik ust.
- 55:49Okazuje się, że wypieszczoną Lindcy
- 55:51Monet wcale nie tak trudno jest złamać.
- 55:54Zauważyłem cicho. Jej czoło z kilkoma
- 55:56przyklejonymi blondko smykami się
- 55:58zmarszczyło. Nie tak trudno. Wydukała,
- 56:01słabo, ale z wyraźnym wyrzutem. Ty mnie
- 56:03przecież porwałeś. Wzruszyłem ramionami.
- 56:07Fakt, niech ci będzie. Odchyliła głowę,
- 56:10eksponując swoją długą szyję. Przymknęła
- 56:12powieki. Zrezygnowana. Czego ty ode mnie
- 56:15chcesz?
- 56:16Bezpośrednio od ciebie? niczego.
- 56:19Otworzyła oczy i wbiła wzrok w
- 56:21podsufitkę. Każde przełknięcie śliny
- 56:23było widoczne pod skórą jej szyi.
- 56:26Poruszała też szczęką, próbując
- 56:28przywyknąć do braku knebla w ustach. Pod
- 56:31rękami czułem drżenie jej kolan. W takim
- 56:33razie o co w tym wszystkim chodzi? To
- 56:36nie jest rozmowa na teraz. Uciąłem. A na
- 56:39kiedy? Opuściła podbródek i wreszcie
- 56:42znów spojrzała mi w oczy. Dokąd ty mnie
- 56:45wywozisz?
- 56:47Sięgnąłem po knebel, który leżał na
- 56:48siedzeniu obok. Lindcy błyskawicznie się
- 56:51spięła. Zadaj mi jeszcze jedno pytanie.
- 56:54Rzuciłem złowrogo, jakbym ją wyzywał.
- 56:56Wpatrywałem się w nią z powagą, żeby
- 56:58skutecznie ją zastraszyć. Nie musiałem
- 57:01się szczególnie wysilać. Już i tak była
- 57:03przerażona. Zagryzła wargi, ale nie
- 57:06zdołała powstrzymać obelgi, która
- 57:08wyślizgnęła się z jej ust. Jesteś
- 57:10psychopatą.
- 57:12Tym bardziej nie powinnaś mnie testować.
- 57:15Odparłem. Wolną dłonią poklepałem ją po
- 57:18kolanie. Moja obrączka zalśniła.
- 57:20Poruszyłem się, żeby wstać. Czekaj.
- 57:23Zawołała ochryplę. Co jest?
- 57:26Przykrzywiłem głowę. Włosy, które opadły
- 57:28mi na czoło, odgarnąłem do tyłu.
- 57:31Poczułem, jak napina uda jeszcze
- 57:32mocniej. Bardzo bolą mnie ręce.
- 57:35Poskarżyła się smutno wywijając dolną
- 57:38wargę. Poruszyła ramionami. Możesz
- 57:40chociaż związać mi je z przodu?
- 57:44Nie, ale dodatkowo mogę związać ci nogi.
- 57:46Odpowiedziałem. Co ty na to? Nie. Tym
- 57:50razem pogłaskałem ją po kolanie.
- 57:52Próbowała zabrać je z zasięgu mojej
- 57:54ręki, równocześnie nadal zaciskając uda.
- 57:57Nie przechyliłem głowę jeszcze bardziej.
- 58:00Czułam każdą ciarkę na jej skórze. W jej
- 58:02biednym organizmie szalał właśnie
- 58:04armagedon emocji.
- 58:06Drżysz, Lindsy, bo mi zimno. Spuściła
- 58:11spojrzenie na swoje bose stopy, które
- 58:13pocierała o siebie, by je rozgrzać.
- 58:15Słuchaj, westchnąłem. Nie moja wina, że
- 58:18nie włożyłaś normalnych butów. No tak,
- 58:20wybacz. Gdybym wiedziała, że mnie
- 58:22porwiesz, lepiej bym się przygotowała.
- 58:25Mogę ewentualnie zacząłem chcąc jej
- 58:28zaproponować podkręcenie ogrzewania, ale
- 58:30przerwał mi szorstki głos Gino zza
- 58:32kierownicy. E, przymknijcie się tam, bo
- 58:35zjeżdżam na stację. Warknął Lindy.
- 58:39Prychnęła do mnie cicho, ale
- 58:40prześmiewczo. Nawet wcześniej nie
- 58:42zatankowaliście, najgorsi porywacze.
- 58:45Zignorowałem ją. Wbrew temu, co myślała,
- 58:48nie byliśmy jełopami. Przygotowaliśmy
- 58:51się, odwróciłem głowę i rzuciłem do
- 58:53Gino. Przecież bak jest pełny, ale chcę
- 58:56coś kupić i muszę się odlać. Na chwilę
- 58:59oderwał oczy od drogi, aby rzucić mi
- 59:01spojrzenie do tyłu i zamruczał
- 59:03słowieszczo: "Pilnuj, by mało lata
- 59:05siedziała cicho."
- 59:07Lind natychmiast zacisnęła usta, zapewne
- 59:10po to, żeby mi pokazać, jaka to ona nie
- 59:12zamierza być posłuszna bez knebla. Ale
- 59:14nie byłem na tyle durny, aby ryzykować.
- 59:17Podniosłem się, by łatwiej sięgnąć do
- 59:19jej twarzy, którą natychmiast
- 59:21przycisnęła do ramienia, jak wtedy, gdy
- 59:23wycierała o nie policzek ze śliny.
- 59:26"Nie będę się odzywać. Obiecuję!"
- 59:28zawołała. Zamknąłem palce na jej szczęce
- 59:31i siłą uniosłem jej podbródek. Szare
- 59:33oczy lśniły.
- 59:35Elias oddychała ciężko, spanikowana. Ja
- 59:39też muszę do łazienki. Ty musisz
- 59:41wytrzymać. W jej ustach z powrotem
- 59:44wylądował knebel. Żeby nie oglądać, jak
- 59:46Lisy popiskuje w niego niczym
- 59:48nowoarodzone kocie, wróciłem na swoje
- 59:51miejsce. Do toalety chodziliśmy na
- 59:53zmianę. Pierwszy poszedł Gino. Wrócił z
- 59:56puszką energetyka i jakimiś batonami,
- 59:58które rzucił sobie na siedzenie obok
- 1:00:00fotela kierowcy. Następnie za potrzebą
- 1:00:03udał się Jud, a dopiero potem ja.
- 1:00:05Załatwiłem sprawę szybko, żeby nie
- 1:00:07zostawiać Lincji samej zbyt długo.
- 1:00:10Rozkaz od Stanislausa był jasny. Należy
- 1:00:13dowieść ją do celu w jednym kawałku. I
- 1:00:15wszyscy raczej go przestrzegali, ale
- 1:00:17wolałem nie kusić losu. Gino był
- 1:00:20popaprany.
- 1:00:22Przy wyjściu z budynku stacji moją uwagę
- 1:00:25zwróciły puchate skarpetki wiszące na
- 1:00:27ekspozytorze wśród różnych innych
- 1:00:28bezsensownych gadżetów. Najpierw
- 1:00:31przeszedłem obok nich obojętnie, ale coś
- 1:00:33mnie tknęło i zawróciłem. Złapałem
- 1:00:36pierwszą lepszą parę. Trafiły się
- 1:00:37niebieskie z nadrukowanymi
- 1:00:39czarno-białymi pingwinami, które wesoło
- 1:00:41machały skrzydłami. Materiał zajebiście
- 1:00:45milusi w dotyku. Gino obserwował Lindy w
- 1:00:48lusterku, szeleszcząc papierkiem od
- 1:00:50batona. Ona z kolei patrzyła tęskno
- 1:00:52przez przyciemnianą szybę na
- 1:00:54cywilizowany świat za oknem. Tak bliski,
- 1:00:57a jednocześnie tak odległy. Choć nie
- 1:00:59pałała do mnie teraz sympatią, to chyba
- 1:01:01jej ulżyło, kiedy wróciłem.
- 1:01:04Zatrzymaj się kawałek dalej.
- 1:01:06Poinstruowałem Gino, kiedy odpalił
- 1:01:08silnik gdzieś w lesie.
- 1:01:11Jego szeroka twarz rozciągnęła się w
- 1:01:13idiotycznym uśmiechu, ale tym razem
- 1:01:15przyjął polecenie bez dyskusji.
- 1:01:17Dobrze.
- 1:01:19Minąłem Juda, który siedział w środkowym
- 1:01:22rzędzie i czytał coś na tablecie. Cały
- 1:01:24ekran pokrywała drobna czcionka jakiegoś
- 1:01:26artykułu, zapewne naukowego. Spokojny,
- 1:01:30cichy, w każdej chwili gotowy do
- 1:01:32wykonania pracy, do której został tu
- 1:01:34ściągnięty.
- 1:01:35Skarpetki w pingwiny wylądowały na
- 1:01:37fotelu obok Lindsey. Spojrzała na nie,
- 1:01:40po czym przeniosła wzrok na mnie.
- 1:01:41Wyciągnęła szyję, chcąc chyba, żebym
- 1:01:44wyjął jej knebel z ust. Przysiadłem obok
- 1:01:47i po raz kolejny dziś rozplątałem supeł
- 1:01:49z tyłu jej blondwłosej głowy. Dzięki za
- 1:01:52skarpetki. powiedziała od razu. Byłem
- 1:01:55pewny, że ma je w dupie, ale z kneblem w
- 1:01:57ustach nieustannie kminiła, co mówić, by
- 1:01:59utrzymać moją przychylność. Rozwiążesz
- 1:02:02mnie chociaż na chwilę, żebym mogła je
- 1:02:04założyć? Nie.
- 1:02:07Jak mam zrobić z nich użytek, skoro nie
- 1:02:09mogę poruszyć dłońmi? Najpierw pójdziesz
- 1:02:11wysikać się w lesie. Wskazałem okno po
- 1:02:14jej stronie. Gino właśnie zjechał z
- 1:02:17głównej drogi i zaczęło porządnie
- 1:02:18trząść. Wyraźnie dało się odczuć, że to
- 1:02:21nie jest już wysoko zawieszony Jeep z
- 1:02:23napędem na cztery koła. Lindcy
- 1:02:26zamrugała, ewidentnie speszona. Nie chcę
- 1:02:29w lesie. Oburzyła się. Chcę do łazienki.
- 1:02:32Lepszej od tej pod krzaczkiem nie
- 1:02:33uświadczysz. Elias przełknęła ślinę. No
- 1:02:37proszę cię, to nie humanitarne.
- 1:02:40Możemy też nie zatrzymywać się wcale. Po
- 1:02:43prostu potrzebuję cywilizowanych
- 1:02:44warunków. Muszla klozetowa, papier,
- 1:02:46umywalka, podstawowe rzeczy.
- 1:02:49Do naszych uszu doleciało pogardliwe
- 1:02:51prychnięcie Gino. Rozpieszczona
- 1:02:53gówniara.
- 1:02:56Lindy spojrzała w jego kierunku
- 1:02:57oburzona. Sam poszedłeś do normalnej
- 1:03:00toalety. Odpyskowała mu podniesionym
- 1:03:02głosem. Elias, ja myślę, że chyba nasza
- 1:03:04panienka Monet miewa za krótkie sesje z
- 1:03:07Kneblem, skoro jej struny głosowe tak
- 1:03:09szybko się regenerują. Zignorowałem go i
- 1:03:12zwracając się do Lini powiedziałem
- 1:03:14twardo i stanowczo: "Możesz się załatwić
- 1:03:16w lesie albo wcale, wybieraj".
- 1:03:19Jej dolna warga znowu zaczęła drżeć, ale
- 1:03:21no przykro mi. W obecnej sytuacji nie
- 1:03:24było takiej możliwości, żebym zmiękł.
- 1:03:26Czyli wcale. Uznałem po chwili jej
- 1:03:29milczenia. Nie, czekaj. Przewróciłem
- 1:03:32oczami. Nie mamy na to czasu, Lindsey. A
- 1:03:35przed nami jeszcze długa droga. Dodał
- 1:03:37śpiewnie Gino. Wszystko szło zgodnie z
- 1:03:40planem, więc stawał się coraz bardziej
- 1:03:41wyluzowany. Humor chyba najbardziej
- 1:03:44poprawiły mu batony, które teraz wsuwał
- 1:03:46jednego za drugim. Lindti oblizała
- 1:03:49wargi. Wbiła we mnie spojrzenie tych
- 1:03:51swoich dużych, szarych, załzawionych
- 1:03:52oczu, próbując nawiązać ze mną kontakt
- 1:03:55wzrokowy. Zaczarować mnie, urobić,
- 1:03:57ubłagać. Była w tym niezła, przyznaję.
- 1:04:01Cóż, mając takiego starego jak Vincent
- 1:04:03Monet, na pewno nauczyła się kilku
- 1:04:04sztuczek. Muszę skorzystać z normalnej
- 1:04:07łazienki. Eliasie, westchnąłem. Chyba
- 1:04:11rozumiesz, dlaczego nie puszczę cię na
- 1:04:12stację. spytałem unosząc brwi. Załatwisz
- 1:04:15się, Linci w lesie albo w ogóle
- 1:04:17wybieraj. Moje spojrzenie było
- 1:04:19beznamiętne i nieprzejednane. Szybko
- 1:04:23zrozpaczona Mina na Lini wydała mi się
- 1:04:26wyolbrzymioną reakcją na sikanie w
- 1:04:28krzakach. Jasne, rozumiem, że dla
- 1:04:30dziewczyn to mniej komfortowe niż dla
- 1:04:31facetów, ale bez przesady. Ja tu
- 1:04:34naprawdę nie miałem przestrzeni na
- 1:04:35ustępstwa. Wreszcie Lindy zaakceptowała
- 1:04:39swoją porażkę i pokiwała głową. Gino,
- 1:04:42stajemy. Poleciłem.
- 1:04:44Pensylvania to piękny stan. Porasta ją
- 1:04:47tak wiele lasów, że naprawdę nietrudno
- 1:04:48jest znaleźć ustronne miejsca, raj dla
- 1:04:51miłośników natury oraz porywaczy. Kiedy
- 1:04:54się zatrzymaliśmy, rozsunąłem drzwi.
- 1:04:57Trzymając Lincji za łokieć,
- 1:04:58wyprowadziłem ją na zewnątrz. Wzrygnęła
- 1:05:01się, gdy jej bose stopy dotknęły zimnej
- 1:05:03ziemi. Las zaczynała pokrywać cieniutka,
- 1:05:06wciąż jeszcze prześwitująca warstwa
- 1:05:08bieli. Rozwiąż mnie! Stęknęła. Tylko na
- 1:05:11chwilę. Nie rób tego, młody. Ostrzegł
- 1:05:14mnie Gino. Choć nie skończył jeszcze
- 1:05:17przeżuwać batona, wygramolił się z
- 1:05:19samochodu, żeby wcisnąć sobie do ust
- 1:05:20papierosa.
- 1:05:22Lindsy cała się trzęsła. Byłem pewien,
- 1:05:24że to ze złości, nie z zimna. W jej
- 1:05:27żyłach krążyło zbyt wiele adrenaliny, by
- 1:05:29mogła odczuwać chłód. W sumie to lepiej
- 1:05:32dla niej, bo ubrała się kompletnie
- 1:05:33nieodpowiednio do pory roku i pogody.
- 1:05:37Nie dam rady wysikać się z rękami
- 1:05:39związanymi na plecach. Piekliła się.
- 1:05:41Elias, no proszę. No jak niby mam to
- 1:05:44zrobić? Nawet nie zdejmę spodni.
- 1:05:47Pstryknęła zapalniczka Gino uśmiechał
- 1:05:49się wrednie, a Lindsy drżała z
- 1:05:51wściekłości i wstydu, że w ogóle musi
- 1:05:53tłumaczyć takie rzeczy.
- 1:05:55Uspokój się. Warknąłem, żeby się
- 1:05:57ucizyła. W końcu posłuchała i zamilkła.
- 1:06:01A ja po chwili namysłu przyznałem jej
- 1:06:03rację. Wyjąłem z kieszeni nóż. Ten sam,
- 1:06:05którego niegdyś tak się obawiała na
- 1:06:07terenie akademii w czasie, gdy jeszcze
- 1:06:09musiałem zabiegać o jej sympatię. Jednym
- 1:06:12sprawnym ruchem przeciąłem więzy.
- 1:06:14Odetchnęła z ulgą i natychmiast zaczęła
- 1:06:16rozmasowywać nadgarstki. Tylko żebym
- 1:06:19tego nie pożałował. Burknąłem i
- 1:06:21wskazałem nożem drzewa przed nami.
- 1:06:23Idziemy.
- 1:06:25Jeszcze wczoraj, gdy łączyła nas dawna
- 1:06:27relacja, Lindsy dyskutowałaby ze mną do
- 1:06:29upadłego. Teraz jednak wszystko się
- 1:06:31zmieniło. Próbowała zgrywać odważną, ale
- 1:06:34widziałem, że się boi. Popatrzyła na
- 1:06:36mnie ostrożnie, jakby zastanawiała się
- 1:06:39na ile jeszcze może sobie pozwolić. Nie
- 1:06:41ruszyła się.
- 1:06:43No co? zapytałem zniecierpliwiony. Serio
- 1:06:46moja cierpliwość ma swoje granice.
- 1:06:48Potrzebuję chusteczek nawilżanych.
- 1:06:50Czego? Skrzywiłem się. Chusteczek, żeby.
- 1:06:53No. Dla higieny. Nie. Zakłopotana
- 1:06:57pocierała dłonie. Przymknąłem powieki.
- 1:07:00Ta dziewczyna jest niemożliwa.
- 1:07:03Pieprzona monet. Parsknął Gino.
- 1:07:05Wyciągnął papierosa z ust i zanurkował
- 1:07:07do wnętrza samochodu. Nachylił się do
- 1:07:10schowka przed fotelem pasażera. Wolną
- 1:07:12dłonią wyjął coś ze środka i rzucił nam
- 1:07:14to pod nogi. Na ziemi leżała paczka
- 1:07:16wilgotnych chusteczek. Lindy zagapiła
- 1:07:19się na nią, marszcząc brwi. One służą do
- 1:07:22czyszczenia tapicerki. Powiedziała
- 1:07:24tonem, w którym pobrzmiewało zgorszenie.
- 1:07:27Gino zaciągnął się, po czym wydmuchnął
- 1:07:29dym, patrząc na nią niewzruszony.
- 1:07:32Są nawilżane. Do tapicerki. Zapiszczała
- 1:07:35Lincy. Lepszych nie dostaniesz. Zerknęła
- 1:07:38na mnie z pełnym niedowierzania
- 1:07:39oburzeniem, ale nie znalazła
- 1:07:41zrozumienia. Tym samym spojrzeniem
- 1:07:43próbowała obrzucić Gino, ale jego groźna
- 1:07:45mina ją speszyła. Pokonana wreszcie
- 1:07:48kucnęła i podniosła chusteczki.
- 1:07:50Przycisnęła je do piersi i dała mi się
- 1:07:52poprowadzić między drzewa. Elias, co to
- 1:07:54ma być? Zapytała ściszonym głosem, gdy
- 1:07:57odeszliśmy wystarczająco daleko, by nikt
- 1:07:59więcej nas nie słyszał. Milczałem
- 1:08:01zaciskając dłoń na jej łokciu. Co ty
- 1:08:04odwalasz? ciągnęła. Spotykaliśmy się,
- 1:08:07przegadaliśmy tyle godzin, pocieszałyś
- 1:08:09mnie. A teraz co? Tutaj wskazałam jej
- 1:08:13kępę krzaków. Wokół zero żywej duszy,
- 1:08:16tylko ponury, przypruszony śniegiem las.
- 1:08:19Puściłem ją, ale nie ruszyła się z
- 1:08:20miejsca. Stała tam, świdrując mnie
- 1:08:23wzrokiem. Nie zrobiło to na mnie
- 1:08:25większego wrażenia. Serio, Eliasie,
- 1:08:28porwałeś mnie? Nie wiesz, że moja
- 1:08:30rodzina mnie odnajdzie, a nawast się
- 1:08:32zemści? przechyliła głowę niemal jakby
- 1:08:34to ona współczuła mnie. Niewzruszony
- 1:08:37wyciągnąłem dłoń w zapraszającym geście.
- 1:08:40No już nie ma czasu. Rozejrzała się
- 1:08:42jakby na drzewach rosły pomysły na
- 1:08:44negocjacje.
- 1:08:45Czego chcesz? Pieniędzy? Możemy się
- 1:08:48dogadać. Mam pieniądze. Parsknąłem
- 1:08:50ponuro. Och, Lindsy, wiem.
- 1:08:54Pomogę ci tylko. Nagle ruszyłem do niej.
- 1:08:58Prawie na nią wszedłem, więc musiała się
- 1:09:00cofnąć. Przycisnęła plecy do pnia.
- 1:09:02drzewa. Zadarła głowę, by spojrzeć mi w
- 1:09:04oczy. W jej szarych tęczówkach nadal
- 1:09:07tlił się strach. Rozgorzał na nowo, gdy
- 1:09:10przesunąłem twarz do jej twarzy. Masz
- 1:09:13minutę. Szepnąłem zachrybniętym głosem.
- 1:09:15Jeśli usłyszę, że wstajesz i uciekasz,
- 1:09:17złapie cię, a potem zmienię Gino za
- 1:09:19kierownicą. Oddam cię jemu do nińczenia.
- 1:09:22Chcesz? W milczeniu pokręciła głową. Tak
- 1:09:26myślałem. [parsknięcie] Lindia oderwała
- 1:09:28się od drzewa i wypuściła z płuc drżący
- 1:09:31oddech. bez dalszej dyskusji znalazła
- 1:09:33odpowiednie miejsce i z poczerwieniałymi
- 1:09:35policzkami kucnęła w momencie, gdy się
- 1:09:37odwróciła. Chwilę to zajęło. Krępowała
- 1:09:41się. Wiedziała, że nasłuchuje, czy nie
- 1:09:43ucieka. Nie żebym zgrywał teraz
- 1:09:45najporządniejszego gościa na świecie,
- 1:09:47ale naprawdę nie zamierzałem się
- 1:09:49odwracać.
- 1:09:50Lindcy zasługiwała, by zachować resztki
- 1:09:53godności. Odezwałem się tylko dlatego,
- 1:09:55że strasznie długo to trwało.
- 1:09:57Skończyłaś? Nie mogę się skupić.
- 1:10:00Przecież jest cicho.
- 1:10:03Chodzi o stres. Lepiej, żebyś nad nim
- 1:10:05zapanowała, bo daruj sobie. Fuknęła.
- 1:10:08Twoje groźby nie pomagają. Zamilkłem.
- 1:10:11Sądziłem, że potrzebuję ciszy, ale ona
- 1:10:13zdecydowanie starała się ją zagłuszyć,
- 1:10:16bo zaraz znowu zaczęła paplać za moimi
- 1:10:18plecami. Będę musiała umyć ręce.
- 1:10:21Patrzyłem przed siebie na nudne drzewa.
- 1:10:24Jesteśmy w lesie, Lindy. Chyba masz w
- 1:10:26aucie wodę. Westchnąłem.
- 1:10:30Jut na pewno ma jakiś płyn do
- 1:10:32dezynfekcji.
- 1:10:33Poprosisz go ładnie, to może użyczy ci
- 1:10:35kropli. Potrzebuję wody. Upierała się.
- 1:10:38Chcę też umyć stopy. Nie mamy czasu,
- 1:10:41żeby urządzać ci tu spa. Higiena
- 1:10:44osobista to podstawowa potrzeba. Lindsy,
- 1:10:47zaspokajanie twoich potrzeb, nawet tych
- 1:10:49podstawowych, to z mojej strony
- 1:10:51uprzejmość, niepowinność. nie
- 1:10:53odpowiedziała.
- 1:10:55Minęło kilka kolejnych długich sekund, a
- 1:10:57może i kilkadziesiąt. Otoczenie się nie
- 1:11:00zmieniło. Drzewa stały na baczność.
- 1:11:02Szron na ściółce nie topniał. To było
- 1:11:05jak zatrzymanie czasu, aż nagle do moich
- 1:11:07uszu doleciał trzask. Nienaturalny,
- 1:11:09podejrzany. Błyskawicznie się
- 1:11:11odwróciłem. Długie blond włosy ginęły
- 1:11:14wśród nagich gałązek. Powiewały targane
- 1:11:17gwałtownym pędem. Lindy gnała przez las,
- 1:11:20jakby od tego zależało jej życie.
- 1:11:24Na ułamek sekundy zamarłem, po czym
- 1:11:26przewróciłem oczami. Oczywiście, że
- 1:11:28spróbowała ucieczki. Nie byłaby sobą,
- 1:11:31gdyby tego nie zrobiła. Napiąłem mięśnie
- 1:11:33i rzuciłem się za nią w pogoń. Jej lekki
- 1:11:36krok doświadczonej tancerki przydał się
- 1:11:38przy sprytnym, bezgłośnym wymykaniu się,
- 1:11:41ale w wyścigu zawodził. Zbyt delikatny,
- 1:11:44na dodatek bosy, szybko zaczął
- 1:11:46przegrywać z moim, ciężkim i szybkim.
- 1:11:49To, co wbijało się w nagą stopę Lisy,
- 1:11:52raniąc ją, moje masywne podeszwy
- 1:11:54miażdżyły bezlitośnie. Kiedy smukła
- 1:11:57sylwetka Lisi znalazła się na
- 1:11:59wyciągnięcie mojej ręki, najpierw
- 1:12:00złapałem ją za tył bluzy i przyciągnąłem
- 1:12:03do swojej piersi. Drugie ramię owinąłem
- 1:12:06wokół jej talii, niczym wąż oplatający
- 1:12:08swoją ofiarę. Jej klatka piersiowa
- 1:12:10gwałtownie unosiła się i opadała.
- 1:12:13Oddychała głośno. Z jej płuc wyrwał się
- 1:12:15stłumiony krzyk. Zmęczona wysiłkiem,
- 1:12:19przerażona konsekwencjami.
- 1:12:21Na chwilę zastygłem tak z nią, by
- 1:12:23przedłużyć ten moment napięcia i
- 1:12:25dyskomfortu. Wsunąłem nos w jej włosy i
- 1:12:28przytknąłem go do jej żuchwy jak wampir.
- 1:12:31Gdybym miał kły, mógłbym teraz wgryźć
- 1:12:33się w jej gładką, smokłą szyję. Miękka,
- 1:12:36ciepła skóra, krew pędząca w żyłach
- 1:12:38szybciej niż zwykle. Strasznie to było
- 1:12:40głupie, Ly! Szepnąłem. Nie szczędząc
- 1:12:43siły brutalniej niż wcześniej,
- 1:12:45pociągnąłem ją z powrotem do samochodu.
- 1:12:49Nie powiedziałem tego na głos, by nie
- 1:12:51wyjść na sadystę, ale szczerze liczyłem,
- 1:12:53że zanim zaczęła zwiewać, załatwiła
- 1:12:54swoją potrzebę, bo nie zamierzałem
- 1:12:57więcej puszczać jej wolno. Paczka
- 1:12:59chusteczek została w krzakach.
- 1:13:01Komplikacja. Zarechotał Gino na widok
- 1:13:04skrępowanej Lisy. Jud burknąłem
- 1:13:07rozkazująco. Uśpij ją. Ly zasztywniała,
- 1:13:11a potem zaczęła rzucać się jeszcze
- 1:13:13bardziej. Powtórka z rozrywki. Tak samo
- 1:13:15jak wtedy. Powstrzymałem ją. Krzyczała
- 1:13:18więc wkrótce do jej ust wrócił knebel.
- 1:13:21Jud zrobił zastrzyk. Powieki Lis opadły,
- 1:13:24mięśnie zwiodczały. Słodkich snów
- 1:13:27szepnąłem zapinając jej pas. Patrzyłem
- 1:13:30na jej ładną, spokojną twarz. Coś w
- 1:13:33bezbronności Lincy Monet, zawsze tak
- 1:13:35pewnej siebie i walecznej, mnie
- 1:13:37poruszało. Nie oddałem jej pod opiekę
- 1:13:39Gino, choć wcześniej jej tym groziłem.
- 1:13:42Nie ufałem temu facetowi wystarczająco.
- 1:13:44Próbę ucieczki Lindsy potraktowałem jak
- 1:13:46punkt do odhaczenia na liście. z tym
- 1:13:48swoim charakterkiem musiała to zrobić, a
- 1:13:51ja musiałem ją powstrzymać i teraz po
- 1:13:53prostu w odwecie do końca trasy nie
- 1:13:55pozwoliłem, żeby się obudziła. Za każdym
- 1:13:58razem, gdy środek nasenny przestawał
- 1:14:00działać, polecałem Judowi dołożyć
- 1:14:02kolejną dawkę. Cóż, przynajmniej w stopy
- 1:14:05nie powinno jej już być tak zimno. Jud
- 1:14:08je opatrzył, bo mocno je sobie
- 1:14:10poharatała. Przemył je i obwiązał
- 1:14:12bandażem, a ja na sam koniec wciągnąłem
- 1:14:14na nie puhate skarpetki w pingwiny.
- 1:14:21Rozdział czwarty. Porcelanowa filiżanka.
- 1:14:26Poduszka była zaskakująco miękka. Moja
- 1:14:28głowa zapadała się w nią nienaturalnie.
- 1:14:31Gdy przekręciłam się na drugi bok,
- 1:14:33poczułam nagłą niewygodę. Uniosłam
- 1:14:35powieki. Nieduży, pogrążony w półmroku
- 1:14:38pokój wydawał się dziwnie pusty. Od razu
- 1:14:41wiedziałam, że to nie moja sypialnia w
- 1:14:43rezydencji monetów, ani jeden z licznych
- 1:14:45wakacyjnych domów mojej rodziny.
- 1:14:48Związane dłonie uniemożliwiały mi
- 1:14:49potarcie powiek. Zamrugałam przekonana,
- 1:14:52że w półmroku widzę gorzej. Spojrzałam
- 1:14:55na nadgarstki. Widok oplatającej je
- 1:14:57grubej taśmy otworzył szufladkę
- 1:14:59ostatnich wspomnień. Samochód, knebel w
- 1:15:02ustach. Poruszyłam szczęką. Ból wciąż
- 1:15:05był świeży. Potem strzykawka, sen, las,
- 1:15:09chusteczki do skórzanej tapicerki.
- 1:15:12Jeszcze wcześniej spotkanie z Eliasem.
- 1:15:16Elias. Zerwałam się do pozycji siedzącej
- 1:15:19i rozejrzałam czujnie. Drzwi zamknięte,
- 1:15:22wielka szafa również. W kącie czekał
- 1:15:24pusty fotel z wysokim oparciem i
- 1:15:26drewnianymi nóżkami. Obok stała zgaszona
- 1:15:29lampa z przekrzywionym kloszem. Okno
- 1:15:32zasłaniała gruba kotara. Podniosłam się.
- 1:15:35Kołdra zsunęła mi się z ramion. Z nóg
- 1:15:37zepchnęłam ją związanymi dłońmi. Tym
- 1:15:39razem skrępowano je z przodu. Niewielka
- 1:15:42zmiana, ale jednak było mi trochę
- 1:15:44wygodniej. Najpierw podeszłam do drzwi.
- 1:15:47Wykładzina tłumiła kroki. Stopy
- 1:15:49pulsowały bólem. Pamiątka pobiegu przez
- 1:15:52las. Ranki na podeszwach otwierały się
- 1:15:55na nowo, mimo ostrożnego chodu, choć
- 1:15:57chroniły je puchate skarpetki.
- 1:15:59Spojrzałam na nie z góry. Ktoś musiał mi
- 1:16:01je założyć.
- 1:16:03Nagły przypływ ulgi stłumił panikę,
- 1:16:06kiedy stwierdziłam, że to jedyna
- 1:16:08zmieniona część mojej garderoby.
- 1:16:10Skrępowane dłonie przytknęłam do
- 1:16:12policzka. Podbródek oparłam o klatkę
- 1:16:14piersiową, oglądając swoją bluzę i
- 1:16:16dresy. Wygniecione i brudne, ale
- 1:16:19nietknięte. Obawiałam się chwycić za
- 1:16:21klamkę.
- 1:16:22Przyłożyłam ucho do drzwi, ale nie
- 1:16:24dochodziły zza nich żadne głosy.
- 1:16:27Poszukałam więc odpowiedzi przy oknie.
- 1:16:29Ostrożnie odchyliłam jedną z zasłon,
- 1:16:31chcąc się zorientować, gdzie jestem.
- 1:16:34Ściana. Zmarszczyłam brwi niczym
- 1:16:37materiał, który odsuwałam coraz śmielej,
- 1:16:39aż odkryłam, że pod kotarą nie kryje się
- 1:16:41szyba, lecz zwykła tapeta. Spanikowana
- 1:16:44przesunęłam opuszkami po jej miękkich
- 1:16:46nierównościach. była drukowana w liście
- 1:16:49paproci w mdłych barwach, nie do
- 1:16:51odróżnienia w półmroku.
- 1:16:54Ciszę, w której napięcie rosło z każdą
- 1:16:56sekundą, przerwało nagłe kliknięcie
- 1:16:58zamka. Do pokoju wszedł Elias i zastał
- 1:17:01mnie spłoszoną, przytuloną plecami do
- 1:17:04ściany, którą chwilę wcześniej badałam
- 1:17:05dłonią. Zaczęłaś zwiedzanie bez
- 1:17:08przewodnika? Zażartował. Na widok mojej
- 1:17:11zaskoczonej miny machnął niedbale w
- 1:17:13stronę kąta pod sufitem. Wypatrzyłem na
- 1:17:15kamerze, jak się błąkasz.
- 1:17:18Drgnął mi mięsień twarzy. Sama obecność
- 1:17:21kamery w pokoju, w którym przed chwilą
- 1:17:23spałam, była ciężka do przełknięcia,
- 1:17:25lecz teraz miałam ważniejsze
- 1:17:27zmartwienia. Elias oparł się o futrynę.
- 1:17:30Jego dłoń wciąż tkwiła na klamce.
- 1:17:32Nonsszalancja chłopaka budziła we mnie
- 1:17:34od razępuścił do pokoju smugę światła,
- 1:17:37zmuszając mnie do zmrużenia oczu. Jego
- 1:17:40ciemna sylwetka na tle tej jasności
- 1:17:42wydawała się nadnaturalna.
- 1:17:44Ale nie boska, raczej demoniczna, jakby
- 1:17:47przed chwilą wyczołgał się z piekieł. To
- 1:17:50porównanie wcale mi się nie podobało. Co
- 1:17:52to wszystko do cholery znaczy?
- 1:17:54Wychrypiałam. Dokąd mnie wywiozłeś? Do
- 1:17:58kwatery głównej. Jego spokój tylko
- 1:18:00podsycał moją furię. Pojebało cię? Do
- 1:18:03jakiej znowu kwatery? Jesteś tajnym
- 1:18:05agentem?
- 1:18:06To, że obudziłaś się bez knebla, nie
- 1:18:08oznacza, że nie wepchnę ci go do gardła,
- 1:18:10jeśli nie zapanujesz nad kulturą
- 1:18:12wypowiedzi Lini.
- 1:18:14Kultura moich wypowiedzi jest
- 1:18:15proporcjonalna do akcji, które odwalasz.
- 1:18:18Eliasia, mogę cię tu zamknąć, zostawić i
- 1:18:21wrócić za parę godzin. Świetnie.
- 1:18:23Zwiążesz mnie, zakneblujesz i co
- 1:18:25dokładnie zrobisz dalej? Będziesz mnie
- 1:18:27trzymał, aż rodzina mnie znajdzie,
- 1:18:29odbije, a z ciebie zrobi firankę.
- 1:18:32Szarpnęłam zasłonami. Kawał materiału
- 1:18:34urwał się i teraz zwisał brzydko. I
- 1:18:37gdzie jest okno? Nie ma okna. Odparł
- 1:18:40spokojnie. A twoja rodzina cię nie
- 1:18:42znajdzie.
- 1:18:43To po co tu wiszą zasłony? I znajdzie.
- 1:18:46Uprowadziłeś mnie w biały dzień
- 1:18:48samochodem z dwoma półgłówkami. Skinęłam
- 1:18:51głową, jakbym mogła w ten sposób dodać
- 1:18:53sobie otuchy. Znajdą mnie. Zasłony wiszą
- 1:18:56dla żartu. Będziemy tu Lindsy, od czasu
- 1:18:59do czasu bawić się twoją głową.
- 1:19:01Uśmiechnął się mrocznie. Na twoim
- 1:19:03miejscu nie rzucałbym obelgami. Gino to
- 1:19:06rasowy oprych, lepiej mu nie podpaść. A
- 1:19:09Jut Jut mistrzowsko włada strzykawką.
- 1:19:13Przeszedł mnie zimny dreszcz, ale
- 1:19:14starałam się to ukryć. Tak wybitnie, że
- 1:19:17bez informacji o mojej wadze nie
- 1:19:19potrafił dobrać dawki leku. Poradził
- 1:19:22sobie, czyż nie? A jego ostrożność
- 1:19:24wynikała z rozkazów, jakie dostał.
- 1:19:27Odpowiedział Elias, po czym dodał
- 1:19:29złowieszczo. Zawsze można je zmienić.
- 1:19:31Odepchnął się od futryny. Jego ręka
- 1:19:34zsunęła się z klamki. Na palcu błysnęła
- 1:19:36tytanowa obrączka. Zrobił krok w moją
- 1:19:39stronę.
- 1:19:40Moje plecy przylgnęły do ściany tak
- 1:19:42mocno, jakby chciały w nią wniknąć.
- 1:19:45Ścisnęłam zasłonę w pięści. Puściły
- 1:19:47kolejne żabki. Nie podchodź! Warknęłam
- 1:19:50nie mogąc powstrzymać drżenia głosu.
- 1:19:53Wskazał fotel. Tylko usiądę. Spojrzał na
- 1:19:56mnie, jakby oczekiwał mojego
- 1:19:57przyzwolenia, choć przecież wcale go nie
- 1:20:00potrzebował. Rozwalił się na meblu, jak
- 1:20:02po nocnej zmianie. Wyciągnął nogi, ręce
- 1:20:05oparł o podłokietniki.
- 1:20:07Cała spięta. Nie ruszyłam się ani o
- 1:20:09milimetr. Tak naprawdę wolałam Eliasa na
- 1:20:12fotelu. W tej pozycji jego ruchy były
- 1:20:14łatwiejsze do przewidzenia.
- 1:20:16Więc to jakaś ekipa. Próbowałam opanować
- 1:20:19oddech. Oprych, lekarz i ty, trzech
- 1:20:22odlotowych agentów. Oni pracują dla
- 1:20:25mnie. Zaznaczył Elias, jakby ważne było
- 1:20:27tylko to, że w gangsterskiej hierarchii
- 1:20:30on stoi wyżej. Ty jesteś mózgiem całej
- 1:20:33operacji? Prychnęłam pogardliwie. Jeśli
- 1:20:36tak, to nawet trochę im współczuję.
- 1:20:39Współczuj sobie, Lindsy, bo o ile ja
- 1:20:42przymykam oko na twoje odszczekiwanie,
- 1:20:44to mój wujek, który niebawem do nas
- 1:20:46dołączy, będzie miał do ciebie znacznie
- 1:20:48mniej cierpliwości.
- 1:20:50Wujek, uniosłam brwi. Nie sądziłam, że
- 1:20:53jesteśmy na etapie przedstawiania sobie
- 1:20:55rodzin, ale skoro tak, chętnie zapoznam
- 1:20:57cię ze swoim tatą. Vincent Monet,
- 1:21:00cygara, czarna kawa i wymyślanie tortur
- 1:21:02dla wrogów. Jeśli naprawdę jest
- 1:21:04kreatywny, spoko, niech podeśle pomysły.
- 1:21:07Wypróbujemy je na jego pyskatej córce.
- 1:21:10Ciągle gadasz o pyskowaniu jak jakiś
- 1:21:12stary maleńki. Pod szkolnym murem nie
- 1:21:14byłeś takim nudziarzem. Potrafiłeś
- 1:21:16rzucić ciętą ripostą.
- 1:21:19Pod szkolnym murem pracowałem na twoją
- 1:21:21sympatię, Ly, a teraz mam ją już w
- 1:21:23dupie. I dobrze, bo zniknęła. Odparłam
- 1:21:26chłodno. Jesteś dla mnie nikim.
- 1:21:28Odwzajemnił moje lodowate spojrzenie.
- 1:21:31Przeżyję.
- 1:21:33Rzuciłam się tak gwałtownie, że reszta
- 1:21:35żabek puściła, a kłąb materiału opadł na
- 1:21:38podłogę pod ścianą, spod której
- 1:21:40wyrywałam się ku drzwiom. Minęłam
- 1:21:42Eliasa. Nie zareagował od razu, tylko
- 1:21:45śledził mnie wzrokiem. Wstał dopiero
- 1:21:47chwilę później, jakby celowo się
- 1:21:49ociągał. Wypadłam z jednego pokoju do
- 1:21:52kolejnego. Saloniek z zapadniętą kanapą,
- 1:21:55dwoma wysłużonymi fotelami, masywnymi w
- 1:21:58kratę na wykręconych drewnianych nogach.
- 1:22:01Znów ciężkie zasłony. Nie sprawdzałam,
- 1:22:04czy również zasłaniają gołą ścianę.
- 1:22:06Dopadłam drzwi, które w panice
- 1:22:08lokalizowałam o sekundę za długo.
- 1:22:10Sztuczne światło raziło. To
- 1:22:12pomieszczenie było z kolei zaskakująco
- 1:22:14zagracone. Pełne mebli, pustych, bez
- 1:22:17bibelotów, które można by chwycić i na
- 1:22:20przykład roztrzaskać o czyjąś skroń.
- 1:22:23Zamknięte, Lindcy. Powiedział Elias za
- 1:22:25moimi plecami, gdy szarpałam miedzianą
- 1:22:27gałkę. Zrozpaczona kopnęłam w drzwi.
- 1:22:31Zabolało, zwłaszcza mały palec.
- 1:22:34Zacisnęłam usta, choć nie powstrzymało
- 1:22:36mnie to od wykrzyczenia najbardziej
- 1:22:37oczywistego żądania. Wypuść mnie stąd.
- 1:22:41Nie uciekniesz. Otwórz te pieprzone
- 1:22:44drzwi. Łupnęłam w nie z całej siły
- 1:22:46skrępowanymi dłońmi. Co ci to da?
- 1:22:49Przechylił głowę. Za nami czekają
- 1:22:51kolejne i kolejne. Po drodze trafisz na
- 1:22:54Po drodze trafisz na Gino albo gorszego
- 1:22:56z Wyrola. Kilku ich się tu kręci. Wtedy
- 1:22:59pożałujesz, że nie zostałaś w pokoju.
- 1:23:02Skrzywiłam się z niedowierzaniem.
- 1:23:04Jesteś psychiczny. Wyszeptałam bardziej
- 1:23:06do siebie niż do niego. Jak ja mogłam
- 1:23:08się z tobą zadawać i nie ogarnąć, że
- 1:23:10jesteś aż tak spoprany?
- 1:23:12Bądźmy fair, Lindsay. Dorastałaś w
- 1:23:15rodzinie Monet, a oni dopiero są
- 1:23:17stuknięci. Twoja czujność miała prawo
- 1:23:20zostać uśpiona. Nie waż się mówić o
- 1:23:22mojej rodzinie. Warknęłam. Moje związane
- 1:23:25dłonie drgnęły. Chciałam zacisnąć pięści
- 1:23:28albo unieść chociaż palec, ale taśma
- 1:23:30skutecznie uniemożliwiała mi takie
- 1:23:32gesty.
- 1:23:34Walecznie bronisz morderców. Skrzywiłam
- 1:23:37się na ten niezrozumiały tekst. Chciałam
- 1:23:39zapytać, co ma na myśli, albo chociaż
- 1:23:41się oburzyć, lecz w tej samej chwili
- 1:23:43gałka, którą przed chwilą szarpałam, a
- 1:23:45do której teraz stałam tyłem, wbiła mi
- 1:23:47się w plecy. Syknęłam z bólu. Gwałtownie
- 1:23:51otwarte drzwi trąciły mnie i pchnęły
- 1:23:53kilka kroków naprzód. Prawie się
- 1:23:55wyrżnęłam. Rozapierzyłam palce
- 1:23:58związanych dłoni, gotowa w razie czego
- 1:24:00zamortyzować upadek. Ale na szczęście
- 1:24:02złapałam równowagę. Wyprostowałam się.
- 1:24:05Pierwszym dźwiękiem, jaki do mnie
- 1:24:06dotarł, było stukanie laski, któremu
- 1:24:08towarzyszył cichy, miękki krok.
- 1:24:11Mężczyznę, który wszedł do salonu,
- 1:24:13rozpoznałam pou okazałym czarnym wąsie.
- 1:24:16Małe oczy wyglądały jak główki śrubek
- 1:24:18wbite głęboko w czaszkę. Strój
- 1:24:21elegancki, choć staroświecki. Brązowa
- 1:24:23kamizelka, pod nią bordowy sweter, szare
- 1:24:26garniturowe spodnie, ciemny pasek i ta
- 1:24:29laska z porcelanową gałką. Dopłniała
- 1:24:32dostojny luk starszego pana, ale również
- 1:24:34służyła za narzędzie do atakowania
- 1:24:36ludzi, o czym przekonałam się podczas
- 1:24:38naszego pierwszego spotkania.
- 1:24:41Wujek Tony wtedy go pobił. Pamiętałam to
- 1:24:43wyraźnie, choć na jego twarzy nie było
- 1:24:46już śladu tamtej porażki. Wstrzymałam
- 1:24:48oddech, łącząc fakty. Gęsia skórka
- 1:24:51wystąpiła mi na ramionach. Cień
- 1:24:53mężczyzny z laską widziałam też w lesie
- 1:24:55pod willą wujka Adriena, kiedy z Arią
- 1:24:58próbowałyśmy podpatrzeć ceremonię chrztu
- 1:25:00męstwa. Zastanawiałyśmy się, czy coś nam
- 1:25:03się przewidziało. Teraz odpowiedź była
- 1:25:05oczywista. I jeszcze z tłuczka mijał
- 1:25:08mnie wtedy w aucie.
- 1:25:11Pojawiał się w moim otoczeniu zbyt
- 1:25:12często, by mógł to być przypadek.
- 1:25:15Zrobiłam długi krok w tył. Mężczyzna
- 1:25:17skwitował to szerokim uśmiechem, jeszcze
- 1:25:20szerszym odkąd zauważył, że rąbnął mnie
- 1:25:23drzwiami w plecy. O, pannica się
- 1:25:25obudziła. Zapytał z udawanym
- 1:25:27zaskoczeniem. W głowie kłębiło mi się
- 1:25:30mnóstwo pytań. Jedno z nich odważyłam
- 1:25:32się w końcu zadać Eliasowi słabym,
- 1:25:34zgorszonym tonem.
- 1:25:36To jest twój wujek. Jego twarz zastygła,
- 1:25:39jakby oblano ją gipsem. Drwiący uśmiech
- 1:25:42zniknął, a na jego miejsce pojawiła się
- 1:25:45powaga jak u figlującego uczniaka, który
- 1:25:48na widok nauczyciela nagle robi się
- 1:25:49grzeczny. Odnotowałam to z niepokojem.
- 1:25:52Coś tu nie grało, a powietrze i bez tego
- 1:25:55wydawało się ciężkie, stęchłe, jakby
- 1:25:57kisiło się w tym pokoju od lat.
- 1:26:00Podskoczyłam, gdy laska huknęła o
- 1:26:02podłogę. Patrz na mnie, gdy o mnie
- 1:26:04mówisz. Warknął mężczyzna. Jego wąs
- 1:26:07lekko się nastroszył. Widzę, że podstawy
- 1:26:10dobrego wychowania u ciebie kuleją.
- 1:26:12Czyżby potrzebowały laski? Uniósł swoją.
- 1:26:16Wzdrygnęłam się, gdy we mnie wycelował.
- 1:26:18Pokręciłam głową. Wtedy podszedł,
- 1:26:20zamachnął się i trącił mnie nią w ramię.
- 1:26:24Odpowiadaj werbalnie, młoda damo. Nie
- 1:26:27odważyłam się zerknąć na Eliasa. Nie
- 1:26:29żeby kontakt wzrokowy z nim nie mógł mi
- 1:26:32pomóc. Jego wuj rzeczywiście miał mało
- 1:26:35cierpliwości. Zrozumiałam to szybko,
- 1:26:37kiedy drugi raz rąbnęł mnie laską w bok.
- 1:26:40Spięłam mięśnie i wydukałam przez gardło
- 1:26:42ściśnięte poczuciem bezsensownego
- 1:26:44upokorzenia. Nie potrzebuję laski,
- 1:26:48proszę pana. Uniosłam brew. Naprawdę nie
- 1:26:51wiedziałam, o co mu chodzi. Ojciec miał
- 1:26:53fioła na punkcie manier, ale nawet on
- 1:26:56nie stawiał tak absurdalnych wymagań.
- 1:26:58Gumowa stopka laski wcisnęła się w mój
- 1:27:01policzek. Zamarłam. Potem uniosłam
- 1:27:03związane dłonie i zsunęłam ją z twarzy.
- 1:27:06Dziadowi się to nie spodobało. Nozdrze
- 1:27:08mu się rozszerzyły. Małe oczy świdrowały
- 1:27:10mnie z jeszcze większą zaciętością.
- 1:27:13Trzecie uderzenie w ramię było
- 1:27:14najsilniejsze. Stopka znowu wbiła się w
- 1:27:17moją twarz. Czułam, jak brud z podłogi
- 1:27:19wciera mi się w skórę. Drżałam z
- 1:27:21obrzydzenia i złości, że ten staruch
- 1:27:23czuje się taki bezkarny. Będziesz się do
- 1:27:26mnie zwracać, proszę pana. Tak jak
- 1:27:28nakazuje grzeczność.
- 1:27:30Elias nie reagował, ale jego powaga
- 1:27:32wyglądała na wymuszoną jak maska. Oczy
- 1:27:36starszego mężczyzny się zwęziły. Okręcał
- 1:27:39laskę, jakby chciał wwiercić ją w mój
- 1:27:41policzek. Cofałam głowę, lecz nacisk nie
- 1:27:44słabł. Za palcami napotkałam witrynkę.
- 1:27:47Plastikowe szybki zagrzechotały. Laska
- 1:27:49napierała coraz mocniej. Związanymi
- 1:27:52rękami znowu spróbowałam ją odepchnąć.
- 1:27:55Nacisk zniknął. Mężczyzna zacokał z
- 1:27:57niezadowoleniem, a bok mojej talii
- 1:28:00przeszył mocny ból. Syknęłam. Elias
- 1:28:03odwrócił wzrok. Zgięłam się w pół. O nie
- 1:28:06miała, że dorosły facet używa laski do
- 1:28:08terroryzowania nastolatki.
- 1:28:10Jego bezlitosne spojrzenie już mnie nie
- 1:28:13zaskakiwało, ale potęgowało strach.
- 1:28:15Zacisnęłam powieki. Laska znów ruszyła,
- 1:28:18tym razem celując w moją brodę
- 1:28:20niepokojąco blisko szyi. To jak będzie,
- 1:28:23młoda damo? zapytał stary, unosząc
- 1:28:26podbródek.
- 1:28:27Mnie swoją laską zmusił do tego samego.
- 1:28:30Bezsilność łamała mnie jak zapałkę.
- 1:28:33Drżałam. Łzy napływały do oczu podgrzane
- 1:28:36furią wściekłości buzującej w ciele.
- 1:28:39Niesworne bachorzysko. Warknął tak
- 1:28:41zacięty, że aż zadrżał mu wąs.
- 1:28:44Laska zsunęła się kilka centymetrów w
- 1:28:47dół i trafiła w krtań. Choć słabszy od
- 1:28:50poprzednich, ten cios wystarczył, by
- 1:28:51odebrać mi oddech. runęłam na podłogę.
- 1:28:55Zimne, spękane płytki chłodziły mi przed
- 1:28:57ramiona i kolana. Na chwilę oparłam o
- 1:29:00nie czoło. Drżałam, czekając na kolejne
- 1:29:03uderzenie. W końcu nabrałam pełny haał
- 1:29:06powietrza i zdołałam usiąść. Podniosłam
- 1:29:08głowę, po czym posłałam staremu
- 1:29:10spojrzenie pełne nienawiści. Moja klatka
- 1:29:13piersiowa falowała, serce galopowało jak
- 1:29:15koń uciekający przed batem. Podstawa
- 1:29:18laski spoczęła na podłodze. Mężczyzna
- 1:29:20złożył dłoń na porcelanowej gałce.
- 1:29:23Surował łypiąc na mnie z góry.
- 1:29:26Jak będzie? Powtórzył chropowatym
- 1:29:28głosem.
- 1:29:29Miałam ochotę rzucić się na niego z
- 1:29:31pazurami, pociągnąć za wąsy i rozdrapać
- 1:29:34te małe ślepia. Dyszałam coraz ciężej,
- 1:29:37nie tylko przez cios w krtań. Wtedy
- 1:29:41opowiedz mu. Syk Eliasa przeciął
- 1:29:43napięcie. Chłopak stał z tyłu, jakby nie
- 1:29:45chciał się mieszać, lecz w końcu pękł.
- 1:29:48Zaciskał pięści. Zmierzwione włosy
- 1:29:50opadały mu na czoło, rzucając cień na
- 1:29:52twarzy, w której każdy rys pulsował
- 1:29:55napięciem. Nasze spojrzenia spotkały się
- 1:29:57na ułamek sekundy. W jego oczach
- 1:29:59zamigotała emocja, którą szybko stłumił.
- 1:30:02Odkaszelnęłam i z trudem wydusiłam. Nie
- 1:30:06potrzebuję laski, proszę pana. I co?
- 1:30:09Mężczyzna zadarł podbródek, dumny z
- 1:30:12udzielonej mi lekcji. Tak trudno
- 1:30:14wykrzesić z siebie odrobinę kultury,
- 1:30:16młoda damo? Na końcu języka miałam
- 1:30:19kąśliwą ripostę, ale przełknęłam ją i
- 1:30:21odpowiedziałam: "Nie, proszę pana".
- 1:30:24Wreszcie na jego twarzy pojawiło się
- 1:30:26coś, co chyba miało być zadowoleniem.
- 1:30:28Uśmiech skrywany częściowo przez
- 1:30:30wąsprawił mnie o dreszcze. Stukanie
- 1:30:33laski akompaniowało jego krokom. wszedł
- 1:30:36na dywan i usiadł na kanapie w
- 1:30:37niepokojący sposób zrelaksowany
- 1:30:40rzucił do Eliasa. Przynieś herbaty, na
- 1:30:43górze stoi zaparzona, wypiję tutaj.
- 1:30:46Zachowanie Eliasa było aż nazbyt
- 1:30:48widoczne. Nie ufałam mu, ale wolałam, by
- 1:30:51nie zostawiał mnie samej z tym
- 1:30:53szajbusem.
- 1:30:55Coś nie tak? Zapytał mężczyzna.
- 1:30:57Elias zaprzeczył i przemknął obok mnie.
- 1:31:00Za drzwiami dostrzegłam tylko wąskie,
- 1:31:02strome schody w górę. Klasyczna piwnica.
- 1:31:07Stańże tu, dziewczyno. Dźwignęłam się i
- 1:31:10na lekko chwiejnych nogach wyszłam na
- 1:31:12środek. Dumę musiałam przełknąć.
- 1:31:14Satysfakcja aż iskrzyła w jego oczach.
- 1:31:17Nie wyglądałam dobrze, zawsze zadbana.
- 1:31:19Teraz czułam na skórze lepki brud. Włosy
- 1:31:22miałam splątane, ciało obolałe, ubrania
- 1:31:25wymięte. Ile czasu minęło od porwania?
- 1:31:28Godziny czy już doba?
- 1:31:31Facet siedzący przede mną znał
- 1:31:32odpowiedzi na wiele pytań, które
- 1:31:34przychodziło mi właśnie do głowy, ale
- 1:31:36przed zadaniem ich na głos
- 1:31:37powstrzymywała mnie laska w jego dłoni.
- 1:31:40Ściskał jej gałkę władczo. Perłowy
- 1:31:42połysk odbijał światło jak zemglone oko.
- 1:31:46Gładki, prosty trzon był perfekcyjny, a
- 1:31:48stary chyba takiej samej perfekcji
- 1:31:50oczekiwał ode mnie. Pamiętasz nasze
- 1:31:53pierwsze spotkanie?
- 1:31:55Tak. Zawachałam się, ale mój bunt
- 1:31:57kończył się tam, gdzie zaczynały się
- 1:31:59kary fizyczne. Uniesione brwi
- 1:32:02zmotywowały mnie do dodania niechętnie.
- 1:32:05Proszę pana, skinął spokojnie. Powiedz
- 1:32:08zatem, gdzie to było?
- 1:32:11W Tobel. Co tam się wydarzyło?
- 1:32:14Zdarzało się, że tata przepytywał mnie w
- 1:32:16podobny sposób. Wbijał w moją twarz
- 1:32:18zimny wzrok i bez trudu wyciągał
- 1:32:20zeznania. Pomyślałam, że wolałabym
- 1:32:23odpowiadać przed nim niż przed
- 1:32:25nieznajomym. Uderzył mnie pan laską.
- 1:32:28Dlaczego to zrobiłem?
- 1:32:30Bo jesteś niezrównoważonym psychicznie
- 1:32:32typem. Bo nie zaniosłam panu napoju do
- 1:32:35stolika. Twoim zdaniem to było
- 1:32:38kulturalne?
- 1:32:39Czy już wtedy planował mnie pan porwać?
- 1:32:42To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
- 1:32:44Przestraszyłam się. Zawołałam. Chciał
- 1:32:47pan, żebym wyszła na zewnątrz. Było
- 1:32:49ciemno. Wolałam uważać i rozejrzałam się
- 1:32:53ostentacyjnie po tej noze, gdzie mnie
- 1:32:55więzili. Jak widać, miałam rację.
- 1:32:58Pozwolił mi się wygadać, po czym
- 1:32:59powtórzył. To nie jest odpowiedź na moje
- 1:33:01pytanie. Odetchnęłam pokonana. Nie, to
- 1:33:05nie było kulturalne, proszę pana.
- 1:33:07Ponownie skinął głową. Nie wierzyłem, że
- 1:33:09uda się ciebie porwać, gdy byłaś pod
- 1:33:11opieką wujka, ale badałem grunt.
- 1:33:13stwierdził marszcząc siwiejące brwi. I
- 1:33:16zgadnij co, młoda damo. To, co odkryłem,
- 1:33:19wcale mi się nie spodobało. Uniosłam
- 1:33:21podbródek, udając odważną. Jesteś
- 1:33:24zepsutą, rozpuszczoną dziewuchą, mlasną
- 1:33:27z niesmakiem. W ogóle mi cię nie żal.
- 1:33:30Cichutko zadzwoniły filiżanki.
- 1:33:32Wrócił Elias. Trzymał je na masywnej,
- 1:33:35ciemnej tacy. Drzwi otworzył łokciem, po
- 1:33:37czym zamknął je za sobą butem. Zestaw
- 1:33:40tworzyły wysoki dzbanek w kwiaty i trzy
- 1:33:42filiżanki.
- 1:33:43Ładna, może nawet cenna porcelana.
- 1:33:46Całkiem nie w stylu Eliasa, surowego,
- 1:33:48niedbałego, w ciemnych ciuchach i z
- 1:33:50rozczochraną fryzurą. Odstawił tacy na
- 1:33:53stolik obok kanapy. Trzecia filiżanka
- 1:33:55wydała mi się pomyłką. Nawet nie
- 1:33:58marzyłam o przywileju wypicia herbaty.
- 1:34:01Rozwiąż ją. Polecił Eliasowi wuj.
- 1:34:03Patrzył na nas ze swojego fotela, jakby
- 1:34:06oglądał seans w kinie. Lubował się swoją
- 1:34:08władzą. W jego świńskich oczkach
- 1:34:10błyszczało sadystyczne zadowolenie.
- 1:34:14Byłam posłuszna, bo mnie bił.
- 1:34:16Zastanawiałam się, jak uległość tłumaczy
- 1:34:18Elias. Młody, sprawny chłopak bez trudu
- 1:34:21powaliłby zramolałego dziada z laską.
- 1:34:24Palce, które musiały delikatnie
- 1:34:26obchodzić się z porcelaną, teraz
- 1:34:27zacisnęły się mocniej na moich dłoniach.
- 1:34:30Elias wyciągnął dobrze mi znany nóż.
- 1:34:32Wąskie ostrze przecięło taśmę kilkoma
- 1:34:34szarpnięciami.
- 1:34:36Padł kolejny rozkaz. Nalej. Nie jestem
- 1:34:40twoją kelnerką. Chciałam wypluć te
- 1:34:42słowa, ale byłam kelnerką. Ten dziad
- 1:34:45mógł sobie zażyczyć wszystkiego, bo
- 1:34:46inaczej mogło mnie zaboleć. Ruszyłam
- 1:34:49powoli. Puhate skarpetki szorowały o
- 1:34:52dywan. Podciągnęłam rękawy bluzy. Na
- 1:34:55moich nadgarstkach zostały czerwone
- 1:34:57bruzdy. Palce trżały, gdy chwyciłam za
- 1:35:00ucho dzbanka.
- 1:35:02Napijesz się ze mną? Zapytał stary,
- 1:35:04zwracając się oczywiście do Eliasa.
- 1:35:07Chłopak zapadł w fotel, wcisnął łokieć w
- 1:35:09podłokietnik i zagapił się na moje
- 1:35:11wesołe skarpetki w pingwiny. Pocierając
- 1:35:14nerwowo kciukiem, brzeg palca
- 1:35:16wskazującego ledwie zauważalnie pokręcił
- 1:35:18głową. Wuj postukał palcem w bok drugiej
- 1:35:21filiżanki. Tutaj też nalej. Do pełna.
- 1:35:24Spełniłam polecenie. Kościsty kciuk
- 1:35:27zacisnął się na cienkim łóżku. Stary
- 1:35:29podbrókiem wskazał tę drugą. Unieś ją.
- 1:35:33Filiżankę
- 1:35:34bez spodka. jest przepełniona, bo ją
- 1:35:38przepełniłaś. Zamrugałam.
- 1:35:41Sam pan kazał.
- 1:35:43Nie uroń ani kropli. Ostrzegł. No do
- 1:35:46dzieła. Pacnął końcówką laski w
- 1:35:49przykurzony dywan. Moje dłonie drżały.
- 1:35:52Niemal od razu herbata spłynęła po
- 1:35:54ściankach. Na szczęście nie była już
- 1:35:56gorąca. A uniósł brwi. Uzupełnij.
- 1:36:00Co?
- 1:36:02Łup. Laska uderzyła mnie w bok nogi.
- 1:36:05Syknęłam z łoskotem odstawiając
- 1:36:07filiżankę. Napój chlupnął na tacę i
- 1:36:09stolik. Nie mówimy co, tylko proszę.
- 1:36:12Pouczył mnie chłodno wój. Poruszyłam
- 1:36:15palcami. Marzyłam by wepchnąć mu laskę
- 1:36:17do gardła. Ta wizja mnie pokrzepiła,
- 1:36:20więc wysyczałam.
- 1:36:22Proszę uzupełnij. Ale jaki w tym sens?
- 1:36:26Westchnęłam. Żadnych. Ale młoda damo,
- 1:36:29rozleję się znowu. Skup się zatem i
- 1:36:32wykonaj polecenie z dbałością. Zwinął
- 1:36:35usta w brzydki dziubek, popijając ze
- 1:36:37swojej filiżanki.
- 1:36:39Elias siedział z pozoru swobodnie, lecz
- 1:36:41podrygująca noga i palce, którymi cały
- 1:36:44czas o siebie pocierał, zdradzały jego
- 1:36:46zdenerwowanie. Wbił wzrok w moje dłonie,
- 1:36:50porcelanę, spraną bluzę. Zdrajca,
- 1:36:53zdrajca, zdrajca powtarzałam w myślach,
- 1:36:56napełniając filiżankę.
- 1:36:58Unieś. Drgnięcia laski mnie
- 1:37:00dyscyplinowały. W dzieciństwie ćwiczyłam
- 1:37:02równowagę ze szklanką wody na lekcjach
- 1:37:04tańca. Wtedy peszył mnie tylko chich od
- 1:37:07koleżanek. Nikt nas nie bił na litość
- 1:37:10lorda.
- 1:37:11Herbata w naczyniu drżała chybotliwie.
- 1:37:14Uniosłam wzrok czekając na komendę.
- 1:37:16Nieznajomy kręcił laską jak różdzką.
- 1:37:18Rzucał ją zaklęcia by spełniać swoje
- 1:37:20zachcianki. Stuk filiżanki o spodek.
- 1:37:23Napił się. Oblizał wargi. Obrzydliwość.
- 1:37:27Teraz przejdziesz z nią dookoła pokoju.
- 1:37:29Stopką laski nakreślił kółko. Z trudem
- 1:37:33zdusiłam gniewne sapnięcie. Po co?
- 1:37:36Kolejna lekcja kultury. W jaki sposób
- 1:37:39łażenie w kółko z pełną filiżanką ma
- 1:37:42mnie jej nauczyć? Gdy starszy prosi
- 1:37:44uprzejmie o napój, należy pomóc, a nie
- 1:37:46dyskutować. Czyli wciąż chodzi o tamtą
- 1:37:49knajpę. Świdrujący wzrok stwardniał. To,
- 1:37:53że nadal nie widzisz swojej winy
- 1:37:54dowodzi, że potrzebujesz pokory. To pan
- 1:37:57był niegrzeczny. Zawołałam. Włosy
- 1:37:59wchodziły mi w oczy, ale nie mogłam ich
- 1:38:01poprawić, bo trzymałam w dłoniach
- 1:38:03filiżankę. A ja tylko ostrożna. Użyj tej
- 1:38:07ostrożności, by nie rozlać więcej
- 1:38:08herbaty.
- 1:38:10Buzowała we mnie wściekłość. Wspięłam
- 1:38:12się na wyżyny równowagi jak w piruecie i
- 1:38:15ruszyłam drobnymi krokami. Czułam na
- 1:38:17sobie spojrzenie Eliasa. Gdyby napój był
- 1:38:20gorący, wylałabym mu go na głowę,
- 1:38:22choćbym miała potem dostać 100 razy
- 1:38:24flaską.
- 1:38:26Zabandażowane stopy paliły przy każdym
- 1:38:28kroku. Skarpetki grzały za bardzo, rany
- 1:38:31swędziały i kóły. Ignorowałam ból.
- 1:38:34Treningi tańca nauczyły mnie zaciskania
- 1:38:37zębów.
- 1:38:39Sunęłam powoli po dywanie. Herbata
- 1:38:41drżała. W pokoju panowała cisza. Tylko
- 1:38:44stary od czasu do czasu odchrząkiwał,
- 1:38:47racząc się naparem. Gdy mijałam kanapę,
- 1:38:50mogłam wbić wzrok w tył jego łysiejącej
- 1:38:52głowy, ale każda dekoncentracja groziła
- 1:38:55klęską, a szło mi zbyt dobrze, żeby nie
- 1:38:58wyrwało mi się.
- 1:39:01Herbata chlusnęła na dywan, formując się
- 1:39:04w kilka plam i od razu zaczęła wsiąkać
- 1:39:06we włosie. Filiżankę utrzymałam.
- 1:39:09Marna pociecha. Spojrzałam w dół. Dywan
- 1:39:12pod moimi nogami był podwinięty.
- 1:39:14Uzupełnij. Ugryzłam się w język i z
- 1:39:17trudem powstrzymałam chęć, by cisnąć
- 1:39:19porcelaną o ścianę. Tego zadania nie da
- 1:39:22się wykonać. Zaprotestowałam.
- 1:39:24Elias znów odwrócił wzrok, tchórzliwie,
- 1:39:26jakby był zawiedziony, przegraną konia,
- 1:39:29na którego postawił fortunę, a ten
- 1:39:31potknął się o nierówność na torze. Wuja
- 1:39:34natomiast ucieszyła moja porażka. Jego
- 1:39:36wąs uniósł się w złośliwym uśmiechu.
- 1:39:39Uzupełnij.
- 1:39:40Gdybym zacisnęła zęby tak mocno, jak
- 1:39:42teraz przy rodzicach, natychmiast
- 1:39:44wysłaliby mnie do naszego rodzinnego
- 1:39:46dentysty. Szczerze mówiąc, oddałabym
- 1:39:48wiele, by zobaczyć teraz doktor Foster.
- 1:39:51Dbała o zęby całej mojej rodziny, a gdy
- 1:39:53byłam dzieckiem, żebym się odstresowała
- 1:39:55na każdej wizycie, kładła mi na klatce
- 1:39:57piersiowej swojego kawaliera,
- 1:39:59niewielkiego słodkiego pieska, którego
- 1:40:01uwielbiali wszyscy mali pacjenci.
- 1:40:04Wujek Shane też go ponoć uwielbiał. Na
- 1:40:07każdą kontrolę przynosił mu smaczki.
- 1:40:09Chętnie przytuliłabym go teraz dla
- 1:40:11pocieszenia, to znaczy psa, choć wujka
- 1:40:14również. Tymczasem rzeczywistość była
- 1:40:16brutalna. Nikt tu nie dbał ani o mój
- 1:40:19spokój, ani o poczucie bezpieczeństwa
- 1:40:21czy potrzebę bliskości. Zamiast tego
- 1:40:23dawano mi idiotyczne zadania. Chodzenie
- 1:40:26z herbatą po pokoju to bezsens. Co tam?
- 1:40:29Uzupełnij.
- 1:40:30Krzyk odbił się echem od wytapetowanych
- 1:40:33ścian. O mało nie wypuściłam pustej
- 1:40:35filiżanki. Elios zasłonił twarz dłonią,
- 1:40:38pocierając czoło. Trudno powiedzieć, czy
- 1:40:40z zażenowania, czy z bólu. Powtórka z
- 1:40:43rozrywki. Filiżanka, dzbanek, herbata
- 1:40:45nalana po sam brzeg. Wstrzymałam oddech,
- 1:40:49by nie pozwolić się ponieść wściekłości.
- 1:40:51Wciągnęłam powietrze, jak podczas
- 1:40:53trenowania trudnej choreografii. Każdy
- 1:40:55mięsień pod kontrolą, każde drżenie
- 1:40:58stłumione. Jeden krok, drugi, trzeci.
- 1:41:02Okrążałam kanapę. Tylko spokojnie
- 1:41:05powtarzałam, gdy w polu widzenia
- 1:41:06przemknął miły siejący łeb dziada.
- 1:41:09Zagięcie dywanu pokonane, jeszcze fotel.
- 1:41:12Masywny grat, wyblakły, przeżarty
- 1:41:15kurzem. Nawet ciocia Dani, miłośniczka
- 1:41:17staroci, uznałaby, że nadaje się tylko
- 1:41:19na wysypisko. Siedzący w nim Elias
- 1:41:22okazał się kolejną przeszkodą. Kątem oka
- 1:41:24złapałam jego spojrzenie. Ciemne
- 1:41:26tęczówki kryły głębie zbyt bezdenną, by
- 1:41:29w nią zanurkować. Sam jej brzeg
- 1:41:31wystarczył, by moja dłoń zadrżała. Dywan
- 1:41:34bezgłośnie wchłonął kilka kropel. Kilka
- 1:41:36innych wystąpiło mi na czoło.
- 1:41:40Zatrzymałam się na ułamek sekundy.
- 1:41:42Łysawa głowa mężczyzny nawet się nie
- 1:41:45odwróciła. Za to Elias, cholerny Elias
- 1:41:48to zobaczył. Bezszelestnie przełknęłam
- 1:41:50ślinę, czekając na jego reakcję. Nic.
- 1:41:54Nie zrobił nic. Jego spojrzenie zsunęło
- 1:41:56się na spodnie. przeciągnął dłonią po
- 1:41:59udzie, jakby wygładzał materiał. Gest
- 1:42:01spokojny, kontrolowany, jak zielone
- 1:42:04światło dla mnie. Powoli ruszyłam dalej.
- 1:42:07Jeszcze przez kilka kroków nasłuchiwałam
- 1:42:09komentarza, lecz żaden nie padł.
- 1:42:11Uwierzyłam, że dotrę do stolika. Sunęłam
- 1:42:14pewniej. Nabrałam wprawy. Dam radę.
- 1:42:17Dałabym, gdyby coś nie wplątało się
- 1:42:19między moje nogi. Hej! Sapnęłam i
- 1:42:23runęłam na dywan, jak konstrukcja z
- 1:42:24zapałek zdmuchnięta nagłym powiewem.
- 1:42:28To nie było coś, tylko laska. Herbata
- 1:42:31wylała się na mnie, na dywan, na kanapy,
- 1:42:33na wyblakłe płytki, wszędzie. Filiżanka
- 1:42:36poturlała się z przytłumionym brzdękiem.
- 1:42:39Dobrze, że miałam już wolne ręce i
- 1:42:40mogłam się podeprzeć. Nadwyrężyłam przy
- 1:42:43tym prawy nadgarstek. Zapulsował bólem,
- 1:42:46więc podwinęłam rękę jak pies ranną
- 1:42:48łapę. Mężczyzna cmokał z drwiną. Wciąż
- 1:42:51na czworakach. Z nienawiścią uniosłam
- 1:42:54wzrok. Oddech wymykał mi się spod
- 1:42:56kontroli. Każdy kolejny był cięższy i
- 1:42:59płytszy. Na mój milczący gniew
- 1:43:01odpowiedział wrednym uśmiechem i cichym
- 1:43:03poleceniem. Uzupełnij.
- 1:43:06Tego było już za wiele. Szybkość, z jaką
- 1:43:09zerwałam się z podłogi, zaskoczyła nawet
- 1:43:11mnie samą. Pędząc, przypadkiem kopnęłam
- 1:43:14filiżankę. Uderzyła w metalową nóżkę
- 1:43:16witryny, a brzdęk pękającej porcelany
- 1:43:18zgrał się za stukotem moich kroków, gdy
- 1:43:20dopadłam drzwi. Pamiętałam, że nie były
- 1:43:23zamknięte. Elias tylko je przymknął,
- 1:43:26więc natychmiast czarpnęłam gałkę
- 1:43:28obolałą dłonią. Schody w górę mnie nie
- 1:43:30zaskoczyły. Ściany otulały je ciasno.
- 1:43:33Odpychałam się od nich rozłożonymi
- 1:43:35rękami, przeskakując po dwa stopnie na
- 1:43:37raz. Na szczycie drogę blokowały kolejne
- 1:43:40drzwi. Wpatrywałam się w nie z zadartą
- 1:43:42głową i walącym sercem, przerażona, że
- 1:43:45są zamknięte na klucz i odbiję się od
- 1:43:47nich jak piłka kałczukowa. Trudno, nie
- 1:43:50miałam nic do stracenia. Wpadłam w nie,
- 1:43:53gotowa staranować je ramieniem.
- 1:43:55Żałowałam tylko, że nie mam barków jak
- 1:43:57wujek Dylan. Nie było takiej potrzeby.
- 1:43:59Poddały się łatwo. Zmrużyłam oczy,
- 1:44:02oślepiona światłem. Wpadało przez ścianę
- 1:44:05z błękitnych luksferów.
- 1:44:07To nie były upragnione okna, ale chociaż
- 1:44:09coś, co przepuszczało dzienne światło.
- 1:44:11Przycisnęłam dłonie do chłodnego szkła.
- 1:44:13Przynosiło ulgę, ale złudną, bo jeszcze
- 1:44:16nie zdołałam uciec. Odbiłam się, pędząc
- 1:44:19dalej jak mucha, która zimą obudziła się
- 1:44:21w zamkniętym słoju. Pomieszczenie
- 1:44:23okazało się szerokim korytarzem.
- 1:44:25Ciągnęło się daleko, lecz nie
- 1:44:27zwalniałam. W puchatych skarpetkach
- 1:44:29ślizgałam się na parkiecie. Włosy
- 1:44:32wpadały mi do oczu. Ciało wciąż
- 1:44:34zrętwiały. Po unieruchomieniu odmawiało
- 1:44:36posłuszeństwa. Nie dobiegłam nawet do
- 1:44:39końca. Silna ręka chwyciła tył mojej
- 1:44:42bluzy. Druga owinęła się wokół klatki
- 1:44:44piersiowej. Jak w lesie. Porażka
- 1:44:46powtórzona kadr w kadr. Wbiłam paznokcie
- 1:44:49w obejmujące mnie ramię Eliasa i
- 1:44:51krzyknęłam z rozpaczą. Puszczaj!
- 1:44:54Wrzasnęłam. Po co ci to było? Syknął mi
- 1:44:56do ucha, szarpiąc mnie do tyłu. Po co do
- 1:44:59cholery? Zamachnęłam się głową w tył i
- 1:45:02trafiłam go w usta, a on odskoczył o
- 1:45:04centymetr. Dobrze mu tak. Nie dam się
- 1:45:07poniżać jakiemuś. Właśnie, że dasz.
- 1:45:10Przerwał mi lodowato. Będziesz robić
- 1:45:13wszystko, co ci każę. Grzecznie i bez
- 1:45:16oporu. Zza rogu wyłonił się Gino.
- 1:45:19Kwadratowa szczęka, trzydniowy zarost,
- 1:45:21przeżuwające coś usta.
- 1:45:24Słowo honoru, że ten typ miał w sobie
- 1:45:26coś z kanibala. Dziwne, ale w uścisku
- 1:45:29Eliasa nagle poczułam się bezpieczniej.
- 1:45:32Co jest? Warknął tamten. Wszystko gra.
- 1:45:35Rzucił Elias, ciągnąc mnie z powrotem na
- 1:45:37schody. Zostaw mnie. Jęknęłam podwijając
- 1:45:41nogi, żeby nie dać się sprowadzić na
- 1:45:43dół.
- 1:45:44Spokój, Lindsy. Syknął. Opierałam się na
- 1:45:47próżno. Zeszliśmy do saloniku bez okien,
- 1:45:50gdzie czarny wąs mężczyzny unosił się w
- 1:45:52najzłośliwszym uśmiechu, jaki
- 1:45:54kiedykolwiek widziałam. Elias trzymał
- 1:45:56mnie w żelaznym uścisku. Jego tors na
- 1:45:59moich plecach, podbródek wciskający się
- 1:46:01w czubek głowy, dłonie na ramionach.
- 1:46:04Byłam w potrzasku. Jego wuj podparł się
- 1:46:07laską i uniósł. Zesztywniałam, gotowa na
- 1:46:10cios. Ten jednak nie nadszedł.
- 1:46:13Nie uciekniesz stąd, niemądra
- 1:46:15dziewczyno. Pokręcił głową jak
- 1:46:17pobłażliwy dziadzio, choć tak naprawdę
- 1:46:20przerażał mnie tak bardzo, że ściskałam
- 1:46:22pięści ze strachu. Czyli będziecie mnie
- 1:46:24trzymać w piwnicy bez okien? Prychnęłam
- 1:46:27słabo. Laska uniosła się i wbiła w moją
- 1:46:30brodę, zmuszając mnie do odchylenia
- 1:46:32głowy. Moja potylica oparła się na
- 1:46:34piersi Eliasa, a ja poczułam, jak szybko
- 1:46:36bije mu serce. Nie ma tu okien, młoda
- 1:46:39damo, bo okna dają perspektywę wolności,
- 1:46:42której ty nie posiadasz.
- 1:46:48Rozdział piąty. Słodki pisk.
- 1:46:53Dłonie lepiły mi się od kleju. Żadna
- 1:46:55filiżanka na świecie nie zebrała tylu
- 1:46:57nienawistnych spojrzeń, co ta, którą
- 1:46:59właśnie próbowałam uratować. Gdyby nie
- 1:47:02to, że minioną godzinę spędziłam na
- 1:47:04składaniu potłuczonych skorupek, ze
- 1:47:06złości cisnęłabym nią o ścianę, by
- 1:47:08rozbiła się ponownie.
- 1:47:11Jakąś strzelam. Godzinę temu wuj Eliasa
- 1:47:14odsunął laskę z mojej brody i szturchnął
- 1:47:16nią porcelanowe odłamki. Grobowym tonem
- 1:47:19polecił. Kucaj. Rozchyliłem usta.
- 1:47:22Niepewne czy dobrze usłyszałam. Ramiona
- 1:47:25Eliasa się rozsunęły, zwracając mi
- 1:47:27swobodę ruchów. nawet dyskretnie, lecz
- 1:47:30ponaglająco nacisnął mi na barki.
- 1:47:32"Najpierw wytrzeż rozlaną herbatę"
- 1:47:35zapowiedział mężczyzna. Zniżyłam się
- 1:47:37powoli. Moje kolano strzyknęło, gdy
- 1:47:40dotknęło chłodnej podłogi. Kątem oka
- 1:47:42widziałam wypolerowane trzon laski i
- 1:47:44nogawki garniturowych spodni opadające
- 1:47:47na skórzane buty. W tej upokarzającej
- 1:47:50pozycji nie mogłam spojrzeć dziadowi w
- 1:47:52oczy.
- 1:47:53Za to wzrok Eliasa wiercał mi się w
- 1:47:56czubek głowy, dokładnie tam, gdzie przed
- 1:47:58chwilą chłopak opierał podbródek.
- 1:48:01Och, jak ja go w tej chwili
- 1:48:02nienawidziłam. Z każdą falą złości
- 1:48:04szczęka napinała mi się mocniej.
- 1:48:08Potrzebuję ścierki. Warknęłam i
- 1:48:10zabrzmiało to jak groźba. Konsekwencja
- 1:48:12nie była mocną stroną mężczyzny z laską.
- 1:48:15Tym razem nie skarcił mnie za brak.
- 1:48:17Proszę. Wykrzywił się w swoim ulubionym
- 1:48:20wrednym uśmiechu. Ścierka ci
- 1:48:21niepotrzebna.
- 1:48:23Laska trąciła mnie w brzuch. Nie
- 1:48:25zdążyłam uskoczyć, lecz tym razem nie
- 1:48:27zabolało. Laska posłużyła mu tylko za
- 1:48:29wskaźnik. Wytrzeż to swoim ubraniem.
- 1:48:33Zacisnęłam pięść na zniszczonej jasnej
- 1:48:35bluzie. Niewątpliwie nadawała się do
- 1:48:37prania, może i nawet do wyrzucenia, ale
- 1:48:40na pewno nie była przeznaczona do
- 1:48:42szorowania podłogi.
- 1:48:44To moje jedyne ubranie. Burknęłam
- 1:48:46zbulwersowana.
- 1:48:48Uśmiech starego jeszcze się poszerzył, a
- 1:48:50podstawa laski zanurkowała w moich
- 1:48:52skołtunionych włosach, skradając się w
- 1:48:54nich jak jadowity, choć sztywny wąż. W
- 1:48:58takim razie włosami. Zmarszczyłam brwi
- 1:49:01oburzona. Laska wysunęła się z moich
- 1:49:03włosów i dotknęła warg tak gwałtownie,
- 1:49:06że nie zdążyłam odchylić głowy. Albo
- 1:49:08wyliżesz podłogę do połysku, mała
- 1:49:10czyścioszko.
- 1:49:12Zamilkłam, by nie rozchylać ust i nie
- 1:49:14pozwolić mu wcisnąć do nich brudnego
- 1:49:16kija. A ty, zwrócił się do Eliasa,
- 1:49:19przynieś klej, skoro nasza młoda dama
- 1:49:21nie szanuje rzeczy i tak łatwo je
- 1:49:22niszczy, będzie je teraz naprawiać.
- 1:49:26Upokorzona kłócałam nad niewielką kałużą
- 1:49:28herbaty.
- 1:49:30Kroki Eliasa oddalały się niespiesznie,
- 1:49:33jakby się ociągał. Chciałam wierzyć, że
- 1:49:35woli mnie nie zostawiać ze swoim
- 1:49:37agresywnym wujem, lecz dotąd nie dał mi
- 1:49:39powodów, by go wybielać. Grał z dziadem
- 1:49:42w jednej drużynie i w niczym nie był
- 1:49:44lepszy od niego. Na co czekasz? Warknął
- 1:49:46jego wój. Pracuj. Wpatrywałam się tempo
- 1:49:50w plamę. No już. Za zwłokę zapłaciłam
- 1:49:53kilkoma uderzeniami laską. Nie chcę
- 1:49:55wnikać w szczegóły. Bił bez opamiętania,
- 1:49:58aż łzy strachu i bólu zalały mi oczy.
- 1:50:01Mała Ly w środku nie pojmowała, czemu
- 1:50:03spotyka ją taka przemoc. Chcę widzieć,
- 1:50:06jak ta plama znika. Syknął mężczyzna.
- 1:50:09Jego wąs opadł, a oczy zamieniły się w
- 1:50:12lodowate świdry.
- 1:50:14Obolała pochyliłam się nad rozlaną
- 1:50:16herbatą. Sztywne palce zacisnęłam na
- 1:50:18materiale bluzy. Tkanina wchłaniała
- 1:50:21ciecz. Dziad patrzył na to z
- 1:50:22satysfakcją, a wracającego Eliasa
- 1:50:24przywitał triumfalnie zaciśniętą
- 1:50:26pięścią. Widzisz? Ucieszył się. Dziewczę
- 1:50:30potrzebuję po prostu twardego
- 1:50:32wychowania.
- 1:50:33Klej. Oznajmił Elias Cucho.
- 1:50:38Wybornie. Nasza młoda dama zbierze
- 1:50:40kawałki porcelany, poskleja je i będzie
- 1:50:43się modlić, żeby to co powstanie
- 1:50:44przypominało filiżankę.
- 1:50:47Jego głos stwardniał, gdy zwrócił się do
- 1:50:50mnie. Później sprawdzę efekt. Stukanie
- 1:50:53laski cichło. Oddalał się. W saloniku
- 1:50:56został ze mną tylko Elias. Patrzył, jak
- 1:50:58w ciszy zbieram skorupki. Na policzkach
- 1:51:01czułam zaschnięte łzy.
- 1:51:04Po co ty ciągle z nim dyskutujesz?
- 1:51:06Szepnął z irytacją, której nie
- 1:51:07rozumiała. Pociągnęłam nosem, wierzchem
- 1:51:10rękawa ocierając twarz. Milczałam
- 1:51:13skupiona na zbieraniu odłamków.
- 1:51:15Rób co każe, dodał. Tak będzie łatwiej.
- 1:51:18Parsknęłam lekceważąco. Obolałe od laski
- 1:51:21żebro zapiekło. Mówię poważnie! Burknął.
- 1:51:25Przysiadłam na piętach, trzymając jedną
- 1:51:27ze skorupek w dłoni. Pociągnęłam za
- 1:51:29wilgotny od herbaty rąbek bluzy,
- 1:51:31odsłaniając czerwone plęgi na brzuchu.
- 1:51:34On czerpie przyjemność zdręczenia mnie,
- 1:51:36więc nie ma znaczenia, jak grzeczna
- 1:51:38będę. Wysyczałam. Jeśli nie dam mu
- 1:51:41pretekstu, wymyśli go sam. Machnęłam
- 1:51:43trzymanym odłamkiem. To dowód. podstawił
- 1:51:47mi laskę pod nogi, żebym rozlała
- 1:51:49herbatę. Nie dostałaś za upadek, tylko
- 1:51:51za próbę ucieczki. Chrupnęło, gdy
- 1:51:54rzuciłam odłamek na kupkę. Naprawdę
- 1:51:57sądzisz, że zrezygnuję z ucieczki? Mam
- 1:51:59siedzieć cicho i udawać, że podoba mi
- 1:52:01się życie w tej klitce bez okien? Elias
- 1:52:04usiadł okrakiem na podłokietniku kanapy,
- 1:52:06sprół dłonie i zgarbił się, jakby miał
- 1:52:09zamiar wytłumaczyć coś niepojętnemu
- 1:52:11dziecku. Przestrzegaj zasad, to
- 1:52:13przeżyjesz. Wyszeptał. O to chodzi. o
- 1:52:16przetrwanie.
- 1:52:18Powiedział, że okna wskazałam pustą
- 1:52:20ścianę dają perspektywę wolności, której
- 1:52:23nie mam. Chciał cię nastraszyć. Odparł
- 1:52:26jeszcze ciszej, zerkając na drzwi i
- 1:52:28słusznie. Ty też się go boisz.
- 1:52:30Szantażuję cię. A może bij? Urwałam,
- 1:52:33patrząc na jego ukryte podluźną bluzą
- 1:52:36ciało. Nic mi nie robi warknął spięty.
- 1:52:39Współpracujemy.
- 1:52:41Cel mamy ten sam. Jaki?
- 1:52:44Stuk od kolejnego odłamka. Kopnął go w
- 1:52:47zasięg moich dłoni.
- 1:52:49Skup się na swoim zadaniu.
- 1:52:51Tę popatrzyłam na kwiaty zdobiące
- 1:52:53kawałek filiżanki. Łodygi wiły się
- 1:52:55niczym metafora pokrętnej sytuacji, w
- 1:52:58której się znalazłam. Nie podniosłam go.
- 1:53:01Ile czasu minęło od porwania? Ta wiedza
- 1:53:04nic ci nie da. Pociągnęłam nosem. Miałam
- 1:53:07w nim tak wysuszoną śluzówkę, że
- 1:53:09poczułam bolesne pieczenie. Zakuło mnie
- 1:53:12w łopatce. Efekt złej postawy. Zamiast
- 1:53:15się wyprostować, zgarbiłam się jeszcze
- 1:53:17bardziej. Potrzebuję prysznica.
- 1:53:20Wymamrotałam.
- 1:53:21Elias pokręcił głową krótko, stanowczo.
- 1:53:25Na razie nie. Uporczywie tarłam nos.
- 1:53:28Łaskotało mnie w nim od nadmiaru kurzu i
- 1:53:30braku świeżego powietrza.
- 1:53:33Bluza, którą miałam na sobie od początku
- 1:53:35porwania ciążyła, przesiąknięta potem,
- 1:53:37brudem i złymi emocjami. Od środka
- 1:53:40kleiła się do skóry, jakby posmarowano
- 1:53:42ją tym samym klejem, którym miałam
- 1:53:44skleić filiżankę.
- 1:53:46Eliasie, spróbowałam ponownie, szczerze,
- 1:53:48bez owijania w bawełnę. Jestem brudna.
- 1:53:52To twoje najmniejsze zmartwienie.
- 1:53:54Czystość to potrzeba fizjologiczna.
- 1:53:57Już ustaliliśmy, że zaspokajanie twoich
- 1:53:59potrzeb fizjologicznych nie jest moim
- 1:54:01priorytetem.
- 1:54:03Porwałeś mnie. Przypomniałam. Jesteś za
- 1:54:05mnie odpowiedzialny. Odpowiedzialny za
- 1:54:08to, żebyś nie uciekła, a nie pędrzyła
- 1:54:10się w łazience. Stęknęłam, poprawiając
- 1:54:13się w siadzie. Pięty wpijały mi się w
- 1:54:15pośladki.
- 1:54:17Proszę, Eliasie, cała się lepie. Wskazał
- 1:54:20pod brudkiem odłamki.
- 1:54:23Składaj filiżankę.
- 1:54:25Jak długo zamierzasz mnie tu trzymać?
- 1:54:27Wzruszył ramionami. Dopóki nie osiągnę
- 1:54:30celu. Czyli
- 1:54:33zniżył głos do złowrogiego szeptu. Jego
- 1:54:36spojrzenie stężało. Wynagrodzę sobie
- 1:54:38krzywdy, które spotkały mnie dzięki
- 1:54:40uprzejmości monetów.
- 1:54:43Parsknął ponuro. To, że twoja rodzina w
- 1:54:46ogóle jest na wolności, to nieśmieszny
- 1:54:48żart. Chcesz zamknąć moją rodzinę?
- 1:54:51Zmarszczyłam czoło, próbując połapać się
- 1:54:53w jego słowach. Dlaczego
- 1:54:56mówiłem ci wcześniej, trzeba było
- 1:54:58słuchać morderstwo. Odchrząknęłam sucho.
- 1:55:02Rzuciłeś poważne oskarżenie bez słowa
- 1:55:04wyjaśnienia. Jak według ciebie miałam na
- 1:55:07to zareagować? Zmrużył oczy.
- 1:55:10Nieważne, Lindsey. Nie cofniesz tego, co
- 1:55:12twoja rodzina zrobiła 12 lat temu. Co
- 1:55:15dokładnie wam zrobiliśmy? Mroczne
- 1:55:18spojrzenie wbiło mi się w oczy.
- 1:55:20My powtórzył cicho. Kącik jego ust
- 1:55:24drgnął smętnie. Wasza plemienna
- 1:55:26lojalność jest tak silna, że w ciemno
- 1:55:29podpiszesz się pod każdym ich uczynkiem.
- 1:55:32Znasz moje nazwisko? Powiedziałam
- 1:55:34łagodniej, przekrzywiając głowę.
- 1:55:36Porwałeś Lincy Monet. Nie oczekujesz
- 1:55:39chyba, że wyrzeknę się swoich korzeni.
- 1:55:41Nie. Przyznał. A pamięć o nich ułatwia
- 1:55:44mi zadanie. W jaki sposób?
- 1:55:48wpatrywał się we mnie tak intensywnie,
- 1:55:50że do ostatniej chwili wstrzymywałam
- 1:55:52oddech. Bezdenny mrok w jego oczach się
- 1:55:54pogłębiał, zmieniał go w kogoś zupełnie
- 1:55:56obcego. Jego głos też stwardniał, gdy
- 1:56:00stwierdził:
- 1:56:02"Nie jest mi cię żal". Wstając, wskazał
- 1:56:04podbródkiem porcelanę. Sklejaj
- 1:56:06filiżankę. Prysznic to przywilej, na
- 1:56:08który może zasłużysz później. Zachwiałam
- 1:56:11się. Zsunęłam z pięt na podłogę i
- 1:56:13położyłam dłonie na dywanie. Moja klatka
- 1:56:15piersiowa zatrzęsła się. Głos ugrzązł w
- 1:56:18gardle.
- 1:56:21Elias wyszeptałam żałośnie, coraz
- 1:56:23bardziej przerażona. Musisz mi
- 1:56:24wytłumaczyć. Ja nie wiem o czym ty
- 1:56:26mówisz. Mój głos robił się coraz
- 1:56:28bardziej piskliwy. Znowu zaczynałam
- 1:56:30panikować. To ma związek z tamtym
- 1:56:32rysunkiem? Ja nic o tym nie wiem.
- 1:56:35Łzy spłynęły bez pozwolenia, rysując
- 1:56:37lepkie ścieżki na moich policzkach.
- 1:56:40Elias patrzył na to bez emocji, po czym
- 1:56:42rzucił obojętnie. Filiżanka Monet.
- 1:56:47Rozchyliłam usta oszołomiona jego
- 1:56:49obojętnością. Zamiast zmięknąć, jeszcze
- 1:56:51bardziej się zezłościł. Ruszył w moją
- 1:56:54stronę, chwycił za włosy i przysunął
- 1:56:56moją twarz do rozbitej filiżanki. Puścił
- 1:56:59niemal od razu, ale skóra na mojej
- 1:57:00głowie i tak pulsowała bólem. Elias
- 1:57:03kopnął lekko jeden z odłamków. Nie
- 1:57:05rozumiesz, że jeśli jej nie złożysz, wuj
- 1:57:08weźmie jeden z tych odłamków i potnie ci
- 1:57:10twarz? Przełknęłam ślinę. Nawet nie
- 1:57:13starałam się zamaskować strachu, który
- 1:57:15mnie ogarnął.
- 1:57:16Elias przewrócił oczami, westchnął i
- 1:57:18odsunął nogę od potłuczonej porcelany.
- 1:57:21Podeszwy jego butów skrzypiały na
- 1:57:22posadzce, kiedy odchodził. Drzwi się
- 1:57:25zatrzęsły. Szczęknął zamek. Zostałam
- 1:57:28sama w piwnicy bez okien. Mimo
- 1:57:30zamiłowania do zajęć artystycznych
- 1:57:32trudno było mi wykrzesać z siebie
- 1:57:34cierpliwość do sklejania porcelany.
- 1:57:37Zwykle pracowałam w domowej
- 1:57:38biblioteczce, najedzona, z herbatą pod
- 1:57:40ręką, w wygodnym fotelu przy dobrze
- 1:57:42oświetlonym biurku i z czystą łazienką.
- 1:57:45kilka kroków obok. Teraz wszystko było
- 1:57:48nie tak. Drętwiały mi palce i wyciskałam
- 1:57:50za dużo kleju. W brzuchu burczało i
- 1:57:53chciało mi się siku, a od twardej
- 1:57:55podłogi rozbolała mnie pupa. Usłyszałam
- 1:57:58ruch na schodach i zamarłam. Jeszcze
- 1:58:00nie, proszę.
- 1:58:02Filiżanka nie wyglądała dobrze. Spięłam
- 1:58:04się gotowa na wymierzenie mi kary, lecz
- 1:58:06mężczyzna nie przyszedł kontrolować
- 1:58:08mojej pracy. Laska stukała głośniej.
- 1:58:11Schodził szybko, trzymając w
- 1:58:12wyciągniętej ręce telefon.
- 1:58:15Powiedz coś. Rozkazał. Myślałam, że mówi
- 1:58:18do kogoś w słuchawce, ale jego
- 1:58:20spojrzenie utkwione było we mnie. Żeby
- 1:58:22zrobić mu na złość milczałam.
- 1:58:25Przestań urządzać demonstracje! Syknął
- 1:58:27zirytowany i huknął laską o kafle. Mam
- 1:58:30cię naprostować przy ojcu na głośniku.
- 1:58:33Tata serce mi zamarło. Ekran telefonu
- 1:58:36się świecił, lecz wuj Eliasa nim
- 1:58:38wymachiwał, więc nie dałam rady dostrzec
- 1:58:41numeru. Wytężyłam słuch, ale po drugiej
- 1:58:43stronie panowała cisza. Zmarszczyłam
- 1:58:46brwi, wyczuwając podstęp. Stary
- 1:58:48przybliżył aparat do moich ust. Dlaczego
- 1:58:51on nic nie mówi? Wyszeptałam. Jest
- 1:58:53wyciszony. Nie musisz go słyszeć. To on
- 1:58:56musi usłyszeć ciebie. Mów.
- 1:58:59Zatkało mnie. Czy tata naprawdę tam był?
- 1:59:01A mama, wujkowie? Wbiłam wzrok w ekran.
- 1:59:05Do oczu napłynęły mi łzy nagłej nadziei.
- 1:59:09Tato, zapiszczałam.
- 1:59:11O tak, bardzo dobrze. Pochwalił
- 1:59:13mężczyzna. Jego wąs uniósł się w
- 1:59:15upiornym uśmiechu. Powiedz coś jeszcze.
- 1:59:18Uniosłam się z pozycji siedzącej do
- 1:59:20klęku. Zbliżyłam twarz do mikrofonu, po
- 1:59:22czym wykrzyczałam. Elias Romero.
- 1:59:25Widywałam się z nim pod murem szkoły.
- 1:59:27Porwał mnie w lesie przy parkingu sklep.
- 1:59:29Brutalny cios laską pod żebro odebrał mi
- 1:59:32dech. Mój krzyk się urwał. Skuruliłam
- 1:59:34się tłumiąc jęk, by niepokoić taty.
- 1:59:38Nieważne. Burknął mężczyzna. Twój słodki
- 1:59:41pisk wystarczy. Swoim sękatym kciukiem
- 1:59:44nacisnął czerwoną słuchawkę i ekran
- 1:59:46pogrążył się w czerni. Widziałam to
- 1:59:49kątem oka, nadal kuląc się na podłodze.
- 1:59:51Dyszałam ciężko. Już cię nie słyszę,
- 1:59:54głupia. Rozłączyłem go. W tonie
- 1:59:56mężczyzny pobrzmiewała nieprzyjemna
- 1:59:58pogarda dla mojej słabości. Jak
- 2:00:00zareagował? Zapytał cicho Elias. Nie
- 2:00:04wiem w którym momencie do nas dołączył.
- 2:00:06Wślizgnął się do piwnicy bezszelestnie i
- 2:00:08teraz czaił się gdzieś w tle. W ciemnych
- 2:00:10ciuchach z powodzeniem zlewał się
- 2:00:12zmrokiem. Nawet jego jasne dłonie się
- 2:00:14nie odznaczały, bo trzymał je w
- 2:00:15kieszeniach. Jedyne z czego mogłam
- 2:00:17czytać to jego twarz. Czoło między
- 2:00:20brwiami przecinała pionowa zmarszczka,
- 2:00:22głęboka, wyrażająca trwogę. Żałosny,
- 2:00:26pomyślałam z nienawiścią. Zaraz się
- 2:00:29przekonamy. Oddzwoni stary zdawał się
- 2:00:32tego pewny. Delikatnie muskał palcami
- 2:00:34swoją laskę, jakby porcelanowa gałka
- 2:00:36była klawiszem pianina. Nawet przymknął
- 2:00:39z lubością oczy niczym człowiek, który
- 2:00:41słucha swojej ulubionej melodii. Zaraz
- 2:00:44jednak otworzył je szeroko, gdy w
- 2:00:46pomieszczeniu rozległ się mój syk,
- 2:00:48psychopata.
- 2:00:49Twarz wykrzywiła mu się gniewnie, a
- 2:00:52potem jego laska się uniosła i opadła.
- 2:00:54Szybko i znów do góry i w dół. Moje
- 2:00:58ciało napinało się coraz mocniej, w rytm
- 2:01:00uderzeń tłuczone jak kawał mięsa. Z ust
- 2:01:03wyrywały mi się jęki i piski, którym
- 2:01:05akompaniowały wściekłe krzyki mężczyzny.
- 2:01:09Czy pozwoliłem ci się odezwać? Czy
- 2:01:11wyraziłem zgodę? Czy ją wyraziłem? I w
- 2:01:14tym chaosie nagle przebił się przejęty
- 2:01:16głos Eliasa. Czekaj, czekaj, czekaj.
- 2:01:20Gdybym nie zwijała się z bólu,
- 2:01:21prychnęłabym mu w twarz. Co za żałosne
- 2:01:24stękanie. Oddzwania. Zawołał
- 2:01:28Vincent Monet. Oddzwania. Klatka
- 2:01:30piersiowa unosiła mu się od
- 2:01:32przyspieszonego oddechu, a na czole
- 2:01:33częściowo skrytym pod ciemnymi kosmykami
- 2:01:36błyszczały kropelki potu. Oczy wbił wuja
- 2:01:40z przejęciem, starannie unikając
- 2:01:41patrzenia na mnie. W dłoni ściskał
- 2:01:44telefon, którego ekran znów się
- 2:01:45rozświetlał. Laska najpierw zawisła w
- 2:01:48powietrzu, po czym powoli dotknęła
- 2:01:50posadzki. Zniekształcona gniewem twarz
- 2:01:52mężczyzny się wygładziła. Kącik ust pod
- 2:01:55czarnym wąsem drgnął ku górze. Odzyskał
- 2:01:58namiastkę spokoju. napuszył się, uniósł
- 2:02:01podbródek i wymruczał.
- 2:02:03O, proszę. Zanim przejął telefon,
- 2:02:06bezczelnie puścił do mnie oko. Chyba
- 2:02:08udało nam się przeciągnąć jego uwagę.
- 2:02:12Przytknął aparat do ucha, by kontynuować
- 2:02:14rozmowę z moim ojcem. Niespiesznie
- 2:02:16ruszył na schody, którymi wyszedł z
- 2:02:18piwnicy. Wiedział, że Vincent Monet na
- 2:02:21pewno poczeka. Tymczasem ja leżałam na
- 2:02:23posadzce w pozycji embrionalnej. Drżałam
- 2:02:26i łukałam, bo chwilowe nawiązanie
- 2:02:29kontaktu z tatą, nawet jednostronne,
- 2:02:31uruchomiło we mnie emocje, które dotąd
- 2:02:33blokowałam grubym murem. Wmawiałam
- 2:02:35sobie, że jest mocny, ceglasty.
- 2:02:37Tymczasem pękł jak ta porcelanowa
- 2:02:40filiżanka. Rozsypał się przy pierwszym
- 2:02:42zderzeniu ze wspomnieniem o rodzinie, za
- 2:02:44którą tęskniłam tak niewyobrażalnie, że
- 2:02:47ból po uderzeniach laską wydawał się
- 2:02:49przy tym niczym.
- 2:02:51Przytuliłam policzek do dywanu. Tkanina
- 2:02:53przyjemnie drapała. Wbijałam w nią
- 2:02:56palce, żałując, że włoski nie są
- 2:02:58dłuższe, żebym mogła je złapać i
- 2:02:59pociągnąć, by dać choć odrobinę ujścia
- 2:03:02cierpieniu. Tak strasznie marzyłam, żeby
- 2:03:04przytulić rodziców, pośmiać się z
- 2:03:06wujkami, nawet pokłócić się z Michaelem.
- 2:03:10Nagle moją uwagę przyciągnął jakiś
- 2:03:12tajemniczy szelest. Uderwał mnie od
- 2:03:14fantazjowania i kazał wrócić do ponurej
- 2:03:16rzeczywistości, w której musiałam być
- 2:03:18czujna. To Elia kucnął obok. Został ze
- 2:03:21mną tu w podziemiach i milcząco
- 2:03:23obserwował moją rozsypkę. Nie widziałam
- 2:03:26jego twarzy. Może ze mnie kpił, a może
- 2:03:28mnie współczuł. I choć na to drugie nie
- 2:03:30liczyłam, bardziej do siebie niż do
- 2:03:32niego wymamrotałam. Chcę do domu.
- 2:03:36Odgłos, jaki Elias z siebie wydał,
- 2:03:38przypominał stłumione westchnienie.
- 2:03:40Wujek Will robił podobnie, gdy jako
- 2:03:43dziecko błagałam o słodycze tuż po tym,
- 2:03:45jak rodzice mi ich zakazywali.
- 2:03:47Wrócisz do domu, kiedy twój tatuś zrobi
- 2:03:49co trzeba. Miałam wrażenie, że Elia
- 2:03:52próbuje mnie pocieszyć, jednocześnie nie
- 2:03:54potrafiąc wypowiedzieć się o moim ojcu
- 2:03:56bez lekceważącego tonu. Co trzeba?
- 2:04:00Pisnęłam cienko. Nie odrywając policzka
- 2:04:02od podłogi, odszukałam go wzrokiem.
- 2:04:05Kucał tuż przy mnie, gotów pomóc, ale
- 2:04:07wciąż na dystans. Czubek jego buta
- 2:04:09znalazł się niepokojąco blisko mojej
- 2:04:11twarzy. Jednym kopniakiem mógłby złamać
- 2:04:14mi nos. Czy byłby do tego zdolny? Nie
- 2:04:17wiedziałam.
- 2:04:19Spięłam się, kiedy lekko się nachylił. A
- 2:04:22jak myślisz, Lincy? Wujek Shane,
- 2:04:24wyznawca prostej filozofii, często
- 2:04:26powtarzał, że odpowiedź zwykle jest
- 2:04:29oczywista. Tutaj też się taka wydawała,
- 2:04:31ale trudno było mi w nią uwierzyć, więc
- 2:04:34wpatrzyłam się Eliasowi w oczy, szukając
- 2:04:36potwierdzenia, że kryje się za tym coś
- 2:04:38więcej. Powoli podniosłam się do siadu,
- 2:04:40sycząc z bólu. Obolała i sztywna jak
- 2:04:43trzon laski. Włosy plątały mi się przy
- 2:04:46szyi, wciskały pod bluzę, wisiały w
- 2:04:48tłustych stronkach. Kiedyś przed
- 2:04:50spotkaniami z Eliasem martwiłam się, czy
- 2:04:52wyglądam dobrze. Teraz naprawdę miałam
- 2:04:54to gdzieś. Czy chodzi o pieniądze?
- 2:04:57Szepnęłam. Nie odrywałam wzroku od jego
- 2:05:00oczu. Im dłużej milczał, tym
- 2:05:02wymowniejszy stawał się fakt, że nie
- 2:05:04zaprzeczył. Podniosłam się jeszcze
- 2:05:07wyżej. Cała ta akcja to tylko kwestia
- 2:05:09okupu. Oburzenie wypisane na mojej
- 2:05:12twarzy go sprowokowało. Przysunął swoją
- 2:05:14twarz do mojej. Kiedyś przed tamtym
- 2:05:17pocałunkiem ten dystans ekscytował.
- 2:05:20Teraz miałam ochotę go spoliczkować,
- 2:05:22zwłaszcza gdy przez zaciśnięte z
- 2:05:24nienawiści zęby wycedził. I zemsty
- 2:05:27Lindy.
- 2:05:28Nie cofnęłam się. Tkwiłam w napięciu
- 2:05:30razem z nim. Skoro już się na mnie
- 2:05:32mścisz, łaskawie wyjaśnij za co. Mszczę
- 2:05:36się na twoim tatusiu.
- 2:05:38Prawie zetknęliśmy się nosami, kiedy
- 2:05:40warknęłam. Za co, Eliasie? Za co? Za
- 2:05:44morderstwo. Morderstwo? Mówiłem ci
- 2:05:46przecież, że chodzi o morderstwo.
- 2:05:49Zastygłam.
- 2:05:50Nostrza Eliasa rozszerzały się ze
- 2:05:52złości. Oczy spowiła mgła nienawiści.
- 2:05:55Zerwał się tak gwałtownie, że poczułam
- 2:05:57pchnięcie. Zakołysałam się. Spróbowałam
- 2:05:59złapać równowagę, ale osunęłam się na
- 2:06:01podłogę i zaryłam brodą ochropowaty
- 2:06:04dywan. Mój cichy jękłuszył jego zjadliwy
- 2:06:07komentarz. Twoi starzy to mordercy.
- 2:06:11Odskoczył. Patrzył teraz na mnie z
- 2:06:13oddali, gdy tak leżałam rozpłaszczona i
- 2:06:15bezbronna. Zaciskał pięści, po chwili je
- 2:06:18rozluźniał i tak w kółko. Przestań
- 2:06:20płakać. Warknął. Wtuliłam mokry policzek
- 2:06:24w dywan. Jeśli masz z tym problem, to
- 2:06:26wyjdź. Wymamrotałam. Mówię serio,
- 2:06:29Lindsy. Westchnął. Opanuj emocje, będzie
- 2:06:31ci łatwiej.
- 2:06:33Odezwał się cholerny kwiat Lotosu.
- 2:06:36Rozłożył ręce. Prowokujesz mnie. Tekst
- 2:06:39godny Toksyka. Nie ciągnął tematu.
- 2:06:42Sztywna dłoń zamajaczyła przed moją
- 2:06:44twarzą. Wyciągnął ją do mnie jak w
- 2:06:46zaproszeniu do tańca. Jeszcze niedawno
- 2:06:49przyjęłabym je szczęśliwa. Teraz
- 2:06:50patrzyłam na palce pusto, skupiając
- 2:06:52wzrok na obrączce w stalowym kolorze.
- 2:06:55Chodź. zachęcił łagodniej. Ta zmienność
- 2:06:59nastroju mnie niepokoiła. Nie miałam
- 2:07:01odwagi drgnąć. Wszystko mnie boli.
- 2:07:04Poskarżyłam się. Kucnął.
- 2:07:08Pomogę ci. Nie chciałam jego bliskości,
- 2:07:11a jednak pragnęłam delikatności, z jaką
- 2:07:13do mnie wrócił. A potem wypowiedział
- 2:07:16słowa, które sprawiły, że przeniosłam
- 2:07:18spojrzenie z obrączki na jego oczy. To
- 2:07:21mogło znaczyć coś ważnego. Zaprowadzę
- 2:07:23cię teraz do łóżka. Szepnął. A jutro
- 2:07:26rano pozwolę ci wziąć prysznic. Był to
- 2:07:29pierwszy akt litości.
- 2:07:35Rozdział szósty. Prysznic.
- 2:07:39Ręcznik. Burknął Elias. Gdy uchylił
- 2:07:42przede mną wąskie, obdrapane drzwi u
- 2:07:45podnóża schodów, poczułam zawód.
- 2:07:47Piwniczna łazienka, a ja miałam
- 2:07:49nadzieję, że wyprowadzi mnie na górę.
- 2:07:52Pomieszczenie było klaustrofobiczne.
- 2:07:54Sufit tak niski, że Elias prawie
- 2:07:56zaczepiał o niego czubkiem głowy. W
- 2:07:59kątach zalegał kurz, a wokół starej
- 2:08:01armatury osiadła gruba warstwa kamienia.
- 2:08:03Toaleta wiekowa z hałaśliwą spółuczką.
- 2:08:07Na szczęście nie musiałam korzystać z
- 2:08:09niej często. Ciocia Hailey padłaby
- 2:08:12trupem, gdyby się dowiedziała, jak słabo
- 2:08:14mnie tu nawadniają. Ruchy Eliasa, wciąż
- 2:08:17żwawe, energiczne, kontrastowały z
- 2:08:19moimi, powolnymi po trudnej nocy.
- 2:08:23Sięgnął do niewielkiej obdrapanej
- 2:08:25szafki, rzucił ręcznik na umywalkę,
- 2:08:27złożony, wyprany, lecz ze starymi,
- 2:08:30wżartymi plamami. W rezydencji monetów
- 2:08:33ręczniki były zawsze idealnie czyste,
- 2:08:35puszyste i grube. Myślałam o tym
- 2:08:37przygnębiona tęsknotą za swoim życiem.
- 2:08:40Stałam chwiejnie na środku jak łodyga na
- 2:08:43wietrze, ale widok w małym kwadratowym
- 2:08:45lusterku na ścianie wytrącił mnie z
- 2:08:47równowagi. Ziemista cera, twarz
- 2:08:50przykurzona jak każdy zakamarek piwnicy.
- 2:08:53Przytrzymałam się umywalki. Po chwili
- 2:08:56opadła na nią kolejna kupka materiału.
- 2:08:59I ciuchy. Dokończył Elias sztywno.
- 2:09:02Obrzuciłam je znużonym pytającym
- 2:09:04spojrzeniem, więc wyjaśnił. są moje.
- 2:09:08Zamiast zdobyć się na wdzięczność,
- 2:09:10wykrzywiłam usta w grymasie. Mam nosić
- 2:09:12twoje ubrania? Wolisz swoje stare?
- 2:09:16Uniósł brew, po czym pokazał plamę na
- 2:09:18mojej bluzie. Brzydzę się twoimi.
- 2:09:22Jesteś porwana, Lindsy. Przypomniał
- 2:09:24opryskliwie. Na twoim miejscu nie
- 2:09:26wybrzydzałbym. Zacisnął usta i wskazał
- 2:09:29ubrania pod brudkiem. Ciesz się, że są
- 2:09:31czyste.
- 2:09:33Oparłam się ramionami o umywalkę. Z
- 2:09:35podkrążonymi oczami łypałam na niego z
- 2:09:38odrazą, po czym ciężko skinęłam głową.
- 2:09:41Masz rację. Dziękuję za twe
- 2:09:42miłosierdzie.
- 2:09:44Sarkazm duszący jak stęchlizna w tej
- 2:09:46łazience aż kipiał z moich słów. Lecz
- 2:09:48Elias tylko odburknął. Proszę bardzo,
- 2:09:51Monet. Zapadła pełna napięcia cisza.
- 2:09:54Patrzyliśmy na siebie z tą samą
- 2:09:56niechęcią. Elias, zupełnie wyprany z
- 2:09:58emocji, rzucił: "Mydło jest tam".
- 2:10:02Nadłamana, zakurzona kostka tkwiła w
- 2:10:04kącie kabiny. Obleiał ją długi, ciemny
- 2:10:07włos, aż mi się cofnęło, a do oczu
- 2:10:09napłynęły łzy. Prysznic w takich
- 2:10:12warunkach wydawał się niemal równie
- 2:10:13upokarzający, jak całkowity brak dostępu
- 2:10:16do wody. Przymknęłam powieki.
- 2:10:18Otworzywszy je, zerknęłam na Eliasa. Tym
- 2:10:21mam się umyć? Serio? Nie, to nie. Uciął.
- 2:10:25Pstryknął wyłącznikiem. Światło zgasło,
- 2:10:27a sekundę później rozbrzmiał jego zimny
- 2:10:30rozkaz. Wychodzimy. Momentalnie
- 2:10:32spanikowana zaparłam się piętami. Nie,
- 2:10:35proszę. Dobrze, już dobrze. Światło
- 2:10:37wróciło. Elias patrzył z dezaprobatę na
- 2:10:40moją udręczoną minę. Mydło powtórzył
- 2:10:43wyraźnie, tracąc cierpliwość. Jest tam.
- 2:10:46Oderwałam wzrok od obleśnej kostki. A
- 2:10:50szampon spojrzał tak wymownie, że ze
- 2:10:53wstydem spuściłam oczy na popękane
- 2:10:55płytki i moje skarpetki w pingwiny.
- 2:10:58Lindsy, czy ty jesteś jakaś
- 2:10:59ciężko kapująca? Zapytał robiąc krok do
- 2:11:02przodu. W tak małej łazience każdy jego
- 2:11:05ruch odbierał mi powietrze. Nie jesteś w
- 2:11:07hotelu? Tylko spytałam. Mruknęłam
- 2:11:10[odchrząknięcie] nerwowo, ciągnąc jeden
- 2:11:12ze splątanych kosmyków. Mam długie
- 2:11:14włosy. O to mi chodzi.
- 2:11:17Mam ci może jeszcze ogarnąć lokówkę?
- 2:11:20Uniósł się we mnie odruch protestu. Lecz
- 2:11:23gdy Elias zobaczył, że naprawdę chce coś
- 2:11:25dodać, a zamierzałam zapytać o suszarkę,
- 2:11:28jego twarz stężała. Ostatecznie tylko
- 2:11:30pokręciłam głową. Masz 5 minut.
- 2:11:33Zarządził. Szczoteczka do zębów. Umyjesz
- 2:11:36je palcem. Pasta jest tam. TBka była
- 2:11:39niemal pusta. Ledwie rzuciłam na nią
- 2:11:42okiem. Palcem. Elias. To obrzydliwe.
- 2:11:45Obrzydliwe byłoby nie umyć w ogóle.
- 2:11:47Zerknął na zegarek w telefonie. 4
- 2:11:49minuty. Nienawidzę cię.
- 2:11:533 i p.
- 2:11:55Wyprostowałam się, po czym machnęłam
- 2:11:57jedną ręką, by wyszedł. Zamknęłam drzwi
- 2:12:00i z przyzwyczajenia chciałam przekręcić
- 2:12:02zamek. Jego brak tylko wzmógł łzy złości
- 2:12:05i wstydu. Nie waż się tu włazić.
- 2:12:08Warknęłam siląc się na stanowczość, ale
- 2:12:10mój głos zadrżał. Pod prysznicą liczyłam
- 2:12:13każdą sekundę. Wydrapałam włos z kostki
- 2:12:16mydła, a potem irytowałam się, że tak
- 2:12:19słabo się pieni. Spróbowałam nawet umyć
- 2:12:21włosy. Jednak bez odżywki głównie udało
- 2:12:24mi się je jeszcze bardziej skołtunić.
- 2:12:27Nieustannie oglądałam się w popłochu na
- 2:12:29drzwi. Na szczęście, mimo że wyznaczony
- 2:12:31czas minął, Elias nie wszedł do środka.
- 2:12:34Byłam zbyt zesztywniała, by zmieścić się
- 2:12:36w limicie. Piekły mnie rany na stopach.
- 2:12:39Zabrudzone krwią bandaże wyrzuciłam do
- 2:12:41kosza. Woda koiła. Nie chciałam
- 2:12:44wychodzić i znów patrzeć na siniaki.
- 2:12:46Ręcznik okazał się zbyt mały, by się nim
- 2:12:48owinąć, więc tylko osuszyłam ciało,
- 2:12:50uważając na obolałe miejsca. Spodnie
- 2:12:53Eliasa zatrzymały się na moich biodrach.
- 2:12:56Przydługie rękawy bluzki podwinęłam.
- 2:12:58Skarpetki wsunęłam ostrożnie na stopy.
- 2:13:00Bokserki włożyłam głównie dlatego, że
- 2:13:03pachniały płynem do prania i były
- 2:13:05zaskakująco wygodne. Wilgotne włosy
- 2:13:08rozszarpałam małym grzebykiem,
- 2:13:10wycisnęłam resztkę pasty na palec i
- 2:13:12umyłam nim zęby. W końcu odetchnęłam.
- 2:13:16Odwlekałam ten moment najdłużej jak
- 2:13:18mogłam, ale w końcu wyszłam. Elias leżał
- 2:13:21wyciągnięty na kanapie i podrzucał
- 2:13:23zrolowane skarpetki. patrząc w sufit,
- 2:13:27tęsknym spojrzeniem zerknęłam na drzwi u
- 2:13:29szczytu schodów. Nie uciekaj. Odwróciłam
- 2:13:32głowę. Skarpetki leżały w jego dłoni.
- 2:13:35Nie chce mi się za tobą biegać.
- 2:13:37Oznajmił. Przymknęłam za sobą drzwi do
- 2:13:40łazienki, przeklinając ciasnotę
- 2:13:42przedsionka. Zbliżyłam się do kanapy
- 2:13:44ostrożnie ze swoimi starymi ubraniami
- 2:13:46przyciśniętymi do piersi. Nie uciekam.
- 2:13:49Mruknęłam. Przerzucił skarpetki z jednej
- 2:13:51dłoni do drugiej. Jak prysznic, zagadał.
- 2:13:55Lepsze samopoczucie sprawiło, że
- 2:13:57odzyskałam trochę ciętego języka.
- 2:13:59Uniosłam brodę i stanęłam za oparciem
- 2:14:01kanapy. Patrzyłam na Eliasa z góry.
- 2:14:04Drażniła mnie jego swoboda. Jakby
- 2:14:07porywanie ludzi i trzymanie ich w
- 2:14:08zamknięciu to była dla niego normalka.
- 2:14:11Pachnę tanim mydłem. Mam poplątane przez
- 2:14:14brak odżywki włosy i męskie ciuchy,
- 2:14:16łącznie z bielizną. Elias podniósł
- 2:14:19głowę, by bezwstydnie otaksować mój nowy
- 2:14:21outfit. Pasują ci komplement w twoich
- 2:14:25ustach to dla mnie obelga. Będę ci je
- 2:14:28pravił częściej. Moje ubrania do prania.
- 2:14:31Rzuciłam unosząc noszone ciuchy.
- 2:14:33Parsknął. Jasne. Dorzucimy kulkę
- 2:14:35zapachową, a na koniec poskładamy je w
- 2:14:37kosteczkę.
- 2:14:39Po prostu powiedz, gdzie je położyć.
- 2:14:41Gdziekolwiek. Wzruszył ramionami.
- 2:14:44Przycisnęłam ubrania mocniej do klatki
- 2:14:46piersiowej. W tym obcym otoczeniu czułam
- 2:14:48się dziwnie zżyta ze swoją własnością.
- 2:14:51znów podrzucał skarpetki wysoko.
- 2:14:53Przyglądałam się temu, życząc mu skuchy.
- 2:14:56Tylko przez chwilę, bo bez problemu je
- 2:14:58łapał. Obejrzałam się na drzwi i
- 2:15:00upewniwszy się, że wój z laską nie czai
- 2:15:02się za moimi plecami, odłożyłam rzeczy
- 2:15:04na oparcie kanapy i odchrząknęłam.
- 2:15:07Elias. Zaczęłam z wahaniem. Co mówił mój
- 2:15:10tata? Skarpetki leciały pod sam sufit i
- 2:15:13spadały prosto w jego wyciągniętą dłoń.
- 2:15:16Hm.
- 2:15:17Twój wój z nim rozmawiał. Przypomniałam.
- 2:15:20przechylając głowę. Wilgotne włosy
- 2:15:22łaskotały mnie w plecy i zaczynały się
- 2:15:24puszyć. Wszystko przez brak suszarki. Co
- 2:15:27powiedział? Elias milczał. Coś o okupie?
- 2:15:31Ile chcecie pieniędzy? Dopytywałam
- 2:15:33kreśląc palcem wzór na obiciu kanapy.
- 2:15:35Spoglądałam na chłopaka z pozoru
- 2:15:37niewinnie spod rzęs, ale uważnie.
- 2:15:40Skarpetki z miękkim klapnięciem wpadły
- 2:15:42mu w dłoń. Nie podrzucił ich ponownie.
- 2:15:45Dystans między moją skronią a ramieniem
- 2:15:47malał. Gdy przekrzywiałam głowę z coraz
- 2:15:50większym niedowierzaniem.
- 2:15:52Nie mogłeś mi powiedzieć, że ich
- 2:15:53potrzebujesz. Na pewno dałoby się coś
- 2:15:55zorganizować. Prychnął, uniósł brwi i
- 2:15:58odłożył skarpetki na bok. Zorganizować?
- 2:16:02Prasowałem materiał kanapy jak
- 2:16:04żelazkiem, wygładzając go nerwowo dłońmi
- 2:16:06i równie gorączkowo wyrzucając z siebie
- 2:16:08kolejne zapewnienia.
- 2:16:10Jeśli rzeczywiście moja rodzina zrobiła
- 2:16:12coś waszej, bez trudu zapewnię
- 2:16:14odpowiednie zadośćuczynienia. Jasne.
- 2:16:18Elias zasyczał niczym rozbawiony wąż.
- 2:16:21Serio? Zmarszczyłam brwi. Dłonie
- 2:16:23zacisnęłam w pięści. Czy ty z nimi w
- 2:16:26ogóle rozmawiałeś? Może żałują tego, co
- 2:16:28zrobili i bez tej całej szopki z
- 2:16:30porwaniem wypłaciliby ci odpowiednią
- 2:16:32sumę. Dlaczego prychasz? Pieniądze nigdy
- 2:16:35nie są specjalnie tematem w naszej
- 2:16:36rodzinie. Po prostu są zawsze i dla
- 2:16:39wszystkich. W spojrzeniu Eliasa
- 2:16:41pobłyskiwało protekcjonalne rozbawienie,
- 2:16:44a gdy skończyłam, odparł. Nie jestem
- 2:16:46pewien, czy dla obcych to działa tak
- 2:16:48samo. Bo nie pytałeś. Zamiast wyjaśnić
- 2:16:52sprawę, wolisz pocierać powieki i
- 2:16:53wzdychać, że nic nie rozumiem. Tak,
- 2:16:56świetnie. Wbiłam wzrok w ścianę, tę, na
- 2:16:59której przydałoby się okno.
- 2:17:01Sfrustrowana, upartym milczeniem Eliasa,
- 2:17:03zapytałam prosto z mostu. Kogo niby
- 2:17:06zamordowali?
- 2:17:08Bezdenna czerń w jego oczach znowu mnie
- 2:17:10pochłonęła. Przypominała gęstą smołę,
- 2:17:13toksyczną i żarłoczną. Ty nic nie wiesz.
- 2:17:17Szepnął. Nic nie wiesz. Powoli
- 2:17:20rozłożyłam dłonie jakby sterowana z
- 2:17:22zewnątrz. Właśnie to próbuję ci
- 2:17:24powiedzieć. Odparłam spokojnie. Porwałeś
- 2:17:27mnie. Twój wój okłada mnie laską i
- 2:17:29wyznacza upokarzające zadania. A ja
- 2:17:32przecież nie wiem o co wam chodzi.
- 2:17:33Przełknęłam ślinę. Gardło mi się
- 2:17:36zacisnęło na samą myśl o tej
- 2:17:37niesprawiedliwości.
- 2:17:39Jak możesz nie mieć z tym problemu? Dłoń
- 2:17:42Eliasa, już nie taka chłopięca, jak na
- 2:17:44przykład ręka Mickiego, z obrączką w
- 2:17:47kolorze stali, wsunęła się w jego włosy.
- 2:17:50Palce o zadbanych paznokciach zacisnęły
- 2:17:52się na kilku pasmach, jakby ból mógł mu
- 2:17:55pomóc zebrać myśli. Gubił się w chaosie
- 2:17:58sprzecznych emocji. Nie pozwoliłam
- 2:18:00drgnąć nawet jednemu mięśniowi twarzy,
- 2:18:02czując mały triumf. Znalazłam jego słaby
- 2:18:05punkt.
- 2:18:06Całowaliśmy się, Eliasie. Zagryzłam
- 2:18:09wargę, by nie pozwolić temu wspomnieniu
- 2:18:11mnie rozczulić. Pocieszałeś mnie. Elias
- 2:18:14usiadł, stopy opuścił na podłogę plecami
- 2:18:17do mnie, jakby gotów zerwać się na równe
- 2:18:19nogi. Pocieszałem cię tylko po to, żeby
- 2:18:21cię zbuntować przeciwko ojcu.
- 2:18:24Warknął. Unosiłam podbródek, pilnując,
- 2:18:27by nie zadrżał. Czułam w tobie wsparcie.
- 2:18:30Fałszywe. Zmrużyłam lekko powieki. Nie
- 2:18:34czujesz się z tym źle? Nie jest mi
- 2:18:36ciebie szkoda. Odparł bez wahania.
- 2:18:40Obrywam za swoją rodzinę, nie wiedząc
- 2:18:41nawet czego dokładnie jest winna. Ty nie
- 2:18:44chcesz mi powiedzieć. Ściszyłam głos do
- 2:18:46szeptu. Nagle mój głos stał się piskliwy
- 2:18:49z rozpaczy. Musisz widzieć, że to chore.
- 2:18:51Uniosłam pożyczoną bluzkę. Spójrz, mam
- 2:18:54siniaki na całym ciele. Patrz na nie do
- 2:18:57cholery. Elias. Elias zerwał się jak
- 2:18:59oparzony, odwrócił i wycelowszy we mnie
- 2:19:02palec ryknął. Zabili ojca.
- 2:19:05Podniosłam brodę przesadnie wysoko,
- 2:19:07jakby to miało mi pomóc poskładać
- 2:19:09rozsypujące się myśli. Opuściłam bluzkę.
- 2:19:12Siniaki zniknęły pod czarnym materiałem.
- 2:19:16Swojego ojca? Zapytałam zduszonym
- 2:19:18szeptem.
- 2:19:20Spojrzał na mnie spodełba. Pierwsza fala
- 2:19:22wściekłości mijała. Ojca mojego kuzyna.
- 2:19:26Burknął. Otworzyłam usta i poruszyłam
- 2:19:28nimi bez sensu. W końcu wyszeptałam. Mój
- 2:19:31tata zabił tatę twojego kuzyna.
- 2:19:34W głowie zamajaczyło mi wspomnienie taty
- 2:19:37wysokiego z małą Lisi na rękach. On w
- 2:19:39swoim długim płaszczu kucał dostojnie,
- 2:19:42by podnieść z ziemi lalkę, którą
- 2:19:43upuściłam. Wręczał mi ją, odgarniał mi
- 2:19:46warkoczyki na plecy, głaskał po głowie,
- 2:19:50czasem nawet przytknęł usta skroni.
- 2:19:52Jedyne co czułam w jego ramionach z
- 2:19:54przyklejoną ciasno do szczupłego tułowia
- 2:19:56przytulanką, to bezpieczeństwo i
- 2:19:58zachwyt. Jedyna właściwa wizja ojca,
- 2:20:01jaką miałam. Wiedziałam, że rodzina
- 2:20:03monetów angażuje się w mniej eleganckie
- 2:20:05przedsięwzięcia, ale morderstwo to
- 2:20:08poważne oskarżenie.
- 2:20:10Elias widział mój wewnętrzny konflikt.
- 2:20:13Czy wierzyć jemu, czy wspomnieniom,
- 2:20:15które były podszyte sentymentem do
- 2:20:16bliskich. Ale w jakich okolicznościach?
- 2:20:20Drążyłam. oszukał go, a kiedy prawda o
- 2:20:23tym wyszła na jaw, podczas ślubu jego
- 2:20:25brata zabił go. Chodzi o ślub brata
- 2:20:28mojego taty. Zmarszczyłam brwi.
- 2:20:31Elias skinął głową, unosząc swoje
- 2:20:34zniecierpliwione.
- 2:20:35Którego brata? A na weselu którego wuja
- 2:20:38namalowałaś te swoje bazgroły?
- 2:20:41Ten rysunek, który twój kuzyn zakopał w
- 2:20:43moim ogródku. Skrzywiłam się kwaśno.
- 2:20:46Przekaż mu proszę, że to było mało
- 2:20:47subtelne.
- 2:20:49Rysunek w ogródku wytrącił cię z
- 2:20:51równowagi, tak, że dałaś się porwać.
- 2:20:53Więc pozwól, że w twoim imieniu raczej
- 2:20:56pogratuluję mu skuteczności.
- 2:20:59Zacisnęłam usta. Tak, wielkie gratulacje
- 2:21:02dla kuzyna. Już wiesz, czyje to było
- 2:21:04wesele?
- 2:21:06Wujka Dylana. Szepnęłam. Elias znów
- 2:21:09potaknął.
- 2:21:11Twój rysunek zdradził prawdę.
- 2:21:13Moje serce zamarło.
- 2:21:16Narysowałaś coś, co uświadomiło
- 2:21:17Rodrickowi Reterowi, że jest oszukiwane.
- 2:21:20Rodriger powtórzyłam obcoące nazwisko
- 2:21:23spuszczając wzrok. Nic z tego nie
- 2:21:26rozumiałam, a tak bardzo próbowałam coś
- 2:21:28sobie przypomnieć. Kiedy to wyszło na
- 2:21:30jaw, poprosił o rozmowę z
- 2:21:32przedstawicielami monetów. Poszedł z
- 2:21:34nimi na stronę i już nie wrócił.
- 2:21:36Powiedział gorzko. Przełknęłam
- 2:21:38gęstniejącą ślinę. Broda mi drżała.
- 2:21:41Elias, ja miałam wtedy cztery lata. W
- 2:21:44jego oczach błysnęła nienawiść, ale i
- 2:21:46ból, mieszanka uczuć, która
- 2:21:48niespodziewanie pozwoliła mi dostrzec w
- 2:21:50nim zagubionego chłopca przeżywającego
- 2:21:52żałobę. Coś we mnie zadrżało. Przykro
- 2:21:55mi, że straciłeś wujka, a twój kuzyn
- 2:21:58tatę. Elias zamrugał, jakby nie
- 2:22:00dowierzał, że naprawdę nadszedł moment
- 2:22:02konfrontacji
- 2:22:04szczerej rozmowy. Staliśmy naprzeciw
- 2:22:06siebie, przedzieleni tylko kanapą. To
- 2:22:09wszystko jest tak niewłaściwe.
- 2:22:11Ciągnęłam. Ja nie znam szczegółów,
- 2:22:13Eliasie. Moja rodzina nie mówi mi takich
- 2:22:15rzeczy. Ja nie wiem. Jeśli twój wój
- 2:22:18zginął, to okropna tragedia. Szczerze ci
- 2:22:21współczuję, że nosisz ten ciężar. Dolną
- 2:22:24wargę przycisnęłam mocno do górnej.
- 2:22:26Naprawdę było mi przykro. Żałowałam
- 2:22:28czynów, o które oskarżana była moja
- 2:22:30rodzina. Tak samo szczerze, jak szczerze
- 2:22:32Elias przez nie cierpiał. Takiego smutku
- 2:22:35nie da się udawać. On patrzył na mnie
- 2:22:37zaskoczony. W jego oczach błysnęły łzy.
- 2:22:41Poruszona wyszłam zza kanapy, lecz w
- 2:22:43połowie drogi przystanęłam. To wciąż nie
- 2:22:46było bezpieczne.
- 2:22:47Z bólem obserwowałam jego cierpienie.
- 2:22:51Eliasie westchnęłam. Stał w tej swojej
- 2:22:53bluzie w lekkim rozkroku. Ręce miał
- 2:22:56spuszczone wzdłuż tułowia. Palce
- 2:22:58zaciśnięte, oczy czerwone. Ciemna
- 2:23:01grzywka opadała mu na zmarszczone czoło.
- 2:23:03Moje oczy też zaszkliły się łzami. W tej
- 2:23:05fali emocji przyszła mi do głowy jedna
- 2:23:07sensowna myśl. Czy mogę z nim
- 2:23:10porozmawiać?
- 2:23:12czarne brwi Eliasa ściągnęły się nagle.
- 2:23:14Z kim? Wychrypiał. Z twoim kuzynem.
- 2:23:17Odpowiedziałam najłagodniej, jak
- 2:23:19potrafiłam. Rozchylił usta, patrząc na
- 2:23:21mnie jak na przybysza z innej galaktyki,
- 2:23:23po czym odparł: "Nie ma go!
- 2:23:26Skinęłam ostrożnie głową. Okej. A gdzie
- 2:23:29jest? Elias odwrócił wzrok. Ponagliłam
- 2:23:33go. Jest blisko.
- 2:23:36Wrócił spojrzeniem do moich oczu. Choć
- 2:23:38nie kiwnęł głową, wyczytałam z jego
- 2:23:40postawy, że odpowiedź brzmi tak. Czy
- 2:23:43możesz go zawołać? Zapytałam. Przymknął
- 2:23:46powieki, wypuścił powietrze przez usta.
- 2:23:49Coś zdecydowanie było nie tak z tym jego
- 2:23:51kuzynem. Na ramionach pojawiła mi się
- 2:23:53gęsia skórka, zwłaszcza gdy szepnął. Nie
- 2:23:56chcesz go tutaj, Lindy. Chcę z nim poroz
- 2:23:59On nie chce z tobą rozmawiać. Uważam, że
- 2:24:02należy mi się możliwość stanięcia z nim
- 2:24:04twarzą w Nie wiesz o co prosisz.
- 2:24:07Otworzył oczy. Zdziwił się, bo już
- 2:24:10zdążyłam zrobić kilka zdecydowanych
- 2:24:12kroków w jego stronę. Ja w jego
- 2:24:14ubraniach, odświeżona z nową iskrą w
- 2:24:16szarych tęczówkach domagałam się uwagi i
- 2:24:19sprawiedliwości.
- 2:24:22Słuchaj, Elias. Zaczęłam twardo. To
- 2:24:24zraniony młody chłopak, który po prostu
- 2:24:26tęskni za tatą. Broda znowu mi zadrżała.
- 2:24:29Nie potrafiłam nad nią zapanować.
- 2:24:32Pozwól mi z nim porozmawiać.
- 2:24:35Elias zwlekał z odpowiedzią. Nasze
- 2:24:38spojrzenia skrzyżowały się na długo. Tym
- 2:24:40razem nie pozwolił mi zajrzeć w głąb. A
- 2:24:43kiedy wreszcie szepnął, jego słowa
- 2:24:44ugodziły mnie jak ukryty nóż. Ale on cię
- 2:24:47nienawidzi.
- 2:24:49Przełknęłam ślinę i rozłożyłam drżące
- 2:24:51dłonie. Tym bardziej powinniśmy
- 2:24:54spróbować to wyjaśnić. Co jeśli straci
- 2:24:56nad sobą panowanie i co wtedy zrobi?
- 2:25:00Elias wzruszył ramionami. Nie ręczę za
- 2:25:02niego. Dobrze, odetchnęłam.
- 2:25:05W takim razie czy możesz nam towarzyszyć
- 2:25:07podczas spotkania? Ciemne włosy opadły
- 2:25:10mu na czoło, gdy zaprzeczył.
- 2:25:13Okej. Powoli pokiwałam głową, szybko
- 2:25:15analizując inne wyjścia. No nic,
- 2:25:18zaryzykuję. Zawołaj proszę swojego
- 2:25:20kuzyna. Zawachałam się. Jak on się
- 2:25:22nazywa?
- 2:25:24Odpowiedź padła cicho z opóźnieniem.
- 2:25:28Kornel.
- 2:25:33Rozdział siódmy. Kuzyn
- 2:25:36L plus C.
- 2:25:39Ly plus Kornel. Wreszcie rozszyfrowałam
- 2:25:43znaczenie liter wyrytych w korze drzewa
- 2:25:45na terenie rezydencji monetów.
- 2:25:47Materac w mojej piwnicznej sypialni może
- 2:25:49i nie dorównywał luksusom, jakie znałam
- 2:25:52z domu, ale przynajmniej zasłano go
- 2:25:53czystą pościelą. Zawsze mogli kazać mi
- 2:25:56spać na zimnej ziemi pod cienkim kocem,
- 2:25:58a przecież wokół mogły biegać szczury.
- 2:26:01Fuj!
- 2:26:02Spojrzałam w miejsce, gdzie powinno
- 2:26:04znajdować się okno. Zasłona wciąż leżała
- 2:26:06zmięta na podłodze po tym, jak ją
- 2:26:08zerwałam. Brak szczurów to zdecydowanie
- 2:26:11plus tej piwnicy, ale do teraz nie
- 2:26:13zdawałam sobie sprawy, jak bardzo można
- 2:26:15tęsknić za widokiem świata. Światło
- 2:26:18dawała tu wyłącznie lampa, której
- 2:26:20przytłumiony blask odbijał się od
- 2:26:22wytapetowanych ścian. Na jednej z nich
- 2:26:25majaczył zarys mojej sylwetki.
- 2:26:27Siedziałam skulona z kolanami pod brodą
- 2:26:29niczym dziewczynka z zapałkami w teatrze
- 2:26:31cieni. Byłam od niej tylko trochę mniej
- 2:26:34zawiedzona. Ja przynajmniej dostałam
- 2:26:36obiad. Obok podstawy lampki stał
- 2:26:39plastikowy talerzyk. Zostały na nim
- 2:26:41jedynie okruszki po pajdzie chleba
- 2:26:43niestarannie posmarowanej masłem
- 2:26:44orzechowym. Wygłodzona, zjadłam
- 2:26:47wszystko. Nie była to wykwintna kuchnia
- 2:26:49ani wartościowy posiłek, ale
- 2:26:51potraktowałam go jako paliwo, które
- 2:26:53pomoże mi przetrwać kolejne godziny.
- 2:26:56Nieważne, że z bolącym brzuchem. Szelest
- 2:26:58za drzwiami rozległ się nagle. Uniosłam
- 2:27:01głowę zaalarmowana. Stukotu laski nie
- 2:27:03było słychać, więc odetchnęłam z ulgą.
- 2:27:05Jednak zaraz potem napięłam się
- 2:27:07ponownie.
- 2:27:09Po posiłku Elias obiecał mi spotkania z
- 2:27:12Kornelem. To chyba już zacisnęłam palce
- 2:27:15na zgiętych kolanach. Mama zawsze
- 2:27:17powtarzała, że rozmowa to podstawa
- 2:27:19rozwiązywania konfliktów. Choć
- 2:27:21wierzyłam, że o to nadarza się okazja,
- 2:27:23by zakończyć moje absurdalne porwanie,
- 2:27:25to jednocześnie ścisnęło mnie w brzuchu
- 2:27:27ze stresu, jakby taśmy, które wcześniej
- 2:27:30krępowały moje nadgarstki, teraz
- 2:27:32oplatały jelita. Materac pode mną jęknął
- 2:27:35cicho, gdy poruszyłam się na nim
- 2:27:37niespokojnie. Stopy wcisnęłam w podłogę
- 2:27:40tak mocno, że stare ranki dały o sobie
- 2:27:42znać nieprzyjemnym mrowieniem. Przez
- 2:27:45szparę pod drzwiami do moich uszu
- 2:27:47doleciał szmer. Potem zobaczyłam cień,
- 2:27:50który przesunął się i znieruchomiał.
- 2:27:52Ktoś czekał tuż za progiem. Moi
- 2:27:55porywacze upierali się, że pod ich
- 2:27:56nieobecność mam być zamknięta w tej
- 2:27:58sypialni, jak nazywał ją Elias, dodając,
- 2:28:01że w mniejszej przestrzeni trudniej
- 2:28:03opracować plan ucieczki. Na swoim
- 2:28:06prowizorycznym łóżku więc siedziałam,
- 2:28:08jadłam, spałam i rozważałam sens
- 2:28:10istnienia. A teraz szykowałam się na
- 2:28:11konfrontację z chłopakiem, który podobno
- 2:28:14mnie nienawidził.
- 2:28:16Cień drgnął, czekał, przerażał. Bałam
- 2:28:19się, że niczym zjawa prześliźnie się
- 2:28:21przez szparę i mnie osczy. Zdecydowanie
- 2:28:24obejrzeliśmy z Michaelem zbyt wiele
- 2:28:25horrorów. Wreszcie nie wytrzymałam i
- 2:28:28wychrypiałam przez ściśnięte gardło.
- 2:28:30Elias.
- 2:28:32Cisza. Cień pozostał nieruchomy.
- 2:28:35Bezgłośnie wypuściłam powietrze z ust.
- 2:28:37To ty? Spróbowałam ponownie. Nie
- 2:28:41odważyłam się podejść do drzwi. Intuicja
- 2:28:43mi podpowiadała, że to wcale nie Elias
- 2:28:45stoi po drugiej stronie. Wcisnęłam stopy
- 2:28:48w podłogę jeszcze mocniej. Jeszcze
- 2:28:50bardziej zapadłam się w materac.
- 2:28:52Lodowaty dreszcz przeszył mi kręgosłup,
- 2:28:54gdy zamek zgrzytnął, a klamka drgnęła.
- 2:28:57Temperatura w pokoju podskoczyła. Po raz
- 2:28:59kolejny odczułam brak okna. Kornel
- 2:29:03szepnęłam ostrożnie. Sekunda za sekundą
- 2:29:06mijały powoli. Każda kolejna ciążyła
- 2:29:08bardziej jak cegiełki, z których buduje
- 2:29:11się mur napięcia. Wpatrywałam się w
- 2:29:13gałkę. Ze wstrzymanym oddechem
- 2:29:15wyczekiwałam jej drgnięcia. Dzień jednak
- 2:29:18się cofnął. Znikł.
- 2:29:21Wstałam. Ból stóp nieco zelżał.
- 2:29:24Wyminęłam talerz i pusty kubek po
- 2:29:26wodzie. Przydałaby się dolewka. Okropnie
- 2:29:28zaschło mi w gardle. Chwyciłam klamkę
- 2:29:31delikatnie, jakby mogła mnie oparzyć.
- 2:29:33Drzwi ustąpiły bez skrzypnięcia.
- 2:29:36Wyłoniłam się z sypialni powoli, gotowa
- 2:29:38na pierwsze ciosy, oskarżenia,
- 2:29:40cokolwiek. Salon na pierwszy rzut oka
- 2:29:42wydał się pusty. Kraciaste fotele i
- 2:29:45kanapa stały dokładnie tam, gdzie
- 2:29:47wcześniej. Chłopak opierał się o ścianę
- 2:29:49w miejscu, gdzie powinno być to cholerne
- 2:29:52okno.
- 2:29:53Kiedy rozpoznałam w nim Eliasa,
- 2:29:55odetchnęłam z pewną ulgą. Moje ramiona
- 2:29:57opadły. Rozejrzałam [odchrząknięcie] się
- 2:29:59trochę śmielej. To gdzie, Kornel?
- 2:30:02Zapytałam. Elias wpatrywał się we mnie
- 2:30:04martwym spojrzeniem, matowym jak ściany
- 2:30:07piwnicy, a jednocześnie ostrym jak
- 2:30:09odłamki rozbitej filiżanki. Stała na
- 2:30:12stoliku kawowym, nieudolnie posklejana,
- 2:30:14symbolizując moją marną próbę naprawy
- 2:30:16tego, co zepsute.
- 2:30:19Miał to przyjść, prawda? Przypomniałam.
- 2:30:22Żeby porozmawiać.
- 2:30:24Im dłużej patrzyłam na jego
- 2:30:26zaczerwienione, lecz suche oczy, tym
- 2:30:27mocniej czułam, że coś jest nie tak.
- 2:30:30Rozejrzałam się ponownie, jeszcze
- 2:30:32bardziej zaalarmowana.
- 2:30:34Kornel, choć go nie znałam, wydawał się
- 2:30:36czaić gdzieś bardzo blisko. W tej klitce
- 2:30:39nie było jednak gdzie się ukryć.
- 2:30:41odchrząknęłam.
- 2:30:43Odmówił. Wymamrotałam, walcząc z
- 2:30:46drżeniem głosu. Nie zechrypnięte, pełne
- 2:30:49niechęci burknięcie Eliasa zabrzmiało
- 2:30:52obco. Poczucie zagrożenia gęstniało jak
- 2:30:55trujący gaz. Ostatnio towarzyszyło mi
- 2:30:58ciągle, ale teraz jego stężenie jakby
- 2:31:00się zwiększyło.
- 2:31:02Obserwuję nas przez kamery.
- 2:31:03Zaryzykowałam, zadzierając głowę ku
- 2:31:05popękanemu sufitowi. Elias bez słowa
- 2:31:08zaprzeczył. Powietrze w saloniku zrobiło
- 2:31:10się cięższe.
- 2:31:12Przyjdzie później. Starałam się brzmieć
- 2:31:15swobodnie. Mówiłeś, że nie możesz nam
- 2:31:16towarzyszyć. Zmieniłeś zdanie?
- 2:31:20Gadałam jak najęta, próbując zagłuszyć
- 2:31:22własny strach. Brwi Eliasa ściągnęły
- 2:31:24się, a puste spojrzenie pociemniało.
- 2:31:27To nie był chłopak, któremu wcześniej
- 2:31:28szkliły się oczy, gdy mówił o stracie i
- 2:31:30żałobie. To ktoś całkiem inny. i dopiero
- 2:31:33zaczynałam rozumieć, jak bardzo to
- 2:31:35stwierdzenie jest prawdziwe.
- 2:31:38Odepchnął się od ściany i ruszył ku mnie
- 2:31:40powoli z upiorną pewnością drapieszcy.
- 2:31:43Elias, pisnęłam, co się dzieje? W jego
- 2:31:47oczach wyzbrała nienawiść. Czarna,
- 2:31:49gęsta, lepka jak smoła, piękna,
- 2:31:52efektowna, ale także śmiercionośna.
- 2:31:54Broda zaczęła mi drżeć. Elias, proszę.
- 2:31:58Przez. Wyciągnął dłoń. Paly z obrączką
- 2:32:01ułożyły się w kształt litery C, gotowe
- 2:32:03mnie schwycić. Nie zdążyłam odskoczyć,
- 2:32:06gdy zacisnął je na mojej szyi. Elias
- 2:32:09wydusiłam. Rozapierzone ręce zaczepiłam
- 2:32:12o jego nadgarstki. Czułam, że skóra
- 2:32:14Eliasa pulsuje gorącem, za to spojrzenie
- 2:32:16pozostawało lodowate.
- 2:32:18Co ty mi robisz? Wychrypiałam, gdy
- 2:32:20stopniowo zwiększał nacisk na moje
- 2:32:22gardło. Przez cały ten czas, odkąd mnie
- 2:32:25porwał, jeszcze nic tak bardzo mnie nie
- 2:32:27wystraszyło. Spanikowana szukałam
- 2:32:29normalności w jego oczach, ale w nich
- 2:32:31była tylko pustka. Cofnęłam się, aż moje
- 2:32:34plecy uderzyły o oparcie fotela. On
- 2:32:37pchnął mnie mocniej i przytrzymał.
- 2:32:39Żelazny uchwyt na szyi zaciskał się
- 2:32:41coraz bardziej. Drapałam jego skórę,
- 2:32:44lecz nawet nie drgnął. Elias, mówiłeś,
- 2:32:47że cię nie będzie.
- 2:32:49I nie ma go tu.
- 2:32:52Ten złowrogi szept przebił się przez
- 2:32:54moje rzężenie zaskakująco wyraźnie. Z
- 2:32:56kącików oczu pociekły mi łzy. Czułam, że
- 2:32:59za chwilę zemdleję. Jednocześnie nadal
- 2:33:02marszczyłam czoło w próbie zrozumienia
- 2:33:04jego słów. O czym ty? Próbowałam, ale to
- 2:33:08nie była już groźba, tylko egzekucja.
- 2:33:11Tlen kończył mi się gwałtownie. Mroczki
- 2:33:13wirowały, dźwięki odpływały. Jeszcze
- 2:33:15chwila, a naprawdę mnie zabije. Dusisz
- 2:33:18mnie? Wyjęczałam resztką sił. Wcisnęłam
- 2:33:22potylicę w oparcie, próbując uciec od
- 2:33:24jego dłoni. Obraz się rozmazywał. Twarz
- 2:33:26chłopaka stawała się obca, jakbym go
- 2:33:28nigdy nie znała. Na granicy przytomności
- 2:33:31coś w mojej głowie kliknęło. To nie jest
- 2:33:34Elias.
- 2:33:36Kornel. Wydusiłam. Zapadła ciemność.
- 2:33:40Wtem dławiący uścisk zniknął. Bezwładnie
- 2:33:43opadłam na fotel, jak po wyjątkowo
- 2:33:45ciężkim dniu w szkole. Moje kończyny
- 2:33:48nieruchome, włosy rozsypane, suche wargi
- 2:33:51rozchylone, klatka piersiowa unosząca
- 2:33:53się szybko, a na szyi szeroka purpurowa
- 2:33:55plama. Nade mną górował Elias, potężny,
- 2:33:59niebezpieczny, niestabilny, jak wieża
- 2:34:01grożąca zawaleniem. czarne spodnie,
- 2:34:03pasek ze srebrną klamrą, bluza, sztywne
- 2:34:06dłonie. Rozkaszlałam się mocniej niż
- 2:34:09wtedy, gdy mężczyzna z laską uderzył
- 2:34:11mnie w gardło. Z półprzymkniętymi
- 2:34:13powiekami kręciłam głową. Każdy ruch
- 2:34:16ograniczał ból. Jedną dłoń trzymałam na
- 2:34:19szyi, łapczywie chwytając powietrze. Z
- 2:34:21każdym wdechem robiło mi się coraz
- 2:34:23bardziej słabo i niedobrze. Nie wiem po
- 2:34:26jakim czasie wrócił względny spokój.
- 2:34:28Ocknęłam się akurat wtedy, gdy chłopak
- 2:34:30nachylał się, by zajrzeć mi w oczy.
- 2:34:33Przyglądał mi się bez cienia wyrzutów
- 2:34:35sumienia. Wyraz jego twarzy wciąż
- 2:34:37pozostawał obcy. Z trudem przełknęłam
- 2:34:40ślinę i skuliłam ramiona, wtulając się
- 2:34:42głębiej w fotel.
- 2:34:45Ty jesteś Kornel. Wyszeptałam.
- 2:34:48Blond kosmyk łaskotał mnie w nos. Leżał
- 2:34:51na powiece. Nie miałam siły go strącić.
- 2:34:54Żadnego potwierdzenia, żadnego
- 2:34:56zaprzeczenia. Chłopak patrzył. Nie masz
- 2:34:59kuzyna. Ciągnęłam słabo. Tylko milczenie
- 2:35:03i mój kaszel. Gardło paliło jak przed
- 2:35:05anginą.
- 2:35:07To ty zakradłeś się do rezydencji i
- 2:35:09zakopałeś rysunek. Patrzył jak odkrywam
- 2:35:12prawdę i nie przerywał. To tobie umarł
- 2:35:14tata. Jasne, że mi. Odparł szorstko i
- 2:35:18cicho, pochylając się także otoczył mnie
- 2:35:20ramionami opartymi o podłokietniki.
- 2:35:23Dlaczego miałbym cię porywać Lindi,
- 2:35:25gdybym nie miał w tym osobistego
- 2:35:27interesu? Nienawiść w jego oczach
- 2:35:29zmusiła mnie do ostrożnego ruchu.
- 2:35:31Próbowałam się podnieść, lecz bez
- 2:35:33skutku. Odetchnęłam z wysiłkiem. Skąd ta
- 2:35:37zmiana tożsamości? Zapytałam o Chryple.
- 2:35:40Przecież i tak nie znałam Kornela. Ty
- 2:35:44nie mruknął pogardliwie. Ale twoi
- 2:35:46rodzice skojarzyliby imię od razu,
- 2:35:48gdybyś się przy nich chlapnęła. Rzucił
- 2:35:51mi spojrzenie pełne niechęci. Nie można
- 2:35:53ci ufać.
- 2:35:55Już nie chciałam mu wytykać, kto z
- 2:35:57naszej dwójki jest mniej godny zaufania.
- 2:36:00Po co więc wymyślać kuzyna, zamiast
- 2:36:02zwyczajnie podmienić imię?
- 2:36:05Kącik jego ust drgnął, bynajmniej nie z
- 2:36:08rozbawienia. Pochylił się jeszcze
- 2:36:09bliżej, a ja zapadłam się w fotel.
- 2:36:12Potrzebowałem innej tożsamości, żeby cię
- 2:36:14znieść. Szepnął. Głos miał groźnie
- 2:36:17spokojny. jako syn kogoś, kto zginął z
- 2:36:20rąk twojej rodziny. Uśmiechnął się
- 2:36:22lodowato. Nie mogę na ciebie patrzeć,
- 2:36:26Elia. W porę ugryzłam się w język. Nie
- 2:36:29byłam pewna, jak się do niego zwracać.
- 2:36:32Ja No co? Znowu się poruszyłam. Tym
- 2:36:36razem bardziej zdecydowanie.
- 2:36:38Podciągnęłam się ostrożnie, by chłopak
- 2:36:40przede mną nie odpowiedział żadnym
- 2:36:41gwałtownym ruchem. Oderwałam dłoń od
- 2:36:44szyi. Przejechałam ją po twarzy,
- 2:36:46włosach. Długo zbierałam słowa, patrząc
- 2:36:49w dół. Odgarnęłam wreszcie tamten
- 2:36:52kosmyk, założyłam go za ucho i mimo
- 2:36:54wszystko postanowiłam poprowadzić tę
- 2:36:56rozmowę tak, jak planowałam.
- 2:36:59Jak umarł twój tata? Zapytałam wreszcie.
- 2:37:02Rzucił mi przydługie spojrzenie, trochę
- 2:37:04jakby sprawdzał, czy naprawdę zależy mi,
- 2:37:06by usłyszeć odpowiedź.
- 2:37:08Został zamordowany.
- 2:37:10Skinęłam głową. To zrozumiałam.
- 2:37:13Powiedziałam delikatnie. Czy wiesz w
- 2:37:15jaki sposób?
- 2:37:17Dłonie wbił w podłokietnik, aż zbielały
- 2:37:19mu knykcie. Po pytasz o takie
- 2:37:21rzeczy? Starałam się mówić łagodnie.
- 2:37:24Spokój, uprzejmość, to one prędzej
- 2:37:26trafiały do aliasa Kornela.
- 2:37:30"Chcę sprawdzić, jak dobrze znasz
- 2:37:31szczegóły tamtego wydarzenia."
- 2:37:33Wyjaśniłam. "żeby usprawiedliwić swoją
- 2:37:35rodzinkę? Przymknęłam powieki, bo trochę
- 2:37:38podniósł głos. Miałam wtedy cztery lata.
- 2:37:41Ty niewiele więcej. Ktoś musiał ci to
- 2:37:43opowiedzieć. Zastanawiam się, czy
- 2:37:45słyszałeś wersję drugiej strony. Pytasz
- 2:37:48czy poszedłem z twoim tatusiem na kawę,
- 2:37:50żeby posłuchać o tym, jak mordował
- 2:37:52mojego? Porwałeś mnie. Zauważyłam
- 2:37:55spokojnie. To poważny krok. Nie wierzę,
- 2:37:58że był nieprzemyślany. Wszystko mam
- 2:38:01przemyślane. Okej. Skinęłam głową.
- 2:38:05Dźwignęłam się jeszcze wyżej. Już prawie
- 2:38:07siedziałam normalnie. Oddech mi się
- 2:38:09uspokoił. Nadal drapało mnie w gardle.
- 2:38:11Ale na razie musiałam obejść się bez
- 2:38:13wody. Po prostu często przełykałam
- 2:38:15ślinę. Kim więc jest człowiek, którego
- 2:38:18przedstawiłeś jako wuja? Długo milczał.
- 2:38:22Ojczyem. I mścic się razem z tobą za
- 2:38:25twojego tatę. Pomaga mi. On tobie.
- 2:38:29Uniosłam brwi. Nie udało mi się ukryć
- 2:38:31niedowierzania. Czy ty jemu? On mnie
- 2:38:34powtórzył dobitnie, znowu lekko
- 2:38:36poirytowany.
- 2:38:38jest dla mnie jak ojciec, którego nie
- 2:38:40mam przez twojego starego. Skrzywił się
- 2:38:42z odrazą, jakby chciał splunąć.
- 2:38:45Elias. Pokręciłam głową, motając się w
- 2:38:48imionach. Kornel poprawił mnie sztywno.
- 2:38:51To jest moje prawdziwe imię.
- 2:38:54Kornel. Powtórzyłam, starając się
- 2:38:56wykrzesać z siebie maksimum szacunku.
- 2:38:58Mówiłeś, że to porwanie dla okupu. Te
- 2:39:00pieniądze będą dla ciebie czy dla niego?
- 2:39:03Przechylił głowę. Co za różnica? On też
- 2:39:06dostanie swoją część, prawda?
- 2:39:09Należy mu się. Potrafi cię uciszyć, gdy
- 2:39:11gadasz za dużo. Tak, zgadza się.
- 2:39:14Potaknęłam uprzejmie. Czerpię dużą
- 2:39:16radość z okładania mnie laską i dodałam
- 2:39:18ciszej. Niemal jakby sprawiało mu to
- 2:39:20satysfakcję.
- 2:39:23Wzruszył obojętnie ramionami.
- 2:39:26Po prostu nie jesteś dla niego ważna.
- 2:39:29A ty jesteś dla niego ważny? Uniosłam
- 2:39:32brew.
- 2:39:33Dlatego angażuję cię do brudnej roboty.
- 2:39:36Rozłożyłam dłonie, jakbym chciała
- 2:39:37zwrócić jego uwagę na naszą obecną
- 2:39:39pozycję. Siedziałam w fotelu tuż po tym,
- 2:39:42jak mnie poddusił. Ledwo wydobywałam z
- 2:39:44siebie głos, a Elias wisiał nade mną i
- 2:39:47mnie zastraszał. To moja zemsta.
- 2:39:50Warknął. Wcześniej wyglądało jakbyś
- 2:39:52słuchał jego poleceń. Szepnęłam. Oczy
- 2:39:55Eliasa się zwęziły. Biorę jego zdanie
- 2:39:58pod uwagę. Tyle. Ale ty nie chcesz
- 2:40:01pieniędzy. oceniłam przyglądając mu się
- 2:40:03z uwagą. Oczywiście, że chcę pieniędzy.
- 2:40:05Parsknął jakbym była niemądra.
- 2:40:08Tak, tak, cały świat chce pieniędzy.
- 2:40:10Zbyłam go prędko, po czym przekrzywiłam
- 2:40:12głowę. Ale tobie w sumie wcale aż tak
- 2:40:14bardzo na nich nie zależy, nie?
- 2:40:16Odchrząknęłam cicho. Przecież one nie
- 2:40:18zwrócą ci ojca.
- 2:40:21Elias Kornel wykonał gwałtowny ruch, a
- 2:40:23ja pisnęłam cicho i odruchowo zasłoniłam
- 2:40:25twarz. Nic się jednak nie stało.
- 2:40:27Przeszedł tylko nerwowym krokiem przez
- 2:40:29pokój. Mięśnie pod jego skórą drgały,
- 2:40:33dłonie zaciskały się w pięści.
- 2:40:34Nieswforne włosy co chwilę zaczesywał
- 2:40:36palcami. Nie chcesz wyłącznie zemsty?
- 2:40:39Podsumowałam cicho, świadoma, że go
- 2:40:42prowokuje.
- 2:40:43Usiadłam wyprostowana, jakbym to ja
- 2:40:45prowadziła przesłuchanie, choć moja
- 2:40:47władza w tym pokoju była iluzją.
- 2:40:49Śledziłam go wzrokiem jak preparat pod
- 2:40:51mikroskopem.
- 2:40:53Chcesz uwagi? Ciągnęłam. Chcesz pokazać
- 2:40:56swój żal, swoją krzywdę, to, że byłeś
- 2:40:58zmuszony wejść w dorosłość bez taty.
- 2:41:01Chcesz, żeby moja rodzina zobaczyła twój
- 2:41:03ból i poczuła wyrzuty sumienia. I
- 2:41:05poczuję. Wychrypiał.
- 2:41:08Zatrzymał się na dywanie, dokładnie w
- 2:41:10miejscu, gdzie wcześniej rozlałam
- 2:41:11herbatę. Patrzył na mnie twardo.
- 2:41:15Ignorując jego zajadłość, dokończyłam
- 2:41:17gorzko. Pieniędzy natomiast chcę twój
- 2:41:20ojczym, dlatego trzyma się ciebie na
- 2:41:22doczepkę. Elias się skrzywił. Kornel
- 2:41:26poprawiłam w myślach. Kornel się
- 2:41:28skrzywił.
- 2:41:29Nie wiesz o czym mówisz. Mój ojczy ma
- 2:41:31pieniądze. Widać niewystarczająco, skoro
- 2:41:35bawi się w porywanie nastolatek.
- 2:41:37Powiodłam wzrokiem po suficie. A
- 2:41:39utrzymanie takiej chaty musi kosztować.
- 2:41:42Prychnął. Przeszedł kilka kroków, kręcąc
- 2:41:45głową. Nic o nim nie wiesz. Teraz to ja
- 2:41:48wpatrywałam się w niego spodełba. Jest
- 2:41:50chciwym sadystą, który lubi patrzeć jak
- 2:41:53inni cierpią. Pokręciłam głową ze
- 2:41:55współczuciem. Nie jest dobrym
- 2:41:57człowiekiem. Kornel się zaśmiał. Chcesz
- 2:42:00się licytować, kto jest lepszy, moja
- 2:42:03rodzina czy twoja? Znam odpowiedź. A ja
- 2:42:06nie, Eliasie. Westchnęłam. To znaczy
- 2:42:08Kornelu, wiem tylko, że mój tata nigdy
- 2:42:11nie wciągnąłby mnie w porwanie. Zaś twój
- 2:42:14wuja, że wykorzystywanie chłopaka, który
- 2:42:16cierpi, jest w porządku? Słabo to o nim
- 2:42:18świadczy. Elias przez chwilę patrzył w
- 2:42:21dół jak uparte dziecko, do którego nie
- 2:42:23trafiają żadne argumenty. Prychnął,
- 2:42:25podniósł wzrok i wycadził chłodno.
- 2:42:28Będziesz mi wmawiać, że twój tatuś jest
- 2:42:30taki wspaniały, kiedy przez ostatnie
- 2:42:31tygodnie tylko na niego narzekałaś?
- 2:42:34Wyprostowałam się jeszcze bardziej.
- 2:42:36Dłonie zacisnęłam na podłokietnikach i
- 2:42:38wytarłam je dyskretnie z potuł obicia.
- 2:42:40Niestety w tym co mówił Elias było sporo
- 2:42:43prawdy. Jego słowa ukuły mnie poczuciem
- 2:42:45winy. Nie wiem jak mogłam obgadywać go
- 2:42:48przed obcym chłopakiem. wyszeptałam,
- 2:42:50wbijając wzrok w stolik. Nie miałaś
- 2:42:52oporów. Kornel był chyba zadowolony z
- 2:42:55siebie, że i jemu udało mi się coś
- 2:42:57wytknąć. Cofam wszystko, co ci mówiłam.
- 2:43:00Podbródek mi zadrżał. Teraz bardzo chcę
- 2:43:03go zobaczyć. Zapłaci, to zobaczysz.
- 2:43:06Przez chwilę milczałam. Serce mi drżało
- 2:43:09od wyrzutów sumienia. Chciałam zobaczyć
- 2:43:11tatę. Nie dowierzałam, że jeszcze
- 2:43:13niedawno ścinałam się z nim przez takie
- 2:43:15idiotyzmy jak zajęcia z profesorem
- 2:43:17Deklanem. Dziś pobiegłabym na te
- 2:43:20dodatkowe lekcje w bibliotece w
- 2:43:21podskokach. Przysięgam, przysięgam, że
- 2:43:24jak stąd wyjdę, będę na nich
- 2:43:25najpilniejsza.
- 2:43:27Kornell obserwował moją twarz. Gdy
- 2:43:29złapałam jego spojrzenie, zapytałam:
- 2:43:32"Co właściwie zrobisz z tymi
- 2:43:33pieniędzmi?" "Zniknę." Nawet nie
- 2:43:36mrugnął. "I wystarczy?" "Uniosłam brwi.
- 2:43:40Zdobyć kasę i potrzymać mnie chwilę w
- 2:43:42piwnicy jak więźnia w średniowiecznym
- 2:43:44lochu. Taka jest twoja zemsta.
- 2:43:47To i napędzenie stracha twojemu
- 2:43:49tatusiowi. Bezcenne uśmiechnął się
- 2:43:51cierpko. A co? Przekrzywił głowę. Masz
- 2:43:54lepszy pomysł. Przez chwilę patrzyłam na
- 2:43:57niego nieruchomo, po czym skinęłam
- 2:43:58głową.
- 2:44:00Kornell zmrużył podejrzliwie oczy. Nie
- 2:44:02spodziewał się twierdzącej odpowiedzi.
- 2:44:04No to słucham, Lindy. Wiedziałam
- 2:44:06doskonale, co chcę mu powiedzieć. To
- 2:44:09było dla mnie coś oczywistego, jasnego,
- 2:44:11jak wschodzące każdego dnia słońce.
- 2:44:14Odepchnęłam się od podłokietników i
- 2:44:16wstałam. Zawroty głowy kazały mi
- 2:44:18odetchnąć głęboko. Kornell czekał.
- 2:44:21Powoli przeszłam obok kanapy i stolika.
- 2:44:24Grejpfrut i mięta. Jego zapach znów
- 2:44:26wypełnił powietrze. Musiałam zadrzeć
- 2:44:29głowę. Był ode mnie sporo wyższy.
- 2:44:32Przepraszam.
- 2:44:33To słowo wystrzeliło bez ostrzeżenia.
- 2:44:36Trafiło Kornela w serce tak
- 2:44:38niespodziewanie, że zamarł. Przepraszam
- 2:44:40za moją rodzinę. Cisza zgęstniała.
- 2:44:43Wreszcie drgnął. Przepraszam. Nie
- 2:44:45załatwi sprawy. Lindsy wyszeptał. Nie
- 2:44:48przyznałam. Ale to początek. Cisza. Och,
- 2:44:52jaka głośna była ta cisza. Ujęłam jego
- 2:44:55nadgarstki. Nie wyrwał się. Przykro mi,
- 2:44:58że straciłeś tatę tak wcześnie. Mówiłam
- 2:45:00łagodnie. Ja jestem tu niedługo i już
- 2:45:02tak bardzo tęsknię za swoim. Nie
- 2:45:05potrafię sobie wyobrazić co przeżywałeś
- 2:45:07przez te wszystkie lata. Bardzo mnie
- 2:45:09boli, że to moja rodzina jest zamieszana
- 2:45:11w jego śmierć. Czuję się taka rozdarta.
- 2:45:14Obiecuję, że poznam prawdę i oddam
- 2:45:16twojemu ojcu należny szacunek. Kornell
- 2:45:19pobladł. Pierś unosiła mu się zbyt
- 2:45:21szybko. Nie chcę, żebyś widział we mnie
- 2:45:24morderczynię. Wyszeptałam. Zależy mi na
- 2:45:26tobie i nigdy nie chciałam cię
- 2:45:28skrzywdzić.
- 2:45:30Niechć i nienawiść chłopaka gdzieś się
- 2:45:32ulotniły. Zaskoczyłam go. Nie odważyłam
- 2:45:35się uśmiechnąć, nawet delikatnie.
- 2:45:37Przechylałam głowę ze współczuciem i
- 2:45:39mimo, że na początku Kornel zdawał się
- 2:45:41je przyjmować, to nagle coś się
- 2:45:43zmieniło.
- 2:45:44Strząsnął moją dłoń i odskoczył.
- 2:45:47Rozejrzał się z rozkojarzeniem. Złapał
- 2:45:49pierwszą lepszą rzecz, która mu się
- 2:45:50napatoczyła. Zamachnął się i rzucił
- 2:45:53posklejaną filiżankę o ścianę. Rozaskała
- 2:45:56się z brzdękiem. Nie oglądając się na
- 2:45:59odłamki, wypadł z piwnicy. Drzwi
- 2:46:01zamknęły się z hukiem. Zostałam sama.
- 2:46:09Rozdział ósmy. Lin Simonet zaśnie.
- 2:46:15Elias.
- 2:46:17Na trawniku leżała cienka pokrywa
- 2:46:18śniegu. Biel mieszała się z wypłowiałą
- 2:46:21zielenią i błotem, tworząc brapinającą
- 2:46:24gówno. Nawet otulające teren drzewa nie
- 2:46:27ratowały krajobrazu.
- 2:46:29Wpatrywałem się w dal w napięciu
- 2:46:31bardziej niż widokami pochłonięte
- 2:46:33myślami po rozmowie z Lind Simonet.
- 2:46:36Wciągałem chłodne powietrze głęboko do
- 2:46:38płuc. Próbowałem przy tym odpdzić od
- 2:46:41siebie niewygodną świadomość, że Lindcy
- 2:46:44w tym samym czasie dusi się w piwnicy.
- 2:46:46Metaforycznie oczywiście. Nikt jej teraz
- 2:46:49nie krzywdził.
- 2:46:51Zerknęłam na zaczerwienioną z zimna
- 2:46:53dłoń. Jeszcze niedawno zaciskała się na
- 2:46:55jej szyi, ale przecież w porę się
- 2:46:57opanowałem. Choć Stukot był cichy,
- 2:47:00znajomy dźwięk natychmiast dotarł do
- 2:47:02moich uszu. Opuściłem rękę i podniosłem
- 2:47:05głowę. Byłem przekonany, że ojczym
- 2:47:08celowo tak operuje laską, by akcentować
- 2:47:10swoje nadejście.
- 2:47:13"Gdzie czapka i płaszcz?" zapytał
- 2:47:15Stanislaus z typowym dla siebie
- 2:47:17niezadowoleniem.
- 2:47:19Sam był ubrany w grubą wełnę. Dłoń w
- 2:47:22skórzanej rękawiczce zaciskał na gałce
- 2:47:24laski. Zaczerwieniona od zimna twarz i
- 2:47:27buty oblepione błotem przy podeszwach
- 2:47:29świadczyły, że właśnie wracał z jednego
- 2:47:31ze swoich długich spacerów.
- 2:47:34Praktykował je regularnie jeszcze w
- 2:47:36czasach, kiedy był z moją mamą.
- 2:47:38Pamiętałem, jak próbował ją do nich
- 2:47:40namawiać, a ona kręciła stanowczo głową,
- 2:47:43naciągała pluszowy koc na kolana i
- 2:47:45powtarzała, że nie będzie przechadzać
- 2:47:46się ścieżkami, do których nie dociera
- 2:47:48słońce.
- 2:47:50Wyszedłem tylko na chwilę. Odparłem.
- 2:47:54Należy ubierać się odpowiednio do pogody
- 2:47:56powiedział opatulony po szyję i
- 2:47:57demonstracyjnie poprawił szalik.
- 2:48:01Wracam do środka. Mruknąłem.
- 2:48:04Odepchnąłem się od ściany, o którą się
- 2:48:05opierałem. Ręce włożyłem do kieszeni
- 2:48:08spodni, gotowy odejść. Lecz Stanislaus
- 2:48:11mnie zatrzymał.
- 2:48:13Byłeś u niej? Jego ton zawsze stawał się
- 2:48:16surowszy, gdy wspominał Lincy.
- 2:48:19Spojrzałem w blade niebo, potem na
- 2:48:22trawę, ledwie przykrytą pierwszym
- 2:48:24śniegiem przygryzłem wargę.
- 2:48:27Zastanawiałem się, co odpowiedzieć, aż w
- 2:48:29końcu westchnąłem.
- 2:48:32Chcę zobaczyć swojego ojca. Hm, burknął
- 2:48:36pod nosem Stanislaus. czarna rękawiczka
- 2:48:38zaskrzypiała, gdy mocniej zacisnął palce
- 2:48:41na lasce.
- 2:48:42Wąsrł.
- 2:48:45nie zobaczy go. Pokiwałem głową. Znałem
- 2:48:48tę śpiewkę. Dopóki Vincent Monet nie
- 2:48:51zapłaci. Dokończyłem znużony
- 2:48:53powtarzaniem w kółko tego samego planu,
- 2:48:56w który szczerze mówiąc zaczynałem już
- 2:48:58powątpiewać.
- 2:49:01Ojczyem mlasnął. Wolną dłonią strzepnął
- 2:49:04kilka śnieżynek z płaszcza, choć i tak
- 2:49:06natychmiast wsiąkły w materiał.
- 2:49:09Nie powinieneś z nią rozmawiać.
- 2:49:11Stwierdził. Skracasz dystans między
- 2:49:13wami. Sprawisz, że poczuje się zbyt
- 2:49:16komfortowo. Naszym zadaniem jest pokazać
- 2:49:18jej, gdzie jest jej miejsce, utemperować
- 2:49:22ją.
- 2:49:25Uniósł laskę milimetry nad kamiennym
- 2:49:27brukiem i opuścił ją z
- 2:49:28charakterystycznym stuknięciem,
- 2:49:30głośniejszym niż poprzednie.
- 2:49:33Echo rozeszło się po podwórzu, odbiło od
- 2:49:35ścian domu i nagich drzew.
- 2:49:38Powiedziałem jej prawdę o sobie.
- 2:49:40wyznałem. Dłonie w kieszeniach
- 2:49:42zacisnąłem w pięści. Wiedziałem, że to
- 2:49:45niekulturalne trzymać je tam podczas
- 2:49:46rozmowy z ojczymem, ale wolałem je
- 2:49:49ukryć. Poza tym robiło się naprawdę
- 2:49:51zimno.
- 2:49:53Zmrużył oczy. W ich kącikach zbierały
- 2:49:56się drobne bruzdy, ślady jego skłonności
- 2:49:59do szybkiego oceniania ludzi.
- 2:50:02Dezaprobate potrafił ukryć.
- 2:50:03Podejrzliwości nigdy. Kolejne słowa
- 2:50:07wypowiedział ostrożnie. W porządku.
- 2:50:10Na moment wysunął dolną wargę, a kąciki
- 2:50:14ust mu opadły.
- 2:50:17Możesz jej mówić, co uznasz za słuszne?
- 2:50:19Spojrzał na mnie badawczo. To i tak
- 2:50:21nieistotne.
- 2:50:23Przywykłem do jego zamiłowania do gierek
- 2:50:25umysłowych. Potrafił się uśmiechać,
- 2:50:27kiwał głową i zapewniał, że nic się nie
- 2:50:29stało. A potem wyciągał pas ze szlek,
- 2:50:33celował nim w twarz i mówił, że to
- 2:50:34przecież dokładnie to samo. Nic.
- 2:50:38Dyskretnie przełknąłem ślinę.
- 2:50:41Jak już dostaniemy pieniądze, będzie po
- 2:50:43wszystkim. Dodał.
- 2:50:46Między moimi brwiami pojawiła się
- 2:50:48głęboka zmarszczka. Ojczym wyminął mnie
- 2:50:50i niespiesznie ruszył w stronę domu.
- 2:50:53Zadowolony po spacerze, zapewne
- 2:50:55zamierzał teraz nalać sobie wina,
- 2:50:57włączyć muzykę klasyczną i usiąść do
- 2:51:00dziennika z rozpiską planu porwania
- 2:51:02Lindsy oraz wyłudzenia pieniędzy od
- 2:51:04Vinenta Moneta.
- 2:51:07Tak. Dziennik istniał naprawdę. Gruba
- 2:51:09czarna skóra, zawsze gdzieś na widoku.
- 2:51:12Nigdy nie trafił w moje ręce, choć leżał
- 2:51:14w domu niemal ostentacyjnie.
- 2:51:16Stanislaus często do niego zaglądał, by
- 2:51:19udoskonalać kolejne elementy planu, albo
- 2:51:22po prostu podziwiać swoje dzieło. Nagle
- 2:51:25uderzyło mnie dziwne przeczucie, że
- 2:51:27powinienem był jednak bardziej
- 2:51:28zainteresować się tymi zapiskami.
- 2:51:31Co właściwie znaczy po wszystkim?
- 2:51:33Rzuciłem do jego pleców.
- 2:51:36przystanął. Palcami pogłaskał
- 2:51:38porcelanową gałkę laski. Nigdy nie
- 2:51:41widziałem, by obchodził się z kimkolwiek
- 2:51:43tak czule jak z tym akcesorium.
- 2:51:46Szczerze podejrzewałem, że w jakiejś
- 2:51:47części to właśnie ta smukła laska
- 2:51:49przyczyniła się do rozwodu, którego po
- 2:51:51latach zażądała moja matka.
- 2:51:54Chodzi ci o to, że po wszystkim
- 2:51:55wypuścimy Lindzi i więcej nas nie
- 2:51:57zobaczy? Tak, upewniłem się.
- 2:52:00Odwrócił się powoli, jakby chciał
- 2:52:02zademonstrować, że wciąż to on
- 2:52:04kontroluje sytuację. Lubił takie gesty.
- 2:52:08Palec wskazujący oderwał się od gałki
- 2:52:10przypominającej perłę. Pozostałe były
- 2:52:13zaciśnięte. Tym jednym zamachał władczo.
- 2:52:17Nie, nie, nie. Stanowczość, z jaką
- 2:52:19pokręcił głową, zmroziła mnie.
- 2:52:22Absolutnie nie, chłopcze. Żadnych
- 2:52:24świadków. Uniosłem brwi.
- 2:52:27Tylko na tyle było mnie stać.
- 2:52:30Ojczym słynął z pewności siebie. Uważał
- 2:52:32się za mistrza, który rozgryzł cały
- 2:52:34świat. Przez długi czas go podziwiałem,
- 2:52:37idealizowałem.
- 2:52:39Dlatego w pierwszej chwili uznałem, że
- 2:52:40to ja czegoś nie zrozumiałem. Jego plan
- 2:52:43musiał być zbyt wielki, zbyt misterny,
- 2:52:46żebym potrafił objąć go w całości. Jak
- 2:52:48zwykle trzeba było mi coś tłumaczyć. Ale
- 2:52:51cóż, akurat ta kwestia była zbyt
- 2:52:53poważna. Potrzebowałem klyfikacji
- 2:52:55natychmiast.
- 2:52:57Proszę. zapytałem cicho. Stanislaus
- 2:53:01mlasnął ponownie, objaw jego irytacji.
- 2:53:04Nie lubił marnować czasu na wyjaśnianie
- 2:53:06spraw, które były dla niego jasne.
- 2:53:10Przebrnięcie przez czasy szkolne z tym
- 2:53:12człowiekiem pod jednym dachem
- 2:53:13wspominałem jako koszmar. Przerwanie
- 2:53:16nauki wydawało się wtedy jedyną sensowną
- 2:53:19decyzją.
- 2:53:20Vincent Monet jest zrozpaczony
- 2:53:22położeniem swojej córki. oznajmił,
- 2:53:24wzruszając ramionami, jakby kompletnie
- 2:53:26go to nie obchodziło. Rozmowę
- 2:53:29telefoniczną potrafi poprowadzić
- 2:53:30bezbłędnie. To mu przyznam, nawet w
- 2:53:33desperacji i strachu. Gdybym nie
- 2:53:36wiedział, że w mojej piwnicy siedzi jego
- 2:53:37najcenniejsza własność, nie domyśliłbym
- 2:53:40się, że w ogóle mu zależy.
- 2:53:43Stanislaus uśmiechał się zadowolony z
- 2:53:45siebie, że nie z nim takie numery i że
- 2:53:47on to potrafi rozgryźć Wincenta. Moneta
- 2:53:51zapłaci. Dostaniemy pieniądze zgodnie z
- 2:53:54planem. Uciekniemy. Zamilkł i spojrzał
- 2:53:57na mnie badawczo. Tylko co nam po tym,
- 2:54:00skoro jeśli wypuścimy dziewczynę, wsypie
- 2:54:02nas wszystkich.
- 2:54:04Groza powoli zmieniała wyraz mojej
- 2:54:06twarzy. Głos ugrzązł mi w gardle. W
- 2:54:09środku wszystko krzyczało, że to jakiś
- 2:54:11chory absurd.
- 2:54:15powinien wyjąć dłonie z kieszeni,
- 2:54:17podciągnąć rękawy bluzy i zacząć bić
- 2:54:19Stanislausowi brawo, bo jeszcze nigdy
- 2:54:21nie zdołał zaszokować mnie tak mocno.
- 2:54:25Nawet wtedy, gdy odezwał się do mnie i
- 2:54:27przedstawił mi pomysł na plan zemsty za
- 2:54:29mojego tatę.
- 2:54:31Teraz przechylał łysiejącą głowę, którą
- 2:54:33przykrywała ciepła czapka, jakby nie
- 2:54:35dowierzał, że do tej pory na to nie
- 2:54:37wpadłem. Czyli znowu miał mnie za
- 2:54:40idiotę.
- 2:54:42Wszyscy z naszej załogi. Jud, Gino, ja,
- 2:54:46ty, Kornelu, wymieniał. Przecież ona nas
- 2:54:49wszystkich widziała, a kiedy wróci do
- 2:54:52rodziny, zostanie tam otoczona opieką,
- 2:54:53zabezpieczona.
- 2:54:55Po czym się zacznie? Portrety
- 2:54:57pamięciowe, listy gończe.
- 2:55:00Mamy uciec. Wycedziłem. Od początku
- 2:55:03mieliśmy uciec. A dokąd? Zapytał
- 2:55:06spokojnie. Organizacja zaciska macki na
- 2:55:09całym świecie. Potrzebowalibyśmy masek
- 2:55:11od samego początku. Wyjąłem dłonie z
- 2:55:14kieszeni i rozłożyłem je z
- 2:55:16niedowierzaniem. Masek. Masek, I
- 2:55:19to nieby było nie do zrobienia
- 2:55:21ogarnięcie masek.
- 2:55:24Zatelepało mną. To wszystko waliło
- 2:55:26żartem i to takim niezbyt dobrym. Może
- 2:55:29leśne powietrze wcale nie było takie
- 2:55:30świeże i rześkie jak się wydawało. Ale z
- 2:55:33ojczymem wychowywałem się przez
- 2:55:35większość życia. Znałem go dobrze. Nie
- 2:55:38miał poczucia humoru.
- 2:55:40Ryzyko i tak byłoby zbyt duże. Oparł
- 2:55:43obie dłonie na lasce. Dla mnie, dla
- 2:55:46reszty. Uniósł siwiejące brwi. Dla
- 2:55:49ciebie, Kornelu.
- 2:55:51Dla ciebie st%ocentowe. Pomyśl. To
- 2:55:54ciebie Lindsy sprzeda jako pierwszego.
- 2:55:57A monetowie nie odpuszczają. Nie spoczną
- 2:56:00dopóki cię nie znajdą.
- 2:56:02Serce waliło mi jak oszalałe.
- 2:56:05Ukryję się tak, że nie znajdą. Nie
- 2:56:08opowiadaj naiwnych bzdur. Prychnął.
- 2:56:10Jesteś dzieciakiem. Nie masz szans z
- 2:56:13bandą monetów. Znajdą cię i obedrą ze
- 2:56:16skóry.
- 2:56:17Coś zapiekło mnie pod powiekami.
- 2:56:20Już raz ich wykiwałem. Zawołałem.
- 2:56:23Wtargnąłem na ich posesję i uciekłem.
- 2:56:26Tak. Mhm. Przy okazji postawiłeś na nogi
- 2:56:29całą ochronę, a moneci zeszli do
- 2:56:31schronu. Ojczym się skrzywił. To nie
- 2:56:34była żadna sprawnie przeprowadzona
- 2:56:35misja, tylko szczęście głupiego.
- 2:56:38Mieliśmy uciec. Powtarzałem uparcie.
- 2:56:43Nie pozwalałem łzom spłynąć z oczu.
- 2:56:46Stanislaus gardził takimi oznakami
- 2:56:48słabości. Ustaliliśmy to razem. Mówiłeś,
- 2:56:51że porzucimy Linds i zwiejemy.
- 2:56:54Nie wyraziłem się jasno. Zatem teraz
- 2:56:56doprecyzuję. Porzucimy martwą Lisi i
- 2:57:00zwiejemy.
- 2:57:02Twarz wykrzywiła mi mieszanina
- 2:57:04przerażenia i od razy na słowo martwo.
- 2:57:07Moja klatka piersiowa unosiła się
- 2:57:09szybko, niemal tak jak chwilę wcześniej,
- 2:57:11gdy rozmawiałem z samą Linci. Pamiętałem
- 2:57:14jak uspokajająco zadziałał na mnie jej
- 2:57:16dotyk, jej słowa, wrażliwość.
- 2:57:19Mój ojczym był jej całkowicie
- 2:57:21pozbawiony. Patrzył na mnie z lekkim
- 2:57:23znużeniem, jakby dziwiło go, że
- 2:57:25potrzebuję aż tyle czasu, by przetrawić
- 2:57:27tę makabryczną informację.
- 2:57:30Odetchnąłem gwałtownie. Powietrze paliło
- 2:57:33mi płuca. Może zrobiło się jeszcze
- 2:57:35zimniejsze, a może po prostu trudniej
- 2:57:37było mi je wdychać.
- 2:57:40Czyli co chcesz z nią zrobić? Wskazałem
- 2:57:42dłonią ścianę domu, w którego podziemia
- 2:57:44Linci odliczała minuty do wydostania się
- 2:57:46i zjednoczenia z rodziną.
- 2:57:49Stanislaus wpatrywał się we mnie przez
- 2:57:51chwilę, jakby oceniał, czy rzeczywiście
- 2:57:53może potraktować mnie jak dorosłego i
- 2:57:55zdradzić szczegóły, czy wciąż ma mnie za
- 2:57:58dziecko. Wreszcie podjął decyzję. Gdy
- 2:58:01dostaniemy pieniądze, Jud sprawi, że
- 2:58:04Lincy Monet zaśnie.
- 2:58:06biały obłok pary pojawiał się i znikał
- 2:58:09przy moich ustach coraz szybciej, bo
- 2:58:11oddychałam coraz bardziej panicznie.
- 2:58:14Jud wydusiłem. Mimowolnie zrobiłem krok
- 2:58:17do przodu. Ściągnąłem brwi. Coś kuło
- 2:58:20mnie w klatce piersiowej. W uszach
- 2:58:22szumiało. Nie, czekaj. Nie tak to miało
- 2:58:25wyglądać.
- 2:58:27Bezduszne, dobrze mi znany oczy
- 2:58:29Stanislausa świdrowały mnie na wskroś.
- 2:58:31Jako dziecko błagałem o jego uwagę, a
- 2:58:34potem uciekałem przed nią, gdy
- 2:58:35przybierała tak niepokojącą formę. Nie
- 2:58:38potrafił patrzeć z miłością ani
- 2:58:40współczuciem. Za to był mistrzem w
- 2:58:42demonstrowaniu niezadowolenia,
- 2:58:44wściekłości i narzucaniu swojej woli.
- 2:58:47Nikt mu się nie sprzeciwiał. Przecież
- 2:58:49zwykle miał rację.
- 2:58:51Odnajdywał siłę tam, gdzie wszyscy inni
- 2:58:54słabli. Tak go zawsze widziałem.
- 2:58:57Twoje plany, synu, były naiwne i
- 2:58:59wymagały ulepszenia. Powiedział, unosząc
- 2:59:02podbródek wyżej, jakby próbował wymusić
- 2:59:04na mnie ponowne uznanie.
- 2:59:06Dbam o ciebie, o twoje bezpieczeństwo.
- 2:59:10Pod ciężarem jego spojrzenia spuściłem
- 2:59:12wzrok. Jeśli będzie to kosztem Linc
- 2:59:14Monet, powtórzę to, co już mówiłem.
- 2:59:17Nawet nie będzie mi jej żal. Wciągnął
- 2:59:20powietrze przez nos, napinając ramiona.
- 2:59:23Ta gówniara jest jednym z powodów, dla
- 2:59:25których twój ojciec, Kornelu, nie żyje.
- 2:59:29Ja dłoń w skórzanej rękawiczce spoczyła
- 2:59:32na jego piersi. Wiem, że nigdy nie
- 2:59:35potrafiłem go należycie zastąpić.
- 2:59:37Dlatego teraz zrobię coś, za co by mi
- 2:59:39podziękował. Uratuję ci skórę.
- 2:59:43Jeśli Linsi wróci do rodziny cała i
- 2:59:45zdrowa, a my dobrze się ukryjemy, w
- 2:59:47końcu odpuszczą. Jeśli oddasz im martwą
- 2:59:50Linci, nigdy nie spoczną, dopóki nas nie
- 2:59:53znajdą. Uniósł brwi niewzruszony.
- 2:59:57Zemsta monetów najwyraźniej go nie
- 2:59:59przerażała, albo świetnie to kamuflował.
- 3:00:02W takim razie wielka szkoda, że nie
- 3:00:04zdecydowaliśmy się od początku na maski.
- 3:00:06Rzucił i odszedł.
- 3:00:09Bam! Moja pięść uderzyła w tarczę
- 3:00:12bokserską. Wisiała na ścianie pokoju,
- 3:00:14który przywłaszczyłem sobie na czas
- 3:00:16operacji Porwanie Linds Monet. Na
- 3:00:19prowizoryczną siłownię nawet nie
- 3:00:21zajrzałem. To drugie najmniej lubiane
- 3:00:23przeze mnie pomieszczenie w tym domu.
- 3:00:25Pierwszym była piwnica. Przeszedłem obok
- 3:00:28drzwi prowadzących w dół. Otarłem się o
- 3:00:30nie ramieniem, lecz nie odważyłem się
- 3:00:32ich otworzyć.
- 3:00:34Po tym, co usłyszałem, nie potrafiłbym
- 3:00:36spojrzeć Linxy w oczy. Sport zawsze
- 3:00:39pomagał mi wyładować napięcie. Za domową
- 3:00:42siłownią nie przepadałem, bo jej
- 3:00:44pomysłodawcą był Gino. To jego można
- 3:00:46było tam spotkać najczęściej, gdy akurat
- 3:00:49nie zajmował się porywaniem ludzi, a z
- 3:00:51niego kiepski kompan do czegokolwiek. I
- 3:00:54nie chciałem patrzeć mu w twarz ze
- 3:00:56świadomością, że wiedział. Na pewno
- 3:00:58wiedział, jak ma się skończyć plan
- 3:01:00Stanislausa.
- 3:01:01Może nawet pomagał go dopracować.
- 3:01:04Bam, bam, bam. Mój pokój był
- 3:01:08przestronny, niemal tak duży jak cała
- 3:01:10piwnica. Brakowało tylko balkonu, więc
- 3:01:13żeby się przewietrzyć musiałem schodzić
- 3:01:15na dół. Podwójne łóżko, którego pościeli
- 3:01:18nigdy porządnie nie zasłem. Nawet teraz
- 3:01:20była rozkopana po niespokojnej nocy.
- 3:01:23Innych tu nie miewałem.
- 3:01:25Białe nijakie ściany. szara wykładzina
- 3:01:28wysysająca z pomieszczenia życie,
- 3:01:30komoda, lampka, lustro, w którym każdego
- 3:01:34ranka patrzyłem sobie w oczy,
- 3:01:36przeczesywałem włosy i powtarzałem, że
- 3:01:38wiem co robię.
- 3:01:40I ta tarcza. Dziś waliłem w nią z taką
- 3:01:42siłą, że drżała ściana. Jeden cios,
- 3:01:46drugi, trzeci. W wyobraźni widziałem
- 3:01:49twarz tego zjeba Gino, szeroką z
- 3:01:52kwadratową szczęką i ciemnym zarostem.
- 3:01:55To on w aucie mówił, że chętnie zabawi
- 3:01:57się z Lind Simonet. Wiedział,
- 3:02:01wiedział jaki ją czeka los. Inaczej nie
- 3:02:03szczerzyłby się tak bezczelnie. Nie
- 3:02:05ryzykowałby, że zapamięta jego parszywy
- 3:02:07uśmiech i potem opisze go ojcu. Vincent
- 3:02:11Monet naprawdę wybije nas wszystkich,
- 3:02:13gdy dowie się, kto skrzywdził jego
- 3:02:14córkę. Ojczym miał rację. Będę pierwszy
- 3:02:18w kolejce.
- 3:02:20Nieważne jak dobrze się ukryje, on mnie
- 3:02:22znajdzie. Bam. Bam, bam. Interaktywna
- 3:02:27tarcza rozświetlała się przy każdym
- 3:02:29uderzeniu. Punkty rosły, rekordy pękały.
- 3:02:33Dłoń wcześniej czerwona od zimna teraz
- 3:02:35paliła od bólu. Pierścionek wbijał się w
- 3:02:38skórę. Uderzałem raz za razem. Porwanie
- 3:02:41Lindy. Zemsta. Pieniądze
- 3:02:45tego cios. Przecież cios. Chciałeś.
- 3:02:51Zatrzymałem się. Patrzyłem w tarczę jak
- 3:02:53w lustro. Dmuchnąłem w grzywkę, próbując
- 3:02:56odgarnąć wilgotne kosmyki. Nie pomogło.
- 3:03:00Chciałeś jebanej zemsty. Warknąłem do
- 3:03:02siebie. Potarłem obolałą pięść i
- 3:03:05zacząłem kolejną serię. Bam, bam, bam.
- 3:03:09Teraz na tarczy widziałem twarz ojczyma.
- 3:03:12czarne wąsy uniesione w
- 3:03:13charakterystyczny sposób, świdrujące
- 3:03:16oczy, zapadnięte policzki.
- 3:03:19Bam! Uderzyłem tak mocno, że coś
- 3:03:22chrupnęło w ścianie. Na szczęście nie w
- 3:03:24mojej kości. Zatrzymałem się
- 3:03:26nasłuchując.
- 3:03:28Dom stał.
- 3:03:30Oszukałeś mnie. Powiedziałem cicho do
- 3:03:32wyimaginowanego Stanislausa.
- 3:03:34Uniosłem pięść, lecz się powstrzymałem.
- 3:03:37Odszedłem kilka kroków. Wczepiłem palce
- 3:03:40w mokre od połosy. Zerwałem z siebie
- 3:03:43t-shirt i zgniotłem go w kuę. Wytarłem
- 3:03:46nim twarz, rzuciłem w kąt, przeklinałem.
- 3:03:49Nie potrafiłem wydukać żadnego
- 3:03:51sensownego słowa, tylko bluzgi. Krążyłem
- 3:03:54po pokoju jak tornado. Przyciskałem
- 3:03:57rozgrzaną pięść do ust, by nie zacząć
- 3:03:59wyć z wściekłości. Czułem się jak lew,
- 3:04:02któremu zabrano prawo głosu. Obcięto
- 3:04:05grzywę. Upokorzony idiota. Właśnie za
- 3:04:08takiego uważał mnie Stanislaus.
- 3:04:10Zastygłem. Zmoczyłem włosy wodą,
- 3:04:13przeczesałem je grzebieniem. Na tors
- 3:04:15narzuciłem świeżą koszulkę. Czerwone
- 3:04:18poranione palce przytrzymałem pod
- 3:04:20lodowatą wodą. Bolało albo nie, nie
- 3:04:23potrafiłem rozróżnić.
- 3:04:25Z pokoju wyszedłem opanowany. Twarz bez
- 3:04:28emocji, krok pewny. Inspirowałem się
- 3:04:31zarówno Stanislausem, jak i Wincentem
- 3:04:34Monetem. O jego chłodnej kontroli
- 3:04:36krążyły legendy. Zbiegłem. Moje ciężkie
- 3:04:40buty dudniły na schodach jak silnik
- 3:04:42motocykla. Zatrzymałem się dopiero przed
- 3:04:44piwnicą.
- 3:04:46Szarpnąłem gałkę. Białe frezowane drzwi
- 3:04:49ustąpiły. Strome stopnie pokonywałem
- 3:04:52powoli. W jednej chwili moje emocje
- 3:04:54zmieniły się w niepewność.
- 3:04:57Z dołu zionęła cisza. Ly nie hałasowała.
- 3:05:02Kiedy zostawialiśmy ją samą, zamykaliśmy
- 3:05:04ją w sypialni. Tak było bezpieczniej.
- 3:05:08Najwyraźniej Stanislaus zmienił zdanie.
- 3:05:10musiał zajrzeć do niej po naszej
- 3:05:12rozmowie, bo dziewczyna kłócała teraz na
- 3:05:14podłodze w saloniku, skulona jak liść
- 3:05:17ściśnięty mrozem. Blond włosy spływały
- 3:05:20jej po plecach, głowę miała spuszczoną.
- 3:05:23czarne rękawy mojej bluzy zsuwały się
- 3:05:25jej do połowy dłoni, drżały. Coś w nich
- 3:05:28trzymała. Przeszedł mnie dreszcz.
- 3:05:31Skorupki tej pieprzonej filiżanki.
- 3:05:35Lindsy zapytałem cicho. Gardło ścisnęło
- 3:05:39mi się tak, jakby ktoś zacisnął na nim
- 3:05:41żelazną obręcz. Wzdrygnęła się. Nadal
- 3:05:44odwrócona do mnie tyłem odpowiedziała
- 3:05:46dopiero po chwili. Czego chcesz? Głos
- 3:05:50miała słaby, drżący, zupełnie nie ten
- 3:05:52przemądrzały pewny siebie ton, do
- 3:05:54którego przywykłem.
- 3:05:57Sprawdzam. Odpowiedziałem robiąc krok w
- 3:05:59stronę jej drobnej sylwetki. Co u
- 3:06:02ciebie?
- 3:06:03Och, u mnie wybornie. Szeptała. Dlaczego
- 3:06:07szepczę w ten sposób? Olej tę filiżankę.
- 3:06:10Powiedziałem ostrożnie.
- 3:06:13Nie da się jej uratować.
- 3:06:16Próbowałem zabrzmić swobodnie, może
- 3:06:18nawet żartobliwie, jakby to była
- 3:06:20drobnostka. Lindcy nie była jednak w
- 3:06:22nastroju na żarty. Kiedy wreszcie
- 3:06:25odwróciła głowę, zrozumiałem dlaczego.
- 3:06:28Powiedz to swojemu ojczymowi. Rzuciła
- 3:06:31cierpko. Jej włosy rozsypały się na
- 3:06:33plecach i ramionach, odsłaniając twarz.
- 3:06:36Zamarłem.
- 3:06:38Przecinała ją czerwona linia od szczęki
- 3:06:41przez policzek aż po skroń, tuż obok
- 3:06:44idealnie wyregulowanej brwi. Świeża
- 3:06:47pulsująca wżarta w bladą skórę.
- 3:06:50Przełknąłem ślinę, tłumiąc krzyk.
- 3:06:53Uderzył cię. Wyszeptałem.
- 3:06:56Gdy ja wyładowywałem złość na tarczy
- 3:06:58bokserskiej, Stanislaus robił to samo
- 3:07:00tutaj. Cały czas mnie leje, Sherlocku.
- 3:07:04Syknęła. Jakbyś nie zauważył.
- 3:07:07Wróciła do zbierania odłamków. Krzywiła
- 3:07:09się z bólu, ale nie użalała się nad
- 3:07:11sobą. Była silna. Robiła co musiałaby
- 3:07:14przetrwać. Skorupki chrobotały jedna o
- 3:07:17drugą, gdy je zbierała. Uderzył cię
- 3:07:20przez filiżankę.
- 3:07:21Nowość, co nie? Mruknęła. Zwykle jest
- 3:07:25taki przeciwny przemocy.
- 3:07:28Jeden z kawałków chrupnął pod moim
- 3:07:30butem. Zostaw to. Idź stąd. Warknęła.
- 3:07:34Kornelu,
- 3:07:36mówię poważnie. Odsuń się.
- 3:07:39Kopnęłam czubkiem buta małą stertę,
- 3:07:41którą układała. Zacisnęła szczękę. Pod
- 3:07:45oczami miała cienie, a czerwona szarama
- 3:07:47zdawała się ciemnieć z minuty na minutę.
- 3:07:50Uderzyła mnie w łydkę, próbując odsunąć.
- 3:07:53Słabo, z wysiłkiem, z kruchym buntem,
- 3:07:57który stanowczo za dużo ją kosztował.
- 3:07:59Nawet się nie zachwiałem.
- 3:08:01Nie chciałem jej oglądać w tym stanie.
- 3:08:03Wyciągnąłem rękę. Wstawaj. Zignorowała
- 3:08:07mnie. Osunęła się na bok, siadając
- 3:08:09jednym półdupkiem na zimnych płytkach.
- 3:08:12Jak nie złożę tej filiżanki, znowu mnie
- 3:08:14pobije. Czego nie rozumiesz?
- 3:08:17Nie pozwolę na to, powiedziałem
- 3:08:19stanowczo.
- 3:08:21Koniec z przemocą. Postanowiłem w
- 3:08:23myślach. To nie może tak wyglądać.
- 3:08:26Czerwona szaramana jej twarzy była
- 3:08:28granicą. To było za daleko. Parsknęła.
- 3:08:31Och, mój ty bohaterze. Wiem. Przymknąłem
- 3:08:35powieki. Powinienem był go powstrzymać.
- 3:08:38Powinieneś był mnie nie porywać.
- 3:08:40warknęła. Nie ochronisz mnie.
- 3:08:44Ciężko oddychasz.
- 3:08:47Im dłużej mówiła, tym wyraźniej łapała
- 3:08:49za dyszkę. To nie było normalne. O,
- 3:08:52serio? Zaśmiała się bez humoru. Może
- 3:08:55dlatego, że jestem zamknięta w podziemiu
- 3:08:57bez okien. Świeżego powie: "Podwiń
- 3:09:00bluzę." Poleciłem ostro.
- 3:09:03uniosła brwi. Spadaj, Lindsy. Chcę
- 3:09:06zobaczyć, czy Ja natomiast chcę, żebyś
- 3:09:09zostawił mnie w spokoju, ale jak widać
- 3:09:11nie można mieć wszys Mówisz niewyraźnie,
- 3:09:14co ci dolega.
- 3:09:16Zbliżyłem się. Znowu coś chrupnęło pod
- 3:09:18podeszwą mojego buta. Skuła się. Nie
- 3:09:21podchodź. Zignorowałem ją. I tak byłem w
- 3:09:25jej oczach bucem. Lepiej nim zostać i
- 3:09:28sprawdzić, czemu tancerka z żelazną
- 3:09:30kondycją rzęzi jak palacz z wieloletnim
- 3:09:33stażem. Złapałem za materiał bluzy.
- 3:09:36Odsuń się. Och, czy ty możesz uszanować
- 3:09:39choć? Podwinąłem ubranie.
- 3:09:43Odsłoniłem brzuch i żebra. Klatka
- 3:09:45piersiowa unosiła się nieregularnie.
- 3:09:47Smukła talia, umięśniony brzuch, teraz
- 3:09:50poznaczone podłużnymi czerwieniejącymi
- 3:09:52pasami.
- 3:09:54Jej skóra wyglądała jak u zebry. Pod
- 3:09:56jednym z żeber pęknięta ranka. Sączył
- 3:09:59się z niej przezroczysty płyn. Krew
- 3:10:01wsiąkła w czarną tkaninę. Idealny
- 3:10:03kamuflaż. Nie zdołałem przełknąć śliny.
- 3:10:07Musiał ją uderzyć więcej niż raz.
- 3:10:10Zacisnąłem pięść na materiale. Tkanina
- 3:10:12wydawała się sucha. Widział to?
- 3:10:16Syknąłem. Przeniosłem wzrok na Linci, bo
- 3:10:19nie odpowiadała. Czy on to widział?
- 3:10:22Patrzyła na mnie szeroko otwartymi
- 3:10:24oczami. Oddychała szybko. Tak bardzo się
- 3:10:28przejął, wymamrotała. Obiecał, że
- 3:10:31przyniesie opatrunek i nigdy więcej nie
- 3:10:32zamachnie się na mnie laską. Opuściłem
- 3:10:35jej bluzę. Niesamowite, że ledwo
- 3:10:38oddychasz, a mimo to masz siłę na
- 3:10:39sarkazm. Jej udo szurało o dywan, gdy
- 3:10:43próbowała się choć trochę ode mnie
- 3:10:44odsunąć. Nie zasługujesz na moją powagę.
- 3:10:48otrszepnęła.
- 3:10:50Stanislaus nic nie powiedział, że kogoś
- 3:10:53tu przyśle.
- 3:10:55Stanislaus uniosła brwi.
- 3:10:58Jud powinien to opatrzyć. Podwinęła
- 3:11:01Wargę. Naburmuszona, ale też smutna.
- 3:11:05Zraniona, zaniedbana dziewczyna,
- 3:11:07przyzwyczajona do komfortu. Kilka
- 3:11:09rozczochranych kosmyków przykrywało jej
- 3:11:11twarz, ale żaden nie zamaskował
- 3:11:14czerwonego śladu.
- 3:11:16Od wpatrywania się w niego ściskało mnie
- 3:11:18w żołądku. Kazał mi tylko składać
- 3:11:21filiżankę. Powiedziała w końcu, dodając
- 3:11:23jeszcze szybko i z wyrzutem, którą
- 3:11:25notabenę ty rozbiłeś.
- 3:11:28Odetchnąłem powoli.
- 3:11:31Ty ją rozbiłeś w złości, a on przyszedł
- 3:11:33i zobaczył bałagan i się wściekł. Głos
- 3:11:37miała pełen żalu. Pobił mnie przez
- 3:11:39ciebie, gżentelmenie.
- 3:11:42Koniec.
- 3:11:43Obejrzałem się na drzwi. To ja ją tu
- 3:11:45wniosłem. Ja kazałem jej wejść do auta.
- 3:11:49Ja zostawiłem rysunek w ogrodzie
- 3:11:50monetów. Przeze mnie tu była i to ja
- 3:11:53powinienem pomóc jej stąd wyjść.
- 3:11:57Wyciągnąłem rękę. Chodź.
- 3:12:00Muszę ją skleić. Powinnaś się położyć,
- 3:12:04żeby twój ojczym mnie zakatował.
- 3:12:06Nie uderzy cię powiedziałem spokojnie.
- 3:12:09Dawno nie byłem tak pewny swoich słów.
- 3:12:11Oddaliła się jeszcze trochę przesuwając
- 3:12:13się po płytkach jak spłoszony krab. Co
- 3:12:16ty jesteś ślepy?
- 3:12:19Więcej tego nie zrobi. Lindy patrzyła na
- 3:12:22mnie z dołu. Stopniowo jej protest
- 3:12:24bladł. Daj mi rękę. Naciskałem.
- 3:12:28Nie wierzę ci. Nie ufam ci. Przecież nie
- 3:12:31masz nic do stracenia. Po długiej cichej
- 3:12:34walce na spojrzenia wreszcie przystała,
- 3:12:37mimo że mnie nienawidziła.
- 3:12:39Jej drobna trochę szorstka od kleju dłoń
- 3:12:41oparła się o moją. Musiałem użyć sporo
- 3:12:44siły, żeby pomóc jej wstać. Motywował
- 3:12:47mnie grymas bólu, który co chwilę
- 3:12:49przecinał jej twarz.
- 3:12:51Uczepiła się mnie całym ciężarem ciała.
- 3:12:54Stanislaus poturbował ją tak mocno, że
- 3:12:56bez podparcia nie była w stanie utrzymać
- 3:12:58równowagi. Poruszała się powoli. To była
- 3:13:02dopiero druga doba od porwania, a Lindsy
- 3:13:05już wyraźnie schudła. Jeden nieostrożny
- 3:13:08ruch i mogłaby wyślizgnąć się z moich
- 3:13:10ramion. Podtrzymywałem jej plecy,
- 3:13:13podczas gdy ona stawiała chwiejne kroki.
- 3:13:15Starałem się ukryć zatroskaną minę.
- 3:13:18Na materac weszła bez trudu. Był niski,
- 3:13:21bez stelarza. Jedną ręką odgarnąłem
- 3:13:24kołdrę. W przeciwieństwie do mnie
- 3:13:26ścieliła swoje łóżko. Nawyk z domu? Może
- 3:13:30nie była tak beznadziejnie rozpuszczona,
- 3:13:32jak wmawiał mi Stanislaus.
- 3:13:34Pomogłem jej ułożyć się na boku.
- 3:13:37Zacisnęła zęby. Głowę wtuliła w
- 3:13:40poduszkę, jak dziecko szukające
- 3:13:41pocieszenia. Przykryłem ją kołdrą aż po
- 3:13:44drobne ramiona.
- 3:13:46Elias wymamrotała.
- 3:13:49Jej szept był tak miękki, że zatrzymałem
- 3:13:51się nad nią. Patrzyłem na przymknięte
- 3:13:53powieki, długie rzęsy, lekko rozchylone
- 3:13:56usta, zaróżowiony policzek przecięty
- 3:13:59czerwonym śladem.
- 3:14:01Nie poprawiłem jej. Z jakiegoś powodu
- 3:14:04miałem wrażenie, że celowo nie użyła
- 3:14:06mojego prawdziwego imienia. Tak.
- 3:14:10I co teraz? westchnęła w poduszkę.
- 3:14:14Przyprowadzę Juda. Z jej ust wyrwał się
- 3:14:17słaby protest. Nic nie zrobi,
- 3:14:20powiedziałem stanowczo. Jedną dłonią
- 3:14:22opierałem o materac. W sensie nic złego.
- 3:14:25Pomorze
- 3:14:27nie. Pokręciła głową. Uniosła rękę,
- 3:14:30jakby chciała mnie zatrzymać. On wróci.
- 3:14:34Rysy mojej twarzy złagodniały. Miałem
- 3:14:36ochotę odgarnąć jej włosy, ale się
- 3:14:38powstrzymałem.
- 3:14:40Nie wróci. Zapewniłem. Nie będzie mnie
- 3:14:43maksymalnie dwie minuty. Dalsze jej
- 3:14:45protesty zignorowałem. Zapatrzony na tę
- 3:14:48skuloną pod kołdrą dziewczynę wstałem.
- 3:14:51Nigdy wcześniej nie biegałem po tym domu
- 3:14:53w takim tempie. W głowie kłębiła się
- 3:14:56myśl niewygodna, ale podnosząca na
- 3:14:59duchu. Wreszcie robię coś właściwego.
- 3:15:03Jud warknąłem wpadając do jego pokoju.
- 3:15:07Umowa ze Stanislausem wymagała od niego
- 3:15:09dyspozycyjności 24 godziny na dobę.
- 3:15:12Zwykle siedział w fotelu z książką,
- 3:15:14cierpliwy i znudzony brakiem wyzwań,
- 3:15:17dobrze opłacany. Zapukałem i bez
- 3:15:19czekania wszedłem. Jud uniósł jasne oczy
- 3:15:22znad tekstu. Wyrzut w spojrzeniu miałem
- 3:15:25gdzieś. Jesteś potrzebny w piwnicy.
- 3:15:27Powiedziałem szorstko, by nie zostawić
- 3:15:29między nami miejsca na wątpliwości.
- 3:15:33Zadziałało. Jud zerwał się z fotela.
- 3:15:35Torbę chwycił w biegu. Stanislaus o tej
- 3:15:38porze zwykle drzemał. Idealny plan dnia.
- 3:15:42Spacer, studiowanie planu porwania, a
- 3:15:45jak się okazało także morderstwa.
- 3:15:48Potem dyscyplinowanie dziewczyny i
- 3:15:50obiad. Szanse, że na niego wpadniemy
- 3:15:53były niewielkie. Lindsy leżała
- 3:15:55nieruchomo, wdzięczna za chwilę
- 3:15:57odpoczynku. zaciskała pięści na kołdrze,
- 3:16:00próbując oddychać miarowo. Gdy
- 3:16:02weszliśmy, otworzyła oczy i
- 3:16:04nasłuchiwała, czy dźwiękowi
- 3:16:05nadchodzących kroków akompaniuje stuk
- 3:16:08odot laski. Ulga na jej twarzy zgasła,
- 3:16:11gdy zobaczyła Juda. Jud tylko zerknie na
- 3:16:14twoje żebra. Wyjaśniłem. Niech mnie nie
- 3:16:17dotyka! Szepnęła. Nie dotyka! Po jej
- 3:16:20policzku spłynęła łza. W mojej głowie
- 3:16:23rozbłysło jedno pytanie. Co my
- 3:16:25zrobiliśmy? podświadomość mi
- 3:16:28odpowiedziała. Co ty zrobiłeś?
- 3:16:31Kliknięcie zamka torby przywróciło mnie
- 3:16:33do rzeczywistości.
- 3:16:35Jud założył rękawiczki. Ly nie odrywała
- 3:16:38od niego oczu, kręcąc głową. Nie chcę.
- 3:16:41To wymaga opatrzenia. Powiedziałem
- 3:16:43spokojnie. Pozwól mu. Nikt cię nie
- 3:16:46skrzywdzi. Dodałem i od razu poczułem
- 3:16:48jak fatalnie to zabrzmiało. Wy wszyscy
- 3:16:51mnie skrzywdziliście.
- 3:16:53Odparło patrząc na mnie z nienawiścią.
- 3:16:55Jud był gotowy. Odsunąłem się. Czas
- 3:16:58działał na naszą niekorzyść. Wybacz,
- 3:17:00Lindsy. Mruknąłem i wyrwałem jej z rąk
- 3:17:04kołdrę. Oponowała, ale słabo. Każdy
- 3:17:07gwałtowniejszy ruch sprawiał jej ból.
- 3:17:09Powtarzałem sobie, że tym razem
- 3:17:11wykorzystuje przewagę tylko po to, by
- 3:17:13jej pomóc.
- 3:17:15Więc robiłem dobrze. Tak. Tak za
- 3:17:19późno na uroczą nadopiekuńczość z mojej
- 3:17:21strony, skoro to przeze mnie wylądowała
- 3:17:23w tej pozycji. Jednak miałem silną
- 3:17:25potrzebę odwrócenia tego, na co ją
- 3:17:27skazałem.
- 3:17:29Była taka słaba. nawet córka
- 3:17:31Winenta Moneta nie zasługiwała na
- 3:17:33doprowadzenie do takiego stanu. Wbijałem
- 3:17:36kolana w materac. Próbowała złapać
- 3:17:39kołdrę i znowu się przykryć, czyli w
- 3:17:41jedyny możliwy w tej pozycji sposób
- 3:17:43uciec przede mną i judem.
- 3:17:45Za późno na czułość, ale musiałem
- 3:17:47spróbować naprawić choć część tego, co
- 3:17:50zepsułem. Przycisnąłem jej nadgarstki do
- 3:17:53materaca. Nie musiałem używać siły. Była
- 3:17:56wyczerpana.
- 3:17:57Jud podciągnął jej bluzę,
- 3:18:00obejrzał żebra. Czerwone pręgi nie
- 3:18:02zrobiły na nim wrażenia. Oczy miał
- 3:18:04chłodne, skupione. Oczyścił i odkaził
- 3:18:07ranę. Ly wciskała twarz w poduszkę.
- 3:18:10drżała pod moimi dłońmi. Chwilę później
- 3:18:14na jej skórze pojawił się duży biały
- 3:18:16opatrunek.
- 3:18:18Zostaw jeden zastrzyk. Poleciłem. Jud
- 3:18:21spojrzał na mnie podejrzliwie. Ze
- 3:18:23środkiem nasennym. Dodałem. Na wszelki
- 3:18:26wypadek.
- 3:18:27W razie potrzeby proszę mnie wezwać.
- 3:18:29Odparł. Guma strzeliła nieprzyjemnie,
- 3:18:32gdy zerwał rękawiczki z dłoni. Puściłem
- 3:18:35nadgarstki Lincji, które i tak już od
- 3:18:37dłuższego czasu pozostawały nieruchome.
- 3:18:40Dość szybko zorientowała się, że
- 3:18:42wyrwanie się jest poza zasięgiem jej
- 3:18:43możliwości.
- 3:18:45Wyciągnąłem rękę po strzykawkę pewnie,
- 3:18:48władczo. Tak jak nauczył mnie
- 3:18:50Stanislaus.
- 3:18:52Jeszcze z nią tu posiedzę. Może nie być
- 3:18:54miło, więc jeśli będzie trzeba, uśpię
- 3:18:56ją. Nie będę za tobą biegał. Zostaw mi
- 3:18:59środek.
- 3:19:00Jud wahał się sekundę, po czym sięgnął
- 3:19:02do torby. Podał mi nabitą strzykawkę.
- 3:19:06Dawka jest już odmierzona. Upewniłem
- 3:19:08się. Potaknął niechętnie. Dobrze. Szare
- 3:19:12oczy Ly zamigotały słabo, gdy
- 3:19:14obserwowała tę wymianę z dołu.
- 3:19:17Kompletnie bez siły patrzyła bezradnie,
- 3:19:19jak łatwo przejmuje kontrolę nad jej
- 3:19:21losem. A ona nie mogła zrobić nic.
- 3:19:24I to właśnie ją przerażało. Nie
- 3:19:27rozumiała jeszcze, że zaczęły mnie
- 3:19:28dręczyć wyrzuty sumienia, większe niż
- 3:19:31cholerne góry na Alasce.
- 3:19:34Stukanie laski natychmiast postawiło
- 3:19:37mnie w stan gotowości. Na dworze zapadł
- 3:19:39zmrok. Za luksferami rozciągała się już
- 3:19:42tylko ciemność, a korytarz tonął w
- 3:19:44półmroku. Nie przeszkadzało mi to. Od
- 3:19:47dwóch godzin siedziałem pod drzwiami do
- 3:19:49piwnicy. W palcach obracałem duży
- 3:19:51kanciasty kawałek filiżanki. oblepiony
- 3:19:54klejem, wpijał mi się w opuszki,
- 3:19:57powodując tępy ból, ale nie przebijał
- 3:19:59skóry. Podniosłem głowę. Ojczym
- 3:20:02zatrzymał się niedaleko. Jego ciemna
- 3:20:04sylwetka odcinała się od jasnej ściany z
- 3:20:07grubego matowego szkła.
- 3:20:10Co ty tu robisz? Zapytał z typowym dla
- 3:20:12siebie niezadowoleniem.
- 3:20:14Opuściłam rękę, żeby nie dostrzegł
- 3:20:16odłamka.
- 3:20:18Zaniosłem Lincy kolację. Po co skoro
- 3:20:20gardzi naszym jedzeniem? burknął, choć
- 3:20:23sam miał brzuch pełny po kolacji.
- 3:20:25Spojrzałem na niego pustym wzrokiem,
- 3:20:27żeby utrzymać ją prze życiu. Wzruszyłem
- 3:20:30ramionami. Na razie potrzebujesz jej
- 3:20:32żywej. Tak
- 3:20:34przez chwilę milczał, mierząc mnie
- 3:20:36wzrokiem. Sprawdzał, jak radzę sobie z
- 3:20:38nową rewelacją, którą tak beztrosko
- 3:20:41rzucił po spacerze. Na razie tak. No to
- 3:20:44zostaw ją gdzieś w spokoju. Zaczynasz
- 3:20:47czuć do niej litość. Stwierdził mrużąc
- 3:20:50oczy. Nie zapominaj, kim ona jest.
- 3:20:54Spuściłem wzrok. Odebrał to jako
- 3:20:56zawahanie. Poczułem jak rośnie w nim
- 3:20:58satysfakcja.
- 3:21:00Kiedy znów podniosłem oczy, widziałem
- 3:21:02już tylko jego plecy, sztywne, opięte
- 3:21:05kamizelką z grubej wełny. Oddalał się
- 3:21:07powoli, wspierając się na lasce, dumny z
- 3:21:10tego, że dał mi do myślenia. Nie miał
- 3:21:14pojęcia, jaką wściekłość w sobie tłumie.
- 3:21:17Uniosłem dłoń i mocniej wcisnąłem
- 3:21:19odłamek w opuszek.
- 3:21:20Jeszcze chwila, a poleciałaby krew.
- 3:21:23Najważniejsze, że dziś odpuścił sobie
- 3:21:25wieczorną sesję znęcania się nad Lisy.
- 3:21:29Odczekałem jeszcze dwie godziny, żeby
- 3:21:30mieć pewność, że poszedł spać. Droga do
- 3:21:33garażu była prosta, nawet w ciemności.
- 3:21:36Samochód czekał przygotowany. Kiedy
- 3:21:38wybiła północ, zszedłem po cichu do
- 3:21:41piwnicy. Szklanka wody przy materacu
- 3:21:43była pusta, ale kanapka z masłem
- 3:21:46orzechowym leżała nietknięta. Lindcy
- 3:21:48raczej nie głodowała na znak protestu.
- 3:21:51Po prostu była zbyt obolała, żeby jeść.
- 3:21:54Zignorowałem ukłe w piersi. Dotknąłem
- 3:21:57jej skulonej sylwetki. Kołdra
- 3:22:00przykrywała ją aż po szyję. Ponad nią
- 3:22:02widać było tylko kłąb blond włosów.
- 3:22:05Wstawaj, Lindsy. Zsunąłem z niej okrycie
- 3:22:08i potrząsnąłem jej ramieniem. Nie spała,
- 3:22:11raczej drzemała. Otworzyła oczy
- 3:22:13natychmiast, lecz nie zmróżyła ich w
- 3:22:15ciemności. Obraz wciąż był dla niej
- 3:22:17rozmyty. Senność ciążyła jej w głowie.
- 3:22:21Poduszka stłumiła jej jęk. Syknąłem
- 3:22:25cicho. Dom o tej porze był pogrążony w
- 3:22:27ciszy aż do przesady.
- 3:22:30Czego ty znowu ode mnie chcesz?
- 3:22:32Wyszeptała. W jej głosie pobrzmiewała
- 3:22:35pogarda. Żebyś była cicho. W tym domu
- 3:22:39każdy żył własnym rytmem. Trzeba było
- 3:22:41się postarać, żeby na kogoś trafić. Nocą
- 3:22:44było jeszcze trudniej o spotkanie.
- 3:22:46Prowadzenie Linsi było jednak
- 3:22:48problematyczne. Szurała stopami, zbyt
- 3:22:51słaba, by podnosić nogi. Musiały ją też
- 3:22:54boleć rany na stopach. Kiedy zahaczyła o
- 3:22:56wystający z podłogi gwóźdź, wydała z
- 3:22:59siebie zduszony skowyt bólu, który
- 3:23:01poniósł się echem wzdłuż korytarza.
- 3:23:04Zatrzymałem się, wstrzymując oddech.
- 3:23:07Nic. Cisza.
- 3:23:10Nie zakładam ci knebla, ale sama wiesz
- 3:23:12jak ważne jest, żebyś milczała.
- 3:23:14Wyszeptałem obejmując ją ciaśniej.
- 3:23:17Zapadała się w moich ramionach, jakby za
- 3:23:19chwilę miała się rozsypać i wsiąknąć w
- 3:23:21podłogę. Rozglądałem się w napięciu i
- 3:23:24dobrze, bo za zakrętem usłyszałem
- 3:23:27szelest. Zamarłem. Ile razy jeszcze
- 3:23:30będziesz odwalać takie akcje? Warknąłem
- 3:23:33nagle głośniej do Lisi.
- 3:23:36Zamrugała. Zdezorientowana, ale po
- 3:23:38chwili zrozumiała. Odwróciłem się,
- 3:23:41jakbym zamierzał wrócić do piwnicy. W
- 3:23:43tej samej chwili za plecami rozległ się
- 3:23:45chrapliwy głos. E, co tu się dzieje?
- 3:23:49Zanim się obejrzałem, przybrałem
- 3:23:51odpowiednią minę.
- 3:23:53Gino westchnąłem swobodnie. Sorry, to
- 3:23:56tylko my.
- 3:23:58Wskazałem brodą Lisi i przewróciłem
- 3:24:00oczami. Gino zmrużył powieki, lustrując
- 3:24:03ją od stóp do głów. Dlaczego jest na
- 3:24:05górze?
- 3:24:07Próbowała uciec. Odparłem znudzonym
- 3:24:09tonem. Co? Znowu? Uśmiechnąłem się
- 3:24:13krzywo. Uparta jest. Ścisnąłem ją
- 3:24:15mocniej ramieniem, wydobywając z niej
- 3:24:17stłumiony jęk. Demonstracyjnie.
- 3:24:20Gino jednak nie był aż takim idiotą.
- 3:24:23Patrzył, analizował.
- 3:24:26Zostawiłeś otwarte drzwi? Zszedłem tylko
- 3:24:29po talerz. Rzuciłem z lekką irytacją.
- 3:24:32Nie wygląda, jakby mogła daleko zajść.
- 3:24:35Też tak myślałem. Mruknąłem patrząc na
- 3:24:38nią z góry.
- 3:24:40Udaje. Gino splunął pod nogi. Szara guma
- 3:24:43wylądowała obok jej skarpet. Odpuścisz
- 3:24:46jej? Oczywiście, że nie. Skinęł głową z
- 3:24:50zadowoleniem, oparł się o ścianę. No to
- 3:24:53pokaż. W środku coś mi się zacisnęło.
- 3:24:56Czego ty ode mnie chcesz?
- 3:24:59Szwędasz się z nią po domu? Ja tam nie
- 3:25:01wiem, co kombinujesz.
- 3:25:04Szarpnąłem Linci, udając obojętność.
- 3:25:06Prowadzę ją z powrotem do tej syfiastej
- 3:25:08piwnicy po tym, jak w swoim urojeniu
- 3:25:10myślała, że ma szansę stąd zwiać. Jaki
- 3:25:13masz problem?
- 3:25:15Gino przechylił głowę. Myślał, ukażesz
- 3:25:18ją?
- 3:25:20Tak. Prychnąłem zniecierpliwiony na
- 3:25:22dole.
- 3:25:24Pokaż na dole. To prowadź. Pokręciłem
- 3:25:28głową. Nie zejdziesz tam. Stanislaus
- 3:25:32zabronił wpuszczać do piwnicy
- 3:25:33niepożądane osoby. Jestem niepożądany.
- 3:25:37I to jak? No to mamy problem. Odparł
- 3:25:41spokojnie, bo Stanislaus kazał mi mieć
- 3:25:43cię na oku.
- 3:25:46Poważne zadanie. Zakpiłem. Nie
- 3:25:48zareagował. Pokaż jak ją dyscyplinujesz.
- 3:25:51Czym? Warknąłem. Mam jej obić twarz
- 3:25:54gołymi pięściami?
- 3:25:57No dobrze, teraz się zaśmiał. Krótko i
- 3:25:59lekceważąco pokręcił głową. Jeśli
- 3:26:02brakuje ci kreatywności, to jasne.
- 3:26:04Chętnie popatrzę, jak upiększasz jej
- 3:26:06buźkę w starym dobrym stylu.
- 3:26:09Jesteś popaprany. Ruszyłem chcąc
- 3:26:11zakończyć tę rozmowę.
- 3:26:14To nie była prośba. Zatrzymał mnie. Głos
- 3:26:17miał już zupełnie zimny. Gówniara
- 3:26:19uciekła. Zasługuje na karę. Oczy
- 3:26:22zjechały mu na moje biodra. czarne
- 3:26:25spodnie, czarne szlufki, w nich czarny
- 3:26:27pasek. Coś, co mi nawet nie przyszło do
- 3:26:29głowy w jego umyśle było oczywistością.
- 3:26:33Zrobiło mi się niedobrze. Ściszyłem tą
- 3:26:36do szeptu, gdy szorstko mu
- 3:26:37odpowiedziałem. Nie będę tego robić na
- 3:26:40twoich oczach, bo w ogóle nie zamierzasz
- 3:26:42jej tknąć, chłopaczku. Oblizałem wargi i
- 3:26:46wskazałem palcem brzuch Lindsy,
- 3:26:48oczywiście nie odsłaniając jej czarnej
- 3:26:49bluzki. Gino nie miał prawa zobaczyć
- 3:26:52choćby skrawka jej skóry.
- 3:26:55Ma opatrunki. Wycedziłem. Już raz
- 3:26:57narozrabiała. Stanislaus się tym zajął.
- 3:27:01Widać nieskutecznie, skoro nadal jej w
- 3:27:03głowie ucieczki.
- 3:27:05Jud zabronił ją bardziej nadwyrężać.
- 3:27:08Tylko jeden raz. Spierdalaj. Gino
- 3:27:11oderwał skroń od tyl sferów, wyprostował
- 3:27:14się, a jego twarz stężała. To oznaczało,
- 3:27:17że zaczyna traktować sprawę coraz
- 3:27:18poważniej.
- 3:27:20Potwierdziła to groźba.
- 3:27:23Inaczej zawiadomię Stanislausa. Uniósł
- 3:27:25ciemne brwi. Wykonuje jego rozkazy, nie
- 3:27:28twoje. Pamiętasz, młody?
- 3:27:31Zagotowałem się. Wrzałem jak woda na
- 3:27:34cholerne herbatki, który mi ojczym
- 3:27:36opijał się na zmianę z winem. Ty
- 3:27:39pracujesz dla Stanislausa, ja z nim
- 3:27:41współpracuję. Różnica może i wydaje się
- 3:27:44niewielka, ale jest cholernie znacząca.
- 3:27:46Warknąłem. A jednak wierzę, że to ze mną
- 3:27:49Stanislaus się zgodzi, jeśli chodzi o
- 3:27:52dyscyplinowanie tej waszej małej
- 3:27:53księżniczki.
- 3:27:55Długo mierzyliśmy się wzrokiem. Dom
- 3:27:58pozostawał cichy, światła pogaszone,
- 3:28:00choć oczy przywykły mi już do półmroku.
- 3:28:03Wzrok Lindcy też zrobił się
- 3:28:05przytomniejszy. Jej jasne tęczówki
- 3:28:07błyszczały w ciemności jak kocie.
- 3:28:10Główną emocją, jaką w nich dostrzegałem
- 3:28:12był strach. Trudno było mi go
- 3:28:14zignorować, ale musiałem to zrobić, gdy
- 3:28:17po chłodnej kalkulacji odepchnąłem ją od
- 3:28:19siebie na szklaną ścianę.
- 3:28:22Wpadła na luksfery i przylgnęła do nich
- 3:28:24otwartymi dłońmi. Jedną z nich
- 3:28:27natychmiast oderwała, żeby przyłożyć ją
- 3:28:29do opatrzonego miejsca na żebrach. Przez
- 3:28:31chwilę utrzymywała się na nogach, ale
- 3:28:34zaraz przygnieciona bólem i niepokojem
- 3:28:36zsunęła się na podłogę. kucnęła.
- 3:28:40Klamra paska kliknęła
- 3:28:41charakterystycznie.
- 3:28:43Ten znienawidzony dźwięk przeszył mi
- 3:28:45uszy. Poczułem dreszcz na plecach. Mimo
- 3:28:47że tym razem to ja miałem kontrolę.
- 3:28:50Na Lindsy sam odgłos zdawał się nie
- 3:28:52robić wrażenia.
- 3:28:54Chyba nie łapała, co ją czeka.
- 3:28:56Przełknąłem ślinę. To dowód, że Vincent
- 3:28:59Monet nie utożsamiał wychowywania dzieci
- 3:29:01z karami fizycznymi. Po raz pierwszy
- 3:29:04pomyślałem o nim pozytywnie.
- 3:29:06Powolnym ruchem wysunąłem pasek ze
- 3:29:08szlek. Złożyłem go na pół. Do samego
- 3:29:12końca liczyłem, że Gino jednak mnie
- 3:29:14powstrzyma. Rzuci, że sama demonstracja
- 3:29:16mu wystarczy i odejdzie. Tylko, że to
- 3:29:19nie ten typ. Pozostał nieruchomy,
- 3:29:21patrząc z uśmiechem. Czekał aż uderzę
- 3:29:24Ly. I lepiej, żebym zrobił to mocno, bo
- 3:29:27inaczej zażąda poprawki. Ręka opuszczona
- 3:29:30wzdłuż tułowia ciążyła mi, jakbym nie
- 3:29:32trzymał w niej paska, tylko hantel z
- 3:29:34siłowni. Panowałem już nad oddechem,
- 3:29:37wyrazem twarzy i tonem głosu, a teraz
- 3:29:39musiałem jeszcze wyliczyć siłę
- 3:29:41uderzenia, tak żeby zrobić dziewczynie
- 3:29:44jak najmniejszą krzywdę, a przy tym
- 3:29:46zadowolić sadystycznego Gino.
- 3:29:50Ona unosiła ku mnie przerażone
- 3:29:52spojrzenie. Siedziała na dole z twarzą
- 3:29:54białą, jak pierwszy śnieg za oknem.
- 3:29:57Czerwona linia po lasce wciąż wyraźnie
- 3:29:59się na niej odznaczała. Włosy miała w
- 3:30:02nieładzie. Moje ciemne ciuchy, w które
- 3:30:04została zmuszona się przebrać, jakby
- 3:30:06kontrastowały z nią samą, jasną,
- 3:30:08anielską, niewinną.
- 3:30:11Ten widok miał mnie prześladować do
- 3:30:13końca życia. Żelazna dłoń objęła moje
- 3:30:16serce i zamknęła się na nim bezlitośnie,
- 3:30:19takim uściskiem, który nigdy nie
- 3:30:20zelrzeje, bo tego poczucia winy się nie
- 3:30:23pozbędę. Uniosłem rękę, zamachnąłem się.
- 3:30:27W powietrzu rozległ się krótki, tnący
- 3:30:29świst. Pas opadł. Wysoki przeszywający
- 3:30:33wrzask Lisi rozerwał ciszę. Skoliła się
- 3:30:37tak, żebym nie trafił w brzuch.
- 3:30:39Celowałem w łopatkę, którą akurat
- 3:30:41odsłoniła, wyciągając ramię, by zakryć
- 3:30:43twarz. Cios był precyzyjny i mocny. Gino
- 3:30:47innego by nie zaakceptował.
- 3:30:49Podważyłby moją lojalność. Kazałby bić
- 3:30:52ją dalej. Zawołałby Stanislausa, który
- 3:30:55zechciałby popisać się swoją laską. Tak
- 3:30:58się przed sobą tłumaczyłem. A jednak
- 3:31:00widok Weslin sprawiał, że nienawidziłem
- 3:31:02się coraz bardziej. Nie mogłem patrzeć,
- 3:31:05jak tuli się do ściany niczym koala do
- 3:31:07pnia drzewa. Jak pragnie przeniknąć
- 3:31:09przez luksfery, znaleźć się jak najdalej
- 3:31:12nie tylko od Gino, ale i ode mnie.
- 3:31:15Wściekły. Rzuciłem pas na podłogę. Masz.
- 3:31:18Splunąłem. Zadowolony?
- 3:31:21Mały uśmiech błąkał się po twarzy Gino
- 3:31:23pomiędzy gęstym, ciemnym, krótkim
- 3:31:25zarostem. dowodził, że tak, w istocie
- 3:31:28był zadowolony.
- 3:31:29Nawet skinął z uznaniem głową. Po
- 3:31:32zaintrygowaniu, z jakim spoglądał na
- 3:31:34kulącą się Ly, wywnioskowałem, że
- 3:31:36chętnie posłuchałby jeszcze kilku jej
- 3:31:38wysokich dziewczęcych pisków. Zabieram
- 3:31:41ją na dół. Warknąłem. Inaczej padnie, a
- 3:31:44wtedy Vincent Monet na mnie zapłaci.
- 3:31:48Argument podziałał. Wszyscy poza mną
- 3:31:50przeprowadzali akcję porwania Lis dla
- 3:31:53pieniędzy. Gino więc odpuścił. Mlasnął
- 3:31:56tylko językiem jak zwierz, któremu
- 3:31:58wymknęła się kolacja, ale który i tak
- 3:32:00zdążył nacieszyć się przystawką.
- 3:32:02Przyglądał się w milczeniu, jak pomagam
- 3:32:04Linxi się podnieść.
- 3:32:06Obchodziłem się z nią mechanicznie,
- 3:32:08czując na sobie jego spojrzenie. Odszedł
- 3:32:11dopiero, gdy zniknęliśmy za drzwiami do
- 3:32:13piwnicy.
- 3:32:14Przycupnąłem z Lis na schodach.
- 3:32:16Pozwoliłem jej oprzeć się o mnie.
- 3:32:19Posadziłem ją kilka stopni niżej, tak że
- 3:32:21mogła położyć głowę na moim udzie. Sam
- 3:32:24nawet nie wiem, kiedy zacząłem gładzić
- 3:32:25ją po plecach. Ly zamykała oczy, ale co
- 3:32:29jakiś czas otwierała je gwałtownie,
- 3:32:31wciąż czuwając. W pewnym momencie
- 3:32:34odważyłem się dyskretnie zsunąć bluzkę z
- 3:32:36jej ramienia. Rzut oka na łopatkę, którą
- 3:32:39zdzieliłem pasem, kosztował mnie drżenie
- 3:32:41rąk i ciężki oddech. Na widok kolejnej
- 3:32:44czerwonej pręgi szpecącej jej delikatną
- 3:32:47jasną skórę zebrało mi się na wymioty.
- 3:32:50Siedząc na schodach w tej pieprzonej
- 3:32:53piwnicy czułem się jak dzieciak, który
- 3:32:55zakradł się do gabinetu nauczyciela,
- 3:32:57żeby zmienić ocenę ze sprawdzianu, a
- 3:32:58teraz bał się wyjść, by nikt go
- 3:33:01nie przyłapał. Spędziłem tak bite
- 3:33:04półtorej godziny.
- 3:33:06Trudno, lepiej było poczekać. Kiedy
- 3:33:09wreszcie zebrałem sobie siłę, aby podjąć
- 3:33:11kolejną próbę przeprowadzenia Lisi do
- 3:33:13garażu, postanowiłem załatwić to
- 3:33:16inaczej. Lepiej
- 3:33:18wezmę cię na ręce. Szeptałem ledwo
- 3:33:21słyszalnie do ucha dziewczyny,
- 3:33:22odgarniając jej włosy, jakby dzięki temu
- 3:33:25miała mnie lepiej usłyszeć.
- 3:33:27Tak przemieścimy się szybciej. Pobiegnę.
- 3:33:30Jeśli na kogoś wpadniemy, udam, że
- 3:33:32straciłaś przy mnie przytomność i lecę z
- 3:33:34tobą do Juda. Dobra.
- 3:33:38Nie wiem czy załapała. Głowę wciskała w
- 3:33:41moje udo raczej nieświadomie. Po tym
- 3:33:43wszystkim nie sądziłem, by chciała się
- 3:33:44do mnie przytulać. Elias jęknęła
- 3:33:47bezgłośnie w odpowiedzi.
- 3:33:50Dla niej nadal nim byłem. Eliasem, który
- 3:33:52się z nią droczył, zdobył jej sympatię,
- 3:33:55a potem zdradził.
- 3:33:57Ogarnę to powiedziałem stanowczo. Tylko
- 3:34:00udawaj, że jesteś nieprzytomna. Okej.
- 3:34:03Choć Lindsy lubiła aktorstwo, teraz nie
- 3:34:06musiała popisywać się umiejętnościami.
- 3:34:08Była w takim stanie, że nietrudno będzie
- 3:34:10wmówić komukolwiek, kto ewentualnie
- 3:34:12pojawi się na naszej drodze, że jej
- 3:34:14samopoczucie drastycznie się pogorszyło.
- 3:34:17Wystarczyło spojrzeć na przesuszone usta
- 3:34:19i niezdrowo poszerzałą cerę.
- 3:34:22Ostrożnie wziąłem ją na ręce jak
- 3:34:25prawdziwą księżniczkę.
- 3:34:27Głowa opadła jej na moją pierś. Skroń
- 3:34:29przycisnęła się do miejsca, w którym
- 3:34:31biło mi serce.
- 3:34:33Zgodnie z przewidywaniami żelazna pięść
- 3:34:35wciąż jeściskała.
- 3:34:37Utrudniała mi oddychanie. Zaryzykowałem.
- 3:34:41Puściłem się biegiem. Gdyby teraz z za
- 3:34:43winkla wyskoczył Gino, staranowałbym go.
- 3:34:46Tym razem jednak korytarz był pusty.
- 3:34:49Serce miałem w gardle, gdy ładowałem
- 3:34:51Lindsy na tylne siedzenie samochodu.
- 3:34:54Tak blisko. Byliśmy, tak blisko
- 3:34:56realizacji planu. Nie zapiąłem jej
- 3:34:58pasów. Nie dało się, bo leżała. I tak
- 3:35:01nie planowałem ostrego hamowania, raczej
- 3:35:03tylko wciskanie gazu. Dusić ten
- 3:35:06coraz mocniej, żeby jak najszybciej ją
- 3:35:08stąd wywieźć. Usiadłem za kierownicą.
- 3:35:11Brama garażowa się uniosła. Długi,
- 3:35:14szeroki podjazd stanął przede mną
- 3:35:16otworem. Nikt go nie pilnował. To nie
- 3:35:19rezydencja monetów. Z zaawansowanym
- 3:35:21systemem monitoringu i dziesiątkami
- 3:35:23ochroniarzy. tylko wynajęty, spory dom,
- 3:35:26schowany w pensylwańskim lesie, w którym
- 3:35:28skutecznie się ukrywaliśmy. Bramę
- 3:35:31otworzyłem pilotem. Żółte światełko
- 3:35:33migało w ciemności, gdy żelastwo się
- 3:35:35rozsuwało. Wyjechałem na szosę i nie
- 3:35:38spoglądając w lusterka wcisnąłem
- 3:35:40gazu w podłogę. O tej porze nie mijałem
- 3:35:43żadnych aut. Im dalej od domu się
- 3:35:45znajdowałem, tym większą ulgę czułem.
- 3:35:48Lindsy leżała nieruchomo. Zamroczona
- 3:35:51bólem patrzyła w sufit, jakby widziała
- 3:35:53tam gwiazdy, choć nie mieliśmy
- 3:35:54szyberdachu. Zerkałem na nią często. Raz
- 3:35:58zagapiłem się i przez nieuwagę zjechałem
- 3:36:00na przeciwległy pas ruchu. Szczęście, że
- 3:36:03droga była pusta. Gęściej zrobiło się
- 3:36:06dopiero w okolicy miasta. Celowo obrałem
- 3:36:09je za cel. Tak było najbezpieczniej dla
- 3:36:12niej. Nie wjeżdżałem do centrum. Hotel
- 3:36:15znalazłem gdzieś na peryferiach. całkiem
- 3:36:18przyzwoity, chyba godny Lincy Sy Monet,
- 3:36:21choć ona teraz pewnie miała gdzieś
- 3:36:23liczbę gwiazdek.
- 3:36:25Pobyt w tamtej zatęchłej piwnicy
- 3:36:27obniżyłby standardy nawet najbardziej
- 3:36:29rozpieszczonej dziedziczki. Garaż
- 3:36:32podziemny świecił pustkami jak w
- 3:36:33horrorze. Musiałem się przemóc i
- 3:36:36zostawić ją w zamkniętym aucie tylko na
- 3:36:3815 minut. Tak było lepiej.
- 3:36:41Nie ruszaj się i poczekaj. Zamelduję
- 3:36:43cię. Rzuciłam do niej szeptem. Ly
- 3:36:46przeniosła wzrok z sufitu na mnie,
- 3:36:48zmarszczyła brwi. Jesteśmy w hotelu na
- 3:36:51podziemnym parkingu. Uśmiechnęłam się,
- 3:36:53choć byłem spięty do granic możliwości.
- 3:36:56Serio nie martw się. Nie zostawię cię w
- 3:36:58lesie na pastwę niedźwiedzi. Potem
- 3:37:00spoważniałem i z wahaniem dodałem:
- 3:37:02Zaufaj mi. Z powrotem wpatrzyła się w
- 3:37:05sufit, bez emocji. Szare oczy miała
- 3:37:08zamglone, trochę jakby popadła w obłęd.
- 3:37:11Po hotelu biegałem jeszcze szybciej niż
- 3:37:13wcześniej po domu. Niecierpliwie, raz po
- 3:37:15raz wciskałem przycisk windy, oglądając
- 3:37:18się na samochód, w którym zostawiłem tę
- 3:37:20cenną dziewczynę. Musiałem tak zrobić.
- 3:37:23Decepcjonistka z pewnością zrobiłaby się
- 3:37:25podejrzliwa, gdybym trzymał przy boku
- 3:37:27ledwo kontaktującą nastolatkę.
- 3:37:32Życzyła mi miłego pobytu, uśmiechając
- 3:37:34się do zdjęcia w moim dowodzie. był
- 3:37:36prawdziwy.
- 3:37:38Wystawiony na nazwisko Cornell Retter z
- 3:37:40moim zdjęciem.
- 3:37:42Unosiłam na nim kącik ust. Psotny i
- 3:37:45szelmowski, zupełnie nie taki jak teraz.
- 3:37:48Zżerany przez nerwy wróciłem do podziemi
- 3:37:51z kartą do pokoju, hasłem do Wi-Fi i
- 3:37:53informacją o jakimś zakichaym śniadaniu
- 3:37:55kontynentalnym.
- 3:37:57Ly zdążyła zmienić pozycję. Bankowo
- 3:38:00próbowała wydostać się z auta, tylko
- 3:38:02dałem jej za mało czasu na kombinowanie.
- 3:38:04Nie skomentowałem tego. Wyciągnąłem
- 3:38:07dłoń, żeby mogła się o nią podeprzeć
- 3:38:09przy wysiadaniu, ale Ly było już
- 3:38:11wszystko jedno. Wraz z resztkami siły
- 3:38:13fizycznej straciła też chęć do walki.
- 3:38:17Hej, wziąć cię na ręce? Zapytałem
- 3:38:18szeptem.
- 3:38:20Nie odpowiedziała. Nie musiała. Gdyby
- 3:38:23miała na sobie balową suknię,
- 3:38:24wyglądałoby to może nawet romantycznie.
- 3:38:27Niestety w obecnej odsłonie przypominała
- 3:38:29dziewczynę, na którą wpadłem w
- 3:38:31podrzędnym klubie. Naćpałem ją, a teraz
- 3:38:33niosłem do pokoju, żeby ją wykorzystać.
- 3:38:36Szczęście, że o tej porze nie
- 3:38:37natknęliśmy się na żadnego gościa
- 3:38:39hotelowego, który mógłby wyciągnąć
- 3:38:41właśnie takie wnioski. Winda zawiozła
- 3:38:44nas prosto na piąte piętro. Opierają się
- 3:38:46o ścianę, odliczając w głowie sekundy.
- 3:38:49Ly kuliła się w moich ramionach. Powieki
- 3:38:52jej trzepotały, z ust wyrywały się
- 3:38:54przytłumione westchnienia. Naprawdę
- 3:38:56zachowywała się jak pod wpływem ciężkich
- 3:38:59używek.
- 3:39:00Karta piknęła. Drzwi za nami zamknęły
- 3:39:03się cicho.
- 3:39:05Schludnie zaścielone łóżko było głównym
- 3:39:07meblem w ciasnym wnętrzu. Materac
- 3:39:09wreszcie leżał na wysokim stelarzu.
- 3:39:12Położyłem Lisy, a potem szarpnąłem
- 3:39:14pościel z drugiej strony, żeby przykryć
- 3:39:16ją jak kanapka. Blond głowa zapadła się
- 3:39:19w poduszkę. Z ust uciekło jej kolejne
- 3:39:21ciche, drżące westchnienie. Patrzyłem na
- 3:39:24nią z góry. Nasze spojrzenia się
- 3:39:26skrzyżowały.
- 3:39:28Jej było zmęczone i nie wiem na ile
- 3:39:30świadome. Nie mogę ryzykować, Linci.
- 3:39:34Powiedziałem półgłosem. Zasługiwała na
- 3:39:37spokój, ale żebym mógł stąd wyjść i
- 3:39:39zadbać o swoje bezpieczne zniknięcie,
- 3:39:41musiałem zrobić jeszcze jedną rzecz.
- 3:39:45Po tym zaśniesz na około trzy godziny. Z
- 3:39:47kieszeni bluzy wyjąłem strzykawkę od
- 3:39:49Juda. Machnąłem nią przed jej twarzą,
- 3:39:52chcąc zachować się w porządku chociaż
- 3:39:54raz.
- 3:39:55grać w otwarte karty. Obudzisz się rano,
- 3:39:58mnie już nie będzie. Powieki Lisi
- 3:40:01rozszerzyły się gwałtownie. Oderwała
- 3:40:03policzek od poduszki, próbując się
- 3:40:05bronić, ale byłem o wiele silniejszy.
- 3:40:07Podwinąłem rękaw czarnej bluzy. Siłą
- 3:40:10przyszliłem dziewczynę do materaca i
- 3:40:12zanim zdążyła krzyknąć, wbiłem igłę w
- 3:40:15jej jasną skórę. słodkich snów Lisy.
- 3:40:18Głęboka szarość jej tęczówek zniknęła za
- 3:40:20bladymi, poprzecinanymi drobnymi
- 3:40:22żyłkami, powiekami.
- 3:40:25Jej mięśnie odczuwalnie się rozluźniły.
- 3:40:27Buzia wygładziła, usta się rozchyliły.
- 3:40:30Na uśmiech nie potrafiłbym się teraz
- 3:40:32zdobyć, nawet ten najbardziej blady, ale
- 3:40:34gdy tak ją obserwowałem, cień ulgi
- 3:40:37musnął moją twarz. Założyłem jej nawet
- 3:40:40kosmyk włosów za ucho. Opiekuńczy gest
- 3:40:43jeden z ostatnich, jakie wykonałem wobec
- 3:40:45niej. Na koniec podszedłem jeszcze do
- 3:40:47srebrnych zasłon. Odsunąłem je po cichu,
- 3:40:50żeby pierwszą rzeczą, którą Ly zobaczy
- 3:40:52rano, gdy się obudzi, było okno.
- 3:41:01Niedźwiedzie,
- 3:41:03Eliasa darzyłam sympatią, Kornela
- 3:41:06nienawidziłam.
- 3:41:08Elias dawał mi ciepło.
- 3:41:11Kornel mroził mi krew w żyłach. Elias
- 3:41:14otaczał mnie silnymi ramionami,
- 3:41:15delikatnie i wspierająco.
- 3:41:18Kornel krępował moje ruchy. Elias
- 3:41:20pomagał mi wstać i pozwalał oprzeć
- 3:41:22policzek o swoje udo albo o twardą
- 3:41:25klatkę piersiową.
- 3:41:27Kornel zamachiwał się na mnie pasem.
- 3:41:31Kornel mnie porwał. Elias mnie ratował.
- 3:41:35Drzwi od samochodu trzasnęły cicho.
- 3:41:38Obolała, nieruchoma, wpatrzona
- 3:41:40beznamiętnie w sufit, szepnęłam słabo w
- 3:41:42pustą przestrzeń.
- 3:41:45Wolę niedźwiedzie od ciebie.
- 3:41:51Rozdział dziewiąty.
- 3:41:54Słuchawka na kablu sprężynowym.
- 3:41:57Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam po
- 3:41:59obudzeniu była biel. Moje stopy dotknęły
- 3:42:02miękkiej wykładziny, swędziały,
- 3:42:04dyskomfort do przeżycia. Zachęcona
- 3:42:07dźwignęłam się z łóżka na nogi. To już
- 3:42:10nie poszło tak dobrze. Zachwiałam się i
- 3:42:13musiałam przytrzymać materaca.
- 3:42:15Zaciskałam powieki i zęby, a z ust
- 3:42:17wymsknął mi się syk bólu. Najbardziej
- 3:42:20dokuczały żebro i łopatka. Na dokładkę
- 3:42:23strzykały mi kości. Zdeterminowana, by
- 3:42:26dostać się do okna, szłam przez pokój po
- 3:42:28drodze, podtrzymując się mebli.
- 3:42:31Materac, potem biurko, mruczałam kolejno
- 3:42:34zachrypniętym głosem, na nim lampka do
- 3:42:36pracy, telefon.
- 3:42:39Następnie szarpałam już za zasłony. W
- 3:42:41dotyku ciężkie z jakiegoś sztucznego,
- 3:42:43gładkiego materiału. Nos prawie
- 3:42:45wcisnęłam w szybę. Światło. Zmrużyłam
- 3:42:49powieki, niezdolna oderwać wzroku, mimo
- 3:42:52że raziło. Odchrząknęłam. Słońce
- 3:42:55wschodzi.
- 3:42:57Niebo jest białe. Kawałek drzewa, śnieg,
- 3:43:01jakiś budynek. Wymieniałam, odetchnęłam.
- 3:43:05Mówienie na głos tego, co widzę,
- 3:43:07pomagało mi uwierzyć, że nie śnie.
- 3:43:10Obrzuciłam pokój spojrzeniem, tym razem
- 3:43:12trzeźwiejszym, jakby blade zimowe słońce
- 3:43:15naładowało mi baterie. Znowu
- 3:43:17odchrząknęłam bardziej zdecydowanie.
- 3:43:20Biurko zaczęłam twardo już bez chrypy.
- 3:43:24Notatnik. Naostrzony ołówek, lampka
- 3:43:26nocna, kratka wentylacyjna. Dwie
- 3:43:29plastikowe butelki gratisowej wody
- 3:43:32gazowanej i niegazowanej.
- 3:43:35Kubki, kubeczki, saszety herbaty,
- 3:43:38miętowa i zielona, kapsułki, szafa, te
- 3:43:42haki, znaczy haczyki na kurtkę na
- 3:43:45przykład. Tyle, że ja nie mam kurtki,
- 3:43:48nic nie mam. Mamrotałam, jakaś karteczka
- 3:43:51przy łóżku.
- 3:43:52Zamilkłam na chwilę, przestraszona, że
- 3:43:54to liścik, ale nie wiadomość od hotelu o
- 3:43:57możliwości wymiany poduszki na taką z
- 3:43:59gęsim piórem. Nie, dziękuję. Przesuwałam
- 3:44:03dłonią po blacie biurka coraz
- 3:44:04swobodniej, potem wzdłuż ściany i szafy.
- 3:44:08W środku żelazko i łyżka do butów. W
- 3:44:10łazience prysznic z wanną, to tu
- 3:44:14urwałam, bo mój wzrok napotkał duże
- 3:44:16lustro, w którym zobaczyłam swoją jasną
- 3:44:19twarz przeciętą blednącą pręgą.
- 3:44:22Wzięłam krótki, gwałtowny wdech.
- 3:44:24Przyłożyłam do niej palce, brudne,
- 3:44:27szorstkie od starego zaschniętego na
- 3:44:29nich kleju. Za przydługimi paznokciami
- 3:44:32czarny brud. Różowa szrama ciągnąca się
- 3:44:35od skroni przez policzek nie wyglądała
- 3:44:37na ranę, która ma się zabliźnić.
- 3:44:40To raczej ślad po uderzeniu, taki, który
- 3:44:43kilka razy zmieni kolor i zniknie. Taką
- 3:44:46miałam przynajmniej nadzieję. Och,
- 3:44:48wemsknęło mi się, gdy w lustrze
- 3:44:50zobaczyłam coś, co zszokowało mnie
- 3:44:52jeszcze bardziej niż podkrążone oczy,
- 3:44:54pękające usta czy skołtonione włosy. Czy
- 3:44:58to stalowa obrączka? Z sapnięciem
- 3:45:01opuściłam dłoń, żeby jej się przyjrzeć.
- 3:45:04Nie pamiętałam, bym wciskała ją sobie na
- 3:45:06kciuk, a mimo to go zdobiła. Szara i
- 3:45:10surowa,
- 3:45:11klasyczna, a jednak dostojna.
- 3:45:13Spróbowałam ją zsunąć, ale się
- 3:45:15zaklinowała, więc pociągnęłam mocniej, a
- 3:45:18wtem ciche trzaśnięcie. Pwałam głowę,
- 3:45:22czujnie nadstawiając ucha. Ktoś zamknął
- 3:45:24drzwi do pokoju innego niż mój.
- 3:45:27Rozbrzmiały przytłumione przez ściany
- 3:45:29śmiechy dzieci i spokojne tłumaczenia,
- 3:45:31zapewne ich mamy. Usta mi się
- 3:45:34rozchyliły, a serce zabiło szybciej. To
- 3:45:36były najbardziej przyziemne odgłosy,
- 3:45:38jakie usłyszałam od dłuższego czasu.
- 3:45:41Jeśli się zgubisz, Ly, albo stanie ci
- 3:45:43się coś złego, nie będziesz miała
- 3:45:45telefonu, a wokół nie znajdziesz nikogo
- 3:45:47z bliskich, najlepiej podejdź po pomoc
- 3:45:49do kobiety z dzieckiem. Powiedziała mi
- 3:45:52kiedyś mama, gdy siedziałyśmy w salonie.
- 3:45:55Ona za mną zaplatała mi warkocz. Wujek
- 3:45:58Dylan też tam był i głośno zaakcentował
- 3:46:00swoją obecność prychnięciem pełnym
- 3:46:02dezaprobaty. Słaba rada stwierdził od
- 3:46:05razu, chętnie przyjmując rolę eksperta.
- 3:46:08Słaba w Moja mama przymknęła usta
- 3:46:11z nieskrywaną irytacją. Niechcący
- 3:46:13pociągnęła mnie mocniej za włosy. Zawsze
- 3:46:16się wkurzała, gdy próbowała wychowywać
- 3:46:18dzieci, a wujowie wtrącali swoje
- 3:46:20mądrości. Tym razem do rozmowy włączył
- 3:46:23się też wujek Shan. Przytakiwał bratu z
- 3:46:25uniesionymi brwiami, jakby ten właśnie
- 3:46:27wygłosił znaną wszystkim oczywistość.
- 3:46:30Potwierdzam.
- 3:46:31Jakieś argumenty? Zapytała mama przez
- 3:46:34zaciśnięte zęby. Nikomu nie można ufać.
- 3:46:37Odparł mrukliwie Dylan. Jasne, że nie.
- 3:46:40Mama wtedy przewróciła oczami, ale
- 3:46:42chodzi o to, że jeśli już ma prosić o
- 3:46:44pomoc, to wciąż najbezpieczniej jest
- 3:46:47zaczepić kobietę z wózkiem.
- 3:46:49Wózek może być pusty, a kobieta tylko
- 3:46:51czekać, aż Ly Jakie jest
- 3:46:54prawdopodobieństwo,
- 3:46:55przerwała mu mama, że Ly trafi akurat na
- 3:46:58oszustkę. Wujkowie wtedy popatrzyli
- 3:47:01najpierw na mamę, potem na mnie siedzącą
- 3:47:03dla odmiany cicho, a na koniec na
- 3:47:05siebie, po czym wybuchli protekcjonalnym
- 3:47:08śmiechem. Ać! Syknęłam.
- 3:47:11Mama wyplątała palce z moich włosów,
- 3:47:14żeby nie sprawiać mi więcej bólu, gdy
- 3:47:16mimowolnie mocno je podkurczała.
- 3:47:20Bardzo duże, Ania. Wydusił
- 3:47:22wreszcie Dylan. Kręcił głową jak mędrzec
- 3:47:25mający przed sobą ucznia, przed którym
- 3:47:28jeszcze dużo pracy.
- 3:47:30Co zatem radzicie jej zrobić w sytuacji,
- 3:47:32gdy jest sama i nie ma się do kogo
- 3:47:34zwrócić? Mama skrzyżowała ręce na
- 3:47:36piersi. Ma usiąść i zacząć płakać.
- 3:47:40Wujek Dylan spoważniał, uniósł
- 3:47:42umięśnione ramię, palcem wskazującym
- 3:47:44dziabnął powietrze w moim kierunku i
- 3:47:46odpowiedział: "Ja ci powiem, co."
- 3:47:49"Powinna mieć ochroniarza. Wtedy nie
- 3:47:51będzie sytuacji, w której jest sama".
- 3:47:53Opuścił dłoń, odchylił się i mrugnął.
- 3:47:56Wielce z siebie zadowolony. Szachmat.
- 3:48:00No nie ma co. Dzięki wujku Dylanie.
- 3:48:02Pomyślałam teraz z przekąsem. Zanim
- 3:48:05odważyłam się wyściubić nos z pokoju na
- 3:48:07korytarz, zdążył opustoszeć. Na
- 3:48:10maleńkiej konsolce przy drzwiach leżały
- 3:48:12dwie karty hotelowe. Drzwi otworzyły się
- 3:48:14bez oporu. Za nimi żywej duszy. Ani
- 3:48:18ochroniarza, Gino. Na samo wspomnienie
- 3:48:21przeszedł mnie dreszcz. Ani mężczyzny z
- 3:48:23laską. Och, na to przeszedł mnie jeszcze
- 3:48:25większy.
- 3:48:27Rozejrzałam się po długim, wąskim holu.
- 3:48:30Wykładzina w arabeski o ognistych
- 3:48:32barwach. Jaka brzydka. Szepnęłam. Czubek
- 3:48:35dużego palca u stopy w czarnej skarpetce
- 3:48:38stykał się ze złotą listwą progu. Nie
- 3:48:40wysunęłam się ani o milimetr dalej. Nie
- 3:48:43miałam odwagi wyjść. Wolność wydawała
- 3:48:46się zbyt niemożliwa. To nie mogło być
- 3:48:48takie proste. Zjeżdżam windą do lobby i
- 3:48:51wychodzę na dwór. Podejrzewałam pułapkę.
- 3:48:55Schowałam się z powrotem do pokoju.
- 3:48:57Drzwi zamknęłam na dodatkową zasówkę.
- 3:49:00Przechadzając się, przygryzałam skórkę
- 3:49:02przy paznokciu. Drugą dłonią trzymałam
- 3:49:05się za żebro. Rana uwierała, szczypała.
- 3:49:08Powinnam zmienić opatrunek, użyć
- 3:49:10jakiejś, nie wiem, maści.
- 3:49:13Przysiadłam na łóżku, ciężko wzdychając.
- 3:49:16biała pościel, pod którą spałam, teraz
- 3:49:18marszczyła się w skotłowanych fałdach.
- 3:49:21Gładząc ją, próbowałam sobie
- 3:49:22przypomnieć, co się wydarzyło.
- 3:49:25Elias, Kornel. Wytrzeszczyłam oczy. No
- 3:49:29tak, to on mnie tu wczoraj przywiózł. To
- 3:49:32oznaczało, że jeszcze nie mogę poczuć
- 3:49:33się bezpiecznie. Mógłby wrócić.
- 3:49:36Główkowałam tylko chwilę dłużej.
- 3:49:39Rozwiązanie było banalnie proste.
- 3:49:41Stanęłam przy hotelowym telefonie.
- 3:49:43Słuchawkę przycisnęłam do ucha. Sygnał
- 3:49:45był aktywny. Palcem ledwo trafiałam w
- 3:49:48klawisze. Tak bardzo telepałam się ze
- 3:49:50stresu. Odebrał od razu. Później ktoś mi
- 3:49:53powiedział, że nie rozstał się z komórką
- 3:49:55ani na moment od chwili mojego porwania.
- 3:49:59Tak. Głęboki głos. Z natury spokojny i
- 3:50:03chłodny, teraz napięty, szorstki z jakąś
- 3:50:05mroczną nutą, niósł ostrzeżenie. Coś w
- 3:50:08stylu: "Uważaj, co mi teraz powiesz, bo
- 3:50:11masz jedną szansę, bym cię wysłuchał".
- 3:50:14Jednocześnie granica między groźbą a
- 3:50:16strachem była tam pod powierzchnią,
- 3:50:18zaskakująco cienka. Wyczułam tę drugą
- 3:50:21emocję tylko dlatego, że znęłam tego
- 3:50:23człowieka doskonale, całe życie. Moje
- 3:50:26gardło zaklinowała gula. Z trudem ją
- 3:50:28przełknęłam. Dlatego pierwsze słowo
- 3:50:30wyszło z lekkim opóźnieniem.
- 3:50:33Tata mój szept był zduszony, miękki jak
- 3:50:37poduszka z gęsim pierzem, jak moja
- 3:50:39skóra, która czerwieniała od każdego
- 3:50:41dotyku drewnianej laski. Cisza trwała
- 3:50:44krótko.
- 3:50:45Linsy
- 3:50:47łagodność w głosie Winenta Moneta zwykle
- 3:50:50nie istniała, ale tym razem usłyszałam
- 3:50:52ją bez wątpliwości.
- 3:50:54Trwała ułamek sekundy, a potem weszła
- 3:50:56maksymalna koncentracja.
- 3:50:59Gdzie jesteś? Światło dnia znów mnie
- 3:51:01oślepiło, gdy spojrzałam w okno. Po
- 3:51:04widoku nie potrafiłam określić
- 3:51:06miejscowości, więc odpowiedziałam
- 3:51:08ogólnikowo. Chyba w hotelu.
- 3:51:11Mów dziecko. Zachęcił mnie ostro, naco.
- 3:51:14Mów szybko, jak najwięcej.
- 3:51:16Bał się, że coś nas rozłączy. Obudziłam
- 3:51:19się w hotelu. Taki chyba klasyczny
- 3:51:21pokój, nie wiem. Okno jest. okno. Widzę
- 3:51:24przez nie dwór, ale nic
- 3:51:26charakterystycznego. Jakieś drzewo,
- 3:51:28pada, śnieg, ale tylko trochę. Palce
- 3:51:30taty stukały o klawiaturę. Siedział przy
- 3:51:33komputerze i wszystko zapisywał. Czy
- 3:51:35jesteś tam sama? Rozejrzałam się dla
- 3:51:38pewności. Tak mi się wydaje. W pokoju
- 3:51:41nikogo nie ma. Czy jesteś ranna?
- 3:51:44Zawachałam się. Nie, nie jakoś poważnie.
- 3:51:48W każdym razie czy wychodziłaś poza
- 3:51:50pokój na korytarz?
- 3:51:53Każde kolejne pytanie brzmiało w moich
- 3:51:55uszach obco. Odbijało się echem. To było
- 3:51:58niemożliwe, że naprawdę z nim rozmawiam.
- 3:52:00W kącikach oczu zbierały mi się łzy
- 3:52:02paniki. Bałam się, że to sen, że zaraz
- 3:52:05obudzę się w piwnicy na płaskim
- 3:52:07materacu, przykryta lichą kołdrą, a obok
- 3:52:09będzie stał talerz z kanapką z masłem
- 3:52:11orzechowym.
- 3:52:13Tylko wyjrzałam. Pusto. Natychmiast
- 3:52:17zablokuj drzwi. Co pamiętasz jako
- 3:52:19ostatnie?
- 3:52:22Zacisnęłam powieki, by zmusić mózg do
- 3:52:24pracy. Elias, ten chłopak, który Elias
- 3:52:28pomógł mi uciec. Pamiętam samochód.
- 3:52:31Dodałam odsuwając się od biurka i
- 3:52:33upewniając się, że drzwi są zamknięte.
- 3:52:36Powstrzymał mnie niczym smycz, sprężysty
- 3:52:40kabel. Zatrzymałam się natychmiast,
- 3:52:43przerażona, że przerwę połączenie. Nie
- 3:52:45zerwało się, ale ostrożnie wróciłam do
- 3:52:47telefonu. Gdzie obecnie się znajduje?
- 3:52:50Nie wiem. Zniknął. Masz kartę do pokoju?
- 3:52:53Aha, potarłam skroń szukając jej
- 3:52:56wzrokiem. Gdzieś tu była, gdzieś była.
- 3:52:59Nie doszłabym do niej przyczepiona do
- 3:53:01słuchawki, ale zapamiętałam, że leżała
- 3:53:03obok drzwi. Tak, jedną czy dwie? Dwie.
- 3:53:07Dwie. [odchrząknięcie]
- 3:53:09Czy zablokowałaś drzwi jak kazałem?
- 3:53:12Spojrzałam w ich stronę
- 3:53:13zdekoncentrowana. Żebro znów zapiekło.
- 3:53:16Za dużo chodziłam, za mało leżałam.
- 3:53:19Przyłożyłam dłoń do bluzki. Lindy, czy
- 3:53:22zablokowałaś drzwi? Tata powtórzył
- 3:53:25artykułując wyraźnie, żeby przebić się
- 3:53:27przez mój chaos. Tak, tak, na zasówkę.
- 3:53:29Tak. Odpowiedziałam kiwając głową. Podaj
- 3:53:32nazwę hotelu.
- 3:53:34Zakręciłam się w kółko, a kabel owinął
- 3:53:37mi się wokół tułowia. Spójrz na kartę
- 3:53:40podpowiedział chłodno. Ton miał
- 3:53:42przywódczy, dominujący, ale podszyty
- 3:53:45wyrozumiałością. Na ulgę było za
- 3:53:47wcześnie.
- 3:53:48Jest też na notesie. Zawołałam, bo
- 3:53:51akurat leżał pod ręką. Zmrużyłam
- 3:53:53powieki, bo błękitne literki trochę
- 3:53:55zlewały się z białym tłem.
- 3:53:59De Lepelon.
- 3:54:01De Lepelon.
- 3:54:04Klikanie jego klawiatury zabrzmiało w
- 3:54:06słuchawce wyjątkowo głośno. Na pewno
- 3:54:08jesteś sama? Kolejne formalne pytanie.
- 3:54:11Czułam się jakbym rozmawiała z
- 3:54:13policjantem, nie z własnym ojcem. Ale
- 3:54:15może tak było lepiej. Mniej miejsca na
- 3:54:17łzy. Więcej na działanie. Tak. Czy
- 3:54:20sprawdziłaś przestrzeń pod łóżkiem, w
- 3:54:22szafie, w łazience?
- 3:54:25Łóżko sięga podłogi. Resztę sprawdziłam.
- 3:54:27Jestem sama.
- 3:54:29Pod żadnym pozorem nie otwieraj nikomu
- 3:54:31drzwi. Instrukcja była zimna jak lód,
- 3:54:34ale chwyciłam się jej kurczowo jak
- 3:54:36słuchawki. Pod żadnym Lindsy.
- 3:54:39Przygryzłam wargę. Mam nie uciekać. Nie,
- 3:54:42zostań w pokoju. Nie wychylaj się. Zasuń
- 3:54:45zasłony. Ale łzy napływały mi do oczu.
- 3:54:49Nie rozłączysz się? Nie. Obiecał twardo,
- 3:54:52bez emocji. I chyba dobrze. Łatwiej było
- 3:54:55wierzyć w jego wszechmoc, ufać, że mnie
- 3:54:57stąd wyciągnie. Wiincent Monet zawsze
- 3:55:00zaczynał od bezpieczeństwa. Wtedy stawał
- 3:55:02się szorstki i rzeczowy. Czułość
- 3:55:05zostawiał na później.
- 3:55:07Tata! Pisnęłam ściskając słuchawkę
- 3:55:09oburącz. Coraz bardziej opadałam z sił.
- 3:55:13Słyszysz mnie, Lindsy? Jego ostre
- 3:55:16warknięcie przywróciło mnie do
- 3:55:17rzeczywistości.
- 3:55:19Skup się, dziecko. Podejdź do okna i
- 3:55:21zasłoń zasłony. Słyszysz? Pokiwałam
- 3:55:25głową zażenowana swoim rozkojarzeniem.
- 3:55:28Telefon się przesunął. Znowu pociągnęłam
- 3:55:30przewód. Czemu do diabła ta słuchawka
- 3:55:33jest na kablu? Muzealny eksponat. Bałam
- 3:55:36się, że nas rozłączyło. Tatuś! Zawołałam
- 3:55:40spanikowana. Cisza trwała sekundę.
- 3:55:43Odpowiedział uspokajająco. Jestem z
- 3:55:45tobą, Ly. Łzy napłynęły mi do oczu.
- 3:55:48Kabel nie sięga do okna. Zaszluchałam.
- 3:55:51Zatem odłóż słuchawkę na biurko, zasłoń
- 3:55:54okna i wróć. Polecił.
- 3:55:56Już
- 3:55:58wahałam się. Rozumiesz o co cię proszę,
- 3:56:01Linsy? Ton ojca był bezlitosny. Ja tylko
- 3:56:04w tej chwili wykonaj moje polecenie.
- 3:56:07Wielkimi oczami wpatrywałam się w jasne
- 3:56:09okno. Poczekasz?
- 3:56:12Nigdy tak otwarcie nie demonstrowałam
- 3:56:14takiego lęku separacyjnego. Nawet przez
- 3:56:16słuchawkę czułam zdumienie taty i
- 3:56:18niepokój, bo to nie było normalne.
- 3:56:22Nigdzie się nie ruszam, Lindsy. Odparł
- 3:56:24cicho. Delikatnie odłożyłam słuchawkę,
- 3:56:26zasunęłam zasłony, starannie łącząc
- 3:56:29materiał i natychmiast wróciłam. Jesteś?
- 3:56:31Zapytałam z przejęciem. Jestem. Czy
- 3:56:34zdołałaś zasłonić okna?
- 3:56:36Tak. A głos uwiązł mi w gardle. Kabel
- 3:56:39owijał mi się na palcu. Ty już tutaj
- 3:56:42jedziesz, prawda?
- 3:56:44Orion Slone jest już w drodze.
- 3:56:46Zmarszczyłam brwi. Dlaczego nie ty?
- 3:56:49Orion jest najbliżej. Zabierze cię do
- 3:56:51domu. Samo słowo dom sprawiło, że na
- 3:56:54nowo zalałam się łzami. Ty jesteś w
- 3:56:57domu? Jestem. Ly. Chwilę napiętej ciszy.
- 3:57:01Będę cię prosił, żebyś zrobiła dla mnie
- 3:57:03jeszcze jedną rzecz. Dobrze. Zwracał się
- 3:57:06do mnie ostrożnie, chyba coraz bardziej
- 3:57:08świadomy, w jakim jestem stanie.
- 3:57:10Potrzebuję informacji o numerze twojego
- 3:57:13pokoju.
- 3:57:14Zrzedła mi mina. To oznaczało kolejną
- 3:57:17rozłąkę ze słuchawką. Sprawdź na karcie.
- 3:57:20Instruował mnie. Pod żadnym pozorem nie
- 3:57:22wychodź na korytarz. Znów odłożyłam
- 3:57:25słuchawkę i podeszłam do kartonowego
- 3:57:27portfelika, w któryły niedbale
- 3:57:29wciśnięte. 506. Zameldowałam.
- 3:57:33Orion Slone zapuka cztery razy. Daję ci
- 3:57:36pozwolenie, byś otworzyła tylko jemu.
- 3:57:38Czy to jest jasne?
- 3:57:40Jasne. Ile razy Orion Slone zapuka do
- 3:57:44twoich drzwi?
- 3:57:45Zamarłam. Przestałam okręcać kabel o
- 3:57:48palec.
- 3:57:50Lindsey, masz się skupić. Ton ojca
- 3:57:52zrobił się ostrzejszy.
- 3:57:55Ile razy Orion zapuka do drzwi?
- 3:57:57Milczałam. Oprócz rany na żebrach
- 3:58:00zaczynałam też odczuwać nieprzyjemne
- 3:58:01pulsowanie w głowie.
- 3:58:04Ctery Lincy odpowiedział wreszcie za
- 3:58:06mnie z westchnieniem. Powtórz proszę.
- 3:58:09Cztery razy zapuka Orion Slone. Odparłam
- 3:58:12prędko potakując niczym najpilniejsza
- 3:58:14uczennica. Cztery razy zapuka. Z nikim
- 3:58:17innym nie rozmawiaj. Nie wpuszczaj
- 3:58:19nikogo. Rozumiesz? Cztery razy. Linc
- 3:58:23tata urwał. Ponownie westchnął. Zapewne
- 3:58:27potarł powieki, odetchnął i spróbował
- 3:58:29znowu. Najlepiej będzie Lindi, jeśli się
- 3:58:31położysz i odpoczniesz. Z pewnością
- 3:58:34znajduje się tam łóżko. Zgadza się. Nie
- 3:58:37sięgnie. Wymamrotałam. Słucham. Oto
- 3:58:41Vincent Monet na wyżynach swojej
- 3:58:42cierpliwości. Tolerował moje
- 3:58:44roztargnienie tylko dlatego, że no cóż,
- 3:58:47porwano mnie. To dość wyjątkowa
- 3:58:49sytuacja. Telefon nie sięga łóżka.
- 3:58:52Wyszeptałam.
- 3:58:54Tata zamilkł na moment.
- 3:58:56Chyba uznał, że jest ze mną jeszcze
- 3:58:58gorzej niż zakładał. Westchnął. Odłóż
- 3:59:01słuchawkę na bok. Doradził powoli. Nie
- 3:59:03rozłączymy się. Będę przy tobie czuwał.
- 3:59:07Nie zaprotestowałam zgorszona, że coś
- 3:59:09takiego w ogóle proponuję. Nie będę cię
- 3:59:11słyszała.
- 3:59:13Znowu milczenie.
- 3:59:15W porządku, Lindsey. Spokojnie, jestem
- 3:59:17tu. Postaraj się wziąć głęboki wdech.
- 3:59:19Czy na pewno nic ci nie dolega?
- 3:59:21Zaprzeczyłam półgłosem. Czy uderzyłaś
- 3:59:24się w głowę?
- 3:59:26Nie,
- 3:59:28nie licząc ciosu laską, po którym nadal
- 3:59:30miałam ślad na buzi, choć technicznie to
- 3:59:32nie było uderzenie się w głowę, a raczej
- 3:59:34uderzenie w głowę przez kogoś. Ta, tata
- 3:59:38nie przepadał za takim kręceniem, ale
- 3:59:40wolałam tłumaczyć się przed nim później.
- 3:59:43Rozmawiaj ze mną, Lindsy. Wycedził.
- 3:59:45Nierozzłoszczony, raczej zestresowany.
- 3:59:49Rozmawiam. Jestem. Wymamrotałam.
- 3:59:52Zadałem ci pytanie, czy siedzisz?
- 3:59:55Musiałam spojrzeć w dół, by sobie
- 3:59:56przypomnieć. Stałam na wykładzinie. Była
- 3:59:59miękka jak trawa, ale w kolorze błota.
- 4:00:02Stoję.
- 4:00:03To usiądź. Posłusznie osunęłam się w
- 4:00:06fotel. Ze słuchawką twardo przyspawaną
- 4:00:08do jednego ucha, drugie przytknęłam do
- 4:00:10oparcia. Podkurczyłam nogi, krzywiąc się
- 4:00:13bezgłośnie. Zakręciło mi się w głowie.
- 4:00:16Kolano strzyknęło, ale słuchawki nie
- 4:00:18puściłam ani na sekundę.
- 4:00:21Jeny sprawnej fizycznie Lis przeżłości
- 4:00:23to by była żenada.
- 4:00:25Orion zaraz będzie. Informował mnie
- 4:00:27chłodno. Powiedziałeś mu gdzie jestem?
- 4:00:30Zapytałam sennie, bo przecież ani razu
- 4:00:32się ze mną nie rozłączył.
- 4:00:35Nawet nie dałam mu na to szansy.
- 4:00:37Pozostaję z nim w stałym kontakcie.
- 4:00:40Zgrabnie przeszedł do sprawy, która w
- 4:00:41tej chwili liczyła się dla niego
- 4:00:43najbardziej. Lindy, musisz się skupić i
- 4:00:46przekazać mi jak najwięcej szczegółów,
- 4:00:48które pamiętasz. Jak najwięcej.
- 4:00:51Zmarszczyłam brwi, wciskając kroń
- 4:00:53mocniej w twarde oparcie, jakby to miało
- 4:00:55pobudzić mój mózg do pracy.
- 4:00:58Nie wiem od czego zacząć. To nieistotne.
- 4:01:01Wykorzystam każdą informację, jaką
- 4:01:03zdołasz przywołać. Im szybciej je
- 4:01:05zbierzemy, tym lepiej dla naszego
- 4:01:06postępowania. Zrozumiałam po powadze
- 4:01:09jego tonu, jak bardzo mu na tym zależy,
- 4:01:11więc zaczęłam mrukliwie rzucać hasła.
- 4:01:14Mężczyzna z laską, piwnica, kanapka z
- 4:01:17masłem orzechowym, zasłony,
- 4:01:19anestezjolog.
- 4:01:21Anestezjolog. Powtórzył grobowo. Lekarz.
- 4:01:25Oczywiście wiedział, kim jest
- 4:01:26anestezjolog, ale nie przerwał. słuchał,
- 4:01:29gdy opowiadałam o torbie lekarskiej,
- 4:01:31jasnych oczach, błękitnej koszuli i
- 4:01:33jeepie, w którym pierwszy raz zobaczyłam
- 4:01:35doktora Juda. Sunęłam po splątanej nitce
- 4:01:38wspomnień, coraz bliżej kłębka, na który
- 4:01:40czekał. Urwałam dopiero, gdy rozległo
- 4:01:43się pukanie do drzwi. Sapnęłam cicho,
- 4:01:46zaalarmowana. Tata! Szepnęłam do
- 4:01:49słuchawki cztery razy. Wtedy ojciec
- 4:01:52potwierdził rzeczowym tonem. Orion Slone
- 4:01:55stoi pod drzwiami pokoju 506.
- 4:02:02Rozdział 10. Zima.
- 4:02:06Nieufnie położyłam dłoń na drzwiach. Tak
- 4:02:09zapytałam drżącym głosem. Panienko Lincy
- 4:02:13to Orion Slone.
- 4:02:15Jego głos brzmiał donośniej niż samo
- 4:02:17pukanie, a co najważniejsze był mi
- 4:02:19znajomy. Niedawno ganił mnie za wejście
- 4:02:21na strzelnicę w zakazanym skrzydle
- 4:02:23rezydencji. Otworzyłam drzwi i po raz
- 4:02:26pierwszy od dawna zobaczyłam człowieka,
- 4:02:28który nie chce zrobić mi krzywdy.
- 4:02:31Uczucie tak kojące, że znów się
- 4:02:33rozpłakałam. Co warte podkreślenia,
- 4:02:35nigdy nie byłam szczególnie płaczliwa.
- 4:02:37Orion Slone, profesjonalista o surowej
- 4:02:40twarzy, zawsze wiedział jak się
- 4:02:42zachować. Inaczej tata nie mianowałby go
- 4:02:44szefem ochrony. Wszedł do środka
- 4:02:47stanowczo, lekko mnie szturchnął,
- 4:02:49równocześnie przytrzymując za ramię,
- 4:02:51żebym nie upadła i zamknął drzwi na
- 4:02:52zasówkę. Obrzucił pokój szybkim
- 4:02:55spojrzeniem. Następnie badawczo
- 4:02:56przyjrzał się mnie. Dzień dobry
- 4:02:59panienko. Brwi miał zmarszczone, usta
- 4:03:02napięte. Teraz jednak jego twarz nieco
- 4:03:04złagodniała i zagościł na niej słaby,
- 4:03:06wymuszony uśmiech. Widział, że
- 4:03:08dziewczyna, którą całe życie oglądał z
- 4:03:10idealnie uczesanymi włosami i z
- 4:03:12wplecioną w nie wstążką, wygląda jak
- 4:03:14nędzarka, a jej policzek przecina dziwna
- 4:03:17różowa pręga. Poza tym miałam na sobie
- 4:03:20męskie ubrania. Dotąd jedyne męskie
- 4:03:23rzeczy, jakie wkładałam, to były bluzy
- 4:03:25moich wujków, które mi oferowali, gdy
- 4:03:27marzłam. Kiedyś może jeszcze założyłam
- 4:03:30dresy Michaela. O co później mój młodszy
- 4:03:33brat pamiętnie się sprół. W bystrych
- 4:03:36oczach Oriona Slowuna zamigotało
- 4:03:38współczucie. Może złość, lecz
- 4:03:40natychmiast to ukrył. Brak emocji miał
- 4:03:43wpisany w kontrakt z Wincentem Monetem.
- 4:03:46Ja natomiast mogłam oddawać się uczuciom
- 4:03:48bez końca, więc poddawszy się impulsowi,
- 4:03:51przywarłam do boku naszego szefa
- 4:03:52ochrony. Jego garnitur pachniał
- 4:03:55świeżością. Materiał był przyjemnie
- 4:03:57chłodny i luźny, by nie krępować ruchów
- 4:03:59w razie jakiejś konfrontacji, ale
- 4:04:01uściski nie należały do jego
- 4:04:03ochroniarskich obowiązków, dlatego
- 4:04:05mięśnie Oriona w pierwszej chwili
- 4:04:06zesztywniały.
- 4:04:09"Już, mała, wszystko w porządku."
- 4:04:11Powiedział, gdy zdał sobie sprawę, że
- 4:04:13moczem łzami koszulę. Chyba poczuł się
- 4:04:15niezręcznie. Nigdy dotąd nie nazwał mnie
- 4:04:18małą.
- 4:04:19ostrożnie przerzucił mnie na drugi bok,
- 4:04:21tam gdzie zza paska nie wystawał
- 4:04:23pistolet, który wyczułam, lecz
- 4:04:25zignorowałam zbyt przejęta płaczem. Na
- 4:04:27moje uspokojenie poświęcił jakieś 15
- 4:04:30sekund.
- 4:04:31Gładził mnie sztywno po plecach,
- 4:04:33jednocześnie pisząc wiadomość w
- 4:04:35telefonie zapewne do taty. Wreszcie
- 4:04:37wsunął komórkę do kieszeni, a wolną
- 4:04:39dłonią objął tył mojej głowy i przytulił
- 4:04:41jak niemowle. Spokojnie, ze mną panienka
- 4:04:44nie zginie. Szepnął. Delikatnie, lecz
- 4:04:47stanowczo oderwał mnie od siebie i
- 4:04:49popatrzył w moją zapłakaną twarz z czymś
- 4:04:51na kształt krzepiącego uśmiechu. Dobra.
- 4:04:54Skinęłam niemrawo i otarłam łzy
- 4:04:57przydługim rękawem czarnej bluzy. Masz
- 4:05:00pana moneta na linii, prawda? Wskazał
- 4:05:02słuchawkę.
- 4:05:04Nie obchodziło mnie, że zwraca się do
- 4:05:05mnie jak do dzieciaka. Wręcz tego
- 4:05:07potrzebowałam.
- 4:05:09Oczy mi się rozszerzyły. Odwróciłam się
- 4:05:11gwałtownie i rzuciłam do telefonu. Tata
- 4:05:14pisnęłam. Policzek znów miałam mokry,
- 4:05:17ale nie wycierałam go, bo ściskałam
- 4:05:19słuchawkę obiema rękami, aż
- 4:05:21zatrzeszczała. Wszystko idzie zgodnie z
- 4:05:23planem, Lindsey. Powiedział.
- 4:05:25Odetchnęłam, gdy się odezwał. Czekał na
- 4:05:28mnie cierpliwie. Jeśli to możliwe,
- 4:05:30ścisnęłam słuchawkę jeszcze mocniej.
- 4:05:32Rozłączę się teraz. Nie zaprotestowałam.
- 4:05:35Panienko Monet wtrącił Orion stając
- 4:05:38obok. Najważniejsze, by szybko
- 4:05:40przetransportować cię do rodziny.
- 4:05:43Postukałam palcem w słuchawkę,
- 4:05:44pokazując, że mamy tu przecież tatę na
- 4:05:46łączu. Tak, panienko. Orion skinął
- 4:05:49cierpliwie. Też jestem w kontakcie z
- 4:05:51panem Monetem. Im szybciej wyjdziemy,
- 4:05:54tym prędzej wrócisz do domu. Orion ma
- 4:05:56rację. Potwierdził tata. Musicie opuścić
- 4:05:59hotel. Zmarszczyłam brwi. Głowa
- 4:06:02pulsowała mi bólem. Ale rozłączam się.
- 4:06:06Linc nie krzyknęłam, lecz usłyszałam już
- 4:06:08tylko ciągły sygnał. Gdybym miała tak
- 4:06:11dużo siły jak wujek Dylan, skruszyłabym
- 4:06:13tę cholerną słuchawkę w drobny mak.
- 4:06:16Panienko, proszę mi oddać. Proszę to
- 4:06:18puścić. Orion Slone próbował wyjąć mi ją
- 4:06:21z dłoni. Podważał palc, ale zaniechał,
- 4:06:24bo osunęłam się na wykładzinę jak łza po
- 4:06:26policzku. Panienko Monet. Świat falował.
- 4:06:31Jedyną realną rzeczą była słuchawka.
- 4:06:34Orion patrzył z góry. niepewny, co
- 4:06:36robić. Szkolono go do walki, nie do
- 4:06:39nińczenia rozstrojonej emocjonalnie
- 4:06:41nastoletniej córki szefa.
- 4:06:43Panienko Monet westchnął jeszcze raz,
- 4:06:46podejmując próbę dotarcia do mnie. Jeśli
- 4:06:48będę musiał panienkę wyprowadzić siłą,
- 4:06:50przyciągniemy zbyt dużą uwagę. Trzymałam
- 4:06:54słuchawkę przy piersi. Tata zniknął.
- 4:06:56Moje serce zamarło. Bladoróżowy ślad na
- 4:06:59policzku zaszczypał. żebro zapulsowało.
- 4:07:02Atak paniki. Slone rozpoznał to
- 4:07:05natychmiast. Kucnął i chłodną dużą
- 4:07:07dłonią dotknął mojego rozpalonego
- 4:07:09policzka. Panienko Lisi powiedział
- 4:07:12delikatnie. Musimy wstać. Ponownie
- 4:07:15sięgnął po słuchawkę i spróbował mi ją
- 4:07:17odebrać. Chciał ją odłożyć na bok i już
- 4:07:20mi jej nie oddać. A to był mój łącznik z
- 4:07:22tatą, z moją rodziną, od której już raz
- 4:07:25ktoś mnie zabrał. Nie! Zawołałam.
- 4:07:29Mój głos był słaby, ale na tyle
- 4:07:31piskliwy, że Slone odpuścił siłowanie
- 4:07:33się ze mną. A przecież gdyby chciał, z
- 4:07:35łatwością mógłby wyszarpnąć mi słuchawkę
- 4:07:37z rąk. Zamiast tego opuścił głowę i
- 4:07:40przez chwilę kalkulował, co tu do
- 4:07:42cholery robić. Och, już ja go
- 4:07:44poinstruuję. Pomyślałam. Dzwoń
- 4:07:47rozkazałam.
- 4:07:49W oczach błyszczały mi ogniki pasji.
- 4:07:51Dzwoń do taty. Ostatnie słowo
- 4:07:54przeciągnęłam żałośnie. Orion wyjął z
- 4:07:57kieszeni nóż. naprężył sprężynowy
- 4:07:59przewód i przeciął go jednym ruchem.
- 4:08:01Sygnał umilkł. Zszokowana przestała mu
- 4:08:04łukać.
- 4:08:06Orion wsunął mi dłonie pod pachy i
- 4:08:08podniósł jak dziecko. Postawiona na
- 4:08:10nogi, chwiałam się, wciąż ściskając
- 4:08:13słuchawkę ze smętnie zwisającym kablem.
- 4:08:16Orion przyłożył dłoń do mojej potylicy.
- 4:08:19Zmarszczył z troską czoło. Tak jest
- 4:08:21okej? Zapytał w pośpiechu. W porządku.
- 4:08:25Rozchyliłam usta, nie znajdując słów.
- 4:08:28Świetnie. Mruknął błyskając uśmiechem
- 4:08:30jak flashzem aparatu. Nie masz nic do
- 4:08:32zabrania, panienko? Jak w transie
- 4:08:35pokręciłam głową. Brak bagażu ułatwia
- 4:08:38misję. Puścił do mnie oko, próbując mnie
- 4:08:40rozweselić. Nie potrafiłam się
- 4:08:42uśmiechnąć. Patrzyłam na niego ciągle
- 4:08:45zaaferowana, zasmarkana.
- 4:08:47Działał za szybko, bym znalazła moment,
- 4:08:50żeby znowu się rozbeczeć. Kabel kołysał
- 4:08:53się przy mojej nodze, kiedy Orion
- 4:08:54pociągnął mnie za sobą. Gdy znaleźliśmy
- 4:08:57się na korytarzu, biegłam razem z nim.
- 4:09:00Rąbnęł w guzik gwindy tak mocno, jakby
- 4:09:02to mogło ją przyspieszyć.
- 4:09:05Nie idziemy schodami. Wyjaśnił. Szybciej
- 4:09:08będzie windą. Byłam mało kontaktowa. On
- 4:09:11zwykle również, ale teraz zachowywał się
- 4:09:13inaczej. Najpewniej dostał od taty
- 4:09:15instrukcję, by mnie zagadywać, sprawić,
- 4:09:18abym za dużo nie płakała i dać mi
- 4:09:20poczucie bezpieczeństwa. Stalowe drzwi
- 4:09:23się rozsunęły. Orion wepchnął mnie do
- 4:09:25windy, choć w pierwszej chwili się
- 4:09:27zawahał, bo w środku stała para młodych
- 4:09:29ludzi w zimowych płaszczach. Uśmiechnęli
- 4:09:32się do nas sympatycznie. Orion
- 4:09:34natychmiast mnie od nich odwrócił. Mimo
- 4:09:36to zdołali dostrzec moją twarz. Różowy
- 4:09:39ślad, opuchnięte oczy, ścieżki łez
- 4:09:42policzkach, do tego brak butów i
- 4:09:44słuchawkę z przeciętym kablem w dłoni.
- 4:09:47Rzadki widok. Kobieta rozchyliła usta i
- 4:09:50złapała się za serce, jakby podczas
- 4:09:52wizyty w galerii sztuki natknęła się na
- 4:09:54wyjątkowy obraz. Poruszył ją tak, że
- 4:09:57ścisnęła mocniej ramię męża, a on
- 4:09:59ściągnął brwi. Slone trzymał rękę na
- 4:10:03moich plecach. Opiekuńczy gest, łatwy do
- 4:10:06pomylenia z zaborczym. Jego dłoń ginęła
- 4:10:08w moich poplątanych blond włosach.
- 4:10:11Zapadła cisza. W obitej drewnobnymi
- 4:10:14panelami, w zbyt pomarańczowym odcieniu
- 4:10:16windzie, panowała atmosfera sztucznego
- 4:10:19spokoju. Jechaliśmy w dół, nikt nie
- 4:10:22wsiadał. Orion, jak mi się zdawało,
- 4:10:24wstrzymywał oddech, modląc się, by tak
- 4:10:26zostało.
- 4:10:28Ja czułam się jak we śnie, wśród
- 4:10:30paskudnych barw, fałszywego porządku
- 4:10:32ludzi w płaszczach. Pierwsza
- 4:10:35niewytrzymała kobieta zasłoniła usta
- 4:10:37dłonią w zgniło-zielonej rękawiczce i
- 4:10:39zaczęła szeptać coś mężowi. Mężczyzna
- 4:10:42dyskretnie potaknął i odchrząknął
- 4:10:44znacząco. Orion przymknął powieki. Jego
- 4:10:47dłoń na moich plecach robiła się coraz
- 4:10:49cięższa.
- 4:10:51Przepraszam.
- 4:10:53Slone zignorował mężczyznę, a ja
- 4:10:55spuściłam wzrok na słuchawkę z
- 4:10:56dynddającym kablem przyciśniętą do
- 4:10:59piersi. Nagle pomyślałam, że głupio
- 4:11:01zrobiłam, zabierając ją z pokoju.
- 4:11:03Dziewczynko, wszystko z tobą w porządku?
- 4:11:06Zapytała kobieta.
- 4:11:08Mysie starannie podkręcone włosy
- 4:11:10częściowo przykrywały gustownie
- 4:11:12przekrzywiony wełniany beret, raczej dla
- 4:11:14stylu niż dla ciepła. Wpatrywała się we
- 4:11:17mnie z przejęciem w dużych oczach.
- 4:11:19Niepewnie uniosłam podbródek, by
- 4:11:21spojrzeć na Slonea. Gest, który w oczach
- 4:11:23małżeństwa mógł wyglądać jak nieme
- 4:11:26pytanie o pozwolenie na odpowiedź. Może
- 4:11:29chciałabyś porozmawiać?
- 4:11:31Drążył mężczyzna. Jego ciemne brwi były
- 4:11:33nastroszone, a wzrok spod nich
- 4:11:35bombardował napięte plecy znacznie
- 4:11:37wyższego slona.
- 4:11:40Możemy odejść na stronę, jeśli chcesz
- 4:11:42dodała kobieta wyciągając dłoń w moim
- 4:11:44kierunku. Choć mnie nie dotknęła. Nic
- 4:11:47jej nie jest. Wycedził Slone przez
- 4:11:49zaciśnięte zęby. Nie do pana kieruję
- 4:11:52pytanie. Wszystko w porządku.
- 4:11:55Odpowiedziałam. Chrybka oblepiała mój
- 4:11:57głos, zdradzając, że to nie do końca
- 4:11:59prawda. Na pewno,
- 4:12:02na pewno. Warknął Orion. Ale pytamy ją,
- 4:12:06nie pana. Upierał się mężczyzna,
- 4:12:08prostując dłoń jak tarcza. Różnica
- 4:12:10wzrostu i postury działała jednak na
- 4:12:12jego niekorzyść.
- 4:12:14To mój ochroniarz. Oznajmiłam szybko, by
- 4:12:16uciąć nieporozumienie.
- 4:12:19Małżeństwo spojrzało na mnie ze
- 4:12:21zdumieniem i rezerwą.
- 4:12:23Zaniedbana dziewczyna, bossa ze
- 4:12:25słuchawką z przeciętym przewodem w
- 4:12:27hotelu średniej klasy, nie przypominała
- 4:12:29damy, która potrzebuje obstawy. Ich
- 4:12:32wahanie było ewidentne.
- 4:12:34Wysiadajcie! Syknął Slone, gdy winda
- 4:12:37stanęła, a drzwi rozsunęły się
- 4:12:38brzęczykiem prosto na lobby. Już!
- 4:12:42Fachowym ruchem wysunął broń i przytknął
- 4:12:44ją do tylnej części swojego uda, tak aby
- 4:12:46małżeństwo zobaczyło połysk srebra na
- 4:12:49tle czarnych spodni. Zamarli: "Dziękuję.
- 4:12:52Naprawdę wszystko w porządku?
- 4:12:54Wyszeptałam z bladym uśmiechem. Orion
- 4:12:57poruszył bronią niecierpliwie. Mężczyzna
- 4:12:59pospiesznie wyprowadził partnerkę, która
- 4:13:01wachlowała się dłonią w rękawiczce. Do
- 4:13:04windy próbowała wejść starsza pani w
- 4:13:06puchówce i kolorowym szalu. Jedziecie do
- 4:13:09góry w dół? Warknął Sloone. Może
- 4:13:12dlatego, że miała na nosie okulary ze
- 4:13:14szkłami grubości danek od słoików? Nie
- 4:13:17zauważyła, że wyglądam podejrzanie.
- 4:13:19Machnęła wesoło dłonią. A nie szkodzi.
- 4:13:21Przejadę się powiedziała, ale mina jej
- 4:13:24zzedła, gdy zniecierpliwiony Slone
- 4:13:26wyciągnął zza pleców broń, która
- 4:13:27zalśniła w żółto-pomarańczowym świetle.
- 4:13:31Nie musiał nic więcej dodawać. Kobieta
- 4:13:34zatrzymała się, rozchliła wąskie usta
- 4:13:36pociągnięte brokatową szminką w kolorze
- 4:13:38malin, wycofała się. Slone łupnął lufą
- 4:13:41pistoletu w przycisk. Drzwi natychmiast
- 4:13:44się zasunęły. Małżeństwo dopadło do
- 4:13:46recepcji. Starsza pani zaczęła krzyczeć.
- 4:13:49Po chwili wszystko ucichło. Stalowe
- 4:13:51wrota odcięły nas od lobby. Winda
- 4:13:54ruszyła w dół. Spojrzałam na Slonea z
- 4:13:56wyrzutem. To było niepotrzebne. Byłeś
- 4:14:00nieuprzejmy. Wsunął pistolet za pasek,
- 4:14:03lecz jego dłoń spoczęła na kolbie.
- 4:14:05Gotowa w każdej chwili wyjąć ją z
- 4:14:06powrotem. Jeśli wydostanie stąd
- 4:14:09panienki, wymaga bycia nieuprzejmym.
- 4:14:11Trudno.
- 4:14:12Na górze już pewnie podnoszą alarm.
- 4:14:15Zanim dotrze na dół, nas tu nie będzie.
- 4:14:18Szarość parkingu podziemnego koiła oczy
- 4:14:20po krzykliwych barwach hotelu. Slone
- 4:14:23prowadził mnie za łokieć. Panienka
- 4:14:25usiądzie z tyłu. Polecił otwierając
- 4:14:28drzwi czarnego wysokiego auta z
- 4:14:29przyciemnianymi szybami. Wdrapałam się
- 4:14:32do środka. Zabolało, gdy stopa w
- 4:14:34skarpetce odbiła się od metalowego
- 4:14:36stopnia. Slone chciał zamknąć drzwi, ale
- 4:14:40przytrzasnął kabel wiszący u słuchawki,
- 4:14:42którą ciągle trzymałam przy sobie, więc
- 4:14:45cofnął je i domknął jeszcze raz.
- 4:14:48Proszę zapiąć pasy. Odjechaliśmy.
- 4:14:51Slone jedną ręką kierował, drugą trzymał
- 4:14:54telefon. Panie Monet, panienka Lindsy
- 4:14:57jest ze mną w samochodzie. Jedziemy na
- 4:14:59lotnisko. Rzucił urządzenie na
- 4:15:02ładowarkę. Za oknami pruszył śnieg.
- 4:15:04Jezdnia robiła się śliska. Czeka na nas
- 4:15:07samolot powiedział ochroniarz zerkając
- 4:15:09we wsteczne lusterko. Tam będzie
- 4:15:11bezpieczniej. Podniosłam wzrok z
- 4:15:14nadzieją.
- 4:15:15Tata tam będzie.
- 4:15:17będzie czekał, gdy wylądujemy.
- 4:15:20Zawiedziona wtuliłam się w siedzenie.
- 4:15:22Skórzana tapicerka zatrzeszczała.
- 4:15:24Wszystko w porządku, panienko Linsei?
- 4:15:27Spytał łagodniej Orion, gdy znaleźliśmy
- 4:15:29się już na drodze szybkiego ruchu.
- 4:15:31Zerkał w lusterka. Jedyna oznaka, że się
- 4:15:33denerwował.
- 4:15:35Chciałam odparować, że po porwaniu
- 4:15:37trudno o spokój, ale wymamrotałam tylko:
- 4:15:40"Chcę do taty." Na prywatnym lotnisku
- 4:15:43samolot już czekał. Pojedynczy pas
- 4:15:45startowy, metalowe hangary, pensylwańska
- 4:15:48zima wokół. Nie wychodź sama. Zastrzegł
- 4:15:51Slone. Obszedł auto, otworzył drzwi i
- 4:15:54nawet rozpiął mi pas. Zacisnęłam zęby,
- 4:15:56gdy zahaczył o opatrunek na żebrach.
- 4:15:59Orion chyba nie zauważył mojej miny.
- 4:16:02Asekurował mnie, gdy boso wspinałam się
- 4:16:04po schodkach do odrzutowca. Śnieg
- 4:16:07gęstniał. Mruczałam w duchu. Byle
- 4:16:09wystartować.
- 4:16:11Co to za samolot? zapytałam sadowiąc się
- 4:16:14na jednym z foteli. Jeden z floty
- 4:16:16rodziny panienki odparł. Znam większość
- 4:16:19z nich. Tym jeszcze nie leciałam. Mała
- 4:16:22latająca taksówka. Uśmiechnął się bez
- 4:16:25luksusów.
- 4:16:26Dopiero w chmurach naprawdę odetchnęłam.
- 4:16:29Wreszcie poczułam się bezpiecznie.
- 4:16:31Usiadłam po turecku i zaczęłam
- 4:16:32wydłubywać ze swoich brudnych skarpetek
- 4:16:35kamyczki, które w nich utkwiły.
- 4:16:37Słuchawkę z odciętym kablem odłożyłam
- 4:16:40obok. Nie mam dla panienki butów.
- 4:16:42Przyznał Slone z lekkim poczuciem winy.
- 4:16:45Skąd miałeś wiedzieć? Wzruszyłam
- 4:16:47ramionami. Wydłubałam ze skarpetki coś,
- 4:16:50co przypominało kawałek rysika z ołówka,
- 4:16:53podobny do tych, które często łamałam
- 4:16:55podczas lekcji rysunku.
- 4:16:57Panienka powinna coś zjeść. Powiedział
- 4:16:59po chwili milczenia Slone. Szeleszczący
- 4:17:02dźwięk. Obok słuchawki wylądował baton.
- 4:17:06Nie chcę. Może zmienisz zdanie? Raczej
- 4:17:09nie powinienem bardziej nalegać.
- 4:17:12Cmoknęłam z niezadowoleniem i aż
- 4:17:14wykręciłam głowę, by zmierzyć go
- 4:17:15spojrzeniem. Tłumaczę ci, że nie chcę.
- 4:17:18Jeśli mnie zmusisz, zwymiotuję. Slone
- 4:17:21cofnął się nieco i uniósł rękę w
- 4:17:23obronnym geście. Nie zmuszę. Nic ci już
- 4:17:26nie grozi, paniens dodał cicho.
- 4:17:29Opuściłam stopy na podłogę. Dłonie
- 4:17:32brudne od skarpetek wcisnęłam między uda
- 4:17:34i zmęczona odchyliłam głowę. Chcę do
- 4:17:37domu. Westchnęłam. Godzina lotu i będzie
- 4:17:40panienka w domu.
- 4:17:43Tata tam będzie. Oczywiście panienko.
- 4:17:46Mama już na panienkę czeka. A wujek Tony
- 4:17:51bardzo się o panienkę martwi. Zamilkłam.
- 4:17:53Mój podbródek zadrżał. Wszyscy się o
- 4:17:56panienkę martwią. Zapewnił. Cała
- 4:17:58rezydencja została postawiona na nogi,
- 4:18:00gdy panienka zniknęła. Wszyscy się
- 4:18:02bardzo przejęli. Jest panienka bardzo
- 4:18:04ważna.
- 4:18:06Czy ktoś jest na mnie zły? Nie
- 4:18:09zauważyłem. Przyjrzałam mu się uważnie,
- 4:18:12wyginając szyję. A ty? Dlaczego ja? Pod
- 4:18:16brudkiem wskazałam słuchawkę. Przecięty
- 4:18:19kabel zwisał z siedzenia.
- 4:18:21Trochę mi odbiło w hotelu. Panienka
- 4:18:24została porwana. odparł spokojnie.
- 4:18:26Slone. Przechylił głowę w moją stronę
- 4:18:29znacząco. Jakby nawet dla niego, raczej
- 4:18:33surowego. Był to zupełnie wystarczający
- 4:18:35powód.
- 4:18:37Przesadziłam z reakcją. W zamyśleniu
- 4:18:39trąciłam palcem kabel. Proszę się nie
- 4:18:42przejmować. Odparł stanowczo ochroniarz.
- 4:18:45Okoliczności w pełni panienkę
- 4:18:47usprawiedliwiają. Uśmiechnęłam się
- 4:18:49smętnie.
- 4:18:51Dzięki, że po mnie przyjechałeś.
- 4:18:53Oczywiście panienku. Mój uśmiech zrzedł.
- 4:18:57Dlaczego to ty przyjechałeś, a nie
- 4:18:58któryś z moich wujków? Uniosłam głowę,
- 4:19:01by nie przegapić żadnej jego reakcji,
- 4:19:03lecz twarz Slona nadal wyrażała jedynie
- 4:19:06kontrolowaną powagę.
- 4:19:08Rodzina Monetów rozdzieliła się w
- 4:19:10poszukiwaniach. Wujowie panienki są w
- 4:19:12różnych częściach stanu, a nawet poza
- 4:19:14nim.
- 4:19:16To, że akurat byłem w pobliżu
- 4:19:18Pittsburga, to czysty zbieg
- 4:19:19okoliczności.
- 4:19:21Czyli to nie tak, że wujkowie są na mnie
- 4:19:24źli. Ostra rysy Slona nieco złagodniały.
- 4:19:28Nikt nie jest. Ale pewnie twierdzą, że
- 4:19:31zrobiłam głupotę. Nie odpowiedział. Nie
- 4:19:34musiał. Przesuwałem w palcach końcówki
- 4:19:37napuszonych potarganych włosów. Przez
- 4:19:39ten krótki okres porwania zdaje się, że
- 4:19:41zdążyły się rozdwoić. Zerknęłam znowu na
- 4:19:44Oriona. Czy teraz będę miała
- 4:19:46ochroniarza? Nie wiem, co postanowi pan
- 4:19:49Monet. Panienko, ty mógłbyś nim zostać.
- 4:19:53Szepnęłam, lustrując jego opanowaną
- 4:19:55minę. Inteligentne oczy, schludny zarost
- 4:19:57i szerokie barki. Idealny kandydat.
- 4:20:01Zrobię wszystko, czego zażyczy sobie pan
- 4:20:03Monet. Westchnęłam. Czułabym się
- 4:20:06bezpieczna. Szepnęłam.
- 4:20:09Nie odpowiedział. Szum samolotów wiercał
- 4:20:12mi się w mózg, zastępując ciszę.
- 4:20:14Wyczekiwałam lądowania. Delikatne, lecz
- 4:20:17niepokojące turbulencje trzęsły
- 4:20:19przewodem słuchawki. Papierek batonika
- 4:20:21cicho trzeszczał. Dla zajęcia rąk
- 4:20:24otworzyłam batona i wgryzłam się w
- 4:20:26czekoladę. Karmel się ciągnął, chrupki
- 4:20:28trzeszczały pod zębami. Kilka gryzów
- 4:20:31później poczułam mydłości.
- 4:20:34Slone, początkowo zadowolony z mojego
- 4:20:36apetytu, zerwał się, gdy pobiegłam do
- 4:20:38toalety. Ciasnej i niefunkcjonalnej.
- 4:20:42Pomyślałam klękając przed muszlą. Nie
- 4:20:44zamknęłam drzwi. Moje stopy wystawały za
- 4:20:47próg. Przy nich stanęły wylakierowane
- 4:20:49masywne buty Slonea. Nie chciałam, żeby
- 4:20:52patrzył, a jednak, gdy odgarnął mi
- 4:20:53włosy, byłam mu wdzięczna. Sucha twarz,
- 4:20:57spocone czoło, ciało drżące od torsji,
- 4:21:00obite żebra bolały przy każdym skurczu.
- 4:21:03Gdy skończyłam, otarłam usta papierem.
- 4:21:05Odchyliłam się z ciężkim westchnieniem,
- 4:21:07które przerodziło się w więk bólu, gdy
- 4:21:09Sloone próbował postawić mnie na nogi i
- 4:21:11niechcący dotknął zranionego żebra.
- 4:21:14Panienko Lincy w jego głosie zabrzmiał
- 4:21:17niepokój.
- 4:21:19Czy coś panienkę zabolało? Zacisnęłam
- 4:21:22zęby wpatrując się w plastikową muszlę.
- 4:21:25Kalkulacja była prosta.
- 4:21:27Pokażę ranę, a po lądowaniu zamiast taty
- 4:21:30zobaczę lekarzy. Pokręciłam głową. Po
- 4:21:32prostu mi niedobrze.
- 4:21:35Nawet mi się odbiło, więc zabrzmiało to
- 4:21:37wiarygodnie. Slone dźwignął mnie do
- 4:21:39góry, tym razem jeszcze ostrożnie i
- 4:21:42odprowadził na miejsce.
- 4:21:44W prywatnych odrzutowcach, którymi
- 4:21:45zwykle latałam, zawsze były atrakcje
- 4:21:47umilające podróż. Ten model był
- 4:21:50wyjątkowo skromny. Byłam pewna, że tata
- 4:21:53nigdy nim nie leciał.
- 4:21:56Zmęczona, lecz zbyt poruszona, by
- 4:21:57zasnąć, ułożyłam się wzdłuż foteli,
- 4:22:00ściskając słuchawkę niczym ukochanego
- 4:22:02pluszaka, obojętna na to, co sobie
- 4:22:04pomyśli Slone. On milczał, tylko co
- 4:22:07chwilę sprawdzał, czy oddycham. Po
- 4:22:09jakimś czasie się odezwał. Zaraz
- 4:22:11lądujemy, panienko Linsy. Mocniej
- 4:22:14zacisnęłam palce na nieszczęsnej
- 4:22:16słuchawce i usiadłam. Starałam się nie
- 4:22:18zdradzić z tym, że mnie boli, lecz Slone
- 4:22:20obserwował mnie czujnie.
- 4:22:23Nieważne. Teraz już przestałam czuć
- 4:22:25cokolwiek poza ekscytacją zmieszaną z
- 4:22:27niepokojem. Serce biło mi wyczekująco.
- 4:22:31Niecierpliwiło się, by zobaczyć tatę.
- 4:22:33Gdy samolot lądował, nie obyło się bez
- 4:22:36kolejnych wstrząsów. Biel obłoków za
- 4:22:38oknem przechodziła w brązy i szarości.
- 4:22:41Ponury pejzaż ratowały tylko wirujące
- 4:22:44płatki śniegu, które wydawały się
- 4:22:46bardziej zaniepokojone niż radosne. Jak
- 4:22:48ja. Silniki umilkły, maszyna stanęła,
- 4:22:52klamry szczęknęły, a pasy opadły.
- 4:22:55Powoli panienko upomniał mnie Slone, gdy
- 4:22:57zerwałam się boso z obolałymi żebrami i
- 4:23:00słuchawką w spoconych dłoniach,
- 4:23:01zostawiając na fotelu nadgryzionego
- 4:23:03batona. Chcę wysiąść. Chwyciłam metalowy
- 4:23:08uchwyt przy drzwiach. Obok była dźwignia
- 4:23:10z blokadą. Niby prosta, ale wymagała
- 4:23:13ruchów, których nie znałam. Szarpnęłam
- 4:23:15drzwiami bez skutku. Cmoknęłam z
- 4:23:18irytacją i spojrzałam na zbliżającego
- 4:23:20się zbyt wolno Slowna.
- 4:23:22Już panienko, proszę się odsunąć.
- 4:23:26Drzwi odskoczyły z cichym sykiem i wolno
- 4:23:28rozłożyły się w schody. Spomiędzy
- 4:23:30pruszących śnieżynek wyłoniły się dwie
- 4:23:32sylwetki. Stopnie rozwijały się zbyt
- 4:23:35ospale, więc przebierałam nogami. Orion
- 4:23:37wyciągnął dłoń, by mnie powstrzymać.
- 4:23:40Zanim zbiegłam na dół, jedna z postaci w
- 4:23:43powiewającym płaszczu sięgającym ziemi,
- 4:23:45pospiesznie weszła na schody. Długie
- 4:23:48nogi w garniturowych spodniach niosły ją
- 4:23:50szybko. Smukła dłoń z połyskującym
- 4:23:53groźnie sygnetem zacisnęła się na
- 4:23:54poręczy. Lodowate oczy, zwykle wąskie,
- 4:23:58teraz lekko się rozszerzyły.
- 4:24:00Ulgę w nich widziałam tylko przez
- 4:24:02chwilę. zniknęła jak śnieżynki w jego
- 4:24:04ciemnych, gładko zaczesanych włosach.
- 4:24:07Tata
- 4:24:09dłoń przeniósł z poręczy na moje ramię i
- 4:24:12kurczowo ścisnął. Jego spojrzenie
- 4:24:15przewierciło mnie na wskroś. Kciuk
- 4:24:17drugiej ręki przesunął się po bladym
- 4:24:19śladzie na mojej twarzy.
- 4:24:22To naprawdę był on bijący od niego chłód
- 4:24:25przemieniał się dla mnie w ciepło jak
- 4:24:27oddech na mrozie.
- 4:24:30Nieraz drżałam na jego widok. Unikałam
- 4:24:32go, gdy obawiałam się kary. Teraz tata
- 4:24:35był moją skałą, bezpieczeństwem.
- 4:24:38Przywarłam do niego uspokojona, że
- 4:24:39wszystko będzie dobrze. Przytuliłam
- 4:24:42policzek do jego piersi. biała koszula.
- 4:24:45Tym razem nie przejmował się tym, czy
- 4:24:46się pobrudzi. Przymknęłam powieki.
- 4:24:49Słuchawka z kablem, wciąż tkwiąca w
- 4:24:51mojej ręce, straciła swoją wartość.
- 4:24:54Stała się tylko zepsutym przedmiotem.
- 4:24:57Zamknęłam oczy.
- 4:24:59Moje długie skołtunione włosy i jego
- 4:25:01ciemne zaczesane w tył, choć mniej
- 4:25:03starannie niż zwykle, zetknęły się.
- 4:25:06Nasze głowy obok siebie, jego nieco
- 4:25:08wyżej. Na obydwie sypał śnieg.
- 4:25:12Do Pensylwanii naprawdę zawitała zima.
- 4:25:19Rozdział 11.
- 4:25:21Dom
- 4:25:23Ly
- 4:25:25Głos taty był cichy, odgarnął mi włosy z
- 4:25:28oczu i oglądał moją twarz. Bladoróżowy
- 4:25:31pasek przecinał skórę, zlewając się z
- 4:25:33rumieńcami wywołanymi emocjami i rześkim
- 4:25:36powietrzem. Nareszcie moja cera
- 4:25:38przybrała barwę inną niż biel. Dźwięk
- 4:25:41szeleszczącej tkaniny mnie
- 4:25:43zdezorientował. Na moje ramiona opadł
- 4:25:45ciężki płaszcz, a jego obszerne poły
- 4:25:47spoczęły na schodkach samolotu. Ślizgały
- 4:25:51się za mną, gdy tata szczelnie mnie
- 4:25:52opatulił, objął ramieniem i poprowadził
- 4:25:55w dół. Poruszałam nogami automatycznie,
- 4:25:57zapatrzona w niego jak w posąg. Podziw
- 4:26:00błyszczał w moich oczach niczym płatki
- 4:26:02śniegu w słońcu. Tata tak silny i wysoki
- 4:26:05u mego boku, wydawał mi się nadludzki.
- 4:26:08Superbohater, który przepędzi śnieżną
- 4:26:10burzę, da ciepło, a jednocześnie zmrozi
- 4:26:13wszystko wokół, tworząc tarcze
- 4:26:14bezpieczeństwa.
- 4:26:16Od chwili pojednania z nim ulga
- 4:26:18wypełniała mnie tak, jak świeże zimowe
- 4:26:20powietrze wypełniało moje płuca. Jest
- 4:26:23boso! Oznajmił Orion Slone, cofając się
- 4:26:26nieco w głąb samolotu, by dać nam
- 4:26:28przestrzeń.
- 4:26:30Przejdziemy zaledwie kawałek." Uspokoił
- 4:26:32mnie tata. W jego głosie usłyszałam
- 4:26:35cichą furię na widok moich bosych stóp.
- 4:26:39Nieważne jak potężna wściekłość szalała
- 4:26:41w jego wnętrzu. Na powierzchni panowało
- 4:26:43lodowate opanowanie. Robił to dla mnie,
- 4:26:46by mnie nie przestraszyć i dla siebie,
- 4:26:48bo w takim stanie łatwiej było mu
- 4:26:50planować zemstę. Puść to, Lisy, dziecko.
- 4:26:54Polecił cicho. Dopiero wtedy zdałam
- 4:26:56sobie sprawę, że wciąż kurczowo ściskam
- 4:26:58słuchawkę. Posłusznie rozluźniłam palce.
- 4:27:02Tata wyjął ją z mojej dłoni, a ja nie
- 4:27:04zareagowałam paniką. Miałam go wreszcie
- 4:27:07obok. Nie potrzebowałam już złudzenia
- 4:27:09jego obecności, którą mi dawała. Jesteś
- 4:27:11ranna? Powtórzył pytanie, które zadał
- 4:27:14wcześniej przez telefon. Wcisnęłam twarz
- 4:27:17w jego koszulę i przytłumionym głosem
- 4:27:19zaprzeczyłam. Pod stopami poczułam zimny
- 4:27:22asfalt. Wzdrygnęłam się, podkurczyłam
- 4:27:24palce, ale dzielnie szłam dalej.
- 4:27:27Zabierz to tata oddał słuchawkę
- 4:27:30Sloneowi. Na lorda Winsencie. Czy ona
- 4:27:33nie ma butów? To pytanie zadał jeszcze
- 4:27:35inny głos. Nowy, ale znajomy. Ramię taty
- 4:27:38otoczyło mnie mocniej.
- 4:27:41Nie ma. Potwierdził lakonicznie. Jest
- 4:27:43ranna. Nie wiem. Vincent Monet nie
- 4:27:46zwalniał kroku zdeterminowany, by
- 4:27:48doprowadzić mnie do zaparkowanego na
- 4:27:50płycie prywatnego lotniska samochodu.
- 4:27:54Tylne drzwi otwarte na oścież zapraszały
- 4:27:56do środka. Śnieżynki topniały na czarnym
- 4:27:59skórzanym siedzeniu, zostawiając po
- 4:28:01sobie drobne kropelki wody. Tata
- 4:28:03posadził mnie, kazał schować nogi.
- 4:28:06Trzymałam jego koszulę tak kurczowo, jak
- 4:28:08wcześniej słuchawkę, protestując przed
- 4:28:10rozłąką.
- 4:28:13Chyba najlepiej będzie, jeśli usiądziesz
- 4:28:15z nią z tyłu, Winensie.
- 4:28:17Poradził szeptem wujek Adrien. Tak,
- 4:28:20rozpoznałam ten głos. Wujek Adrien
- 4:28:22stanął obok taty. Równie wysoki i
- 4:28:25elegancki, choć w krótszym płaszczu.
- 4:28:28Marszczył ciemne brwi. W jego brązowych
- 4:28:30oczach obok chłodnego oburzenia tliło
- 4:28:32się współczucie.
- 4:28:34Panie Monet, panienka Lindsy wymiotowała
- 4:28:37w samolocie.
- 4:28:39Zaraportował Slone.
- 4:28:42Zdaje się, że ma problem z żołądkiem.
- 4:28:44Chyba ma wrażliwy brzuch. Ojciec zmrużył
- 4:28:47powieki.
- 4:28:49To prawda, Lindsy, coś ci dolega? Wciąż
- 4:28:52uczepiona jego koszuli pokręciłam głowę,
- 4:28:54choć moje oczy krzyczały kłamstwo.
- 4:28:57Tata nie bawił się w półśrodki.
- 4:29:00Pokaż brzuch. Rozkazał ostro. Nic mi nie
- 4:29:03jest. Wymamrotałam, wciskając czoło w
- 4:29:06jego koszulę. Chcę do domu. Unieś
- 4:29:08bluzkę.
- 4:29:12Nie poruszyłam się. Drżałam spuszczając
- 4:29:15wzrok na płaszcz, który ciągnął się po
- 4:29:17asfalcie obok wypastowanych butów taty.
- 4:29:21Ten bez słowa przejął inicjatywę, a ja
- 4:29:23złapałam go za nadgarstek, niemal kładąc
- 4:29:25się na jego ręce.
- 4:29:27Lindsay westchnął z pobłażaniem i
- 4:29:29niepokojem. Proszę do domu.
- 4:29:34Tata patrzył na mnie przez kilka sekund.
- 4:29:36Po chwili skinął na wujka Adriena.
- 4:29:40Adrianie, wesprzyj mnie, proszę.
- 4:29:43Nie pisnęłam machając nogami. Minimalnie
- 4:29:46Adidrienie, musimy sprawdzić czy Lindsy
- 4:29:48nie ma rany wymagającej natychmiastowego
- 4:29:50opatrunku.
- 4:29:53Wujek Adrien z wahaniem sięgnął dłonią w
- 4:29:55skórzanej rękawiczce i uniósł rąbek
- 4:29:57mojej bluzki.
- 4:30:00Nie ruszaj się, Lindsy. Polecił mi tata.
- 4:30:03Wykręciłam się w fotelu, lecz dwaj
- 4:30:05dorośli mężczyźni bez trudu mnie
- 4:30:06unieruchomili, a w razie gdyby mieli z
- 4:30:08tym problem, nieopodal stał jeszcze
- 4:30:10trzeci. Wujek odsłonił stary opatrunek.
- 4:30:14Pomarszczona Gaza, rozmiękły od potu
- 4:30:16plaster, drobne plamki zaschniętej krwi.
- 4:30:19Dłonie taty zesztywniały.
- 4:30:21Wujek Adrien skrzywił się z oburzeniem.
- 4:30:24Winensie? Zapytał głucho,
- 4:30:26zdezorientowany. Chowałam twarz w
- 4:30:28oparciu fotela, by nie musieć na nich
- 4:30:30patrzeć. Tata przełożył sobie moje ręce
- 4:30:33do jednej dłoni, nachylił się. Poczułam
- 4:30:35jego palce przy brzegach gazy.
- 4:30:37Załaskotało. Wzdrygnęłam się.
- 4:30:40Lindcy mruknął, mrużąc błękitne oczy i
- 4:30:44polecił Adrienowi. Przytrzymaj ją.
- 4:30:48Tylko zerkniemy. Ly, w porządku. Zagadał
- 4:30:51do mnie wujek.
- 4:30:53Z całych sił napięłam mięśnie brzucha
- 4:30:56przestraszona. Bałam się, że zrywanie
- 4:30:58opatrunku zaboli, ale przyznaję, tata
- 4:31:00zrobił to bardzo delikatnie. Ostrożnie
- 4:31:03uniósł fragment plastra.
- 4:31:06Ślad po uderzeniu. Stwierdził po chwili.
- 4:31:08Wujek Adrien milczał wstrąśnięty. Ktoś
- 4:31:11nie tylko mnie porwał, lecz także
- 4:31:13podniósł na mnie rękę. I to nie raz. Już
- 4:31:17Ly niemal warknął tata, niezdolny by
- 4:31:19powiedzieć to łagodniej. Zimna furia
- 4:31:22mroziła go od środka. Nigdy nie
- 4:31:24widziałam go w takim stanie. Nigdy. Czy
- 4:31:27to bardzo boli? Nie, nie boli, ale zaraz
- 4:31:29na pewno zaboli. Bardziej bałam się
- 4:31:32cierpienia niż faktycznie je odczuwałam.
- 4:31:35I jak? zapytał wujek Adrien, marszcząc
- 4:31:38brwi ze zmartwieniem. Jego empatia
- 4:31:40podobno nieźle się rozwinęła u boku
- 4:31:42cioci Heiley, choć litości nie znał, bo
- 4:31:45nadal mnie przytrzymywał. Wiem to, bo
- 4:31:47próbowałam się wyrwać.
- 4:31:49Mała rana. Podsumował tata,
- 4:31:51najprawdopodobniej w istocie spowodowana
- 4:31:53uderzeniami.
- 4:31:55Wujek Adrien odwrócił wzrok i zmył w
- 4:31:58ustach przekleństwo. W moich oczach
- 4:32:00zaszkliły się łzy. Zimno. Jęknęłam.
- 4:32:04Chłód smagał odkrytą skórę na moim
- 4:32:06brzuchu i twarzy. Przenikał w miejsca,
- 4:32:09których nie chronił płaszcz. Wujek
- 4:32:11Adrien poruszył ustami, jakby chciał
- 4:32:13mnie pocieszyć, lecz głos uwiązł mu w
- 4:32:15gardle. Rany ponownie zakrył opatrunek.
- 4:32:18Bluzka opadła, a moje dłonie zostały
- 4:32:21uwolnione. Tata usiadł obok i ostrożnie
- 4:32:24zapiął mi pas. Eidrienie, pojedziesz za
- 4:32:26nami? Powiedział. Orionie, ty
- 4:32:29prowadzisz. Odetchnęłam z ulgą, że to
- 4:32:32koniec oględzin i przytuliłam skroń do
- 4:32:34ramienia taty. Chciałam już tylko ciszy
- 4:32:36i drogi do domu. Tak jest, panie Monet.
- 4:32:40Dokąd? Do domu. Do domu. Do domu.
- 4:32:44Szpital. Rozkaz ojca był lodowaty. Slone
- 4:32:47skinął głową, a ja poderwałam swoją. Nie
- 4:32:50dom. Jęknęłam. Miał być dom.
- 4:32:54Będzie szpital. Ly, surowa postawa taty
- 4:32:57nie pozostawiała miejsca na negocjacje.
- 4:32:59A teraz skup się, bo chcę usłyszeć
- 4:33:01wszystko jeszcze raz. Podwinęłam usta w
- 4:33:03podkówkę.
- 4:33:05Rozumiem, że jesteś zmęczona. Oddał mi
- 4:33:08sprawiedliwość skinięciem głowy. To
- 4:33:10jednak bardzo istotne, żebyś na świeżo
- 4:33:12przekazała mi jak najwięcej informacji.
- 4:33:14Przecież opowiadałam ci już przez
- 4:33:16telefon.
- 4:33:18Opowiadaj dalej, Lindsy. Wszystko.
- 4:33:21Westchnęłam. Moja głowa opadła na jego
- 4:33:24ramię. Zaczęłam mówić znowu. Nic innego
- 4:33:26mi nie pozostało. Auto ruszyło, śnieg
- 4:33:29padał. Dłoń taty spoczęła opiekuńczo na
- 4:33:31moim policzku, a palcem usnęły
- 4:33:33tajemniczą obrączkę na kciuku. Nie
- 4:33:36skomentował tego. To ja opowiadałam, a
- 4:33:38sygnet taty lśnił. Groźnie, złowrogo.
- 4:33:42Zapowiadał zemstę.
- 4:33:44Ly rozpaczliwy krzyk mamy był powodem do
- 4:33:48płaczu numer 1000 któryś.
- 4:33:50Tak, tak. To tylko hiperbola. Nie
- 4:33:53liczyłam ich naprawdę. Chodzi o to, że
- 4:33:54powodów miałam mnóstwo. Płakałam, gdy
- 4:33:57zamiast do domu trzeba było jechać do
- 4:33:59szpitala, gdy robiono mi prześwietlenie,
- 4:34:01gdy rozmawiała ze mną psycholożka, gdy
- 4:34:03ponownie opatrywano moje rany. Na żebrze
- 4:34:06i na stopach dostałam maść na siniaki na
- 4:34:09twarzy i barku, tam gdzie uderzył mnie
- 4:34:11Elias.
- 4:34:12Och, no tak, Elias, a właściwie Kornel.
- 4:34:16Na samo wspomnienie znów chciało mi się
- 4:34:18ryczeć. Mama wbiegła na salę,
- 4:34:20szturchając tatę, gdy mijała go niczym
- 4:34:22tornado. Siedziałam na łóżku. Połóż się,
- 4:34:26moja droga. Namawiała mnie pielęgniarka.
- 4:34:28Najpierw jedna, potem druga. Nie będę
- 4:34:31się tutaj rozgaszczać. Odpowiadałam tak
- 4:34:33stanowczo, że nigdy ze mną nie
- 4:34:34dyskutował. Tata stał obok i ciężko
- 4:34:37wzdychał. pilnował, żebym nie uciekła,
- 4:34:40prowadząc jednocześnie wszystkie ważne
- 4:34:41rozmowy z lekarzami, a było ich sporo.
- 4:34:44Postawił całą klinikę na nogi.
- 4:34:47Wpatrywałam się w swoje zabandażowane
- 4:34:49stopy, które zwisały smętnie nad
- 4:34:51podłogą, czekając na pozwolenie, by
- 4:34:53ruszyć w stronę rezydencji monetów.
- 4:34:56Uniosłam głowę, gdy obok mnie ugiął się
- 4:34:58materac. Mama oparła się o niego, by
- 4:35:00natychmiast przytknąć ustała.
- 4:35:04Przyjrzała się mojej twarzy, musnęła
- 4:35:07policzek. Dłonie miała delikatne, choć
- 4:35:09lodowate. Uśmiechnęłam się blado. Hej,
- 4:35:13mamo!
- 4:35:14W jej dużych, przejętych, szarych oczach
- 4:35:16dostrzegałam namiastkę domu. Ciepło,
- 4:35:19dobro i miłość, których tak mi
- 4:35:21brakowało. Moja córeczka wyszeptała z
- 4:35:25mocą. Jej podbródek drżał. W pośpiechu
- 4:35:28nie włożyła czapki. W jej jasnych
- 4:35:30włosach topniały płatki śniegu.
- 4:35:32Twarz miała zmęczoną, oczy
- 4:35:34zaczerwienione, rzęsy blade i
- 4:35:36niepomalowane.
- 4:35:38Tak się cieszę, że cię widzę.
- 4:35:40Przytuliłyśmy się, ale ostrożnie. Coś
- 4:35:42cię boli, Ly? Masz siniaki? Chyba nie
- 4:35:46złamania. Dopytywała z przejęciem.
- 4:35:50Przekazałem ci wszystkie aktualizacje
- 4:35:52dotyczące stanu Linii. Wtrącił ojciec.
- 4:35:54Jesteś na bieżąco. Mama nawet na niego
- 4:35:57nie spojrzała. Szukała wzrokiem
- 4:35:59opatrunku na moim brzuchu, udając, że
- 4:36:01podziwia moją garderobę. Jasna bluzeczka
- 4:36:04i luźne spodnie z pluszowym podszyciem
- 4:36:06dawały mi ciepło i wygodę. Mama
- 4:36:09uśmiechnęła się lekko, łapiąc między
- 4:36:11palce rąbek bluzki. A co to za ubrania?
- 4:36:14Zagadnęła cicho, udając figlarny ton,
- 4:36:16jakby chciała mnie rozweselić.
- 4:36:19Pogadać trochę o głupotkach.
- 4:36:21Wujek Tony przywiózł mi to do
- 4:36:23przebrania. Mama zerknęła na fotel w
- 4:36:25kącie, gdzie w szarej bluzie, zapiętej
- 4:36:27pod szyję, bawiąc się jej zamkiem i
- 4:36:29wpatrując w podłogę siedział wujek Tony.
- 4:36:32Stylowe skomentowała puszczając do mnie
- 4:36:34oko. Odpowiedziałam szerszym uśmiechem,
- 4:36:37choć szczerze mówiąc chciało mi się
- 4:36:39raczej westchnąć na widok wysiłku, jaki
- 4:36:41mama wkładała, by żartować w tak mało
- 4:36:44zabawnych okolicznościach. Robiła to
- 4:36:46tylko po to, by mnie ukoić.
- 4:36:49Łzy same cisnęły mi się do oczu. Mama
- 4:36:51ledwo je znosiła. Ponownie ucałowała
- 4:36:54mnie w skroń, przyciskając do niej usta
- 4:36:56dłużej, jakby chciała poczuć puls i
- 4:36:58upewnić się, że naprawdę żyje, bo o to
- 4:37:01tak strasznie się bała przez ostatni
- 4:37:03czas. Nagle odwróciła się tak
- 4:37:06gwałtownie, że jej włosy połaskotały
- 4:37:08mnie w nos. Co jeszcze mówią lekarze?
- 4:37:11Zapytała tatę. Chcę znać każdy szczegół.
- 4:37:16Nie uszło mojej uwadze, że jej ton jakby
- 4:37:18stwardniał i nabrał dystansu. Stan
- 4:37:21stabilny. Odpowiedział od razu.
- 4:37:23Stłuczenia, niewielka otwarta rana na
- 4:37:25brzuchu, brak urazów wewnętrznych.
- 4:37:28Wielkie szare oczy mamy zatrzymały się
- 4:37:30na moim brzuchu. Pokaż, Lisy. Skuliłam
- 4:37:34ramiona niczym motyl, który zamiast
- 4:37:36rozpościerać skrzydła, zwija je z
- 4:37:38powrotem. Męczył mnie każdy badawczy
- 4:37:41dotyk. Potrzebowałam czułości, nie
- 4:37:43kolejnych opatrunków.
- 4:37:45To nic. Westchnęłam.
- 4:37:47Ly pro mamo. Krótką dyskusję uciął
- 4:37:51twardy rozkaz ojca. Pokaż. Pozwoliłam
- 4:37:55sobie tylko na chwilkę zwłoki, po czym
- 4:37:57niechętnie uniosłam uszytą z przemiłego
- 4:37:59materiału bluzka. Serio wujek Tony
- 4:38:01spisał się na medal w roli
- 4:38:03garderobianego.
- 4:38:05Na czole mamy pojawiły się zmarszczki na
- 4:38:07widok świeżego, dużego białego plastra.
- 4:38:12Ly wyszeptała. Z wahaniem, jakby
- 4:38:15obawiała się odpowiedzi, zapytała: "Jak
- 4:38:18to się stało?"
- 4:38:20Uniosła dłoń, jakby chciałam usnąć
- 4:38:22opatrunek, lecz cofnęła ją, gdy napięłam
- 4:38:24mięśnie brzucha. Lekarz, próbując mnie
- 4:38:26rozweselić podczas badania, nawet
- 4:38:28zagwizdał z uznaniem na ich widok. Od
- 4:38:31uderzeń drewnianą laską odparł grobowo
- 4:38:34tata. Nie owijał w bawełnę,
- 4:38:37tylko by tym mamę rozjuszył. Jej twarz
- 4:38:40stężała. Kto za tym stoi? Zwróciła się
- 4:38:43do niego, zaciskając palce na pościeli.
- 4:38:46Tata milczał. Stał w tej samej pozie,
- 4:38:49oparty ramieniem o futrynę i wytrzymywał
- 4:38:51jej spojrzenie.
- 4:38:55Z wzajemnością.
- 4:38:59Macie go wreszcie? Warknęła. Gdy tata
- 4:39:02milczał, spojrzała na wujka Adriena,
- 4:39:04który stał przy oknie, obserwując
- 4:39:06wirujące płatki śniegu. Adrienie.
- 4:39:09ponagliła go ostrym szeptem. To sprawa
- 4:39:12organizacji. Odebrałeś lisi z lotniska.
- 4:39:15Jesteś tu. Oświeć mnie, proszę. Jakie
- 4:39:17postępy zrobiliście w śledztwie?
- 4:39:19Odchrząknął. Pracujemy nad tym. Ktoś bił
- 4:39:23naszą córkę. Zawołała do wszystkich
- 4:39:25trzech mężczyzn. Może wreszcie
- 4:39:27ochronicie prestiż tego swojego
- 4:39:28stowarzyszenia i znajdziecie winnych.
- 4:39:31Wujek Tony wreszcie podniósł głowę,
- 4:39:33puszczając cuwak bluzy. Hania. Tata
- 4:39:37wypowiedział jej imię spokojnie.
- 4:39:39Śledziłam wzrokiem mamę, która nagle
- 4:39:41wstała. Odwrócona do mnie plecami
- 4:39:44mierzyła się ze swoim mężem i jego
- 4:39:46rodziną.
- 4:39:48Ma otwartą ranę, z której sączyła się
- 4:39:50krew. Przypomniała, a na wypadek, gdyby
- 4:39:53nikt nie zrozumiał, dodała: "Nasza córka
- 4:39:56krwawiła, bo ktoś ją bił. Krew! W
- 4:40:00drzwiach stanął zszokowany Michael. Na
- 4:40:02jego wilgotnej odśniegu kurtce
- 4:40:04natychmiast w geście wsparcia spoczęła
- 4:40:06dłoń taty. Michael patrzył na mnie
- 4:40:09okrągłymi oczami. Tym razem nie wyglądał
- 4:40:11jak nadęty panicz, a raczej jak
- 4:40:13przestraszony dzieciak, który boi się o
- 4:40:15życie siostry. Takie momenty rozbrajały
- 4:40:18dziadka Camdena. Rozczulenie łapało go
- 4:40:20za serce, gdy jego dzieci i wnuki
- 4:40:22troszczyły się o siebie. Jego zazwyczaj
- 4:40:25surowy wyraz twarzy złagodniał.
- 4:40:27Zagoi się, wiadomo, że się zagoi.
- 4:40:29Powiedział. Jego eleganckie buty
- 4:40:31stuknęły o posadzkę. Twoja siostra
- 4:40:33Mickey jest twarda. Mrugnął do mnie.
- 4:40:36Prawda, Ly? Zacisnęłam usta w podkówkę.
- 4:40:40Zamiast przytaknąć szepnęłam: "Chcę do
- 4:40:42domu." Dziadek podszedł bliżej, wysoki,
- 4:40:46z siwiejącą brodą. Włosy miał związane w
- 4:40:48niedbały kucyk. Na jego szerokiej piersi
- 4:40:51zadzwoniły nieśmiertelniki i kilka
- 4:40:53łańcuszków. Masywną dłoń położył na moim
- 4:40:56podbródku i delikatnie musnął twarz.
- 4:40:58Palce miał szorstkie. Zupełnie inny
- 4:41:01rodzaj dotyku niż ten mamy.
- 4:41:05Wybacz kochana, że się tak przyglądam,
- 4:41:07ale chcę obejrzeć twoją piękną buzię, by
- 4:41:09się upewnić, że naprawdę tu jesteś.
- 4:41:11Uśmiechnął się, choć zimnymi oczami
- 4:41:13badał ślad po drewnianej lasce.
- 4:41:17Szczęki wszystkich obecnych mężczyzn
- 4:41:19zaciskały się tak mocno, że niemal
- 4:41:21słychać było zgrzyt. Dziadek jednak
- 4:41:23zdusiłość, by okazać mi odrobinę
- 4:41:26czułości i przykucnął przede mną.
- 4:41:29Jesteś bardzo dzielna. Powiedział. Mama
- 4:41:32stała sztywno, trzymając mnie za
- 4:41:33ramiona. Mierzyła dziadka spojrzeniem
- 4:41:35spod zmróżonych powiek. Ewidentnie miała
- 4:41:38z nim jakiś problem, a dziadek Camden z
- 4:41:40pewnością to dostrzegał, lecz ignorował.
- 4:41:44Jego hierarchia priorytetów od lat
- 4:41:46pozostawała niezmieniona.
- 4:41:48Nie chcę być dzielna wyszeptałam. Chcę
- 4:41:51do domu. Dziadek uśmiechnął się
- 4:41:53łagodnie. Mogę? zapytał i ujął moje
- 4:41:56spoczywające na udach dłonie. Ścisnął je
- 4:41:59swoimi dużymi, ciepłymi, ozdobionymi
- 4:42:01metalową bransoletą, kilkoma rzemykami,
- 4:42:04pierścionkami, z kolorowymi kamieniami i
- 4:42:06wyblakłymi tatuażami.
- 4:42:08Rozejrzyj się, księżniczko. Dom
- 4:42:10przyszedł do ciebie. Mama objęła mnie
- 4:42:13jeszcze mocniej. Fotel zaskrzypiał, gdy
- 4:42:15wujek Tony zsunął się na jego brzeg.
- 4:42:18Tata opuścił ręce wzdłuż tułowia.
- 4:42:20Michael zrobił krok naprzód. Adrien
- 4:42:23wyprostował się i poprawił krawat.
- 4:42:25Wiesz dlaczego nie ma tu reszty twoich
- 4:42:27wujków? Zapytał dziadek. Nawet gdyby
- 4:42:29teraz tu weszli, przez zapłakane oczy
- 4:42:32nikogo bym nie rozpoznała, więc tylko
- 4:42:34pokręciłam głową.
- 4:42:36Wciąż cię szukają i nie wszyscy zdążyli
- 4:42:39jeszcze wrócić.
- 4:42:41Potarł kciukami wierzchy moich dłoni, po
- 4:42:44czym uniósł je i musnął ustami, jakby
- 4:42:46składał mi hołd. Kiedy je odkładał na
- 4:42:49miejsce, coś przykuło jego uwagę. Palcem
- 4:42:51przesunął po stalowej obrączce na moim
- 4:42:54kciuku.
- 4:42:55marszcząc krzaczaste siwiejące brwi.
- 4:42:58Moja Lisy, a skąd ty to masz? Zapytał
- 4:43:01Cule, choć w jego głosie pojawiło się
- 4:43:03napięcie.
- 4:43:05Nie jestem pewna. Odchrząknęłam, bo głos
- 4:43:08miałam słaby. Hm. Dziadek spojrzał na
- 4:43:11tatę. Widziałeś? Tata skinął głową.
- 4:43:14Obudziłam się i zobaczyłam ją na palcu.
- 4:43:17Wyjaśniłam.
- 4:43:19Panowie, poznajecie? zapytał dziadek
- 4:43:21unosząc moją dłoń i kierując ciężkie
- 4:43:23spojrzenie na pozostałych. Wujek Tony
- 4:43:26podniósł się z fotela. Wujek Adrien
- 4:43:28odsunął się od okna. Obrączka. Zdziwiła
- 4:43:31się mama. Coś znacznie cenniejszego niż
- 4:43:34zwykła obrączka. Wincencie już wiesz co
- 4:43:37to jest, prawda? Pewnie zdążyłeś
- 4:43:40obejrzeć ją z bliska. Tata ponownie
- 4:43:42potaknął sztywno. Nawet nie zauważyłam
- 4:43:45kiedy się jej przyjrzał dziadek.
- 4:43:48delikatnie obrócił mój palec, by pokazać
- 4:43:50reszcie wierzch obrączki, która nie
- 4:43:52chciała się łatwo przesunąć. Spójrzcie
- 4:43:54tu. No dalej śmiało, bo to jest
- 4:43:57niezła jazda.
- 4:43:59Wreszcie to dostrzegli. Pierwszy załapał
- 4:44:01członek organizacji, wujek Adrien, który
- 4:44:04wymienił spojrzenie z tatą, a dziadek
- 4:44:06pokiwał głową i stwierdził:
- 4:44:09"To przetopiony sygnet Rodria Retera".
- 4:44:16Rozdział 12. Sygnet Rodri Retera. Mój
- 4:44:20kciuk drżał. Wyrwałam dłoń z uścisku
- 4:44:24dziadka i wczepiłam palce drugiej ręki w
- 4:44:26pierścionek. Chciałam go zsunąć, choćby
- 4:44:28razem ze skórą. Hej, hej, hej, Ly.
- 4:44:33Spokojnie. Mama i dziadek rzucili się,
- 4:44:35by mnie powstrzymać. Wujek Adrien stał
- 4:44:38przy oknie, opierając się o parapet.
- 4:44:40Patrzył przez szybę na bielejący
- 4:44:42krajobraz. Wielkie jasne oczy wujka
- 4:44:45Tonego niemal wyszły z orbit. Kilka razy
- 4:44:47rozejrzał się, jakby szukał swojego
- 4:44:49bliźniaka. Brakowało mu kompana do
- 4:44:51wymiany znaczących spojrzeń. Najbardziej
- 4:44:54zagubiony był Michael. Nie miał pojęcia,
- 4:44:56co robić, ani obok kogo stanąć. Chwilowo
- 4:44:59nikt nie zwracał na niego uwagi. Jabłko
- 4:45:02Adama podskoczyło mu, gdy przełknął
- 4:45:04ślinę, lecz usilnie próbował zgrywać
- 4:45:06dorosłego, a przecież wciąż był tylko
- 4:45:08chłopcem. Z przejęciem pokiwał głową,
- 4:45:11gdy mama rzuciła do niego. Miki, mydło,
- 4:45:14przynieś mydło z łazienki. Głaskała mnie
- 4:45:17po głowie i tłumaczyła. Nie wolno
- 4:45:19szarpać. Zrobisz sobie krzywdę.
- 4:45:21Zdejmiemy go delikatnie.
- 4:45:23Nie chcę go na sobie. Zawołałam
- 4:45:25ogarnięta paniką. Zdejmijcie to.
- 4:45:28Zdejmijcie to. Już teraz zdejmiemy,
- 4:45:31księżniczko. No przecież nie zostawimy
- 4:45:33ci na paluchu takiego żelastwa. Ha!
- 4:45:35Dziadek zamknął dłoń na moim kciuku,
- 4:45:37żebym nie musiała patrzeć na obrączkę i
- 4:45:39przestała się z nią szarpać. Co jeśli
- 4:45:42mydło nie pomoże? Jeśli jeśli ono nie
- 4:45:44pomoże, to co? Histeryzowałam.
- 4:45:48Dziadek potrząsnął lekko pięśnią
- 4:45:49zaciśniętą na moim palcu. Hej,
- 4:45:51spokojnie. Kącik ust uniósł mu się
- 4:45:54tajemniczo. Zawsze mamy tu eksperta od
- 4:45:57piły mechanicznej. Uśmiech, który posłał
- 4:45:59nam wujek Adrien, gdy odwrócił głowę od
- 4:46:02okna, był niestety zbyt wymuszony i
- 4:46:04pełen napięcia, żebym dała się nabrać. W
- 4:46:07naszej rodzinie często śmialiśmy się
- 4:46:09szczerze. To zdecydowanie nie było to.
- 4:46:13Dlaczego ona w ogóle ma to na palcu?
- 4:46:15Pytała mama. Co to znaczy? Ktoś ją
- 4:46:17naznaczył. To jakiś manifest? O co
- 4:46:20chodzi? Manifest zemsty. Rzucił wujek
- 4:46:24Tony. Dziadek wolną dłonią gładził
- 4:46:26brodę. zamyślone. Zemsty. Zemsty,
- 4:46:30na dziecku. Za co niby? Ania, należy
- 4:46:33zachować spokój. Upomniał mamę tata,
- 4:46:36zerkając na mnie znacząco. Mam gdzieś
- 4:46:38ten wasz stoicki spokój. To dziewczynka,
- 4:46:41a nie pionek w waszej durnej gierce.
- 4:46:45Zapewniam cię, że nikt z nas nie bawi
- 4:46:47się życiem naszej córki, ani ja.
- 4:46:50Powiedział chłodno tata. Dzięki za
- 4:46:52zapewnienie. Od razu mogę odetchnąć.
- 4:46:54Syknęła mama. Skąd w ogóle wiecie, że to
- 4:46:57przetopiony sygnet?
- 4:46:59Po czym to poznajecie? Przecież to
- 4:47:00obrączka jak każda inna. Cieszyłam się,
- 4:47:03że zadaje te pytania. Sama nie miałam
- 4:47:05odwagi, a potrzebowałam odpowiedzi.
- 4:47:08Tutaj Ania, widzisz? Dziadek odwrócił
- 4:47:11mój palec, pokazując mamie fragment
- 4:47:13obrączki. To niedoszlifowany fragment
- 4:47:15sygnetu Rodria Retera.
- 4:47:18Na gładkiej srebrnej powierzchni w
- 4:47:19istocie wyryty był chropowaty wzór. Tata
- 4:47:22miał na swoim sygnecie podobne znaki.
- 4:47:24Rozpoznałam je, bo jako dziecko często
- 4:47:27bawiłam się jego dłońmi. To najwyraźniej
- 4:47:29wspólny motyw dla wszystkich członków
- 4:47:31organizacji.
- 4:47:33Mam mydło odezwał się nieśmiało Micki,
- 4:47:36który pojawił się obok nas. Dłonie miał
- 4:47:38złożone w łódeczkę. Kurtki jeszcze nie
- 4:47:40zdjął. Zaczesane do tyłu włosy
- 4:47:42zwilgotniały mu na czole.
- 4:47:45Tata uniósł brwi, lecz powstrzymał się
- 4:47:47od komentarza. Miki, trzeba było wziąć
- 4:47:50jakiś kubeczek. Westchnęła mama. Z
- 4:47:52ciągle złączonymi dłońmi Michael
- 4:47:54wzruszył ramionami. Mydło zachlupotało.
- 4:47:58Ale nic tam nie było, to co miałem?
- 4:48:00Dobra, dobra, młody. Tak, jest git.
- 4:48:02Przerwał mu dziadek. Machnął ręką.
- 4:48:05Podejdź tu. I jeszcze odrobina wody.
- 4:48:09Chwycił butelkę, którą wcześniej
- 4:48:11przyniósł tata. Patrzyłam, jak dziadek
- 4:48:13macza palce w jednym płynie i drugim.
- 4:48:15Wyciągnęłam kciuk, pozwalając mu
- 4:48:17działać.
- 4:48:18Dobrze, dobrze. Mama brała głębokie
- 4:48:20wdechy. Czy możemy łaskawie ustalić,
- 4:48:22skąd biżuteria po Rodriku Reterze
- 4:48:25znalazła się na palcu Ly?
- 4:48:28Księżniczko, a czy ty przypadkiem
- 4:48:29widziałaś, kto ją nosił wcześniej?
- 4:48:31Zapytał dziadek. Nieśmiało skinęłam
- 4:48:34głową. Elias. Przyznałam szeptem. Nikt
- 4:48:38nie dopytywał o jego tożsamość. Wszyscy
- 4:48:40już wiedzieli, że to chłopak
- 4:48:41odpowiedzialny za porwanie. Nic nie
- 4:48:44tłumaczył. Zdziwiła się mama. Dlaczego
- 4:48:46ci ją zakłada?
- 4:48:48Nosił ją odkąd zaczęłam go widywać.
- 4:48:51Spuściłam wzrok. Temat wciąż był trudny.
- 4:48:54Czułam na sobie świdrujące spojrzenie
- 4:48:56taty, a w oczach Mickiego mignęła
- 4:48:57deprata. Nigdy o niej nie wspominał. Ja
- 4:49:00nie pytałam. Uniosła mnie pewnie pod
- 4:49:03bródek. To był sygnet taty Eliasa,
- 4:49:05prawda?
- 4:49:07Linsiy, znasz prawdziwe imię tego
- 4:49:09chłopaka, prawda? Zapytała mama
- 4:49:11łagodnie. Ja zawahałam się. Sama już nie
- 4:49:15wiem. Znasz to imię Linsy? Ponaglił mnie
- 4:49:19tata szorstko. Elias? Tak, Elias. Nie.
- 4:49:23Przymknęłam na moment powieki, po czym
- 4:49:25poprawiłam się na głos. Kornel. Wujek
- 4:49:28Adrien znów odwrócił głowę od okna.
- 4:49:31Białe światło oświetlało mu tylko połowę
- 4:49:33twarzy. Druga tonęła w cieniu.
- 4:49:37Wy go znacie? Stwierdziłam cicho.
- 4:49:39Rodzina monet niechętnie dzieliła się
- 4:49:41sekretami, zwłaszcza z najmłodszymi,
- 4:49:43więc cisza trwała długo. W końcu
- 4:49:46przerwał ją tata. Jego ojciec Lindsey
- 4:49:49należał do organizacji. Robiliśmy z nim
- 4:49:52małe machojki. Wiesz jak jest
- 4:49:54księżniczko. dodał dziadek wciąż
- 4:49:56delikatnie obracając obrączkę.
- 4:49:59Idź już umyj te ręce. Upomniała mama
- 4:50:02Michaela, który stał nadal z dłońmi
- 4:50:04złożonymi w łódeczkę i słuchał z
- 4:50:06niedowierzaniem.
- 4:50:08Tak samo jak ja. Niewiele wiedział o
- 4:50:10organizacji.
- 4:50:11Tata rządzi światem. Wujek Adrien też.
- 4:50:14Wielkie rzeczy. Mama chyba wolała, by
- 4:50:16tak zostało i żeby Micki nie znał
- 4:50:18szczegółów. Dlatego dodała ponaglająco.
- 4:50:21Słyszysz? Mydło kapie na podłogę.
- 4:50:24Michael ruszył niechętnie do łazienki,
- 4:50:26lecz zatrzymał się, gdy powiedziałam
- 4:50:28grobowym tonem. Elias, to znaczy Kornel
- 4:50:31twierdzi, że zamordowaliście jego ojca.
- 4:50:34Pierwszy raz poczułam się od niego
- 4:50:35dojrzalsza. W końcu z naszej dwójki to
- 4:50:38on był tym perfekcyjnym dzieckiem. Jakoś
- 4:50:41nie umiałam się tym cieszyć. Tata
- 4:50:43wymienił spojrzenie z wujkiem Adrienem.
- 4:50:46Dziadek mocniej potarł obrączkę. Mama
- 4:50:48zesztywniała, a wujek Tony zacisnął zęby
- 4:50:51na suwaku bluzę.
- 4:50:53To nieprawda? Tak. Dopytałam. O, poszło.
- 4:50:56Ucieszył się dziadek, gdy obrączka
- 4:50:58wreszcie zeszła z palca. Ulga spłynęła
- 4:51:00na całe moje ciało.
- 4:51:03Potarłam kciuk. Został na nim tylko
- 4:51:05delikatny odcisk. Dziadek schował
- 4:51:07obrączkę do kieszonki na piersi swojej
- 4:51:09zamszowej kurtki. To nieprawda.
- 4:51:12Powtórzyłam. Klapa kieszeni opadła.
- 4:51:15Dziadek poklepał ją dłonią i westchnął.
- 4:51:19Ojciec dzieciaka, którego poznałaś, tego
- 4:51:21cudaka Kornela, brał udział w Dziadek
- 4:51:25skrzywił się podejrzanie, jakby coś
- 4:51:26kręcił. Coś nie chciało mu przejść przez
- 4:51:29gardło, nieszczęśliwym wypadku.
- 4:51:32Zrobiłam wielkie oczy i przycisnęłam
- 4:51:34dłonie do piersi. Wy naprawdę go
- 4:51:36zamordowaliście.
- 4:51:39Michael wrócił. Ręce miał czyste i
- 4:51:41zaróżowione, lecz twarz pobladłą. Wujek
- 4:51:44Adrien wyglądał jakby żałował, że nie
- 4:51:46znajduje się po drugiej stronie okna,
- 4:51:48mimo że śnieg nie przestawał padać, a
- 4:51:50wujek Tony trzymał suwak w zębach,
- 4:51:52ewidentnie cały spięty. Nieszczęśliwy
- 4:51:55wypadek. Prychnęłam. Macie mnie za
- 4:51:58idiotkę,
- 4:51:59Ly? Mama pogłaskała mnie po ramieniu,
- 4:52:02choć ona też była zdenerwowana. W głębi
- 4:52:05duszy rozumiała moje oburzenie.
- 4:52:09Nie, bo wy mnie ciągle okłamujecie. W
- 4:52:11podobnych momentach wujkowi Tonemu z
- 4:52:13pewnością było na rękę, że jest takim
- 4:52:15mrukiem. Milczenie przerzucało
- 4:52:18odpowiedzialność na tych bardziej
- 4:52:19rozmownych.
- 4:52:21Powoli podniósł się dziadek. Z ciepłego
- 4:52:23kucającego przy mnie dziadziusia znów
- 4:52:25stał się górującym nade mną patriarchą.
- 4:52:28Położył ciężką dłoń na moim ramieniu.
- 4:52:30Kamienie w jego piersiach zalśniły.
- 4:52:34Tak zamordowaliśmy go. Przyznał
- 4:52:36niespodziewanie. Zamilkłam przytłoczona
- 4:52:38jego dominującą sylwetką. Mama zdawała
- 4:52:41się czuć to samo. Patrzyła na niego z
- 4:52:43niechęcią spod zmrużonych powiek. Tata
- 4:52:46zacisnął usta. Jego skrzyżowane na
- 4:52:48piersi ramiona zesztywniały. Wujek
- 4:52:51Adidrien uniósł brwi ze zdumienia.
- 4:52:55Ja go zamordowałem. Doprecyzował dziadek
- 4:52:57Camden, przykładając wolną dłoń do
- 4:52:59szerokiej piersi w dystyngowanym geście,
- 4:53:02jakby właśnie proponował wszystkim
- 4:53:04herbatę.
- 4:53:05Groził rodzinie, postrzelił twojego
- 4:53:07tatę, Ly. Groził też tobie i cioci Hayy.
- 4:53:11Jego oczy pociemniały, więc tak. Wziąłem
- 4:53:14go za wszasz i wpakowałem do helikoptera
- 4:53:17skazanego na rozbicie. Historia krótka i
- 4:53:19już dosyć nudna, bo dla każdego, kto
- 4:53:22zadziera z naszą rodziną kończy się tak
- 4:53:24samo.
- 4:53:25Rozdziawiłam usta. Helikopter skazany na
- 4:53:28rozbicie. Wyszeptałam. Co to w ogóle
- 4:53:31znaczy? Michael, przynieś lisi i wody.
- 4:53:34wtrąciła mama.
- 4:53:36Przecież ma wodę. Zbuntował się Micky.
- 4:53:39Tylko jakąś resztkę. Dziadek zużył ją,
- 4:53:42zdejmując pierścionek. Michael ociągał
- 4:53:45się, lecz gdy napotkał spojrzenie taty,
- 4:53:47ruszył posłuszniej. Właśnie wychodził,
- 4:53:49gdy pisnęłam do dziadka.
- 4:53:52Pozbawiłeś dziecko ojca. Adrien
- 4:53:55przejechał dłonią po włosach
- 4:53:56oszołomiony. Tony niemal wtopił się w
- 4:53:58tło. Rodzice patrzyli na dziadka
- 4:54:01zaskoczeni jego szczerością.
- 4:54:03Chyba nawet tata nie spodziewał się aż
- 4:54:05tak otwartego wyznania.
- 4:54:08Dziadek Kam przechylił głowę z
- 4:54:10pobłażaniem.
- 4:54:12Kiedy na szali leży życie moich dzieci i
- 4:54:14wnuków, a po drugiej stronie tkwi
- 4:54:16uparty, niezdolny do kompromisów
- 4:54:18niebezpieczny człowiek, wybór jest dla
- 4:54:20mnie oczywisty.
- 4:54:23On mówił prawdę. Wyszeptałam.
- 4:54:26Co ten chłopiec ci na opowiadał? Zapytał
- 4:54:29dziadek, muskając mnie pod brodą.
- 4:54:32Przełknęłam gorzką ślinę, że chciał się
- 4:54:34zemścić na moim tacie za swojego.
- 4:54:37Dlatego mnie porwał, by zrobić tacie na
- 4:54:39złość i wyłudzić pieniądze. Ale to
- 4:54:42oznacza, że się pomylił. Skoro to ty go
- 4:54:44zabiłeś. Spojrzałam dziadkowi w oczy.
- 4:54:47Powinien mścić się na tobie.
- 4:54:51Słuszna dedukcja. To dowód, że chłopak
- 4:54:53nie wiedział o co naprawdę gra. Przecież
- 4:54:55po śmierci ojca odziedziczył fortunę. On
- 4:54:58i jego matka. Wins, przypomnisz mi jej
- 4:55:01imię?
- 4:55:03Romili.
- 4:55:05Romili Reter. Podpowiedział Adrien
- 4:55:08widząc zawahanie mojego taty. Nie był
- 4:55:10dobry w zapamiętywanie imion.
- 4:55:12Romili. Właśnie. Dziadek wzruszył
- 4:55:15ramionami. Uwierz Lisy. Romili pod
- 4:55:18względem finansowym nie spotkała
- 4:55:20krzywda. Dostała więcej niż będzie w
- 4:55:22stanie wydać przez całe życie. Nie
- 4:55:24podlegało dyskusji, że w takiej sytuacji
- 4:55:26organizacja zabezpieczy wdowę i syna.
- 4:55:29Pół roku po pogrzebie kupiła willę,
- 4:55:31otworzyła spa, zatrudniła personel
- 4:55:33liczniejszy niż królewski dwór, a w
- 4:55:35swoim ogrodzie stworzyła prywatne
- 4:55:37niemałe pole golfowe.
- 4:55:40tego to jej akurat nawet
- 4:55:42pozazdrościłem.
- 4:55:46Monitorowaliśmy ją cały czas, żeby mieć
- 4:55:48pod kontrolą, co tam się u niej
- 4:55:49wyprawia. Więc to kompletnie nie jest
- 4:55:52tak, że Romy Leter została samotną
- 4:55:54żyjącą w biedzie matką. Wiesz, Ly? Ale
- 4:55:58Tony wtrącił niepewnie. Syn Retera
- 4:56:01dostanie swoją część hajsu dopiero gdy
- 4:56:03skończy 24 lata. Nie, dobrze zapamiętał
- 4:56:07tę zasadę. On i wujek Shane otrzymali
- 4:56:09dostęp do rodzinnej fortuny monetów jako
- 4:56:11ostatni z rodzeństwa. No nie licząc
- 4:56:14cioci Hiley, ale w jej przypadku ta
- 4:56:16kwestia przestała mieć znaczenie, gdy
- 4:56:18Hailey zaczęła się spotykać zdzianym
- 4:56:19wujkiem Adrienem i ta granica jakoś się
- 4:56:22rozmyła. Tata skinął głową. Ile chłopak
- 4:56:25ma lat, Lindsey?
- 4:56:27Starłam łzę, która pociekła mi po
- 4:56:29policzku ze stresu i przejęcia.
- 4:56:33O 18 pasuje! Mruknął Adidien ponuro.
- 4:56:37Dziadek westchnął zniecierpliwiony.
- 4:56:40Chcesz mi powiedzieć, że cała ta
- 4:56:41tragedia to jest taki smutny, zwykły
- 4:56:43banał? Dzieciak niecierpliwi się, żeby
- 4:56:46się nachapać?
- 4:56:48Matka się z nim nie dzieli. Zdziwił się
- 4:56:50wujek Tony. Czy o niej wspominał?
- 4:56:53Zapytał mnie tata. Nie tylko o ojczymie.
- 4:56:56Odparłam czując dreszcz na samo jego
- 4:56:59wspomnienie.
- 4:57:00Ojczym. Dziadek podrapał się w brodę.
- 4:57:03Czy to ten starszawy gość, za którego
- 4:57:05Romili wyszła niedługo po żałobie?
- 4:57:08Zamieszkał w jej willi. Wtedy sobie
- 4:57:10pomyślałem, że trafiło się gościowi jak
- 4:57:12ślepej kurze ziarno. To był taki pan z z
- 4:57:16wąsem. Dotknęłam się palcem pod nosem.
- 4:57:19Chodził o lascea. Bardzo nieprzyjemny.
- 4:57:23Kazał mi robić dziwne rzeczy.
- 4:57:26Dało się wyczuć, że w pomieszczeniu
- 4:57:28zapanowała konsternacja. Dziwne rzeczy.
- 4:57:30Na usta mamy wstąpił pełen napięcia
- 4:57:33uśmiech. Możesz Lis powiedzieć coś
- 4:57:35więcej?
- 4:57:37Chodziłam po pokoju z filiżanką pełną
- 4:57:39herbaty, tak żeby jej nie rozlać.
- 4:57:43Z herbatą po co? Spytała. Zerknęłam na
- 4:57:47Tonego. Krzywił się z obrzydzeniem.
- 4:57:50Widzieliśmy go w Tacobel. Pamiętasz?
- 4:57:52Zwróciłam się do niego. Wtedy uderzył
- 4:57:55mnie pierwszy raz. Łzy napłynęły mi do
- 4:57:57oczu. Wydaje mi się, że widywałam go
- 4:57:59wcześniej.
- 4:58:01Co jakiś czas w różnych sytuacjach. Mama
- 4:58:04wybuchnęła. To jakaś paranoja. Wbiła
- 4:58:06morderczy wzrok w ojca. Gdzie jest to
- 4:58:09wasze bezpieczeństwo? Dlaczego jakiś
- 4:58:11wąsaty bęcwał kręcił się przy naszej
- 4:58:13córce i nikt nie reagował?
- 4:58:16Michael, który właśnie wrócił z butelką
- 4:58:18wody, nie odważył się podejść na tyle
- 4:58:19blisko, by postawić ją na stoliku przy
- 4:58:21moim łóżku.
- 4:58:23Zamiast tego zatrzymał się z boku,
- 4:58:24osłupiały, słysząc ton mamy. Dlaczego
- 4:58:27nie działacie już teraz? Krzyczała. Jej
- 4:58:31ramię zsunęło się z moich pleców, gdy
- 4:58:33poderwała się na równe nogi. Zwracała
- 4:58:35się głównie do taty. Ale pozostali
- 4:58:37obecni mężczyźni też zostali
- 4:58:39spiorunowani wzrokiem. Natychmiast
- 4:58:41załatwiej ochronę i znajdźcie tego
- 4:58:45łazengę.
- 4:58:47A nie, oczywiście, że zeznania Lis
- 4:58:48zostaną wykorzystane w poszukiwaniach.
- 4:58:51zapewnił dziadek zerkając z troską na
- 4:58:53mamę. Ochroniarz został już jej
- 4:58:55przydzielony. Dodał tata. Uniosłam brwi.
- 4:58:59Mama też.
- 4:59:01Świetnie powiedziała mama sarkastycznie
- 4:59:03rozłożyła dłonie i się rozejrzała. W
- 4:59:05takim razie gdzie on jest? Ma dyżury
- 4:59:07tylko w weekendy i święta czy jaki ty
- 4:59:09masz w końcu plan? Jest tu z nami.
- 4:59:13Odparł tada ze spokojem. Nie dawał się
- 4:59:15sprowokować. Mama była chyba jedyną
- 4:59:17osobą, która faktycznie mogła sobie
- 4:59:19pozwolić, by mówić do niego z taką
- 4:59:21niekontrolowaną pretensją. Rozejrzałam
- 4:59:24się. Nie było wśród nas ani jednej
- 4:59:26nieznajomej twarzy. Gdzie? Warknęła
- 4:59:29mama. Tata wskazał ręką. Wujek Tony.
- 4:59:33Mama zmarszczyła brwi. Tony wypuścił z
- 4:59:36ust zamek bluzy, jakby przyłapano go na
- 4:59:38gorącym uczynku. Spojrzałam na niego.
- 4:59:41Szara bluza, naburmuszone spojrzenie
- 4:59:43jasnych oczu i tatuaże. Przyznam, że
- 4:59:45byłam przyzwyczajona do ochroniarzy w
- 4:59:47trochę innych stylówkach. Tony zgłosił
- 4:59:50się na ochotnika. Wyjaśnił tata. I nie
- 4:59:53będzie cię krępował. Dodał dziadek. Tony
- 4:59:56zrobił minę jakby krępowanie mnie było
- 4:59:58wręcz jego celem. Przełknęłam ślinę.
- 5:00:01Jeszcze nie zdecydowałam co uważam o tym
- 5:00:04pomyśle.
- 5:00:06Będzie się zmieniał ze Slownem.
- 5:00:07doprecyzował tata, widząc nieprzekonanie
- 5:00:09mamy. Czy to rozsądne, by taką funkcję
- 5:00:12pełnił członek rodziny? Zapytała.
- 5:00:15Poruszyła się przy tym niespokojnie.
- 5:00:18Jest przeszkolo? Uważaj! Zawołał tata,
- 5:00:21bo mama poślizgnęła się na plamie mydła.
- 5:00:23Hach! Dziadek i tata rzucili się, żeby
- 5:00:26ją podtrzymać. Mama odzyskała równowagę
- 5:00:29i natychmiast wyrwała się mężowi. Tamena
- 5:00:32zignorowała. Ważne dla niej było, by
- 5:00:34odsunąć się od taty. Niedobrze
- 5:00:37pomyślałam. Tata cofnął się nie mówiąc
- 5:00:40słowa. Michael spuścił wzrok. Świadom,
- 5:00:42że to przez niego mydło rozlało się na
- 5:00:44podłodze. Wszystko okej, Ania nie?
- 5:00:47Zagadnął dziadek, ignorując napięcie
- 5:00:49chwili. Mama odgarnęła włosy za ucho,
- 5:00:52odchrąknęła i kiwnęła głową. W porządku,
- 5:00:54muszę tylko usiąść. To dużo się dzieje,
- 5:00:58wiele informacji. Przysiadła ostrożnie
- 5:01:01obok mnie, wciąż unikając patrzenia na
- 5:01:03tatę. Wiadomo, wszyscy jesteśmy trochę
- 5:01:05pospinani. Dobrze, że rozmawiamy.
- 5:01:08Rozmowy są ważne. Tak. Potaknął dziarsko
- 5:01:11dziadek. Słuchaj, Ly, powiedz nam, bo
- 5:01:14tak się zastanawiam, ten chłopak prawda
- 5:01:17jaki miał stosunek do tego, no wąsatego?
- 5:01:20Zerknąwszy na mamę, żeby się upewnić,
- 5:01:22czy wszystko z nią w porządku,
- 5:01:24odpowiedziałam dziadkowi, plącząc się
- 5:01:26nieco: "Nie wiem, wyglądało to tak,
- 5:01:28jakby jakby
- 5:01:31Może się go bał?" "Zgadł dziadek.
- 5:01:34Udawał, że nie, ale trudno to opisać."
- 5:01:38Pokręciłam głową zmęczona. "To tylko
- 5:01:40domysły."
- 5:01:41Może czuł do niego niechęć? Trzymał
- 5:01:44dystans. Kiwałam głową. No coś w tym
- 5:01:47stylu.
- 5:01:49To wąsatę zbuntował gówniarza.
- 5:01:51Podsumował dziadek przekonany o
- 5:01:53słuszności swojego wniosku. Otrzymałem
- 5:01:56maila z załączonymi skanami teczki.
- 5:01:58Oznajmił wujek Adrien podnosząc telefon.
- 5:02:02Zdobywszy naszą uwagę zaczął czytać,
- 5:02:04wybiórczo cytując to, co najważniejsze.
- 5:02:07Romil Retter po śmierci męża
- 5:02:09przeprowadziła się do Montrealu.
- 5:02:11Zamieszkała tam z synem z poprzedniego
- 5:02:13małżeństwa i nowym mężem Stanislausem.
- 5:02:18rozwiodła się z nim trzy lata temu.
- 5:02:22Stanislaus powtórzyła mama z
- 5:02:24obrzydzeniem, podsumowując,
- 5:02:27Romil jest zabezpieczona finansowo, a
- 5:02:29syn Rodri odziedziczy swoje za parę lat.
- 5:02:32Adrien odszedł od okna i stanął w nogach
- 5:02:34łóżka. Porywanie Linzi dla okupu to w
- 5:02:37tym przypadku idiotyzm. Gra nie warta
- 5:02:40świeczki. Zemsta na Wincie też nie ma
- 5:02:43sensu, skoro za śmiercią Rodria stoi
- 5:02:45Camden. Jeśli miałbym zgadywać,
- 5:02:48obstawiałbym,
- 5:02:49że chłopak został zmanipulowany.
- 5:02:52Dziadek przybrał buntowniczy wyraz
- 5:02:54twarzy. Szczeniak porwał mi wnuczkę.
- 5:02:56Burknął. Nie będzie tu żadnego
- 5:02:58usprawiedliwienia.
- 5:03:00Nikt z nim nie dyskutował. Nikt nie
- 5:03:03zamierzał bronić Eliasa. Po chwili wujek
- 5:03:05Adrien dodał: "A jednak to on postanowił
- 5:03:08ją oddać. spojrzał na mnie z uniesioną
- 5:03:11brwią. Prawda, Lindsy? Pokiwałam
- 5:03:14niepewnie głową. To czemu zmienił
- 5:03:16zdanie? Zastanawiała się mama, wciąż
- 5:03:19zniecierpliwiona.
- 5:03:22Przyłożyłam dłoń do brzucha. Pod
- 5:03:24delikatnym materiałem wyczuwałam
- 5:03:26szeleszczący opatrunek. Chyba zobaczył
- 5:03:28rany. Szepnęłam. Adrien skinął głową,
- 5:03:32jakby właśnie ułożył puzzle.
- 5:03:35Dzieciak ostatecznie się wystraszył.
- 5:03:37Spojrzał na tatę.
- 5:03:39Wiadomo, co to oznacza. Co? Co to
- 5:03:42oznacza? Zirytowała się mama. Możecie tu
- 5:03:45na forum wreszcie odsłonić rąbek
- 5:03:47tajemnicy.
- 5:03:48Syntera jest naszym słabym ogniwem.
- 5:03:51Odparł cicho tata. Trzeba się do niego
- 5:03:53dostać, a on zaprowadzi nas do tego
- 5:03:56wąsatego porąbańca. Dodał dziadek.
- 5:03:59Westchnął ciężko, pokiwał głową
- 5:04:01układając plan. Zacząłbym od ściągnięcia
- 5:04:05tutaj szanownej Romili.
- 5:04:07Atmosfera gęstniała, ale równocześnie
- 5:04:09stawała się coraz bardziej naładowana
- 5:04:11energią. Od rozważań przechodziliśmy do
- 5:04:13działania. Wszyscy wyglądali jakby
- 5:04:15czekali na sygnał startu. Ale jej nie
- 5:04:18zabijecie. Wyrwało mi się nagle. Nikt
- 5:04:21nie uznał tego pytania za niemądre. Mama
- 5:04:24patrzyła na innych wyczekująco. Tata
- 5:04:26miał zagadkowy wyraz twarzy. Dziadek,
- 5:04:28zawsze gotowy gasić pożary, przejął
- 5:04:30pałeczkę. Spójrz na mnie, Lindsy.
- 5:04:33Poprosił. Wiesz, że nie zabijemy ludzi
- 5:04:35bez powodu, prawda?
- 5:04:37Nie bez powodu szepnęłam. No to ów, od
- 5:04:39razu mi lepiej.
- 5:04:41Nikt jej nie tknie. Zapewnił mnie
- 5:04:43dziadek. Widzisz księżniczko,
- 5:04:45potrzebujemy jej do zeznań i ewentualnie
- 5:04:49ewentualnie do czego? Do wywabienia
- 5:04:52twojego kolegi z ukrycia.
- 5:04:58Rozdział 13.
- 5:05:00Taniec lekkim krokiem. Wreszcie twarda
- 5:05:04poduszka. Moja sypialnia. duża, czysta.
- 5:05:08Drzwi niezamykane z zewnątrz na klucz,
- 5:05:10wielkie okna, a nawet balkon. Za nimi
- 5:05:13przypruszone śniegiem ogród i las,
- 5:05:15wolność na wyciągnięcie ręki. W
- 5:05:18garderobie tylko świeże ubrania, w
- 5:05:20łazience żadnego kurzu. Wszystkie
- 5:05:21potrzebne kosmetyki pod ręką, ładny
- 5:05:24zapach, świeżość, nareszcie dom. Rozmowy
- 5:05:28z rodzicami, wujkami i dziadkiem były
- 5:05:30konieczne, lecz koszmarnie wyczerpujące.
- 5:05:33Więc kiedy przewieziono mnie tu ze
- 5:05:34szpitala, padłam na łóżko i podniosłam
- 5:05:37się dopiero teraz o 16:00. Przespałam
- 5:05:40prawie 20 godzin. Na dworze było już
- 5:05:42ciemno. Stopy nadal swędziały mnie
- 5:05:45nieprzyjemnie, ale chodzenie zamiast
- 5:05:47drażnić pomagało. Włosy nareszcie miałam
- 5:05:49czyste i rozczesane. Pasek na twarzy
- 5:05:52zbladł. Mimo to wklepałam w skórę krem.
- 5:05:55Zęby myłam 5 minut. Nietkowałam jeszcze
- 5:05:58dłużej. Zmieniłam opatrunek. Jeszcze
- 5:06:00trochę i wystarczy zwykły plaster.
- 5:06:03A nawet poczułam głód. Choć znajome
- 5:06:05wnętrze rezydencji monetów uspokajało,
- 5:06:07do kuchni skradałam się niemal na
- 5:06:09palcach. Korytarze ziały pustką. Minęłam
- 5:06:12skrzydło pracownicze. O tej porze tata
- 5:06:15pewnie załatwiał tam ważne sprawy. Może
- 5:06:18był na tropie mężczyzny z laską.
- 5:06:21Zeszłam na dół. Miękkie skarpetki, w
- 5:06:23które miałam opatulone stopy, tłumiły
- 5:06:25odgłosy moich kroków. Pierwsze dźwięki
- 5:06:28doleciały do mnie z kuchni. Miałam
- 5:06:30nadzieję usłyszeć głos mamy, może nawet
- 5:06:32cioci Haley, ale nie. Przystanęłam za
- 5:06:35framugą dotykając ściany. Przypomniała
- 5:06:38mi się tamta straszna tapeta z
- 5:06:40wypłukłymi listkami w piwnicy. Znowu tam
- 5:06:43jest. Teraz? No tak, teraz. Dokładnie w
- 5:06:47tej chwili. Ściszone szepty należały do
- 5:06:49pracownic. Jeden rozpoznałam. To była
- 5:06:52szefowa kuchni. Jej głos słyszałam jako
- 5:06:55ostatni, zanim spotkałam się z Eliasem i
- 5:06:57zostałam porwana. Dwie pozostałe to
- 5:07:00pokojówki. Chodzi o ten pokój na końcu
- 5:07:02korytarza? Spytała jedna z nich z
- 5:07:04przesadnym zaangażowaniem, przez co jej
- 5:07:06szept zabrzmiał nienaturalnie wyraźnie.
- 5:07:09Ten, który pani Monet kazała odkurzyć.
- 5:07:12Potwierdziła miękko druga. Wyjduje ją
- 5:07:15jak rano parzy kawę. Dodała szefowa
- 5:07:17kuchni. Nalewa ją do kubka termicznego.
- 5:07:21Potem idzie na górę i siedzi sama na
- 5:07:22balkonie. Przyteknęła jedna z pokojówek.
- 5:07:25Zakłada puchówkę, czapkę, owija się
- 5:07:28szalem.
- 5:07:29Nie chcę plotkować. Zastrzegła druga,
- 5:07:31ale zdarza się, że zapali papierosa.
- 5:07:34Chór zaskoczonych westchnień. Żona pana
- 5:07:37Moneta pali.
- 5:07:39Raz rzeczywiście poczułam gdzieś na
- 5:07:40piętrze nikotynę. Pomyślałam nawet, że
- 5:07:43to może pani Mmichael, ale nic nie
- 5:07:45powiedziałam. Szeptała [odchrząknięcie]
- 5:07:46ta pierwsza. Pomyślałam. Nie moja
- 5:07:49sprawa. I co ona tam siedzi tak sama? W
- 5:07:52ten śnieg rozległo się cmie.
- 5:07:55Dlaczego nie usiądzie w ogrodzie
- 5:07:57zimowym?
- 5:07:58unika męża. Od co? Tak zamyka się na
- 5:08:03klucz. Wczoraj szłam, żeby tam
- 5:08:05przewietrzyć, a tu klamka ani drgnie. Ja
- 5:08:08ją rozumiem. Odezwała się łagodnie
- 5:08:10któraś z nich. Kobieta potrzebuje
- 5:08:13prywatności. Nie, to nie to. Zaprzeczyła
- 5:08:16inna. Ma do niego żal. O tę całą
- 5:08:19historię z panienką Monet, prawda?
- 5:08:22Na pewno. Wiecie, ja nawet słyszałam,
- 5:08:24jak mu mówi, że to jego wina. Jasne, że
- 5:08:27go obwinia. prychnięcie. Kto by nie
- 5:08:29obwiniał. A no właśnie to jest to.
- 5:08:33Widziałyście tę biedną dziewczynkę?
- 5:08:35Przemknęła tu wczoraj w holu, zanim
- 5:08:37zabrali ją na górę. Taka przygaszona.
- 5:08:40Biedactwo strasznie poszarzała na
- 5:08:43twarzy.
- 5:08:44Panienka monet poszarzała?
- 5:08:47O zapiszczała przesadnie wysokim głosem
- 5:08:49jedna z pokojówek. Panienka Monet.
- 5:08:53Weszłam do kuchni, bo perspektywa
- 5:08:55wysłuchiwania, jak komentują odcień
- 5:08:57mojej karnacji, mnie nie bawiła.
- 5:08:59Rozproszyły się jak mrówki oblane wodą.
- 5:09:02Szefowa kuchni odkręciła kran, żeby
- 5:09:04skończyć mycie sałaty. Jedna z pokojówek
- 5:09:07uniosła ścierkę, druga chwyciła kosz z
- 5:09:09praniem. Przyszłam coś zjeść. Oznajmiłam
- 5:09:12chłodno. I tak się zastanawiałam,
- 5:09:15spojrzałam na szefową kuchni. Jaki kolor
- 5:09:17ma dziś moja cera? Uniosłam podbródek,
- 5:09:20żeby światło padło na moją twarz.
- 5:09:23Kobiety się zmieszały. Nic dziwnego,
- 5:09:25takie plotki o córce szefostwa to
- 5:09:27poważna wtopa. Panienka wygląda na
- 5:09:30wspaniale wypoczętą. Odezwała się w
- 5:09:32końcu jedna drżącym głosem. Wspaniale
- 5:09:35wypoczętą. Powtórzyłam z bladym
- 5:09:38uśmiechem. Dziękuję. Skinęłam szefowej.
- 5:09:41Zjadłabym coś lekkiego. Natychmiast
- 5:09:44porzuciła sałatę i ruszyła do lodówki.
- 5:09:47Oczywiście panienko, coś zaraz
- 5:09:48wybierzemy.
- 5:09:50Pokojówki rzuciły mi nieśmiałe uśmiechy
- 5:09:52i od razu się ulotniły. Nie
- 5:09:54zatrzymywałam ich. Mama zawsze mówiła,
- 5:09:57że pracownicy plotkują, a konsekwencje
- 5:09:59wyciąga się tylko w naprawdę
- 5:10:01nieeleganckich sytuacjach.
- 5:10:04W jadalni usiadłam przy ogromnym stole,
- 5:10:06żeby zjeść jak normalny człowiek.
- 5:10:08Specjalnie dla mnie przygotowano
- 5:10:09pensylwańską zupę rozgrzewającą i
- 5:10:12sycącą, klarowny bulion, równo pokrojone
- 5:10:15warzywa, szerokie domowe kluski i
- 5:10:17soczysty kurczak, na wierzchu kropla
- 5:10:19śmietanki i szczyp tatymianku.
- 5:10:22Jeśli szefową kuchni gryzły wyrzuty
- 5:10:24sumienia, tą zupą się trochę
- 5:10:26zrehabilitowała. Była tak pyszna, że
- 5:10:28pomyślałam o dokładce.
- 5:10:31Kiedy się nią delektowałam, do kuchni
- 5:10:32wszedł Michael po coś słodkiego. Nie
- 5:10:35zważając na porę roku i śnieg za oknem,
- 5:10:37nałożył sobie górę lodów, którą
- 5:10:39szczodrze polał syropem klonowym. Usiadł
- 5:10:42naprzeciw mnie. Widziałam, że coś chodzi
- 5:10:44mu po głowie.
- 5:10:46Z tobą już lepiej? Zagadnął w końcu
- 5:10:49dźgając zmrożone lody. Nie wiem.
- 5:10:52Przyznałam szczerze. Spojrzał na mnie.
- 5:10:55Jego spojrzenie często wydawało się
- 5:10:57obojętne. Miki od dziecka starał się
- 5:11:00wiernie naśladować tatę. Dziś jednak
- 5:11:03zdjął maskę. Jego błękitne oczy
- 5:11:05połyskiwały wilgocią. A u ciebie jak
- 5:11:08tam? Zapytałam, żeby mi się tu nie
- 5:11:10rozpłakał przy stole. Wzruszył
- 5:11:12ramionami, grzebiąc w deserze bez
- 5:11:14przekonania. Rzadko czułam się przy nim
- 5:11:17prawdziwie starszą siostrą. Zwykle był
- 5:11:19zbyt idealny, lecz teraz widziałam
- 5:11:22między nami emocjonalną przepaść.
- 5:11:24Autentycznie miałam ochotę wyciągnąć
- 5:11:26dłoń i pogładzić go kojąco po głowie, a
- 5:11:29na koniec psotnie potarmosić mu włosy.
- 5:11:32No powiedz, co ostatnio porabiałeś?
- 5:11:34Zachęciłam siląc się na figlarny
- 5:11:36uśmiech. Dalej chodzisz z Kornelią? Czy
- 5:11:38zdążyliście zerwać, gdy mnie nie było?
- 5:11:41Jego powaga mnie zaskoczyła. Nie
- 5:11:43odpowiedział ani rozbawieniem, ani
- 5:11:45irytacją. Czas się zatrzymał, lisamłam.
- 5:11:50Łyżka drżała nad miską, gdy zaciskałam
- 5:11:52palce na jej trzonku. Miki patrzył na
- 5:11:54mnie, mrugając gęsto. W oczach miał
- 5:11:57niewinność, której nie widziałam u niego
- 5:11:59od dziecięcych lat, kiedy jeszcze był
- 5:12:01tak mały, że dawał mi się wrabiać w
- 5:12:02kłopoty. Jak cię nie było, świat
- 5:12:05przestał istnieć. Tutaj, w domu,
- 5:12:07wszędzie, rodzice, wujkowie, wszyscy
- 5:12:10mieli jedną misję. Liczyło się tylko
- 5:12:13sprowadzenie cię z powrotem. Głos mu
- 5:12:15zadrżał, gdy dodał: "W jednym kawałku.
- 5:12:19Trudno się tego słuchało. Usta mi się
- 5:12:22rozchyliły. Spuściłam głowę, włosy
- 5:12:24opadły mi na twarz. Patrzyłam na kluskę,
- 5:12:27która dryfowała samotnie w mojej zupie.
- 5:12:30A ja przecież wiedziałem.
- 5:12:32Michaelowi głos ugrzązł w chrybce. Na
- 5:12:35próżno próbował odchrząknąć.
- 5:12:38Zmarszczyłam brwi. Co wiedziałeś?
- 5:12:40Wiedziałem, że używasz mojego starego
- 5:12:42telefonu. Powiedział pociągając ze
- 5:12:44złością nosem.
- 5:12:46Po co niby miałabyś to robić? Wiadomo po
- 5:12:49co. Pakowałaś się w kłopoty. Ja to
- 5:12:51przeczuwałem. Zaciskał szczękę i kręcił
- 5:12:54głową jakby z obrzydzeniem, ale takim do
- 5:12:56samego siebie.
- 5:12:58Przestań. Poprosiłam. Zgarbiłam się
- 5:13:00przymykając powieki. Micki, weź proszę
- 5:13:03przestań.
- 5:13:05Powinienem był cię wydać. Zawsze to
- 5:13:07robię, więc dlaczego tym razem
- 5:13:09odpuściłem? Bo ci kazałam.
- 5:13:11Przypomniałam.
- 5:13:13Przekomarzaliśmy się jak zwykle.
- 5:13:15Zachowałeś się normalnie. Zrobiłeś
- 5:13:17wszystko jak trzeba. To ja odwaliłam.
- 5:13:20Przecież ja spotkałem tego typa.
- 5:13:22Łyżeczka utkwiła pionowo w lodach, a
- 5:13:24Michael postukał się palcem w skroń w
- 5:13:27szkole pod murem. Miki westchnęłam.
- 5:13:31Wyglądał jak kryminalista. Werknął od
- 5:13:34samego początku. Miki, przestań.
- 5:13:37To nieprawda.
- 5:13:39Zobaczyłem swoją siostrę z najbardziej
- 5:13:41podejrzanym typkiem na świecie. I co? I
- 5:13:43gówno zrobiłem.
- 5:13:46Coknęłam z frustracją. Brakowało mi
- 5:13:48jeszcze tylko brata obwiniającego się o
- 5:13:50całą tę sytuację.
- 5:13:54Elias wyglądał normalnie. Powiedziałam
- 5:13:56dobitnie pochylając się w jego stronę.
- 5:13:58Słyszysz? Wyolbrzymiasz to kompletnie
- 5:14:01normalnie. Skąd mogłeś wiedzieć, że
- 5:14:03okaże się porywaczem? Znałam go lepiej,
- 5:14:06a też się nie domyśliłam.
- 5:14:09Powinienem był cię wydać. Czemu tego nie
- 5:14:11zrobiłem? Zawsze to robię. kręcił się w
- 5:14:14kółko, pełen agresywnej energii, której
- 5:14:16nie umiał rozładować.
- 5:14:18Metal zabrzęczał o szkło głośno.
- 5:14:21Obejrzałam się na drzwi jadalni. Szefowa
- 5:14:24kuchni na pewno podsłuchiwała. Będzie
- 5:14:26miała co powtarzać na kolejnej przerwie.
- 5:14:29Michael. Nachyliłam się niżej. Dłonie
- 5:14:32rozłożyłam na blacie. To były moje
- 5:14:34decyzje. Moje. Nie jesteś odpowiedzialny
- 5:14:38za moje życie. Uspokój się. Wina leży
- 5:14:40wyłącznie po mojej stronie. I weź nie
- 5:14:43martw się o mnie. Odchyliłam się z
- 5:14:45cierpkim uśmiechem. Wyciągnęłam z tego
- 5:14:48lekcje. Nie dopuszczę do powtórki. Będę
- 5:14:50miała ochroniarza. Wujek Tony zgłosił
- 5:14:53się na ochotnika. Gdy tylko zacznę
- 5:14:55wychodzić z domu, on będzie się zawsze
- 5:14:57plątał w pobliżu. Więc tak, mam
- 5:15:01przesrane.
- 5:15:02To miało zabrzmieć żartobliwie. Oboje
- 5:15:05wiedzieliśmy, że Tony jako Bodyguard to
- 5:15:07absurd, ale Michael nie był w nastroju
- 5:15:09do żartów.
- 5:15:11Jakby mnie nie słyszał. W jego idealnie
- 5:15:13zaczesanych włosach sterczał zbuntowany
- 5:15:15kosmyk, którego nie poprawił. Nie znałam
- 5:15:18go z tej strony. Efekt chrztu męstwa.
- 5:15:22Uderzył cię, prawda? Zapytał nagle. W
- 5:15:25jego oczach zalśniły łzy. Wzięłam płytki
- 5:15:28oddech. Miki, Jalis, też bym go mógł
- 5:15:33pobić jak coś. Drgnęły mu ramiona pod
- 5:15:36luźną bluzą. Zanim odpowiedziałam,
- 5:15:38spuściłam wzrok, by zebrać myśli.
- 5:15:41Nie trzeba nikogo bić. Westchnęłam.
- 5:15:44Ćwiczę teraz więcej niż kiedyś.
- 5:15:47Zaszurało krzesło. Wstałam. Kluska dalej
- 5:15:50pływała w zupie. Obeszłam stół i objęłam
- 5:15:52Michaela ramieniem. Zwykle chciałam mu
- 5:15:55ukręcić głowę. Dziś położyłam policzek
- 5:15:57na tych jego irytująco porządnych,
- 5:15:59pachnących lakierem włosach. Jego dłoń
- 5:16:02zawisła na chwilę na moim przedramieniu.
- 5:16:05Krótki, lecz znaczący moment. Z
- 5:16:07Michaelem zwykliśmy się raczej żreć.
- 5:16:10Rzadko się w ogóle dotykaliśmy. Puściłam
- 5:16:12go i wyszłam. Zostawiłam brata nad
- 5:16:15deserem. W holu wzięłam głęboki wdech i
- 5:16:18zaczęłam nasłuchiwać, pełna niepokoju.
- 5:16:21Po chwili usłyszałam odgłos łyżki
- 5:16:22stukającej o szklany pucharek i
- 5:16:24odetchnęłam. Znak, że Miki wrócił do
- 5:16:27jedzenia lodów. Ruszyłam przez dom i
- 5:16:30kiedy mijałam kanapę w salonie, musnęłam
- 5:16:32ją dłonią. Materiał był przyjemnie
- 5:16:34gładki, czysty, wysokiej jakości. Nie to
- 5:16:37co zakurzone meble w tamtej okropnej
- 5:16:39piwnicy. Światło wpadało tu przez ścianę
- 5:16:42okien, odbijając się od nieskazitelnego
- 5:16:45śniegu ścielącego się w ogrodzie.
- 5:16:48Ale to nie salon był moim celem. Nogi
- 5:16:51prowadziły mnie do sali tanecznej. Moja
- 5:16:53dusza nieśmiało szeptała, by na sucho
- 5:16:56powtórzyć ostatnio trenowany układ.
- 5:16:58Jednak ciało zaprotestowało.
- 5:17:00Stopy wciąż mi dokuczały, nawet na
- 5:17:02miękkim materacu. Uwielbiałam tańczyć,
- 5:17:05gdy za oknami padał śnieg. Usiadłam po
- 5:17:08turecku na materacu, nie ośmielając się
- 5:17:10wyjść na środek. Wpatrywałam się w okno.
- 5:17:13Od podziwiania zimowego ogrodu przeszłam
- 5:17:15do wywołujących gęsią skórkę wspomnień
- 5:17:17drzewa. Ono gdzieś tam było. Rosło nadal
- 5:17:21w lesie na terenie rezydencji, a na jego
- 5:17:24pniu wygrawerowany napis L+ C.
- 5:17:28Zadrżałam. Za nic nie miałam odwagi, by
- 5:17:30je odszukać. Skuliłam się ciaśniej.
- 5:17:33Przeniosłam wzrok na lśniący parkiet. Po
- 5:17:36długiej chwili spojrzałam w lustro.
- 5:17:38Daleko, w strefie siłowni. Na ławce
- 5:17:40siedziała jakaś postać.
- 5:17:43Zerwałam się z cichym okrzykiem, lądując
- 5:17:45koślawo na czworakach. Wujku Tony nawet
- 5:17:48nie drgnął. Odwzajemniał moje spojrzenie
- 5:17:51jak kamienny posąg. Wokół niego aura
- 5:17:54tajemnicy. Mrok, ten sypiący za oknem
- 5:17:57śnieg, jego czarne ciuchy.
- 5:18:00Co ty tu robisz? Wyszeptałam, bo ta
- 5:18:02sceneria zdawała się narzucać ciszę.
- 5:18:06Ochraniam. Aha. Usiadłam na piętach. Po
- 5:18:09chwili zzaiłam, że mnie ochraniasz.
- 5:18:13Przyłożyłam dłoń do piersi. Nie
- 5:18:15odpowiedział. Rzecz jasna. Nie lubił się
- 5:18:17wysilać, gdy odpowiedź była oczywista.
- 5:18:20Przed czym jesteśmy w domu?
- 5:18:23Przed twoimi pomysłami.
- 5:18:25Jakimi? Nie mam żadnych. Moja głowa to
- 5:18:28pustynia. Rozłożyłam ręce. Serio? Nie
- 5:18:31wiedziałam, że tu jesteś. I co? Po
- 5:18:33prostu siedziałam. Nie zrobiłam nic
- 5:18:35głupiego. Nawet się przed tobą nie
- 5:18:37skompromitowałam.
- 5:18:39Pewnie umierasz tu ze mną z nudów.
- 5:18:42Pustynię w głowie miałaś już wtedy, gdy
- 5:18:44postanowiłaś w bagażniku
- 5:18:46kucharki.
- 5:18:48Teraz to nie był Tony. Ta wypowiedź była
- 5:18:51zbyt długa i zbyt zjadliwa. Bardziej
- 5:18:53pasowała do innego brata monet,
- 5:18:56na przykład do wujka Dylana. Pojawił się
- 5:18:59wielki i muskularny, jak zawsze w
- 5:19:01koszulce bez rękawów, która eksponowała
- 5:19:03jego szerokie ramiona. Och, wujek Dylan
- 5:19:06wybiłby ojczymowi Eliasa z głowy pomysł,
- 5:19:09żeby podnosić na mnie swoją laskę.
- 5:19:12To nie, to nie był bagażnik.
- 5:19:14Wymamrotałam. Dylan zamknął mnie na
- 5:19:17moment w uścisku, po czym walnął się
- 5:19:19obok na materac.
- 5:19:21Nie bagażnik. O, sorry. No to opowiedz,
- 5:19:23jak to było. Złączone palce wskazujące i
- 5:19:26środkowy przytknął do płatka ucha od
- 5:19:28zewnętrznej strony. Słucham w
- 5:19:30uważnie. Westchnęłam. To będzie trudna
- 5:19:34rozmowa. Weszłam po prostu do jej auta.
- 5:19:37Na tyły. Zaczęłam spokojnie. Nie
- 5:19:40bagażnik, tylko tyły auta. Zakpił.
- 5:19:42Świetnie. Rzuciłam mu spojrzenie
- 5:19:45spodłba, ale więcej w nim było błagania
- 5:19:47niż złości. Wujku,
- 5:19:50tyły auta. Wybornie. Mamy to. Przestań.
- 5:19:54Winsto się z tobą ma. Pokręcił
- 5:19:57głową. Co ty sobie wyobrażałaś, Lisy, że
- 5:19:59możesz tak odpierdalać? I co? Nic nie
- 5:20:03wyobrażałam.
- 5:20:05Mam ochotę cię za to tak zjebać, Chryste
- 5:20:09westchnął i wyłożył się na plecach.
- 5:20:11Patrzyłam oszołomiona.
- 5:20:14Wiem, wszyscy są na mnie źli. Zerknęłam
- 5:20:16na wujka Tonego. Wciąż siedział
- 5:20:18nieruchomo. Dylan potaknął. Dobrze, że
- 5:20:21wiesz. Już nigdy tego nie zrobię. Nie
- 5:20:24zrobisz, bo powinnaś dostać szlaban na
- 5:20:26wszystko. Stwierdził wpatrując się w
- 5:20:29sufit. Tak właśnie na wszystko. To
- 5:20:31rozwiązałoby problem. Zawał. Zaczął
- 5:20:35wujek Shane. Kolejna figura, która
- 5:20:37pojawiła się na planszy.
- 5:20:40Nie wiem skąd. Nagle w rezydencji
- 5:20:42zjawiło się tylu braci monet.
- 5:20:45Wujek Shane wszedł do sali podobnie jak
- 5:20:47Dylan, nachylił się nade mną i przytulił
- 5:20:49niczym wielki miś z Disneylandu.
- 5:20:52Był ubrany w grubą bluzę w kolorze
- 5:20:54głębokiego granatu. Identyczny odcień
- 5:20:56miało teraz niebo za oknem.
- 5:21:00Ty nas wykończysz. Zawału dostaniemy.
- 5:21:03Ciągnął siadając obok i przykładając
- 5:21:05dłoń do serca.
- 5:21:07Obrączka ślubna w kolorze czarnej stali
- 5:21:09niemal stapiała się z materiałem bluzy.
- 5:21:12Wiesz jak mi ono waliło? Patrzyłam na
- 5:21:15niego zakłopotana.
- 5:21:18Jako jedyny z braci nie dbał o to, ile
- 5:21:20emocji przede mną pokaże. Na jego zwykle
- 5:21:23pogodnej twarzy kłębiły się teraz te
- 5:21:25najgorsze od irytacji po strach i
- 5:21:27zmartwienie.
- 5:21:29Jak waliło wiesz? Palce na piersi
- 5:21:32zacisnął w pięść. jakbym był jakimś, nie
- 5:21:35wiem, końskiem na wyścigu. Przełknął
- 5:21:37ślinę wyraźnie zniesmaczony. A ciebie
- 5:21:40porwał jakiś szczylek. Wyszeptał
- 5:21:42ochryple nie mogę.
- 5:21:45Syntera. Mruknął wujek Tony niczym demon
- 5:21:48wyłaniający się z odmętów siłowni. Co za
- 5:21:51gówno! Prychnął Dylan z taką pogardą, że
- 5:21:53drobinki śliny doleciały pewnie aż do
- 5:21:55sufitu. Poczułam ukucie w piersi.
- 5:21:59Uratował mnie. Te słowa wyrwały mi się
- 5:22:02mimowolnie. natychmiast chciała je
- 5:22:04cofnąć. Moja dłoń drgnęła, by zasłonić
- 5:22:07usta. Oczy się rozszerzyły. Za późno.
- 5:22:10Wszyscy spojrzeli na mnie. Uratował
- 5:22:14Dylan uniósł nie tylko brew, ale i całe
- 5:22:16ciało do pozycji siedzącej. Mrużył oczy,
- 5:22:19jakby nie rozumiał mojego toku
- 5:22:20rozumowania. Z porwania, które sam
- 5:22:23zaaranżował, to jest według ciebie
- 5:22:25ratunek.
- 5:22:27Tony wykrzywiał twarz, jakbym co
- 5:22:28najmniej oznajmiła, że haa, to wszystko
- 5:22:31to był tylko żart i wcale nie zostałam
- 5:22:33porwana. A ostatnie dni spędziłam we
- 5:22:35Francji w odwiedzinach u cioci Mai i
- 5:22:37wujka Montiego.
- 5:22:40A gdybym upiekł ciasto z powiedzmy
- 5:22:42tamtym jebanym muchomorem, którego zjadł
- 5:22:44Gron. Pieklił się nadal wujek Dylan.
- 5:22:47Potem położył je SJowi na talerzu, a w
- 5:22:50ostatniej chwili wyrwał mu je z mordy i
- 5:22:52krzyknął: "Stary, nie jedz. To też
- 5:22:54byłbym bohaterem?
- 5:22:57Ty miałbyś upiec ciasto? Ruknęłam.
- 5:22:59Byłbym bohaterem? Spuściłam głowę. Dylan
- 5:23:02przewiercał mnie wzrokiem, czekając, aż
- 5:23:04przytaknę, ale zaprzeczyłam.
- 5:23:07Nie,
- 5:23:09syn Retera też nim nie jest. Stwierdził
- 5:23:11Shane z nietypową dla siebie powagą.
- 5:23:14Jest pizdą. Dodał tony w
- 5:23:15charakterystyczne dla siebie jak
- 5:23:17burowaty sposób. Trzeba go znaleźć i
- 5:23:20pociągnąć do odpowiedzialności.
- 5:23:22podsumował Dylan, uspokajając się i znów
- 5:23:24kładąc na materacu. To kwestia czasu.
- 5:23:28Słuchałam kiwając głową, bo tak
- 5:23:29należało. Tego oczekiwali ode mnie
- 5:23:31wujkowie. Jednocześnie czułam rosnący
- 5:23:34dyskomfort niezwiązany z raną na
- 5:23:36żebrach. Zanim zdążyłam rozgryźć tę
- 5:23:39dziwną emocję, zagłuszyła ją melodia.
- 5:23:42Rozległa się z głośników, do których
- 5:23:44zwykle podłączałam muzykę do tańca.
- 5:23:46Teraz z telefonem w dłoni stał wujek
- 5:23:48Will. uśmiechnął się krzywo, gdy wszyscy
- 5:23:51spojrzeliśmy w jego stronę. "Może
- 5:23:53zmienimy temat na coś przyjemniejszego?"
- 5:23:55zaproponował
- 5:23:57Ly. "Na pewno wolałaby się zrelaksować."
- 5:23:59Spojrzał na mnie pytająco.
- 5:24:02"Nie wiem." Pogłaskałam się po ramieniu,
- 5:24:04nagle onieśmielona. "Chyba nie chcę
- 5:24:06tańczyć." Teraz wszyscy gapili się na
- 5:24:08mnie. Dylan znów usiadł. Tento się nie
- 5:24:12potrafił wyluzować. Bo czemu niby?
- 5:24:16Zmieszałam się. Bolą mnie stopy. Zawsze
- 5:24:19rwałaś się do tańca, choćby cię
- 5:24:20krwawiły. Shane zmrużył powieki. To tak,
- 5:24:23jakby on odmówił kolacji, a tony
- 5:24:26przejażdżki motocyklem
- 5:24:29poruszyłam stopami w opatrunkach i
- 5:24:31nałożonych na nich skarpetkach. Dziś
- 5:24:33tego po prostu nie czuję. Wyznałam ly
- 5:24:36Shane zmarszczył brwi zaniepokojony.
- 5:24:39Tańcz.
- 5:24:41To ci pomaga. Dodał Dylan z wyrzutem,
- 5:24:43jakbym odmawiała przyjęcia lekarstwa.
- 5:24:46Nie chcę.
- 5:24:47Musisz. Upierał się Shane. Cokolwiek, bo
- 5:24:51to nie jest normalne.
- 5:24:54Kiedy uniosłam brwi, dorzucił chociaż
- 5:24:56jakiś krótki układ. Albo wiem. Wstań i
- 5:24:59pokaż jak się broniłaś. Zażądał wujek
- 5:25:02Dylan. Zarumieniłam się i schowałam
- 5:25:05twarz w dłoniach.
- 5:25:07Wujku, proszę. Wreszcie reakcja, na jaką
- 5:25:10liczyli. Bracia Monet uwielbiali mnie w
- 5:25:12ten sposób peszyć. Shane uśmiechnął się
- 5:25:15złośliwie.
- 5:25:16No pokaż młoda prawy sierp. Parsknięcie
- 5:25:20Tonego zwiastowało rozluźnienie
- 5:25:21atmosfery. W realnej walce to nie takie
- 5:25:24proste. Marudziłam. Wiecie, że nie
- 5:25:26jestem dobra w bijatykach. No przecież
- 5:25:29ćwiczyliśmy. Przypomniał Shane z
- 5:25:31udawanym smutkiem. I zawsze lądowałam na
- 5:25:34materacu. Bo masz za lekki krok. Pouczył
- 5:25:38mnie Dylan tonem specjalisty. Bo jestem
- 5:25:40tancerką.
- 5:25:42Will też lekko się uśmiechał. Przed moją
- 5:25:45twarzą zamajaczyła jego wyciągnięta
- 5:25:47dłoń. Jego plan działał, więc zapraszam
- 5:25:50tancerkę do tańca.
- 5:25:52Był tak cierpliwy, że mimo początkowych
- 5:25:54protestów wreszcie dałam za wygraną.
- 5:25:57Wujek Will podciągnął mnie z materaca
- 5:26:00delikatnie oplół palcami moją dłoń. Na
- 5:26:02początek mnie przytulił w ramach
- 5:26:04zaległego powitania. Patrzyłam mu w
- 5:26:07oczy. Zawsze bywał surowy, szczególnie
- 5:26:10odkąd kiedyś mu podpadłam. Ale dziś
- 5:26:12widziałam w nich jedynie ulgę.
- 5:26:14Zapatrzona w te jego błękitne tęczówki
- 5:26:17potknęłam się o własną stopę, choć
- 5:26:19prowadził mnie pewnie. Wyszłam z wprawy.
- 5:26:23Usprawiedliwiłam się. Spokojnie, Ly!
- 5:26:25Szepnął. Wszystko dobrze.
- 5:26:28Wujek Will prowadził delikatnie.
- 5:26:30Parkiet, choć twardy, przyjmował nasze
- 5:26:32kroki. Stopy już tak nie bolały.
- 5:26:34Opatrunek nie uwierał. Sunęliśmy w rytm
- 5:26:37spokojnej muzyki. Światło było
- 5:26:39przygaszone. Za oknem z ciemnego nieba
- 5:26:42sypał śnieg. Wiedziałam, że Tony
- 5:26:44obserwuje nas zmroku siłowni. Shane
- 5:26:47opierał się o lustro, kiwając głową w
- 5:26:49rytm. Dylan leżał, wspierając głowę na
- 5:26:52dłoni, dziwnie spokojny. Uśmiech sam
- 5:26:55rozkwitł mi na twarzy. Taniec obudził we
- 5:26:57mnie radość, dopóki znów się nie
- 5:26:59potknęłam. Will od razu mnie podtrzymał.
- 5:27:03To przez skarpetkę. Bandaż się podwinął.
- 5:27:05Skarpetki są za cienkie. Powinny być
- 5:27:08grubsze jak te w pingwiny. Rozkojarzyłam
- 5:27:10się. źle stawiałam kroki. Wujek Will
- 5:27:14uśmiechał się do mnie delikatnie, dając
- 5:27:15mi do zrozumienia, że nic się nie stało.
- 5:27:18Przecież potknięcia w tańcu się
- 5:27:19zdarzają, ale ja już zdążyłam poczuć coś
- 5:27:22innego. Filiżanka zadrżała. Herbata się
- 5:27:26rozlewa. Nie stop! Krzyknęłam, a Will
- 5:27:30stanął zaskoczony. Wtedy wyrwałam się mu
- 5:27:33i wybiegłam z sali. Moje skarpetki
- 5:27:36ślizgały się po podłodze rezydencji
- 5:27:38monetów, kiedy ze łzami w oczach
- 5:27:40uciekałam przed siebie ile sił w
- 5:27:42pokieryszowanych nogach.
- 5:27:48Rozdział 14. Historia z aligatorem.
- 5:27:53Ciężka żelazna brama wjazdowa do
- 5:27:55rezydencji monetów rozsunęła się
- 5:27:57bezszelestnie. Pracownicy dbali, aby
- 5:28:00podjazd był odśnieżony, więc czarne auto
- 5:28:02płynnie wczyło się na posesję i
- 5:28:04zatrzymało tuż przy głównych drzwiach,
- 5:28:06nie z tyłu, przy skrzydle pracowniczym.
- 5:28:09To Vincent Monet tak zarządził.
- 5:28:11Przesłuchanie Romy Letter dla lepszego
- 5:28:14efektu przeprowadzimy w warunkach
- 5:28:16domowych.
- 5:28:17Wiedziałam o tym, bo tata dodał, że
- 5:28:19jeśli zechcę, mogę być przy nim obecna.
- 5:28:22Trzymanie rodzinnych tajemnic przed
- 5:28:24dziećmi zawiodło już tyle razy, że
- 5:28:26przestał tego tak pilnować. chyba za
- 5:28:29namową dziadka Kama.
- 5:28:31Sunęłam dłonią po wypolerowanej poręczy,
- 5:28:33schodząc na dół. Obandażowane stopy
- 5:28:36opatulone dodatkowo miękkimi skarpetkami
- 5:28:39nie mieściły się w baletkach, więc szłam
- 5:28:41boso i bezszelestnie. Ubrałam się
- 5:28:43starannie.
- 5:28:45Niepewna dreskodu obowiązującego na
- 5:28:47domowym przesłuchaniu matki własnego
- 5:28:49porywacza spędziłam w godzinę w
- 5:28:50garderobie. białą odświętną koszulę z
- 5:28:53falbanami odrzuciłam od razu, uznawszy,
- 5:28:56że to chyba byłaby przesada. Ale luźna
- 5:28:58czarna wydała mi się w sam raz.
- 5:29:01Poprawiłam kołnierzyk. Rozpięty u góry
- 5:29:04guzik i związane z tyłu włosy odsłaniały
- 5:29:06spory kawałek bladego dekoltu, lecz
- 5:29:08zrezygnowałam z wisiorka. W połowie
- 5:29:11schodów przesiadłam na stopniu. Spocone
- 5:29:13z nerwów dłonie wcisnęłam między kolana.
- 5:29:16Po plecach przebiegł mi dreszcz.
- 5:29:18Czekałam. Pokojówki krążyły w pobliżu.
- 5:29:22Pomyślałam, że znów będą miały o czym
- 5:29:23szeptać. Praca u monetów to gwarancja
- 5:29:27wrażeń.
- 5:29:28Klamka kliknęła. Wyprostowałam się.
- 5:29:31Drzwi otworzyły się i do holu wszedł
- 5:29:33Orion Slone, a obok niego stanęły czarne
- 5:29:36botki na niewysokim kwadratowym obcasie.
- 5:29:39Ich stukot poniósł się po kamiennej
- 5:29:41posadzce. Slone szedł tuż przy kobiecie.
- 5:29:44Widać było, że mają ze sobą jakąś
- 5:29:46szamotaninę. Jej ciemne włosy do
- 5:29:48łopatek, wcześniej zapewne starannie
- 5:29:50ułożone, były potargane, a długa spinka
- 5:29:53tkwiła w nich krzywo. W krótkim
- 5:29:56płaszczyku w beżową kratkę brakowało
- 5:29:58oderwanego guzika. Podróż musiała
- 5:30:00przebiec gładko, bo Romy Reter nie
- 5:30:03wyglądała na zmarzniętą czy
- 5:30:04przemokniętą. W napięciu zmrużyłam oczy,
- 5:30:07szukając w jej rysach podobieństwa do
- 5:30:09Eliasa i znalazłam je od razu. Wyraziste
- 5:30:12kontury twarzy, ciemna oprawa oczu,
- 5:30:15długie rzęsy, pełne usta.
- 5:30:17Szminka zdążyła się zetrzeć. Na wargach
- 5:30:20Romili został ledwie cień koloru.
- 5:30:22Spojrzenie miała ostre, mimo że obecnie
- 5:30:25była na pozycji raczej przegranej.
- 5:30:29Wystawność rezydencji badała z uwagą i
- 5:30:31spokojem. Luksus jej nie onieśmielał,
- 5:30:34ale czuła dyskomfort. Ludzi z takim
- 5:30:36majątkiem lepiej nie lekceważyć.
- 5:30:39I tak miała szczęście. Mnie
- 5:30:41przetrzymywano w znacznie gorszych
- 5:30:42warunkach. Och, nasze spojrzenia się
- 5:30:45spotkały. Jej oczy miały niemal ten sam
- 5:30:48odcień, co oczy Eliasa.
- 5:30:50Popatrzyła na mnie, nastolatkę ze
- 5:30:52schludnie zaczesanymi włosami, siedzącą
- 5:30:55na schodach z kolanami złączonymi jak u
- 5:30:57pensjonarki.
- 5:31:00Proszę płaszcz. Romil drgnęła, gdy
- 5:31:03podszedł Winston. W czarnym fraku
- 5:31:05wyglądał dystyngowanie niczym elegancki
- 5:31:07pingwin, jak jeden z tych na
- 5:31:09skarpetkach.
- 5:31:11profesjonalnym ruchem zdjął jej okrycie.
- 5:31:13Pod nim kobieta miała czerwony sweter,
- 5:31:15który podkreślał kontury jej twarzy.
- 5:31:18Miała urodę trochę jak ciocia Martina,
- 5:31:20tylko o chłodniejszej karnacji, jak spod
- 5:31:23kanadyjskiego klonu, a nie hiszpańskiej
- 5:31:25palmy. Dzień dobry. Zjadalnie wyjrzała
- 5:31:28mama. Jeszcze przed chwilą bawiła się
- 5:31:31złotą bransoletką od taty. Teraz złożyła
- 5:31:33dłonie w koszyczek i z poważną miną
- 5:31:35mierzyła gościa wzrokiem.
- 5:31:37Romili z ulgą odnotowała obecność
- 5:31:39kolejnej kobiety. Wyglądałyśmy
- 5:31:41przyjaźniej niż barczysty Orion Slone.
- 5:31:45Dzień dobry. Odparła z dystansem.
- 5:31:48Zapraszam.
- 5:31:51Bransoletka mamy zafalowała, gdy ruchem
- 5:31:53ręki wskazywała przejście do jadalni.
- 5:31:56Orion lekko naparł na bark Romile. Wyr
- 5:31:59ruszyła. Mijając schody posłała mi
- 5:32:01ostatnie spojrzenie. Winston odwiesił
- 5:32:04jej płaszcz, a ja, poprawiwszy
- 5:32:05spódniczkę i włosy, postanowiłam
- 5:32:07dołączyć. W jadalni Romil siedziała
- 5:32:10sztywno na honorowym miejscu. Dłoń z
- 5:32:12napiętymi palcami spoczywała na blacie.
- 5:32:15Ciemne, szponiaste paznokcie
- 5:32:17kontrastowały ze złotą obrączką. Nie,
- 5:32:19dziękuję. Odparła na propozycję kawy.
- 5:32:22Miała lekko zachrypnięty głos. Nie
- 5:32:24sądzę, by sprowadzono mnie tu na
- 5:32:26podwieczorek. Nie. Przyznała mama. Może
- 5:32:30więc woda. Po chwili wahania Romilie
- 5:32:33skinęła głową. Zaraz jednak zmarszczyła
- 5:32:35brwi. Czy to kamera? Spytała mierząc
- 5:32:38wzrokiem statyw w kącie. Nasze spotkanie
- 5:32:41jest nagrywane. Potwierdziła mama. Taki
- 5:32:44warunek, by rozmowa mogła odbyć się w
- 5:32:46domu. Czyj warunek? Organizacji.
- 5:32:50Romil rozszerzyła oczy. Dawno nie
- 5:32:52słyszałam tej nazwy. Rozejrzała się
- 5:32:55niespokojnie. Świadomość, kim jest
- 5:32:57gospodarz potrafiła przytłoczyć. O
- 5:32:59organizacji wiedzieli nieliczni, ale
- 5:33:02akurat Romil nie trzeba było tłumaczyć,
- 5:33:04czym zajmuje się Vincent Monet.
- 5:33:07Co ja tutaj robię? Głos miała coraz
- 5:33:09bardziej spięty. Co to ma znaczyć? To
- 5:33:11jakieś porwanie?
- 5:33:13Ściągnięto cię tu na rozmowę. Wyjaśniła
- 5:33:16mama. Usiadła blisko niej. Ja zajęłam
- 5:33:19miejsce naprzeciw. Możliwie najdalej.
- 5:33:23Z Montrealu prywatnym samolotem musimy
- 5:33:26mieć ciekawy temat do omówienia. Romie
- 5:33:29zmróżyła powieki, patrząc na mnie. I to
- 5:33:32jeszcze przy dziecku? Uniosła brew.
- 5:33:34Niezła z was rodzinka.
- 5:33:36Moja córka jest obecna, bo sprawa
- 5:33:38niestety dotyczy przede wszystkim jej.
- 5:33:41Odparła mama chłodno, wyraźnie, naprawdę
- 5:33:44profesjonalnie, jakby na co dzień
- 5:33:45przesłuchiwała świadków.
- 5:33:48Jaśniej, proszę.
- 5:33:50Moja córka została porwana przez twojego
- 5:33:52syna. Romili
- 5:33:55zapadła cisza. Pokojówka postawiła przed
- 5:33:57gościnią szklankę wody i zniknęła,
- 5:34:00unikając spojrzeń. Trochę jej
- 5:34:02zazdrościłam.
- 5:34:04Niemożliwe. To jakieś nieporozumienie.
- 5:34:06Stwierdziła Romil i nonszalancko
- 5:34:08pociągnęła łyk, jakby cały problem wydał
- 5:34:10jej się żenującą pomyłką. Niestety
- 5:34:13wszystko się zgadza. Powiedziała z
- 5:34:15naciskiem mama. Za moimi plecami coś
- 5:34:18zaszemrało. Romili pobladła. Do jadalni
- 5:34:21bezszelestnie wszedł tata. Jego obecność
- 5:34:23była jak ciężka burzowa chmura.
- 5:34:26Szponiasty paznokieć Romili oderwał się
- 5:34:28od szkła i wycelował we mnie. To jest
- 5:34:30wasza córka. Mama skinęła głową. A więc
- 5:34:34jest tutaj. Nie została porwana. Mama
- 5:34:37uniosła brew. Udało jej się uwolnić, to
- 5:34:40dlatego. Albo sama uciekła z domu. Na
- 5:34:43wilgotne odwody usta Romili wstąpił
- 5:34:46pełen politowania uśmiech. I teraz
- 5:34:48wciska wam kit, żeby nie dostać kary.
- 5:34:51Mój zadziorny charakter zwyciężył, a
- 5:34:53plan, by milczeć, spalił na panewce.
- 5:34:56Elias mnie porwał. Warknęłam. Powieki
- 5:34:59Romili drgnęły, lecz natychmiast
- 5:35:01wzniosła oczy ku sufitowi. Właśnie o tym
- 5:35:04mówię. Mój syn nawet nie ma na imię
- 5:35:06Elias. Mama wysunęła ku mnie dłoń leżącą
- 5:35:09na blacie, by mnie uciszyć, dając mi
- 5:35:11znać, że przejmuje pałeczkę. Podał
- 5:35:14fałszywe imię oczywiście. I po co miałby
- 5:35:17porywać waszą córkę? Żądał okupu.
- 5:35:20Zdumiona Romili uniosła brwi, po czym
- 5:35:22prychnęła. Aleście to wymyślili?
- 5:35:26Czy twój syn mieszkał z tobą przez całe
- 5:35:28życie? Mama ani na moment nie straciła
- 5:35:31opanowania.
- 5:35:32Wyprowadził się niedawno. Wychowywałam
- 5:35:35go. Tak. Romil skinęła głową i
- 5:35:38przymknęła oczy. Ciemne cienie na
- 5:35:40powiekach współgrały z długimi
- 5:35:42paznokciami pociągniętymi czarnym
- 5:35:44lakierem. Aparycja bogatej,
- 5:35:46wypielęgnowanej wiedźmy.
- 5:35:48Potem się rozwiodłam. Jednak Kornel
- 5:35:51zaakcentowała prawdziwe imię syna
- 5:35:53utrzymuje bliski kontakt z ojczymem.
- 5:35:56A z tobą? Romil zawahała się sekundę.
- 5:36:00Bywa różnie. Nie mieszka z tobą. Jest
- 5:36:03pełnoletni. Ma zaledwie 18 lat. Czyli
- 5:36:07jest pełnoletni. Powtórzyła, nie
- 5:36:09odrywając wzroku od mamy. Skoro nie chce
- 5:36:12z tobą mieszkać, masz teorię dlaczego?
- 5:36:15Romili zmrużyła oczy. Wolał zostać z
- 5:36:18moim byłym mężem, a ja nie będę im
- 5:36:20ograniczać kontaktu. Poza tym spojrzała
- 5:36:23na tatę. Na twarzy nie drgnął jej żaden
- 5:36:25mięsień. To dziecko i tak całe życie
- 5:36:28szukało czegoś, czego nie mogłam mu dać.
- 5:36:30Prowokacyjnie uniosła podbródek kontaktu
- 5:36:33z ojcem. Tata stojący wciąż za mną
- 5:36:36pozostał niewzruszony.
- 5:36:38Twój były mąż sprawdzał się w roli ojca.
- 5:36:41Dociekała mama. Romil wzruszyła
- 5:36:43ramionami. Pojawił się, kiedy zostałam
- 5:36:46sama w tym wielkim świecie. Byłam młodą
- 5:36:48wdową z dzieckiem i fortuną, którą nie
- 5:36:50potrafiłam zarządzać.
- 5:36:53Wybawca, który zaopiekował się tobą i
- 5:36:55twoimi pieniędzmi. Mama uniosła brwi.
- 5:36:59Był ode mnie starszy, dojrzalszy,
- 5:37:01decyzyjny, miły, szarmancki. Promil
- 5:37:04oparła łokieć o stół. Jej policzek
- 5:37:05spoczął na dłoni. Paznokieć przytknęła
- 5:37:08do ust. Mogłabym wymieniać jego zalety
- 5:37:11bez końca. Zerknęła przez okno na jasne
- 5:37:14zasypane śniegiem podwórze. A jednak się
- 5:37:16z nim rozwiodłaś. Przypomniała mama.
- 5:37:19Przez lata zaczęły narastać zwykłe
- 5:37:21konflikty. To nie był mężczyzna dla
- 5:37:23mnie, choć doceniam pomoc, jaką ukazywał
- 5:37:26nam na początku. Mama przechyliła głowę.
- 5:37:29Sprawdził się jako ojciec dla twojego
- 5:37:31syna. Trudno stwierdzić. Romil wzruszyła
- 5:37:34ramionami jakby znudzona. Paznokieć
- 5:37:37wciąż trzymała przy ustach. Na pewno
- 5:37:39pomagał mi w utrzymaniu dyscypliny.
- 5:37:41Zadrżałam. Czyli co? Bił go laską?
- 5:37:45Wyrwało mi się z obrzydzeniem. Romil
- 5:37:48zmarszczyła brwi. Czy wspomniałam coś o
- 5:37:50przemocy fizycznej? Zapadła cisza. Romil
- 5:37:53ilustrowała mnie uważnie, jakby szukała
- 5:37:55śladów ciosów. Stanislaus cenił
- 5:37:59porządek. Miał silną charyzmę i potrafił
- 5:38:01egzekwować przestrzeganie zasad. Ja
- 5:38:03jestem bardziej machnęła dłonią
- 5:38:05chaotyczna. Ostatecznie się nie
- 5:38:07dogadaliśmy. Spędziliście razem wiele
- 5:38:10lat. Zauważyła mama.
- 5:38:13Byłam bardzo młodą wdową. Minęło trochę
- 5:38:15czasu, nim się pozbierałam. Poznałam
- 5:38:17siebie i zrozumiałam, że to nie jest
- 5:38:19partner dla mnie.
- 5:38:21Siebie ocaliłaś z tego związku, a
- 5:38:23swojego syna nie. Mój syn jest
- 5:38:25pełnoletni. Powiedziała ponownie,
- 5:38:27zupełnie tak jak wcześniej. Elias
- 5:38:29podkreślał to przy mnie. To niemały
- 5:38:31chłopiec. Nie rozumiał powodów naszego
- 5:38:34rozstania. widział w stanie slałie głowę
- 5:38:37rodziny, więc poszedł za nim. Pozwoliłaś
- 5:38:40mu na to? Mama zmarszczyła czoło. Miałam
- 5:38:43go przykuć do kaloryfera. Chłopiec musi
- 5:38:45przejść własną drogę. Kiedyś wróci. Jest
- 5:38:48bystry. Zajmie mu to mniej czasu niż
- 5:38:50mnie.
- 5:38:52Więc ty wiedziesz wygodne życie w
- 5:38:55Montrealu u boku nowego męża, a były
- 5:38:57werbuje twojego syna do porwań dla
- 5:38:59okupu. Podsumowała moja mama pomału
- 5:39:01tracąc cierpliwość.
- 5:39:04Mój syn nie potrzebuje pieniędzy, a twój
- 5:39:06były przy rozwodzie dostał ich sporo,
- 5:39:09ale nie wiem jak teraz wygląda jego
- 5:39:11sytuacja finansowa. Przyznała.
- 5:39:14Możliwe, że nie jest oszczędny.
- 5:39:16Stanislaus to człowiek zasad. Odparła.
- 5:39:19Wychował się w skromnej rodzinie, ale
- 5:39:20zawsze mierzył wysoko. A czy poza
- 5:39:23orzenkiem z bogatą kobietą coś osiągnął?
- 5:39:26Romili wydęła wargi. Gdybyś go poznała,
- 5:39:29zrozumiałabyś o czym mówię. Ja go
- 5:39:31poznałam. Wtrąciłam i jakoś nie
- 5:39:34zauważyłam tego czaru.
- 5:39:36Romil rzuciła mi niechętne spojrzenie,
- 5:39:38po czym przeniosła wzrok na tatę i
- 5:39:40warknęła. Zamordowaliście mi męża. Nie
- 5:39:43było nam ze sobą idealnie, ale był moją
- 5:39:45opoką. Kiedy świat mi się zawalił,
- 5:39:47potrzebowałam silnych ramion. Znalazła
- 5:39:50mnie u Stanislausa. Teraz jestem
- 5:39:52silniejsza. Dziś bym się z nim nie
- 5:39:54związała, lecz wtedy go potrzebowałam.
- 5:39:57Wzięła solidny łyk wody. A czemu go
- 5:39:59porzuciłaś? Spytała mama.
- 5:40:02To gbór, perfekcjonista do granic
- 5:40:05absurdu, materialista. Troszczył się o
- 5:40:07mnie, bo miałam pieniądze. Gdy
- 5:40:09przestałam go kochać, zobaczyłam to.
- 5:40:12Miał sadystyczne zapędy. Nie wobec mnie
- 5:40:14czy mojego syna. Dodała szybko, lecz
- 5:40:17względem pracowników. Z czasem było
- 5:40:19coraz gorzej.
- 5:40:21Jakieś przykłady? Drążyła mama. Och
- 5:40:24Boże, no. Romil oparła się w krześle i
- 5:40:26westchnęła. Kazał pokojówkom pucować
- 5:40:29toalety po każdym użyciu. Krzyczał,
- 5:40:31rzucał talerzami, walił laską w podłogi
- 5:40:34i ściany. Wszystko musiało być idealne.
- 5:40:37Jej spojrzenie opadło na blat stołu.
- 5:40:40Myślałam, że robi to dla nas, a on
- 5:40:41czerpał satysfakcję z rozstawiania ludzi
- 5:40:43po kątach. Skąd to się brało? Mama
- 5:40:46pochylała się coraz bardziej. Pochodził
- 5:40:49z bardzo ubogiej rodziny. Romil
- 5:40:52odwzajemniła jej spojrzenie. To także
- 5:40:54mnie urzekło. Uznałam, że docenia
- 5:40:56wartość pieniądza, że będzie idealnym
- 5:40:58partnerem, dobrze wychowany,
- 5:41:00dystingowany, ale z szacunkiem dla
- 5:41:02mojego majątku. Tak sądziłam. Tata
- 5:41:05wykorzystał pauzę. Opowiedz o jego
- 5:41:08korzeniach. Polecił cicho. Odezwał się
- 5:41:11pierwszy raz. Do tej pory słuchał.
- 5:41:13Pewnie czekał na wątki, które chciał
- 5:41:15rozwinąć. Romil zaskoczona odpowiedziała
- 5:41:18od razu: Wielodzietna rodzina, on
- 5:41:21najmłodszy. Nie mieli grosza. Mieszkali
- 5:41:23na osiedlu przyczep w Lujanie. Dzieciaki
- 5:41:26pałętały się wszędzie, spały na ziemi.
- 5:41:28Co roku rodziło się kolejne. Westchnęła.
- 5:41:31Gdy masz tyle dzieci, nie upilnujesz
- 5:41:33ich. Biegały samopas.
- 5:41:36Zamilkła, jakby musiała nabrać tchu.
- 5:41:40Stanislaus miał osiem lat. Poszedł z
- 5:41:42braćmi na mokradła. Zgubił się. Mówiła
- 5:41:45wolniej. Zaatakował go aligator.
- 5:41:49Stracił nogę. opowiadał, jak leżał potem
- 5:41:51w przyczepie, w bólu, próbując nie
- 5:41:54krzyczeć, bo każdy jęk budził
- 5:41:55rodzeństwo. Spojrzałam na tatę.
- 5:41:58Wyglądał, jakby żałował, że pozwolił mi
- 5:42:00słuchać. To straszne przyznała mama.
- 5:42:05Jako młoda wdowa byłam tą historią
- 5:42:07oczarowana. Romilie uniosła kącik ust.
- 5:42:10Chciałam wynagrodzić mu traumę. Dałam
- 5:42:13dostęp do swoich pieniędzy, a to zdaje
- 5:42:15się było jego celem od początku. mieć
- 5:42:18pieniądze, nigdy więcej nie żyć w
- 5:42:20biedzie, jaką zafundowali mu rodzice.
- 5:42:23Jak zatem przyjął twoją decyzję o
- 5:42:25rozstaniu?
- 5:42:26Zostawiłam mu sumę wystarczającą na
- 5:42:28wygodne, choć skromniejsze życie. Romil
- 5:42:31poprawiła włosy, naprostowała spinkę.
- 5:42:33Możliwe, że cóż, bardzo nie odpowiadało
- 5:42:37mu to obniżenie standardu. To do niego
- 5:42:39pasuje. Nie bałaś się, że cię skrzywdzi?
- 5:42:42Mama była zdumiona. Romili spuściła
- 5:42:45wzrok, ale zdążyłam dostrzec w jej
- 5:42:47oczach dziwną czułość.
- 5:42:49Nie podniósłby na mnie ręki. Nasze
- 5:42:51rozstanie było trudne, ale to ja
- 5:42:53wniosłam jego życie na zupełnie nowy,
- 5:42:55wyższy poziom. Jest mi za to wdzięczny,
- 5:42:57a honor to jego domena. Parsknęłam.
- 5:43:01Zanim jednak coś powiedziałam, poczułam
- 5:43:03na ramieniu lekkie uspokajające
- 5:43:04dotknięcie taty. Dyskretny znak, że jest
- 5:43:07obok. Twojego syna też by nie
- 5:43:09skrzywdził. Drążyła mama. Nastawiłam
- 5:43:12uszu. Odpowiedź na to pytanie wyjątkowo
- 5:43:15mnie ciekawiła. Twarz Romili stężała.
- 5:43:18Nie odparła zdecydowanie, choć po
- 5:43:20krótkim zawachaniu. Nie wiem, co
- 5:43:22naprawdę dzieje się między nimi. Cornell
- 5:43:24zawsze pragnął widzieć w Stanislausie
- 5:43:26ojca. Potrzebował takiej figury w życiu.
- 5:43:29Przechyliła głowę. Zawsze myślałam, że w
- 5:43:32tej roli Stanislaus sobie nie radził.
- 5:43:34Ale może się myliłam.
- 5:43:36O swoje poczucie bezpieczeństwa zadbałaś
- 5:43:39wychodząc za stanislausa. A czy potrzeby
- 5:43:41syna zostały zaspokojone już nie wiesz?
- 5:43:44Mama nie zdołała ukryć niesmaku. Powieki
- 5:43:47Romili się zwęziły. To wy zabiliście mi
- 5:43:49męża. Warknęła. Nie macie prawa oceniać
- 5:43:52moich wyborów. Jesteś pewna? Zwróciła
- 5:43:55się do mamy, że twój partner jest taki
- 5:43:57idealny dla twoich dzieci?
- 5:43:59Skoro tak, dlaczego skutkiem jego
- 5:44:01dawnych czynów było porwanie waszej
- 5:44:03córki? Mama drgnęła zaskoczona tym
- 5:44:05zarzutem. Twój mąż najpierw próbował
- 5:44:08zabić mojego i moją czteroletnią wtedy
- 5:44:10córkę. Wyrzuciła. Ale to mój mąż nie
- 5:44:13przeżył. Syknęła Romili. Bo na szczęście
- 5:44:17został powstrzymany. Krzyknęła mama.
- 5:44:20Zdałam sobie sprawę, że drżę. Poczułam
- 5:44:23uspokający ucisk dłoni taty na ramieniu.
- 5:44:26Wreszcie wysunął się do przodu i włączył
- 5:44:28do rozmowy. Skontaktujesz się z synem.
- 5:44:31oznajmił chłodno, wbijając w Romil
- 5:44:33spojrzenie pozbawione współczucia.
- 5:44:36Historia z aligatorem nie poruszyła go
- 5:44:37ani odrobinę. Romil rozchyliła usta
- 5:44:40oburzona. I co mam mu niby powiedzieć?
- 5:44:43To co mówisz, gdy chcesz do niego
- 5:44:44dotrzeć? Odrzekł tata niewzruszenie. Nie
- 5:44:47zrobię tego. Dlaczego? Warknęła mama.
- 5:44:51Romil uniosła brwi. Odpowiedź była dla
- 5:44:53niej oczywista. Nie wydam wam syna. Mama
- 5:44:57westchnęła ze zniecierpliwieniem. Męża
- 5:44:59mi zabiliście. Tego już nikt nie cofnie.
- 5:45:02Romil pokręciła głową, mocniej ściskając
- 5:45:05szklankę. Na tle przezroczystego szkła
- 5:45:08jej paznokcie wyglądały jak drapieżne
- 5:45:10szpony. Ale mojego dziecka nie tkniecie.
- 5:45:14Twój syn tknął naszą córkę. Wycedziła
- 5:45:16mama. Romil wbiła we mnie puste
- 5:45:19spojrzenie. Byłam wdzięczna za dłoń taty
- 5:45:22na ramieniu. Dodawała mi otuchy.
- 5:45:25To ona miała zostać jego żoną? Zapytała.
- 5:45:28Zamarłam. Tata stał obok mnie sztywno,
- 5:45:31nie zareagował.
- 5:45:33Mama przygryzła wargę. Romilie
- 5:45:35parsknęła. Pamiętam tę sytuację
- 5:45:38doskonale. Byłam oburzona wciąganiem
- 5:45:40dzieci w kontrakt małżeński. Gorąco
- 5:45:43oblało mi policzki. Powstrzymałam chęć,
- 5:45:46by wybiec na śnieg i ostudzić głowę.
- 5:45:49Rodrig twierdził, że wszystko
- 5:45:50uzgodniliście. Mówiła ostro Romily.
- 5:45:54Nie miałam nic do gadania. Czasem myślę,
- 5:45:56że nie powinnam mieć żalu, że tak
- 5:45:57skończył. spojrzała na rodziców. Jaką
- 5:46:00żoną? Wydusiłam wreszcie. Romil
- 5:46:03uśmiechnęła się krzywo. O, czyli wy też
- 5:46:05nie zdradzacie dzieciom wszystkich
- 5:46:07sekretów. Skontaktuj się z synem.
- 5:46:10Powtórzył tata przez zaciśnięte zęby.
- 5:46:12Miał dość tej gry pozorów. Romil
- 5:46:15potrząsnęła głową. Nie, nie wydam go.
- 5:46:18Możecie mnie nawet pociąć.
- 5:46:21Uniosła podbródek, wystawiając policzek.
- 5:46:25Proszę bardzo. Tata patrzył na nią
- 5:46:27lodowato, milcząc i rozważając kolejne
- 5:46:30posunięcie. Odwróciłam wzrok. Ciężar tej
- 5:46:33sceny był przytłaczający.
- 5:46:35Twój były mąż bił moją córkę. Zawołała
- 5:46:38mama. Naraził ją na traumę. Romily.
- 5:46:41Rzuciła mi spojrzenie, w którym mignął
- 5:46:43cień współczucia.
- 5:46:45Przykro mi, że to przeżyłaś dziewczynko.
- 5:46:47Powiedziała cicho. Naprawdę. Na jej
- 5:46:50twarzy na moment pojawił się wymuszony,
- 5:46:52smutny uśmiech, który zaraz zgasł.
- 5:46:55Ale jesteś już cała wśród swoich.
- 5:46:57Popatrzyła teraz na tatę. W jej
- 5:46:59beznamiętnych oczach błysnął upór. Nie
- 5:47:02wydam syna, by trafił w wasze ręce.
- 5:47:05Zapomnijcie.
- 5:47:10Rozdział 15. Paranoja.
- 5:47:14Tu będzie wejście dla księżniczki.
- 5:47:17Zdecydowałam wskazując front zamku z
- 5:47:19klocków magnetycznych.
- 5:47:21No dobra, ale to trzeba dobudować most.
- 5:47:25Jęknął Angel. Jakbym właśnie dołożyła
- 5:47:27morderczej roboty do jego 10letniego
- 5:47:29życia. Ja buduję wieżę. Będzie można z
- 5:47:32niej strzelać, gdy nadleci smok. Dodał
- 5:47:35szybko Gabriel, bo na słowo strzelać
- 5:47:38rzucił mu ciężkie spojrzenie tata. Wujek
- 5:47:40Dylan.
- 5:47:43Siedział w innej części pokoju, ale
- 5:47:45dolatywały do niego strzępy dziecięcych
- 5:47:47rozmów. Słychać było ciche kliknięcia,
- 5:47:49gdy Gabriel w pośpiechu łączył klocki,
- 5:47:51jakby smok był już w drodze. Grayson
- 5:47:54skrzywił się uroczo. Dokładnie tak jak
- 5:47:56wujek Shane, gdy dowiaduje się, że nie
- 5:47:58ma już ciasta. Ale w bajce było, że smok
- 5:48:01mieszka w zamku, w środku. Przypomniał i
- 5:48:04chronił księżniczkę. Prawda? Tak było.
- 5:48:08Niby jak ją chroni, skoro to przez smoka
- 5:48:10księżniczka nie może uciec. prychnął
- 5:48:12Angel i postukał się klockiem w czoło.
- 5:48:15Smok jest zły. Porwał księżniczkę.
- 5:48:19Ly zagadnął mnie Gabriel. Ty byłaś
- 5:48:22porwana. To wiesz, smok jest zły.
- 5:48:25Zaskoczona pytaniem zawahałam się. Nie
- 5:48:28wiem. Przyznałam drapiąc się po
- 5:48:30policzku, z którego ślad po uderzeniu
- 5:48:32laską zdążył już zniknąć.
- 5:48:35Gdyby był dobry, pomógłby księżniczce
- 5:48:37uciec, wiadomo. Angel uniósł brwi,
- 5:48:40przemądrzale przekonując wszystkich do
- 5:48:42swoich racji. Może to zależy od smoka?
- 5:48:45Filozofował Gabriel.
- 5:48:47Dlatego na wszelki wypadek potrzebujemy
- 5:48:50drzwi. Rzuciłam szybko rozglądając się
- 5:48:52po stercie klocków rozrzuconych na
- 5:48:54ręcznie tkanym dywanie. Ktoś widział
- 5:48:56drzwi?
- 5:48:58Lotti? Zawołała ze zgrozą ciocia Hayy.
- 5:49:01Nie wolno tego brać do buzi. No co ty?
- 5:49:04Chłopcy zachichotali. Chyba Lotti
- 5:49:07widziała.
- 5:49:08Wyjęłam brakujący element z piąstki
- 5:49:10kuzynki. Nie bez jej oporu, ale gdy
- 5:49:13wyjaśniłam, że to dla dobra księżniczki
- 5:49:15Charlotte, jakoś to przełknęła. Trochę
- 5:49:18oślinione, ale działają. Oznajmiłam
- 5:49:20prezentując mechanizm. Nawet się
- 5:49:23otwierały. Wykonawszy swoją część
- 5:49:25zadania, wstałam by napić się wody. Swój
- 5:49:27różowy bidon zostawiłam niedaleko
- 5:49:29fotela, który wcześniej zajmował tata.
- 5:49:32Ostatnio rzadko się od niego oddalałam.
- 5:49:35Wybacz dzieciom! Odezwała się ciocia
- 5:49:37Hayiley. Korzystając z okazji, że
- 5:49:39odeszłam na bok, podeszła do mnie
- 5:49:41wcześniej, przekazawszy Charlotte komuś
- 5:49:43z rodziny. Chętnych ramion nie
- 5:49:45brakowało.
- 5:49:47Co mam im wybaczyć? Zdziwiłam się
- 5:49:49oblizując wilgotne usta. Te wzmianki o
- 5:49:52porwaniu. Odparła. Strasznie to
- 5:49:55przeżywali, a mieli tylko naturalnie
- 5:49:57szczątkowe informacje.
- 5:50:00Spięłam się jak zawsze, gdy ktoś wprost
- 5:50:02wyciągał niedawne wydarzenia. Świeże
- 5:50:04wspomnienia wciąż mnie blokowały. Nie
- 5:50:07no, spoko, wiadomo, to tylko dzieci.
- 5:50:10Analiza smoka może być ciekawa. Ciągnęła
- 5:50:12ostrożnie ciocia, ale chyba
- 5:50:14niepotrzebna, prawda?
- 5:50:16Milczałam. Patrzyła na mnie swoimi
- 5:50:19mądrymi, ciemnymi oczami. Zima jej
- 5:50:21służyła. Jasna cera, lśniące włosy,
- 5:50:24lekko podkręcone na niedzielny obiad.
- 5:50:26Prawdziwa królewna Śnieżka, delikatna,
- 5:50:29wrażliwa, przechyliła głowę ze
- 5:50:31współczuciem. Jak się czujesz? Zapytała
- 5:50:34cicho. Bardzo dobrze odpowiedziałam
- 5:50:36automatycznie, rozciągając usta w
- 5:50:38uśmiechu. Odpowiedź na to pytanie
- 5:50:40opanowałam. Odruchowo przyłożyłam dłoń
- 5:50:43do żeber. Wszystko się goi, ból mija.
- 5:50:46Jestem trochę nierozciągnięta, ale to
- 5:50:48drobiag. Skłamałam. Ciocia Haley
- 5:50:51zmierzyła mnie badawczym spojrzeniem.
- 5:50:53Świetnie, to oficjalna wersja. A jak
- 5:50:56jest naprawdę? Zamarłam. Mina mi
- 5:50:58zszedła. Wyrwał mi się nerwowy hot.
- 5:51:02Odstawiłam bidon, w którym zachlupatała
- 5:51:04woda, bo zadrżała mi dłoń. O co
- 5:51:07dokładnie pytasz?
- 5:51:10Porwanie to nie jest przygoda, z której
- 5:51:12wychodzi się bez szwanku. Och, ciocia
- 5:51:14Hayiley dobrze wiedziała, co mówi.
- 5:51:16Rozejrzałam się. Nikt nas nie
- 5:51:18obserwował, albo tylko udawali. Dzieci
- 5:51:21debatowały z wujkiem Dylanem i moją mamą
- 5:51:23nad fosą z prawdziwą wodą. W innej
- 5:51:26części salonu wujek Shane planował
- 5:51:28wyjazd na narty, a Tony, zwolennik
- 5:51:31snowboardu, rozważał, czy by do niego
- 5:51:33nie dołączyć. Tata z wujkiem Adrienem
- 5:51:36szeptali. pewnie omawiali ciąg dalsze
- 5:51:38sprawy Romili. Wujkowi Adrienowi jako
- 5:51:41członkowi organizacji tata zdał
- 5:51:43szczegółową relację z jej przesłuchania.
- 5:51:45Adrien obejrzał też nagranie. Will
- 5:51:48stojąc przy oknie opowiadał Charlotte o
- 5:51:50śniegu. Westchnęłam. To było krótkie
- 5:51:54porwanie. Oznajmiłam. Szybko. Wróciłam
- 5:51:57do domu bez traumy. Nie tańczysz. Moje
- 5:52:01brwi powędrowały do góry.
- 5:52:04Mam rany na stopach i na brzuchu. Muszę
- 5:52:06dojść do siebie. To wszystko jak po
- 5:52:08grypie.
- 5:52:11Wrócę też niedługo do szkoły.
- 5:52:13Aha. Będę miała ochroniarza. Wyszeptałam
- 5:52:17jako nowinkę. Brwi cioci Heiley drgnęły.
- 5:52:20Między nimi pojawiła się delikatna
- 5:52:22pionowa zmarszczka.
- 5:52:24Nie, zaprzeczyłam szybko. To dobrze. Ja
- 5:52:27chcę go mieć. Westchnęła, kładąc dłoń na
- 5:52:30sercu na błękitnej bluzce przewiązanej w
- 5:52:32talii sznureczkiem. Przepraszam,
- 5:52:34Ly zreflektowała się. Nie no, co ty, nie
- 5:52:37masz za co przepraszać. Naprawdę jest
- 5:52:39dobrze. Zapewniłam. Nawet zabawnie.
- 5:52:43Chwyciłam nadgarstek tej dłoni, którą
- 5:52:45trzymała przy piersi, jakbym
- 5:52:46przekazywała jej gorącą plotkę. Ty
- 5:52:49wiesz, kto się zgłosił na mojego
- 5:52:50ochroniarza? Ciocia Hiley niepewnie i
- 5:52:53ostrożnie pokręciła głową. To dziwne,
- 5:52:56zwykle była znakomicie poinformowana.
- 5:52:58Chyba, że ktoś nie podzielił się z nią
- 5:53:00tą informacją celowo.
- 5:53:02Wujek Tony! Parsknęłam. W jej pięknych,
- 5:53:06ciemnych oczach zalśniły łzy. Nie
- 5:53:08rozbawiłam jej. Kąciki jej ust nawet nie
- 5:53:10drgnęły. Zaskoczona rozchyliłam wargi.
- 5:53:14Reakcja cioci Haley była dziwna.
- 5:53:16odwróciła się, by odszukać wzrokiem
- 5:53:18wujka Tonego. On właśnie pukał się w
- 5:53:21czoło. Shane drwił, że snowboardziści
- 5:53:24więcej siedzą na stoku aniżeli zjeżdżają
- 5:53:26i że co to w ogóle za przyjemność?
- 5:53:29Ciociu! Zagadnęła nieśmiało. Sekunda
- 5:53:32słabości minęła. Haley przetarła oczy
- 5:53:35wierzchem dłoni.
- 5:53:37To nic, Ly! Powiedziała szybko,
- 5:53:39pocieszająco, ściskając mój łokieć.
- 5:53:41Reaguję emocjonalnie, bo martwię się o
- 5:53:43ciebie, o Tonego i w ogóle o wszystkich,
- 5:53:45ale to nic. Okej, jasne, rozumiem.
- 5:53:49Rzuciłam jej krótki, napięty uśmiech.
- 5:53:51Nie potrafiłam wykrzesać z siebie innego
- 5:53:53bardziej szczerego. Po prostu widziałam
- 5:53:55po cioci, że coś nadal jest nie tak.
- 5:53:59Na pewno
- 5:54:01to bohaterskie z jego strony. Szepnęła
- 5:54:03miękko. On cię bardzo kocha.
- 5:54:06Zaniemówiłam na sekundę zaskoczona.
- 5:54:09Chciałam jeszcze o coś dopytać, ale
- 5:54:10właśnie wtedy zapłakała Charlotte i Will
- 5:54:12odwrócił się po pomoc. Hayile przywołała
- 5:54:15na twarz wesoły uśmiech. Przeprosiła
- 5:54:18mnie i poleciała do córeczki, ćwierkając
- 5:54:20coś słodkim, matcznym głosem. Ciężka,
- 5:54:23lepka ciemność nawoływała z bezdennej
- 5:54:25otchłani pode mną. Moje palce kurczowo
- 5:54:28ściskały krawędź skały, bielejąc z
- 5:54:30wysiłku. Burza blond włosów zasłaniała
- 5:54:33oczy, w których tańczył niemy paniczny
- 5:54:35krzyk. Kamień kruszył mi się pod
- 5:54:37palcami. Ziarenka piasku osypywały się w
- 5:54:40pustkę. Lindsy.
- 5:54:42Szept rozbrzmiał w całej jaskini,
- 5:54:44odbijając się od kamiennych ścian. Echo
- 5:54:47długo spadało w przepaść, udowadniając,
- 5:54:50że dno nie istnieje.
- 5:54:52Elias. Jęknęłam. Bałam się, że dźwięk
- 5:54:55przeciąży chwyt. Jego twarz pojawiła się
- 5:54:58nade mną. Patrzył na mnie z przejęciem.
- 5:55:01Kłócał przy krawędzi, wyciągając rękę.
- 5:55:03Na jego palcu lśniła obrączka
- 5:55:05przetopiona z sygnetu Rodrica Retera.
- 5:55:08W oczach miał dobro. Rosterki zostały
- 5:55:11daleko stąd. Był tutaj, by pomóc.
- 5:55:14Zaufałam. Zsunęłam palce ze skały i
- 5:55:17wplotłam je w jego dłoń. Poczułam siłę.
- 5:55:20Odetchnęłam, ale gdy sekunda mijała, a
- 5:55:23nic się nie działo, podniosłam wzrok.
- 5:55:26Jego twarz się zmieniała. Rysy się
- 5:55:28wyostrzyły. Z ciemnych tęczówek
- 5:55:30wyparowało człowieczeństwo.
- 5:55:32Kornel wyrwał mi się drżący szept. Nie
- 5:55:35potwierdził, nie zaprzeczył. Palce
- 5:55:38wolnej dłoni zacisnął na moim
- 5:55:39nadgarstku. Brutalnie wyrwał go. Krzyk
- 5:55:43przeszył jaskinię, odbijając się
- 5:55:45piskliwym echem od jej ścian. Puścił
- 5:55:47mnie, zrzucił. Spadałam. Otchłań
- 5:55:51połykała mnie, a ostatnie, co mignęło w
- 5:55:53mroku, to przetopiony sygnet błyszczący
- 5:55:55na moim kciuku. Tata! Krzyk wydarł mi
- 5:55:58się z gardła. Zerwałam się do siadu. Kot
- 5:56:01zsunął się spod szyi aż do pasa. Skóra
- 5:56:04kanapy zatrzeszczała. Mrużyłam oczy
- 5:56:06oszołomiona wszechobecnym mrokiem.
- 5:56:09Paliła się tylko jedna lampka. Krąg
- 5:56:11światła obejmował jedynie blat masywnego
- 5:56:14drewnianego biurka. Fotel przy nim stał
- 5:56:17pusty.
- 5:56:18Oddychałam z trudem. Gardło ścisnęło mi
- 5:56:21się ze strachu. Rozglądałam się po
- 5:56:23ciemnym gabinecie, aż usłyszałam głos,
- 5:56:25który mnie naprowadził. Tutaj Lindsey.
- 5:56:29Odwróciłam głowę. Kilka kosmyków opadło
- 5:56:32mi na twarz. Odgarnęłam je
- 5:56:34niecierpliwie, szukając taty. Stał przy
- 5:56:37barku, na blacie stała szklanka, a tata
- 5:56:40w dłoniach trzymał butelkę bursztynowego
- 5:56:42napoju. Właśnie dolewał sobie whisky.
- 5:56:45Patrzył na mnie z pozoru beznamiętnie,
- 5:56:47ale zdradzało go nerwowe pocieranie
- 5:56:49korka kciukiem. Nieważne jak chłodny się
- 5:56:52wydawał. Sama obecność taty działała
- 5:56:55kojąco. Upewniwszy się, że nie zniknął,
- 5:56:58wypuściłam powietrze z płuc i uspokoiłam
- 5:57:01oddech. Zasnęłam, mruknęłam międląc koc,
- 5:57:04którego eteryczny materiał ślizgał się
- 5:57:07pod opuszkami moich palców.
- 5:57:09Nudziłaś się? Odparł. Butelka whisky,
- 5:57:12zapewne szlachetnej i długo leżakującej,
- 5:57:15stuknęła głucho, gdy schował ją do
- 5:57:17szafki. Ziewnęłam. Wcale nie zasnęłaś z
- 5:57:21nudów, Lindsey. Ej, oferowałam ci pomoc
- 5:57:24przy czymkolwiek, ale odmówiłeś.
- 5:57:26Przypomniałam. Przyszłam za nim do
- 5:57:28gabinetu i stanęłam jak sierodka przed
- 5:57:30dębowym biurkiem, pochlipując z buzią w
- 5:57:32podkówkę, że nie chcę być sama.
- 5:57:35Miałam nawet wstążkę wplecioną we włosy.
- 5:57:38Tata zmierzył mnie chłodnym spojrzeniem,
- 5:57:40lecz w końcu pozwolił zostać. Teraz stał
- 5:57:43obok biurka, trzymając szklankę, którą
- 5:57:45poruszał lekko, by uwolnić wszystkie
- 5:57:47aromaty whisky i przeszywał mnie na
- 5:57:49wskrość badawczym spojrzeniem. Zwykle
- 5:57:52stresowałoby mnie to, lecz tym razem nie
- 5:57:54miałam nic przeciwko.
- 5:57:56Już późno. Rzucił. Najbardziej
- 5:57:59dyplomatyczny w jego wydaniu sposób, by
- 5:58:01odesłać mnie do łóżka. Nie podchwyciłam.
- 5:58:05Owinęłam się szczalniej kocem i
- 5:58:06umościłam na skórzanej kanapie.
- 5:58:10Co będziesz robił? Zagadnęłam, by
- 5:58:12zagłuszyć ciszę. Tata powstrzymał
- 5:58:14ciężkie westchnienie. Mam do przejrzenia
- 5:58:16raport o jakimś morderstwie.
- 5:58:20Nie, Lindsey.
- 5:58:22Może jednak potrzebujesz pomocy?
- 5:58:24Zaprzeczył zdecydowanym ruchem głowy.
- 5:58:27Mogę zrobić cokolwiek. Proszę. Nie będę
- 5:58:30wymyślał ci bezsensownych zadań, byle
- 5:58:32cię czymś zająć. Szanuję twój czas.
- 5:58:34zacisnął szczękę. Ty też powinnaś. Ależ
- 5:58:37szanuję. Wyprostowałam się. Kot zsunął
- 5:58:40mi się na uda. Mogę ci tu na przykład
- 5:58:43posprzątać. Jest czysto, córko.
- 5:58:48Napiszę wypracowanie o tematyce.
- 5:58:51Oblizałam wargi unosząc z przejęciem
- 5:58:53brwi. Jak uniknąć porwania? Uśmiechnęłam
- 5:58:57się zachęcająco. Co ty na to?
- 5:59:00Tata rzucił mi spojrzenie spodełba,
- 5:59:02niepewny, czy żartuję.
- 5:59:05Widząc, że mówię serio, westchnął tym
- 5:59:07razem naprawdę głęboko. Odstawił whisky,
- 5:59:10nawet jej nie spróbował. Podszedł do
- 5:59:12kanapy i zanim usiadł, nachylił się
- 5:59:14niespiesznie, by złapać zarąbek koca i
- 5:59:16przesunąć go na bok. Lindsy wyciągnął
- 5:59:20ramię zapraszająco. Natychmiast wtuliłam
- 5:59:22się w jego bok. Pachniał swoją wodą
- 5:59:25toaletową. Dla mnie to był zapach
- 5:59:26bezpieczeństwa. Objął mnie mocno. Czego
- 5:59:30potrzebujesz? Hm. Mruknęłam niewinnie.
- 5:59:33Co mogę zrobić, żebyś poczuła się
- 5:59:35lepiej? Spuściłam wzrok na jego
- 5:59:37śnieżno-białą koszulę, czarny pasek ze
- 5:59:39skóry, ciemne garniturowe spodnie. Już
- 5:59:42jest lepiej. Wyszeptałam. Po prostu nie
- 5:59:45chcę być daleko. Daleko od czego? Od
- 5:59:48ciebie. Patrzył na mnie długo i w końcu
- 5:59:51zapytał łagodniej. Lindsey, co masz na
- 5:59:53myśli?
- 5:59:55Miałeś rację. Kiedy cię nie słucham,
- 5:59:57pakuję się w kłopoty. Ostatnio uciekłam
- 5:59:59z domu i zostałam porwana. Teraz będę
- 6:00:01robić wszystko tak, jak chcesz.
- 6:00:03Obiecuję. Wbiłam w niego spojrzenie
- 6:00:05wielkich oczu. Spodziewałam się, że tata
- 6:00:08przyjmie tę deklarację z zadowoleniem,
- 6:00:10ale on zmarszczył groźnie brwi.
- 6:00:13Co ty, dziecko, opowiadasz?
- 6:00:15Co? Speszyłam się. Ucieczka w bagażniku
- 6:00:19pracownicy rzeczywiście była kuriozalnym
- 6:00:21pomysłem. Przyznał surowo. Gdyby finał
- 6:00:24wyglądał inaczej, z całą pewnością
- 6:00:26wyciągnąłbym z tego konsekwencje. Ale
- 6:00:28zostałaś uprowadzona. To wystarczająca
- 6:00:31nauczka. Moja interwencja nie jest
- 6:00:33potrzebna.
- 6:00:34Rozumiesz już jak ważna jest ostrożność,
- 6:00:37szczególnie gdy nosisz nazwisko monet.
- 6:00:39Lecz to nie znaczy, że masz bać się
- 6:00:41własnego cienia. Nie boję się własnego
- 6:00:44cienia. Zaprotestowałam urażona. Chcę
- 6:00:47być przykładną córką, taką o jakiej
- 6:00:49marzyłeś. Tata pokręcił głową i dotknął
- 6:00:52lekko mojego podbródka. Nie marzyłem o
- 6:00:55przykładnej córce. Przechyliłam głowę.
- 6:00:58Ta, jasne. Założył mi kosm włosów za
- 6:01:01ucho. Marzyłem o córce zdrowej,
- 6:01:03bezpiecznej i szczęśliwej. Zamrugałam.
- 6:01:06Nieodstępowanie mnie na krok to nie
- 6:01:08sposób na przeżycie twojego życia.
- 6:01:11Dlaczego? Zapytałam zapatrzona w niego
- 6:01:13jak w bóstwo i nawet się tego nie
- 6:01:15wstydziłam. Jeśli ktoś ma być moim
- 6:01:17wzorem do naśladowania, to będzie to mój
- 6:01:19tata. Cholerny Vincent Monet. Ty zawsze
- 6:01:22wiesz co robić. Ja też popełniam błędy.
- 6:01:25Powiedział ze spokojem. Poza tym jestem
- 6:01:28dorosły. Moje życie wygląda inaczej niż
- 6:01:30powinno wyglądać twoje. Nie możesz
- 6:01:32podążać moimi ścieżkami. Ty będziesz
- 6:01:35chodzić do szkoły, pójdziesz na studia,
- 6:01:37będziesz tańczyć. Skrzywiłam się szybko.
- 6:01:40Nie chcę wracać do szkoły. Wymamrotałam.
- 6:01:43Nie zrobiłam na nim wrażenia, bo
- 6:01:45stanowczym tonem odparł. Przyjdzie
- 6:01:47moment, że będziesz musiała.
- 6:01:49Wujek Tony będzie tam ze mną? Zapytałam.
- 6:01:52Niewykluczone.
- 6:01:54Ciocia Hiley dziwnie zareagowała, gdy
- 6:01:56usłyszała, że to on będzie moim
- 6:01:58ochroniarzem.
- 6:02:00Na twarzy taty nawet nie drgnął żaden
- 6:02:02mięsień. Pozostał zupełnie spokojny, gdy
- 6:02:04powiedział: "Ciocia Hiley to kolejny
- 6:02:07przykład osoby, która podąża swoją
- 6:02:09ścieżką, przeżyła swoje doświadczenie,
- 6:02:11zbudowała swoją historię. Ty, Lindsey,
- 6:02:14musisz napisać własną". Uniosłam na
- 6:02:17niego niewinne spojrzenie. To prawda, że
- 6:02:19moja historia miała być już napisana?
- 6:02:21Tata zmarszczył brwi. Nie rozumiem córko
- 6:02:24tego pytania. Przyznał. Mama Eliasa
- 6:02:27wspomniała, że miałam zostać żoną.
- 6:02:30Wyszeptałam. Dłoń taty pogładziła mnie
- 6:02:32opiekuńczo po włosach. Miałam ochotę
- 6:02:34wtulić w nią skroń. Jej uwaga była
- 6:02:37bezcelowa. Stwierdził surowo. Nie
- 6:02:40zgodziłbym się na to. Czyli nie kłamała?
- 6:02:43Naprawdę pojawił się taki pomysł?
- 6:02:46Nigdy nie wszedł w życie, Lindsy. Zatem
- 6:02:49nie ma potrzeby drążyć tego tematu.
- 6:02:51powiedział chłodno. To jest dosyć duża
- 6:02:53informacja. Szepnęłam. Byłaby duża,
- 6:02:56gdyby plan ten został zrealizowany.
- 6:02:59Jednakże nie został. Spuściłam głowę. Co
- 6:03:02będzie dalej z mamą Eheliasa? Jego
- 6:03:05fałszywe imię trudno przechodziło mi
- 6:03:07przez gardło, ale prawdziwe jeszcze
- 6:03:09gorzej. Liczymy, że da się ją przekonać
- 6:03:11do współpracy. Odparł wymijająco.
- 6:03:15Spojrzałam na niego niepewnie. Ale nie
- 6:03:18torturujecie jej, prawda? Rozmawiamy z
- 6:03:21nią. Skinęłam głową i oblizałam wargi.
- 6:03:24Co zrobicie z Eliasem, gdy go
- 6:03:25znajdziecie?
- 6:03:27Z Kornelem Reterem. Lindsy. Twarz taty
- 6:03:30stężała, gdy mnie poprawił.
- 6:03:32H. Zmieszałam się zbyt późno, łapiąc, o
- 6:03:35co mu chodzi. Masz na myśli Cornela
- 6:03:38Retera, nieprawdaż?
- 6:03:40Przełknęłam ślinę, czując na sobie jego
- 6:03:42przenikliwe spojrzenie. Tak właśnie o
- 6:03:45niego mi chodzi. Mruknęłam. Tata
- 6:03:47westchnął. To się okaże. To nie jest
- 6:03:49rozmowa na tę chwilę. Czy stanie mu się
- 6:03:52coś złego? Nie mogłam się powstrzymać,
- 6:03:54choć zimne oczy ojca ostrzegały, że
- 6:03:56stąpam po cienkim lodzie. Patrzył na
- 6:03:59mnie długo i intensywnie. Dlaczego o to
- 6:04:01pytasz, Elias? On mnie uratował.
- 6:04:05Wyszeptała.
- 6:04:08Kto cię uratował, Lindsy? Głos taty
- 6:04:10podniósł się nabierając groźnej barwy.
- 6:04:13Kornel odpowiedziałam cicho. Kornel mnie
- 6:04:16uratował. Kto cię porwał?
- 6:04:18Kornel.
- 6:04:20Kto powinien ponieść konsekwencje?
- 6:04:23Spuściłam wzrok. Kornel. Zgadza się.
- 6:04:27Odparł szorstko. Zapadło milczenie,
- 6:04:30idealnie wpasowane w półmrok gabinetu.
- 6:04:33Ciężkie meble, skórzane fotele,
- 6:04:35przytłumione światło. Wszystko sprzyjało
- 6:04:37ciszy. Podniosłam głowę. Czyjego ojca
- 6:04:40zabił dziadek Kam? Zapytałam. I kto
- 6:04:42pomógł mi uciec z piwnicy? Dziadek
- 6:04:45Camden zlikwidował człowieka, który
- 6:04:47zagrażał naszej rodzinie. Nieistotne,
- 6:04:49czyim był ojcem. Odparł grobowo. A
- 6:04:52gdybyś nie wydostała się stamtąd tej
- 6:04:54nocy, my wyciągnęlibyśmy cię następnego
- 6:04:57dnia. Uniosłam brwi. Niby jak? Tata
- 6:05:01wstał, podszedł do biurka i wysunął
- 6:05:03ciężką szufladę. Gdy wrócił, w pięści
- 6:05:05trzymał jakiś drobiag. Usiadł przy mnie
- 6:05:08i otworzył dłoń. Zdusiłam westchnienie.
- 6:05:11Chłopak przyniósł to na wasze spotkanie,
- 6:05:13nieprawdaż? zapytał, obserwując moją
- 6:05:15reakcję. Wyciągnęłam ręce po wisiorek z
- 6:05:19plastikowym rubinem. Znaleźliście go?
- 6:05:22Wyszeptałam gładząc sztuczny kamień.
- 6:05:25Podążyliśmy waszym śladem. Oderwałam
- 6:05:27wzrok od zawieszki. Stary telefon
- 6:05:29Mickiego też macie? Oczywiście. I
- 6:05:32znaleźliście willę, w której mnie
- 6:05:34trzymano. Mój głos zadrzał. Tata skinął
- 6:05:38głową. Dlaczego mi nie powiedzieliście?
- 6:05:40Zapytałam z wyrzutem. Śledztwo trwa.
- 6:05:43Willa jest pusta.
- 6:05:47Czyli uciekli. W oczach taty
- 6:05:49wychwyciłabym każde drgnienie. Zobaczył
- 6:05:51to, co starałam się ukryć. Nagły,
- 6:05:53nieoczekiwany przypływ ulgi. Nie na
- 6:05:56długo. Uciekłam przed nim spojrzeniem,
- 6:05:59więc on dodał jakby znacząco: "Złapanie
- 6:06:02ich, Lini to kwestia czasu." Rubinowa
- 6:06:05zawieszka kołysała się mrocznie na palcu
- 6:06:07taty. Wyciągnęłam dłoń, by ją odzyskać,
- 6:06:10lecz ojciec odsunął błyskotkę i zamknął
- 6:06:13ją w żelaznym uścisku.
- 6:06:19Rozdział 16.
- 6:06:21Szokujące wesołe miasteczko.
- 6:06:24Odcień moich blond włosów nabrał
- 6:06:26szlachetności odkąd zaczęłam spryskiwać
- 6:06:29je odżywką i podkręcać lokówką. Brązowe
- 6:06:32nauszniki, które założyłam tego dnia,
- 6:06:34ładnie z nim współgrały.
- 6:06:37Moją szyję otulał kaszmirowy szalik w
- 6:06:39kolorze pudrowego, zgaszonego różu.
- 6:06:41Zawiązałam go z pozoru niedbale, a
- 6:06:43jednak z wyczuciem. Orzechowa kurtka z
- 6:06:46miękkiego, gęstego, sztucznego futra
- 6:06:48kończyła się tuż przed biodrami,
- 6:06:49podkreślając sylwetkę. Włosie łapało
- 6:06:52światło karuzel, a rumieńce na
- 6:06:54policzkach zawdzięczałam zarówno
- 6:06:56chłodowi, jak i ekscytacji. A tata
- 6:06:59stanowił moje przeciwieństwo. Na ciemny
- 6:07:02garnitur narzucił swój elegancki płaszcz
- 6:07:04z grubej wełny. Materiał układał się na
- 6:07:07nim idealnie. A gdyby tak nie było, to w
- 6:07:09razie potrzeby wszelkie zagniecenia
- 6:07:11prostowałby palcami w czarnych,
- 6:07:13skórzanych rękawiczkach.
- 6:07:15Jego twarz była jak zwykle blada.
- 6:07:17Byliśmy jak światło i cień. W takim oto
- 6:07:20duecie wyruszyliśmy do wesołego
- 6:07:22miasteczka. Nie, to nie żart. Po naszej
- 6:07:25ostatniej rozmowie tata się zmartwił.
- 6:07:27Uznał, że skoro i tak kleje się do niego
- 6:07:29niczym mały plasterek, to zorganizuje
- 6:07:32oficjalne wyjście ojca z córką. Jeśli
- 6:07:35potrzebujesz spędzać ze mną więcej
- 6:07:37czasu, droga Lindsy, zaaranżuję to.
- 6:07:39zapowiedział niemal złowrogo.
- 6:07:42Uśmiechnęłam się wtedy nerwowo, nie
- 6:07:44wiedząc jak inaczej zareagować na to
- 6:07:46poświęcenie. Dobra, jestem
- 6:07:48niesprawiedliwa. Tata naprawdę się
- 6:07:49starał i ani trochę nie odczułam, by
- 6:07:52planowanie tego wypadu było dla niego
- 6:07:54przykrym obowiązkiem. On po prostu taką
- 6:07:56ma naturę, nakazującą mu być surowym,
- 6:07:59chłodnym i poważnym nawet w miejscu,
- 6:08:01które powinno malować uśmiech na ustach
- 6:08:04i zapalać radosne gwiazdki w oczach.
- 6:08:07Wybraliśmy się do Grand Key Stone Park,
- 6:08:10słynnego w całej Pensylwanii wesołego
- 6:08:12miasteczka znajdującego się niecałą
- 6:08:13godzinę drogi od domu. Sporo szkół
- 6:08:16organizuje tam wycieczki na zakończenie
- 6:08:18roku. Rodzice zabierają tu też swoje
- 6:08:20dzieci z okazji urodzin. Moi nie, ale
- 6:08:23byłam tam kilka razy. Dziś po raz
- 6:08:25pierwszy miał towarzyszyć mi tata.
- 6:08:28Niestety lot helikopterem jest
- 6:08:30niemożliwy. Oznajmił. Warunki nie
- 6:08:32sprzyjają. A niech to mruknęłam w
- 6:08:34szalik, choć jedyne co mnie obchodziło
- 6:08:36to fakt, że siedzi obok.
- 6:08:39Umuościliśmy się wygodnie na tylnej
- 6:08:41skórzanej kanapie samochodu. Oparłam na
- 6:08:43jego ramieniu głowę, z której wcześniej
- 6:08:45zdjęłam nauszniki. Teraz trzymałam je w
- 6:08:48dłoni, gładząc ich miły materiał i
- 6:08:50patrząc przez przednią szybę na czarną
- 6:08:52odśnieżoną jezdnię i odśnieżone pobocza.
- 6:08:55Tata prowadził telefoniczne rozmowy, w
- 6:08:57których rozstawiał ludzi po kątach. Jego
- 6:08:59rozkazujący ton dziwnie mnie uspokajał.
- 6:09:02Może dlatego, że od kilku dni dryfowałam
- 6:09:04po domu jak obojętna masa, wykonując
- 6:09:07każde jego polecenie. I tak na przykład
- 6:09:09dziś, gdy kazał mi się ciepło ubrać i
- 6:09:12wpakować do samochodu, nie zadawałam
- 6:09:14pytań. Głowę podniosłam dopiero, gdy
- 6:09:17wjechaliśmy na parking, a naszym oczom
- 6:09:19ukazały się pierwsze konstrukcje,
- 6:09:21baśniowe zamkowe wieżyczki i falujące
- 6:09:24tory rollercoasterów.
- 6:09:26Śnieg skrzypiał nam podeszwami, gdy po
- 6:09:28zeskanowaniu wpowskich wejściówek
- 6:09:30przeszliśmy przez bramki.
- 6:09:32Park rozciągał się pod gołym niebem, o
- 6:09:34tej porze jeszcze jasnym. Między
- 6:09:36karuzelami zwisały świąteczne girlandy,
- 6:09:39lampki oplatały barierki i drzewa.
- 6:09:42Wyobraziłam sobie, jaki bajeczny efekt
- 6:09:44dadzą wieczorem, kiedy się ściemni. W
- 6:09:46powietrzu mieszały się chłód i zapach
- 6:09:48słodkich oraz słonych przekąsek. Tłum
- 6:09:51był umiarkowany. Niskie temperatury,
- 6:09:54grudniowa drożyzna i środek tygodnia
- 6:09:56robiły swoje. To ostatnie było też
- 6:09:58powodem, dla którego i Michael nie
- 6:10:00wybrał się z nami. Miałam nadzieję, że
- 6:10:03nie będzie miał nam tego za złe. Może
- 6:10:05nie. W ostatnim czasie trochę
- 6:10:07przystopował z zazdrością.
- 6:10:10Na którą z atrakcji masz ochotę? Zapytał
- 6:10:12tata bardzo oficjalnie, prowadząc mnie
- 6:10:14pod rękę swoim ciężkim i władczym
- 6:10:16krokiem, jakby był udziałowcem w
- 6:10:18większości tutejszych karuzel. Jego
- 6:10:21dystyngowany sposób bycia wyróżniał go
- 6:10:23wśród roześmi ludzi. Rozglądał się wokół
- 6:10:26bezprzesadnego zachwytu w oczach. To nie
- 6:10:28była jego bajka, ale przecież był tam
- 6:10:30dla mnie. Doceniałam ten gest. Będziesz
- 6:10:33ze mną chodził na kolejki? Zaśmiałam
- 6:10:36się. Widziałam, jak cieszy go widok
- 6:10:38mojego szczerego uśmiechu. Zresztą i
- 6:10:40jemu zadrżał kącik ust. Nie pogodzę się
- 6:10:44z przegapieniem żadnej. Zapewnił.
- 6:10:46Zachichotałam jeszcze głośniej i
- 6:10:48schowałam twarz w jego ramieniu.
- 6:10:50Tata wziął na siebie rolę kierownika
- 6:10:52naszej wycieczki i poprowadził mnie do
- 6:10:54pierwszej atrakcji, domu strachów.
- 6:10:57Podeszliśmy do ciemnej krzywej bryły z
- 6:10:59popękaną fasadą, łańcuchami i oknami
- 6:11:02podświetlonymi zielonkawą poświatą. Nad
- 6:11:04drzwiami migotał szyld, a ze środka
- 6:11:07dobiegały krzyki i metaliczne jęki. Dom
- 6:11:09strachów. Serio, tato? Jeśli się boisz,
- 6:11:13Lindsy, pójdziemy gdzie indziej. odparł
- 6:11:15prowokująco. Jezu, on był chyba
- 6:11:18najsztywniejszym typem w całym tym
- 6:11:20parku. Zostajemy.
- 6:11:22Z boku znajdowało się dyskretnie
- 6:11:24ogrodzone wejście VIP, obsługiwane przez
- 6:11:27personel w nienagannych uniformach.
- 6:11:29Przeznaczone było dla tych, którym nie
- 6:11:31szkoda było dopłacić za oszczędzony
- 6:11:33czas, bo tu rzecz jasna nie było
- 6:11:34kolejki. Rozwiązanie wprost stworzone
- 6:11:37dla Vincenta. Moneta.
- 6:11:40W środku złowrogo migały światła i
- 6:11:42odbijały się echem od ścian piskliwe,
- 6:11:44przerażone krzyki, zapewne puszczane z
- 6:11:47głośników. Nadjechał ciasnawy wagonik,
- 6:11:49do którego od razu nas zaproszono. Tata
- 6:11:52puścił mnie przodem, jak dżentelmen
- 6:11:54podając mi dłoń. Pracownicy obsługi bez
- 6:11:57słowa zerkali na jego długi płaszcz,
- 6:11:59którym tata musiał szarpnąć, by nie
- 6:12:01wkręcił się w mechanizm. Kiedy
- 6:12:03ruszyliśmy w czarną otchłań, poczułam
- 6:12:05ukółcie niepokoju, bo przed oczami
- 6:12:07mignął mi sen o przepaści, w którą
- 6:12:09zrzucił mnie Kornel.
- 6:12:11Wpiłam palce w ramię taty i przywarłam
- 6:12:13do niego całym ciałem. Drgnęłam, gdy coś
- 6:12:16zasyczało przy moim uchu. Koła wagoniku
- 6:12:19piszczały, gdy pojazd zaczął się
- 6:12:21rozpędzać. Nasze twarze smagał wiatr, a
- 6:12:23zwisający nad torami koronkowy materiał,
- 6:12:26mający zapewne imitować pajęczyny,
- 6:12:28łaskotał nas w czubki głów. Zamontowana
- 6:12:31pod fotelem taśma smyręła nas w pięty,
- 6:12:34co miało stwarzać wrażenie, że
- 6:12:36podgryzają nas szczury. Tata przesunął
- 6:12:38stopy do przodu ze zirytowanym
- 6:12:40westchnieniem, a ja parsknęłam w jego
- 6:12:42ramię. Gdy wyjechaliśmy z czarnej Toni i
- 6:12:45zobaczyłam kamienną, niewzruszoną twarz
- 6:12:47taty, zagryzłam wargi z rozbawieniem. I
- 6:12:50co? Bardzo się bałeś? Obawiam się
- 6:12:53jedynie tego, że zapragniesz powtórki.
- 6:12:55Odparł. Śmiałam się wysiadając z
- 6:12:58wagonika pod jego czujnym okiem.
- 6:13:00pilnował, żebym się nie poślizgnęła i
- 6:13:02żeby puchate poły mojej kurtki nie
- 6:13:03zahaczyły o bramkę. To może teraz
- 6:13:06chodźmy na prawdziwą kolejkę.
- 6:13:08Zaproponowałam nakręcona energią i
- 6:13:10atmosferą zabawy. Wskazywałam tory,
- 6:13:12które widzieliśmy już z parkingu. Tata
- 6:13:15bez entuzjazmu, ale i bez protestu
- 6:13:17skinął głową. Nie wiem czy Vincent Met w
- 6:13:21ogóle się czegoś boi, ale tym czymś na
- 6:13:23pewno nie jest byle roller coaster.
- 6:13:26Zaczynało być naprawdę fajnie. Mijaliśmy
- 6:13:28coraz więcej radosnych ludzi, a także
- 6:13:31Mikołajów i elfów oferujących zrobienia
- 6:13:33sobie z nimi zdjęcia budek z parującym
- 6:13:36kakao, popcornem i innymi smakołykami.
- 6:13:39Wszędzie rozbrzmiewały śmiechy, a wśród
- 6:13:41nich mój, wesoły i coraz głośniejszy.
- 6:13:44Wipowska wyjściówka kolejny raz poszła w
- 6:13:47ruch i już szykowaliśmy się do
- 6:13:48przejażdżki kolejką górską. Tata upewnił
- 6:13:51się, że zapięłam pas na biodrach i
- 6:13:53zaciągnęłam pałąk i że ten jest na tyle
- 6:13:55ciasny, by mnie wypadła. Naopiekuńczość.
- 6:13:58Może i tak, ale wcale mi to nie
- 6:14:00przeszkadzało. Rollercoaster ruszył.
- 6:14:03Najpierw powoli jechał pod górę, czając
- 6:14:06się jak zwierz przed atakiem. Potem
- 6:14:08zatrzymał się na szczycie. Widok był
- 6:14:11nieziemski. W dole kolorowe atrakcje,
- 6:14:13ludzie wyglądający jak drobne ruchome
- 6:14:15punkty. Wszystko jeszcze nieprzygaszone
- 6:14:18zmierzchem. Na stolowej konstrukcji
- 6:14:20osiadał świeży śnieg. Tu wysoko wiatr
- 6:14:23był ostrzejszy. Niósł zapach zimy i
- 6:14:26potęgował metaliczny chłód torów.
- 6:14:28Chwilowy postój podkręcał adrenalinę.
- 6:14:31Drżałam w oczekiwaniu, a serce
- 6:14:33podskoczyło mi aż do gardła. Sztywno
- 6:14:35wplotłam palce w dłoń taty i zacisnęłam
- 6:14:38je jak najmocniej. On wyglądał jak
- 6:14:40ostatnia osoba, która czerpałaby
- 6:14:42przyjemność z takich atrakcji, ale
- 6:14:44znosił ten moment zawieszenia z
- 6:14:46godnością i nagle jazda. Kolejka ruszyła
- 6:14:50w dół. Wydarłam się tak jak i inni
- 6:14:52pasażerowie, a nasze głosy zginęły wśród
- 6:14:55oszałamiającego pędu. Tata zerkał na
- 6:14:57mnie, jakby sprawdzał, czy na pewno nic
- 6:14:59złego mi się nie dzieje. Sam, jak można
- 6:15:02się było spodziewać, nie wydał z siebie
- 6:15:04ani jednego dźwięku, tylko zaciskał
- 6:15:06palce wolnej dłoni na drążku i czekał na
- 6:15:08koniec.
- 6:15:09Kocham to. Zawołałam, gdy kolejka się
- 6:15:11zatrzymała. Blokada zwolniła, a krew
- 6:15:14wciąż pędziła mi w żyłach. Trzęsiesz
- 6:15:16się, Linci. Zauważył tata z cichym
- 6:15:18zmartwieniem. Duch to adrenalina.
- 6:15:23Podniósł się, ale złapałam go za rękaw.
- 6:15:25Spojrzał na moją dłoń, potem na mnie. A
- 6:15:28ty co myślisz? Dopytywałam. Bardzo
- 6:15:30szybka ta kolejka. Przewróciłam oczami.
- 6:15:33Ale czy ci się podobało? To nie mój
- 6:15:36rodzaj frajdy. Uniosłam brew. Tato,
- 6:15:39wszyscy wiedzą, że ty nie masz swojego
- 6:15:40rodzaju frajdy. Oczywiście, że mam. To w
- 6:15:43takim razie co nim jest? Ostentacyjnie
- 6:15:46nadstawiłam ucho. Później obiecał i znów
- 6:15:50podał mi rękę, żebym wygodnie wysiadła z
- 6:15:52wagonu. Ktoś już czekał, aż zwolnimy
- 6:15:54miejsca. Mężczyzna z chłopcem, może
- 6:15:56synem. Niecierpliwił się i nawet
- 6:15:59wykrzywiał usta, zły, że się ociągamy,
- 6:16:02ale natychmiast opanował wyraz twarzy,
- 6:16:04gdy tata zatrzymał go jednym przelotnym
- 6:16:06spojrzeniem.
- 6:16:07Następną atrakcją była karuzela z
- 6:16:09chuśtawkami na długich łańcuchach.
- 6:16:11Pojedyncze foteliki były minusem, ale
- 6:16:13gdy łańcuchy napięły się i uniosły nas
- 6:16:15wysoko, a śnieżne światła parku rozmyły
- 6:16:18się w kolorowe smugi pod moimi stopami,
- 6:16:20oczarowana rozkoszowałam się chwilą.
- 6:16:23Potem delektowałam się zieloną bubble
- 6:16:25tea z dodatkiem tapiokowych kulek, którą
- 6:16:28tata kupił mi, żebym się rozgrzała.
- 6:16:31Kiedy już się nią opiłam, czekał pod
- 6:16:33damską łazienką nieruchomy jak posąg.
- 6:16:35Wróciłam do niego szybko i uwaga,
- 6:16:37nowość, w podskokach.
- 6:16:40Nie doskwierają ci stopy? Zapytał z
- 6:16:42troską, zerkając na moje buty.
- 6:16:45Zaprzeczyłam zadowolona z siebie, że
- 6:16:47zamiast wąskich kozaczków założyłam
- 6:16:49śniegowce.
- 6:16:51Samochodziki skradły moje serce tak
- 6:16:53bardzo, że przejechaliśmy się nimi aż
- 6:16:55trzy razy. Za ostatnim razem ktoś
- 6:16:58maksymalnie rozpędzony uderzył w bok
- 6:17:00mojego autka. Odbiłam się od krawężnika,
- 6:17:02chwilowo tracąc panowanie nad
- 6:17:04kierownicą.
- 6:17:05Kilka sekund później ten sam osobnik
- 6:17:07prawie wypadł z toru szturchnięty przez
- 6:17:09auto mojego taty.
- 6:17:12Poza tym wymieniłam kilka przypadkowych
- 6:17:14uśmiechów z paroma chłopakami. Każdy z
- 6:17:16nich został jednak zmrożony firmowym
- 6:17:18spojrzeniem Wincenta Moneta. Żaden nie
- 6:17:21obejrzał się za mną drugi raz. Trudno. I
- 6:17:24tak nie ciągnęło mnie do randkowania.
- 6:17:26Nakazałam też tacie, żeby kupił sobie
- 6:17:28watę cukrową, bo nie chciałam swojej
- 6:17:30jeść sama. godził się na wszystko, by
- 6:17:33poprawić mi humor i cieszył się, że to
- 6:17:35działa, bo dawno się tak nie śmiałam.
- 6:17:37Cóż mam poradzić? Widok mrocznego
- 6:17:39Winenta Moneta z różową watą cukrową to
- 6:17:42był hit. Oczywiście nawet jej nie tknął,
- 6:17:44więc w końcu przewróciłam oczami i mu ją
- 6:17:47odebrałam. Hej, możesz jeść słodkie?
- 6:17:50Zagadnęłam jakiegoś dzieciaka, gdy
- 6:17:52zaświeciły mu się oczy i ochoczo pokiwał
- 6:17:54głową. Wręczyłam mu różową chmurkę.
- 6:17:57Wróciłam do taty. On objął mnie
- 6:17:59ramieniem i ruszyliśmy dalej. Czy ty się
- 6:18:01chociaż trochę dobrze bawisz? Zapytałam
- 6:18:03go wyzywająco. Oczywiście. Potwierdził z
- 6:18:06powagą, po czym wskazał jeden ze
- 6:18:08straganów przed nami. A oto, droga
- 6:18:10córko, mój rodzaj frajdy.
- 6:18:13Najpierw otworzyłam usta, potem załamana
- 6:18:16odchyliłam głowę tak, że prawie zsunęły
- 6:18:18mi się nauszniki i spojrzałam w
- 6:18:19ciemniejące niebo.
- 6:18:22Nie wierzę. Westchnęłam. Spróbuj.
- 6:18:24Pierwsza stanowisko do strzelania. Tata
- 6:18:27oparł lekko oblat dłoń w skórzanej
- 6:18:29rękawiczce i omiotł wzrokiem równy rząd
- 6:18:32wiatrówek, jakby oceniał ich stan. W tle
- 6:18:35na taśmie poruszały się małe figurki
- 6:18:37pingwinów, wysuwając się i znikając za
- 6:18:39przeszkodami w rytmicznej sekwencji.
- 6:18:41Wszystko pod czujnym okiem
- 6:18:43uśmiechniętego pracownika. Można wygrać
- 6:18:45miśka. Zachęcił pokazując ogromnego
- 6:18:48pingwina siedzącego na ladzie. Maskotka
- 6:18:51sięgała mi do pasa. Dziób miała
- 6:18:53uśmiechnięty, a pod szyją muchę
- 6:18:55eleganszą nawet niż ta, którą nosił nasz
- 6:18:57kamerdyner Winston. Widok pingwinów ze
- 6:19:00wszystkich zwierząt, akurat ich, lekko
- 6:19:03mnie zmroził, ale przełknęłam to i
- 6:19:05wzięłam się w garść. No dobra,
- 6:19:07powiedziałam, przyjmując wyzwanie taty.
- 6:19:10Przecież umiałam obchodzić się z bronią.
- 6:19:12Pracownik podał mi wiatrówkę. Tylko
- 6:19:14ostrożnie, bo jest. zaczął i zaraz urwał
- 6:19:17zdziwiony, gdy zobaczył, z jaką wprawą
- 6:19:19przejęłam broń. Mój chwyt był pełny i
- 6:19:22niemal automatyczny. Sprawdziłam ciężar
- 6:19:24i wyważenie broni. Mężczyzna uniósł brwi
- 6:19:28zaskoczony moją zręcznością. Jak
- 6:19:30odczucia? Zapytał tata, gotów asekurować
- 6:19:33mnie w każdej chwili, choć wiedział, że
- 6:19:35raczej nie będę tego potrzebować.
- 6:19:37dużo lżejsza i mniej poręczna od tych,
- 6:19:40które mamy w domu. Komentarz nastolatki
- 6:19:42o domowym arsenale nieco zszokował pana
- 6:19:45obsługującego stoisko. Tym bardziej, że
- 6:19:47dodałam beztrosko. Jak zabawka. Zasada
- 6:19:51pozostaje ta sama. Przypomniał mi tata.
- 6:19:54Kontrola i oddech. Oparłam broń na
- 6:19:57ramieniu i zmróżyłam jedno oko.
- 6:20:00Jarmarczny hałas ucichł. Wstrzymałam
- 6:20:02oddech na ułamek sekundy i nacisnęłam
- 6:20:04spust szybko, pewnie.
- 6:20:07Jedna figurka zniknęła. Przesunęłam lufę
- 6:20:09bez szarpnięcia. Kolejny strzał. Kolejny
- 6:20:12pingwin padł. Skupienie. Oddech. Strzał.
- 6:20:16Pingwiny znikały jeden po drugim. Poza
- 6:20:18ostatnim. Och. Wyrwało mi się, gdy śró
- 6:20:21minął figurkę i odbił się od tylnej
- 6:20:23tarczy. Opuściłam broń zdezorientowana,
- 6:20:26że to już koniec i że chybiłam. Jaka
- 6:20:29szkoda powiedział pracownik bez żalu
- 6:20:31wyciągając dłonie by odebrać mi
- 6:20:33wiatrówkę. Wygrana jest za zestrzelenie
- 6:20:35wszystkich pingwinów. Nie ma żadnego
- 6:20:37marginesu? Spytałam z przejęciem. Nie
- 6:20:40ma. Uciął. Proszę oddać broń. Bez sensu,
- 6:20:44że jeden nietrafiony pingwin mnie
- 6:20:46zdyskwalifikował. Mruknęłam nadal
- 6:20:48trzymając wiatrówkę, bo oddanie jej
- 6:20:50równałoby się w mojej głowie z porażką,
- 6:20:52której nie chciałam akceptować. Takie są
- 6:20:55zasady. Komuś w ogóle się udało?
- 6:20:57Pracownik zerknął na tatę. Musi oddać
- 6:21:00broń. powtórzył do niego. Po rundzie
- 6:21:02broń wraca za ladę. Tata wysłuchał go
- 6:21:05bez emocji, po czym lekko dotknął mojego
- 6:21:08ramienia. Lindy, oddaj ją. Westchnęłam z
- 6:21:12frustracją, ale posłuchałam. Pracownik
- 6:21:15odebrał wiatrówkę dość gwałtownie,
- 6:21:16odkładając ją na bok i mrucząc coś o
- 6:21:19nieobliczalnych nastolatkach. Tatuś, ja
- 6:21:21chcę pingwina. Poprosiłam błagalnie.
- 6:21:24Sprzedawca, który teraz kłócał za ladą i
- 6:21:26coś tam majstrował, zaśmiał się pod
- 6:21:28nosem. Wszyscy chcą pingwina. mruknął.
- 6:21:31Uniósł jednak brwi, gdy na ladzie
- 6:21:33wylądował kolejny banknot. Tata
- 6:21:35wyciągnął dłoń po nową wiatrówkę. W jego
- 6:21:38sygnecie kolorowym refleksem odbiło się
- 6:21:40światło lampek. Przy stoisku zatrzymało
- 6:21:43się kilka osób. Tacie ta broń pasowała
- 6:21:46niczym rekwizyt z planu filmowego. Długi
- 6:21:49płaszcz, gładko zaczesane włosy,
- 6:21:51skupiona mina.
- 6:21:53uniósł wiatrówkę bez cienia pośpiechu.
- 6:21:55Strzały padały w równym mechanicznym
- 6:21:57rytmie i każdy wymierzony z chłodną
- 6:21:59precyzją trafiał dokładnie tam, gdzie
- 6:22:01powinien. Pingwiny znikały, jakby tata
- 6:22:04przewidywał ich ruch, nim się pojawiły.
- 6:22:0610 sekund tyle wystarczyło, by
- 6:22:09zestrzelił wszystkie. Rozległy się
- 6:22:11oklaski. Ja też zaklaskałam. Ktoś
- 6:22:14gwizdnął z uznaniem. Niebywałe! zawołał
- 6:22:17pracownik, a czapeczka aż zsunęła mu się
- 6:22:19na tył głowy. Tata oddał mu broń z
- 6:22:22obojętną miną, z tą samą niewzruszoną
- 6:22:25powagą. Nawet nie skinął dopingującym go
- 6:22:27nieznajomym gapią. Nie lubił robić z
- 6:22:30siebie widowiska. Zamiast tego wskazał
- 6:22:32mnie podbrókiem. Proszę wręczyć mojej
- 6:22:35córce maskotkę.
- 6:22:38Oczywiście, oczywiście. Pingwin należy
- 6:22:40do pani. Oznajmił pospiesznie pracownik.
- 6:22:43To była chwila. W następnej już szłam z
- 6:22:46ogromnym miśkiem przez park. Czy był
- 6:22:48nieporęczny? Jasne, zdecydowanie. Ale
- 6:22:51posiadanie go napawało mnie tak wielką
- 6:22:54radością, że to nie miało znaczenia.
- 6:22:56Zwłaszcza, że to tata go dla mnie
- 6:22:58wygrał. Byłam pewna, że w głębi duszy on
- 6:23:01także czuje satysfakcję. Pingwin był
- 6:23:03wielki i pękaty. Tata musiał trzymać
- 6:23:06mnie za ramię i mnie nawigować, żebym na
- 6:23:08nikogo nie wpadła. Pluszak ograniczał mi
- 6:23:10widoczność tak bardzo, że nie
- 6:23:12dostrzegłam nadciągającego z naprzeciwka
- 6:23:14wujka Tonyego, dopóki dosłownie na nas
- 6:23:17nie wlazł. Co to jest? Burknął,
- 6:23:20mierząc się spojrzeniem z małymi
- 6:23:21czarnymi błyszczącymi koralikami, które
- 6:23:23robiły pingwinowi za oczy. Wyjrzałam zza
- 6:23:26maskotki, żeby upewnić się, że to na
- 6:23:29pewno on. Wujek, co ty tu robisz? Musimy
- 6:23:32porozmawiać. Oznajmił Tony, przeczesując
- 6:23:35dłonią nażelowane włosy. Pilne. Mów
- 6:23:38zatem. Przy niej. Skinął w moim kierunku
- 6:23:40podbródkiem. Nie zostawię Lini bez
- 6:23:43nadzoru. Nie zostawisz. Zgodził się Tony
- 6:23:46z westchnieniem. Rozejrzał się wokół.
- 6:23:48Robiło się ciemno. Światło lampek
- 6:23:50jaśniało, a tłum gęstniał. Chodzi o
- 6:23:53aktualizację w sprawie, nad którą
- 6:23:54obecnie pracujemy. Przewróciłam oczami i
- 6:23:57spróbowałam przesunąć pingwina na
- 6:23:59biodro, żeby lepiej widzieć wujka i
- 6:24:01tatę. Po prostu powiedzcie przy mnie o
- 6:24:04co chodzi. To mnie porwano. Ustaliliśmy
- 6:24:07już, że powinnam wiedzieć co się dzieje.
- 6:24:10Mamy dzieciaka.
- 6:24:12Zamarłam. Pingwin osunął się nieco.
- 6:24:15Ciążył mi w ramionach. Był naprawdę
- 6:24:17ciężki. Eliasa wyszeptałam.
- 6:24:20Kornela. burknął Tony. Wydałam z siebie
- 6:24:23głuchy okrzyk. Opuściłam pingwina
- 6:24:26jeszcze niżej, bo jedną dłonią zakryłam
- 6:24:28usta. Wujek Tony zareagował szybko i
- 6:24:30podtrzymał maskotkę, żeby nie dotknęła
- 6:24:32brudnej ziemi. "Przejdźmy gdzieś na
- 6:24:35stronę"! Zaproponował tata, mrużąc
- 6:24:37powieki. Już wypatrzył ustronne miejsce.
- 6:24:41Położył mi dłoń na łopatce, żeby mnie
- 6:24:43tam skierować, a wujek Tony został
- 6:24:45wmanewrowany w taszczenie pingwina.
- 6:24:48przejął go ode mnie, ma mrocząc pod
- 6:24:49nosem coś o debilnych, monstrualnych
- 6:24:51kluszakach. Usadził go na murku, dość
- 6:24:54czystym, bo osłoniętym piknikowym
- 6:24:56daszkiem. Ja przycupnęłam obok. Tata i
- 6:24:59wujek Tony woleli stać. Czyli
- 6:25:01znaleźliście go? Wyszeptałam, czując
- 6:25:04gęsią skórkę. Tony jechał tu niecałą
- 6:25:07godzinę, żeby przekazać tacie tę
- 6:25:08wiadomość osobiście, więc to, jak
- 6:25:11zwlekał z wyjaśnieniami doprowadzało
- 6:25:13mnie do szału. Przecież kurczę wiedział,
- 6:25:15że tu będę.
- 6:25:17Technicznie odparł wymijająco. To znaczy
- 6:25:20bardziej sam się znalazł. Co Tony
- 6:25:23podrapał się poylicy.
- 6:25:26Znalazł się. Powtórzył z wyrzutem, że
- 6:25:28nie rozumiem. Sam. W sensie, co to
- 6:25:31znaczy? Wujek Tony porozumiewał się z
- 6:25:34tatą spojrzeniami. Moja nieznajomość
- 6:25:37tego ichniemego języka strasznie mnie
- 6:25:38drażniła. Nic nie umiałam z tego
- 6:25:40wyczytać.
- 6:25:42Wolałabym się go uczyć niż francuskiego.
- 6:25:44Serio, sądzę, że bardziej by mi się
- 6:25:46przydał.
- 6:25:48Powiedzcie mi. No wybuchnęłam wreszcie.
- 6:25:51Palce jednej dłoni wczepiłam w miękkiego
- 6:25:53pingwina. Niby go podtrzymywałam, żeby
- 6:25:55nie upadł w śnieg za murkiem, ale tak
- 6:25:57naprawdę służył mi za antystresowy
- 6:25:59gniotek. Kto by pomyślał, że ten misiek
- 6:26:01tak szybko się przyda. Nie krzycz
- 6:26:04Lindsy. Upomniał mnie tata. To poufne.
- 6:26:07Gówno nie poufne. Miałam ochotę warknąć,
- 6:26:10ale się powstrzymałam. To był miły
- 6:26:12dzień. Głupio byłoby go zepsuć.
- 6:26:15Szpital. Powiedział wreszcie wujek Tony.
- 6:26:18Zamarłam. Moje zaciśnięte na pingwinie
- 6:26:21palce skostniały, bynajmniej nie z
- 6:26:23zimna. Elias jest w szpitalu.
- 6:26:26Kornel. W dupie mam jego imię. Uniosłam
- 6:26:29się panikując. Przecież wiadomo o kogo
- 6:26:31chodzi. Lindsy, słownictwo. Warknął
- 6:26:34tata. Prawie roześmiałam się z rozpaczy.
- 6:26:38Och, jak dawno tego nie słyszałam.
- 6:26:40Dlaczego jest w szpitalu?
- 6:26:42Bo potrzebował. Odparł Tony patrząc
- 6:26:45gdzieś w bok. Tata milczał wpatrując się
- 6:26:47w brata cierpliwie.
- 6:26:49Ja byłam jego przeciwieństwem. Drążyłam
- 6:26:52bez wytchnienia. Co to znaczy? Zapewne
- 6:26:55jest ranny. Powiedział tata ze spokojem.
- 6:26:58Co? drgnęłam przejęta. To prawda, Tony.
- 6:27:01Czy to prawda? Tony zerknął na mnie
- 6:27:04niepewnie. Nie jest nianny. Wymamrotał
- 6:27:08wreszcie. Co? Możesz jaśniej?
- 6:27:11Zdenerwowałam się. Bezlitośnie
- 6:27:13miętosiłam w palcach płetwę pingwina.
- 6:27:17Wreszcie nawet tata się zmęczył. Powiedz
- 6:27:19wprost, Tony. Polecił wujek. Tony wsunął
- 6:27:22dłonie do kieszeni skórzanej kurtki.
- 6:27:25Trochę zbyt lekkiej jak na zimową aurę,
- 6:27:27choć nie wyglądał jakby marzł.
- 6:27:30Jest w szpitalu, bo tego potrzebuje.
- 6:27:32Byłam o krok odpuszczenia pingwina i
- 6:27:35rąbnięcia wujka w nos. Przysięgam.
- 6:27:37Powstrzymywała mnie tylko obecność taty
- 6:27:39i świadomość, że wujek nie przyjąłby
- 6:27:41takiego ciosu. Dobrze. Ale dlaczego? Mój
- 6:27:45głos robił się piskliwy. Typowa dla mnie
- 6:27:47oznaka stresu. Jest w szpitalu. Okej,
- 6:27:50ale dlaczego? Konkretny powód, wujku
- 6:27:53Tony?
- 6:27:55Bo ma tak obitą mordę, że przez chwilę
- 6:27:57istniało ryzyko, że zejdzie.
- 6:28:00Ostatnio tata żałował wielu rzeczy.
- 6:28:02Upieranie się, żebym usłyszała, jak się
- 6:28:04sprawy mają z Eliasem, zdecydowanie do
- 6:28:06nich należało.
- 6:28:08Puściłam pingwina i spiskiem zakryłam
- 6:28:10usta. Zakołysał się, ale nie przewrócił.
- 6:28:13Ma obitą. Gdy mamotałam przez palce w
- 6:28:17oszołomieniu, tata zapytał ostro: "Kto
- 6:28:19to zrobił?" Tony wzruszył ramionami,
- 6:28:22wciąż trzymając ręce w kieszeniach.
- 6:28:25Nie wiadomo. Odetchnął ciężko, jakby
- 6:28:27każde słowo było dla niego wysiłkiem.
- 6:28:30Jeszcze się nie ocknął. Żołądek zacisnął
- 6:28:32mi się gwałtownie, ale pewnie to ten
- 6:28:35stary go zmasakrował. Dodał.
- 6:28:38Wystarczy, Tony. Pohamował go tata,
- 6:28:40widząc moją reakcję. Zrobiło mi się
- 6:28:43niedobrze. Przez chwilę rozważałam
- 6:28:45przechylenie się przez murek i zwrócenie
- 6:28:47waty cukrowej oraz herbaty.
- 6:28:50Laską? Zapytałam słabo. Czy pobił go
- 6:28:53laską? Tony zmarszczył brwi. Nie wiem
- 6:28:56czym. Pręgi, wujku. Tłumaczyłam
- 6:28:59gorączkowo. Czy ma na skórze pręgi? Nie
- 6:29:02widziałem go. Bezradnie rozłożyłam
- 6:29:05dłonie. To kto go widział? Dylan. I co
- 6:29:09mówił? Wujek Tony westchnął.
- 6:29:12No że mało obitą mordę. Przymknęłam
- 6:29:14powieki. Tony, kończymy te relacje.
- 6:29:18Odezwał się tata kategorycznie. Ona nie
- 6:29:20powinna słuchać takich szczegółów.
- 6:29:22Mówiłem od początku.
- 6:29:24Nie, nie wtrąciłam zdesperowana. Ja
- 6:29:27żądam szczegółów. Chcę wiedzieć
- 6:29:29wszystko. Wpatrywałam się intensywnie.
- 6:29:31To w tatę, to w wujka. Tony dorzucił. No
- 6:29:34ma też obitą te resztę ciała. Zadrżał mi
- 6:29:38podbródek.
- 6:29:40Tony warknął ostro tata. Wujek zamilkł
- 6:29:44pod ciężarem jego spojrzenia, a potem
- 6:29:46tata zwrócił się do mnie łagodniej, ale
- 6:29:49wciąż dobitnie. Spokojnie Linsy,
- 6:29:51rozumiem, że to trudne informacje,
- 6:29:53jednak powinnaś zachować dyskrecję.
- 6:29:55Jesteśmy w miejscu publicznym. Poza tym
- 6:29:58tu położył wyjątkowy nacisk na słowa.
- 6:30:00Pamiętaj, że mowa o twoim porywaczu nie
- 6:30:03ma powodu, by załamywać nad nim ręce i
- 6:30:05tak się litować.
- 6:30:07To jest wrażliwość, tato. Murknęłam. Nie
- 6:30:10załapiesz. Nie zamierzam. Odparł krótko
- 6:30:13i obojętnie, po czym odezwał się do
- 6:30:15Tonego. Jak go znaleźliście?
- 6:30:19Leżał na parkingu ciężarówek w
- 6:30:21Miffinville. Znalazł go jakiś
- 6:30:23przypadkowy kierowca. Nasi ludzie
- 6:30:24zostali natychmiast powiadomieni.
- 6:30:26Dzieciak trafił helikopterem do naszego
- 6:30:28szpitala na naszą prośbę. Jego stan
- 6:30:30pozwalał na transport.
- 6:30:33Dobrze zatem. Tata skinął głową. Nie
- 6:30:36miał do czego się przyczepić w tak
- 6:30:38wzorowo przeprowadzonej akcji. Zamyślił
- 6:30:40się nad instrukcjami, które chciał
- 6:30:42przekazać wujkowi Tonemu, ale nie dałam
- 6:30:45mu na to szansy, bo wstałam. Pingwin
- 6:30:47siedział już sam. Chcę go odwiedzić.
- 6:30:50Oznajmiłam zapalczywie. Tata skwitował
- 6:30:53to niechętnym spojrzeniem. To nie jest
- 6:30:55twój kolega ze szkoły, Lindy. Żebyś
- 6:30:57nosiła mu do szpitala bonbonierki i
- 6:30:59kartki z życzeniami szybkiego powrotu do
- 6:31:01zdrowia. Ale ja jeszcze nie Lindsy.
- 6:31:05Zaprzeczył stanowczo ojciec. Ja muszę z
- 6:31:08nim porozmawiać. Jęknęłam rozpaczliwie.
- 6:31:12Lindy, on na razie nie może rozmawiać.
- 6:31:15Powiedział cichoy. Jeszcze się nie
- 6:31:17obudził.
- 6:31:23Rozdział 17.
- 6:31:25Ania Monet.
- 6:31:28Kiedy wracasz do szkoły?
- 6:31:30Pytanie za 100 punktów padło z ust
- 6:31:32Mickiego podczas kolacji. Na talerzach
- 6:31:35królowała zielenina, jarmurz i tym
- 6:31:37podobne. Michael przed chwilą wpakował
- 6:31:40do ust całą jego garść i wyglądał jak
- 6:31:42koza. Zdążył przerzuć i połknąć, a ja
- 6:31:45wciąż milczałam.
- 6:31:47Unikałam odpowiedzi, więc pod presją
- 6:31:49jego wyczekującego spojrzenia
- 6:31:50wymamrotałam w końcu. Nie wiem.
- 6:31:54Starałam się nie patrzeć na rodziców,
- 6:31:55niepewna ich stanowiska, choć jeśli
- 6:31:57mieli mi odpuścić szkołę, to właśnie
- 6:31:59teraz, w ramach rekonwalescencji po
- 6:32:02porwaniu. Mama potwierdziła to
- 6:32:04troskliwym tonem. Jak tylko poczujesz
- 6:32:06się na siłach, Ly?
- 6:32:10Myślałem, że już ci lepiej. Mruknął
- 6:32:12Micki, wbijając widelec w kolejną porcję
- 6:32:14jarmurżu. Polany słodkim sosem i
- 6:32:17posypany ziarnami słonecznika był
- 6:32:19naprawdę smaczny. Zatykał też usta,
- 6:32:21dzięki czemu Mickey łatwiej maskował
- 6:32:24rozczarowanie i niepokój o mój stan.
- 6:32:26Jako młodszy brat nie lubił afiszować
- 6:32:28się z uczuciami.
- 6:32:31Powrót Lindsy do szkoły będzie
- 6:32:33stopniowy. Oświadczył tata. Tak, żebyś
- 6:32:36czuła się gotowa i spokojna dodała mama
- 6:32:39uśmiechając się do mnie dobrodusznie.
- 6:32:41Sama prawie nie jadła. Jej widelec
- 6:32:43wisiał nad kaszą albo tylko ją
- 6:32:45rozgarniał.
- 6:32:47Czyli mogę najpierw zacząć od zajęć z
- 6:32:49profesorem Deklanem? Zamyśliłam się.
- 6:32:51Mama spuściła wzrok. Tata odchrząknął.
- 6:32:55Na razie rozsądniej będzie, jeśli
- 6:32:57zrobisz sobie przerwę od dodatkowych
- 6:32:58lekcji. O, zmarszczyłam brwi. A to
- 6:33:02czemu?
- 6:33:04Ly westchnęła mama. Nie lubiłaś tych
- 6:33:07zajęć. Przeciążały cię. Wzruszyłam
- 6:33:10ramionami i włożyłam do ust kawałek
- 6:33:12gotowanej marchewki.
- 6:33:14Dzięki nim poprawiłam średnią.
- 6:33:17Ciebie nigdy nie obchodziła średnia.
- 6:33:19Micki uniósł brwi. No bo była słaba.
- 6:33:22Uśmiechnęłam się krzywo. A teraz jest
- 6:33:25dobra, więc się nią chwalę. Właściwie to
- 6:33:27uważam, że powinnam wydłużyć dzienny
- 6:33:29czas zajęć z profesorem Deklanem choćby
- 6:33:32o pół godziny. Ty głupia jesteś?
- 6:33:35Skrzywił się brat. Michael. Upomniała go
- 6:33:38mama. Ledwo wyrabiałaś na tamtych. Cały
- 6:33:40czas dramatyzowałaś, że nie masz życia.
- 6:33:42A ten cały deklan to rudy terrorysta.
- 6:33:45Miki, uspokój się i nie ma potrzeby
- 6:33:47mieszać w to koloru włosów na lorda.
- 6:33:50Mama odłożyła widelec.
- 6:33:52Marodziłam na Deklana. Fakt przyznałam.
- 6:33:55Ale ta średnia. A co z twoim tańcem?
- 6:33:58Dopytywał Micki. Groźnie zmarszczone
- 6:34:00brwi dodawały mu powagi. Z grobową miną
- 6:34:03odpowiedziałam: Na razie nie chcę
- 6:34:05tańczyć.
- 6:34:07Tata nie podniósł wzroku znad talerza,
- 6:34:09lecz palce zacisnęły mu się na
- 6:34:10sztućcach. Mama zmarszczyła czoło z
- 6:34:13troską. O co ci chodzi? Zirytował się
- 6:34:16Michael. Mnie? Wskazałam siebie końcówką
- 6:34:19widelca. O nic. Całe życie słyszę jak
- 6:34:23jęczysz o tym swoim tańcu, a teraz nagle
- 6:34:25to rzucasz. Odłożył widelec z brzękiem.
- 6:34:29Tata zerknął na niego przelotnie. Ale
- 6:34:31dlaczego tak się wściekasz? Zapytałam
- 6:34:33zaskoczona jego zachowaniem. Bo to nie
- 6:34:36jest normalne. Warknął. Porwanie cię
- 6:34:39straumatyzowało?
- 6:34:40W porządku. Masz do tego prawo, ale nie
- 6:34:43udawaj, że wszystko jest okej, kiedy nie
- 6:34:44jest. Mrugałam, nie wiedząc, co
- 6:34:47odpowiedzieć.
- 6:34:49Micky. Mama położyła płasko dłoń na
- 6:34:51stole w uspokającym geście. Ly
- 6:34:54potrzebuje czasu. Na pewno wróci do
- 6:34:56tańca. A wycieczka szkolna? Michael
- 6:34:59odchylił się w krześle i skrzyżował
- 6:35:01ramiona. Jedziesz? Uwielbiasz wycieczki.
- 6:35:04Zawsze lubiłaś, gdy nie było zajęć.
- 6:35:07Wypuściłam powietrze z ust.
- 6:35:10Jaka znowu wycieczka?
- 6:35:12Do Filadelfii z noclegiem, śladami
- 6:35:14narodzin niepodległości. O, ciekawie.
- 6:35:17Podchwyciła mama, choć jakąś wielką
- 6:35:19wielbicielką historii nie była. Prawda
- 6:35:22Vince? Tata zerknął na nią chłodno. Od
- 6:35:25mojego powrotu dystans między rodzicami
- 6:35:27był wyraźnie odczuwalny i wcale nie
- 6:35:29słabuł. Mhm. Odparł uprzejmie, sztywno
- 6:35:33przecierając serwetką kącik ust. Cała
- 6:35:36szkoła jedzie? Zapytałam. Micki wzruszył
- 6:35:39ramionami. Większość, wszyscy, których
- 6:35:42uczy Emerson. On to organizuje.
- 6:35:46Ukłucie zazdrości przeszyło mi brzuch.
- 6:35:48Starałam się je zignorować, choć
- 6:35:50naprawdę lubiłam wycieczki, zwłaszcza te
- 6:35:52prowadzone przez pana Emersona,
- 6:35:53wesołego, zaangażowanego historyka.
- 6:35:55Kompletne przeciwieństwo pana Pomeroya.
- 6:35:59Flyn jedzie. Dorzucił Micki mimochodem.
- 6:36:02Flyn? Zdumiałam się. Jak przenosi się do
- 6:36:06nas, jak zapowiadał. Ciocia Maja
- 6:36:09twierdzi, że wycieczka będzie świetną
- 6:36:10okazją, żeby się zaklimatyzował.
- 6:36:13Świetną. Potwierdziła mama, po czym
- 6:36:15spojrzała na mnie zachęcająco. Co
- 6:36:17myślisz, Lisy? Może i tobie dobrze to
- 6:36:19zrobi.
- 6:36:21Argument w postaci Flina jako towarzysza
- 6:36:23na takiej wycieczce i możliwość
- 6:36:25obserwowania, jak odnajdzie się w naszym
- 6:36:27szkolnym środowisku były kuszące. Mama o
- 6:36:30tym wiedziała. Zawahałam się. Nie wiem.
- 6:36:34Sądzę, że powinnaś jechać. Powiedziała z
- 6:36:36przekonaniem. To krótka wyprawa,
- 6:36:38idealna, żebyś powoli wracała do
- 6:36:40normalności.
- 6:36:42Automatycznie spojrzałam z niepokojem na
- 6:36:44tatę. Nie wiem. Twoja mama ma rację.
- 6:36:47Stwierdził spokojnie.
- 6:36:50Mamie wcale nie imponowało, że tata ją
- 6:36:51poparł. Zresztą on nawet nie próbował
- 6:36:54jej się przypodobać. Nad stołem wisiała
- 6:36:56gęsta chmura napięcia, uprzykrzając nam
- 6:36:59wszystkim kolację.
- 6:37:01Nie wiem, czy jestem gotowa.
- 6:37:03Wymamrotałam.
- 6:37:04Na co? Zapytała mama łagodnie.
- 6:37:07przechylając głowę na rozłąkę. Szepnęłam
- 6:37:11i zupełnie mimowolnie zerknęłam na tatę.
- 6:37:13Nie odwzajemnił spojrzenia. Mama zmusiła
- 6:37:16się do uśmiechu, skinęła wyrozumiale
- 6:37:18głową, lecz jej oczy wpatrzone w sałatkę
- 6:37:21posmutniały.
- 6:37:23Dłoń zsunęła mi się z klamki drzwi
- 6:37:25sypialni. Zapatrzyłam się w odległy
- 6:37:27koniec korytarza. Rzadko tam chodziłam.
- 6:37:30Nie było po co. Mieściły się tam głównie
- 6:37:32pokoje gościnne. Ale tym razem coś mnie
- 6:37:35tknęło. Przypomniałam sobie plocki
- 6:37:38pokojówek. Powoli ruszyłam do ostatnich
- 6:37:41drzwi, niewielkiego pokoju z uroczym
- 6:37:43miniaturowym balkonem.
- 6:37:46Jako dziecko lubiłam bawić się tu w
- 6:37:47Roszczkę. Z wahaniem przekręciłam
- 6:37:50klamkę. Zamknięte!
- 6:37:53Mruknęłam pod nosem. Rozejrzałam się.
- 6:37:55Korytarz był pusty. Zapukałam
- 6:37:57dyskretnie.
- 6:37:59Cisza. Przyłożyłam palce do gładkiego
- 6:38:02drewna, nasłuchując. Wciąż nic.
- 6:38:05Zapukałam ponownie, nieco głośniej. Mama
- 6:38:08musiała być w środku, inaczej dlaczego
- 6:38:10drzwi byłyby zamknięte.
- 6:38:12Mamo, szepnęłam przytulając usta drewna.
- 6:38:17To ja. Kolejną dawkę ciszy odebrałam już
- 6:38:20osobiście i trochę dotknięta brakiem
- 6:38:22reakcji zaczęłam się odsuwać, gdy po
- 6:38:24drugiej stronie coś kliknęło. Drzwi
- 6:38:27uchyliły się i stanęła w nich mama.
- 6:38:30Przypominała polarnego niedźwiedzia w
- 6:38:32ogromnej białej kurtce sięgającej kolan
- 6:38:34z kapturem naciągniętym na jasne włosy.
- 6:38:38Nos miała zaczerwieniony i zakatarzony.
- 6:38:40Pociągnęła nim, pytając łagodnie: "Lisy,
- 6:38:44coś się stało?" Rzuciłam spojrzenie do
- 6:38:47wnętrza pokoju za jej plecami, marszcząc
- 6:38:49brwi. Dlaczego siedzisz tu zamknięta?
- 6:38:52Skrzywiłam się, bo uderzył mnie zapach
- 6:38:54tytoniu. Ty palisz?
- 6:38:57Słowa wymknęły mi się, zanim zdążyłam je
- 6:38:59powstrzymać. Wypowiedziane tonem pełnym
- 6:39:01osądu zabrzmiały ostro. Mama rozchyliła
- 6:39:04usta, by skłamać, lecz szybko je
- 6:39:06zamknęła. Sporadycznie. Przyznała.
- 6:39:10Wejdź. Odsunęła się na bok, robiąc mi
- 6:39:12przejście. Pokój był skromny. dokładnie
- 6:39:15taki, jak go pamiętałam. Schludnie
- 6:39:17zasłane łóżko, proste meble. Panował tu
- 6:39:20ziąb. Balkonowe drzwi stały otwarte.
- 6:39:23Zasłona była zgarnięta na bok. Weszłam
- 6:39:25na środek i obróciłam się niepewnie.
- 6:39:28Mama zamknęła drzwi i przekręciła zamek
- 6:39:30z cichym kliknięciem. Chcesz ze mną
- 6:39:32posiedzieć, pogadać? Uśmiechnęła się
- 6:39:35dobrotliwie, muskając moje ramię.
- 6:39:37Pokiwałam głową. Mama zsunęła kurtkę z
- 6:39:40ramion i nim zaprotestowałam, owinęła
- 6:39:42mnie nią. Jest naprawdę zimno.
- 6:39:45Powiedziała podwijając mi rękawy. No ale
- 6:39:48teraz to sama zmarzniesz. Na spokojnie.
- 6:39:51Odparła. Otworzyła prostą białą szafę i
- 6:39:53wspięła się na palce. Wyciągnęła gruby
- 6:39:56koc, który podczas dziecięcych zabaw
- 6:39:58służył mi za królewską pelerynę.
- 6:40:01Temperatura na balkonie spadała trochę
- 6:40:02poniżej zera. Jakby ktoś jeszcze miał
- 6:40:05wątpliwości, że jest zima, wystarczyło
- 6:40:07spojrzeć na łyse ośnieżone drzewa.
- 6:40:10Ściany wnęki balkonowej chroniły jednak
- 6:40:12przed wiatrem.
- 6:40:13To zawsze coś. Były tu dwa krzesełka,
- 6:40:16niewielkie, lekkie, z finezyjnie giętymi
- 6:40:19oparciami, idealne na poranną kawę albo
- 6:40:22papierosa w chłodny dzień. Popielniczka
- 6:40:24leżała przy nodze krzesła, które
- 6:40:26zajęłam. Spoczywało w niej kilka
- 6:40:28niedopałków, choć pokojówki z pewnością
- 6:40:31regularnie ją opróżniały.
- 6:40:33Nie wiedziałam, że palisz. Powiedziałam
- 6:40:35z dystansem.
- 6:40:37Owinięta kocem mama usiadła na drugim
- 6:40:39krześle.
- 6:40:41Ostatnio przychodzę tu, żeby oczyścić
- 6:40:43głowę, zanieczyszczając płuca. Nie będę
- 6:40:46się bronić, bo cieszy mnie twój
- 6:40:48negatywny stosunek do papierosów.
- 6:40:50Odparła. Skąd wiedziałaś, gdzie mnie
- 6:40:52szukać? Pokojówki plotkują. No tak.
- 6:40:57Mama zagryzła wargę i ponuro wpatrzyła
- 6:40:59się w las. Co? Parsknęłam. Przecież
- 6:41:03wiesz, że przed nimi niewiele da się
- 6:41:04ukryć. Chyba, że obawiasz się, iż skoro
- 6:41:07one już wiedzą, to tylko kwestia czasu,
- 6:41:09aż dowie się tata.
- 6:41:11Delikatne, lekko zaróżowione z zimna
- 6:41:13dłonie mamy naciągnęły koc pod brodę, a
- 6:41:16ona rzuciła mi spojrzenie z nutą politem
- 6:41:22uniosła zadziornie podbródek.
- 6:41:24Westchnęłam. Kłócicie się stwierdziłam.
- 6:41:27Dodałam ciszej. Nie chcę, żebyście się o
- 6:41:30mnie sprzeczali. Ly, my się wcale nie
- 6:41:33kłócimy z twojego powodu. Mama spojrzała
- 6:41:35na mnie przenikliwie. Nigdy tak nie
- 6:41:37myśl. Przed moim zniknięciem wszystko
- 6:41:40było w porządku. Zauważyłam. Nie wiem
- 6:41:43czy było. Jakoś wcześniej nie widziałam,
- 6:41:46żebyś znikała i paliła papierosy.
- 6:41:48Trąciłam popielniczkę piętą. Sprawa jest
- 6:41:51bardziej skomplikowana i nie dotyczy
- 6:41:53wyłącznie ostatnich wydarzeń. To o co
- 6:41:55chodzi? Mama westchnęła z irytacją,
- 6:41:59która jednak nie była wymierzona we
- 6:42:00mnie.
- 6:42:02Życie w tej rodzinie bywa niebezpieczne.
- 6:42:04Czasem o tym zapominam, a gdy tylko moja
- 6:42:06czujność jest uśpiona, dzieje się coś
- 6:42:08złego. Na przykład mam, porywają mi
- 6:42:11dziecko.
- 6:42:13Mamo, no zmieszałam się. Trochę sama
- 6:42:16zawieniłam.
- 6:42:18Gdybyś nie była monet, uciekłabyś do
- 6:42:20lasu. Wróciła cała i zdrowa. Dostała co
- 6:42:22najwyżej karę za wymknięcie się. A tutaj
- 6:42:26popełniasz błąd, a masz do tego prawo,
- 6:42:29bo wciąż jesteś młoda. I nagle co?
- 6:42:31Uprowadzenia, przetrzymywanie w jakichś
- 6:42:33kurczę piwnicach. Wracasz cała
- 6:42:36przerażona, potulna jak owieczka, ranna
- 6:42:39i potłuczona. Głos jej zadrżał i
- 6:42:42umilkła. Spuściłam wzrok na puchatą
- 6:42:44kurtkę, która na moich udach wybrzuszała
- 6:42:47się i tworzyła bańkę. Tata i wujkowie
- 6:42:50zawsze powtarzają, że nasza rodzina jest
- 6:42:52wyjątkowa. Mama prychnęła smętnie.
- 6:42:55Wyjątkowa. Powtórzyła. Ładny synonim
- 6:42:57słowa popieprzona.
- 6:43:00Zapadła cisza. Zima była cicha. Drzewa
- 6:43:03bez liści nie szumiały. Śnieg nie stukał
- 6:43:05w szyby jak deszcz. Ale po co tak
- 6:43:08myśleć? Spytałam w końcu. I tak nic z
- 6:43:11tym nie zrobisz. Jesteśmy monetami. Czy
- 6:43:13nam się to podoba, czy nie. Czasem
- 6:43:15zastanawiam się, co by było, gdybyśmy
- 6:43:17nimi nie byli. Ja, ty, Michael. Nie
- 6:43:20podoba mi się to, co mówisz. Mama
- 6:43:23westchnęła.
- 6:43:25Wiem, Lisy. Ty byś nigdy nie zostawiła
- 6:43:28taty. Jesteś w niego wpatrzona. Nie chcę
- 6:43:31zostawiać nikogo. Jesteście już z Mickim
- 6:43:34na tyle duzi, że ucieczka nie byłaby
- 6:43:36trudna. Szepnęła patrząc na zimowy las.
- 6:43:39Przed tatą. Prychnęłam nerwowo. Wątpię.
- 6:43:43W końcu by nas znalazł i postawiłby na
- 6:43:45nogi całą armię. Och. Wiem o tym
- 6:43:48doskonale. Odparła zamyślona z coraz
- 6:43:50bardziej zamglonym wzrokiem. Zmrużyłam
- 6:43:53oczy. Skąd wiesz? Próbowałaś uciec?
- 6:43:58W moim głosie była drobna drwina, ale
- 6:44:00mamie nie było do śmiechu. Skinęła
- 6:44:02głową.
- 6:44:04Z wami, gdy byliście mali. Ze mną i
- 6:44:07Michaelem. Zamrugałam. Nie pamiętam.
- 6:44:10Miałaś dwa latka. Uśmiechnęła się na to
- 6:44:13wspomnienie. I co? Zabrałaś mnie do auta
- 6:44:15i zwiałaś do babci? parsknęłam nerwowo,
- 6:44:18wiercąc się na chybotliwym krzesełku.
- 6:44:21Mama pokręciła głową. Nie, to było
- 6:44:25inaczej.
- 6:44:28Ania,
- 6:44:30co ona ogląda?
- 6:44:32Muzyka dudniła. Ly wlepiała wzrok w
- 6:44:35telewizor, rozpromieniona na widok
- 6:44:37animowanej baletnicy. Dziewczynka w
- 6:44:39bladoróżowym body i tiulowej spódniczce
- 6:44:41przy drążku pokazywała podstawy, unosząc
- 6:44:44nogę poziomo. Ly opierała się o kanapę i
- 6:44:47w uroczy sposób ją naśladowała, choć z
- 6:44:49wysiłkiem. Patrzyłam na nią z uśmiechem,
- 6:44:52lecz gdy za plecami usłyszałam głos
- 6:44:54męża, odwróciłam się. Jego mina stężała.
- 6:44:58Nastroszone brwi, zaciśnięta szczęka,
- 6:45:00nie szukał pilota. Pospiesznym krokiem
- 6:45:03podszedł do telewizora i nacisnął
- 6:45:04wyłącznik za ekranem. Zanim
- 6:45:07zaprotestowałam, obraz zgasł. Ly
- 6:45:10zamarła, zamrugała zdezorientowana, po
- 6:45:12czym rozchyliła buzię i się rozpłakała.
- 6:45:15Win! Rzuciłam oburzona. Minęłam go
- 6:45:18zirytowana. Chwyciłam lis i pod pachy
- 6:45:20uniosłam i posadziłam sobie na biodrze.
- 6:45:23Zawyła jeszcze głośniej. Zadowolony?
- 6:45:26Warknęłam, przytulając córkę i gładząc
- 6:45:28ją po głowie. Włącz to z powrotem. Winc
- 6:45:31wskazał wyłączony ekran palcem z tą samą
- 6:45:34pretensją. Nasza córka nie będzie tego
- 6:45:36oglądać. Umawialiśmy się na bajki w
- 6:45:39rozsądnej dawce. To nie była bajka.
- 6:45:42Syknął lodowato. Całując czubek blond
- 6:45:45główki Ly zmróżyłam oczy. Wins, co ty
- 6:45:49takiego zobaczyłeś w tym telewizorze?
- 6:45:51Co? Przeszył mnie spojrzeniem. Balet.
- 6:45:56Opadły mi ramiona. Ly wciąż drżała, ale
- 6:45:58powoli się uspokajała. Podciągnęłam ją
- 6:46:01nieco, żeby spódniczka się jej nie
- 6:46:03podwijała. To była tylko zabawa.
- 6:46:05Powiedziała mu łagodniej. To był balet,
- 6:46:08Anio skrzywił się. Nasza córka nie
- 6:46:12zostanie baletnicą. Wiem co sądzisz o
- 6:46:14balecie, ale to tylko dziecko. Nie
- 6:46:16możemy popaść w paranoję. Mamy umowę.
- 6:46:19Nie zapiszemy jej na balet. Nikt nie
- 6:46:22mówi o zajęciach. Ona tylko podrygiwała
- 6:46:24przed telewizorem. Niech podryguje do
- 6:46:27czegoś innego. Jesteś przewrażliwiony,
- 6:46:30wiesz? Jestem. Przyznał beznamiętnie.
- 6:46:34Nie możemy reagować w ten sposób na
- 6:46:35bajkę. Dzieci to oddzielne istoty. Mogą
- 6:46:38lubić rzeczy, które niekoniecznie
- 6:46:40chcemy, by lubiły. Nie mamy na to
- 6:46:42wpływu. Zrozumienie tego nazywa się
- 6:46:44świadomym rodzicielstwem. Przypomniałam,
- 6:46:47bo byłam świeżo po lekturze książki o
- 6:46:49macierzyństwie.
- 6:46:50W mojej opinii świadome rodzicielstwo to
- 6:46:52zapobieganie tragediom. Odparł balet
- 6:46:56zrujnował psychikę mojej matki.
- 6:46:58Dopilnuję, żeby historia się nie
- 6:47:00powtórzyła. Lindsy nie odkryje baletu,
- 6:47:03dopóki nie będzie starsza i pochłonięta
- 6:47:05inną pasją. Ly, jakby go rozumiała,
- 6:47:08przywarła do mnie cicho. Skoro boisz się
- 6:47:11powtórki losu twojej matki, może nie
- 6:47:13trzeba było dawać córce jej imienia?
- 6:47:16Rzuciłam ostro.
- 6:47:18Vince milczał, przyjmując wyrzut.
- 6:47:20Wzięłam wdech, próbując się uspokoić. Ly
- 6:47:23nie będzie trenowała baletu. Spróbowałam
- 6:47:26jeszcze raz. Tak, faktycznie
- 6:47:28postanowiliśmy i oczywiście będę się
- 6:47:30tego trzymać. Nie zmienia to faktu, że
- 6:47:32wtargnięcie do salonu i wyłączenie
- 6:47:34telewizora, czym przestraszyłeś dziecko,
- 6:47:36jest przesadą.
- 6:47:38Balet jest zakazany. Stwierdził. Bez
- 6:47:41dyskusji. Zmarszczyłam brwi. Bez
- 6:47:44dyskusji. Ty się dobrze czujesz?
- 6:47:46Warknęłam. Jak ty się do mnie zwracasz?
- 6:47:49Jak do swojej narzeczonej, której muszę
- 6:47:51przypominać o naszych ustaleniach. Nie
- 6:47:54rozmawia się w ten sposób z narzeczoną.
- 6:47:57Umawialiśmy się. Uciął. Nie zmienię
- 6:47:59zdania. Przestraszyłeś dziecko.
- 6:48:01Powtórzyłam. Jeśli to zapewni jej
- 6:48:04bezpieczeństwo, będę ją straszył.
- 6:48:07Są cywilizowane sposoby. W tej rodzinie
- 6:48:10nie zawsze działają. Może więc z tą
- 6:48:12rodziną jest coś nie tak. Może zgodził
- 6:48:15się i dodał cierpko, ale to bez
- 6:48:17znaczenia. Ty już do niej należysz. W
- 6:48:21takim razie może to był błąd, że do niej
- 6:48:23weszłam. Jego spojrzenie stężało. Ly
- 6:48:26zachlipała, a on odparł. Za późno, by to
- 6:48:30rozważać.
- 6:48:32Odwróciłam się i wyszłam tuląc córkę.
- 6:48:35Każdy schodek rozbrzmiewał cichym
- 6:48:37łupnięciem. Gdy idąc tupałam, wściekła i
- 6:48:39rozgoryczona. Cypialnia Lisy, choć
- 6:48:42przesadnie duża, była najprzytulniejszym
- 6:48:44miejscem w tym domu. Pudrowe barwy i
- 6:48:46niezliczone pluszowe maskotki tworzyły
- 6:48:48azyl, który pokojówka musiała stale
- 6:48:50odkurzać. Ciekawe, czy nadal należałoby
- 6:48:53to do jej obowiązków, gdyby Ly się stąd
- 6:48:56wyprowadziła. Pomyślałam, bo kierowana
- 6:48:58złością i goryczą zaczęłam rozważać
- 6:49:00opuszczenie rezydencji monetów. Gdy
- 6:49:03Wince przywiózł mnie tutaj po raz
- 6:49:04pierwszy, oprócz przytłoczenia poczułam
- 6:49:07nadzieję, że los wreszcie się do mnie
- 6:49:09uśmiechnął i znalazłam dom. I to nie
- 6:49:12byle jaki, lecz luksusowy, taki, który
- 6:49:14dotąd oglądałam jedynie w filmach albo
- 6:49:16na Instagramie.
- 6:49:18Nie wiem, czy takie życie jest tego
- 6:49:20warte. Czy dobrze dla ciebie wybrałam?
- 6:49:22Szepnęłam do Lisi, która wielkimi, wciąż
- 6:49:25lekko zaczerwienionymi od płaczu szarymi
- 6:49:27oczami obserwowała z miękkiego dywanu,
- 6:49:29jak krzątam się po jej pokoiku.
- 6:49:32Mała czuła, że coś jest nie tak.
- 6:49:34Śledziła mnie wzrokiem bez chwili
- 6:49:36przerwy. Krążyłam po pomieszczeniu jak
- 6:49:38mrówka w Terrarium, gotowa do działania,
- 6:49:41a jednak uwięziona. Myśli kłębiły mi się
- 6:49:44w głowie i nie umiałam nad nimi
- 6:49:45zapanować. Z letargu wyrwało mnie
- 6:49:48cichutkie pukanie do drzwi. Tak
- 6:49:51zapytałam, złoszcząc się na siebie, że
- 6:49:53przez moment liczyłam, iż to mój mąż
- 6:49:55przyszedł załagodzić sytuację. To jednak
- 6:49:57niestety nie było w jego stylu.
- 6:49:59Przynajmniej nie w taki sposób. Do
- 6:50:01sypialenki Ly przez uchylone drzwi
- 6:50:04zajrzała Niania. Najpierw obdarzyła moją
- 6:50:06córkę radosnym uśmiechem, a potem
- 6:50:08szepnęła do mnie: "Pora karmienia, pani
- 6:50:11Aniu."
- 6:50:12Choć na co dzień fakt, że nie byliśmy
- 6:50:14małżeństwem mnie doskwierał, dziś
- 6:50:16zabolało nawet to. W tym domu byłam
- 6:50:19panią Anią, nie panią Monet. Może to
- 6:50:22znak, że wciąż można się z tego układu
- 6:50:24wyrwać. Nowonarodzony synek, którego
- 6:50:27chwilę później tuliłam przy piersi,
- 6:50:29kazał mi odsunąć te myśli. spoglądałam
- 6:50:31na jego spokojną, gładką buźkę. Pod
- 6:50:34przymkniętymi powiekami kryły się piękne
- 6:50:36niebieskie oczy, które Micki
- 6:50:37odziedziczył po winensie.
- 6:50:40Kiedy go przystawiłam do piersi,
- 6:50:41poczułam lekki dyskomfort, który jednak
- 6:50:43zaraz minął, gdy wciągnęłam w nozdrza
- 6:50:46jego najsłodszy, jedyny w swoim rodzaju
- 6:50:48niemowlęcy zapach. Świeże powietrze w
- 6:50:50ogrodzie miało przewietrzyć mi umysł.
- 6:50:53Pchałam więc wózek z drzemiącym
- 6:50:55Michaelem i patrzyłam, jak na lekkim
- 6:50:57wietrze faluje niebieska sukienka Lisy,
- 6:50:59idealnie współgrająca z zielenią letniej
- 6:51:02trawy.
- 6:51:04Za to w tle były drzewa, urokliwe, a
- 6:51:06jednak tworzące mur. Między nimi kręcili
- 6:51:09się mężczyźni w ciemnych garniturach i
- 6:51:11ze słuchawkami w uszach. Zawsze któryś
- 6:51:13obserwował mnie i moje dzieci. Przyjemne
- 6:51:16do tej pory słońce zaczęło mnie razić.
- 6:51:19Oczy łzawiły, potarła mnie. Ly zerwała
- 6:51:22kwiatek i zapiszczała z radości. Niebo
- 6:51:24było pogodne, a moje spocone dłonie
- 6:51:26ślizgały się na uchwycie. Zakręciło mi
- 6:51:29się w głowie. Miki poruszył się przez
- 6:51:31sen, gdy całym ciężarem naparłam na
- 6:51:33wózek, przez co gondola zakołysała się
- 6:51:35gwałtownie. Nogi ugięły się pode mną i
- 6:51:38choć błyskawicznie odzyskałam równowagę,
- 6:51:40to musiałam kucnąć, by nie upaść.
- 6:51:43Cholera! Zapnęłam zaskoczona własną
- 6:51:46słabością. Jedną dłoń przycisnęłam do
- 6:51:48piersi. Serce tłukło mi się w piersi jak
- 6:51:51szalone.
- 6:51:53Mama! Słodki głosik lissy doleciał do
- 6:51:55mnie jakby z oddali, choć przecież stała
- 6:51:57tuż obok. W opuszczonej rączce trzymała
- 6:52:00kwiatek i patrzyła na mnie z troską.
- 6:52:03Wzięłam kilka głębokich wdechów.
- 6:52:05Przepraszam, czy wszystko z panią w
- 6:52:07porządku?
- 6:52:08Tak rozbudowanego zdania nie
- 6:52:10wypowiedziała moja dwuletnia córka.
- 6:52:12Uniosłam wzrok słońcu i mrużąc oczy
- 6:52:14dostrzegłam nad sobą ciemną, barczystą
- 6:52:17sylwetkę ochroniarza.
- 6:52:19Tak! Mruknęłam opuszczając dłoń.
- 6:52:22Potarłam powieki, gdy znów otworzyłam
- 6:52:25oczy, Lisy podsuwała mi żółty kwiatek,
- 6:52:27marszcząc swoje małe czółko.
- 6:52:30Uśmiechnęłam się blado. Dziękuję, kotku.
- 6:52:33Szepnęłam przyjmując podarunek i powoli
- 6:52:35wstając.
- 6:52:37Na pewno nie potrzebuję pani pomocy?
- 6:52:39Dopytywał ochroniarz.
- 6:52:42Przypatrywał mi się uważnie, zbyt
- 6:52:44uważnie, jak na obcego mi człowieka.
- 6:52:46Irytacja ścisnęła mi klatkę. piersiową.
- 6:52:49Na pewno syknęłam, tylko kucnęłam.
- 6:52:52Proszę to zaraportować panu Monetowi.
- 6:52:55Jedną ręką ujęłam uchwyt wózka, drugą
- 6:52:57dłoń Lisi. Odeszłam, nie zaszczycając
- 6:53:00ochroniarza kolejnym spojrzeniem.
- 6:53:02Noc była niespokojna. Choć położyłam się
- 6:53:05późno, zasypiałam sama. Obudziłam się
- 6:53:07około 1:00, gdy Wincent kładł się obok.
- 6:53:10Lecz o 7:00 jego strona łóżka była już
- 6:53:12pusta. To na pewno nie był przykład
- 6:53:14zdrowego rytmu dobowego. Ale Wincentowi
- 6:53:17Monetowi nie dało się nic powiedzieć. On
- 6:53:20zawsze wiedział najlepiej. Pieprzony
- 6:53:22Bóg. Zaskoczyła mnie nagła niechęć,
- 6:53:25którą poczułam do ojca swoich dzieci.
- 6:53:27Ostatecznie jednak poddałam się i
- 6:53:29pozwoliłam jej dojść do głosu.
- 6:53:32W trybie prywatnym przeglądarki
- 6:53:34wyszukałam połączenia kolejowe.
- 6:53:37Ly jadła śniadanie w wysokim krzesełku,
- 6:53:39a ja pilnowałam jej, przewijając palcem
- 6:53:42po ekranie telefonu. Gdy niania układała
- 6:53:44z nią książeczki w bibliotece, poszłam
- 6:53:47spakować torbę. musiała pomieścić
- 6:53:49pampersy, przekąski i ubranka na zmianę,
- 6:53:52a przy tym nie wzbudzić podejrzeń, gdy
- 6:53:54będę ją niosła do samochodu. Choć
- 6:53:56personel rezydencji był wówczas
- 6:53:58skromniejszy, ryzyko spotkania kogoś na
- 6:54:00korytarzu wciąż było duże.
- 6:54:03Mickey spał, gdy wkładałam go do
- 6:54:05fotelika. Ly nociła coś pod nosem.
- 6:54:08Odpaliłam silnik i jak w transie, nie
- 6:54:10oglądając się za siebie, opuściłam
- 6:54:12posiadłość. Żelazna brama zamknęła się
- 6:54:14za nami z cichym kliknięciem. Auto
- 6:54:17porzuciłam w Syracus, miasteczku w
- 6:54:19stanie Nowy Jork, znanym z Uniwersytetu
- 6:54:21jeziora Onondaga,
- 6:54:23tego, że można się tu przesiąść do
- 6:54:25pociągu jadącego do Kanady.
- 6:54:28Trwającą 2 i pół godziny podróż
- 6:54:30samochodem dzieci przespały, co
- 6:54:32oznaczało, że na dworcu były już
- 6:54:34rozbudzone. Michael znowu chciał jeść.
- 6:54:37Ly marudziła, że nie puszczam jej od
- 6:54:38siebie ani na krok, bo wszystko wokół ją
- 6:54:40fascynowało. Zegary, tablice odjazdów,
- 6:54:43sklepiki, tłumy. Po raz pierwszy
- 6:54:45poczułam, że brakuje mi niani. Jak
- 6:54:48miałam się rozdwoić? Ly, poczekaj,
- 6:54:51proszę. Muszę nakarmić Mickiego. Usiądź
- 6:54:54tu obok. No usiądź obok mamy. Zobacz,
- 6:54:57wzięłam ci zabawki. Chcesz popatrzeć?
- 6:54:59Prosiłam zmęczonym głosem. Zadziałało
- 6:55:02tylko na chwilę. Ly zaczęła czesać
- 6:55:04lalkę, lecz zaraz się rozpłakała, że
- 6:55:06chce siusiu, a Micki jak na złość też
- 6:55:09zawył. Gasiłam pożary jak umiałam. Wciąż
- 6:55:12paraliżował mnie strach, którym napawała
- 6:55:14mnie wizja przyszłości mojej i dzieci
- 6:55:17podporządkowanej zasadą rodziny monet.
- 6:55:21Zaledwie kilka razy w życiu jechałam
- 6:55:23pociągiem. Okazało się, że wniesienie do
- 6:55:25wagonu nosidełka z niemowlęciem oraz
- 6:55:27torby i jednoczesne prowadzenie za rękę
- 6:55:29dwulatki jest nielada wyzwaniem. Każdemu
- 6:55:33mojemu ruchowi towarzyszyła paranoja.
- 6:55:36Skanowałam z niepokojem otoczenie i
- 6:55:38odmawiałam pomocy, choć kilka osób mi ją
- 6:55:40oferowało.
- 6:55:42Jaka z ciebie piękna dziewczynka!
- 6:55:43Zagruchała kobieta z sąsiedniego rzędu,
- 6:55:46uśmiechając się do Lisy, podczas gdy ja
- 6:55:48sprawdzałam, czy nosidełko stoi
- 6:55:50stabilnie.
- 6:55:51Tutaj Lisy! Poleciłam sadzając córkę
- 6:55:54obok brata. Mój szorstki ton miał jej
- 6:55:57uświadomić powagę sytuacji. Tutaj Ly!
- 6:56:00poleciłam sadzając córkę obok brata. Mój
- 6:56:03szorstki ton miał jej uświadomić powagę
- 6:56:05sytuacji.
- 6:56:07Okno! Pisnęła pukając palcem w szybę.
- 6:56:10Tak siedzisz przy oknie potwierdziłam
- 6:56:12szukając w torbie butelki z wodą.
- 6:56:15Ale maleństwa. Odezwała się ponownie
- 6:56:17kobieta. Siedziała w tym samym rzędzie
- 6:56:19co my, ale po drugiej stronie przejścia
- 6:56:21między fotelami. Wychylała się by
- 6:56:24spojrzeć na Mickiego. Słodkie maleństwa!
- 6:56:28Uśmiechnęłam się, uprzejmie, zajęta
- 6:56:29zaspokajaniem potrzeb dzieci. W wagonie
- 6:56:32było strasznie duszno. Odkryłam
- 6:56:34Michaela, bo zaczynał się krzywić.
- 6:56:36Pewnie było mu gorąco.
- 6:56:39Piesek cieszyła się Lis przyciskając nos
- 6:56:41do szyby. Nie dotykaj, to brudne.
- 6:56:44Upomniałam, ale moją uwagę odwrócił
- 6:56:46Micki, który zaczynał popłakiwać.
- 6:56:49Wiedziałam, że jeśli nie uspokoję go od
- 6:56:51razu, rozkrzyczy się na dobre. Taki
- 6:56:54maleńki. zrajkotała kobieta wciąż się
- 6:56:56wychylając, by lepiej zobaczyć, jak
- 6:56:58bardzo mały Miki faktycznie jest. Nagle
- 6:57:01zmieniła zdanie. Ale ubity. O nie, no
- 6:57:04duży chłopak. Tak. Czy mnie irytowała?
- 6:57:08Tak. Czy chciałam, by przestała? W
- 6:57:10żadnym razie. Dzięki niej kryzys
- 6:57:12Mickiego został opanowany i za to byłam
- 6:57:14jej wdzięczna. Synek nie przepadał za
- 6:57:16takimi zaczepkami, nie odpowiadał
- 6:57:18uśmiechem, ale pyszyły go one na tyle,
- 6:57:20że powstrzymywał płacz. Rozległ się
- 6:57:23sygnał dźwiękowy. Drzwi wagonów się
- 6:57:25zamknęły, a z megafonu popłynął
- 6:57:27komunikat o odjeździe pociągu do Toronto
- 6:57:29w Kanadzie.
- 6:57:31Ale z ciebie piękny chłopak. Zachwycała
- 6:57:33się kobieta.
- 6:57:35Jedzie piszczała Ly z ekscytacją.
- 6:57:38Szukałam biletów w telefonie. Zaraz
- 6:57:40trzeba będzie je okazać. Ale masz
- 6:57:42oczyska i pan takie niebieskie
- 6:57:46hipnotyzujące. Udały się pani te dzieci.
- 6:57:48zwróciła się do mnie bezpośrednio, więc
- 6:57:50rzuciłam jej przelotny uśmiech, po czym
- 6:57:52zamarłam. Z opóźnieniem dotarły do mnie
- 6:57:55słowa córki. Zerwałam się z miejsca i
- 6:57:58wyjrzałam przez szybę obok Lisi. Lecz
- 6:58:00zamiast przycisnąć do okna nos,
- 6:58:02zmrużyłam oczy i lustrowałam peron,
- 6:58:04który powoli znikał z pola widzenia.
- 6:58:07Jaki pan, Ly? Szepnęłam gorączkowo.
- 6:58:10Kogo widziałaś?
- 6:58:12Moja rezolutna, lecz przecież tylko
- 6:58:14dwuletnia córeczka wzruszyła ramionami,
- 6:58:16zadowolona, że skupiłam na niej swoją
- 6:58:18uwagę. Pan zachichotała i piesek. Usiądź
- 6:58:23normalnie. Poleciłam czując dreszcze.
- 6:58:25Ostatni raz zerknęłam przez szybę. Peron
- 6:58:28został w tyle. Obraz rozmywał się coraz
- 6:58:30szybciej. Przez pierwsze 20 minut
- 6:58:32przygryzałam wargę i omiatałam wzrokiem
- 6:58:35wagon, wypatrując nadejście jakiegoś
- 6:58:37podejrzanego pana. Wiedziałam, że
- 6:58:40Vince zareaguje natychmiast na moją
- 6:58:42ucieczkę. Pewnie już kogoś za nami
- 6:58:45wysłał. Dzieci zachowywały się względnie
- 6:58:48grzecznie, ale ja padałam z nóg.
- 6:58:50Pasażerowie uśmiechali się do mnie
- 6:58:52życzliwie. Niektórzy z odrobiną
- 6:58:54współczucia. W końcu sama opiekowałam
- 6:58:56się niemowlakiem i ruchliwą dwulatką.
- 6:58:59Gdzie tata? Zapytała nagle Ly.
- 6:59:02Zawachałam się. Miałam wrażenie, że na
- 6:59:04odpowiedź równie uważnie jak moja córka
- 6:59:06czeka pół wagonu. Strach, żal i
- 6:59:09bezradność ściskały mi klatkę piersiową.
- 6:59:12Kochałam Vinsa. Nie chciałam go stracić
- 6:59:14i bynajmniej nie byłam gotowa na
- 6:59:16rozstanie. Bałam się też jego reakcji,
- 6:59:18gdy zorientuję się, że odebrałam mu to,
- 6:59:20co dla niego najważniejsze.
- 6:59:22Teoretycznie im dalej jechaliśmy, tym
- 6:59:25większą swobodę powinnam czuć. W
- 6:59:27praktyce było odwrotnie. Moja paranoja
- 6:59:30rosła z każdą minutą. Wszystko w
- 6:59:33porządku? Zapytała nasza sąsiadka już
- 6:59:35normalnym głosem. Przykleiłam na twarz
- 6:59:38wyuczony uśmiech. Tak, odparłam
- 6:59:41przesadnie wesoło. Podróżowanie z
- 6:59:43maluchami to zupełnie inny wymiar
- 6:59:45szaleństwa.
- 6:59:46Zwłaszcza z takimi maleństwami.
- 6:59:48Przytaknęła.
- 6:59:50Starałam się zachować uśmiech, ale
- 6:59:52zniknął, gdy pociągiem gwałtownie
- 6:59:54szarpnęło. Odruchowo chwyciłam nosidełko
- 6:59:57i przytrzymałam Lisy. Micki, którego
- 7:00:00szum pociągu ukołysał do snu, teraz
- 7:00:02otworzył oczy. Skład stanął.
- 7:00:06Mama Ly zerkała na mnie, niepewna czy
- 7:00:08się bać. Sprawdzała wyraz mojej twarzy.
- 7:00:11Zbladłam. Serce podeszło mi do gardła.
- 7:00:14Awaria. Zdziwiła się kobieta obok,
- 7:00:17wychylając się by coś zobaczyć. Stoimy.
- 7:00:20Szepnął ktoś. Dlaczego w szczerym polu?
- 7:00:23Coś się zepsuło. Pewnie zaraz ruszy.
- 7:00:26Mama pisnęła Ly. Nie potrafiłam jej
- 7:00:29uspokoić. We mnie samej narasta panika.
- 7:00:33Za oknem migotały spalone słońcem łąki.
- 7:00:36Gorące powietrze zdawało się drżeć, jak
- 7:00:38przez mgłę docierały do mnie poruszone
- 7:00:40głosy podróżnych. Chyba coś zatarasowało
- 7:00:43tory. Raz już tak miałem. Ktoś rzucił
- 7:00:46się pod pociąg. Podzielił się anegdotą
- 7:00:49jakiś mężczyzna. Zapowiada się dłuższy
- 7:00:51postój, ale tutaj przecież to pustkowie.
- 7:00:55Drzwi wagonu rozsunęły się z przeciągłym
- 7:00:57sykiem. Najpierw cienie, potem sylwetki,
- 7:01:01garnitury przyklejone do pleców, jasne
- 7:01:03koszule opinające szyje, ciemne okulary.
- 7:01:06Ekipa facetów w czerni. Ludzie Vincenta.
- 7:01:10Gdybym miała lepszy humor, uznałabym ich
- 7:01:12za parodię tajnych agentów, lecz teraz
- 7:01:15wiedziałam, że zatrzymali pociąg właśnie
- 7:01:17z mojego powodu. Wyciągnęłam rękę do
- 7:01:20córki. Chodź na kolana, skarbie.
- 7:01:22Szepnęłam. Posłusznie zsunęła się z
- 7:01:25siedzenia. Objęłam drżące ciałko i
- 7:01:27ucałowałam w czubek głowy, drugą dłonią
- 7:01:30przytrzymującidełko.
- 7:01:33Mężczyźni rozproszyli się po wagonie.
- 7:01:35Ktoś zaglądał między siedzenia, inny
- 7:01:37stanął przy drzwiach, odcinając drogę
- 7:01:39ucieczki. W powietrzu unosił się
- 7:01:42nieprzyjemny, metaliczny zapach.
- 7:01:44Zakryłam nosidełko muślinowym kocykiem.
- 7:01:47Lis kazałam schować twarz w mojej
- 7:01:49bluzce. Gładziłam ją sztywno po włosach,
- 7:01:51sama trzymając głowę nisko, choć
- 7:01:53wiedziałam, że i tak mnie rozpoznają. Ci
- 7:01:56mężczyźni doskonale wiedzieli, kogo
- 7:01:58szukają. Lindcy zerkała wokoło szeroko
- 7:02:01otwartymi oczami. Nie rozumiała co się
- 7:02:03dzieje, ale czuła narastające w wagonie
- 7:02:05napięcie, które udzielało się wszystkim.
- 7:02:08Siedziała cichutko, przyklejona do mnie.
- 7:02:12Zbliżały się do nas spokojne, miarowe
- 7:02:14kroki. Mężczyźni patrzyli ludziom w
- 7:02:16twarze, zaglądali do toreb. Jeden z nich
- 7:02:19zbliżał się do nas. Dłoń, którą
- 7:02:22zakrywałam lis i twarz, drżała mi mocno.
- 7:02:25Uparcie patrzyłam w podłogę. W przejściu
- 7:02:28pojawiły się masywne nie do zdarcia
- 7:02:30buty. Wszyscy ochroniarze Winenta takie
- 7:02:32nosili. Przepraszam. Odezwał się
- 7:02:35chropowaty, pozbawiony cienia sympatii
- 7:02:37głos. Czy może pani unieść głowę?
- 7:02:40Czułam, że do oczu zaraz napłyną mi łzy
- 7:02:43i walczyłam by je powstrzymać. Bardzo
- 7:02:45nie chciałam się teraz rozkleić.
- 7:02:47Mężczyzna i tak już wiedział, że znalazł
- 7:02:49osobę, której szukał.
- 7:02:52Pan Monet życzy sobie, by jego dzieci
- 7:02:54wróciły do domu. Oznajmił Oschle.
- 7:02:58W wagonie zapadła głucha cisza. Powoli
- 7:03:00uniosłam pełen obrzydzenia wzrok. Nie
- 7:03:02zabierzecie mi ich. Wysyczałam. Pan
- 7:03:05Monet także panią zachęca do powrotu.
- 7:03:08Odparł spokojnie. Zachęca. Prychnęłam
- 7:03:11ciaśniej obejmując Lisy. Instrukcje od
- 7:03:14pana Moneta są jednoznaczne. Sprowadzić
- 7:03:16jego dzieci do rezydencji. Pan Monet
- 7:03:19byłby głęboko zasmucony pani odmową,
- 7:03:21lecz nie odbiera pani wolnej woli.
- 7:03:23Proszę podjąć decyzję.
- 7:03:25Jaki on wspaniałomyślny. Wykrztusiłam z
- 7:03:28gniewem. Zabieramy dzieci. Powtórzył
- 7:03:31bezbarwnym głosem.
- 7:03:34Ly zrozumiała, że dzieje się coś złego.
- 7:03:37Przywarła do mnie mocniej, a ja
- 7:03:39walczyłam ze łzami. Świadoma, że sama
- 7:03:41nie obronię ich obojga, dwuletniej
- 7:03:43dziewczynki i leżącego w nosidełku
- 7:03:45niemowlęcia. Wypierdalajcie. Warknęłam.
- 7:03:48Gorąca łza spłynęła mi po policzku.
- 7:03:51Mężczyzna bez słowa wyciągnął kulis
- 7:03:53swoje duże obce łapska w czarnych
- 7:03:55rękawiczkach. Dziewczynka zadrżała.
- 7:03:59Mama! Jej pisk rozdarł ciszę. Kilku
- 7:04:01pasażerów skrzywiło się z oburzeniem,
- 7:04:03ale nikt nie zareagował. No bo kto by
- 7:04:06się postawił gangowi podejrzanych typów?
- 7:04:09Nie! Krzyknęłam próbując ją odciągnąć.
- 7:04:12Wtedy na moich ramionach zacisnęły się
- 7:04:14inne ręce, przyciskając mnie do oparcia
- 7:04:16siedzenia. Nie miałam szans. Nawet
- 7:04:19gdybym pokonała dwóch drabów agentów, za
- 7:04:22ich plecami czekał trzeci, czwarty,
- 7:04:24piąty. Wient Monet wysłał po nas
- 7:04:27całą jednostkę specjalną.
- 7:04:30Gdy nas rozdzielano, krzyczałyśmy obie.
- 7:04:33Ten rozdzierający dźwięk wyrwał
- 7:04:35westchnienie z kobiety obok. Matko
- 7:04:37Boska! Panowie, co wy wyprawiacie?
- 7:04:40Oburzył się starszy mężczyzna, lecz nikt
- 7:04:43nie odważył się stanąć do otwartej
- 7:04:44konfrontacji. Ktoś wprawdzie zerwał się
- 7:04:47z miejsca, lecz zaraz zdrętwiał,
- 7:04:49onieśmielony widokiem ludzi w czerni.
- 7:04:52"Stop, stop!", zawołałam próbując
- 7:04:54przebić się przez donośny płacz mojego
- 7:04:56dziecka. Ona nie chce. Zostaw ją. Ly
- 7:04:59purpurowiała na twarzy, otwierała buzie
- 7:05:01szeroko, a po policzkach spływały jej
- 7:05:03łzy. Dawno nie płakała tak histerycznie.
- 7:05:07Patrzenie na jej strach było nie do
- 7:05:08zniesienia, zwłaszcza gdy obejmowały ją
- 7:05:11obce ręce. Więc w końcu ryknęłam, bo
- 7:05:14zaraz zrobisz krzywdę córce pana Moneta.
- 7:05:17Zadziałało. Dłonie mężczyzny zawisły w
- 7:05:20półruchu, a potem się cofnęły. Wyraźnie
- 7:05:22nie czuł się swobodnie przy dziecku. Tu
- 7:05:25miałam przewagę. To dwuletnia
- 7:05:27dziewczynka. Warknęłam tuląc Lisy. A nie
- 7:05:30zbir, którego możesz szarpać. Ma rację.
- 7:05:34Nie tak ostro. wtrącił inny ochroniarz w
- 7:05:36identycznym garniturze i okularach. Dla
- 7:05:39mnie wszyscy wyglądali tak samo.
- 7:05:41Mężczyzna odchrząknął i ponownie
- 7:05:43wyciągnął ręce. W takim razie proszę
- 7:05:46oddać dziecko dobrowolnie. Nie oddam wam
- 7:05:49dzieci. Chyba was pojebało. Syknęłam
- 7:05:51unosząc podbródek. Moje oczy błysnęły
- 7:05:54gniewem. Nie tkniecie ich. Otworzył
- 7:05:56usta, by dyskutować. Wiedziałam, że to
- 7:05:59bezcelowe. To pionki Vincenta. Nie
- 7:06:01odejdą dopóki nie wykonają rozkazu,
- 7:06:04choćby pociąg stał tu tydzień. Nie
- 7:06:07zafunduję dzieciom takiej sceny.
- 7:06:09Westchnęłam gorzko i oznajmiłam:
- 7:06:12"Pójdę z wami, idioci, ale nie ważcie
- 7:06:14się tknąć moich dzieci". Milczące
- 7:06:17skinienie głową oznaczało zgodę. Wstałam
- 7:06:20otaczając lisi i ramieniem. wciąż
- 7:06:23drżała, lecz przyciśnięta do mnie powoli
- 7:06:25się uspokajała. Drugą dłonią chwyciłam
- 7:06:28na sidełko z Mikim. Nie pozwoliłam go
- 7:06:30ruszyć, ale rzuciłam rozkaz. Zabierzcie
- 7:06:33torbę. Mężczyźni rozstąpili się, tworząc
- 7:06:36wąski korytarz. Idąc, czułam zapach wody
- 7:06:39kolońskiej i ciepło ich ciał. W wagonie
- 7:06:42stało ciężkie powietrze. Szłam
- 7:06:44wyprostowana. Nogi miałam jak z waty.
- 7:06:47Nie patrzyłam na nikogo, ale wiedziałam,
- 7:06:49że wszystkie spojrzenia ochroniarzy i
- 7:06:51pasażerów śledzą każdy mój krok.
- 7:06:55Trzymałam głowę wysoko. Ly wtuliła się w
- 7:06:58mój bok. Ktoś posłusznie przejął nasz
- 7:07:00bagaż. Ktoś szedł tuż za mną. Ktoś
- 7:07:02oferował pomoc przy schodach, ale
- 7:07:04zignorowałam wyciągniętą dłoń. Na
- 7:07:06zewnątrz zmróżyłam oczy oślepiona ostrym
- 7:07:09słonecznym blaskiem. Tory ginęły wśród
- 7:07:12pól porośniętych rozgrzaną wysoką trawą.
- 7:07:15Nieopodal błyszcząc w słońcu, równym
- 7:07:18rzędem stały ogromne ciemne samochody.
- 7:07:21Tędy! Powiedział ochroniarz, wskazując
- 7:07:24otwarte drzwi jednego z aut. Luksusowe
- 7:07:27więzienie czekało. Zatrzymałam się na
- 7:07:30ułamek sekundy. Spojrzałam na samochód,
- 7:07:32na falujące pole i ciągnącą się w
- 7:07:34nieskończoność linę torów. Nie było
- 7:07:37dokąd uciec. Cisze zakłócało jedynie
- 7:07:40ogłuszające granie świerszczy.
- 7:07:43Stawiając ciężkie kroki podeszłam do
- 7:07:45limuzyny. Najpierw wsunęłam do środka
- 7:07:47nosidełko, potem wsiadła Lisy, na końcu
- 7:07:50ja. W przestronnym wnętrzu na wygodnych
- 7:07:53kanapach czekały już zamontowane
- 7:07:55foteliki. Vincent pomyślał o wszystkim.
- 7:07:59W jednym z nich zapięłam wciąż
- 7:08:00przestraszoną Lisy. Obok przymocowałam
- 7:08:03pasami nosidełko z Mikim. Sama
- 7:08:05usadowiłam się pomiędzy nimi i ścisnęłam
- 7:08:07dłoń córki. Gdy jeden z ochroniarzy
- 7:08:10pochylił się, by sprawdzić, czy dzieci
- 7:08:12są prawidłowo zabezpieczone, nawet nie
- 7:08:14spojrzałam w jego stronę. Torba!
- 7:08:17Zameldował inny, ustawiając bagaż obok
- 7:08:19moich nóg. Jeśli będzie potrzebna
- 7:08:21przerwa, proszę dać znać! Dodał
- 7:08:23kierowca. Ignorowałam ich wszystkich,
- 7:08:26wpatrzona tempo w szybę. Z
- 7:08:28niedowierzaniem obserwowałam, ilu ludzi
- 7:08:30w czerni wysypało się z pociągu. Wincent
- 7:08:33oszalał, że nasłał ich wszystkich na
- 7:08:36mnie.
- 7:08:37W drodze byłam szorstka i milcząca.
- 7:08:40Wymusiłam kilka postojów, podczas
- 7:08:42których zabierałam dzieci na
- 7:08:43przeciągające się spacery, a wtedy cały
- 7:08:46konwój musiał stawać razem z nami i na
- 7:08:48nas czekać.
- 7:08:50Czułam odrobinę satysfakcji, że
- 7:08:52przynajmniej w ten sposób mogę tym
- 7:08:54groźnym mężczyzną pokazać, iż mam nad
- 7:08:56nimi jakąś władzę. Do rezydencji monetów
- 7:09:00dotarliśmy po zmierzchu. Patrzyłam na
- 7:09:02kontury znajomego budynku z ukłuciem
- 7:09:04nostalgii. Część mnie niezaprzeczalnie
- 7:09:07cieszyła się z powrotu. Na zaspanej
- 7:09:10twarzy Ly też zagościł spokój. Przed
- 7:09:13domem czekała smukła sylwetka. Wins. Gdy
- 7:09:16ochroniarz otworzył drzwi auta,
- 7:09:18wysiadłam i stanęłam obok, odważnie
- 7:09:20patrząc na Vinenta z wysoko uniesionym
- 7:09:23podbródkiem. Jego blada twarz nie
- 7:09:25zdradzała żadnych emocji. Bez słowa
- 7:09:28podszedł i zajrzał do środka, by się
- 7:09:30upewnić, że dzieci są całe i zdrowe.
- 7:09:33Usłyszałam cichy głos Lisy. Tata
- 7:09:36pobrzmiewało w nim zmęczenie, ale też
- 7:09:39prawdziwa radość. Vincent odgarnął jej
- 7:09:41włosy z twarzy i ucałował w czoło.
- 7:09:44Zajrzał do nosidełka i upewniwszy się,
- 7:09:46że obojgu nic nie jest, wyraźnie
- 7:09:48odetchnął. Ja patrzyłam w dalne kamienne
- 7:09:51mury rezydencji. Na podjeździe stały na
- 7:09:54baczność dwie nianie, profesjonalne i
- 7:09:56milczące, choć w ich spojrzeniach
- 7:09:59dostrzegłam cień dezaprobaty.
- 7:10:01Gdy Vincent skończył powitanie, kobiety
- 7:10:03zabrały dzieci do środka. Pomachałam
- 7:10:06Lisy na dobranoc smutnym uśmiechem,
- 7:10:08pokonana, ale pewna, że jej i Mikiemu
- 7:10:11nie grozi nic złego. Nie wiem, kiedy
- 7:10:14zniknęły i samochody, i ludzie.
- 7:10:17Otknęłam się na pogrążonym w półmroku i
- 7:10:19ciszy podjeździe z gęsią skórką na
- 7:10:21ramionach. Wieczór był chłodny. Cała
- 7:10:24moja ucieczka trwała ledwie 12 godzin.
- 7:10:27Żałosne.
- 7:10:29Naprawdę myślałaś, że pozwolę ci zabrać
- 7:10:31dzieci? Stalowy głos Vincenta przeciął
- 7:10:34ciszę. Stał przed tym ogromnym domem jak
- 7:10:37król przed pałacem. Patrzył co prawda,
- 7:10:39bez specjalnego wyrzutu, ale widziałam,
- 7:10:41że czeka na wyjaśnienia.
- 7:10:44Nie rozumiesz. Szepnęłam. Oświeć mnie
- 7:10:47zatem. Chciałam je ocalić. Zmartwienie
- 7:10:50zmiękczyło jego rysy. Przed czym, Ania?
- 7:10:54Przed tobą. Wyprostował się
- 7:10:57jeszcze bardziej. Co pozwala ci myśleć,
- 7:10:59że odseparowanie dzieci od ich ojca jest
- 7:11:02dla nich ratunkiem, a nie krzywdą?
- 7:11:05Zrobiłam krok w jego stronę. Wysłałeś za
- 7:11:07nami cały gang zbirów w czerni, którzy
- 7:11:10zatrzymali nasz pociąg w szczerym polu.
- 7:11:12To nie jest normalne, Wincent.
- 7:11:15Mam zasoby i je wykorzystuję, zwłaszcza
- 7:11:17w priorytetowych sprawach. Porwanie
- 7:11:19moich dzieci jest na szczycie listy.
- 7:11:23Boję się o nie. Powiedziałam gorzko z
- 7:11:26drżeniem w głosie. Jego spojrzenie
- 7:11:28złagodniało.
- 7:11:30Nigdzie się z nimi nie ukryjesz, Ania.
- 7:11:32Lepiej, że znalazłem was ja, a nie ktoś
- 7:11:35ze złymi zamiarami. Przy mnie nasze
- 7:11:37dzieci są bezpieczne. Spuściłam głowę.
- 7:11:40Ochronię je. Obiecał. Zacisnęłam
- 7:11:43powieki.
- 7:11:44Musisz mi zaufać.
- 7:11:47Ufam, Wins. Ja spanikowałam.
- 7:11:50Miałam wrażenie, że miłość do dzieci
- 7:11:53zaraz rozerwie mi serce. One są
- 7:11:55najważniejsze.
- 7:11:57Są i będą zawsze. Spojrzałam na niego.
- 7:12:00Nie zostawię ich nigdy. Ja również nie
- 7:12:03przytaknął. Staliśmy tak nieruchomo w
- 7:12:05milczeniu.
- 7:12:08Mało w tym romantyzmu. Wyszeptałam w
- 7:12:10końcu. Nie musimy być romantyczni.
- 7:12:13odparł Wins. Nigdy nie zmuszę cię do
- 7:12:15związku ze mną, niezależnie od tego, jak
- 7:12:17bardzo mi na tym zależy. Chcę, żebyś
- 7:12:19była obecna w życiu naszych dzieci i w
- 7:12:21moim, ale tylko z własnej woli.
- 7:12:24Patrzyłam na niego długo, bez wyrazu.
- 7:12:27Spodziewałam się, że po tym wszystkim
- 7:12:29zerwiesz nasze zaręczyny. Przyznałam
- 7:12:31wreszcie. To nie mój sposób
- 7:12:33postępowania.
- 7:12:35Przejechałam dłońmi po twarzy,
- 7:12:37pobladłej, lepkiej, z której dzisiejsza
- 7:12:40przeprawa wyssała całą energię i kolor.
- 7:12:43Wince wykorzystał chwilę mojego
- 7:12:44rozkojarzenia. Tym razem to on zrobił
- 7:12:47krok. Śmiały, pewny, oddający całą siłę,
- 7:12:50jaką miał w rodzinie Monet. Rzadko
- 7:12:53składam takie deklaracje, ale chcę,
- 7:12:55żebyś wiedziała, że cię kocham i pragnę
- 7:12:57tworzyć z tobą rodzinę. Chcę, żebyś w
- 7:12:59przyszłości została moją żoną.
- 7:13:01Powiedział z naciskiem. Jeśli i ty tego
- 7:13:04chcesz, drzwi naszego domu są dla ciebie
- 7:13:06otwarte. Vince spojrzał mi w oczy z całą
- 7:13:09powagą świata i zawsze takie pozostaną.
- 7:13:13Chwila ciszy przypieczętowała wyznanie,
- 7:13:15po czym odwrócił się niespiesznie i
- 7:13:17wszedł do środka. Odgłos jego kroków
- 7:13:20ucichł. Drzwi naprawdę zostały otwarte.
- 7:13:23Minęło kilka minut. Stałam na dworze.
- 7:13:26Trochę się trzęsłam z zimna, ale też z
- 7:13:29emocji. Wpatrywałam się w dobrze mi
- 7:13:31znane wnętrze korytarza, kawałek
- 7:13:34schodów, na piętrze sypialnie naszych
- 7:13:37dzieci. No więc zrobiłam krok jeden,
- 7:13:40potem drugi, przekroczyłam ten próg.
- 7:13:45Mama wpatrywała się pustym wzrokiem w
- 7:13:48drzewa. Zaufałam twojemu tacie, że was
- 7:13:50ochroni i trudno mi znieść, że poległ.
- 7:13:54oparłam głowę na dłoni, przytłoczona jej
- 7:13:56opowieścią. Z wahaniem [parsknięcie]
- 7:13:59powiedziałam. Moje porwanie to nie jego
- 7:14:01wina. Będziecie go bronić. Odparła z
- 7:14:04delikatnym uśmiechem. Naprawdę rozważasz
- 7:14:07odejście?
- 7:14:09Ścisnęło mnie w żołądku. Mama westchnęła
- 7:14:12widząc mój lęk.
- 7:14:14Kocham go więc. Chyba nie przyznała. Ale
- 7:14:17noszę w sobie ogromną złość. potarła
- 7:14:19czoło, zmęczona własnymi emocjami.
- 7:14:22Potrzebuję czasu, by ją wypuścić.
- 7:14:25Łatwiej ci będzie, jeśli wrócę do tańca
- 7:14:27i pojadę na wycieczkę? Zapytałam
- 7:14:29ostrożnie.
- 7:14:31Nie o to chodzi, skarbie. Nie będę cię
- 7:14:33szantażować. Krzywe spojrzenie ustąpiło
- 7:14:35miejsca współczującemu uśmiechowi.
- 7:14:38Mówiłaś, że boisz się rozłąki.
- 7:14:40Potrzebujesz czasu, tak jak ja.
- 7:14:43Mogłabym się przełamać. Może wycieczka
- 7:14:46zrobi mi dobrze? dumałam głośno,
- 7:14:48zdesperowana, by ratować sytuację
- 7:14:50rodzinną.
- 7:14:52Zwłaszcza, że będzie Flin. Uśmiechnęłam
- 7:14:55się. Ten argument naprawdę mnie
- 7:14:57przekonywał.
- 7:14:59Normalnie pojechałabym bez wahania. Mama
- 7:15:02patrzyła na mnie, chcąc wyczuć, czy,
- 7:15:03mówię szczerze, czy może tylko udaje by
- 7:15:05ją zadowolić. Myślisz, że wujek Tony
- 7:15:08pojechałby ze mną jako mój ochroniarz?
- 7:15:10Zagadnęłam. Mama wzruszyła ramionami,
- 7:15:13zapatrzona we mnie i zamyślona. Po
- 7:15:15chwili odezwała się. Twój tata może
- 7:15:17pojechać jako twój ochroniarz. Uniosłam
- 7:15:20brwi. Słucham. Usiadła prosto. Koc
- 7:15:24zsuwał się z ramion, ale przytrzymała
- 7:15:26go. Nauczyciele chętnie przyjmują pomoc
- 7:15:29rodziców. Wyjaśniła. Zgłosimy twojego
- 7:15:31ojca jako wychowawcę. Pojedzie z tobą i
- 7:15:34nie będziesz musiała przeżywać rozłąki.
- 7:15:37Patrzyłam na nią jak na wariatkę. Może
- 7:15:39wcale nie paliła papierosów, a coś
- 7:15:41mocniejszego.
- 7:15:42Poważnie? Tata ma być wychowawcą?
- 7:15:45Zemdliło mnie na samą myśl. Nic mu się
- 7:15:47nie stanie, jeśli zaangażuje się w życie
- 7:15:49szkoły. Odparła, coraz bardziej
- 7:15:51przekonana do swojego pomysłu. W końcu
- 7:15:54ją finansuję. Zauważyłam. Mama
- 7:15:57uśmiechnęła się szeroko. Tym bardziej
- 7:15:59powinien poznać ją od podszewki.
- 7:16:06Rozdział 18. Wycieczka do Filadelfii.
- 7:16:117:30. Zbiórka pod szkołą. Specjalnie
- 7:16:15wynajęte na dziś żółte autokary,
- 7:16:17opatrzone nazwą akademii stały na
- 7:16:19parkingu. Wokół kręciły się grupki
- 7:16:22uczniów. Śnieg chrzęścił podeszwami ich
- 7:16:25ocieplanych, wygodnych butów
- 7:16:26przystosowanych do długiego marszu.
- 7:16:29Czapki chroniły uszy przed wiatrem,
- 7:16:31wszystkim marzły nosy, ale twarze
- 7:16:33jaśniały z ekscytacji. Zamiast lekcji
- 7:16:36czekała nas wycieczka. Pan Emerson stał
- 7:16:39przy otwartych drzwiach jednego z
- 7:16:40autobusów. Rześki i pełen energii
- 7:16:43dyskutował z kilkorgiem rodziców, żywo
- 7:16:46kiwając przy tym głową. Tata patrzył z
- 7:16:48niemedowierzaniem na pompon, który
- 7:16:50wesoło podrygiwał na jego czapce. On
- 7:16:53trzymał się z dala od gwaru. Co chwila
- 7:16:55wibrował mu telefon, który odbierał
- 7:16:57dłonią w czarnej rękawiczce i przykładał
- 7:16:59do ucha, żeby wytłumaczyć chłodno
- 7:17:01dzwoniącemu, dlaczego chwilowo jest
- 7:17:03niedostępny. Nie odpowiedział nawet na
- 7:17:05pozdrowienie Flina, gdy ten zaparkował
- 7:17:07nieopodal swoją czerwoną sportową furę.
- 7:17:11wysiadł zamaszyście, zarzucił szalik na
- 7:17:13plecy i pomachał mu z typową dla siebie
- 7:17:15energią. Wtedy Flyn znalazł się po raz
- 7:17:18pierwszy pod odstrzałem zaciekawionych
- 7:17:20spojrzeń uczniów, lecz przyzwyczajony do
- 7:17:23uwagi zignorował je. Plotka o nowym
- 7:17:26monecie w murach naszej akademii
- 7:17:27rozeszła się z prędkością światła. Cześć
- 7:17:30wujku! Zawołał. A może powinienem mówić
- 7:17:33proszę pana? Tata tylko na niego
- 7:17:36spojrzał. Okeja. Zostanę przy wujku.
- 7:17:39Uznał FN. uśmiechając się szeroko, po
- 7:17:41czym dostrzegłszy nas, rozłożył ramiona
- 7:17:44w zapraszającym geście, jakbyśmy to my
- 7:17:46byli tu nowi, i powiedział: "Są i moi
- 7:17:49kuzyni". Już zmierzał w stronę murku, na
- 7:17:52którym siedziałam, a na którym Michael
- 7:17:54opierał zgiętą w kolanie nogę. Staliśmy
- 7:17:57z boku, obserwując jak tata radzi sobie
- 7:17:59w tak niecodziennym dla niego
- 7:18:01środowisku, jak szkolny parking.
- 7:18:03Z całych sił starałam się nie patrzeć na
- 7:18:05gęsty las, tam gdzie za drzewami krył
- 7:18:07się mur, miejsce moich spotkań z
- 7:18:10Eliasem. Ciało napinało mi się na samą
- 7:18:12myśl, że jest tak blisko. Miejsce, nie
- 7:18:15Elias, bo Elias leżał w szpitalu.
- 7:18:19Myśl o jego podobne opłakanym stanie
- 7:18:21wywoływała we mnie mdłości. Sportowy
- 7:18:24plecak Flina pacnął o ziemię obok mojej
- 7:18:26nogi.
- 7:18:27Jak tam porwanie? Aria stojąca przy mnie
- 7:18:31uniosła brwi. Od kiedy zobaczyłyśmy się
- 7:18:33po dłuższej rozłące starała się być
- 7:18:35taktowna. Bezpośredniość Flina była tego
- 7:18:38kompletnym przeciwieństwem.
- 7:18:41Jak to porwanie? Odparłam z
- 7:18:43zakłopotaniem.
- 7:18:45Knebel, więzy tak dalej. Wyglądasz
- 7:18:47całkiem dobrze. Ocenił. Czym cię
- 7:18:50karmili? Kanapkami z masłem orzechowym.
- 7:18:54Nie najgorzej. Dopiero wtedy zobaczył
- 7:18:56drobną Arię.
- 7:18:58Uśmiech poszerzył mu się, a dłoń
- 7:19:00wystrzeliła w jej stronę. O, sorry, nie
- 7:19:02zauważyłem. Flyn Monet. Aria nieśmiało
- 7:19:06uścisnęła jego dłoń, reagując na nasze
- 7:19:08nazwisko, jak każda osoba w tej szkole.
- 7:19:11Flinn znał jego siłę i chętnie z niej
- 7:19:13korzystał. Nieśmiała przyjaciółka
- 7:19:15głównej bohaterki zgadł rozbawiony tym,
- 7:19:18jak wybawałuszała na niego oczy. Flinn,
- 7:19:21jesteś chamski. Weź przestań. Upomniałam
- 7:19:24go, a Ari wyjaśniłam. Wybacz, za dużo
- 7:19:26się dzieje. Zapomniałam ci powiedzieć,
- 7:19:28że mój kuzyn dołącza do naszej szkoły.
- 7:19:31Rzuciłam Flinowi spojrzenie spod
- 7:19:32uniesionej brwi. Zamarzyło mu się
- 7:19:35amerykańskie liceum.
- 7:19:37Nie miałem zamiaru być chamski. Do chama
- 7:19:39mi daleko. Wręcz przeciwnie, wszyscy
- 7:19:42mnie lubią. Ogólnie to jestem
- 7:19:44przyjacielski. Bronił się błyskając
- 7:19:46uśmiechem złotego chłopaka. Ciemna jak
- 7:19:48gorzka czekolada Loki, oczy niebieskie
- 7:19:51jak niebo nad lazurowym wybrzeżem na
- 7:19:54nadgarstku wąska złota blaszka i
- 7:19:56wypłowiałe koraliki. Nie ma nic złego w
- 7:19:58nieśmiałych przyjaciółkach. Puścił Ari
- 7:20:01oko. Są urocze.
- 7:20:04Jestem dosyć nieśmiała. Przyznała.
- 7:20:06Zabłąkany kosmyk wcisnęła pod czapkę i
- 7:20:08by zatuszować tremę rzuciła. Ładna
- 7:20:11bransoletka. Flinn od razu uniósł dłoń.
- 7:20:14Błękit to morze, beż, piasek, zieleń.
- 7:20:17Gaje oliwne, czerwień, zarumienione
- 7:20:20policzki ładnych dziewczyn. Wyrecytował
- 7:20:22przeciągając palcem po koralikach. Taka
- 7:20:25francuska pamiątka. Aria spróbowała się
- 7:20:27uśmiechnąć.
- 7:20:29Pewnie tęsknisz za słońcem.
- 7:20:32Jestem pewien, że tutaj znajdą się inne
- 7:20:34promyki, które mnie olśnią. Michael
- 7:20:36parsknął. Weź już daj spokój. Zrugałam
- 7:20:39kuzyna, widząc, że moja przyjaciółka
- 7:20:41jest coraz bardziej skrępowana.
- 7:20:44Nie daj mu się, to palant.
- 7:20:46Flinn przygryzł upsotnie wargę. Aria
- 7:20:48wyglądała jakby najchętniej naciągnęła
- 7:20:50czapkę na oczy. Patrzyłam na twarzy
- 7:20:53otaczających mnie osób. Ich chichoty
- 7:20:56mieszały się z rozmowami innych grupek.
- 7:20:59Po raz pierwszy od dawna poczułam
- 7:21:00odrobinę bez troski. Może mama miała
- 7:21:03rację. Wycieczka dobrze mi zrobi. Lindy,
- 7:21:06jak dobrze, że wróciłaś. Odezwał się
- 7:21:08ktoś fałszywie cukierkowym głosem, który
- 7:21:10sprawił, że natychmiast zaczęłam się
- 7:21:12wycofywać z ostatniej myśli.
- 7:21:15Mandy. Uśmiechnęłam się tak szeroko, że
- 7:21:18aż zabolały mnie policzki. Słyszałam o
- 7:21:20porwaniu. Powiedziała omiatając mnie
- 7:21:23spojrzeniem spod długich rzęs.
- 7:21:25Westchnęłam.
- 7:21:27Przykro mi, ale nie połamali mi nóg.
- 7:21:29Nadal mogę tańczyć. Przyłożyła dłoń do
- 7:21:32piersi. Perfekcyjny francuski manikir
- 7:21:34kontrastował z granatową kratą płaszcza
- 7:21:36i grubym szalem. To wystarczyło, by
- 7:21:39Flinn spojrzał na nią z zaciekawieniem.
- 7:21:41jakby uspokojony, że w tej strasznej
- 7:21:44zimnej Pensylwanii znajdzie jednak
- 7:21:45namiastkę francuskiego szyku. W życiu
- 7:21:48nie życzyłabym ci połamania nóg, Lindsy.
- 7:21:51Zapewniła. Mam nadzieję, że polegniesz
- 7:21:54sprawiedliwie. Potkniesz się na scenie
- 7:21:56czy coś? Dzięki Mandy. Mruknęłam
- 7:21:59zgryźliwie. rzuciła przelotne,
- 7:22:02zaintrygowane spojrzenie Flinowi i
- 7:22:04odeszła.
- 7:22:05Całe szczęście, bo zapach, który się
- 7:22:07wokół niej roztaczał, słodkawa woń jakby
- 7:22:10przejrzałych owoców, robił się coraz
- 7:22:12bardziej duszący. Nie przejmuj się,
- 7:22:14zaraz sama wyrżnie i połamie nogi na
- 7:22:17śniegu w tych swoich lśniących
- 7:22:18kozaczkach. Pocieszyła mnie Aria.
- 7:22:21Odważny dobór obuwia jak na wycieczkę
- 7:22:23szkolną. Typowa Mandi. Westchnęłam, a
- 7:22:26potem wymemsknęło mi się. Trochę szkoda
- 7:22:28byłoby oddać jej rolę śpiącej królewny.
- 7:22:32Noga Michaela z szuraniem zsunęła się z
- 7:22:34murka. Dlaczego miałabyś oddać jej rolę?
- 7:22:37Zdomią się. Wzruszyłam ramionami. Może
- 7:22:40niech sobie ją weźmie, skoro tak jej
- 7:22:42zależy. Wszyscy na mnie spojrzeli. Nawet
- 7:22:45Flynn marszczył brwi, choć orientował
- 7:22:47się w sytuacji najmniej. Pierwszy
- 7:22:49zareagował Michael. Może puknij się w
- 7:22:52łeb. Podniosłam na niego wzrok. Wciąż
- 7:22:56siedziałam, więc górował nade mną. O co
- 7:22:58ci chodzi? Przedstawienie nie jest
- 7:23:00najważniejsze, o tym mówię. Walczyłaś o
- 7:23:03te rolę jak pojebana. Warknął
- 7:23:06Ly. To dziwne, że chcesz z niej
- 7:23:08zrezygnować. Dodała Aria. Po prostu
- 7:23:11dawno nie ćwiczyłam. Tłumaczyłam
- 7:23:13szukając na ich twarzach zrozumienia. A
- 7:23:16w tej szkole lubią rozdawać moje role
- 7:23:18pod nieobecność, więc właściwie to nawet
- 7:23:20nie wiem, czy nadal ją mam. Kretynizm.
- 7:23:24Michael przewrócił oczami. Uniosłam
- 7:23:27brwi. Kretynizm, bo wreszcie się
- 7:23:29wyluzowałam i nie robię z tańca
- 7:23:31epicentrum swojego życia.
- 7:23:34Z której strony jesteś wyluzowana?
- 7:23:36Prychnął. Jesteś pospinana jak tata w
- 7:23:38pracy. Bo mnie porwali, debilu.
- 7:23:41Warknęłam. Kilka stojących najbliżej nas
- 7:23:44osób, które tradycyjnie próbowały
- 7:23:46dosłyszeć o czym rozmawiamy, przycichło
- 7:23:48i wytężyło słuch.
- 7:23:51Jedna dziewczyna zdjęła nauszniki niby
- 7:23:53je poprawiając. Więc skonfrontuj się z
- 7:23:56tym i weź to na klatę, a nie udajesz, że
- 7:23:58czujesz się świetnie jak
- 7:24:00skowronek, gdy tak nie jest? Ciągnął
- 7:24:02Michael już porządnie wkurzony. Ty
- 7:24:05jesteś nagle jakimś moim co
- 7:24:07psychologiem.
- 7:24:09Znam cię całe życie, Lis. Widzę, że
- 7:24:11jesteś inna. Ej, kuzyni kochani. Flynn
- 7:24:14rozłożył ręce, jakby chciał nas objąć.
- 7:24:17Szkoda się teraz kłócić. W końcu
- 7:24:19jedziemy na wycieczkę.
- 7:24:20Właśnie prychnął Michael. Ty ogarniasz,
- 7:24:23że nasz tata jedzie na wycieczkę
- 7:24:25szkolną? Wiadomo, że robi to dla ciebie.
- 7:24:28Co to w ogóle jest za uniwersum? Tata
- 7:24:30wciąż stał przy samochodzie z telefonem
- 7:24:32przy uchu. Jeśli słyszał naszą rozmowę,
- 7:24:35to w żaden sposób tego nie okazał.
- 7:24:38Spokojna głowa. Rzucił Flynn. Wujek Wins
- 7:24:42to nie typ rodzica, który was
- 7:24:43skompromituje w szkole, co nie? Aria.
- 7:24:46Ari skinęła głową, choć to właśnie ona
- 7:24:49bała się naszego ojca tak bardzo, że
- 7:24:51unikała choćby zerknięcia w jego stronę.
- 7:24:54Swobodniej czuła się przy dorosłych
- 7:24:55pokroju pana Emersona, wesołych i z
- 7:24:58pomponem na czapce, a nie z pistoletem w
- 7:25:01kieszeni.
- 7:25:02Żart. Tata na pewno nie zabrał broni na
- 7:25:05szkolną wycieczkę.
- 7:25:07Nie o to chodzi. Mickey westchnął z
- 7:25:10frustracją, poprawił czapkę i machnął
- 7:25:12lekceważąco ręką. Dobra, nieważne.
- 7:25:15Róbcie co chcecie. Rzucił mi wyzywające
- 7:25:17spojrzenie.
- 7:25:20Ty rób co chcesz. Odpuść taniec.
- 7:25:24Mandy Stewart spełni twoje marzenia. Na
- 7:25:26pewno poczujesz się wtedy lepiej.
- 7:25:29Pokazał mi kciuk w górę i odszedł w
- 7:25:31stronę autokaru, przy którym gromadziło
- 7:25:33się coraz więcej uczniów. Pan Emerson
- 7:25:36coś ogłaszał podniesionym głosem. Obok
- 7:25:39niego stanął pan Pomeroy, który był w
- 7:25:41wyraźnie innym nastroju niż jego kolega.
- 7:25:44Wzrokiem uparcie omijał mojego ojca.
- 7:25:47Liczył właśnie uczniów i wciąż się
- 7:25:49mylił, w związku z czym kąciki ust
- 7:25:51opadały mu coraz niżej. Patrzyłam za
- 7:25:54Mikim zbyt zaskoczona, by się na niego
- 7:25:56rozzłościć.
- 7:25:58Nie rozumiem, o co mu chodzi. Przyznałam
- 7:26:00zdezorientowana. Martwi się o ciebie
- 7:26:02kuzyneczko. Stwierdził Fn, a jego usta
- 7:26:05wygięły się drwiąco.
- 7:26:07Jasne, Mieki się martwi. Parsknęłam.
- 7:26:11Wścieka się, bo czuję się bezradny.
- 7:26:14nie wie jak ci pomóc i to go doprowadza
- 7:26:16do szału. Pokręciłam głową.
- 7:26:19Michael nie ma takich odruchów. Wszyscy
- 7:26:22w tej rodzinie je mamy. Zmrużyłam oczy.
- 7:26:25Miki właśnie pomachał Korneli i wszedł
- 7:26:27do autokaru bez niej. Ona została w
- 7:26:30kręgu koleżanek, zerkając za nim
- 7:26:32tęsknie. Najwyraźniej wciąż ukrywali
- 7:26:35swój związek przed światem. Przewróciłam
- 7:26:38oczami. Ale on jest dzieciakiem.
- 7:26:41powiedziałam twardo. Może wydoroślał po
- 7:26:43chrzcie męstwa. Podsunęła Aria. Nie
- 7:26:46odpowiedziałam, bo pan Emerson podniósł
- 7:26:48głos jeszcze bardziej wołał wszystkich
- 7:26:51zamaszyście, wymachując rękami.
- 7:26:53Podchodził do roześmianych grupek i
- 7:26:55prosił o uwagę. Skinął też mojemu tacie,
- 7:26:58który wreszcie schował telefon. Miał
- 7:27:00minę, jakby właśnie podjechała jego
- 7:27:02podwózka do piekła. I nie był to czarny
- 7:27:05majbach, tylko żółty szkolny autobus.
- 7:27:07Dla taty to największy koszmar tej
- 7:27:09wycieczki. Jednak Vincent Monet potrafił
- 7:27:12znosić niedogodności z klasą. Wszedł do
- 7:27:15autokaru i usiadł z przodu, tam gdzie
- 7:27:17opiekunowie.
- 7:27:19Dół jego płaszcza sunął tuż nad podłogą,
- 7:27:21gdy tata pewnym krokiem mijał kierowcę,
- 7:27:23by zająć miejsce za nim. 10 dolców, że
- 7:27:27nie dojedziemy, bo kierowca padnie ze
- 7:27:29stresu. Zarechotał mi do ucha Fln. Tata
- 7:27:32usiadł z przodu, a my, złote dzieci,
- 7:27:35rozgościliśmy się na samym końcu.
- 7:27:37Chciałam usiąść obok Ari, lecz Flinn
- 7:27:40zagarnął tylną kanapę dla czterech osób.
- 7:27:43Najwygodniejsze miejsca dla najbardziej
- 7:27:45uprzywilejowanych.
- 7:27:46Nikt nie miał wątpliwości, że są
- 7:27:48zarezerwowane dla monetów. Podbijam.
- 7:27:52Odparłam. 20 dolców, że kierowca padnie,
- 7:27:55a tata przejmie kierownicę.
- 7:27:57Kierowca padnie, a tata ściągnie swojego
- 7:27:59szofera. dorzucił Michael, który w końcu
- 7:28:02do nas wrócił, bo wiedział, że lepszego
- 7:28:04towarzystwa w autobusie nie znajdzie.
- 7:28:06Tata na szkolnej wycieczce to
- 7:28:08niecodzienna sytuacja, więc chyba
- 7:28:10wszyscy podświadomie uznaliśmy, że
- 7:28:12musimy trzymać się razem.
- 7:28:15To będzie zajebisty wyjazd. Podsumował
- 7:28:17FN, szczerząc się z ekscytacją.
- 7:28:218:00
- 7:28:23przejazd do Filadelfii.
- 7:28:25Autobus ruszył, a warkot silnika
- 7:28:27zagłuszył cichnące szepty o tym, że
- 7:28:29jedzie z nami Vincent Monet.
- 7:28:33Większość zdążyła się już tym faktem
- 7:28:35znudzić. Tata siedział z przodu i nie
- 7:28:37wdawał się w pogawędki ani z
- 7:28:38nauczycielami, ani z dwójką innych
- 7:28:40rodziców, którzy zgłosili się do udziału
- 7:28:42w wycieczce na ochotnika. Wraz z
- 7:28:45pierwszymi kilometrami gwar narastał.
- 7:28:48Jedni ustalali składy do pokoi, inni
- 7:28:50marudzili na napięty program zwiedzania.
- 7:28:53Mało kto jechał tu po to, żeby obejrzeć
- 7:28:55słynny dzwon wolności czy zobaczyć salę
- 7:28:57podpisania deklaracji niepodległości.
- 7:29:00Prawdziwym celem była budka z najlepszą
- 7:29:03kultową kanapką, Philly Cheesesteak.
- 7:29:06Ktoś się głośno chwalił, że zna
- 7:29:08najlepsze restauracje, bo jego
- 7:29:10dziadkowie mieszkają w dzielnicy Chesnad
- 7:29:12Hill. Ktoś inny częstował wszystkich
- 7:29:14wokoło preclami w czekoladzie. Ted
- 7:29:17Montana, zazwyczaj chodzący megafon, tym
- 7:29:20razem był podejrzanie cichy. Dostrzegłam
- 7:29:22powód takiego stanu rzeczy, gdy przez
- 7:29:24szparę między fotelami naprzeciwko mnie
- 7:29:26wystawił piersiówkę. Aria oparła
- 7:29:29potylicę o zagłówek, załamana wizją
- 7:29:31kłopotów jeszcze zanim wjechaliśmy na
- 7:29:34autostradę.
- 7:29:35Na rozkręcenie imprezy! Szepnął Ted,
- 7:29:37mrużąc oko, którego źrenica wyjątkowo
- 7:29:40była niepowiększona.
- 7:29:42Popatrzyłam na niego z politowaniem.
- 7:29:44Przecież wiesz, że mój tata siedzi z
- 7:29:46przodu. No i byłaś porwana, to teraz
- 7:29:49jesteś nietykalna. Nikt ci nie zrobi
- 7:29:51afery o jeden łyczek. Zachlupotał
- 7:29:53flaszką przed nosem Flina. O nie,
- 7:29:56dzięki. Mój kuzyn uśmiechnął się
- 7:29:58serdecznie i z wdzięcznością, po czym
- 7:30:00asertywnie wyjaśnił. Normalnie by mnie
- 7:30:02pogardził, ale dziś robię wyjątek.
- 7:30:05Głupio byłoby zaliczyć przypał już na
- 7:30:07początku. Mi tylko pokręcił głową, w
- 7:30:10ogóle niezainteresowany alkoholem. Chęć
- 7:30:13podtrzymania wizerunku perfekcyjnego
- 7:30:15syna wygrywała z pokusą przypodobania
- 7:30:17się rówieśnikom, zwłaszcza pod czujnym
- 7:30:20okiem taty. Ted schował piersiówkę. Jego
- 7:30:23entuzjazm opadł. Za to pan Emerson
- 7:30:26wchodził właśnie na najwyższe obroty.
- 7:30:29Włączył interkom i radosnym tonem
- 7:30:31przedstawiał kadrę. Szczególne
- 7:30:33podziękowania dla jednego z głównych
- 7:30:35sponsorów naszej akademii, pana Vincenta
- 7:30:37Moneta, który zgłosił się jako ochotnik,
- 7:30:40by pojechać dziś z nami w roli opiekuna.
- 7:30:43Pytania i wątpliwości można kierować
- 7:30:45również do niego. W autokarze zapadła
- 7:30:47głucha cisza, jakby sam pomysł zapytania
- 7:30:50o cokolwiek Winenta Moneta skutecznie
- 7:30:52zamknął wszystkim usta. Niestrudzony
- 7:30:55Emerson przeszedł więc płynnie do
- 7:30:57przedstawienia planu wycieczki.
- 7:30:5911:30
- 7:31:01Zwiedzanie.
- 7:31:03Pierwsze na liście było zwiedzanie z
- 7:31:05przewodnikiem Independence Hall. Był to
- 7:31:07skromny, historyczny gmach z drewnianymi
- 7:31:10starymi wnętrzami. Pan Emerson zachęcał
- 7:31:13nas do robienia notatek i faktycznie
- 7:31:14Aria co chwilę przystawała i sumiennie
- 7:31:17skrobała w zeszycie. I nawet Mickey od
- 7:31:19czasu do czasu klikał coś w notatkach
- 7:31:21telefonu. Ja nie wyjęłam zeszytu,
- 7:31:24uznawszy, że to jeszcze nie ten moment.
- 7:31:26Flint zaś postukał się w skroń i
- 7:31:28powiedział: "Ja wszystko zapamiętuję".
- 7:31:32Co jakiś czas mijaliśmy Teda Montaneę,
- 7:31:34którego piersiówka krążyła dyskretnie
- 7:31:36wśród kumpli z jego świty. Za każdym
- 7:31:39razem, gdy rzucał mi zachęcające
- 7:31:41spojrzenie, odwracałam wzrok kutacie. On
- 7:31:43z kolei sunął po skrzypiących deskach z
- 7:31:46wrodzoną elegancją, ręce splecione za
- 7:31:48plecami, podbródek wysoko. Wyglądał,
- 7:31:51jakby faktycznie słuchał przewodnika.
- 7:31:54Najwidoczniej stwierdził, że skoro już
- 7:31:56tu jest, to coś sensownego z tego
- 7:31:58wyniesie. To do niego pasowało.
- 7:32:01Radzi sobie całkiem nieźle, co?
- 7:32:03Rzuciłam, gdy zatrzymaliśmy się przy
- 7:32:04kominku, słuchając o dawnych
- 7:32:06posiedzeniach. Mickey wzruszył
- 7:32:08ramionami. Wszyscy się go boją, więc
- 7:32:11nikt nic nie odwala. Ale Ted pije
- 7:32:14alkohol. Zauważyła Aria. Och, tata na
- 7:32:17pewno już to wie, ale nie reaguje.
- 7:32:19Odparł Micki, mrużąc oczy, z minął
- 7:32:22znawcy, co nadawało mu wyglądu bardzo
- 7:32:25przemądrzałego 14latka, dzieciaka w
- 7:32:27mundurku prywatnej akademii, którego
- 7:32:30życie składa się z przywilejów.
- 7:32:32Czemu? Zdumiała się Aria? Koncept
- 7:32:35skrytego ojca był dla niej obcy. Jej
- 7:32:37rodzice mieli zdecydowanie bardziej
- 7:32:40tradycyjne podejście. rozsądnie wybiera
- 7:32:42swoje bitwy. Wtrąciłam z półuśmiechem.
- 7:32:46Patrzcie, będzie hit. Parsknął Flyn.
- 7:32:49Tata stał niedaleko przejścia, a ktoś,
- 7:32:52Franki, jak się zaraz przekonaliśmy,
- 7:32:54zapatrzony w obraz cofał się z
- 7:32:56notatnikiem w rękach i wpadł plecami
- 7:32:58prosto na Vincenta. Moneta zakryła usta,
- 7:33:02współczując chłopakowi. Ja i Niki nie
- 7:33:05wytrzymaliśmy i w tym samym momencie
- 7:33:07parsknęliśmy cichym chichotem.
- 7:33:10Lodowate spojrzenie taty spłynęło na
- 7:33:12Frankiego. Chłopak zbladł i poprawił
- 7:33:15okulary, jakby liczył, że może to tylko
- 7:33:17o mamy wzrokowe.
- 7:33:19Panie Monet, dzień dobry. Wymamrotał.
- 7:33:22Przepraszam, że na pana wpadłem. To nie
- 7:33:23było celowe. Zagapiłem się. Zrobił
- 7:33:26wielkie oczy, jakby nagle coś pojął i
- 7:33:28dodał: "Ale to nie znaczy, że nie
- 7:33:30uważam. Uważam bardzo. Słucham
- 7:33:32przewodnika i notuję każde słowo.
- 7:33:34Podniósł zeszyt. Drobno zapisane kartki
- 7:33:37zaszeleściły.
- 7:33:38Proszę sprawdzić, jeśli pan chce. Tata
- 7:33:41obrzucił jego notatki spojrzeniem
- 7:33:43krótszym niż sekunda. Nie chcę. Frankie
- 7:33:46opuścił zeszyt. Dłonie trzęsły mu się
- 7:33:48jeszcze mocniej. Ja zawahał się. Nie
- 7:33:52wiem czemu. Po prostu nie odszedł, ale
- 7:33:54chyba czuł się w obowiązku ciągnąć tę
- 7:33:56rozmowę. Ja jestem kolegą Lini. Ostatnie
- 7:34:00słowa wypluł z siebie przesadnie, szybko
- 7:34:03i wciąż nie zrobił na tacie wrażenia.
- 7:34:05Pamięta mnie pan? Pomagałem jej
- 7:34:07sprzątać. E, urwał. Pewnie uświadomił
- 7:34:11sobie, że historia o czyszczeniu toalety
- 7:34:13w willlii wujka Adriena z własnych
- 7:34:15wymiocin jest najlepszą wizytówką do
- 7:34:17wyciągania przed Vincentem Monetem.
- 7:34:20Twarz Ari wykrzywiło czyste zażenowanie.
- 7:34:23Flin z Nikim tłumili hichot w rękawach
- 7:34:25mundurków. Mnie też drżały kąciki ust,
- 7:34:28ale z sympatii do Frankiego postanowiłam
- 7:34:30go ocalić. Miałam do niego słabość.
- 7:34:34Wszystko w porządku, Franki? Zagadnęłam
- 7:34:36słodko, znienacka przywierając do boku
- 7:34:39taty.
- 7:34:40Najpierw napiął mięśnie, nie wiedząc,
- 7:34:42kto narusza jego przestrzeń. Lecz gdy
- 7:34:44zobaczył własną córkę, rozluźnił się na
- 7:34:47tyle, na ile potrafił. Oczywiście. Tak,
- 7:34:50bo ja chodzi o to, że patrzyłem na obraz
- 7:34:52i Franki gestykulował niezbornie, jakby
- 7:34:56zapomniał znaków migowych i jąkał się w
- 7:34:58powietrzu.
- 7:34:59Spojrzałam na portret Thomasa
- 7:35:01Jeffersona.
- 7:35:03Sroga twarz, jasna perłuka, ciemny frag
- 7:35:06z XV wieku. Szczerze mówiąc, nic
- 7:35:08nadzwyczajnego.
- 7:35:10Jest bardzo ładny. Uśmiechnęłam się do
- 7:35:12Frankiego. Mam sprawę do taty. Zostawisz
- 7:35:15nas na moment? Chłopak miał minę, jakbym
- 7:35:18właśnie ocaliła go od plutonu
- 7:35:20egzekucyjnego. Jasne, nie ma problemu.
- 7:35:23Jego notatki zafurkotały, gdy
- 7:35:24zasalutował tacię i zanim zerwał się do
- 7:35:27ucieczki, rzucił: "To tego. Do widzenia,
- 7:35:29panie Monet". Uniosłam wzrok na tatę,
- 7:35:32wciąż wtulona w jego bok. Wysunął ramię
- 7:35:35z mojego uścisku i otoczył mnie
- 7:35:37opiekuńczo.
- 7:35:38Jak na kogoś, komu od początku wycieczki
- 7:35:40nie drgnęła nawet powieka, okazał mi
- 7:35:43zaskakująco dużo czułości. Jesteś
- 7:35:45straszny. Podsumowałam cicho. Na jego
- 7:35:48nieruchomej twarzy ledwie dostrzegalnie
- 7:35:50uniósł się kącik ust. Musnął mnie palcem
- 7:35:54w podbródek. Jestem tu dla ciebie, Ly!
- 7:35:56Mruknął. Reszta mnie nie interesuje.
- 7:35:59Wtuliłam się w niego mocniej. Kilka osób
- 7:36:02zerknęło ze zdumieniem. Trudno im było
- 7:36:04pojąć, że do pana Winta Moneta można się
- 7:36:07tak zwyczajnie przytulić i że on
- 7:36:10odwzajemni uścisk. Oczywiście wszyscy
- 7:36:13wiedzieli, że na takie gesty mogą liczyć
- 7:36:15tylko nieliczni: żona, siostra,
- 7:36:17siostrzenica, a przede wszystkim jego
- 7:36:20córka.
- 7:36:2213:30.
- 7:36:24Lunch.
- 7:36:26Phil Cheesesteak. Słynna kanapka
- 7:36:28Philadelphijka. Nareszcie. Dorwaliśmy ją
- 7:36:32tuż po obejrzeniu dzwonu wolności i
- 7:36:34zrobieniu grupowego zdjęcia. Tata stanął
- 7:36:37z boku, ręce tym razem trzymał splecione
- 7:36:39z przodu. Wyprostowany i poważny
- 7:36:42kontrastował z panem Emersonem, którego
- 7:36:44pompon na czapce podskakiwał, gdy
- 7:36:46radośnie zarządził pozowanie z głupimi
- 7:36:48minami. Tata rzecz jasna nie pozował.
- 7:36:52Podczas lunchu znów stał się tematem
- 7:36:54numer jeden, gdy siedział na czerwonej
- 7:36:56kanapie przy stoliku z absolutnie
- 7:36:58niewzruszoną miną. Tanie pstrokate
- 7:37:01wnętrze baru kło w oczy przy jego
- 7:37:03mrocznej prezencji. Na palcu dłoni,
- 7:37:06którą trzymał kanapkę, lśnił słynny
- 7:37:08sygnet. Siedział w gronie innych
- 7:37:10opiekunów. My obserwowaliśmy ich przy
- 7:37:13własnym stoliku. Troje monetów plus
- 7:37:16aria. Trzymałam się z dala od Teda
- 7:37:19Montany, który trajkotał właśnie coś
- 7:37:20głupiego do kolegów. Na blacie swojego
- 7:37:23stolika mieli totalny bajzel, a na
- 7:37:25twarzach podejrzane rumieńce. Nie
- 7:37:28wiadomo czy od różnicy temperatur między
- 7:37:30knajpką a zimnym dworem czy od zbyt
- 7:37:33częstego sięgania po procenty. Mandy
- 7:37:36odmówiła kanapki z powodu kalorii. Za to
- 7:37:38Franky zdążył oblacć się sosem. Bardziej
- 7:37:42niż zwykle potrzebowałam towarzystwa
- 7:37:44rodziny i prawdziwej przyjaciółki.
- 7:37:46Obecność taty na wycieczce była gorącym
- 7:37:48tematem, a najlepiej omawiało się go
- 7:37:50właśnie z nimi. Przy swoim stoliku tata
- 7:37:53wywoływał lekki dyskomfort, choć jego
- 7:37:55towarzysze dzielnie udawali rozbawienie
- 7:37:58relacjom pana Emersona z poprzedniej
- 7:38:00wycieczki. Przełknęłam Kęs kanapki i
- 7:38:02zasłoniłam usta dłonią, żeby ukryć
- 7:38:05uśmiech. To dla niego mordęga.
- 7:38:07Stwierdziłam. Myślę, że traktuję to jako
- 7:38:10mentalne wyzwanie dla swojej psychy.
- 7:38:12Odparł Fln, spoglądając na wuja z czymś
- 7:38:15na kształt podziwu. Robi to, bo mama go
- 7:38:18zmusiła. Mruknął Micky.
- 7:38:21Lodowate spojrzenie taty przecięło salę.
- 7:38:23W jednej chwili spuściliśmy wzrok.
- 7:38:26Najpierw parsknął Flinn, potem nie
- 7:38:28opanował się Michael i już chwilę
- 7:38:30później rechotaliśmy wszyscy. Żadne z
- 7:38:32nas nie odważyło się sprawdzić, czy tata
- 7:38:34nadal patrzy. A mnie coś mówiło, że
- 7:38:37patrzył i nasze rozbawienia wcale go nie
- 7:38:39bawiło. Nie wiem o czym mówisz, Miki.
- 7:38:42Sapnęłam wycierając łzy. Tata po prostu
- 7:38:45marzył, by ujrzeć dzwon wolności.
- 7:38:48Michael i Flynn trzęśli się ze śmiechu.
- 7:38:51Z ich kanapek ciągnął się ser, z napojów
- 7:38:53ulatywał gaz. Z jednej strony ochrona
- 7:38:56kochanej córeczki, z drugiej ważny
- 7:38:58dzwon. Flin balansował dłońmi, w jednej
- 7:39:01nadal ściskając kanapkę. Zmrużyłam
- 7:39:04powieki. Hej, nie chodzi tylko o mnie.
- 7:39:06Was też ktoś mógłby porwać. Zaznaczyłam.
- 7:39:09Nazwisko to samo. Aria była skrępowana.
- 7:39:13Przez chwilę wpatrywała się w swoje
- 7:39:15jedzenie, po czym uniosła do niego palce
- 7:39:17ozdobione ręcznej roboty pierścionkami z
- 7:39:20koralików. Łapała bardziej wystające
- 7:39:23paski smażonej wołowiny i wciskała je
- 7:39:25między bułki, udając, że temat jej nie
- 7:39:28dotyczy. Ach, w rodzinie Monet to
- 7:39:31dziewczyny są chętniej porywane. Rzucił
- 7:39:33Flyn tonem znawcę. Jak ciocia Haley.
- 7:39:37Dodał rzeczowo Micki. Lub ty. Flin
- 7:39:40kiwnnął głową, a po kolejnym gryzie
- 7:39:42dodał: "A wiecie, że moją mamę też raz
- 7:39:44próbowali porwać? Ojciec twierdzi, że
- 7:39:47odjechali tylko kawałek i ostatecznie ją
- 7:39:49wyrzucili, bo nie wytrzymali. Dobra, w
- 7:39:52tym momencie nawet Aria parsknęła.
- 7:39:55Bzdura! Poklepałam się w czoło. Albo
- 7:39:58porywacze byli wyjątkowo tępi. Porywacze
- 7:40:01zawsze są tępi. Skwitował Michael. Mój
- 7:40:04śmiech zabrzmiał nieco wymuszenie. Przed
- 7:40:06oczami stanął mi mój porywacz. Nie był
- 7:40:09to miły widok. I ostatecznie źle kończą.
- 7:40:12Dodał Flinn beztrosko, wskazując mnie
- 7:40:14podbrókiem. Jak ten twój? Zerknęłam na
- 7:40:18niego dopiero po chwili rejestrując
- 7:40:20słowa. Co?
- 7:40:22Flynn przełykał Kens. Czekałam
- 7:40:24zniecierpliwiona. No ten twój Kornel.
- 7:40:27Tak wyjaśnił wreszcie. Podobno ma
- 7:40:30rozkwaszoną buźkę. Najlepsze jest to, że
- 7:40:33tak go załatwili jego właśni wspólnicy.
- 7:40:36Micki zmrużył oczy. Aria z jeszcze
- 7:40:39większą uwagą układała mięso w kanapce.
- 7:40:42Plotki. Prchnęłam. Zły przykład.
- 7:40:45Potwierdzone plotki. cmoknęłam
- 7:40:47zirytowana. Kto je niby potwierdził?
- 7:40:50Sam Kornel. Parsknął Fn. jakby to było
- 7:40:53oczywiste. Kiedy leży nieprzytomny w
- 7:40:56szpitalu? Objawił ci się we śnie? Flynn
- 7:40:59uniósł brwi. Wyluzuj lis. Tata wspomniał
- 7:41:02o tym rano, więc powtarzam, co
- 7:41:04usłyszałem. Twój tata? Zacisnęłam palce
- 7:41:07na kanapce. Wujek Monti. Tak, to mój
- 7:41:11tata. Mówił o Eliasie Kornelu, znaczy,
- 7:41:15że się obudził. No tak, właśnie dziś
- 7:41:17rano. Podobno ledwo gada. No ale coś tam
- 7:41:20mamle. Tak mówił tata. Mówił też. Ach,
- 7:41:24cholerka. Flinn urwał, nagle
- 7:41:27zakłopotany. Nachyliłam się nad stołem.
- 7:41:29Co? Co mówił? Gadaj. Podrapał się po
- 7:41:33głowie. Mówił też, żebym ci nie mówił.
- 7:41:36Michael przewrócił oczami. Brawo, stary.
- 7:41:39Szepnął.
- 7:41:41W głowie zaszumiało mi tak, że osunęłam
- 7:41:43się na oparcie kanapy i wymusiłam kwaśny
- 7:41:46uśmiech.
- 7:41:47Cóż, teraz już wiem.
- 7:41:5120:30
- 7:41:53Zekwaterowanie w hotelu i czas wolny.
- 7:41:57Wasz pokój też jest słaby. Zagadnął
- 7:41:59Flin. Po zapukaniu wszedł sprężystym
- 7:42:02krokiem do środka i rozejrzał się po
- 7:42:03niewielkiej przestrzeni. Ciemne drewno,
- 7:42:06proste, lecz solidne meble, beżowa
- 7:42:08wykładzina tłumiąca kroki. Łóżka były
- 7:42:11wąskie, zasłane białą pościelą. Na
- 7:42:14jednym leżała aria wykończona po całym
- 7:42:16dniu na nogach, a ja mocowałam się z
- 7:42:18oknem. Kaloryfer grzał na maksa i
- 7:42:20zrobiło się duszno. Flynn skrzywił się.
- 7:42:24Przywykły do przestronnych apartamentów
- 7:42:26z wszelkimi udogodnieniami nie był pod
- 7:42:28wrażeniem prostoty hotelu, w którym Noc
- 7:42:30Lech załatwiła dla nas szkoła. No średni
- 7:42:34przyznałam wciąż szarpiąc klamkę. Za
- 7:42:36szybą widać było filadelfijską uliczkę
- 7:42:39zasypaną śniegiem i pogrążoną w
- 7:42:41ciemności.
- 7:42:43Jest większy zauważył Miki wchodząc za
- 7:42:45kuzynem. marszczył brwi oburzony
- 7:42:48niesprawiedliwością.
- 7:42:50"Jest czysto!" mruknęła Aria. Jej
- 7:42:52wymagania były zdecydowanie mniej
- 7:42:54wygórowane. W tej chwili zabrzęczał mój
- 7:42:57telefon przeczytałam wiadomość,
- 7:43:00zablokowałam ekran i westchnęłam.
- 7:43:03Montana zaprasza do siebie. Nie idziemy,
- 7:43:06prawda? Aria jęknęła błagalnie. Nie ma
- 7:43:09szans.
- 7:43:11Zdjęłam buty i poszłam do łazienki
- 7:43:12rozczesać skołtunione włosy oklapnięte
- 7:43:15po całym dniu u więzienia pod
- 7:43:17nausznikami. Wy też sobie stąd idźcie!
- 7:43:20Zawołałam do chłopaków. W lustrze nad
- 7:43:22umywalką zobaczyłam, jak Miiki rozkłada
- 7:43:24się na moim zasłanym łóżku. Smoknęłam z
- 7:43:27irytacją. Ej, wyjazd! Jesteś brudny!
- 7:43:32Brwi Mickiego się nastroszyły. Sama
- 7:43:34jesteś brudna. Wykładzina stłumiła
- 7:43:37tupot, gdy ruszyłam na niego ze
- 7:43:38szczotką. Flin ryczał ze śmiechu. Aria
- 7:43:41jęknęła w poduszkę, z rozpatrzona, że
- 7:43:43nieproszeni goście naruszają jej azyl.
- 7:43:46No już, już ja cię, ty jesteś
- 7:43:48nienormalna. Paplał Micki, gdy
- 7:43:50zepchnęłam go na podłogę. Zostawił
- 7:43:53pomiętą kołdrę. Nachyliłam się, by ją
- 7:43:55wygładzić. Michael leżał na boku na
- 7:43:58podłodze. Leniwiec nawet nie drgnął.
- 7:44:01Prawie nadepnęłam mu na rękę, gdy
- 7:44:03wkurzona krzątałam się wokół łóżka.
- 7:44:06wyciągnął telefon z kieszeni.
- 7:44:08Okno się nie otwiera stwierdził Flinn,
- 7:44:11próbując swoich sił z klamką. Łupnął
- 7:44:13pięścią w ramę. Szyba zadrżała.
- 7:44:17Po wzroku Ari, którym łypała znad
- 7:44:19poduszki, widziałam, że chce
- 7:44:21zaproponować, by może w takim razie
- 7:44:23chłopcy stąd wyszli, skoro przeszkadza
- 7:44:25im temperatura, lecz ugryzła się w
- 7:44:27język. Zaraz potem pozytywnie zaskoczona
- 7:44:30odwróciła się do Mickiego, który nagle
- 7:44:32oświadczył z irytacją.
- 7:44:34Jednak wychodzimy. Blask ekranu
- 7:44:37rozświetlał mu twarz. Do Montany.
- 7:44:40Przemknęłam powieki. Aria znów schowała
- 7:44:43twarz w poduszkę i tylko Flin wyglądał
- 7:44:45na zadowolonego.
- 7:44:47Tak, świetnie. Idźcie sobie. Fuknęłam
- 7:44:49siadając na łóżku.
- 7:44:51Gówno lis, musisz iść z nami. Michael
- 7:44:54podniósł się, otrzepał swoje czarne
- 7:44:56spodnie dresowe i nagle w pełnej
- 7:44:58gotowości stanął nade mną. Bo to twój
- 7:45:01kumpel, nie mój. ponaglił mnie ruchem
- 7:45:04ręki. No dawaj, rusz się. Nie idę do
- 7:45:07żadnego Teda. Zapomnij. On jest
- 7:45:10nawalony, a na górze śpi tata.
- 7:45:12Myśleliście o tym? No właśnie.
- 7:45:15Miałem cię za bardziej rozrywkową lis,
- 7:45:17jeśli mam być szczery. Wtrącił się
- 7:45:19Flynn, choć bez specjalnego wyrzutu. Bo
- 7:45:22normalnie jest. Burknął Micki. To
- 7:45:25wszystko przez porwanie.
- 7:45:27Flynn pokiwał głową ze zrozumieniem.
- 7:45:30Idioci. Warknęłam. Nie chodzi o
- 7:45:32porwanie. Łaziliśmy cały dzień. Nie mam
- 7:45:35ochoty siedzieć w pokoju u pijanego Teda
- 7:45:37i jego kumpli. Micki przewrócił oczami i
- 7:45:40wpatrywał się w sufit tak długo, że
- 7:45:42westchnęłam.
- 7:45:44O co ci chodzi? Po co ty nagle tak
- 7:45:47bardzo chcesz iść na imprezę u Montany?
- 7:45:50Spuścił wzrok, zawahał się, po czym
- 7:45:52mruknął. Kornelia tam jest. Machnął
- 7:45:55telefonem. Napisała mi Kornelia.
- 7:45:59Zainteresował się FN. Odszedł od okna,
- 7:46:02chyba już zdecydowany, by zmienić pokój
- 7:46:04na ten bardziej imprezowy. Ta
- 7:46:06dziewczynka, do której machał pod
- 7:46:07autobusem, wyjaśniłam, przewracając
- 7:46:09oczami. A FNn pstryknął palcami? A
- 7:46:13dlaczego jest u Montany? Skrzywiła się
- 7:46:15Aria. I co robi u niego dziewczyna z
- 7:46:17młodszego rocznika?
- 7:46:20Są pijanie i świrują. Burknęłam. Michael
- 7:46:23pobladł i ze złością zacisnął dłoń na
- 7:46:25telefonie. Chodźmy tam już. Ja nigdzie
- 7:46:28nie idę. Powtórzyłam. Po co ta twoja
- 7:46:30Kornelia w ogóle tam polazła? Jezus, no
- 7:46:33nie wiem po co. Zirytował się Miki. Tak.
- 7:46:36O może, nie wiem. Z koleżankami nie
- 7:46:38wiem. Widzisz, stary, nie warto ukrywać
- 7:46:41swojej dziewczyny przed światem, bo
- 7:46:42wtedy właśnie wychodzą takie krzywe
- 7:46:44akcje, że ta dziewczyna potem trafia nie
- 7:46:46do tego pokoju. Zauważył Flynn tonem
- 7:46:48doradcy. Przecież to bez znaczenia.
- 7:46:52Przestań z nim dyskutować. Wtrąciłam
- 7:46:54się. Fln dobrze mówi. Montana by jej nie
- 7:46:56dotknął, gdyby wiedział, że to twoja
- 7:46:58dziewczyna. On jej w ogóle nie dotyka.
- 7:47:01Spadaj. No nie wytrzymam. Wściekła
- 7:47:04podeszłam do ściany, pod którą
- 7:47:05zostawiłam buty i zaczęłam wciskać w nie
- 7:47:07stopy, przesadnie tupiąc. Dobrze, że
- 7:47:10rany już praktycznie się zagoiły,
- 7:47:12inaczej nie przetrwałabym dzisiejszych
- 7:47:13spacerów. Idziesz, Aria? Moja
- 7:47:16przyjaciółka wciskała głowę w poduszkę.
- 7:47:18Przez chwilę udawała, że śpi, lecz w
- 7:47:20końcu niechętnie wstała. Gdy
- 7:47:22przeciskałam się obok Mickiego,
- 7:47:24syknęłam. Pierwszy i ostatni raz latam
- 7:47:27za twoją Kornelią.
- 7:47:3022:00
- 7:47:32Cisza nocna. Mandy nawijała kosmyk
- 7:47:35idealnie prostych włosów na palec,
- 7:47:37śledząc Flina wzrokiem. Już się z tym
- 7:47:39nie kryła, że ma go na celowniku. Nie
- 7:47:42wiem, co kminiła w tej swojej głowie i
- 7:47:44wiedzieć chyba nie chciała. Jej ładna,
- 7:47:47proporcjonalna twarz modelki skrzywiła
- 7:47:49się w grymasie, gdy na chwilę straciła
- 7:47:51swój obiekt z oczu. W pokoju Montany
- 7:47:54panował tłok. Ktoś kogoś zasłaniał, ktoś
- 7:47:57na kogoś wpadał. Drobnę Kornelię
- 7:48:00taranowano co chwila, więc Michael
- 7:48:03odprowadził ją pod ścianę. Rozmawiali
- 7:48:06półgłosem. Ja, Flyn i Aria staliśmy przy
- 7:48:09oknie, którego nie dało się domknąć, bo
- 7:48:11ktoś urwał klamkę.
- 7:48:13Mówiłem, że coś z nim nie tak.
- 7:48:15Powiedział Fln. Zimno! Mruknęłam. Długo
- 7:48:18tu nie wytrzymam. Zaraz wpadnie tu
- 7:48:21któryś z nauczycieli. Wróżyła ponuro
- 7:48:23Aria. Ci ludzie robią za duży hałas.
- 7:48:26Nie jest wcale tak głośno. Zaprzeczyłam.
- 7:48:29Montana co chwilę ich ucisza. Ted
- 7:48:32średnio co dwie minuty stawał na łóżku,
- 7:48:34wyciągał ręce, jakby udawał ducha lub
- 7:48:36bronił dostępu do kosza kozłującemu
- 7:48:38piłkę przeciwnikowi i syczał pijane, po
- 7:48:41czym spadał na podłogę. Mało kto zwracał
- 7:48:44na niego uwagę. Tak się tylko wydaje. Tu
- 7:48:47jest za dużo ludzi. Upierała się Aria. A
- 7:48:50połowa jest pijana. swoje obserwacje
- 7:48:53prowadziła z założonymi na piersi
- 7:48:54rękoma, jakby po raz kolejny w swoim
- 7:48:57życiu próbowała zrozumieć, jak ona
- 7:48:59znalazła się w takiej sytuacji. Po
- 7:49:01prostu przyszłam z dziewczynami. Nie
- 7:49:03możesz u Montany? Przecież wiesz, że to
- 7:49:07pierwsza wycieczka. Nie będę siedzieć
- 7:49:09sama. Do moich uszu dolatywały strzępy
- 7:49:12dramy rozgrywającej się pomiędzy
- 7:49:14Michaelem a Kornelią. Patrzyłam na nich
- 7:49:16znużona, jakbym oglądała operę mydlaną.
- 7:49:19Flintn cieszył michę do ludzi i z żalem
- 7:49:22odmawiał proponowanego alkoholu.
- 7:49:24Widziałam w nim potencjał na
- 7:49:26imprezowicza. Był jak ryba, która
- 7:49:28chciałaby wskoczyć do wody, ale chwilowo
- 7:49:30się powstrzymuje i tylko patrzy tęsknie
- 7:49:32z brzegu na ocean, telepiąc się na samą
- 7:49:35myśl o jego głębinach. Ej, ej, ej.
- 7:49:39To Montana znowu wskoczył na łóżko,
- 7:49:41wyciągał ręce i robił dziwne miny. Bujne
- 7:49:44włosy chował pod zimową czapką, która
- 7:49:46zjeżdżała mu na oczy. Dlatego jeden
- 7:49:48niefortunny krok kosztował go
- 7:49:50gruchnięcie o podłogę.
- 7:49:52Tylko kilka osób zainteresowało się jego
- 7:49:55losem i do niego doskoczyło. Nie był to
- 7:49:58nikt z naszej trójki spod okna. Bo
- 7:50:01mogłeś ty wyjść z inicjatywą i zaprosić
- 7:50:03mnie do siebie. Szlochała Kornelia.
- 7:50:06Przecież byłem u Lis. Tłumaczył Michael.
- 7:50:09FN nachylił się do mnie. Oni kłócą się
- 7:50:11trochę jak przedszkolaki, co dokładnie.
- 7:50:15Paru półprzytomnych kolegów właśnie
- 7:50:17dźwignęło Teda z dywanu. Ej, boli mnie
- 7:50:20to, stary. Nie, czekaj. Naprawdę?
- 7:50:23Niepokoił się Ted. Złamana? Zapytał
- 7:50:26jeden z kolegów. Co? Stopa? Parsknął
- 7:50:29inny. No normalnie stopa też może być
- 7:50:32złamana. E, Monet? zawołał do mnie Ted,
- 7:50:35choć na to nazwisko w tym pokoju
- 7:50:37zareagowały aż trzy osoby. Ty miałaś
- 7:50:39złamaną stopę. Nie uniosłam brwi. Ja? No
- 7:50:43na porwaniu. Spojrzenie Mandi po raz
- 7:50:46pierwszy tego wieczora oderwało się od
- 7:50:48Flina. Wyciągała głowę, by sprawdzić,
- 7:50:51czy wcześniej nie przegapiła
- 7:50:52przypadkiem, że zamiast buta mam ortezę.
- 7:50:55Nie miałam. Przeszłam dziś pół
- 7:50:57Filadelfii na lorda. Gdzie ty to
- 7:51:00usłyszałeś? Zapytałam zirytowana kolejną
- 7:51:03plotką.
- 7:51:04Montana krzywił się właśnie zaaferowany
- 7:51:06zdejmowaniem z bolącej stopy Adidasa,
- 7:51:09więc dopadłam jedyną osobę, o której
- 7:51:11wiedziałam, że mogła wygadać w szkole,
- 7:51:13iż podczas porwania stało mi się coś za
- 7:51:15stopami. Trąciłam Mickiego w ramię.
- 7:51:19Powiem tacie, że rozgadujesz informacje
- 7:51:21o moim stanie zdrowia. O co ci chodzi?
- 7:51:24Niczego nie rozgadałem. Kornelia, której
- 7:51:26przerwałam rozmowę z Michaelem, patrzyła
- 7:51:29na mnie swoimi dużymi, wiecznie
- 7:51:30przestraszonymi oczami. Powoli zmrużyłam
- 7:51:33swoje. A może to ty rozgadałaś?
- 7:51:36Syknęłam. Delikatnie pociągnięte
- 7:51:38błyszczykiem usta Korneli zadrżały.
- 7:51:41Michael oddał mi szturchnięcie. Zostaw
- 7:51:43ją. Nie rozgadała. Nie no, serio, to
- 7:51:46jest taki ból jakby pulsujący. Skarżył
- 7:51:49się w tym samym czasie Ted. Czy możemy
- 7:51:52wrócić do pokoju? Jęknęła cichutko Aria
- 7:51:55i mocniej objęła się ramionami. Naprawdę
- 7:51:57tu zimno.
- 7:51:59Nie rozgadałam Lindsy. Naprawdę wiem
- 7:52:01tylko, że bolały cię stopy.
- 7:52:04Kornelia zawiesiła cienki głosik, bo
- 7:52:06słowo porwanie nie mogło przejść przez
- 7:52:08jej delikatne gardełko. Przewróciłam
- 7:52:10oczami. Warhan
- 7:52:13możesz nie opowiadać swojej dziewczynie
- 7:52:15o rodzinnych sprawach? Warknęłam na
- 7:52:17Mickiego. Jego łatwiej było mi
- 7:52:19ochrzaniać. Kornelia sprawiała wrażenie,
- 7:52:22jakby zaraz miała dostać z zawału.
- 7:52:24Stukot rozległ się nagle i zwrócił uwagę
- 7:52:27wszystkich w pokoju. FLN stał przed
- 7:52:29szafą, otworzył ją i zdejmował właśnie z
- 7:52:31najwyższej półki koc. Mało brakowało, by
- 7:52:34na głowę spadł mu poluzowany drążek na
- 7:52:37ubrania. Dwa puste, liche wieszaki
- 7:52:39zsunęły się na podłogę. Ups! Wymsknęło
- 7:52:42się Flinowi. Mówiłem, że lipny ten
- 7:52:45hotel. rzucił kot z zmarzniętej Ari,
- 7:52:47która przyjęła go z wdzięcznością i
- 7:52:49właśnie miał zamiar podnieść metalowy
- 7:52:51drążek, gdy uprzedził go jeden z kumpli
- 7:52:53Teda. Sam Ted wyciągnął po niego rękę,
- 7:52:56wołając: "Ej, dajcie mi to, dajcie.
- 7:52:59Podeprę się". Koledzy Tedare chotali
- 7:53:02głupkowato, gdy ten zaczął świrować z
- 7:53:05drążkiem, z którego zrobił sobie laskę.
- 7:53:08Zacisnęłam usta i odwróciłam wzrok. Nie
- 7:53:10bawiło mnie to, więc zarządziłam
- 7:53:12stanowczo. Nie, no idziemy stąd.
- 7:53:15Aria, która dopiero co opatuliła się
- 7:53:17kocem i po raz pierwszy od jakiegoś
- 7:53:19czasu poczuła się komfortowo, westchnęła
- 7:53:22ciężko.
- 7:53:23Ta potaknął Micki i znów zwrócił się do
- 7:53:26swojej dziewczyny. Ty też stąd idziesz.
- 7:53:29Kornelia uniosła dłonie, ale ja tu
- 7:53:31jestem z dziewczynami. Przecież nie będę
- 7:53:33siedziała sama. Dziewczyny Kornelli,
- 7:53:36głupkowate pierwszoklasistki,
- 7:53:38zapiszczały zbiorowo, gdy jeden z kumpli
- 7:53:40Montany wyciągnął skądź butelkę po
- 7:53:42wodzie, uniósł ją i zawołał: "Gramy".
- 7:53:45Jeszcze tego brakowało. Z kącika, w
- 7:53:48którym Ted Montana próbował powstać,
- 7:53:50wsparty na drążku, doleciało głośne.
- 7:53:54Mieki przymknął powieki. Żadnej
- 7:53:57butelki. Ktoś jeszcze w ogóle w to gra?
- 7:54:00Prychnęłam. Myślałam, że to przeżytek.
- 7:54:03To ponadczasowa gra. Zaoponował Fln z
- 7:54:06powagą. Powinniśmy zostać na partyjkę. Z
- 7:54:09szacunku dla tradycji. Z szacunku dla
- 7:54:11butelki. Jak chcecie grać w butelkę,
- 7:54:14skoro połowa z was jest spokrewniona?
- 7:54:16Aria uniosła brew. Owinięta kocem
- 7:54:19wyglądała jak poczwka w kokonie.
- 7:54:22No w sumie prawda. Fln pogładził się po
- 7:54:24brodzie i zrobił głupią minę. My nie
- 7:54:27jesteśmy. Rzuciła szybko Mandy.
- 7:54:29Uśmiechała się do niego za lotnie, nadal
- 7:54:31nawijając włosy na palec. Na całe
- 7:54:34szczęście! Mruknęłam cicho. Dobra,
- 7:54:37gramy. Podłapał Ted z opóźnieniem, bo
- 7:54:39dopiero udało mu się ustać na bolącej
- 7:54:41stopie. Monet, ty kręcisz pierwsza.
- 7:54:45Niczym nie zamierzam kręcić. Warknęłam.
- 7:54:48Nie gram w to. Dziewczyny z roku Korneli
- 7:54:51i Michaela już siedziały na podłodze i
- 7:54:53oglądały się na nas niecierpliwie, jakby
- 7:54:55czekały, aż przestaniemy gadać i będzie
- 7:54:57można zacząć zabawę. Jednocześnie
- 7:54:59ściskały sobie przeguby albo ramiona i
- 7:55:01chichotały, jakby prędzej miały się
- 7:55:03posikać niż zdobyć nausa.
- 7:55:06Kornelia zrobiła krok, by do nich
- 7:55:08dołączyć. Ewidentnie zirytowana moim
- 7:55:10bratem, ale Mickey przetrzymał ją za
- 7:55:13nadgarstek. Nie odchodź ode mnie, skoro
- 7:55:15rozmawiamy. Burknął. Zapatrzyłam się na
- 7:55:18niego zaskoczona, jak bardzo przypomina
- 7:55:20ojca. Takich momentów było coraz więcej.
- 7:55:24A przecież miał dopiero 14 lat. 14.
- 7:55:28No właśnie. 14 to niewiek na granie w
- 7:55:30butelkę. I to za starszymi chłopakami,
- 7:55:33którzy cały dzień popijali alkohol.
- 7:55:35Raptownym gestem wyrwałam plastikową
- 7:55:38butelkę z dłoni kolegi Teda i ją
- 7:55:40zgniotłam. Głośny trzask pękającego
- 7:55:42plastiku przebił się ponad rozmowy. Ktoś
- 7:55:46zawył idiotycznie. Lis westchnął FN
- 7:55:49zawiedziony, że zepsułam rekwizyt.
- 7:55:52Co? Masz chłopaka monet? Zainteresował
- 7:55:55się Ted Montana z kpiarskim uśmiechem.
- 7:55:57Dlatego nie chcesz się całować? Nie, nie
- 7:56:00mam. Warknęłam. Tak się składa, że nie,
- 7:56:03nie miałam. Odrzuciłam zgniecioną
- 7:56:06butelkę i patrzyłam jak turla się po
- 7:56:08podłodze. W koło zaczynał panować chaos.
- 7:56:11Każdy coś mówił. Ludzie się śmiali.
- 7:56:13Koleżanki Korneli piszczały. Koledzy
- 7:56:15Teda wyciągnęli skąś dezodorant w
- 7:56:17sprayu, proponując by użyć go do gry. I
- 7:56:20wtedy w całym tym zamieszaniu stało się
- 7:56:22coś bardzo niepotrzebnego. Mój podbródek
- 7:56:25musnęła laska.
- 7:56:27Stanislaus puścił mi bezczelne oko. W
- 7:56:30złośliwym uśmieszku uniósł się czarny
- 7:56:32wąs. Zesztywniałam. Ta wizja
- 7:56:34wystarczyła, by pękła we mnie jakaś
- 7:56:37tama. Mój wrzask niemal rozsadził wątłą
- 7:56:40szybę w oknie. Zamknął usta wszystkim.
- 7:56:43Rozmowy i śmiechy umilkły. Zgnieciona
- 7:56:46butelka leżała pod moimi stopami.
- 7:56:48Koleżanki Korneli zamilkły,
- 7:56:50przestraszone.
- 7:56:52Mandy zagapiła się na mnie mrugając.
- 7:56:55Micky zastygł. Kornelia rozchyliła usta.
- 7:56:59Metalowy pręt, którym Ted Montana uznał
- 7:57:01za zabawne mnie szturchnąć, zniknął spod
- 7:57:04mojego podbródka. Cofając się
- 7:57:06gwałtownie, wpadłam na Arię. Koc zjechał
- 7:57:09z jej ramion i opadł bezgłośnie. Moja
- 7:57:11przyjaciółka wyciągnęła ręce, gdy
- 7:57:13osuwałam się na ziemię. Nie miała szans
- 7:57:16mnie podtrzymać. Była niższa. Pod
- 7:57:19policzkiem poczułam miękką wykładzinę,
- 7:57:21znajome uczucie. Podłoga jakby się
- 7:57:24ruszała. Dopiero po chwili zorientowałam
- 7:57:26się, że to ja się trzęsę. telepało mną,
- 7:57:29jakbym miała jakiś atak. Z oczu leciały
- 7:57:32łzy. Skąd się wzięły? To pytanie i wiele
- 7:57:36innych pewnie zadawało też sobie kilka
- 7:57:38osób, które kucnęły obok mnie. Między
- 7:57:41innymi Aria i Fln. Coś do mnie mówili,
- 7:57:44ale nie rozumiałam. W Harmidrze
- 7:57:46najczęściej wyłapywałam swoje imię. Lis,
- 7:57:49Lisy, Lindsy. Zapaliło się ostrzejsze
- 7:57:53światło. Ktoś włączył górne. Co się
- 7:57:55stało? Głosy nad moją głową stawały się
- 7:57:58coraz poważniejsze. Montana ją uderzył.
- 7:58:02Nie, nie, nie uderzyłem. Panikował
- 7:58:05Montana. No to pacnął. Nie pacnąłem.
- 7:58:10Hej, kuzynka. Wszystko okej? Pytał
- 7:58:12łagodnie Flinn przy moim uchu. Posadźcie
- 7:58:14ją. Zasugerowała jakaś dziewczyna. Chyba
- 7:58:17Mandy. Lepiej niech leży. Ona ma atak
- 7:58:21paniki. Cała drży. Coś brała? Nie brała.
- 7:58:26Zaprzeczyli jednocześnie Miki i Aria.
- 7:58:29Pobiegnę po wujka Winsa. Zaoferował się
- 7:58:31Flin i nie czekając na odpowiedź
- 7:58:33wystrzelił z pokoju. Samo wspomnienie o
- 7:58:36wujku Winsie spłoszyło ekipę. Koledzy
- 7:58:39Teda zaczęli w panice chować piersiówki
- 7:58:41i inne dziwne pojemniki zawierające
- 7:58:43alkohol. Większość wylądowała w szafie,
- 7:58:46w której oberwał się drążek. Najbardziej
- 7:58:48oczywista kryjówka. Aria kucała przy
- 7:58:51mnie i gładziła mnie po ramieniu. Obok
- 7:58:54nas walał się koc. Już go nie
- 7:58:56potrzebowała. Temperatura stała się
- 7:58:58problemem drugorzędnym. Już dobrze,
- 7:59:00Lisy, spokojnie. Szeptała z przejęciem.
- 7:59:03Bierz wdechy. Ale głębokie. Instruował
- 7:59:06mnie Miki. Głębokie. Kornelia obgryzała
- 7:59:09skórkę przy kciuku. Patrzyła to na mnie,
- 7:59:12to na Mickiego. Wymieniała spojrzenia z
- 7:59:14koleżankami. Stały porozrzucane po
- 7:59:16pokoju, gotowe do akcji jak ekipa z
- 7:59:18Power Rangers przed misją. Tylko, że ich
- 7:59:21misją było zwiać, zanim przyjdzie mój
- 7:59:23tata. Mandy oparła się o podłogę, by
- 7:59:26wstać i syknęła, bo czmychający Ted
- 7:59:29nadepnął jej na palce. Najwidoczniej
- 7:59:31zapomniał już o bolącej stopie. Wypadł z
- 7:59:34pokoju, a za nim wysypali się jego
- 7:59:36kumple. Pręt leżał porzucony na łóżku.
- 7:59:39Idźcie sobie. Wymamrotałam w eter,
- 7:59:41dysząc ciężko. Nie miałam siły
- 7:59:44zaprotestować, żeby nie wzywali taty.
- 7:59:47Flyn już dawno po niego pobiegł. Co za
- 7:59:50koszmar. Zwijajcie się. Poparł mnie
- 7:59:53Micki, zwracając się do Korneli i jej
- 7:59:55koleżanek. Znowu rozległ się szelest
- 7:59:58pospiesznych kroków stłumiony przez
- 8:00:00wykładzinę. Przyciszone szepty stopniowo
- 8:00:03milkły. W momencie, gdy próg pokoju
- 8:00:05przekroczył tata, byli przy mnie już
- 8:00:07tylko Miki i Aria. Flin, pełniący
- 8:00:11funkcję przewodnika, wszedł pierwszy.
- 8:00:13Tata natychmiast znalazł się przy mnie.
- 8:00:15Nimnął obok, omiódł jeszcze pokój
- 8:00:18błyskawicznym, kontrolnym spojrzeniem,
- 8:00:20chcąc się upewnić, że nie czai się tu
- 8:00:22żadne dodatkowe zagrożenie. Położył
- 8:00:25swoje silne dłonie na moich drżących
- 8:00:27ramionach i zajrzał mi w oczy. Lindsy, w
- 8:00:30porządku. spytał opiekuńczo, muskając
- 8:00:32mój policzek. Skinęła nieznacznie głową.
- 8:00:35Choć dla innych jego pojawienie się
- 8:00:37oznaczało kłopoty, mnie przyniosło ulgę,
- 8:00:40jakby ktoś uspokoił wzburzony ocean, w
- 8:00:43którym tonęłam. Nie robiliśmy nic
- 8:00:45nielegalnego, jakby co, zapewnił Micky.
- 8:00:49Staliśmy tu. O, tłumaczył FN z
- 8:00:51przejęciem. Lis była tu, o bokiem. Ted
- 8:00:55dotknął ją tym. O tata oderwał wzrok od
- 8:00:58mojej twarzy i zerknął na metalowy pręt,
- 8:01:00który demonstrował mu Flin. Otulające
- 8:01:03mnie dłonie zasztywniały. Szybko
- 8:01:05zorientował się w sytuacji. Gdy nachylił
- 8:01:08się nade mną, poczułam znajomy zapach
- 8:01:10skóry, mięty i cygara. Jesteś
- 8:01:13bezpieczna, Lindsey! szepnął szorstko,
- 8:01:16leczkojąco. Błękitne, lodowate oczy
- 8:01:18wpatrywały się we mnie przenikliwie,
- 8:01:21jakby chciały wryć słowa w moją pamięć.
- 8:01:24Trzymałam się ich kurczowo, jak
- 8:01:25obietnicy słońca podczas sztormu.
- 8:01:28Rozumiesz? Zapytał. Skinęłam ledwo
- 8:01:31zauważalnie. Rozumiałam.
- 8:01:33Gdy upewnił się, że dochodzę do siebie,
- 8:01:35przeszedł do ustalenia faktów. Spojrzał
- 8:01:38teraz na pozostałe osoby obecne w
- 8:01:40pomieszczeniu i rozpoczęło się krótkie
- 8:01:42przesłuchanie. Czyj to pokój?
- 8:01:46Aria chciała odpowiedzieć, lecz gdy
- 8:01:48napotkała spojrzenie taty, zatkało ją i
- 8:01:50zamilkła. Teda Montany. Wyręczył ją
- 8:01:53Micky. Dlaczego go tu nie ma, skoro
- 8:01:55obowiązuje cisza nocna? Uciekł. Mruknął
- 8:01:59Flyn, rozkładając ręce. Wy wskazał Flina
- 8:02:03i Mickiego. Sprowadzicie tu tego
- 8:02:05chłopaka i jego współlokatora.
- 8:02:07Kimkolwiek jest. Jeśli nie zobaczę ich
- 8:02:09tu w ciągu 10 minut, zostaną zawieszeni.
- 8:02:12Mickey posłusznie pokiwał głową. Nie
- 8:02:14spodziewał się innej reakcji. Zaraz ty
- 8:02:18możesz zawieszać uczniów. Zdziwił się
- 8:02:20FN. Jedno spojrzenie taty wystarczyło za
- 8:02:23odpowiedź. Ty dzielisz pokój z Lindsy.
- 8:02:26Czy to się zgadza? Zwrócił się do
- 8:02:28przestraszonej Ari. Dziewczyna skinęła
- 8:02:30głową. Zaprowadzisz mnie tam? Tata
- 8:02:34powoli pomógł mi wstać, szepcząc mi do
- 8:02:36ucha uspokajające słowa. W końcu się
- 8:02:38podniosłam i przylgnęłam do niego jak
- 8:02:40czterolatka. Aria nie oceniała. Tata tym
- 8:02:43bardziej.
- 8:02:45Wyszliśmy z wychłodzonego,
- 8:02:46przesiągniętego odorem alkoholu
- 8:02:48pomieszczenia, zostawiając drzwi otwarte
- 8:02:51jako zaproszenie dla mieszkańców pokoju,
- 8:02:53których czekało przesłuchanie.
- 8:02:57Sunęłam powoli korytarzem. Gdy tylko
- 8:02:59zamykałam oczy, widziałam Stanislausa z
- 8:03:01laską. Miałam nawet wrażenie, że słyszę
- 8:03:04jej charakterystyczne stukanie.
- 8:03:06Przycisnęłam ucho do klatki piersiowej
- 8:03:08taty. On pobił Eliasa, tak, że trafił do
- 8:03:11szpitala. Wymamrotałam w pusty korytarz.
- 8:03:14Tata nadstawił ucha. Słucham, Lisy.
- 8:03:17Pobił Eliasa, tak, że trafił do
- 8:03:19szpitala. Zacisnął usta.
- 8:03:23Myśl, by współczuć chłopakowi, który
- 8:03:25mnie porwał, budziła w nim niechęć. To
- 8:03:28nie jest twoje zmartwienie. Odparł
- 8:03:30spokojnie, żeby mnie nie stresować. Ich
- 8:03:32sprawy zostaną między nimi. Uniosłam
- 8:03:35głowę. To prawda, że się obudził? Aria
- 8:03:39otworzyła drzwi naszego pokoju. Tata
- 8:03:41wprowadził mnie do środka, pytając z
- 8:03:43lekką irytacją. Kto Lindsy? No Elias.
- 8:03:48Głowa wciąż mi ciążyła, lecz próbowałam
- 8:03:50zmrozić go wzrokiem za to pytanie. On
- 8:03:52też nie był zachwycony. Posadził mnie na
- 8:03:55łóżku, nachylił się i upewnił, że patrzę
- 8:03:57mu w oczy. Jego imię to Kornel, moje
- 8:04:01dziecko. Wycedził ze spokojem. Obudził
- 8:04:04się. Szepnęłam uporczywie z wyrzutem.
- 8:04:07Gdyby Flin się nie wygadał, nikt by mi
- 8:04:09nie powiedział.
- 8:04:11Zgadza się. Ulga.
- 8:04:14Dziś rano dodałam. Tak. Jak się czuję?
- 8:04:18Tata pokręcił głową. Nie, Lindsy, ale to
- 8:04:21nieistotne.
- 8:04:23Otworzyłam usta, lecz jego spojrzenie
- 8:04:25było lodowate jak zimowa noc. Zamilkłam.
- 8:04:28Pójdziesz teraz spać. Rozkazał. Jeśli
- 8:04:31złapie cię dziś w nocy poza łóżkiem,
- 8:04:33zawieszę i ciebie. Czy naprawdę ma do
- 8:04:36tego prawo? To jedno z tysiąca pytań,
- 8:04:38które kłębiły się w mojej głowie, lecz
- 8:04:40coś w jego oczach radziło mi nie
- 8:04:42przeginać. Westchnęłam. Z chłodnym
- 8:04:45zadowoleniem pomógł mi ułożyć się na
- 8:04:47łóżku. Czuwał chwilę, aż mój oddech się
- 8:04:49wyrównał, a powieki opadły.
- 8:04:52Zapowiedział, że idzie rozliczyć pokój
- 8:04:54Montany. Gdyby mi się pogorszyło, Aria
- 8:04:56miała go zawiadomić. Spełnił już swoją
- 8:04:59rolę. Zapewnił mi opiekę, której w tej
- 8:05:01nagłej sytuacji rozpaczliwie
- 8:05:03potrzebowałam. Teraz wszystko miało być
- 8:05:05dobrze. Ciężar zniknął. Z tym poczuciem
- 8:05:08wreszcie zasnęłam.
- 8:05:117:30
- 8:05:13śniadanie.
- 8:05:15Tata potrafił wyegzekwować wszystko,
- 8:05:17więc zorganizowanie, aby hotelowa
- 8:05:19kuchnia dostarczyła mi śniadanie do
- 8:05:21łóżka, nie było dla niego żadnym
- 8:05:22wyzwaniem.
- 8:05:24Taki luksus stał się tylko moim
- 8:05:26udziałem. Aria zeszła do hotelowej sali
- 8:05:29jadalnej z resztą grupy. W tym czasie
- 8:05:31zjadłam, wzięłam prysznic i doszłam do
- 8:05:33siebie. Po strasznej nocy. Wyspałam się,
- 8:05:36lecz widmo mężczyzny z laską wciąż nie
- 8:05:38dawało mi spokoju. Co jakiś czas
- 8:05:41wracało, sprawiając, że czułam w sercu
- 8:05:43nieprzyjemne okłucia.
- 8:05:45Przyniosłam ci jeszcze jedną. Oznajmiła
- 8:05:48Aria, stawiając na stoliku nocnym
- 8:05:50parujący kubek z herbatą.
- 8:05:52Uśmiechnęłam się z wysiłkiem. Nie
- 8:05:54przyznałam jej się, że poprzednią
- 8:05:56wylałam do umywalki, bo miałam
- 8:05:58traumę po akcji z filiżanką.
- 8:06:01Dzięki. szepnęłam. Po chwili
- 8:06:03odchrząknęłam i spytałam niepewnie jak
- 8:06:06sytuacja.
- 8:06:08No zawahała się i przyjrzała mi się
- 8:06:10dokładniej, by ocenić mój stan i to, ile
- 8:06:12szczegółów mogę znieść. Atmosfera jest
- 8:06:15dziwna. Wszyscy szepczą. Nikt nie patrzy
- 8:06:18twojemu dacie w oczy. Pan Emerson jest
- 8:06:20zatroskany. Pytał: "Jak się czujesz?
- 8:06:23Bardzo to miłe z jego strony." "Tak
- 8:06:25miłe, ale to wszystko?" dopytywałam
- 8:06:27zaciskając palce ze stresu. Aria
- 8:06:30przygryzła Wargę. Hm. No połowa uczniów
- 8:06:34jest zawieszona, co? Sapnęłam. Przez
- 8:06:37mojego tatę. Nie, no przez to, że pili
- 8:06:40alkohol. Przetknęłam dłoń do czoła. Tata
- 8:06:43urządził polowanie na czarownicę.
- 8:06:46On jest chyba strasznie zły. Wyszeptała
- 8:06:48Aria i wyraźny dreszcz przebiegł jej po
- 8:06:51plecach. Nie mogłam jej winić.
- 8:06:53Rozgniewany Vincent Monet to upiorna
- 8:06:56wizja. To moja wina. Jęknęłam. Nie
- 8:06:59twoja, tylko tych, którzy przywieźli
- 8:07:01alkohol. Przewróciła oczami. Sami są
- 8:07:04sobie winni. Powinnam była zostać w
- 8:07:07pokoju. Po co poszłam do Teda? Krzywiłam
- 8:07:10się chodząc w te i we w te po pokoju.
- 8:07:13Głupi Michael i ta jego Kornelia. To ta
- 8:07:15Kornelia. Serio nikt cię nie obwinia, bo
- 8:07:19Aria urwała.
- 8:07:21Zmrużyłam powieki. Jeśli kogoś ze swoich
- 8:07:24znajomych miałabym porównać do książki,
- 8:07:26to byłaby to Aria. Czytało się z niej
- 8:07:29jak z otwartego tomu. Bo co? Warknęłam.
- 8:07:33Milczała. Bo co, Aria? Głos mi
- 8:07:35stwardniał. Taki ton zawsze na nią
- 8:07:38działał. Łagodna z natury bała się
- 8:07:41agresywnych metod wydobywania
- 8:07:43informacji. Dlatego też między innymi
- 8:07:45tak bardzo przerażał ją mój ojciec. Cóż,
- 8:07:49ja słuchałam go od dziecka. Nie przejmuj
- 8:07:52się i nie rozkminiaj. Po prostu chodzą
- 8:07:54plotki, że mogłaś tak zareagować, bo
- 8:07:57byłaś bita kijem. Wykrzosiła, bawiąc się
- 8:08:01koralikowymi bransoletkami.
- 8:08:03Zamarłam, choć w środku ryknęłam ze
- 8:08:05złości i żalu. Chciałam płakać, lecz
- 8:08:07powstrzymałam łzy. Zamiast tego śmiałam
- 8:08:11się sztucznie, nerwowo założyłam maskę,
- 8:08:15tak jak potrafił to robić tata.
- 8:08:17O proszę, parsknęłam obojętnie, ale
- 8:08:20wymyślili.
- 8:08:2310:00 spacer po Old City.
- 8:08:27Dłonie trzymałam w kieszeniach futra.
- 8:08:30Dolną część twarzy ukrywałam za różowym
- 8:08:32szalikiem. Żałowałam, że nie mam
- 8:08:34kaptura, by skuteczniej się schować.
- 8:08:36Czułam na sobie spojrzenia. Plotkowano o
- 8:08:39mnie jak zwykle.
- 8:08:41Wycieczka była znacznie cichsza niż
- 8:08:43wczoraj. Pan Emerson starał się
- 8:08:45podtrzymać jej ducha. zachwycając się
- 8:08:47wąskimi, uroczymi uliczkami starego
- 8:08:49miasta w Filadelfii. Obsypane śniegiem
- 8:08:52wyglądało jak z baśni. Choć jego
- 8:08:54entuzjazm nie był już tak zaraźliwy,
- 8:08:57dziś podążało za nim więcej osób niż
- 8:08:59wczoraj, a wśród nich przygaszony Ted
- 8:09:02Montana. Podobno jego mama już
- 8:09:05wiedziała, że narozrabiał. Niektórzy
- 8:09:07uczniowie naprawdę zostali zawieszeni i
- 8:09:09teraz zamiast beztrosko spędzać ostatnie
- 8:09:11chwile w mieście drżeli na myśl o
- 8:09:14konsekwencjach, które miały ich spotkać
- 8:09:16w domu. Vincent Monet jedzie na
- 8:09:19wycieczkę szkolną jako opiekun. Połowa
- 8:09:21uczniów uczestniczących w wycieczce
- 8:09:23wraca zawieszona. Przypadek? Po moich
- 8:09:27obu stronach niczym ochrona kroczyli
- 8:09:29Micki i Flin. Oni także nie tryskali
- 8:09:32energią, nie bagatelizowali wczorajszych
- 8:09:34wydarzeń.
- 8:09:36Wcale nie wydobrzałaś, co? Zagadnął w
- 8:09:39pewnym momencie Fln, odważniejszy od
- 8:09:41mojego brata. Micki szedł z rękami w
- 8:09:44kieszeniach na burmuszony i mało
- 8:09:46zainteresowany urokiem starego miasta.
- 8:09:49Było mu głupio, że ciągnął mnie na tę
- 8:09:51wycieczkę, a potem robił wyrzuty o
- 8:09:53taniec, podczas gdy faktycznie, tak jak
- 8:09:56mówił FLN, jeszcze się nie pozbierałam
- 8:09:58po porwaniu. Poczułam potrzebę
- 8:10:00załagodzenia tego tematu.
- 8:10:03Myślałam, że sobie to przerobiłam.
- 8:10:05Odparłam cicho. Z moich ust wydobył się
- 8:10:08biały obłok pary. Ale chyba to nie jest
- 8:10:11takie proste. Temat Eliasa najwyraźniej
- 8:10:14nie jest zamknięty, tylko uchylony. I
- 8:10:16tak co chwilę przeźlizgują się przez te
- 8:10:19szparę nowe emocje z nim związane.
- 8:10:22Dlaczego tak uparcie mówisz na Cornela,
- 8:10:25Elias? Zaciekawił się Flynn. Wzruszyłam
- 8:10:28ramionami. Bo lepiej znam Eliasa. Elias
- 8:10:32nie istnieje rzucił Sucho Miki. Chodzi o
- 8:10:35to, że ten chłopak ma też dobrą stronę.
- 8:10:38Powiedziałam szybko. Tylko nikt już o
- 8:10:40niej nie pamięta. Obaj spojrzeli na mnie
- 8:10:43krzywo, więc dodałam. Po prostu trudno
- 8:10:45mi to sobie poukładać. Porywa mnie,
- 8:10:48potem mi pomaga. Zawachałam się, ale
- 8:10:50dorzuciłam. To przeze mnie został
- 8:10:52pobity. Pomógł mi i za to oberwał. On
- 8:10:56cię porwał, lis. Flintn pokręcił głową.
- 8:10:59Sorry, ale zasłużył na bęcki. Zjerzyłam
- 8:11:03się, a Michael dorzucił chłodno. Jasne,
- 8:11:05że tak. Wujowie tylko czekają, aż
- 8:11:08wydobrzeje i wtedy pewnie dołożą mu
- 8:11:10jeszcze kilka ciosów od siebie. Flintn
- 8:11:13zacisnął pięści, udając nokaut prawym
- 8:11:15sierpowym. Nie mów tak, nie mówcie tak.
- 8:11:19Zawołałam zatrzymując się.
- 8:11:21Nikogo nie spowolniłam, bo i tak szliśmy
- 8:11:23na końcu. Żaden z uczestników wycieczki
- 8:11:26nie miał odwagi ciągnąć się za nami.
- 8:11:29Znasz ich! rzucił Miki obojętnie, stając
- 8:11:32po stronie kuzyna. Westchnęłam
- 8:11:34przygnieciona tym wszystkim. Tam jest
- 8:11:37tyle niewyjaśnionych spraw. Chłopcy
- 8:11:40patrzyli na mnie z takimi minami, jakby
- 8:11:42naprawdę chcieli mi pomóc. Pierwszy
- 8:11:44odezwał się Flyn. Może po prostu
- 8:11:47powinnaś porozmawiać z tym Kornelem?
- 8:11:50Spojrzałam na niego, jakby spadł z
- 8:11:52jednego z ośnieżonych, ozdobionych
- 8:11:54światełkami drzew, które mijaliśmy. Tak,
- 8:11:56jasne. Dzięki, Flin. Odparłam szorstko.
- 8:11:59Jutro umówię się z nim na kawę. Pojedź
- 8:12:02do szpitala.
- 8:12:04Najpierw nawet nie popatrzyłam na
- 8:12:06kuzyna, tylko wzrokiem odszukałam tatę.
- 8:12:09Kroczył nieopodal niczym niewzruszony
- 8:12:11strażnik. Jestem pewna, że w myślach
- 8:12:13odliczał minuty do końca wycieczki. Kto
- 8:12:16mnie tam puści? Prychnęłam.
- 8:12:18Pojedź bez pytania, stary. Upomniał go
- 8:12:22Miki. Nie, dzięki. Westchnęłam. Gdy
- 8:12:25ostatnio pojechałam gdzieś bez pytania,
- 8:12:27porwano mnie. To ja cię zawiozę.
- 8:12:30Zaoferował Flin, wzruszając ramionami.
- 8:12:33Należał do ludzi, którzy w niczym nie
- 8:12:35widzą problemu. Mój świat niestety taki
- 8:12:38nie jest. Pokręciłam głową. Rodzice się
- 8:12:41dowiedzą i będą źli. To im powiedz. Nie
- 8:12:44zgodzą się. Lis, pomyśl. Flint cmoknął,
- 8:12:48przechylając głowę z politowaniem. Twój
- 8:12:51tata jest z nami na wycieczce szkolnej.
- 8:12:53Rozumiesz do czego to doszło? Zrobi
- 8:12:56naprawdę dużo, żebyś była szczęśliwa.
- 8:12:58Jeśli powiesz mu, że dla twojego zdrowia
- 8:13:01psychicznego potrzebna ci rozmowa z tym
- 8:13:03typencjuszem, totalnie się na nią
- 8:13:04zgodzi. Uśmiechnął się lekko,
- 8:13:07pocieszająco. Po prostu z nim pogadaj.
- 8:13:1113:30.
- 8:13:13Powrót.
- 8:13:14I tak w autokarze wpatrywałam się w
- 8:13:17potylicę siedzącego z przodu ojca,
- 8:13:19rozmyślając intensywnie.
- 8:13:25Rozdział 19.
- 8:13:28Kornelias.
- 8:13:31Wujek Tony pojechał z nami. Tata został.
- 8:13:34Jedna wycieczka to było dla niego aż
- 8:13:36nadto. Natej, jak twierdził nie byłby
- 8:13:39najlepszym towarzyszem. słynął z
- 8:13:41żelaznego opanowania i chyba nie chciał
- 8:13:43ryzykować utraty swojej reputacji. Na
- 8:13:46widok chłopaka odpowiedzialnego za
- 8:13:48porwanie jego córki mógłby zareagować
- 8:13:50różnie.
- 8:13:52Dla wujka Tonego było to pierwsze
- 8:13:54ochroniarskie wyzwanie. Wytatuowane
- 8:13:57palce zaciskał na kierownicy. Surowa
- 8:13:59mina, jasne, groźne oczy wbite w drogę.
- 8:14:02Jego postawa dyscyplinowała nas i już od
- 8:14:04początku nadawała wyprawie posępny ton.
- 8:14:07Na widok gmachu szpitala ścisnęło mnie w
- 8:14:10środku.
- 8:14:11Dyskretnie pomasowałam swój spięty
- 8:14:13brzuch. Założyłam przykrótki sweterek,
- 8:14:15więc kawałek skóry był odsłonięty. Teraz
- 8:14:18muskałam go uspokajająco opuszkami
- 8:14:21palców. Mama twierdziła, że sweterek
- 8:14:23jest zbyt kusy i będzie mi zimno, ale
- 8:14:25uważała również, że to spotkanie nie ma
- 8:14:27sensu, więc po prostu ubrałam się po
- 8:14:30swojemu. Dużo czasu poświęciłam na
- 8:14:32wplecenie we włosy różowej wstążki
- 8:14:34pasującej do moich brązowych nauszników.
- 8:14:37Wzięłam ją ze swojego nieużywanego
- 8:14:39aktualnie Lamborghini.
- 8:14:41Zdobiła w nim lusterko. To ta, która
- 8:14:43należała do małej Lisi. Może
- 8:14:46potrzebowałam poczuć się znowu beztroską
- 8:14:48jak w dzieciństwie? Nie wiem, co innego
- 8:14:50mogło mną kierować w wyborze akurat tego
- 8:14:53akcesorium.
- 8:14:55Jak się trzymasz, lis? Zagadnął FN.
- 8:14:58Siedziałam z przodu, bo tak zarządził
- 8:15:00wujek Tony. Flynn z Michaelem zajmowali
- 8:15:03tył. Kuzyn zauważył moją dłoń na
- 8:15:05brzuchu. Spoko, od paru dni nie zrobiłam
- 8:15:08żadnej głupoty. Uśmiechnęłam się
- 8:15:10nerwowo, patrząc w stronę szpitala. Czas
- 8:15:12najwyższy to zmienić. Flynn parsknął
- 8:15:15cicho. W aucie panowała napięta
- 8:15:17atmosfera. Kiedy na wycieczce
- 8:15:19rozważaliśmy wizytę u Eliasa, jego
- 8:15:21argumenty brzmiały przekonująco. Teraz
- 8:15:24wątpliwości wróciły. Czy po tym
- 8:15:26wszystkim naprawdę chce go zobaczyć?
- 8:15:30W końcu dojechaliśmy i wujek tony
- 8:15:32zaparkował. Silnik zamilkł, wskaźniki
- 8:15:35zgasły. Flin pierwszy szarpnął klamkę
- 8:15:38raz, potem kolejny. Mocniej. Nic z tego.
- 8:15:42Drzwi były zablokowane. Micki też
- 8:15:44spróbował. Ja nawet nie podniosłam
- 8:15:46dłoni. Wiedziałam, że to celowe
- 8:15:48działanie Tonego. Jest sprawa. Wujek
- 8:15:51odwrócił się do nas, a jego spojrzenie
- 8:15:53zatrzymało się na każdym z osobna. Na
- 8:15:56mnie najdłużej. Wytatuowaną dłoń trzymał
- 8:15:59na kierownicy jak groźbę, że zaraz
- 8:16:01możemy odjechać. Czekaliśmy w napięciu.
- 8:16:04Ten typ umilkł. Tony lubił półsłówka.
- 8:16:08Dziś jednak chodziło o wagę przekazu.
- 8:16:11Niecierpliwiłam się. Elias
- 8:16:13podpowiedziałam.
- 8:16:14Rzucił mi spojrzenie spod byka. Kornel
- 8:16:18poprawił warkliwie. Coraz więcej
- 8:16:20członków mojej rodziny zwracało uwagę,
- 8:16:22że z jakiegoś powodu rozróżniam te dwie
- 8:16:24osoby. Jest. Znów przerwa. No o co ci
- 8:16:29chodzi? Tym razem Tom Miki nie
- 8:16:30wytrzymał. Wbijał tył głowy w fotel i
- 8:16:33napinał szczękę. Obity w
- 8:16:36Wypuściłam powietrze. Ja to wiem. Nie
- 8:16:40rozumiesz. Burknął. W Zadrżałam.
- 8:16:44Potem demonstracyjnie szarpnęłam klamkę.
- 8:16:46Drzwi nadal były zamknięte. Chodźmy już.
- 8:16:50Nie patrzyłam więcej na niego ani na
- 8:16:52chłopaków. Wpatrywałam się w wejście do
- 8:16:54budynku szpitala. Wujek Tony zwlekał
- 8:16:57jeszcze chwilę, po czym zwolnił blokadę.
- 8:16:59Gdy wyskoczyłam z auta, w twarz uderzył
- 8:17:02mnie lodowaty wiatr, który prawie porwał
- 8:17:04moją wstążkę. Poprawiłam i ją, i
- 8:17:07nauszniki. Ruszyłam w stronę wejścia
- 8:17:10przez zaśnieżony parking. Mijali mnie
- 8:17:12ludzie przemykający w puchówkach. Ich
- 8:17:14buty chlupały w błocie pośniegowym. Moje
- 8:17:17zresztą też.
- 8:17:18Najpierw wystrzeliłam do przodu, lecz
- 8:17:20tuż za automatycznymi drzwiami
- 8:17:22zwolniłam. Przytłoczona i
- 8:17:24zdezorientowana liczbą tablic
- 8:17:26kierujących na różne oddziały. Dobrze,
- 8:17:28że wujek Tony wiedział dokąd iść. Ile
- 8:17:31razy tu byłeś? Spytałam w windzie.
- 8:17:34Stalowe drzwi miały taki sam kolor jak
- 8:17:36jego tęczówki.
- 8:17:38Trochę. Bo wy go przesłuchiwaliście? Tak
- 8:17:41dopytywał Flin. Niechętne skinienie.
- 8:17:44I co powiedział? zapytałam szybko.
- 8:17:47Niewiele. Ale w ogóle cokolwiek?
- 8:17:51Średnio. Na lorda. Westchnęłam z
- 8:17:54frustracją, opierając się bokiem o
- 8:17:55ścianę windy. Sama zobaczysz.
- 8:17:59Jednoosobowej sali Eliasa pilnował
- 8:18:01mężczyzna w dżinsach i flaneli. Wyglądał
- 8:18:03jak odwiedzający, który wyszedł na
- 8:18:05korytarz.
- 8:18:07Wasz człowiek, prawda? Zgadł od razu
- 8:18:10Flin. Tony znów skinął głową. Pilnujecie
- 8:18:13go przed tym dziadem? Tak, tym, który
- 8:18:16niby go pobił. Wujek zobaczył, że
- 8:18:19zrobiłam się blada i wbił we mnie
- 8:18:21spojrzenie.
- 8:18:22Chcę wejść sama. Wyszeptałam. Wchodzisz
- 8:18:25ze mną? Jego ton nie zostawiał pola do
- 8:18:28dyskusji. Ręce mi drżały. Strażnik cię
- 8:18:31odsunął. Micki usiadł na plastikowym
- 8:18:33krześle pod ścianą. Flinn przyglądał mi
- 8:18:36się z troską. Lis, nie, że coś, ale
- 8:18:39trochę wyglądasz jakbyś nie chciała tego
- 8:18:41robić. stwierdził. Pokręciłam tylko
- 8:18:44głową i nacisnęłam klamkę. Serce waliło
- 8:18:46mi jak oszalałe, ale weszłam. Typowy
- 8:18:49szpitalny pokój. Łóżko, aparatura, okno
- 8:18:52z widokiem na ołowiane niebo i łyse
- 8:18:54drzewa. Pod białą kołdrą sylwetka.
- 8:18:57Klatka piersiowa Eliasa unosiła się
- 8:18:59miarowo. Aparaty pikały równym rytmem.
- 8:19:03Drzwi zamknęły się za nami miękko. Tony
- 8:19:06stanął w rogu niczym ponura przyzwoitka.
- 8:19:08obserwował mnie czujnie jak wilk
- 8:19:10polowaniu. Objęłam się ramionami i
- 8:19:13podeszłam bliżej. Widok jego twarzy
- 8:19:15ścisnął mnie za gardło. Sinofioletowa
- 8:19:18maska, opuchlizna, rozcięta, warga. Na
- 8:19:21początku nie byłam w stanie poznać, czy
- 8:19:24to w ogóle on. Elias. Wydusiłam. Powieki
- 8:19:28miał tak spuchnięte, że dopiero po
- 8:19:29chwili zauważyłam, że próbuję je unieść.
- 8:19:32Jabłko Adama mu podskoczyło, gdy z
- 8:19:34trudem przełknął ślinę.
- 8:19:37To ty? Wychrypiał.
- 8:19:39Wybacz. Udaje, że śpię, żeby uniknąć
- 8:19:43nieproszonych gości. Głos miał inny, ale
- 8:19:46to był on. Czy ja również jestem
- 8:19:48nieproszona? Zapytałam szeptem. Zbyt
- 8:19:51obolały, by pokręcić głową, zaprzeczył
- 8:19:54przymykając powieki. Tony obserwował nas
- 8:19:56ze swojego kąta, napięty i milczący.
- 8:19:59Potrzebujesz silniejszych leków? Kolejne
- 8:20:02drgnienie powiek. Nie, nie musisz
- 8:20:06zgrywać twardziela. Widzę jak wyglądasz.
- 8:20:08To robota Stanislausa, prawda?
- 8:20:11Mrugnięcie. Tak,
- 8:20:14Gino. Kolejne potaknięcie. Zemdliło mnie
- 8:20:17na myśl o tym ogrze okładającym Eliasa.
- 8:20:20Chłopak, choć sprawny fizycznie,
- 8:20:22przecież nie miał z nim szans. Rozchylił
- 8:20:25usta. Rozcięta warga zadrżała. Nie
- 8:20:28rozumiem, Eliasie. Zwracanie się do
- 8:20:31niego tym imieniem było dla mnie
- 8:20:33naturalne. Nawet się nad tym nie
- 8:20:35zastanawiałam. Nachyliłam się lekko.
- 8:20:38Tony poruszył się niespokojnie, ale nie
- 8:20:40interweniował.
- 8:20:42Elias, wpatrzony we mnie tymi swoimi
- 8:20:44oczami, tak przecież znajomymi,
- 8:20:46wyszeptał.
- 8:20:48Przepraszam, Lindsey. Przeszedł mnie
- 8:20:50dreszcz. Zacisnęłam usta i przełknęłam
- 8:20:53ślinę. Zaskakujące, jak wyraźnie
- 8:20:55potrafił mówić. To nie ból, lecz
- 8:20:57psychiczne blokady go powstrzymywały.
- 8:21:01Nie zasłużyłaś. Wyszeptał. Spuściłam
- 8:21:04wzrok na swoje botki. Tobie też to nie
- 8:21:06wyszło na dobre. Wymamrotałam.
- 8:21:09Popełniłem błąd. Podniosłam twarz.
- 8:21:12Odgarnęłam włosy, próbując dodać sobie
- 8:21:14odwagi. Ostatecznie mnie uratowałeś.
- 8:21:17Najpierw porwałem. Skinęłam głową. Tak
- 8:21:21jednak gdyby nie ty, wyrwałabym się
- 8:21:23stamtąd dużo później, a potem szeptem
- 8:21:26dodałam. Nie wiem czy przetrwałabym
- 8:21:28kolejną inspekcję filiżanki. Coś drgnęło
- 8:21:31w jego twarzy.
- 8:21:33Stanislaus jest popieprzony.
- 8:21:36Uśmiechnęłam się lekko. Trochę smutno,
- 8:21:38trochę cierpko. Dobrze, że wreszcie to
- 8:21:41dostrzegłeś.
- 8:21:42Zawsze to wiedziałem. Po chwili wahania
- 8:21:45dodał:
- 8:21:47Dałem mu się wykorzystać. jak
- 8:21:50pionek. Słysząc te gorycz w jego głosie,
- 8:21:53nerwowo mieliłam w palcach włoski mojego
- 8:21:56futerka. Nie mogłam uwierzyć, że ta
- 8:21:58rozmowa rzeczywiście się toczy. Szpital,
- 8:22:01wujek Tony i ten zmasakrowany Elias na
- 8:22:04łóżku. Surrealizm.
- 8:22:07Idiota. Syknął do siebie. Pokiwałam
- 8:22:10głową. Mnie też trudno uwierzyć, że
- 8:22:12Stanis Laus przedstawił ci swój plan
- 8:22:14porwania, a ty uznałeś go za genialny i
- 8:22:17postanowiłeś dołączyć. Przyznałam.
- 8:22:20Chciałem być z nim w zespole. Ważny. Nie
- 8:22:24wiem. Przymknął powieki zagubiony.
- 8:22:27Brzmiała w nim pogarda dla ojczyma, ale
- 8:22:29i dla samego siebie. Potrzebował cię,
- 8:22:33powiedziałam. Bez ciebie nie zdołałby
- 8:22:35mnie porwać. Czaił się od dawna. Unikał
- 8:22:39patrzenia w stronę wujka Tonyego.
- 8:22:42Obserwował, niecierpliwił się. Łaził za
- 8:22:44tobą. Potwierdziłem mu, że nie masz
- 8:22:48ochroniarza.
- 8:22:50Znowu ten ochroniarz. Mruknęłam. Ciemne
- 8:22:52oczy spojrzały na mnie znacząco.
- 8:22:55Przydałby ci się, tak szczerze. Tobie
- 8:22:58przydałaby się rozwaga. Odparłam. Gdybyś
- 8:23:01ją miał, nie dałbyś się urobić temu
- 8:23:03psychopacie.
- 8:23:04Elias wpatrywał się we mnie. Trudno było
- 8:23:07mi znieść to spojrzenie.
- 8:23:09Nie będę z tobą, Lindsy, dyskutować.
- 8:23:13I dobrze. Warknęłam. Powiem ci, jak to
- 8:23:16widzę. Desperacko potrzebowałeś kogoś,
- 8:23:19kto zastąpi ci ojca, bo dorastałeś bez
- 8:23:21niego. Dlatego gotów byłeś zrobić każdą
- 8:23:23głupotę, byle zyskać uznania
- 8:23:25Stanislausa. A przy okazji wierzyłeś, że
- 8:23:28to szansa, by pomścić prawdziwego tatę.
- 8:23:31Kąciki ust Eliasa drgnęły, lecz się nie
- 8:23:34wykrzywiły. Chyba zbyt go bolało.
- 8:23:38Ty mnie usprawiedliwiasz, Lindsy, bo
- 8:23:41Stanislaus cię zmanipulował.
- 8:23:43Jestem dużym chłopcem. Pokręciłam głową.
- 8:23:47Nie, Elias! Zaprzeczyłam grobowo. Jesteś
- 8:23:49małym chłopcem. Zapadła cisza. Moje
- 8:23:52wyzywające spojrzenie kontra jego,
- 8:23:55zagubione, pełne cierpienia, zapewne i
- 8:23:58złości. Odpowiedział dopiero po chwili.
- 8:24:01Ja nawet nie nazywam się Elias.
- 8:24:05Utworzenie dwóch osobowości też było
- 8:24:07częścią planu Stanislausa.
- 8:24:09Parsknął cicho, słabo, z trudem.
- 8:24:12Skrzywił się z bólu. To akurat mój
- 8:24:15autorski pomysł. Wyszeptał. Uznałem, że
- 8:24:18zamiast zdobywać twoje zaufanie, zdobędę
- 8:24:21coś lepszego. Moja twarz stężała. Co
- 8:24:24takiego, Eliasia, chciałeś zdobyć?
- 8:24:26Serce.
- 8:24:28Serce rodziny Monet.
- 8:24:31Świadoma, że wujek Tony wszystko słyszy,
- 8:24:33coraz bardziej nerwowo ciągnęłam za
- 8:24:35włoski futra.
- 8:24:37Moje serce. Wymamrotałam smutno.
- 8:24:41Wiesz dlaczego? pokręciłam wolno głową.
- 8:24:44Rzeczone serce biło mnie jak szalone,
- 8:24:46jakby słyszało, że to o nim mowa.
- 8:24:50Bo uznałem, przełknął z trudem ślinę, że
- 8:24:53w ten sposób zaboli cię mocniej.
- 8:24:56Zatrzymało się serce. Na ułamek sekundy
- 8:25:00zamarło jak trafione nożem. Kornell nie
- 8:25:03potrafił patrzeć na ciebie. Nienawidził
- 8:25:07cię. Kontynuował. Więc stałem się
- 8:25:10Eliasem. To już mówiłeś. Odparłam cichym
- 8:25:14nikłym głosem. Nie chciałam drugi raz
- 8:25:16słuchać tak samo raniących słów.
- 8:25:18Plastikowy rubin. Przypomniał. Dobrze go
- 8:25:22rozgryzłaś. Sztuczna miłość. Odrobina.
- 8:25:26Elias się skrzywił. Mówił za dużo.
- 8:25:29Cierpiał, ale ciągnął dalej, jakby czuł,
- 8:25:31że jest mi winien wyjaśnienia. Cóż i
- 8:25:33słusznie.
- 8:25:35Dramatyzmu. Zapatrzył się na mnie. Ale
- 8:25:38nie dałaś nie dałaś sobie założyć go na
- 8:25:41szyję, bo zachowywałeś się dziwnie. Nie
- 8:25:45jestem aktorem, a jednak długo grałeś
- 8:25:47Eliasa. To była dla mnie bardzo ważna
- 8:25:51rola.
- 8:25:53Dopieściłeś ją. Zgodziłam się sucho.
- 8:25:55Wymyśliłeś imię i w ogóle
- 8:25:59od Korneliasa.
- 8:26:01Długa to długa historia.
- 8:26:05Kornelias. powtórzyłam miękko.
- 8:26:08Kiedyś ci opowiem. Nie wiem czy będzie
- 8:26:11ku temu okazja. Powiedziałam z
- 8:26:13zakłopotaniem. Wujek Tony na pewno by mi
- 8:26:15przytaknął. Elias uniósł smętnie kącik
- 8:26:18ust, tym razem ignorując ból. No co?
- 8:26:21Zagadnęłam, gdy wpatrywał się we mnie
- 8:26:23długo. Elias miał cię miał cię rozkochać
- 8:26:28do zimy, do świąt. Zerknęłam w stronę
- 8:26:31okna. Pada śnieg. Szepnęłam. Mamy zimę.
- 8:26:36To chyba się nie udało. Chyba nie.
- 8:26:39Szepnęłam drżącym głosem. Czułam na tłok
- 8:26:42silnych, nieznanych emocji, gdy na niego
- 8:26:44patrzyłam. Porwanie było raczej mało
- 8:26:47romantycznym gestem. Zawaliłem. Tak.
- 8:26:51Skubałem futro tak nerwowo, że w końcu
- 8:26:53zwróciło to jego uwagę. Spojrzał na moje
- 8:26:55dłonie i przyjrzał im się uważnie, jakby
- 8:26:57czegoś szukał. Czy obrączka, którą
- 8:27:00zostawiłeś mi na kciuku, to kolejny
- 8:27:02dowód miłości? zapytałam gorzko.
- 8:27:05Chciałem, żebyś coś miała ode mnie. Cóż,
- 8:27:09nie mam jej. Odparłam szorstko.
- 8:27:11Mechanizm obronny, by nie okazać zbyt
- 8:27:14wielu uczuć. Nic mi po nich.
- 8:27:17Kolejne nieme pytanie wyczytałam z jego
- 8:27:19oczu i odpowiedziałam: Tata ją zabrał.
- 8:27:22Faktycznie zabrał ją dziadek Kamden, ale
- 8:27:24część mnie chciała wbić mu szpilkę,
- 8:27:26wiedząc, że wspominanie mojego ojca
- 8:27:28zawsze budziło w Eliasie silne emocje.
- 8:27:31Tym razem jednak się nie zdenerwował. Z
- 8:27:33powrotem spojrzał mi w oczy. Chroni cię.
- 8:27:37Co przed tobą? Przechyliłam głowę z
- 8:27:39pobłażaniem. Dlaczego wierzysz, że wciąż
- 8:27:42potrzebuję przed tobą ochrony, Eliasie?
- 8:27:44Leżysz tu bezbronny, zdany na łaskę
- 8:27:46mojej rodziny. Uśmiechnęłam się cierpko.
- 8:27:50Już mi nie zagrażasz. Nienawidzisz mnie.
- 8:27:54Tak. Elias przyjął to z trudem, ale i ze
- 8:27:57zrozumieniem. Chciał powiedzieć coś
- 8:27:59jeszcze. Walczył, bo to było ważne.
- 8:28:02Spojrzał w kąt na wujka Tonego.
- 8:28:06Ja tak, Eliasie? zapytałam łagodnie, ale
- 8:28:09w napięciu. Nadal pomimo tego
- 8:28:11wszystkiego, co mi powiedział, celowo
- 8:28:13używałam jego nieprawdziwego imienia.
- 8:28:16Rozchylił usta, by coś dodać, ale chyba
- 8:28:18trudno było mu to wydusić i nim mu się
- 8:28:20to udało, przeszkodziły mu drzwi do
- 8:28:22sali, które otworzyły się raptownie,
- 8:28:25prawie uderzając wujka Tego. U tego
- 8:28:27pacjenta obowiązuje ograniczenie wizyt.
- 8:28:30Poinformował nas lekarz, który stanął w
- 8:28:33progu. Był nim młody blondyn w
- 8:28:35scrapsach. Nie, wcale nie był podobny do
- 8:28:37doktora Juda, którego wspomnienie od
- 8:28:40razu ścisnęło mi żołądek. Ten był nieco
- 8:28:42młodszy, a jego jasne włosy miały inne
- 8:28:44niż u duda miodowy odcień i były
- 8:28:47uczesane w schludną fryzurę z
- 8:28:49przedziałkiem. Najpierw zmarszczył z
- 8:28:51irytacją brwi, lecz gdy zobaczył wujka
- 8:28:53Tonego, wytrzeszczył oczy. Tony monet.
- 8:28:57Nastąpiła chwila konsternacji.
- 8:29:00O wyrwało się wujkowi. Tak
- 8:29:02autentyczne zaskoczenie rzadko gościło
- 8:29:05na jego twarzy.
- 8:29:06Lekarz spojrzał na mnie, zatrzymał się
- 8:29:09na szarych oczach, zjechał niżej na
- 8:29:11futerko i markowe botki, a potem na
- 8:29:13nieruchomego poobijanego Eliasa. Jego
- 8:29:16twarz zmieniła wyraz, jakby dokonywał
- 8:29:18szybkich kalkulacji. Wszystko w
- 8:29:20porządku? To pytanie skierował wyłącznie
- 8:29:23do pacjenta. Ten skinął z wysiłkiem
- 8:29:25głową.
- 8:29:27Odpowiedź najwidoczniej nie przekonała
- 8:29:29lekarza, bo jego twarz spurpurowiała i
- 8:29:31wykrzywiła się we wściekłym grymasie.
- 8:29:33Patrzyłam na to zdziwiona, nie pojmując
- 8:29:35skąd u medyka taka gwałtowna reakcja.
- 8:29:39Czy mam rozumieć? Wycedził cicho, że w
- 8:29:42to, co się stało temu chłopcu,
- 8:29:43zamieszana jest rodzina monet.
- 8:29:46Niewiele rozumiesz, czyli nic się nie
- 8:29:49zmieniło. Burknął wujek Tony.
- 8:29:51Przygryzłam wargę.
- 8:29:53Co ten lekarz zobaczył? młodą
- 8:29:55dziewczynę, rannego chłopaka,
- 8:29:57gburowatego Tonego. Dziwne wnioski
- 8:30:00nasunęły mi się same. Zacisnął dłoń na
- 8:30:02pliku formularzy. To jest córka Winenta
- 8:30:05Moneta, prawda? Zapytał grobowo.
- 8:30:09Zamarłam. Owszem, bywało, że
- 8:30:11rozpoznawali mnie nieznajomi, ale ten
- 8:30:13lekarz miał w sobie coś niepokojącego.
- 8:30:15Czy ten biedny nastolatek się nią
- 8:30:17zainteresował, więc wasza rodzina
- 8:30:19pokazała mu, gdzie jego miejsce?
- 8:30:22Uniosłam brwi zaskoczona taką
- 8:30:24bezpośredniością.
- 8:30:26Wujek Tony przewrócił oczami. Nic nie
- 8:30:29wiesz. Burknął wskazując mi pod brudkiem
- 8:30:32drzwi.
- 8:30:33Lindsy, zawijamy się już. Zakłopotana
- 8:30:37zerknęłam na Eliasa. Też był
- 8:30:40zdezorientowany. Nasze spojrzenia
- 8:30:42skrzyżowały się na moment. W obu kłębił
- 8:30:45się strach. To już? Pytaliśmy siebie w
- 8:30:47milczeniu. Koniec. Nigdy więcej się nie
- 8:30:50zobaczymy. Czy wyjaśniliśmy sobie
- 8:30:52wszystko? Na pewno to kawał
- 8:30:55skurwysyństwa Tony Manet. Denerwował się
- 8:30:58lekarz. Tak nie może być. To
- 8:31:00niewłaściwe.
- 8:31:01Jeśli wujek Tony był w czymś dobry, to w
- 8:31:04ignorowaniu ludzi. Machnął na mnie
- 8:31:06dłonią władczo w typowo monetowskim
- 8:31:08stylu. Już Lindy,
- 8:31:11podejdź. Szepnął Elias. Zawachałam się.
- 8:31:15Natychmiast opuśćcie salę. Mówił
- 8:31:17wzburzony lekarz.
- 8:31:19Proszę wymamrotał [odchrząknięcie]
- 8:31:20Elias. Nachyl się. Posłuchałam.
- 8:31:23Podeszłam do łóżka i oparłam dłonie o
- 8:31:25poręcze. Pochyliłam się lekko. Elias z
- 8:31:28trudem uniósł rękę nieco ponad materac.
- 8:31:31Przeniosłam wzrok z niej na jego oczy.
- 8:31:34Tak, Eliasie. Pacjent potrzebuje
- 8:31:37odpoczynku, nie dodatkowego stresu.
- 8:31:40Ciągnął lekarz. Ja mi się wydaje. Co ci
- 8:31:44się wydaje? Poczułam szarpnięcie za
- 8:31:47łokieć. Połączenie z Eliasem zostało
- 8:31:49przerwane. Wujek Tony odciągnął mnie od
- 8:31:52łóżka. Posłusznie podążyłam za nim, by
- 8:31:55go bardziej nie drażnić. Serce znowu
- 8:31:57mnie bolało. Lunch podszedł mi do
- 8:31:59gardła. Włosy natychmiast wpadły mi do
- 8:32:02oczu. Walczyłam ze sobą, by się nie
- 8:32:04rozpłakać. Dłoń Tonego spoczywała teraz
- 8:32:07na moim barku, popychając mnie lekko ku
- 8:32:09wyjściu. To chore. Rzucił za nami
- 8:32:12lekarz. Gdy wyszliśmy na korytarz,
- 8:32:14Michael podniósł oczy znad telefonu, a
- 8:32:17Flynn stojący przy dyspozytorze wody
- 8:32:19odwrócił się zaskoczony z papierowym
- 8:32:21kubeczkiem w dłoni. Wasze dzieci nie są
- 8:32:24ważniejsze od innych. Kontynuował
- 8:32:26doktor. Rozumiesz, Monet? To
- 8:32:29nienormalne. Koniec z waszym
- 8:32:31uprzywilejowaniem.
- 8:32:34Czy to na pewno lekarz? zapytałam wujka
- 8:32:36zmartwiona. W milczeniu szybkim krokiem
- 8:32:39prowadził mnie w stronę windy. Jego dłoń
- 8:32:41wciąż mocno napierała na moje plecy. Z
- 8:32:44uporem odgarniałam włosy z twarzy.
- 8:32:47Chłopcy zerwali się i ruszyli za nami.
- 8:32:49Może pomylił korytarze? Zasugerował
- 8:32:52Flinn gniotąc w dłoni pusty kubeczek po
- 8:32:54wodzie. Gada jakby się urwał z oddziału
- 8:32:57psychiatrycznego.
- 8:32:59Co on krzyczy? Zapytał Michael nerwowo
- 8:33:01oglądając się za siebie. Wujek Tony
- 8:33:04potarł powieki. To debil. Olejcie go. On
- 8:33:07myśli, że to ty pobiłeś Eliasa, wujku
- 8:33:10Tony. Dobrze rozumiem? Dopytywałam.
- 8:33:14Tony nie zamierzał odpowiadać. W windzie
- 8:33:16wciąż milczał ze wzrokiem wbitym w
- 8:33:18drzwi. Ze zirytowaną miną czekał, aż się
- 8:33:21rozsunął. Pewnie tak mu powiedział ten
- 8:33:24cały Kornel. Burknął Micki. Nie pałał do
- 8:33:27niego sympatią.
- 8:33:29Jak on ledwo mówi zaoponowałam.
- 8:33:32Widziałem go przez szparę w drzwiach.
- 8:33:34Flinn pokręcił głową. Ma miazgę zamiast
- 8:33:37twarzy. Nawet pomyślałem, że trochę
- 8:33:39dziwnie wyszło, bo lis miało się zrobić
- 8:33:41lepiej po zobaczeniu go, a przecież typ
- 8:33:43wygląda strasznie. On przełknęłam ślinę
- 8:33:47i skinęłam. Kilka kosmyków założyłam za
- 8:33:50ucho. Tak wygląda źle. No ale co? Lepiej
- 8:33:54ci dopytywał Fn czy gorzej. Michael
- 8:33:58dyskretnie na mnie zerkał. Ewidentnie
- 8:34:00chciał poznać odpowiedź, choć udawał, że
- 8:34:02wcale go to nie obchodzi.
- 8:34:04Zamyśliłam się. Jeśli już, to miałam w
- 8:34:07głowie jeszcze większy chaos.
- 8:34:09Odetchnęłam i na koniec się
- 8:34:10uśmiechnęłam. Tak, dużo lepiej.
- 8:34:13Skłamałam. A gdy włożyłam na głowę
- 8:34:15nauszniki, zorientowałam się, że
- 8:34:17zgubiłam swoją różową wstążkę.
- 8:34:24Rozdział 20.
- 8:34:27Precz z monetowską propagandą.
- 8:34:31Napisy na sygnecie Rodrika Retera były
- 8:34:33zupełnie nieczytelne. Niby układało się
- 8:34:35to w zarys liter, ale nie potrafiłam
- 8:34:37rozstrzygnąć, czy to łacina, czy może
- 8:34:39hieroglify.
- 8:34:41Opuszką palca w czarnej zamszowej
- 8:34:43rękawiczce gładziłam raz po raz tę część
- 8:34:45pierścionka, aż wreszcie wsunęłam go na
- 8:34:48rękę. Przez gruby materiał z trudem
- 8:34:50wcisnęłam go na kciuk. Co? Dziadek ci go
- 8:34:53oddał? Zdziwił się Micky. Spłoszona
- 8:34:56podniosłam wzrok. Brat przystanął w
- 8:34:58progu mojej sypialni.
- 8:35:00W dwurzędowym garniturze i z
- 8:35:02perfekcyjnie ułożoną fryzurą wyglądał,
- 8:35:04jakby zaraz miał wyruszyć na bal
- 8:35:06charytatywny. Poprosiłam go o to.
- 8:35:09Przyznałam. I się zgodził. No jak
- 8:35:12widzisz. Dlaczego się zgodził?
- 8:35:14Westchnęłam. Nie mam pojęcia. Może
- 8:35:16dlatego, że w końcu to mnie go
- 8:35:18podarowano. To powinno należeć do
- 8:35:21organizacji, nie do ciebie. Burknął.
- 8:35:24Uniosłam brew. Jesteś zazdrosny o
- 8:35:26pierścionek. Jak dla mnie można go
- 8:35:29spuścić w kiblu. Uśmiechnęłam się blado
- 8:35:32do obrączki. Trochę szkoda. Jest bardzo
- 8:35:35ładny i niby dlatego go założyłaś, bo ci
- 8:35:37się podoba.
- 8:35:39Mam słabość do dobrej biżuterii. Oby do
- 8:35:42biżuterii, nie do jej właściciela. Mina
- 8:35:45mi zrzedła. Przeniosłam wzrok na brata,
- 8:35:47zwężając powieki. W dupie mam jej
- 8:35:50właściciela. Warknęłam. Noszenie tego
- 8:35:52pierścionka to mój triumf nad nim. On
- 8:35:55mnie porwał. Ja przetrwałam i teraz mam
- 8:35:57jego cenną własność na palcu. Uniosłam
- 8:36:00kciuk z pierścionkiem. Wszystko u mnie
- 8:36:03okej. Szybko opuściłam dłoń i posłałam
- 8:36:06bratu cierpki uśmiech. Tak powiedziałam
- 8:36:08dziadkowi i uwierzył. Michael wpatrywał
- 8:36:12się we mnie przez dłuższą chwilę, po
- 8:36:13czym pokręcił głową i wyszedł. Gdy i ja
- 8:36:16wstałam, czarna sukienka rozlała się po
- 8:36:18podłodze, a włosy spłynęły na plecy.
- 8:36:21Przeduża marynarka wisiała na mnie,
- 8:36:23dodając stylizacji luzu i jednocześnie
- 8:36:25elegancji. Chroniła nagie ramiona przed
- 8:36:27zimnem. Wielki pingwin wylądował w kącie
- 8:36:30z innymi pluszakami i teraz obserwował
- 8:36:33mnie koralikowymi oczami. Dziób układał
- 8:36:36mu się w zatroskaną minę. Może dlatego,
- 8:36:38że moja gorycz była tak oczywista.
- 8:36:41Wszyscy ją widzieli, nawet pod maską.
- 8:36:45Tata podając mi dłoń i pomagając wsiąść
- 8:36:47do luksusowego Wana, nie skomentował
- 8:36:49pierścionka, ale gdybym miała zgadywać,
- 8:36:52zapewne podzielał zdanie Michaela i nie
- 8:36:55zgadzał się z dziadkiem Camdenem. Po
- 8:36:57prostu nie chciał robić dramy tuż przed
- 8:36:59wydarzeniem.
- 8:37:01Gorycz dostrzegał też oczywiście Michael
- 8:37:03siedzący naprzeciw w muszce i z
- 8:37:05ulizanymi włosami. Naprawdę dojrzał po
- 8:37:08chrzcie męstwa. Mama zignorowała
- 8:37:10wyciągniętą dłoń taty, udając, że
- 8:37:12potrzebuje obu rąk do podtrzymania
- 8:37:14sukni. Bożonarodzeniowe gwiazdki lśniące
- 8:37:18złotem zdobiły całą salę i lobby
- 8:37:20rezydencji, w której odbywał się bal.
- 8:37:23Głęboka czerń mojej sukienki wpasowała
- 8:37:25się w panujący tu klimat, a dyskretne
- 8:37:28srebrne drobinki w materiale przywodziły
- 8:37:30na myśl nocne niebo nad Pensylwanią.
- 8:37:34Mama Eliasa tu jest. Zdziwiłam się, gdy
- 8:37:36zobaczyłam kobietę w złotej, lejącej
- 8:37:38sukni. Gruba kreska na powiece wyciągała
- 8:37:42jej oko, a liczna biżuteria, w tym
- 8:37:44bransoletka na bicepsie, przywodziła na
- 8:37:46myśl faraonkę. Kopertówka połyskiwała,
- 8:37:49gdy zaciskała na niej palce. Niby
- 8:37:52pasowała do otoczenia, a jednak błądziła
- 8:37:54po sali niepewnym spojrzeniem. Myślałam,
- 8:37:56że mieszka w Montrealu.
- 8:37:58Wujek Will podał mi pucharek, do którego
- 8:38:01właśnie nalał bezalkoholowego pączu. Po
- 8:38:04przesłuchaniu nikt nie pozwolił jej
- 8:38:06wrócić do Montrealu. Wyjaśnił. Trzymaj.
- 8:38:10Dzięki wujku. Spojrzałam na różowy
- 8:38:12napój, lecz jeszcze się nie napiłam.
- 8:38:14Czyli zmusiliście ją, żeby co? Została w
- 8:38:17okolicy? Tylko do czasu zamknięcia
- 8:38:19sprawy porwania, czyli złapania dziada.
- 8:38:22Dodał wujek Shan. stanął obok z jedną
- 8:38:25dłonią w kieszeni. Z jego pucharka bił
- 8:38:28słodki, zdradziecki zapach alkoholu.
- 8:38:30Współpracuje? Zapytałam.
- 8:38:33Z oporami! Przyznał wujek Will, mrużąc
- 8:38:36błękitne oczy, które patrzyły w jej
- 8:38:38stronę. Ale idzie łatwiej odkąd jej syn
- 8:38:41trafił do szpitala. Stwierdził luźno
- 8:38:43wujek Shane. Teraz nawet nie trzeba jej
- 8:38:45pilnować, to znaczy nie ma potrzeby, ale
- 8:38:47wiadomo, że i tak ktoś się za nią
- 8:38:49plącze.
- 8:38:51Wujek Dylan skinął głową. siedzi w
- 8:38:53Pensylwanii z własnej woli, bo chce być
- 8:38:55blisko tego swojego małego Zjeba syna.
- 8:38:58Wyjaśnił wujek Will. Teraz powinna
- 8:39:01zrobić wszystko, by pomóc wam schwytać
- 8:39:03Stanislausa. Powiedziałam. To on
- 8:39:06skrzywdził jej dziecko. Shane upił Wick
- 8:39:08Drinka, uśmiechnął się i puścił mi
- 8:39:11oczko. Właśnie dlatego tu jest. Liczymy,
- 8:39:14że zwróci na siebie uwagę Stanislausa.
- 8:39:16Dorzucił wujek Will. jak wpłaci
- 8:39:20wykurwistą sumę na cele charytatywne
- 8:39:22wyjaśnił wujek Dylan a my to nagłośnimy.
- 8:39:25Ile zainteresowałam się dużo. Mruknął
- 8:39:29Shane. W dużo doprecyzował Dylan.
- 8:39:32Abstrakcyjnie dużo. Uściślił Will.
- 8:39:36Romily udzieli wywiadu, w którym poprze
- 8:39:38naszą rodzinę. Organizacja zadba, by
- 8:39:41nagranie rozmowy zalało media
- 8:39:43społecznościowe.
- 8:39:44Nadmuchamy sprawy także Stanislaus na
- 8:39:47pewno to zobaczy.
- 8:39:48Skąd pewność, że się odezwie? Zapytałam.
- 8:39:52Nie ma jej. Uciął wujek Dylan,
- 8:39:54wzruszając ramionami i wrzucając do ust
- 8:39:56krwisto-czerwoną, karmelizowaną wiśnię.
- 8:39:59Liczymy na sentyment. Dodał wujek Will.
- 8:40:02Romil nie ma jak się z nim skontaktować.
- 8:40:05Sam odciął jej wszystkie drogi. Zrobił
- 8:40:07to, bo wie, że ona jest jego słabością,
- 8:40:09a my użyjemy jej, by inaczej do niego
- 8:40:11dotrzeć. A poza tym staruch jest łasy na
- 8:40:15kasę, więc dodatkowo się wścieknie, że
- 8:40:17jego była wydaje krocie. Zarechotał
- 8:40:19wujek Dylan. I to jeszcze na fundację
- 8:40:22rodziny, której nienawidzi. Może
- 8:40:24zadziała, może nie. Wujek Sze wzruszył
- 8:40:27ramionami. Czy fundacja dostanie te
- 8:40:29pieniądze, nawet jeśli plan się nie
- 8:40:31powiedzie? Upewniłam się. Wujek Will
- 8:40:34uśmiechnął się łagodnie, doceniając moje
- 8:40:36pytanie. Tak, oczywiście. Skinął. Hailey
- 8:40:39nie odpuściłaby takiej okazji. Dylan i
- 8:40:42Shane parsknęli.
- 8:40:44To Vince Zabuli. Najdroższa reklama w
- 8:40:47mediach, jaką zasponsoruje.
- 8:40:49Dobrze. Szepnęłam.
- 8:40:51Lindy. Tata pojawił się jakby
- 8:40:53przywołany. W czarnym garniturze
- 8:40:55wyglądał tak perfekcyjnie, że niemal
- 8:40:57stanęłam na baczność. Podejdź proszę.
- 8:41:00Wypada, żebyś przywitała się z Romili.
- 8:41:03Przygryzłam wargę. Jesteście pewni, że
- 8:41:05chce mnie widzieć? To nieistotne, czego
- 8:41:08ona chce. Odparł chłodno tata. Dłoń
- 8:41:11wujka Willa musnęła moją łopatkę.
- 8:41:14Najważniejsze, by cię zobaczyła i
- 8:41:16pamiętała, po co tu jest wyjaśnił.
- 8:41:19Skinęłam głową. Dygnęłam przed wujkami
- 8:41:22niczym księżniczka, po czym posłusznie
- 8:41:24wzięłam tatę pod ramię. Pozwoliłam mu
- 8:41:26się doprowadzić do kobiety. Jej oczy
- 8:41:28rozszerzyły się lekko na mój widok.
- 8:41:31Dobry wieczór! Powiedziałam tonem
- 8:41:32przykładnej panienki. Dziękuję, że pani
- 8:41:35przyszła. Spojrzała na mojego ojca,
- 8:41:38węsząc podstęp. Jego kamienna twarz nie
- 8:41:41zdradzała żadnych emocji i tylko ciemno
- 8:41:44umalowane usta wykrzywiły się w napiętym
- 8:41:46uśmiechu. Robię to dla mojego syna.
- 8:41:49Wyszeptała. W imieniu rodziny, a
- 8:41:51zwłaszcza siostry odezwał się oficjalnie
- 8:41:54tata, dziękuję za planowaną szczodrą
- 8:41:56wpłatę.
- 8:41:58Romil przyjęła te słowa cierpko. Z
- 8:42:00przesadną wyniosłością skinęła głową.
- 8:42:03Przyjemność po mojej stronie, panie
- 8:42:05Monet. Tata nie potrzebował niczego
- 8:42:07więcej. Odszedł, ciągle trzymając mnie
- 8:42:10przy boku. Moja sukienka układała się
- 8:42:13zgrabnie, z każdym krokiem. Na plecach
- 8:42:15czułam wzrok Romily, a kiedy odruchowo
- 8:42:18się odwróciłam, przyłapałam ją na
- 8:42:20świdrowaniu wzrokiem mojej dłoni. Na tle
- 8:42:23czarnej rękawiczki na kciuku wyróżniała
- 8:42:25się srebrna obrączka. Rozpoznała ją.
- 8:42:28Natychmiast uwiesiłam się oburącz na
- 8:42:30ramieniu taty, zabierając pierścionek z
- 8:42:32jej pola widzenia. Bawiłam się nim
- 8:42:34dyskretnie, gdy ojciec poszedł witać się
- 8:42:36z ważnymi, choć w większości nudnymi
- 8:42:39gośćmi. Zabrałem palce od biżuterii,
- 8:42:42kiedy niespodziewanie przed moją twarzą
- 8:42:44wyrosła znajoma, wytatuowana ręka. Nie
- 8:42:46waż się odmówić. Ostrzegł wujek Tony. W
- 8:42:50jego błękitnych oczach błyszczała
- 8:42:51nieugiętość.
- 8:42:53Niepewnie przygryzając dolną wargę,
- 8:42:55pozwoliłam poprowadzić się na parkiet.
- 8:42:57Na fałdach sukienki zaciskałam mocno
- 8:42:59pięść.
- 8:43:01Tylko się pobujajmy! Zastrzegłam. Taniec
- 8:43:04był wolny, idealny do bezpiecznego
- 8:43:06kołysania się. Położyłam skroń na piersi
- 8:43:09wujka. W jego objęciach czułam się
- 8:43:11pewnie, nawet gdy w tłumie mignęła mi
- 8:43:14Romily. Wtedy dłoń, która spoczywała na
- 8:43:16karku wujka Tonyego, te z obrączką
- 8:43:18Eliasa, dyskretnie przykryłam drugą.
- 8:43:21Zamknęłam oczy, by choć na chwilę poczuć
- 8:43:24się dobrze. Grana przez orkiestrę
- 8:43:26melodia koiła mnie z każdą chwilą coraz
- 8:43:28bardziej. Byłam w swoim naturalnym
- 8:43:31środowisku, na parkiecie. Stopy zwykle
- 8:43:34same wiedziały, dokąd mnie ponieść.
- 8:43:36Wyleczone po porwaniu właśnie
- 8:43:38odzyskiwały dawną sprawność. Z głębokim
- 8:43:41westchnieniem chłonęłam ostry,
- 8:43:42intensywny zapach wujka Tonego. Inny niż
- 8:43:46woń Eliasa. Grejpfrut, mięta.
- 8:43:50Poczułam to właśnie teraz. Rozejrzałam
- 8:43:52się, czy ktoś nie minął mnie z jakimś
- 8:43:54aromatyzowanym drinkiem. Bo skąd ten
- 8:43:56grejpfrut? Zdekoncentrowałam się tak
- 8:43:59bardzo, że nadepnęłam na B wujka Tonego.
- 8:44:02Och, zawołałam. Przepraszam,
- 8:44:04przepraszam.
- 8:44:06Zalała mnie fala wstydu. Co za
- 8:44:08upokorzenie. Tancerka od siedmiu
- 8:44:10boleści. Jakby ktoś podstawił mi pod
- 8:44:13stopy laskę. Takie wpadki przecież mi
- 8:44:15się nie zdarzały. Na tym etapie
- 8:44:17profesjonalizmu nie mogły. Zachciało mi
- 8:44:20się płakać, a do tego ten cholerny
- 8:44:22grejpfrut. Coś ścisnęło mnie w sercu.
- 8:44:25Moje ręce, którymi oplatałam szyję
- 8:44:27wujka, nagle stały się ciężkie i zwisły
- 8:44:29jak łańcuchy. On wyczuł tę zmianę i
- 8:44:32zerknął na mnie kontrolnie. Muszę do
- 8:44:34łazienki. Wyszeptałam zdławionym głosem.
- 8:44:37Wujek widział, że coś jest nie tak. Nie
- 8:44:39zatrzymał mnie, ale też nie puścił.
- 8:44:41chwycił za rękę jak dziecko, którym
- 8:44:43wciąż dla niego byłam i wyprowadził z
- 8:44:45parkietu.
- 8:44:47Pospiesznie podążałam za nim. Moje botki
- 8:44:49stukały o drewnianą posadzkę, co
- 8:44:51zagłuszała głośna muzyka. Tony
- 8:44:54doprowadził mnie aż do głównego holu pod
- 8:44:56same drzwi. Nawet nacisnął za mnie
- 8:44:58klamkę.
- 8:44:59Poczekam. Powiedział tonem jednocześnie
- 8:45:01wspierającym i ostrzegawczym, żebym
- 8:45:04niczego nie kombinowała. Starałam się
- 8:45:06zachować twarz, lecz już w kabinie
- 8:45:08musiałam przykładać rękawiczki do oczu.
- 8:45:11Zamsz wchłaniał łzy, potem przerzuciłam
- 8:45:14się na papier. W łazience pachniało
- 8:45:16cynamonem i choinką. Zimowo-świąteczna
- 8:45:19woń. Żadnych grejpfrutów, żadnych do
- 8:45:22cholery.
- 8:45:24Powoli dochodziłam do siebie. Nie
- 8:45:26liczyłam, ile czasu siedziałam w
- 8:45:27łazience. dużo. Kobiety wchodziły i
- 8:45:30wychodziły. Rwałam kolejne pasy papieru,
- 8:45:33układałam fałtki na sukience. Wreszcie
- 8:45:36wzięłam głęboki ostatni wdech.
- 8:45:39Przed wyjściem rzuciłam na siebie
- 8:45:41ostatnie spojrzenie w lustrze. Twarz
- 8:45:43wyglądała przyzwoicie, a jedynym śladem
- 8:45:46po płaczu były lekko lśniące oczy.
- 8:45:48Wróciłam do holu. Wujek Tony czekał
- 8:45:50cierpliwie pod drzwiami. Nie ruszył się
- 8:45:53nawet o krok. Lepiej? Zapytał ostrożnie.
- 8:45:57Pokiwałam głową, spokojnie znosząc jego
- 8:46:00taksujące spojrzenie. Jednak ledwie jego
- 8:46:03białe oczy przesunęły się po mojej
- 8:46:04twarzy, skierowały ku wejściu. Coś
- 8:46:07odciągnęło jego uwagę. I ja
- 8:46:10zainteresowałam się mężczyzną w
- 8:46:12rozpiętym granatowym płaszczu, który
- 8:46:14zirytowany wymachiwał ręką. Wymagająco
- 8:46:17spierał się z ochroniarzami, którzy
- 8:46:19coraz bardziej stanowczo marszczyli
- 8:46:21brwi. Wujek Tony odruchowo ustawił się
- 8:46:24tak, by mnie zasłonić.
- 8:46:26To ten pan powiedziałam z przejęciem.
- 8:46:29Cicho bądź syknął wujek, ale było za
- 8:46:31późno. Blondwłosy mężczyzna uspokoił się
- 8:46:34na moment i wyprostował. Na jego twarzy
- 8:46:37malowało się oburzenie. Czoło się
- 8:46:39zmarszczyło. Gładko zaczesane włosy
- 8:46:42lekko się rozwichrszyły. Był elegancki,
- 8:46:45lecz nie w tak naturalny sposób jak
- 8:46:46bracia Monet. U niego styl był raczej
- 8:46:49wyuczony. Rozpoznałam go dopiero po
- 8:46:51chwili. Bez szpitalnych scrapsów
- 8:46:54prezentował się z goła inaczej.
- 8:46:56Ochroniarze widząc, że w pobliżu stoi
- 8:46:58panienka monet, natychmiast się
- 8:47:00usztywnili. Jeden szykował się do
- 8:47:02wyjęcia broni, drugi odchrząknął, by
- 8:47:04dodać głosowi stanowczości.
- 8:47:07Znam organizatorkę tej imprezy. Oznajmił
- 8:47:09lekarz. Może rzeczywiście uciekł z
- 8:47:12oddziału psychiatrycznego.
- 8:47:14Ścisnęłam rękaw wujka i wychyliłam się
- 8:47:16zza jego ramienia. Jak się nazywa?
- 8:47:18Zawołałam, żeby usłyszał. Ciągle
- 8:47:21wyprostowany patrzył tylko na wujka.
- 8:47:23Mrużył oczy. Szalik miał niezwiązany,
- 8:47:26jedynie schludnie zarzucony na ramiona,
- 8:47:28odrzekł pewnym głosem: Hailey Monet.
- 8:47:32Wujek milczał.
- 8:47:34Nie tak brzmi jej pełne nazwisko.
- 8:47:36Zauważyłam unosząc brwi. Nieznajomy
- 8:47:38nadal mnie ignorował. Uparcie wpatrywał
- 8:47:41się w wujka, kiedy przez zaciśnięte zęby
- 8:47:43wycedził. Hailey Monet Santan. Wujek
- 8:47:47Tony wciąż nie reagował. Jeśli
- 8:47:49rzeczywiście ją pan zna, może się pan z
- 8:47:51nią skontaktować. Podsunęłam.
- 8:47:54odpowiedział z opóźnieniem prawie
- 8:47:55niechętnie. Nie mam takiej możliwości.
- 8:47:58No to lipa, bo impreza jest z listą
- 8:48:00gości. Wtrącił jeden z ochroniarzy. Chcę
- 8:48:03tylko porozmawiać.
- 8:48:05Nie ma takiej możliwości. Odparł drugi.
- 8:48:07Nie dzisiaj.
- 8:48:09Lekarz denerwował się coraz bardziej.
- 8:48:12Tony, znasz mnie. Powiedz, żeby mnie
- 8:48:13wpuścili. Wujek milczał. Jego chłodna
- 8:48:16twarz mówiła jasno: "Nikt nie wejdzie".
- 8:48:20Mocniej pociągnęłam go za rękaw. "Kto
- 8:48:22to?" szepnęłam. Nikt. Warknął i lekko
- 8:48:25popchnął mnie w głąb holu. Idź. Zaparłam
- 8:48:28się. Moja sukienka zaplątała się przy
- 8:48:30kostkach. Poczekaj, chcę wiedzieć.
- 8:48:34Posłał mi spojrzenie, z którym nie dało
- 8:48:36się dyskutować. Idź. Powtórzył i jeszcze
- 8:48:38zagroził. Powiem ojcu, że znowu się nie
- 8:48:40słuchasz.
- 8:48:42Żachnęłam się, ale nie zaprotestowałam.
- 8:48:44Stąpałam po cienkim lodzie. A ty
- 8:48:47wypierdalaj. rzucił tony do
- 8:48:48nieznajomego. Ochroniarze wyprężyli się
- 8:48:51niczym rycerze na krucjacie.
- 8:48:53Doktor się cofnął. Powoli przyjmował
- 8:48:56odmowę. Zrobił jeszcze krok w tył. Końce
- 8:48:59szalika się zakołysały. Potarł
- 8:49:01podbródek, jakby rozważał kolejny ruch.
- 8:49:04Blokujesz przejazd. Upomniał go jeden z
- 8:49:06ochroniarzy. Jego biały Mercedes stał
- 8:49:09nieopodal. Doktor spojrzał w tamtą
- 8:49:11stronę, jakby bił się z myślami.
- 8:49:13Zmarszczyłam brwi. Ewidentnie coś knół.
- 8:49:17Drgnęłam, gdy na moim karku zacisnęła
- 8:49:19się dłoń. Hej! [parsknięcie] Zawołałam
- 8:49:21do wujka z kulona. Nie jestem jakimś
- 8:49:23zbirem z więzienia. Idź, wujku.
- 8:49:27Zaprotestowałam. Moja sukienka
- 8:49:29zafalowała, a obcas stuknął głośniej,
- 8:49:32gdy wysunęłam się z uścisku. Odwróciłam
- 8:49:34się akurat w chwili, gdy lekarz nachylał
- 8:49:37się do tylnych drzwi Mercedesa, żeby
- 8:49:39wyciągnąć coś ze środka. Stężałam.
- 8:49:42Wujek Tony podążył wzrokiem za moim
- 8:49:44spojrzeniem i natychmiast odepchnął mnie
- 8:49:46do tyłu. Tym razem nie próbował być
- 8:49:48delikatny, tylko szybki i skuteczny.
- 8:49:51Wyciągnął z zapaska pistolet. Jeden z
- 8:49:53ochroniarzy już celował ze swojej broni
- 8:49:55w nieznajomego. A nieznajomy wyprostował
- 8:49:58się, zamachnął i cisnął w nas
- 8:50:00przedmiotem, który trzymał w ręku. Ciap.
- 8:50:04Co jest ciap? Co? Jeden z ochroniarzy
- 8:50:08uskoczył. Na znaku witającym gości
- 8:50:10roztrzaskało się jajko. Drugi ochroniarz
- 8:50:13trzymał nieznajomego na muszce, ale nie
- 8:50:15strzelał, obserwując uniesionymi
- 8:50:17brwiami, jak nieproszony gość obrzuca
- 8:50:19wejście do budynku jajkami. Rozchyliłam
- 8:50:22usta. Wujek Tony zamarł. Precz z
- 8:50:25monetowską propagandą! Ryknął
- 8:50:27nieznajomy. Co? Wymknęło mi się. Ciap.
- 8:50:31Skorupki pękały z charakterystycznym
- 8:50:33trzaskiem. Białko mieszało się z
- 8:50:35żółtkiem. Z jednej strony bale
- 8:50:38charytatywne, a z drugiej młody chłopak
- 8:50:40w szpitalu. Ciap. Dość te. Ach. Jeden z
- 8:50:44ochroniarzy oberwał jajkiem w ramię.
- 8:50:47Mężczyźni nie otworzyli rzecz jasna
- 8:50:49ognia. Zamarli niepewni co robić. Ten
- 8:50:53trafiony strzepnął glutowatą maś z
- 8:50:55garnituru i ruszył na lekarza. Wujek
- 8:50:58Tony był tak zszokowany, że nie wydał
- 8:51:00rozkazu. "Trzeba poinformować panią
- 8:51:02Monet." pisnął pracownik recepcji, kuląc
- 8:51:05się za ladą z identyfikatorami.
- 8:51:07Nie! Warknął wujek Tony, wskazując na
- 8:51:10niego palcem. Nie! Ciap! To było
- 8:51:13ostatnie jajko. Ochroniarz dopadł do
- 8:51:16lekarza i wykręcił mu ręce. Pudełko
- 8:51:18upadło, a reszta jaj rozbiła się na
- 8:51:20śniegu. Ochroniarz krzyczał mu prosto do
- 8:51:23ucha, gdy wujek Tony próbował mnie
- 8:51:25odciągnąć.
- 8:51:27Już, Lindsy. Burknął. Nie ma tu nic
- 8:51:29więcej do oglądania. Nie zgadzałam się,
- 8:51:32lecz mój opór łatwo było zignorować.
- 8:51:34Pewnie Tony zaciągnąłby mnie z powrotem
- 8:51:36na salę, gdyby właśnie nie wyszła z niej
- 8:51:38ciocia Hiley. To naprawdę wielka rzecz.
- 8:51:42Mówiła z przejęciem do Romily. Szła obok
- 8:51:44niej, nie dotykając, lecz trzymając dłoń
- 8:51:46tuż nad jej ramieniem, jakby z trudem
- 8:51:49się powstrzymywała. Przekonywała ją, że
- 8:51:51pomagając monetom, postępuje słusznie.
- 8:51:54To do cioci Haley pasowało. Za nimi
- 8:51:57kroczył elegancki wujek Adrien. Niby dla
- 8:52:00towarzystwa, a tak naprawdę jako
- 8:52:02dyskretna obstawa, bo nie ufał Romily.
- 8:52:05Ciocia! Zawołałam ściągając uwagę całej
- 8:52:07trójki. Jakiś pan rzuca jajkami. Tony
- 8:52:11przymknął powieki. Wujek Adrien uniósł
- 8:52:14brwi.
- 8:52:15Co takiego słońca? Zapytała
- 8:52:17zdezorientowana ciocia.
- 8:52:19jest tu przed wejściem i pokryta
- 8:52:22tatuażami dłoń Tonego zatkała mi usta.
- 8:52:25Cicho warknęł nikogo
- 8:52:29wydusiłam przez jego palce. Ciocia
- 8:52:31Hailey uśmiechnęła się sztucznie do
- 8:52:33Romile. Sekundkę. Uniosła swoją bordową
- 8:52:37klasyczną sukienkę i potruchtała w naszą
- 8:52:39stronę. Wujek Adrien ruszył za nią bez
- 8:52:42wahania. Dłoń Tonego ześlizgnęła się z
- 8:52:44moich ust. Obrzucił mnie poirytowanym
- 8:52:47spojrzeniem. Odpowiedziałam tym samym.
- 8:52:49Och, ciocia Heiley zamarła, a wujek
- 8:52:53Adrien zatrzymał się za nią. Lekarz
- 8:52:55przestał się szamotać. Ochroniarz czekał
- 8:52:58na instrukcję. Wyrzucić intruza, a może
- 8:53:00skręcić mu kark? Obie opcje mu
- 8:53:02odpowiadały.
- 8:53:04Lio. Ciocia z wyraźnym wysiłkiem
- 8:53:07przełknęła ślinę. Lio, Hardy.
- 8:53:10Wyszła na dwór, stukając obcasami na
- 8:53:13odśnieżonym chodniku. Gdy nadepnęła na
- 8:53:16skorupkę jednego z roztrzaskanych jajek,
- 8:53:18spojrzała pod nogi, żeby sprawdzić, co
- 8:53:20to. Zamrugała. Skąd masz jajka? To jest
- 8:53:24twoje pierwsze pytanie? Zirytował się
- 8:53:27wujek Adrien, który szedł za żoną. Chyba
- 8:53:30nigdy nie widziałam, by wwiercał w kogoś
- 8:53:32tak mordercze spojrzenie, jak teraz w
- 8:53:34nieznajomego.
- 8:53:37To znaczy, co ty tu robisz?
- 8:53:39Zreflektowała się ciocia. Lekarz zagapił
- 8:53:42się na nią i przez chwilę poruszał
- 8:53:44ustami, niezdolny wydobyć słowa. Dopiero
- 8:53:46gdy wujek Adrien zrobił w jego stronę
- 8:53:48długi zniecierpliwiony krok, zmotywował
- 8:53:51go do wydobycia z siebie głosu.
- 8:53:53Przyszedłem porozmawiać.
- 8:53:56Poruszył się nerwowo, przyszelony do
- 8:53:58maski swojego auta. Możesz? Puść go!
- 8:54:01Rozkazała ostro i zdecydowanie ciocia.
- 8:54:04Wujek Adrien z trudem powstrzymywał się
- 8:54:06od sprzeciwu.
- 8:54:08Oswobodzony mężczyzna się wyprostował.
- 8:54:10Wił szalik i płaszcz. Lio, to mój mąż
- 8:54:15Adrien. Ciocia odchrząknęła.
- 8:54:18Adrienie to jest pamiętam. Warknął
- 8:54:21grobowo wujek. Ciocia uśmiechnęła się
- 8:54:24nerwowo. Ja też pamiętam. Powiedział Leo
- 8:54:27z powagą. Klap.
- 8:54:30Ależ to było niezręczne. Ciocia Haley z
- 8:54:33przesadnym entuzjazmem klasnęła w
- 8:54:35dłonie. Echo odbiło się od ścian, tak
- 8:54:37jak wcześniej odbijały się od nich
- 8:54:39jajka. Świetnie. To świetnie, że wszyscy
- 8:54:41się pamiętamy. Oznajmiła, wodząc
- 8:54:44wzrokiem po twarzach obydwu mężczyzn.
- 8:54:46Uśmiechała się tak szeroko, że musiały
- 8:54:48ją od tego rozboleć policzki. Splotła
- 8:54:51sztywne palce.
- 8:54:53No to Lio, o co chodzi z tymi jajkami?
- 8:54:56Lio stał w lekkim rozkroku, trochę jak
- 8:54:58superbohater w płaszczu z dędającymi po
- 8:55:01bokach końcami szalika. Wyglądał, jakby
- 8:55:04sam nie wierzył we własny wybryk, ale
- 8:55:06powiedział zaskakująco pewnie:
- 8:55:08"Przyszedłem zbojkotować twój bal".
- 8:55:11Ciocia nadstawiła ucha z uprzejmym
- 8:55:13zainteresowaniem.
- 8:55:14Lio machnął nerwowo dłonią. To plan B.
- 8:55:18Jaki był? A rozmowa z tobą? Przecież
- 8:55:21rozmawiamy dopiero, gdy rzuciłem
- 8:55:23jajkami. Czy ty jesteś zdrowy na umyśle?
- 8:55:26Zirytował się wujek Adrien. Z moim
- 8:55:29umysłem wszystko w porządku. Dzięki za
- 8:55:31troskę. Odparł Lio chłodno. Nie troszczę
- 8:55:34się. Odparł wujek. Adrien syknęła
- 8:55:38ciocia. Ponownie przywołała na twarz
- 8:55:40uśmiech i zwróciła się do Lio. Wybacz,
- 8:55:42że trudno było się ze mną skontaktować.
- 8:55:45Wujek Adrien powstrzymał prychnięcie.
- 8:55:48Jego zdaniem trudności były bardzo na
- 8:55:50miejscu. Wciąż jesteś dobrze chroniona
- 8:55:53stwierdził Lio. Jak za dawnych lat.
- 8:55:56Oczywiście, że jest. Wtrącił wujek.
- 8:55:59Adrien, o co ci chodzi? Zdenerwowała się
- 8:56:01ciocia. Przestań.
- 8:56:04Młodą też tak chronicie? Lio wskazał
- 8:56:07mnie podbrókiem. Zamarłam. To córka
- 8:56:10Wincenta, prawda? Nieważne czyja.
- 8:56:13Warknął Tony. Lio uniósł brwi. Chyba nie
- 8:56:16twoja. cię to. Załóżmy, że Ly jest
- 8:56:21po prostu córką rodziny Monet.
- 8:56:24Zaznaczyła wyjątkowo twardo ciocia.
- 8:56:26Dlaczego o nią dopytujesz? Bo ty
- 8:56:29dorosłaś. Ale wygląda na to, że schemat
- 8:56:31w rodzinie monet pozostał ten sam, co?
- 8:56:34Ciocia marszczyła brwi, próbując
- 8:56:36zrozumieć. O jakim schemacie mówisz.
- 8:56:39Zatłuczmy każdego, kto odezwie się do
- 8:56:41naszej córki lub siostry. Lio sapnęła z
- 8:56:45oburzeniem ciocia. Nikt nikogo nie
- 8:56:47tłucze przecież na lorda. Na intensywną
- 8:56:50terapię trafił pobity chłopak. Najpierw
- 8:56:53nieprzytomny, potem ledwo kontaktował.
- 8:56:55Leo zrobił krok. Długo nie wiedział
- 8:56:58nawet jak się nazywa. Aż tu nagle widzę
- 8:57:01jak odwiedza go ta młoda i to w
- 8:57:03towarzystwie tego gbura. Skinął na wujka
- 8:57:05Tonego przelotnie i bez sympatii. Kiedyś
- 8:57:09nie potrafiłem się temu przeciwstawić.
- 8:57:11Gdzieś mówię takim praktykom stanowcze
- 8:57:13nie. Ciocię zamurowało.
- 8:57:16Ale no co ty li? Twoi bracia zapewne, bo
- 8:57:21kto inny pobili go, bo śmiał zwrócić
- 8:57:23uwagę na waszą, jak ty to tam ładnie
- 8:57:25nazwałaś. córkę rodziny. Rozłożył
- 8:57:28dłonie. Powiedzcie, co z nim nie tak?
- 8:57:32Pali papierosy czy jego rodzice wiszą
- 8:57:34wam pieniądze? Ciocia Heiley się
- 8:57:37skrzywiła. Ja mrugałam z
- 8:57:38niedowierzaniem. Zaraz słucham. Kolczyki
- 8:57:42Romili zabujały się, gdy nadstawiła
- 8:57:44uszu. To wy ukartowaliście to?
- 8:57:48Stała obok i uważnie słuchała. Jej gniew
- 8:57:51narastał. Zanim ktokolwiek załapał jej
- 8:57:54tok myślenia, było za późno, by
- 8:57:56wyprowadzić ją z błędu. Pobiliście moje
- 8:57:59dziecko? Najbardziej przerażoną minę
- 8:58:02miała Hiley. Jeszcze przed chwilą
- 8:58:04rozmawiała z Romily. Na ważny temat
- 8:58:06pojawiła się między nimi odrobina
- 8:58:08zaufania, które właśnie legło w gruzach.
- 8:58:11Oczywiście, że nie, Romile. Zaczął wujek
- 8:58:14Adlien spokojnie, ale wyglądała jakby
- 8:58:17nic do niej nie docierało.
- 8:58:19A więc pani jest matką. Leo skłonił
- 8:58:22głowę z powagą. Nawet nie pytam, po co
- 8:58:24moneci panią tu ściągnęli.
- 8:58:27Bo próbują zwalić wszystko na
- 8:58:28Stanislausa. Wyszeptała Romile.
- 8:58:32Lio zacisnął usta. Obarczanie winą
- 8:58:35innych to typowa zagrywka rodziny monet.
- 8:58:37Stwierdził. Przymknij mordę. Warknął na
- 8:58:41niego wujek Tony znad mojego ucha. Pan
- 8:58:43jest lekarzem mojego syna. Romili
- 8:58:46ruszyła w kierunku Lio. Jej oczy były
- 8:58:48roziskrzone gniewem i nadzieją.
- 8:58:51Leo Hardy przedstawił się przykładając
- 8:58:53dłoń do piersi. Opiekuje się pani synem.
- 8:58:57Romili zawołała rozpaczliwie Hailey.
- 8:59:00Pomyśl, przecież rozmawiałaś z synem.
- 8:59:02Sam przyznał, że to wina Stanislausa.
- 8:59:05Ten osobnik, wujek Adrien, zerknął na
- 8:59:08Leo z pogardą. Nie wie nic o naszej
- 8:59:11sprawie, Romili. To lekarz. Warknęła.
- 8:59:14Doktor Zjeb. prychnął pod nosem wujek
- 8:59:17Tony. Lio, naprawdę, naprawdę nie
- 8:59:20powinieneś się w to wtrącać, błagam.
- 8:59:22Westchnęła ze smutkiem ciocia Hiley.
- 8:59:25Chłopak jest zmasakrowany i nagle
- 8:59:27odwiedza go córka monetów rzucił z
- 8:59:29przejęciem Lio, wymachując dłońmi.
- 8:59:31Przecież ja znam twoją rodzinę, Hailey.
- 8:59:34To prawda. On się naprawdę zakochał w
- 8:59:36tej cholernej dziewczynie. Zrozpaczona,
- 8:59:39Romil najpierw patrzyła w chodnik, a
- 8:59:41chwilę potem uniosła spojrzenie na mnie.
- 8:59:44Teraz to ma sens.
- 8:59:45W jej ciemnych oczach zalśniła
- 8:59:47nienawiść. To jest wszystko o
- 8:59:50tobie. Wujek Adrien wyciągnął dłoń,
- 8:59:53jakby chciał zaprotestować.
- 8:59:55Hayile sapnęła z oburzeniem.
- 8:59:58Weź spierdalaj. Wujek Tony się skrzywił,
- 9:00:01robiąc kolejny krok do przodu, żeby mnie
- 9:00:03zasłonić. Romily, zostaw ją. Ona
- 9:00:06naprawdę zaczęła ciocia Hailey. Ale
- 9:00:08Romil weszła jej w słowo. Co ona ma na
- 9:00:11palcu? Ha?
- 9:00:14Całe towarzystwo spojrzało na moje
- 9:00:15dłonie w zamszowych rękawiczkach.
- 9:00:17Zamarłam na kciuku. Romili uśmiechnęła
- 9:00:21się cierpko. Pokaż dziewczynko. Nie
- 9:00:24poruszyłam się, ale nie musiałam. Na tle
- 9:00:27czarnej rękawiczki obrączka była
- 9:00:29widoczna jak nomen omen na dłoni. Wujek
- 9:00:33Adrien westchnął. Ciocia Hailey spuściła
- 9:00:35wzrok. Tylko ten cały Lio nie załapał o
- 9:00:38co chodzi. Ale w tym akurat nie było nic
- 9:00:40dziwnego. No co? Romil zaśmiała się
- 9:00:43ponuro. Nawet oddał ci swój drogocenny
- 9:00:46pierścionek, który jest stopem po
- 9:00:48sygnecie jego ojca. Jego ojca? Nigdy się
- 9:00:51z nim nie rozstawał. To najcenniejszy
- 9:00:53przedmiot, jaki posiadał. Nie do wiary.
- 9:00:56Pokręciła głową. Cholerna Lind Syim
- 9:00:59Monet.
- 9:01:01Romili zawołała Hayile zbulwersowana
- 9:01:03doborem słownictwa i to jeszcze pod
- 9:01:05adresem jej bratanicy. Wujek Tony wciąż
- 9:01:08mnie zasłaniał przed Romili, ale ona
- 9:01:10wcale nie miała zamiaru mnie atakować.
- 9:01:13Odwróciła się i szybkim krokiem odeszła.
- 9:01:15Romili, wracaj. Ciocia pobiegła za nią,
- 9:01:18depcząc rozbite skorupki, ale wujek
- 9:01:21Adrien ją zatrzymał. Zrobił dyskretny
- 9:01:23ruch. Nie ucieknie. Mruknął. Przytykałam
- 9:01:28dłoń do ust, starając się ukryć
- 9:01:30obrączkę. Tymczasem wujek Tony patrzył
- 9:01:32na lekarza. nie wierzę. No nie
- 9:01:34wierzę, że Leo Hardy się w to wjebał.
- 9:01:37Powtarzał. To jest chyba jakiś żart.
- 9:01:44Rozdział 21.
- 9:01:46Córka rodziny Monet.
- 9:01:50L+ C. Napis wyryty na korze drzewa na
- 9:01:53terenie rezydencji monetów
- 9:01:55zahipnotyzował mnie.
- 9:01:57Gapiłam się w literki, a chłodne
- 9:01:58powietrze szczypało mnie w nos. W
- 9:02:01ciepłych dresach i futerku wybrałam się
- 9:02:03na spacer. Nogi same mnie tu
- 9:02:05przyprowadziły. Rozkopaną ziemię wokół
- 9:02:07korzeni drzewa pokrywał śnieg. Nic nie
- 9:02:10znaleziono. Rysunek małej Lisi to jedyna
- 9:02:13rzecz, którą Elias tu schował. Ślad,
- 9:02:16jaki po nim został, to tylko ten
- 9:02:17niedbale wyżłobiony w pniu. Palce w
- 9:02:20rękawiczce mi drżały, gdy je zbliżałam
- 9:02:22do drzewa. Przejechałam nimi po
- 9:02:24chropowatej nawierzchni.
- 9:02:26Zimna, raniąca, nieprzyjemna.
- 9:02:29Zabrałam dłoń jak oparzona. Wokół moich
- 9:02:32ust uformował się mały obłok pary.
- 9:02:35Rozpłynął się w mroźnym powietrzu. Wokół
- 9:02:38cisza. Zrobiłam krok w tył. Rozejrzałam
- 9:02:41się. Wypatrzyłam go pod kupką śniegu,
- 9:02:44wyciągnęłam, potrząsnęłam nim.
- 9:02:46Przyjrzałam się ostrej końcówce. Patyk.
- 9:02:49Idealnie się nada. Wróciłam pod drzewo,
- 9:02:53zacisnęłam palce na gałązce i ze
- 9:02:55wzbierającą się wściekłością na widok
- 9:02:57literki C zaczęłam ją dźgać. Unosiłam
- 9:03:01rękę raz po raz, raniłam drzewo. Coraz
- 9:03:04trudniej było odczytać inicjał. Lindy,
- 9:03:08gałązka wylądowała w śniegu. Odwróciłam
- 9:03:10się z gwałtownym sapnięciem. Tata stał
- 9:03:13kawałek dalej. Ubrany jak na zimowy
- 9:03:15spacer, trzymał ręce w kieszeni i
- 9:03:17przypatrywał mi się uważnie. Nie musiał
- 9:03:20podchodzić, by wiedzieć, co wyprawiałam.
- 9:03:23Tata, w porządku? Skinęłam głową. Kiedy
- 9:03:27zamkniemy tę sprawę, każe ściąć to
- 9:03:29drzewo. Obiecał wyciągając do mnie dłoń.
- 9:03:32Przyjęłam to zaproszenie. Podeszłam do
- 9:03:34niego i przytuliłam się do jego boku.
- 9:03:36Nie trzeba ścinać drzewa. Ewentualnie
- 9:03:39wytniemy napis. I tak nic nie znaczy.
- 9:03:43Mruknęłam, starając się opanować
- 9:03:44rozemocjonowane drżenie ramion.
- 9:03:48Pozwalałam mu wyprowadzić się z leśnego
- 9:03:50gąszczu. Szliśmy ku tarasowej części
- 9:03:52ogrodu. Śnieg chrupał podeszwami. Słońce
- 9:03:55świeciło. Te miłe dodatki pomagały
- 9:03:58przetrwać niską temperaturę.
- 9:04:00Wyszłam tylko na spacer. Powiedziałam na
- 9:04:03swoją obronę. Chciałam ochłonąć po
- 9:04:05tańcu. Nie wiem dlaczego tam poszłam.
- 9:04:08Ćwiczyłaś? Zainteresował się tata.
- 9:04:10Trzeba było naprawdę dobrze go znać, by
- 9:04:12wychwycić zadowolenie w jego głosie. Tak
- 9:04:15jakby trochę. Pani Bela mi powiedziała,
- 9:04:18że mam sporo do nadrobienia.
- 9:04:20Uśmiechnęłam się blado, ale nie odebrała
- 9:04:22mi roli. Powieki taty groźnie się
- 9:04:24zwęziły. Jeśli spróbuję, natychmiast
- 9:04:27mnie poinformuj.
- 9:04:29Dzięki tatusiu. Odparłam słodko, a moje
- 9:04:31serce napęczniało i stało się lekkie,
- 9:04:33jak płatki śniegu tańczące nad naszymi
- 9:04:36głowami. Prawie jak na biegunie
- 9:04:38północnym. W tle cicho buczała
- 9:04:40odśnieżarka, która ostatnio pracowała
- 9:04:42niemal bez przerwy. Ogród monetów zalało
- 9:04:45śnieżne tsunami. Powietrze było rześkie,
- 9:04:48drzewa ciężkie od białych czap. W
- 9:04:50niektórych miejscach zaspy sięgały
- 9:04:52kolan. Tata, który był wyższy, kroczył w
- 9:04:55nich swobodniej. Nie idziesz do domu?
- 9:04:58Zapytałam, widząc, że nie zmierza do
- 9:05:00drzwi. Nie idziemy. Przekrzywiłam głowę.
- 9:05:03Co będziemy robić? Popatrzył na mnie z
- 9:05:06powagą. Lepić bałwana.
- 9:05:09Zamarłam. Jego długi płaszcz zupełnie
- 9:05:12nie nadawał się do zabaw w śniegu, lecz
- 9:05:14tata ignorował dyskomfort, jakby kreował
- 9:05:16w mojej pamięci scenę ojca superbohatera
- 9:05:19z peleryną sunącą po białym puchu.
- 9:05:22Najpierw uformułujemy korpus. Zarządził.
- 9:05:25Poprawił rękawiczki niczym chirurg przed
- 9:05:27zabiegiem. Parsknęłam. Nikt nie używa
- 9:05:30takich słów, gdy lepi bałwana. Ja
- 9:05:32owszem.
- 9:05:34Ciągle kuriozalnie sztywny, schylił się
- 9:05:36i zaczął zgarniać śnieg, by utworzyć
- 9:05:38kulę. Zbił go ciasno. Potem przetoczył
- 9:05:41kule po deskach tarasu. Zróbmy, żeby był
- 9:05:44wysoki jak ja. Zaproponowałam, zachęcona
- 9:05:47jego działaniem. Kula szybko rosła.
- 9:05:49Dołączyłam i toczyliśmy ją razem jak
- 9:05:51dawniej. Pierwsza, potem druga, złączyły
- 9:05:54się ze sobą, przez co nasz bałwan nie
- 9:05:56miał talii. Warstwy były masywne i
- 9:05:59bardziej kanciaste niż okrągłe. To jakiś
- 9:06:01byk na sterydach. Kącik ust taty drgnął.
- 9:06:05Spojrzał na taras, gdzie w drzwiach stał
- 9:06:07Miki i obserwował nas nie wiadomo jak
- 9:06:10długo. Ubierz się i przyjdź tutaj.
- 9:06:13Polecił mu tata. Micki przez chwilę
- 9:06:16rozważał propozycję, która propozycją
- 9:06:18wcale nie była, czerwieniąc się przy tym
- 9:06:21lekko. Lubił zgrywać dorosłego, a
- 9:06:24przecież zabawy w śniegu dorosłym nie
- 9:06:26przystoją. W końcu pokręcił głową.
- 9:06:28Dzięki, ale odpuszczę. Jest zimno i
- 9:06:31mokro.
- 9:06:32Jak można się było spodziewać, tata jego
- 9:06:35odmowy nie przyjął. Ubierzesz się
- 9:06:37natychmiast i tu przyjdziesz. Bez
- 9:06:39dyskusji. Rzucił lodowato. Michael
- 9:06:42wyprostował się jak strwę sterczał jak
- 9:06:44kołek, rozważając swoje opcje. Zaraz
- 9:06:47jednak cofnął się do środka, by po
- 9:06:50chwili pojawić się znowu. Tym razem w
- 9:06:52kurtce, szaliku i ku mojemu zdziwieniu
- 9:06:55czapce wciśniętej na ulizane włosy. Tata
- 9:06:58skinął z aprobatą.
- 9:07:00Lep. Przytknęłam szalik do ust, tłumiąc
- 9:07:03chichot. Miki szturchnął mnie
- 9:07:06dyskretnie, przechodząc obok. To
- 9:07:08bezsens. Mruknął. Zabawa dla dzieci.
- 9:07:12Tata złapał go lekko za kołnierz kurtki
- 9:07:14i przytrzymał, by spojrzeć mu w oczy.
- 9:07:17Nie było w tym agresji, za to śmiertelna
- 9:07:19powaga. Powiedział: "Ty jesteś
- 9:07:21dzieckiem, synu." Puścił go, a Miiki
- 9:07:24odsunął się szybko. On nawet nie ma
- 9:07:26kształtu bałwana. Burknął, wskazując
- 9:07:29naszą kulę.
- 9:07:30Nie musi mieć. Odparłam. Wykaż się
- 9:07:32własną inicjatywą i kreatywnością.
- 9:07:36Micki prychnął. Chyba nieumiejętnością
- 9:07:39rzeźbienia. Zamachnął się dłonią na tor
- 9:07:41z bałwana. O proszę, mamy tu
- 9:07:43profesjonalnego rzeźbiarza. Zadrwiłam.
- 9:07:46Chodzi o to, że powinien mieć talię, a
- 9:07:48ty z niego zrobiłaś jakiegoś kloca.
- 9:07:51Kloca to ty masz we łbie. Bałwan nie
- 9:07:53musi mieć talii. Chyba, że mamy ci tu
- 9:07:55ulepić twoją dziewczynę. Policzki
- 9:07:58Mickiego się zaróżowiły. Na pewno nie od
- 9:08:00zimna. Dość. Uciął ojciec. Natychmiast
- 9:08:04zamielkliśmy. Będziecie zwracać się do
- 9:08:07siebie używając zwrotów
- 9:08:08grzecznościowych. Oznajmił mierząc nas
- 9:08:11przeciągłym spojrzeniem. Nie życzę sobie
- 9:08:13słyszeć kłótni tylko szacunek.
- 9:08:16Wymieniliśmy z Miikim krzywe spojrzenie,
- 9:08:18ale podjęliśmy wyzwanie. Michael
- 9:08:20odchrząknął i zaczął pierwszy. Czy
- 9:08:23mogłabyś, droga siostro, wymodelować
- 9:08:25wcięcie w talii naszego bałwana? Proszę.
- 9:08:28Niemal się ukłonił. Przybrałam
- 9:08:30wyrozumiałą minę. Dotknęłam kurtki na
- 9:08:32wysokości serca i odparłam z kurtuazją.
- 9:08:35Wybacz drogi bracie, jednakże brak
- 9:08:37wcięcia to element mojej koncepcji
- 9:08:39artystycznej. Obawiam się więc, że
- 9:08:42napotykamy konflikt w tej materii.
- 9:08:45Niebywałe. Westchnęłam teatralnie. Cóż
- 9:08:47za pech. Rzuciliśmy tacie kontrolne
- 9:08:50spojrzenia. Na naszych twarzach pod
- 9:08:52maską powagi kryły się psotne ogniki.
- 9:08:54Tata je dostrzegł. Wiedział, że się
- 9:08:57zgrywamy, ale skinął głową zadowolony.
- 9:09:00Bardzo dobrze. Pochwalił nas. Ej, co wy
- 9:09:03tam kręcicie? Co to za śnieżny Goguś?
- 9:09:06Zawołał wujek Shan od drzwi tarasowych
- 9:09:09zirytowany, że dopiero się rozebrał, a
- 9:09:10już musi znów założyć buty.
- 9:09:13Bałwan, wujku. Odkrzyknęłam.
- 9:09:17Shane zmrużył oczy, rozglądając się z
- 9:09:19udawanym zaskoczeniem. Ale tu przecież
- 9:09:21nie ma Dylana. Roześmialiśmy się. Ciocia
- 9:09:25Dani szturchnęła go w ramię, a żart
- 9:09:27przywołał wilka z lasu, bo ho! ryknął
- 9:09:30niestety nie święty Mikołaj, lecz nasz
- 9:09:32absolutnie nieświęty wujek Dylan, który
- 9:09:35wyłonił się zza budynku, ubrany w
- 9:09:37puchłówkę. Obok niego niczym dwa małe
- 9:09:40elfy, biegli jego synkowie. A co to za
- 9:09:43przyjemniak? Oho, goście zaczynali
- 9:09:45zjeżdżać się na niedzielny obiad.
- 9:09:48Bałwan! Odpowiedziałam. Dylan nachylił
- 9:09:51się i zgarnął wielką pecynę śniegu.
- 9:09:53Suchy. Ocenił. Trzeba mu zrobić bica.
- 9:09:57Michael zakrztusił się śmiechem, a nasi
- 9:09:59mali kuzyni uśmiechali się od ucha do
- 9:10:01ucha. I twarz. Ten bałwan nie ma twarzy.
- 9:10:04Przejął się Angel. Nie kumam. Wujek
- 9:10:07Shane udał zdezorientowanego.
- 9:10:10Przecież Dylan ma twarz krzywą. Co
- 9:10:12prawda, ale jełopie. Zawołał wujek Dylan
- 9:10:16i ruszył na brata, napinając mu skularne
- 9:10:18ramiona. Zaraz dostaniesz chlapaka na
- 9:10:20swój krzywy ryj i się skończy. chlapaka.
- 9:10:23Przetknęłam dłoń do ust, żeby zdusić
- 9:10:25chichot. Słownictwo na lorda. Upomniał
- 9:10:29ich ostro tata. Dylan, stoisz przy
- 9:10:32dzieciach. Nie uczłów jak chlapak.
- 9:10:35Westchnęła ciocia Martina, zakładając
- 9:10:37ramiona na piersi i wcale nie planując
- 9:10:39wychodzić na śnieg. Jemu potrzebny jest
- 9:10:42nos. Zarządził niewzruszony Angel. Z
- 9:10:45czego robimy nos? Dopytywał Gabriel.
- 9:10:48Shane, ty przestań jęczeć i przydaj się
- 9:10:50na coś. Przynieś nam marchewkę! Zawołał
- 9:10:53Dylan. Tylko nie zeżryj jej po drodze.
- 9:10:57A oczy
- 9:10:58zwabiona hałasem nie weszła do
- 9:11:00rezydencji frontowymi drzwiami, tylko
- 9:11:02tak jak wujek Dylan obeszła dom i teraz
- 9:11:04przechylała głowę oceniając naszego
- 9:11:06bałwana. Za nią z Lotti na rękach
- 9:11:09podążał wujek Adrien. Oczy są ważne.
- 9:11:13Fajnie gdyby błyszczały. No i już będą
- 9:11:16oczy. Wtrąciła się ciocia Martina. W
- 9:11:18kapciach i bez kurtki przetruchtała
- 9:11:20krótki odcinek dzielący dom od naszego
- 9:11:22bałwana. Zdjęła z uszu swoje wielkie
- 9:11:25rubiny warte niebotyczną kwotę, bo jej
- 9:11:28rubiny były prawdziwe.
- 9:11:30Pomyślałam o Eliasie i ścisnęło mnie w
- 9:11:32żołądku. Zbyt melancholijnie zapatrzyłam
- 9:11:35się na błyskotki, które trzymała w
- 9:11:37dłoni. Tata to dostrzegł, ale nic nie
- 9:11:40powiedział.
- 9:11:41Presiosa to był prezent. Westchnął wujek
- 9:11:44Dylan, patrząc, jak jego żona wciska
- 9:11:47drogie kolczyki w śnieżną twarz bałwana.
- 9:11:49Lśniły krwistą czerwienią, przerażające,
- 9:11:52ale i autentyczne. Szczery dowód
- 9:11:54miłości.
- 9:11:56Wujek Dylan nie komentował więcej
- 9:11:57decyzji swojej żony, za to jego donośny
- 9:12:00głos rozległ się, gdy wujek Szej wrócił
- 9:12:02z kuchni. Co to jest? Tony zaśmiał
- 9:12:06się głośno i krótko. Zmaterializował się
- 9:12:09wśród nas nie wiadomo skąd. Nie ma
- 9:12:11marchewek. Kucharka twierdzi, że
- 9:12:13wszystkie są w sosie do pieczeni. Wujek
- 9:12:15Shane obojętnie wzruszył ramionami.
- 9:12:18Dała mi to. Zamachał podłużnym warzywem.
- 9:12:21Lotti wyciągnęła po nie rączkę, a wujek
- 9:12:24Adrien parsknął. Czy to pietruszka?
- 9:12:26Ciocia zmrużyła oczy. Pasuje nawet
- 9:12:29bardziej niż marchewka, bo wiecie, jest
- 9:12:31jasna i w ogóle. Prawie w kolorze
- 9:12:33śniegu. Pietruszka tańczyła w powietrzu,
- 9:12:36gdy wujek Shane wymachiwał nią jak Harry
- 9:12:38Potter różdzką. Tak czy nie?
- 9:12:41To może i ja się dorzucę. Wujek Will też
- 9:12:44przyszedł od frontu. Śnieg skrzypiał pod
- 9:12:47jego spokojnymi, pewnymi krokami.
- 9:12:49Podszedł do bałwana i zdjął z głowy swój
- 9:12:51stylowy czarny beret. Żeby ci tylko
- 9:12:54teraz nie zmarzła ta przyzwyczajona do
- 9:12:56floryckiego słońca główka. Zaokał Dylan.
- 9:12:59Will trzepnął go czapką w ramię mocno i
- 9:13:02niespodziewanie, po czym starannie
- 9:13:03umieścił Beret na głowie bałwana. No to
- 9:13:06teraz jeszcze przydałoby się go w coś
- 9:13:08ubrać. zauważyłam stojąc u boku wujka
- 9:13:11Willa. Wszyscy na chwilę zamilkli,
- 9:13:13główkując, aż wreszcie tata westchnął.
- 9:13:15Dobrze zatem. Zdjął z ramion swój długi
- 9:13:18płaszcz i okrył nim bałwana, który
- 9:13:20natychmiast awansował w bałwańskiej
- 9:13:22hierarchii społecznej. Tak elegancko
- 9:13:25prezentował się w okryciu Vincenta
- 9:13:26Moneta. Dystyngowany strój pasował mu do
- 9:13:29czerwonych rubinowych oczu. Mordo,
- 9:13:32podejdź no tu. Wujek Dylan zamachał w
- 9:13:35stronę lasu. Tak, ty, widzę cię. Widzę,
- 9:13:37że się tam merdasz. między drzewami. Nie
- 9:13:39jesteś taki tajny, jak ci się wydaje.
- 9:13:42Hono. Zza drzew niepewnie wychylił się
- 9:13:45jeden z ochroniarzy patrolujących teren
- 9:13:47posesji. Tak, panie Monet zapytał
- 9:13:50próbując zachować powagę i niewzruszony
- 9:13:52wyraz twarzy. Nerwowo zezował na tatę,
- 9:13:55by się upewnić, że ten nie ma nic
- 9:13:57przeciwko tej interakcji. Daj notę
- 9:13:59słuchawkę. Dylan pstryknął palcami.
- 9:14:02Ochroniarz docisnął swoją słuchawkę do
- 9:14:04ucha. Tak te wujek Dylan. skinął głową.
- 9:14:08Dawaj Noją. Teraz mężczyzna rzucił już
- 9:14:11otwarcie. Spojrzał na swojego
- 9:14:14pracodawcę. Tata ani drgnął, ale
- 9:14:16prawdopodobnie wykonał ledwie
- 9:14:18dostrzegalny ruch oczami, który
- 9:14:19sugerował, że tak może poświęcić
- 9:14:21służbowy sprzęt dla zachcianki wujka
- 9:14:23Dylana. Słuchawka została wciśnięta w
- 9:14:26bok głowy bałwana, tuż pod beretem wujka
- 9:14:28Willa, w miejsce, w którym człowiek
- 9:14:30miałby ucho. Wszyscy przechylaliśmy
- 9:14:32głowy, oceniając nasze dzieło jak obraz
- 9:14:34w galerii sztuki. Brakuje mu jeszcze
- 9:14:37ust, co nie? Mruknął wujek Tony. To może
- 9:14:40papieros? Zasugerował Micky. Zarobił za
- 9:14:43to kuksańca w bok od momentalnie
- 9:14:45zjeżdżonego wujka Dylana. Ja ci dam
- 9:14:47papierosa.
- 9:14:50Schowałam usta pod szalikiem i zaśmiałam
- 9:14:52się cicho. Ale pomysł spoko. Stwierdził
- 9:14:54wujek Shan. Tony, dawaj fajkę. Hej,
- 9:14:58ciocia Heiley zmarszczyła brwi. Przecież
- 9:15:00Tony rzucił palenie. Wszyscy wznieśli
- 9:15:03oczy ku niebu. Wujek Tony wyciągnął z
- 9:15:06kieszeni stolarowy banknot. Jego
- 9:15:08pierścionki błyszczały w słońcu, gdy
- 9:15:10elegancko zwijał go w rulon. Wbił go
- 9:15:12gdzieś pod pietruszkowym nosem.
- 9:15:15dowolony. Mruknął i się odsunął. Wygląda
- 9:15:18strasznie. Zachichłotałam. Wciąż
- 9:15:20zasłaniałam usta szalikiem. Trochę
- 9:15:22dlatego, że zimno szczypało mnie w
- 9:15:23policzki, a trochę po to, by nadal
- 9:15:25tłumić śmiech. Wujek Will mnie objął.
- 9:15:28Tony stał obok. Ciocia Heiley się
- 9:15:31uśmiechała. Może i strasznie, ale
- 9:15:33przynajmniej udało nam się rozśmieszyć
- 9:15:35Lisy, więc jak dla mnie misja wykonana.
- 9:15:38Wujek Shane mrugnął. Chciałam założyć
- 9:15:41kosmyk za ucho, ale przypomniałam sobie,
- 9:15:42że mam nauszniki, więc zostawiłam go
- 9:15:44sterczącego i uśmiechnęłam się
- 9:15:46nieśmiało. Wysiłek doceniony.
- 9:15:49Zapewniłam. To żaden wysiłek, młoda.
- 9:15:52Wujek Dylan pokręcił głową z powagą.
- 9:15:55Takie tam rodzinne aktywności. Wujek
- 9:15:57Shan mrugnął. Rodzinne aktywności?
- 9:16:00Parsknęłam. No jesteśmy rodziną. Tak czy
- 9:16:03nie?
- 9:16:04No mruknęłam przewracając oczami. Tak
- 9:16:07czy nie? Dopinał się odpowiedzi wujek
- 9:16:10Dylan, napinając ramiona, jakby szykował
- 9:16:12się do dania mi nauczki, gdybym
- 9:16:14zaprzeczyła. Więc absolutnie nie
- 9:16:16zaprzeczyłam.
- 9:16:18No tak. Wujek Will pocałował mnie w
- 9:16:20skroń i wyszeptał mi we włosy. Pamiętaj
- 9:16:23Ly, że trzymamy się razem. Tak czy nie?
- 9:16:26Powtórzył Dylan. Zaśmiałam się tym razem
- 9:16:29głośno. Szalik się zsunął. Tak, tak,
- 9:16:32wujku Dylanie. Tak. No właśnie. Shan
- 9:16:35kiwał głową. Jesteś Monet i elo. Tak czy
- 9:16:40przymknij się już westchnął wujek Tony,
- 9:16:42zwracając się do Dylana.
- 9:16:44Unosiły się nad rezydencją monetów i
- 9:16:46ginęły w otaczających nas lasach.
- 9:16:49Uśmiechałam się od ucha do ucha, czując
- 9:16:51się na maksa kochana i akceptowana, jak
- 9:16:54każdy z nas, kto należał do rodziny
- 9:16:56Monet. Aż w pewnej chwili napotkałam
- 9:16:58krwisto-ubinowe oczy bałwana. Były
- 9:17:01symbolem innej prawdziwej miłości,
- 9:17:03romantycznej, takiej, jakiej nie
- 9:17:05zaznałam. Dla mnie ta miłość okazała się
- 9:17:07złudna, nieszczera. Skłamałabym, gdybym
- 9:17:10powiedziała, że nie myślę o Eliasie
- 9:17:12Romero. Nie, nie. To imię było kolejnym
- 9:17:15kłamstwem. Myślałam o Kornelu Reterze, o
- 9:17:19tym drzewie z wyrytym L plus, teraz już
- 9:17:22pokiereszowanym C. Nadal tam było. Tata
- 9:17:26stał niedaleko bałwana w samym
- 9:17:28garniturze. Nie wiem czy zmarzł bez
- 9:17:30płaszcza. Wyglądał raczej jakby
- 9:17:32znajdował się w swoim naturalnym
- 9:17:34środowisku. Na mrozie.
- 9:17:36spoglądał akurat w stronę tarasu, tam
- 9:17:38gdzie stała mama. Ich spojrzenia się
- 9:17:41spotkały. Było w tym coś dziwnie
- 9:17:43intymnego, intensywnego, jakby w ten
- 9:17:45sposób komunikowali sobie coś ważnego.
- 9:17:48Rodzice wiedzieli.
- 9:17:50Widzieli, jak patrzę na rubiny.
- 9:17:52Wiedzieli, co mam w głowie. Dostrzegli
- 9:17:55to zamyślenie na mojej twarzy, ten
- 9:17:56skryty pod maską szczęścia smutek.
- 9:17:59Dlatego na twarzy mamy pojawił się
- 9:18:01wyrzut. U taty konsternacja. Ona mówiła:
- 9:18:05"Napraw to". A sposób, w jaki tata z
- 9:18:08każdą mijającą sekundą coraz mocniej
- 9:18:10zaciskał szczękę, świadczył o tym, że
- 9:18:12doskonale wie co najpierw należy zrobić.
- 9:18:20Rozdział 22.
- 9:18:22Los Eliasa.
- 9:18:24Elias.
- 9:18:27Istnieje ta chińska tortura wodna.
- 9:18:29Sadzają cię na krześle, a na czubek
- 9:18:31głowy kapie ci woda. Kap. Kap kropla do
- 9:18:35kropli, bez bólu, powoli. Podobno ta
- 9:18:38powtarzalność doprowadza do szaleństwa.
- 9:18:41Dla mnie odpowiednikiem tej tortury było
- 9:18:43pikanie medycznej aparatury w szpitalu.
- 9:18:45Choć już mi się polepszyło, nadal
- 9:18:47nalegano, żebym pozostał do niej
- 9:18:49podpięty. Leżałem nieruchomo. Nie
- 9:18:52pamiętam, bym kiedykolwiek czuł się tak
- 9:18:54fatalnie, zwłaszcza fizycznie. Żołądek
- 9:18:56kurczył mi się z głodu, ale z
- 9:18:58przyjmowaniem pokarmów wiązało się za
- 9:19:00dużo pieprzenia, żebym czerpał
- 9:19:02przyjemność z napełniania go. Bolało
- 9:19:05mnie wszystko, nawet twarz od
- 9:19:07przeżuwania.
- 9:19:09Drzwi otworzyły się nagle, jak zawsze.
- 9:19:12Nikt tu nie pukał. Przyjmowałem
- 9:19:14wszystkich od ludzi monetów przez własną
- 9:19:17matkę posłynnych braci monet, a nawet
- 9:19:19Lindsy. Przełknąłem ślinę na jej
- 9:19:22wspomnienie. Lind Simonet przyszła z
- 9:19:25Tonem, który stał w kącie i udawał przed
- 9:19:28nią, że nie rzucił się na mnie zaledwie
- 9:19:29dzień wcześniej. Ale w tej popapranej
- 9:19:32rodzince była jedna wyjątkowo ważna
- 9:19:34osoba, która nigdy mnie nie odwiedziła.
- 9:19:37Vincent Monet. Aż do dzisiaj. Spiąłem
- 9:19:41się cały pod kołdrą. Udawanie, że jestem
- 9:19:44odważny, mogłem sobie schować do dupy.
- 9:19:46Jako pacjent wyglądałem nęcnie i, co
- 9:19:49najgorsze, bezradnie. A ten facet mnie
- 9:19:52przerażał.
- 9:19:53wprowadził do pokoju zimę. Nagle zaczęły
- 9:19:56szwankować kaloryfery. Zrobiło się
- 9:19:58szaro. Powietrze zgęstniało.
- 9:20:01Wpatrywałem się w moneta spięty, a
- 9:20:04nienawiść, którą nadal do niego czułem,
- 9:20:06nieco równoważył strach. Byłem przy nim
- 9:20:09bezbronny. Uczucie absolutnie nie do
- 9:20:11zniesienia. Vincent stanął w nogach
- 9:20:14mojego łóżka. wodził wzrokiem po
- 9:20:17aparaturze.
- 9:20:18Byłem pewien, że gdyby zależało od niej
- 9:20:21moje życie, nie zawahałby się wyciągnąć
- 9:20:23wtyczki. Potem spojrzał na kartę wiszącą
- 9:20:26na ramię łóżka. Nie przeglądał jej, ale
- 9:20:29sam fakt, że miał dostęp do informacji o
- 9:20:31moim stanie zdrowia napawał mnie lękiem.
- 9:20:34Miał mnie w garści. Mógł zrobić, co mu
- 9:20:36się żywnie podobało, a na pewno miał
- 9:20:38ochotę zrobić mi wiele złych rzeczy.
- 9:20:41Porwałem mu córkę, tego się nie wybacza.
- 9:20:45Przeszły mnie ciarki. Istniała bowiem
- 9:20:47całkiem realna możliwość, że przyszedł
- 9:20:49mnie zamordować.
- 9:20:52Witaj Kornelu. Odezwał się cicho. Od
- 9:20:55jego słów powiało chłodem.
- 9:20:58Pozwoliłem by dreszcz rozszedł się po
- 9:21:00moim ciele i dopiero wtedy odparłem.
- 9:21:02Dzień dobry panie Monet. Postawiłem na
- 9:21:04kulturę. Może wtedy policzy do 10, zanim
- 9:21:07postanowi poderżnąć mi gardło czy coś.
- 9:21:11Przyszedłem z tobą porozmawiać.
- 9:21:12Oświadczył. Ruchy miał niespieszne,
- 9:21:15eleganckie. Rozmawiałem już z mamą.
- 9:21:18Oznajmiłem.
- 9:21:19Wiem, że straciła panowanie nad sobą na
- 9:21:21gali charytatywnej, ale nie miała nic
- 9:21:23złego na myśli. Proszę mi wierzyć. Ona
- 9:21:26tylko potrzebuje czasu. Pomoże na pewno.
- 9:21:30Nie o tym. Zawachałem się. O mojej
- 9:21:33córce. Doprecyzował. Nie odrywał ode
- 9:21:36mnie wzroku nawet na sekundę, chcąc
- 9:21:38wychwycić każdy szczegół, każdą zmianę
- 9:21:40na mojej twarzy. Już to mówiłem, ale
- 9:21:43przepraszam pana za zamilkłem, gdy
- 9:21:46Wincent uniósł pionowo dłoń i przymknął
- 9:21:49powieki. Kiedy je otworzył, jego
- 9:21:51lodowate oczy błyszczały groźnie. Nie
- 9:21:53przyszedłem tutaj, żeby wysłuchiwać
- 9:21:55twoich przeprosin. Pokiwałem głową.
- 9:21:58Ściągnąłeś na moją córkę poważne
- 9:22:00niebezpieczeństwo. Naraziłeś ją na
- 9:22:02traumę, stres i krzywdę fizyczną. Zimna,
- 9:22:05cicha furia zmieszana z nienawiścią w
- 9:22:07jego oczach przerażała mnie. Pomogłeś
- 9:22:10jej ostatecznie, czego nie pomijam, a
- 9:22:12jednak ten czyn nie odkupi twoich win w
- 9:22:15moich oczach. Rozumiem. Odparłem
- 9:22:18zachrypniętym głosem.
- 9:22:20Z różnych stron docierają do mnie
- 9:22:22niepokojące doniesienia. Kontynuował.
- 9:22:25Niepokojące?
- 9:22:27O tym, że być może darzysz moją córkę
- 9:22:29uczuciem. Przełknąłem ślinę cały spięty.
- 9:22:33Ja zamilcz chłopcze, ponieważ teraz to
- 9:22:35ja mówię. Wtrącił wyjątkowo ostro.
- 9:22:38Posłuchałem.
- 9:22:40Nie interesuje mnie, czy obecnie
- 9:22:41utożsamiasz się bardziej z Kornelem
- 9:22:43Reterem, czy ze swoim alter ego. Nie
- 9:22:46sądzę też, żebyś w przyszłości stanowił
- 9:22:48jakąkolwiek przeszkodę w życiu moim lub
- 9:22:51mojej rodziny. I zamierzam tego
- 9:22:53dopilnować. Skoro jednak docierają do
- 9:22:55mnie różne sygnały, przychodzę, żeby
- 9:22:57zdusić je w zarodku. Nie bardzo
- 9:22:59rozumiem, co ma pan na myśli, panie
- 9:23:01Monet. Wyszeptałem. Uniósł podbródek.
- 9:23:05Jego blada twarz budziła grozę, a
- 9:23:06mroczne spojrzenie paraliżowało.
- 9:23:09Będziesz się trzymał z daleka od mojej
- 9:23:11córki. Nigdy więcej nie odważysz się o
- 9:23:13niej mówić. Nigdy więcej nie będziesz
- 9:23:15szukał okazji, by znaleźć się z nią w
- 9:23:17tym samym miejscu. Nie będziesz o niej
- 9:23:19myślał, nie będziesz się z nią
- 9:23:21kontaktował. Nie będziesz mieszał jej w
- 9:23:22głowie. I podniósł brodę jeszcze wyżej.
- 9:23:25Nie będziesz darzył jej żadnym uczuciem
- 9:23:27poza obojętnością. Czy wyraziłam się
- 9:23:30jasno? Zaniemówiłem.
- 9:23:33Vincent czekał o kilka sekund za długo
- 9:23:35na moją odpowiedź. Powoli zbliżył się do
- 9:23:38boku mojego łóżka, tam gdzie nadal
- 9:23:40odzywała się aparatura. Pikanie
- 9:23:42przyspieszyło wraz z biciem mojego
- 9:23:44serca. Vincent nawet nie zmienił wyrazu
- 9:23:47twarzy, choćby po to, żeby złośliwie
- 9:23:48uśmiechnąć się na widok mojej reakcji.
- 9:23:51Ten facet o beznamiętnej twarzy niemal
- 9:23:54doprowadzał mnie do zawału.
- 9:23:56Drgnąłem, gdy musnął palcem
- 9:23:58przezroczysty przewód, którym
- 9:23:59znieczulenie z kroplówki płynęło do
- 9:24:01moich żył. natychmiast wezbrał we mnie
- 9:24:04niepokój. Czy aby nie przedawkowujesz
- 9:24:06środków przeciwbólowych? Zapytał
- 9:24:08złowrogo. Nie sądzę, panie monet.
- 9:24:11Wymamrotałem. Potrzebuję ich. Zatem
- 9:24:14niefortunnie byłoby, gdyby personel się
- 9:24:17pomylił i napełniał tę kroplówkę solą
- 9:24:19fizjologiczną. Nieprawdaż?
- 9:24:21Pan mi grozi? Przełknąłem ślinę. Moja
- 9:24:26córka jest skrzywdzona i
- 9:24:27straumatyzowana, za co w dużej mierze
- 9:24:29odpowiadasz ty, Kornelu szepnął Vincent.
- 9:24:33Granice zdrowego rozsądku powstrzymują
- 9:24:36mnie przed zafundowaniem ci nauczki na
- 9:24:38całe życie. To i fakt, że trudno byłoby
- 9:24:41mi spojrzeć mojej linsy w oczy, gdyby
- 9:24:43przypadkiem zapytała o twój los.
- 9:24:45Natomiast nie będę miał żadnych oporów,
- 9:24:47by posunąć się dalej niż wypada. Byle
- 9:24:49tylko moje ostrzeżenie do ciebie
- 9:24:51dotarło. Czy dotarło? Wpatrzony w niego
- 9:24:54ledwo skinąłem głową. Powiedz to na
- 9:24:57głos, chłopcze. Tak dotarło, panie
- 9:25:00Monet. Świetnie. Podsumował sucho
- 9:25:03Wincent. Dopóki tu jesteś, mamy na
- 9:25:05ciebie oko. Jednak gdy wyjdziesz, nadal
- 9:25:07będziesz otoczony ochroną mojej rodziny.
- 9:25:10Nie popełnij błędu i nie myl tego z
- 9:25:12opieką. Moi ludzie będą pilnować, żebyś
- 9:25:15wypełnił swoją powinność i przydał nam
- 9:25:17się w znalezieniu twojego ojczyma. Czy
- 9:25:20rozumiesz?
- 9:25:21Rozumiem. Mężczyzna obrzucił
- 9:25:24beznamiętnym spojrzeniem moje ciało,
- 9:25:26aparaturę i kroplówkę za znieczuleniem,
- 9:25:28po czym bezceremonialnie wyszedł.
- 9:25:31Wypuściłem z płuc powietrze. To był
- 9:25:33długi, drżący wydech. A potem po
- 9:25:36upewnieniu się, że Vincent Monet nie
- 9:25:38wraca, wyjąłem spod kołdry coś, co
- 9:25:41międliłem w palcach przez całą tę
- 9:25:43wizytę. Różową wstążkę z włosów Lind Sy
- 9:25:47Monet. M.
About this transcript
This page contains the full transcript of Córka rodziny Monet Autor Weronika Anna Marczak | Powieść obyczajowa Audiobook po PL by Głosem Serca, generated from the public captions YouTube serves with the video. The transcript has 71,752 words across 13,562 segments, with the original timestamps preserved so you can click any line to jump to that moment in the embedded player.
What you can do with it
Use the transcript to take notes, quote the speaker, build a study guide, generate a summary with ChatGPT or Claude via the YouTube Summary tool, or export it as a timed subtitle file with YouTube to SRT. You can also re-open it in the transcriber to translate the transcript into 100+ languages.
Free YouTube transcript tool
YouTube2Text is a free YouTube transcript generator — no signup, no daily limit. Paste any YouTube link and get the full transcript instantly, with timestamps, click-to-jump, translation to 100+ languages, AI prompts for ChatGPT, Claude, and Gemini, and exports to TXT, SRT, VTT, or Markdown.