YouTube2Text

Córka rodziny Monet Autor Weronika Anna Marczak | Powieść obyczajowa Audiobook po PL — Transcript

by Głosem Serca · 71,752 words · 13,562 segments · language en · Watch on YouTube

Full transcript

  1. 0:00okno.
  2. 0:02Przez ostatnie dwie doby porywacze
  3. 0:04zmuszali mnie do spania na poduszce z
  4. 0:06zapadającym się w poszewce puchem. Ta
  5. 0:09była inna, twarda i pękata.
  6. 0:12Moje ciało ułożone nieruchomo na boku
  7. 0:15drżało z lęku, że biel, którą zobaczyłam
  8. 0:17jako pierwszą po przebudzeniu, to
  9. 0:19objawione tuż przede mną światełko w
  10. 0:20tunelu. Uparcie nie wstawałam. Nie
  11. 0:24zamierzałam podążać w jego stronę. Tak,
  12. 0:27zgadza się. Ostatnio w moim życiu
  13. 0:29pojawiło się dużo komplikacji. Problemy
  14. 0:32i konflikty, które rozwiązywałam źle
  15. 0:34albo których nie rozwiązywałam wcale.
  16. 0:37Ale to nie znaczyło, że nie chciałam
  17. 0:38żyć. Chciałam, nawet bardzo.
  18. 0:42Mrugałam powoli, niepewnie. Starałam się
  19. 0:44przyzwyczaić wzrok do jasności przede
  20. 0:46mną, jednocześnie pełna obaw, co się w
  21. 0:49niej kryje. Delikatny dotąd trzepot
  22. 0:51serca w mojej piersi przyspieszył i
  23. 0:53przeszedł w łomot. Z moich ust wyrwało
  24. 0:56się głuche, rozpaczliwe westchnienie.
  25. 1:00Reakcja na ogromne szczęście i ulgę, bo
  26. 1:02światełko w tunelu wreszcie nabrało
  27. 1:04kształtów.
  28. 1:06Zyskało ramę, a w środku zaczął formować
  29. 1:09się zarys drzewa i jeszcze jakiś
  30. 1:12budynek. Portal do świata zewnętrznego
  31. 1:15zawisł na ścianie, przestał przypominać
  32. 1:17jasną, nieokreśloną masę, a stał się
  33. 1:20oknem.
  34. 1:22Z emocji jeszcze mocniej wbiłam palce w
  35. 1:24poduszkę. bliska jej rozszarpania. Przez
  36. 1:27zaciśnięte gardło z trudem przełknęłam
  37. 1:29ślinę. Na ścianie naprzeciwko po prostu
  38. 1:32znajdowało się okno. Coś czego nie
  39. 1:35widziałam przez całe dwie doby mojego
  40. 1:36uprowadzenia.
  41. 1:40Rozdział pierwszy. Plastikowy rubin.
  42. 1:45Silne emocje się rozpychają. Napompowane
  43. 1:47do kolosalnych rozmiarów potrzebują
  44. 1:49miejsca. Są agresywne, kopią i
  45. 1:52popychają. nie mają skrupułów, napędza
  46. 1:55je adrenalina.
  47. 1:58Naturalnie poszkodowanymi w tym starciu
  48. 2:00są opanowanie, inteligencja czy
  49. 2:02odpowiedzialność,
  50. 2:03cierpliwość, czasem nawet lojalność.
  51. 2:07Siedzą cicho, upchane w czeluściach
  52. 2:09głowy, czekają, aż będą mogły wyjść na
  53. 2:11scenę i ratować występ, w którym główny
  54. 2:13taniec zaprezentowała głupota.
  55. 2:16Zawsze, ale to zawsze na koniec się
  56. 2:18potykała. Zwykle szkody po niej dało się
  57. 2:20naprawić, a nawet ostatecznie wydębić
  58. 2:22oklaski od publiczności. Ale bywały też
  59. 2:25sytuacje, w których głupota triumfowała
  60. 2:27zbyt długo. I ja, Lind Simonet przyznaję
  61. 2:31się do tego, że jej uległam oraz że
  62. 2:33popełniłam fatalny błąd, jakim było
  63. 2:35zwątpienie w moją rodzinę i wymknięcie
  64. 2:37się na spotkanie z Eliasem Romero,
  65. 2:40bo nie wróciłam do domu. Kaptur
  66. 2:43naciągnięty na ciemne, rozczochrane
  67. 2:45włosy Eliasa i chmurne, beznamiętne
  68. 2:47spojrzenie nadawało mu wystarczająco
  69. 2:49niebezpieczny wygląd, by zwątpić w jego
  70. 2:51dobre intencje.
  71. 2:53Nawet krople deszczu zatrzymywały się na
  72. 2:55jego bladej twarzy i spływały wolno,
  73. 2:57ostrożnie, jakby czegoś się obawiały.
  74. 3:00Powinnam była się wycofać, nie truchtać
  75. 3:02ufnie w jego stronę z dłonią uniesioną
  76. 3:05nad głową, by chronić się przed mrżącym
  77. 3:07deszczem. Moja szmaciana baletka
  78. 3:09przemokła od razu, gdy z cichym
  79. 3:11chlapnięciem trafiłam stopą w kałużę.
  80. 3:14Wygodne życie nie oswoiło mnie z takimi
  81. 3:16warunkami. Gdy byłam mała, mama zawsze
  82. 3:19pilnowała, żebym w deszczową pogodę
  83. 3:21wkładała kalosze. A jeśli była taka
  84. 3:23potrzeba, wujek Dylan brał mnie na ręce
  85. 3:26i przenosił nad kałużami. Może dlatego
  86. 3:28teraz ta niewielka ilość wilgoci w bucie
  87. 3:30sprawiła, że natychmiast się
  88. 3:32wzdrygnęłam.
  89. 3:34Pada deszcz! Zawołałam z frustracją, ale
  90. 3:36mój głos zagłuszył szum kropel
  91. 3:38bębniących o asfaltowy parking i gałęzie
  92. 3:41drzew.
  93. 3:42Nie wpadłam Eliasowi w ramiona, nie żeby
  94. 3:45je do mnie wyciągnął. Przemknęłam obok
  95. 3:48niego i weszłam głębiej w las,
  96. 3:49zdesperowana, by znaleźć jakąś kryjówkę.
  97. 3:52Deszcz na chwilę przybrał na silę.
  98. 3:55Zadzierałam twarz ku szarogranatowemu
  99. 3:57niebu, rozglądając się za jakąś
  100. 3:59odpowiednio grubą i rozłożystą gałęzią.
  101. 4:02Odgłos kroków Eliasa ginął w ulewie,
  102. 4:04choć jego ciężkie buty deptały patyki,
  103. 4:07rozmokłe stare liście i zbłąkane
  104. 4:09szyszki.
  105. 4:10Zapomniane relikty jesieni. Wzdrygnęłam
  106. 4:13się, gdy nagle złapał mnie za łokieć,
  107. 4:15wpijając palce w moją bluzę. Ciągnąc
  108. 4:17mnie w przeciwnym kierunku, mruknął:
  109. 4:20"Schowamy się tam". Przebierałam nogami,
  110. 4:22by nadążyć za narzuconym tempem i się
  111. 4:24nie przewrócić. Cienka podeszwa baletki
  112. 4:27marnie chroniła stopę przed nierównym
  113. 4:29podłożem. "Gdzie ty mnie prowadzisz?"
  114. 4:32Warknęłam. "Puść mnie! Schowamy się!"
  115. 4:35rzucił jeszcze raz przez ramię z
  116. 4:37naciskiem, a jednak wśród tych
  117. 4:39wszystkich szelestów ledwo słyszalnie.
  118. 4:42Gdzie? Stój! O nie! Nie wejdę do żadnej
  119. 4:45jamy. To powalone drzewo." Powiedział
  120. 4:48zatrzymawszy się przy masywnym pniu.
  121. 4:50"Kucniemy pod nim". Schylił się, po czym
  122. 4:53mnie zmusił do tego samego. Soczysty
  123. 4:55mech porastał ciemną, zszarzałą korę,
  124. 4:58starą, martwą i nasiąkniętą deszczem.
  125. 5:01Zapach spruchniałego drzewa wypełnił mi
  126. 5:03nozdrza. mieszał się z duszącą wonią
  127. 5:06gleby. czarna ziemia wżarła się w
  128. 5:08baletki i oblepiły je zwiędłe liście.
  129. 5:11Och, były do wyrzucenia. Będę musiała je
  130. 5:14ukryć przed rodzicami. Planowałam w
  131. 5:15myślach, oglądając je z frustracją.
  132. 5:18Równie mocno denerwowały mnie włosy
  133. 5:20pusłuszące się od nadmiaru wilgoci. Co
  134. 5:23za głupi pomysł z tą ucieczką. Elias,
  135. 5:26nie zirytowałam się. Drażniło mnie
  136. 5:29wszystko od pogody po moje własne
  137. 5:31decyzje, które nagle wydały mi się wręcz
  138. 5:33idiotyczne i których konsekwencje
  139. 5:35intuicyjnie napawały mnie obawą. Stop.
  140. 5:38Wracam do auta.
  141. 5:40To będzie kompletnie bez sensu, jeśli
  142. 5:42teraz sobie pójdziesz. Tu musi być pełno
  143. 5:45pająków. Jęknęłam. Obracałam głowę
  144. 5:48dookoła. Ciasna kryjówka rzeczywiście
  145. 5:50dała nam trochę wytchnienia od deszczu,
  146. 5:52ale wcale nie czułam się w niej
  147. 5:54bezpiecznie.
  148. 5:55Bliskość Eliasa też nie była kojąca. Od
  149. 5:58jego bladej skóry promieniowała mroczna
  150. 6:00aura. Hipnotyzowała z czeluści czarnych
  151. 6:02źrenic.
  152. 6:04Pochowały się. Mruknął. Chrypa nie
  153. 6:07sprawiła, że jego głos stał się ponętny.
  154. 6:09Brzmiał raczej jak ostrzeżenia. A co w
  155. 6:11tym czasie robiły moje mechanizmy
  156. 6:13obronne?
  157. 6:15Uparcie wypychały wszystkie te sygnały z
  158. 6:17mojej świadomości. Mimo że Elias
  159. 6:19ewidentnie skrywał w duszy coś dziwnego,
  160. 6:21co powoli wyrywało się na zewnątrz.
  161. 6:25Przeszły mnie ciarki. Odsunęłam się od
  162. 6:28niego, ale tylko o milimetry. Na więcej
  163. 6:30ograniczona przestrzeń nie pozwalała.
  164. 6:33Przecież pająki właśnie kochają wyłazić,
  165. 6:35kiedy jest mokro. Po deszczu. Nie w
  166. 6:38trakcie, Lindsy. Po deszczu to wyłażą
  167. 6:41ślimaki i dżdżownice. Ekspertka od
  168. 6:44robactwa.
  169. 6:46Mam dosyć. Ostatnio ciągle pada.
  170. 6:48Fuknęłam z trudem, rozplątując palcami
  171. 6:51kosmotnych rozczechranych włosów. Dziś
  172. 6:54nastąpił przełom. Oznajmił Elias.
  173. 6:56Oficjalny ton jego głosu przykuł moją
  174. 6:59uwagę. Opuściłam dłoń i zmarszczyłam
  175. 7:01brwi, gdy dodał tajemniczo: "Spadnie
  176. 7:04śnieg". Oczy błysnęły mu przy tym
  177. 7:07upiornie, jakby kryła się w nich burza,
  178. 7:09choć jeszcze nie grzmiało. Potężne gromy
  179. 7:12miały rozbrzmieć później. Wyrwałam
  180. 7:15łokieć z jego chwytu. Pozwolił mi na to.
  181. 7:19Przyszłam tu po to, żebyś mi powiedział
  182. 7:20o co chodzi z rysunkiem, a nie zgrywał
  183. 7:23pogodynkę.
  184. 7:24Nie zabrałaś go ze sobą? Moje dłonie
  185. 7:27spoczywały na zgiętych kolanach,
  186. 7:29poczerwieniały z zimna i puste. Mój tata
  187. 7:32go sobie wziął. Ciemna brew Eliasa
  188. 7:34drgnęła. Powiedziałaś mu: Jemu ufam
  189. 7:37bardziej niż tobie. A jednak uciekłaś od
  190. 7:40niego, żeby spotkać się ze mną.
  191. 7:43Obejrzałam się na parking. Widok szarego
  192. 7:46asfaltu i kolorowych, choć dziwnie
  193. 7:48smutnych samochodów przebijał się przez
  194. 7:50ścianę drzew i deszczu.
  195. 7:52Niedaleko nas, a jakby w innej
  196. 7:54rzeczywistości.
  197. 7:56Przyjazd tutaj to był zły pomysł.
  198. 7:58Stwierdziłam. Oblizałam wargi. Z czubka
  199. 8:01mojego nosa właśnie skapnęła kropla
  200. 8:03wody. Usta Eliasa rozciągnęły się w
  201. 8:06lekkim, niemal współczującym uśmiechu.
  202. 8:09Teraz już nic z tym nie zrobisz. Nie mam
  203. 8:11wyjścia. murczałam do siebie
  204. 8:14dramatycznie odchyliłam głowę, próbując
  205. 8:16sobie w niej ułożyć kolejne kroki. Wyjdę
  206. 8:18z lasu, pokażę się szefowej kuchni i
  207. 8:20przyznam się, że wykorzystałam ją, żeby
  208. 8:22uciec z domu. Świetny plan, tylko że i
  209. 8:25tak musisz poczekać, aż wróci ze sklepu.
  210. 8:28Poczekam. Odparłam pod autem. Tutaj
  211. 8:32naciskał szeptem Elias. Zobaczy mnie.
  212. 8:35Ciągnęłam opracowywanie strategii,
  213. 8:37ignorując jego wstawki. Będzie w szoku,
  214. 8:39wiadomo.
  215. 8:41Nie uda ci się jej przekonać, żeby cię
  216. 8:43kryła przed rodzicami. Nie. Przyznałam.
  217. 8:47Powie im wszystko. Tak, a oni się
  218. 8:50zdenerwują.
  219. 8:52Potakiwałam, powoli oswajając się z
  220. 8:54wizją najbliższej przyszłości.
  221. 8:56Wyobrażałam sobie zawód rodziców, ich
  222. 8:58irytacje moim bezmyślnym zachowaniem, a
  223. 9:01także nieuchronne konsekwencje.
  224. 9:03Nieświadoma, że los ma zupełnie inne
  225. 9:05plany.
  226. 9:06Powiedziałaś ojcu, że rysunek jest ode
  227. 9:08mnie? Zerknęłam na Eliasa. Zadał to
  228. 9:11pytanie z pozorną swobodą, ale coś w
  229. 9:13jego postawie mówiło mi, jak bardzo jest
  230. 9:15spięty. On też ciągle zerkał w stronę
  231. 9:18parkingu. Może obawiał się, że nagle
  232. 9:20wjedzie tam rozpędzony wan. Drzwi się
  233. 9:22rozsuną, ze środka wyskoczą ludzie
  234. 9:24monetów. W strojach antyterrorystów i
  235. 9:27mnie odbiją, a Eliasa pojmą jak
  236. 9:30złoczyńca. To nie był wcale taki
  237. 9:32nieprawdopodobny scenariusz.
  238. 9:34Powiedziałam, że mi się przyśnił.
  239. 9:37Napięta szczęka Eliasa się nie
  240. 9:39rozluźniła. Spojrzenie pozostało ostre i
  241. 9:42natarczywe. Uwierzył? Nie wiem. Znając
  242. 9:46go, zostawił sobie margines wątpliwości.
  243. 9:50Przytrzymałam się szorstkiej kory, bo
  244. 9:52zaczęłam się chwiać. Od niewygodnego
  245. 9:54kucania drętwiały mi łydki. Elias był
  246. 9:58bardziej wytrzymały. Zastygł w podobnej
  247. 10:00pozycji co ja i nawet nie drgnął. Cóż,
  248. 10:03należało mu przyznać, że tam, gdzie
  249. 10:05psychicznie nie wydawał się do końca
  250. 10:07stabilny, nadrabiał tężyzną fizyczną.
  251. 10:10Odpowiedź taty mnie nie
  252. 10:11usatysfakcjonowała, więc przyszłam do
  253. 10:13ciebie po lepszą.
  254. 10:15Powiedz mi w kilku słowach, o co chodzi
  255. 10:17z tym głupim rysunkiem.
  256. 10:20Och, Lisy, nie deprecjonuj go. Pouczył
  257. 10:23mnie. Sympatia w jego głosie zabrzmiała
  258. 10:25niepokojąco fałszywie. To cenne dzieło,
  259. 10:28niemal historyczne, gdyby się
  260. 10:30zastanowić.
  261. 10:32Nie drwi, tylko mów. Nie mam czasu na
  262. 10:34domysły. Masz go dużo. Znowu nerwowo
  263. 10:37obejrzałam się na parking. Absurd. To
  264. 10:40był czysty absurd. Wiesz co? Koniec.
  265. 10:43Muszę wracać. Rzuciłam nagle
  266. 10:45zdecydowana, by wygrzebać się spod
  267. 10:47drzewa i opuścić Eliasa, z którym w
  268. 10:49ogóle nie powinna była się spotykać.
  269. 10:52Nie wrócisz.
  270. 10:53Przeniosłam wzrok na twarz chłopaka. Nie
  271. 10:56było na niej ani śladu kpiny.
  272. 10:58Chropowatość kory drażniła mnie w op.
  273. 11:01Gdy zacisnęłam na niej palce, las wokół
  274. 11:04zionął pustką. Samochody i budynki
  275. 11:06sklepów oddalały się coraz bardziej,
  276. 11:08choć siedzieliśmy ciągle w jednym
  277. 11:09miejscu pod tym samym zwalonym drzewem.
  278. 11:13Deszcz zelżał. Szum przestawał być
  279. 11:15jednostajny. Ty wcale nie chcesz ze mną
  280. 11:17rozmawiać. Skwitowałam chłodno. Tylko
  281. 11:20sobie ze mną pogrywasz.
  282. 11:22Wykonałam ruch, by się podnieść, ale
  283. 11:24dłoń Eliasa zacisnęła się na moim
  284. 11:26przedramieniu. Mocniej niż wcześniej.
  285. 11:29Nieelegancko, niewłaściwie i niepokojąco
  286. 11:31władczo. Spojrzałam na nią z
  287. 11:33niedowierzaniem. Zabieraj łapy, Eliasie.
  288. 11:36Warknęłam, próbując się wyszarpnąć na
  289. 11:38próżno. Najpierw coś ci pokażę.
  290. 11:41Powiedział ze spokojem. Mój oddech
  291. 11:43przyspieszył. Spokój otaczającej nas
  292. 11:45natury mi się nie udzielał. Od ziemi
  293. 11:47przez moje ciało przechodziły wibracje.
  294. 11:50Las mnie przed czymś ostrzegał. Tak
  295. 11:52sobie przynajmniej wmówiłam. W
  296. 11:55rzeczywistości to drżałam ja z zimna.
  297. 11:58i może ze strachu, co nie uszło wadze
  298. 12:01Eliasa.
  299. 12:03Czy ty się boisz, Lindsy? Po raz
  300. 12:05pierwszy tego dnia w jego tonie
  301. 12:07wybrzmiała lekko prześmiewcza nuta.
  302. 12:09Natychmiast zadarłam podbródek. Ciebie?
  303. 12:12Prychnęłam zjadliwie. Oczywiście, że
  304. 12:15nie. Kącik ust uniósł mu się lekko, bez
  305. 12:18serdecznego rozbawienia. Podobnie
  306. 12:20wywijały się ku górze nagie gałęzie
  307. 12:22drzew. To był ten sam rodzaj oschłości.
  308. 12:25Oczy Eliasa stawały się coraz bardziej
  309. 12:27wyzute z emocji, martwe jak konar, pod
  310. 12:30którym się kryliśmy. Ten chłopak, o
  311. 12:32którym myślałam, że zdążyłam go już
  312. 12:34całkiem nieźle poznać, autentycznie
  313. 12:36budził we mnie lęk. Lęk, który narastał
  314. 12:39z każdą chwilą, na przykład wtedy, gdy
  315. 12:41Elias ściszonym złowróżbnym głosem
  316. 12:43powiedział:
  317. 12:45"Wyluzuj, przecież cię nie skrzywdzę.
  318. 12:47Potrzebuję cię". Albo w tej chwili
  319. 12:50przejdziesz do sedna, Eliasie, albo
  320. 12:51uznam, że zjawienie się tutaj było
  321. 12:53stratą czasu i spadam.
  322. 12:55Gdy w odpowiedzi sięgnął do kieszeni
  323. 12:57bluzy, napięłam się. Przyglądałam się,
  324. 13:00jak przez chwilę czegoś w niej szuka.
  325. 13:02Gotowa zerwać się na równe nogi i uciec
  326. 13:04w stronę parkingu. Ile sił, gdyby
  327. 13:06okazało się, że to jakiś rodzaj broni,
  328. 13:08nóż na przykład. Och, no przecież on z
  329. 13:10całą pewnością ma przy sobie swój słynny
  330. 13:13nóż. Poczułam się nieswojo.
  331. 13:16Wtedy to zobaczyłam. Łańcuszek w kolorze
  332. 13:18stali, zawieszka z plastiku imitującego
  333. 13:21kamień. Nawet gdybym przez całe życie
  334. 13:23nie była o utoczona najdroższą
  335. 13:24biżuterią, zorientowałabym się, że to co
  336. 13:27wyjął Elias to jakaś tandeta.
  337. 13:30Odwrócisz się? Zapytał. Zmarszczyłam
  338. 13:34brwi. Tłoczyliśmy się pod spruchniałym
  339. 13:36pniem i zwrócenie się do niego tyłem
  340. 13:38wymagałoby ode mnie niewygodnych
  341. 13:40manewrów. A wszystko to po co?
  342. 13:43Plastikowy rubin przypominał element
  343. 13:45planszówki dla dzieci. Koło szlachetnych
  344. 13:48kamieni nawet nie leżał. Elias trzymał
  345. 13:51łańcuszek w palcach i przyglądał mi się
  346. 13:53z nieudolnie skrywaną kpiną.
  347. 13:55Czy on sobie ze mnie żartuje?
  348. 13:57Przyłożyłam sztywną, zimną dłoń do dołka
  349. 13:59między obojczykami. Chcesz mi go założyć
  350. 14:02na szyję? Upewniłam się. Nie podoba ci
  351. 14:05się? No jakby ci to nie chciałam wyjść
  352. 14:09na rozpuszczone do granic możliwości
  353. 14:11bogate uprzywilejowane dziecko, ale
  354. 14:13chyba mam prawo mieć preferencje. Poza
  355. 14:16tym Elias sobie u mnie nagrabił. Nie
  356. 14:18przyszłam tu po prezenty, tylko po
  357. 14:20prawdę. Dlaczego wciąż jeszcze mi jej
  358. 14:23nie wyjawił? Takie pełne podejrzeń
  359. 14:25pytania zadawałam sobie w myślach na
  360. 14:27głos, jednak sformułowałam je zupełnie
  361. 14:29inaczej. Po co chcesz mi go założyć?
  362. 14:32Rozpieszczona Ly nosi tylko diamenty.
  363. 14:36Nie tylko. Zaprzeczyłam ze spokojem.
  364. 14:38Noszę różne kamienie, ale to dotknęłam
  365. 14:41wiszącej w powietrzu zawieszki. Moje
  366. 14:43domysły się potwierdziły. Okazała się
  367. 14:45nienaturalnie lekka, jakby była pusta w
  368. 14:48środku, w związku z czym mocno
  369. 14:50zakołysała się na boki. To jest plastik.
  370. 14:54Czerwony rubin. Powiedział. Kamień
  371. 14:56miłości. Ściągnęłam brwi. Chyba
  372. 14:59sztucznej miłości. Elias opuścił dłoń z
  373. 15:02łańcuszkiem i przechylił głowę
  374. 15:04zaintrygowany.
  375. 15:06Nie wiem czy irytować się twoją
  376. 15:07roszczeniowością czy pogratulować
  377. 15:09przejrzenia moich intencji.
  378. 15:11Twoją intencją jest podarowanie mi
  379. 15:13dowodu sztucznej miłości, a założenie ci
  380. 15:16go na szyję to część mojego planu.
  381. 15:19Najpierw chcę go poznać, potem dopiero
  382. 15:21zdecyduję, czy będę w nim uczestniczyć.
  383. 15:24Elias zaśmiał się cicho. Za późno, Lisy.
  384. 15:28Pogiwałam wolno głową. Biła od niego
  385. 15:30mroczna energia. Podsycana przez
  386. 15:33otaczającą nas scenerię sprawiała, że
  387. 15:35pożałowałam opuszczenia dziśmurów
  388. 15:37rezydencji.
  389. 15:38Masz rację, jest późno. Gwałtownie
  390. 15:41wstałam, ale tym razem Elias zdążył
  391. 15:43zacisnąć pięść na mojej nogawce. Drugą
  392. 15:46dłoń, tę, w której trzymał łańcuszek,
  393. 15:48wbił w brudną ziemię, by się podeprzeć i
  394. 15:50podnieść w ślad za mną.
  395. 15:53Co ty robisz? Zawołałam zirytowana, ale
  396. 15:56też zażenowana jego dziwną
  397. 15:57zapalczywością.
  398. 15:59Byłoby głupio, gdybym zwawił cię tak
  399. 16:01daleko i teraz pozwolił ci odejść. To
  400. 16:04przestaje być zabawne, Eliasie.
  401. 16:06Powiedziałam chłodno. Zaczynasz się
  402. 16:08zachowywać jak jakiś
  403. 16:11Nie próbuję cię rozbawić. Wystarczy.
  404. 16:14Machnęłam dłonią ostro. Stanowczo, tak
  405. 16:16samo zabrzmiał mój głos. Byłam
  406. 16:19asertywna, tak jak uczyła mnie mama.
  407. 16:21Zostawisz mnie teraz w spokoju. Nie
  408. 16:24dowiedziałaś się, co ukrywa twoja
  409. 16:26rodzina. Wiesz co? Dziwnym trafem nagle
  410. 16:29przestało mnie to obchodzić.
  411. 16:31Przyszłaś tutaj. Coś zamgliło mi umysł,
  412. 16:34ale tylko na chwilę. Już się rozpogadza.
  413. 16:37Spojrzałam przelotnie na białe niebo.
  414. 16:39Dobra metafora. Rzeczywiście. Deszcz
  415. 16:42ustawał.
  416. 16:44Czyli się nie odwrócisz? Zapytał.
  417. 16:47Wisiorek w jego dłoni poruszał się na
  418. 16:48wietrze. Licha imitacja rubinu nie
  419. 16:50błyszczała nawet w naturalnym świetle.
  420. 16:53Szłam tyłem w stronę parkingu, kręcąc
  421. 16:55głową. Elias westchnął, więc muszę to
  422. 16:59zrobić mniej eleganckim sposobem.
  423. 17:01Dobrze. Wisiorek wylądował na ziemi.
  424. 17:04Elias upuścił go celowo, nagle już nim
  425. 17:06niezainteresowany. Kolejny dowód na jego
  426. 17:09bezwartościowość.
  427. 17:11W tym samym momencie coś mlasnęło lepko
  428. 17:14pod podeszwą mojej baletki. Błoto, na
  429. 17:16którym się poślizgnęłam.
  430. 17:19Ścięgno w łydce zabolało, rozciągnięte
  431. 17:21gwałtownie, bez rozgrzewki. Próbując
  432. 17:23złapać równowagę, podążałam wzrokiem za
  433. 17:26kawałkiem czerwonego plastiku.
  434. 17:28Zniknął w grząskiej ściółce, gdzie miał
  435. 17:30się teraz rozkładać przez setki lat.
  436. 17:33Elias bezbłędnie wykorzystał chwilę
  437. 17:35mojej nieuwagi. Wykonał ruch tak
  438. 17:37gwałtowny i niespodziewany, że kiedy
  439. 17:39zorientowałam się, iż należy uciekać,
  440. 17:42już oplatały mnie jego ramiona. Poczułam
  441. 17:44jego zapach, woń skóry, miętę jakby nutę
  442. 17:48grejpfruta. Sparaliżował mnie. Nie, nie
  443. 17:51zapach. Sparaliżował mnie szok. Chociaż
  444. 17:53w mojej głowie ciągle pulsowało wielkie
  445. 17:55czerwone ostrzeżenie, by w towarzystwie
  446. 17:57Eliasa mieć się na baczności, zwłaszcza
  447. 18:00dziś tutaj w tym lesie. To tak naprawdę
  448. 18:03nie wierzyłam, nie chciałam wierzyć, że
  449. 18:05coś mi z jego strony zagraża.
  450. 18:08Przecież zdążyliśmy się całkiem nieźle
  451. 18:10poznać. Droczyliśmy się ze sobą już od
  452. 18:12tak dawna. On cały czas próbował mnie
  453. 18:14wystraszyć, zgrywając mrocznego Bad
  454. 18:17Boya.
  455. 18:18Taka była dynamika naszej relacji.
  456. 18:20Owszem, popieprzona, ale jakże przy tym
  457. 18:22ciekawa. Przy Eliasie nie było nudy.
  458. 18:27No to teraz miałam za nudą zatęsknić.
  459. 18:30Elias! Zawołałam z niedowierzeniem,
  460. 18:32kiedy dotarło do mnie, że naruszył moją
  461. 18:34przestrzeń osobistą. Unieruchomił mnie.
  462. 18:38Do tej pory znałam jego bliskość, gdy
  463. 18:40kojąco otulał mnie ramionami, czasem
  464. 18:42nawet opiekuńczo, ale w jego objęciach
  465. 18:45nigdy nie było przemocy.
  466. 18:47Wykręcałam szyję, by spojrzeć mu w oczy,
  467. 18:50by na mojej twarzy zobaczył wyrzut i
  468. 18:52oburzenie i żeby zrozumiał, że mnie ten
  469. 18:54jego ciasny uścisk nie bawi. Ale nasze
  470. 18:57spojrzenia nie miały szans się spotkać,
  471. 18:59bo jego głowa znajdowała się zbyt wysoko
  472. 19:01ponad moją, a ramiona objęły mnie tak,
  473. 19:03że plecami przylgnęłam do jego klatki
  474. 19:05piersiowej. Otaczały nas gęste, ciężkie
  475. 19:08od wilgoci drzewa, których gałęzie
  476. 19:10ockały deszczem. Kątem oka próbowałam
  477. 19:13dostrzec ślady cywilizacji,
  478. 19:15ludzi, samochody, budynki, cokolwiek.
  479. 19:19Objęcia Eliasa zaciskały się na mojej
  480. 19:21drobnej sylwetce coraz bardziej
  481. 19:22stanowczo. Nieszkodliwe łobuzstwo, jakie
  482. 19:25cechowało go dotychczas, gdzieś się
  483. 19:27ulotniło. To nie było ani fajne, ani
  484. 19:30śmieszne. Moja intuicja do tej pory
  485. 19:33uśpiona nagle się rozbudziła. W głowie
  486. 19:35głośno zawył alarm. Działo się coś
  487. 19:37złego. Otworzyłam usta, gotowa się
  488. 19:40wydrzeć, wołając o pomoc. Zamiast tego
  489. 19:43sapnęłam w skrawek materiału, który
  490. 19:45Elias wepchnął mi do ust.
  491. 19:49W swoich działaniach był dwa kroki
  492. 19:51przede mną. Wiedział, co robi. Moje
  493. 19:53ciało przeszył potężny dreszcz paniki.
  494. 19:56Teraz wrzeszczałam już głośno, ale
  495. 19:58Knebel skutecznie tłumił mój krzyk.
  496. 20:01Eliasowi udało się zawiązać supeł z tyłu
  497. 20:03mojej głowy, w któryplątało się kilka
  498. 20:06kosmyków. Moje piski gubiły się w grubej
  499. 20:08tkaninie. Moje nadgarstki oplotła taśma.
  500. 20:12Przez chwilę miałam wrażenie, że
  501. 20:13wyrwałam się Eliasowi. On jednak działał
  502. 20:16zbyt sprawnie. Nie blefował, gdy
  503. 20:18zapowiadał, że ma plan. Nie znałam go z
  504. 20:21tej strony, z bycia tak silnym. Zgięłam
  505. 20:24się w pół, zdeterminowana, by się
  506. 20:26oswobodzić. Nic nie wskurałam.
  507. 20:29Moje nadgarstki sparaliżowane.
  508. 20:32Idź. Pchnął mnie. Zimne powietrze
  509. 20:35boleśnie kąsało moje płuca. Mimo to
  510. 20:37protestowałam, jęczałam i płakałam
  511. 20:39wściekle w knebel.
  512. 20:41Nie stawiaj się Lindci. Pouczył mnie
  513. 20:44szorstko. Jesteś na przegranej pozycji.
  514. 20:47Nie przyjmowałam jego słów do
  515. 20:48wiadomości. Komentarz Eliasa trafił na
  516. 20:51ścianę, odbił się od niej, po czym upadł
  517. 20:53gdzieś pod nasze nogi, wściółkową breję,
  518. 20:56o którą zapierałam się stopami. Baletki
  519. 20:59i tak były już zrujnowane. Dlatego nie
  520. 21:01powinno mi być szkoda, gdy Elias
  521. 21:03przydepnął ich tyły swoim masywnym
  522. 21:06buciorem. Przy następnym kroku zostały w
  523. 21:08błotnistej mazi. Najpierw jedna, potem
  524. 21:11druga. Z mojego gardła wydostał się
  525. 21:13kolejny stłamszony, pełen buntu pisk,
  526. 21:15gdy dotknęłam stopą lepkiego błota.
  527. 21:18Przeszły mnie ciarki. Ostra gałązka
  528. 21:20wbiła się w gołą podeszwę.
  529. 21:23Radzę ci stawiać szybkie i rozważne
  530. 21:25kroki, inaczej się pokaleczysz. Mruknął
  531. 21:27Elias. Huchał mi w kark i napierał na
  532. 21:31plecy, nie dając szansy na zatrzymanie
  533. 21:33się. A tam, dokąd cię zabieram, nikt nie
  534. 21:36będzie nad tobą skakał jak w domu, mała
  535. 21:38księżniczko.
  536. 21:40Moje stęknięcie przechwycił knebel. Z
  537. 21:42kącika ust spływała stróżka śliny.
  538. 21:45Przytuliłam policzek do ramienia, by ją
  539. 21:47otrzeć. Szybko jednak musiałam się
  540. 21:49wyprostować. Chwile nieuwagi kosztowały
  541. 21:51mnie potknięcia. Co róż próbowałam się
  542. 21:54wyrwać, zaprzeć albo przynajmniej
  543. 21:56wykręcić głowę tak, by spojrzeć Eliasowi
  544. 21:59w oczy. choćby po to, by sprawdzić, czy
  545. 22:02naprawdę uprowadza mnie właśnie ten sam
  546. 22:03chłopak, którego całowałam.
  547. 22:07Niegdyś chętnie przekraczał ze mną
  548. 22:09granicę i był przy tym delikatny. Dziś
  549. 22:12sam brutalnie je stawiał. Na każde moje
  550. 22:14szarpnięcie odpowiadał swoim,
  551. 22:16silniejszym i bezwzględnym.
  552. 22:19Moja filigranowa sylwetka tancerki nie
  553. 22:21pomagała w starciu z rosłym umięśnionym
  554. 22:23chłopakiem.
  555. 22:24Zrozumiałam to już dawno temu,
  556. 22:26dorastając w męskim otoczeniu. Tylko, że
  557. 22:29jak dotąd nikt nigdy nie chciał mnie
  558. 22:31naprawdę skrzywdzić. A Elias, on miał
  559. 22:34naprawdę bardzo mocny, bezlitosny chwyt,
  560. 22:36którym tak bezwzględnie mnie teraz
  561. 22:38unieruchomił. Przez moje ciało przeszedł
  562. 22:41prąd, gdy w kieszeni poczułam palce
  563. 22:43chłopaka. O mokrą ziemię głucho uderzył
  564. 22:46stary telefon Michaela. Używając go do
  565. 22:49komunikacji z Eliasem, cieszyłam się, że
  566. 22:51nie jest objęty nadzorem mojego ojca.
  567. 22:54Teraz tego żałowałam. Przynajmniej
  568. 22:56wiedziałby gdzie zacząć mnie szukać.
  569. 22:59Tymczasem aparat został za nami. W
  570. 23:01błocie niemożliwy do namierzenia. W
  571. 23:04gąszczu przed nami pojawiła się nagle
  572. 23:06granatowa plama. Rosła, gdy się do niej
  573. 23:08zbliżaliśmy. Wkrótce uformowała się w
  574. 23:12kształt masywnego, długiego jeepa,
  575. 23:14którego potężne brudne koła tkwiły w
  576. 23:17błocie, nie na asfalcie. Sklepowy
  577. 23:20parking został daleko za nami.
  578. 23:22Znajdowaliśmy się na kompletnym
  579. 23:24odludziu. Spanikowałam jeszcze bardziej.
  580. 23:27Przestań się w końcu szemutać. Upomniał
  581. 23:29mnie Elias. Szyba od strony kierowcy
  582. 23:32opuściła się, ukazując szeroką głowę
  583. 23:35około 30letniego mężczyzny. Jego
  584. 23:38kwadratowa pokryta kilkudniowym zarostem
  585. 23:40szczęka poruszała się rytmicznie. Pewnie
  586. 23:43żył gumę, ewentualnie kawałek opony.
  587. 23:46Wyglądał na niekonwencjonalnego typa.
  588. 23:48nieustraszonego samca Alfa. Nie można
  589. 23:51mnie winić, że na jego widok szarpnęłam
  590. 23:54się mocno, rozpaczliwie. Facet
  591. 23:56uśmiechnął się lekko, a jego głos
  592. 23:58zabrzmiał nawet całkiem sympatycznie,
  593. 23:59gdy się odezwał. Przed nami długa droga,
  594. 24:03mała. Uwierz mi na słowo. Nie chcesz
  595. 24:05drałować na piechotę tam, dokąd się
  596. 24:07wybieramy. I poklepał dłonią kierownicę.
  597. 24:10Poczucie zagrożenia wygrało z chęcią, by
  598. 24:12zachować godność, bo więcej nie otarłam
  599. 24:14policzka o ramię. Mimo że od
  600. 24:16energicznych protestów śliniłam się
  601. 24:19coraz bardziej, zamiast tego wiłam się w
  602. 24:22najbardziej koślawym tańcu w swoim
  603. 24:24życiu. Świadomość, że w te sytuacje
  604. 24:26zaangażowany jest ktoś jeszcze oprócz
  605. 24:28Eliasa, zmroziła mi krew w żyłach.
  606. 24:31Silnik Jeepa zaharczał i ożył. Znałam
  607. 24:35ten rodzaj aut. Wujek Will miał podobne
  608. 24:38u siebie w Miami.
  609. 24:40Były niezniszczalne. Radziły sobie nawet
  610. 24:42w najtrudniejszych warunkach. Na
  611. 24:44najbardziej bagnistych terenach błotnik
  612. 24:47sięgał mojego ramienia. Długie auta
  613. 24:50słyną z przestronnych wnętrz. Drzwi
  614. 24:52pasażera otworzyły się. Elias chwycił
  615. 24:55mnie w talii i podniósł nie zważając na
  616. 24:57moje wierzgające na wszystkie strony
  617. 24:59nogi. Bosą stopą kopnęłam w blaszany bok
  618. 25:02samochodu. Zabolało. Zaraz potem
  619. 25:05rąbnęłam piszczelem o kant stopnia.
  620. 25:07Zabolało jeszcze mocniej. Nieprzyjemny
  621. 25:10dreszcz przeszył mnie i unieruchomił na
  622. 25:12kilka sekund, które wystarczyły
  623. 25:14Eliasowi, by sprawnie władować mnie do
  624. 25:16samochodu. I zanim moja głowa zniknęła
  625. 25:19pod dachem granatowego Jeepa
  626. 25:21zaparkowanego w środku lasu, na jej
  627. 25:23czubek prosto z nieba coś spadło.
  628. 25:26W moich rozczochranych blond włosach
  629. 25:29zgubił się pierwszy w tym sezonie płatek
  630. 25:31śniegu.
  631. 25:36Rozdział drugi. Anestezjolog.
  632. 25:39Zapięcie pasa wbijało mi się w żebro.
  633. 25:42Leżałam na brzuchu z twarzą wciśniętą w
  634. 25:44fotel. Odchylałam głowę jak najdalej do
  635. 25:47tyłu, by choć trochę ułatwić sobie
  636. 25:48oddychanie. Nacisk na knebel sprawiał,
  637. 25:51że się dławiłam. Na tyłach Jeepa
  638. 25:54znajdowały się dwa rzędy siedzeń. Ja
  639. 25:55wylądowałam na ostatnim. Przykrywał go
  640. 25:58koc, rozścielony chyba specjalnie dla
  641. 26:01mnie. pewnie, żebym im nie ufajdała
  642. 26:03błotem eleganckiej skórki. Machałam
  643. 26:05nogami. Brudnymi stopami starałam się
  644. 26:08pomazać chociaż tapicerkę drzwi, dopóki
  645. 26:11Elias nie przygniótł mnie ciężarem
  646. 26:13swojego ciała, przesiadając na moich
  647. 26:15udach. Palec jednej dłoni wsunął za
  648. 26:18taśmę krępującą moje nadgarstki, żeby
  649. 26:20mieć nad nimi kontrolę. Drugą pisał na
  650. 26:23telefonie, co dostrzegłam, kiedy
  651. 26:24wykręciłam szyję. Zatrzęsło, gdy Jeep
  652. 26:28ruszył. jechał szybko, podskakując na
  653. 26:30wertepach i grubymi oponami rozchlapując
  654. 26:33błoto. Kierowca sprawnie manewrował
  655. 26:35między drzewami, korzeniami i leżącymi
  656. 26:38gdzieniegdzie głazami. Robiło mi się
  657. 26:40niedobrze. Nie sięgałam wzrokiem do
  658. 26:42okien, więc nie widziałam, dokąd mnie
  659. 26:44wiozą. Leżałam bezwładnie, stękając
  660. 26:47cicho w knebel. Pomyślałam, że zaraz
  661. 26:49uduszę się wymiocinami i rozważałam
  662. 26:52nawet wypowiedzenie takiej groźby na
  663. 26:53głos, ale nikogo chyba nie interesowało,
  664. 26:56co mam do powiedzenia. Wreszcie ułożyłam
  665. 26:58głowę na boku. Moja klatka piersiowa
  666. 27:01unosiła się szybko, a nogi bolały pod
  667. 27:03ciężarem Eliasa. Od czasu do czasu
  668. 27:06poruszałam dłońmi, żeby sprawdzić, czy
  669. 27:08węzeł nadal trzyma. W zasięgu mojego
  670. 27:11wzroku znajdował się tylko tył kolejnego
  671. 27:13fotela, ale kiedy się wysiliłam, mogłam
  672. 27:16kątem oka dostrzec kawałek Eliasa.
  673. 27:18Starałam się wwiercać w niego nienawiste
  674. 27:21spojrzenie, by poczuł moją furię. W
  675. 27:23pewnym momencie rzeczywiście opuścił
  676. 27:25telefon. Zrób to teraz. Powiedział to
  677. 27:29patrząc na mnie, ale jego rozkaz był
  678. 27:30skierowany do kogoś innego. Już w aucie
  679. 27:34rozległ się nieznajomy głęboki głos,
  680. 27:36który dobiegał z któregoś z siedzeń
  681. 27:38przede mną. Na myśl, że znajduje się tu
  682. 27:41jeszcze jeden mężczyzna. Przeszły mnie
  683. 27:43ciarki. Skoro nie udało mi się uciec
  684. 27:45jednemu Eliasowi, jak miałabym sobie
  685. 27:47poradzić z całym gangiem?
  686. 27:50Musimy się ogarnąć, a nie mogę nic
  687. 27:52zrobić, kiedy jest przytomna. burknął
  688. 27:55Elias. Chwilę wcześniej zmienił nieco
  689. 27:58pozycję i przestał przygniatać moje
  690. 27:59nogi, więc natychmiast zaczęłam się wić
  691. 28:02jak dżdżownica.
  692. 28:03Teraz jednak zamarłam. Sugeruję
  693. 28:06zaczekać, aż wyjedziemy na asfalt.
  694. 28:08Wkłuję się z większą precyzją, kiedy
  695. 28:10przestanie trząść.
  696. 28:12Co doktorku? Trudne warunki cię
  697. 28:14przerastają? Zakpił głośno kierowca
  698. 28:17gumę. Głos miał chropowaty jak kora tych
  699. 28:20wszystkich ponurych drzew, które
  700. 28:21mijaliśmy.
  701. 28:23Zalecono mi ostrożność z tą pacjentką.
  702. 28:26Odparł ten nazwany doktorkiem.
  703. 28:28Wypowiadał się ładniej, ale z zadufaną
  704. 28:31manierą ewidentnie urażony próbą
  705. 28:33podważenia jego kompetencji. Chciałbym
  706. 28:36więc być na tyle dokładny, na ile
  707. 28:38pozwalają na to obecne warunki.
  708. 28:42Gino, długo jeszcze będziemy jechać
  709. 28:44przez las?
  710. 28:46Elias podniósł głos, żeby kierowca go
  711. 28:48usłyszał. Trzy minuty. Uspokój się
  712. 28:51westchnął chłopak z irytacją, gdy po
  713. 28:53usłyszeniu wzmianki o wkłaniu się z nową
  714. 28:56energią zaczęłam szarpać się jak
  715. 28:58opętana. Rzucałam się na oślep, czując,
  716. 29:00że to moje ostatnie szanse na ratunek. W
  717. 29:03myślach przeklinałam własną głupotę,
  718. 29:06bezmyślność, nieodpowiedzialność i te
  719. 29:08wszystkie inne negatywne cechy, które
  720. 29:10dotychczas wypierałam. A tu proszę,
  721. 29:13doigrałam się. Popełniłam kretynizm
  722. 29:16życia. Za namową jakiegoś podejrzanego
  723. 29:18chłopaka uciekłam z domu i zostałam
  724. 29:20porwana.
  725. 29:22Dobra, teraz odezwał się ponaglająco
  726. 29:25Elias. Zrób to wreszcie.
  727. 29:28Nie przestawałam walczyć, więc gdy z
  728. 29:30leśnych wertepów zjechaliśmy na gładką
  729. 29:32szosę i nagle przestało trząść, prawie
  730. 29:34tego nie poczułam. Wielkie opony Jeepa
  731. 29:37sunęły po asfalcie jak nóż wbity w
  732. 29:39masło. Jakby kołujący po pasie startowym
  733. 29:42samolot wreszcie wzbił się w powietrze.
  734. 29:44Od tej pory ucieczka porywaczy miała być
  735. 29:46jeszcze sprawniejsza.
  736. 29:49Kliknęło zapięcie pasa. Mężczyzna, do
  737. 29:51którego zwracał się Elias, podniósł się
  738. 29:54z fotela, z siedzenia obok chwycił torbę
  739. 29:56i zgięty w pół przeszedł do nas.
  740. 29:59Dostrzegłam skrawek błękitnej koszuli,
  741. 30:01na którą miał narzuconą ciemną
  742. 30:03marynarkę. Na czubku jego głowy kręciły
  743. 30:06się mysie włosy przetykane pojedynczymi
  744. 30:08nitkami siwizny, owalna twarz, delikatny
  745. 30:11nierównomierny zarost i jasne skupione
  746. 30:14oczy. Ich spojrzenie skupione było na
  747. 30:17mnie, co wcale mnie nie dziwiło.
  748. 30:19Musiałam przedstawiać sobą niecodzienny
  749. 30:21widok ze stróżką śliny kapiącą z brody i
  750. 30:25szczęką nienaturalnie rozwartą przez
  751. 30:27knebel. Włosy wciąż jeszcze wilgotne od
  752. 30:30deszczu miałam w nieładzie. Twarz mokrą
  753. 30:32od łez, które ciągle mi leciały. Już
  754. 30:34sama nie wiem, czy ze złości, czy ze
  755. 30:36strachu. Stężałam. Choć nieznajomy robił
  756. 30:39nieco mniej przytłaczające wrażenie od
  757. 30:41kierowcy, to nadal był obcym, dorosłym
  758. 30:44facetem, który maczał swoje długie
  759. 30:46paluchy w porwaniu nastolatki.
  760. 30:48Pomyślałam, że musi mieć nierówno pod
  761. 30:50sufitem, choć jego pełne zawodowego
  762. 30:53profesjonalizmu spojrzenie i imponująca
  763. 30:55skórzana torba lekarska, którą właśnie
  764. 30:57ustawił pod fotelem, próbowały temu
  765. 31:00przeczyć. Kliknęły zapięcia, gdy ją
  766. 31:02otworzył. Wciskałam ucho w siedzenie.
  767. 31:05Koc łaskotał mnie w policzek. Ręce
  768. 31:07miałam wykręcone za plecami. Nawet w tak
  769. 31:10bezbronnej pozycji świdrowałam
  770. 31:12nieznajomego wrogim spojrzeniem. Ale gdy
  771. 31:14dostrzegłam zawartość jego torby, którą
  772. 31:17stanowiły różnorakie medyczne utensylia,
  773. 31:20oczy rozszerzył mi strach. Odsunęłam się
  774. 31:23od mężczyzny na tyle, na ile pozwalała
  775. 31:25ciasna przestrzeń, czyli o kilka marnych
  776. 31:28centymetrów.
  777. 31:29Nazywam się Jud i jestem
  778. 31:31anestezjologiem. Przedstawił się z
  779. 31:33zadufaniem w głosie sugerującym, że robi
  780. 31:35to bardziej dla własnego ego niż z
  781. 31:38uprzejmości.
  782. 31:39Jego ton, choć zabarwiony pewnym
  783. 31:41profesjonalizmem, brzmiał nieprzyjemnie
  784. 31:43mechanicznie.
  785. 31:45Być może przemawiał nim do pacjentów w
  786. 31:47szpitalu, o ile w ogóle z takowymi mwał
  787. 31:49do czynienia poza swoją przestępczą
  788. 31:51działalnością.
  789. 31:52Nie uwierzyłam, że imię, które mi podał
  790. 31:54jest prawdziwe, ale w kwestii swojej
  791. 31:56specjalizacji faktycznie mógł nie
  792. 31:58kłamać, co wywnioskowałam obserwując z
  793. 32:01jaką wprawą wciągnął na dłonie lateksowe
  794. 32:03rękawiczki.
  795. 32:06No chyba, że trudnił się profesją
  796. 32:08płatnego mordercy.
  797. 32:10Ile ona waży? Zapytał Eliasa. Przedmioty
  798. 32:13w jego walizce stukały cicho, gdy je
  799. 32:15przekładał. Nie mam pojęcia. Odmruknął
  800. 32:18chłopak. Jud zacisnął usta z
  801. 32:20dezaprobatą. wyciągnął coś jednorazowego
  802. 32:23z szeleszczącej folii. Prosiłem, żebyś
  803. 32:25się tego dowiedział. Kobiet się o to nie
  804. 32:28pyta. W oczach Juda obok skupienia
  805. 32:31pojawiło się niedowierzanie. To bardzo
  806. 32:33istotna informacja. Gdybym spróbował ją
  807. 32:36zdobyć, ona mogłaby się obrazić i sobie
  808. 32:39pójść. Burknął Elias. Wolałem nie
  809. 32:42ryzykować.
  810. 32:44Rzuciłam mu spojrzenie spodełba, ale
  811. 32:46kiedy Jud machnął strzykawką, odechciało
  812. 32:48mi się demonstrować złość. Spięłam
  813. 32:50wszystkie mięśnie i wygięłam się na
  814. 32:52tyle, na ile pozwalał mi krępujący mnie
  815. 32:54chwyt. Wydarłam się w knebel akurat w
  816. 32:57momencie, gdy Jud zapytał uprzejmie.
  817. 33:01Mógłbyś wyjąć jej to z ust? Żartujesz?
  818. 33:04Prychnął Elias. Poczułam, jak jego palce
  819. 33:07zaciskają się na moich nadgarstkach
  820. 33:09jeszcze mocniej. Muszę się od niej
  821. 33:11dowiedzieć, ile waży. Elias machnął
  822. 33:13dłonią nad moimi plecami. Ustal to na
  823. 33:16oko. Wolałbym poznać konkretną, zgodną z
  824. 33:20prawdą liczbę. Lekarze w filmach
  825. 33:22oceniają to na oko. A w prawdziwym życiu
  826. 33:25robimy z pacjentem wywiad. Ona ci nie
  827. 33:28odpowie. Jest uparta.
  828. 33:30Złowrogi błysk w moim oku, który zdawał
  829. 33:32się potwierdzać słowa Eliasa, na dzzie
  830. 33:35chyba nie zrobił wrażenia. Patrzył na
  831. 33:37mnie spod lekko zmrużonych powiek.
  832. 33:39jakbym była białą myszą laboratoryjną.
  833. 33:43Żołądek zacisnął mi się mocniej na widok
  834. 33:45czegoś, co zalśniło jaśniej niż bunt
  835. 33:48mojej tęczówce. W powietrzu błysnął
  836. 33:50ostry szpic igły. W okrytej lateksową
  837. 33:53rękawiczką dłoni Jud trzymał strzykawkę.
  838. 33:56Igła była cienka i krótka, co jednak
  839. 33:58stanowiło dla mnie marne pocieszenie. Na
  840. 34:01twarzy lekarza dostrzegłam wahanie, ale
  841. 34:03nie miałam złudzeń. Nie chodziło mu o
  842. 34:05moje dobro, tylko o to, by jak najlepiej
  843. 34:08wykonać powierzone mu zadanie.
  844. 34:11Nie możesz jej zmusić? Nie zamierzam się
  845. 34:13z nią szarpać. Elias naparł lekko na
  846. 34:16moje złączone nadgarstki, wbijając mi je
  847. 34:19głębiej w dolną część pleców. Jęknęłam w
  848. 34:22momencie, gdy dodał: "Potrzebuję jej w
  849. 34:24jednym kawałku." powiedział to bardzo
  850. 34:26stanowczo, ale w spojrzeniu Juda było
  851. 34:29nie mniej determinacji. Oczekiwał, że
  852. 34:31Elias zareaguje i Elias wreszcie to
  853. 34:34zrobił, choć bardzo niechętnie. Nachylił
  854. 34:36się nad moimi plecami i puścił związane
  855. 34:39dłonie. Drgnęłam, gdy rozplątując supę
  856. 34:42na mojej potylicy, pociągnął mnie za
  857. 34:44włosy. Zabolało, choć robił to całkiem
  858. 34:47delikatnie. Zanim poluzował knebel,
  859. 34:50szepnął mi do odsłoniętego ucha:
  860. 34:52"Zachowuj się, albo włożę go z
  861. 34:54powrotem". Pokiwałam głową. Groźby z ust
  862. 34:57człowieka, któremu do niedawna ufałam i
  863. 35:00którego darzyłam sympatią, raniły mnie.
  864. 35:03Ale nie mniej raniła materiałowa taśma w
  865. 35:05ustach. Wrzynała mi się w twarz i
  866. 35:07zmuszała do trzymania szczęki w
  867. 35:09nienaturalnej pozycji. Gdy wreszcie
  868. 35:11została wyciągnięta, z moich oczu
  869. 35:13popłynęła kolejna fala łez ulgi.
  870. 35:17Podbródek mi się trząsł. Nie mogłam do
  871. 35:19końca zamknąć buzi. Chciałam rozmasować
  872. 35:21szczękę, ale unieruchomione ręce mi na
  873. 35:23to nie pozwoliły. Powietrze wpadało do
  874. 35:26moich płuc zbyt szybko. Łapałam haust za
  875. 35:29haustem, krztusiłam się, kaszlałam.
  876. 35:33Elias trzymał knebel w pogotowiu. W
  877. 35:35każdej chwili gotów, znów, bez litości,
  878. 35:37wpakować mi go do gardła. Jego dłonie
  879. 35:40znajdowały się w zasięgu mojego wzroku.
  880. 35:42Na jednym z palców dostrzegłam dobrze mi
  881. 35:44znaną obrączkę w kolorze stali. To
  882. 35:47naprawdę był on, ten sam Elias, którego
  883. 35:49całowałam na balkonie willi wujka
  884. 35:51Adriena. Nie jego mroczny brat bliźniak.
  885. 35:55Waga zapytał Jud jak robot.
  886. 35:59Zainteresowany tym co mam do powiedzenia
  887. 36:01tylko po to, by dobrze wykonać swoją
  888. 36:03pracę.
  889. 36:05Gardziłam nim. Gardziłam tym, jak wielka
  890. 36:08musiała cechować go znieczulica. Choć
  891. 36:10przecież w przypadku kogoś wykonującego
  892. 36:12zawód zaufania publicznego powinno być
  893. 36:14dokładnie na odwrót. Nie odpowiedziałam.
  894. 36:17Leżałam z policzkiem przyciśniętym do
  895. 36:19siedziska, nadal walcząc z
  896. 36:21przyspieszonym oddechem, jak dyszący
  897. 36:23jeleń, który czeka, aż myśliwy go
  898. 36:25dobije. Ponownie zakaszlałam.
  899. 36:29Jud zmrzył powieki. Suchość w gardle
  900. 36:32ocenił, a potem zniżył głos, bym go nie
  901. 36:35usłyszała i mruknął do siebie. Trzeba
  902. 36:37nawodnić obiekt. Cóż, usłyszałam.
  903. 36:41Przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia.
  904. 36:44Pierdol się. Wydusiłam. Elias cmoknął z
  905. 36:47dezaprobato.
  906. 36:49Kątem oka dostrzegłam jego twarz.
  907. 36:51Zazwyczaj błąkała się po niej drwina,
  908. 36:53której jednak teraz tam nie było. Elias
  909. 36:56w skupieniu pochylał się nade mną. W
  910. 36:57każdej chwili gotów zareagować.
  911. 37:00Wszystkie emocje, łącznie z tymi
  912. 37:01fałszywymi, odłożył na bok. Był na
  913. 37:04misji, w której nie zamierzał ponieść
  914. 37:06porażki.
  915. 37:08Ty też dorzuciłam słabo. Nie wiem czy
  916. 37:11mnie usłyszał. W każdym razie w żaden
  917. 37:13sposób nie zareagował. Zakaszlałam
  918. 37:15głośniej. Coś załaskotało mnie w gardle.
  919. 37:18Pij. Polecił Jud. Przed moimi ustami
  920. 37:21wyrósł czubek słomki. Wetknięta w szyjkę
  921. 37:24szklanej butelki z wodą kusiła zbyt
  922. 37:26mocno, bym mogła odmówić. Uniosłam głowę
  923. 37:29i aż przymknęłam powieki, gdy poczułam,
  924. 37:31jak orzeźwiający płyn spływa mi przez
  925. 37:33gardło do żołądka. Waga!
  926. 37:37Jestem uczulona. Wystękałam, gdy Jud
  927. 37:39zabrał butelkę. Jego głowa przechyliła
  928. 37:42się lekko. Zdołałam go zaintrygować.
  929. 37:45Uczulona
  930. 37:47na to. Skinęłam słabo w kierunku
  931. 37:49strzykawki.
  932. 37:50Przecież nie wiesz, co to za substancja.
  933. 37:52Prychnął Elias. Środek na senny to chyba
  934. 37:55logiczne, nie? Warknęłam.
  935. 37:58Dostajesz reakcji alergicznej na środek
  936. 38:00anestetyczny.
  937. 38:02Upewnił się Jud. Nie wypatrzył na mnie,
  938. 38:04ale jedyne co widział to wiedza
  939. 38:06zgromadzona przez lata praktyki,
  940. 38:08przechowywana w zakamarkach umysłu
  941. 38:09niczym w archiwum.
  942. 38:11Szukał w nim rozwiązania, zanim jeszcze
  943. 38:13dobrze poznał problem. Taki lekarz to
  944. 38:16skarb. Pomyślałam z przekąsem. Ale
  945. 38:19poteknęłam ledwo, bo głowa ciążyła mi
  946. 38:22coraz bardziej. Elias przyglądał mi się
  947. 38:24z zaciśniętą szczęką i pociemniałymi
  948. 38:26oczami. Namiastkę ulgi i odprężenia,
  949. 38:29które zapewne odczuł po wypełnieniu
  950. 38:31najtrudniejszej części swojej głupiej
  951. 38:32misji, czyli uprowadzeniu mnie do Jeepa.
  952. 38:36Zastąpiła irytacja tą nagłą komplikacją.
  953. 38:40Blefuje. Stwierdził wreszcie.
  954. 38:43Zabijesz mnie, geniuszu. Niemal
  955. 38:45splunęłam tymi słowami.
  956. 38:49Jakie jest prawdopodobieństwo, że Lind
  957. 38:51Simonet ma uczulenie akurat na narkozę?
  958. 38:53Bardzo małe, ale nie zerowe. Odparł
  959. 38:56fachowo Jud. Kącik moich ust uniósł się
  960. 38:59w złośliwym uśmieszku. Byłam przerażona,
  961. 39:02obolała i zmęczona szamotaniną, ale
  962. 39:04nawet w takim stanie odczuwałam
  963. 39:06satysfakcję. Niestety, Elias nie dał mi
  964. 39:09triumfować zbyt długo. No i co z tego?
  965. 39:11Właśnie po to mamy na pokładzie lekarza.
  966. 39:13Powiedział szorstko. W razie czego cię
  967. 39:16uratuję. Jud nikły uśmiech od razu
  968. 39:19spełzł z mojej twarzy jakby na
  969. 39:21potwierdzenie słów Eliasa anestezjolog
  970. 39:24wyciągnął z walizki jakiś drobny
  971. 39:25przedmiot, który najwidoczniej miał pod
  972. 39:27ręką. Adrenalina. Teraz to na twarzy
  973. 39:31Eliasa pojawił się zimny triumf.
  974. 39:34Widzisz Ly? Skrzywiłam się na to
  975. 39:36zdrobnienie w jego ustach. wwiercając w
  976. 39:39niego nienawistny wzrok, syknęła
  977. 39:40miadowicie.
  978. 39:42Zdrajca.
  979. 39:44Elias wytrzymał to spojrzenie. Na jego
  980. 39:46twarzy nie doszukałam się choćby cienia
  981. 39:48łagodności czy współczucia. Zero
  982. 39:50wyrzutów sumienia. Ciemne oczy patrzyły
  983. 39:53na mnie z góry beznamiętnie.
  984. 39:55Zahipnotyzowały mnie. Na moment zgubiłam
  985. 39:57się w ich czarnej toni, zimnej i
  986. 39:59nieczułej. Drgnęłam. Wykorzystał moment
  987. 40:02mojej nieuwagi i na powrót wcisnął mi do
  988. 40:05ust obrzydliwy, wilgotny odśliny knebel.
  989. 40:07Nie zdążyłam zareagować,
  990. 40:10błagać go, by tego nie robił. Czułam,
  991. 40:12jakby z palców wyślizgnęła mi się ta
  992. 40:14siemka wolności. Elias ponownie mi ją
  993. 40:17wyrwał i zawiązał wokół ust, żebym
  994. 40:20milczała. Mogłam teraz co najwyżej
  995. 40:22krzyczeć w tłumiący każdy dźwięk kłąb
  996. 40:24materiału. Elias zawiązał supeł z tyłu
  997. 40:27mojej głowy. Znowu wplątały się w niego
  998. 40:29włosy. Bolało bardziej niż wcześniej,
  999. 40:32ale teraz powód ciepłych łes na moich
  1000. 40:34policzkach był inny. Z wykręconą pod
  1001. 40:36kątem głową widziałam wycelowaną w
  1002. 40:38powietrze strzykawkę Juda. Odebrano mi
  1003. 40:41nie tylko głos. Zaraz miało być gorzej.
  1004. 40:44Miałam stracić też przytomność.
  1005. 40:47Tak jak mówiłem, nie odpowie na pytanie
  1006. 40:49o wagę. Powiedział wolno i chłodno
  1007. 40:51Elias. A adrenalina się nie przyda.
  1008. 40:54Spojrzał na mnie z góry obojętnie.
  1009. 40:56Kłamie o uczuleniu. W razie czego jestem
  1010. 40:59przygotowany. Zapewnił go jut.
  1011. 41:02Komplikacji z alergią nie traktował jako
  1012. 41:04specjalnie ambitnego wyzwania. Ponownie
  1013. 41:07przymrużył powieki i nachylił się nade
  1014. 41:09mną. Musiał często wysilać spojrzenie.
  1015. 41:12Świadczyły o tym zmarszczki wokół jego
  1016. 41:14oczu. Wiłam się pod Eliasem, by uniknąć
  1017. 41:16dotyku lekarza na próżno. Twarde palce
  1018. 41:19Juda ścisnęły mój biceps.
  1019. 41:23Jest drobnej budowy ciała z umiarkowanie
  1020. 41:25rozwiniętą masą mięśniową. Jud
  1021. 41:27przechylił głowę. Jasne oczy kalkulowały
  1022. 41:30coś z uwagą. wreszcie zadecydował.
  1023. 41:33Zastosuję podejście zachowawcze. Lepiej
  1024. 41:35stopniowo dostosowywać dawkę, niż ją
  1025. 41:38przeszacować.
  1026. 41:39Żadnego przeszacowywania. Potwierdził
  1027. 41:41Elias. Następnie pociągnięcie za tłok,
  1028. 41:45substancja nabrana. Odsłoń jej rękę.
  1029. 41:48Polecił Judlias podwinął rękaw mojej
  1030. 41:51bluzy. Ruchy miał zaskakująco delikatne.
  1031. 41:55No już, zaraz będzie po wszystkim.
  1032. 41:57Zapewnił mnie. Kręciłam głową. Dbałam,
  1033. 42:00żeby nieustannie okazywać mu brak swojej
  1034. 42:02zgody. Zziębnięte stopy wbijałam w drzwi
  1035. 42:05Jeepa. Bolały, bo poraniłam je podczas
  1036. 42:08przymusowej wędrówki przez las. Mimo to
  1037. 42:11napierałam nimi, jakbym mogła mieć
  1038. 42:13nadzieję, że drzwi się odblokują. Wtedy
  1039. 42:16Elias wypadnie, a ja wyskoczę za nim na
  1040. 42:18drogę i ucieknę. Ale drzwi nie drgnęły.
  1041. 42:21Po odsłoniętej skórze na mojej ręce
  1042. 42:23przejechał nasączony płynem
  1043. 42:25dezynfekującym wacik. Następnie doktor
  1044. 42:28Jud wyrzucił go do jakiegoś worka i
  1045. 42:30uniósł strzykawkę. Wydarłam się w
  1046. 42:32knebel. Krzyk jakby odbił się od niego i
  1047. 42:35wrócił w głąb mojego gardła.
  1048. 42:37Zakrztusiłam się nim. Fala strachu
  1049. 42:39rozbiła się po moim ciele i rozpłynęła
  1050. 42:41aż po koniuszki palców. Rzucałam się jak
  1051. 42:44ryba wyciągnięta z wody, a mimo to
  1052. 42:46doktor Jud miał na tacy to, czego
  1053. 42:48potrzebował. Obnażone zgięcie mojego
  1054. 42:51łokcia. Cienka igła z łatwością przebiła
  1055. 42:54gładką skórę. Uczucie porażki po wkłciu
  1056. 42:56było silniejsze od spowodowanego nim
  1057. 42:58dyskomfortu. Wtłoczona do żył substancja
  1058. 43:01zadziałała natychmiastowo. Zaciskając
  1059. 43:04zęby na kneblu i podkurczając palce u
  1060. 43:06rąk i nóg, próbowałam powstrzymywać
  1061. 43:08powieki przed opadnięciem. A najgorszym
  1062. 43:11uczuciem na świecie było to, gdy moje
  1063. 43:13ciało przestało walczyć szybciej niż
  1064. 43:15głowa.
  1065. 43:20Rozdział trzeci.
  1066. 43:22Skarpetki w pingwiny.
  1067. 43:25Elias. Raz. W aucie słychać było tylko
  1068. 43:29odliczanie Juda. Jednostjny szum
  1069. 43:32autostrady, no i niespokojne bicie
  1070. 43:34mojego serca.
  1071. 43:36Siedziałem przy znieruchomiałej lincji
  1072. 43:37monet, przyciskając ją ciężarem swojego
  1073. 43:40ciała. Obok przy jej głowie kucał dud. W
  1074. 43:43jednej ręce trzymał w pogotowiu
  1075. 43:45strzykawkę z adrenaliną, a dwa palce
  1076. 43:47drugiej, wskazujący i środkowy,
  1077. 43:49przykładał do szyi dziewczyny. Dwa.
  1078. 43:52Wstrzymywałem oddech, wypatrując na jej
  1079. 43:55twarzy najdrobniejszych drgnięć mięśni,
  1080. 43:57bladości lub zaczerwienienia,
  1081. 43:59jakiegokolwiek śladu, który wskazywałby
  1082. 44:02na to, że z jej organizmem dzieje się
  1083. 44:04coś niedobrego. Trzy.
  1084. 44:07Jud patrzył na tarczę zegarka na swoim
  1085. 44:09nadgarstku, który wystawał spod rękawa
  1086. 44:11granatowej marynarki. O ile dobrze
  1087. 44:14zrozumiałem, liczył oddechy Linsy. Pełna
  1088. 44:17koncentracja. cztery.
  1089. 44:20Nie przerywałem mu. Tak minęły jakieś
  1090. 44:23trzy minuty. Dopiero wtedy Jud zabrał
  1091. 44:25palce z jej szyi, pozwolił rękawowi
  1092. 44:27marynarki opaść i wstał. Strzykawkę
  1093. 44:30wciąż ściskał w dłoni.
  1094. 44:33Lindsey zasnęła pod narkozą. Pokręciłem
  1095. 44:36głową, pomijając knebel w ustach i
  1096. 44:38kosmyki blond włosów przylepione do
  1097. 44:40mokrych od łez policzków. Jej twarz
  1098. 44:42wyglądała normalnie. Spokojnie.
  1099. 44:45Mówiłem, że kłamała. Mruknąłem. Posadź
  1100. 44:48ją i przypnij pasem. Poinstruował mnie
  1101. 44:51Jud. Ja będę przy niej czuwał na wypadek
  1102. 44:53niespodziewanych komplikacji.
  1103. 44:55Potaknąłem. Taki był plan. Jud
  1104. 44:58skrupulatnie się go trzymał. To dobrze.
  1105. 45:03Powoli się podniosłem. Nie siedziałem na
  1106. 45:05niej całym ciężarem ciała w obawie, że
  1107. 45:07pogruchotałbym jej kości. Kolana
  1108. 45:10wbijałem w siedzenie na wysokości jej
  1109. 45:11szczupłej talii, więc jej ciało
  1110. 45:13znajdowało się pomiędzy moimi nogami.
  1111. 45:17Pozycja może i dwuznaczna, ale
  1112. 45:18skuteczna. Udało mi się unieruchomić
  1113. 45:21Lindsy w kluczowym momencie.
  1114. 45:25Teraz już mogłem zrobić z nią co
  1115. 45:27chciałem. Najpierw zsunąłem jej stopy na
  1116. 45:30podłogę. Były ubłocone i zmarznięte.
  1117. 45:33Prawie poczułem wyrzuty sumienia, że w
  1118. 45:35lesie pozbawiłem ją butów.
  1119. 45:37Na panelu z tyłu samochodu dyskretnie
  1120. 45:39podkręciłem ogrzewanie siedzenia.
  1121. 45:42Nachyliłem się nad nią, by chwycić ją
  1122. 45:44pod pachy i ustawić w pozycji pionowej,
  1123. 45:46ale na chwilę zatrzymałem się nad jej
  1124. 45:48twarzą.
  1125. 45:50Knebel był piękną lekcją pokory za to
  1126. 45:52jej wieczne wymądrzanie się, a jednak na
  1127. 45:55widok jej ust coś zakuło mnie w klatce
  1128. 45:58piersiowej. Zwykle miękkie, a podczas
  1129. 46:00pocałunku tak słodkie, teraz zbielały
  1130. 46:02napięte. Z ich kącika aż na brodę
  1131. 46:05wyciekała stróżka śliny. Starłem ją
  1132. 46:07delikatnie rąbkiem koca. Założyłem też
  1133. 46:10zbłąkane blądzko smyki za ucho. Jud
  1134. 46:13przypadkiem zauważył ten gest. By nie
  1135. 46:15dać mu powodu do snucia durnych
  1136. 46:17niepotrzebnych domysłów, przytknąłem
  1137. 46:19wierzch dłoni do czoła Linii, udając, że
  1138. 46:21sprawdzam jej temperaturę, choć za
  1139. 46:23cholerę nie miałem takiego wyczucia.
  1140. 46:26Zresztą monitorowanie jej funkcji
  1141. 46:27życiowych to była jego robota, nie moja.
  1142. 46:30Po to został zatrudniony. Miał za
  1143. 46:32zadanie utrzymać ją stabilną,
  1144. 46:34szczególnie w narkozie. Stanowi
  1145. 46:37zagrożenie. Zauważył na głos Jud. Co?
  1146. 46:40Burknąłem. Nie powinnam mieć ciała
  1147. 46:43obcego w ustach. To niebezpieczne
  1148. 46:45podczas narkozy.
  1149. 46:47Szarpnięciem uniosłem ją i osadziłem w
  1150. 46:49odpowiedniej pozycji. Jej głowa opadła,
  1151. 46:52więc oparłem ją o zagłówek.
  1152. 46:55Związane z tyłu ręce upchnąłem za jej
  1153. 46:57plecami na wysokości lędźwi. To nie
  1154. 46:59mogło być wygodne, ale przecież na razie
  1155. 47:01i tak spała, więc było jej wszystko
  1156. 47:03jedno.
  1157. 47:04Nach, nie ruszaj. Ostrzegł mnie Gino,
  1158. 47:07którego okulary przeciwsłoneczne mignęły
  1159. 47:09w tylnym lusterku, gdy obserwował jak
  1160. 47:11sięgam do knebla. I tak jest
  1161. 47:13nieprzytomna. Zirytowałem się, że
  1162. 47:16wpieprza się w nie swoje sprawy. Nie
  1163. 47:18przepadałem za typem od pierwszych chwil
  1164. 47:20naszej znajomości.
  1165. 47:22Nigdy nie wiesz, kiedy się obudzi i
  1166. 47:24wydrze.
  1167. 47:26Knebel utrudnia jej oddychanie. Judo
  1168. 47:29potwierdził. Poradzi sobie. Sorry, ale
  1169. 47:32tobie akurat daleko do autorytetu w
  1170. 47:34dziedzinie medycyny.
  1171. 47:36Odwiązałem knebel, przeciągnąłem pas
  1172. 47:39przez jej tłów i go zapiąłem. Włożyłem
  1173. 47:42też poduszkę między jej kiwającą się
  1174. 47:43bezwładnie głowę a przyciemniane okno. I
  1175. 47:46tak ją zostawiłem śpiącą i bezbronną.
  1176. 47:50Przeniosłem się na fotel w środkowym
  1177. 47:51rzędzie. Z Lisi został Jud. Usiadł
  1178. 47:55blisko niej i czujnie marszczył brwi
  1179. 47:57przy każdym jej mimowolnym grymasie czy
  1180. 47:59cichym jęknięciu.
  1181. 48:01Nie ufałem nikomu w tym świadku. Judowi
  1182. 48:04też nie. Ale skoro musiałem powierzyć
  1183. 48:06zdrowie Linci w czyjeś ręce, to jego
  1184. 48:08były najlepszym wyborem.
  1185. 48:12Wreszcie mogłem się rozluźnić. Oparłem
  1186. 48:14plecy na wygodnym siedzeniu. Potylice
  1187. 48:16wcisnąłem w zagłówek i pozwoliłem
  1188. 48:18powiekom opaść do połowy. Odetchnąłem.
  1189. 48:22Chowanie się w lesie przed deszczem, a
  1190. 48:24potem szamotanina z Lind Monet sprawiły,
  1191. 48:26że dłonie, które właśnie luźno położyłem
  1192. 48:28na udach, pokrywał brud.
  1193. 48:31Przeniosłem spojrzenie na okno. Mijające
  1194. 48:33nas na autostradzie samochody były tak
  1195. 48:35samo zwyczajne i nie rzucające się w
  1196. 48:38oczy jak nasz Jeep. Gino trzymał się
  1197. 48:40jednego ze środkowych pasów i przezornie
  1198. 48:43pilnował prędkości, żeby nie zatrzymała
  1199. 48:45nas policja.
  1200. 48:47Do Mffinville dojechaliśmy po mniej
  1201. 48:49więcej godzinie. Zjazd z autostrady
  1202. 48:51prowadził prosto na parking. Mieliśmy
  1203. 48:54się przesiąść do suwa, żeby zgubić ślady
  1204. 48:56i utrudnić monetą węszenie za nami. Nowy
  1205. 48:59samochód był odrobinę niższy, ale tak
  1206. 49:01samo długi. Czekał na nas w ustronnym
  1207. 49:03miejscu za drzewami. W pobliżu stało
  1208. 49:05tylko kilka ciężarówek. Wokół ani żywej
  1209. 49:08duszy.
  1210. 49:10Gino podjechał do SUA w taki sposób,
  1211. 49:13żeby przenosiny odbyły się jak
  1212. 49:14najdyskretniej. Akcja była sprawna i
  1213. 49:16bezproblemowa, jakby dla jej zwieńczenia
  1214. 49:19z nieba posypały się pierwsze w tym
  1215. 49:21sezonie pojedyncze płatki śniegu.
  1216. 49:24To ja objąłem plecy Linxi i wsunąłem
  1217. 49:26ramię pod zgięcia jej kolan. Głowa
  1218. 49:28dziewczyny bezwładnie oparła się o moją
  1219. 49:30klatkę piersiową. Napiąłem mięśnie, żeby
  1220. 49:33przetransportować ją ostrożnie i nie
  1221. 49:35nabić jej przy tym jakiegoś siniaka.
  1222. 49:37Przesadzałem,
  1223. 49:39przynajmniej według Gino. Wysiadł z
  1224. 49:42Jeepa i zsunął okulary przeciwsłoneczne
  1225. 49:44na czubek głowy, odsłaniając oczy,
  1226. 49:46dzięki czemu zobaczyłem jak nimi
  1227. 49:47przewraca. Może jeszcze rozwiń dla
  1228. 49:50naszej małej syrenki czerwony dywan.
  1229. 49:52Zakwił chrapliwie. Opierając się o
  1230. 49:54rozsunięte drzwi, obrzucił śpiącą Lin
  1231. 49:57ciężkim spojrzeniem.
  1232. 49:59Miałem na nią uważać, to uważam. Odwal
  1233. 50:02się. Warknąłem.
  1234. 50:05Przy Gino nie wolno było okazać
  1235. 50:07słabości, inaczej zmieliłby człowieka
  1236. 50:09jak gumę do żucia, którą splunął właśnie
  1237. 50:11pod koła Jeepa. Chwilę przed tym, jak
  1238. 50:13odpalił papierosa, wsadził go sobie do
  1239. 50:16ust i mrużąc oczy od dymu, wyciągnął
  1240. 50:18dłoń do policzka Lini. Obserwowałem, jak
  1241. 50:21szorstkim kciukiem pociera jej delikatną
  1242. 50:23skórę. Mocno, jakby próbował zsunąć ją
  1243. 50:26dziewczynie z twarzy. Zostawił na niej
  1244. 50:28nawet czerwony ślad. Śpiąca Ly wtuliła
  1245. 50:32głowę jeszcze mocniej w moją pierś.
  1246. 50:34Zmarszczyłem brwi i już miałem zapytać,
  1247. 50:36co on odpierdala, ale szybko zabrał
  1248. 50:38rękę. Z grymasem na ustach potarł ją o
  1249. 50:41swoją skórzaną marynarkę. Ja pierdolę,
  1250. 50:44cała się zaśliniła. To po co ją
  1251. 50:46dotykasz? Burknąłem. Wzruszył ramionami.
  1252. 50:50Buźka gładziutka, to dotykam. Trzymaj
  1253. 50:53łapy przy sobie. Mały idiota z ciebie,
  1254. 50:55że tak jej bronisz. Zadrwił.
  1255. 50:58Powstrzymałem się przed przewróceniem
  1256. 51:00oczami, bo mamy ją zaprowadzić do
  1257. 51:02Stanislausa w jednym kawałku. Pamiętasz?
  1258. 51:06Czy może jesteś takim debilem, że już
  1259. 51:08zdążyło ci to umknąć? To dodałem w
  1260. 51:10myślach. Ty lepiej patrz na nią. Gino
  1261. 51:13kiwnął kanciastym podbródkiem na drżące
  1262. 51:16powieki Lisy. Zaraz się obudzi, zacznie
  1263. 51:18drzeć japę, przyleci jakiś okoliczny
  1264. 51:20superbohater i spieprzysz całą misję.
  1265. 51:24Chodzi ci o knebel? Prychnąłem, powoli
  1266. 51:26ładując się do auta. Kumasz, że gdy śpi,
  1267. 51:29może się w nim udusić. Należało go
  1268. 51:31wyjąć. Jud zwrócił na to uwagę. Aha. Ja
  1269. 51:36tam bym jej go wepchnął jeszcze głębiej.
  1270. 51:38Rzuciłem mu pełne niechęci spojrzenie.
  1271. 51:41Taka agresja była niepotrzebna. Jaki ty
  1272. 51:43masz z nią problem? To dziewczyna z
  1273. 51:46rodziny Monet. Odpowiedział. Wokół jego
  1274. 51:49krótko ostrzeżonej głowy unosił się dym,
  1275. 51:51który wpadał też do wnętrza samochodu,
  1276. 51:53gdy Gino nachylił się i zajrzał do
  1277. 51:55środka w ślad za mną.
  1278. 51:58Bogata, rozkapryszona smarkula. Wzruszył
  1279. 52:01ramionami, a kiedy układałem już Lindsy
  1280. 52:03na jej nowym miejscu, dorzucił niby od
  1281. 52:05niechcenia.
  1282. 52:07Można by się z nią zabawić.
  1283. 52:09Moje dłonie znieruchomiały na pasie
  1284. 52:11bezpieczeństwa. Głowa Ly znowu się
  1285. 52:13osunęła. Włosy opadły jej na twarz.
  1286. 52:16Byłem tak blisko niej, że przez moment
  1287. 52:18zapatrzyłem się na drobne
  1288. 52:19bladoniebieskie żyłki na jej zamkniętych
  1289. 52:21powiekach, po czym rzuciłem przez ramię
  1290. 52:24lodowato: "Wypierdalaj za kierownicę i
  1291. 52:26trzymaj się od niej z daleka".
  1292. 52:29"Nie twoich rozkazów to słucham, młody."
  1293. 52:32Wychrypiał Gina. "Pamiętaj o tym".
  1294. 52:37W jego głosie wybrzmiało ostrzeżenie, a
  1295. 52:39jednak zrobił, co mu kazałem. Niedopałek
  1296. 52:42wylądował na asfalcie.
  1297. 52:44Gino nawet go nie przydeptał. Wsiadł na
  1298. 52:46miejsce kierowcy i odpalił silnik. Jako
  1299. 52:49ostatni do środka ze swoją lekarską
  1300. 52:51torbą wślizgnął się Jud, który w
  1301. 52:53milczeniu zajął miejsce przy Lini i
  1302. 52:56wrócił do monitorowania jej stanu
  1303. 52:57zdrowia. Dzięki temu zyskałem jeszcze
  1304. 53:00pół godziny spokoju, dopóki się nie
  1305. 53:02obudziła. Zanim otworzyła oczy, zaczęła
  1306. 53:04trzepotać powiekami. "Zwiększamy dawkę?"
  1307. 53:08zapytał zawczasu Jut z gotową do użycia
  1308. 53:10strzykawką w dłoni. Najpierw usiadłem
  1309. 53:13bokiem w swoim fotelu, żeby lepiej
  1310. 53:15widzieć jej twarz. Coraz bardziej
  1311. 53:17przytomnie, marszcząc brwi, poruszyła
  1312. 53:19podbrókiem. Podniosłem się szybko, żeby
  1313. 53:22w porę stłumić jej pierwszy krzyk.
  1314. 53:24Złapałem za knebel i wepchnąłem jej go w
  1315. 53:26usta, zanim zdążyła załapać, co się
  1316. 53:28dzieje. To musiała być dla niej
  1317. 53:30nieprzyjemna niespodzianka. Dostrzegła
  1318. 53:33mnie. Strach napełnił jej oczy nowymi
  1319. 53:35łzami. Pomyślałem, że pewnie próbuję
  1320. 53:37sobie przypomnieć, co się wydarzyło.
  1321. 53:40Drgnęła raptownie, gdy następnie w dłoni
  1322. 53:42Juda zobaczyła strzykawkę. Spojrzała mu
  1323. 53:45w twarz. Jud przypatrywał się jej
  1324. 53:47badawczo bez troski.
  1325. 53:50Na razie niech będzie przytomna.
  1326. 53:51Mruknąłem. Jud wykonywał moje rozkazy
  1327. 53:54bez dyskusji. Schował strzykawkę i
  1328. 53:57odsunął się od Linii tak gwałtownie,
  1329. 53:59jakby zdiagnozował u niej nagle chorobę
  1330. 54:01zakaźną. Na szczęście była zdrowa,
  1331. 54:03miejmy nadzieję, choć z pewnością
  1332. 54:06odczuwała jakiś ból, a przynajmniej
  1333. 54:08dyskomfort, skrępowane ręce, znowu
  1334. 54:11zablokowane usta, z każdą chwilą coraz
  1335. 54:13mocniej się wierciła, coraz głośniej
  1336. 54:15jęczała w knebel. Gino zerkał na nią w
  1337. 54:18tylnym lusterku, czerpiąc rodzaj
  1338. 54:20sadystycznej przyjemności z jej udręki.
  1339. 54:23Chyba to mnie tak wkurzało, bo uniosłem
  1340. 54:25palce i pstryknąłem nimi na dziewczynę.
  1341. 54:27Ej!
  1342. 54:29Nienawistne spojrzenie, które we mnie
  1343. 54:31wbiła, było, przyznaję, zasłużone. Wyjmę
  1344. 54:34ten knebel tylko, jeśli obiecasz, że
  1345. 54:36będziesz cicho. Powiedziałem. Błagalny
  1346. 54:39wyraz złagodził rysy jej twarzy. Żywo
  1347. 54:42pokiwała głową. Po jej policzkach nadal
  1348. 54:44ciekły łzy. Gino burknął coś z
  1349. 54:47niezadowoleniem. Zignorowałem go.
  1350. 54:49Zbliżyłem się do Lindsy powoli, aby
  1351. 54:51pokazać, że w tym aucie to ja mam władzę
  1352. 54:54i nie obchodzi mnie, co sobie myśli nasz
  1353. 54:56kierowca. Kucnięcie przed nią groziło
  1354. 54:59otrzymaniem kopniaka, bo wcześniej
  1355. 55:01odpuściłem sobie krępowanie jej nóg.
  1356. 55:03Patrząc prosto w jej szare oczy,
  1357. 55:05wyciągałem ręce do supła na kneblu.
  1358. 55:08Kłębił się w nich strach i słusznie, ale
  1359. 55:11także złość i krnąbność, z których Linds
  1360. 55:14Monet słynęła.
  1361. 55:16Tak może być nawet ciekawiej pomyślałem,
  1362. 55:18odrzucając na bok przesiąknięty ślinę
  1363. 55:21materiał. Splotłem dłonie. Wewnętrzną
  1364. 55:23stroną przedramion oparłem się o jej
  1365. 55:25napięte kolana i czekałem, aż uspokoi
  1366. 55:27oddech. Łapała powietrze łapczywie,
  1367. 55:30pokasłując. Trwało to dłużej niż za
  1368. 55:33pierwszym razem. Przyglądałem jej się z
  1369. 55:35dołu cierpliwie i bez emocji. Nie
  1370. 55:37zamierzałem ich okazywać, żeby nie
  1371. 55:39odniosła jakiegoś mylnego wrażenia.
  1372. 55:42Ręce! Wydusiła. Pokręciłem głową.
  1373. 55:46Proszę. A tu drgnął mi kącik ust.
  1374. 55:49Okazuje się, że wypieszczoną Lindcy
  1375. 55:51Monet wcale nie tak trudno jest złamać.
  1376. 55:54Zauważyłem cicho. Jej czoło z kilkoma
  1377. 55:56przyklejonymi blondko smykami się
  1378. 55:58zmarszczyło. Nie tak trudno. Wydukała,
  1379. 56:01słabo, ale z wyraźnym wyrzutem. Ty mnie
  1380. 56:03przecież porwałeś. Wzruszyłem ramionami.
  1381. 56:07Fakt, niech ci będzie. Odchyliła głowę,
  1382. 56:10eksponując swoją długą szyję. Przymknęła
  1383. 56:12powieki. Zrezygnowana. Czego ty ode mnie
  1384. 56:15chcesz?
  1385. 56:16Bezpośrednio od ciebie? niczego.
  1386. 56:19Otworzyła oczy i wbiła wzrok w
  1387. 56:21podsufitkę. Każde przełknięcie śliny
  1388. 56:23było widoczne pod skórą jej szyi.
  1389. 56:26Poruszała też szczęką, próbując
  1390. 56:28przywyknąć do braku knebla w ustach. Pod
  1391. 56:31rękami czułem drżenie jej kolan. W takim
  1392. 56:33razie o co w tym wszystkim chodzi? To
  1393. 56:36nie jest rozmowa na teraz. Uciąłem. A na
  1394. 56:39kiedy? Opuściła podbródek i wreszcie
  1395. 56:42znów spojrzała mi w oczy. Dokąd ty mnie
  1396. 56:45wywozisz?
  1397. 56:47Sięgnąłem po knebel, który leżał na
  1398. 56:48siedzeniu obok. Lindcy błyskawicznie się
  1399. 56:51spięła. Zadaj mi jeszcze jedno pytanie.
  1400. 56:54Rzuciłem złowrogo, jakbym ją wyzywał.
  1401. 56:56Wpatrywałem się w nią z powagą, żeby
  1402. 56:58skutecznie ją zastraszyć. Nie musiałem
  1403. 57:01się szczególnie wysilać. Już i tak była
  1404. 57:03przerażona. Zagryzła wargi, ale nie
  1405. 57:06zdołała powstrzymać obelgi, która
  1406. 57:08wyślizgnęła się z jej ust. Jesteś
  1407. 57:10psychopatą.
  1408. 57:12Tym bardziej nie powinnaś mnie testować.
  1409. 57:15Odparłem. Wolną dłonią poklepałem ją po
  1410. 57:18kolanie. Moja obrączka zalśniła.
  1411. 57:20Poruszyłem się, żeby wstać. Czekaj.
  1412. 57:23Zawołała ochryplę. Co jest?
  1413. 57:26Przykrzywiłem głowę. Włosy, które opadły
  1414. 57:28mi na czoło, odgarnąłem do tyłu.
  1415. 57:31Poczułem, jak napina uda jeszcze
  1416. 57:32mocniej. Bardzo bolą mnie ręce.
  1417. 57:35Poskarżyła się smutno wywijając dolną
  1418. 57:38wargę. Poruszyła ramionami. Możesz
  1419. 57:40chociaż związać mi je z przodu?
  1420. 57:44Nie, ale dodatkowo mogę związać ci nogi.
  1421. 57:46Odpowiedziałem. Co ty na to? Nie. Tym
  1422. 57:50razem pogłaskałem ją po kolanie.
  1423. 57:52Próbowała zabrać je z zasięgu mojej
  1424. 57:54ręki, równocześnie nadal zaciskając uda.
  1425. 57:57Nie przechyliłem głowę jeszcze bardziej.
  1426. 58:00Czułam każdą ciarkę na jej skórze. W jej
  1427. 58:02biednym organizmie szalał właśnie
  1428. 58:04armagedon emocji.
  1429. 58:06Drżysz, Lindsy, bo mi zimno. Spuściła
  1430. 58:11spojrzenie na swoje bose stopy, które
  1431. 58:13pocierała o siebie, by je rozgrzać.
  1432. 58:15Słuchaj, westchnąłem. Nie moja wina, że
  1433. 58:18nie włożyłaś normalnych butów. No tak,
  1434. 58:20wybacz. Gdybym wiedziała, że mnie
  1435. 58:22porwiesz, lepiej bym się przygotowała.
  1436. 58:25Mogę ewentualnie zacząłem chcąc jej
  1437. 58:28zaproponować podkręcenie ogrzewania, ale
  1438. 58:30przerwał mi szorstki głos Gino zza
  1439. 58:32kierownicy. E, przymknijcie się tam, bo
  1440. 58:35zjeżdżam na stację. Warknął Lindy.
  1441. 58:39Prychnęła do mnie cicho, ale
  1442. 58:40prześmiewczo. Nawet wcześniej nie
  1443. 58:42zatankowaliście, najgorsi porywacze.
  1444. 58:45Zignorowałem ją. Wbrew temu, co myślała,
  1445. 58:48nie byliśmy jełopami. Przygotowaliśmy
  1446. 58:51się, odwróciłem głowę i rzuciłem do
  1447. 58:53Gino. Przecież bak jest pełny, ale chcę
  1448. 58:56coś kupić i muszę się odlać. Na chwilę
  1449. 58:59oderwał oczy od drogi, aby rzucić mi
  1450. 59:01spojrzenie do tyłu i zamruczał
  1451. 59:03słowieszczo: "Pilnuj, by mało lata
  1452. 59:05siedziała cicho."
  1453. 59:07Lind natychmiast zacisnęła usta, zapewne
  1454. 59:10po to, żeby mi pokazać, jaka to ona nie
  1455. 59:12zamierza być posłuszna bez knebla. Ale
  1456. 59:14nie byłem na tyle durny, aby ryzykować.
  1457. 59:17Podniosłem się, by łatwiej sięgnąć do
  1458. 59:19jej twarzy, którą natychmiast
  1459. 59:21przycisnęła do ramienia, jak wtedy, gdy
  1460. 59:23wycierała o nie policzek ze śliny.
  1461. 59:26"Nie będę się odzywać. Obiecuję!"
  1462. 59:28zawołała. Zamknąłem palce na jej szczęce
  1463. 59:31i siłą uniosłem jej podbródek. Szare
  1464. 59:33oczy lśniły.
  1465. 59:35Elias oddychała ciężko, spanikowana. Ja
  1466. 59:39też muszę do łazienki. Ty musisz
  1467. 59:41wytrzymać. W jej ustach z powrotem
  1468. 59:44wylądował knebel. Żeby nie oglądać, jak
  1469. 59:46Lisy popiskuje w niego niczym
  1470. 59:48nowoarodzone kocie, wróciłem na swoje
  1471. 59:51miejsce. Do toalety chodziliśmy na
  1472. 59:53zmianę. Pierwszy poszedł Gino. Wrócił z
  1473. 59:56puszką energetyka i jakimiś batonami,
  1474. 59:58które rzucił sobie na siedzenie obok
  1475. 1:00:00fotela kierowcy. Następnie za potrzebą
  1476. 1:00:03udał się Jud, a dopiero potem ja.
  1477. 1:00:05Załatwiłem sprawę szybko, żeby nie
  1478. 1:00:07zostawiać Lincji samej zbyt długo.
  1479. 1:00:10Rozkaz od Stanislausa był jasny. Należy
  1480. 1:00:13dowieść ją do celu w jednym kawałku. I
  1481. 1:00:15wszyscy raczej go przestrzegali, ale
  1482. 1:00:17wolałem nie kusić losu. Gino był
  1483. 1:00:20popaprany.
  1484. 1:00:22Przy wyjściu z budynku stacji moją uwagę
  1485. 1:00:25zwróciły puchate skarpetki wiszące na
  1486. 1:00:27ekspozytorze wśród różnych innych
  1487. 1:00:28bezsensownych gadżetów. Najpierw
  1488. 1:00:31przeszedłem obok nich obojętnie, ale coś
  1489. 1:00:33mnie tknęło i zawróciłem. Złapałem
  1490. 1:00:36pierwszą lepszą parę. Trafiły się
  1491. 1:00:37niebieskie z nadrukowanymi
  1492. 1:00:39czarno-białymi pingwinami, które wesoło
  1493. 1:00:41machały skrzydłami. Materiał zajebiście
  1494. 1:00:45milusi w dotyku. Gino obserwował Lindy w
  1495. 1:00:48lusterku, szeleszcząc papierkiem od
  1496. 1:00:50batona. Ona z kolei patrzyła tęskno
  1497. 1:00:52przez przyciemnianą szybę na
  1498. 1:00:54cywilizowany świat za oknem. Tak bliski,
  1499. 1:00:57a jednocześnie tak odległy. Choć nie
  1500. 1:00:59pałała do mnie teraz sympatią, to chyba
  1501. 1:01:01jej ulżyło, kiedy wróciłem.
  1502. 1:01:04Zatrzymaj się kawałek dalej.
  1503. 1:01:06Poinstruowałem Gino, kiedy odpalił
  1504. 1:01:08silnik gdzieś w lesie.
  1505. 1:01:11Jego szeroka twarz rozciągnęła się w
  1506. 1:01:13idiotycznym uśmiechu, ale tym razem
  1507. 1:01:15przyjął polecenie bez dyskusji.
  1508. 1:01:17Dobrze.
  1509. 1:01:19Minąłem Juda, który siedział w środkowym
  1510. 1:01:22rzędzie i czytał coś na tablecie. Cały
  1511. 1:01:24ekran pokrywała drobna czcionka jakiegoś
  1512. 1:01:26artykułu, zapewne naukowego. Spokojny,
  1513. 1:01:30cichy, w każdej chwili gotowy do
  1514. 1:01:32wykonania pracy, do której został tu
  1515. 1:01:34ściągnięty.
  1516. 1:01:35Skarpetki w pingwiny wylądowały na
  1517. 1:01:37fotelu obok Lindsey. Spojrzała na nie,
  1518. 1:01:40po czym przeniosła wzrok na mnie.
  1519. 1:01:41Wyciągnęła szyję, chcąc chyba, żebym
  1520. 1:01:44wyjął jej knebel z ust. Przysiadłem obok
  1521. 1:01:47i po raz kolejny dziś rozplątałem supeł
  1522. 1:01:49z tyłu jej blondwłosej głowy. Dzięki za
  1523. 1:01:52skarpetki. powiedziała od razu. Byłem
  1524. 1:01:55pewny, że ma je w dupie, ale z kneblem w
  1525. 1:01:57ustach nieustannie kminiła, co mówić, by
  1526. 1:01:59utrzymać moją przychylność. Rozwiążesz
  1527. 1:02:02mnie chociaż na chwilę, żebym mogła je
  1528. 1:02:04założyć? Nie.
  1529. 1:02:07Jak mam zrobić z nich użytek, skoro nie
  1530. 1:02:09mogę poruszyć dłońmi? Najpierw pójdziesz
  1531. 1:02:11wysikać się w lesie. Wskazałem okno po
  1532. 1:02:14jej stronie. Gino właśnie zjechał z
  1533. 1:02:17głównej drogi i zaczęło porządnie
  1534. 1:02:18trząść. Wyraźnie dało się odczuć, że to
  1535. 1:02:21nie jest już wysoko zawieszony Jeep z
  1536. 1:02:23napędem na cztery koła. Lindcy
  1537. 1:02:26zamrugała, ewidentnie speszona. Nie chcę
  1538. 1:02:29w lesie. Oburzyła się. Chcę do łazienki.
  1539. 1:02:32Lepszej od tej pod krzaczkiem nie
  1540. 1:02:33uświadczysz. Elias przełknęła ślinę. No
  1541. 1:02:37proszę cię, to nie humanitarne.
  1542. 1:02:40Możemy też nie zatrzymywać się wcale. Po
  1543. 1:02:43prostu potrzebuję cywilizowanych
  1544. 1:02:44warunków. Muszla klozetowa, papier,
  1545. 1:02:46umywalka, podstawowe rzeczy.
  1546. 1:02:49Do naszych uszu doleciało pogardliwe
  1547. 1:02:51prychnięcie Gino. Rozpieszczona
  1548. 1:02:53gówniara.
  1549. 1:02:56Lindy spojrzała w jego kierunku
  1550. 1:02:57oburzona. Sam poszedłeś do normalnej
  1551. 1:03:00toalety. Odpyskowała mu podniesionym
  1552. 1:03:02głosem. Elias, ja myślę, że chyba nasza
  1553. 1:03:04panienka Monet miewa za krótkie sesje z
  1554. 1:03:07Kneblem, skoro jej struny głosowe tak
  1555. 1:03:09szybko się regenerują. Zignorowałem go i
  1556. 1:03:12zwracając się do Lini powiedziałem
  1557. 1:03:14twardo i stanowczo: "Możesz się załatwić
  1558. 1:03:16w lesie albo wcale, wybieraj".
  1559. 1:03:19Jej dolna warga znowu zaczęła drżeć, ale
  1560. 1:03:21no przykro mi. W obecnej sytuacji nie
  1561. 1:03:24było takiej możliwości, żebym zmiękł.
  1562. 1:03:26Czyli wcale. Uznałem po chwili jej
  1563. 1:03:29milczenia. Nie, czekaj. Przewróciłem
  1564. 1:03:32oczami. Nie mamy na to czasu, Lindsey. A
  1565. 1:03:35przed nami jeszcze długa droga. Dodał
  1566. 1:03:37śpiewnie Gino. Wszystko szło zgodnie z
  1567. 1:03:40planem, więc stawał się coraz bardziej
  1568. 1:03:41wyluzowany. Humor chyba najbardziej
  1569. 1:03:44poprawiły mu batony, które teraz wsuwał
  1570. 1:03:46jednego za drugim. Lindti oblizała
  1571. 1:03:49wargi. Wbiła we mnie spojrzenie tych
  1572. 1:03:51swoich dużych, szarych, załzawionych
  1573. 1:03:52oczu, próbując nawiązać ze mną kontakt
  1574. 1:03:55wzrokowy. Zaczarować mnie, urobić,
  1575. 1:03:57ubłagać. Była w tym niezła, przyznaję.
  1576. 1:04:01Cóż, mając takiego starego jak Vincent
  1577. 1:04:03Monet, na pewno nauczyła się kilku
  1578. 1:04:04sztuczek. Muszę skorzystać z normalnej
  1579. 1:04:07łazienki. Eliasie, westchnąłem. Chyba
  1580. 1:04:11rozumiesz, dlaczego nie puszczę cię na
  1581. 1:04:12stację. spytałem unosząc brwi. Załatwisz
  1582. 1:04:15się, Linci w lesie albo w ogóle
  1583. 1:04:17wybieraj. Moje spojrzenie było
  1584. 1:04:19beznamiętne i nieprzejednane. Szybko
  1585. 1:04:23zrozpaczona Mina na Lini wydała mi się
  1586. 1:04:26wyolbrzymioną reakcją na sikanie w
  1587. 1:04:28krzakach. Jasne, rozumiem, że dla
  1588. 1:04:30dziewczyn to mniej komfortowe niż dla
  1589. 1:04:31facetów, ale bez przesady. Ja tu
  1590. 1:04:34naprawdę nie miałem przestrzeni na
  1591. 1:04:35ustępstwa. Wreszcie Lindy zaakceptowała
  1592. 1:04:39swoją porażkę i pokiwała głową. Gino,
  1593. 1:04:42stajemy. Poleciłem.
  1594. 1:04:44Pensylvania to piękny stan. Porasta ją
  1595. 1:04:47tak wiele lasów, że naprawdę nietrudno
  1596. 1:04:48jest znaleźć ustronne miejsca, raj dla
  1597. 1:04:51miłośników natury oraz porywaczy. Kiedy
  1598. 1:04:54się zatrzymaliśmy, rozsunąłem drzwi.
  1599. 1:04:57Trzymając Lincji za łokieć,
  1600. 1:04:58wyprowadziłem ją na zewnątrz. Wzrygnęła
  1601. 1:05:01się, gdy jej bose stopy dotknęły zimnej
  1602. 1:05:03ziemi. Las zaczynała pokrywać cieniutka,
  1603. 1:05:06wciąż jeszcze prześwitująca warstwa
  1604. 1:05:08bieli. Rozwiąż mnie! Stęknęła. Tylko na
  1605. 1:05:11chwilę. Nie rób tego, młody. Ostrzegł
  1606. 1:05:14mnie Gino. Choć nie skończył jeszcze
  1607. 1:05:17przeżuwać batona, wygramolił się z
  1608. 1:05:19samochodu, żeby wcisnąć sobie do ust
  1609. 1:05:20papierosa.
  1610. 1:05:22Lindsy cała się trzęsła. Byłem pewien,
  1611. 1:05:24że to ze złości, nie z zimna. W jej
  1612. 1:05:27żyłach krążyło zbyt wiele adrenaliny, by
  1613. 1:05:29mogła odczuwać chłód. W sumie to lepiej
  1614. 1:05:32dla niej, bo ubrała się kompletnie
  1615. 1:05:33nieodpowiednio do pory roku i pogody.
  1616. 1:05:37Nie dam rady wysikać się z rękami
  1617. 1:05:39związanymi na plecach. Piekliła się.
  1618. 1:05:41Elias, no proszę. No jak niby mam to
  1619. 1:05:44zrobić? Nawet nie zdejmę spodni.
  1620. 1:05:47Pstryknęła zapalniczka Gino uśmiechał
  1621. 1:05:49się wrednie, a Lindsy drżała z
  1622. 1:05:51wściekłości i wstydu, że w ogóle musi
  1623. 1:05:53tłumaczyć takie rzeczy.
  1624. 1:05:55Uspokój się. Warknąłem, żeby się
  1625. 1:05:57ucizyła. W końcu posłuchała i zamilkła.
  1626. 1:06:01A ja po chwili namysłu przyznałem jej
  1627. 1:06:03rację. Wyjąłem z kieszeni nóż. Ten sam,
  1628. 1:06:05którego niegdyś tak się obawiała na
  1629. 1:06:07terenie akademii w czasie, gdy jeszcze
  1630. 1:06:09musiałem zabiegać o jej sympatię. Jednym
  1631. 1:06:12sprawnym ruchem przeciąłem więzy.
  1632. 1:06:14Odetchnęła z ulgą i natychmiast zaczęła
  1633. 1:06:16rozmasowywać nadgarstki. Tylko żebym
  1634. 1:06:19tego nie pożałował. Burknąłem i
  1635. 1:06:21wskazałem nożem drzewa przed nami.
  1636. 1:06:23Idziemy.
  1637. 1:06:25Jeszcze wczoraj, gdy łączyła nas dawna
  1638. 1:06:27relacja, Lindsy dyskutowałaby ze mną do
  1639. 1:06:29upadłego. Teraz jednak wszystko się
  1640. 1:06:31zmieniło. Próbowała zgrywać odważną, ale
  1641. 1:06:34widziałem, że się boi. Popatrzyła na
  1642. 1:06:36mnie ostrożnie, jakby zastanawiała się
  1643. 1:06:39na ile jeszcze może sobie pozwolić. Nie
  1644. 1:06:41ruszyła się.
  1645. 1:06:43No co? zapytałem zniecierpliwiony. Serio
  1646. 1:06:46moja cierpliwość ma swoje granice.
  1647. 1:06:48Potrzebuję chusteczek nawilżanych.
  1648. 1:06:50Czego? Skrzywiłem się. Chusteczek, żeby.
  1649. 1:06:53No. Dla higieny. Nie. Zakłopotana
  1650. 1:06:57pocierała dłonie. Przymknąłem powieki.
  1651. 1:07:00Ta dziewczyna jest niemożliwa.
  1652. 1:07:03Pieprzona monet. Parsknął Gino.
  1653. 1:07:05Wyciągnął papierosa z ust i zanurkował
  1654. 1:07:07do wnętrza samochodu. Nachylił się do
  1655. 1:07:10schowka przed fotelem pasażera. Wolną
  1656. 1:07:12dłonią wyjął coś ze środka i rzucił nam
  1657. 1:07:14to pod nogi. Na ziemi leżała paczka
  1658. 1:07:16wilgotnych chusteczek. Lindy zagapiła
  1659. 1:07:19się na nią, marszcząc brwi. One służą do
  1660. 1:07:22czyszczenia tapicerki. Powiedziała
  1661. 1:07:24tonem, w którym pobrzmiewało zgorszenie.
  1662. 1:07:27Gino zaciągnął się, po czym wydmuchnął
  1663. 1:07:29dym, patrząc na nią niewzruszony.
  1664. 1:07:32Są nawilżane. Do tapicerki. Zapiszczała
  1665. 1:07:35Lincy. Lepszych nie dostaniesz. Zerknęła
  1666. 1:07:38na mnie z pełnym niedowierzania
  1667. 1:07:39oburzeniem, ale nie znalazła
  1668. 1:07:41zrozumienia. Tym samym spojrzeniem
  1669. 1:07:43próbowała obrzucić Gino, ale jego groźna
  1670. 1:07:45mina ją speszyła. Pokonana wreszcie
  1671. 1:07:48kucnęła i podniosła chusteczki.
  1672. 1:07:50Przycisnęła je do piersi i dała mi się
  1673. 1:07:52poprowadzić między drzewa. Elias, co to
  1674. 1:07:54ma być? Zapytała ściszonym głosem, gdy
  1675. 1:07:57odeszliśmy wystarczająco daleko, by nikt
  1676. 1:07:59więcej nas nie słyszał. Milczałem
  1677. 1:08:01zaciskając dłoń na jej łokciu. Co ty
  1678. 1:08:04odwalasz? ciągnęła. Spotykaliśmy się,
  1679. 1:08:07przegadaliśmy tyle godzin, pocieszałyś
  1680. 1:08:09mnie. A teraz co? Tutaj wskazałam jej
  1681. 1:08:13kępę krzaków. Wokół zero żywej duszy,
  1682. 1:08:16tylko ponury, przypruszony śniegiem las.
  1683. 1:08:19Puściłem ją, ale nie ruszyła się z
  1684. 1:08:20miejsca. Stała tam, świdrując mnie
  1685. 1:08:23wzrokiem. Nie zrobiło to na mnie
  1686. 1:08:25większego wrażenia. Serio, Eliasie,
  1687. 1:08:28porwałeś mnie? Nie wiesz, że moja
  1688. 1:08:30rodzina mnie odnajdzie, a nawast się
  1689. 1:08:32zemści? przechyliła głowę niemal jakby
  1690. 1:08:34to ona współczuła mnie. Niewzruszony
  1691. 1:08:37wyciągnąłem dłoń w zapraszającym geście.
  1692. 1:08:40No już nie ma czasu. Rozejrzała się
  1693. 1:08:42jakby na drzewach rosły pomysły na
  1694. 1:08:44negocjacje.
  1695. 1:08:45Czego chcesz? Pieniędzy? Możemy się
  1696. 1:08:48dogadać. Mam pieniądze. Parsknąłem
  1697. 1:08:50ponuro. Och, Lindsy, wiem.
  1698. 1:08:54Pomogę ci tylko. Nagle ruszyłem do niej.
  1699. 1:08:58Prawie na nią wszedłem, więc musiała się
  1700. 1:09:00cofnąć. Przycisnęła plecy do pnia.
  1701. 1:09:02drzewa. Zadarła głowę, by spojrzeć mi w
  1702. 1:09:04oczy. W jej szarych tęczówkach nadal
  1703. 1:09:07tlił się strach. Rozgorzał na nowo, gdy
  1704. 1:09:10przesunąłem twarz do jej twarzy. Masz
  1705. 1:09:13minutę. Szepnąłem zachrybniętym głosem.
  1706. 1:09:15Jeśli usłyszę, że wstajesz i uciekasz,
  1707. 1:09:17złapie cię, a potem zmienię Gino za
  1708. 1:09:19kierownicą. Oddam cię jemu do nińczenia.
  1709. 1:09:22Chcesz? W milczeniu pokręciła głową. Tak
  1710. 1:09:26myślałem. [parsknięcie] Lindia oderwała
  1711. 1:09:28się od drzewa i wypuściła z płuc drżący
  1712. 1:09:31oddech. bez dalszej dyskusji znalazła
  1713. 1:09:33odpowiednie miejsce i z poczerwieniałymi
  1714. 1:09:35policzkami kucnęła w momencie, gdy się
  1715. 1:09:37odwróciła. Chwilę to zajęło. Krępowała
  1716. 1:09:41się. Wiedziała, że nasłuchuje, czy nie
  1717. 1:09:43ucieka. Nie żebym zgrywał teraz
  1718. 1:09:45najporządniejszego gościa na świecie,
  1719. 1:09:47ale naprawdę nie zamierzałem się
  1720. 1:09:49odwracać.
  1721. 1:09:50Lindcy zasługiwała, by zachować resztki
  1722. 1:09:53godności. Odezwałem się tylko dlatego,
  1723. 1:09:55że strasznie długo to trwało.
  1724. 1:09:57Skończyłaś? Nie mogę się skupić.
  1725. 1:10:00Przecież jest cicho.
  1726. 1:10:03Chodzi o stres. Lepiej, żebyś nad nim
  1727. 1:10:05zapanowała, bo daruj sobie. Fuknęła.
  1728. 1:10:08Twoje groźby nie pomagają. Zamilkłem.
  1729. 1:10:11Sądziłem, że potrzebuję ciszy, ale ona
  1730. 1:10:13zdecydowanie starała się ją zagłuszyć,
  1731. 1:10:16bo zaraz znowu zaczęła paplać za moimi
  1732. 1:10:18plecami. Będę musiała umyć ręce.
  1733. 1:10:21Patrzyłem przed siebie na nudne drzewa.
  1734. 1:10:24Jesteśmy w lesie, Lindy. Chyba masz w
  1735. 1:10:26aucie wodę. Westchnąłem.
  1736. 1:10:30Jut na pewno ma jakiś płyn do
  1737. 1:10:32dezynfekcji.
  1738. 1:10:33Poprosisz go ładnie, to może użyczy ci
  1739. 1:10:35kropli. Potrzebuję wody. Upierała się.
  1740. 1:10:38Chcę też umyć stopy. Nie mamy czasu,
  1741. 1:10:41żeby urządzać ci tu spa. Higiena
  1742. 1:10:44osobista to podstawowa potrzeba. Lindsy,
  1743. 1:10:47zaspokajanie twoich potrzeb, nawet tych
  1744. 1:10:49podstawowych, to z mojej strony
  1745. 1:10:51uprzejmość, niepowinność. nie
  1746. 1:10:53odpowiedziała.
  1747. 1:10:55Minęło kilka kolejnych długich sekund, a
  1748. 1:10:57może i kilkadziesiąt. Otoczenie się nie
  1749. 1:11:00zmieniło. Drzewa stały na baczność.
  1750. 1:11:02Szron na ściółce nie topniał. To było
  1751. 1:11:05jak zatrzymanie czasu, aż nagle do moich
  1752. 1:11:07uszu doleciał trzask. Nienaturalny,
  1753. 1:11:09podejrzany. Błyskawicznie się
  1754. 1:11:11odwróciłem. Długie blond włosy ginęły
  1755. 1:11:14wśród nagich gałązek. Powiewały targane
  1756. 1:11:17gwałtownym pędem. Lindy gnała przez las,
  1757. 1:11:20jakby od tego zależało jej życie.
  1758. 1:11:24Na ułamek sekundy zamarłem, po czym
  1759. 1:11:26przewróciłem oczami. Oczywiście, że
  1760. 1:11:28spróbowała ucieczki. Nie byłaby sobą,
  1761. 1:11:31gdyby tego nie zrobiła. Napiąłem mięśnie
  1762. 1:11:33i rzuciłem się za nią w pogoń. Jej lekki
  1763. 1:11:36krok doświadczonej tancerki przydał się
  1764. 1:11:38przy sprytnym, bezgłośnym wymykaniu się,
  1765. 1:11:41ale w wyścigu zawodził. Zbyt delikatny,
  1766. 1:11:44na dodatek bosy, szybko zaczął
  1767. 1:11:46przegrywać z moim, ciężkim i szybkim.
  1768. 1:11:49To, co wbijało się w nagą stopę Lisy,
  1769. 1:11:52raniąc ją, moje masywne podeszwy
  1770. 1:11:54miażdżyły bezlitośnie. Kiedy smukła
  1771. 1:11:57sylwetka Lisi znalazła się na
  1772. 1:11:59wyciągnięcie mojej ręki, najpierw
  1773. 1:12:00złapałem ją za tył bluzy i przyciągnąłem
  1774. 1:12:03do swojej piersi. Drugie ramię owinąłem
  1775. 1:12:06wokół jej talii, niczym wąż oplatający
  1776. 1:12:08swoją ofiarę. Jej klatka piersiowa
  1777. 1:12:10gwałtownie unosiła się i opadała.
  1778. 1:12:13Oddychała głośno. Z jej płuc wyrwał się
  1779. 1:12:15stłumiony krzyk. Zmęczona wysiłkiem,
  1780. 1:12:19przerażona konsekwencjami.
  1781. 1:12:21Na chwilę zastygłem tak z nią, by
  1782. 1:12:23przedłużyć ten moment napięcia i
  1783. 1:12:25dyskomfortu. Wsunąłem nos w jej włosy i
  1784. 1:12:28przytknąłem go do jej żuchwy jak wampir.
  1785. 1:12:31Gdybym miał kły, mógłbym teraz wgryźć
  1786. 1:12:33się w jej gładką, smokłą szyję. Miękka,
  1787. 1:12:36ciepła skóra, krew pędząca w żyłach
  1788. 1:12:38szybciej niż zwykle. Strasznie to było
  1789. 1:12:40głupie, Ly! Szepnąłem. Nie szczędząc
  1790. 1:12:43siły brutalniej niż wcześniej,
  1791. 1:12:45pociągnąłem ją z powrotem do samochodu.
  1792. 1:12:49Nie powiedziałem tego na głos, by nie
  1793. 1:12:51wyjść na sadystę, ale szczerze liczyłem,
  1794. 1:12:53że zanim zaczęła zwiewać, załatwiła
  1795. 1:12:54swoją potrzebę, bo nie zamierzałem
  1796. 1:12:57więcej puszczać jej wolno. Paczka
  1797. 1:12:59chusteczek została w krzakach.
  1798. 1:13:01Komplikacja. Zarechotał Gino na widok
  1799. 1:13:04skrępowanej Lisy. Jud burknąłem
  1800. 1:13:07rozkazująco. Uśpij ją. Ly zasztywniała,
  1801. 1:13:11a potem zaczęła rzucać się jeszcze
  1802. 1:13:13bardziej. Powtórka z rozrywki. Tak samo
  1803. 1:13:15jak wtedy. Powstrzymałem ją. Krzyczała
  1804. 1:13:18więc wkrótce do jej ust wrócił knebel.
  1805. 1:13:21Jud zrobił zastrzyk. Powieki Lis opadły,
  1806. 1:13:24mięśnie zwiodczały. Słodkich snów
  1807. 1:13:27szepnąłem zapinając jej pas. Patrzyłem
  1808. 1:13:30na jej ładną, spokojną twarz. Coś w
  1809. 1:13:33bezbronności Lincy Monet, zawsze tak
  1810. 1:13:35pewnej siebie i walecznej, mnie
  1811. 1:13:37poruszało. Nie oddałem jej pod opiekę
  1812. 1:13:39Gino, choć wcześniej jej tym groziłem.
  1813. 1:13:42Nie ufałem temu facetowi wystarczająco.
  1814. 1:13:44Próbę ucieczki Lindsy potraktowałem jak
  1815. 1:13:46punkt do odhaczenia na liście. z tym
  1816. 1:13:48swoim charakterkiem musiała to zrobić, a
  1817. 1:13:51ja musiałem ją powstrzymać i teraz po
  1818. 1:13:53prostu w odwecie do końca trasy nie
  1819. 1:13:55pozwoliłem, żeby się obudziła. Za każdym
  1820. 1:13:58razem, gdy środek nasenny przestawał
  1821. 1:14:00działać, polecałem Judowi dołożyć
  1822. 1:14:02kolejną dawkę. Cóż, przynajmniej w stopy
  1823. 1:14:05nie powinno jej już być tak zimno. Jud
  1824. 1:14:08je opatrzył, bo mocno je sobie
  1825. 1:14:10poharatała. Przemył je i obwiązał
  1826. 1:14:12bandażem, a ja na sam koniec wciągnąłem
  1827. 1:14:14na nie puhate skarpetki w pingwiny.
  1828. 1:14:21Rozdział czwarty. Porcelanowa filiżanka.
  1829. 1:14:26Poduszka była zaskakująco miękka. Moja
  1830. 1:14:28głowa zapadała się w nią nienaturalnie.
  1831. 1:14:31Gdy przekręciłam się na drugi bok,
  1832. 1:14:33poczułam nagłą niewygodę. Uniosłam
  1833. 1:14:35powieki. Nieduży, pogrążony w półmroku
  1834. 1:14:38pokój wydawał się dziwnie pusty. Od razu
  1835. 1:14:41wiedziałam, że to nie moja sypialnia w
  1836. 1:14:43rezydencji monetów, ani jeden z licznych
  1837. 1:14:45wakacyjnych domów mojej rodziny.
  1838. 1:14:48Związane dłonie uniemożliwiały mi
  1839. 1:14:49potarcie powiek. Zamrugałam przekonana,
  1840. 1:14:52że w półmroku widzę gorzej. Spojrzałam
  1841. 1:14:55na nadgarstki. Widok oplatającej je
  1842. 1:14:57grubej taśmy otworzył szufladkę
  1843. 1:14:59ostatnich wspomnień. Samochód, knebel w
  1844. 1:15:02ustach. Poruszyłam szczęką. Ból wciąż
  1845. 1:15:05był świeży. Potem strzykawka, sen, las,
  1846. 1:15:09chusteczki do skórzanej tapicerki.
  1847. 1:15:12Jeszcze wcześniej spotkanie z Eliasem.
  1848. 1:15:16Elias. Zerwałam się do pozycji siedzącej
  1849. 1:15:19i rozejrzałam czujnie. Drzwi zamknięte,
  1850. 1:15:22wielka szafa również. W kącie czekał
  1851. 1:15:24pusty fotel z wysokim oparciem i
  1852. 1:15:26drewnianymi nóżkami. Obok stała zgaszona
  1853. 1:15:29lampa z przekrzywionym kloszem. Okno
  1854. 1:15:32zasłaniała gruba kotara. Podniosłam się.
  1855. 1:15:35Kołdra zsunęła mi się z ramion. Z nóg
  1856. 1:15:37zepchnęłam ją związanymi dłońmi. Tym
  1857. 1:15:39razem skrępowano je z przodu. Niewielka
  1858. 1:15:42zmiana, ale jednak było mi trochę
  1859. 1:15:44wygodniej. Najpierw podeszłam do drzwi.
  1860. 1:15:47Wykładzina tłumiła kroki. Stopy
  1861. 1:15:49pulsowały bólem. Pamiątka pobiegu przez
  1862. 1:15:52las. Ranki na podeszwach otwierały się
  1863. 1:15:55na nowo, mimo ostrożnego chodu, choć
  1864. 1:15:57chroniły je puchate skarpetki.
  1865. 1:15:59Spojrzałam na nie z góry. Ktoś musiał mi
  1866. 1:16:01je założyć.
  1867. 1:16:03Nagły przypływ ulgi stłumił panikę,
  1868. 1:16:06kiedy stwierdziłam, że to jedyna
  1869. 1:16:08zmieniona część mojej garderoby.
  1870. 1:16:10Skrępowane dłonie przytknęłam do
  1871. 1:16:12policzka. Podbródek oparłam o klatkę
  1872. 1:16:14piersiową, oglądając swoją bluzę i
  1873. 1:16:16dresy. Wygniecione i brudne, ale
  1874. 1:16:19nietknięte. Obawiałam się chwycić za
  1875. 1:16:21klamkę.
  1876. 1:16:22Przyłożyłam ucho do drzwi, ale nie
  1877. 1:16:24dochodziły zza nich żadne głosy.
  1878. 1:16:27Poszukałam więc odpowiedzi przy oknie.
  1879. 1:16:29Ostrożnie odchyliłam jedną z zasłon,
  1880. 1:16:31chcąc się zorientować, gdzie jestem.
  1881. 1:16:34Ściana. Zmarszczyłam brwi niczym
  1882. 1:16:37materiał, który odsuwałam coraz śmielej,
  1883. 1:16:39aż odkryłam, że pod kotarą nie kryje się
  1884. 1:16:41szyba, lecz zwykła tapeta. Spanikowana
  1885. 1:16:44przesunęłam opuszkami po jej miękkich
  1886. 1:16:46nierównościach. była drukowana w liście
  1887. 1:16:49paproci w mdłych barwach, nie do
  1888. 1:16:51odróżnienia w półmroku.
  1889. 1:16:54Ciszę, w której napięcie rosło z każdą
  1890. 1:16:56sekundą, przerwało nagłe kliknięcie
  1891. 1:16:58zamka. Do pokoju wszedł Elias i zastał
  1892. 1:17:01mnie spłoszoną, przytuloną plecami do
  1893. 1:17:04ściany, którą chwilę wcześniej badałam
  1894. 1:17:05dłonią. Zaczęłaś zwiedzanie bez
  1895. 1:17:08przewodnika? Zażartował. Na widok mojej
  1896. 1:17:11zaskoczonej miny machnął niedbale w
  1897. 1:17:13stronę kąta pod sufitem. Wypatrzyłem na
  1898. 1:17:15kamerze, jak się błąkasz.
  1899. 1:17:18Drgnął mi mięsień twarzy. Sama obecność
  1900. 1:17:21kamery w pokoju, w którym przed chwilą
  1901. 1:17:23spałam, była ciężka do przełknięcia,
  1902. 1:17:25lecz teraz miałam ważniejsze
  1903. 1:17:27zmartwienia. Elias oparł się o futrynę.
  1904. 1:17:30Jego dłoń wciąż tkwiła na klamce.
  1905. 1:17:32Nonsszalancja chłopaka budziła we mnie
  1906. 1:17:34od razępuścił do pokoju smugę światła,
  1907. 1:17:37zmuszając mnie do zmrużenia oczu. Jego
  1908. 1:17:40ciemna sylwetka na tle tej jasności
  1909. 1:17:42wydawała się nadnaturalna.
  1910. 1:17:44Ale nie boska, raczej demoniczna, jakby
  1911. 1:17:47przed chwilą wyczołgał się z piekieł. To
  1912. 1:17:50porównanie wcale mi się nie podobało. Co
  1913. 1:17:52to wszystko do cholery znaczy?
  1914. 1:17:54Wychrypiałam. Dokąd mnie wywiozłeś? Do
  1915. 1:17:58kwatery głównej. Jego spokój tylko
  1916. 1:18:00podsycał moją furię. Pojebało cię? Do
  1917. 1:18:03jakiej znowu kwatery? Jesteś tajnym
  1918. 1:18:05agentem?
  1919. 1:18:06To, że obudziłaś się bez knebla, nie
  1920. 1:18:08oznacza, że nie wepchnę ci go do gardła,
  1921. 1:18:10jeśli nie zapanujesz nad kulturą
  1922. 1:18:12wypowiedzi Lini.
  1923. 1:18:14Kultura moich wypowiedzi jest
  1924. 1:18:15proporcjonalna do akcji, które odwalasz.
  1925. 1:18:18Eliasia, mogę cię tu zamknąć, zostawić i
  1926. 1:18:21wrócić za parę godzin. Świetnie.
  1927. 1:18:23Zwiążesz mnie, zakneblujesz i co
  1928. 1:18:25dokładnie zrobisz dalej? Będziesz mnie
  1929. 1:18:27trzymał, aż rodzina mnie znajdzie,
  1930. 1:18:29odbije, a z ciebie zrobi firankę.
  1931. 1:18:32Szarpnęłam zasłonami. Kawał materiału
  1932. 1:18:34urwał się i teraz zwisał brzydko. I
  1933. 1:18:37gdzie jest okno? Nie ma okna. Odparł
  1934. 1:18:40spokojnie. A twoja rodzina cię nie
  1935. 1:18:42znajdzie.
  1936. 1:18:43To po co tu wiszą zasłony? I znajdzie.
  1937. 1:18:46Uprowadziłeś mnie w biały dzień
  1938. 1:18:48samochodem z dwoma półgłówkami. Skinęłam
  1939. 1:18:51głową, jakbym mogła w ten sposób dodać
  1940. 1:18:53sobie otuchy. Znajdą mnie. Zasłony wiszą
  1941. 1:18:56dla żartu. Będziemy tu Lindsy, od czasu
  1942. 1:18:59do czasu bawić się twoją głową.
  1943. 1:19:01Uśmiechnął się mrocznie. Na twoim
  1944. 1:19:03miejscu nie rzucałbym obelgami. Gino to
  1945. 1:19:06rasowy oprych, lepiej mu nie podpaść. A
  1946. 1:19:09Jut Jut mistrzowsko włada strzykawką.
  1947. 1:19:13Przeszedł mnie zimny dreszcz, ale
  1948. 1:19:14starałam się to ukryć. Tak wybitnie, że
  1949. 1:19:17bez informacji o mojej wadze nie
  1950. 1:19:19potrafił dobrać dawki leku. Poradził
  1951. 1:19:22sobie, czyż nie? A jego ostrożność
  1952. 1:19:24wynikała z rozkazów, jakie dostał.
  1953. 1:19:27Odpowiedział Elias, po czym dodał
  1954. 1:19:29złowieszczo. Zawsze można je zmienić.
  1955. 1:19:31Odepchnął się od futryny. Jego ręka
  1956. 1:19:34zsunęła się z klamki. Na palcu błysnęła
  1957. 1:19:36tytanowa obrączka. Zrobił krok w moją
  1958. 1:19:39stronę.
  1959. 1:19:40Moje plecy przylgnęły do ściany tak
  1960. 1:19:42mocno, jakby chciały w nią wniknąć.
  1961. 1:19:45Ścisnęłam zasłonę w pięści. Puściły
  1962. 1:19:47kolejne żabki. Nie podchodź! Warknęłam
  1963. 1:19:50nie mogąc powstrzymać drżenia głosu.
  1964. 1:19:53Wskazał fotel. Tylko usiądę. Spojrzał na
  1965. 1:19:56mnie, jakby oczekiwał mojego
  1966. 1:19:57przyzwolenia, choć przecież wcale go nie
  1967. 1:20:00potrzebował. Rozwalił się na meblu, jak
  1968. 1:20:02po nocnej zmianie. Wyciągnął nogi, ręce
  1969. 1:20:05oparł o podłokietniki.
  1970. 1:20:07Cała spięta. Nie ruszyłam się ani o
  1971. 1:20:09milimetr. Tak naprawdę wolałam Eliasa na
  1972. 1:20:12fotelu. W tej pozycji jego ruchy były
  1973. 1:20:14łatwiejsze do przewidzenia.
  1974. 1:20:16Więc to jakaś ekipa. Próbowałam opanować
  1975. 1:20:19oddech. Oprych, lekarz i ty, trzech
  1976. 1:20:22odlotowych agentów. Oni pracują dla
  1977. 1:20:25mnie. Zaznaczył Elias, jakby ważne było
  1978. 1:20:27tylko to, że w gangsterskiej hierarchii
  1979. 1:20:30on stoi wyżej. Ty jesteś mózgiem całej
  1980. 1:20:33operacji? Prychnęłam pogardliwie. Jeśli
  1981. 1:20:36tak, to nawet trochę im współczuję.
  1982. 1:20:39Współczuj sobie, Lindsy, bo o ile ja
  1983. 1:20:42przymykam oko na twoje odszczekiwanie,
  1984. 1:20:44to mój wujek, który niebawem do nas
  1985. 1:20:46dołączy, będzie miał do ciebie znacznie
  1986. 1:20:48mniej cierpliwości.
  1987. 1:20:50Wujek, uniosłam brwi. Nie sądziłam, że
  1988. 1:20:53jesteśmy na etapie przedstawiania sobie
  1989. 1:20:55rodzin, ale skoro tak, chętnie zapoznam
  1990. 1:20:57cię ze swoim tatą. Vincent Monet,
  1991. 1:21:00cygara, czarna kawa i wymyślanie tortur
  1992. 1:21:02dla wrogów. Jeśli naprawdę jest
  1993. 1:21:04kreatywny, spoko, niech podeśle pomysły.
  1994. 1:21:07Wypróbujemy je na jego pyskatej córce.
  1995. 1:21:10Ciągle gadasz o pyskowaniu jak jakiś
  1996. 1:21:12stary maleńki. Pod szkolnym murem nie
  1997. 1:21:14byłeś takim nudziarzem. Potrafiłeś
  1998. 1:21:16rzucić ciętą ripostą.
  1999. 1:21:19Pod szkolnym murem pracowałem na twoją
  2000. 1:21:21sympatię, Ly, a teraz mam ją już w
  2001. 1:21:23dupie. I dobrze, bo zniknęła. Odparłam
  2002. 1:21:26chłodno. Jesteś dla mnie nikim.
  2003. 1:21:28Odwzajemnił moje lodowate spojrzenie.
  2004. 1:21:31Przeżyję.
  2005. 1:21:33Rzuciłam się tak gwałtownie, że reszta
  2006. 1:21:35żabek puściła, a kłąb materiału opadł na
  2007. 1:21:38podłogę pod ścianą, spod której
  2008. 1:21:40wyrywałam się ku drzwiom. Minęłam
  2009. 1:21:42Eliasa. Nie zareagował od razu, tylko
  2010. 1:21:45śledził mnie wzrokiem. Wstał dopiero
  2011. 1:21:47chwilę później, jakby celowo się
  2012. 1:21:49ociągał. Wypadłam z jednego pokoju do
  2013. 1:21:52kolejnego. Saloniek z zapadniętą kanapą,
  2014. 1:21:55dwoma wysłużonymi fotelami, masywnymi w
  2015. 1:21:58kratę na wykręconych drewnianych nogach.
  2016. 1:22:01Znów ciężkie zasłony. Nie sprawdzałam,
  2017. 1:22:04czy również zasłaniają gołą ścianę.
  2018. 1:22:06Dopadłam drzwi, które w panice
  2019. 1:22:08lokalizowałam o sekundę za długo.
  2020. 1:22:10Sztuczne światło raziło. To
  2021. 1:22:12pomieszczenie było z kolei zaskakująco
  2022. 1:22:14zagracone. Pełne mebli, pustych, bez
  2023. 1:22:17bibelotów, które można by chwycić i na
  2024. 1:22:20przykład roztrzaskać o czyjąś skroń.
  2025. 1:22:23Zamknięte, Lindcy. Powiedział Elias za
  2026. 1:22:25moimi plecami, gdy szarpałam miedzianą
  2027. 1:22:27gałkę. Zrozpaczona kopnęłam w drzwi.
  2028. 1:22:31Zabolało, zwłaszcza mały palec.
  2029. 1:22:34Zacisnęłam usta, choć nie powstrzymało
  2030. 1:22:36mnie to od wykrzyczenia najbardziej
  2031. 1:22:37oczywistego żądania. Wypuść mnie stąd.
  2032. 1:22:41Nie uciekniesz. Otwórz te pieprzone
  2033. 1:22:44drzwi. Łupnęłam w nie z całej siły
  2034. 1:22:46skrępowanymi dłońmi. Co ci to da?
  2035. 1:22:49Przechylił głowę. Za nami czekają
  2036. 1:22:51kolejne i kolejne. Po drodze trafisz na
  2037. 1:22:54Po drodze trafisz na Gino albo gorszego
  2038. 1:22:56z Wyrola. Kilku ich się tu kręci. Wtedy
  2039. 1:22:59pożałujesz, że nie zostałaś w pokoju.
  2040. 1:23:02Skrzywiłam się z niedowierzaniem.
  2041. 1:23:04Jesteś psychiczny. Wyszeptałam bardziej
  2042. 1:23:06do siebie niż do niego. Jak ja mogłam
  2043. 1:23:08się z tobą zadawać i nie ogarnąć, że
  2044. 1:23:10jesteś aż tak spoprany?
  2045. 1:23:12Bądźmy fair, Lindsay. Dorastałaś w
  2046. 1:23:15rodzinie Monet, a oni dopiero są
  2047. 1:23:17stuknięci. Twoja czujność miała prawo
  2048. 1:23:20zostać uśpiona. Nie waż się mówić o
  2049. 1:23:22mojej rodzinie. Warknęłam. Moje związane
  2050. 1:23:25dłonie drgnęły. Chciałam zacisnąć pięści
  2051. 1:23:28albo unieść chociaż palec, ale taśma
  2052. 1:23:30skutecznie uniemożliwiała mi takie
  2053. 1:23:32gesty.
  2054. 1:23:34Walecznie bronisz morderców. Skrzywiłam
  2055. 1:23:37się na ten niezrozumiały tekst. Chciałam
  2056. 1:23:39zapytać, co ma na myśli, albo chociaż
  2057. 1:23:41się oburzyć, lecz w tej samej chwili
  2058. 1:23:43gałka, którą przed chwilą szarpałam, a
  2059. 1:23:45do której teraz stałam tyłem, wbiła mi
  2060. 1:23:47się w plecy. Syknęłam z bólu. Gwałtownie
  2061. 1:23:51otwarte drzwi trąciły mnie i pchnęły
  2062. 1:23:53kilka kroków naprzód. Prawie się
  2063. 1:23:55wyrżnęłam. Rozapierzyłam palce
  2064. 1:23:58związanych dłoni, gotowa w razie czego
  2065. 1:24:00zamortyzować upadek. Ale na szczęście
  2066. 1:24:02złapałam równowagę. Wyprostowałam się.
  2067. 1:24:05Pierwszym dźwiękiem, jaki do mnie
  2068. 1:24:06dotarł, było stukanie laski, któremu
  2069. 1:24:08towarzyszył cichy, miękki krok.
  2070. 1:24:11Mężczyznę, który wszedł do salonu,
  2071. 1:24:13rozpoznałam pou okazałym czarnym wąsie.
  2072. 1:24:16Małe oczy wyglądały jak główki śrubek
  2073. 1:24:18wbite głęboko w czaszkę. Strój
  2074. 1:24:21elegancki, choć staroświecki. Brązowa
  2075. 1:24:23kamizelka, pod nią bordowy sweter, szare
  2076. 1:24:26garniturowe spodnie, ciemny pasek i ta
  2077. 1:24:29laska z porcelanową gałką. Dopłniała
  2078. 1:24:32dostojny luk starszego pana, ale również
  2079. 1:24:34służyła za narzędzie do atakowania
  2080. 1:24:36ludzi, o czym przekonałam się podczas
  2081. 1:24:38naszego pierwszego spotkania.
  2082. 1:24:41Wujek Tony wtedy go pobił. Pamiętałam to
  2083. 1:24:43wyraźnie, choć na jego twarzy nie było
  2084. 1:24:46już śladu tamtej porażki. Wstrzymałam
  2085. 1:24:48oddech, łącząc fakty. Gęsia skórka
  2086. 1:24:51wystąpiła mi na ramionach. Cień
  2087. 1:24:53mężczyzny z laską widziałam też w lesie
  2088. 1:24:55pod willą wujka Adriena, kiedy z Arią
  2089. 1:24:58próbowałyśmy podpatrzeć ceremonię chrztu
  2090. 1:25:00męstwa. Zastanawiałyśmy się, czy coś nam
  2091. 1:25:03się przewidziało. Teraz odpowiedź była
  2092. 1:25:05oczywista. I jeszcze z tłuczka mijał
  2093. 1:25:08mnie wtedy w aucie.
  2094. 1:25:11Pojawiał się w moim otoczeniu zbyt
  2095. 1:25:12często, by mógł to być przypadek.
  2096. 1:25:15Zrobiłam długi krok w tył. Mężczyzna
  2097. 1:25:17skwitował to szerokim uśmiechem, jeszcze
  2098. 1:25:20szerszym odkąd zauważył, że rąbnął mnie
  2099. 1:25:23drzwiami w plecy. O, pannica się
  2100. 1:25:25obudziła. Zapytał z udawanym
  2101. 1:25:27zaskoczeniem. W głowie kłębiło mi się
  2102. 1:25:30mnóstwo pytań. Jedno z nich odważyłam
  2103. 1:25:32się w końcu zadać Eliasowi słabym,
  2104. 1:25:34zgorszonym tonem.
  2105. 1:25:36To jest twój wujek. Jego twarz zastygła,
  2106. 1:25:39jakby oblano ją gipsem. Drwiący uśmiech
  2107. 1:25:42zniknął, a na jego miejsce pojawiła się
  2108. 1:25:45powaga jak u figlującego uczniaka, który
  2109. 1:25:48na widok nauczyciela nagle robi się
  2110. 1:25:49grzeczny. Odnotowałam to z niepokojem.
  2111. 1:25:52Coś tu nie grało, a powietrze i bez tego
  2112. 1:25:55wydawało się ciężkie, stęchłe, jakby
  2113. 1:25:57kisiło się w tym pokoju od lat.
  2114. 1:26:00Podskoczyłam, gdy laska huknęła o
  2115. 1:26:02podłogę. Patrz na mnie, gdy o mnie
  2116. 1:26:04mówisz. Warknął mężczyzna. Jego wąs
  2117. 1:26:07lekko się nastroszył. Widzę, że podstawy
  2118. 1:26:10dobrego wychowania u ciebie kuleją.
  2119. 1:26:12Czyżby potrzebowały laski? Uniósł swoją.
  2120. 1:26:16Wzdrygnęłam się, gdy we mnie wycelował.
  2121. 1:26:18Pokręciłam głową. Wtedy podszedł,
  2122. 1:26:20zamachnął się i trącił mnie nią w ramię.
  2123. 1:26:24Odpowiadaj werbalnie, młoda damo. Nie
  2124. 1:26:27odważyłam się zerknąć na Eliasa. Nie
  2125. 1:26:29żeby kontakt wzrokowy z nim nie mógł mi
  2126. 1:26:32pomóc. Jego wuj rzeczywiście miał mało
  2127. 1:26:35cierpliwości. Zrozumiałam to szybko,
  2128. 1:26:37kiedy drugi raz rąbnęł mnie laską w bok.
  2129. 1:26:40Spięłam mięśnie i wydukałam przez gardło
  2130. 1:26:42ściśnięte poczuciem bezsensownego
  2131. 1:26:44upokorzenia. Nie potrzebuję laski,
  2132. 1:26:48proszę pana. Uniosłam brew. Naprawdę nie
  2133. 1:26:51wiedziałam, o co mu chodzi. Ojciec miał
  2134. 1:26:53fioła na punkcie manier, ale nawet on
  2135. 1:26:56nie stawiał tak absurdalnych wymagań.
  2136. 1:26:58Gumowa stopka laski wcisnęła się w mój
  2137. 1:27:01policzek. Zamarłam. Potem uniosłam
  2138. 1:27:03związane dłonie i zsunęłam ją z twarzy.
  2139. 1:27:06Dziadowi się to nie spodobało. Nozdrze
  2140. 1:27:08mu się rozszerzyły. Małe oczy świdrowały
  2141. 1:27:10mnie z jeszcze większą zaciętością.
  2142. 1:27:13Trzecie uderzenie w ramię było
  2143. 1:27:14najsilniejsze. Stopka znowu wbiła się w
  2144. 1:27:17moją twarz. Czułam, jak brud z podłogi
  2145. 1:27:19wciera mi się w skórę. Drżałam z
  2146. 1:27:21obrzydzenia i złości, że ten staruch
  2147. 1:27:23czuje się taki bezkarny. Będziesz się do
  2148. 1:27:26mnie zwracać, proszę pana. Tak jak
  2149. 1:27:28nakazuje grzeczność.
  2150. 1:27:30Elias nie reagował, ale jego powaga
  2151. 1:27:32wyglądała na wymuszoną jak maska. Oczy
  2152. 1:27:36starszego mężczyzny się zwęziły. Okręcał
  2153. 1:27:39laskę, jakby chciał wwiercić ją w mój
  2154. 1:27:41policzek. Cofałam głowę, lecz nacisk nie
  2155. 1:27:44słabł. Za palcami napotkałam witrynkę.
  2156. 1:27:47Plastikowe szybki zagrzechotały. Laska
  2157. 1:27:49napierała coraz mocniej. Związanymi
  2158. 1:27:52rękami znowu spróbowałam ją odepchnąć.
  2159. 1:27:55Nacisk zniknął. Mężczyzna zacokał z
  2160. 1:27:57niezadowoleniem, a bok mojej talii
  2161. 1:28:00przeszył mocny ból. Syknęłam. Elias
  2162. 1:28:03odwrócił wzrok. Zgięłam się w pół. O nie
  2163. 1:28:06miała, że dorosły facet używa laski do
  2164. 1:28:08terroryzowania nastolatki.
  2165. 1:28:10Jego bezlitosne spojrzenie już mnie nie
  2166. 1:28:13zaskakiwało, ale potęgowało strach.
  2167. 1:28:15Zacisnęłam powieki. Laska znów ruszyła,
  2168. 1:28:18tym razem celując w moją brodę
  2169. 1:28:20niepokojąco blisko szyi. To jak będzie,
  2170. 1:28:23młoda damo? zapytał stary, unosząc
  2171. 1:28:26podbródek.
  2172. 1:28:27Mnie swoją laską zmusił do tego samego.
  2173. 1:28:30Bezsilność łamała mnie jak zapałkę.
  2174. 1:28:33Drżałam. Łzy napływały do oczu podgrzane
  2175. 1:28:36furią wściekłości buzującej w ciele.
  2176. 1:28:39Niesworne bachorzysko. Warknął tak
  2177. 1:28:41zacięty, że aż zadrżał mu wąs.
  2178. 1:28:44Laska zsunęła się kilka centymetrów w
  2179. 1:28:47dół i trafiła w krtań. Choć słabszy od
  2180. 1:28:50poprzednich, ten cios wystarczył, by
  2181. 1:28:51odebrać mi oddech. runęłam na podłogę.
  2182. 1:28:55Zimne, spękane płytki chłodziły mi przed
  2183. 1:28:57ramiona i kolana. Na chwilę oparłam o
  2184. 1:29:00nie czoło. Drżałam, czekając na kolejne
  2185. 1:29:03uderzenie. W końcu nabrałam pełny haał
  2186. 1:29:06powietrza i zdołałam usiąść. Podniosłam
  2187. 1:29:08głowę, po czym posłałam staremu
  2188. 1:29:10spojrzenie pełne nienawiści. Moja klatka
  2189. 1:29:13piersiowa falowała, serce galopowało jak
  2190. 1:29:15koń uciekający przed batem. Podstawa
  2191. 1:29:18laski spoczęła na podłodze. Mężczyzna
  2192. 1:29:20złożył dłoń na porcelanowej gałce.
  2193. 1:29:23Surował łypiąc na mnie z góry.
  2194. 1:29:26Jak będzie? Powtórzył chropowatym
  2195. 1:29:28głosem.
  2196. 1:29:29Miałam ochotę rzucić się na niego z
  2197. 1:29:31pazurami, pociągnąć za wąsy i rozdrapać
  2198. 1:29:34te małe ślepia. Dyszałam coraz ciężej,
  2199. 1:29:37nie tylko przez cios w krtań. Wtedy
  2200. 1:29:41opowiedz mu. Syk Eliasa przeciął
  2201. 1:29:43napięcie. Chłopak stał z tyłu, jakby nie
  2202. 1:29:45chciał się mieszać, lecz w końcu pękł.
  2203. 1:29:48Zaciskał pięści. Zmierzwione włosy
  2204. 1:29:50opadały mu na czoło, rzucając cień na
  2205. 1:29:52twarzy, w której każdy rys pulsował
  2206. 1:29:55napięciem. Nasze spojrzenia spotkały się
  2207. 1:29:57na ułamek sekundy. W jego oczach
  2208. 1:29:59zamigotała emocja, którą szybko stłumił.
  2209. 1:30:02Odkaszelnęłam i z trudem wydusiłam. Nie
  2210. 1:30:06potrzebuję laski, proszę pana. I co?
  2211. 1:30:09Mężczyzna zadarł podbródek, dumny z
  2212. 1:30:12udzielonej mi lekcji. Tak trudno
  2213. 1:30:14wykrzesić z siebie odrobinę kultury,
  2214. 1:30:16młoda damo? Na końcu języka miałam
  2215. 1:30:19kąśliwą ripostę, ale przełknęłam ją i
  2216. 1:30:21odpowiedziałam: "Nie, proszę pana".
  2217. 1:30:24Wreszcie na jego twarzy pojawiło się
  2218. 1:30:26coś, co chyba miało być zadowoleniem.
  2219. 1:30:28Uśmiech skrywany częściowo przez
  2220. 1:30:30wąsprawił mnie o dreszcze. Stukanie
  2221. 1:30:33laski akompaniowało jego krokom. wszedł
  2222. 1:30:36na dywan i usiadł na kanapie w
  2223. 1:30:37niepokojący sposób zrelaksowany
  2224. 1:30:40rzucił do Eliasa. Przynieś herbaty, na
  2225. 1:30:43górze stoi zaparzona, wypiję tutaj.
  2226. 1:30:46Zachowanie Eliasa było aż nazbyt
  2227. 1:30:48widoczne. Nie ufałam mu, ale wolałam, by
  2228. 1:30:51nie zostawiał mnie samej z tym
  2229. 1:30:53szajbusem.
  2230. 1:30:55Coś nie tak? Zapytał mężczyzna.
  2231. 1:30:57Elias zaprzeczył i przemknął obok mnie.
  2232. 1:31:00Za drzwiami dostrzegłam tylko wąskie,
  2233. 1:31:02strome schody w górę. Klasyczna piwnica.
  2234. 1:31:07Stańże tu, dziewczyno. Dźwignęłam się i
  2235. 1:31:10na lekko chwiejnych nogach wyszłam na
  2236. 1:31:12środek. Dumę musiałam przełknąć.
  2237. 1:31:14Satysfakcja aż iskrzyła w jego oczach.
  2238. 1:31:17Nie wyglądałam dobrze, zawsze zadbana.
  2239. 1:31:19Teraz czułam na skórze lepki brud. Włosy
  2240. 1:31:22miałam splątane, ciało obolałe, ubrania
  2241. 1:31:25wymięte. Ile czasu minęło od porwania?
  2242. 1:31:28Godziny czy już doba?
  2243. 1:31:31Facet siedzący przede mną znał
  2244. 1:31:32odpowiedzi na wiele pytań, które
  2245. 1:31:34przychodziło mi właśnie do głowy, ale
  2246. 1:31:36przed zadaniem ich na głos
  2247. 1:31:37powstrzymywała mnie laska w jego dłoni.
  2248. 1:31:40Ściskał jej gałkę władczo. Perłowy
  2249. 1:31:42połysk odbijał światło jak zemglone oko.
  2250. 1:31:46Gładki, prosty trzon był perfekcyjny, a
  2251. 1:31:48stary chyba takiej samej perfekcji
  2252. 1:31:50oczekiwał ode mnie. Pamiętasz nasze
  2253. 1:31:53pierwsze spotkanie?
  2254. 1:31:55Tak. Zawachałam się, ale mój bunt
  2255. 1:31:57kończył się tam, gdzie zaczynały się
  2256. 1:31:59kary fizyczne. Uniesione brwi
  2257. 1:32:02zmotywowały mnie do dodania niechętnie.
  2258. 1:32:05Proszę pana, skinął spokojnie. Powiedz
  2259. 1:32:08zatem, gdzie to było?
  2260. 1:32:11W Tobel. Co tam się wydarzyło?
  2261. 1:32:14Zdarzało się, że tata przepytywał mnie w
  2262. 1:32:16podobny sposób. Wbijał w moją twarz
  2263. 1:32:18zimny wzrok i bez trudu wyciągał
  2264. 1:32:20zeznania. Pomyślałam, że wolałabym
  2265. 1:32:23odpowiadać przed nim niż przed
  2266. 1:32:25nieznajomym. Uderzył mnie pan laską.
  2267. 1:32:28Dlaczego to zrobiłem?
  2268. 1:32:30Bo jesteś niezrównoważonym psychicznie
  2269. 1:32:32typem. Bo nie zaniosłam panu napoju do
  2270. 1:32:35stolika. Twoim zdaniem to było
  2271. 1:32:38kulturalne?
  2272. 1:32:39Czy już wtedy planował mnie pan porwać?
  2273. 1:32:42To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
  2274. 1:32:44Przestraszyłam się. Zawołałam. Chciał
  2275. 1:32:47pan, żebym wyszła na zewnątrz. Było
  2276. 1:32:49ciemno. Wolałam uważać i rozejrzałam się
  2277. 1:32:53ostentacyjnie po tej noze, gdzie mnie
  2278. 1:32:55więzili. Jak widać, miałam rację.
  2279. 1:32:58Pozwolił mi się wygadać, po czym
  2280. 1:32:59powtórzył. To nie jest odpowiedź na moje
  2281. 1:33:01pytanie. Odetchnęłam pokonana. Nie, to
  2282. 1:33:05nie było kulturalne, proszę pana.
  2283. 1:33:07Ponownie skinął głową. Nie wierzyłem, że
  2284. 1:33:09uda się ciebie porwać, gdy byłaś pod
  2285. 1:33:11opieką wujka, ale badałem grunt.
  2286. 1:33:13stwierdził marszcząc siwiejące brwi. I
  2287. 1:33:16zgadnij co, młoda damo. To, co odkryłem,
  2288. 1:33:19wcale mi się nie spodobało. Uniosłam
  2289. 1:33:21podbródek, udając odważną. Jesteś
  2290. 1:33:24zepsutą, rozpuszczoną dziewuchą, mlasną
  2291. 1:33:27z niesmakiem. W ogóle mi cię nie żal.
  2292. 1:33:30Cichutko zadzwoniły filiżanki.
  2293. 1:33:32Wrócił Elias. Trzymał je na masywnej,
  2294. 1:33:35ciemnej tacy. Drzwi otworzył łokciem, po
  2295. 1:33:37czym zamknął je za sobą butem. Zestaw
  2296. 1:33:40tworzyły wysoki dzbanek w kwiaty i trzy
  2297. 1:33:42filiżanki.
  2298. 1:33:43Ładna, może nawet cenna porcelana.
  2299. 1:33:46Całkiem nie w stylu Eliasa, surowego,
  2300. 1:33:48niedbałego, w ciemnych ciuchach i z
  2301. 1:33:50rozczochraną fryzurą. Odstawił tacy na
  2302. 1:33:53stolik obok kanapy. Trzecia filiżanka
  2303. 1:33:55wydała mi się pomyłką. Nawet nie
  2304. 1:33:58marzyłam o przywileju wypicia herbaty.
  2305. 1:34:01Rozwiąż ją. Polecił Eliasowi wuj.
  2306. 1:34:03Patrzył na nas ze swojego fotela, jakby
  2307. 1:34:06oglądał seans w kinie. Lubował się swoją
  2308. 1:34:08władzą. W jego świńskich oczkach
  2309. 1:34:10błyszczało sadystyczne zadowolenie.
  2310. 1:34:14Byłam posłuszna, bo mnie bił.
  2311. 1:34:16Zastanawiałam się, jak uległość tłumaczy
  2312. 1:34:18Elias. Młody, sprawny chłopak bez trudu
  2313. 1:34:21powaliłby zramolałego dziada z laską.
  2314. 1:34:24Palce, które musiały delikatnie
  2315. 1:34:26obchodzić się z porcelaną, teraz
  2316. 1:34:27zacisnęły się mocniej na moich dłoniach.
  2317. 1:34:30Elias wyciągnął dobrze mi znany nóż.
  2318. 1:34:32Wąskie ostrze przecięło taśmę kilkoma
  2319. 1:34:34szarpnięciami.
  2320. 1:34:36Padł kolejny rozkaz. Nalej. Nie jestem
  2321. 1:34:40twoją kelnerką. Chciałam wypluć te
  2322. 1:34:42słowa, ale byłam kelnerką. Ten dziad
  2323. 1:34:45mógł sobie zażyczyć wszystkiego, bo
  2324. 1:34:46inaczej mogło mnie zaboleć. Ruszyłam
  2325. 1:34:49powoli. Puhate skarpetki szorowały o
  2326. 1:34:52dywan. Podciągnęłam rękawy bluzy. Na
  2327. 1:34:55moich nadgarstkach zostały czerwone
  2328. 1:34:57bruzdy. Palce trżały, gdy chwyciłam za
  2329. 1:35:00ucho dzbanka.
  2330. 1:35:02Napijesz się ze mną? Zapytał stary,
  2331. 1:35:04zwracając się oczywiście do Eliasa.
  2332. 1:35:07Chłopak zapadł w fotel, wcisnął łokieć w
  2333. 1:35:09podłokietnik i zagapił się na moje
  2334. 1:35:11wesołe skarpetki w pingwiny. Pocierając
  2335. 1:35:14nerwowo kciukiem, brzeg palca
  2336. 1:35:16wskazującego ledwie zauważalnie pokręcił
  2337. 1:35:18głową. Wuj postukał palcem w bok drugiej
  2338. 1:35:21filiżanki. Tutaj też nalej. Do pełna.
  2339. 1:35:24Spełniłam polecenie. Kościsty kciuk
  2340. 1:35:27zacisnął się na cienkim łóżku. Stary
  2341. 1:35:29podbrókiem wskazał tę drugą. Unieś ją.
  2342. 1:35:33Filiżankę
  2343. 1:35:34bez spodka. jest przepełniona, bo ją
  2344. 1:35:38przepełniłaś. Zamrugałam.
  2345. 1:35:41Sam pan kazał.
  2346. 1:35:43Nie uroń ani kropli. Ostrzegł. No do
  2347. 1:35:46dzieła. Pacnął końcówką laski w
  2348. 1:35:49przykurzony dywan. Moje dłonie drżały.
  2349. 1:35:52Niemal od razu herbata spłynęła po
  2350. 1:35:54ściankach. Na szczęście nie była już
  2351. 1:35:56gorąca. A uniósł brwi. Uzupełnij.
  2352. 1:36:00Co?
  2353. 1:36:02Łup. Laska uderzyła mnie w bok nogi.
  2354. 1:36:05Syknęłam z łoskotem odstawiając
  2355. 1:36:07filiżankę. Napój chlupnął na tacę i
  2356. 1:36:09stolik. Nie mówimy co, tylko proszę.
  2357. 1:36:12Pouczył mnie chłodno wój. Poruszyłam
  2358. 1:36:15palcami. Marzyłam by wepchnąć mu laskę
  2359. 1:36:17do gardła. Ta wizja mnie pokrzepiła,
  2360. 1:36:20więc wysyczałam.
  2361. 1:36:22Proszę uzupełnij. Ale jaki w tym sens?
  2362. 1:36:26Westchnęłam. Żadnych. Ale młoda damo,
  2363. 1:36:29rozleję się znowu. Skup się zatem i
  2364. 1:36:32wykonaj polecenie z dbałością. Zwinął
  2365. 1:36:35usta w brzydki dziubek, popijając ze
  2366. 1:36:37swojej filiżanki.
  2367. 1:36:39Elias siedział z pozoru swobodnie, lecz
  2368. 1:36:41podrygująca noga i palce, którymi cały
  2369. 1:36:44czas o siebie pocierał, zdradzały jego
  2370. 1:36:46zdenerwowanie. Wbił wzrok w moje dłonie,
  2371. 1:36:50porcelanę, spraną bluzę. Zdrajca,
  2372. 1:36:53zdrajca, zdrajca powtarzałam w myślach,
  2373. 1:36:56napełniając filiżankę.
  2374. 1:36:58Unieś. Drgnięcia laski mnie
  2375. 1:37:00dyscyplinowały. W dzieciństwie ćwiczyłam
  2376. 1:37:02równowagę ze szklanką wody na lekcjach
  2377. 1:37:04tańca. Wtedy peszył mnie tylko chich od
  2378. 1:37:07koleżanek. Nikt nas nie bił na litość
  2379. 1:37:10lorda.
  2380. 1:37:11Herbata w naczyniu drżała chybotliwie.
  2381. 1:37:14Uniosłam wzrok czekając na komendę.
  2382. 1:37:16Nieznajomy kręcił laską jak różdzką.
  2383. 1:37:18Rzucał ją zaklęcia by spełniać swoje
  2384. 1:37:20zachcianki. Stuk filiżanki o spodek.
  2385. 1:37:23Napił się. Oblizał wargi. Obrzydliwość.
  2386. 1:37:27Teraz przejdziesz z nią dookoła pokoju.
  2387. 1:37:29Stopką laski nakreślił kółko. Z trudem
  2388. 1:37:33zdusiłam gniewne sapnięcie. Po co?
  2389. 1:37:36Kolejna lekcja kultury. W jaki sposób
  2390. 1:37:39łażenie w kółko z pełną filiżanką ma
  2391. 1:37:42mnie jej nauczyć? Gdy starszy prosi
  2392. 1:37:44uprzejmie o napój, należy pomóc, a nie
  2393. 1:37:46dyskutować. Czyli wciąż chodzi o tamtą
  2394. 1:37:49knajpę. Świdrujący wzrok stwardniał. To,
  2395. 1:37:53że nadal nie widzisz swojej winy
  2396. 1:37:54dowodzi, że potrzebujesz pokory. To pan
  2397. 1:37:57był niegrzeczny. Zawołałam. Włosy
  2398. 1:37:59wchodziły mi w oczy, ale nie mogłam ich
  2399. 1:38:01poprawić, bo trzymałam w dłoniach
  2400. 1:38:03filiżankę. A ja tylko ostrożna. Użyj tej
  2401. 1:38:07ostrożności, by nie rozlać więcej
  2402. 1:38:08herbaty.
  2403. 1:38:10Buzowała we mnie wściekłość. Wspięłam
  2404. 1:38:12się na wyżyny równowagi jak w piruecie i
  2405. 1:38:15ruszyłam drobnymi krokami. Czułam na
  2406. 1:38:17sobie spojrzenie Eliasa. Gdyby napój był
  2407. 1:38:20gorący, wylałabym mu go na głowę,
  2408. 1:38:22choćbym miała potem dostać 100 razy
  2409. 1:38:24flaską.
  2410. 1:38:26Zabandażowane stopy paliły przy każdym
  2411. 1:38:28kroku. Skarpetki grzały za bardzo, rany
  2412. 1:38:31swędziały i kóły. Ignorowałam ból.
  2413. 1:38:34Treningi tańca nauczyły mnie zaciskania
  2414. 1:38:37zębów.
  2415. 1:38:39Sunęłam powoli po dywanie. Herbata
  2416. 1:38:41drżała. W pokoju panowała cisza. Tylko
  2417. 1:38:44stary od czasu do czasu odchrząkiwał,
  2418. 1:38:47racząc się naparem. Gdy mijałam kanapę,
  2419. 1:38:50mogłam wbić wzrok w tył jego łysiejącej
  2420. 1:38:52głowy, ale każda dekoncentracja groziła
  2421. 1:38:55klęską, a szło mi zbyt dobrze, żeby nie
  2422. 1:38:58wyrwało mi się.
  2423. 1:39:01Herbata chlusnęła na dywan, formując się
  2424. 1:39:04w kilka plam i od razu zaczęła wsiąkać
  2425. 1:39:06we włosie. Filiżankę utrzymałam.
  2426. 1:39:09Marna pociecha. Spojrzałam w dół. Dywan
  2427. 1:39:12pod moimi nogami był podwinięty.
  2428. 1:39:14Uzupełnij. Ugryzłam się w język i z
  2429. 1:39:17trudem powstrzymałam chęć, by cisnąć
  2430. 1:39:19porcelaną o ścianę. Tego zadania nie da
  2431. 1:39:22się wykonać. Zaprotestowałam.
  2432. 1:39:24Elias znów odwrócił wzrok, tchórzliwie,
  2433. 1:39:26jakby był zawiedziony, przegraną konia,
  2434. 1:39:29na którego postawił fortunę, a ten
  2435. 1:39:31potknął się o nierówność na torze. Wuja
  2436. 1:39:34natomiast ucieszyła moja porażka. Jego
  2437. 1:39:36wąs uniósł się w złośliwym uśmiechu.
  2438. 1:39:39Uzupełnij.
  2439. 1:39:40Gdybym zacisnęła zęby tak mocno, jak
  2440. 1:39:42teraz przy rodzicach, natychmiast
  2441. 1:39:44wysłaliby mnie do naszego rodzinnego
  2442. 1:39:46dentysty. Szczerze mówiąc, oddałabym
  2443. 1:39:48wiele, by zobaczyć teraz doktor Foster.
  2444. 1:39:51Dbała o zęby całej mojej rodziny, a gdy
  2445. 1:39:53byłam dzieckiem, żebym się odstresowała
  2446. 1:39:55na każdej wizycie, kładła mi na klatce
  2447. 1:39:57piersiowej swojego kawaliera,
  2448. 1:39:59niewielkiego słodkiego pieska, którego
  2449. 1:40:01uwielbiali wszyscy mali pacjenci.
  2450. 1:40:04Wujek Shane też go ponoć uwielbiał. Na
  2451. 1:40:07każdą kontrolę przynosił mu smaczki.
  2452. 1:40:09Chętnie przytuliłabym go teraz dla
  2453. 1:40:11pocieszenia, to znaczy psa, choć wujka
  2454. 1:40:14również. Tymczasem rzeczywistość była
  2455. 1:40:16brutalna. Nikt tu nie dbał ani o mój
  2456. 1:40:19spokój, ani o poczucie bezpieczeństwa
  2457. 1:40:21czy potrzebę bliskości. Zamiast tego
  2458. 1:40:23dawano mi idiotyczne zadania. Chodzenie
  2459. 1:40:26z herbatą po pokoju to bezsens. Co tam?
  2460. 1:40:29Uzupełnij.
  2461. 1:40:30Krzyk odbił się echem od wytapetowanych
  2462. 1:40:33ścian. O mało nie wypuściłam pustej
  2463. 1:40:35filiżanki. Elios zasłonił twarz dłonią,
  2464. 1:40:38pocierając czoło. Trudno powiedzieć, czy
  2465. 1:40:40z zażenowania, czy z bólu. Powtórka z
  2466. 1:40:43rozrywki. Filiżanka, dzbanek, herbata
  2467. 1:40:45nalana po sam brzeg. Wstrzymałam oddech,
  2468. 1:40:49by nie pozwolić się ponieść wściekłości.
  2469. 1:40:51Wciągnęłam powietrze, jak podczas
  2470. 1:40:53trenowania trudnej choreografii. Każdy
  2471. 1:40:55mięsień pod kontrolą, każde drżenie
  2472. 1:40:58stłumione. Jeden krok, drugi, trzeci.
  2473. 1:41:02Okrążałam kanapę. Tylko spokojnie
  2474. 1:41:05powtarzałam, gdy w polu widzenia
  2475. 1:41:06przemknął miły siejący łeb dziada.
  2476. 1:41:09Zagięcie dywanu pokonane, jeszcze fotel.
  2477. 1:41:12Masywny grat, wyblakły, przeżarty
  2478. 1:41:15kurzem. Nawet ciocia Dani, miłośniczka
  2479. 1:41:17staroci, uznałaby, że nadaje się tylko
  2480. 1:41:19na wysypisko. Siedzący w nim Elias
  2481. 1:41:22okazał się kolejną przeszkodą. Kątem oka
  2482. 1:41:24złapałam jego spojrzenie. Ciemne
  2483. 1:41:26tęczówki kryły głębie zbyt bezdenną, by
  2484. 1:41:29w nią zanurkować. Sam jej brzeg
  2485. 1:41:31wystarczył, by moja dłoń zadrżała. Dywan
  2486. 1:41:34bezgłośnie wchłonął kilka kropel. Kilka
  2487. 1:41:36innych wystąpiło mi na czoło.
  2488. 1:41:40Zatrzymałam się na ułamek sekundy.
  2489. 1:41:42Łysawa głowa mężczyzny nawet się nie
  2490. 1:41:45odwróciła. Za to Elias, cholerny Elias
  2491. 1:41:48to zobaczył. Bezszelestnie przełknęłam
  2492. 1:41:50ślinę, czekając na jego reakcję. Nic.
  2493. 1:41:54Nie zrobił nic. Jego spojrzenie zsunęło
  2494. 1:41:56się na spodnie. przeciągnął dłonią po
  2495. 1:41:59udzie, jakby wygładzał materiał. Gest
  2496. 1:42:01spokojny, kontrolowany, jak zielone
  2497. 1:42:04światło dla mnie. Powoli ruszyłam dalej.
  2498. 1:42:07Jeszcze przez kilka kroków nasłuchiwałam
  2499. 1:42:09komentarza, lecz żaden nie padł.
  2500. 1:42:11Uwierzyłam, że dotrę do stolika. Sunęłam
  2501. 1:42:14pewniej. Nabrałam wprawy. Dam radę.
  2502. 1:42:17Dałabym, gdyby coś nie wplątało się
  2503. 1:42:19między moje nogi. Hej! Sapnęłam i
  2504. 1:42:23runęłam na dywan, jak konstrukcja z
  2505. 1:42:24zapałek zdmuchnięta nagłym powiewem.
  2506. 1:42:28To nie było coś, tylko laska. Herbata
  2507. 1:42:31wylała się na mnie, na dywan, na kanapy,
  2508. 1:42:33na wyblakłe płytki, wszędzie. Filiżanka
  2509. 1:42:36poturlała się z przytłumionym brzdękiem.
  2510. 1:42:39Dobrze, że miałam już wolne ręce i
  2511. 1:42:40mogłam się podeprzeć. Nadwyrężyłam przy
  2512. 1:42:43tym prawy nadgarstek. Zapulsował bólem,
  2513. 1:42:46więc podwinęłam rękę jak pies ranną
  2514. 1:42:48łapę. Mężczyzna cmokał z drwiną. Wciąż
  2515. 1:42:51na czworakach. Z nienawiścią uniosłam
  2516. 1:42:54wzrok. Oddech wymykał mi się spod
  2517. 1:42:56kontroli. Każdy kolejny był cięższy i
  2518. 1:42:59płytszy. Na mój milczący gniew
  2519. 1:43:01odpowiedział wrednym uśmiechem i cichym
  2520. 1:43:03poleceniem. Uzupełnij.
  2521. 1:43:06Tego było już za wiele. Szybkość, z jaką
  2522. 1:43:09zerwałam się z podłogi, zaskoczyła nawet
  2523. 1:43:11mnie samą. Pędząc, przypadkiem kopnęłam
  2524. 1:43:14filiżankę. Uderzyła w metalową nóżkę
  2525. 1:43:16witryny, a brzdęk pękającej porcelany
  2526. 1:43:18zgrał się za stukotem moich kroków, gdy
  2527. 1:43:20dopadłam drzwi. Pamiętałam, że nie były
  2528. 1:43:23zamknięte. Elias tylko je przymknął,
  2529. 1:43:26więc natychmiast czarpnęłam gałkę
  2530. 1:43:28obolałą dłonią. Schody w górę mnie nie
  2531. 1:43:30zaskoczyły. Ściany otulały je ciasno.
  2532. 1:43:33Odpychałam się od nich rozłożonymi
  2533. 1:43:35rękami, przeskakując po dwa stopnie na
  2534. 1:43:37raz. Na szczycie drogę blokowały kolejne
  2535. 1:43:40drzwi. Wpatrywałam się w nie z zadartą
  2536. 1:43:42głową i walącym sercem, przerażona, że
  2537. 1:43:45są zamknięte na klucz i odbiję się od
  2538. 1:43:47nich jak piłka kałczukowa. Trudno, nie
  2539. 1:43:50miałam nic do stracenia. Wpadłam w nie,
  2540. 1:43:53gotowa staranować je ramieniem.
  2541. 1:43:55Żałowałam tylko, że nie mam barków jak
  2542. 1:43:57wujek Dylan. Nie było takiej potrzeby.
  2543. 1:43:59Poddały się łatwo. Zmrużyłam oczy,
  2544. 1:44:02oślepiona światłem. Wpadało przez ścianę
  2545. 1:44:05z błękitnych luksferów.
  2546. 1:44:07To nie były upragnione okna, ale chociaż
  2547. 1:44:09coś, co przepuszczało dzienne światło.
  2548. 1:44:11Przycisnęłam dłonie do chłodnego szkła.
  2549. 1:44:13Przynosiło ulgę, ale złudną, bo jeszcze
  2550. 1:44:16nie zdołałam uciec. Odbiłam się, pędząc
  2551. 1:44:19dalej jak mucha, która zimą obudziła się
  2552. 1:44:21w zamkniętym słoju. Pomieszczenie
  2553. 1:44:23okazało się szerokim korytarzem.
  2554. 1:44:25Ciągnęło się daleko, lecz nie
  2555. 1:44:27zwalniałam. W puchatych skarpetkach
  2556. 1:44:29ślizgałam się na parkiecie. Włosy
  2557. 1:44:32wpadały mi do oczu. Ciało wciąż
  2558. 1:44:34zrętwiały. Po unieruchomieniu odmawiało
  2559. 1:44:36posłuszeństwa. Nie dobiegłam nawet do
  2560. 1:44:39końca. Silna ręka chwyciła tył mojej
  2561. 1:44:42bluzy. Druga owinęła się wokół klatki
  2562. 1:44:44piersiowej. Jak w lesie. Porażka
  2563. 1:44:46powtórzona kadr w kadr. Wbiłam paznokcie
  2564. 1:44:49w obejmujące mnie ramię Eliasa i
  2565. 1:44:51krzyknęłam z rozpaczą. Puszczaj!
  2566. 1:44:54Wrzasnęłam. Po co ci to było? Syknął mi
  2567. 1:44:56do ucha, szarpiąc mnie do tyłu. Po co do
  2568. 1:44:59cholery? Zamachnęłam się głową w tył i
  2569. 1:45:02trafiłam go w usta, a on odskoczył o
  2570. 1:45:04centymetr. Dobrze mu tak. Nie dam się
  2571. 1:45:07poniżać jakiemuś. Właśnie, że dasz.
  2572. 1:45:10Przerwał mi lodowato. Będziesz robić
  2573. 1:45:13wszystko, co ci każę. Grzecznie i bez
  2574. 1:45:16oporu. Zza rogu wyłonił się Gino.
  2575. 1:45:19Kwadratowa szczęka, trzydniowy zarost,
  2576. 1:45:21przeżuwające coś usta.
  2577. 1:45:24Słowo honoru, że ten typ miał w sobie
  2578. 1:45:26coś z kanibala. Dziwne, ale w uścisku
  2579. 1:45:29Eliasa nagle poczułam się bezpieczniej.
  2580. 1:45:32Co jest? Warknął tamten. Wszystko gra.
  2581. 1:45:35Rzucił Elias, ciągnąc mnie z powrotem na
  2582. 1:45:37schody. Zostaw mnie. Jęknęłam podwijając
  2583. 1:45:41nogi, żeby nie dać się sprowadzić na
  2584. 1:45:43dół.
  2585. 1:45:44Spokój, Lindsy. Syknął. Opierałam się na
  2586. 1:45:47próżno. Zeszliśmy do saloniku bez okien,
  2587. 1:45:50gdzie czarny wąs mężczyzny unosił się w
  2588. 1:45:52najzłośliwszym uśmiechu, jaki
  2589. 1:45:54kiedykolwiek widziałam. Elias trzymał
  2590. 1:45:56mnie w żelaznym uścisku. Jego tors na
  2591. 1:45:59moich plecach, podbródek wciskający się
  2592. 1:46:01w czubek głowy, dłonie na ramionach.
  2593. 1:46:04Byłam w potrzasku. Jego wuj podparł się
  2594. 1:46:07laską i uniósł. Zesztywniałam, gotowa na
  2595. 1:46:10cios. Ten jednak nie nadszedł.
  2596. 1:46:13Nie uciekniesz stąd, niemądra
  2597. 1:46:15dziewczyno. Pokręcił głową jak
  2598. 1:46:17pobłażliwy dziadzio, choć tak naprawdę
  2599. 1:46:20przerażał mnie tak bardzo, że ściskałam
  2600. 1:46:22pięści ze strachu. Czyli będziecie mnie
  2601. 1:46:24trzymać w piwnicy bez okien? Prychnęłam
  2602. 1:46:27słabo. Laska uniosła się i wbiła w moją
  2603. 1:46:30brodę, zmuszając mnie do odchylenia
  2604. 1:46:32głowy. Moja potylica oparła się na
  2605. 1:46:34piersi Eliasa, a ja poczułam, jak szybko
  2606. 1:46:36bije mu serce. Nie ma tu okien, młoda
  2607. 1:46:39damo, bo okna dają perspektywę wolności,
  2608. 1:46:42której ty nie posiadasz.
  2609. 1:46:48Rozdział piąty. Słodki pisk.
  2610. 1:46:53Dłonie lepiły mi się od kleju. Żadna
  2611. 1:46:55filiżanka na świecie nie zebrała tylu
  2612. 1:46:57nienawistnych spojrzeń, co ta, którą
  2613. 1:46:59właśnie próbowałam uratować. Gdyby nie
  2614. 1:47:02to, że minioną godzinę spędziłam na
  2615. 1:47:04składaniu potłuczonych skorupek, ze
  2616. 1:47:06złości cisnęłabym nią o ścianę, by
  2617. 1:47:08rozbiła się ponownie.
  2618. 1:47:11Jakąś strzelam. Godzinę temu wuj Eliasa
  2619. 1:47:14odsunął laskę z mojej brody i szturchnął
  2620. 1:47:16nią porcelanowe odłamki. Grobowym tonem
  2621. 1:47:19polecił. Kucaj. Rozchyliłem usta.
  2622. 1:47:22Niepewne czy dobrze usłyszałam. Ramiona
  2623. 1:47:25Eliasa się rozsunęły, zwracając mi
  2624. 1:47:27swobodę ruchów. nawet dyskretnie, lecz
  2625. 1:47:30ponaglająco nacisnął mi na barki.
  2626. 1:47:32"Najpierw wytrzeż rozlaną herbatę"
  2627. 1:47:35zapowiedział mężczyzna. Zniżyłam się
  2628. 1:47:37powoli. Moje kolano strzyknęło, gdy
  2629. 1:47:40dotknęło chłodnej podłogi. Kątem oka
  2630. 1:47:42widziałam wypolerowane trzon laski i
  2631. 1:47:44nogawki garniturowych spodni opadające
  2632. 1:47:47na skórzane buty. W tej upokarzającej
  2633. 1:47:50pozycji nie mogłam spojrzeć dziadowi w
  2634. 1:47:52oczy.
  2635. 1:47:53Za to wzrok Eliasa wiercał mi się w
  2636. 1:47:56czubek głowy, dokładnie tam, gdzie przed
  2637. 1:47:58chwilą chłopak opierał podbródek.
  2638. 1:48:01Och, jak ja go w tej chwili
  2639. 1:48:02nienawidziłam. Z każdą falą złości
  2640. 1:48:04szczęka napinała mi się mocniej.
  2641. 1:48:08Potrzebuję ścierki. Warknęłam i
  2642. 1:48:10zabrzmiało to jak groźba. Konsekwencja
  2643. 1:48:12nie była mocną stroną mężczyzny z laską.
  2644. 1:48:15Tym razem nie skarcił mnie za brak.
  2645. 1:48:17Proszę. Wykrzywił się w swoim ulubionym
  2646. 1:48:20wrednym uśmiechu. Ścierka ci
  2647. 1:48:21niepotrzebna.
  2648. 1:48:23Laska trąciła mnie w brzuch. Nie
  2649. 1:48:25zdążyłam uskoczyć, lecz tym razem nie
  2650. 1:48:27zabolało. Laska posłużyła mu tylko za
  2651. 1:48:29wskaźnik. Wytrzeż to swoim ubraniem.
  2652. 1:48:33Zacisnęłam pięść na zniszczonej jasnej
  2653. 1:48:35bluzie. Niewątpliwie nadawała się do
  2654. 1:48:37prania, może i nawet do wyrzucenia, ale
  2655. 1:48:40na pewno nie była przeznaczona do
  2656. 1:48:42szorowania podłogi.
  2657. 1:48:44To moje jedyne ubranie. Burknęłam
  2658. 1:48:46zbulwersowana.
  2659. 1:48:48Uśmiech starego jeszcze się poszerzył, a
  2660. 1:48:50podstawa laski zanurkowała w moich
  2661. 1:48:52skołtunionych włosach, skradając się w
  2662. 1:48:54nich jak jadowity, choć sztywny wąż. W
  2663. 1:48:58takim razie włosami. Zmarszczyłam brwi
  2664. 1:49:01oburzona. Laska wysunęła się z moich
  2665. 1:49:03włosów i dotknęła warg tak gwałtownie,
  2666. 1:49:06że nie zdążyłam odchylić głowy. Albo
  2667. 1:49:08wyliżesz podłogę do połysku, mała
  2668. 1:49:10czyścioszko.
  2669. 1:49:12Zamilkłam, by nie rozchylać ust i nie
  2670. 1:49:14pozwolić mu wcisnąć do nich brudnego
  2671. 1:49:16kija. A ty, zwrócił się do Eliasa,
  2672. 1:49:19przynieś klej, skoro nasza młoda dama
  2673. 1:49:21nie szanuje rzeczy i tak łatwo je
  2674. 1:49:22niszczy, będzie je teraz naprawiać.
  2675. 1:49:26Upokorzona kłócałam nad niewielką kałużą
  2676. 1:49:28herbaty.
  2677. 1:49:30Kroki Eliasa oddalały się niespiesznie,
  2678. 1:49:33jakby się ociągał. Chciałam wierzyć, że
  2679. 1:49:35woli mnie nie zostawiać ze swoim
  2680. 1:49:37agresywnym wujem, lecz dotąd nie dał mi
  2681. 1:49:39powodów, by go wybielać. Grał z dziadem
  2682. 1:49:42w jednej drużynie i w niczym nie był
  2683. 1:49:44lepszy od niego. Na co czekasz? Warknął
  2684. 1:49:46jego wój. Pracuj. Wpatrywałam się tempo
  2685. 1:49:50w plamę. No już. Za zwłokę zapłaciłam
  2686. 1:49:53kilkoma uderzeniami laską. Nie chcę
  2687. 1:49:55wnikać w szczegóły. Bił bez opamiętania,
  2688. 1:49:58aż łzy strachu i bólu zalały mi oczy.
  2689. 1:50:01Mała Ly w środku nie pojmowała, czemu
  2690. 1:50:03spotyka ją taka przemoc. Chcę widzieć,
  2691. 1:50:06jak ta plama znika. Syknął mężczyzna.
  2692. 1:50:09Jego wąs opadł, a oczy zamieniły się w
  2693. 1:50:12lodowate świdry.
  2694. 1:50:14Obolała pochyliłam się nad rozlaną
  2695. 1:50:16herbatą. Sztywne palce zacisnęłam na
  2696. 1:50:18materiale bluzy. Tkanina wchłaniała
  2697. 1:50:21ciecz. Dziad patrzył na to z
  2698. 1:50:22satysfakcją, a wracającego Eliasa
  2699. 1:50:24przywitał triumfalnie zaciśniętą
  2700. 1:50:26pięścią. Widzisz? Ucieszył się. Dziewczę
  2701. 1:50:30potrzebuję po prostu twardego
  2702. 1:50:32wychowania.
  2703. 1:50:33Klej. Oznajmił Elias Cucho.
  2704. 1:50:38Wybornie. Nasza młoda dama zbierze
  2705. 1:50:40kawałki porcelany, poskleja je i będzie
  2706. 1:50:43się modlić, żeby to co powstanie
  2707. 1:50:44przypominało filiżankę.
  2708. 1:50:47Jego głos stwardniał, gdy zwrócił się do
  2709. 1:50:50mnie. Później sprawdzę efekt. Stukanie
  2710. 1:50:53laski cichło. Oddalał się. W saloniku
  2711. 1:50:56został ze mną tylko Elias. Patrzył, jak
  2712. 1:50:58w ciszy zbieram skorupki. Na policzkach
  2713. 1:51:01czułam zaschnięte łzy.
  2714. 1:51:04Po co ty ciągle z nim dyskutujesz?
  2715. 1:51:06Szepnął z irytacją, której nie
  2716. 1:51:07rozumiała. Pociągnęłam nosem, wierzchem
  2717. 1:51:10rękawa ocierając twarz. Milczałam
  2718. 1:51:13skupiona na zbieraniu odłamków.
  2719. 1:51:15Rób co każe, dodał. Tak będzie łatwiej.
  2720. 1:51:18Parsknęłam lekceważąco. Obolałe od laski
  2721. 1:51:21żebro zapiekło. Mówię poważnie! Burknął.
  2722. 1:51:25Przysiadłam na piętach, trzymając jedną
  2723. 1:51:27ze skorupek w dłoni. Pociągnęłam za
  2724. 1:51:29wilgotny od herbaty rąbek bluzy,
  2725. 1:51:31odsłaniając czerwone plęgi na brzuchu.
  2726. 1:51:34On czerpie przyjemność zdręczenia mnie,
  2727. 1:51:36więc nie ma znaczenia, jak grzeczna
  2728. 1:51:38będę. Wysyczałam. Jeśli nie dam mu
  2729. 1:51:41pretekstu, wymyśli go sam. Machnęłam
  2730. 1:51:43trzymanym odłamkiem. To dowód. podstawił
  2731. 1:51:47mi laskę pod nogi, żebym rozlała
  2732. 1:51:49herbatę. Nie dostałaś za upadek, tylko
  2733. 1:51:51za próbę ucieczki. Chrupnęło, gdy
  2734. 1:51:54rzuciłam odłamek na kupkę. Naprawdę
  2735. 1:51:57sądzisz, że zrezygnuję z ucieczki? Mam
  2736. 1:51:59siedzieć cicho i udawać, że podoba mi
  2737. 1:52:01się życie w tej klitce bez okien? Elias
  2738. 1:52:04usiadł okrakiem na podłokietniku kanapy,
  2739. 1:52:06sprół dłonie i zgarbił się, jakby miał
  2740. 1:52:09zamiar wytłumaczyć coś niepojętnemu
  2741. 1:52:11dziecku. Przestrzegaj zasad, to
  2742. 1:52:13przeżyjesz. Wyszeptał. O to chodzi. o
  2743. 1:52:16przetrwanie.
  2744. 1:52:18Powiedział, że okna wskazałam pustą
  2745. 1:52:20ścianę dają perspektywę wolności, której
  2746. 1:52:23nie mam. Chciał cię nastraszyć. Odparł
  2747. 1:52:26jeszcze ciszej, zerkając na drzwi i
  2748. 1:52:28słusznie. Ty też się go boisz.
  2749. 1:52:30Szantażuję cię. A może bij? Urwałam,
  2750. 1:52:33patrząc na jego ukryte podluźną bluzą
  2751. 1:52:36ciało. Nic mi nie robi warknął spięty.
  2752. 1:52:39Współpracujemy.
  2753. 1:52:41Cel mamy ten sam. Jaki?
  2754. 1:52:44Stuk od kolejnego odłamka. Kopnął go w
  2755. 1:52:47zasięg moich dłoni.
  2756. 1:52:49Skup się na swoim zadaniu.
  2757. 1:52:51Tę popatrzyłam na kwiaty zdobiące
  2758. 1:52:53kawałek filiżanki. Łodygi wiły się
  2759. 1:52:55niczym metafora pokrętnej sytuacji, w
  2760. 1:52:58której się znalazłam. Nie podniosłam go.
  2761. 1:53:01Ile czasu minęło od porwania? Ta wiedza
  2762. 1:53:04nic ci nie da. Pociągnęłam nosem. Miałam
  2763. 1:53:07w nim tak wysuszoną śluzówkę, że
  2764. 1:53:09poczułam bolesne pieczenie. Zakuło mnie
  2765. 1:53:12w łopatce. Efekt złej postawy. Zamiast
  2766. 1:53:15się wyprostować, zgarbiłam się jeszcze
  2767. 1:53:17bardziej. Potrzebuję prysznica.
  2768. 1:53:20Wymamrotałam.
  2769. 1:53:21Elias pokręcił głową krótko, stanowczo.
  2770. 1:53:25Na razie nie. Uporczywie tarłam nos.
  2771. 1:53:28Łaskotało mnie w nim od nadmiaru kurzu i
  2772. 1:53:30braku świeżego powietrza.
  2773. 1:53:33Bluza, którą miałam na sobie od początku
  2774. 1:53:35porwania ciążyła, przesiąknięta potem,
  2775. 1:53:37brudem i złymi emocjami. Od środka
  2776. 1:53:40kleiła się do skóry, jakby posmarowano
  2777. 1:53:42ją tym samym klejem, którym miałam
  2778. 1:53:44skleić filiżankę.
  2779. 1:53:46Eliasie, spróbowałam ponownie, szczerze,
  2780. 1:53:48bez owijania w bawełnę. Jestem brudna.
  2781. 1:53:52To twoje najmniejsze zmartwienie.
  2782. 1:53:54Czystość to potrzeba fizjologiczna.
  2783. 1:53:57Już ustaliliśmy, że zaspokajanie twoich
  2784. 1:53:59potrzeb fizjologicznych nie jest moim
  2785. 1:54:01priorytetem.
  2786. 1:54:03Porwałeś mnie. Przypomniałam. Jesteś za
  2787. 1:54:05mnie odpowiedzialny. Odpowiedzialny za
  2788. 1:54:08to, żebyś nie uciekła, a nie pędrzyła
  2789. 1:54:10się w łazience. Stęknęłam, poprawiając
  2790. 1:54:13się w siadzie. Pięty wpijały mi się w
  2791. 1:54:15pośladki.
  2792. 1:54:17Proszę, Eliasie, cała się lepie. Wskazał
  2793. 1:54:20pod brudkiem odłamki.
  2794. 1:54:23Składaj filiżankę.
  2795. 1:54:25Jak długo zamierzasz mnie tu trzymać?
  2796. 1:54:27Wzruszył ramionami. Dopóki nie osiągnę
  2797. 1:54:30celu. Czyli
  2798. 1:54:33zniżył głos do złowrogiego szeptu. Jego
  2799. 1:54:36spojrzenie stężało. Wynagrodzę sobie
  2800. 1:54:38krzywdy, które spotkały mnie dzięki
  2801. 1:54:40uprzejmości monetów.
  2802. 1:54:43Parsknął ponuro. To, że twoja rodzina w
  2803. 1:54:46ogóle jest na wolności, to nieśmieszny
  2804. 1:54:48żart. Chcesz zamknąć moją rodzinę?
  2805. 1:54:51Zmarszczyłam czoło, próbując połapać się
  2806. 1:54:53w jego słowach. Dlaczego
  2807. 1:54:56mówiłem ci wcześniej, trzeba było
  2808. 1:54:58słuchać morderstwo. Odchrząknęłam sucho.
  2809. 1:55:02Rzuciłeś poważne oskarżenie bez słowa
  2810. 1:55:04wyjaśnienia. Jak według ciebie miałam na
  2811. 1:55:07to zareagować? Zmrużył oczy.
  2812. 1:55:10Nieważne, Lindsey. Nie cofniesz tego, co
  2813. 1:55:12twoja rodzina zrobiła 12 lat temu. Co
  2814. 1:55:15dokładnie wam zrobiliśmy? Mroczne
  2815. 1:55:18spojrzenie wbiło mi się w oczy.
  2816. 1:55:20My powtórzył cicho. Kącik jego ust
  2817. 1:55:24drgnął smętnie. Wasza plemienna
  2818. 1:55:26lojalność jest tak silna, że w ciemno
  2819. 1:55:29podpiszesz się pod każdym ich uczynkiem.
  2820. 1:55:32Znasz moje nazwisko? Powiedziałam
  2821. 1:55:34łagodniej, przekrzywiając głowę.
  2822. 1:55:36Porwałeś Lincy Monet. Nie oczekujesz
  2823. 1:55:39chyba, że wyrzeknę się swoich korzeni.
  2824. 1:55:41Nie. Przyznał. A pamięć o nich ułatwia
  2825. 1:55:44mi zadanie. W jaki sposób?
  2826. 1:55:48wpatrywał się we mnie tak intensywnie,
  2827. 1:55:50że do ostatniej chwili wstrzymywałam
  2828. 1:55:52oddech. Bezdenny mrok w jego oczach się
  2829. 1:55:54pogłębiał, zmieniał go w kogoś zupełnie
  2830. 1:55:56obcego. Jego głos też stwardniał, gdy
  2831. 1:56:00stwierdził:
  2832. 1:56:02"Nie jest mi cię żal". Wstając, wskazał
  2833. 1:56:04podbródkiem porcelanę. Sklejaj
  2834. 1:56:06filiżankę. Prysznic to przywilej, na
  2835. 1:56:08który może zasłużysz później. Zachwiałam
  2836. 1:56:11się. Zsunęłam z pięt na podłogę i
  2837. 1:56:13położyłam dłonie na dywanie. Moja klatka
  2838. 1:56:15piersiowa zatrzęsła się. Głos ugrzązł w
  2839. 1:56:18gardle.
  2840. 1:56:21Elias wyszeptałam żałośnie, coraz
  2841. 1:56:23bardziej przerażona. Musisz mi
  2842. 1:56:24wytłumaczyć. Ja nie wiem o czym ty
  2843. 1:56:26mówisz. Mój głos robił się coraz
  2844. 1:56:28bardziej piskliwy. Znowu zaczynałam
  2845. 1:56:30panikować. To ma związek z tamtym
  2846. 1:56:32rysunkiem? Ja nic o tym nie wiem.
  2847. 1:56:35Łzy spłynęły bez pozwolenia, rysując
  2848. 1:56:37lepkie ścieżki na moich policzkach.
  2849. 1:56:40Elias patrzył na to bez emocji, po czym
  2850. 1:56:42rzucił obojętnie. Filiżanka Monet.
  2851. 1:56:47Rozchyliłam usta oszołomiona jego
  2852. 1:56:49obojętnością. Zamiast zmięknąć, jeszcze
  2853. 1:56:51bardziej się zezłościł. Ruszył w moją
  2854. 1:56:54stronę, chwycił za włosy i przysunął
  2855. 1:56:56moją twarz do rozbitej filiżanki. Puścił
  2856. 1:56:59niemal od razu, ale skóra na mojej
  2857. 1:57:00głowie i tak pulsowała bólem. Elias
  2858. 1:57:03kopnął lekko jeden z odłamków. Nie
  2859. 1:57:05rozumiesz, że jeśli jej nie złożysz, wuj
  2860. 1:57:08weźmie jeden z tych odłamków i potnie ci
  2861. 1:57:10twarz? Przełknęłam ślinę. Nawet nie
  2862. 1:57:13starałam się zamaskować strachu, który
  2863. 1:57:15mnie ogarnął.
  2864. 1:57:16Elias przewrócił oczami, westchnął i
  2865. 1:57:18odsunął nogę od potłuczonej porcelany.
  2866. 1:57:21Podeszwy jego butów skrzypiały na
  2867. 1:57:22posadzce, kiedy odchodził. Drzwi się
  2868. 1:57:25zatrzęsły. Szczęknął zamek. Zostałam
  2869. 1:57:28sama w piwnicy bez okien. Mimo
  2870. 1:57:30zamiłowania do zajęć artystycznych
  2871. 1:57:32trudno było mi wykrzesać z siebie
  2872. 1:57:34cierpliwość do sklejania porcelany.
  2873. 1:57:37Zwykle pracowałam w domowej
  2874. 1:57:38biblioteczce, najedzona, z herbatą pod
  2875. 1:57:40ręką, w wygodnym fotelu przy dobrze
  2876. 1:57:42oświetlonym biurku i z czystą łazienką.
  2877. 1:57:45kilka kroków obok. Teraz wszystko było
  2878. 1:57:48nie tak. Drętwiały mi palce i wyciskałam
  2879. 1:57:50za dużo kleju. W brzuchu burczało i
  2880. 1:57:53chciało mi się siku, a od twardej
  2881. 1:57:55podłogi rozbolała mnie pupa. Usłyszałam
  2882. 1:57:58ruch na schodach i zamarłam. Jeszcze
  2883. 1:58:00nie, proszę.
  2884. 1:58:02Filiżanka nie wyglądała dobrze. Spięłam
  2885. 1:58:04się gotowa na wymierzenie mi kary, lecz
  2886. 1:58:06mężczyzna nie przyszedł kontrolować
  2887. 1:58:08mojej pracy. Laska stukała głośniej.
  2888. 1:58:11Schodził szybko, trzymając w
  2889. 1:58:12wyciągniętej ręce telefon.
  2890. 1:58:15Powiedz coś. Rozkazał. Myślałam, że mówi
  2891. 1:58:18do kogoś w słuchawce, ale jego
  2892. 1:58:20spojrzenie utkwione było we mnie. Żeby
  2893. 1:58:22zrobić mu na złość milczałam.
  2894. 1:58:25Przestań urządzać demonstracje! Syknął
  2895. 1:58:27zirytowany i huknął laską o kafle. Mam
  2896. 1:58:30cię naprostować przy ojcu na głośniku.
  2897. 1:58:33Tata serce mi zamarło. Ekran telefonu
  2898. 1:58:36się świecił, lecz wuj Eliasa nim
  2899. 1:58:38wymachiwał, więc nie dałam rady dostrzec
  2900. 1:58:41numeru. Wytężyłam słuch, ale po drugiej
  2901. 1:58:43stronie panowała cisza. Zmarszczyłam
  2902. 1:58:46brwi, wyczuwając podstęp. Stary
  2903. 1:58:48przybliżył aparat do moich ust. Dlaczego
  2904. 1:58:51on nic nie mówi? Wyszeptałam. Jest
  2905. 1:58:53wyciszony. Nie musisz go słyszeć. To on
  2906. 1:58:56musi usłyszeć ciebie. Mów.
  2907. 1:58:59Zatkało mnie. Czy tata naprawdę tam był?
  2908. 1:59:01A mama, wujkowie? Wbiłam wzrok w ekran.
  2909. 1:59:05Do oczu napłynęły mi łzy nagłej nadziei.
  2910. 1:59:09Tato, zapiszczałam.
  2911. 1:59:11O tak, bardzo dobrze. Pochwalił
  2912. 1:59:13mężczyzna. Jego wąs uniósł się w
  2913. 1:59:15upiornym uśmiechu. Powiedz coś jeszcze.
  2914. 1:59:18Uniosłam się z pozycji siedzącej do
  2915. 1:59:20klęku. Zbliżyłam twarz do mikrofonu, po
  2916. 1:59:22czym wykrzyczałam. Elias Romero.
  2917. 1:59:25Widywałam się z nim pod murem szkoły.
  2918. 1:59:27Porwał mnie w lesie przy parkingu sklep.
  2919. 1:59:29Brutalny cios laską pod żebro odebrał mi
  2920. 1:59:32dech. Mój krzyk się urwał. Skuruliłam
  2921. 1:59:34się tłumiąc jęk, by niepokoić taty.
  2922. 1:59:38Nieważne. Burknął mężczyzna. Twój słodki
  2923. 1:59:41pisk wystarczy. Swoim sękatym kciukiem
  2924. 1:59:44nacisnął czerwoną słuchawkę i ekran
  2925. 1:59:46pogrążył się w czerni. Widziałam to
  2926. 1:59:49kątem oka, nadal kuląc się na podłodze.
  2927. 1:59:51Dyszałam ciężko. Już cię nie słyszę,
  2928. 1:59:54głupia. Rozłączyłem go. W tonie
  2929. 1:59:56mężczyzny pobrzmiewała nieprzyjemna
  2930. 1:59:58pogarda dla mojej słabości. Jak
  2931. 2:00:00zareagował? Zapytał cicho Elias. Nie
  2932. 2:00:04wiem w którym momencie do nas dołączył.
  2933. 2:00:06Wślizgnął się do piwnicy bezszelestnie i
  2934. 2:00:08teraz czaił się gdzieś w tle. W ciemnych
  2935. 2:00:10ciuchach z powodzeniem zlewał się
  2936. 2:00:12zmrokiem. Nawet jego jasne dłonie się
  2937. 2:00:14nie odznaczały, bo trzymał je w
  2938. 2:00:15kieszeniach. Jedyne z czego mogłam
  2939. 2:00:17czytać to jego twarz. Czoło między
  2940. 2:00:20brwiami przecinała pionowa zmarszczka,
  2941. 2:00:22głęboka, wyrażająca trwogę. Żałosny,
  2942. 2:00:26pomyślałam z nienawiścią. Zaraz się
  2943. 2:00:29przekonamy. Oddzwoni stary zdawał się
  2944. 2:00:32tego pewny. Delikatnie muskał palcami
  2945. 2:00:34swoją laskę, jakby porcelanowa gałka
  2946. 2:00:36była klawiszem pianina. Nawet przymknął
  2947. 2:00:39z lubością oczy niczym człowiek, który
  2948. 2:00:41słucha swojej ulubionej melodii. Zaraz
  2949. 2:00:44jednak otworzył je szeroko, gdy w
  2950. 2:00:46pomieszczeniu rozległ się mój syk,
  2951. 2:00:48psychopata.
  2952. 2:00:49Twarz wykrzywiła mu się gniewnie, a
  2953. 2:00:52potem jego laska się uniosła i opadła.
  2954. 2:00:54Szybko i znów do góry i w dół. Moje
  2955. 2:00:58ciało napinało się coraz mocniej, w rytm
  2956. 2:01:00uderzeń tłuczone jak kawał mięsa. Z ust
  2957. 2:01:03wyrywały mi się jęki i piski, którym
  2958. 2:01:05akompaniowały wściekłe krzyki mężczyzny.
  2959. 2:01:09Czy pozwoliłem ci się odezwać? Czy
  2960. 2:01:11wyraziłem zgodę? Czy ją wyraziłem? I w
  2961. 2:01:14tym chaosie nagle przebił się przejęty
  2962. 2:01:16głos Eliasa. Czekaj, czekaj, czekaj.
  2963. 2:01:20Gdybym nie zwijała się z bólu,
  2964. 2:01:21prychnęłabym mu w twarz. Co za żałosne
  2965. 2:01:24stękanie. Oddzwania. Zawołał
  2966. 2:01:28Vincent Monet. Oddzwania. Klatka
  2967. 2:01:30piersiowa unosiła mu się od
  2968. 2:01:32przyspieszonego oddechu, a na czole
  2969. 2:01:33częściowo skrytym pod ciemnymi kosmykami
  2970. 2:01:36błyszczały kropelki potu. Oczy wbił wuja
  2971. 2:01:40z przejęciem, starannie unikając
  2972. 2:01:41patrzenia na mnie. W dłoni ściskał
  2973. 2:01:44telefon, którego ekran znów się
  2974. 2:01:45rozświetlał. Laska najpierw zawisła w
  2975. 2:01:48powietrzu, po czym powoli dotknęła
  2976. 2:01:50posadzki. Zniekształcona gniewem twarz
  2977. 2:01:52mężczyzny się wygładziła. Kącik ust pod
  2978. 2:01:55czarnym wąsem drgnął ku górze. Odzyskał
  2979. 2:01:58namiastkę spokoju. napuszył się, uniósł
  2980. 2:02:01podbródek i wymruczał.
  2981. 2:02:03O, proszę. Zanim przejął telefon,
  2982. 2:02:06bezczelnie puścił do mnie oko. Chyba
  2983. 2:02:08udało nam się przeciągnąć jego uwagę.
  2984. 2:02:12Przytknął aparat do ucha, by kontynuować
  2985. 2:02:14rozmowę z moim ojcem. Niespiesznie
  2986. 2:02:16ruszył na schody, którymi wyszedł z
  2987. 2:02:18piwnicy. Wiedział, że Vincent Monet na
  2988. 2:02:21pewno poczeka. Tymczasem ja leżałam na
  2989. 2:02:23posadzce w pozycji embrionalnej. Drżałam
  2990. 2:02:26i łukałam, bo chwilowe nawiązanie
  2991. 2:02:29kontaktu z tatą, nawet jednostronne,
  2992. 2:02:31uruchomiło we mnie emocje, które dotąd
  2993. 2:02:33blokowałam grubym murem. Wmawiałam
  2994. 2:02:35sobie, że jest mocny, ceglasty.
  2995. 2:02:37Tymczasem pękł jak ta porcelanowa
  2996. 2:02:40filiżanka. Rozsypał się przy pierwszym
  2997. 2:02:42zderzeniu ze wspomnieniem o rodzinie, za
  2998. 2:02:44którą tęskniłam tak niewyobrażalnie, że
  2999. 2:02:47ból po uderzeniach laską wydawał się
  3000. 2:02:49przy tym niczym.
  3001. 2:02:51Przytuliłam policzek do dywanu. Tkanina
  3002. 2:02:53przyjemnie drapała. Wbijałam w nią
  3003. 2:02:56palce, żałując, że włoski nie są
  3004. 2:02:58dłuższe, żebym mogła je złapać i
  3005. 2:02:59pociągnąć, by dać choć odrobinę ujścia
  3006. 2:03:02cierpieniu. Tak strasznie marzyłam, żeby
  3007. 2:03:04przytulić rodziców, pośmiać się z
  3008. 2:03:06wujkami, nawet pokłócić się z Michaelem.
  3009. 2:03:10Nagle moją uwagę przyciągnął jakiś
  3010. 2:03:12tajemniczy szelest. Uderwał mnie od
  3011. 2:03:14fantazjowania i kazał wrócić do ponurej
  3012. 2:03:16rzeczywistości, w której musiałam być
  3013. 2:03:18czujna. To Elia kucnął obok. Został ze
  3014. 2:03:21mną tu w podziemiach i milcząco
  3015. 2:03:23obserwował moją rozsypkę. Nie widziałam
  3016. 2:03:26jego twarzy. Może ze mnie kpił, a może
  3017. 2:03:28mnie współczuł. I choć na to drugie nie
  3018. 2:03:30liczyłam, bardziej do siebie niż do
  3019. 2:03:32niego wymamrotałam. Chcę do domu.
  3020. 2:03:36Odgłos, jaki Elias z siebie wydał,
  3021. 2:03:38przypominał stłumione westchnienie.
  3022. 2:03:40Wujek Will robił podobnie, gdy jako
  3023. 2:03:43dziecko błagałam o słodycze tuż po tym,
  3024. 2:03:45jak rodzice mi ich zakazywali.
  3025. 2:03:47Wrócisz do domu, kiedy twój tatuś zrobi
  3026. 2:03:49co trzeba. Miałam wrażenie, że Elia
  3027. 2:03:52próbuje mnie pocieszyć, jednocześnie nie
  3028. 2:03:54potrafiąc wypowiedzieć się o moim ojcu
  3029. 2:03:56bez lekceważącego tonu. Co trzeba?
  3030. 2:04:00Pisnęłam cienko. Nie odrywając policzka
  3031. 2:04:02od podłogi, odszukałam go wzrokiem.
  3032. 2:04:05Kucał tuż przy mnie, gotów pomóc, ale
  3033. 2:04:07wciąż na dystans. Czubek jego buta
  3034. 2:04:09znalazł się niepokojąco blisko mojej
  3035. 2:04:11twarzy. Jednym kopniakiem mógłby złamać
  3036. 2:04:14mi nos. Czy byłby do tego zdolny? Nie
  3037. 2:04:17wiedziałam.
  3038. 2:04:19Spięłam się, kiedy lekko się nachylił. A
  3039. 2:04:22jak myślisz, Lincy? Wujek Shane,
  3040. 2:04:24wyznawca prostej filozofii, często
  3041. 2:04:26powtarzał, że odpowiedź zwykle jest
  3042. 2:04:29oczywista. Tutaj też się taka wydawała,
  3043. 2:04:31ale trudno było mi w nią uwierzyć, więc
  3044. 2:04:34wpatrzyłam się Eliasowi w oczy, szukając
  3045. 2:04:36potwierdzenia, że kryje się za tym coś
  3046. 2:04:38więcej. Powoli podniosłam się do siadu,
  3047. 2:04:40sycząc z bólu. Obolała i sztywna jak
  3048. 2:04:43trzon laski. Włosy plątały mi się przy
  3049. 2:04:46szyi, wciskały pod bluzę, wisiały w
  3050. 2:04:48tłustych stronkach. Kiedyś przed
  3051. 2:04:50spotkaniami z Eliasem martwiłam się, czy
  3052. 2:04:52wyglądam dobrze. Teraz naprawdę miałam
  3053. 2:04:54to gdzieś. Czy chodzi o pieniądze?
  3054. 2:04:57Szepnęłam. Nie odrywałam wzroku od jego
  3055. 2:05:00oczu. Im dłużej milczał, tym
  3056. 2:05:02wymowniejszy stawał się fakt, że nie
  3057. 2:05:04zaprzeczył. Podniosłam się jeszcze
  3058. 2:05:07wyżej. Cała ta akcja to tylko kwestia
  3059. 2:05:09okupu. Oburzenie wypisane na mojej
  3060. 2:05:12twarzy go sprowokowało. Przysunął swoją
  3061. 2:05:14twarz do mojej. Kiedyś przed tamtym
  3062. 2:05:17pocałunkiem ten dystans ekscytował.
  3063. 2:05:20Teraz miałam ochotę go spoliczkować,
  3064. 2:05:22zwłaszcza gdy przez zaciśnięte z
  3065. 2:05:24nienawiści zęby wycedził. I zemsty
  3066. 2:05:27Lindy.
  3067. 2:05:28Nie cofnęłam się. Tkwiłam w napięciu
  3068. 2:05:30razem z nim. Skoro już się na mnie
  3069. 2:05:32mścisz, łaskawie wyjaśnij za co. Mszczę
  3070. 2:05:36się na twoim tatusiu.
  3071. 2:05:38Prawie zetknęliśmy się nosami, kiedy
  3072. 2:05:40warknęłam. Za co, Eliasie? Za co? Za
  3073. 2:05:44morderstwo. Morderstwo? Mówiłem ci
  3074. 2:05:46przecież, że chodzi o morderstwo.
  3075. 2:05:49Zastygłam.
  3076. 2:05:50Nostrza Eliasa rozszerzały się ze
  3077. 2:05:52złości. Oczy spowiła mgła nienawiści.
  3078. 2:05:55Zerwał się tak gwałtownie, że poczułam
  3079. 2:05:57pchnięcie. Zakołysałam się. Spróbowałam
  3080. 2:05:59złapać równowagę, ale osunęłam się na
  3081. 2:06:01podłogę i zaryłam brodą ochropowaty
  3082. 2:06:04dywan. Mój cichy jękłuszył jego zjadliwy
  3083. 2:06:07komentarz. Twoi starzy to mordercy.
  3084. 2:06:11Odskoczył. Patrzył teraz na mnie z
  3085. 2:06:13oddali, gdy tak leżałam rozpłaszczona i
  3086. 2:06:15bezbronna. Zaciskał pięści, po chwili je
  3087. 2:06:18rozluźniał i tak w kółko. Przestań
  3088. 2:06:20płakać. Warknął. Wtuliłam mokry policzek
  3089. 2:06:24w dywan. Jeśli masz z tym problem, to
  3090. 2:06:26wyjdź. Wymamrotałam. Mówię serio,
  3091. 2:06:29Lindsy. Westchnął. Opanuj emocje, będzie
  3092. 2:06:31ci łatwiej.
  3093. 2:06:33Odezwał się cholerny kwiat Lotosu.
  3094. 2:06:36Rozłożył ręce. Prowokujesz mnie. Tekst
  3095. 2:06:39godny Toksyka. Nie ciągnął tematu.
  3096. 2:06:42Sztywna dłoń zamajaczyła przed moją
  3097. 2:06:44twarzą. Wyciągnął ją do mnie jak w
  3098. 2:06:46zaproszeniu do tańca. Jeszcze niedawno
  3099. 2:06:49przyjęłabym je szczęśliwa. Teraz
  3100. 2:06:50patrzyłam na palce pusto, skupiając
  3101. 2:06:52wzrok na obrączce w stalowym kolorze.
  3102. 2:06:55Chodź. zachęcił łagodniej. Ta zmienność
  3103. 2:06:59nastroju mnie niepokoiła. Nie miałam
  3104. 2:07:01odwagi drgnąć. Wszystko mnie boli.
  3105. 2:07:04Poskarżyłam się. Kucnął.
  3106. 2:07:08Pomogę ci. Nie chciałam jego bliskości,
  3107. 2:07:11a jednak pragnęłam delikatności, z jaką
  3108. 2:07:13do mnie wrócił. A potem wypowiedział
  3109. 2:07:16słowa, które sprawiły, że przeniosłam
  3110. 2:07:18spojrzenie z obrączki na jego oczy. To
  3111. 2:07:21mogło znaczyć coś ważnego. Zaprowadzę
  3112. 2:07:23cię teraz do łóżka. Szepnął. A jutro
  3113. 2:07:26rano pozwolę ci wziąć prysznic. Był to
  3114. 2:07:29pierwszy akt litości.
  3115. 2:07:35Rozdział szósty. Prysznic.
  3116. 2:07:39Ręcznik. Burknął Elias. Gdy uchylił
  3117. 2:07:42przede mną wąskie, obdrapane drzwi u
  3118. 2:07:45podnóża schodów, poczułam zawód.
  3119. 2:07:47Piwniczna łazienka, a ja miałam
  3120. 2:07:49nadzieję, że wyprowadzi mnie na górę.
  3121. 2:07:52Pomieszczenie było klaustrofobiczne.
  3122. 2:07:54Sufit tak niski, że Elias prawie
  3123. 2:07:56zaczepiał o niego czubkiem głowy. W
  3124. 2:07:59kątach zalegał kurz, a wokół starej
  3125. 2:08:01armatury osiadła gruba warstwa kamienia.
  3126. 2:08:03Toaleta wiekowa z hałaśliwą spółuczką.
  3127. 2:08:07Na szczęście nie musiałam korzystać z
  3128. 2:08:09niej często. Ciocia Hailey padłaby
  3129. 2:08:12trupem, gdyby się dowiedziała, jak słabo
  3130. 2:08:14mnie tu nawadniają. Ruchy Eliasa, wciąż
  3131. 2:08:17żwawe, energiczne, kontrastowały z
  3132. 2:08:19moimi, powolnymi po trudnej nocy.
  3133. 2:08:23Sięgnął do niewielkiej obdrapanej
  3134. 2:08:25szafki, rzucił ręcznik na umywalkę,
  3135. 2:08:27złożony, wyprany, lecz ze starymi,
  3136. 2:08:30wżartymi plamami. W rezydencji monetów
  3137. 2:08:33ręczniki były zawsze idealnie czyste,
  3138. 2:08:35puszyste i grube. Myślałam o tym
  3139. 2:08:37przygnębiona tęsknotą za swoim życiem.
  3140. 2:08:40Stałam chwiejnie na środku jak łodyga na
  3141. 2:08:43wietrze, ale widok w małym kwadratowym
  3142. 2:08:45lusterku na ścianie wytrącił mnie z
  3143. 2:08:47równowagi. Ziemista cera, twarz
  3144. 2:08:50przykurzona jak każdy zakamarek piwnicy.
  3145. 2:08:53Przytrzymałam się umywalki. Po chwili
  3146. 2:08:56opadła na nią kolejna kupka materiału.
  3147. 2:08:59I ciuchy. Dokończył Elias sztywno.
  3148. 2:09:02Obrzuciłam je znużonym pytającym
  3149. 2:09:04spojrzeniem, więc wyjaśnił. są moje.
  3150. 2:09:08Zamiast zdobyć się na wdzięczność,
  3151. 2:09:10wykrzywiłam usta w grymasie. Mam nosić
  3152. 2:09:12twoje ubrania? Wolisz swoje stare?
  3153. 2:09:16Uniósł brew, po czym pokazał plamę na
  3154. 2:09:18mojej bluzie. Brzydzę się twoimi.
  3155. 2:09:22Jesteś porwana, Lindsy. Przypomniał
  3156. 2:09:24opryskliwie. Na twoim miejscu nie
  3157. 2:09:26wybrzydzałbym. Zacisnął usta i wskazał
  3158. 2:09:29ubrania pod brudkiem. Ciesz się, że są
  3159. 2:09:31czyste.
  3160. 2:09:33Oparłam się ramionami o umywalkę. Z
  3161. 2:09:35podkrążonymi oczami łypałam na niego z
  3162. 2:09:38odrazą, po czym ciężko skinęłam głową.
  3163. 2:09:41Masz rację. Dziękuję za twe
  3164. 2:09:42miłosierdzie.
  3165. 2:09:44Sarkazm duszący jak stęchlizna w tej
  3166. 2:09:46łazience aż kipiał z moich słów. Lecz
  3167. 2:09:48Elias tylko odburknął. Proszę bardzo,
  3168. 2:09:51Monet. Zapadła pełna napięcia cisza.
  3169. 2:09:54Patrzyliśmy na siebie z tą samą
  3170. 2:09:56niechęcią. Elias, zupełnie wyprany z
  3171. 2:09:58emocji, rzucił: "Mydło jest tam".
  3172. 2:10:02Nadłamana, zakurzona kostka tkwiła w
  3173. 2:10:04kącie kabiny. Obleiał ją długi, ciemny
  3174. 2:10:07włos, aż mi się cofnęło, a do oczu
  3175. 2:10:09napłynęły łzy. Prysznic w takich
  3176. 2:10:12warunkach wydawał się niemal równie
  3177. 2:10:13upokarzający, jak całkowity brak dostępu
  3178. 2:10:16do wody. Przymknęłam powieki.
  3179. 2:10:18Otworzywszy je, zerknęłam na Eliasa. Tym
  3180. 2:10:21mam się umyć? Serio? Nie, to nie. Uciął.
  3181. 2:10:25Pstryknął wyłącznikiem. Światło zgasło,
  3182. 2:10:27a sekundę później rozbrzmiał jego zimny
  3183. 2:10:30rozkaz. Wychodzimy. Momentalnie
  3184. 2:10:32spanikowana zaparłam się piętami. Nie,
  3185. 2:10:35proszę. Dobrze, już dobrze. Światło
  3186. 2:10:37wróciło. Elias patrzył z dezaprobatę na
  3187. 2:10:40moją udręczoną minę. Mydło powtórzył
  3188. 2:10:43wyraźnie, tracąc cierpliwość. Jest tam.
  3189. 2:10:46Oderwałam wzrok od obleśnej kostki. A
  3190. 2:10:50szampon spojrzał tak wymownie, że ze
  3191. 2:10:53wstydem spuściłam oczy na popękane
  3192. 2:10:55płytki i moje skarpetki w pingwiny.
  3193. 2:10:58Lindsy, czy ty jesteś jakaś
  3194. 2:10:59ciężko kapująca? Zapytał robiąc krok do
  3195. 2:11:02przodu. W tak małej łazience każdy jego
  3196. 2:11:05ruch odbierał mi powietrze. Nie jesteś w
  3197. 2:11:07hotelu? Tylko spytałam. Mruknęłam
  3198. 2:11:10[odchrząknięcie] nerwowo, ciągnąc jeden
  3199. 2:11:12ze splątanych kosmyków. Mam długie
  3200. 2:11:14włosy. O to mi chodzi.
  3201. 2:11:17Mam ci może jeszcze ogarnąć lokówkę?
  3202. 2:11:20Uniósł się we mnie odruch protestu. Lecz
  3203. 2:11:23gdy Elias zobaczył, że naprawdę chce coś
  3204. 2:11:25dodać, a zamierzałam zapytać o suszarkę,
  3205. 2:11:28jego twarz stężała. Ostatecznie tylko
  3206. 2:11:30pokręciłam głową. Masz 5 minut.
  3207. 2:11:33Zarządził. Szczoteczka do zębów. Umyjesz
  3208. 2:11:36je palcem. Pasta jest tam. TBka była
  3209. 2:11:39niemal pusta. Ledwie rzuciłam na nią
  3210. 2:11:42okiem. Palcem. Elias. To obrzydliwe.
  3211. 2:11:45Obrzydliwe byłoby nie umyć w ogóle.
  3212. 2:11:47Zerknął na zegarek w telefonie. 4
  3213. 2:11:49minuty. Nienawidzę cię.
  3214. 2:11:533 i p.
  3215. 2:11:55Wyprostowałam się, po czym machnęłam
  3216. 2:11:57jedną ręką, by wyszedł. Zamknęłam drzwi
  3217. 2:12:00i z przyzwyczajenia chciałam przekręcić
  3218. 2:12:02zamek. Jego brak tylko wzmógł łzy złości
  3219. 2:12:05i wstydu. Nie waż się tu włazić.
  3220. 2:12:08Warknęłam siląc się na stanowczość, ale
  3221. 2:12:10mój głos zadrżał. Pod prysznicą liczyłam
  3222. 2:12:13każdą sekundę. Wydrapałam włos z kostki
  3223. 2:12:16mydła, a potem irytowałam się, że tak
  3224. 2:12:19słabo się pieni. Spróbowałam nawet umyć
  3225. 2:12:21włosy. Jednak bez odżywki głównie udało
  3226. 2:12:24mi się je jeszcze bardziej skołtunić.
  3227. 2:12:27Nieustannie oglądałam się w popłochu na
  3228. 2:12:29drzwi. Na szczęście, mimo że wyznaczony
  3229. 2:12:31czas minął, Elias nie wszedł do środka.
  3230. 2:12:34Byłam zbyt zesztywniała, by zmieścić się
  3231. 2:12:36w limicie. Piekły mnie rany na stopach.
  3232. 2:12:39Zabrudzone krwią bandaże wyrzuciłam do
  3233. 2:12:41kosza. Woda koiła. Nie chciałam
  3234. 2:12:44wychodzić i znów patrzeć na siniaki.
  3235. 2:12:46Ręcznik okazał się zbyt mały, by się nim
  3236. 2:12:48owinąć, więc tylko osuszyłam ciało,
  3237. 2:12:50uważając na obolałe miejsca. Spodnie
  3238. 2:12:53Eliasa zatrzymały się na moich biodrach.
  3239. 2:12:56Przydługie rękawy bluzki podwinęłam.
  3240. 2:12:58Skarpetki wsunęłam ostrożnie na stopy.
  3241. 2:13:00Bokserki włożyłam głównie dlatego, że
  3242. 2:13:03pachniały płynem do prania i były
  3243. 2:13:05zaskakująco wygodne. Wilgotne włosy
  3244. 2:13:08rozszarpałam małym grzebykiem,
  3245. 2:13:10wycisnęłam resztkę pasty na palec i
  3246. 2:13:12umyłam nim zęby. W końcu odetchnęłam.
  3247. 2:13:16Odwlekałam ten moment najdłużej jak
  3248. 2:13:18mogłam, ale w końcu wyszłam. Elias leżał
  3249. 2:13:21wyciągnięty na kanapie i podrzucał
  3250. 2:13:23zrolowane skarpetki. patrząc w sufit,
  3251. 2:13:27tęsknym spojrzeniem zerknęłam na drzwi u
  3252. 2:13:29szczytu schodów. Nie uciekaj. Odwróciłam
  3253. 2:13:32głowę. Skarpetki leżały w jego dłoni.
  3254. 2:13:35Nie chce mi się za tobą biegać.
  3255. 2:13:37Oznajmił. Przymknęłam za sobą drzwi do
  3256. 2:13:40łazienki, przeklinając ciasnotę
  3257. 2:13:42przedsionka. Zbliżyłam się do kanapy
  3258. 2:13:44ostrożnie ze swoimi starymi ubraniami
  3259. 2:13:46przyciśniętymi do piersi. Nie uciekam.
  3260. 2:13:49Mruknęłam. Przerzucił skarpetki z jednej
  3261. 2:13:51dłoni do drugiej. Jak prysznic, zagadał.
  3262. 2:13:55Lepsze samopoczucie sprawiło, że
  3263. 2:13:57odzyskałam trochę ciętego języka.
  3264. 2:13:59Uniosłam brodę i stanęłam za oparciem
  3265. 2:14:01kanapy. Patrzyłam na Eliasa z góry.
  3266. 2:14:04Drażniła mnie jego swoboda. Jakby
  3267. 2:14:07porywanie ludzi i trzymanie ich w
  3268. 2:14:08zamknięciu to była dla niego normalka.
  3269. 2:14:11Pachnę tanim mydłem. Mam poplątane przez
  3270. 2:14:14brak odżywki włosy i męskie ciuchy,
  3271. 2:14:16łącznie z bielizną. Elias podniósł
  3272. 2:14:19głowę, by bezwstydnie otaksować mój nowy
  3273. 2:14:21outfit. Pasują ci komplement w twoich
  3274. 2:14:25ustach to dla mnie obelga. Będę ci je
  3275. 2:14:28pravił częściej. Moje ubrania do prania.
  3276. 2:14:31Rzuciłam unosząc noszone ciuchy.
  3277. 2:14:33Parsknął. Jasne. Dorzucimy kulkę
  3278. 2:14:35zapachową, a na koniec poskładamy je w
  3279. 2:14:37kosteczkę.
  3280. 2:14:39Po prostu powiedz, gdzie je położyć.
  3281. 2:14:41Gdziekolwiek. Wzruszył ramionami.
  3282. 2:14:44Przycisnęłam ubrania mocniej do klatki
  3283. 2:14:46piersiowej. W tym obcym otoczeniu czułam
  3284. 2:14:48się dziwnie zżyta ze swoją własnością.
  3285. 2:14:51znów podrzucał skarpetki wysoko.
  3286. 2:14:53Przyglądałam się temu, życząc mu skuchy.
  3287. 2:14:56Tylko przez chwilę, bo bez problemu je
  3288. 2:14:58łapał. Obejrzałam się na drzwi i
  3289. 2:15:00upewniwszy się, że wój z laską nie czai
  3290. 2:15:02się za moimi plecami, odłożyłam rzeczy
  3291. 2:15:04na oparcie kanapy i odchrząknęłam.
  3292. 2:15:07Elias. Zaczęłam z wahaniem. Co mówił mój
  3293. 2:15:10tata? Skarpetki leciały pod sam sufit i
  3294. 2:15:13spadały prosto w jego wyciągniętą dłoń.
  3295. 2:15:16Hm.
  3296. 2:15:17Twój wój z nim rozmawiał. Przypomniałam.
  3297. 2:15:20przechylając głowę. Wilgotne włosy
  3298. 2:15:22łaskotały mnie w plecy i zaczynały się
  3299. 2:15:24puszyć. Wszystko przez brak suszarki. Co
  3300. 2:15:27powiedział? Elias milczał. Coś o okupie?
  3301. 2:15:31Ile chcecie pieniędzy? Dopytywałam
  3302. 2:15:33kreśląc palcem wzór na obiciu kanapy.
  3303. 2:15:35Spoglądałam na chłopaka z pozoru
  3304. 2:15:37niewinnie spod rzęs, ale uważnie.
  3305. 2:15:40Skarpetki z miękkim klapnięciem wpadły
  3306. 2:15:42mu w dłoń. Nie podrzucił ich ponownie.
  3307. 2:15:45Dystans między moją skronią a ramieniem
  3308. 2:15:47malał. Gdy przekrzywiałam głowę z coraz
  3309. 2:15:50większym niedowierzaniem.
  3310. 2:15:52Nie mogłeś mi powiedzieć, że ich
  3311. 2:15:53potrzebujesz. Na pewno dałoby się coś
  3312. 2:15:55zorganizować. Prychnął, uniósł brwi i
  3313. 2:15:58odłożył skarpetki na bok. Zorganizować?
  3314. 2:16:02Prasowałem materiał kanapy jak
  3315. 2:16:04żelazkiem, wygładzając go nerwowo dłońmi
  3316. 2:16:06i równie gorączkowo wyrzucając z siebie
  3317. 2:16:08kolejne zapewnienia.
  3318. 2:16:10Jeśli rzeczywiście moja rodzina zrobiła
  3319. 2:16:12coś waszej, bez trudu zapewnię
  3320. 2:16:14odpowiednie zadośćuczynienia. Jasne.
  3321. 2:16:18Elias zasyczał niczym rozbawiony wąż.
  3322. 2:16:21Serio? Zmarszczyłam brwi. Dłonie
  3323. 2:16:23zacisnęłam w pięści. Czy ty z nimi w
  3324. 2:16:26ogóle rozmawiałeś? Może żałują tego, co
  3325. 2:16:28zrobili i bez tej całej szopki z
  3326. 2:16:30porwaniem wypłaciliby ci odpowiednią
  3327. 2:16:32sumę. Dlaczego prychasz? Pieniądze nigdy
  3328. 2:16:35nie są specjalnie tematem w naszej
  3329. 2:16:36rodzinie. Po prostu są zawsze i dla
  3330. 2:16:39wszystkich. W spojrzeniu Eliasa
  3331. 2:16:41pobłyskiwało protekcjonalne rozbawienie,
  3332. 2:16:44a gdy skończyłam, odparł. Nie jestem
  3333. 2:16:46pewien, czy dla obcych to działa tak
  3334. 2:16:48samo. Bo nie pytałeś. Zamiast wyjaśnić
  3335. 2:16:52sprawę, wolisz pocierać powieki i
  3336. 2:16:53wzdychać, że nic nie rozumiem. Tak,
  3337. 2:16:56świetnie. Wbiłam wzrok w ścianę, tę, na
  3338. 2:16:59której przydałoby się okno.
  3339. 2:17:01Sfrustrowana, upartym milczeniem Eliasa,
  3340. 2:17:03zapytałam prosto z mostu. Kogo niby
  3341. 2:17:06zamordowali?
  3342. 2:17:08Bezdenna czerń w jego oczach znowu mnie
  3343. 2:17:10pochłonęła. Przypominała gęstą smołę,
  3344. 2:17:13toksyczną i żarłoczną. Ty nic nie wiesz.
  3345. 2:17:17Szepnął. Nic nie wiesz. Powoli
  3346. 2:17:20rozłożyłam dłonie jakby sterowana z
  3347. 2:17:22zewnątrz. Właśnie to próbuję ci
  3348. 2:17:24powiedzieć. Odparłam spokojnie. Porwałeś
  3349. 2:17:27mnie. Twój wój okłada mnie laską i
  3350. 2:17:29wyznacza upokarzające zadania. A ja
  3351. 2:17:32przecież nie wiem o co wam chodzi.
  3352. 2:17:33Przełknęłam ślinę. Gardło mi się
  3353. 2:17:36zacisnęło na samą myśl o tej
  3354. 2:17:37niesprawiedliwości.
  3355. 2:17:39Jak możesz nie mieć z tym problemu? Dłoń
  3356. 2:17:42Eliasa, już nie taka chłopięca, jak na
  3357. 2:17:44przykład ręka Mickiego, z obrączką w
  3358. 2:17:47kolorze stali, wsunęła się w jego włosy.
  3359. 2:17:50Palce o zadbanych paznokciach zacisnęły
  3360. 2:17:52się na kilku pasmach, jakby ból mógł mu
  3361. 2:17:55pomóc zebrać myśli. Gubił się w chaosie
  3362. 2:17:58sprzecznych emocji. Nie pozwoliłam
  3363. 2:18:00drgnąć nawet jednemu mięśniowi twarzy,
  3364. 2:18:02czując mały triumf. Znalazłam jego słaby
  3365. 2:18:05punkt.
  3366. 2:18:06Całowaliśmy się, Eliasie. Zagryzłam
  3367. 2:18:09wargę, by nie pozwolić temu wspomnieniu
  3368. 2:18:11mnie rozczulić. Pocieszałeś mnie. Elias
  3369. 2:18:14usiadł, stopy opuścił na podłogę plecami
  3370. 2:18:17do mnie, jakby gotów zerwać się na równe
  3371. 2:18:19nogi. Pocieszałem cię tylko po to, żeby
  3372. 2:18:21cię zbuntować przeciwko ojcu.
  3373. 2:18:24Warknął. Unosiłam podbródek, pilnując,
  3374. 2:18:27by nie zadrżał. Czułam w tobie wsparcie.
  3375. 2:18:30Fałszywe. Zmrużyłam lekko powieki. Nie
  3376. 2:18:34czujesz się z tym źle? Nie jest mi
  3377. 2:18:36ciebie szkoda. Odparł bez wahania.
  3378. 2:18:40Obrywam za swoją rodzinę, nie wiedząc
  3379. 2:18:41nawet czego dokładnie jest winna. Ty nie
  3380. 2:18:44chcesz mi powiedzieć. Ściszyłam głos do
  3381. 2:18:46szeptu. Nagle mój głos stał się piskliwy
  3382. 2:18:49z rozpaczy. Musisz widzieć, że to chore.
  3383. 2:18:51Uniosłam pożyczoną bluzkę. Spójrz, mam
  3384. 2:18:54siniaki na całym ciele. Patrz na nie do
  3385. 2:18:57cholery. Elias. Elias zerwał się jak
  3386. 2:18:59oparzony, odwrócił i wycelowszy we mnie
  3387. 2:19:02palec ryknął. Zabili ojca.
  3388. 2:19:05Podniosłam brodę przesadnie wysoko,
  3389. 2:19:07jakby to miało mi pomóc poskładać
  3390. 2:19:09rozsypujące się myśli. Opuściłam bluzkę.
  3391. 2:19:12Siniaki zniknęły pod czarnym materiałem.
  3392. 2:19:16Swojego ojca? Zapytałam zduszonym
  3393. 2:19:18szeptem.
  3394. 2:19:20Spojrzał na mnie spodełba. Pierwsza fala
  3395. 2:19:22wściekłości mijała. Ojca mojego kuzyna.
  3396. 2:19:26Burknął. Otworzyłam usta i poruszyłam
  3397. 2:19:28nimi bez sensu. W końcu wyszeptałam. Mój
  3398. 2:19:31tata zabił tatę twojego kuzyna.
  3399. 2:19:34W głowie zamajaczyło mi wspomnienie taty
  3400. 2:19:37wysokiego z małą Lisi na rękach. On w
  3401. 2:19:39swoim długim płaszczu kucał dostojnie,
  3402. 2:19:42by podnieść z ziemi lalkę, którą
  3403. 2:19:43upuściłam. Wręczał mi ją, odgarniał mi
  3404. 2:19:46warkoczyki na plecy, głaskał po głowie,
  3405. 2:19:50czasem nawet przytknęł usta skroni.
  3406. 2:19:52Jedyne co czułam w jego ramionach z
  3407. 2:19:54przyklejoną ciasno do szczupłego tułowia
  3408. 2:19:56przytulanką, to bezpieczeństwo i
  3409. 2:19:58zachwyt. Jedyna właściwa wizja ojca,
  3410. 2:20:01jaką miałam. Wiedziałam, że rodzina
  3411. 2:20:03monetów angażuje się w mniej eleganckie
  3412. 2:20:05przedsięwzięcia, ale morderstwo to
  3413. 2:20:08poważne oskarżenie.
  3414. 2:20:10Elias widział mój wewnętrzny konflikt.
  3415. 2:20:13Czy wierzyć jemu, czy wspomnieniom,
  3416. 2:20:15które były podszyte sentymentem do
  3417. 2:20:16bliskich. Ale w jakich okolicznościach?
  3418. 2:20:20Drążyłam. oszukał go, a kiedy prawda o
  3419. 2:20:23tym wyszła na jaw, podczas ślubu jego
  3420. 2:20:25brata zabił go. Chodzi o ślub brata
  3421. 2:20:28mojego taty. Zmarszczyłam brwi.
  3422. 2:20:31Elias skinął głową, unosząc swoje
  3423. 2:20:34zniecierpliwione.
  3424. 2:20:35Którego brata? A na weselu którego wuja
  3425. 2:20:38namalowałaś te swoje bazgroły?
  3426. 2:20:41Ten rysunek, który twój kuzyn zakopał w
  3427. 2:20:43moim ogródku. Skrzywiłam się kwaśno.
  3428. 2:20:46Przekaż mu proszę, że to było mało
  3429. 2:20:47subtelne.
  3430. 2:20:49Rysunek w ogródku wytrącił cię z
  3431. 2:20:51równowagi, tak, że dałaś się porwać.
  3432. 2:20:53Więc pozwól, że w twoim imieniu raczej
  3433. 2:20:56pogratuluję mu skuteczności.
  3434. 2:20:59Zacisnęłam usta. Tak, wielkie gratulacje
  3435. 2:21:02dla kuzyna. Już wiesz, czyje to było
  3436. 2:21:04wesele?
  3437. 2:21:06Wujka Dylana. Szepnęłam. Elias znów
  3438. 2:21:09potaknął.
  3439. 2:21:11Twój rysunek zdradził prawdę.
  3440. 2:21:13Moje serce zamarło.
  3441. 2:21:16Narysowałaś coś, co uświadomiło
  3442. 2:21:17Rodrickowi Reterowi, że jest oszukiwane.
  3443. 2:21:20Rodriger powtórzyłam obcoące nazwisko
  3444. 2:21:23spuszczając wzrok. Nic z tego nie
  3445. 2:21:26rozumiałam, a tak bardzo próbowałam coś
  3446. 2:21:28sobie przypomnieć. Kiedy to wyszło na
  3447. 2:21:30jaw, poprosił o rozmowę z
  3448. 2:21:32przedstawicielami monetów. Poszedł z
  3449. 2:21:34nimi na stronę i już nie wrócił.
  3450. 2:21:36Powiedział gorzko. Przełknęłam
  3451. 2:21:38gęstniejącą ślinę. Broda mi drżała.
  3452. 2:21:41Elias, ja miałam wtedy cztery lata. W
  3453. 2:21:44jego oczach błysnęła nienawiść, ale i
  3454. 2:21:46ból, mieszanka uczuć, która
  3455. 2:21:48niespodziewanie pozwoliła mi dostrzec w
  3456. 2:21:50nim zagubionego chłopca przeżywającego
  3457. 2:21:52żałobę. Coś we mnie zadrżało. Przykro
  3458. 2:21:55mi, że straciłeś wujka, a twój kuzyn
  3459. 2:21:58tatę. Elias zamrugał, jakby nie
  3460. 2:22:00dowierzał, że naprawdę nadszedł moment
  3461. 2:22:02konfrontacji
  3462. 2:22:04szczerej rozmowy. Staliśmy naprzeciw
  3463. 2:22:06siebie, przedzieleni tylko kanapą. To
  3464. 2:22:09wszystko jest tak niewłaściwe.
  3465. 2:22:11Ciągnęłam. Ja nie znam szczegółów,
  3466. 2:22:13Eliasie. Moja rodzina nie mówi mi takich
  3467. 2:22:15rzeczy. Ja nie wiem. Jeśli twój wój
  3468. 2:22:18zginął, to okropna tragedia. Szczerze ci
  3469. 2:22:21współczuję, że nosisz ten ciężar. Dolną
  3470. 2:22:24wargę przycisnęłam mocno do górnej.
  3471. 2:22:26Naprawdę było mi przykro. Żałowałam
  3472. 2:22:28czynów, o które oskarżana była moja
  3473. 2:22:30rodzina. Tak samo szczerze, jak szczerze
  3474. 2:22:32Elias przez nie cierpiał. Takiego smutku
  3475. 2:22:35nie da się udawać. On patrzył na mnie
  3476. 2:22:37zaskoczony. W jego oczach błysnęły łzy.
  3477. 2:22:41Poruszona wyszłam zza kanapy, lecz w
  3478. 2:22:43połowie drogi przystanęłam. To wciąż nie
  3479. 2:22:46było bezpieczne.
  3480. 2:22:47Z bólem obserwowałam jego cierpienie.
  3481. 2:22:51Eliasie westchnęłam. Stał w tej swojej
  3482. 2:22:53bluzie w lekkim rozkroku. Ręce miał
  3483. 2:22:56spuszczone wzdłuż tułowia. Palce
  3484. 2:22:58zaciśnięte, oczy czerwone. Ciemna
  3485. 2:23:01grzywka opadała mu na zmarszczone czoło.
  3486. 2:23:03Moje oczy też zaszkliły się łzami. W tej
  3487. 2:23:05fali emocji przyszła mi do głowy jedna
  3488. 2:23:07sensowna myśl. Czy mogę z nim
  3489. 2:23:10porozmawiać?
  3490. 2:23:12czarne brwi Eliasa ściągnęły się nagle.
  3491. 2:23:14Z kim? Wychrypiał. Z twoim kuzynem.
  3492. 2:23:17Odpowiedziałam najłagodniej, jak
  3493. 2:23:19potrafiłam. Rozchylił usta, patrząc na
  3494. 2:23:21mnie jak na przybysza z innej galaktyki,
  3495. 2:23:23po czym odparł: "Nie ma go!
  3496. 2:23:26Skinęłam ostrożnie głową. Okej. A gdzie
  3497. 2:23:29jest? Elias odwrócił wzrok. Ponagliłam
  3498. 2:23:33go. Jest blisko.
  3499. 2:23:36Wrócił spojrzeniem do moich oczu. Choć
  3500. 2:23:38nie kiwnęł głową, wyczytałam z jego
  3501. 2:23:40postawy, że odpowiedź brzmi tak. Czy
  3502. 2:23:43możesz go zawołać? Zapytałam. Przymknął
  3503. 2:23:46powieki, wypuścił powietrze przez usta.
  3504. 2:23:49Coś zdecydowanie było nie tak z tym jego
  3505. 2:23:51kuzynem. Na ramionach pojawiła mi się
  3506. 2:23:53gęsia skórka, zwłaszcza gdy szepnął. Nie
  3507. 2:23:56chcesz go tutaj, Lindy. Chcę z nim poroz
  3508. 2:23:59On nie chce z tobą rozmawiać. Uważam, że
  3509. 2:24:02należy mi się możliwość stanięcia z nim
  3510. 2:24:04twarzą w Nie wiesz o co prosisz.
  3511. 2:24:07Otworzył oczy. Zdziwił się, bo już
  3512. 2:24:10zdążyłam zrobić kilka zdecydowanych
  3513. 2:24:12kroków w jego stronę. Ja w jego
  3514. 2:24:14ubraniach, odświeżona z nową iskrą w
  3515. 2:24:16szarych tęczówkach domagałam się uwagi i
  3516. 2:24:19sprawiedliwości.
  3517. 2:24:22Słuchaj, Elias. Zaczęłam twardo. To
  3518. 2:24:24zraniony młody chłopak, który po prostu
  3519. 2:24:26tęskni za tatą. Broda znowu mi zadrżała.
  3520. 2:24:29Nie potrafiłam nad nią zapanować.
  3521. 2:24:32Pozwól mi z nim porozmawiać.
  3522. 2:24:35Elias zwlekał z odpowiedzią. Nasze
  3523. 2:24:38spojrzenia skrzyżowały się na długo. Tym
  3524. 2:24:40razem nie pozwolił mi zajrzeć w głąb. A
  3525. 2:24:43kiedy wreszcie szepnął, jego słowa
  3526. 2:24:44ugodziły mnie jak ukryty nóż. Ale on cię
  3527. 2:24:47nienawidzi.
  3528. 2:24:49Przełknęłam ślinę i rozłożyłam drżące
  3529. 2:24:51dłonie. Tym bardziej powinniśmy
  3530. 2:24:54spróbować to wyjaśnić. Co jeśli straci
  3531. 2:24:56nad sobą panowanie i co wtedy zrobi?
  3532. 2:25:00Elias wzruszył ramionami. Nie ręczę za
  3533. 2:25:02niego. Dobrze, odetchnęłam.
  3534. 2:25:05W takim razie czy możesz nam towarzyszyć
  3535. 2:25:07podczas spotkania? Ciemne włosy opadły
  3536. 2:25:10mu na czoło, gdy zaprzeczył.
  3537. 2:25:13Okej. Powoli pokiwałam głową, szybko
  3538. 2:25:15analizując inne wyjścia. No nic,
  3539. 2:25:18zaryzykuję. Zawołaj proszę swojego
  3540. 2:25:20kuzyna. Zawachałam się. Jak on się
  3541. 2:25:22nazywa?
  3542. 2:25:24Odpowiedź padła cicho z opóźnieniem.
  3543. 2:25:28Kornel.
  3544. 2:25:33Rozdział siódmy. Kuzyn
  3545. 2:25:36L plus C.
  3546. 2:25:39Ly plus Kornel. Wreszcie rozszyfrowałam
  3547. 2:25:43znaczenie liter wyrytych w korze drzewa
  3548. 2:25:45na terenie rezydencji monetów.
  3549. 2:25:47Materac w mojej piwnicznej sypialni może
  3550. 2:25:49i nie dorównywał luksusom, jakie znałam
  3551. 2:25:52z domu, ale przynajmniej zasłano go
  3552. 2:25:53czystą pościelą. Zawsze mogli kazać mi
  3553. 2:25:56spać na zimnej ziemi pod cienkim kocem,
  3554. 2:25:58a przecież wokół mogły biegać szczury.
  3555. 2:26:01Fuj!
  3556. 2:26:02Spojrzałam w miejsce, gdzie powinno
  3557. 2:26:04znajdować się okno. Zasłona wciąż leżała
  3558. 2:26:06zmięta na podłodze po tym, jak ją
  3559. 2:26:08zerwałam. Brak szczurów to zdecydowanie
  3560. 2:26:11plus tej piwnicy, ale do teraz nie
  3561. 2:26:13zdawałam sobie sprawy, jak bardzo można
  3562. 2:26:15tęsknić za widokiem świata. Światło
  3563. 2:26:18dawała tu wyłącznie lampa, której
  3564. 2:26:20przytłumiony blask odbijał się od
  3565. 2:26:22wytapetowanych ścian. Na jednej z nich
  3566. 2:26:25majaczył zarys mojej sylwetki.
  3567. 2:26:27Siedziałam skulona z kolanami pod brodą
  3568. 2:26:29niczym dziewczynka z zapałkami w teatrze
  3569. 2:26:31cieni. Byłam od niej tylko trochę mniej
  3570. 2:26:34zawiedzona. Ja przynajmniej dostałam
  3571. 2:26:36obiad. Obok podstawy lampki stał
  3572. 2:26:39plastikowy talerzyk. Zostały na nim
  3573. 2:26:41jedynie okruszki po pajdzie chleba
  3574. 2:26:43niestarannie posmarowanej masłem
  3575. 2:26:44orzechowym. Wygłodzona, zjadłam
  3576. 2:26:47wszystko. Nie była to wykwintna kuchnia
  3577. 2:26:49ani wartościowy posiłek, ale
  3578. 2:26:51potraktowałam go jako paliwo, które
  3579. 2:26:53pomoże mi przetrwać kolejne godziny.
  3580. 2:26:56Nieważne, że z bolącym brzuchem. Szelest
  3581. 2:26:58za drzwiami rozległ się nagle. Uniosłam
  3582. 2:27:01głowę zaalarmowana. Stukotu laski nie
  3583. 2:27:03było słychać, więc odetchnęłam z ulgą.
  3584. 2:27:05Jednak zaraz potem napięłam się
  3585. 2:27:07ponownie.
  3586. 2:27:09Po posiłku Elias obiecał mi spotkania z
  3587. 2:27:12Kornelem. To chyba już zacisnęłam palce
  3588. 2:27:15na zgiętych kolanach. Mama zawsze
  3589. 2:27:17powtarzała, że rozmowa to podstawa
  3590. 2:27:19rozwiązywania konfliktów. Choć
  3591. 2:27:21wierzyłam, że o to nadarza się okazja,
  3592. 2:27:23by zakończyć moje absurdalne porwanie,
  3593. 2:27:25to jednocześnie ścisnęło mnie w brzuchu
  3594. 2:27:27ze stresu, jakby taśmy, które wcześniej
  3595. 2:27:30krępowały moje nadgarstki, teraz
  3596. 2:27:32oplatały jelita. Materac pode mną jęknął
  3597. 2:27:35cicho, gdy poruszyłam się na nim
  3598. 2:27:37niespokojnie. Stopy wcisnęłam w podłogę
  3599. 2:27:40tak mocno, że stare ranki dały o sobie
  3600. 2:27:42znać nieprzyjemnym mrowieniem. Przez
  3601. 2:27:45szparę pod drzwiami do moich uszu
  3602. 2:27:47doleciał szmer. Potem zobaczyłam cień,
  3603. 2:27:50który przesunął się i znieruchomiał.
  3604. 2:27:52Ktoś czekał tuż za progiem. Moi
  3605. 2:27:55porywacze upierali się, że pod ich
  3606. 2:27:56nieobecność mam być zamknięta w tej
  3607. 2:27:58sypialni, jak nazywał ją Elias, dodając,
  3608. 2:28:01że w mniejszej przestrzeni trudniej
  3609. 2:28:03opracować plan ucieczki. Na swoim
  3610. 2:28:06prowizorycznym łóżku więc siedziałam,
  3611. 2:28:08jadłam, spałam i rozważałam sens
  3612. 2:28:10istnienia. A teraz szykowałam się na
  3613. 2:28:11konfrontację z chłopakiem, który podobno
  3614. 2:28:14mnie nienawidził.
  3615. 2:28:16Cień drgnął, czekał, przerażał. Bałam
  3616. 2:28:19się, że niczym zjawa prześliźnie się
  3617. 2:28:21przez szparę i mnie osczy. Zdecydowanie
  3618. 2:28:24obejrzeliśmy z Michaelem zbyt wiele
  3619. 2:28:25horrorów. Wreszcie nie wytrzymałam i
  3620. 2:28:28wychrypiałam przez ściśnięte gardło.
  3621. 2:28:30Elias.
  3622. 2:28:32Cisza. Cień pozostał nieruchomy.
  3623. 2:28:35Bezgłośnie wypuściłam powietrze z ust.
  3624. 2:28:37To ty? Spróbowałam ponownie. Nie
  3625. 2:28:41odważyłam się podejść do drzwi. Intuicja
  3626. 2:28:43mi podpowiadała, że to wcale nie Elias
  3627. 2:28:45stoi po drugiej stronie. Wcisnęłam stopy
  3628. 2:28:48w podłogę jeszcze mocniej. Jeszcze
  3629. 2:28:50bardziej zapadłam się w materac.
  3630. 2:28:52Lodowaty dreszcz przeszył mi kręgosłup,
  3631. 2:28:54gdy zamek zgrzytnął, a klamka drgnęła.
  3632. 2:28:57Temperatura w pokoju podskoczyła. Po raz
  3633. 2:28:59kolejny odczułam brak okna. Kornel
  3634. 2:29:03szepnęłam ostrożnie. Sekunda za sekundą
  3635. 2:29:06mijały powoli. Każda kolejna ciążyła
  3636. 2:29:08bardziej jak cegiełki, z których buduje
  3637. 2:29:11się mur napięcia. Wpatrywałam się w
  3638. 2:29:13gałkę. Ze wstrzymanym oddechem
  3639. 2:29:15wyczekiwałam jej drgnięcia. Dzień jednak
  3640. 2:29:18się cofnął. Znikł.
  3641. 2:29:21Wstałam. Ból stóp nieco zelżał.
  3642. 2:29:24Wyminęłam talerz i pusty kubek po
  3643. 2:29:26wodzie. Przydałaby się dolewka. Okropnie
  3644. 2:29:28zaschło mi w gardle. Chwyciłam klamkę
  3645. 2:29:31delikatnie, jakby mogła mnie oparzyć.
  3646. 2:29:33Drzwi ustąpiły bez skrzypnięcia.
  3647. 2:29:36Wyłoniłam się z sypialni powoli, gotowa
  3648. 2:29:38na pierwsze ciosy, oskarżenia,
  3649. 2:29:40cokolwiek. Salon na pierwszy rzut oka
  3650. 2:29:42wydał się pusty. Kraciaste fotele i
  3651. 2:29:45kanapa stały dokładnie tam, gdzie
  3652. 2:29:47wcześniej. Chłopak opierał się o ścianę
  3653. 2:29:49w miejscu, gdzie powinno być to cholerne
  3654. 2:29:52okno.
  3655. 2:29:53Kiedy rozpoznałam w nim Eliasa,
  3656. 2:29:55odetchnęłam z pewną ulgą. Moje ramiona
  3657. 2:29:57opadły. Rozejrzałam [odchrząknięcie] się
  3658. 2:29:59trochę śmielej. To gdzie, Kornel?
  3659. 2:30:02Zapytałam. Elias wpatrywał się we mnie
  3660. 2:30:04martwym spojrzeniem, matowym jak ściany
  3661. 2:30:07piwnicy, a jednocześnie ostrym jak
  3662. 2:30:09odłamki rozbitej filiżanki. Stała na
  3663. 2:30:12stoliku kawowym, nieudolnie posklejana,
  3664. 2:30:14symbolizując moją marną próbę naprawy
  3665. 2:30:16tego, co zepsute.
  3666. 2:30:19Miał to przyjść, prawda? Przypomniałam.
  3667. 2:30:22Żeby porozmawiać.
  3668. 2:30:24Im dłużej patrzyłam na jego
  3669. 2:30:26zaczerwienione, lecz suche oczy, tym
  3670. 2:30:27mocniej czułam, że coś jest nie tak.
  3671. 2:30:30Rozejrzałam się ponownie, jeszcze
  3672. 2:30:32bardziej zaalarmowana.
  3673. 2:30:34Kornel, choć go nie znałam, wydawał się
  3674. 2:30:36czaić gdzieś bardzo blisko. W tej klitce
  3675. 2:30:39nie było jednak gdzie się ukryć.
  3676. 2:30:41odchrząknęłam.
  3677. 2:30:43Odmówił. Wymamrotałam, walcząc z
  3678. 2:30:46drżeniem głosu. Nie zechrypnięte, pełne
  3679. 2:30:49niechęci burknięcie Eliasa zabrzmiało
  3680. 2:30:52obco. Poczucie zagrożenia gęstniało jak
  3681. 2:30:55trujący gaz. Ostatnio towarzyszyło mi
  3682. 2:30:58ciągle, ale teraz jego stężenie jakby
  3683. 2:31:00się zwiększyło.
  3684. 2:31:02Obserwuję nas przez kamery.
  3685. 2:31:03Zaryzykowałam, zadzierając głowę ku
  3686. 2:31:05popękanemu sufitowi. Elias bez słowa
  3687. 2:31:08zaprzeczył. Powietrze w saloniku zrobiło
  3688. 2:31:10się cięższe.
  3689. 2:31:12Przyjdzie później. Starałam się brzmieć
  3690. 2:31:15swobodnie. Mówiłeś, że nie możesz nam
  3691. 2:31:16towarzyszyć. Zmieniłeś zdanie?
  3692. 2:31:20Gadałam jak najęta, próbując zagłuszyć
  3693. 2:31:22własny strach. Brwi Eliasa ściągnęły
  3694. 2:31:24się, a puste spojrzenie pociemniało.
  3695. 2:31:27To nie był chłopak, któremu wcześniej
  3696. 2:31:28szkliły się oczy, gdy mówił o stracie i
  3697. 2:31:30żałobie. To ktoś całkiem inny. i dopiero
  3698. 2:31:33zaczynałam rozumieć, jak bardzo to
  3699. 2:31:35stwierdzenie jest prawdziwe.
  3700. 2:31:38Odepchnął się od ściany i ruszył ku mnie
  3701. 2:31:40powoli z upiorną pewnością drapieszcy.
  3702. 2:31:43Elias, pisnęłam, co się dzieje? W jego
  3703. 2:31:47oczach wyzbrała nienawiść. Czarna,
  3704. 2:31:49gęsta, lepka jak smoła, piękna,
  3705. 2:31:52efektowna, ale także śmiercionośna.
  3706. 2:31:54Broda zaczęła mi drżeć. Elias, proszę.
  3707. 2:31:58Przez. Wyciągnął dłoń. Paly z obrączką
  3708. 2:32:01ułożyły się w kształt litery C, gotowe
  3709. 2:32:03mnie schwycić. Nie zdążyłam odskoczyć,
  3710. 2:32:06gdy zacisnął je na mojej szyi. Elias
  3711. 2:32:09wydusiłam. Rozapierzone ręce zaczepiłam
  3712. 2:32:12o jego nadgarstki. Czułam, że skóra
  3713. 2:32:14Eliasa pulsuje gorącem, za to spojrzenie
  3714. 2:32:16pozostawało lodowate.
  3715. 2:32:18Co ty mi robisz? Wychrypiałam, gdy
  3716. 2:32:20stopniowo zwiększał nacisk na moje
  3717. 2:32:22gardło. Przez cały ten czas, odkąd mnie
  3718. 2:32:25porwał, jeszcze nic tak bardzo mnie nie
  3719. 2:32:27wystraszyło. Spanikowana szukałam
  3720. 2:32:29normalności w jego oczach, ale w nich
  3721. 2:32:31była tylko pustka. Cofnęłam się, aż moje
  3722. 2:32:34plecy uderzyły o oparcie fotela. On
  3723. 2:32:37pchnął mnie mocniej i przytrzymał.
  3724. 2:32:39Żelazny uchwyt na szyi zaciskał się
  3725. 2:32:41coraz bardziej. Drapałam jego skórę,
  3726. 2:32:44lecz nawet nie drgnął. Elias, mówiłeś,
  3727. 2:32:47że cię nie będzie.
  3728. 2:32:49I nie ma go tu.
  3729. 2:32:52Ten złowrogi szept przebił się przez
  3730. 2:32:54moje rzężenie zaskakująco wyraźnie. Z
  3731. 2:32:56kącików oczu pociekły mi łzy. Czułam, że
  3732. 2:32:59za chwilę zemdleję. Jednocześnie nadal
  3733. 2:33:02marszczyłam czoło w próbie zrozumienia
  3734. 2:33:04jego słów. O czym ty? Próbowałam, ale to
  3735. 2:33:08nie była już groźba, tylko egzekucja.
  3736. 2:33:11Tlen kończył mi się gwałtownie. Mroczki
  3737. 2:33:13wirowały, dźwięki odpływały. Jeszcze
  3738. 2:33:15chwila, a naprawdę mnie zabije. Dusisz
  3739. 2:33:18mnie? Wyjęczałam resztką sił. Wcisnęłam
  3740. 2:33:22potylicę w oparcie, próbując uciec od
  3741. 2:33:24jego dłoni. Obraz się rozmazywał. Twarz
  3742. 2:33:26chłopaka stawała się obca, jakbym go
  3743. 2:33:28nigdy nie znała. Na granicy przytomności
  3744. 2:33:31coś w mojej głowie kliknęło. To nie jest
  3745. 2:33:34Elias.
  3746. 2:33:36Kornel. Wydusiłam. Zapadła ciemność.
  3747. 2:33:40Wtem dławiący uścisk zniknął. Bezwładnie
  3748. 2:33:43opadłam na fotel, jak po wyjątkowo
  3749. 2:33:45ciężkim dniu w szkole. Moje kończyny
  3750. 2:33:48nieruchome, włosy rozsypane, suche wargi
  3751. 2:33:51rozchylone, klatka piersiowa unosząca
  3752. 2:33:53się szybko, a na szyi szeroka purpurowa
  3753. 2:33:55plama. Nade mną górował Elias, potężny,
  3754. 2:33:59niebezpieczny, niestabilny, jak wieża
  3755. 2:34:01grożąca zawaleniem. czarne spodnie,
  3756. 2:34:03pasek ze srebrną klamrą, bluza, sztywne
  3757. 2:34:06dłonie. Rozkaszlałam się mocniej niż
  3758. 2:34:09wtedy, gdy mężczyzna z laską uderzył
  3759. 2:34:11mnie w gardło. Z półprzymkniętymi
  3760. 2:34:13powiekami kręciłam głową. Każdy ruch
  3761. 2:34:16ograniczał ból. Jedną dłoń trzymałam na
  3762. 2:34:19szyi, łapczywie chwytając powietrze. Z
  3763. 2:34:21każdym wdechem robiło mi się coraz
  3764. 2:34:23bardziej słabo i niedobrze. Nie wiem po
  3765. 2:34:26jakim czasie wrócił względny spokój.
  3766. 2:34:28Ocknęłam się akurat wtedy, gdy chłopak
  3767. 2:34:30nachylał się, by zajrzeć mi w oczy.
  3768. 2:34:33Przyglądał mi się bez cienia wyrzutów
  3769. 2:34:35sumienia. Wyraz jego twarzy wciąż
  3770. 2:34:37pozostawał obcy. Z trudem przełknęłam
  3771. 2:34:40ślinę i skuliłam ramiona, wtulając się
  3772. 2:34:42głębiej w fotel.
  3773. 2:34:45Ty jesteś Kornel. Wyszeptałam.
  3774. 2:34:48Blond kosmyk łaskotał mnie w nos. Leżał
  3775. 2:34:51na powiece. Nie miałam siły go strącić.
  3776. 2:34:54Żadnego potwierdzenia, żadnego
  3777. 2:34:56zaprzeczenia. Chłopak patrzył. Nie masz
  3778. 2:34:59kuzyna. Ciągnęłam słabo. Tylko milczenie
  3779. 2:35:03i mój kaszel. Gardło paliło jak przed
  3780. 2:35:05anginą.
  3781. 2:35:07To ty zakradłeś się do rezydencji i
  3782. 2:35:09zakopałeś rysunek. Patrzył jak odkrywam
  3783. 2:35:12prawdę i nie przerywał. To tobie umarł
  3784. 2:35:14tata. Jasne, że mi. Odparł szorstko i
  3785. 2:35:18cicho, pochylając się także otoczył mnie
  3786. 2:35:20ramionami opartymi o podłokietniki.
  3787. 2:35:23Dlaczego miałbym cię porywać Lindi,
  3788. 2:35:25gdybym nie miał w tym osobistego
  3789. 2:35:27interesu? Nienawiść w jego oczach
  3790. 2:35:29zmusiła mnie do ostrożnego ruchu.
  3791. 2:35:31Próbowałam się podnieść, lecz bez
  3792. 2:35:33skutku. Odetchnęłam z wysiłkiem. Skąd ta
  3793. 2:35:37zmiana tożsamości? Zapytałam o Chryple.
  3794. 2:35:40Przecież i tak nie znałam Kornela. Ty
  3795. 2:35:44nie mruknął pogardliwie. Ale twoi
  3796. 2:35:46rodzice skojarzyliby imię od razu,
  3797. 2:35:48gdybyś się przy nich chlapnęła. Rzucił
  3798. 2:35:51mi spojrzenie pełne niechęci. Nie można
  3799. 2:35:53ci ufać.
  3800. 2:35:55Już nie chciałam mu wytykać, kto z
  3801. 2:35:57naszej dwójki jest mniej godny zaufania.
  3802. 2:36:00Po co więc wymyślać kuzyna, zamiast
  3803. 2:36:02zwyczajnie podmienić imię?
  3804. 2:36:05Kącik jego ust drgnął, bynajmniej nie z
  3805. 2:36:08rozbawienia. Pochylił się jeszcze
  3806. 2:36:09bliżej, a ja zapadłam się w fotel.
  3807. 2:36:12Potrzebowałem innej tożsamości, żeby cię
  3808. 2:36:14znieść. Szepnął. Głos miał groźnie
  3809. 2:36:17spokojny. jako syn kogoś, kto zginął z
  3810. 2:36:20rąk twojej rodziny. Uśmiechnął się
  3811. 2:36:22lodowato. Nie mogę na ciebie patrzeć,
  3812. 2:36:26Elia. W porę ugryzłam się w język. Nie
  3813. 2:36:29byłam pewna, jak się do niego zwracać.
  3814. 2:36:32Ja No co? Znowu się poruszyłam. Tym
  3815. 2:36:36razem bardziej zdecydowanie.
  3816. 2:36:38Podciągnęłam się ostrożnie, by chłopak
  3817. 2:36:40przede mną nie odpowiedział żadnym
  3818. 2:36:41gwałtownym ruchem. Oderwałam dłoń od
  3819. 2:36:44szyi. Przejechałam ją po twarzy,
  3820. 2:36:46włosach. Długo zbierałam słowa, patrząc
  3821. 2:36:49w dół. Odgarnęłam wreszcie tamten
  3822. 2:36:52kosmyk, założyłam go za ucho i mimo
  3823. 2:36:54wszystko postanowiłam poprowadzić tę
  3824. 2:36:56rozmowę tak, jak planowałam.
  3825. 2:36:59Jak umarł twój tata? Zapytałam wreszcie.
  3826. 2:37:02Rzucił mi przydługie spojrzenie, trochę
  3827. 2:37:04jakby sprawdzał, czy naprawdę zależy mi,
  3828. 2:37:06by usłyszeć odpowiedź.
  3829. 2:37:08Został zamordowany.
  3830. 2:37:10Skinęłam głową. To zrozumiałam.
  3831. 2:37:13Powiedziałam delikatnie. Czy wiesz w
  3832. 2:37:15jaki sposób?
  3833. 2:37:17Dłonie wbił w podłokietnik, aż zbielały
  3834. 2:37:19mu knykcie. Po pytasz o takie
  3835. 2:37:21rzeczy? Starałam się mówić łagodnie.
  3836. 2:37:24Spokój, uprzejmość, to one prędzej
  3837. 2:37:26trafiały do aliasa Kornela.
  3838. 2:37:30"Chcę sprawdzić, jak dobrze znasz
  3839. 2:37:31szczegóły tamtego wydarzenia."
  3840. 2:37:33Wyjaśniłam. "żeby usprawiedliwić swoją
  3841. 2:37:35rodzinkę? Przymknęłam powieki, bo trochę
  3842. 2:37:38podniósł głos. Miałam wtedy cztery lata.
  3843. 2:37:41Ty niewiele więcej. Ktoś musiał ci to
  3844. 2:37:43opowiedzieć. Zastanawiam się, czy
  3845. 2:37:45słyszałeś wersję drugiej strony. Pytasz
  3846. 2:37:48czy poszedłem z twoim tatusiem na kawę,
  3847. 2:37:50żeby posłuchać o tym, jak mordował
  3848. 2:37:52mojego? Porwałeś mnie. Zauważyłam
  3849. 2:37:55spokojnie. To poważny krok. Nie wierzę,
  3850. 2:37:58że był nieprzemyślany. Wszystko mam
  3851. 2:38:01przemyślane. Okej. Skinęłam głową.
  3852. 2:38:05Dźwignęłam się jeszcze wyżej. Już prawie
  3853. 2:38:07siedziałam normalnie. Oddech mi się
  3854. 2:38:09uspokoił. Nadal drapało mnie w gardle.
  3855. 2:38:11Ale na razie musiałam obejść się bez
  3856. 2:38:13wody. Po prostu często przełykałam
  3857. 2:38:15ślinę. Kim więc jest człowiek, którego
  3858. 2:38:18przedstawiłeś jako wuja? Długo milczał.
  3859. 2:38:22Ojczyem. I mścic się razem z tobą za
  3860. 2:38:25twojego tatę. Pomaga mi. On tobie.
  3861. 2:38:29Uniosłam brwi. Nie udało mi się ukryć
  3862. 2:38:31niedowierzania. Czy ty jemu? On mnie
  3863. 2:38:34powtórzył dobitnie, znowu lekko
  3864. 2:38:36poirytowany.
  3865. 2:38:38jest dla mnie jak ojciec, którego nie
  3866. 2:38:40mam przez twojego starego. Skrzywił się
  3867. 2:38:42z odrazą, jakby chciał splunąć.
  3868. 2:38:45Elias. Pokręciłam głową, motając się w
  3869. 2:38:48imionach. Kornel poprawił mnie sztywno.
  3870. 2:38:51To jest moje prawdziwe imię.
  3871. 2:38:54Kornel. Powtórzyłam, starając się
  3872. 2:38:56wykrzesać z siebie maksimum szacunku.
  3873. 2:38:58Mówiłeś, że to porwanie dla okupu. Te
  3874. 2:39:00pieniądze będą dla ciebie czy dla niego?
  3875. 2:39:03Przechylił głowę. Co za różnica? On też
  3876. 2:39:06dostanie swoją część, prawda?
  3877. 2:39:09Należy mu się. Potrafi cię uciszyć, gdy
  3878. 2:39:11gadasz za dużo. Tak, zgadza się.
  3879. 2:39:14Potaknęłam uprzejmie. Czerpię dużą
  3880. 2:39:16radość z okładania mnie laską i dodałam
  3881. 2:39:18ciszej. Niemal jakby sprawiało mu to
  3882. 2:39:20satysfakcję.
  3883. 2:39:23Wzruszył obojętnie ramionami.
  3884. 2:39:26Po prostu nie jesteś dla niego ważna.
  3885. 2:39:29A ty jesteś dla niego ważny? Uniosłam
  3886. 2:39:32brew.
  3887. 2:39:33Dlatego angażuję cię do brudnej roboty.
  3888. 2:39:36Rozłożyłam dłonie, jakbym chciała
  3889. 2:39:37zwrócić jego uwagę na naszą obecną
  3890. 2:39:39pozycję. Siedziałam w fotelu tuż po tym,
  3891. 2:39:42jak mnie poddusił. Ledwo wydobywałam z
  3892. 2:39:44siebie głos, a Elias wisiał nade mną i
  3893. 2:39:47mnie zastraszał. To moja zemsta.
  3894. 2:39:50Warknął. Wcześniej wyglądało jakbyś
  3895. 2:39:52słuchał jego poleceń. Szepnęłam. Oczy
  3896. 2:39:55Eliasa się zwęziły. Biorę jego zdanie
  3897. 2:39:58pod uwagę. Tyle. Ale ty nie chcesz
  3898. 2:40:01pieniędzy. oceniłam przyglądając mu się
  3899. 2:40:03z uwagą. Oczywiście, że chcę pieniędzy.
  3900. 2:40:05Parsknął jakbym była niemądra.
  3901. 2:40:08Tak, tak, cały świat chce pieniędzy.
  3902. 2:40:10Zbyłam go prędko, po czym przekrzywiłam
  3903. 2:40:12głowę. Ale tobie w sumie wcale aż tak
  3904. 2:40:14bardzo na nich nie zależy, nie?
  3905. 2:40:16Odchrząknęłam cicho. Przecież one nie
  3906. 2:40:18zwrócą ci ojca.
  3907. 2:40:21Elias Kornel wykonał gwałtowny ruch, a
  3908. 2:40:23ja pisnęłam cicho i odruchowo zasłoniłam
  3909. 2:40:25twarz. Nic się jednak nie stało.
  3910. 2:40:27Przeszedł tylko nerwowym krokiem przez
  3911. 2:40:29pokój. Mięśnie pod jego skórą drgały,
  3912. 2:40:33dłonie zaciskały się w pięści.
  3913. 2:40:34Nieswforne włosy co chwilę zaczesywał
  3914. 2:40:36palcami. Nie chcesz wyłącznie zemsty?
  3915. 2:40:39Podsumowałam cicho, świadoma, że go
  3916. 2:40:42prowokuje.
  3917. 2:40:43Usiadłam wyprostowana, jakbym to ja
  3918. 2:40:45prowadziła przesłuchanie, choć moja
  3919. 2:40:47władza w tym pokoju była iluzją.
  3920. 2:40:49Śledziłam go wzrokiem jak preparat pod
  3921. 2:40:51mikroskopem.
  3922. 2:40:53Chcesz uwagi? Ciągnęłam. Chcesz pokazać
  3923. 2:40:56swój żal, swoją krzywdę, to, że byłeś
  3924. 2:40:58zmuszony wejść w dorosłość bez taty.
  3925. 2:41:01Chcesz, żeby moja rodzina zobaczyła twój
  3926. 2:41:03ból i poczuła wyrzuty sumienia. I
  3927. 2:41:05poczuję. Wychrypiał.
  3928. 2:41:08Zatrzymał się na dywanie, dokładnie w
  3929. 2:41:10miejscu, gdzie wcześniej rozlałam
  3930. 2:41:11herbatę. Patrzył na mnie twardo.
  3931. 2:41:15Ignorując jego zajadłość, dokończyłam
  3932. 2:41:17gorzko. Pieniędzy natomiast chcę twój
  3933. 2:41:20ojczym, dlatego trzyma się ciebie na
  3934. 2:41:22doczepkę. Elias się skrzywił. Kornel
  3935. 2:41:26poprawiłam w myślach. Kornel się
  3936. 2:41:28skrzywił.
  3937. 2:41:29Nie wiesz o czym mówisz. Mój ojczy ma
  3938. 2:41:31pieniądze. Widać niewystarczająco, skoro
  3939. 2:41:35bawi się w porywanie nastolatek.
  3940. 2:41:37Powiodłam wzrokiem po suficie. A
  3941. 2:41:39utrzymanie takiej chaty musi kosztować.
  3942. 2:41:42Prychnął. Przeszedł kilka kroków, kręcąc
  3943. 2:41:45głową. Nic o nim nie wiesz. Teraz to ja
  3944. 2:41:48wpatrywałam się w niego spodełba. Jest
  3945. 2:41:50chciwym sadystą, który lubi patrzeć jak
  3946. 2:41:53inni cierpią. Pokręciłam głową ze
  3947. 2:41:55współczuciem. Nie jest dobrym
  3948. 2:41:57człowiekiem. Kornel się zaśmiał. Chcesz
  3949. 2:42:00się licytować, kto jest lepszy, moja
  3950. 2:42:03rodzina czy twoja? Znam odpowiedź. A ja
  3951. 2:42:06nie, Eliasie. Westchnęłam. To znaczy
  3952. 2:42:08Kornelu, wiem tylko, że mój tata nigdy
  3953. 2:42:11nie wciągnąłby mnie w porwanie. Zaś twój
  3954. 2:42:14wuja, że wykorzystywanie chłopaka, który
  3955. 2:42:16cierpi, jest w porządku? Słabo to o nim
  3956. 2:42:18świadczy. Elias przez chwilę patrzył w
  3957. 2:42:21dół jak uparte dziecko, do którego nie
  3958. 2:42:23trafiają żadne argumenty. Prychnął,
  3959. 2:42:25podniósł wzrok i wycadził chłodno.
  3960. 2:42:28Będziesz mi wmawiać, że twój tatuś jest
  3961. 2:42:30taki wspaniały, kiedy przez ostatnie
  3962. 2:42:31tygodnie tylko na niego narzekałaś?
  3963. 2:42:34Wyprostowałam się jeszcze bardziej.
  3964. 2:42:36Dłonie zacisnęłam na podłokietnikach i
  3965. 2:42:38wytarłam je dyskretnie z potuł obicia.
  3966. 2:42:40Niestety w tym co mówił Elias było sporo
  3967. 2:42:43prawdy. Jego słowa ukuły mnie poczuciem
  3968. 2:42:45winy. Nie wiem jak mogłam obgadywać go
  3969. 2:42:48przed obcym chłopakiem. wyszeptałam,
  3970. 2:42:50wbijając wzrok w stolik. Nie miałaś
  3971. 2:42:52oporów. Kornel był chyba zadowolony z
  3972. 2:42:55siebie, że i jemu udało mi się coś
  3973. 2:42:57wytknąć. Cofam wszystko, co ci mówiłam.
  3974. 2:43:00Podbródek mi zadrżał. Teraz bardzo chcę
  3975. 2:43:03go zobaczyć. Zapłaci, to zobaczysz.
  3976. 2:43:06Przez chwilę milczałam. Serce mi drżało
  3977. 2:43:09od wyrzutów sumienia. Chciałam zobaczyć
  3978. 2:43:11tatę. Nie dowierzałam, że jeszcze
  3979. 2:43:13niedawno ścinałam się z nim przez takie
  3980. 2:43:15idiotyzmy jak zajęcia z profesorem
  3981. 2:43:17Deklanem. Dziś pobiegłabym na te
  3982. 2:43:20dodatkowe lekcje w bibliotece w
  3983. 2:43:21podskokach. Przysięgam, przysięgam, że
  3984. 2:43:24jak stąd wyjdę, będę na nich
  3985. 2:43:25najpilniejsza.
  3986. 2:43:27Kornell obserwował moją twarz. Gdy
  3987. 2:43:29złapałam jego spojrzenie, zapytałam:
  3988. 2:43:32"Co właściwie zrobisz z tymi
  3989. 2:43:33pieniędzmi?" "Zniknę." Nawet nie
  3990. 2:43:36mrugnął. "I wystarczy?" "Uniosłam brwi.
  3991. 2:43:40Zdobyć kasę i potrzymać mnie chwilę w
  3992. 2:43:42piwnicy jak więźnia w średniowiecznym
  3993. 2:43:44lochu. Taka jest twoja zemsta.
  3994. 2:43:47To i napędzenie stracha twojemu
  3995. 2:43:49tatusiowi. Bezcenne uśmiechnął się
  3996. 2:43:51cierpko. A co? Przekrzywił głowę. Masz
  3997. 2:43:54lepszy pomysł. Przez chwilę patrzyłam na
  3998. 2:43:57niego nieruchomo, po czym skinęłam
  3999. 2:43:58głową.
  4000. 2:44:00Kornell zmrużył podejrzliwie oczy. Nie
  4001. 2:44:02spodziewał się twierdzącej odpowiedzi.
  4002. 2:44:04No to słucham, Lindy. Wiedziałam
  4003. 2:44:06doskonale, co chcę mu powiedzieć. To
  4004. 2:44:09było dla mnie coś oczywistego, jasnego,
  4005. 2:44:11jak wschodzące każdego dnia słońce.
  4006. 2:44:14Odepchnęłam się od podłokietników i
  4007. 2:44:16wstałam. Zawroty głowy kazały mi
  4008. 2:44:18odetchnąć głęboko. Kornell czekał.
  4009. 2:44:21Powoli przeszłam obok kanapy i stolika.
  4010. 2:44:24Grejpfrut i mięta. Jego zapach znów
  4011. 2:44:26wypełnił powietrze. Musiałam zadrzeć
  4012. 2:44:29głowę. Był ode mnie sporo wyższy.
  4013. 2:44:32Przepraszam.
  4014. 2:44:33To słowo wystrzeliło bez ostrzeżenia.
  4015. 2:44:36Trafiło Kornela w serce tak
  4016. 2:44:38niespodziewanie, że zamarł. Przepraszam
  4017. 2:44:40za moją rodzinę. Cisza zgęstniała.
  4018. 2:44:43Wreszcie drgnął. Przepraszam. Nie
  4019. 2:44:45załatwi sprawy. Lindsy wyszeptał. Nie
  4020. 2:44:48przyznałam. Ale to początek. Cisza. Och,
  4021. 2:44:52jaka głośna była ta cisza. Ujęłam jego
  4022. 2:44:55nadgarstki. Nie wyrwał się. Przykro mi,
  4023. 2:44:58że straciłeś tatę tak wcześnie. Mówiłam
  4024. 2:45:00łagodnie. Ja jestem tu niedługo i już
  4025. 2:45:02tak bardzo tęsknię za swoim. Nie
  4026. 2:45:05potrafię sobie wyobrazić co przeżywałeś
  4027. 2:45:07przez te wszystkie lata. Bardzo mnie
  4028. 2:45:09boli, że to moja rodzina jest zamieszana
  4029. 2:45:11w jego śmierć. Czuję się taka rozdarta.
  4030. 2:45:14Obiecuję, że poznam prawdę i oddam
  4031. 2:45:16twojemu ojcu należny szacunek. Kornell
  4032. 2:45:19pobladł. Pierś unosiła mu się zbyt
  4033. 2:45:21szybko. Nie chcę, żebyś widział we mnie
  4034. 2:45:24morderczynię. Wyszeptałam. Zależy mi na
  4035. 2:45:26tobie i nigdy nie chciałam cię
  4036. 2:45:28skrzywdzić.
  4037. 2:45:30Niechć i nienawiść chłopaka gdzieś się
  4038. 2:45:32ulotniły. Zaskoczyłam go. Nie odważyłam
  4039. 2:45:35się uśmiechnąć, nawet delikatnie.
  4040. 2:45:37Przechylałam głowę ze współczuciem i
  4041. 2:45:39mimo, że na początku Kornel zdawał się
  4042. 2:45:41je przyjmować, to nagle coś się
  4043. 2:45:43zmieniło.
  4044. 2:45:44Strząsnął moją dłoń i odskoczył.
  4045. 2:45:47Rozejrzał się z rozkojarzeniem. Złapał
  4046. 2:45:49pierwszą lepszą rzecz, która mu się
  4047. 2:45:50napatoczyła. Zamachnął się i rzucił
  4048. 2:45:53posklejaną filiżankę o ścianę. Rozaskała
  4049. 2:45:56się z brzdękiem. Nie oglądając się na
  4050. 2:45:59odłamki, wypadł z piwnicy. Drzwi
  4051. 2:46:01zamknęły się z hukiem. Zostałam sama.
  4052. 2:46:09Rozdział ósmy. Lin Simonet zaśnie.
  4053. 2:46:15Elias.
  4054. 2:46:17Na trawniku leżała cienka pokrywa
  4055. 2:46:18śniegu. Biel mieszała się z wypłowiałą
  4056. 2:46:21zielenią i błotem, tworząc brapinającą
  4057. 2:46:24gówno. Nawet otulające teren drzewa nie
  4058. 2:46:27ratowały krajobrazu.
  4059. 2:46:29Wpatrywałem się w dal w napięciu
  4060. 2:46:31bardziej niż widokami pochłonięte
  4061. 2:46:33myślami po rozmowie z Lind Simonet.
  4062. 2:46:36Wciągałem chłodne powietrze głęboko do
  4063. 2:46:38płuc. Próbowałem przy tym odpdzić od
  4064. 2:46:41siebie niewygodną świadomość, że Lindcy
  4065. 2:46:44w tym samym czasie dusi się w piwnicy.
  4066. 2:46:46Metaforycznie oczywiście. Nikt jej teraz
  4067. 2:46:49nie krzywdził.
  4068. 2:46:51Zerknęłam na zaczerwienioną z zimna
  4069. 2:46:53dłoń. Jeszcze niedawno zaciskała się na
  4070. 2:46:55jej szyi, ale przecież w porę się
  4071. 2:46:57opanowałem. Choć Stukot był cichy,
  4072. 2:47:00znajomy dźwięk natychmiast dotarł do
  4073. 2:47:02moich uszu. Opuściłem rękę i podniosłem
  4074. 2:47:05głowę. Byłem przekonany, że ojczym
  4075. 2:47:08celowo tak operuje laską, by akcentować
  4076. 2:47:10swoje nadejście.
  4077. 2:47:13"Gdzie czapka i płaszcz?" zapytał
  4078. 2:47:15Stanislaus z typowym dla siebie
  4079. 2:47:17niezadowoleniem.
  4080. 2:47:19Sam był ubrany w grubą wełnę. Dłoń w
  4081. 2:47:22skórzanej rękawiczce zaciskał na gałce
  4082. 2:47:24laski. Zaczerwieniona od zimna twarz i
  4083. 2:47:27buty oblepione błotem przy podeszwach
  4084. 2:47:29świadczyły, że właśnie wracał z jednego
  4085. 2:47:31ze swoich długich spacerów.
  4086. 2:47:34Praktykował je regularnie jeszcze w
  4087. 2:47:36czasach, kiedy był z moją mamą.
  4088. 2:47:38Pamiętałem, jak próbował ją do nich
  4089. 2:47:40namawiać, a ona kręciła stanowczo głową,
  4090. 2:47:43naciągała pluszowy koc na kolana i
  4091. 2:47:45powtarzała, że nie będzie przechadzać
  4092. 2:47:46się ścieżkami, do których nie dociera
  4093. 2:47:48słońce.
  4094. 2:47:50Wyszedłem tylko na chwilę. Odparłem.
  4095. 2:47:54Należy ubierać się odpowiednio do pogody
  4096. 2:47:56powiedział opatulony po szyję i
  4097. 2:47:57demonstracyjnie poprawił szalik.
  4098. 2:48:01Wracam do środka. Mruknąłem.
  4099. 2:48:04Odepchnąłem się od ściany, o którą się
  4100. 2:48:05opierałem. Ręce włożyłem do kieszeni
  4101. 2:48:08spodni, gotowy odejść. Lecz Stanislaus
  4102. 2:48:11mnie zatrzymał.
  4103. 2:48:13Byłeś u niej? Jego ton zawsze stawał się
  4104. 2:48:16surowszy, gdy wspominał Lincy.
  4105. 2:48:19Spojrzałem w blade niebo, potem na
  4106. 2:48:22trawę, ledwie przykrytą pierwszym
  4107. 2:48:24śniegiem przygryzłem wargę.
  4108. 2:48:27Zastanawiałem się, co odpowiedzieć, aż w
  4109. 2:48:29końcu westchnąłem.
  4110. 2:48:32Chcę zobaczyć swojego ojca. Hm, burknął
  4111. 2:48:36pod nosem Stanislaus. czarna rękawiczka
  4112. 2:48:38zaskrzypiała, gdy mocniej zacisnął palce
  4113. 2:48:41na lasce.
  4114. 2:48:42Wąsrł.
  4115. 2:48:45nie zobaczy go. Pokiwałem głową. Znałem
  4116. 2:48:48tę śpiewkę. Dopóki Vincent Monet nie
  4117. 2:48:51zapłaci. Dokończyłem znużony
  4118. 2:48:53powtarzaniem w kółko tego samego planu,
  4119. 2:48:56w który szczerze mówiąc zaczynałem już
  4120. 2:48:58powątpiewać.
  4121. 2:49:01Ojczyem mlasnął. Wolną dłonią strzepnął
  4122. 2:49:04kilka śnieżynek z płaszcza, choć i tak
  4123. 2:49:06natychmiast wsiąkły w materiał.
  4124. 2:49:09Nie powinieneś z nią rozmawiać.
  4125. 2:49:11Stwierdził. Skracasz dystans między
  4126. 2:49:13wami. Sprawisz, że poczuje się zbyt
  4127. 2:49:16komfortowo. Naszym zadaniem jest pokazać
  4128. 2:49:18jej, gdzie jest jej miejsce, utemperować
  4129. 2:49:22ją.
  4130. 2:49:25Uniósł laskę milimetry nad kamiennym
  4131. 2:49:27brukiem i opuścił ją z
  4132. 2:49:28charakterystycznym stuknięciem,
  4133. 2:49:30głośniejszym niż poprzednie.
  4134. 2:49:33Echo rozeszło się po podwórzu, odbiło od
  4135. 2:49:35ścian domu i nagich drzew.
  4136. 2:49:38Powiedziałem jej prawdę o sobie.
  4137. 2:49:40wyznałem. Dłonie w kieszeniach
  4138. 2:49:42zacisnąłem w pięści. Wiedziałem, że to
  4139. 2:49:45niekulturalne trzymać je tam podczas
  4140. 2:49:46rozmowy z ojczymem, ale wolałem je
  4141. 2:49:49ukryć. Poza tym robiło się naprawdę
  4142. 2:49:51zimno.
  4143. 2:49:53Zmrużył oczy. W ich kącikach zbierały
  4144. 2:49:56się drobne bruzdy, ślady jego skłonności
  4145. 2:49:59do szybkiego oceniania ludzi.
  4146. 2:50:02Dezaprobate potrafił ukryć.
  4147. 2:50:03Podejrzliwości nigdy. Kolejne słowa
  4148. 2:50:07wypowiedział ostrożnie. W porządku.
  4149. 2:50:10Na moment wysunął dolną wargę, a kąciki
  4150. 2:50:14ust mu opadły.
  4151. 2:50:17Możesz jej mówić, co uznasz za słuszne?
  4152. 2:50:19Spojrzał na mnie badawczo. To i tak
  4153. 2:50:21nieistotne.
  4154. 2:50:23Przywykłem do jego zamiłowania do gierek
  4155. 2:50:25umysłowych. Potrafił się uśmiechać,
  4156. 2:50:27kiwał głową i zapewniał, że nic się nie
  4157. 2:50:29stało. A potem wyciągał pas ze szlek,
  4158. 2:50:33celował nim w twarz i mówił, że to
  4159. 2:50:34przecież dokładnie to samo. Nic.
  4160. 2:50:38Dyskretnie przełknąłem ślinę.
  4161. 2:50:41Jak już dostaniemy pieniądze, będzie po
  4162. 2:50:43wszystkim. Dodał.
  4163. 2:50:46Między moimi brwiami pojawiła się
  4164. 2:50:48głęboka zmarszczka. Ojczym wyminął mnie
  4165. 2:50:50i niespiesznie ruszył w stronę domu.
  4166. 2:50:53Zadowolony po spacerze, zapewne
  4167. 2:50:55zamierzał teraz nalać sobie wina,
  4168. 2:50:57włączyć muzykę klasyczną i usiąść do
  4169. 2:51:00dziennika z rozpiską planu porwania
  4170. 2:51:02Lindsy oraz wyłudzenia pieniędzy od
  4171. 2:51:04Vinenta Moneta.
  4172. 2:51:07Tak. Dziennik istniał naprawdę. Gruba
  4173. 2:51:09czarna skóra, zawsze gdzieś na widoku.
  4174. 2:51:12Nigdy nie trafił w moje ręce, choć leżał
  4175. 2:51:14w domu niemal ostentacyjnie.
  4176. 2:51:16Stanislaus często do niego zaglądał, by
  4177. 2:51:19udoskonalać kolejne elementy planu, albo
  4178. 2:51:22po prostu podziwiać swoje dzieło. Nagle
  4179. 2:51:25uderzyło mnie dziwne przeczucie, że
  4180. 2:51:27powinienem był jednak bardziej
  4181. 2:51:28zainteresować się tymi zapiskami.
  4182. 2:51:31Co właściwie znaczy po wszystkim?
  4183. 2:51:33Rzuciłem do jego pleców.
  4184. 2:51:36przystanął. Palcami pogłaskał
  4185. 2:51:38porcelanową gałkę laski. Nigdy nie
  4186. 2:51:41widziałem, by obchodził się z kimkolwiek
  4187. 2:51:43tak czule jak z tym akcesorium.
  4188. 2:51:46Szczerze podejrzewałem, że w jakiejś
  4189. 2:51:47części to właśnie ta smukła laska
  4190. 2:51:49przyczyniła się do rozwodu, którego po
  4191. 2:51:51latach zażądała moja matka.
  4192. 2:51:54Chodzi ci o to, że po wszystkim
  4193. 2:51:55wypuścimy Lindzi i więcej nas nie
  4194. 2:51:57zobaczy? Tak, upewniłem się.
  4195. 2:52:00Odwrócił się powoli, jakby chciał
  4196. 2:52:02zademonstrować, że wciąż to on
  4197. 2:52:04kontroluje sytuację. Lubił takie gesty.
  4198. 2:52:08Palec wskazujący oderwał się od gałki
  4199. 2:52:10przypominającej perłę. Pozostałe były
  4200. 2:52:13zaciśnięte. Tym jednym zamachał władczo.
  4201. 2:52:17Nie, nie, nie. Stanowczość, z jaką
  4202. 2:52:19pokręcił głową, zmroziła mnie.
  4203. 2:52:22Absolutnie nie, chłopcze. Żadnych
  4204. 2:52:24świadków. Uniosłem brwi.
  4205. 2:52:27Tylko na tyle było mnie stać.
  4206. 2:52:30Ojczym słynął z pewności siebie. Uważał
  4207. 2:52:32się za mistrza, który rozgryzł cały
  4208. 2:52:34świat. Przez długi czas go podziwiałem,
  4209. 2:52:37idealizowałem.
  4210. 2:52:39Dlatego w pierwszej chwili uznałem, że
  4211. 2:52:40to ja czegoś nie zrozumiałem. Jego plan
  4212. 2:52:43musiał być zbyt wielki, zbyt misterny,
  4213. 2:52:46żebym potrafił objąć go w całości. Jak
  4214. 2:52:48zwykle trzeba było mi coś tłumaczyć. Ale
  4215. 2:52:51cóż, akurat ta kwestia była zbyt
  4216. 2:52:53poważna. Potrzebowałem klyfikacji
  4217. 2:52:55natychmiast.
  4218. 2:52:57Proszę. zapytałem cicho. Stanislaus
  4219. 2:53:01mlasnął ponownie, objaw jego irytacji.
  4220. 2:53:04Nie lubił marnować czasu na wyjaśnianie
  4221. 2:53:06spraw, które były dla niego jasne.
  4222. 2:53:10Przebrnięcie przez czasy szkolne z tym
  4223. 2:53:12człowiekiem pod jednym dachem
  4224. 2:53:13wspominałem jako koszmar. Przerwanie
  4225. 2:53:16nauki wydawało się wtedy jedyną sensowną
  4226. 2:53:19decyzją.
  4227. 2:53:20Vincent Monet jest zrozpaczony
  4228. 2:53:22położeniem swojej córki. oznajmił,
  4229. 2:53:24wzruszając ramionami, jakby kompletnie
  4230. 2:53:26go to nie obchodziło. Rozmowę
  4231. 2:53:29telefoniczną potrafi poprowadzić
  4232. 2:53:30bezbłędnie. To mu przyznam, nawet w
  4233. 2:53:33desperacji i strachu. Gdybym nie
  4234. 2:53:36wiedział, że w mojej piwnicy siedzi jego
  4235. 2:53:37najcenniejsza własność, nie domyśliłbym
  4236. 2:53:40się, że w ogóle mu zależy.
  4237. 2:53:43Stanislaus uśmiechał się zadowolony z
  4238. 2:53:45siebie, że nie z nim takie numery i że
  4239. 2:53:47on to potrafi rozgryźć Wincenta. Moneta
  4240. 2:53:51zapłaci. Dostaniemy pieniądze zgodnie z
  4241. 2:53:54planem. Uciekniemy. Zamilkł i spojrzał
  4242. 2:53:57na mnie badawczo. Tylko co nam po tym,
  4243. 2:54:00skoro jeśli wypuścimy dziewczynę, wsypie
  4244. 2:54:02nas wszystkich.
  4245. 2:54:04Groza powoli zmieniała wyraz mojej
  4246. 2:54:06twarzy. Głos ugrzązł mi w gardle. W
  4247. 2:54:09środku wszystko krzyczało, że to jakiś
  4248. 2:54:11chory absurd.
  4249. 2:54:15powinien wyjąć dłonie z kieszeni,
  4250. 2:54:17podciągnąć rękawy bluzy i zacząć bić
  4251. 2:54:19Stanislausowi brawo, bo jeszcze nigdy
  4252. 2:54:21nie zdołał zaszokować mnie tak mocno.
  4253. 2:54:25Nawet wtedy, gdy odezwał się do mnie i
  4254. 2:54:27przedstawił mi pomysł na plan zemsty za
  4255. 2:54:29mojego tatę.
  4256. 2:54:31Teraz przechylał łysiejącą głowę, którą
  4257. 2:54:33przykrywała ciepła czapka, jakby nie
  4258. 2:54:35dowierzał, że do tej pory na to nie
  4259. 2:54:37wpadłem. Czyli znowu miał mnie za
  4260. 2:54:40idiotę.
  4261. 2:54:42Wszyscy z naszej załogi. Jud, Gino, ja,
  4262. 2:54:46ty, Kornelu, wymieniał. Przecież ona nas
  4263. 2:54:49wszystkich widziała, a kiedy wróci do
  4264. 2:54:52rodziny, zostanie tam otoczona opieką,
  4265. 2:54:53zabezpieczona.
  4266. 2:54:55Po czym się zacznie? Portrety
  4267. 2:54:57pamięciowe, listy gończe.
  4268. 2:55:00Mamy uciec. Wycedziłem. Od początku
  4269. 2:55:03mieliśmy uciec. A dokąd? Zapytał
  4270. 2:55:06spokojnie. Organizacja zaciska macki na
  4271. 2:55:09całym świecie. Potrzebowalibyśmy masek
  4272. 2:55:11od samego początku. Wyjąłem dłonie z
  4273. 2:55:14kieszeni i rozłożyłem je z
  4274. 2:55:16niedowierzaniem. Masek. Masek, I
  4275. 2:55:19to nieby było nie do zrobienia
  4276. 2:55:21ogarnięcie masek.
  4277. 2:55:24Zatelepało mną. To wszystko waliło
  4278. 2:55:26żartem i to takim niezbyt dobrym. Może
  4279. 2:55:29leśne powietrze wcale nie było takie
  4280. 2:55:30świeże i rześkie jak się wydawało. Ale z
  4281. 2:55:33ojczymem wychowywałem się przez
  4282. 2:55:35większość życia. Znałem go dobrze. Nie
  4283. 2:55:38miał poczucia humoru.
  4284. 2:55:40Ryzyko i tak byłoby zbyt duże. Oparł
  4285. 2:55:43obie dłonie na lasce. Dla mnie, dla
  4286. 2:55:46reszty. Uniósł siwiejące brwi. Dla
  4287. 2:55:49ciebie, Kornelu.
  4288. 2:55:51Dla ciebie st%ocentowe. Pomyśl. To
  4289. 2:55:54ciebie Lindsy sprzeda jako pierwszego.
  4290. 2:55:57A monetowie nie odpuszczają. Nie spoczną
  4291. 2:56:00dopóki cię nie znajdą.
  4292. 2:56:02Serce waliło mi jak oszalałe.
  4293. 2:56:05Ukryję się tak, że nie znajdą. Nie
  4294. 2:56:08opowiadaj naiwnych bzdur. Prychnął.
  4295. 2:56:10Jesteś dzieciakiem. Nie masz szans z
  4296. 2:56:13bandą monetów. Znajdą cię i obedrą ze
  4297. 2:56:16skóry.
  4298. 2:56:17Coś zapiekło mnie pod powiekami.
  4299. 2:56:20Już raz ich wykiwałem. Zawołałem.
  4300. 2:56:23Wtargnąłem na ich posesję i uciekłem.
  4301. 2:56:26Tak. Mhm. Przy okazji postawiłeś na nogi
  4302. 2:56:29całą ochronę, a moneci zeszli do
  4303. 2:56:31schronu. Ojczym się skrzywił. To nie
  4304. 2:56:34była żadna sprawnie przeprowadzona
  4305. 2:56:35misja, tylko szczęście głupiego.
  4306. 2:56:38Mieliśmy uciec. Powtarzałem uparcie.
  4307. 2:56:43Nie pozwalałem łzom spłynąć z oczu.
  4308. 2:56:46Stanislaus gardził takimi oznakami
  4309. 2:56:48słabości. Ustaliliśmy to razem. Mówiłeś,
  4310. 2:56:51że porzucimy Linds i zwiejemy.
  4311. 2:56:54Nie wyraziłem się jasno. Zatem teraz
  4312. 2:56:56doprecyzuję. Porzucimy martwą Lisi i
  4313. 2:57:00zwiejemy.
  4314. 2:57:02Twarz wykrzywiła mi mieszanina
  4315. 2:57:04przerażenia i od razy na słowo martwo.
  4316. 2:57:07Moja klatka piersiowa unosiła się
  4317. 2:57:09szybko, niemal tak jak chwilę wcześniej,
  4318. 2:57:11gdy rozmawiałem z samą Linci. Pamiętałem
  4319. 2:57:14jak uspokajająco zadziałał na mnie jej
  4320. 2:57:16dotyk, jej słowa, wrażliwość.
  4321. 2:57:19Mój ojczym był jej całkowicie
  4322. 2:57:21pozbawiony. Patrzył na mnie z lekkim
  4323. 2:57:23znużeniem, jakby dziwiło go, że
  4324. 2:57:25potrzebuję aż tyle czasu, by przetrawić
  4325. 2:57:27tę makabryczną informację.
  4326. 2:57:30Odetchnąłem gwałtownie. Powietrze paliło
  4327. 2:57:33mi płuca. Może zrobiło się jeszcze
  4328. 2:57:35zimniejsze, a może po prostu trudniej
  4329. 2:57:37było mi je wdychać.
  4330. 2:57:40Czyli co chcesz z nią zrobić? Wskazałem
  4331. 2:57:42dłonią ścianę domu, w którego podziemia
  4332. 2:57:44Linci odliczała minuty do wydostania się
  4333. 2:57:46i zjednoczenia z rodziną.
  4334. 2:57:49Stanislaus wpatrywał się we mnie przez
  4335. 2:57:51chwilę, jakby oceniał, czy rzeczywiście
  4336. 2:57:53może potraktować mnie jak dorosłego i
  4337. 2:57:55zdradzić szczegóły, czy wciąż ma mnie za
  4338. 2:57:58dziecko. Wreszcie podjął decyzję. Gdy
  4339. 2:58:01dostaniemy pieniądze, Jud sprawi, że
  4340. 2:58:04Lincy Monet zaśnie.
  4341. 2:58:06biały obłok pary pojawiał się i znikał
  4342. 2:58:09przy moich ustach coraz szybciej, bo
  4343. 2:58:11oddychałam coraz bardziej panicznie.
  4344. 2:58:14Jud wydusiłem. Mimowolnie zrobiłem krok
  4345. 2:58:17do przodu. Ściągnąłem brwi. Coś kuło
  4346. 2:58:20mnie w klatce piersiowej. W uszach
  4347. 2:58:22szumiało. Nie, czekaj. Nie tak to miało
  4348. 2:58:25wyglądać.
  4349. 2:58:27Bezduszne, dobrze mi znany oczy
  4350. 2:58:29Stanislausa świdrowały mnie na wskroś.
  4351. 2:58:31Jako dziecko błagałem o jego uwagę, a
  4352. 2:58:34potem uciekałem przed nią, gdy
  4353. 2:58:35przybierała tak niepokojącą formę. Nie
  4354. 2:58:38potrafił patrzeć z miłością ani
  4355. 2:58:40współczuciem. Za to był mistrzem w
  4356. 2:58:42demonstrowaniu niezadowolenia,
  4357. 2:58:44wściekłości i narzucaniu swojej woli.
  4358. 2:58:47Nikt mu się nie sprzeciwiał. Przecież
  4359. 2:58:49zwykle miał rację.
  4360. 2:58:51Odnajdywał siłę tam, gdzie wszyscy inni
  4361. 2:58:54słabli. Tak go zawsze widziałem.
  4362. 2:58:57Twoje plany, synu, były naiwne i
  4363. 2:58:59wymagały ulepszenia. Powiedział, unosząc
  4364. 2:59:02podbródek wyżej, jakby próbował wymusić
  4365. 2:59:04na mnie ponowne uznanie.
  4366. 2:59:06Dbam o ciebie, o twoje bezpieczeństwo.
  4367. 2:59:10Pod ciężarem jego spojrzenia spuściłem
  4368. 2:59:12wzrok. Jeśli będzie to kosztem Linc
  4369. 2:59:14Monet, powtórzę to, co już mówiłem.
  4370. 2:59:17Nawet nie będzie mi jej żal. Wciągnął
  4371. 2:59:20powietrze przez nos, napinając ramiona.
  4372. 2:59:23Ta gówniara jest jednym z powodów, dla
  4373. 2:59:25których twój ojciec, Kornelu, nie żyje.
  4374. 2:59:29Ja dłoń w skórzanej rękawiczce spoczyła
  4375. 2:59:32na jego piersi. Wiem, że nigdy nie
  4376. 2:59:35potrafiłem go należycie zastąpić.
  4377. 2:59:37Dlatego teraz zrobię coś, za co by mi
  4378. 2:59:39podziękował. Uratuję ci skórę.
  4379. 2:59:43Jeśli Linsi wróci do rodziny cała i
  4380. 2:59:45zdrowa, a my dobrze się ukryjemy, w
  4381. 2:59:47końcu odpuszczą. Jeśli oddasz im martwą
  4382. 2:59:50Linci, nigdy nie spoczną, dopóki nas nie
  4383. 2:59:53znajdą. Uniósł brwi niewzruszony.
  4384. 2:59:57Zemsta monetów najwyraźniej go nie
  4385. 2:59:59przerażała, albo świetnie to kamuflował.
  4386. 3:00:02W takim razie wielka szkoda, że nie
  4387. 3:00:04zdecydowaliśmy się od początku na maski.
  4388. 3:00:06Rzucił i odszedł.
  4389. 3:00:09Bam! Moja pięść uderzyła w tarczę
  4390. 3:00:12bokserską. Wisiała na ścianie pokoju,
  4391. 3:00:14który przywłaszczyłem sobie na czas
  4392. 3:00:16operacji Porwanie Linds Monet. Na
  4393. 3:00:19prowizoryczną siłownię nawet nie
  4394. 3:00:21zajrzałem. To drugie najmniej lubiane
  4395. 3:00:23przeze mnie pomieszczenie w tym domu.
  4396. 3:00:25Pierwszym była piwnica. Przeszedłem obok
  4397. 3:00:28drzwi prowadzących w dół. Otarłem się o
  4398. 3:00:30nie ramieniem, lecz nie odważyłem się
  4399. 3:00:32ich otworzyć.
  4400. 3:00:34Po tym, co usłyszałem, nie potrafiłbym
  4401. 3:00:36spojrzeć Linxy w oczy. Sport zawsze
  4402. 3:00:39pomagał mi wyładować napięcie. Za domową
  4403. 3:00:42siłownią nie przepadałem, bo jej
  4404. 3:00:44pomysłodawcą był Gino. To jego można
  4405. 3:00:46było tam spotkać najczęściej, gdy akurat
  4406. 3:00:49nie zajmował się porywaniem ludzi, a z
  4407. 3:00:51niego kiepski kompan do czegokolwiek. I
  4408. 3:00:54nie chciałem patrzeć mu w twarz ze
  4409. 3:00:56świadomością, że wiedział. Na pewno
  4410. 3:00:58wiedział, jak ma się skończyć plan
  4411. 3:01:00Stanislausa.
  4412. 3:01:01Może nawet pomagał go dopracować.
  4413. 3:01:04Bam, bam, bam. Mój pokój był
  4414. 3:01:08przestronny, niemal tak duży jak cała
  4415. 3:01:10piwnica. Brakowało tylko balkonu, więc
  4416. 3:01:13żeby się przewietrzyć musiałem schodzić
  4417. 3:01:15na dół. Podwójne łóżko, którego pościeli
  4418. 3:01:18nigdy porządnie nie zasłem. Nawet teraz
  4419. 3:01:20była rozkopana po niespokojnej nocy.
  4420. 3:01:23Innych tu nie miewałem.
  4421. 3:01:25Białe nijakie ściany. szara wykładzina
  4422. 3:01:28wysysająca z pomieszczenia życie,
  4423. 3:01:30komoda, lampka, lustro, w którym każdego
  4424. 3:01:34ranka patrzyłem sobie w oczy,
  4425. 3:01:36przeczesywałem włosy i powtarzałem, że
  4426. 3:01:38wiem co robię.
  4427. 3:01:40I ta tarcza. Dziś waliłem w nią z taką
  4428. 3:01:42siłą, że drżała ściana. Jeden cios,
  4429. 3:01:46drugi, trzeci. W wyobraźni widziałem
  4430. 3:01:49twarz tego zjeba Gino, szeroką z
  4431. 3:01:52kwadratową szczęką i ciemnym zarostem.
  4432. 3:01:55To on w aucie mówił, że chętnie zabawi
  4433. 3:01:57się z Lind Simonet. Wiedział,
  4434. 3:02:01wiedział jaki ją czeka los. Inaczej nie
  4435. 3:02:03szczerzyłby się tak bezczelnie. Nie
  4436. 3:02:05ryzykowałby, że zapamięta jego parszywy
  4437. 3:02:07uśmiech i potem opisze go ojcu. Vincent
  4438. 3:02:11Monet naprawdę wybije nas wszystkich,
  4439. 3:02:13gdy dowie się, kto skrzywdził jego
  4440. 3:02:14córkę. Ojczym miał rację. Będę pierwszy
  4441. 3:02:18w kolejce.
  4442. 3:02:20Nieważne jak dobrze się ukryje, on mnie
  4443. 3:02:22znajdzie. Bam. Bam, bam. Interaktywna
  4444. 3:02:27tarcza rozświetlała się przy każdym
  4445. 3:02:29uderzeniu. Punkty rosły, rekordy pękały.
  4446. 3:02:33Dłoń wcześniej czerwona od zimna teraz
  4447. 3:02:35paliła od bólu. Pierścionek wbijał się w
  4448. 3:02:38skórę. Uderzałem raz za razem. Porwanie
  4449. 3:02:41Lindy. Zemsta. Pieniądze
  4450. 3:02:45tego cios. Przecież cios. Chciałeś.
  4451. 3:02:51Zatrzymałem się. Patrzyłem w tarczę jak
  4452. 3:02:53w lustro. Dmuchnąłem w grzywkę, próbując
  4453. 3:02:56odgarnąć wilgotne kosmyki. Nie pomogło.
  4454. 3:03:00Chciałeś jebanej zemsty. Warknąłem do
  4455. 3:03:02siebie. Potarłem obolałą pięść i
  4456. 3:03:05zacząłem kolejną serię. Bam, bam, bam.
  4457. 3:03:09Teraz na tarczy widziałem twarz ojczyma.
  4458. 3:03:12czarne wąsy uniesione w
  4459. 3:03:13charakterystyczny sposób, świdrujące
  4460. 3:03:16oczy, zapadnięte policzki.
  4461. 3:03:19Bam! Uderzyłem tak mocno, że coś
  4462. 3:03:22chrupnęło w ścianie. Na szczęście nie w
  4463. 3:03:24mojej kości. Zatrzymałem się
  4464. 3:03:26nasłuchując.
  4465. 3:03:28Dom stał.
  4466. 3:03:30Oszukałeś mnie. Powiedziałem cicho do
  4467. 3:03:32wyimaginowanego Stanislausa.
  4468. 3:03:34Uniosłem pięść, lecz się powstrzymałem.
  4469. 3:03:37Odszedłem kilka kroków. Wczepiłem palce
  4470. 3:03:40w mokre od połosy. Zerwałem z siebie
  4471. 3:03:43t-shirt i zgniotłem go w kuę. Wytarłem
  4472. 3:03:46nim twarz, rzuciłem w kąt, przeklinałem.
  4473. 3:03:49Nie potrafiłem wydukać żadnego
  4474. 3:03:51sensownego słowa, tylko bluzgi. Krążyłem
  4475. 3:03:54po pokoju jak tornado. Przyciskałem
  4476. 3:03:57rozgrzaną pięść do ust, by nie zacząć
  4477. 3:03:59wyć z wściekłości. Czułem się jak lew,
  4478. 3:04:02któremu zabrano prawo głosu. Obcięto
  4479. 3:04:05grzywę. Upokorzony idiota. Właśnie za
  4480. 3:04:08takiego uważał mnie Stanislaus.
  4481. 3:04:10Zastygłem. Zmoczyłem włosy wodą,
  4482. 3:04:13przeczesałem je grzebieniem. Na tors
  4483. 3:04:15narzuciłem świeżą koszulkę. Czerwone
  4484. 3:04:18poranione palce przytrzymałem pod
  4485. 3:04:20lodowatą wodą. Bolało albo nie, nie
  4486. 3:04:23potrafiłem rozróżnić.
  4487. 3:04:25Z pokoju wyszedłem opanowany. Twarz bez
  4488. 3:04:28emocji, krok pewny. Inspirowałem się
  4489. 3:04:31zarówno Stanislausem, jak i Wincentem
  4490. 3:04:34Monetem. O jego chłodnej kontroli
  4491. 3:04:36krążyły legendy. Zbiegłem. Moje ciężkie
  4492. 3:04:40buty dudniły na schodach jak silnik
  4493. 3:04:42motocykla. Zatrzymałem się dopiero przed
  4494. 3:04:44piwnicą.
  4495. 3:04:46Szarpnąłem gałkę. Białe frezowane drzwi
  4496. 3:04:49ustąpiły. Strome stopnie pokonywałem
  4497. 3:04:52powoli. W jednej chwili moje emocje
  4498. 3:04:54zmieniły się w niepewność.
  4499. 3:04:57Z dołu zionęła cisza. Ly nie hałasowała.
  4500. 3:05:02Kiedy zostawialiśmy ją samą, zamykaliśmy
  4501. 3:05:04ją w sypialni. Tak było bezpieczniej.
  4502. 3:05:08Najwyraźniej Stanislaus zmienił zdanie.
  4503. 3:05:10musiał zajrzeć do niej po naszej
  4504. 3:05:12rozmowie, bo dziewczyna kłócała teraz na
  4505. 3:05:14podłodze w saloniku, skulona jak liść
  4506. 3:05:17ściśnięty mrozem. Blond włosy spływały
  4507. 3:05:20jej po plecach, głowę miała spuszczoną.
  4508. 3:05:23czarne rękawy mojej bluzy zsuwały się
  4509. 3:05:25jej do połowy dłoni, drżały. Coś w nich
  4510. 3:05:28trzymała. Przeszedł mnie dreszcz.
  4511. 3:05:31Skorupki tej pieprzonej filiżanki.
  4512. 3:05:35Lindsy zapytałem cicho. Gardło ścisnęło
  4513. 3:05:39mi się tak, jakby ktoś zacisnął na nim
  4514. 3:05:41żelazną obręcz. Wzdrygnęła się. Nadal
  4515. 3:05:44odwrócona do mnie tyłem odpowiedziała
  4516. 3:05:46dopiero po chwili. Czego chcesz? Głos
  4517. 3:05:50miała słaby, drżący, zupełnie nie ten
  4518. 3:05:52przemądrzały pewny siebie ton, do
  4519. 3:05:54którego przywykłem.
  4520. 3:05:57Sprawdzam. Odpowiedziałem robiąc krok w
  4521. 3:05:59stronę jej drobnej sylwetki. Co u
  4522. 3:06:02ciebie?
  4523. 3:06:03Och, u mnie wybornie. Szeptała. Dlaczego
  4524. 3:06:07szepczę w ten sposób? Olej tę filiżankę.
  4525. 3:06:10Powiedziałem ostrożnie.
  4526. 3:06:13Nie da się jej uratować.
  4527. 3:06:16Próbowałem zabrzmić swobodnie, może
  4528. 3:06:18nawet żartobliwie, jakby to była
  4529. 3:06:20drobnostka. Lindcy nie była jednak w
  4530. 3:06:22nastroju na żarty. Kiedy wreszcie
  4531. 3:06:25odwróciła głowę, zrozumiałem dlaczego.
  4532. 3:06:28Powiedz to swojemu ojczymowi. Rzuciła
  4533. 3:06:31cierpko. Jej włosy rozsypały się na
  4534. 3:06:33plecach i ramionach, odsłaniając twarz.
  4535. 3:06:36Zamarłem.
  4536. 3:06:38Przecinała ją czerwona linia od szczęki
  4537. 3:06:41przez policzek aż po skroń, tuż obok
  4538. 3:06:44idealnie wyregulowanej brwi. Świeża
  4539. 3:06:47pulsująca wżarta w bladą skórę.
  4540. 3:06:50Przełknąłem ślinę, tłumiąc krzyk.
  4541. 3:06:53Uderzył cię. Wyszeptałem.
  4542. 3:06:56Gdy ja wyładowywałem złość na tarczy
  4543. 3:06:58bokserskiej, Stanislaus robił to samo
  4544. 3:07:00tutaj. Cały czas mnie leje, Sherlocku.
  4545. 3:07:04Syknęła. Jakbyś nie zauważył.
  4546. 3:07:07Wróciła do zbierania odłamków. Krzywiła
  4547. 3:07:09się z bólu, ale nie użalała się nad
  4548. 3:07:11sobą. Była silna. Robiła co musiałaby
  4549. 3:07:14przetrwać. Skorupki chrobotały jedna o
  4550. 3:07:17drugą, gdy je zbierała. Uderzył cię
  4551. 3:07:20przez filiżankę.
  4552. 3:07:21Nowość, co nie? Mruknęła. Zwykle jest
  4553. 3:07:25taki przeciwny przemocy.
  4554. 3:07:28Jeden z kawałków chrupnął pod moim
  4555. 3:07:30butem. Zostaw to. Idź stąd. Warknęła.
  4556. 3:07:34Kornelu,
  4557. 3:07:36mówię poważnie. Odsuń się.
  4558. 3:07:39Kopnęłam czubkiem buta małą stertę,
  4559. 3:07:41którą układała. Zacisnęła szczękę. Pod
  4560. 3:07:45oczami miała cienie, a czerwona szarama
  4561. 3:07:47zdawała się ciemnieć z minuty na minutę.
  4562. 3:07:50Uderzyła mnie w łydkę, próbując odsunąć.
  4563. 3:07:53Słabo, z wysiłkiem, z kruchym buntem,
  4564. 3:07:57który stanowczo za dużo ją kosztował.
  4565. 3:07:59Nawet się nie zachwiałem.
  4566. 3:08:01Nie chciałem jej oglądać w tym stanie.
  4567. 3:08:03Wyciągnąłem rękę. Wstawaj. Zignorowała
  4568. 3:08:07mnie. Osunęła się na bok, siadając
  4569. 3:08:09jednym półdupkiem na zimnych płytkach.
  4570. 3:08:12Jak nie złożę tej filiżanki, znowu mnie
  4571. 3:08:14pobije. Czego nie rozumiesz?
  4572. 3:08:17Nie pozwolę na to, powiedziałem
  4573. 3:08:19stanowczo.
  4574. 3:08:21Koniec z przemocą. Postanowiłem w
  4575. 3:08:23myślach. To nie może tak wyglądać.
  4576. 3:08:26Czerwona szaramana jej twarzy była
  4577. 3:08:28granicą. To było za daleko. Parsknęła.
  4578. 3:08:31Och, mój ty bohaterze. Wiem. Przymknąłem
  4579. 3:08:35powieki. Powinienem był go powstrzymać.
  4580. 3:08:38Powinieneś był mnie nie porywać.
  4581. 3:08:40warknęła. Nie ochronisz mnie.
  4582. 3:08:44Ciężko oddychasz.
  4583. 3:08:47Im dłużej mówiła, tym wyraźniej łapała
  4584. 3:08:49za dyszkę. To nie było normalne. O,
  4585. 3:08:52serio? Zaśmiała się bez humoru. Może
  4586. 3:08:55dlatego, że jestem zamknięta w podziemiu
  4587. 3:08:57bez okien. Świeżego powie: "Podwiń
  4588. 3:09:00bluzę." Poleciłem ostro.
  4589. 3:09:03uniosła brwi. Spadaj, Lindsy. Chcę
  4590. 3:09:06zobaczyć, czy Ja natomiast chcę, żebyś
  4591. 3:09:09zostawił mnie w spokoju, ale jak widać
  4592. 3:09:11nie można mieć wszys Mówisz niewyraźnie,
  4593. 3:09:14co ci dolega.
  4594. 3:09:16Zbliżyłem się. Znowu coś chrupnęło pod
  4595. 3:09:18podeszwą mojego buta. Skuła się. Nie
  4596. 3:09:21podchodź. Zignorowałem ją. I tak byłem w
  4597. 3:09:25jej oczach bucem. Lepiej nim zostać i
  4598. 3:09:28sprawdzić, czemu tancerka z żelazną
  4599. 3:09:30kondycją rzęzi jak palacz z wieloletnim
  4600. 3:09:33stażem. Złapałem za materiał bluzy.
  4601. 3:09:36Odsuń się. Och, czy ty możesz uszanować
  4602. 3:09:39choć? Podwinąłem ubranie.
  4603. 3:09:43Odsłoniłem brzuch i żebra. Klatka
  4604. 3:09:45piersiowa unosiła się nieregularnie.
  4605. 3:09:47Smukła talia, umięśniony brzuch, teraz
  4606. 3:09:50poznaczone podłużnymi czerwieniejącymi
  4607. 3:09:52pasami.
  4608. 3:09:54Jej skóra wyglądała jak u zebry. Pod
  4609. 3:09:56jednym z żeber pęknięta ranka. Sączył
  4610. 3:09:59się z niej przezroczysty płyn. Krew
  4611. 3:10:01wsiąkła w czarną tkaninę. Idealny
  4612. 3:10:03kamuflaż. Nie zdołałem przełknąć śliny.
  4613. 3:10:07Musiał ją uderzyć więcej niż raz.
  4614. 3:10:10Zacisnąłem pięść na materiale. Tkanina
  4615. 3:10:12wydawała się sucha. Widział to?
  4616. 3:10:16Syknąłem. Przeniosłem wzrok na Linci, bo
  4617. 3:10:19nie odpowiadała. Czy on to widział?
  4618. 3:10:22Patrzyła na mnie szeroko otwartymi
  4619. 3:10:24oczami. Oddychała szybko. Tak bardzo się
  4620. 3:10:28przejął, wymamrotała. Obiecał, że
  4621. 3:10:31przyniesie opatrunek i nigdy więcej nie
  4622. 3:10:32zamachnie się na mnie laską. Opuściłem
  4623. 3:10:35jej bluzę. Niesamowite, że ledwo
  4624. 3:10:38oddychasz, a mimo to masz siłę na
  4625. 3:10:39sarkazm. Jej udo szurało o dywan, gdy
  4626. 3:10:43próbowała się choć trochę ode mnie
  4627. 3:10:44odsunąć. Nie zasługujesz na moją powagę.
  4628. 3:10:48otrszepnęła.
  4629. 3:10:50Stanislaus nic nie powiedział, że kogoś
  4630. 3:10:53tu przyśle.
  4631. 3:10:55Stanislaus uniosła brwi.
  4632. 3:10:58Jud powinien to opatrzyć. Podwinęła
  4633. 3:11:01Wargę. Naburmuszona, ale też smutna.
  4634. 3:11:05Zraniona, zaniedbana dziewczyna,
  4635. 3:11:07przyzwyczajona do komfortu. Kilka
  4636. 3:11:09rozczochranych kosmyków przykrywało jej
  4637. 3:11:11twarz, ale żaden nie zamaskował
  4638. 3:11:14czerwonego śladu.
  4639. 3:11:16Od wpatrywania się w niego ściskało mnie
  4640. 3:11:18w żołądku. Kazał mi tylko składać
  4641. 3:11:21filiżankę. Powiedziała w końcu, dodając
  4642. 3:11:23jeszcze szybko i z wyrzutem, którą
  4643. 3:11:25notabenę ty rozbiłeś.
  4644. 3:11:28Odetchnąłem powoli.
  4645. 3:11:31Ty ją rozbiłeś w złości, a on przyszedł
  4646. 3:11:33i zobaczył bałagan i się wściekł. Głos
  4647. 3:11:37miała pełen żalu. Pobił mnie przez
  4648. 3:11:39ciebie, gżentelmenie.
  4649. 3:11:42Koniec.
  4650. 3:11:43Obejrzałem się na drzwi. To ja ją tu
  4651. 3:11:45wniosłem. Ja kazałem jej wejść do auta.
  4652. 3:11:49Ja zostawiłem rysunek w ogrodzie
  4653. 3:11:50monetów. Przeze mnie tu była i to ja
  4654. 3:11:53powinienem pomóc jej stąd wyjść.
  4655. 3:11:57Wyciągnąłem rękę. Chodź.
  4656. 3:12:00Muszę ją skleić. Powinnaś się położyć,
  4657. 3:12:04żeby twój ojczym mnie zakatował.
  4658. 3:12:06Nie uderzy cię powiedziałem spokojnie.
  4659. 3:12:09Dawno nie byłem tak pewny swoich słów.
  4660. 3:12:11Oddaliła się jeszcze trochę przesuwając
  4661. 3:12:13się po płytkach jak spłoszony krab. Co
  4662. 3:12:16ty jesteś ślepy?
  4663. 3:12:19Więcej tego nie zrobi. Lindy patrzyła na
  4664. 3:12:22mnie z dołu. Stopniowo jej protest
  4665. 3:12:24bladł. Daj mi rękę. Naciskałem.
  4666. 3:12:28Nie wierzę ci. Nie ufam ci. Przecież nie
  4667. 3:12:31masz nic do stracenia. Po długiej cichej
  4668. 3:12:34walce na spojrzenia wreszcie przystała,
  4669. 3:12:37mimo że mnie nienawidziła.
  4670. 3:12:39Jej drobna trochę szorstka od kleju dłoń
  4671. 3:12:41oparła się o moją. Musiałem użyć sporo
  4672. 3:12:44siły, żeby pomóc jej wstać. Motywował
  4673. 3:12:47mnie grymas bólu, który co chwilę
  4674. 3:12:49przecinał jej twarz.
  4675. 3:12:51Uczepiła się mnie całym ciężarem ciała.
  4676. 3:12:54Stanislaus poturbował ją tak mocno, że
  4677. 3:12:56bez podparcia nie była w stanie utrzymać
  4678. 3:12:58równowagi. Poruszała się powoli. To była
  4679. 3:13:02dopiero druga doba od porwania, a Lindsy
  4680. 3:13:05już wyraźnie schudła. Jeden nieostrożny
  4681. 3:13:08ruch i mogłaby wyślizgnąć się z moich
  4682. 3:13:10ramion. Podtrzymywałem jej plecy,
  4683. 3:13:13podczas gdy ona stawiała chwiejne kroki.
  4684. 3:13:15Starałem się ukryć zatroskaną minę.
  4685. 3:13:18Na materac weszła bez trudu. Był niski,
  4686. 3:13:21bez stelarza. Jedną ręką odgarnąłem
  4687. 3:13:24kołdrę. W przeciwieństwie do mnie
  4688. 3:13:26ścieliła swoje łóżko. Nawyk z domu? Może
  4689. 3:13:30nie była tak beznadziejnie rozpuszczona,
  4690. 3:13:32jak wmawiał mi Stanislaus.
  4691. 3:13:34Pomogłem jej ułożyć się na boku.
  4692. 3:13:37Zacisnęła zęby. Głowę wtuliła w
  4693. 3:13:40poduszkę, jak dziecko szukające
  4694. 3:13:41pocieszenia. Przykryłem ją kołdrą aż po
  4695. 3:13:44drobne ramiona.
  4696. 3:13:46Elias wymamrotała.
  4697. 3:13:49Jej szept był tak miękki, że zatrzymałem
  4698. 3:13:51się nad nią. Patrzyłem na przymknięte
  4699. 3:13:53powieki, długie rzęsy, lekko rozchylone
  4700. 3:13:56usta, zaróżowiony policzek przecięty
  4701. 3:13:59czerwonym śladem.
  4702. 3:14:01Nie poprawiłem jej. Z jakiegoś powodu
  4703. 3:14:04miałem wrażenie, że celowo nie użyła
  4704. 3:14:06mojego prawdziwego imienia. Tak.
  4705. 3:14:10I co teraz? westchnęła w poduszkę.
  4706. 3:14:14Przyprowadzę Juda. Z jej ust wyrwał się
  4707. 3:14:17słaby protest. Nic nie zrobi,
  4708. 3:14:20powiedziałem stanowczo. Jedną dłonią
  4709. 3:14:22opierałem o materac. W sensie nic złego.
  4710. 3:14:25Pomorze
  4711. 3:14:27nie. Pokręciła głową. Uniosła rękę,
  4712. 3:14:30jakby chciała mnie zatrzymać. On wróci.
  4713. 3:14:34Rysy mojej twarzy złagodniały. Miałem
  4714. 3:14:36ochotę odgarnąć jej włosy, ale się
  4715. 3:14:38powstrzymałem.
  4716. 3:14:40Nie wróci. Zapewniłem. Nie będzie mnie
  4717. 3:14:43maksymalnie dwie minuty. Dalsze jej
  4718. 3:14:45protesty zignorowałem. Zapatrzony na tę
  4719. 3:14:48skuloną pod kołdrą dziewczynę wstałem.
  4720. 3:14:51Nigdy wcześniej nie biegałem po tym domu
  4721. 3:14:53w takim tempie. W głowie kłębiła się
  4722. 3:14:56myśl niewygodna, ale podnosząca na
  4723. 3:14:59duchu. Wreszcie robię coś właściwego.
  4724. 3:15:03Jud warknąłem wpadając do jego pokoju.
  4725. 3:15:07Umowa ze Stanislausem wymagała od niego
  4726. 3:15:09dyspozycyjności 24 godziny na dobę.
  4727. 3:15:12Zwykle siedział w fotelu z książką,
  4728. 3:15:14cierpliwy i znudzony brakiem wyzwań,
  4729. 3:15:17dobrze opłacany. Zapukałem i bez
  4730. 3:15:19czekania wszedłem. Jud uniósł jasne oczy
  4731. 3:15:22znad tekstu. Wyrzut w spojrzeniu miałem
  4732. 3:15:25gdzieś. Jesteś potrzebny w piwnicy.
  4733. 3:15:27Powiedziałem szorstko, by nie zostawić
  4734. 3:15:29między nami miejsca na wątpliwości.
  4735. 3:15:33Zadziałało. Jud zerwał się z fotela.
  4736. 3:15:35Torbę chwycił w biegu. Stanislaus o tej
  4737. 3:15:38porze zwykle drzemał. Idealny plan dnia.
  4738. 3:15:42Spacer, studiowanie planu porwania, a
  4739. 3:15:45jak się okazało także morderstwa.
  4740. 3:15:48Potem dyscyplinowanie dziewczyny i
  4741. 3:15:50obiad. Szanse, że na niego wpadniemy
  4742. 3:15:53były niewielkie. Lindsy leżała
  4743. 3:15:55nieruchomo, wdzięczna za chwilę
  4744. 3:15:57odpoczynku. zaciskała pięści na kołdrze,
  4745. 3:16:00próbując oddychać miarowo. Gdy
  4746. 3:16:02weszliśmy, otworzyła oczy i
  4747. 3:16:04nasłuchiwała, czy dźwiękowi
  4748. 3:16:05nadchodzących kroków akompaniuje stuk
  4749. 3:16:08odot laski. Ulga na jej twarzy zgasła,
  4750. 3:16:11gdy zobaczyła Juda. Jud tylko zerknie na
  4751. 3:16:14twoje żebra. Wyjaśniłem. Niech mnie nie
  4752. 3:16:17dotyka! Szepnęła. Nie dotyka! Po jej
  4753. 3:16:20policzku spłynęła łza. W mojej głowie
  4754. 3:16:23rozbłysło jedno pytanie. Co my
  4755. 3:16:25zrobiliśmy? podświadomość mi
  4756. 3:16:28odpowiedziała. Co ty zrobiłeś?
  4757. 3:16:31Kliknięcie zamka torby przywróciło mnie
  4758. 3:16:33do rzeczywistości.
  4759. 3:16:35Jud założył rękawiczki. Ly nie odrywała
  4760. 3:16:38od niego oczu, kręcąc głową. Nie chcę.
  4761. 3:16:41To wymaga opatrzenia. Powiedziałem
  4762. 3:16:43spokojnie. Pozwól mu. Nikt cię nie
  4763. 3:16:46skrzywdzi. Dodałem i od razu poczułem
  4764. 3:16:48jak fatalnie to zabrzmiało. Wy wszyscy
  4765. 3:16:51mnie skrzywdziliście.
  4766. 3:16:53Odparło patrząc na mnie z nienawiścią.
  4767. 3:16:55Jud był gotowy. Odsunąłem się. Czas
  4768. 3:16:58działał na naszą niekorzyść. Wybacz,
  4769. 3:17:00Lindsy. Mruknąłem i wyrwałem jej z rąk
  4770. 3:17:04kołdrę. Oponowała, ale słabo. Każdy
  4771. 3:17:07gwałtowniejszy ruch sprawiał jej ból.
  4772. 3:17:09Powtarzałem sobie, że tym razem
  4773. 3:17:11wykorzystuje przewagę tylko po to, by
  4774. 3:17:13jej pomóc.
  4775. 3:17:15Więc robiłem dobrze. Tak. Tak za
  4776. 3:17:19późno na uroczą nadopiekuńczość z mojej
  4777. 3:17:21strony, skoro to przeze mnie wylądowała
  4778. 3:17:23w tej pozycji. Jednak miałem silną
  4779. 3:17:25potrzebę odwrócenia tego, na co ją
  4780. 3:17:27skazałem.
  4781. 3:17:29Była taka słaba. nawet córka
  4782. 3:17:31Winenta Moneta nie zasługiwała na
  4783. 3:17:33doprowadzenie do takiego stanu. Wbijałem
  4784. 3:17:36kolana w materac. Próbowała złapać
  4785. 3:17:39kołdrę i znowu się przykryć, czyli w
  4786. 3:17:41jedyny możliwy w tej pozycji sposób
  4787. 3:17:43uciec przede mną i judem.
  4788. 3:17:45Za późno na czułość, ale musiałem
  4789. 3:17:47spróbować naprawić choć część tego, co
  4790. 3:17:50zepsułem. Przycisnąłem jej nadgarstki do
  4791. 3:17:53materaca. Nie musiałem używać siły. Była
  4792. 3:17:56wyczerpana.
  4793. 3:17:57Jud podciągnął jej bluzę,
  4794. 3:18:00obejrzał żebra. Czerwone pręgi nie
  4795. 3:18:02zrobiły na nim wrażenia. Oczy miał
  4796. 3:18:04chłodne, skupione. Oczyścił i odkaził
  4797. 3:18:07ranę. Ly wciskała twarz w poduszkę.
  4798. 3:18:10drżała pod moimi dłońmi. Chwilę później
  4799. 3:18:14na jej skórze pojawił się duży biały
  4800. 3:18:16opatrunek.
  4801. 3:18:18Zostaw jeden zastrzyk. Poleciłem. Jud
  4802. 3:18:21spojrzał na mnie podejrzliwie. Ze
  4803. 3:18:23środkiem nasennym. Dodałem. Na wszelki
  4804. 3:18:26wypadek.
  4805. 3:18:27W razie potrzeby proszę mnie wezwać.
  4806. 3:18:29Odparł. Guma strzeliła nieprzyjemnie,
  4807. 3:18:32gdy zerwał rękawiczki z dłoni. Puściłem
  4808. 3:18:35nadgarstki Lincji, które i tak już od
  4809. 3:18:37dłuższego czasu pozostawały nieruchome.
  4810. 3:18:40Dość szybko zorientowała się, że
  4811. 3:18:42wyrwanie się jest poza zasięgiem jej
  4812. 3:18:43możliwości.
  4813. 3:18:45Wyciągnąłem rękę po strzykawkę pewnie,
  4814. 3:18:48władczo. Tak jak nauczył mnie
  4815. 3:18:50Stanislaus.
  4816. 3:18:52Jeszcze z nią tu posiedzę. Może nie być
  4817. 3:18:54miło, więc jeśli będzie trzeba, uśpię
  4818. 3:18:56ją. Nie będę za tobą biegał. Zostaw mi
  4819. 3:18:59środek.
  4820. 3:19:00Jud wahał się sekundę, po czym sięgnął
  4821. 3:19:02do torby. Podał mi nabitą strzykawkę.
  4822. 3:19:06Dawka jest już odmierzona. Upewniłem
  4823. 3:19:08się. Potaknął niechętnie. Dobrze. Szare
  4824. 3:19:12oczy Ly zamigotały słabo, gdy
  4825. 3:19:14obserwowała tę wymianę z dołu.
  4826. 3:19:17Kompletnie bez siły patrzyła bezradnie,
  4827. 3:19:19jak łatwo przejmuje kontrolę nad jej
  4828. 3:19:21losem. A ona nie mogła zrobić nic.
  4829. 3:19:24I to właśnie ją przerażało. Nie
  4830. 3:19:27rozumiała jeszcze, że zaczęły mnie
  4831. 3:19:28dręczyć wyrzuty sumienia, większe niż
  4832. 3:19:31cholerne góry na Alasce.
  4833. 3:19:34Stukanie laski natychmiast postawiło
  4834. 3:19:37mnie w stan gotowości. Na dworze zapadł
  4835. 3:19:39zmrok. Za luksferami rozciągała się już
  4836. 3:19:42tylko ciemność, a korytarz tonął w
  4837. 3:19:44półmroku. Nie przeszkadzało mi to. Od
  4838. 3:19:47dwóch godzin siedziałem pod drzwiami do
  4839. 3:19:49piwnicy. W palcach obracałem duży
  4840. 3:19:51kanciasty kawałek filiżanki. oblepiony
  4841. 3:19:54klejem, wpijał mi się w opuszki,
  4842. 3:19:57powodując tępy ból, ale nie przebijał
  4843. 3:19:59skóry. Podniosłem głowę. Ojczym
  4844. 3:20:02zatrzymał się niedaleko. Jego ciemna
  4845. 3:20:04sylwetka odcinała się od jasnej ściany z
  4846. 3:20:07grubego matowego szkła.
  4847. 3:20:10Co ty tu robisz? Zapytał z typowym dla
  4848. 3:20:12siebie niezadowoleniem.
  4849. 3:20:14Opuściłam rękę, żeby nie dostrzegł
  4850. 3:20:16odłamka.
  4851. 3:20:18Zaniosłem Lincy kolację. Po co skoro
  4852. 3:20:20gardzi naszym jedzeniem? burknął, choć
  4853. 3:20:23sam miał brzuch pełny po kolacji.
  4854. 3:20:25Spojrzałem na niego pustym wzrokiem,
  4855. 3:20:27żeby utrzymać ją prze życiu. Wzruszyłem
  4856. 3:20:30ramionami. Na razie potrzebujesz jej
  4857. 3:20:32żywej. Tak
  4858. 3:20:34przez chwilę milczał, mierząc mnie
  4859. 3:20:36wzrokiem. Sprawdzał, jak radzę sobie z
  4860. 3:20:38nową rewelacją, którą tak beztrosko
  4861. 3:20:41rzucił po spacerze. Na razie tak. No to
  4862. 3:20:44zostaw ją gdzieś w spokoju. Zaczynasz
  4863. 3:20:47czuć do niej litość. Stwierdził mrużąc
  4864. 3:20:50oczy. Nie zapominaj, kim ona jest.
  4865. 3:20:54Spuściłem wzrok. Odebrał to jako
  4866. 3:20:56zawahanie. Poczułem jak rośnie w nim
  4867. 3:20:58satysfakcja.
  4868. 3:21:00Kiedy znów podniosłem oczy, widziałem
  4869. 3:21:02już tylko jego plecy, sztywne, opięte
  4870. 3:21:05kamizelką z grubej wełny. Oddalał się
  4871. 3:21:07powoli, wspierając się na lasce, dumny z
  4872. 3:21:10tego, że dał mi do myślenia. Nie miał
  4873. 3:21:14pojęcia, jaką wściekłość w sobie tłumie.
  4874. 3:21:17Uniosłem dłoń i mocniej wcisnąłem
  4875. 3:21:19odłamek w opuszek.
  4876. 3:21:20Jeszcze chwila, a poleciałaby krew.
  4877. 3:21:23Najważniejsze, że dziś odpuścił sobie
  4878. 3:21:25wieczorną sesję znęcania się nad Lisy.
  4879. 3:21:29Odczekałem jeszcze dwie godziny, żeby
  4880. 3:21:30mieć pewność, że poszedł spać. Droga do
  4881. 3:21:33garażu była prosta, nawet w ciemności.
  4882. 3:21:36Samochód czekał przygotowany. Kiedy
  4883. 3:21:38wybiła północ, zszedłem po cichu do
  4884. 3:21:41piwnicy. Szklanka wody przy materacu
  4885. 3:21:43była pusta, ale kanapka z masłem
  4886. 3:21:46orzechowym leżała nietknięta. Lindcy
  4887. 3:21:48raczej nie głodowała na znak protestu.
  4888. 3:21:51Po prostu była zbyt obolała, żeby jeść.
  4889. 3:21:54Zignorowałem ukłe w piersi. Dotknąłem
  4890. 3:21:57jej skulonej sylwetki. Kołdra
  4891. 3:22:00przykrywała ją aż po szyję. Ponad nią
  4892. 3:22:02widać było tylko kłąb blond włosów.
  4893. 3:22:05Wstawaj, Lindsy. Zsunąłem z niej okrycie
  4894. 3:22:08i potrząsnąłem jej ramieniem. Nie spała,
  4895. 3:22:11raczej drzemała. Otworzyła oczy
  4896. 3:22:13natychmiast, lecz nie zmróżyła ich w
  4897. 3:22:15ciemności. Obraz wciąż był dla niej
  4898. 3:22:17rozmyty. Senność ciążyła jej w głowie.
  4899. 3:22:21Poduszka stłumiła jej jęk. Syknąłem
  4900. 3:22:25cicho. Dom o tej porze był pogrążony w
  4901. 3:22:27ciszy aż do przesady.
  4902. 3:22:30Czego ty znowu ode mnie chcesz?
  4903. 3:22:32Wyszeptała. W jej głosie pobrzmiewała
  4904. 3:22:35pogarda. Żebyś była cicho. W tym domu
  4905. 3:22:39każdy żył własnym rytmem. Trzeba było
  4906. 3:22:41się postarać, żeby na kogoś trafić. Nocą
  4907. 3:22:44było jeszcze trudniej o spotkanie.
  4908. 3:22:46Prowadzenie Linsi było jednak
  4909. 3:22:48problematyczne. Szurała stopami, zbyt
  4910. 3:22:51słaba, by podnosić nogi. Musiały ją też
  4911. 3:22:54boleć rany na stopach. Kiedy zahaczyła o
  4912. 3:22:56wystający z podłogi gwóźdź, wydała z
  4913. 3:22:59siebie zduszony skowyt bólu, który
  4914. 3:23:01poniósł się echem wzdłuż korytarza.
  4915. 3:23:04Zatrzymałem się, wstrzymując oddech.
  4916. 3:23:07Nic. Cisza.
  4917. 3:23:10Nie zakładam ci knebla, ale sama wiesz
  4918. 3:23:12jak ważne jest, żebyś milczała.
  4919. 3:23:14Wyszeptałem obejmując ją ciaśniej.
  4920. 3:23:17Zapadała się w moich ramionach, jakby za
  4921. 3:23:19chwilę miała się rozsypać i wsiąknąć w
  4922. 3:23:21podłogę. Rozglądałem się w napięciu i
  4923. 3:23:24dobrze, bo za zakrętem usłyszałem
  4924. 3:23:27szelest. Zamarłem. Ile razy jeszcze
  4925. 3:23:30będziesz odwalać takie akcje? Warknąłem
  4926. 3:23:33nagle głośniej do Lisi.
  4927. 3:23:36Zamrugała. Zdezorientowana, ale po
  4928. 3:23:38chwili zrozumiała. Odwróciłem się,
  4929. 3:23:41jakbym zamierzał wrócić do piwnicy. W
  4930. 3:23:43tej samej chwili za plecami rozległ się
  4931. 3:23:45chrapliwy głos. E, co tu się dzieje?
  4932. 3:23:49Zanim się obejrzałem, przybrałem
  4933. 3:23:51odpowiednią minę.
  4934. 3:23:53Gino westchnąłem swobodnie. Sorry, to
  4935. 3:23:56tylko my.
  4936. 3:23:58Wskazałem brodą Lisi i przewróciłem
  4937. 3:24:00oczami. Gino zmrużył powieki, lustrując
  4938. 3:24:03ją od stóp do głów. Dlaczego jest na
  4939. 3:24:05górze?
  4940. 3:24:07Próbowała uciec. Odparłem znudzonym
  4941. 3:24:09tonem. Co? Znowu? Uśmiechnąłem się
  4942. 3:24:13krzywo. Uparta jest. Ścisnąłem ją
  4943. 3:24:15mocniej ramieniem, wydobywając z niej
  4944. 3:24:17stłumiony jęk. Demonstracyjnie.
  4945. 3:24:20Gino jednak nie był aż takim idiotą.
  4946. 3:24:23Patrzył, analizował.
  4947. 3:24:26Zostawiłeś otwarte drzwi? Zszedłem tylko
  4948. 3:24:29po talerz. Rzuciłem z lekką irytacją.
  4949. 3:24:32Nie wygląda, jakby mogła daleko zajść.
  4950. 3:24:35Też tak myślałem. Mruknąłem patrząc na
  4951. 3:24:38nią z góry.
  4952. 3:24:40Udaje. Gino splunął pod nogi. Szara guma
  4953. 3:24:43wylądowała obok jej skarpet. Odpuścisz
  4954. 3:24:46jej? Oczywiście, że nie. Skinęł głową z
  4955. 3:24:50zadowoleniem, oparł się o ścianę. No to
  4956. 3:24:53pokaż. W środku coś mi się zacisnęło.
  4957. 3:24:56Czego ty ode mnie chcesz?
  4958. 3:24:59Szwędasz się z nią po domu? Ja tam nie
  4959. 3:25:01wiem, co kombinujesz.
  4960. 3:25:04Szarpnąłem Linci, udając obojętność.
  4961. 3:25:06Prowadzę ją z powrotem do tej syfiastej
  4962. 3:25:08piwnicy po tym, jak w swoim urojeniu
  4963. 3:25:10myślała, że ma szansę stąd zwiać. Jaki
  4964. 3:25:13masz problem?
  4965. 3:25:15Gino przechylił głowę. Myślał, ukażesz
  4966. 3:25:18ją?
  4967. 3:25:20Tak. Prychnąłem zniecierpliwiony na
  4968. 3:25:22dole.
  4969. 3:25:24Pokaż na dole. To prowadź. Pokręciłem
  4970. 3:25:28głową. Nie zejdziesz tam. Stanislaus
  4971. 3:25:32zabronił wpuszczać do piwnicy
  4972. 3:25:33niepożądane osoby. Jestem niepożądany.
  4973. 3:25:37I to jak? No to mamy problem. Odparł
  4974. 3:25:41spokojnie, bo Stanislaus kazał mi mieć
  4975. 3:25:43cię na oku.
  4976. 3:25:46Poważne zadanie. Zakpiłem. Nie
  4977. 3:25:48zareagował. Pokaż jak ją dyscyplinujesz.
  4978. 3:25:51Czym? Warknąłem. Mam jej obić twarz
  4979. 3:25:54gołymi pięściami?
  4980. 3:25:57No dobrze, teraz się zaśmiał. Krótko i
  4981. 3:25:59lekceważąco pokręcił głową. Jeśli
  4982. 3:26:02brakuje ci kreatywności, to jasne.
  4983. 3:26:04Chętnie popatrzę, jak upiększasz jej
  4984. 3:26:06buźkę w starym dobrym stylu.
  4985. 3:26:09Jesteś popaprany. Ruszyłem chcąc
  4986. 3:26:11zakończyć tę rozmowę.
  4987. 3:26:14To nie była prośba. Zatrzymał mnie. Głos
  4988. 3:26:17miał już zupełnie zimny. Gówniara
  4989. 3:26:19uciekła. Zasługuje na karę. Oczy
  4990. 3:26:22zjechały mu na moje biodra. czarne
  4991. 3:26:25spodnie, czarne szlufki, w nich czarny
  4992. 3:26:27pasek. Coś, co mi nawet nie przyszło do
  4993. 3:26:29głowy w jego umyśle było oczywistością.
  4994. 3:26:33Zrobiło mi się niedobrze. Ściszyłem tą
  4995. 3:26:36do szeptu, gdy szorstko mu
  4996. 3:26:37odpowiedziałem. Nie będę tego robić na
  4997. 3:26:40twoich oczach, bo w ogóle nie zamierzasz
  4998. 3:26:42jej tknąć, chłopaczku. Oblizałem wargi i
  4999. 3:26:46wskazałem palcem brzuch Lindsy,
  5000. 3:26:48oczywiście nie odsłaniając jej czarnej
  5001. 3:26:49bluzki. Gino nie miał prawa zobaczyć
  5002. 3:26:52choćby skrawka jej skóry.
  5003. 3:26:55Ma opatrunki. Wycedziłem. Już raz
  5004. 3:26:57narozrabiała. Stanislaus się tym zajął.
  5005. 3:27:01Widać nieskutecznie, skoro nadal jej w
  5006. 3:27:03głowie ucieczki.
  5007. 3:27:05Jud zabronił ją bardziej nadwyrężać.
  5008. 3:27:08Tylko jeden raz. Spierdalaj. Gino
  5009. 3:27:11oderwał skroń od tyl sferów, wyprostował
  5010. 3:27:14się, a jego twarz stężała. To oznaczało,
  5011. 3:27:17że zaczyna traktować sprawę coraz
  5012. 3:27:18poważniej.
  5013. 3:27:20Potwierdziła to groźba.
  5014. 3:27:23Inaczej zawiadomię Stanislausa. Uniósł
  5015. 3:27:25ciemne brwi. Wykonuje jego rozkazy, nie
  5016. 3:27:28twoje. Pamiętasz, młody?
  5017. 3:27:31Zagotowałem się. Wrzałem jak woda na
  5018. 3:27:34cholerne herbatki, który mi ojczym
  5019. 3:27:36opijał się na zmianę z winem. Ty
  5020. 3:27:39pracujesz dla Stanislausa, ja z nim
  5021. 3:27:41współpracuję. Różnica może i wydaje się
  5022. 3:27:44niewielka, ale jest cholernie znacząca.
  5023. 3:27:46Warknąłem. A jednak wierzę, że to ze mną
  5024. 3:27:49Stanislaus się zgodzi, jeśli chodzi o
  5025. 3:27:52dyscyplinowanie tej waszej małej
  5026. 3:27:53księżniczki.
  5027. 3:27:55Długo mierzyliśmy się wzrokiem. Dom
  5028. 3:27:58pozostawał cichy, światła pogaszone,
  5029. 3:28:00choć oczy przywykły mi już do półmroku.
  5030. 3:28:03Wzrok Lindcy też zrobił się
  5031. 3:28:05przytomniejszy. Jej jasne tęczówki
  5032. 3:28:07błyszczały w ciemności jak kocie.
  5033. 3:28:10Główną emocją, jaką w nich dostrzegałem
  5034. 3:28:12był strach. Trudno było mi go
  5035. 3:28:14zignorować, ale musiałem to zrobić, gdy
  5036. 3:28:17po chłodnej kalkulacji odepchnąłem ją od
  5037. 3:28:19siebie na szklaną ścianę.
  5038. 3:28:22Wpadła na luksfery i przylgnęła do nich
  5039. 3:28:24otwartymi dłońmi. Jedną z nich
  5040. 3:28:27natychmiast oderwała, żeby przyłożyć ją
  5041. 3:28:29do opatrzonego miejsca na żebrach. Przez
  5042. 3:28:31chwilę utrzymywała się na nogach, ale
  5043. 3:28:34zaraz przygnieciona bólem i niepokojem
  5044. 3:28:36zsunęła się na podłogę. kucnęła.
  5045. 3:28:40Klamra paska kliknęła
  5046. 3:28:41charakterystycznie.
  5047. 3:28:43Ten znienawidzony dźwięk przeszył mi
  5048. 3:28:45uszy. Poczułem dreszcz na plecach. Mimo
  5049. 3:28:47że tym razem to ja miałem kontrolę.
  5050. 3:28:50Na Lindsy sam odgłos zdawał się nie
  5051. 3:28:52robić wrażenia.
  5052. 3:28:54Chyba nie łapała, co ją czeka.
  5053. 3:28:56Przełknąłem ślinę. To dowód, że Vincent
  5054. 3:28:59Monet nie utożsamiał wychowywania dzieci
  5055. 3:29:01z karami fizycznymi. Po raz pierwszy
  5056. 3:29:04pomyślałem o nim pozytywnie.
  5057. 3:29:06Powolnym ruchem wysunąłem pasek ze
  5058. 3:29:08szlek. Złożyłem go na pół. Do samego
  5059. 3:29:12końca liczyłem, że Gino jednak mnie
  5060. 3:29:14powstrzyma. Rzuci, że sama demonstracja
  5061. 3:29:16mu wystarczy i odejdzie. Tylko, że to
  5062. 3:29:19nie ten typ. Pozostał nieruchomy,
  5063. 3:29:21patrząc z uśmiechem. Czekał aż uderzę
  5064. 3:29:24Ly. I lepiej, żebym zrobił to mocno, bo
  5065. 3:29:27inaczej zażąda poprawki. Ręka opuszczona
  5066. 3:29:30wzdłuż tułowia ciążyła mi, jakbym nie
  5067. 3:29:32trzymał w niej paska, tylko hantel z
  5068. 3:29:34siłowni. Panowałem już nad oddechem,
  5069. 3:29:37wyrazem twarzy i tonem głosu, a teraz
  5070. 3:29:39musiałem jeszcze wyliczyć siłę
  5071. 3:29:41uderzenia, tak żeby zrobić dziewczynie
  5072. 3:29:44jak najmniejszą krzywdę, a przy tym
  5073. 3:29:46zadowolić sadystycznego Gino.
  5074. 3:29:50Ona unosiła ku mnie przerażone
  5075. 3:29:52spojrzenie. Siedziała na dole z twarzą
  5076. 3:29:54białą, jak pierwszy śnieg za oknem.
  5077. 3:29:57Czerwona linia po lasce wciąż wyraźnie
  5078. 3:29:59się na niej odznaczała. Włosy miała w
  5079. 3:30:02nieładzie. Moje ciemne ciuchy, w które
  5080. 3:30:04została zmuszona się przebrać, jakby
  5081. 3:30:06kontrastowały z nią samą, jasną,
  5082. 3:30:08anielską, niewinną.
  5083. 3:30:11Ten widok miał mnie prześladować do
  5084. 3:30:13końca życia. Żelazna dłoń objęła moje
  5085. 3:30:16serce i zamknęła się na nim bezlitośnie,
  5086. 3:30:19takim uściskiem, który nigdy nie
  5087. 3:30:20zelrzeje, bo tego poczucia winy się nie
  5088. 3:30:23pozbędę. Uniosłem rękę, zamachnąłem się.
  5089. 3:30:27W powietrzu rozległ się krótki, tnący
  5090. 3:30:29świst. Pas opadł. Wysoki przeszywający
  5091. 3:30:33wrzask Lisi rozerwał ciszę. Skoliła się
  5092. 3:30:37tak, żebym nie trafił w brzuch.
  5093. 3:30:39Celowałem w łopatkę, którą akurat
  5094. 3:30:41odsłoniła, wyciągając ramię, by zakryć
  5095. 3:30:43twarz. Cios był precyzyjny i mocny. Gino
  5096. 3:30:47innego by nie zaakceptował.
  5097. 3:30:49Podważyłby moją lojalność. Kazałby bić
  5098. 3:30:52ją dalej. Zawołałby Stanislausa, który
  5099. 3:30:55zechciałby popisać się swoją laską. Tak
  5100. 3:30:58się przed sobą tłumaczyłem. A jednak
  5101. 3:31:00widok Weslin sprawiał, że nienawidziłem
  5102. 3:31:02się coraz bardziej. Nie mogłem patrzeć,
  5103. 3:31:05jak tuli się do ściany niczym koala do
  5104. 3:31:07pnia drzewa. Jak pragnie przeniknąć
  5105. 3:31:09przez luksfery, znaleźć się jak najdalej
  5106. 3:31:12nie tylko od Gino, ale i ode mnie.
  5107. 3:31:15Wściekły. Rzuciłem pas na podłogę. Masz.
  5108. 3:31:18Splunąłem. Zadowolony?
  5109. 3:31:21Mały uśmiech błąkał się po twarzy Gino
  5110. 3:31:23pomiędzy gęstym, ciemnym, krótkim
  5111. 3:31:25zarostem. dowodził, że tak, w istocie
  5112. 3:31:28był zadowolony.
  5113. 3:31:29Nawet skinął z uznaniem głową. Po
  5114. 3:31:32zaintrygowaniu, z jakim spoglądał na
  5115. 3:31:34kulącą się Ly, wywnioskowałem, że
  5116. 3:31:36chętnie posłuchałby jeszcze kilku jej
  5117. 3:31:38wysokich dziewczęcych pisków. Zabieram
  5118. 3:31:41ją na dół. Warknąłem. Inaczej padnie, a
  5119. 3:31:44wtedy Vincent Monet na mnie zapłaci.
  5120. 3:31:48Argument podziałał. Wszyscy poza mną
  5121. 3:31:50przeprowadzali akcję porwania Lis dla
  5122. 3:31:53pieniędzy. Gino więc odpuścił. Mlasnął
  5123. 3:31:56tylko językiem jak zwierz, któremu
  5124. 3:31:58wymknęła się kolacja, ale który i tak
  5125. 3:32:00zdążył nacieszyć się przystawką.
  5126. 3:32:02Przyglądał się w milczeniu, jak pomagam
  5127. 3:32:04Linxi się podnieść.
  5128. 3:32:06Obchodziłem się z nią mechanicznie,
  5129. 3:32:08czując na sobie jego spojrzenie. Odszedł
  5130. 3:32:11dopiero, gdy zniknęliśmy za drzwiami do
  5131. 3:32:13piwnicy.
  5132. 3:32:14Przycupnąłem z Lis na schodach.
  5133. 3:32:16Pozwoliłem jej oprzeć się o mnie.
  5134. 3:32:19Posadziłem ją kilka stopni niżej, tak że
  5135. 3:32:21mogła położyć głowę na moim udzie. Sam
  5136. 3:32:24nawet nie wiem, kiedy zacząłem gładzić
  5137. 3:32:25ją po plecach. Ly zamykała oczy, ale co
  5138. 3:32:29jakiś czas otwierała je gwałtownie,
  5139. 3:32:31wciąż czuwając. W pewnym momencie
  5140. 3:32:34odważyłem się dyskretnie zsunąć bluzkę z
  5141. 3:32:36jej ramienia. Rzut oka na łopatkę, którą
  5142. 3:32:39zdzieliłem pasem, kosztował mnie drżenie
  5143. 3:32:41rąk i ciężki oddech. Na widok kolejnej
  5144. 3:32:44czerwonej pręgi szpecącej jej delikatną
  5145. 3:32:47jasną skórę zebrało mi się na wymioty.
  5146. 3:32:50Siedząc na schodach w tej pieprzonej
  5147. 3:32:53piwnicy czułem się jak dzieciak, który
  5148. 3:32:55zakradł się do gabinetu nauczyciela,
  5149. 3:32:57żeby zmienić ocenę ze sprawdzianu, a
  5150. 3:32:58teraz bał się wyjść, by nikt go
  5151. 3:33:01nie przyłapał. Spędziłem tak bite
  5152. 3:33:04półtorej godziny.
  5153. 3:33:06Trudno, lepiej było poczekać. Kiedy
  5154. 3:33:09wreszcie zebrałem sobie siłę, aby podjąć
  5155. 3:33:11kolejną próbę przeprowadzenia Lisi do
  5156. 3:33:13garażu, postanowiłem załatwić to
  5157. 3:33:16inaczej. Lepiej
  5158. 3:33:18wezmę cię na ręce. Szeptałem ledwo
  5159. 3:33:21słyszalnie do ucha dziewczyny,
  5160. 3:33:22odgarniając jej włosy, jakby dzięki temu
  5161. 3:33:25miała mnie lepiej usłyszeć.
  5162. 3:33:27Tak przemieścimy się szybciej. Pobiegnę.
  5163. 3:33:30Jeśli na kogoś wpadniemy, udam, że
  5164. 3:33:32straciłaś przy mnie przytomność i lecę z
  5165. 3:33:34tobą do Juda. Dobra.
  5166. 3:33:38Nie wiem czy załapała. Głowę wciskała w
  5167. 3:33:41moje udo raczej nieświadomie. Po tym
  5168. 3:33:43wszystkim nie sądziłem, by chciała się
  5169. 3:33:44do mnie przytulać. Elias jęknęła
  5170. 3:33:47bezgłośnie w odpowiedzi.
  5171. 3:33:50Dla niej nadal nim byłem. Eliasem, który
  5172. 3:33:52się z nią droczył, zdobył jej sympatię,
  5173. 3:33:55a potem zdradził.
  5174. 3:33:57Ogarnę to powiedziałem stanowczo. Tylko
  5175. 3:34:00udawaj, że jesteś nieprzytomna. Okej.
  5176. 3:34:03Choć Lindsy lubiła aktorstwo, teraz nie
  5177. 3:34:06musiała popisywać się umiejętnościami.
  5178. 3:34:08Była w takim stanie, że nietrudno będzie
  5179. 3:34:10wmówić komukolwiek, kto ewentualnie
  5180. 3:34:12pojawi się na naszej drodze, że jej
  5181. 3:34:14samopoczucie drastycznie się pogorszyło.
  5182. 3:34:17Wystarczyło spojrzeć na przesuszone usta
  5183. 3:34:19i niezdrowo poszerzałą cerę.
  5184. 3:34:22Ostrożnie wziąłem ją na ręce jak
  5185. 3:34:25prawdziwą księżniczkę.
  5186. 3:34:27Głowa opadła jej na moją pierś. Skroń
  5187. 3:34:29przycisnęła się do miejsca, w którym
  5188. 3:34:31biło mi serce.
  5189. 3:34:33Zgodnie z przewidywaniami żelazna pięść
  5190. 3:34:35wciąż jeściskała.
  5191. 3:34:37Utrudniała mi oddychanie. Zaryzykowałem.
  5192. 3:34:41Puściłem się biegiem. Gdyby teraz z za
  5193. 3:34:43winkla wyskoczył Gino, staranowałbym go.
  5194. 3:34:46Tym razem jednak korytarz był pusty.
  5195. 3:34:49Serce miałem w gardle, gdy ładowałem
  5196. 3:34:51Lindsy na tylne siedzenie samochodu.
  5197. 3:34:54Tak blisko. Byliśmy, tak blisko
  5198. 3:34:56realizacji planu. Nie zapiąłem jej
  5199. 3:34:58pasów. Nie dało się, bo leżała. I tak
  5200. 3:35:01nie planowałem ostrego hamowania, raczej
  5201. 3:35:03tylko wciskanie gazu. Dusić ten
  5202. 3:35:06coraz mocniej, żeby jak najszybciej ją
  5203. 3:35:08stąd wywieźć. Usiadłem za kierownicą.
  5204. 3:35:11Brama garażowa się uniosła. Długi,
  5205. 3:35:14szeroki podjazd stanął przede mną
  5206. 3:35:16otworem. Nikt go nie pilnował. To nie
  5207. 3:35:19rezydencja monetów. Z zaawansowanym
  5208. 3:35:21systemem monitoringu i dziesiątkami
  5209. 3:35:23ochroniarzy. tylko wynajęty, spory dom,
  5210. 3:35:26schowany w pensylwańskim lesie, w którym
  5211. 3:35:28skutecznie się ukrywaliśmy. Bramę
  5212. 3:35:31otworzyłem pilotem. Żółte światełko
  5213. 3:35:33migało w ciemności, gdy żelastwo się
  5214. 3:35:35rozsuwało. Wyjechałem na szosę i nie
  5215. 3:35:38spoglądając w lusterka wcisnąłem
  5216. 3:35:40gazu w podłogę. O tej porze nie mijałem
  5217. 3:35:43żadnych aut. Im dalej od domu się
  5218. 3:35:45znajdowałem, tym większą ulgę czułem.
  5219. 3:35:48Lindsy leżała nieruchomo. Zamroczona
  5220. 3:35:51bólem patrzyła w sufit, jakby widziała
  5221. 3:35:53tam gwiazdy, choć nie mieliśmy
  5222. 3:35:54szyberdachu. Zerkałem na nią często. Raz
  5223. 3:35:58zagapiłem się i przez nieuwagę zjechałem
  5224. 3:36:00na przeciwległy pas ruchu. Szczęście, że
  5225. 3:36:03droga była pusta. Gęściej zrobiło się
  5226. 3:36:06dopiero w okolicy miasta. Celowo obrałem
  5227. 3:36:09je za cel. Tak było najbezpieczniej dla
  5228. 3:36:12niej. Nie wjeżdżałem do centrum. Hotel
  5229. 3:36:15znalazłem gdzieś na peryferiach. całkiem
  5230. 3:36:18przyzwoity, chyba godny Lincy Sy Monet,
  5231. 3:36:21choć ona teraz pewnie miała gdzieś
  5232. 3:36:23liczbę gwiazdek.
  5233. 3:36:25Pobyt w tamtej zatęchłej piwnicy
  5234. 3:36:27obniżyłby standardy nawet najbardziej
  5235. 3:36:29rozpieszczonej dziedziczki. Garaż
  5236. 3:36:32podziemny świecił pustkami jak w
  5237. 3:36:33horrorze. Musiałem się przemóc i
  5238. 3:36:36zostawić ją w zamkniętym aucie tylko na
  5239. 3:36:3815 minut. Tak było lepiej.
  5240. 3:36:41Nie ruszaj się i poczekaj. Zamelduję
  5241. 3:36:43cię. Rzuciłam do niej szeptem. Ly
  5242. 3:36:46przeniosła wzrok z sufitu na mnie,
  5243. 3:36:48zmarszczyła brwi. Jesteśmy w hotelu na
  5244. 3:36:51podziemnym parkingu. Uśmiechnęłam się,
  5245. 3:36:53choć byłem spięty do granic możliwości.
  5246. 3:36:56Serio nie martw się. Nie zostawię cię w
  5247. 3:36:58lesie na pastwę niedźwiedzi. Potem
  5248. 3:37:00spoważniałem i z wahaniem dodałem:
  5249. 3:37:02Zaufaj mi. Z powrotem wpatrzyła się w
  5250. 3:37:05sufit, bez emocji. Szare oczy miała
  5251. 3:37:08zamglone, trochę jakby popadła w obłęd.
  5252. 3:37:11Po hotelu biegałem jeszcze szybciej niż
  5253. 3:37:13wcześniej po domu. Niecierpliwie, raz po
  5254. 3:37:15raz wciskałem przycisk windy, oglądając
  5255. 3:37:18się na samochód, w którym zostawiłem tę
  5256. 3:37:20cenną dziewczynę. Musiałem tak zrobić.
  5257. 3:37:23Decepcjonistka z pewnością zrobiłaby się
  5258. 3:37:25podejrzliwa, gdybym trzymał przy boku
  5259. 3:37:27ledwo kontaktującą nastolatkę.
  5260. 3:37:32Życzyła mi miłego pobytu, uśmiechając
  5261. 3:37:34się do zdjęcia w moim dowodzie. był
  5262. 3:37:36prawdziwy.
  5263. 3:37:38Wystawiony na nazwisko Cornell Retter z
  5264. 3:37:40moim zdjęciem.
  5265. 3:37:42Unosiłam na nim kącik ust. Psotny i
  5266. 3:37:45szelmowski, zupełnie nie taki jak teraz.
  5267. 3:37:48Zżerany przez nerwy wróciłem do podziemi
  5268. 3:37:51z kartą do pokoju, hasłem do Wi-Fi i
  5269. 3:37:53informacją o jakimś zakichaym śniadaniu
  5270. 3:37:55kontynentalnym.
  5271. 3:37:57Ly zdążyła zmienić pozycję. Bankowo
  5272. 3:38:00próbowała wydostać się z auta, tylko
  5273. 3:38:02dałem jej za mało czasu na kombinowanie.
  5274. 3:38:04Nie skomentowałem tego. Wyciągnąłem
  5275. 3:38:07dłoń, żeby mogła się o nią podeprzeć
  5276. 3:38:09przy wysiadaniu, ale Ly było już
  5277. 3:38:11wszystko jedno. Wraz z resztkami siły
  5278. 3:38:13fizycznej straciła też chęć do walki.
  5279. 3:38:17Hej, wziąć cię na ręce? Zapytałem
  5280. 3:38:18szeptem.
  5281. 3:38:20Nie odpowiedziała. Nie musiała. Gdyby
  5282. 3:38:23miała na sobie balową suknię,
  5283. 3:38:24wyglądałoby to może nawet romantycznie.
  5284. 3:38:27Niestety w obecnej odsłonie przypominała
  5285. 3:38:29dziewczynę, na którą wpadłem w
  5286. 3:38:31podrzędnym klubie. Naćpałem ją, a teraz
  5287. 3:38:33niosłem do pokoju, żeby ją wykorzystać.
  5288. 3:38:36Szczęście, że o tej porze nie
  5289. 3:38:37natknęliśmy się na żadnego gościa
  5290. 3:38:39hotelowego, który mógłby wyciągnąć
  5291. 3:38:41właśnie takie wnioski. Winda zawiozła
  5292. 3:38:44nas prosto na piąte piętro. Opierają się
  5293. 3:38:46o ścianę, odliczając w głowie sekundy.
  5294. 3:38:49Ly kuliła się w moich ramionach. Powieki
  5295. 3:38:52jej trzepotały, z ust wyrywały się
  5296. 3:38:54przytłumione westchnienia. Naprawdę
  5297. 3:38:56zachowywała się jak pod wpływem ciężkich
  5298. 3:38:59używek.
  5299. 3:39:00Karta piknęła. Drzwi za nami zamknęły
  5300. 3:39:03się cicho.
  5301. 3:39:05Schludnie zaścielone łóżko było głównym
  5302. 3:39:07meblem w ciasnym wnętrzu. Materac
  5303. 3:39:09wreszcie leżał na wysokim stelarzu.
  5304. 3:39:12Położyłem Lisy, a potem szarpnąłem
  5305. 3:39:14pościel z drugiej strony, żeby przykryć
  5306. 3:39:16ją jak kanapka. Blond głowa zapadła się
  5307. 3:39:19w poduszkę. Z ust uciekło jej kolejne
  5308. 3:39:21ciche, drżące westchnienie. Patrzyłem na
  5309. 3:39:24nią z góry. Nasze spojrzenia się
  5310. 3:39:26skrzyżowały.
  5311. 3:39:28Jej było zmęczone i nie wiem na ile
  5312. 3:39:30świadome. Nie mogę ryzykować, Linci.
  5313. 3:39:34Powiedziałem półgłosem. Zasługiwała na
  5314. 3:39:37spokój, ale żebym mógł stąd wyjść i
  5315. 3:39:39zadbać o swoje bezpieczne zniknięcie,
  5316. 3:39:41musiałem zrobić jeszcze jedną rzecz.
  5317. 3:39:45Po tym zaśniesz na około trzy godziny. Z
  5318. 3:39:47kieszeni bluzy wyjąłem strzykawkę od
  5319. 3:39:49Juda. Machnąłem nią przed jej twarzą,
  5320. 3:39:52chcąc zachować się w porządku chociaż
  5321. 3:39:54raz.
  5322. 3:39:55grać w otwarte karty. Obudzisz się rano,
  5323. 3:39:58mnie już nie będzie. Powieki Lisi
  5324. 3:40:01rozszerzyły się gwałtownie. Oderwała
  5325. 3:40:03policzek od poduszki, próbując się
  5326. 3:40:05bronić, ale byłem o wiele silniejszy.
  5327. 3:40:07Podwinąłem rękaw czarnej bluzy. Siłą
  5328. 3:40:10przyszliłem dziewczynę do materaca i
  5329. 3:40:12zanim zdążyła krzyknąć, wbiłem igłę w
  5330. 3:40:15jej jasną skórę. słodkich snów Lisy.
  5331. 3:40:18Głęboka szarość jej tęczówek zniknęła za
  5332. 3:40:20bladymi, poprzecinanymi drobnymi
  5333. 3:40:22żyłkami, powiekami.
  5334. 3:40:25Jej mięśnie odczuwalnie się rozluźniły.
  5335. 3:40:27Buzia wygładziła, usta się rozchyliły.
  5336. 3:40:30Na uśmiech nie potrafiłbym się teraz
  5337. 3:40:32zdobyć, nawet ten najbardziej blady, ale
  5338. 3:40:34gdy tak ją obserwowałem, cień ulgi
  5339. 3:40:37musnął moją twarz. Założyłem jej nawet
  5340. 3:40:40kosmyk włosów za ucho. Opiekuńczy gest
  5341. 3:40:43jeden z ostatnich, jakie wykonałem wobec
  5342. 3:40:45niej. Na koniec podszedłem jeszcze do
  5343. 3:40:47srebrnych zasłon. Odsunąłem je po cichu,
  5344. 3:40:50żeby pierwszą rzeczą, którą Ly zobaczy
  5345. 3:40:52rano, gdy się obudzi, było okno.
  5346. 3:41:01Niedźwiedzie,
  5347. 3:41:03Eliasa darzyłam sympatią, Kornela
  5348. 3:41:06nienawidziłam.
  5349. 3:41:08Elias dawał mi ciepło.
  5350. 3:41:11Kornel mroził mi krew w żyłach. Elias
  5351. 3:41:14otaczał mnie silnymi ramionami,
  5352. 3:41:15delikatnie i wspierająco.
  5353. 3:41:18Kornel krępował moje ruchy. Elias
  5354. 3:41:20pomagał mi wstać i pozwalał oprzeć
  5355. 3:41:22policzek o swoje udo albo o twardą
  5356. 3:41:25klatkę piersiową.
  5357. 3:41:27Kornel zamachiwał się na mnie pasem.
  5358. 3:41:31Kornel mnie porwał. Elias mnie ratował.
  5359. 3:41:35Drzwi od samochodu trzasnęły cicho.
  5360. 3:41:38Obolała, nieruchoma, wpatrzona
  5361. 3:41:40beznamiętnie w sufit, szepnęłam słabo w
  5362. 3:41:42pustą przestrzeń.
  5363. 3:41:45Wolę niedźwiedzie od ciebie.
  5364. 3:41:51Rozdział dziewiąty.
  5365. 3:41:54Słuchawka na kablu sprężynowym.
  5366. 3:41:57Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłam po
  5367. 3:41:59obudzeniu była biel. Moje stopy dotknęły
  5368. 3:42:02miękkiej wykładziny, swędziały,
  5369. 3:42:04dyskomfort do przeżycia. Zachęcona
  5370. 3:42:07dźwignęłam się z łóżka na nogi. To już
  5371. 3:42:10nie poszło tak dobrze. Zachwiałam się i
  5372. 3:42:13musiałam przytrzymać materaca.
  5373. 3:42:15Zaciskałam powieki i zęby, a z ust
  5374. 3:42:17wymsknął mi się syk bólu. Najbardziej
  5375. 3:42:20dokuczały żebro i łopatka. Na dokładkę
  5376. 3:42:23strzykały mi kości. Zdeterminowana, by
  5377. 3:42:26dostać się do okna, szłam przez pokój po
  5378. 3:42:28drodze, podtrzymując się mebli.
  5379. 3:42:31Materac, potem biurko, mruczałam kolejno
  5380. 3:42:34zachrypniętym głosem, na nim lampka do
  5381. 3:42:36pracy, telefon.
  5382. 3:42:39Następnie szarpałam już za zasłony. W
  5383. 3:42:41dotyku ciężkie z jakiegoś sztucznego,
  5384. 3:42:43gładkiego materiału. Nos prawie
  5385. 3:42:45wcisnęłam w szybę. Światło. Zmrużyłam
  5386. 3:42:49powieki, niezdolna oderwać wzroku, mimo
  5387. 3:42:52że raziło. Odchrząknęłam. Słońce
  5388. 3:42:55wschodzi.
  5389. 3:42:57Niebo jest białe. Kawałek drzewa, śnieg,
  5390. 3:43:01jakiś budynek. Wymieniałam, odetchnęłam.
  5391. 3:43:05Mówienie na głos tego, co widzę,
  5392. 3:43:07pomagało mi uwierzyć, że nie śnie.
  5393. 3:43:10Obrzuciłam pokój spojrzeniem, tym razem
  5394. 3:43:12trzeźwiejszym, jakby blade zimowe słońce
  5395. 3:43:15naładowało mi baterie. Znowu
  5396. 3:43:17odchrząknęłam bardziej zdecydowanie.
  5397. 3:43:20Biurko zaczęłam twardo już bez chrypy.
  5398. 3:43:24Notatnik. Naostrzony ołówek, lampka
  5399. 3:43:26nocna, kratka wentylacyjna. Dwie
  5400. 3:43:29plastikowe butelki gratisowej wody
  5401. 3:43:32gazowanej i niegazowanej.
  5402. 3:43:35Kubki, kubeczki, saszety herbaty,
  5403. 3:43:38miętowa i zielona, kapsułki, szafa, te
  5404. 3:43:42haki, znaczy haczyki na kurtkę na
  5405. 3:43:45przykład. Tyle, że ja nie mam kurtki,
  5406. 3:43:48nic nie mam. Mamrotałam, jakaś karteczka
  5407. 3:43:51przy łóżku.
  5408. 3:43:52Zamilkłam na chwilę, przestraszona, że
  5409. 3:43:54to liścik, ale nie wiadomość od hotelu o
  5410. 3:43:57możliwości wymiany poduszki na taką z
  5411. 3:43:59gęsim piórem. Nie, dziękuję. Przesuwałam
  5412. 3:44:03dłonią po blacie biurka coraz
  5413. 3:44:04swobodniej, potem wzdłuż ściany i szafy.
  5414. 3:44:08W środku żelazko i łyżka do butów. W
  5415. 3:44:10łazience prysznic z wanną, to tu
  5416. 3:44:14urwałam, bo mój wzrok napotkał duże
  5417. 3:44:16lustro, w którym zobaczyłam swoją jasną
  5418. 3:44:19twarz przeciętą blednącą pręgą.
  5419. 3:44:22Wzięłam krótki, gwałtowny wdech.
  5420. 3:44:24Przyłożyłam do niej palce, brudne,
  5421. 3:44:27szorstkie od starego zaschniętego na
  5422. 3:44:29nich kleju. Za przydługimi paznokciami
  5423. 3:44:32czarny brud. Różowa szrama ciągnąca się
  5424. 3:44:35od skroni przez policzek nie wyglądała
  5425. 3:44:37na ranę, która ma się zabliźnić.
  5426. 3:44:40To raczej ślad po uderzeniu, taki, który
  5427. 3:44:43kilka razy zmieni kolor i zniknie. Taką
  5428. 3:44:46miałam przynajmniej nadzieję. Och,
  5429. 3:44:48wemsknęło mi się, gdy w lustrze
  5430. 3:44:50zobaczyłam coś, co zszokowało mnie
  5431. 3:44:52jeszcze bardziej niż podkrążone oczy,
  5432. 3:44:54pękające usta czy skołtonione włosy. Czy
  5433. 3:44:58to stalowa obrączka? Z sapnięciem
  5434. 3:45:01opuściłam dłoń, żeby jej się przyjrzeć.
  5435. 3:45:04Nie pamiętałam, bym wciskała ją sobie na
  5436. 3:45:06kciuk, a mimo to go zdobiła. Szara i
  5437. 3:45:10surowa,
  5438. 3:45:11klasyczna, a jednak dostojna.
  5439. 3:45:13Spróbowałam ją zsunąć, ale się
  5440. 3:45:15zaklinowała, więc pociągnęłam mocniej, a
  5441. 3:45:18wtem ciche trzaśnięcie. Pwałam głowę,
  5442. 3:45:22czujnie nadstawiając ucha. Ktoś zamknął
  5443. 3:45:24drzwi do pokoju innego niż mój.
  5444. 3:45:27Rozbrzmiały przytłumione przez ściany
  5445. 3:45:29śmiechy dzieci i spokojne tłumaczenia,
  5446. 3:45:31zapewne ich mamy. Usta mi się
  5447. 3:45:34rozchyliły, a serce zabiło szybciej. To
  5448. 3:45:36były najbardziej przyziemne odgłosy,
  5449. 3:45:38jakie usłyszałam od dłuższego czasu.
  5450. 3:45:41Jeśli się zgubisz, Ly, albo stanie ci
  5451. 3:45:43się coś złego, nie będziesz miała
  5452. 3:45:45telefonu, a wokół nie znajdziesz nikogo
  5453. 3:45:47z bliskich, najlepiej podejdź po pomoc
  5454. 3:45:49do kobiety z dzieckiem. Powiedziała mi
  5455. 3:45:52kiedyś mama, gdy siedziałyśmy w salonie.
  5456. 3:45:55Ona za mną zaplatała mi warkocz. Wujek
  5457. 3:45:58Dylan też tam był i głośno zaakcentował
  5458. 3:46:00swoją obecność prychnięciem pełnym
  5459. 3:46:02dezaprobaty. Słaba rada stwierdził od
  5460. 3:46:05razu, chętnie przyjmując rolę eksperta.
  5461. 3:46:08Słaba w Moja mama przymknęła usta
  5462. 3:46:11z nieskrywaną irytacją. Niechcący
  5463. 3:46:13pociągnęła mnie mocniej za włosy. Zawsze
  5464. 3:46:16się wkurzała, gdy próbowała wychowywać
  5465. 3:46:18dzieci, a wujowie wtrącali swoje
  5466. 3:46:20mądrości. Tym razem do rozmowy włączył
  5467. 3:46:23się też wujek Shan. Przytakiwał bratu z
  5468. 3:46:25uniesionymi brwiami, jakby ten właśnie
  5469. 3:46:27wygłosił znaną wszystkim oczywistość.
  5470. 3:46:30Potwierdzam.
  5471. 3:46:31Jakieś argumenty? Zapytała mama przez
  5472. 3:46:34zaciśnięte zęby. Nikomu nie można ufać.
  5473. 3:46:37Odparł mrukliwie Dylan. Jasne, że nie.
  5474. 3:46:40Mama wtedy przewróciła oczami, ale
  5475. 3:46:42chodzi o to, że jeśli już ma prosić o
  5476. 3:46:44pomoc, to wciąż najbezpieczniej jest
  5477. 3:46:47zaczepić kobietę z wózkiem.
  5478. 3:46:49Wózek może być pusty, a kobieta tylko
  5479. 3:46:51czekać, aż Ly Jakie jest
  5480. 3:46:54prawdopodobieństwo,
  5481. 3:46:55przerwała mu mama, że Ly trafi akurat na
  5482. 3:46:58oszustkę. Wujkowie wtedy popatrzyli
  5483. 3:47:01najpierw na mamę, potem na mnie siedzącą
  5484. 3:47:03dla odmiany cicho, a na koniec na
  5485. 3:47:05siebie, po czym wybuchli protekcjonalnym
  5486. 3:47:08śmiechem. Ać! Syknęłam.
  5487. 3:47:11Mama wyplątała palce z moich włosów,
  5488. 3:47:14żeby nie sprawiać mi więcej bólu, gdy
  5489. 3:47:16mimowolnie mocno je podkurczała.
  5490. 3:47:20Bardzo duże, Ania. Wydusił
  5491. 3:47:22wreszcie Dylan. Kręcił głową jak mędrzec
  5492. 3:47:25mający przed sobą ucznia, przed którym
  5493. 3:47:28jeszcze dużo pracy.
  5494. 3:47:30Co zatem radzicie jej zrobić w sytuacji,
  5495. 3:47:32gdy jest sama i nie ma się do kogo
  5496. 3:47:34zwrócić? Mama skrzyżowała ręce na
  5497. 3:47:36piersi. Ma usiąść i zacząć płakać.
  5498. 3:47:40Wujek Dylan spoważniał, uniósł
  5499. 3:47:42umięśnione ramię, palcem wskazującym
  5500. 3:47:44dziabnął powietrze w moim kierunku i
  5501. 3:47:46odpowiedział: "Ja ci powiem, co."
  5502. 3:47:49"Powinna mieć ochroniarza. Wtedy nie
  5503. 3:47:51będzie sytuacji, w której jest sama".
  5504. 3:47:53Opuścił dłoń, odchylił się i mrugnął.
  5505. 3:47:56Wielce z siebie zadowolony. Szachmat.
  5506. 3:48:00No nie ma co. Dzięki wujku Dylanie.
  5507. 3:48:02Pomyślałam teraz z przekąsem. Zanim
  5508. 3:48:05odważyłam się wyściubić nos z pokoju na
  5509. 3:48:07korytarz, zdążył opustoszeć. Na
  5510. 3:48:10maleńkiej konsolce przy drzwiach leżały
  5511. 3:48:12dwie karty hotelowe. Drzwi otworzyły się
  5512. 3:48:14bez oporu. Za nimi żywej duszy. Ani
  5513. 3:48:18ochroniarza, Gino. Na samo wspomnienie
  5514. 3:48:21przeszedł mnie dreszcz. Ani mężczyzny z
  5515. 3:48:23laską. Och, na to przeszedł mnie jeszcze
  5516. 3:48:25większy.
  5517. 3:48:27Rozejrzałam się po długim, wąskim holu.
  5518. 3:48:30Wykładzina w arabeski o ognistych
  5519. 3:48:32barwach. Jaka brzydka. Szepnęłam. Czubek
  5520. 3:48:35dużego palca u stopy w czarnej skarpetce
  5521. 3:48:38stykał się ze złotą listwą progu. Nie
  5522. 3:48:40wysunęłam się ani o milimetr dalej. Nie
  5523. 3:48:43miałam odwagi wyjść. Wolność wydawała
  5524. 3:48:46się zbyt niemożliwa. To nie mogło być
  5525. 3:48:48takie proste. Zjeżdżam windą do lobby i
  5526. 3:48:51wychodzę na dwór. Podejrzewałam pułapkę.
  5527. 3:48:55Schowałam się z powrotem do pokoju.
  5528. 3:48:57Drzwi zamknęłam na dodatkową zasówkę.
  5529. 3:49:00Przechadzając się, przygryzałam skórkę
  5530. 3:49:02przy paznokciu. Drugą dłonią trzymałam
  5531. 3:49:05się za żebro. Rana uwierała, szczypała.
  5532. 3:49:08Powinnam zmienić opatrunek, użyć
  5533. 3:49:10jakiejś, nie wiem, maści.
  5534. 3:49:13Przysiadłam na łóżku, ciężko wzdychając.
  5535. 3:49:16biała pościel, pod którą spałam, teraz
  5536. 3:49:18marszczyła się w skotłowanych fałdach.
  5537. 3:49:21Gładząc ją, próbowałam sobie
  5538. 3:49:22przypomnieć, co się wydarzyło.
  5539. 3:49:25Elias, Kornel. Wytrzeszczyłam oczy. No
  5540. 3:49:29tak, to on mnie tu wczoraj przywiózł. To
  5541. 3:49:32oznaczało, że jeszcze nie mogę poczuć
  5542. 3:49:33się bezpiecznie. Mógłby wrócić.
  5543. 3:49:36Główkowałam tylko chwilę dłużej.
  5544. 3:49:39Rozwiązanie było banalnie proste.
  5545. 3:49:41Stanęłam przy hotelowym telefonie.
  5546. 3:49:43Słuchawkę przycisnęłam do ucha. Sygnał
  5547. 3:49:45był aktywny. Palcem ledwo trafiałam w
  5548. 3:49:48klawisze. Tak bardzo telepałam się ze
  5549. 3:49:50stresu. Odebrał od razu. Później ktoś mi
  5550. 3:49:53powiedział, że nie rozstał się z komórką
  5551. 3:49:55ani na moment od chwili mojego porwania.
  5552. 3:49:59Tak. Głęboki głos. Z natury spokojny i
  5553. 3:50:03chłodny, teraz napięty, szorstki z jakąś
  5554. 3:50:05mroczną nutą, niósł ostrzeżenie. Coś w
  5555. 3:50:08stylu: "Uważaj, co mi teraz powiesz, bo
  5556. 3:50:11masz jedną szansę, bym cię wysłuchał".
  5557. 3:50:14Jednocześnie granica między groźbą a
  5558. 3:50:16strachem była tam pod powierzchnią,
  5559. 3:50:18zaskakująco cienka. Wyczułam tę drugą
  5560. 3:50:21emocję tylko dlatego, że znęłam tego
  5561. 3:50:23człowieka doskonale, całe życie. Moje
  5562. 3:50:26gardło zaklinowała gula. Z trudem ją
  5563. 3:50:28przełknęłam. Dlatego pierwsze słowo
  5564. 3:50:30wyszło z lekkim opóźnieniem.
  5565. 3:50:33Tata mój szept był zduszony, miękki jak
  5566. 3:50:37poduszka z gęsim pierzem, jak moja
  5567. 3:50:39skóra, która czerwieniała od każdego
  5568. 3:50:41dotyku drewnianej laski. Cisza trwała
  5569. 3:50:44krótko.
  5570. 3:50:45Linsy
  5571. 3:50:47łagodność w głosie Winenta Moneta zwykle
  5572. 3:50:50nie istniała, ale tym razem usłyszałam
  5573. 3:50:52ją bez wątpliwości.
  5574. 3:50:54Trwała ułamek sekundy, a potem weszła
  5575. 3:50:56maksymalna koncentracja.
  5576. 3:50:59Gdzie jesteś? Światło dnia znów mnie
  5577. 3:51:01oślepiło, gdy spojrzałam w okno. Po
  5578. 3:51:04widoku nie potrafiłam określić
  5579. 3:51:06miejscowości, więc odpowiedziałam
  5580. 3:51:08ogólnikowo. Chyba w hotelu.
  5581. 3:51:11Mów dziecko. Zachęcił mnie ostro, naco.
  5582. 3:51:14Mów szybko, jak najwięcej.
  5583. 3:51:16Bał się, że coś nas rozłączy. Obudziłam
  5584. 3:51:19się w hotelu. Taki chyba klasyczny
  5585. 3:51:21pokój, nie wiem. Okno jest. okno. Widzę
  5586. 3:51:24przez nie dwór, ale nic
  5587. 3:51:26charakterystycznego. Jakieś drzewo,
  5588. 3:51:28pada, śnieg, ale tylko trochę. Palce
  5589. 3:51:30taty stukały o klawiaturę. Siedział przy
  5590. 3:51:33komputerze i wszystko zapisywał. Czy
  5591. 3:51:35jesteś tam sama? Rozejrzałam się dla
  5592. 3:51:38pewności. Tak mi się wydaje. W pokoju
  5593. 3:51:41nikogo nie ma. Czy jesteś ranna?
  5594. 3:51:44Zawachałam się. Nie, nie jakoś poważnie.
  5595. 3:51:48W każdym razie czy wychodziłaś poza
  5596. 3:51:50pokój na korytarz?
  5597. 3:51:53Każde kolejne pytanie brzmiało w moich
  5598. 3:51:55uszach obco. Odbijało się echem. To było
  5599. 3:51:58niemożliwe, że naprawdę z nim rozmawiam.
  5600. 3:52:00W kącikach oczu zbierały mi się łzy
  5601. 3:52:02paniki. Bałam się, że to sen, że zaraz
  5602. 3:52:05obudzę się w piwnicy na płaskim
  5603. 3:52:07materacu, przykryta lichą kołdrą, a obok
  5604. 3:52:09będzie stał talerz z kanapką z masłem
  5605. 3:52:11orzechowym.
  5606. 3:52:13Tylko wyjrzałam. Pusto. Natychmiast
  5607. 3:52:17zablokuj drzwi. Co pamiętasz jako
  5608. 3:52:19ostatnie?
  5609. 3:52:22Zacisnęłam powieki, by zmusić mózg do
  5610. 3:52:24pracy. Elias, ten chłopak, który Elias
  5611. 3:52:28pomógł mi uciec. Pamiętam samochód.
  5612. 3:52:31Dodałam odsuwając się od biurka i
  5613. 3:52:33upewniając się, że drzwi są zamknięte.
  5614. 3:52:36Powstrzymał mnie niczym smycz, sprężysty
  5615. 3:52:40kabel. Zatrzymałam się natychmiast,
  5616. 3:52:43przerażona, że przerwę połączenie. Nie
  5617. 3:52:45zerwało się, ale ostrożnie wróciłam do
  5618. 3:52:47telefonu. Gdzie obecnie się znajduje?
  5619. 3:52:50Nie wiem. Zniknął. Masz kartę do pokoju?
  5620. 3:52:53Aha, potarłam skroń szukając jej
  5621. 3:52:56wzrokiem. Gdzieś tu była, gdzieś była.
  5622. 3:52:59Nie doszłabym do niej przyczepiona do
  5623. 3:53:01słuchawki, ale zapamiętałam, że leżała
  5624. 3:53:03obok drzwi. Tak, jedną czy dwie? Dwie.
  5625. 3:53:07Dwie. [odchrząknięcie]
  5626. 3:53:09Czy zablokowałaś drzwi jak kazałem?
  5627. 3:53:12Spojrzałam w ich stronę
  5628. 3:53:13zdekoncentrowana. Żebro znów zapiekło.
  5629. 3:53:16Za dużo chodziłam, za mało leżałam.
  5630. 3:53:19Przyłożyłam dłoń do bluzki. Lindy, czy
  5631. 3:53:22zablokowałaś drzwi? Tata powtórzył
  5632. 3:53:25artykułując wyraźnie, żeby przebić się
  5633. 3:53:27przez mój chaos. Tak, tak, na zasówkę.
  5634. 3:53:29Tak. Odpowiedziałam kiwając głową. Podaj
  5635. 3:53:32nazwę hotelu.
  5636. 3:53:34Zakręciłam się w kółko, a kabel owinął
  5637. 3:53:37mi się wokół tułowia. Spójrz na kartę
  5638. 3:53:40podpowiedział chłodno. Ton miał
  5639. 3:53:42przywódczy, dominujący, ale podszyty
  5640. 3:53:45wyrozumiałością. Na ulgę było za
  5641. 3:53:47wcześnie.
  5642. 3:53:48Jest też na notesie. Zawołałam, bo
  5643. 3:53:51akurat leżał pod ręką. Zmrużyłam
  5644. 3:53:53powieki, bo błękitne literki trochę
  5645. 3:53:55zlewały się z białym tłem.
  5646. 3:53:59De Lepelon.
  5647. 3:54:01De Lepelon.
  5648. 3:54:04Klikanie jego klawiatury zabrzmiało w
  5649. 3:54:06słuchawce wyjątkowo głośno. Na pewno
  5650. 3:54:08jesteś sama? Kolejne formalne pytanie.
  5651. 3:54:11Czułam się jakbym rozmawiała z
  5652. 3:54:13policjantem, nie z własnym ojcem. Ale
  5653. 3:54:15może tak było lepiej. Mniej miejsca na
  5654. 3:54:17łzy. Więcej na działanie. Tak. Czy
  5655. 3:54:20sprawdziłaś przestrzeń pod łóżkiem, w
  5656. 3:54:22szafie, w łazience?
  5657. 3:54:25Łóżko sięga podłogi. Resztę sprawdziłam.
  5658. 3:54:27Jestem sama.
  5659. 3:54:29Pod żadnym pozorem nie otwieraj nikomu
  5660. 3:54:31drzwi. Instrukcja była zimna jak lód,
  5661. 3:54:34ale chwyciłam się jej kurczowo jak
  5662. 3:54:36słuchawki. Pod żadnym Lindsy.
  5663. 3:54:39Przygryzłam wargę. Mam nie uciekać. Nie,
  5664. 3:54:42zostań w pokoju. Nie wychylaj się. Zasuń
  5665. 3:54:45zasłony. Ale łzy napływały mi do oczu.
  5666. 3:54:49Nie rozłączysz się? Nie. Obiecał twardo,
  5667. 3:54:52bez emocji. I chyba dobrze. Łatwiej było
  5668. 3:54:55wierzyć w jego wszechmoc, ufać, że mnie
  5669. 3:54:57stąd wyciągnie. Wiincent Monet zawsze
  5670. 3:55:00zaczynał od bezpieczeństwa. Wtedy stawał
  5671. 3:55:02się szorstki i rzeczowy. Czułość
  5672. 3:55:05zostawiał na później.
  5673. 3:55:07Tata! Pisnęłam ściskając słuchawkę
  5674. 3:55:09oburącz. Coraz bardziej opadałam z sił.
  5675. 3:55:13Słyszysz mnie, Lindsy? Jego ostre
  5676. 3:55:16warknięcie przywróciło mnie do
  5677. 3:55:17rzeczywistości.
  5678. 3:55:19Skup się, dziecko. Podejdź do okna i
  5679. 3:55:21zasłoń zasłony. Słyszysz? Pokiwałam
  5680. 3:55:25głową zażenowana swoim rozkojarzeniem.
  5681. 3:55:28Telefon się przesunął. Znowu pociągnęłam
  5682. 3:55:30przewód. Czemu do diabła ta słuchawka
  5683. 3:55:33jest na kablu? Muzealny eksponat. Bałam
  5684. 3:55:36się, że nas rozłączyło. Tatuś! Zawołałam
  5685. 3:55:40spanikowana. Cisza trwała sekundę.
  5686. 3:55:43Odpowiedział uspokajająco. Jestem z
  5687. 3:55:45tobą, Ly. Łzy napłynęły mi do oczu.
  5688. 3:55:48Kabel nie sięga do okna. Zaszluchałam.
  5689. 3:55:51Zatem odłóż słuchawkę na biurko, zasłoń
  5690. 3:55:54okna i wróć. Polecił.
  5691. 3:55:56Już
  5692. 3:55:58wahałam się. Rozumiesz o co cię proszę,
  5693. 3:56:01Linsy? Ton ojca był bezlitosny. Ja tylko
  5694. 3:56:04w tej chwili wykonaj moje polecenie.
  5695. 3:56:07Wielkimi oczami wpatrywałam się w jasne
  5696. 3:56:09okno. Poczekasz?
  5697. 3:56:12Nigdy tak otwarcie nie demonstrowałam
  5698. 3:56:14takiego lęku separacyjnego. Nawet przez
  5699. 3:56:16słuchawkę czułam zdumienie taty i
  5700. 3:56:18niepokój, bo to nie było normalne.
  5701. 3:56:22Nigdzie się nie ruszam, Lindsy. Odparł
  5702. 3:56:24cicho. Delikatnie odłożyłam słuchawkę,
  5703. 3:56:26zasunęłam zasłony, starannie łącząc
  5704. 3:56:29materiał i natychmiast wróciłam. Jesteś?
  5705. 3:56:31Zapytałam z przejęciem. Jestem. Czy
  5706. 3:56:34zdołałaś zasłonić okna?
  5707. 3:56:36Tak. A głos uwiązł mi w gardle. Kabel
  5708. 3:56:39owijał mi się na palcu. Ty już tutaj
  5709. 3:56:42jedziesz, prawda?
  5710. 3:56:44Orion Slone jest już w drodze.
  5711. 3:56:46Zmarszczyłam brwi. Dlaczego nie ty?
  5712. 3:56:49Orion jest najbliżej. Zabierze cię do
  5713. 3:56:51domu. Samo słowo dom sprawiło, że na
  5714. 3:56:54nowo zalałam się łzami. Ty jesteś w
  5715. 3:56:57domu? Jestem. Ly. Chwilę napiętej ciszy.
  5716. 3:57:01Będę cię prosił, żebyś zrobiła dla mnie
  5717. 3:57:03jeszcze jedną rzecz. Dobrze. Zwracał się
  5718. 3:57:06do mnie ostrożnie, chyba coraz bardziej
  5719. 3:57:08świadomy, w jakim jestem stanie.
  5720. 3:57:10Potrzebuję informacji o numerze twojego
  5721. 3:57:13pokoju.
  5722. 3:57:14Zrzedła mi mina. To oznaczało kolejną
  5723. 3:57:17rozłąkę ze słuchawką. Sprawdź na karcie.
  5724. 3:57:20Instruował mnie. Pod żadnym pozorem nie
  5725. 3:57:22wychodź na korytarz. Znów odłożyłam
  5726. 3:57:25słuchawkę i podeszłam do kartonowego
  5727. 3:57:27portfelika, w któryły niedbale
  5728. 3:57:29wciśnięte. 506. Zameldowałam.
  5729. 3:57:33Orion Slone zapuka cztery razy. Daję ci
  5730. 3:57:36pozwolenie, byś otworzyła tylko jemu.
  5731. 3:57:38Czy to jest jasne?
  5732. 3:57:40Jasne. Ile razy Orion Slone zapuka do
  5733. 3:57:44twoich drzwi?
  5734. 3:57:45Zamarłam. Przestałam okręcać kabel o
  5735. 3:57:48palec.
  5736. 3:57:50Lindsey, masz się skupić. Ton ojca
  5737. 3:57:52zrobił się ostrzejszy.
  5738. 3:57:55Ile razy Orion zapuka do drzwi?
  5739. 3:57:57Milczałam. Oprócz rany na żebrach
  5740. 3:58:00zaczynałam też odczuwać nieprzyjemne
  5741. 3:58:01pulsowanie w głowie.
  5742. 3:58:04Ctery Lincy odpowiedział wreszcie za
  5743. 3:58:06mnie z westchnieniem. Powtórz proszę.
  5744. 3:58:09Cztery razy zapuka Orion Slone. Odparłam
  5745. 3:58:12prędko potakując niczym najpilniejsza
  5746. 3:58:14uczennica. Cztery razy zapuka. Z nikim
  5747. 3:58:17innym nie rozmawiaj. Nie wpuszczaj
  5748. 3:58:19nikogo. Rozumiesz? Cztery razy. Linc
  5749. 3:58:23tata urwał. Ponownie westchnął. Zapewne
  5750. 3:58:27potarł powieki, odetchnął i spróbował
  5751. 3:58:29znowu. Najlepiej będzie Lindi, jeśli się
  5752. 3:58:31położysz i odpoczniesz. Z pewnością
  5753. 3:58:34znajduje się tam łóżko. Zgadza się. Nie
  5754. 3:58:37sięgnie. Wymamrotałam. Słucham. Oto
  5755. 3:58:41Vincent Monet na wyżynach swojej
  5756. 3:58:42cierpliwości. Tolerował moje
  5757. 3:58:44roztargnienie tylko dlatego, że no cóż,
  5758. 3:58:47porwano mnie. To dość wyjątkowa
  5759. 3:58:49sytuacja. Telefon nie sięga łóżka.
  5760. 3:58:52Wyszeptałam.
  5761. 3:58:54Tata zamilkł na moment.
  5762. 3:58:56Chyba uznał, że jest ze mną jeszcze
  5763. 3:58:58gorzej niż zakładał. Westchnął. Odłóż
  5764. 3:59:01słuchawkę na bok. Doradził powoli. Nie
  5765. 3:59:03rozłączymy się. Będę przy tobie czuwał.
  5766. 3:59:07Nie zaprotestowałam zgorszona, że coś
  5767. 3:59:09takiego w ogóle proponuję. Nie będę cię
  5768. 3:59:11słyszała.
  5769. 3:59:13Znowu milczenie.
  5770. 3:59:15W porządku, Lindsey. Spokojnie, jestem
  5771. 3:59:17tu. Postaraj się wziąć głęboki wdech.
  5772. 3:59:19Czy na pewno nic ci nie dolega?
  5773. 3:59:21Zaprzeczyłam półgłosem. Czy uderzyłaś
  5774. 3:59:24się w głowę?
  5775. 3:59:26Nie,
  5776. 3:59:28nie licząc ciosu laską, po którym nadal
  5777. 3:59:30miałam ślad na buzi, choć technicznie to
  5778. 3:59:32nie było uderzenie się w głowę, a raczej
  5779. 3:59:34uderzenie w głowę przez kogoś. Ta, tata
  5780. 3:59:38nie przepadał za takim kręceniem, ale
  5781. 3:59:40wolałam tłumaczyć się przed nim później.
  5782. 3:59:43Rozmawiaj ze mną, Lindsy. Wycedził.
  5783. 3:59:45Nierozzłoszczony, raczej zestresowany.
  5784. 3:59:49Rozmawiam. Jestem. Wymamrotałam.
  5785. 3:59:52Zadałem ci pytanie, czy siedzisz?
  5786. 3:59:55Musiałam spojrzeć w dół, by sobie
  5787. 3:59:56przypomnieć. Stałam na wykładzinie. Była
  5788. 3:59:59miękka jak trawa, ale w kolorze błota.
  5789. 4:00:02Stoję.
  5790. 4:00:03To usiądź. Posłusznie osunęłam się w
  5791. 4:00:06fotel. Ze słuchawką twardo przyspawaną
  5792. 4:00:08do jednego ucha, drugie przytknęłam do
  5793. 4:00:10oparcia. Podkurczyłam nogi, krzywiąc się
  5794. 4:00:13bezgłośnie. Zakręciło mi się w głowie.
  5795. 4:00:16Kolano strzyknęło, ale słuchawki nie
  5796. 4:00:18puściłam ani na sekundę.
  5797. 4:00:21Jeny sprawnej fizycznie Lis przeżłości
  5798. 4:00:23to by była żenada.
  5799. 4:00:25Orion zaraz będzie. Informował mnie
  5800. 4:00:27chłodno. Powiedziałeś mu gdzie jestem?
  5801. 4:00:30Zapytałam sennie, bo przecież ani razu
  5802. 4:00:32się ze mną nie rozłączył.
  5803. 4:00:35Nawet nie dałam mu na to szansy.
  5804. 4:00:37Pozostaję z nim w stałym kontakcie.
  5805. 4:00:40Zgrabnie przeszedł do sprawy, która w
  5806. 4:00:41tej chwili liczyła się dla niego
  5807. 4:00:43najbardziej. Lindy, musisz się skupić i
  5808. 4:00:46przekazać mi jak najwięcej szczegółów,
  5809. 4:00:48które pamiętasz. Jak najwięcej.
  5810. 4:00:51Zmarszczyłam brwi, wciskając kroń
  5811. 4:00:53mocniej w twarde oparcie, jakby to miało
  5812. 4:00:55pobudzić mój mózg do pracy.
  5813. 4:00:58Nie wiem od czego zacząć. To nieistotne.
  5814. 4:01:01Wykorzystam każdą informację, jaką
  5815. 4:01:03zdołasz przywołać. Im szybciej je
  5816. 4:01:05zbierzemy, tym lepiej dla naszego
  5817. 4:01:06postępowania. Zrozumiałam po powadze
  5818. 4:01:09jego tonu, jak bardzo mu na tym zależy,
  5819. 4:01:11więc zaczęłam mrukliwie rzucać hasła.
  5820. 4:01:14Mężczyzna z laską, piwnica, kanapka z
  5821. 4:01:17masłem orzechowym, zasłony,
  5822. 4:01:19anestezjolog.
  5823. 4:01:21Anestezjolog. Powtórzył grobowo. Lekarz.
  5824. 4:01:25Oczywiście wiedział, kim jest
  5825. 4:01:26anestezjolog, ale nie przerwał. słuchał,
  5826. 4:01:29gdy opowiadałam o torbie lekarskiej,
  5827. 4:01:31jasnych oczach, błękitnej koszuli i
  5828. 4:01:33jeepie, w którym pierwszy raz zobaczyłam
  5829. 4:01:35doktora Juda. Sunęłam po splątanej nitce
  5830. 4:01:38wspomnień, coraz bliżej kłębka, na który
  5831. 4:01:40czekał. Urwałam dopiero, gdy rozległo
  5832. 4:01:43się pukanie do drzwi. Sapnęłam cicho,
  5833. 4:01:46zaalarmowana. Tata! Szepnęłam do
  5834. 4:01:49słuchawki cztery razy. Wtedy ojciec
  5835. 4:01:52potwierdził rzeczowym tonem. Orion Slone
  5836. 4:01:55stoi pod drzwiami pokoju 506.
  5837. 4:02:02Rozdział 10. Zima.
  5838. 4:02:06Nieufnie położyłam dłoń na drzwiach. Tak
  5839. 4:02:09zapytałam drżącym głosem. Panienko Lincy
  5840. 4:02:13to Orion Slone.
  5841. 4:02:15Jego głos brzmiał donośniej niż samo
  5842. 4:02:17pukanie, a co najważniejsze był mi
  5843. 4:02:19znajomy. Niedawno ganił mnie za wejście
  5844. 4:02:21na strzelnicę w zakazanym skrzydle
  5845. 4:02:23rezydencji. Otworzyłam drzwi i po raz
  5846. 4:02:26pierwszy od dawna zobaczyłam człowieka,
  5847. 4:02:28który nie chce zrobić mi krzywdy.
  5848. 4:02:31Uczucie tak kojące, że znów się
  5849. 4:02:33rozpłakałam. Co warte podkreślenia,
  5850. 4:02:35nigdy nie byłam szczególnie płaczliwa.
  5851. 4:02:37Orion Slone, profesjonalista o surowej
  5852. 4:02:40twarzy, zawsze wiedział jak się
  5853. 4:02:42zachować. Inaczej tata nie mianowałby go
  5854. 4:02:44szefem ochrony. Wszedł do środka
  5855. 4:02:47stanowczo, lekko mnie szturchnął,
  5856. 4:02:49równocześnie przytrzymując za ramię,
  5857. 4:02:51żebym nie upadła i zamknął drzwi na
  5858. 4:02:52zasówkę. Obrzucił pokój szybkim
  5859. 4:02:55spojrzeniem. Następnie badawczo
  5860. 4:02:56przyjrzał się mnie. Dzień dobry
  5861. 4:02:59panienko. Brwi miał zmarszczone, usta
  5862. 4:03:02napięte. Teraz jednak jego twarz nieco
  5863. 4:03:04złagodniała i zagościł na niej słaby,
  5864. 4:03:06wymuszony uśmiech. Widział, że
  5865. 4:03:08dziewczyna, którą całe życie oglądał z
  5866. 4:03:10idealnie uczesanymi włosami i z
  5867. 4:03:12wplecioną w nie wstążką, wygląda jak
  5868. 4:03:14nędzarka, a jej policzek przecina dziwna
  5869. 4:03:17różowa pręga. Poza tym miałam na sobie
  5870. 4:03:20męskie ubrania. Dotąd jedyne męskie
  5871. 4:03:23rzeczy, jakie wkładałam, to były bluzy
  5872. 4:03:25moich wujków, które mi oferowali, gdy
  5873. 4:03:27marzłam. Kiedyś może jeszcze założyłam
  5874. 4:03:30dresy Michaela. O co później mój młodszy
  5875. 4:03:33brat pamiętnie się sprół. W bystrych
  5876. 4:03:36oczach Oriona Slowuna zamigotało
  5877. 4:03:38współczucie. Może złość, lecz
  5878. 4:03:40natychmiast to ukrył. Brak emocji miał
  5879. 4:03:43wpisany w kontrakt z Wincentem Monetem.
  5880. 4:03:46Ja natomiast mogłam oddawać się uczuciom
  5881. 4:03:48bez końca, więc poddawszy się impulsowi,
  5882. 4:03:51przywarłam do boku naszego szefa
  5883. 4:03:52ochrony. Jego garnitur pachniał
  5884. 4:03:55świeżością. Materiał był przyjemnie
  5885. 4:03:57chłodny i luźny, by nie krępować ruchów
  5886. 4:03:59w razie jakiejś konfrontacji, ale
  5887. 4:04:01uściski nie należały do jego
  5888. 4:04:03ochroniarskich obowiązków, dlatego
  5889. 4:04:05mięśnie Oriona w pierwszej chwili
  5890. 4:04:06zesztywniały.
  5891. 4:04:09"Już, mała, wszystko w porządku."
  5892. 4:04:11Powiedział, gdy zdał sobie sprawę, że
  5893. 4:04:13moczem łzami koszulę. Chyba poczuł się
  5894. 4:04:15niezręcznie. Nigdy dotąd nie nazwał mnie
  5895. 4:04:18małą.
  5896. 4:04:19ostrożnie przerzucił mnie na drugi bok,
  5897. 4:04:21tam gdzie zza paska nie wystawał
  5898. 4:04:23pistolet, który wyczułam, lecz
  5899. 4:04:25zignorowałam zbyt przejęta płaczem. Na
  5900. 4:04:27moje uspokojenie poświęcił jakieś 15
  5901. 4:04:30sekund.
  5902. 4:04:31Gładził mnie sztywno po plecach,
  5903. 4:04:33jednocześnie pisząc wiadomość w
  5904. 4:04:35telefonie zapewne do taty. Wreszcie
  5905. 4:04:37wsunął komórkę do kieszeni, a wolną
  5906. 4:04:39dłonią objął tył mojej głowy i przytulił
  5907. 4:04:41jak niemowle. Spokojnie, ze mną panienka
  5908. 4:04:44nie zginie. Szepnął. Delikatnie, lecz
  5909. 4:04:47stanowczo oderwał mnie od siebie i
  5910. 4:04:49popatrzył w moją zapłakaną twarz z czymś
  5911. 4:04:51na kształt krzepiącego uśmiechu. Dobra.
  5912. 4:04:54Skinęłam niemrawo i otarłam łzy
  5913. 4:04:57przydługim rękawem czarnej bluzy. Masz
  5914. 4:05:00pana moneta na linii, prawda? Wskazał
  5915. 4:05:02słuchawkę.
  5916. 4:05:04Nie obchodziło mnie, że zwraca się do
  5917. 4:05:05mnie jak do dzieciaka. Wręcz tego
  5918. 4:05:07potrzebowałam.
  5919. 4:05:09Oczy mi się rozszerzyły. Odwróciłam się
  5920. 4:05:11gwałtownie i rzuciłam do telefonu. Tata
  5921. 4:05:14pisnęłam. Policzek znów miałam mokry,
  5922. 4:05:17ale nie wycierałam go, bo ściskałam
  5923. 4:05:19słuchawkę obiema rękami, aż
  5924. 4:05:21zatrzeszczała. Wszystko idzie zgodnie z
  5925. 4:05:23planem, Lindsey. Powiedział.
  5926. 4:05:25Odetchnęłam, gdy się odezwał. Czekał na
  5927. 4:05:28mnie cierpliwie. Jeśli to możliwe,
  5928. 4:05:30ścisnęłam słuchawkę jeszcze mocniej.
  5929. 4:05:32Rozłączę się teraz. Nie zaprotestowałam.
  5930. 4:05:35Panienko Monet wtrącił Orion stając
  5931. 4:05:38obok. Najważniejsze, by szybko
  5932. 4:05:40przetransportować cię do rodziny.
  5933. 4:05:43Postukałam palcem w słuchawkę,
  5934. 4:05:44pokazując, że mamy tu przecież tatę na
  5935. 4:05:46łączu. Tak, panienko. Orion skinął
  5936. 4:05:49cierpliwie. Też jestem w kontakcie z
  5937. 4:05:51panem Monetem. Im szybciej wyjdziemy,
  5938. 4:05:54tym prędzej wrócisz do domu. Orion ma
  5939. 4:05:56rację. Potwierdził tata. Musicie opuścić
  5940. 4:05:59hotel. Zmarszczyłam brwi. Głowa
  5941. 4:06:02pulsowała mi bólem. Ale rozłączam się.
  5942. 4:06:06Linc nie krzyknęłam, lecz usłyszałam już
  5943. 4:06:08tylko ciągły sygnał. Gdybym miała tak
  5944. 4:06:11dużo siły jak wujek Dylan, skruszyłabym
  5945. 4:06:13tę cholerną słuchawkę w drobny mak.
  5946. 4:06:16Panienko, proszę mi oddać. Proszę to
  5947. 4:06:18puścić. Orion Slone próbował wyjąć mi ją
  5948. 4:06:21z dłoni. Podważał palc, ale zaniechał,
  5949. 4:06:24bo osunęłam się na wykładzinę jak łza po
  5950. 4:06:26policzku. Panienko Monet. Świat falował.
  5951. 4:06:31Jedyną realną rzeczą była słuchawka.
  5952. 4:06:34Orion patrzył z góry. niepewny, co
  5953. 4:06:36robić. Szkolono go do walki, nie do
  5954. 4:06:39nińczenia rozstrojonej emocjonalnie
  5955. 4:06:41nastoletniej córki szefa.
  5956. 4:06:43Panienko Monet westchnął jeszcze raz,
  5957. 4:06:46podejmując próbę dotarcia do mnie. Jeśli
  5958. 4:06:48będę musiał panienkę wyprowadzić siłą,
  5959. 4:06:50przyciągniemy zbyt dużą uwagę. Trzymałam
  5960. 4:06:54słuchawkę przy piersi. Tata zniknął.
  5961. 4:06:56Moje serce zamarło. Bladoróżowy ślad na
  5962. 4:06:59policzku zaszczypał. żebro zapulsowało.
  5963. 4:07:02Atak paniki. Slone rozpoznał to
  5964. 4:07:05natychmiast. Kucnął i chłodną dużą
  5965. 4:07:07dłonią dotknął mojego rozpalonego
  5966. 4:07:09policzka. Panienko Lisi powiedział
  5967. 4:07:12delikatnie. Musimy wstać. Ponownie
  5968. 4:07:15sięgnął po słuchawkę i spróbował mi ją
  5969. 4:07:17odebrać. Chciał ją odłożyć na bok i już
  5970. 4:07:20mi jej nie oddać. A to był mój łącznik z
  5971. 4:07:22tatą, z moją rodziną, od której już raz
  5972. 4:07:25ktoś mnie zabrał. Nie! Zawołałam.
  5973. 4:07:29Mój głos był słaby, ale na tyle
  5974. 4:07:31piskliwy, że Slone odpuścił siłowanie
  5975. 4:07:33się ze mną. A przecież gdyby chciał, z
  5976. 4:07:35łatwością mógłby wyszarpnąć mi słuchawkę
  5977. 4:07:37z rąk. Zamiast tego opuścił głowę i
  5978. 4:07:40przez chwilę kalkulował, co tu do
  5979. 4:07:42cholery robić. Och, już ja go
  5980. 4:07:44poinstruuję. Pomyślałam. Dzwoń
  5981. 4:07:47rozkazałam.
  5982. 4:07:49W oczach błyszczały mi ogniki pasji.
  5983. 4:07:51Dzwoń do taty. Ostatnie słowo
  5984. 4:07:54przeciągnęłam żałośnie. Orion wyjął z
  5985. 4:07:57kieszeni nóż. naprężył sprężynowy
  5986. 4:07:59przewód i przeciął go jednym ruchem.
  5987. 4:08:01Sygnał umilkł. Zszokowana przestała mu
  5988. 4:08:04łukać.
  5989. 4:08:06Orion wsunął mi dłonie pod pachy i
  5990. 4:08:08podniósł jak dziecko. Postawiona na
  5991. 4:08:10nogi, chwiałam się, wciąż ściskając
  5992. 4:08:13słuchawkę ze smętnie zwisającym kablem.
  5993. 4:08:16Orion przyłożył dłoń do mojej potylicy.
  5994. 4:08:19Zmarszczył z troską czoło. Tak jest
  5995. 4:08:21okej? Zapytał w pośpiechu. W porządku.
  5996. 4:08:25Rozchyliłam usta, nie znajdując słów.
  5997. 4:08:28Świetnie. Mruknął błyskając uśmiechem
  5998. 4:08:30jak flashzem aparatu. Nie masz nic do
  5999. 4:08:32zabrania, panienko? Jak w transie
  6000. 4:08:35pokręciłam głową. Brak bagażu ułatwia
  6001. 4:08:38misję. Puścił do mnie oko, próbując mnie
  6002. 4:08:40rozweselić. Nie potrafiłam się
  6003. 4:08:42uśmiechnąć. Patrzyłam na niego ciągle
  6004. 4:08:45zaaferowana, zasmarkana.
  6005. 4:08:47Działał za szybko, bym znalazła moment,
  6006. 4:08:50żeby znowu się rozbeczeć. Kabel kołysał
  6007. 4:08:53się przy mojej nodze, kiedy Orion
  6008. 4:08:54pociągnął mnie za sobą. Gdy znaleźliśmy
  6009. 4:08:57się na korytarzu, biegłam razem z nim.
  6010. 4:09:00Rąbnęł w guzik gwindy tak mocno, jakby
  6011. 4:09:02to mogło ją przyspieszyć.
  6012. 4:09:05Nie idziemy schodami. Wyjaśnił. Szybciej
  6013. 4:09:08będzie windą. Byłam mało kontaktowa. On
  6014. 4:09:11zwykle również, ale teraz zachowywał się
  6015. 4:09:13inaczej. Najpewniej dostał od taty
  6016. 4:09:15instrukcję, by mnie zagadywać, sprawić,
  6017. 4:09:18abym za dużo nie płakała i dać mi
  6018. 4:09:20poczucie bezpieczeństwa. Stalowe drzwi
  6019. 4:09:23się rozsunęły. Orion wepchnął mnie do
  6020. 4:09:25windy, choć w pierwszej chwili się
  6021. 4:09:27zawahał, bo w środku stała para młodych
  6022. 4:09:29ludzi w zimowych płaszczach. Uśmiechnęli
  6023. 4:09:32się do nas sympatycznie. Orion
  6024. 4:09:34natychmiast mnie od nich odwrócił. Mimo
  6025. 4:09:36to zdołali dostrzec moją twarz. Różowy
  6026. 4:09:39ślad, opuchnięte oczy, ścieżki łez
  6027. 4:09:42policzkach, do tego brak butów i
  6028. 4:09:44słuchawkę z przeciętym kablem w dłoni.
  6029. 4:09:47Rzadki widok. Kobieta rozchyliła usta i
  6030. 4:09:50złapała się za serce, jakby podczas
  6031. 4:09:52wizyty w galerii sztuki natknęła się na
  6032. 4:09:54wyjątkowy obraz. Poruszył ją tak, że
  6033. 4:09:57ścisnęła mocniej ramię męża, a on
  6034. 4:09:59ściągnął brwi. Slone trzymał rękę na
  6035. 4:10:03moich plecach. Opiekuńczy gest, łatwy do
  6036. 4:10:06pomylenia z zaborczym. Jego dłoń ginęła
  6037. 4:10:08w moich poplątanych blond włosach.
  6038. 4:10:11Zapadła cisza. W obitej drewnobnymi
  6039. 4:10:14panelami, w zbyt pomarańczowym odcieniu
  6040. 4:10:16windzie, panowała atmosfera sztucznego
  6041. 4:10:19spokoju. Jechaliśmy w dół, nikt nie
  6042. 4:10:22wsiadał. Orion, jak mi się zdawało,
  6043. 4:10:24wstrzymywał oddech, modląc się, by tak
  6044. 4:10:26zostało.
  6045. 4:10:28Ja czułam się jak we śnie, wśród
  6046. 4:10:30paskudnych barw, fałszywego porządku
  6047. 4:10:32ludzi w płaszczach. Pierwsza
  6048. 4:10:35niewytrzymała kobieta zasłoniła usta
  6049. 4:10:37dłonią w zgniło-zielonej rękawiczce i
  6050. 4:10:39zaczęła szeptać coś mężowi. Mężczyzna
  6051. 4:10:42dyskretnie potaknął i odchrząknął
  6052. 4:10:44znacząco. Orion przymknął powieki. Jego
  6053. 4:10:47dłoń na moich plecach robiła się coraz
  6054. 4:10:49cięższa.
  6055. 4:10:51Przepraszam.
  6056. 4:10:53Slone zignorował mężczyznę, a ja
  6057. 4:10:55spuściłam wzrok na słuchawkę z
  6058. 4:10:56dynddającym kablem przyciśniętą do
  6059. 4:10:59piersi. Nagle pomyślałam, że głupio
  6060. 4:11:01zrobiłam, zabierając ją z pokoju.
  6061. 4:11:03Dziewczynko, wszystko z tobą w porządku?
  6062. 4:11:06Zapytała kobieta.
  6063. 4:11:08Mysie starannie podkręcone włosy
  6064. 4:11:10częściowo przykrywały gustownie
  6065. 4:11:12przekrzywiony wełniany beret, raczej dla
  6066. 4:11:14stylu niż dla ciepła. Wpatrywała się we
  6067. 4:11:17mnie z przejęciem w dużych oczach.
  6068. 4:11:19Niepewnie uniosłam podbródek, by
  6069. 4:11:21spojrzeć na Slonea. Gest, który w oczach
  6070. 4:11:23małżeństwa mógł wyglądać jak nieme
  6071. 4:11:26pytanie o pozwolenie na odpowiedź. Może
  6072. 4:11:29chciałabyś porozmawiać?
  6073. 4:11:31Drążył mężczyzna. Jego ciemne brwi były
  6074. 4:11:33nastroszone, a wzrok spod nich
  6075. 4:11:35bombardował napięte plecy znacznie
  6076. 4:11:37wyższego slona.
  6077. 4:11:40Możemy odejść na stronę, jeśli chcesz
  6078. 4:11:42dodała kobieta wyciągając dłoń w moim
  6079. 4:11:44kierunku. Choć mnie nie dotknęła. Nic
  6080. 4:11:47jej nie jest. Wycedził Slone przez
  6081. 4:11:49zaciśnięte zęby. Nie do pana kieruję
  6082. 4:11:52pytanie. Wszystko w porządku.
  6083. 4:11:55Odpowiedziałam. Chrybka oblepiała mój
  6084. 4:11:57głos, zdradzając, że to nie do końca
  6085. 4:11:59prawda. Na pewno,
  6086. 4:12:02na pewno. Warknął Orion. Ale pytamy ją,
  6087. 4:12:06nie pana. Upierał się mężczyzna,
  6088. 4:12:08prostując dłoń jak tarcza. Różnica
  6089. 4:12:10wzrostu i postury działała jednak na
  6090. 4:12:12jego niekorzyść.
  6091. 4:12:14To mój ochroniarz. Oznajmiłam szybko, by
  6092. 4:12:16uciąć nieporozumienie.
  6093. 4:12:19Małżeństwo spojrzało na mnie ze
  6094. 4:12:21zdumieniem i rezerwą.
  6095. 4:12:23Zaniedbana dziewczyna, bossa ze
  6096. 4:12:25słuchawką z przeciętym przewodem w
  6097. 4:12:27hotelu średniej klasy, nie przypominała
  6098. 4:12:29damy, która potrzebuje obstawy. Ich
  6099. 4:12:32wahanie było ewidentne.
  6100. 4:12:34Wysiadajcie! Syknął Slone, gdy winda
  6101. 4:12:37stanęła, a drzwi rozsunęły się
  6102. 4:12:38brzęczykiem prosto na lobby. Już!
  6103. 4:12:42Fachowym ruchem wysunął broń i przytknął
  6104. 4:12:44ją do tylnej części swojego uda, tak aby
  6105. 4:12:46małżeństwo zobaczyło połysk srebra na
  6106. 4:12:49tle czarnych spodni. Zamarli: "Dziękuję.
  6107. 4:12:52Naprawdę wszystko w porządku?
  6108. 4:12:54Wyszeptałam z bladym uśmiechem. Orion
  6109. 4:12:57poruszył bronią niecierpliwie. Mężczyzna
  6110. 4:12:59pospiesznie wyprowadził partnerkę, która
  6111. 4:13:01wachlowała się dłonią w rękawiczce. Do
  6112. 4:13:04windy próbowała wejść starsza pani w
  6113. 4:13:06puchówce i kolorowym szalu. Jedziecie do
  6114. 4:13:09góry w dół? Warknął Sloone. Może
  6115. 4:13:12dlatego, że miała na nosie okulary ze
  6116. 4:13:14szkłami grubości danek od słoików? Nie
  6117. 4:13:17zauważyła, że wyglądam podejrzanie.
  6118. 4:13:19Machnęła wesoło dłonią. A nie szkodzi.
  6119. 4:13:21Przejadę się powiedziała, ale mina jej
  6120. 4:13:24zzedła, gdy zniecierpliwiony Slone
  6121. 4:13:26wyciągnął zza pleców broń, która
  6122. 4:13:27zalśniła w żółto-pomarańczowym świetle.
  6123. 4:13:31Nie musiał nic więcej dodawać. Kobieta
  6124. 4:13:34zatrzymała się, rozchliła wąskie usta
  6125. 4:13:36pociągnięte brokatową szminką w kolorze
  6126. 4:13:38malin, wycofała się. Slone łupnął lufą
  6127. 4:13:41pistoletu w przycisk. Drzwi natychmiast
  6128. 4:13:44się zasunęły. Małżeństwo dopadło do
  6129. 4:13:46recepcji. Starsza pani zaczęła krzyczeć.
  6130. 4:13:49Po chwili wszystko ucichło. Stalowe
  6131. 4:13:51wrota odcięły nas od lobby. Winda
  6132. 4:13:54ruszyła w dół. Spojrzałam na Slonea z
  6133. 4:13:56wyrzutem. To było niepotrzebne. Byłeś
  6134. 4:14:00nieuprzejmy. Wsunął pistolet za pasek,
  6135. 4:14:03lecz jego dłoń spoczęła na kolbie.
  6136. 4:14:05Gotowa w każdej chwili wyjąć ją z
  6137. 4:14:06powrotem. Jeśli wydostanie stąd
  6138. 4:14:09panienki, wymaga bycia nieuprzejmym.
  6139. 4:14:11Trudno.
  6140. 4:14:12Na górze już pewnie podnoszą alarm.
  6141. 4:14:15Zanim dotrze na dół, nas tu nie będzie.
  6142. 4:14:18Szarość parkingu podziemnego koiła oczy
  6143. 4:14:20po krzykliwych barwach hotelu. Slone
  6144. 4:14:23prowadził mnie za łokieć. Panienka
  6145. 4:14:25usiądzie z tyłu. Polecił otwierając
  6146. 4:14:28drzwi czarnego wysokiego auta z
  6147. 4:14:29przyciemnianymi szybami. Wdrapałam się
  6148. 4:14:32do środka. Zabolało, gdy stopa w
  6149. 4:14:34skarpetce odbiła się od metalowego
  6150. 4:14:36stopnia. Slone chciał zamknąć drzwi, ale
  6151. 4:14:40przytrzasnął kabel wiszący u słuchawki,
  6152. 4:14:42którą ciągle trzymałam przy sobie, więc
  6153. 4:14:45cofnął je i domknął jeszcze raz.
  6154. 4:14:48Proszę zapiąć pasy. Odjechaliśmy.
  6155. 4:14:51Slone jedną ręką kierował, drugą trzymał
  6156. 4:14:54telefon. Panie Monet, panienka Lindsy
  6157. 4:14:57jest ze mną w samochodzie. Jedziemy na
  6158. 4:14:59lotnisko. Rzucił urządzenie na
  6159. 4:15:02ładowarkę. Za oknami pruszył śnieg.
  6160. 4:15:04Jezdnia robiła się śliska. Czeka na nas
  6161. 4:15:07samolot powiedział ochroniarz zerkając
  6162. 4:15:09we wsteczne lusterko. Tam będzie
  6163. 4:15:11bezpieczniej. Podniosłam wzrok z
  6164. 4:15:14nadzieją.
  6165. 4:15:15Tata tam będzie.
  6166. 4:15:17będzie czekał, gdy wylądujemy.
  6167. 4:15:20Zawiedziona wtuliłam się w siedzenie.
  6168. 4:15:22Skórzana tapicerka zatrzeszczała.
  6169. 4:15:24Wszystko w porządku, panienko Linsei?
  6170. 4:15:27Spytał łagodniej Orion, gdy znaleźliśmy
  6171. 4:15:29się już na drodze szybkiego ruchu.
  6172. 4:15:31Zerkał w lusterka. Jedyna oznaka, że się
  6173. 4:15:33denerwował.
  6174. 4:15:35Chciałam odparować, że po porwaniu
  6175. 4:15:37trudno o spokój, ale wymamrotałam tylko:
  6176. 4:15:40"Chcę do taty." Na prywatnym lotnisku
  6177. 4:15:43samolot już czekał. Pojedynczy pas
  6178. 4:15:45startowy, metalowe hangary, pensylwańska
  6179. 4:15:48zima wokół. Nie wychodź sama. Zastrzegł
  6180. 4:15:51Slone. Obszedł auto, otworzył drzwi i
  6181. 4:15:54nawet rozpiął mi pas. Zacisnęłam zęby,
  6182. 4:15:56gdy zahaczył o opatrunek na żebrach.
  6183. 4:15:59Orion chyba nie zauważył mojej miny.
  6184. 4:16:02Asekurował mnie, gdy boso wspinałam się
  6185. 4:16:04po schodkach do odrzutowca. Śnieg
  6186. 4:16:07gęstniał. Mruczałam w duchu. Byle
  6187. 4:16:09wystartować.
  6188. 4:16:11Co to za samolot? zapytałam sadowiąc się
  6189. 4:16:14na jednym z foteli. Jeden z floty
  6190. 4:16:16rodziny panienki odparł. Znam większość
  6191. 4:16:19z nich. Tym jeszcze nie leciałam. Mała
  6192. 4:16:22latająca taksówka. Uśmiechnął się bez
  6193. 4:16:25luksusów.
  6194. 4:16:26Dopiero w chmurach naprawdę odetchnęłam.
  6195. 4:16:29Wreszcie poczułam się bezpiecznie.
  6196. 4:16:31Usiadłam po turecku i zaczęłam
  6197. 4:16:32wydłubywać ze swoich brudnych skarpetek
  6198. 4:16:35kamyczki, które w nich utkwiły.
  6199. 4:16:37Słuchawkę z odciętym kablem odłożyłam
  6200. 4:16:40obok. Nie mam dla panienki butów.
  6201. 4:16:42Przyznał Slone z lekkim poczuciem winy.
  6202. 4:16:45Skąd miałeś wiedzieć? Wzruszyłam
  6203. 4:16:47ramionami. Wydłubałam ze skarpetki coś,
  6204. 4:16:50co przypominało kawałek rysika z ołówka,
  6205. 4:16:53podobny do tych, które często łamałam
  6206. 4:16:55podczas lekcji rysunku.
  6207. 4:16:57Panienka powinna coś zjeść. Powiedział
  6208. 4:16:59po chwili milczenia Slone. Szeleszczący
  6209. 4:17:02dźwięk. Obok słuchawki wylądował baton.
  6210. 4:17:06Nie chcę. Może zmienisz zdanie? Raczej
  6211. 4:17:09nie powinienem bardziej nalegać.
  6212. 4:17:12Cmoknęłam z niezadowoleniem i aż
  6213. 4:17:14wykręciłam głowę, by zmierzyć go
  6214. 4:17:15spojrzeniem. Tłumaczę ci, że nie chcę.
  6215. 4:17:18Jeśli mnie zmusisz, zwymiotuję. Slone
  6216. 4:17:21cofnął się nieco i uniósł rękę w
  6217. 4:17:23obronnym geście. Nie zmuszę. Nic ci już
  6218. 4:17:26nie grozi, paniens dodał cicho.
  6219. 4:17:29Opuściłam stopy na podłogę. Dłonie
  6220. 4:17:32brudne od skarpetek wcisnęłam między uda
  6221. 4:17:34i zmęczona odchyliłam głowę. Chcę do
  6222. 4:17:37domu. Westchnęłam. Godzina lotu i będzie
  6223. 4:17:40panienka w domu.
  6224. 4:17:43Tata tam będzie. Oczywiście panienko.
  6225. 4:17:46Mama już na panienkę czeka. A wujek Tony
  6226. 4:17:51bardzo się o panienkę martwi. Zamilkłam.
  6227. 4:17:53Mój podbródek zadrżał. Wszyscy się o
  6228. 4:17:56panienkę martwią. Zapewnił. Cała
  6229. 4:17:58rezydencja została postawiona na nogi,
  6230. 4:18:00gdy panienka zniknęła. Wszyscy się
  6231. 4:18:02bardzo przejęli. Jest panienka bardzo
  6232. 4:18:04ważna.
  6233. 4:18:06Czy ktoś jest na mnie zły? Nie
  6234. 4:18:09zauważyłem. Przyjrzałam mu się uważnie,
  6235. 4:18:12wyginając szyję. A ty? Dlaczego ja? Pod
  6236. 4:18:16brudkiem wskazałam słuchawkę. Przecięty
  6237. 4:18:19kabel zwisał z siedzenia.
  6238. 4:18:21Trochę mi odbiło w hotelu. Panienka
  6239. 4:18:24została porwana. odparł spokojnie.
  6240. 4:18:26Slone. Przechylił głowę w moją stronę
  6241. 4:18:29znacząco. Jakby nawet dla niego, raczej
  6242. 4:18:33surowego. Był to zupełnie wystarczający
  6243. 4:18:35powód.
  6244. 4:18:37Przesadziłam z reakcją. W zamyśleniu
  6245. 4:18:39trąciłam palcem kabel. Proszę się nie
  6246. 4:18:42przejmować. Odparł stanowczo ochroniarz.
  6247. 4:18:45Okoliczności w pełni panienkę
  6248. 4:18:47usprawiedliwiają. Uśmiechnęłam się
  6249. 4:18:49smętnie.
  6250. 4:18:51Dzięki, że po mnie przyjechałeś.
  6251. 4:18:53Oczywiście panienku. Mój uśmiech zrzedł.
  6252. 4:18:57Dlaczego to ty przyjechałeś, a nie
  6253. 4:18:58któryś z moich wujków? Uniosłam głowę,
  6254. 4:19:01by nie przegapić żadnej jego reakcji,
  6255. 4:19:03lecz twarz Slona nadal wyrażała jedynie
  6256. 4:19:06kontrolowaną powagę.
  6257. 4:19:08Rodzina Monetów rozdzieliła się w
  6258. 4:19:10poszukiwaniach. Wujowie panienki są w
  6259. 4:19:12różnych częściach stanu, a nawet poza
  6260. 4:19:14nim.
  6261. 4:19:16To, że akurat byłem w pobliżu
  6262. 4:19:18Pittsburga, to czysty zbieg
  6263. 4:19:19okoliczności.
  6264. 4:19:21Czyli to nie tak, że wujkowie są na mnie
  6265. 4:19:24źli. Ostra rysy Slona nieco złagodniały.
  6266. 4:19:28Nikt nie jest. Ale pewnie twierdzą, że
  6267. 4:19:31zrobiłam głupotę. Nie odpowiedział. Nie
  6268. 4:19:34musiał. Przesuwałem w palcach końcówki
  6269. 4:19:37napuszonych potarganych włosów. Przez
  6270. 4:19:39ten krótki okres porwania zdaje się, że
  6271. 4:19:41zdążyły się rozdwoić. Zerknęłam znowu na
  6272. 4:19:44Oriona. Czy teraz będę miała
  6273. 4:19:46ochroniarza? Nie wiem, co postanowi pan
  6274. 4:19:49Monet. Panienko, ty mógłbyś nim zostać.
  6275. 4:19:53Szepnęłam, lustrując jego opanowaną
  6276. 4:19:55minę. Inteligentne oczy, schludny zarost
  6277. 4:19:57i szerokie barki. Idealny kandydat.
  6278. 4:20:01Zrobię wszystko, czego zażyczy sobie pan
  6279. 4:20:03Monet. Westchnęłam. Czułabym się
  6280. 4:20:06bezpieczna. Szepnęłam.
  6281. 4:20:09Nie odpowiedział. Szum samolotów wiercał
  6282. 4:20:12mi się w mózg, zastępując ciszę.
  6283. 4:20:14Wyczekiwałam lądowania. Delikatne, lecz
  6284. 4:20:17niepokojące turbulencje trzęsły
  6285. 4:20:19przewodem słuchawki. Papierek batonika
  6286. 4:20:21cicho trzeszczał. Dla zajęcia rąk
  6287. 4:20:24otworzyłam batona i wgryzłam się w
  6288. 4:20:26czekoladę. Karmel się ciągnął, chrupki
  6289. 4:20:28trzeszczały pod zębami. Kilka gryzów
  6290. 4:20:31później poczułam mydłości.
  6291. 4:20:34Slone, początkowo zadowolony z mojego
  6292. 4:20:36apetytu, zerwał się, gdy pobiegłam do
  6293. 4:20:38toalety. Ciasnej i niefunkcjonalnej.
  6294. 4:20:42Pomyślałam klękając przed muszlą. Nie
  6295. 4:20:44zamknęłam drzwi. Moje stopy wystawały za
  6296. 4:20:47próg. Przy nich stanęły wylakierowane
  6297. 4:20:49masywne buty Slonea. Nie chciałam, żeby
  6298. 4:20:52patrzył, a jednak, gdy odgarnął mi
  6299. 4:20:53włosy, byłam mu wdzięczna. Sucha twarz,
  6300. 4:20:57spocone czoło, ciało drżące od torsji,
  6301. 4:21:00obite żebra bolały przy każdym skurczu.
  6302. 4:21:03Gdy skończyłam, otarłam usta papierem.
  6303. 4:21:05Odchyliłam się z ciężkim westchnieniem,
  6304. 4:21:07które przerodziło się w więk bólu, gdy
  6305. 4:21:09Sloone próbował postawić mnie na nogi i
  6306. 4:21:11niechcący dotknął zranionego żebra.
  6307. 4:21:14Panienko Lincy w jego głosie zabrzmiał
  6308. 4:21:17niepokój.
  6309. 4:21:19Czy coś panienkę zabolało? Zacisnęłam
  6310. 4:21:22zęby wpatrując się w plastikową muszlę.
  6311. 4:21:25Kalkulacja była prosta.
  6312. 4:21:27Pokażę ranę, a po lądowaniu zamiast taty
  6313. 4:21:30zobaczę lekarzy. Pokręciłam głową. Po
  6314. 4:21:32prostu mi niedobrze.
  6315. 4:21:35Nawet mi się odbiło, więc zabrzmiało to
  6316. 4:21:37wiarygodnie. Slone dźwignął mnie do
  6317. 4:21:39góry, tym razem jeszcze ostrożnie i
  6318. 4:21:42odprowadził na miejsce.
  6319. 4:21:44W prywatnych odrzutowcach, którymi
  6320. 4:21:45zwykle latałam, zawsze były atrakcje
  6321. 4:21:47umilające podróż. Ten model był
  6322. 4:21:50wyjątkowo skromny. Byłam pewna, że tata
  6323. 4:21:53nigdy nim nie leciał.
  6324. 4:21:56Zmęczona, lecz zbyt poruszona, by
  6325. 4:21:57zasnąć, ułożyłam się wzdłuż foteli,
  6326. 4:22:00ściskając słuchawkę niczym ukochanego
  6327. 4:22:02pluszaka, obojętna na to, co sobie
  6328. 4:22:04pomyśli Slone. On milczał, tylko co
  6329. 4:22:07chwilę sprawdzał, czy oddycham. Po
  6330. 4:22:09jakimś czasie się odezwał. Zaraz
  6331. 4:22:11lądujemy, panienko Linsy. Mocniej
  6332. 4:22:14zacisnęłam palce na nieszczęsnej
  6333. 4:22:16słuchawce i usiadłam. Starałam się nie
  6334. 4:22:18zdradzić z tym, że mnie boli, lecz Slone
  6335. 4:22:20obserwował mnie czujnie.
  6336. 4:22:23Nieważne. Teraz już przestałam czuć
  6337. 4:22:25cokolwiek poza ekscytacją zmieszaną z
  6338. 4:22:27niepokojem. Serce biło mi wyczekująco.
  6339. 4:22:31Niecierpliwiło się, by zobaczyć tatę.
  6340. 4:22:33Gdy samolot lądował, nie obyło się bez
  6341. 4:22:36kolejnych wstrząsów. Biel obłoków za
  6342. 4:22:38oknem przechodziła w brązy i szarości.
  6343. 4:22:41Ponury pejzaż ratowały tylko wirujące
  6344. 4:22:44płatki śniegu, które wydawały się
  6345. 4:22:46bardziej zaniepokojone niż radosne. Jak
  6346. 4:22:48ja. Silniki umilkły, maszyna stanęła,
  6347. 4:22:52klamry szczęknęły, a pasy opadły.
  6348. 4:22:55Powoli panienko upomniał mnie Slone, gdy
  6349. 4:22:57zerwałam się boso z obolałymi żebrami i
  6350. 4:23:00słuchawką w spoconych dłoniach,
  6351. 4:23:01zostawiając na fotelu nadgryzionego
  6352. 4:23:03batona. Chcę wysiąść. Chwyciłam metalowy
  6353. 4:23:08uchwyt przy drzwiach. Obok była dźwignia
  6354. 4:23:10z blokadą. Niby prosta, ale wymagała
  6355. 4:23:13ruchów, których nie znałam. Szarpnęłam
  6356. 4:23:15drzwiami bez skutku. Cmoknęłam z
  6357. 4:23:18irytacją i spojrzałam na zbliżającego
  6358. 4:23:20się zbyt wolno Slowna.
  6359. 4:23:22Już panienko, proszę się odsunąć.
  6360. 4:23:26Drzwi odskoczyły z cichym sykiem i wolno
  6361. 4:23:28rozłożyły się w schody. Spomiędzy
  6362. 4:23:30pruszących śnieżynek wyłoniły się dwie
  6363. 4:23:32sylwetki. Stopnie rozwijały się zbyt
  6364. 4:23:35ospale, więc przebierałam nogami. Orion
  6365. 4:23:37wyciągnął dłoń, by mnie powstrzymać.
  6366. 4:23:40Zanim zbiegłam na dół, jedna z postaci w
  6367. 4:23:43powiewającym płaszczu sięgającym ziemi,
  6368. 4:23:45pospiesznie weszła na schody. Długie
  6369. 4:23:48nogi w garniturowych spodniach niosły ją
  6370. 4:23:50szybko. Smukła dłoń z połyskującym
  6371. 4:23:53groźnie sygnetem zacisnęła się na
  6372. 4:23:54poręczy. Lodowate oczy, zwykle wąskie,
  6373. 4:23:58teraz lekko się rozszerzyły.
  6374. 4:24:00Ulgę w nich widziałam tylko przez
  6375. 4:24:02chwilę. zniknęła jak śnieżynki w jego
  6376. 4:24:04ciemnych, gładko zaczesanych włosach.
  6377. 4:24:07Tata
  6378. 4:24:09dłoń przeniósł z poręczy na moje ramię i
  6379. 4:24:12kurczowo ścisnął. Jego spojrzenie
  6380. 4:24:15przewierciło mnie na wskroś. Kciuk
  6381. 4:24:17drugiej ręki przesunął się po bladym
  6382. 4:24:19śladzie na mojej twarzy.
  6383. 4:24:22To naprawdę był on bijący od niego chłód
  6384. 4:24:25przemieniał się dla mnie w ciepło jak
  6385. 4:24:27oddech na mrozie.
  6386. 4:24:30Nieraz drżałam na jego widok. Unikałam
  6387. 4:24:32go, gdy obawiałam się kary. Teraz tata
  6388. 4:24:35był moją skałą, bezpieczeństwem.
  6389. 4:24:38Przywarłam do niego uspokojona, że
  6390. 4:24:39wszystko będzie dobrze. Przytuliłam
  6391. 4:24:42policzek do jego piersi. biała koszula.
  6392. 4:24:45Tym razem nie przejmował się tym, czy
  6393. 4:24:46się pobrudzi. Przymknęłam powieki.
  6394. 4:24:49Słuchawka z kablem, wciąż tkwiąca w
  6395. 4:24:51mojej ręce, straciła swoją wartość.
  6396. 4:24:54Stała się tylko zepsutym przedmiotem.
  6397. 4:24:57Zamknęłam oczy.
  6398. 4:24:59Moje długie skołtunione włosy i jego
  6399. 4:25:01ciemne zaczesane w tył, choć mniej
  6400. 4:25:03starannie niż zwykle, zetknęły się.
  6401. 4:25:06Nasze głowy obok siebie, jego nieco
  6402. 4:25:08wyżej. Na obydwie sypał śnieg.
  6403. 4:25:12Do Pensylwanii naprawdę zawitała zima.
  6404. 4:25:19Rozdział 11.
  6405. 4:25:21Dom
  6406. 4:25:23Ly
  6407. 4:25:25Głos taty był cichy, odgarnął mi włosy z
  6408. 4:25:28oczu i oglądał moją twarz. Bladoróżowy
  6409. 4:25:31pasek przecinał skórę, zlewając się z
  6410. 4:25:33rumieńcami wywołanymi emocjami i rześkim
  6411. 4:25:36powietrzem. Nareszcie moja cera
  6412. 4:25:38przybrała barwę inną niż biel. Dźwięk
  6413. 4:25:41szeleszczącej tkaniny mnie
  6414. 4:25:43zdezorientował. Na moje ramiona opadł
  6415. 4:25:45ciężki płaszcz, a jego obszerne poły
  6416. 4:25:47spoczęły na schodkach samolotu. Ślizgały
  6417. 4:25:51się za mną, gdy tata szczelnie mnie
  6418. 4:25:52opatulił, objął ramieniem i poprowadził
  6419. 4:25:55w dół. Poruszałam nogami automatycznie,
  6420. 4:25:57zapatrzona w niego jak w posąg. Podziw
  6421. 4:26:00błyszczał w moich oczach niczym płatki
  6422. 4:26:02śniegu w słońcu. Tata tak silny i wysoki
  6423. 4:26:05u mego boku, wydawał mi się nadludzki.
  6424. 4:26:08Superbohater, który przepędzi śnieżną
  6425. 4:26:10burzę, da ciepło, a jednocześnie zmrozi
  6426. 4:26:13wszystko wokół, tworząc tarcze
  6427. 4:26:14bezpieczeństwa.
  6428. 4:26:16Od chwili pojednania z nim ulga
  6429. 4:26:18wypełniała mnie tak, jak świeże zimowe
  6430. 4:26:20powietrze wypełniało moje płuca. Jest
  6431. 4:26:23boso! Oznajmił Orion Slone, cofając się
  6432. 4:26:26nieco w głąb samolotu, by dać nam
  6433. 4:26:28przestrzeń.
  6434. 4:26:30Przejdziemy zaledwie kawałek." Uspokoił
  6435. 4:26:32mnie tata. W jego głosie usłyszałam
  6436. 4:26:35cichą furię na widok moich bosych stóp.
  6437. 4:26:39Nieważne jak potężna wściekłość szalała
  6438. 4:26:41w jego wnętrzu. Na powierzchni panowało
  6439. 4:26:43lodowate opanowanie. Robił to dla mnie,
  6440. 4:26:46by mnie nie przestraszyć i dla siebie,
  6441. 4:26:48bo w takim stanie łatwiej było mu
  6442. 4:26:50planować zemstę. Puść to, Lisy, dziecko.
  6443. 4:26:54Polecił cicho. Dopiero wtedy zdałam
  6444. 4:26:56sobie sprawę, że wciąż kurczowo ściskam
  6445. 4:26:58słuchawkę. Posłusznie rozluźniłam palce.
  6446. 4:27:02Tata wyjął ją z mojej dłoni, a ja nie
  6447. 4:27:04zareagowałam paniką. Miałam go wreszcie
  6448. 4:27:07obok. Nie potrzebowałam już złudzenia
  6449. 4:27:09jego obecności, którą mi dawała. Jesteś
  6450. 4:27:11ranna? Powtórzył pytanie, które zadał
  6451. 4:27:14wcześniej przez telefon. Wcisnęłam twarz
  6452. 4:27:17w jego koszulę i przytłumionym głosem
  6453. 4:27:19zaprzeczyłam. Pod stopami poczułam zimny
  6454. 4:27:22asfalt. Wzdrygnęłam się, podkurczyłam
  6455. 4:27:24palce, ale dzielnie szłam dalej.
  6456. 4:27:27Zabierz to tata oddał słuchawkę
  6457. 4:27:30Sloneowi. Na lorda Winsencie. Czy ona
  6458. 4:27:33nie ma butów? To pytanie zadał jeszcze
  6459. 4:27:35inny głos. Nowy, ale znajomy. Ramię taty
  6460. 4:27:38otoczyło mnie mocniej.
  6461. 4:27:41Nie ma. Potwierdził lakonicznie. Jest
  6462. 4:27:43ranna. Nie wiem. Vincent Monet nie
  6463. 4:27:46zwalniał kroku zdeterminowany, by
  6464. 4:27:48doprowadzić mnie do zaparkowanego na
  6465. 4:27:50płycie prywatnego lotniska samochodu.
  6466. 4:27:54Tylne drzwi otwarte na oścież zapraszały
  6467. 4:27:56do środka. Śnieżynki topniały na czarnym
  6468. 4:27:59skórzanym siedzeniu, zostawiając po
  6469. 4:28:01sobie drobne kropelki wody. Tata
  6470. 4:28:03posadził mnie, kazał schować nogi.
  6471. 4:28:06Trzymałam jego koszulę tak kurczowo, jak
  6472. 4:28:08wcześniej słuchawkę, protestując przed
  6473. 4:28:10rozłąką.
  6474. 4:28:13Chyba najlepiej będzie, jeśli usiądziesz
  6475. 4:28:15z nią z tyłu, Winensie.
  6476. 4:28:17Poradził szeptem wujek Adrien. Tak,
  6477. 4:28:20rozpoznałam ten głos. Wujek Adrien
  6478. 4:28:22stanął obok taty. Równie wysoki i
  6479. 4:28:25elegancki, choć w krótszym płaszczu.
  6480. 4:28:28Marszczył ciemne brwi. W jego brązowych
  6481. 4:28:30oczach obok chłodnego oburzenia tliło
  6482. 4:28:32się współczucie.
  6483. 4:28:34Panie Monet, panienka Lindsy wymiotowała
  6484. 4:28:37w samolocie.
  6485. 4:28:39Zaraportował Slone.
  6486. 4:28:42Zdaje się, że ma problem z żołądkiem.
  6487. 4:28:44Chyba ma wrażliwy brzuch. Ojciec zmrużył
  6488. 4:28:47powieki.
  6489. 4:28:49To prawda, Lindsy, coś ci dolega? Wciąż
  6490. 4:28:52uczepiona jego koszuli pokręciłam głowę,
  6491. 4:28:54choć moje oczy krzyczały kłamstwo.
  6492. 4:28:57Tata nie bawił się w półśrodki.
  6493. 4:29:00Pokaż brzuch. Rozkazał ostro. Nic mi nie
  6494. 4:29:03jest. Wymamrotałam, wciskając czoło w
  6495. 4:29:06jego koszulę. Chcę do domu. Unieś
  6496. 4:29:08bluzkę.
  6497. 4:29:12Nie poruszyłam się. Drżałam spuszczając
  6498. 4:29:15wzrok na płaszcz, który ciągnął się po
  6499. 4:29:17asfalcie obok wypastowanych butów taty.
  6500. 4:29:21Ten bez słowa przejął inicjatywę, a ja
  6501. 4:29:23złapałam go za nadgarstek, niemal kładąc
  6502. 4:29:25się na jego ręce.
  6503. 4:29:27Lindsay westchnął z pobłażaniem i
  6504. 4:29:29niepokojem. Proszę do domu.
  6505. 4:29:34Tata patrzył na mnie przez kilka sekund.
  6506. 4:29:36Po chwili skinął na wujka Adriena.
  6507. 4:29:40Adrianie, wesprzyj mnie, proszę.
  6508. 4:29:43Nie pisnęłam machając nogami. Minimalnie
  6509. 4:29:46Adidrienie, musimy sprawdzić czy Lindsy
  6510. 4:29:48nie ma rany wymagającej natychmiastowego
  6511. 4:29:50opatrunku.
  6512. 4:29:53Wujek Adrien z wahaniem sięgnął dłonią w
  6513. 4:29:55skórzanej rękawiczce i uniósł rąbek
  6514. 4:29:57mojej bluzki.
  6515. 4:30:00Nie ruszaj się, Lindsy. Polecił mi tata.
  6516. 4:30:03Wykręciłam się w fotelu, lecz dwaj
  6517. 4:30:05dorośli mężczyźni bez trudu mnie
  6518. 4:30:06unieruchomili, a w razie gdyby mieli z
  6519. 4:30:08tym problem, nieopodal stał jeszcze
  6520. 4:30:10trzeci. Wujek odsłonił stary opatrunek.
  6521. 4:30:14Pomarszczona Gaza, rozmiękły od potu
  6522. 4:30:16plaster, drobne plamki zaschniętej krwi.
  6523. 4:30:19Dłonie taty zesztywniały.
  6524. 4:30:21Wujek Adrien skrzywił się z oburzeniem.
  6525. 4:30:24Winensie? Zapytał głucho,
  6526. 4:30:26zdezorientowany. Chowałam twarz w
  6527. 4:30:28oparciu fotela, by nie musieć na nich
  6528. 4:30:30patrzeć. Tata przełożył sobie moje ręce
  6529. 4:30:33do jednej dłoni, nachylił się. Poczułam
  6530. 4:30:35jego palce przy brzegach gazy.
  6531. 4:30:37Załaskotało. Wzdrygnęłam się.
  6532. 4:30:40Lindcy mruknął, mrużąc błękitne oczy i
  6533. 4:30:44polecił Adrienowi. Przytrzymaj ją.
  6534. 4:30:48Tylko zerkniemy. Ly, w porządku. Zagadał
  6535. 4:30:51do mnie wujek.
  6536. 4:30:53Z całych sił napięłam mięśnie brzucha
  6537. 4:30:56przestraszona. Bałam się, że zrywanie
  6538. 4:30:58opatrunku zaboli, ale przyznaję, tata
  6539. 4:31:00zrobił to bardzo delikatnie. Ostrożnie
  6540. 4:31:03uniósł fragment plastra.
  6541. 4:31:06Ślad po uderzeniu. Stwierdził po chwili.
  6542. 4:31:08Wujek Adrien milczał wstrąśnięty. Ktoś
  6543. 4:31:11nie tylko mnie porwał, lecz także
  6544. 4:31:13podniósł na mnie rękę. I to nie raz. Już
  6545. 4:31:17Ly niemal warknął tata, niezdolny by
  6546. 4:31:19powiedzieć to łagodniej. Zimna furia
  6547. 4:31:22mroziła go od środka. Nigdy nie
  6548. 4:31:24widziałam go w takim stanie. Nigdy. Czy
  6549. 4:31:27to bardzo boli? Nie, nie boli, ale zaraz
  6550. 4:31:29na pewno zaboli. Bardziej bałam się
  6551. 4:31:32cierpienia niż faktycznie je odczuwałam.
  6552. 4:31:35I jak? zapytał wujek Adrien, marszcząc
  6553. 4:31:38brwi ze zmartwieniem. Jego empatia
  6554. 4:31:40podobno nieźle się rozwinęła u boku
  6555. 4:31:42cioci Heiley, choć litości nie znał, bo
  6556. 4:31:45nadal mnie przytrzymywał. Wiem to, bo
  6557. 4:31:47próbowałam się wyrwać.
  6558. 4:31:49Mała rana. Podsumował tata,
  6559. 4:31:51najprawdopodobniej w istocie spowodowana
  6560. 4:31:53uderzeniami.
  6561. 4:31:55Wujek Adrien odwrócił wzrok i zmył w
  6562. 4:31:58ustach przekleństwo. W moich oczach
  6563. 4:32:00zaszkliły się łzy. Zimno. Jęknęłam.
  6564. 4:32:04Chłód smagał odkrytą skórę na moim
  6565. 4:32:06brzuchu i twarzy. Przenikał w miejsca,
  6566. 4:32:09których nie chronił płaszcz. Wujek
  6567. 4:32:11Adrien poruszył ustami, jakby chciał
  6568. 4:32:13mnie pocieszyć, lecz głos uwiązł mu w
  6569. 4:32:15gardle. Rany ponownie zakrył opatrunek.
  6570. 4:32:18Bluzka opadła, a moje dłonie zostały
  6571. 4:32:21uwolnione. Tata usiadł obok i ostrożnie
  6572. 4:32:24zapiął mi pas. Eidrienie, pojedziesz za
  6573. 4:32:26nami? Powiedział. Orionie, ty
  6574. 4:32:29prowadzisz. Odetchnęłam z ulgą, że to
  6575. 4:32:32koniec oględzin i przytuliłam skroń do
  6576. 4:32:34ramienia taty. Chciałam już tylko ciszy
  6577. 4:32:36i drogi do domu. Tak jest, panie Monet.
  6578. 4:32:40Dokąd? Do domu. Do domu. Do domu.
  6579. 4:32:44Szpital. Rozkaz ojca był lodowaty. Slone
  6580. 4:32:47skinął głową, a ja poderwałam swoją. Nie
  6581. 4:32:50dom. Jęknęłam. Miał być dom.
  6582. 4:32:54Będzie szpital. Ly, surowa postawa taty
  6583. 4:32:57nie pozostawiała miejsca na negocjacje.
  6584. 4:32:59A teraz skup się, bo chcę usłyszeć
  6585. 4:33:01wszystko jeszcze raz. Podwinęłam usta w
  6586. 4:33:03podkówkę.
  6587. 4:33:05Rozumiem, że jesteś zmęczona. Oddał mi
  6588. 4:33:08sprawiedliwość skinięciem głowy. To
  6589. 4:33:10jednak bardzo istotne, żebyś na świeżo
  6590. 4:33:12przekazała mi jak najwięcej informacji.
  6591. 4:33:14Przecież opowiadałam ci już przez
  6592. 4:33:16telefon.
  6593. 4:33:18Opowiadaj dalej, Lindsy. Wszystko.
  6594. 4:33:21Westchnęłam. Moja głowa opadła na jego
  6595. 4:33:24ramię. Zaczęłam mówić znowu. Nic innego
  6596. 4:33:26mi nie pozostało. Auto ruszyło, śnieg
  6597. 4:33:29padał. Dłoń taty spoczęła opiekuńczo na
  6598. 4:33:31moim policzku, a palcem usnęły
  6599. 4:33:33tajemniczą obrączkę na kciuku. Nie
  6600. 4:33:36skomentował tego. To ja opowiadałam, a
  6601. 4:33:38sygnet taty lśnił. Groźnie, złowrogo.
  6602. 4:33:42Zapowiadał zemstę.
  6603. 4:33:44Ly rozpaczliwy krzyk mamy był powodem do
  6604. 4:33:48płaczu numer 1000 któryś.
  6605. 4:33:50Tak, tak. To tylko hiperbola. Nie
  6606. 4:33:53liczyłam ich naprawdę. Chodzi o to, że
  6607. 4:33:54powodów miałam mnóstwo. Płakałam, gdy
  6608. 4:33:57zamiast do domu trzeba było jechać do
  6609. 4:33:59szpitala, gdy robiono mi prześwietlenie,
  6610. 4:34:01gdy rozmawiała ze mną psycholożka, gdy
  6611. 4:34:03ponownie opatrywano moje rany. Na żebrze
  6612. 4:34:06i na stopach dostałam maść na siniaki na
  6613. 4:34:09twarzy i barku, tam gdzie uderzył mnie
  6614. 4:34:11Elias.
  6615. 4:34:12Och, no tak, Elias, a właściwie Kornel.
  6616. 4:34:16Na samo wspomnienie znów chciało mi się
  6617. 4:34:18ryczeć. Mama wbiegła na salę,
  6618. 4:34:20szturchając tatę, gdy mijała go niczym
  6619. 4:34:22tornado. Siedziałam na łóżku. Połóż się,
  6620. 4:34:26moja droga. Namawiała mnie pielęgniarka.
  6621. 4:34:28Najpierw jedna, potem druga. Nie będę
  6622. 4:34:31się tutaj rozgaszczać. Odpowiadałam tak
  6623. 4:34:33stanowczo, że nigdy ze mną nie
  6624. 4:34:34dyskutował. Tata stał obok i ciężko
  6625. 4:34:37wzdychał. pilnował, żebym nie uciekła,
  6626. 4:34:40prowadząc jednocześnie wszystkie ważne
  6627. 4:34:41rozmowy z lekarzami, a było ich sporo.
  6628. 4:34:44Postawił całą klinikę na nogi.
  6629. 4:34:47Wpatrywałam się w swoje zabandażowane
  6630. 4:34:49stopy, które zwisały smętnie nad
  6631. 4:34:51podłogą, czekając na pozwolenie, by
  6632. 4:34:53ruszyć w stronę rezydencji monetów.
  6633. 4:34:56Uniosłam głowę, gdy obok mnie ugiął się
  6634. 4:34:58materac. Mama oparła się o niego, by
  6635. 4:35:00natychmiast przytknąć ustała.
  6636. 4:35:04Przyjrzała się mojej twarzy, musnęła
  6637. 4:35:07policzek. Dłonie miała delikatne, choć
  6638. 4:35:09lodowate. Uśmiechnęłam się blado. Hej,
  6639. 4:35:13mamo!
  6640. 4:35:14W jej dużych, przejętych, szarych oczach
  6641. 4:35:16dostrzegałam namiastkę domu. Ciepło,
  6642. 4:35:19dobro i miłość, których tak mi
  6643. 4:35:21brakowało. Moja córeczka wyszeptała z
  6644. 4:35:25mocą. Jej podbródek drżał. W pośpiechu
  6645. 4:35:28nie włożyła czapki. W jej jasnych
  6646. 4:35:30włosach topniały płatki śniegu.
  6647. 4:35:32Twarz miała zmęczoną, oczy
  6648. 4:35:34zaczerwienione, rzęsy blade i
  6649. 4:35:36niepomalowane.
  6650. 4:35:38Tak się cieszę, że cię widzę.
  6651. 4:35:40Przytuliłyśmy się, ale ostrożnie. Coś
  6652. 4:35:42cię boli, Ly? Masz siniaki? Chyba nie
  6653. 4:35:46złamania. Dopytywała z przejęciem.
  6654. 4:35:50Przekazałem ci wszystkie aktualizacje
  6655. 4:35:52dotyczące stanu Linii. Wtrącił ojciec.
  6656. 4:35:54Jesteś na bieżąco. Mama nawet na niego
  6657. 4:35:57nie spojrzała. Szukała wzrokiem
  6658. 4:35:59opatrunku na moim brzuchu, udając, że
  6659. 4:36:01podziwia moją garderobę. Jasna bluzeczka
  6660. 4:36:04i luźne spodnie z pluszowym podszyciem
  6661. 4:36:06dawały mi ciepło i wygodę. Mama
  6662. 4:36:09uśmiechnęła się lekko, łapiąc między
  6663. 4:36:11palce rąbek bluzki. A co to za ubrania?
  6664. 4:36:14Zagadnęła cicho, udając figlarny ton,
  6665. 4:36:16jakby chciała mnie rozweselić.
  6666. 4:36:19Pogadać trochę o głupotkach.
  6667. 4:36:21Wujek Tony przywiózł mi to do
  6668. 4:36:23przebrania. Mama zerknęła na fotel w
  6669. 4:36:25kącie, gdzie w szarej bluzie, zapiętej
  6670. 4:36:27pod szyję, bawiąc się jej zamkiem i
  6671. 4:36:29wpatrując w podłogę siedział wujek Tony.
  6672. 4:36:32Stylowe skomentowała puszczając do mnie
  6673. 4:36:34oko. Odpowiedziałam szerszym uśmiechem,
  6674. 4:36:37choć szczerze mówiąc chciało mi się
  6675. 4:36:39raczej westchnąć na widok wysiłku, jaki
  6676. 4:36:41mama wkładała, by żartować w tak mało
  6677. 4:36:44zabawnych okolicznościach. Robiła to
  6678. 4:36:46tylko po to, by mnie ukoić.
  6679. 4:36:49Łzy same cisnęły mi się do oczu. Mama
  6680. 4:36:51ledwo je znosiła. Ponownie ucałowała
  6681. 4:36:54mnie w skroń, przyciskając do niej usta
  6682. 4:36:56dłużej, jakby chciała poczuć puls i
  6683. 4:36:58upewnić się, że naprawdę żyje, bo o to
  6684. 4:37:01tak strasznie się bała przez ostatni
  6685. 4:37:03czas. Nagle odwróciła się tak
  6686. 4:37:06gwałtownie, że jej włosy połaskotały
  6687. 4:37:08mnie w nos. Co jeszcze mówią lekarze?
  6688. 4:37:11Zapytała tatę. Chcę znać każdy szczegół.
  6689. 4:37:16Nie uszło mojej uwadze, że jej ton jakby
  6690. 4:37:18stwardniał i nabrał dystansu. Stan
  6691. 4:37:21stabilny. Odpowiedział od razu.
  6692. 4:37:23Stłuczenia, niewielka otwarta rana na
  6693. 4:37:25brzuchu, brak urazów wewnętrznych.
  6694. 4:37:28Wielkie szare oczy mamy zatrzymały się
  6695. 4:37:30na moim brzuchu. Pokaż, Lisy. Skuliłam
  6696. 4:37:34ramiona niczym motyl, który zamiast
  6697. 4:37:36rozpościerać skrzydła, zwija je z
  6698. 4:37:38powrotem. Męczył mnie każdy badawczy
  6699. 4:37:41dotyk. Potrzebowałam czułości, nie
  6700. 4:37:43kolejnych opatrunków.
  6701. 4:37:45To nic. Westchnęłam.
  6702. 4:37:47Ly pro mamo. Krótką dyskusję uciął
  6703. 4:37:51twardy rozkaz ojca. Pokaż. Pozwoliłam
  6704. 4:37:55sobie tylko na chwilkę zwłoki, po czym
  6705. 4:37:57niechętnie uniosłam uszytą z przemiłego
  6706. 4:37:59materiału bluzka. Serio wujek Tony
  6707. 4:38:01spisał się na medal w roli
  6708. 4:38:03garderobianego.
  6709. 4:38:05Na czole mamy pojawiły się zmarszczki na
  6710. 4:38:07widok świeżego, dużego białego plastra.
  6711. 4:38:12Ly wyszeptała. Z wahaniem, jakby
  6712. 4:38:15obawiała się odpowiedzi, zapytała: "Jak
  6713. 4:38:18to się stało?"
  6714. 4:38:20Uniosła dłoń, jakby chciałam usnąć
  6715. 4:38:22opatrunek, lecz cofnęła ją, gdy napięłam
  6716. 4:38:24mięśnie brzucha. Lekarz, próbując mnie
  6717. 4:38:26rozweselić podczas badania, nawet
  6718. 4:38:28zagwizdał z uznaniem na ich widok. Od
  6719. 4:38:31uderzeń drewnianą laską odparł grobowo
  6720. 4:38:34tata. Nie owijał w bawełnę,
  6721. 4:38:37tylko by tym mamę rozjuszył. Jej twarz
  6722. 4:38:40stężała. Kto za tym stoi? Zwróciła się
  6723. 4:38:43do niego, zaciskając palce na pościeli.
  6724. 4:38:46Tata milczał. Stał w tej samej pozie,
  6725. 4:38:49oparty ramieniem o futrynę i wytrzymywał
  6726. 4:38:51jej spojrzenie.
  6727. 4:38:55Z wzajemnością.
  6728. 4:38:59Macie go wreszcie? Warknęła. Gdy tata
  6729. 4:39:02milczał, spojrzała na wujka Adriena,
  6730. 4:39:04który stał przy oknie, obserwując
  6731. 4:39:06wirujące płatki śniegu. Adrienie.
  6732. 4:39:09ponagliła go ostrym szeptem. To sprawa
  6733. 4:39:12organizacji. Odebrałeś lisi z lotniska.
  6734. 4:39:15Jesteś tu. Oświeć mnie, proszę. Jakie
  6735. 4:39:17postępy zrobiliście w śledztwie?
  6736. 4:39:19Odchrząknął. Pracujemy nad tym. Ktoś bił
  6737. 4:39:23naszą córkę. Zawołała do wszystkich
  6738. 4:39:25trzech mężczyzn. Może wreszcie
  6739. 4:39:27ochronicie prestiż tego swojego
  6740. 4:39:28stowarzyszenia i znajdziecie winnych.
  6741. 4:39:31Wujek Tony wreszcie podniósł głowę,
  6742. 4:39:33puszczając cuwak bluzy. Hania. Tata
  6743. 4:39:37wypowiedział jej imię spokojnie.
  6744. 4:39:39Śledziłam wzrokiem mamę, która nagle
  6745. 4:39:41wstała. Odwrócona do mnie plecami
  6746. 4:39:44mierzyła się ze swoim mężem i jego
  6747. 4:39:46rodziną.
  6748. 4:39:48Ma otwartą ranę, z której sączyła się
  6749. 4:39:50krew. Przypomniała, a na wypadek, gdyby
  6750. 4:39:53nikt nie zrozumiał, dodała: "Nasza córka
  6751. 4:39:56krwawiła, bo ktoś ją bił. Krew! W
  6752. 4:40:00drzwiach stanął zszokowany Michael. Na
  6753. 4:40:02jego wilgotnej odśniegu kurtce
  6754. 4:40:04natychmiast w geście wsparcia spoczęła
  6755. 4:40:06dłoń taty. Michael patrzył na mnie
  6756. 4:40:09okrągłymi oczami. Tym razem nie wyglądał
  6757. 4:40:11jak nadęty panicz, a raczej jak
  6758. 4:40:13przestraszony dzieciak, który boi się o
  6759. 4:40:15życie siostry. Takie momenty rozbrajały
  6760. 4:40:18dziadka Camdena. Rozczulenie łapało go
  6761. 4:40:20za serce, gdy jego dzieci i wnuki
  6762. 4:40:22troszczyły się o siebie. Jego zazwyczaj
  6763. 4:40:25surowy wyraz twarzy złagodniał.
  6764. 4:40:27Zagoi się, wiadomo, że się zagoi.
  6765. 4:40:29Powiedział. Jego eleganckie buty
  6766. 4:40:31stuknęły o posadzkę. Twoja siostra
  6767. 4:40:33Mickey jest twarda. Mrugnął do mnie.
  6768. 4:40:36Prawda, Ly? Zacisnęłam usta w podkówkę.
  6769. 4:40:40Zamiast przytaknąć szepnęłam: "Chcę do
  6770. 4:40:42domu." Dziadek podszedł bliżej, wysoki,
  6771. 4:40:46z siwiejącą brodą. Włosy miał związane w
  6772. 4:40:48niedbały kucyk. Na jego szerokiej piersi
  6773. 4:40:51zadzwoniły nieśmiertelniki i kilka
  6774. 4:40:53łańcuszków. Masywną dłoń położył na moim
  6775. 4:40:56podbródku i delikatnie musnął twarz.
  6776. 4:40:58Palce miał szorstkie. Zupełnie inny
  6777. 4:41:01rodzaj dotyku niż ten mamy.
  6778. 4:41:05Wybacz kochana, że się tak przyglądam,
  6779. 4:41:07ale chcę obejrzeć twoją piękną buzię, by
  6780. 4:41:09się upewnić, że naprawdę tu jesteś.
  6781. 4:41:11Uśmiechnął się, choć zimnymi oczami
  6782. 4:41:13badał ślad po drewnianej lasce.
  6783. 4:41:17Szczęki wszystkich obecnych mężczyzn
  6784. 4:41:19zaciskały się tak mocno, że niemal
  6785. 4:41:21słychać było zgrzyt. Dziadek jednak
  6786. 4:41:23zdusiłość, by okazać mi odrobinę
  6787. 4:41:26czułości i przykucnął przede mną.
  6788. 4:41:29Jesteś bardzo dzielna. Powiedział. Mama
  6789. 4:41:32stała sztywno, trzymając mnie za
  6790. 4:41:33ramiona. Mierzyła dziadka spojrzeniem
  6791. 4:41:35spod zmróżonych powiek. Ewidentnie miała
  6792. 4:41:38z nim jakiś problem, a dziadek Camden z
  6793. 4:41:40pewnością to dostrzegał, lecz ignorował.
  6794. 4:41:44Jego hierarchia priorytetów od lat
  6795. 4:41:46pozostawała niezmieniona.
  6796. 4:41:48Nie chcę być dzielna wyszeptałam. Chcę
  6797. 4:41:51do domu. Dziadek uśmiechnął się
  6798. 4:41:53łagodnie. Mogę? zapytał i ujął moje
  6799. 4:41:56spoczywające na udach dłonie. Ścisnął je
  6800. 4:41:59swoimi dużymi, ciepłymi, ozdobionymi
  6801. 4:42:01metalową bransoletą, kilkoma rzemykami,
  6802. 4:42:04pierścionkami, z kolorowymi kamieniami i
  6803. 4:42:06wyblakłymi tatuażami.
  6804. 4:42:08Rozejrzyj się, księżniczko. Dom
  6805. 4:42:10przyszedł do ciebie. Mama objęła mnie
  6806. 4:42:13jeszcze mocniej. Fotel zaskrzypiał, gdy
  6807. 4:42:15wujek Tony zsunął się na jego brzeg.
  6808. 4:42:18Tata opuścił ręce wzdłuż tułowia.
  6809. 4:42:20Michael zrobił krok naprzód. Adrien
  6810. 4:42:23wyprostował się i poprawił krawat.
  6811. 4:42:25Wiesz dlaczego nie ma tu reszty twoich
  6812. 4:42:27wujków? Zapytał dziadek. Nawet gdyby
  6813. 4:42:29teraz tu weszli, przez zapłakane oczy
  6814. 4:42:32nikogo bym nie rozpoznała, więc tylko
  6815. 4:42:34pokręciłam głową.
  6816. 4:42:36Wciąż cię szukają i nie wszyscy zdążyli
  6817. 4:42:39jeszcze wrócić.
  6818. 4:42:41Potarł kciukami wierzchy moich dłoni, po
  6819. 4:42:44czym uniósł je i musnął ustami, jakby
  6820. 4:42:46składał mi hołd. Kiedy je odkładał na
  6821. 4:42:49miejsce, coś przykuło jego uwagę. Palcem
  6822. 4:42:51przesunął po stalowej obrączce na moim
  6823. 4:42:54kciuku.
  6824. 4:42:55marszcząc krzaczaste siwiejące brwi.
  6825. 4:42:58Moja Lisy, a skąd ty to masz? Zapytał
  6826. 4:43:01Cule, choć w jego głosie pojawiło się
  6827. 4:43:03napięcie.
  6828. 4:43:05Nie jestem pewna. Odchrząknęłam, bo głos
  6829. 4:43:08miałam słaby. Hm. Dziadek spojrzał na
  6830. 4:43:11tatę. Widziałeś? Tata skinął głową.
  6831. 4:43:14Obudziłam się i zobaczyłam ją na palcu.
  6832. 4:43:17Wyjaśniłam.
  6833. 4:43:19Panowie, poznajecie? zapytał dziadek
  6834. 4:43:21unosząc moją dłoń i kierując ciężkie
  6835. 4:43:23spojrzenie na pozostałych. Wujek Tony
  6836. 4:43:26podniósł się z fotela. Wujek Adrien
  6837. 4:43:28odsunął się od okna. Obrączka. Zdziwiła
  6838. 4:43:31się mama. Coś znacznie cenniejszego niż
  6839. 4:43:34zwykła obrączka. Wincencie już wiesz co
  6840. 4:43:37to jest, prawda? Pewnie zdążyłeś
  6841. 4:43:40obejrzeć ją z bliska. Tata ponownie
  6842. 4:43:42potaknął sztywno. Nawet nie zauważyłam
  6843. 4:43:45kiedy się jej przyjrzał dziadek.
  6844. 4:43:48delikatnie obrócił mój palec, by pokazać
  6845. 4:43:50reszcie wierzch obrączki, która nie
  6846. 4:43:52chciała się łatwo przesunąć. Spójrzcie
  6847. 4:43:54tu. No dalej śmiało, bo to jest
  6848. 4:43:57niezła jazda.
  6849. 4:43:59Wreszcie to dostrzegli. Pierwszy załapał
  6850. 4:44:01członek organizacji, wujek Adrien, który
  6851. 4:44:04wymienił spojrzenie z tatą, a dziadek
  6852. 4:44:06pokiwał głową i stwierdził:
  6853. 4:44:09"To przetopiony sygnet Rodria Retera".
  6854. 4:44:16Rozdział 12. Sygnet Rodri Retera. Mój
  6855. 4:44:20kciuk drżał. Wyrwałam dłoń z uścisku
  6856. 4:44:24dziadka i wczepiłam palce drugiej ręki w
  6857. 4:44:26pierścionek. Chciałam go zsunąć, choćby
  6858. 4:44:28razem ze skórą. Hej, hej, hej, Ly.
  6859. 4:44:33Spokojnie. Mama i dziadek rzucili się,
  6860. 4:44:35by mnie powstrzymać. Wujek Adrien stał
  6861. 4:44:38przy oknie, opierając się o parapet.
  6862. 4:44:40Patrzył przez szybę na bielejący
  6863. 4:44:42krajobraz. Wielkie jasne oczy wujka
  6864. 4:44:45Tonego niemal wyszły z orbit. Kilka razy
  6865. 4:44:47rozejrzał się, jakby szukał swojego
  6866. 4:44:49bliźniaka. Brakowało mu kompana do
  6867. 4:44:51wymiany znaczących spojrzeń. Najbardziej
  6868. 4:44:54zagubiony był Michael. Nie miał pojęcia,
  6869. 4:44:56co robić, ani obok kogo stanąć. Chwilowo
  6870. 4:44:59nikt nie zwracał na niego uwagi. Jabłko
  6871. 4:45:02Adama podskoczyło mu, gdy przełknął
  6872. 4:45:04ślinę, lecz usilnie próbował zgrywać
  6873. 4:45:06dorosłego, a przecież wciąż był tylko
  6874. 4:45:08chłopcem. Z przejęciem pokiwał głową,
  6875. 4:45:11gdy mama rzuciła do niego. Miki, mydło,
  6876. 4:45:14przynieś mydło z łazienki. Głaskała mnie
  6877. 4:45:17po głowie i tłumaczyła. Nie wolno
  6878. 4:45:19szarpać. Zrobisz sobie krzywdę.
  6879. 4:45:21Zdejmiemy go delikatnie.
  6880. 4:45:23Nie chcę go na sobie. Zawołałam
  6881. 4:45:25ogarnięta paniką. Zdejmijcie to.
  6882. 4:45:28Zdejmijcie to. Już teraz zdejmiemy,
  6883. 4:45:31księżniczko. No przecież nie zostawimy
  6884. 4:45:33ci na paluchu takiego żelastwa. Ha!
  6885. 4:45:35Dziadek zamknął dłoń na moim kciuku,
  6886. 4:45:37żebym nie musiała patrzeć na obrączkę i
  6887. 4:45:39przestała się z nią szarpać. Co jeśli
  6888. 4:45:42mydło nie pomoże? Jeśli jeśli ono nie
  6889. 4:45:44pomoże, to co? Histeryzowałam.
  6890. 4:45:48Dziadek potrząsnął lekko pięśnią
  6891. 4:45:49zaciśniętą na moim palcu. Hej,
  6892. 4:45:51spokojnie. Kącik ust uniósł mu się
  6893. 4:45:54tajemniczo. Zawsze mamy tu eksperta od
  6894. 4:45:57piły mechanicznej. Uśmiech, który posłał
  6895. 4:45:59nam wujek Adrien, gdy odwrócił głowę od
  6896. 4:46:02okna, był niestety zbyt wymuszony i
  6897. 4:46:04pełen napięcia, żebym dała się nabrać. W
  6898. 4:46:07naszej rodzinie często śmialiśmy się
  6899. 4:46:09szczerze. To zdecydowanie nie było to.
  6900. 4:46:13Dlaczego ona w ogóle ma to na palcu?
  6901. 4:46:15Pytała mama. Co to znaczy? Ktoś ją
  6902. 4:46:17naznaczył. To jakiś manifest? O co
  6903. 4:46:20chodzi? Manifest zemsty. Rzucił wujek
  6904. 4:46:24Tony. Dziadek wolną dłonią gładził
  6905. 4:46:26brodę. zamyślone. Zemsty. Zemsty,
  6906. 4:46:30na dziecku. Za co niby? Ania, należy
  6907. 4:46:33zachować spokój. Upomniał mamę tata,
  6908. 4:46:36zerkając na mnie znacząco. Mam gdzieś
  6909. 4:46:38ten wasz stoicki spokój. To dziewczynka,
  6910. 4:46:41a nie pionek w waszej durnej gierce.
  6911. 4:46:45Zapewniam cię, że nikt z nas nie bawi
  6912. 4:46:47się życiem naszej córki, ani ja.
  6913. 4:46:50Powiedział chłodno tata. Dzięki za
  6914. 4:46:52zapewnienie. Od razu mogę odetchnąć.
  6915. 4:46:54Syknęła mama. Skąd w ogóle wiecie, że to
  6916. 4:46:57przetopiony sygnet?
  6917. 4:46:59Po czym to poznajecie? Przecież to
  6918. 4:47:00obrączka jak każda inna. Cieszyłam się,
  6919. 4:47:03że zadaje te pytania. Sama nie miałam
  6920. 4:47:05odwagi, a potrzebowałam odpowiedzi.
  6921. 4:47:08Tutaj Ania, widzisz? Dziadek odwrócił
  6922. 4:47:11mój palec, pokazując mamie fragment
  6923. 4:47:13obrączki. To niedoszlifowany fragment
  6924. 4:47:15sygnetu Rodria Retera.
  6925. 4:47:18Na gładkiej srebrnej powierzchni w
  6926. 4:47:19istocie wyryty był chropowaty wzór. Tata
  6927. 4:47:22miał na swoim sygnecie podobne znaki.
  6928. 4:47:24Rozpoznałam je, bo jako dziecko często
  6929. 4:47:27bawiłam się jego dłońmi. To najwyraźniej
  6930. 4:47:29wspólny motyw dla wszystkich członków
  6931. 4:47:31organizacji.
  6932. 4:47:33Mam mydło odezwał się nieśmiało Micki,
  6933. 4:47:36który pojawił się obok nas. Dłonie miał
  6934. 4:47:38złożone w łódeczkę. Kurtki jeszcze nie
  6935. 4:47:40zdjął. Zaczesane do tyłu włosy
  6936. 4:47:42zwilgotniały mu na czole.
  6937. 4:47:45Tata uniósł brwi, lecz powstrzymał się
  6938. 4:47:47od komentarza. Miki, trzeba było wziąć
  6939. 4:47:50jakiś kubeczek. Westchnęła mama. Z
  6940. 4:47:52ciągle złączonymi dłońmi Michael
  6941. 4:47:54wzruszył ramionami. Mydło zachlupotało.
  6942. 4:47:58Ale nic tam nie było, to co miałem?
  6943. 4:48:00Dobra, dobra, młody. Tak, jest git.
  6944. 4:48:02Przerwał mu dziadek. Machnął ręką.
  6945. 4:48:05Podejdź tu. I jeszcze odrobina wody.
  6946. 4:48:09Chwycił butelkę, którą wcześniej
  6947. 4:48:11przyniósł tata. Patrzyłam, jak dziadek
  6948. 4:48:13macza palce w jednym płynie i drugim.
  6949. 4:48:15Wyciągnęłam kciuk, pozwalając mu
  6950. 4:48:17działać.
  6951. 4:48:18Dobrze, dobrze. Mama brała głębokie
  6952. 4:48:20wdechy. Czy możemy łaskawie ustalić,
  6953. 4:48:22skąd biżuteria po Rodriku Reterze
  6954. 4:48:25znalazła się na palcu Ly?
  6955. 4:48:28Księżniczko, a czy ty przypadkiem
  6956. 4:48:29widziałaś, kto ją nosił wcześniej?
  6957. 4:48:31Zapytał dziadek. Nieśmiało skinęłam
  6958. 4:48:34głową. Elias. Przyznałam szeptem. Nikt
  6959. 4:48:38nie dopytywał o jego tożsamość. Wszyscy
  6960. 4:48:40już wiedzieli, że to chłopak
  6961. 4:48:41odpowiedzialny za porwanie. Nic nie
  6962. 4:48:44tłumaczył. Zdziwiła się mama. Dlaczego
  6963. 4:48:46ci ją zakłada?
  6964. 4:48:48Nosił ją odkąd zaczęłam go widywać.
  6965. 4:48:51Spuściłam wzrok. Temat wciąż był trudny.
  6966. 4:48:54Czułam na sobie świdrujące spojrzenie
  6967. 4:48:56taty, a w oczach Mickiego mignęła
  6968. 4:48:57deprata. Nigdy o niej nie wspominał. Ja
  6969. 4:49:00nie pytałam. Uniosła mnie pewnie pod
  6970. 4:49:03bródek. To był sygnet taty Eliasa,
  6971. 4:49:05prawda?
  6972. 4:49:07Linsiy, znasz prawdziwe imię tego
  6973. 4:49:09chłopaka, prawda? Zapytała mama
  6974. 4:49:11łagodnie. Ja zawahałam się. Sama już nie
  6975. 4:49:15wiem. Znasz to imię Linsy? Ponaglił mnie
  6976. 4:49:19tata szorstko. Elias? Tak, Elias. Nie.
  6977. 4:49:23Przymknęłam na moment powieki, po czym
  6978. 4:49:25poprawiłam się na głos. Kornel. Wujek
  6979. 4:49:28Adrien znów odwrócił głowę od okna.
  6980. 4:49:31Białe światło oświetlało mu tylko połowę
  6981. 4:49:33twarzy. Druga tonęła w cieniu.
  6982. 4:49:37Wy go znacie? Stwierdziłam cicho.
  6983. 4:49:39Rodzina monet niechętnie dzieliła się
  6984. 4:49:41sekretami, zwłaszcza z najmłodszymi,
  6985. 4:49:43więc cisza trwała długo. W końcu
  6986. 4:49:46przerwał ją tata. Jego ojciec Lindsey
  6987. 4:49:49należał do organizacji. Robiliśmy z nim
  6988. 4:49:52małe machojki. Wiesz jak jest
  6989. 4:49:54księżniczko. dodał dziadek wciąż
  6990. 4:49:56delikatnie obracając obrączkę.
  6991. 4:49:59Idź już umyj te ręce. Upomniała mama
  6992. 4:50:02Michaela, który stał nadal z dłońmi
  6993. 4:50:04złożonymi w łódeczkę i słuchał z
  6994. 4:50:06niedowierzaniem.
  6995. 4:50:08Tak samo jak ja. Niewiele wiedział o
  6996. 4:50:10organizacji.
  6997. 4:50:11Tata rządzi światem. Wujek Adrien też.
  6998. 4:50:14Wielkie rzeczy. Mama chyba wolała, by
  6999. 4:50:16tak zostało i żeby Micki nie znał
  7000. 4:50:18szczegółów. Dlatego dodała ponaglająco.
  7001. 4:50:21Słyszysz? Mydło kapie na podłogę.
  7002. 4:50:24Michael ruszył niechętnie do łazienki,
  7003. 4:50:26lecz zatrzymał się, gdy powiedziałam
  7004. 4:50:28grobowym tonem. Elias, to znaczy Kornel
  7005. 4:50:31twierdzi, że zamordowaliście jego ojca.
  7006. 4:50:34Pierwszy raz poczułam się od niego
  7007. 4:50:35dojrzalsza. W końcu z naszej dwójki to
  7008. 4:50:38on był tym perfekcyjnym dzieckiem. Jakoś
  7009. 4:50:41nie umiałam się tym cieszyć. Tata
  7010. 4:50:43wymienił spojrzenie z wujkiem Adrienem.
  7011. 4:50:46Dziadek mocniej potarł obrączkę. Mama
  7012. 4:50:48zesztywniała, a wujek Tony zacisnął zęby
  7013. 4:50:51na suwaku bluzę.
  7014. 4:50:53To nieprawda? Tak. Dopytałam. O, poszło.
  7015. 4:50:56Ucieszył się dziadek, gdy obrączka
  7016. 4:50:58wreszcie zeszła z palca. Ulga spłynęła
  7017. 4:51:00na całe moje ciało.
  7018. 4:51:03Potarłam kciuk. Został na nim tylko
  7019. 4:51:05delikatny odcisk. Dziadek schował
  7020. 4:51:07obrączkę do kieszonki na piersi swojej
  7021. 4:51:09zamszowej kurtki. To nieprawda.
  7022. 4:51:12Powtórzyłam. Klapa kieszeni opadła.
  7023. 4:51:15Dziadek poklepał ją dłonią i westchnął.
  7024. 4:51:19Ojciec dzieciaka, którego poznałaś, tego
  7025. 4:51:21cudaka Kornela, brał udział w Dziadek
  7026. 4:51:25skrzywił się podejrzanie, jakby coś
  7027. 4:51:26kręcił. Coś nie chciało mu przejść przez
  7028. 4:51:29gardło, nieszczęśliwym wypadku.
  7029. 4:51:32Zrobiłam wielkie oczy i przycisnęłam
  7030. 4:51:34dłonie do piersi. Wy naprawdę go
  7031. 4:51:36zamordowaliście.
  7032. 4:51:39Michael wrócił. Ręce miał czyste i
  7033. 4:51:41zaróżowione, lecz twarz pobladłą. Wujek
  7034. 4:51:44Adrien wyglądał jakby żałował, że nie
  7035. 4:51:46znajduje się po drugiej stronie okna,
  7036. 4:51:48mimo że śnieg nie przestawał padać, a
  7037. 4:51:50wujek Tony trzymał suwak w zębach,
  7038. 4:51:52ewidentnie cały spięty. Nieszczęśliwy
  7039. 4:51:55wypadek. Prychnęłam. Macie mnie za
  7040. 4:51:58idiotkę,
  7041. 4:51:59Ly? Mama pogłaskała mnie po ramieniu,
  7042. 4:52:02choć ona też była zdenerwowana. W głębi
  7043. 4:52:05duszy rozumiała moje oburzenie.
  7044. 4:52:09Nie, bo wy mnie ciągle okłamujecie. W
  7045. 4:52:11podobnych momentach wujkowi Tonemu z
  7046. 4:52:13pewnością było na rękę, że jest takim
  7047. 4:52:15mrukiem. Milczenie przerzucało
  7048. 4:52:18odpowiedzialność na tych bardziej
  7049. 4:52:19rozmownych.
  7050. 4:52:21Powoli podniósł się dziadek. Z ciepłego
  7051. 4:52:23kucającego przy mnie dziadziusia znów
  7052. 4:52:25stał się górującym nade mną patriarchą.
  7053. 4:52:28Położył ciężką dłoń na moim ramieniu.
  7054. 4:52:30Kamienie w jego piersiach zalśniły.
  7055. 4:52:34Tak zamordowaliśmy go. Przyznał
  7056. 4:52:36niespodziewanie. Zamilkłam przytłoczona
  7057. 4:52:38jego dominującą sylwetką. Mama zdawała
  7058. 4:52:41się czuć to samo. Patrzyła na niego z
  7059. 4:52:43niechęcią spod zmrużonych powiek. Tata
  7060. 4:52:46zacisnął usta. Jego skrzyżowane na
  7061. 4:52:48piersi ramiona zesztywniały. Wujek
  7062. 4:52:51Adidrien uniósł brwi ze zdumienia.
  7063. 4:52:55Ja go zamordowałem. Doprecyzował dziadek
  7064. 4:52:57Camden, przykładając wolną dłoń do
  7065. 4:52:59szerokiej piersi w dystyngowanym geście,
  7066. 4:53:02jakby właśnie proponował wszystkim
  7067. 4:53:04herbatę.
  7068. 4:53:05Groził rodzinie, postrzelił twojego
  7069. 4:53:07tatę, Ly. Groził też tobie i cioci Hayy.
  7070. 4:53:11Jego oczy pociemniały, więc tak. Wziąłem
  7071. 4:53:14go za wszasz i wpakowałem do helikoptera
  7072. 4:53:17skazanego na rozbicie. Historia krótka i
  7073. 4:53:19już dosyć nudna, bo dla każdego, kto
  7074. 4:53:22zadziera z naszą rodziną kończy się tak
  7075. 4:53:24samo.
  7076. 4:53:25Rozdziawiłam usta. Helikopter skazany na
  7077. 4:53:28rozbicie. Wyszeptałam. Co to w ogóle
  7078. 4:53:31znaczy? Michael, przynieś lisi i wody.
  7079. 4:53:34wtrąciła mama.
  7080. 4:53:36Przecież ma wodę. Zbuntował się Micky.
  7081. 4:53:39Tylko jakąś resztkę. Dziadek zużył ją,
  7082. 4:53:42zdejmując pierścionek. Michael ociągał
  7083. 4:53:45się, lecz gdy napotkał spojrzenie taty,
  7084. 4:53:47ruszył posłuszniej. Właśnie wychodził,
  7085. 4:53:49gdy pisnęłam do dziadka.
  7086. 4:53:52Pozbawiłeś dziecko ojca. Adrien
  7087. 4:53:55przejechał dłonią po włosach
  7088. 4:53:56oszołomiony. Tony niemal wtopił się w
  7089. 4:53:58tło. Rodzice patrzyli na dziadka
  7090. 4:54:01zaskoczeni jego szczerością.
  7091. 4:54:03Chyba nawet tata nie spodziewał się aż
  7092. 4:54:05tak otwartego wyznania.
  7093. 4:54:08Dziadek Kam przechylił głowę z
  7094. 4:54:10pobłażaniem.
  7095. 4:54:12Kiedy na szali leży życie moich dzieci i
  7096. 4:54:14wnuków, a po drugiej stronie tkwi
  7097. 4:54:16uparty, niezdolny do kompromisów
  7098. 4:54:18niebezpieczny człowiek, wybór jest dla
  7099. 4:54:20mnie oczywisty.
  7100. 4:54:23On mówił prawdę. Wyszeptałam.
  7101. 4:54:26Co ten chłopiec ci na opowiadał? Zapytał
  7102. 4:54:29dziadek, muskając mnie pod brodą.
  7103. 4:54:32Przełknęłam gorzką ślinę, że chciał się
  7104. 4:54:34zemścić na moim tacie za swojego.
  7105. 4:54:37Dlatego mnie porwał, by zrobić tacie na
  7106. 4:54:39złość i wyłudzić pieniądze. Ale to
  7107. 4:54:42oznacza, że się pomylił. Skoro to ty go
  7108. 4:54:44zabiłeś. Spojrzałam dziadkowi w oczy.
  7109. 4:54:47Powinien mścić się na tobie.
  7110. 4:54:51Słuszna dedukcja. To dowód, że chłopak
  7111. 4:54:53nie wiedział o co naprawdę gra. Przecież
  7112. 4:54:55po śmierci ojca odziedziczył fortunę. On
  7113. 4:54:58i jego matka. Wins, przypomnisz mi jej
  7114. 4:55:01imię?
  7115. 4:55:03Romili.
  7116. 4:55:05Romili Reter. Podpowiedział Adrien
  7117. 4:55:08widząc zawahanie mojego taty. Nie był
  7118. 4:55:10dobry w zapamiętywanie imion.
  7119. 4:55:12Romili. Właśnie. Dziadek wzruszył
  7120. 4:55:15ramionami. Uwierz Lisy. Romili pod
  7121. 4:55:18względem finansowym nie spotkała
  7122. 4:55:20krzywda. Dostała więcej niż będzie w
  7123. 4:55:22stanie wydać przez całe życie. Nie
  7124. 4:55:24podlegało dyskusji, że w takiej sytuacji
  7125. 4:55:26organizacja zabezpieczy wdowę i syna.
  7126. 4:55:29Pół roku po pogrzebie kupiła willę,
  7127. 4:55:31otworzyła spa, zatrudniła personel
  7128. 4:55:33liczniejszy niż królewski dwór, a w
  7129. 4:55:35swoim ogrodzie stworzyła prywatne
  7130. 4:55:37niemałe pole golfowe.
  7131. 4:55:40tego to jej akurat nawet
  7132. 4:55:42pozazdrościłem.
  7133. 4:55:46Monitorowaliśmy ją cały czas, żeby mieć
  7134. 4:55:48pod kontrolą, co tam się u niej
  7135. 4:55:49wyprawia. Więc to kompletnie nie jest
  7136. 4:55:52tak, że Romy Leter została samotną
  7137. 4:55:54żyjącą w biedzie matką. Wiesz, Ly? Ale
  7138. 4:55:58Tony wtrącił niepewnie. Syn Retera
  7139. 4:56:01dostanie swoją część hajsu dopiero gdy
  7140. 4:56:03skończy 24 lata. Nie, dobrze zapamiętał
  7141. 4:56:07tę zasadę. On i wujek Shane otrzymali
  7142. 4:56:09dostęp do rodzinnej fortuny monetów jako
  7143. 4:56:11ostatni z rodzeństwa. No nie licząc
  7144. 4:56:14cioci Hiley, ale w jej przypadku ta
  7145. 4:56:16kwestia przestała mieć znaczenie, gdy
  7146. 4:56:18Hailey zaczęła się spotykać zdzianym
  7147. 4:56:19wujkiem Adrienem i ta granica jakoś się
  7148. 4:56:22rozmyła. Tata skinął głową. Ile chłopak
  7149. 4:56:25ma lat, Lindsey?
  7150. 4:56:27Starłam łzę, która pociekła mi po
  7151. 4:56:29policzku ze stresu i przejęcia.
  7152. 4:56:33O 18 pasuje! Mruknął Adidien ponuro.
  7153. 4:56:37Dziadek westchnął zniecierpliwiony.
  7154. 4:56:40Chcesz mi powiedzieć, że cała ta
  7155. 4:56:41tragedia to jest taki smutny, zwykły
  7156. 4:56:43banał? Dzieciak niecierpliwi się, żeby
  7157. 4:56:46się nachapać?
  7158. 4:56:48Matka się z nim nie dzieli. Zdziwił się
  7159. 4:56:50wujek Tony. Czy o niej wspominał?
  7160. 4:56:53Zapytał mnie tata. Nie tylko o ojczymie.
  7161. 4:56:56Odparłam czując dreszcz na samo jego
  7162. 4:56:59wspomnienie.
  7163. 4:57:00Ojczym. Dziadek podrapał się w brodę.
  7164. 4:57:03Czy to ten starszawy gość, za którego
  7165. 4:57:05Romili wyszła niedługo po żałobie?
  7166. 4:57:08Zamieszkał w jej willi. Wtedy sobie
  7167. 4:57:10pomyślałem, że trafiło się gościowi jak
  7168. 4:57:12ślepej kurze ziarno. To był taki pan z z
  7169. 4:57:16wąsem. Dotknęłam się palcem pod nosem.
  7170. 4:57:19Chodził o lascea. Bardzo nieprzyjemny.
  7171. 4:57:23Kazał mi robić dziwne rzeczy.
  7172. 4:57:26Dało się wyczuć, że w pomieszczeniu
  7173. 4:57:28zapanowała konsternacja. Dziwne rzeczy.
  7174. 4:57:30Na usta mamy wstąpił pełen napięcia
  7175. 4:57:33uśmiech. Możesz Lis powiedzieć coś
  7176. 4:57:35więcej?
  7177. 4:57:37Chodziłam po pokoju z filiżanką pełną
  7178. 4:57:39herbaty, tak żeby jej nie rozlać.
  7179. 4:57:43Z herbatą po co? Spytała. Zerknęłam na
  7180. 4:57:47Tonego. Krzywił się z obrzydzeniem.
  7181. 4:57:50Widzieliśmy go w Tacobel. Pamiętasz?
  7182. 4:57:52Zwróciłam się do niego. Wtedy uderzył
  7183. 4:57:55mnie pierwszy raz. Łzy napłynęły mi do
  7184. 4:57:57oczu. Wydaje mi się, że widywałam go
  7185. 4:57:59wcześniej.
  7186. 4:58:01Co jakiś czas w różnych sytuacjach. Mama
  7187. 4:58:04wybuchnęła. To jakaś paranoja. Wbiła
  7188. 4:58:06morderczy wzrok w ojca. Gdzie jest to
  7189. 4:58:09wasze bezpieczeństwo? Dlaczego jakiś
  7190. 4:58:11wąsaty bęcwał kręcił się przy naszej
  7191. 4:58:13córce i nikt nie reagował?
  7192. 4:58:16Michael, który właśnie wrócił z butelką
  7193. 4:58:18wody, nie odważył się podejść na tyle
  7194. 4:58:19blisko, by postawić ją na stoliku przy
  7195. 4:58:21moim łóżku.
  7196. 4:58:23Zamiast tego zatrzymał się z boku,
  7197. 4:58:24osłupiały, słysząc ton mamy. Dlaczego
  7198. 4:58:27nie działacie już teraz? Krzyczała. Jej
  7199. 4:58:31ramię zsunęło się z moich pleców, gdy
  7200. 4:58:33poderwała się na równe nogi. Zwracała
  7201. 4:58:35się głównie do taty. Ale pozostali
  7202. 4:58:37obecni mężczyźni też zostali
  7203. 4:58:39spiorunowani wzrokiem. Natychmiast
  7204. 4:58:41załatwiej ochronę i znajdźcie tego
  7205. 4:58:45łazengę.
  7206. 4:58:47A nie, oczywiście, że zeznania Lis
  7207. 4:58:48zostaną wykorzystane w poszukiwaniach.
  7208. 4:58:51zapewnił dziadek zerkając z troską na
  7209. 4:58:53mamę. Ochroniarz został już jej
  7210. 4:58:55przydzielony. Dodał tata. Uniosłam brwi.
  7211. 4:58:59Mama też.
  7212. 4:59:01Świetnie powiedziała mama sarkastycznie
  7213. 4:59:03rozłożyła dłonie i się rozejrzała. W
  7214. 4:59:05takim razie gdzie on jest? Ma dyżury
  7215. 4:59:07tylko w weekendy i święta czy jaki ty
  7216. 4:59:09masz w końcu plan? Jest tu z nami.
  7217. 4:59:13Odparł tada ze spokojem. Nie dawał się
  7218. 4:59:15sprowokować. Mama była chyba jedyną
  7219. 4:59:17osobą, która faktycznie mogła sobie
  7220. 4:59:19pozwolić, by mówić do niego z taką
  7221. 4:59:21niekontrolowaną pretensją. Rozejrzałam
  7222. 4:59:24się. Nie było wśród nas ani jednej
  7223. 4:59:26nieznajomej twarzy. Gdzie? Warknęła
  7224. 4:59:29mama. Tata wskazał ręką. Wujek Tony.
  7225. 4:59:33Mama zmarszczyła brwi. Tony wypuścił z
  7226. 4:59:36ust zamek bluzy, jakby przyłapano go na
  7227. 4:59:38gorącym uczynku. Spojrzałam na niego.
  7228. 4:59:41Szara bluza, naburmuszone spojrzenie
  7229. 4:59:43jasnych oczu i tatuaże. Przyznam, że
  7230. 4:59:45byłam przyzwyczajona do ochroniarzy w
  7231. 4:59:47trochę innych stylówkach. Tony zgłosił
  7232. 4:59:50się na ochotnika. Wyjaśnił tata. I nie
  7233. 4:59:53będzie cię krępował. Dodał dziadek. Tony
  7234. 4:59:56zrobił minę jakby krępowanie mnie było
  7235. 4:59:58wręcz jego celem. Przełknęłam ślinę.
  7236. 5:00:01Jeszcze nie zdecydowałam co uważam o tym
  7237. 5:00:04pomyśle.
  7238. 5:00:06Będzie się zmieniał ze Slownem.
  7239. 5:00:07doprecyzował tata, widząc nieprzekonanie
  7240. 5:00:09mamy. Czy to rozsądne, by taką funkcję
  7241. 5:00:12pełnił członek rodziny? Zapytała.
  7242. 5:00:15Poruszyła się przy tym niespokojnie.
  7243. 5:00:18Jest przeszkolo? Uważaj! Zawołał tata,
  7244. 5:00:21bo mama poślizgnęła się na plamie mydła.
  7245. 5:00:23Hach! Dziadek i tata rzucili się, żeby
  7246. 5:00:26ją podtrzymać. Mama odzyskała równowagę
  7247. 5:00:29i natychmiast wyrwała się mężowi. Tamena
  7248. 5:00:32zignorowała. Ważne dla niej było, by
  7249. 5:00:34odsunąć się od taty. Niedobrze
  7250. 5:00:37pomyślałam. Tata cofnął się nie mówiąc
  7251. 5:00:40słowa. Michael spuścił wzrok. Świadom,
  7252. 5:00:42że to przez niego mydło rozlało się na
  7253. 5:00:44podłodze. Wszystko okej, Ania nie?
  7254. 5:00:47Zagadnął dziadek, ignorując napięcie
  7255. 5:00:49chwili. Mama odgarnęła włosy za ucho,
  7256. 5:00:52odchrąknęła i kiwnęła głową. W porządku,
  7257. 5:00:54muszę tylko usiąść. To dużo się dzieje,
  7258. 5:00:58wiele informacji. Przysiadła ostrożnie
  7259. 5:01:01obok mnie, wciąż unikając patrzenia na
  7260. 5:01:03tatę. Wiadomo, wszyscy jesteśmy trochę
  7261. 5:01:05pospinani. Dobrze, że rozmawiamy.
  7262. 5:01:08Rozmowy są ważne. Tak. Potaknął dziarsko
  7263. 5:01:11dziadek. Słuchaj, Ly, powiedz nam, bo
  7264. 5:01:14tak się zastanawiam, ten chłopak prawda
  7265. 5:01:17jaki miał stosunek do tego, no wąsatego?
  7266. 5:01:20Zerknąwszy na mamę, żeby się upewnić,
  7267. 5:01:22czy wszystko z nią w porządku,
  7268. 5:01:24odpowiedziałam dziadkowi, plącząc się
  7269. 5:01:26nieco: "Nie wiem, wyglądało to tak,
  7270. 5:01:28jakby jakby
  7271. 5:01:31Może się go bał?" "Zgadł dziadek.
  7272. 5:01:34Udawał, że nie, ale trudno to opisać."
  7273. 5:01:38Pokręciłam głową zmęczona. "To tylko
  7274. 5:01:40domysły."
  7275. 5:01:41Może czuł do niego niechęć? Trzymał
  7276. 5:01:44dystans. Kiwałam głową. No coś w tym
  7277. 5:01:47stylu.
  7278. 5:01:49To wąsatę zbuntował gówniarza.
  7279. 5:01:51Podsumował dziadek przekonany o
  7280. 5:01:53słuszności swojego wniosku. Otrzymałem
  7281. 5:01:56maila z załączonymi skanami teczki.
  7282. 5:01:58Oznajmił wujek Adrien podnosząc telefon.
  7283. 5:02:02Zdobywszy naszą uwagę zaczął czytać,
  7284. 5:02:04wybiórczo cytując to, co najważniejsze.
  7285. 5:02:07Romil Retter po śmierci męża
  7286. 5:02:09przeprowadziła się do Montrealu.
  7287. 5:02:11Zamieszkała tam z synem z poprzedniego
  7288. 5:02:13małżeństwa i nowym mężem Stanislausem.
  7289. 5:02:18rozwiodła się z nim trzy lata temu.
  7290. 5:02:22Stanislaus powtórzyła mama z
  7291. 5:02:24obrzydzeniem, podsumowując,
  7292. 5:02:27Romil jest zabezpieczona finansowo, a
  7293. 5:02:29syn Rodri odziedziczy swoje za parę lat.
  7294. 5:02:32Adrien odszedł od okna i stanął w nogach
  7295. 5:02:34łóżka. Porywanie Linzi dla okupu to w
  7296. 5:02:37tym przypadku idiotyzm. Gra nie warta
  7297. 5:02:40świeczki. Zemsta na Wincie też nie ma
  7298. 5:02:43sensu, skoro za śmiercią Rodria stoi
  7299. 5:02:45Camden. Jeśli miałbym zgadywać,
  7300. 5:02:48obstawiałbym,
  7301. 5:02:49że chłopak został zmanipulowany.
  7302. 5:02:52Dziadek przybrał buntowniczy wyraz
  7303. 5:02:54twarzy. Szczeniak porwał mi wnuczkę.
  7304. 5:02:56Burknął. Nie będzie tu żadnego
  7305. 5:02:58usprawiedliwienia.
  7306. 5:03:00Nikt z nim nie dyskutował. Nikt nie
  7307. 5:03:03zamierzał bronić Eliasa. Po chwili wujek
  7308. 5:03:05Adrien dodał: "A jednak to on postanowił
  7309. 5:03:08ją oddać. spojrzał na mnie z uniesioną
  7310. 5:03:11brwią. Prawda, Lindsy? Pokiwałam
  7311. 5:03:14niepewnie głową. To czemu zmienił
  7312. 5:03:16zdanie? Zastanawiała się mama, wciąż
  7313. 5:03:19zniecierpliwiona.
  7314. 5:03:22Przyłożyłam dłoń do brzucha. Pod
  7315. 5:03:24delikatnym materiałem wyczuwałam
  7316. 5:03:26szeleszczący opatrunek. Chyba zobaczył
  7317. 5:03:28rany. Szepnęłam. Adrien skinął głową,
  7318. 5:03:32jakby właśnie ułożył puzzle.
  7319. 5:03:35Dzieciak ostatecznie się wystraszył.
  7320. 5:03:37Spojrzał na tatę.
  7321. 5:03:39Wiadomo, co to oznacza. Co? Co to
  7322. 5:03:42oznacza? Zirytowała się mama. Możecie tu
  7323. 5:03:45na forum wreszcie odsłonić rąbek
  7324. 5:03:47tajemnicy.
  7325. 5:03:48Syntera jest naszym słabym ogniwem.
  7326. 5:03:51Odparł cicho tata. Trzeba się do niego
  7327. 5:03:53dostać, a on zaprowadzi nas do tego
  7328. 5:03:56wąsatego porąbańca. Dodał dziadek.
  7329. 5:03:59Westchnął ciężko, pokiwał głową
  7330. 5:04:01układając plan. Zacząłbym od ściągnięcia
  7331. 5:04:05tutaj szanownej Romili.
  7332. 5:04:07Atmosfera gęstniała, ale równocześnie
  7333. 5:04:09stawała się coraz bardziej naładowana
  7334. 5:04:11energią. Od rozważań przechodziliśmy do
  7335. 5:04:13działania. Wszyscy wyglądali jakby
  7336. 5:04:15czekali na sygnał startu. Ale jej nie
  7337. 5:04:18zabijecie. Wyrwało mi się nagle. Nikt
  7338. 5:04:21nie uznał tego pytania za niemądre. Mama
  7339. 5:04:24patrzyła na innych wyczekująco. Tata
  7340. 5:04:26miał zagadkowy wyraz twarzy. Dziadek,
  7341. 5:04:28zawsze gotowy gasić pożary, przejął
  7342. 5:04:30pałeczkę. Spójrz na mnie, Lindsy.
  7343. 5:04:33Poprosił. Wiesz, że nie zabijemy ludzi
  7344. 5:04:35bez powodu, prawda?
  7345. 5:04:37Nie bez powodu szepnęłam. No to ów, od
  7346. 5:04:39razu mi lepiej.
  7347. 5:04:41Nikt jej nie tknie. Zapewnił mnie
  7348. 5:04:43dziadek. Widzisz księżniczko,
  7349. 5:04:45potrzebujemy jej do zeznań i ewentualnie
  7350. 5:04:49ewentualnie do czego? Do wywabienia
  7351. 5:04:52twojego kolegi z ukrycia.
  7352. 5:04:58Rozdział 13.
  7353. 5:05:00Taniec lekkim krokiem. Wreszcie twarda
  7354. 5:05:04poduszka. Moja sypialnia. duża, czysta.
  7355. 5:05:08Drzwi niezamykane z zewnątrz na klucz,
  7356. 5:05:10wielkie okna, a nawet balkon. Za nimi
  7357. 5:05:13przypruszone śniegiem ogród i las,
  7358. 5:05:15wolność na wyciągnięcie ręki. W
  7359. 5:05:18garderobie tylko świeże ubrania, w
  7360. 5:05:20łazience żadnego kurzu. Wszystkie
  7361. 5:05:21potrzebne kosmetyki pod ręką, ładny
  7362. 5:05:24zapach, świeżość, nareszcie dom. Rozmowy
  7363. 5:05:28z rodzicami, wujkami i dziadkiem były
  7364. 5:05:30konieczne, lecz koszmarnie wyczerpujące.
  7365. 5:05:33Więc kiedy przewieziono mnie tu ze
  7366. 5:05:34szpitala, padłam na łóżko i podniosłam
  7367. 5:05:37się dopiero teraz o 16:00. Przespałam
  7368. 5:05:40prawie 20 godzin. Na dworze było już
  7369. 5:05:42ciemno. Stopy nadal swędziały mnie
  7370. 5:05:45nieprzyjemnie, ale chodzenie zamiast
  7371. 5:05:47drażnić pomagało. Włosy nareszcie miałam
  7372. 5:05:49czyste i rozczesane. Pasek na twarzy
  7373. 5:05:52zbladł. Mimo to wklepałam w skórę krem.
  7374. 5:05:55Zęby myłam 5 minut. Nietkowałam jeszcze
  7375. 5:05:58dłużej. Zmieniłam opatrunek. Jeszcze
  7376. 5:06:00trochę i wystarczy zwykły plaster.
  7377. 5:06:03A nawet poczułam głód. Choć znajome
  7378. 5:06:05wnętrze rezydencji monetów uspokajało,
  7379. 5:06:07do kuchni skradałam się niemal na
  7380. 5:06:09palcach. Korytarze ziały pustką. Minęłam
  7381. 5:06:12skrzydło pracownicze. O tej porze tata
  7382. 5:06:15pewnie załatwiał tam ważne sprawy. Może
  7383. 5:06:18był na tropie mężczyzny z laską.
  7384. 5:06:21Zeszłam na dół. Miękkie skarpetki, w
  7385. 5:06:23które miałam opatulone stopy, tłumiły
  7386. 5:06:25odgłosy moich kroków. Pierwsze dźwięki
  7387. 5:06:28doleciały do mnie z kuchni. Miałam
  7388. 5:06:30nadzieję usłyszeć głos mamy, może nawet
  7389. 5:06:32cioci Haley, ale nie. Przystanęłam za
  7390. 5:06:35framugą dotykając ściany. Przypomniała
  7391. 5:06:38mi się tamta straszna tapeta z
  7392. 5:06:40wypłukłymi listkami w piwnicy. Znowu tam
  7393. 5:06:43jest. Teraz? No tak, teraz. Dokładnie w
  7394. 5:06:47tej chwili. Ściszone szepty należały do
  7395. 5:06:49pracownic. Jeden rozpoznałam. To była
  7396. 5:06:52szefowa kuchni. Jej głos słyszałam jako
  7397. 5:06:55ostatni, zanim spotkałam się z Eliasem i
  7398. 5:06:57zostałam porwana. Dwie pozostałe to
  7399. 5:07:00pokojówki. Chodzi o ten pokój na końcu
  7400. 5:07:02korytarza? Spytała jedna z nich z
  7401. 5:07:04przesadnym zaangażowaniem, przez co jej
  7402. 5:07:06szept zabrzmiał nienaturalnie wyraźnie.
  7403. 5:07:09Ten, który pani Monet kazała odkurzyć.
  7404. 5:07:12Potwierdziła miękko druga. Wyjduje ją
  7405. 5:07:15jak rano parzy kawę. Dodała szefowa
  7406. 5:07:17kuchni. Nalewa ją do kubka termicznego.
  7407. 5:07:21Potem idzie na górę i siedzi sama na
  7408. 5:07:22balkonie. Przyteknęła jedna z pokojówek.
  7409. 5:07:25Zakłada puchówkę, czapkę, owija się
  7410. 5:07:28szalem.
  7411. 5:07:29Nie chcę plotkować. Zastrzegła druga,
  7412. 5:07:31ale zdarza się, że zapali papierosa.
  7413. 5:07:34Chór zaskoczonych westchnień. Żona pana
  7414. 5:07:37Moneta pali.
  7415. 5:07:39Raz rzeczywiście poczułam gdzieś na
  7416. 5:07:40piętrze nikotynę. Pomyślałam nawet, że
  7417. 5:07:43to może pani Mmichael, ale nic nie
  7418. 5:07:45powiedziałam. Szeptała [odchrząknięcie]
  7419. 5:07:46ta pierwsza. Pomyślałam. Nie moja
  7420. 5:07:49sprawa. I co ona tam siedzi tak sama? W
  7421. 5:07:52ten śnieg rozległo się cmie.
  7422. 5:07:55Dlaczego nie usiądzie w ogrodzie
  7423. 5:07:57zimowym?
  7424. 5:07:58unika męża. Od co? Tak zamyka się na
  7425. 5:08:03klucz. Wczoraj szłam, żeby tam
  7426. 5:08:05przewietrzyć, a tu klamka ani drgnie. Ja
  7427. 5:08:08ją rozumiem. Odezwała się łagodnie
  7428. 5:08:10któraś z nich. Kobieta potrzebuje
  7429. 5:08:13prywatności. Nie, to nie to. Zaprzeczyła
  7430. 5:08:16inna. Ma do niego żal. O tę całą
  7431. 5:08:19historię z panienką Monet, prawda?
  7432. 5:08:22Na pewno. Wiecie, ja nawet słyszałam,
  7433. 5:08:24jak mu mówi, że to jego wina. Jasne, że
  7434. 5:08:27go obwinia. prychnięcie. Kto by nie
  7435. 5:08:29obwiniał. A no właśnie to jest to.
  7436. 5:08:33Widziałyście tę biedną dziewczynkę?
  7437. 5:08:35Przemknęła tu wczoraj w holu, zanim
  7438. 5:08:37zabrali ją na górę. Taka przygaszona.
  7439. 5:08:40Biedactwo strasznie poszarzała na
  7440. 5:08:43twarzy.
  7441. 5:08:44Panienka monet poszarzała?
  7442. 5:08:47O zapiszczała przesadnie wysokim głosem
  7443. 5:08:49jedna z pokojówek. Panienka Monet.
  7444. 5:08:53Weszłam do kuchni, bo perspektywa
  7445. 5:08:55wysłuchiwania, jak komentują odcień
  7446. 5:08:57mojej karnacji, mnie nie bawiła.
  7447. 5:08:59Rozproszyły się jak mrówki oblane wodą.
  7448. 5:09:02Szefowa kuchni odkręciła kran, żeby
  7449. 5:09:04skończyć mycie sałaty. Jedna z pokojówek
  7450. 5:09:07uniosła ścierkę, druga chwyciła kosz z
  7451. 5:09:09praniem. Przyszłam coś zjeść. Oznajmiłam
  7452. 5:09:12chłodno. I tak się zastanawiałam,
  7453. 5:09:15spojrzałam na szefową kuchni. Jaki kolor
  7454. 5:09:17ma dziś moja cera? Uniosłam podbródek,
  7455. 5:09:20żeby światło padło na moją twarz.
  7456. 5:09:23Kobiety się zmieszały. Nic dziwnego,
  7457. 5:09:25takie plotki o córce szefostwa to
  7458. 5:09:27poważna wtopa. Panienka wygląda na
  7459. 5:09:30wspaniale wypoczętą. Odezwała się w
  7460. 5:09:32końcu jedna drżącym głosem. Wspaniale
  7461. 5:09:35wypoczętą. Powtórzyłam z bladym
  7462. 5:09:38uśmiechem. Dziękuję. Skinęłam szefowej.
  7463. 5:09:41Zjadłabym coś lekkiego. Natychmiast
  7464. 5:09:44porzuciła sałatę i ruszyła do lodówki.
  7465. 5:09:47Oczywiście panienko, coś zaraz
  7466. 5:09:48wybierzemy.
  7467. 5:09:50Pokojówki rzuciły mi nieśmiałe uśmiechy
  7468. 5:09:52i od razu się ulotniły. Nie
  7469. 5:09:54zatrzymywałam ich. Mama zawsze mówiła,
  7470. 5:09:57że pracownicy plotkują, a konsekwencje
  7471. 5:09:59wyciąga się tylko w naprawdę
  7472. 5:10:01nieeleganckich sytuacjach.
  7473. 5:10:04W jadalni usiadłam przy ogromnym stole,
  7474. 5:10:06żeby zjeść jak normalny człowiek.
  7475. 5:10:08Specjalnie dla mnie przygotowano
  7476. 5:10:09pensylwańską zupę rozgrzewającą i
  7477. 5:10:12sycącą, klarowny bulion, równo pokrojone
  7478. 5:10:15warzywa, szerokie domowe kluski i
  7479. 5:10:17soczysty kurczak, na wierzchu kropla
  7480. 5:10:19śmietanki i szczyp tatymianku.
  7481. 5:10:22Jeśli szefową kuchni gryzły wyrzuty
  7482. 5:10:24sumienia, tą zupą się trochę
  7483. 5:10:26zrehabilitowała. Była tak pyszna, że
  7484. 5:10:28pomyślałam o dokładce.
  7485. 5:10:31Kiedy się nią delektowałam, do kuchni
  7486. 5:10:32wszedł Michael po coś słodkiego. Nie
  7487. 5:10:35zważając na porę roku i śnieg za oknem,
  7488. 5:10:37nałożył sobie górę lodów, którą
  7489. 5:10:39szczodrze polał syropem klonowym. Usiadł
  7490. 5:10:42naprzeciw mnie. Widziałam, że coś chodzi
  7491. 5:10:44mu po głowie.
  7492. 5:10:46Z tobą już lepiej? Zagadnął w końcu
  7493. 5:10:49dźgając zmrożone lody. Nie wiem.
  7494. 5:10:52Przyznałam szczerze. Spojrzał na mnie.
  7495. 5:10:55Jego spojrzenie często wydawało się
  7496. 5:10:57obojętne. Miki od dziecka starał się
  7497. 5:11:00wiernie naśladować tatę. Dziś jednak
  7498. 5:11:03zdjął maskę. Jego błękitne oczy
  7499. 5:11:05połyskiwały wilgocią. A u ciebie jak
  7500. 5:11:08tam? Zapytałam, żeby mi się tu nie
  7501. 5:11:10rozpłakał przy stole. Wzruszył
  7502. 5:11:12ramionami, grzebiąc w deserze bez
  7503. 5:11:14przekonania. Rzadko czułam się przy nim
  7504. 5:11:17prawdziwie starszą siostrą. Zwykle był
  7505. 5:11:19zbyt idealny, lecz teraz widziałam
  7506. 5:11:22między nami emocjonalną przepaść.
  7507. 5:11:24Autentycznie miałam ochotę wyciągnąć
  7508. 5:11:26dłoń i pogładzić go kojąco po głowie, a
  7509. 5:11:29na koniec psotnie potarmosić mu włosy.
  7510. 5:11:32No powiedz, co ostatnio porabiałeś?
  7511. 5:11:34Zachęciłam siląc się na figlarny
  7512. 5:11:36uśmiech. Dalej chodzisz z Kornelią? Czy
  7513. 5:11:38zdążyliście zerwać, gdy mnie nie było?
  7514. 5:11:41Jego powaga mnie zaskoczyła. Nie
  7515. 5:11:43odpowiedział ani rozbawieniem, ani
  7516. 5:11:45irytacją. Czas się zatrzymał, lisamłam.
  7517. 5:11:50Łyżka drżała nad miską, gdy zaciskałam
  7518. 5:11:52palce na jej trzonku. Miki patrzył na
  7519. 5:11:54mnie, mrugając gęsto. W oczach miał
  7520. 5:11:57niewinność, której nie widziałam u niego
  7521. 5:11:59od dziecięcych lat, kiedy jeszcze był
  7522. 5:12:01tak mały, że dawał mi się wrabiać w
  7523. 5:12:02kłopoty. Jak cię nie było, świat
  7524. 5:12:05przestał istnieć. Tutaj, w domu,
  7525. 5:12:07wszędzie, rodzice, wujkowie, wszyscy
  7526. 5:12:10mieli jedną misję. Liczyło się tylko
  7527. 5:12:13sprowadzenie cię z powrotem. Głos mu
  7528. 5:12:15zadrżał, gdy dodał: "W jednym kawałku.
  7529. 5:12:19Trudno się tego słuchało. Usta mi się
  7530. 5:12:22rozchyliły. Spuściłam głowę, włosy
  7531. 5:12:24opadły mi na twarz. Patrzyłam na kluskę,
  7532. 5:12:27która dryfowała samotnie w mojej zupie.
  7533. 5:12:30A ja przecież wiedziałem.
  7534. 5:12:32Michaelowi głos ugrzązł w chrybce. Na
  7535. 5:12:35próżno próbował odchrząknąć.
  7536. 5:12:38Zmarszczyłam brwi. Co wiedziałeś?
  7537. 5:12:40Wiedziałem, że używasz mojego starego
  7538. 5:12:42telefonu. Powiedział pociągając ze
  7539. 5:12:44złością nosem.
  7540. 5:12:46Po co niby miałabyś to robić? Wiadomo po
  7541. 5:12:49co. Pakowałaś się w kłopoty. Ja to
  7542. 5:12:51przeczuwałem. Zaciskał szczękę i kręcił
  7543. 5:12:54głową jakby z obrzydzeniem, ale takim do
  7544. 5:12:56samego siebie.
  7545. 5:12:58Przestań. Poprosiłam. Zgarbiłam się
  7546. 5:13:00przymykając powieki. Micki, weź proszę
  7547. 5:13:03przestań.
  7548. 5:13:05Powinienem był cię wydać. Zawsze to
  7549. 5:13:07robię, więc dlaczego tym razem
  7550. 5:13:09odpuściłem? Bo ci kazałam.
  7551. 5:13:11Przypomniałam.
  7552. 5:13:13Przekomarzaliśmy się jak zwykle.
  7553. 5:13:15Zachowałeś się normalnie. Zrobiłeś
  7554. 5:13:17wszystko jak trzeba. To ja odwaliłam.
  7555. 5:13:20Przecież ja spotkałem tego typa.
  7556. 5:13:22Łyżeczka utkwiła pionowo w lodach, a
  7557. 5:13:24Michael postukał się palcem w skroń w
  7558. 5:13:27szkole pod murem. Miki westchnęłam.
  7559. 5:13:31Wyglądał jak kryminalista. Werknął od
  7560. 5:13:34samego początku. Miki, przestań.
  7561. 5:13:37To nieprawda.
  7562. 5:13:39Zobaczyłem swoją siostrę z najbardziej
  7563. 5:13:41podejrzanym typkiem na świecie. I co? I
  7564. 5:13:43gówno zrobiłem.
  7565. 5:13:46Coknęłam z frustracją. Brakowało mi
  7566. 5:13:48jeszcze tylko brata obwiniającego się o
  7567. 5:13:50całą tę sytuację.
  7568. 5:13:54Elias wyglądał normalnie. Powiedziałam
  7569. 5:13:56dobitnie pochylając się w jego stronę.
  7570. 5:13:58Słyszysz? Wyolbrzymiasz to kompletnie
  7571. 5:14:01normalnie. Skąd mogłeś wiedzieć, że
  7572. 5:14:03okaże się porywaczem? Znałam go lepiej,
  7573. 5:14:06a też się nie domyśliłam.
  7574. 5:14:09Powinienem był cię wydać. Czemu tego nie
  7575. 5:14:11zrobiłem? Zawsze to robię. kręcił się w
  7576. 5:14:14kółko, pełen agresywnej energii, której
  7577. 5:14:16nie umiał rozładować.
  7578. 5:14:18Metal zabrzęczał o szkło głośno.
  7579. 5:14:21Obejrzałam się na drzwi jadalni. Szefowa
  7580. 5:14:24kuchni na pewno podsłuchiwała. Będzie
  7581. 5:14:26miała co powtarzać na kolejnej przerwie.
  7582. 5:14:29Michael. Nachyliłam się niżej. Dłonie
  7583. 5:14:32rozłożyłam na blacie. To były moje
  7584. 5:14:34decyzje. Moje. Nie jesteś odpowiedzialny
  7585. 5:14:38za moje życie. Uspokój się. Wina leży
  7586. 5:14:40wyłącznie po mojej stronie. I weź nie
  7587. 5:14:43martw się o mnie. Odchyliłam się z
  7588. 5:14:45cierpkim uśmiechem. Wyciągnęłam z tego
  7589. 5:14:48lekcje. Nie dopuszczę do powtórki. Będę
  7590. 5:14:50miała ochroniarza. Wujek Tony zgłosił
  7591. 5:14:53się na ochotnika. Gdy tylko zacznę
  7592. 5:14:55wychodzić z domu, on będzie się zawsze
  7593. 5:14:57plątał w pobliżu. Więc tak, mam
  7594. 5:15:01przesrane.
  7595. 5:15:02To miało zabrzmieć żartobliwie. Oboje
  7596. 5:15:05wiedzieliśmy, że Tony jako Bodyguard to
  7597. 5:15:07absurd, ale Michael nie był w nastroju
  7598. 5:15:09do żartów.
  7599. 5:15:11Jakby mnie nie słyszał. W jego idealnie
  7600. 5:15:13zaczesanych włosach sterczał zbuntowany
  7601. 5:15:15kosmyk, którego nie poprawił. Nie znałam
  7602. 5:15:18go z tej strony. Efekt chrztu męstwa.
  7603. 5:15:22Uderzył cię, prawda? Zapytał nagle. W
  7604. 5:15:25jego oczach zalśniły łzy. Wzięłam płytki
  7605. 5:15:28oddech. Miki, Jalis, też bym go mógł
  7606. 5:15:33pobić jak coś. Drgnęły mu ramiona pod
  7607. 5:15:36luźną bluzą. Zanim odpowiedziałam,
  7608. 5:15:38spuściłam wzrok, by zebrać myśli.
  7609. 5:15:41Nie trzeba nikogo bić. Westchnęłam.
  7610. 5:15:44Ćwiczę teraz więcej niż kiedyś.
  7611. 5:15:47Zaszurało krzesło. Wstałam. Kluska dalej
  7612. 5:15:50pływała w zupie. Obeszłam stół i objęłam
  7613. 5:15:52Michaela ramieniem. Zwykle chciałam mu
  7614. 5:15:55ukręcić głowę. Dziś położyłam policzek
  7615. 5:15:57na tych jego irytująco porządnych,
  7616. 5:15:59pachnących lakierem włosach. Jego dłoń
  7617. 5:16:02zawisła na chwilę na moim przedramieniu.
  7618. 5:16:05Krótki, lecz znaczący moment. Z
  7619. 5:16:07Michaelem zwykliśmy się raczej żreć.
  7620. 5:16:10Rzadko się w ogóle dotykaliśmy. Puściłam
  7621. 5:16:12go i wyszłam. Zostawiłam brata nad
  7622. 5:16:15deserem. W holu wzięłam głęboki wdech i
  7623. 5:16:18zaczęłam nasłuchiwać, pełna niepokoju.
  7624. 5:16:21Po chwili usłyszałam odgłos łyżki
  7625. 5:16:22stukającej o szklany pucharek i
  7626. 5:16:24odetchnęłam. Znak, że Miki wrócił do
  7627. 5:16:27jedzenia lodów. Ruszyłam przez dom i
  7628. 5:16:30kiedy mijałam kanapę w salonie, musnęłam
  7629. 5:16:32ją dłonią. Materiał był przyjemnie
  7630. 5:16:34gładki, czysty, wysokiej jakości. Nie to
  7631. 5:16:37co zakurzone meble w tamtej okropnej
  7632. 5:16:39piwnicy. Światło wpadało tu przez ścianę
  7633. 5:16:42okien, odbijając się od nieskazitelnego
  7634. 5:16:45śniegu ścielącego się w ogrodzie.
  7635. 5:16:48Ale to nie salon był moim celem. Nogi
  7636. 5:16:51prowadziły mnie do sali tanecznej. Moja
  7637. 5:16:53dusza nieśmiało szeptała, by na sucho
  7638. 5:16:56powtórzyć ostatnio trenowany układ.
  7639. 5:16:58Jednak ciało zaprotestowało.
  7640. 5:17:00Stopy wciąż mi dokuczały, nawet na
  7641. 5:17:02miękkim materacu. Uwielbiałam tańczyć,
  7642. 5:17:05gdy za oknami padał śnieg. Usiadłam po
  7643. 5:17:08turecku na materacu, nie ośmielając się
  7644. 5:17:10wyjść na środek. Wpatrywałam się w okno.
  7645. 5:17:13Od podziwiania zimowego ogrodu przeszłam
  7646. 5:17:15do wywołujących gęsią skórkę wspomnień
  7647. 5:17:17drzewa. Ono gdzieś tam było. Rosło nadal
  7648. 5:17:21w lesie na terenie rezydencji, a na jego
  7649. 5:17:24pniu wygrawerowany napis L+ C.
  7650. 5:17:28Zadrżałam. Za nic nie miałam odwagi, by
  7651. 5:17:30je odszukać. Skuliłam się ciaśniej.
  7652. 5:17:33Przeniosłam wzrok na lśniący parkiet. Po
  7653. 5:17:36długiej chwili spojrzałam w lustro.
  7654. 5:17:38Daleko, w strefie siłowni. Na ławce
  7655. 5:17:40siedziała jakaś postać.
  7656. 5:17:43Zerwałam się z cichym okrzykiem, lądując
  7657. 5:17:45koślawo na czworakach. Wujku Tony nawet
  7658. 5:17:48nie drgnął. Odwzajemniał moje spojrzenie
  7659. 5:17:51jak kamienny posąg. Wokół niego aura
  7660. 5:17:54tajemnicy. Mrok, ten sypiący za oknem
  7661. 5:17:57śnieg, jego czarne ciuchy.
  7662. 5:18:00Co ty tu robisz? Wyszeptałam, bo ta
  7663. 5:18:02sceneria zdawała się narzucać ciszę.
  7664. 5:18:06Ochraniam. Aha. Usiadłam na piętach. Po
  7665. 5:18:09chwili zzaiłam, że mnie ochraniasz.
  7666. 5:18:13Przyłożyłam dłoń do piersi. Nie
  7667. 5:18:15odpowiedział. Rzecz jasna. Nie lubił się
  7668. 5:18:17wysilać, gdy odpowiedź była oczywista.
  7669. 5:18:20Przed czym jesteśmy w domu?
  7670. 5:18:23Przed twoimi pomysłami.
  7671. 5:18:25Jakimi? Nie mam żadnych. Moja głowa to
  7672. 5:18:28pustynia. Rozłożyłam ręce. Serio? Nie
  7673. 5:18:31wiedziałam, że tu jesteś. I co? Po
  7674. 5:18:33prostu siedziałam. Nie zrobiłam nic
  7675. 5:18:35głupiego. Nawet się przed tobą nie
  7676. 5:18:37skompromitowałam.
  7677. 5:18:39Pewnie umierasz tu ze mną z nudów.
  7678. 5:18:42Pustynię w głowie miałaś już wtedy, gdy
  7679. 5:18:44postanowiłaś w bagażniku
  7680. 5:18:46kucharki.
  7681. 5:18:48Teraz to nie był Tony. Ta wypowiedź była
  7682. 5:18:51zbyt długa i zbyt zjadliwa. Bardziej
  7683. 5:18:53pasowała do innego brata monet,
  7684. 5:18:56na przykład do wujka Dylana. Pojawił się
  7685. 5:18:59wielki i muskularny, jak zawsze w
  7686. 5:19:01koszulce bez rękawów, która eksponowała
  7687. 5:19:03jego szerokie ramiona. Och, wujek Dylan
  7688. 5:19:06wybiłby ojczymowi Eliasa z głowy pomysł,
  7689. 5:19:09żeby podnosić na mnie swoją laskę.
  7690. 5:19:12To nie, to nie był bagażnik.
  7691. 5:19:14Wymamrotałam. Dylan zamknął mnie na
  7692. 5:19:17moment w uścisku, po czym walnął się
  7693. 5:19:19obok na materac.
  7694. 5:19:21Nie bagażnik. O, sorry. No to opowiedz,
  7695. 5:19:23jak to było. Złączone palce wskazujące i
  7696. 5:19:26środkowy przytknął do płatka ucha od
  7697. 5:19:28zewnętrznej strony. Słucham w
  7698. 5:19:30uważnie. Westchnęłam. To będzie trudna
  7699. 5:19:34rozmowa. Weszłam po prostu do jej auta.
  7700. 5:19:37Na tyły. Zaczęłam spokojnie. Nie
  7701. 5:19:40bagażnik, tylko tyły auta. Zakpił.
  7702. 5:19:42Świetnie. Rzuciłam mu spojrzenie
  7703. 5:19:45spodłba, ale więcej w nim było błagania
  7704. 5:19:47niż złości. Wujku,
  7705. 5:19:50tyły auta. Wybornie. Mamy to. Przestań.
  7706. 5:19:54Winsto się z tobą ma. Pokręcił
  7707. 5:19:57głową. Co ty sobie wyobrażałaś, Lisy, że
  7708. 5:19:59możesz tak odpierdalać? I co? Nic nie
  7709. 5:20:03wyobrażałam.
  7710. 5:20:05Mam ochotę cię za to tak zjebać, Chryste
  7711. 5:20:09westchnął i wyłożył się na plecach.
  7712. 5:20:11Patrzyłam oszołomiona.
  7713. 5:20:14Wiem, wszyscy są na mnie źli. Zerknęłam
  7714. 5:20:16na wujka Tonego. Wciąż siedział
  7715. 5:20:18nieruchomo. Dylan potaknął. Dobrze, że
  7716. 5:20:21wiesz. Już nigdy tego nie zrobię. Nie
  7717. 5:20:24zrobisz, bo powinnaś dostać szlaban na
  7718. 5:20:26wszystko. Stwierdził wpatrując się w
  7719. 5:20:29sufit. Tak właśnie na wszystko. To
  7720. 5:20:31rozwiązałoby problem. Zawał. Zaczął
  7721. 5:20:35wujek Shane. Kolejna figura, która
  7722. 5:20:37pojawiła się na planszy.
  7723. 5:20:40Nie wiem skąd. Nagle w rezydencji
  7724. 5:20:42zjawiło się tylu braci monet.
  7725. 5:20:45Wujek Shane wszedł do sali podobnie jak
  7726. 5:20:47Dylan, nachylił się nade mną i przytulił
  7727. 5:20:49niczym wielki miś z Disneylandu.
  7728. 5:20:52Był ubrany w grubą bluzę w kolorze
  7729. 5:20:54głębokiego granatu. Identyczny odcień
  7730. 5:20:56miało teraz niebo za oknem.
  7731. 5:21:00Ty nas wykończysz. Zawału dostaniemy.
  7732. 5:21:03Ciągnął siadając obok i przykładając
  7733. 5:21:05dłoń do serca.
  7734. 5:21:07Obrączka ślubna w kolorze czarnej stali
  7735. 5:21:09niemal stapiała się z materiałem bluzy.
  7736. 5:21:12Wiesz jak mi ono waliło? Patrzyłam na
  7737. 5:21:15niego zakłopotana.
  7738. 5:21:18Jako jedyny z braci nie dbał o to, ile
  7739. 5:21:20emocji przede mną pokaże. Na jego zwykle
  7740. 5:21:23pogodnej twarzy kłębiły się teraz te
  7741. 5:21:25najgorsze od irytacji po strach i
  7742. 5:21:27zmartwienie.
  7743. 5:21:29Jak waliło wiesz? Palce na piersi
  7744. 5:21:32zacisnął w pięść. jakbym był jakimś, nie
  7745. 5:21:35wiem, końskiem na wyścigu. Przełknął
  7746. 5:21:37ślinę wyraźnie zniesmaczony. A ciebie
  7747. 5:21:40porwał jakiś szczylek. Wyszeptał
  7748. 5:21:42ochryple nie mogę.
  7749. 5:21:45Syntera. Mruknął wujek Tony niczym demon
  7750. 5:21:48wyłaniający się z odmętów siłowni. Co za
  7751. 5:21:51gówno! Prychnął Dylan z taką pogardą, że
  7752. 5:21:53drobinki śliny doleciały pewnie aż do
  7753. 5:21:55sufitu. Poczułam ukucie w piersi.
  7754. 5:21:59Uratował mnie. Te słowa wyrwały mi się
  7755. 5:22:02mimowolnie. natychmiast chciała je
  7756. 5:22:04cofnąć. Moja dłoń drgnęła, by zasłonić
  7757. 5:22:07usta. Oczy się rozszerzyły. Za późno.
  7758. 5:22:10Wszyscy spojrzeli na mnie. Uratował
  7759. 5:22:14Dylan uniósł nie tylko brew, ale i całe
  7760. 5:22:16ciało do pozycji siedzącej. Mrużył oczy,
  7761. 5:22:19jakby nie rozumiał mojego toku
  7762. 5:22:20rozumowania. Z porwania, które sam
  7763. 5:22:23zaaranżował, to jest według ciebie
  7764. 5:22:25ratunek.
  7765. 5:22:27Tony wykrzywiał twarz, jakbym co
  7766. 5:22:28najmniej oznajmiła, że haa, to wszystko
  7767. 5:22:31to był tylko żart i wcale nie zostałam
  7768. 5:22:33porwana. A ostatnie dni spędziłam we
  7769. 5:22:35Francji w odwiedzinach u cioci Mai i
  7770. 5:22:37wujka Montiego.
  7771. 5:22:40A gdybym upiekł ciasto z powiedzmy
  7772. 5:22:42tamtym jebanym muchomorem, którego zjadł
  7773. 5:22:44Gron. Pieklił się nadal wujek Dylan.
  7774. 5:22:47Potem położył je SJowi na talerzu, a w
  7775. 5:22:50ostatniej chwili wyrwał mu je z mordy i
  7776. 5:22:52krzyknął: "Stary, nie jedz. To też
  7777. 5:22:54byłbym bohaterem?
  7778. 5:22:57Ty miałbyś upiec ciasto? Ruknęłam.
  7779. 5:22:59Byłbym bohaterem? Spuściłam głowę. Dylan
  7780. 5:23:02przewiercał mnie wzrokiem, czekając, aż
  7781. 5:23:04przytaknę, ale zaprzeczyłam.
  7782. 5:23:07Nie,
  7783. 5:23:09syn Retera też nim nie jest. Stwierdził
  7784. 5:23:11Shane z nietypową dla siebie powagą.
  7785. 5:23:14Jest pizdą. Dodał tony w
  7786. 5:23:15charakterystyczne dla siebie jak
  7787. 5:23:17burowaty sposób. Trzeba go znaleźć i
  7788. 5:23:20pociągnąć do odpowiedzialności.
  7789. 5:23:22podsumował Dylan, uspokajając się i znów
  7790. 5:23:24kładąc na materacu. To kwestia czasu.
  7791. 5:23:28Słuchałam kiwając głową, bo tak
  7792. 5:23:29należało. Tego oczekiwali ode mnie
  7793. 5:23:31wujkowie. Jednocześnie czułam rosnący
  7794. 5:23:34dyskomfort niezwiązany z raną na
  7795. 5:23:36żebrach. Zanim zdążyłam rozgryźć tę
  7796. 5:23:39dziwną emocję, zagłuszyła ją melodia.
  7797. 5:23:42Rozległa się z głośników, do których
  7798. 5:23:44zwykle podłączałam muzykę do tańca.
  7799. 5:23:46Teraz z telefonem w dłoni stał wujek
  7800. 5:23:48Will. uśmiechnął się krzywo, gdy wszyscy
  7801. 5:23:51spojrzeliśmy w jego stronę. "Może
  7802. 5:23:53zmienimy temat na coś przyjemniejszego?"
  7803. 5:23:55zaproponował
  7804. 5:23:57Ly. "Na pewno wolałaby się zrelaksować."
  7805. 5:23:59Spojrzał na mnie pytająco.
  7806. 5:24:02"Nie wiem." Pogłaskałam się po ramieniu,
  7807. 5:24:04nagle onieśmielona. "Chyba nie chcę
  7808. 5:24:06tańczyć." Teraz wszyscy gapili się na
  7809. 5:24:08mnie. Dylan znów usiadł. Tento się nie
  7810. 5:24:12potrafił wyluzować. Bo czemu niby?
  7811. 5:24:16Zmieszałam się. Bolą mnie stopy. Zawsze
  7812. 5:24:19rwałaś się do tańca, choćby cię
  7813. 5:24:20krwawiły. Shane zmrużył powieki. To tak,
  7814. 5:24:23jakby on odmówił kolacji, a tony
  7815. 5:24:26przejażdżki motocyklem
  7816. 5:24:29poruszyłam stopami w opatrunkach i
  7817. 5:24:31nałożonych na nich skarpetkach. Dziś
  7818. 5:24:33tego po prostu nie czuję. Wyznałam ly
  7819. 5:24:36Shane zmarszczył brwi zaniepokojony.
  7820. 5:24:39Tańcz.
  7821. 5:24:41To ci pomaga. Dodał Dylan z wyrzutem,
  7822. 5:24:43jakbym odmawiała przyjęcia lekarstwa.
  7823. 5:24:46Nie chcę.
  7824. 5:24:47Musisz. Upierał się Shane. Cokolwiek, bo
  7825. 5:24:51to nie jest normalne.
  7826. 5:24:54Kiedy uniosłam brwi, dorzucił chociaż
  7827. 5:24:56jakiś krótki układ. Albo wiem. Wstań i
  7828. 5:24:59pokaż jak się broniłaś. Zażądał wujek
  7829. 5:25:02Dylan. Zarumieniłam się i schowałam
  7830. 5:25:05twarz w dłoniach.
  7831. 5:25:07Wujku, proszę. Wreszcie reakcja, na jaką
  7832. 5:25:10liczyli. Bracia Monet uwielbiali mnie w
  7833. 5:25:12ten sposób peszyć. Shane uśmiechnął się
  7834. 5:25:15złośliwie.
  7835. 5:25:16No pokaż młoda prawy sierp. Parsknięcie
  7836. 5:25:20Tonego zwiastowało rozluźnienie
  7837. 5:25:21atmosfery. W realnej walce to nie takie
  7838. 5:25:24proste. Marudziłam. Wiecie, że nie
  7839. 5:25:26jestem dobra w bijatykach. No przecież
  7840. 5:25:29ćwiczyliśmy. Przypomniał Shane z
  7841. 5:25:31udawanym smutkiem. I zawsze lądowałam na
  7842. 5:25:34materacu. Bo masz za lekki krok. Pouczył
  7843. 5:25:38mnie Dylan tonem specjalisty. Bo jestem
  7844. 5:25:40tancerką.
  7845. 5:25:42Will też lekko się uśmiechał. Przed moją
  7846. 5:25:45twarzą zamajaczyła jego wyciągnięta
  7847. 5:25:47dłoń. Jego plan działał, więc zapraszam
  7848. 5:25:50tancerkę do tańca.
  7849. 5:25:52Był tak cierpliwy, że mimo początkowych
  7850. 5:25:54protestów wreszcie dałam za wygraną.
  7851. 5:25:57Wujek Will podciągnął mnie z materaca
  7852. 5:26:00delikatnie oplół palcami moją dłoń. Na
  7853. 5:26:02początek mnie przytulił w ramach
  7854. 5:26:04zaległego powitania. Patrzyłam mu w
  7855. 5:26:07oczy. Zawsze bywał surowy, szczególnie
  7856. 5:26:10odkąd kiedyś mu podpadłam. Ale dziś
  7857. 5:26:12widziałam w nich jedynie ulgę.
  7858. 5:26:14Zapatrzona w te jego błękitne tęczówki
  7859. 5:26:17potknęłam się o własną stopę, choć
  7860. 5:26:19prowadził mnie pewnie. Wyszłam z wprawy.
  7861. 5:26:23Usprawiedliwiłam się. Spokojnie, Ly!
  7862. 5:26:25Szepnął. Wszystko dobrze.
  7863. 5:26:28Wujek Will prowadził delikatnie.
  7864. 5:26:30Parkiet, choć twardy, przyjmował nasze
  7865. 5:26:32kroki. Stopy już tak nie bolały.
  7866. 5:26:34Opatrunek nie uwierał. Sunęliśmy w rytm
  7867. 5:26:37spokojnej muzyki. Światło było
  7868. 5:26:39przygaszone. Za oknem z ciemnego nieba
  7869. 5:26:42sypał śnieg. Wiedziałam, że Tony
  7870. 5:26:44obserwuje nas zmroku siłowni. Shane
  7871. 5:26:47opierał się o lustro, kiwając głową w
  7872. 5:26:49rytm. Dylan leżał, wspierając głowę na
  7873. 5:26:52dłoni, dziwnie spokojny. Uśmiech sam
  7874. 5:26:55rozkwitł mi na twarzy. Taniec obudził we
  7875. 5:26:57mnie radość, dopóki znów się nie
  7876. 5:26:59potknęłam. Will od razu mnie podtrzymał.
  7877. 5:27:03To przez skarpetkę. Bandaż się podwinął.
  7878. 5:27:05Skarpetki są za cienkie. Powinny być
  7879. 5:27:08grubsze jak te w pingwiny. Rozkojarzyłam
  7880. 5:27:10się. źle stawiałam kroki. Wujek Will
  7881. 5:27:14uśmiechał się do mnie delikatnie, dając
  7882. 5:27:15mi do zrozumienia, że nic się nie stało.
  7883. 5:27:18Przecież potknięcia w tańcu się
  7884. 5:27:19zdarzają, ale ja już zdążyłam poczuć coś
  7885. 5:27:22innego. Filiżanka zadrżała. Herbata się
  7886. 5:27:26rozlewa. Nie stop! Krzyknęłam, a Will
  7887. 5:27:30stanął zaskoczony. Wtedy wyrwałam się mu
  7888. 5:27:33i wybiegłam z sali. Moje skarpetki
  7889. 5:27:36ślizgały się po podłodze rezydencji
  7890. 5:27:38monetów, kiedy ze łzami w oczach
  7891. 5:27:40uciekałam przed siebie ile sił w
  7892. 5:27:42pokieryszowanych nogach.
  7893. 5:27:48Rozdział 14. Historia z aligatorem.
  7894. 5:27:53Ciężka żelazna brama wjazdowa do
  7895. 5:27:55rezydencji monetów rozsunęła się
  7896. 5:27:57bezszelestnie. Pracownicy dbali, aby
  7897. 5:28:00podjazd był odśnieżony, więc czarne auto
  7898. 5:28:02płynnie wczyło się na posesję i
  7899. 5:28:04zatrzymało tuż przy głównych drzwiach,
  7900. 5:28:06nie z tyłu, przy skrzydle pracowniczym.
  7901. 5:28:09To Vincent Monet tak zarządził.
  7902. 5:28:11Przesłuchanie Romy Letter dla lepszego
  7903. 5:28:14efektu przeprowadzimy w warunkach
  7904. 5:28:16domowych.
  7905. 5:28:17Wiedziałam o tym, bo tata dodał, że
  7906. 5:28:19jeśli zechcę, mogę być przy nim obecna.
  7907. 5:28:22Trzymanie rodzinnych tajemnic przed
  7908. 5:28:24dziećmi zawiodło już tyle razy, że
  7909. 5:28:26przestał tego tak pilnować. chyba za
  7910. 5:28:29namową dziadka Kama.
  7911. 5:28:31Sunęłam dłonią po wypolerowanej poręczy,
  7912. 5:28:33schodząc na dół. Obandażowane stopy
  7913. 5:28:36opatulone dodatkowo miękkimi skarpetkami
  7914. 5:28:39nie mieściły się w baletkach, więc szłam
  7915. 5:28:41boso i bezszelestnie. Ubrałam się
  7916. 5:28:43starannie.
  7917. 5:28:45Niepewna dreskodu obowiązującego na
  7918. 5:28:47domowym przesłuchaniu matki własnego
  7919. 5:28:49porywacza spędziłam w godzinę w
  7920. 5:28:50garderobie. białą odświętną koszulę z
  7921. 5:28:53falbanami odrzuciłam od razu, uznawszy,
  7922. 5:28:56że to chyba byłaby przesada. Ale luźna
  7923. 5:28:58czarna wydała mi się w sam raz.
  7924. 5:29:01Poprawiłam kołnierzyk. Rozpięty u góry
  7925. 5:29:04guzik i związane z tyłu włosy odsłaniały
  7926. 5:29:06spory kawałek bladego dekoltu, lecz
  7927. 5:29:08zrezygnowałam z wisiorka. W połowie
  7928. 5:29:11schodów przesiadłam na stopniu. Spocone
  7929. 5:29:13z nerwów dłonie wcisnęłam między kolana.
  7930. 5:29:16Po plecach przebiegł mi dreszcz.
  7931. 5:29:18Czekałam. Pokojówki krążyły w pobliżu.
  7932. 5:29:22Pomyślałam, że znów będą miały o czym
  7933. 5:29:23szeptać. Praca u monetów to gwarancja
  7934. 5:29:27wrażeń.
  7935. 5:29:28Klamka kliknęła. Wyprostowałam się.
  7936. 5:29:31Drzwi otworzyły się i do holu wszedł
  7937. 5:29:33Orion Slone, a obok niego stanęły czarne
  7938. 5:29:36botki na niewysokim kwadratowym obcasie.
  7939. 5:29:39Ich stukot poniósł się po kamiennej
  7940. 5:29:41posadzce. Slone szedł tuż przy kobiecie.
  7941. 5:29:44Widać było, że mają ze sobą jakąś
  7942. 5:29:46szamotaninę. Jej ciemne włosy do
  7943. 5:29:48łopatek, wcześniej zapewne starannie
  7944. 5:29:50ułożone, były potargane, a długa spinka
  7945. 5:29:53tkwiła w nich krzywo. W krótkim
  7946. 5:29:56płaszczyku w beżową kratkę brakowało
  7947. 5:29:58oderwanego guzika. Podróż musiała
  7948. 5:30:00przebiec gładko, bo Romy Reter nie
  7949. 5:30:03wyglądała na zmarzniętą czy
  7950. 5:30:04przemokniętą. W napięciu zmrużyłam oczy,
  7951. 5:30:07szukając w jej rysach podobieństwa do
  7952. 5:30:09Eliasa i znalazłam je od razu. Wyraziste
  7953. 5:30:12kontury twarzy, ciemna oprawa oczu,
  7954. 5:30:15długie rzęsy, pełne usta.
  7955. 5:30:17Szminka zdążyła się zetrzeć. Na wargach
  7956. 5:30:20Romili został ledwie cień koloru.
  7957. 5:30:22Spojrzenie miała ostre, mimo że obecnie
  7958. 5:30:25była na pozycji raczej przegranej.
  7959. 5:30:29Wystawność rezydencji badała z uwagą i
  7960. 5:30:31spokojem. Luksus jej nie onieśmielał,
  7961. 5:30:34ale czuła dyskomfort. Ludzi z takim
  7962. 5:30:36majątkiem lepiej nie lekceważyć.
  7963. 5:30:39I tak miała szczęście. Mnie
  7964. 5:30:41przetrzymywano w znacznie gorszych
  7965. 5:30:42warunkach. Och, nasze spojrzenia się
  7966. 5:30:45spotkały. Jej oczy miały niemal ten sam
  7967. 5:30:48odcień, co oczy Eliasa.
  7968. 5:30:50Popatrzyła na mnie, nastolatkę ze
  7969. 5:30:52schludnie zaczesanymi włosami, siedzącą
  7970. 5:30:55na schodach z kolanami złączonymi jak u
  7971. 5:30:57pensjonarki.
  7972. 5:31:00Proszę płaszcz. Romil drgnęła, gdy
  7973. 5:31:03podszedł Winston. W czarnym fraku
  7974. 5:31:05wyglądał dystyngowanie niczym elegancki
  7975. 5:31:07pingwin, jak jeden z tych na
  7976. 5:31:09skarpetkach.
  7977. 5:31:11profesjonalnym ruchem zdjął jej okrycie.
  7978. 5:31:13Pod nim kobieta miała czerwony sweter,
  7979. 5:31:15który podkreślał kontury jej twarzy.
  7980. 5:31:18Miała urodę trochę jak ciocia Martina,
  7981. 5:31:20tylko o chłodniejszej karnacji, jak spod
  7982. 5:31:23kanadyjskiego klonu, a nie hiszpańskiej
  7983. 5:31:25palmy. Dzień dobry. Zjadalnie wyjrzała
  7984. 5:31:28mama. Jeszcze przed chwilą bawiła się
  7985. 5:31:31złotą bransoletką od taty. Teraz złożyła
  7986. 5:31:33dłonie w koszyczek i z poważną miną
  7987. 5:31:35mierzyła gościa wzrokiem.
  7988. 5:31:37Romili z ulgą odnotowała obecność
  7989. 5:31:39kolejnej kobiety. Wyglądałyśmy
  7990. 5:31:41przyjaźniej niż barczysty Orion Slone.
  7991. 5:31:45Dzień dobry. Odparła z dystansem.
  7992. 5:31:48Zapraszam.
  7993. 5:31:51Bransoletka mamy zafalowała, gdy ruchem
  7994. 5:31:53ręki wskazywała przejście do jadalni.
  7995. 5:31:56Orion lekko naparł na bark Romile. Wyr
  7996. 5:31:59ruszyła. Mijając schody posłała mi
  7997. 5:32:01ostatnie spojrzenie. Winston odwiesił
  7998. 5:32:04jej płaszcz, a ja, poprawiwszy
  7999. 5:32:05spódniczkę i włosy, postanowiłam
  8000. 5:32:07dołączyć. W jadalni Romil siedziała
  8001. 5:32:10sztywno na honorowym miejscu. Dłoń z
  8002. 5:32:12napiętymi palcami spoczywała na blacie.
  8003. 5:32:15Ciemne, szponiaste paznokcie
  8004. 5:32:17kontrastowały ze złotą obrączką. Nie,
  8005. 5:32:19dziękuję. Odparła na propozycję kawy.
  8006. 5:32:22Miała lekko zachrypnięty głos. Nie
  8007. 5:32:24sądzę, by sprowadzono mnie tu na
  8008. 5:32:26podwieczorek. Nie. Przyznała mama. Może
  8009. 5:32:30więc woda. Po chwili wahania Romilie
  8010. 5:32:33skinęła głową. Zaraz jednak zmarszczyła
  8011. 5:32:35brwi. Czy to kamera? Spytała mierząc
  8012. 5:32:38wzrokiem statyw w kącie. Nasze spotkanie
  8013. 5:32:41jest nagrywane. Potwierdziła mama. Taki
  8014. 5:32:44warunek, by rozmowa mogła odbyć się w
  8015. 5:32:46domu. Czyj warunek? Organizacji.
  8016. 5:32:50Romil rozszerzyła oczy. Dawno nie
  8017. 5:32:52słyszałam tej nazwy. Rozejrzała się
  8018. 5:32:55niespokojnie. Świadomość, kim jest
  8019. 5:32:57gospodarz potrafiła przytłoczyć. O
  8020. 5:32:59organizacji wiedzieli nieliczni, ale
  8021. 5:33:02akurat Romil nie trzeba było tłumaczyć,
  8022. 5:33:04czym zajmuje się Vincent Monet.
  8023. 5:33:07Co ja tutaj robię? Głos miała coraz
  8024. 5:33:09bardziej spięty. Co to ma znaczyć? To
  8025. 5:33:11jakieś porwanie?
  8026. 5:33:13Ściągnięto cię tu na rozmowę. Wyjaśniła
  8027. 5:33:16mama. Usiadła blisko niej. Ja zajęłam
  8028. 5:33:19miejsce naprzeciw. Możliwie najdalej.
  8029. 5:33:23Z Montrealu prywatnym samolotem musimy
  8030. 5:33:26mieć ciekawy temat do omówienia. Romie
  8031. 5:33:29zmróżyła powieki, patrząc na mnie. I to
  8032. 5:33:32jeszcze przy dziecku? Uniosła brew.
  8033. 5:33:34Niezła z was rodzinka.
  8034. 5:33:36Moja córka jest obecna, bo sprawa
  8035. 5:33:38niestety dotyczy przede wszystkim jej.
  8036. 5:33:41Odparła mama chłodno, wyraźnie, naprawdę
  8037. 5:33:44profesjonalnie, jakby na co dzień
  8038. 5:33:45przesłuchiwała świadków.
  8039. 5:33:48Jaśniej, proszę.
  8040. 5:33:50Moja córka została porwana przez twojego
  8041. 5:33:52syna. Romili
  8042. 5:33:55zapadła cisza. Pokojówka postawiła przed
  8043. 5:33:57gościnią szklankę wody i zniknęła,
  8044. 5:34:00unikając spojrzeń. Trochę jej
  8045. 5:34:02zazdrościłam.
  8046. 5:34:04Niemożliwe. To jakieś nieporozumienie.
  8047. 5:34:06Stwierdziła Romil i nonszalancko
  8048. 5:34:08pociągnęła łyk, jakby cały problem wydał
  8049. 5:34:10jej się żenującą pomyłką. Niestety
  8050. 5:34:13wszystko się zgadza. Powiedziała z
  8051. 5:34:15naciskiem mama. Za moimi plecami coś
  8052. 5:34:18zaszemrało. Romili pobladła. Do jadalni
  8053. 5:34:21bezszelestnie wszedł tata. Jego obecność
  8054. 5:34:23była jak ciężka burzowa chmura.
  8055. 5:34:26Szponiasty paznokieć Romili oderwał się
  8056. 5:34:28od szkła i wycelował we mnie. To jest
  8057. 5:34:30wasza córka. Mama skinęła głową. A więc
  8058. 5:34:34jest tutaj. Nie została porwana. Mama
  8059. 5:34:37uniosła brew. Udało jej się uwolnić, to
  8060. 5:34:40dlatego. Albo sama uciekła z domu. Na
  8061. 5:34:43wilgotne odwody usta Romili wstąpił
  8062. 5:34:46pełen politowania uśmiech. I teraz
  8063. 5:34:48wciska wam kit, żeby nie dostać kary.
  8064. 5:34:51Mój zadziorny charakter zwyciężył, a
  8065. 5:34:53plan, by milczeć, spalił na panewce.
  8066. 5:34:56Elias mnie porwał. Warknęłam. Powieki
  8067. 5:34:59Romili drgnęły, lecz natychmiast
  8068. 5:35:01wzniosła oczy ku sufitowi. Właśnie o tym
  8069. 5:35:04mówię. Mój syn nawet nie ma na imię
  8070. 5:35:06Elias. Mama wysunęła ku mnie dłoń leżącą
  8071. 5:35:09na blacie, by mnie uciszyć, dając mi
  8072. 5:35:11znać, że przejmuje pałeczkę. Podał
  8073. 5:35:14fałszywe imię oczywiście. I po co miałby
  8074. 5:35:17porywać waszą córkę? Żądał okupu.
  8075. 5:35:20Zdumiona Romili uniosła brwi, po czym
  8076. 5:35:22prychnęła. Aleście to wymyślili?
  8077. 5:35:26Czy twój syn mieszkał z tobą przez całe
  8078. 5:35:28życie? Mama ani na moment nie straciła
  8079. 5:35:31opanowania.
  8080. 5:35:32Wyprowadził się niedawno. Wychowywałam
  8081. 5:35:35go. Tak. Romil skinęła głową i
  8082. 5:35:38przymknęła oczy. Ciemne cienie na
  8083. 5:35:40powiekach współgrały z długimi
  8084. 5:35:42paznokciami pociągniętymi czarnym
  8085. 5:35:44lakierem. Aparycja bogatej,
  8086. 5:35:46wypielęgnowanej wiedźmy.
  8087. 5:35:48Potem się rozwiodłam. Jednak Kornel
  8088. 5:35:51zaakcentowała prawdziwe imię syna
  8089. 5:35:53utrzymuje bliski kontakt z ojczymem.
  8090. 5:35:56A z tobą? Romil zawahała się sekundę.
  8091. 5:36:00Bywa różnie. Nie mieszka z tobą. Jest
  8092. 5:36:03pełnoletni. Ma zaledwie 18 lat. Czyli
  8093. 5:36:07jest pełnoletni. Powtórzyła, nie
  8094. 5:36:09odrywając wzroku od mamy. Skoro nie chce
  8095. 5:36:12z tobą mieszkać, masz teorię dlaczego?
  8096. 5:36:15Romili zmrużyła oczy. Wolał zostać z
  8097. 5:36:18moim byłym mężem, a ja nie będę im
  8098. 5:36:20ograniczać kontaktu. Poza tym spojrzała
  8099. 5:36:23na tatę. Na twarzy nie drgnął jej żaden
  8100. 5:36:25mięsień. To dziecko i tak całe życie
  8101. 5:36:28szukało czegoś, czego nie mogłam mu dać.
  8102. 5:36:30Prowokacyjnie uniosła podbródek kontaktu
  8103. 5:36:33z ojcem. Tata stojący wciąż za mną
  8104. 5:36:36pozostał niewzruszony.
  8105. 5:36:38Twój były mąż sprawdzał się w roli ojca.
  8106. 5:36:41Dociekała mama. Romil wzruszyła
  8107. 5:36:43ramionami. Pojawił się, kiedy zostałam
  8108. 5:36:46sama w tym wielkim świecie. Byłam młodą
  8109. 5:36:48wdową z dzieckiem i fortuną, którą nie
  8110. 5:36:50potrafiłam zarządzać.
  8111. 5:36:53Wybawca, który zaopiekował się tobą i
  8112. 5:36:55twoimi pieniędzmi. Mama uniosła brwi.
  8113. 5:36:59Był ode mnie starszy, dojrzalszy,
  8114. 5:37:01decyzyjny, miły, szarmancki. Promil
  8115. 5:37:04oparła łokieć o stół. Jej policzek
  8116. 5:37:05spoczął na dłoni. Paznokieć przytknęła
  8117. 5:37:08do ust. Mogłabym wymieniać jego zalety
  8118. 5:37:11bez końca. Zerknęła przez okno na jasne
  8119. 5:37:14zasypane śniegiem podwórze. A jednak się
  8120. 5:37:16z nim rozwiodłaś. Przypomniała mama.
  8121. 5:37:19Przez lata zaczęły narastać zwykłe
  8122. 5:37:21konflikty. To nie był mężczyzna dla
  8123. 5:37:23mnie, choć doceniam pomoc, jaką ukazywał
  8124. 5:37:26nam na początku. Mama przechyliła głowę.
  8125. 5:37:29Sprawdził się jako ojciec dla twojego
  8126. 5:37:31syna. Trudno stwierdzić. Romil wzruszyła
  8127. 5:37:34ramionami jakby znudzona. Paznokieć
  8128. 5:37:37wciąż trzymała przy ustach. Na pewno
  8129. 5:37:39pomagał mi w utrzymaniu dyscypliny.
  8130. 5:37:41Zadrżałam. Czyli co? Bił go laską?
  8131. 5:37:45Wyrwało mi się z obrzydzeniem. Romil
  8132. 5:37:48zmarszczyła brwi. Czy wspomniałam coś o
  8133. 5:37:50przemocy fizycznej? Zapadła cisza. Romil
  8134. 5:37:53ilustrowała mnie uważnie, jakby szukała
  8135. 5:37:55śladów ciosów. Stanislaus cenił
  8136. 5:37:59porządek. Miał silną charyzmę i potrafił
  8137. 5:38:01egzekwować przestrzeganie zasad. Ja
  8138. 5:38:03jestem bardziej machnęła dłonią
  8139. 5:38:05chaotyczna. Ostatecznie się nie
  8140. 5:38:07dogadaliśmy. Spędziliście razem wiele
  8141. 5:38:10lat. Zauważyła mama.
  8142. 5:38:13Byłam bardzo młodą wdową. Minęło trochę
  8143. 5:38:15czasu, nim się pozbierałam. Poznałam
  8144. 5:38:17siebie i zrozumiałam, że to nie jest
  8145. 5:38:19partner dla mnie.
  8146. 5:38:21Siebie ocaliłaś z tego związku, a
  8147. 5:38:23swojego syna nie. Mój syn jest
  8148. 5:38:25pełnoletni. Powiedziała ponownie,
  8149. 5:38:27zupełnie tak jak wcześniej. Elias
  8150. 5:38:29podkreślał to przy mnie. To niemały
  8151. 5:38:31chłopiec. Nie rozumiał powodów naszego
  8152. 5:38:34rozstania. widział w stanie slałie głowę
  8153. 5:38:37rodziny, więc poszedł za nim. Pozwoliłaś
  8154. 5:38:40mu na to? Mama zmarszczyła czoło. Miałam
  8155. 5:38:43go przykuć do kaloryfera. Chłopiec musi
  8156. 5:38:45przejść własną drogę. Kiedyś wróci. Jest
  8157. 5:38:48bystry. Zajmie mu to mniej czasu niż
  8158. 5:38:50mnie.
  8159. 5:38:52Więc ty wiedziesz wygodne życie w
  8160. 5:38:55Montrealu u boku nowego męża, a były
  8161. 5:38:57werbuje twojego syna do porwań dla
  8162. 5:38:59okupu. Podsumowała moja mama pomału
  8163. 5:39:01tracąc cierpliwość.
  8164. 5:39:04Mój syn nie potrzebuje pieniędzy, a twój
  8165. 5:39:06były przy rozwodzie dostał ich sporo,
  8166. 5:39:09ale nie wiem jak teraz wygląda jego
  8167. 5:39:11sytuacja finansowa. Przyznała.
  8168. 5:39:14Możliwe, że nie jest oszczędny.
  8169. 5:39:16Stanislaus to człowiek zasad. Odparła.
  8170. 5:39:19Wychował się w skromnej rodzinie, ale
  8171. 5:39:20zawsze mierzył wysoko. A czy poza
  8172. 5:39:23orzenkiem z bogatą kobietą coś osiągnął?
  8173. 5:39:26Romili wydęła wargi. Gdybyś go poznała,
  8174. 5:39:29zrozumiałabyś o czym mówię. Ja go
  8175. 5:39:31poznałam. Wtrąciłam i jakoś nie
  8176. 5:39:34zauważyłam tego czaru.
  8177. 5:39:36Romil rzuciła mi niechętne spojrzenie,
  8178. 5:39:38po czym przeniosła wzrok na tatę i
  8179. 5:39:40warknęła. Zamordowaliście mi męża. Nie
  8180. 5:39:43było nam ze sobą idealnie, ale był moją
  8181. 5:39:45opoką. Kiedy świat mi się zawalił,
  8182. 5:39:47potrzebowałam silnych ramion. Znalazła
  8183. 5:39:50mnie u Stanislausa. Teraz jestem
  8184. 5:39:52silniejsza. Dziś bym się z nim nie
  8185. 5:39:54związała, lecz wtedy go potrzebowałam.
  8186. 5:39:57Wzięła solidny łyk wody. A czemu go
  8187. 5:39:59porzuciłaś? Spytała mama.
  8188. 5:40:02To gbór, perfekcjonista do granic
  8189. 5:40:05absurdu, materialista. Troszczył się o
  8190. 5:40:07mnie, bo miałam pieniądze. Gdy
  8191. 5:40:09przestałam go kochać, zobaczyłam to.
  8192. 5:40:12Miał sadystyczne zapędy. Nie wobec mnie
  8193. 5:40:14czy mojego syna. Dodała szybko, lecz
  8194. 5:40:17względem pracowników. Z czasem było
  8195. 5:40:19coraz gorzej.
  8196. 5:40:21Jakieś przykłady? Drążyła mama. Och
  8197. 5:40:24Boże, no. Romil oparła się w krześle i
  8198. 5:40:26westchnęła. Kazał pokojówkom pucować
  8199. 5:40:29toalety po każdym użyciu. Krzyczał,
  8200. 5:40:31rzucał talerzami, walił laską w podłogi
  8201. 5:40:34i ściany. Wszystko musiało być idealne.
  8202. 5:40:37Jej spojrzenie opadło na blat stołu.
  8203. 5:40:40Myślałam, że robi to dla nas, a on
  8204. 5:40:41czerpał satysfakcję z rozstawiania ludzi
  8205. 5:40:43po kątach. Skąd to się brało? Mama
  8206. 5:40:46pochylała się coraz bardziej. Pochodził
  8207. 5:40:49z bardzo ubogiej rodziny. Romil
  8208. 5:40:52odwzajemniła jej spojrzenie. To także
  8209. 5:40:54mnie urzekło. Uznałam, że docenia
  8210. 5:40:56wartość pieniądza, że będzie idealnym
  8211. 5:40:58partnerem, dobrze wychowany,
  8212. 5:41:00dystingowany, ale z szacunkiem dla
  8213. 5:41:02mojego majątku. Tak sądziłam. Tata
  8214. 5:41:05wykorzystał pauzę. Opowiedz o jego
  8215. 5:41:08korzeniach. Polecił cicho. Odezwał się
  8216. 5:41:11pierwszy raz. Do tej pory słuchał.
  8217. 5:41:13Pewnie czekał na wątki, które chciał
  8218. 5:41:15rozwinąć. Romil zaskoczona odpowiedziała
  8219. 5:41:18od razu: Wielodzietna rodzina, on
  8220. 5:41:21najmłodszy. Nie mieli grosza. Mieszkali
  8221. 5:41:23na osiedlu przyczep w Lujanie. Dzieciaki
  8222. 5:41:26pałętały się wszędzie, spały na ziemi.
  8223. 5:41:28Co roku rodziło się kolejne. Westchnęła.
  8224. 5:41:31Gdy masz tyle dzieci, nie upilnujesz
  8225. 5:41:33ich. Biegały samopas.
  8226. 5:41:36Zamilkła, jakby musiała nabrać tchu.
  8227. 5:41:40Stanislaus miał osiem lat. Poszedł z
  8228. 5:41:42braćmi na mokradła. Zgubił się. Mówiła
  8229. 5:41:45wolniej. Zaatakował go aligator.
  8230. 5:41:49Stracił nogę. opowiadał, jak leżał potem
  8231. 5:41:51w przyczepie, w bólu, próbując nie
  8232. 5:41:54krzyczeć, bo każdy jęk budził
  8233. 5:41:55rodzeństwo. Spojrzałam na tatę.
  8234. 5:41:58Wyglądał, jakby żałował, że pozwolił mi
  8235. 5:42:00słuchać. To straszne przyznała mama.
  8236. 5:42:05Jako młoda wdowa byłam tą historią
  8237. 5:42:07oczarowana. Romilie uniosła kącik ust.
  8238. 5:42:10Chciałam wynagrodzić mu traumę. Dałam
  8239. 5:42:13dostęp do swoich pieniędzy, a to zdaje
  8240. 5:42:15się było jego celem od początku. mieć
  8241. 5:42:18pieniądze, nigdy więcej nie żyć w
  8242. 5:42:20biedzie, jaką zafundowali mu rodzice.
  8243. 5:42:23Jak zatem przyjął twoją decyzję o
  8244. 5:42:25rozstaniu?
  8245. 5:42:26Zostawiłam mu sumę wystarczającą na
  8246. 5:42:28wygodne, choć skromniejsze życie. Romil
  8247. 5:42:31poprawiła włosy, naprostowała spinkę.
  8248. 5:42:33Możliwe, że cóż, bardzo nie odpowiadało
  8249. 5:42:37mu to obniżenie standardu. To do niego
  8250. 5:42:39pasuje. Nie bałaś się, że cię skrzywdzi?
  8251. 5:42:42Mama była zdumiona. Romili spuściła
  8252. 5:42:45wzrok, ale zdążyłam dostrzec w jej
  8253. 5:42:47oczach dziwną czułość.
  8254. 5:42:49Nie podniósłby na mnie ręki. Nasze
  8255. 5:42:51rozstanie było trudne, ale to ja
  8256. 5:42:53wniosłam jego życie na zupełnie nowy,
  8257. 5:42:55wyższy poziom. Jest mi za to wdzięczny,
  8258. 5:42:57a honor to jego domena. Parsknęłam.
  8259. 5:43:01Zanim jednak coś powiedziałam, poczułam
  8260. 5:43:03na ramieniu lekkie uspokajające
  8261. 5:43:04dotknięcie taty. Dyskretny znak, że jest
  8262. 5:43:07obok. Twojego syna też by nie
  8263. 5:43:09skrzywdził. Drążyła mama. Nastawiłam
  8264. 5:43:12uszu. Odpowiedź na to pytanie wyjątkowo
  8265. 5:43:15mnie ciekawiła. Twarz Romili stężała.
  8266. 5:43:18Nie odparła zdecydowanie, choć po
  8267. 5:43:20krótkim zawachaniu. Nie wiem, co
  8268. 5:43:22naprawdę dzieje się między nimi. Cornell
  8269. 5:43:24zawsze pragnął widzieć w Stanislausie
  8270. 5:43:26ojca. Potrzebował takiej figury w życiu.
  8271. 5:43:29Przechyliła głowę. Zawsze myślałam, że w
  8272. 5:43:32tej roli Stanislaus sobie nie radził.
  8273. 5:43:34Ale może się myliłam.
  8274. 5:43:36O swoje poczucie bezpieczeństwa zadbałaś
  8275. 5:43:39wychodząc za stanislausa. A czy potrzeby
  8276. 5:43:41syna zostały zaspokojone już nie wiesz?
  8277. 5:43:44Mama nie zdołała ukryć niesmaku. Powieki
  8278. 5:43:47Romili się zwęziły. To wy zabiliście mi
  8279. 5:43:49męża. Warknęła. Nie macie prawa oceniać
  8280. 5:43:52moich wyborów. Jesteś pewna? Zwróciła
  8281. 5:43:55się do mamy, że twój partner jest taki
  8282. 5:43:57idealny dla twoich dzieci?
  8283. 5:43:59Skoro tak, dlaczego skutkiem jego
  8284. 5:44:01dawnych czynów było porwanie waszej
  8285. 5:44:03córki? Mama drgnęła zaskoczona tym
  8286. 5:44:05zarzutem. Twój mąż najpierw próbował
  8287. 5:44:08zabić mojego i moją czteroletnią wtedy
  8288. 5:44:10córkę. Wyrzuciła. Ale to mój mąż nie
  8289. 5:44:13przeżył. Syknęła Romili. Bo na szczęście
  8290. 5:44:17został powstrzymany. Krzyknęła mama.
  8291. 5:44:20Zdałam sobie sprawę, że drżę. Poczułam
  8292. 5:44:23uspokający ucisk dłoni taty na ramieniu.
  8293. 5:44:26Wreszcie wysunął się do przodu i włączył
  8294. 5:44:28do rozmowy. Skontaktujesz się z synem.
  8295. 5:44:31oznajmił chłodno, wbijając w Romil
  8296. 5:44:33spojrzenie pozbawione współczucia.
  8297. 5:44:36Historia z aligatorem nie poruszyła go
  8298. 5:44:37ani odrobinę. Romil rozchyliła usta
  8299. 5:44:40oburzona. I co mam mu niby powiedzieć?
  8300. 5:44:43To co mówisz, gdy chcesz do niego
  8301. 5:44:44dotrzeć? Odrzekł tata niewzruszenie. Nie
  8302. 5:44:47zrobię tego. Dlaczego? Warknęła mama.
  8303. 5:44:51Romil uniosła brwi. Odpowiedź była dla
  8304. 5:44:53niej oczywista. Nie wydam wam syna. Mama
  8305. 5:44:57westchnęła ze zniecierpliwieniem. Męża
  8306. 5:44:59mi zabiliście. Tego już nikt nie cofnie.
  8307. 5:45:02Romil pokręciła głową, mocniej ściskając
  8308. 5:45:05szklankę. Na tle przezroczystego szkła
  8309. 5:45:08jej paznokcie wyglądały jak drapieżne
  8310. 5:45:10szpony. Ale mojego dziecka nie tkniecie.
  8311. 5:45:14Twój syn tknął naszą córkę. Wycedziła
  8312. 5:45:16mama. Romil wbiła we mnie puste
  8313. 5:45:19spojrzenie. Byłam wdzięczna za dłoń taty
  8314. 5:45:22na ramieniu. Dodawała mi otuchy.
  8315. 5:45:25To ona miała zostać jego żoną? Zapytała.
  8316. 5:45:28Zamarłam. Tata stał obok mnie sztywno,
  8317. 5:45:31nie zareagował.
  8318. 5:45:33Mama przygryzła wargę. Romilie
  8319. 5:45:35parsknęła. Pamiętam tę sytuację
  8320. 5:45:38doskonale. Byłam oburzona wciąganiem
  8321. 5:45:40dzieci w kontrakt małżeński. Gorąco
  8322. 5:45:43oblało mi policzki. Powstrzymałam chęć,
  8323. 5:45:46by wybiec na śnieg i ostudzić głowę.
  8324. 5:45:49Rodrig twierdził, że wszystko
  8325. 5:45:50uzgodniliście. Mówiła ostro Romily.
  8326. 5:45:54Nie miałam nic do gadania. Czasem myślę,
  8327. 5:45:56że nie powinnam mieć żalu, że tak
  8328. 5:45:57skończył. spojrzała na rodziców. Jaką
  8329. 5:46:00żoną? Wydusiłam wreszcie. Romil
  8330. 5:46:03uśmiechnęła się krzywo. O, czyli wy też
  8331. 5:46:05nie zdradzacie dzieciom wszystkich
  8332. 5:46:07sekretów. Skontaktuj się z synem.
  8333. 5:46:10Powtórzył tata przez zaciśnięte zęby.
  8334. 5:46:12Miał dość tej gry pozorów. Romil
  8335. 5:46:15potrząsnęła głową. Nie, nie wydam go.
  8336. 5:46:18Możecie mnie nawet pociąć.
  8337. 5:46:21Uniosła podbródek, wystawiając policzek.
  8338. 5:46:25Proszę bardzo. Tata patrzył na nią
  8339. 5:46:27lodowato, milcząc i rozważając kolejne
  8340. 5:46:30posunięcie. Odwróciłam wzrok. Ciężar tej
  8341. 5:46:33sceny był przytłaczający.
  8342. 5:46:35Twój były mąż bił moją córkę. Zawołała
  8343. 5:46:38mama. Naraził ją na traumę. Romily.
  8344. 5:46:41Rzuciła mi spojrzenie, w którym mignął
  8345. 5:46:43cień współczucia.
  8346. 5:46:45Przykro mi, że to przeżyłaś dziewczynko.
  8347. 5:46:47Powiedziała cicho. Naprawdę. Na jej
  8348. 5:46:50twarzy na moment pojawił się wymuszony,
  8349. 5:46:52smutny uśmiech, który zaraz zgasł.
  8350. 5:46:55Ale jesteś już cała wśród swoich.
  8351. 5:46:57Popatrzyła teraz na tatę. W jej
  8352. 5:46:59beznamiętnych oczach błysnął upór. Nie
  8353. 5:47:02wydam syna, by trafił w wasze ręce.
  8354. 5:47:05Zapomnijcie.
  8355. 5:47:10Rozdział 15. Paranoja.
  8356. 5:47:14Tu będzie wejście dla księżniczki.
  8357. 5:47:17Zdecydowałam wskazując front zamku z
  8358. 5:47:19klocków magnetycznych.
  8359. 5:47:21No dobra, ale to trzeba dobudować most.
  8360. 5:47:25Jęknął Angel. Jakbym właśnie dołożyła
  8361. 5:47:27morderczej roboty do jego 10letniego
  8362. 5:47:29życia. Ja buduję wieżę. Będzie można z
  8363. 5:47:32niej strzelać, gdy nadleci smok. Dodał
  8364. 5:47:35szybko Gabriel, bo na słowo strzelać
  8365. 5:47:38rzucił mu ciężkie spojrzenie tata. Wujek
  8366. 5:47:40Dylan.
  8367. 5:47:43Siedział w innej części pokoju, ale
  8368. 5:47:45dolatywały do niego strzępy dziecięcych
  8369. 5:47:47rozmów. Słychać było ciche kliknięcia,
  8370. 5:47:49gdy Gabriel w pośpiechu łączył klocki,
  8371. 5:47:51jakby smok był już w drodze. Grayson
  8372. 5:47:54skrzywił się uroczo. Dokładnie tak jak
  8373. 5:47:56wujek Shane, gdy dowiaduje się, że nie
  8374. 5:47:58ma już ciasta. Ale w bajce było, że smok
  8375. 5:48:01mieszka w zamku, w środku. Przypomniał i
  8376. 5:48:04chronił księżniczkę. Prawda? Tak było.
  8377. 5:48:08Niby jak ją chroni, skoro to przez smoka
  8378. 5:48:10księżniczka nie może uciec. prychnął
  8379. 5:48:12Angel i postukał się klockiem w czoło.
  8380. 5:48:15Smok jest zły. Porwał księżniczkę.
  8381. 5:48:19Ly zagadnął mnie Gabriel. Ty byłaś
  8382. 5:48:22porwana. To wiesz, smok jest zły.
  8383. 5:48:25Zaskoczona pytaniem zawahałam się. Nie
  8384. 5:48:28wiem. Przyznałam drapiąc się po
  8385. 5:48:30policzku, z którego ślad po uderzeniu
  8386. 5:48:32laską zdążył już zniknąć.
  8387. 5:48:35Gdyby był dobry, pomógłby księżniczce
  8388. 5:48:37uciec, wiadomo. Angel uniósł brwi,
  8389. 5:48:40przemądrzale przekonując wszystkich do
  8390. 5:48:42swoich racji. Może to zależy od smoka?
  8391. 5:48:45Filozofował Gabriel.
  8392. 5:48:47Dlatego na wszelki wypadek potrzebujemy
  8393. 5:48:50drzwi. Rzuciłam szybko rozglądając się
  8394. 5:48:52po stercie klocków rozrzuconych na
  8395. 5:48:54ręcznie tkanym dywanie. Ktoś widział
  8396. 5:48:56drzwi?
  8397. 5:48:58Lotti? Zawołała ze zgrozą ciocia Hayy.
  8398. 5:49:01Nie wolno tego brać do buzi. No co ty?
  8399. 5:49:04Chłopcy zachichotali. Chyba Lotti
  8400. 5:49:07widziała.
  8401. 5:49:08Wyjęłam brakujący element z piąstki
  8402. 5:49:10kuzynki. Nie bez jej oporu, ale gdy
  8403. 5:49:13wyjaśniłam, że to dla dobra księżniczki
  8404. 5:49:15Charlotte, jakoś to przełknęła. Trochę
  8405. 5:49:18oślinione, ale działają. Oznajmiłam
  8406. 5:49:20prezentując mechanizm. Nawet się
  8407. 5:49:23otwierały. Wykonawszy swoją część
  8408. 5:49:25zadania, wstałam by napić się wody. Swój
  8409. 5:49:27różowy bidon zostawiłam niedaleko
  8410. 5:49:29fotela, który wcześniej zajmował tata.
  8411. 5:49:32Ostatnio rzadko się od niego oddalałam.
  8412. 5:49:35Wybacz dzieciom! Odezwała się ciocia
  8413. 5:49:37Hayiley. Korzystając z okazji, że
  8414. 5:49:39odeszłam na bok, podeszła do mnie
  8415. 5:49:41wcześniej, przekazawszy Charlotte komuś
  8416. 5:49:43z rodziny. Chętnych ramion nie
  8417. 5:49:45brakowało.
  8418. 5:49:47Co mam im wybaczyć? Zdziwiłam się
  8419. 5:49:49oblizując wilgotne usta. Te wzmianki o
  8420. 5:49:52porwaniu. Odparła. Strasznie to
  8421. 5:49:55przeżywali, a mieli tylko naturalnie
  8422. 5:49:57szczątkowe informacje.
  8423. 5:50:00Spięłam się jak zawsze, gdy ktoś wprost
  8424. 5:50:02wyciągał niedawne wydarzenia. Świeże
  8425. 5:50:04wspomnienia wciąż mnie blokowały. Nie
  8426. 5:50:07no, spoko, wiadomo, to tylko dzieci.
  8427. 5:50:10Analiza smoka może być ciekawa. Ciągnęła
  8428. 5:50:12ostrożnie ciocia, ale chyba
  8429. 5:50:14niepotrzebna, prawda?
  8430. 5:50:16Milczałam. Patrzyła na mnie swoimi
  8431. 5:50:19mądrymi, ciemnymi oczami. Zima jej
  8432. 5:50:21służyła. Jasna cera, lśniące włosy,
  8433. 5:50:24lekko podkręcone na niedzielny obiad.
  8434. 5:50:26Prawdziwa królewna Śnieżka, delikatna,
  8435. 5:50:29wrażliwa, przechyliła głowę ze
  8436. 5:50:31współczuciem. Jak się czujesz? Zapytała
  8437. 5:50:34cicho. Bardzo dobrze odpowiedziałam
  8438. 5:50:36automatycznie, rozciągając usta w
  8439. 5:50:38uśmiechu. Odpowiedź na to pytanie
  8440. 5:50:40opanowałam. Odruchowo przyłożyłam dłoń
  8441. 5:50:43do żeber. Wszystko się goi, ból mija.
  8442. 5:50:46Jestem trochę nierozciągnięta, ale to
  8443. 5:50:48drobiag. Skłamałam. Ciocia Haley
  8444. 5:50:51zmierzyła mnie badawczym spojrzeniem.
  8445. 5:50:53Świetnie, to oficjalna wersja. A jak
  8446. 5:50:56jest naprawdę? Zamarłam. Mina mi
  8447. 5:50:58zszedła. Wyrwał mi się nerwowy hot.
  8448. 5:51:02Odstawiłam bidon, w którym zachlupatała
  8449. 5:51:04woda, bo zadrżała mi dłoń. O co
  8450. 5:51:07dokładnie pytasz?
  8451. 5:51:10Porwanie to nie jest przygoda, z której
  8452. 5:51:12wychodzi się bez szwanku. Och, ciocia
  8453. 5:51:14Hayiley dobrze wiedziała, co mówi.
  8454. 5:51:16Rozejrzałam się. Nikt nas nie
  8455. 5:51:18obserwował, albo tylko udawali. Dzieci
  8456. 5:51:21debatowały z wujkiem Dylanem i moją mamą
  8457. 5:51:23nad fosą z prawdziwą wodą. W innej
  8458. 5:51:26części salonu wujek Shane planował
  8459. 5:51:28wyjazd na narty, a Tony, zwolennik
  8460. 5:51:31snowboardu, rozważał, czy by do niego
  8461. 5:51:33nie dołączyć. Tata z wujkiem Adrienem
  8462. 5:51:36szeptali. pewnie omawiali ciąg dalsze
  8463. 5:51:38sprawy Romili. Wujkowi Adrienowi jako
  8464. 5:51:41członkowi organizacji tata zdał
  8465. 5:51:43szczegółową relację z jej przesłuchania.
  8466. 5:51:45Adrien obejrzał też nagranie. Will
  8467. 5:51:48stojąc przy oknie opowiadał Charlotte o
  8468. 5:51:50śniegu. Westchnęłam. To było krótkie
  8469. 5:51:54porwanie. Oznajmiłam. Szybko. Wróciłam
  8470. 5:51:57do domu bez traumy. Nie tańczysz. Moje
  8471. 5:52:01brwi powędrowały do góry.
  8472. 5:52:04Mam rany na stopach i na brzuchu. Muszę
  8473. 5:52:06dojść do siebie. To wszystko jak po
  8474. 5:52:08grypie.
  8475. 5:52:11Wrócę też niedługo do szkoły.
  8476. 5:52:13Aha. Będę miała ochroniarza. Wyszeptałam
  8477. 5:52:17jako nowinkę. Brwi cioci Heiley drgnęły.
  8478. 5:52:20Między nimi pojawiła się delikatna
  8479. 5:52:22pionowa zmarszczka.
  8480. 5:52:24Nie, zaprzeczyłam szybko. To dobrze. Ja
  8481. 5:52:27chcę go mieć. Westchnęła, kładąc dłoń na
  8482. 5:52:30sercu na błękitnej bluzce przewiązanej w
  8483. 5:52:32talii sznureczkiem. Przepraszam,
  8484. 5:52:34Ly zreflektowała się. Nie no, co ty, nie
  8485. 5:52:37masz za co przepraszać. Naprawdę jest
  8486. 5:52:39dobrze. Zapewniłam. Nawet zabawnie.
  8487. 5:52:43Chwyciłam nadgarstek tej dłoni, którą
  8488. 5:52:45trzymała przy piersi, jakbym
  8489. 5:52:46przekazywała jej gorącą plotkę. Ty
  8490. 5:52:49wiesz, kto się zgłosił na mojego
  8491. 5:52:50ochroniarza? Ciocia Hiley niepewnie i
  8492. 5:52:53ostrożnie pokręciła głową. To dziwne,
  8493. 5:52:56zwykle była znakomicie poinformowana.
  8494. 5:52:58Chyba, że ktoś nie podzielił się z nią
  8495. 5:53:00tą informacją celowo.
  8496. 5:53:02Wujek Tony! Parsknęłam. W jej pięknych,
  8497. 5:53:06ciemnych oczach zalśniły łzy. Nie
  8498. 5:53:08rozbawiłam jej. Kąciki jej ust nawet nie
  8499. 5:53:10drgnęły. Zaskoczona rozchyliłam wargi.
  8500. 5:53:14Reakcja cioci Haley była dziwna.
  8501. 5:53:16odwróciła się, by odszukać wzrokiem
  8502. 5:53:18wujka Tonego. On właśnie pukał się w
  8503. 5:53:21czoło. Shane drwił, że snowboardziści
  8504. 5:53:24więcej siedzą na stoku aniżeli zjeżdżają
  8505. 5:53:26i że co to w ogóle za przyjemność?
  8506. 5:53:29Ciociu! Zagadnęła nieśmiało. Sekunda
  8507. 5:53:32słabości minęła. Haley przetarła oczy
  8508. 5:53:35wierzchem dłoni.
  8509. 5:53:37To nic, Ly! Powiedziała szybko,
  8510. 5:53:39pocieszająco, ściskając mój łokieć.
  8511. 5:53:41Reaguję emocjonalnie, bo martwię się o
  8512. 5:53:43ciebie, o Tonego i w ogóle o wszystkich,
  8513. 5:53:45ale to nic. Okej, jasne, rozumiem.
  8514. 5:53:49Rzuciłam jej krótki, napięty uśmiech.
  8515. 5:53:51Nie potrafiłam wykrzesać z siebie innego
  8516. 5:53:53bardziej szczerego. Po prostu widziałam
  8517. 5:53:55po cioci, że coś nadal jest nie tak.
  8518. 5:53:59Na pewno
  8519. 5:54:01to bohaterskie z jego strony. Szepnęła
  8520. 5:54:03miękko. On cię bardzo kocha.
  8521. 5:54:06Zaniemówiłam na sekundę zaskoczona.
  8522. 5:54:09Chciałam jeszcze o coś dopytać, ale
  8523. 5:54:10właśnie wtedy zapłakała Charlotte i Will
  8524. 5:54:12odwrócił się po pomoc. Hayile przywołała
  8525. 5:54:15na twarz wesoły uśmiech. Przeprosiła
  8526. 5:54:18mnie i poleciała do córeczki, ćwierkając
  8527. 5:54:20coś słodkim, matcznym głosem. Ciężka,
  8528. 5:54:23lepka ciemność nawoływała z bezdennej
  8529. 5:54:25otchłani pode mną. Moje palce kurczowo
  8530. 5:54:28ściskały krawędź skały, bielejąc z
  8531. 5:54:30wysiłku. Burza blond włosów zasłaniała
  8532. 5:54:33oczy, w których tańczył niemy paniczny
  8533. 5:54:35krzyk. Kamień kruszył mi się pod
  8534. 5:54:37palcami. Ziarenka piasku osypywały się w
  8535. 5:54:40pustkę. Lindsy.
  8536. 5:54:42Szept rozbrzmiał w całej jaskini,
  8537. 5:54:44odbijając się od kamiennych ścian. Echo
  8538. 5:54:47długo spadało w przepaść, udowadniając,
  8539. 5:54:50że dno nie istnieje.
  8540. 5:54:52Elias. Jęknęłam. Bałam się, że dźwięk
  8541. 5:54:55przeciąży chwyt. Jego twarz pojawiła się
  8542. 5:54:58nade mną. Patrzył na mnie z przejęciem.
  8543. 5:55:01Kłócał przy krawędzi, wyciągając rękę.
  8544. 5:55:03Na jego palcu lśniła obrączka
  8545. 5:55:05przetopiona z sygnetu Rodrica Retera.
  8546. 5:55:08W oczach miał dobro. Rosterki zostały
  8547. 5:55:11daleko stąd. Był tutaj, by pomóc.
  8548. 5:55:14Zaufałam. Zsunęłam palce ze skały i
  8549. 5:55:17wplotłam je w jego dłoń. Poczułam siłę.
  8550. 5:55:20Odetchnęłam, ale gdy sekunda mijała, a
  8551. 5:55:23nic się nie działo, podniosłam wzrok.
  8552. 5:55:26Jego twarz się zmieniała. Rysy się
  8553. 5:55:28wyostrzyły. Z ciemnych tęczówek
  8554. 5:55:30wyparowało człowieczeństwo.
  8555. 5:55:32Kornel wyrwał mi się drżący szept. Nie
  8556. 5:55:35potwierdził, nie zaprzeczył. Palce
  8557. 5:55:38wolnej dłoni zacisnął na moim
  8558. 5:55:39nadgarstku. Brutalnie wyrwał go. Krzyk
  8559. 5:55:43przeszył jaskinię, odbijając się
  8560. 5:55:45piskliwym echem od jej ścian. Puścił
  8561. 5:55:47mnie, zrzucił. Spadałam. Otchłań
  8562. 5:55:51połykała mnie, a ostatnie, co mignęło w
  8563. 5:55:53mroku, to przetopiony sygnet błyszczący
  8564. 5:55:55na moim kciuku. Tata! Krzyk wydarł mi
  8565. 5:55:58się z gardła. Zerwałam się do siadu. Kot
  8566. 5:56:01zsunął się spod szyi aż do pasa. Skóra
  8567. 5:56:04kanapy zatrzeszczała. Mrużyłam oczy
  8568. 5:56:06oszołomiona wszechobecnym mrokiem.
  8569. 5:56:09Paliła się tylko jedna lampka. Krąg
  8570. 5:56:11światła obejmował jedynie blat masywnego
  8571. 5:56:14drewnianego biurka. Fotel przy nim stał
  8572. 5:56:17pusty.
  8573. 5:56:18Oddychałam z trudem. Gardło ścisnęło mi
  8574. 5:56:21się ze strachu. Rozglądałam się po
  8575. 5:56:23ciemnym gabinecie, aż usłyszałam głos,
  8576. 5:56:25który mnie naprowadził. Tutaj Lindsey.
  8577. 5:56:29Odwróciłam głowę. Kilka kosmyków opadło
  8578. 5:56:32mi na twarz. Odgarnęłam je
  8579. 5:56:34niecierpliwie, szukając taty. Stał przy
  8580. 5:56:37barku, na blacie stała szklanka, a tata
  8581. 5:56:40w dłoniach trzymał butelkę bursztynowego
  8582. 5:56:42napoju. Właśnie dolewał sobie whisky.
  8583. 5:56:45Patrzył na mnie z pozoru beznamiętnie,
  8584. 5:56:47ale zdradzało go nerwowe pocieranie
  8585. 5:56:49korka kciukiem. Nieważne jak chłodny się
  8586. 5:56:52wydawał. Sama obecność taty działała
  8587. 5:56:55kojąco. Upewniwszy się, że nie zniknął,
  8588. 5:56:58wypuściłam powietrze z płuc i uspokoiłam
  8589. 5:57:01oddech. Zasnęłam, mruknęłam międląc koc,
  8590. 5:57:04którego eteryczny materiał ślizgał się
  8591. 5:57:07pod opuszkami moich palców.
  8592. 5:57:09Nudziłaś się? Odparł. Butelka whisky,
  8593. 5:57:12zapewne szlachetnej i długo leżakującej,
  8594. 5:57:15stuknęła głucho, gdy schował ją do
  8595. 5:57:17szafki. Ziewnęłam. Wcale nie zasnęłaś z
  8596. 5:57:21nudów, Lindsey. Ej, oferowałam ci pomoc
  8597. 5:57:24przy czymkolwiek, ale odmówiłeś.
  8598. 5:57:26Przypomniałam. Przyszłam za nim do
  8599. 5:57:28gabinetu i stanęłam jak sierodka przed
  8600. 5:57:30dębowym biurkiem, pochlipując z buzią w
  8601. 5:57:32podkówkę, że nie chcę być sama.
  8602. 5:57:35Miałam nawet wstążkę wplecioną we włosy.
  8603. 5:57:38Tata zmierzył mnie chłodnym spojrzeniem,
  8604. 5:57:40lecz w końcu pozwolił zostać. Teraz stał
  8605. 5:57:43obok biurka, trzymając szklankę, którą
  8606. 5:57:45poruszał lekko, by uwolnić wszystkie
  8607. 5:57:47aromaty whisky i przeszywał mnie na
  8608. 5:57:49wskrość badawczym spojrzeniem. Zwykle
  8609. 5:57:52stresowałoby mnie to, lecz tym razem nie
  8610. 5:57:54miałam nic przeciwko.
  8611. 5:57:56Już późno. Rzucił. Najbardziej
  8612. 5:57:59dyplomatyczny w jego wydaniu sposób, by
  8613. 5:58:01odesłać mnie do łóżka. Nie podchwyciłam.
  8614. 5:58:05Owinęłam się szczalniej kocem i
  8615. 5:58:06umościłam na skórzanej kanapie.
  8616. 5:58:10Co będziesz robił? Zagadnęłam, by
  8617. 5:58:12zagłuszyć ciszę. Tata powstrzymał
  8618. 5:58:14ciężkie westchnienie. Mam do przejrzenia
  8619. 5:58:16raport o jakimś morderstwie.
  8620. 5:58:20Nie, Lindsey.
  8621. 5:58:22Może jednak potrzebujesz pomocy?
  8622. 5:58:24Zaprzeczył zdecydowanym ruchem głowy.
  8623. 5:58:27Mogę zrobić cokolwiek. Proszę. Nie będę
  8624. 5:58:30wymyślał ci bezsensownych zadań, byle
  8625. 5:58:32cię czymś zająć. Szanuję twój czas.
  8626. 5:58:34zacisnął szczękę. Ty też powinnaś. Ależ
  8627. 5:58:37szanuję. Wyprostowałam się. Kot zsunął
  8628. 5:58:40mi się na uda. Mogę ci tu na przykład
  8629. 5:58:43posprzątać. Jest czysto, córko.
  8630. 5:58:48Napiszę wypracowanie o tematyce.
  8631. 5:58:51Oblizałam wargi unosząc z przejęciem
  8632. 5:58:53brwi. Jak uniknąć porwania? Uśmiechnęłam
  8633. 5:58:57się zachęcająco. Co ty na to?
  8634. 5:59:00Tata rzucił mi spojrzenie spodełba,
  8635. 5:59:02niepewny, czy żartuję.
  8636. 5:59:05Widząc, że mówię serio, westchnął tym
  8637. 5:59:07razem naprawdę głęboko. Odstawił whisky,
  8638. 5:59:10nawet jej nie spróbował. Podszedł do
  8639. 5:59:12kanapy i zanim usiadł, nachylił się
  8640. 5:59:14niespiesznie, by złapać zarąbek koca i
  8641. 5:59:16przesunąć go na bok. Lindsy wyciągnął
  8642. 5:59:20ramię zapraszająco. Natychmiast wtuliłam
  8643. 5:59:22się w jego bok. Pachniał swoją wodą
  8644. 5:59:25toaletową. Dla mnie to był zapach
  8645. 5:59:26bezpieczeństwa. Objął mnie mocno. Czego
  8646. 5:59:30potrzebujesz? Hm. Mruknęłam niewinnie.
  8647. 5:59:33Co mogę zrobić, żebyś poczuła się
  8648. 5:59:35lepiej? Spuściłam wzrok na jego
  8649. 5:59:37śnieżno-białą koszulę, czarny pasek ze
  8650. 5:59:39skóry, ciemne garniturowe spodnie. Już
  8651. 5:59:42jest lepiej. Wyszeptałam. Po prostu nie
  8652. 5:59:45chcę być daleko. Daleko od czego? Od
  8653. 5:59:48ciebie. Patrzył na mnie długo i w końcu
  8654. 5:59:51zapytał łagodniej. Lindsey, co masz na
  8655. 5:59:53myśli?
  8656. 5:59:55Miałeś rację. Kiedy cię nie słucham,
  8657. 5:59:57pakuję się w kłopoty. Ostatnio uciekłam
  8658. 5:59:59z domu i zostałam porwana. Teraz będę
  8659. 6:00:01robić wszystko tak, jak chcesz.
  8660. 6:00:03Obiecuję. Wbiłam w niego spojrzenie
  8661. 6:00:05wielkich oczu. Spodziewałam się, że tata
  8662. 6:00:08przyjmie tę deklarację z zadowoleniem,
  8663. 6:00:10ale on zmarszczył groźnie brwi.
  8664. 6:00:13Co ty, dziecko, opowiadasz?
  8665. 6:00:15Co? Speszyłam się. Ucieczka w bagażniku
  8666. 6:00:19pracownicy rzeczywiście była kuriozalnym
  8667. 6:00:21pomysłem. Przyznał surowo. Gdyby finał
  8668. 6:00:24wyglądał inaczej, z całą pewnością
  8669. 6:00:26wyciągnąłbym z tego konsekwencje. Ale
  8670. 6:00:28zostałaś uprowadzona. To wystarczająca
  8671. 6:00:31nauczka. Moja interwencja nie jest
  8672. 6:00:33potrzebna.
  8673. 6:00:34Rozumiesz już jak ważna jest ostrożność,
  8674. 6:00:37szczególnie gdy nosisz nazwisko monet.
  8675. 6:00:39Lecz to nie znaczy, że masz bać się
  8676. 6:00:41własnego cienia. Nie boję się własnego
  8677. 6:00:44cienia. Zaprotestowałam urażona. Chcę
  8678. 6:00:47być przykładną córką, taką o jakiej
  8679. 6:00:49marzyłeś. Tata pokręcił głową i dotknął
  8680. 6:00:52lekko mojego podbródka. Nie marzyłem o
  8681. 6:00:55przykładnej córce. Przechyliłam głowę.
  8682. 6:00:58Ta, jasne. Założył mi kosm włosów za
  8683. 6:01:01ucho. Marzyłem o córce zdrowej,
  8684. 6:01:03bezpiecznej i szczęśliwej. Zamrugałam.
  8685. 6:01:06Nieodstępowanie mnie na krok to nie
  8686. 6:01:08sposób na przeżycie twojego życia.
  8687. 6:01:11Dlaczego? Zapytałam zapatrzona w niego
  8688. 6:01:13jak w bóstwo i nawet się tego nie
  8689. 6:01:15wstydziłam. Jeśli ktoś ma być moim
  8690. 6:01:17wzorem do naśladowania, to będzie to mój
  8691. 6:01:19tata. Cholerny Vincent Monet. Ty zawsze
  8692. 6:01:22wiesz co robić. Ja też popełniam błędy.
  8693. 6:01:25Powiedział ze spokojem. Poza tym jestem
  8694. 6:01:28dorosły. Moje życie wygląda inaczej niż
  8695. 6:01:30powinno wyglądać twoje. Nie możesz
  8696. 6:01:32podążać moimi ścieżkami. Ty będziesz
  8697. 6:01:35chodzić do szkoły, pójdziesz na studia,
  8698. 6:01:37będziesz tańczyć. Skrzywiłam się szybko.
  8699. 6:01:40Nie chcę wracać do szkoły. Wymamrotałam.
  8700. 6:01:43Nie zrobiłam na nim wrażenia, bo
  8701. 6:01:45stanowczym tonem odparł. Przyjdzie
  8702. 6:01:47moment, że będziesz musiała.
  8703. 6:01:49Wujek Tony będzie tam ze mną? Zapytałam.
  8704. 6:01:52Niewykluczone.
  8705. 6:01:54Ciocia Hiley dziwnie zareagowała, gdy
  8706. 6:01:56usłyszała, że to on będzie moim
  8707. 6:01:58ochroniarzem.
  8708. 6:02:00Na twarzy taty nawet nie drgnął żaden
  8709. 6:02:02mięsień. Pozostał zupełnie spokojny, gdy
  8710. 6:02:04powiedział: "Ciocia Hiley to kolejny
  8711. 6:02:07przykład osoby, która podąża swoją
  8712. 6:02:09ścieżką, przeżyła swoje doświadczenie,
  8713. 6:02:11zbudowała swoją historię. Ty, Lindsey,
  8714. 6:02:14musisz napisać własną". Uniosłam na
  8715. 6:02:17niego niewinne spojrzenie. To prawda, że
  8716. 6:02:19moja historia miała być już napisana?
  8717. 6:02:21Tata zmarszczył brwi. Nie rozumiem córko
  8718. 6:02:24tego pytania. Przyznał. Mama Eliasa
  8719. 6:02:27wspomniała, że miałam zostać żoną.
  8720. 6:02:30Wyszeptałam. Dłoń taty pogładziła mnie
  8721. 6:02:32opiekuńczo po włosach. Miałam ochotę
  8722. 6:02:34wtulić w nią skroń. Jej uwaga była
  8723. 6:02:37bezcelowa. Stwierdził surowo. Nie
  8724. 6:02:40zgodziłbym się na to. Czyli nie kłamała?
  8725. 6:02:43Naprawdę pojawił się taki pomysł?
  8726. 6:02:46Nigdy nie wszedł w życie, Lindsy. Zatem
  8727. 6:02:49nie ma potrzeby drążyć tego tematu.
  8728. 6:02:51powiedział chłodno. To jest dosyć duża
  8729. 6:02:53informacja. Szepnęłam. Byłaby duża,
  8730. 6:02:56gdyby plan ten został zrealizowany.
  8731. 6:02:59Jednakże nie został. Spuściłam głowę. Co
  8732. 6:03:02będzie dalej z mamą Eheliasa? Jego
  8733. 6:03:05fałszywe imię trudno przechodziło mi
  8734. 6:03:07przez gardło, ale prawdziwe jeszcze
  8735. 6:03:09gorzej. Liczymy, że da się ją przekonać
  8736. 6:03:11do współpracy. Odparł wymijająco.
  8737. 6:03:15Spojrzałam na niego niepewnie. Ale nie
  8738. 6:03:18torturujecie jej, prawda? Rozmawiamy z
  8739. 6:03:21nią. Skinęłam głową i oblizałam wargi.
  8740. 6:03:24Co zrobicie z Eliasem, gdy go
  8741. 6:03:25znajdziecie?
  8742. 6:03:27Z Kornelem Reterem. Lindsy. Twarz taty
  8743. 6:03:30stężała, gdy mnie poprawił.
  8744. 6:03:32H. Zmieszałam się zbyt późno, łapiąc, o
  8745. 6:03:35co mu chodzi. Masz na myśli Cornela
  8746. 6:03:38Retera, nieprawdaż?
  8747. 6:03:40Przełknęłam ślinę, czując na sobie jego
  8748. 6:03:42przenikliwe spojrzenie. Tak właśnie o
  8749. 6:03:45niego mi chodzi. Mruknęłam. Tata
  8750. 6:03:47westchnął. To się okaże. To nie jest
  8751. 6:03:49rozmowa na tę chwilę. Czy stanie mu się
  8752. 6:03:52coś złego? Nie mogłam się powstrzymać,
  8753. 6:03:54choć zimne oczy ojca ostrzegały, że
  8754. 6:03:56stąpam po cienkim lodzie. Patrzył na
  8755. 6:03:59mnie długo i intensywnie. Dlaczego o to
  8756. 6:04:01pytasz, Elias? On mnie uratował.
  8757. 6:04:05Wyszeptała.
  8758. 6:04:08Kto cię uratował, Lindsy? Głos taty
  8759. 6:04:10podniósł się nabierając groźnej barwy.
  8760. 6:04:13Kornel odpowiedziałam cicho. Kornel mnie
  8761. 6:04:16uratował. Kto cię porwał?
  8762. 6:04:18Kornel.
  8763. 6:04:20Kto powinien ponieść konsekwencje?
  8764. 6:04:23Spuściłam wzrok. Kornel. Zgadza się.
  8765. 6:04:27Odparł szorstko. Zapadło milczenie,
  8766. 6:04:30idealnie wpasowane w półmrok gabinetu.
  8767. 6:04:33Ciężkie meble, skórzane fotele,
  8768. 6:04:35przytłumione światło. Wszystko sprzyjało
  8769. 6:04:37ciszy. Podniosłam głowę. Czyjego ojca
  8770. 6:04:40zabił dziadek Kam? Zapytałam. I kto
  8771. 6:04:42pomógł mi uciec z piwnicy? Dziadek
  8772. 6:04:45Camden zlikwidował człowieka, który
  8773. 6:04:47zagrażał naszej rodzinie. Nieistotne,
  8774. 6:04:49czyim był ojcem. Odparł grobowo. A
  8775. 6:04:52gdybyś nie wydostała się stamtąd tej
  8776. 6:04:54nocy, my wyciągnęlibyśmy cię następnego
  8777. 6:04:57dnia. Uniosłam brwi. Niby jak? Tata
  8778. 6:05:01wstał, podszedł do biurka i wysunął
  8779. 6:05:03ciężką szufladę. Gdy wrócił, w pięści
  8780. 6:05:05trzymał jakiś drobiag. Usiadł przy mnie
  8781. 6:05:08i otworzył dłoń. Zdusiłam westchnienie.
  8782. 6:05:11Chłopak przyniósł to na wasze spotkanie,
  8783. 6:05:13nieprawdaż? zapytał, obserwując moją
  8784. 6:05:15reakcję. Wyciągnęłam ręce po wisiorek z
  8785. 6:05:19plastikowym rubinem. Znaleźliście go?
  8786. 6:05:22Wyszeptałam gładząc sztuczny kamień.
  8787. 6:05:25Podążyliśmy waszym śladem. Oderwałam
  8788. 6:05:27wzrok od zawieszki. Stary telefon
  8789. 6:05:29Mickiego też macie? Oczywiście. I
  8790. 6:05:32znaleźliście willę, w której mnie
  8791. 6:05:34trzymano. Mój głos zadrzał. Tata skinął
  8792. 6:05:38głową. Dlaczego mi nie powiedzieliście?
  8793. 6:05:40Zapytałam z wyrzutem. Śledztwo trwa.
  8794. 6:05:43Willa jest pusta.
  8795. 6:05:47Czyli uciekli. W oczach taty
  8796. 6:05:49wychwyciłabym każde drgnienie. Zobaczył
  8797. 6:05:51to, co starałam się ukryć. Nagły,
  8798. 6:05:53nieoczekiwany przypływ ulgi. Nie na
  8799. 6:05:56długo. Uciekłam przed nim spojrzeniem,
  8800. 6:05:59więc on dodał jakby znacząco: "Złapanie
  8801. 6:06:02ich, Lini to kwestia czasu." Rubinowa
  8802. 6:06:05zawieszka kołysała się mrocznie na palcu
  8803. 6:06:07taty. Wyciągnęłam dłoń, by ją odzyskać,
  8804. 6:06:10lecz ojciec odsunął błyskotkę i zamknął
  8805. 6:06:13ją w żelaznym uścisku.
  8806. 6:06:19Rozdział 16.
  8807. 6:06:21Szokujące wesołe miasteczko.
  8808. 6:06:24Odcień moich blond włosów nabrał
  8809. 6:06:26szlachetności odkąd zaczęłam spryskiwać
  8810. 6:06:29je odżywką i podkręcać lokówką. Brązowe
  8811. 6:06:32nauszniki, które założyłam tego dnia,
  8812. 6:06:34ładnie z nim współgrały.
  8813. 6:06:37Moją szyję otulał kaszmirowy szalik w
  8814. 6:06:39kolorze pudrowego, zgaszonego różu.
  8815. 6:06:41Zawiązałam go z pozoru niedbale, a
  8816. 6:06:43jednak z wyczuciem. Orzechowa kurtka z
  8817. 6:06:46miękkiego, gęstego, sztucznego futra
  8818. 6:06:48kończyła się tuż przed biodrami,
  8819. 6:06:49podkreślając sylwetkę. Włosie łapało
  8820. 6:06:52światło karuzel, a rumieńce na
  8821. 6:06:54policzkach zawdzięczałam zarówno
  8822. 6:06:56chłodowi, jak i ekscytacji. A tata
  8823. 6:06:59stanowił moje przeciwieństwo. Na ciemny
  8824. 6:07:02garnitur narzucił swój elegancki płaszcz
  8825. 6:07:04z grubej wełny. Materiał układał się na
  8826. 6:07:07nim idealnie. A gdyby tak nie było, to w
  8827. 6:07:09razie potrzeby wszelkie zagniecenia
  8828. 6:07:11prostowałby palcami w czarnych,
  8829. 6:07:13skórzanych rękawiczkach.
  8830. 6:07:15Jego twarz była jak zwykle blada.
  8831. 6:07:17Byliśmy jak światło i cień. W takim oto
  8832. 6:07:20duecie wyruszyliśmy do wesołego
  8833. 6:07:22miasteczka. Nie, to nie żart. Po naszej
  8834. 6:07:25ostatniej rozmowie tata się zmartwił.
  8835. 6:07:27Uznał, że skoro i tak kleje się do niego
  8836. 6:07:29niczym mały plasterek, to zorganizuje
  8837. 6:07:32oficjalne wyjście ojca z córką. Jeśli
  8838. 6:07:35potrzebujesz spędzać ze mną więcej
  8839. 6:07:37czasu, droga Lindsy, zaaranżuję to.
  8840. 6:07:39zapowiedział niemal złowrogo.
  8841. 6:07:42Uśmiechnęłam się wtedy nerwowo, nie
  8842. 6:07:44wiedząc jak inaczej zareagować na to
  8843. 6:07:46poświęcenie. Dobra, jestem
  8844. 6:07:48niesprawiedliwa. Tata naprawdę się
  8845. 6:07:49starał i ani trochę nie odczułam, by
  8846. 6:07:52planowanie tego wypadu było dla niego
  8847. 6:07:54przykrym obowiązkiem. On po prostu taką
  8848. 6:07:56ma naturę, nakazującą mu być surowym,
  8849. 6:07:59chłodnym i poważnym nawet w miejscu,
  8850. 6:08:01które powinno malować uśmiech na ustach
  8851. 6:08:04i zapalać radosne gwiazdki w oczach.
  8852. 6:08:07Wybraliśmy się do Grand Key Stone Park,
  8853. 6:08:10słynnego w całej Pensylwanii wesołego
  8854. 6:08:12miasteczka znajdującego się niecałą
  8855. 6:08:13godzinę drogi od domu. Sporo szkół
  8856. 6:08:16organizuje tam wycieczki na zakończenie
  8857. 6:08:18roku. Rodzice zabierają tu też swoje
  8858. 6:08:20dzieci z okazji urodzin. Moi nie, ale
  8859. 6:08:23byłam tam kilka razy. Dziś po raz
  8860. 6:08:25pierwszy miał towarzyszyć mi tata.
  8861. 6:08:28Niestety lot helikopterem jest
  8862. 6:08:30niemożliwy. Oznajmił. Warunki nie
  8863. 6:08:32sprzyjają. A niech to mruknęłam w
  8864. 6:08:34szalik, choć jedyne co mnie obchodziło
  8865. 6:08:36to fakt, że siedzi obok.
  8866. 6:08:39Umuościliśmy się wygodnie na tylnej
  8867. 6:08:41skórzanej kanapie samochodu. Oparłam na
  8868. 6:08:43jego ramieniu głowę, z której wcześniej
  8869. 6:08:45zdjęłam nauszniki. Teraz trzymałam je w
  8870. 6:08:48dłoni, gładząc ich miły materiał i
  8871. 6:08:50patrząc przez przednią szybę na czarną
  8872. 6:08:52odśnieżoną jezdnię i odśnieżone pobocza.
  8873. 6:08:55Tata prowadził telefoniczne rozmowy, w
  8874. 6:08:57których rozstawiał ludzi po kątach. Jego
  8875. 6:08:59rozkazujący ton dziwnie mnie uspokajał.
  8876. 6:09:02Może dlatego, że od kilku dni dryfowałam
  8877. 6:09:04po domu jak obojętna masa, wykonując
  8878. 6:09:07każde jego polecenie. I tak na przykład
  8879. 6:09:09dziś, gdy kazał mi się ciepło ubrać i
  8880. 6:09:12wpakować do samochodu, nie zadawałam
  8881. 6:09:14pytań. Głowę podniosłam dopiero, gdy
  8882. 6:09:17wjechaliśmy na parking, a naszym oczom
  8883. 6:09:19ukazały się pierwsze konstrukcje,
  8884. 6:09:21baśniowe zamkowe wieżyczki i falujące
  8885. 6:09:24tory rollercoasterów.
  8886. 6:09:26Śnieg skrzypiał nam podeszwami, gdy po
  8887. 6:09:28zeskanowaniu wpowskich wejściówek
  8888. 6:09:30przeszliśmy przez bramki.
  8889. 6:09:32Park rozciągał się pod gołym niebem, o
  8890. 6:09:34tej porze jeszcze jasnym. Między
  8891. 6:09:36karuzelami zwisały świąteczne girlandy,
  8892. 6:09:39lampki oplatały barierki i drzewa.
  8893. 6:09:42Wyobraziłam sobie, jaki bajeczny efekt
  8894. 6:09:44dadzą wieczorem, kiedy się ściemni. W
  8895. 6:09:46powietrzu mieszały się chłód i zapach
  8896. 6:09:48słodkich oraz słonych przekąsek. Tłum
  8897. 6:09:51był umiarkowany. Niskie temperatury,
  8898. 6:09:54grudniowa drożyzna i środek tygodnia
  8899. 6:09:56robiły swoje. To ostatnie było też
  8900. 6:09:58powodem, dla którego i Michael nie
  8901. 6:10:00wybrał się z nami. Miałam nadzieję, że
  8902. 6:10:03nie będzie miał nam tego za złe. Może
  8903. 6:10:05nie. W ostatnim czasie trochę
  8904. 6:10:07przystopował z zazdrością.
  8905. 6:10:10Na którą z atrakcji masz ochotę? Zapytał
  8906. 6:10:12tata bardzo oficjalnie, prowadząc mnie
  8907. 6:10:14pod rękę swoim ciężkim i władczym
  8908. 6:10:16krokiem, jakby był udziałowcem w
  8909. 6:10:18większości tutejszych karuzel. Jego
  8910. 6:10:21dystyngowany sposób bycia wyróżniał go
  8911. 6:10:23wśród roześmi ludzi. Rozglądał się wokół
  8912. 6:10:26bezprzesadnego zachwytu w oczach. To nie
  8913. 6:10:28była jego bajka, ale przecież był tam
  8914. 6:10:30dla mnie. Doceniałam ten gest. Będziesz
  8915. 6:10:33ze mną chodził na kolejki? Zaśmiałam
  8916. 6:10:36się. Widziałam, jak cieszy go widok
  8917. 6:10:38mojego szczerego uśmiechu. Zresztą i
  8918. 6:10:40jemu zadrżał kącik ust. Nie pogodzę się
  8919. 6:10:44z przegapieniem żadnej. Zapewnił.
  8920. 6:10:46Zachichotałam jeszcze głośniej i
  8921. 6:10:48schowałam twarz w jego ramieniu.
  8922. 6:10:50Tata wziął na siebie rolę kierownika
  8923. 6:10:52naszej wycieczki i poprowadził mnie do
  8924. 6:10:54pierwszej atrakcji, domu strachów.
  8925. 6:10:57Podeszliśmy do ciemnej krzywej bryły z
  8926. 6:10:59popękaną fasadą, łańcuchami i oknami
  8927. 6:11:02podświetlonymi zielonkawą poświatą. Nad
  8928. 6:11:04drzwiami migotał szyld, a ze środka
  8929. 6:11:07dobiegały krzyki i metaliczne jęki. Dom
  8930. 6:11:09strachów. Serio, tato? Jeśli się boisz,
  8931. 6:11:13Lindsy, pójdziemy gdzie indziej. odparł
  8932. 6:11:15prowokująco. Jezu, on był chyba
  8933. 6:11:18najsztywniejszym typem w całym tym
  8934. 6:11:20parku. Zostajemy.
  8935. 6:11:22Z boku znajdowało się dyskretnie
  8936. 6:11:24ogrodzone wejście VIP, obsługiwane przez
  8937. 6:11:27personel w nienagannych uniformach.
  8938. 6:11:29Przeznaczone było dla tych, którym nie
  8939. 6:11:31szkoda było dopłacić za oszczędzony
  8940. 6:11:33czas, bo tu rzecz jasna nie było
  8941. 6:11:34kolejki. Rozwiązanie wprost stworzone
  8942. 6:11:37dla Vincenta. Moneta.
  8943. 6:11:40W środku złowrogo migały światła i
  8944. 6:11:42odbijały się echem od ścian piskliwe,
  8945. 6:11:44przerażone krzyki, zapewne puszczane z
  8946. 6:11:47głośników. Nadjechał ciasnawy wagonik,
  8947. 6:11:49do którego od razu nas zaproszono. Tata
  8948. 6:11:52puścił mnie przodem, jak dżentelmen
  8949. 6:11:54podając mi dłoń. Pracownicy obsługi bez
  8950. 6:11:57słowa zerkali na jego długi płaszcz,
  8951. 6:11:59którym tata musiał szarpnąć, by nie
  8952. 6:12:01wkręcił się w mechanizm. Kiedy
  8953. 6:12:03ruszyliśmy w czarną otchłań, poczułam
  8954. 6:12:05ukółcie niepokoju, bo przed oczami
  8955. 6:12:07mignął mi sen o przepaści, w którą
  8956. 6:12:09zrzucił mnie Kornel.
  8957. 6:12:11Wpiłam palce w ramię taty i przywarłam
  8958. 6:12:13do niego całym ciałem. Drgnęłam, gdy coś
  8959. 6:12:16zasyczało przy moim uchu. Koła wagoniku
  8960. 6:12:19piszczały, gdy pojazd zaczął się
  8961. 6:12:21rozpędzać. Nasze twarze smagał wiatr, a
  8962. 6:12:23zwisający nad torami koronkowy materiał,
  8963. 6:12:26mający zapewne imitować pajęczyny,
  8964. 6:12:28łaskotał nas w czubki głów. Zamontowana
  8965. 6:12:31pod fotelem taśma smyręła nas w pięty,
  8966. 6:12:34co miało stwarzać wrażenie, że
  8967. 6:12:36podgryzają nas szczury. Tata przesunął
  8968. 6:12:38stopy do przodu ze zirytowanym
  8969. 6:12:40westchnieniem, a ja parsknęłam w jego
  8970. 6:12:42ramię. Gdy wyjechaliśmy z czarnej Toni i
  8971. 6:12:45zobaczyłam kamienną, niewzruszoną twarz
  8972. 6:12:47taty, zagryzłam wargi z rozbawieniem. I
  8973. 6:12:50co? Bardzo się bałeś? Obawiam się
  8974. 6:12:53jedynie tego, że zapragniesz powtórki.
  8975. 6:12:55Odparł. Śmiałam się wysiadając z
  8976. 6:12:58wagonika pod jego czujnym okiem.
  8977. 6:13:00pilnował, żebym się nie poślizgnęła i
  8978. 6:13:02żeby puchate poły mojej kurtki nie
  8979. 6:13:03zahaczyły o bramkę. To może teraz
  8980. 6:13:06chodźmy na prawdziwą kolejkę.
  8981. 6:13:08Zaproponowałam nakręcona energią i
  8982. 6:13:10atmosferą zabawy. Wskazywałam tory,
  8983. 6:13:12które widzieliśmy już z parkingu. Tata
  8984. 6:13:15bez entuzjazmu, ale i bez protestu
  8985. 6:13:17skinął głową. Nie wiem czy Vincent Met w
  8986. 6:13:21ogóle się czegoś boi, ale tym czymś na
  8987. 6:13:23pewno nie jest byle roller coaster.
  8988. 6:13:26Zaczynało być naprawdę fajnie. Mijaliśmy
  8989. 6:13:28coraz więcej radosnych ludzi, a także
  8990. 6:13:31Mikołajów i elfów oferujących zrobienia
  8991. 6:13:33sobie z nimi zdjęcia budek z parującym
  8992. 6:13:36kakao, popcornem i innymi smakołykami.
  8993. 6:13:39Wszędzie rozbrzmiewały śmiechy, a wśród
  8994. 6:13:41nich mój, wesoły i coraz głośniejszy.
  8995. 6:13:44Wipowska wyjściówka kolejny raz poszła w
  8996. 6:13:47ruch i już szykowaliśmy się do
  8997. 6:13:48przejażdżki kolejką górską. Tata upewnił
  8998. 6:13:51się, że zapięłam pas na biodrach i
  8999. 6:13:53zaciągnęłam pałąk i że ten jest na tyle
  9000. 6:13:55ciasny, by mnie wypadła. Naopiekuńczość.
  9001. 6:13:58Może i tak, ale wcale mi to nie
  9002. 6:14:00przeszkadzało. Rollercoaster ruszył.
  9003. 6:14:03Najpierw powoli jechał pod górę, czając
  9004. 6:14:06się jak zwierz przed atakiem. Potem
  9005. 6:14:08zatrzymał się na szczycie. Widok był
  9006. 6:14:11nieziemski. W dole kolorowe atrakcje,
  9007. 6:14:13ludzie wyglądający jak drobne ruchome
  9008. 6:14:15punkty. Wszystko jeszcze nieprzygaszone
  9009. 6:14:18zmierzchem. Na stolowej konstrukcji
  9010. 6:14:20osiadał świeży śnieg. Tu wysoko wiatr
  9011. 6:14:23był ostrzejszy. Niósł zapach zimy i
  9012. 6:14:26potęgował metaliczny chłód torów.
  9013. 6:14:28Chwilowy postój podkręcał adrenalinę.
  9014. 6:14:31Drżałam w oczekiwaniu, a serce
  9015. 6:14:33podskoczyło mi aż do gardła. Sztywno
  9016. 6:14:35wplotłam palce w dłoń taty i zacisnęłam
  9017. 6:14:38je jak najmocniej. On wyglądał jak
  9018. 6:14:40ostatnia osoba, która czerpałaby
  9019. 6:14:42przyjemność z takich atrakcji, ale
  9020. 6:14:44znosił ten moment zawieszenia z
  9021. 6:14:46godnością i nagle jazda. Kolejka ruszyła
  9022. 6:14:50w dół. Wydarłam się tak jak i inni
  9023. 6:14:52pasażerowie, a nasze głosy zginęły wśród
  9024. 6:14:55oszałamiającego pędu. Tata zerkał na
  9025. 6:14:57mnie, jakby sprawdzał, czy na pewno nic
  9026. 6:14:59złego mi się nie dzieje. Sam, jak można
  9027. 6:15:02się było spodziewać, nie wydał z siebie
  9028. 6:15:04ani jednego dźwięku, tylko zaciskał
  9029. 6:15:06palce wolnej dłoni na drążku i czekał na
  9030. 6:15:08koniec.
  9031. 6:15:09Kocham to. Zawołałam, gdy kolejka się
  9032. 6:15:11zatrzymała. Blokada zwolniła, a krew
  9033. 6:15:14wciąż pędziła mi w żyłach. Trzęsiesz
  9034. 6:15:16się, Linci. Zauważył tata z cichym
  9035. 6:15:18zmartwieniem. Duch to adrenalina.
  9036. 6:15:23Podniósł się, ale złapałam go za rękaw.
  9037. 6:15:25Spojrzał na moją dłoń, potem na mnie. A
  9038. 6:15:28ty co myślisz? Dopytywałam. Bardzo
  9039. 6:15:30szybka ta kolejka. Przewróciłam oczami.
  9040. 6:15:33Ale czy ci się podobało? To nie mój
  9041. 6:15:36rodzaj frajdy. Uniosłam brew. Tato,
  9042. 6:15:39wszyscy wiedzą, że ty nie masz swojego
  9043. 6:15:40rodzaju frajdy. Oczywiście, że mam. To w
  9044. 6:15:43takim razie co nim jest? Ostentacyjnie
  9045. 6:15:46nadstawiłam ucho. Później obiecał i znów
  9046. 6:15:50podał mi rękę, żebym wygodnie wysiadła z
  9047. 6:15:52wagonu. Ktoś już czekał, aż zwolnimy
  9048. 6:15:54miejsca. Mężczyzna z chłopcem, może
  9049. 6:15:56synem. Niecierpliwił się i nawet
  9050. 6:15:59wykrzywiał usta, zły, że się ociągamy,
  9051. 6:16:02ale natychmiast opanował wyraz twarzy,
  9052. 6:16:04gdy tata zatrzymał go jednym przelotnym
  9053. 6:16:06spojrzeniem.
  9054. 6:16:07Następną atrakcją była karuzela z
  9055. 6:16:09chuśtawkami na długich łańcuchach.
  9056. 6:16:11Pojedyncze foteliki były minusem, ale
  9057. 6:16:13gdy łańcuchy napięły się i uniosły nas
  9058. 6:16:15wysoko, a śnieżne światła parku rozmyły
  9059. 6:16:18się w kolorowe smugi pod moimi stopami,
  9060. 6:16:20oczarowana rozkoszowałam się chwilą.
  9061. 6:16:23Potem delektowałam się zieloną bubble
  9062. 6:16:25tea z dodatkiem tapiokowych kulek, którą
  9063. 6:16:28tata kupił mi, żebym się rozgrzała.
  9064. 6:16:31Kiedy już się nią opiłam, czekał pod
  9065. 6:16:33damską łazienką nieruchomy jak posąg.
  9066. 6:16:35Wróciłam do niego szybko i uwaga,
  9067. 6:16:37nowość, w podskokach.
  9068. 6:16:40Nie doskwierają ci stopy? Zapytał z
  9069. 6:16:42troską, zerkając na moje buty.
  9070. 6:16:45Zaprzeczyłam zadowolona z siebie, że
  9071. 6:16:47zamiast wąskich kozaczków założyłam
  9072. 6:16:49śniegowce.
  9073. 6:16:51Samochodziki skradły moje serce tak
  9074. 6:16:53bardzo, że przejechaliśmy się nimi aż
  9075. 6:16:55trzy razy. Za ostatnim razem ktoś
  9076. 6:16:58maksymalnie rozpędzony uderzył w bok
  9077. 6:17:00mojego autka. Odbiłam się od krawężnika,
  9078. 6:17:02chwilowo tracąc panowanie nad
  9079. 6:17:04kierownicą.
  9080. 6:17:05Kilka sekund później ten sam osobnik
  9081. 6:17:07prawie wypadł z toru szturchnięty przez
  9082. 6:17:09auto mojego taty.
  9083. 6:17:12Poza tym wymieniłam kilka przypadkowych
  9084. 6:17:14uśmiechów z paroma chłopakami. Każdy z
  9085. 6:17:16nich został jednak zmrożony firmowym
  9086. 6:17:18spojrzeniem Wincenta Moneta. Żaden nie
  9087. 6:17:21obejrzał się za mną drugi raz. Trudno. I
  9088. 6:17:24tak nie ciągnęło mnie do randkowania.
  9089. 6:17:26Nakazałam też tacie, żeby kupił sobie
  9090. 6:17:28watę cukrową, bo nie chciałam swojej
  9091. 6:17:30jeść sama. godził się na wszystko, by
  9092. 6:17:33poprawić mi humor i cieszył się, że to
  9093. 6:17:35działa, bo dawno się tak nie śmiałam.
  9094. 6:17:37Cóż mam poradzić? Widok mrocznego
  9095. 6:17:39Winenta Moneta z różową watą cukrową to
  9096. 6:17:42był hit. Oczywiście nawet jej nie tknął,
  9097. 6:17:44więc w końcu przewróciłam oczami i mu ją
  9098. 6:17:47odebrałam. Hej, możesz jeść słodkie?
  9099. 6:17:50Zagadnęłam jakiegoś dzieciaka, gdy
  9100. 6:17:52zaświeciły mu się oczy i ochoczo pokiwał
  9101. 6:17:54głową. Wręczyłam mu różową chmurkę.
  9102. 6:17:57Wróciłam do taty. On objął mnie
  9103. 6:17:59ramieniem i ruszyliśmy dalej. Czy ty się
  9104. 6:18:01chociaż trochę dobrze bawisz? Zapytałam
  9105. 6:18:03go wyzywająco. Oczywiście. Potwierdził z
  9106. 6:18:06powagą, po czym wskazał jeden ze
  9107. 6:18:08straganów przed nami. A oto, droga
  9108. 6:18:10córko, mój rodzaj frajdy.
  9109. 6:18:13Najpierw otworzyłam usta, potem załamana
  9110. 6:18:16odchyliłam głowę tak, że prawie zsunęły
  9111. 6:18:18mi się nauszniki i spojrzałam w
  9112. 6:18:19ciemniejące niebo.
  9113. 6:18:22Nie wierzę. Westchnęłam. Spróbuj.
  9114. 6:18:24Pierwsza stanowisko do strzelania. Tata
  9115. 6:18:27oparł lekko oblat dłoń w skórzanej
  9116. 6:18:29rękawiczce i omiotł wzrokiem równy rząd
  9117. 6:18:32wiatrówek, jakby oceniał ich stan. W tle
  9118. 6:18:35na taśmie poruszały się małe figurki
  9119. 6:18:37pingwinów, wysuwając się i znikając za
  9120. 6:18:39przeszkodami w rytmicznej sekwencji.
  9121. 6:18:41Wszystko pod czujnym okiem
  9122. 6:18:43uśmiechniętego pracownika. Można wygrać
  9123. 6:18:45miśka. Zachęcił pokazując ogromnego
  9124. 6:18:48pingwina siedzącego na ladzie. Maskotka
  9125. 6:18:51sięgała mi do pasa. Dziób miała
  9126. 6:18:53uśmiechnięty, a pod szyją muchę
  9127. 6:18:55eleganszą nawet niż ta, którą nosił nasz
  9128. 6:18:57kamerdyner Winston. Widok pingwinów ze
  9129. 6:19:00wszystkich zwierząt, akurat ich, lekko
  9130. 6:19:03mnie zmroził, ale przełknęłam to i
  9131. 6:19:05wzięłam się w garść. No dobra,
  9132. 6:19:07powiedziałam, przyjmując wyzwanie taty.
  9133. 6:19:10Przecież umiałam obchodzić się z bronią.
  9134. 6:19:12Pracownik podał mi wiatrówkę. Tylko
  9135. 6:19:14ostrożnie, bo jest. zaczął i zaraz urwał
  9136. 6:19:17zdziwiony, gdy zobaczył, z jaką wprawą
  9137. 6:19:19przejęłam broń. Mój chwyt był pełny i
  9138. 6:19:22niemal automatyczny. Sprawdziłam ciężar
  9139. 6:19:24i wyważenie broni. Mężczyzna uniósł brwi
  9140. 6:19:28zaskoczony moją zręcznością. Jak
  9141. 6:19:30odczucia? Zapytał tata, gotów asekurować
  9142. 6:19:33mnie w każdej chwili, choć wiedział, że
  9143. 6:19:35raczej nie będę tego potrzebować.
  9144. 6:19:37dużo lżejsza i mniej poręczna od tych,
  9145. 6:19:40które mamy w domu. Komentarz nastolatki
  9146. 6:19:42o domowym arsenale nieco zszokował pana
  9147. 6:19:45obsługującego stoisko. Tym bardziej, że
  9148. 6:19:47dodałam beztrosko. Jak zabawka. Zasada
  9149. 6:19:51pozostaje ta sama. Przypomniał mi tata.
  9150. 6:19:54Kontrola i oddech. Oparłam broń na
  9151. 6:19:57ramieniu i zmróżyłam jedno oko.
  9152. 6:20:00Jarmarczny hałas ucichł. Wstrzymałam
  9153. 6:20:02oddech na ułamek sekundy i nacisnęłam
  9154. 6:20:04spust szybko, pewnie.
  9155. 6:20:07Jedna figurka zniknęła. Przesunęłam lufę
  9156. 6:20:09bez szarpnięcia. Kolejny strzał. Kolejny
  9157. 6:20:12pingwin padł. Skupienie. Oddech. Strzał.
  9158. 6:20:16Pingwiny znikały jeden po drugim. Poza
  9159. 6:20:18ostatnim. Och. Wyrwało mi się, gdy śró
  9160. 6:20:21minął figurkę i odbił się od tylnej
  9161. 6:20:23tarczy. Opuściłam broń zdezorientowana,
  9162. 6:20:26że to już koniec i że chybiłam. Jaka
  9163. 6:20:29szkoda powiedział pracownik bez żalu
  9164. 6:20:31wyciągając dłonie by odebrać mi
  9165. 6:20:33wiatrówkę. Wygrana jest za zestrzelenie
  9166. 6:20:35wszystkich pingwinów. Nie ma żadnego
  9167. 6:20:37marginesu? Spytałam z przejęciem. Nie
  9168. 6:20:40ma. Uciął. Proszę oddać broń. Bez sensu,
  9169. 6:20:44że jeden nietrafiony pingwin mnie
  9170. 6:20:46zdyskwalifikował. Mruknęłam nadal
  9171. 6:20:48trzymając wiatrówkę, bo oddanie jej
  9172. 6:20:50równałoby się w mojej głowie z porażką,
  9173. 6:20:52której nie chciałam akceptować. Takie są
  9174. 6:20:55zasady. Komuś w ogóle się udało?
  9175. 6:20:57Pracownik zerknął na tatę. Musi oddać
  9176. 6:21:00broń. powtórzył do niego. Po rundzie
  9177. 6:21:02broń wraca za ladę. Tata wysłuchał go
  9178. 6:21:05bez emocji, po czym lekko dotknął mojego
  9179. 6:21:08ramienia. Lindy, oddaj ją. Westchnęłam z
  9180. 6:21:12frustracją, ale posłuchałam. Pracownik
  9181. 6:21:15odebrał wiatrówkę dość gwałtownie,
  9182. 6:21:16odkładając ją na bok i mrucząc coś o
  9183. 6:21:19nieobliczalnych nastolatkach. Tatuś, ja
  9184. 6:21:21chcę pingwina. Poprosiłam błagalnie.
  9185. 6:21:24Sprzedawca, który teraz kłócał za ladą i
  9186. 6:21:26coś tam majstrował, zaśmiał się pod
  9187. 6:21:28nosem. Wszyscy chcą pingwina. mruknął.
  9188. 6:21:31Uniósł jednak brwi, gdy na ladzie
  9189. 6:21:33wylądował kolejny banknot. Tata
  9190. 6:21:35wyciągnął dłoń po nową wiatrówkę. W jego
  9191. 6:21:38sygnecie kolorowym refleksem odbiło się
  9192. 6:21:40światło lampek. Przy stoisku zatrzymało
  9193. 6:21:43się kilka osób. Tacie ta broń pasowała
  9194. 6:21:46niczym rekwizyt z planu filmowego. Długi
  9195. 6:21:49płaszcz, gładko zaczesane włosy,
  9196. 6:21:51skupiona mina.
  9197. 6:21:53uniósł wiatrówkę bez cienia pośpiechu.
  9198. 6:21:55Strzały padały w równym mechanicznym
  9199. 6:21:57rytmie i każdy wymierzony z chłodną
  9200. 6:21:59precyzją trafiał dokładnie tam, gdzie
  9201. 6:22:01powinien. Pingwiny znikały, jakby tata
  9202. 6:22:04przewidywał ich ruch, nim się pojawiły.
  9203. 6:22:0610 sekund tyle wystarczyło, by
  9204. 6:22:09zestrzelił wszystkie. Rozległy się
  9205. 6:22:11oklaski. Ja też zaklaskałam. Ktoś
  9206. 6:22:14gwizdnął z uznaniem. Niebywałe! zawołał
  9207. 6:22:17pracownik, a czapeczka aż zsunęła mu się
  9208. 6:22:19na tył głowy. Tata oddał mu broń z
  9209. 6:22:22obojętną miną, z tą samą niewzruszoną
  9210. 6:22:25powagą. Nawet nie skinął dopingującym go
  9211. 6:22:27nieznajomym gapią. Nie lubił robić z
  9212. 6:22:30siebie widowiska. Zamiast tego wskazał
  9213. 6:22:32mnie podbrókiem. Proszę wręczyć mojej
  9214. 6:22:35córce maskotkę.
  9215. 6:22:38Oczywiście, oczywiście. Pingwin należy
  9216. 6:22:40do pani. Oznajmił pospiesznie pracownik.
  9217. 6:22:43To była chwila. W następnej już szłam z
  9218. 6:22:46ogromnym miśkiem przez park. Czy był
  9219. 6:22:48nieporęczny? Jasne, zdecydowanie. Ale
  9220. 6:22:51posiadanie go napawało mnie tak wielką
  9221. 6:22:54radością, że to nie miało znaczenia.
  9222. 6:22:56Zwłaszcza, że to tata go dla mnie
  9223. 6:22:58wygrał. Byłam pewna, że w głębi duszy on
  9224. 6:23:01także czuje satysfakcję. Pingwin był
  9225. 6:23:03wielki i pękaty. Tata musiał trzymać
  9226. 6:23:06mnie za ramię i mnie nawigować, żebym na
  9227. 6:23:08nikogo nie wpadła. Pluszak ograniczał mi
  9228. 6:23:10widoczność tak bardzo, że nie
  9229. 6:23:12dostrzegłam nadciągającego z naprzeciwka
  9230. 6:23:14wujka Tonyego, dopóki dosłownie na nas
  9231. 6:23:17nie wlazł. Co to jest? Burknął,
  9232. 6:23:20mierząc się spojrzeniem z małymi
  9233. 6:23:21czarnymi błyszczącymi koralikami, które
  9234. 6:23:23robiły pingwinowi za oczy. Wyjrzałam zza
  9235. 6:23:26maskotki, żeby upewnić się, że to na
  9236. 6:23:29pewno on. Wujek, co ty tu robisz? Musimy
  9237. 6:23:32porozmawiać. Oznajmił Tony, przeczesując
  9238. 6:23:35dłonią nażelowane włosy. Pilne. Mów
  9239. 6:23:38zatem. Przy niej. Skinął w moim kierunku
  9240. 6:23:40podbródkiem. Nie zostawię Lini bez
  9241. 6:23:43nadzoru. Nie zostawisz. Zgodził się Tony
  9242. 6:23:46z westchnieniem. Rozejrzał się wokół.
  9243. 6:23:48Robiło się ciemno. Światło lampek
  9244. 6:23:50jaśniało, a tłum gęstniał. Chodzi o
  9245. 6:23:53aktualizację w sprawie, nad którą
  9246. 6:23:54obecnie pracujemy. Przewróciłam oczami i
  9247. 6:23:57spróbowałam przesunąć pingwina na
  9248. 6:23:59biodro, żeby lepiej widzieć wujka i
  9249. 6:24:01tatę. Po prostu powiedzcie przy mnie o
  9250. 6:24:04co chodzi. To mnie porwano. Ustaliliśmy
  9251. 6:24:07już, że powinnam wiedzieć co się dzieje.
  9252. 6:24:10Mamy dzieciaka.
  9253. 6:24:12Zamarłam. Pingwin osunął się nieco.
  9254. 6:24:15Ciążył mi w ramionach. Był naprawdę
  9255. 6:24:17ciężki. Eliasa wyszeptałam.
  9256. 6:24:20Kornela. burknął Tony. Wydałam z siebie
  9257. 6:24:23głuchy okrzyk. Opuściłam pingwina
  9258. 6:24:26jeszcze niżej, bo jedną dłonią zakryłam
  9259. 6:24:28usta. Wujek Tony zareagował szybko i
  9260. 6:24:30podtrzymał maskotkę, żeby nie dotknęła
  9261. 6:24:32brudnej ziemi. "Przejdźmy gdzieś na
  9262. 6:24:35stronę"! Zaproponował tata, mrużąc
  9263. 6:24:37powieki. Już wypatrzył ustronne miejsce.
  9264. 6:24:41Położył mi dłoń na łopatce, żeby mnie
  9265. 6:24:43tam skierować, a wujek Tony został
  9266. 6:24:45wmanewrowany w taszczenie pingwina.
  9267. 6:24:48przejął go ode mnie, ma mrocząc pod
  9268. 6:24:49nosem coś o debilnych, monstrualnych
  9269. 6:24:51kluszakach. Usadził go na murku, dość
  9270. 6:24:54czystym, bo osłoniętym piknikowym
  9271. 6:24:56daszkiem. Ja przycupnęłam obok. Tata i
  9272. 6:24:59wujek Tony woleli stać. Czyli
  9273. 6:25:01znaleźliście go? Wyszeptałam, czując
  9274. 6:25:04gęsią skórkę. Tony jechał tu niecałą
  9275. 6:25:07godzinę, żeby przekazać tacie tę
  9276. 6:25:08wiadomość osobiście, więc to, jak
  9277. 6:25:11zwlekał z wyjaśnieniami doprowadzało
  9278. 6:25:13mnie do szału. Przecież kurczę wiedział,
  9279. 6:25:15że tu będę.
  9280. 6:25:17Technicznie odparł wymijająco. To znaczy
  9281. 6:25:20bardziej sam się znalazł. Co Tony
  9282. 6:25:23podrapał się poylicy.
  9283. 6:25:26Znalazł się. Powtórzył z wyrzutem, że
  9284. 6:25:28nie rozumiem. Sam. W sensie, co to
  9285. 6:25:31znaczy? Wujek Tony porozumiewał się z
  9286. 6:25:34tatą spojrzeniami. Moja nieznajomość
  9287. 6:25:37tego ichniemego języka strasznie mnie
  9288. 6:25:38drażniła. Nic nie umiałam z tego
  9289. 6:25:40wyczytać.
  9290. 6:25:42Wolałabym się go uczyć niż francuskiego.
  9291. 6:25:44Serio, sądzę, że bardziej by mi się
  9292. 6:25:46przydał.
  9293. 6:25:48Powiedzcie mi. No wybuchnęłam wreszcie.
  9294. 6:25:51Palce jednej dłoni wczepiłam w miękkiego
  9295. 6:25:53pingwina. Niby go podtrzymywałam, żeby
  9296. 6:25:55nie upadł w śnieg za murkiem, ale tak
  9297. 6:25:57naprawdę służył mi za antystresowy
  9298. 6:25:59gniotek. Kto by pomyślał, że ten misiek
  9299. 6:26:01tak szybko się przyda. Nie krzycz
  9300. 6:26:04Lindsy. Upomniał mnie tata. To poufne.
  9301. 6:26:07Gówno nie poufne. Miałam ochotę warknąć,
  9302. 6:26:10ale się powstrzymałam. To był miły
  9303. 6:26:12dzień. Głupio byłoby go zepsuć.
  9304. 6:26:15Szpital. Powiedział wreszcie wujek Tony.
  9305. 6:26:18Zamarłam. Moje zaciśnięte na pingwinie
  9306. 6:26:21palce skostniały, bynajmniej nie z
  9307. 6:26:23zimna. Elias jest w szpitalu.
  9308. 6:26:26Kornel. W dupie mam jego imię. Uniosłam
  9309. 6:26:29się panikując. Przecież wiadomo o kogo
  9310. 6:26:31chodzi. Lindsy, słownictwo. Warknął
  9311. 6:26:34tata. Prawie roześmiałam się z rozpaczy.
  9312. 6:26:38Och, jak dawno tego nie słyszałam.
  9313. 6:26:40Dlaczego jest w szpitalu?
  9314. 6:26:42Bo potrzebował. Odparł Tony patrząc
  9315. 6:26:45gdzieś w bok. Tata milczał wpatrując się
  9316. 6:26:47w brata cierpliwie.
  9317. 6:26:49Ja byłam jego przeciwieństwem. Drążyłam
  9318. 6:26:52bez wytchnienia. Co to znaczy? Zapewne
  9319. 6:26:55jest ranny. Powiedział tata ze spokojem.
  9320. 6:26:58Co? drgnęłam przejęta. To prawda, Tony.
  9321. 6:27:01Czy to prawda? Tony zerknął na mnie
  9322. 6:27:04niepewnie. Nie jest nianny. Wymamrotał
  9323. 6:27:08wreszcie. Co? Możesz jaśniej?
  9324. 6:27:11Zdenerwowałam się. Bezlitośnie
  9325. 6:27:13miętosiłam w palcach płetwę pingwina.
  9326. 6:27:17Wreszcie nawet tata się zmęczył. Powiedz
  9327. 6:27:19wprost, Tony. Polecił wujek. Tony wsunął
  9328. 6:27:22dłonie do kieszeni skórzanej kurtki.
  9329. 6:27:25Trochę zbyt lekkiej jak na zimową aurę,
  9330. 6:27:27choć nie wyglądał jakby marzł.
  9331. 6:27:30Jest w szpitalu, bo tego potrzebuje.
  9332. 6:27:32Byłam o krok odpuszczenia pingwina i
  9333. 6:27:35rąbnięcia wujka w nos. Przysięgam.
  9334. 6:27:37Powstrzymywała mnie tylko obecność taty
  9335. 6:27:39i świadomość, że wujek nie przyjąłby
  9336. 6:27:41takiego ciosu. Dobrze. Ale dlaczego? Mój
  9337. 6:27:45głos robił się piskliwy. Typowa dla mnie
  9338. 6:27:47oznaka stresu. Jest w szpitalu. Okej,
  9339. 6:27:50ale dlaczego? Konkretny powód, wujku
  9340. 6:27:53Tony?
  9341. 6:27:55Bo ma tak obitą mordę, że przez chwilę
  9342. 6:27:57istniało ryzyko, że zejdzie.
  9343. 6:28:00Ostatnio tata żałował wielu rzeczy.
  9344. 6:28:02Upieranie się, żebym usłyszała, jak się
  9345. 6:28:04sprawy mają z Eliasem, zdecydowanie do
  9346. 6:28:06nich należało.
  9347. 6:28:08Puściłam pingwina i spiskiem zakryłam
  9348. 6:28:10usta. Zakołysał się, ale nie przewrócił.
  9349. 6:28:13Ma obitą. Gdy mamotałam przez palce w
  9350. 6:28:17oszołomieniu, tata zapytał ostro: "Kto
  9351. 6:28:19to zrobił?" Tony wzruszył ramionami,
  9352. 6:28:22wciąż trzymając ręce w kieszeniach.
  9353. 6:28:25Nie wiadomo. Odetchnął ciężko, jakby
  9354. 6:28:27każde słowo było dla niego wysiłkiem.
  9355. 6:28:30Jeszcze się nie ocknął. Żołądek zacisnął
  9356. 6:28:32mi się gwałtownie, ale pewnie to ten
  9357. 6:28:35stary go zmasakrował. Dodał.
  9358. 6:28:38Wystarczy, Tony. Pohamował go tata,
  9359. 6:28:40widząc moją reakcję. Zrobiło mi się
  9360. 6:28:43niedobrze. Przez chwilę rozważałam
  9361. 6:28:45przechylenie się przez murek i zwrócenie
  9362. 6:28:47waty cukrowej oraz herbaty.
  9363. 6:28:50Laską? Zapytałam słabo. Czy pobił go
  9364. 6:28:53laską? Tony zmarszczył brwi. Nie wiem
  9365. 6:28:56czym. Pręgi, wujku. Tłumaczyłam
  9366. 6:28:59gorączkowo. Czy ma na skórze pręgi? Nie
  9367. 6:29:02widziałem go. Bezradnie rozłożyłam
  9368. 6:29:05dłonie. To kto go widział? Dylan. I co
  9369. 6:29:09mówił? Wujek Tony westchnął.
  9370. 6:29:12No że mało obitą mordę. Przymknęłam
  9371. 6:29:14powieki. Tony, kończymy te relacje.
  9372. 6:29:18Odezwał się tata kategorycznie. Ona nie
  9373. 6:29:20powinna słuchać takich szczegółów.
  9374. 6:29:22Mówiłem od początku.
  9375. 6:29:24Nie, nie wtrąciłam zdesperowana. Ja
  9376. 6:29:27żądam szczegółów. Chcę wiedzieć
  9377. 6:29:29wszystko. Wpatrywałam się intensywnie.
  9378. 6:29:31To w tatę, to w wujka. Tony dorzucił. No
  9379. 6:29:34ma też obitą te resztę ciała. Zadrżał mi
  9380. 6:29:38podbródek.
  9381. 6:29:40Tony warknął ostro tata. Wujek zamilkł
  9382. 6:29:44pod ciężarem jego spojrzenia, a potem
  9383. 6:29:46tata zwrócił się do mnie łagodniej, ale
  9384. 6:29:49wciąż dobitnie. Spokojnie Linsy,
  9385. 6:29:51rozumiem, że to trudne informacje,
  9386. 6:29:53jednak powinnaś zachować dyskrecję.
  9387. 6:29:55Jesteśmy w miejscu publicznym. Poza tym
  9388. 6:29:58tu położył wyjątkowy nacisk na słowa.
  9389. 6:30:00Pamiętaj, że mowa o twoim porywaczu nie
  9390. 6:30:03ma powodu, by załamywać nad nim ręce i
  9391. 6:30:05tak się litować.
  9392. 6:30:07To jest wrażliwość, tato. Murknęłam. Nie
  9393. 6:30:10załapiesz. Nie zamierzam. Odparł krótko
  9394. 6:30:13i obojętnie, po czym odezwał się do
  9395. 6:30:15Tonego. Jak go znaleźliście?
  9396. 6:30:19Leżał na parkingu ciężarówek w
  9397. 6:30:21Miffinville. Znalazł go jakiś
  9398. 6:30:23przypadkowy kierowca. Nasi ludzie
  9399. 6:30:24zostali natychmiast powiadomieni.
  9400. 6:30:26Dzieciak trafił helikopterem do naszego
  9401. 6:30:28szpitala na naszą prośbę. Jego stan
  9402. 6:30:30pozwalał na transport.
  9403. 6:30:33Dobrze zatem. Tata skinął głową. Nie
  9404. 6:30:36miał do czego się przyczepić w tak
  9405. 6:30:38wzorowo przeprowadzonej akcji. Zamyślił
  9406. 6:30:40się nad instrukcjami, które chciał
  9407. 6:30:42przekazać wujkowi Tonemu, ale nie dałam
  9408. 6:30:45mu na to szansy, bo wstałam. Pingwin
  9409. 6:30:47siedział już sam. Chcę go odwiedzić.
  9410. 6:30:50Oznajmiłam zapalczywie. Tata skwitował
  9411. 6:30:53to niechętnym spojrzeniem. To nie jest
  9412. 6:30:55twój kolega ze szkoły, Lindy. Żebyś
  9413. 6:30:57nosiła mu do szpitala bonbonierki i
  9414. 6:30:59kartki z życzeniami szybkiego powrotu do
  9415. 6:31:01zdrowia. Ale ja jeszcze nie Lindsy.
  9416. 6:31:05Zaprzeczył stanowczo ojciec. Ja muszę z
  9417. 6:31:08nim porozmawiać. Jęknęłam rozpaczliwie.
  9418. 6:31:12Lindy, on na razie nie może rozmawiać.
  9419. 6:31:15Powiedział cichoy. Jeszcze się nie
  9420. 6:31:17obudził.
  9421. 6:31:23Rozdział 17.
  9422. 6:31:25Ania Monet.
  9423. 6:31:28Kiedy wracasz do szkoły?
  9424. 6:31:30Pytanie za 100 punktów padło z ust
  9425. 6:31:32Mickiego podczas kolacji. Na talerzach
  9426. 6:31:35królowała zielenina, jarmurz i tym
  9427. 6:31:37podobne. Michael przed chwilą wpakował
  9428. 6:31:40do ust całą jego garść i wyglądał jak
  9429. 6:31:42koza. Zdążył przerzuć i połknąć, a ja
  9430. 6:31:45wciąż milczałam.
  9431. 6:31:47Unikałam odpowiedzi, więc pod presją
  9432. 6:31:49jego wyczekującego spojrzenia
  9433. 6:31:50wymamrotałam w końcu. Nie wiem.
  9434. 6:31:54Starałam się nie patrzeć na rodziców,
  9435. 6:31:55niepewna ich stanowiska, choć jeśli
  9436. 6:31:57mieli mi odpuścić szkołę, to właśnie
  9437. 6:31:59teraz, w ramach rekonwalescencji po
  9438. 6:32:02porwaniu. Mama potwierdziła to
  9439. 6:32:04troskliwym tonem. Jak tylko poczujesz
  9440. 6:32:06się na siłach, Ly?
  9441. 6:32:10Myślałem, że już ci lepiej. Mruknął
  9442. 6:32:12Micki, wbijając widelec w kolejną porcję
  9443. 6:32:14jarmurżu. Polany słodkim sosem i
  9444. 6:32:17posypany ziarnami słonecznika był
  9445. 6:32:19naprawdę smaczny. Zatykał też usta,
  9446. 6:32:21dzięki czemu Mickey łatwiej maskował
  9447. 6:32:24rozczarowanie i niepokój o mój stan.
  9448. 6:32:26Jako młodszy brat nie lubił afiszować
  9449. 6:32:28się z uczuciami.
  9450. 6:32:31Powrót Lindsy do szkoły będzie
  9451. 6:32:33stopniowy. Oświadczył tata. Tak, żebyś
  9452. 6:32:36czuła się gotowa i spokojna dodała mama
  9453. 6:32:39uśmiechając się do mnie dobrodusznie.
  9454. 6:32:41Sama prawie nie jadła. Jej widelec
  9455. 6:32:43wisiał nad kaszą albo tylko ją
  9456. 6:32:45rozgarniał.
  9457. 6:32:47Czyli mogę najpierw zacząć od zajęć z
  9458. 6:32:49profesorem Deklanem? Zamyśliłam się.
  9459. 6:32:51Mama spuściła wzrok. Tata odchrząknął.
  9460. 6:32:55Na razie rozsądniej będzie, jeśli
  9461. 6:32:57zrobisz sobie przerwę od dodatkowych
  9462. 6:32:58lekcji. O, zmarszczyłam brwi. A to
  9463. 6:33:02czemu?
  9464. 6:33:04Ly westchnęła mama. Nie lubiłaś tych
  9465. 6:33:07zajęć. Przeciążały cię. Wzruszyłam
  9466. 6:33:10ramionami i włożyłam do ust kawałek
  9467. 6:33:12gotowanej marchewki.
  9468. 6:33:14Dzięki nim poprawiłam średnią.
  9469. 6:33:17Ciebie nigdy nie obchodziła średnia.
  9470. 6:33:19Micki uniósł brwi. No bo była słaba.
  9471. 6:33:22Uśmiechnęłam się krzywo. A teraz jest
  9472. 6:33:25dobra, więc się nią chwalę. Właściwie to
  9473. 6:33:27uważam, że powinnam wydłużyć dzienny
  9474. 6:33:29czas zajęć z profesorem Deklanem choćby
  9475. 6:33:32o pół godziny. Ty głupia jesteś?
  9476. 6:33:35Skrzywił się brat. Michael. Upomniała go
  9477. 6:33:38mama. Ledwo wyrabiałaś na tamtych. Cały
  9478. 6:33:40czas dramatyzowałaś, że nie masz życia.
  9479. 6:33:42A ten cały deklan to rudy terrorysta.
  9480. 6:33:45Miki, uspokój się i nie ma potrzeby
  9481. 6:33:47mieszać w to koloru włosów na lorda.
  9482. 6:33:50Mama odłożyła widelec.
  9483. 6:33:52Marodziłam na Deklana. Fakt przyznałam.
  9484. 6:33:55Ale ta średnia. A co z twoim tańcem?
  9485. 6:33:58Dopytywał Micki. Groźnie zmarszczone
  9486. 6:34:00brwi dodawały mu powagi. Z grobową miną
  9487. 6:34:03odpowiedziałam: Na razie nie chcę
  9488. 6:34:05tańczyć.
  9489. 6:34:07Tata nie podniósł wzroku znad talerza,
  9490. 6:34:09lecz palce zacisnęły mu się na
  9491. 6:34:10sztućcach. Mama zmarszczyła czoło z
  9492. 6:34:13troską. O co ci chodzi? Zirytował się
  9493. 6:34:16Michael. Mnie? Wskazałam siebie końcówką
  9494. 6:34:19widelca. O nic. Całe życie słyszę jak
  9495. 6:34:23jęczysz o tym swoim tańcu, a teraz nagle
  9496. 6:34:25to rzucasz. Odłożył widelec z brzękiem.
  9497. 6:34:29Tata zerknął na niego przelotnie. Ale
  9498. 6:34:31dlaczego tak się wściekasz? Zapytałam
  9499. 6:34:33zaskoczona jego zachowaniem. Bo to nie
  9500. 6:34:36jest normalne. Warknął. Porwanie cię
  9501. 6:34:39straumatyzowało?
  9502. 6:34:40W porządku. Masz do tego prawo, ale nie
  9503. 6:34:43udawaj, że wszystko jest okej, kiedy nie
  9504. 6:34:44jest. Mrugałam, nie wiedząc, co
  9505. 6:34:47odpowiedzieć.
  9506. 6:34:49Micky. Mama położyła płasko dłoń na
  9507. 6:34:51stole w uspokającym geście. Ly
  9508. 6:34:54potrzebuje czasu. Na pewno wróci do
  9509. 6:34:56tańca. A wycieczka szkolna? Michael
  9510. 6:34:59odchylił się w krześle i skrzyżował
  9511. 6:35:01ramiona. Jedziesz? Uwielbiasz wycieczki.
  9512. 6:35:04Zawsze lubiłaś, gdy nie było zajęć.
  9513. 6:35:07Wypuściłam powietrze z ust.
  9514. 6:35:10Jaka znowu wycieczka?
  9515. 6:35:12Do Filadelfii z noclegiem, śladami
  9516. 6:35:14narodzin niepodległości. O, ciekawie.
  9517. 6:35:17Podchwyciła mama, choć jakąś wielką
  9518. 6:35:19wielbicielką historii nie była. Prawda
  9519. 6:35:22Vince? Tata zerknął na nią chłodno. Od
  9520. 6:35:25mojego powrotu dystans między rodzicami
  9521. 6:35:27był wyraźnie odczuwalny i wcale nie
  9522. 6:35:29słabuł. Mhm. Odparł uprzejmie, sztywno
  9523. 6:35:33przecierając serwetką kącik ust. Cała
  9524. 6:35:36szkoła jedzie? Zapytałam. Micki wzruszył
  9525. 6:35:39ramionami. Większość, wszyscy, których
  9526. 6:35:42uczy Emerson. On to organizuje.
  9527. 6:35:46Ukłucie zazdrości przeszyło mi brzuch.
  9528. 6:35:48Starałam się je zignorować, choć
  9529. 6:35:50naprawdę lubiłam wycieczki, zwłaszcza te
  9530. 6:35:52prowadzone przez pana Emersona,
  9531. 6:35:53wesołego, zaangażowanego historyka.
  9532. 6:35:55Kompletne przeciwieństwo pana Pomeroya.
  9533. 6:35:59Flyn jedzie. Dorzucił Micki mimochodem.
  9534. 6:36:02Flyn? Zdumiałam się. Jak przenosi się do
  9535. 6:36:06nas, jak zapowiadał. Ciocia Maja
  9536. 6:36:09twierdzi, że wycieczka będzie świetną
  9537. 6:36:10okazją, żeby się zaklimatyzował.
  9538. 6:36:13Świetną. Potwierdziła mama, po czym
  9539. 6:36:15spojrzała na mnie zachęcająco. Co
  9540. 6:36:17myślisz, Lisy? Może i tobie dobrze to
  9541. 6:36:19zrobi.
  9542. 6:36:21Argument w postaci Flina jako towarzysza
  9543. 6:36:23na takiej wycieczce i możliwość
  9544. 6:36:25obserwowania, jak odnajdzie się w naszym
  9545. 6:36:27szkolnym środowisku były kuszące. Mama o
  9546. 6:36:30tym wiedziała. Zawahałam się. Nie wiem.
  9547. 6:36:34Sądzę, że powinnaś jechać. Powiedziała z
  9548. 6:36:36przekonaniem. To krótka wyprawa,
  9549. 6:36:38idealna, żebyś powoli wracała do
  9550. 6:36:40normalności.
  9551. 6:36:42Automatycznie spojrzałam z niepokojem na
  9552. 6:36:44tatę. Nie wiem. Twoja mama ma rację.
  9553. 6:36:47Stwierdził spokojnie.
  9554. 6:36:50Mamie wcale nie imponowało, że tata ją
  9555. 6:36:51poparł. Zresztą on nawet nie próbował
  9556. 6:36:54jej się przypodobać. Nad stołem wisiała
  9557. 6:36:56gęsta chmura napięcia, uprzykrzając nam
  9558. 6:36:59wszystkim kolację.
  9559. 6:37:01Nie wiem, czy jestem gotowa.
  9560. 6:37:03Wymamrotałam.
  9561. 6:37:04Na co? Zapytała mama łagodnie.
  9562. 6:37:07przechylając głowę na rozłąkę. Szepnęłam
  9563. 6:37:11i zupełnie mimowolnie zerknęłam na tatę.
  9564. 6:37:13Nie odwzajemnił spojrzenia. Mama zmusiła
  9565. 6:37:16się do uśmiechu, skinęła wyrozumiale
  9566. 6:37:18głową, lecz jej oczy wpatrzone w sałatkę
  9567. 6:37:21posmutniały.
  9568. 6:37:23Dłoń zsunęła mi się z klamki drzwi
  9569. 6:37:25sypialni. Zapatrzyłam się w odległy
  9570. 6:37:27koniec korytarza. Rzadko tam chodziłam.
  9571. 6:37:30Nie było po co. Mieściły się tam głównie
  9572. 6:37:32pokoje gościnne. Ale tym razem coś mnie
  9573. 6:37:35tknęło. Przypomniałam sobie plocki
  9574. 6:37:38pokojówek. Powoli ruszyłam do ostatnich
  9575. 6:37:41drzwi, niewielkiego pokoju z uroczym
  9576. 6:37:43miniaturowym balkonem.
  9577. 6:37:46Jako dziecko lubiłam bawić się tu w
  9578. 6:37:47Roszczkę. Z wahaniem przekręciłam
  9579. 6:37:50klamkę. Zamknięte!
  9580. 6:37:53Mruknęłam pod nosem. Rozejrzałam się.
  9581. 6:37:55Korytarz był pusty. Zapukałam
  9582. 6:37:57dyskretnie.
  9583. 6:37:59Cisza. Przyłożyłam palce do gładkiego
  9584. 6:38:02drewna, nasłuchując. Wciąż nic.
  9585. 6:38:05Zapukałam ponownie, nieco głośniej. Mama
  9586. 6:38:08musiała być w środku, inaczej dlaczego
  9587. 6:38:10drzwi byłyby zamknięte.
  9588. 6:38:12Mamo, szepnęłam przytulając usta drewna.
  9589. 6:38:17To ja. Kolejną dawkę ciszy odebrałam już
  9590. 6:38:20osobiście i trochę dotknięta brakiem
  9591. 6:38:22reakcji zaczęłam się odsuwać, gdy po
  9592. 6:38:24drugiej stronie coś kliknęło. Drzwi
  9593. 6:38:27uchyliły się i stanęła w nich mama.
  9594. 6:38:30Przypominała polarnego niedźwiedzia w
  9595. 6:38:32ogromnej białej kurtce sięgającej kolan
  9596. 6:38:34z kapturem naciągniętym na jasne włosy.
  9597. 6:38:38Nos miała zaczerwieniony i zakatarzony.
  9598. 6:38:40Pociągnęła nim, pytając łagodnie: "Lisy,
  9599. 6:38:44coś się stało?" Rzuciłam spojrzenie do
  9600. 6:38:47wnętrza pokoju za jej plecami, marszcząc
  9601. 6:38:49brwi. Dlaczego siedzisz tu zamknięta?
  9602. 6:38:52Skrzywiłam się, bo uderzył mnie zapach
  9603. 6:38:54tytoniu. Ty palisz?
  9604. 6:38:57Słowa wymknęły mi się, zanim zdążyłam je
  9605. 6:38:59powstrzymać. Wypowiedziane tonem pełnym
  9606. 6:39:01osądu zabrzmiały ostro. Mama rozchyliła
  9607. 6:39:04usta, by skłamać, lecz szybko je
  9608. 6:39:06zamknęła. Sporadycznie. Przyznała.
  9609. 6:39:10Wejdź. Odsunęła się na bok, robiąc mi
  9610. 6:39:12przejście. Pokój był skromny. dokładnie
  9611. 6:39:15taki, jak go pamiętałam. Schludnie
  9612. 6:39:17zasłane łóżko, proste meble. Panował tu
  9613. 6:39:20ziąb. Balkonowe drzwi stały otwarte.
  9614. 6:39:23Zasłona była zgarnięta na bok. Weszłam
  9615. 6:39:25na środek i obróciłam się niepewnie.
  9616. 6:39:28Mama zamknęła drzwi i przekręciła zamek
  9617. 6:39:30z cichym kliknięciem. Chcesz ze mną
  9618. 6:39:32posiedzieć, pogadać? Uśmiechnęła się
  9619. 6:39:35dobrotliwie, muskając moje ramię.
  9620. 6:39:37Pokiwałam głową. Mama zsunęła kurtkę z
  9621. 6:39:40ramion i nim zaprotestowałam, owinęła
  9622. 6:39:42mnie nią. Jest naprawdę zimno.
  9623. 6:39:45Powiedziała podwijając mi rękawy. No ale
  9624. 6:39:48teraz to sama zmarzniesz. Na spokojnie.
  9625. 6:39:51Odparła. Otworzyła prostą białą szafę i
  9626. 6:39:53wspięła się na palce. Wyciągnęła gruby
  9627. 6:39:56koc, który podczas dziecięcych zabaw
  9628. 6:39:58służył mi za królewską pelerynę.
  9629. 6:40:01Temperatura na balkonie spadała trochę
  9630. 6:40:02poniżej zera. Jakby ktoś jeszcze miał
  9631. 6:40:05wątpliwości, że jest zima, wystarczyło
  9632. 6:40:07spojrzeć na łyse ośnieżone drzewa.
  9633. 6:40:10Ściany wnęki balkonowej chroniły jednak
  9634. 6:40:12przed wiatrem.
  9635. 6:40:13To zawsze coś. Były tu dwa krzesełka,
  9636. 6:40:16niewielkie, lekkie, z finezyjnie giętymi
  9637. 6:40:19oparciami, idealne na poranną kawę albo
  9638. 6:40:22papierosa w chłodny dzień. Popielniczka
  9639. 6:40:24leżała przy nodze krzesła, które
  9640. 6:40:26zajęłam. Spoczywało w niej kilka
  9641. 6:40:28niedopałków, choć pokojówki z pewnością
  9642. 6:40:31regularnie ją opróżniały.
  9643. 6:40:33Nie wiedziałam, że palisz. Powiedziałam
  9644. 6:40:35z dystansem.
  9645. 6:40:37Owinięta kocem mama usiadła na drugim
  9646. 6:40:39krześle.
  9647. 6:40:41Ostatnio przychodzę tu, żeby oczyścić
  9648. 6:40:43głowę, zanieczyszczając płuca. Nie będę
  9649. 6:40:46się bronić, bo cieszy mnie twój
  9650. 6:40:48negatywny stosunek do papierosów.
  9651. 6:40:50Odparła. Skąd wiedziałaś, gdzie mnie
  9652. 6:40:52szukać? Pokojówki plotkują. No tak.
  9653. 6:40:57Mama zagryzła wargę i ponuro wpatrzyła
  9654. 6:40:59się w las. Co? Parsknęłam. Przecież
  9655. 6:41:03wiesz, że przed nimi niewiele da się
  9656. 6:41:04ukryć. Chyba, że obawiasz się, iż skoro
  9657. 6:41:07one już wiedzą, to tylko kwestia czasu,
  9658. 6:41:09aż dowie się tata.
  9659. 6:41:11Delikatne, lekko zaróżowione z zimna
  9660. 6:41:13dłonie mamy naciągnęły koc pod brodę, a
  9661. 6:41:16ona rzuciła mi spojrzenie z nutą politem
  9662. 6:41:22uniosła zadziornie podbródek.
  9663. 6:41:24Westchnęłam. Kłócicie się stwierdziłam.
  9664. 6:41:27Dodałam ciszej. Nie chcę, żebyście się o
  9665. 6:41:30mnie sprzeczali. Ly, my się wcale nie
  9666. 6:41:33kłócimy z twojego powodu. Mama spojrzała
  9667. 6:41:35na mnie przenikliwie. Nigdy tak nie
  9668. 6:41:37myśl. Przed moim zniknięciem wszystko
  9669. 6:41:40było w porządku. Zauważyłam. Nie wiem
  9670. 6:41:43czy było. Jakoś wcześniej nie widziałam,
  9671. 6:41:46żebyś znikała i paliła papierosy.
  9672. 6:41:48Trąciłam popielniczkę piętą. Sprawa jest
  9673. 6:41:51bardziej skomplikowana i nie dotyczy
  9674. 6:41:53wyłącznie ostatnich wydarzeń. To o co
  9675. 6:41:55chodzi? Mama westchnęła z irytacją,
  9676. 6:41:59która jednak nie była wymierzona we
  9677. 6:42:00mnie.
  9678. 6:42:02Życie w tej rodzinie bywa niebezpieczne.
  9679. 6:42:04Czasem o tym zapominam, a gdy tylko moja
  9680. 6:42:06czujność jest uśpiona, dzieje się coś
  9681. 6:42:08złego. Na przykład mam, porywają mi
  9682. 6:42:11dziecko.
  9683. 6:42:13Mamo, no zmieszałam się. Trochę sama
  9684. 6:42:16zawieniłam.
  9685. 6:42:18Gdybyś nie była monet, uciekłabyś do
  9686. 6:42:20lasu. Wróciła cała i zdrowa. Dostała co
  9687. 6:42:22najwyżej karę za wymknięcie się. A tutaj
  9688. 6:42:26popełniasz błąd, a masz do tego prawo,
  9689. 6:42:29bo wciąż jesteś młoda. I nagle co?
  9690. 6:42:31Uprowadzenia, przetrzymywanie w jakichś
  9691. 6:42:33kurczę piwnicach. Wracasz cała
  9692. 6:42:36przerażona, potulna jak owieczka, ranna
  9693. 6:42:39i potłuczona. Głos jej zadrżał i
  9694. 6:42:42umilkła. Spuściłam wzrok na puchatą
  9695. 6:42:44kurtkę, która na moich udach wybrzuszała
  9696. 6:42:47się i tworzyła bańkę. Tata i wujkowie
  9697. 6:42:50zawsze powtarzają, że nasza rodzina jest
  9698. 6:42:52wyjątkowa. Mama prychnęła smętnie.
  9699. 6:42:55Wyjątkowa. Powtórzyła. Ładny synonim
  9700. 6:42:57słowa popieprzona.
  9701. 6:43:00Zapadła cisza. Zima była cicha. Drzewa
  9702. 6:43:03bez liści nie szumiały. Śnieg nie stukał
  9703. 6:43:05w szyby jak deszcz. Ale po co tak
  9704. 6:43:08myśleć? Spytałam w końcu. I tak nic z
  9705. 6:43:11tym nie zrobisz. Jesteśmy monetami. Czy
  9706. 6:43:13nam się to podoba, czy nie. Czasem
  9707. 6:43:15zastanawiam się, co by było, gdybyśmy
  9708. 6:43:17nimi nie byli. Ja, ty, Michael. Nie
  9709. 6:43:20podoba mi się to, co mówisz. Mama
  9710. 6:43:23westchnęła.
  9711. 6:43:25Wiem, Lisy. Ty byś nigdy nie zostawiła
  9712. 6:43:28taty. Jesteś w niego wpatrzona. Nie chcę
  9713. 6:43:31zostawiać nikogo. Jesteście już z Mickim
  9714. 6:43:34na tyle duzi, że ucieczka nie byłaby
  9715. 6:43:36trudna. Szepnęła patrząc na zimowy las.
  9716. 6:43:39Przed tatą. Prychnęłam nerwowo. Wątpię.
  9717. 6:43:43W końcu by nas znalazł i postawiłby na
  9718. 6:43:45nogi całą armię. Och. Wiem o tym
  9719. 6:43:48doskonale. Odparła zamyślona z coraz
  9720. 6:43:50bardziej zamglonym wzrokiem. Zmrużyłam
  9721. 6:43:53oczy. Skąd wiesz? Próbowałaś uciec?
  9722. 6:43:58W moim głosie była drobna drwina, ale
  9723. 6:44:00mamie nie było do śmiechu. Skinęła
  9724. 6:44:02głową.
  9725. 6:44:04Z wami, gdy byliście mali. Ze mną i
  9726. 6:44:07Michaelem. Zamrugałam. Nie pamiętam.
  9727. 6:44:10Miałaś dwa latka. Uśmiechnęła się na to
  9728. 6:44:13wspomnienie. I co? Zabrałaś mnie do auta
  9729. 6:44:15i zwiałaś do babci? parsknęłam nerwowo,
  9730. 6:44:18wiercąc się na chybotliwym krzesełku.
  9731. 6:44:21Mama pokręciła głową. Nie, to było
  9732. 6:44:25inaczej.
  9733. 6:44:28Ania,
  9734. 6:44:30co ona ogląda?
  9735. 6:44:32Muzyka dudniła. Ly wlepiała wzrok w
  9736. 6:44:35telewizor, rozpromieniona na widok
  9737. 6:44:37animowanej baletnicy. Dziewczynka w
  9738. 6:44:39bladoróżowym body i tiulowej spódniczce
  9739. 6:44:41przy drążku pokazywała podstawy, unosząc
  9740. 6:44:44nogę poziomo. Ly opierała się o kanapę i
  9741. 6:44:47w uroczy sposób ją naśladowała, choć z
  9742. 6:44:49wysiłkiem. Patrzyłam na nią z uśmiechem,
  9743. 6:44:52lecz gdy za plecami usłyszałam głos
  9744. 6:44:54męża, odwróciłam się. Jego mina stężała.
  9745. 6:44:58Nastroszone brwi, zaciśnięta szczęka,
  9746. 6:45:00nie szukał pilota. Pospiesznym krokiem
  9747. 6:45:03podszedł do telewizora i nacisnął
  9748. 6:45:04wyłącznik za ekranem. Zanim
  9749. 6:45:07zaprotestowałam, obraz zgasł. Ly
  9750. 6:45:10zamarła, zamrugała zdezorientowana, po
  9751. 6:45:12czym rozchyliła buzię i się rozpłakała.
  9752. 6:45:15Win! Rzuciłam oburzona. Minęłam go
  9753. 6:45:18zirytowana. Chwyciłam lis i pod pachy
  9754. 6:45:20uniosłam i posadziłam sobie na biodrze.
  9755. 6:45:23Zawyła jeszcze głośniej. Zadowolony?
  9756. 6:45:26Warknęłam, przytulając córkę i gładząc
  9757. 6:45:28ją po głowie. Włącz to z powrotem. Winc
  9758. 6:45:31wskazał wyłączony ekran palcem z tą samą
  9759. 6:45:34pretensją. Nasza córka nie będzie tego
  9760. 6:45:36oglądać. Umawialiśmy się na bajki w
  9761. 6:45:39rozsądnej dawce. To nie była bajka.
  9762. 6:45:42Syknął lodowato. Całując czubek blond
  9763. 6:45:45główki Ly zmróżyłam oczy. Wins, co ty
  9764. 6:45:49takiego zobaczyłeś w tym telewizorze?
  9765. 6:45:51Co? Przeszył mnie spojrzeniem. Balet.
  9766. 6:45:56Opadły mi ramiona. Ly wciąż drżała, ale
  9767. 6:45:58powoli się uspokajała. Podciągnęłam ją
  9768. 6:46:01nieco, żeby spódniczka się jej nie
  9769. 6:46:03podwijała. To była tylko zabawa.
  9770. 6:46:05Powiedziała mu łagodniej. To był balet,
  9771. 6:46:08Anio skrzywił się. Nasza córka nie
  9772. 6:46:12zostanie baletnicą. Wiem co sądzisz o
  9773. 6:46:14balecie, ale to tylko dziecko. Nie
  9774. 6:46:16możemy popaść w paranoję. Mamy umowę.
  9775. 6:46:19Nie zapiszemy jej na balet. Nikt nie
  9776. 6:46:22mówi o zajęciach. Ona tylko podrygiwała
  9777. 6:46:24przed telewizorem. Niech podryguje do
  9778. 6:46:27czegoś innego. Jesteś przewrażliwiony,
  9779. 6:46:30wiesz? Jestem. Przyznał beznamiętnie.
  9780. 6:46:34Nie możemy reagować w ten sposób na
  9781. 6:46:35bajkę. Dzieci to oddzielne istoty. Mogą
  9782. 6:46:38lubić rzeczy, które niekoniecznie
  9783. 6:46:40chcemy, by lubiły. Nie mamy na to
  9784. 6:46:42wpływu. Zrozumienie tego nazywa się
  9785. 6:46:44świadomym rodzicielstwem. Przypomniałam,
  9786. 6:46:47bo byłam świeżo po lekturze książki o
  9787. 6:46:49macierzyństwie.
  9788. 6:46:50W mojej opinii świadome rodzicielstwo to
  9789. 6:46:52zapobieganie tragediom. Odparł balet
  9790. 6:46:56zrujnował psychikę mojej matki.
  9791. 6:46:58Dopilnuję, żeby historia się nie
  9792. 6:47:00powtórzyła. Lindsy nie odkryje baletu,
  9793. 6:47:03dopóki nie będzie starsza i pochłonięta
  9794. 6:47:05inną pasją. Ly, jakby go rozumiała,
  9795. 6:47:08przywarła do mnie cicho. Skoro boisz się
  9796. 6:47:11powtórki losu twojej matki, może nie
  9797. 6:47:13trzeba było dawać córce jej imienia?
  9798. 6:47:16Rzuciłam ostro.
  9799. 6:47:18Vince milczał, przyjmując wyrzut.
  9800. 6:47:20Wzięłam wdech, próbując się uspokoić. Ly
  9801. 6:47:23nie będzie trenowała baletu. Spróbowałam
  9802. 6:47:26jeszcze raz. Tak, faktycznie
  9803. 6:47:28postanowiliśmy i oczywiście będę się
  9804. 6:47:30tego trzymać. Nie zmienia to faktu, że
  9805. 6:47:32wtargnięcie do salonu i wyłączenie
  9806. 6:47:34telewizora, czym przestraszyłeś dziecko,
  9807. 6:47:36jest przesadą.
  9808. 6:47:38Balet jest zakazany. Stwierdził. Bez
  9809. 6:47:41dyskusji. Zmarszczyłam brwi. Bez
  9810. 6:47:44dyskusji. Ty się dobrze czujesz?
  9811. 6:47:46Warknęłam. Jak ty się do mnie zwracasz?
  9812. 6:47:49Jak do swojej narzeczonej, której muszę
  9813. 6:47:51przypominać o naszych ustaleniach. Nie
  9814. 6:47:54rozmawia się w ten sposób z narzeczoną.
  9815. 6:47:57Umawialiśmy się. Uciął. Nie zmienię
  9816. 6:47:59zdania. Przestraszyłeś dziecko.
  9817. 6:48:01Powtórzyłam. Jeśli to zapewni jej
  9818. 6:48:04bezpieczeństwo, będę ją straszył.
  9819. 6:48:07Są cywilizowane sposoby. W tej rodzinie
  9820. 6:48:10nie zawsze działają. Może więc z tą
  9821. 6:48:12rodziną jest coś nie tak. Może zgodził
  9822. 6:48:15się i dodał cierpko, ale to bez
  9823. 6:48:17znaczenia. Ty już do niej należysz. W
  9824. 6:48:21takim razie może to był błąd, że do niej
  9825. 6:48:23weszłam. Jego spojrzenie stężało. Ly
  9826. 6:48:26zachlipała, a on odparł. Za późno, by to
  9827. 6:48:30rozważać.
  9828. 6:48:32Odwróciłam się i wyszłam tuląc córkę.
  9829. 6:48:35Każdy schodek rozbrzmiewał cichym
  9830. 6:48:37łupnięciem. Gdy idąc tupałam, wściekła i
  9831. 6:48:39rozgoryczona. Cypialnia Lisy, choć
  9832. 6:48:42przesadnie duża, była najprzytulniejszym
  9833. 6:48:44miejscem w tym domu. Pudrowe barwy i
  9834. 6:48:46niezliczone pluszowe maskotki tworzyły
  9835. 6:48:48azyl, który pokojówka musiała stale
  9836. 6:48:50odkurzać. Ciekawe, czy nadal należałoby
  9837. 6:48:53to do jej obowiązków, gdyby Ly się stąd
  9838. 6:48:56wyprowadziła. Pomyślałam, bo kierowana
  9839. 6:48:58złością i goryczą zaczęłam rozważać
  9840. 6:49:00opuszczenie rezydencji monetów. Gdy
  9841. 6:49:03Wince przywiózł mnie tutaj po raz
  9842. 6:49:04pierwszy, oprócz przytłoczenia poczułam
  9843. 6:49:07nadzieję, że los wreszcie się do mnie
  9844. 6:49:09uśmiechnął i znalazłam dom. I to nie
  9845. 6:49:12byle jaki, lecz luksusowy, taki, który
  9846. 6:49:14dotąd oglądałam jedynie w filmach albo
  9847. 6:49:16na Instagramie.
  9848. 6:49:18Nie wiem, czy takie życie jest tego
  9849. 6:49:20warte. Czy dobrze dla ciebie wybrałam?
  9850. 6:49:22Szepnęłam do Lisi, która wielkimi, wciąż
  9851. 6:49:25lekko zaczerwienionymi od płaczu szarymi
  9852. 6:49:27oczami obserwowała z miękkiego dywanu,
  9853. 6:49:29jak krzątam się po jej pokoiku.
  9854. 6:49:32Mała czuła, że coś jest nie tak.
  9855. 6:49:34Śledziła mnie wzrokiem bez chwili
  9856. 6:49:36przerwy. Krążyłam po pomieszczeniu jak
  9857. 6:49:38mrówka w Terrarium, gotowa do działania,
  9858. 6:49:41a jednak uwięziona. Myśli kłębiły mi się
  9859. 6:49:44w głowie i nie umiałam nad nimi
  9860. 6:49:45zapanować. Z letargu wyrwało mnie
  9861. 6:49:48cichutkie pukanie do drzwi. Tak
  9862. 6:49:51zapytałam, złoszcząc się na siebie, że
  9863. 6:49:53przez moment liczyłam, iż to mój mąż
  9864. 6:49:55przyszedł załagodzić sytuację. To jednak
  9865. 6:49:57niestety nie było w jego stylu.
  9866. 6:49:59Przynajmniej nie w taki sposób. Do
  9867. 6:50:01sypialenki Ly przez uchylone drzwi
  9868. 6:50:04zajrzała Niania. Najpierw obdarzyła moją
  9869. 6:50:06córkę radosnym uśmiechem, a potem
  9870. 6:50:08szepnęła do mnie: "Pora karmienia, pani
  9871. 6:50:11Aniu."
  9872. 6:50:12Choć na co dzień fakt, że nie byliśmy
  9873. 6:50:14małżeństwem mnie doskwierał, dziś
  9874. 6:50:16zabolało nawet to. W tym domu byłam
  9875. 6:50:19panią Anią, nie panią Monet. Może to
  9876. 6:50:22znak, że wciąż można się z tego układu
  9877. 6:50:24wyrwać. Nowonarodzony synek, którego
  9878. 6:50:27chwilę później tuliłam przy piersi,
  9879. 6:50:29kazał mi odsunąć te myśli. spoglądałam
  9880. 6:50:31na jego spokojną, gładką buźkę. Pod
  9881. 6:50:34przymkniętymi powiekami kryły się piękne
  9882. 6:50:36niebieskie oczy, które Micki
  9883. 6:50:37odziedziczył po winensie.
  9884. 6:50:40Kiedy go przystawiłam do piersi,
  9885. 6:50:41poczułam lekki dyskomfort, który jednak
  9886. 6:50:43zaraz minął, gdy wciągnęłam w nozdrza
  9887. 6:50:46jego najsłodszy, jedyny w swoim rodzaju
  9888. 6:50:48niemowlęcy zapach. Świeże powietrze w
  9889. 6:50:50ogrodzie miało przewietrzyć mi umysł.
  9890. 6:50:53Pchałam więc wózek z drzemiącym
  9891. 6:50:55Michaelem i patrzyłam, jak na lekkim
  9892. 6:50:57wietrze faluje niebieska sukienka Lisy,
  9893. 6:50:59idealnie współgrająca z zielenią letniej
  9894. 6:51:02trawy.
  9895. 6:51:04Za to w tle były drzewa, urokliwe, a
  9896. 6:51:06jednak tworzące mur. Między nimi kręcili
  9897. 6:51:09się mężczyźni w ciemnych garniturach i
  9898. 6:51:11ze słuchawkami w uszach. Zawsze któryś
  9899. 6:51:13obserwował mnie i moje dzieci. Przyjemne
  9900. 6:51:16do tej pory słońce zaczęło mnie razić.
  9901. 6:51:19Oczy łzawiły, potarła mnie. Ly zerwała
  9902. 6:51:22kwiatek i zapiszczała z radości. Niebo
  9903. 6:51:24było pogodne, a moje spocone dłonie
  9904. 6:51:26ślizgały się na uchwycie. Zakręciło mi
  9905. 6:51:29się w głowie. Miki poruszył się przez
  9906. 6:51:31sen, gdy całym ciężarem naparłam na
  9907. 6:51:33wózek, przez co gondola zakołysała się
  9908. 6:51:35gwałtownie. Nogi ugięły się pode mną i
  9909. 6:51:38choć błyskawicznie odzyskałam równowagę,
  9910. 6:51:40to musiałam kucnąć, by nie upaść.
  9911. 6:51:43Cholera! Zapnęłam zaskoczona własną
  9912. 6:51:46słabością. Jedną dłoń przycisnęłam do
  9913. 6:51:48piersi. Serce tłukło mi się w piersi jak
  9914. 6:51:51szalone.
  9915. 6:51:53Mama! Słodki głosik lissy doleciał do
  9916. 6:51:55mnie jakby z oddali, choć przecież stała
  9917. 6:51:57tuż obok. W opuszczonej rączce trzymała
  9918. 6:52:00kwiatek i patrzyła na mnie z troską.
  9919. 6:52:03Wzięłam kilka głębokich wdechów.
  9920. 6:52:05Przepraszam, czy wszystko z panią w
  9921. 6:52:07porządku?
  9922. 6:52:08Tak rozbudowanego zdania nie
  9923. 6:52:10wypowiedziała moja dwuletnia córka.
  9924. 6:52:12Uniosłam wzrok słońcu i mrużąc oczy
  9925. 6:52:14dostrzegłam nad sobą ciemną, barczystą
  9926. 6:52:17sylwetkę ochroniarza.
  9927. 6:52:19Tak! Mruknęłam opuszczając dłoń.
  9928. 6:52:22Potarłam powieki, gdy znów otworzyłam
  9929. 6:52:25oczy, Lisy podsuwała mi żółty kwiatek,
  9930. 6:52:27marszcząc swoje małe czółko.
  9931. 6:52:30Uśmiechnęłam się blado. Dziękuję, kotku.
  9932. 6:52:33Szepnęłam przyjmując podarunek i powoli
  9933. 6:52:35wstając.
  9934. 6:52:37Na pewno nie potrzebuję pani pomocy?
  9935. 6:52:39Dopytywał ochroniarz.
  9936. 6:52:42Przypatrywał mi się uważnie, zbyt
  9937. 6:52:44uważnie, jak na obcego mi człowieka.
  9938. 6:52:46Irytacja ścisnęła mi klatkę. piersiową.
  9939. 6:52:49Na pewno syknęłam, tylko kucnęłam.
  9940. 6:52:52Proszę to zaraportować panu Monetowi.
  9941. 6:52:55Jedną ręką ujęłam uchwyt wózka, drugą
  9942. 6:52:57dłoń Lisi. Odeszłam, nie zaszczycając
  9943. 6:53:00ochroniarza kolejnym spojrzeniem.
  9944. 6:53:02Noc była niespokojna. Choć położyłam się
  9945. 6:53:05późno, zasypiałam sama. Obudziłam się
  9946. 6:53:07około 1:00, gdy Wincent kładł się obok.
  9947. 6:53:10Lecz o 7:00 jego strona łóżka była już
  9948. 6:53:12pusta. To na pewno nie był przykład
  9949. 6:53:14zdrowego rytmu dobowego. Ale Wincentowi
  9950. 6:53:17Monetowi nie dało się nic powiedzieć. On
  9951. 6:53:20zawsze wiedział najlepiej. Pieprzony
  9952. 6:53:22Bóg. Zaskoczyła mnie nagła niechęć,
  9953. 6:53:25którą poczułam do ojca swoich dzieci.
  9954. 6:53:27Ostatecznie jednak poddałam się i
  9955. 6:53:29pozwoliłam jej dojść do głosu.
  9956. 6:53:32W trybie prywatnym przeglądarki
  9957. 6:53:34wyszukałam połączenia kolejowe.
  9958. 6:53:37Ly jadła śniadanie w wysokim krzesełku,
  9959. 6:53:39a ja pilnowałam jej, przewijając palcem
  9960. 6:53:42po ekranie telefonu. Gdy niania układała
  9961. 6:53:44z nią książeczki w bibliotece, poszłam
  9962. 6:53:47spakować torbę. musiała pomieścić
  9963. 6:53:49pampersy, przekąski i ubranka na zmianę,
  9964. 6:53:52a przy tym nie wzbudzić podejrzeń, gdy
  9965. 6:53:54będę ją niosła do samochodu. Choć
  9966. 6:53:56personel rezydencji był wówczas
  9967. 6:53:58skromniejszy, ryzyko spotkania kogoś na
  9968. 6:54:00korytarzu wciąż było duże.
  9969. 6:54:03Mickey spał, gdy wkładałam go do
  9970. 6:54:05fotelika. Ly nociła coś pod nosem.
  9971. 6:54:08Odpaliłam silnik i jak w transie, nie
  9972. 6:54:10oglądając się za siebie, opuściłam
  9973. 6:54:12posiadłość. Żelazna brama zamknęła się
  9974. 6:54:14za nami z cichym kliknięciem. Auto
  9975. 6:54:17porzuciłam w Syracus, miasteczku w
  9976. 6:54:19stanie Nowy Jork, znanym z Uniwersytetu
  9977. 6:54:21jeziora Onondaga,
  9978. 6:54:23tego, że można się tu przesiąść do
  9979. 6:54:25pociągu jadącego do Kanady.
  9980. 6:54:28Trwającą 2 i pół godziny podróż
  9981. 6:54:30samochodem dzieci przespały, co
  9982. 6:54:32oznaczało, że na dworcu były już
  9983. 6:54:34rozbudzone. Michael znowu chciał jeść.
  9984. 6:54:37Ly marudziła, że nie puszczam jej od
  9985. 6:54:38siebie ani na krok, bo wszystko wokół ją
  9986. 6:54:40fascynowało. Zegary, tablice odjazdów,
  9987. 6:54:43sklepiki, tłumy. Po raz pierwszy
  9988. 6:54:45poczułam, że brakuje mi niani. Jak
  9989. 6:54:48miałam się rozdwoić? Ly, poczekaj,
  9990. 6:54:51proszę. Muszę nakarmić Mickiego. Usiądź
  9991. 6:54:54tu obok. No usiądź obok mamy. Zobacz,
  9992. 6:54:57wzięłam ci zabawki. Chcesz popatrzeć?
  9993. 6:54:59Prosiłam zmęczonym głosem. Zadziałało
  9994. 6:55:02tylko na chwilę. Ly zaczęła czesać
  9995. 6:55:04lalkę, lecz zaraz się rozpłakała, że
  9996. 6:55:06chce siusiu, a Micki jak na złość też
  9997. 6:55:09zawył. Gasiłam pożary jak umiałam. Wciąż
  9998. 6:55:12paraliżował mnie strach, którym napawała
  9999. 6:55:14mnie wizja przyszłości mojej i dzieci
  10000. 6:55:17podporządkowanej zasadą rodziny monet.
  10001. 6:55:21Zaledwie kilka razy w życiu jechałam
  10002. 6:55:23pociągiem. Okazało się, że wniesienie do
  10003. 6:55:25wagonu nosidełka z niemowlęciem oraz
  10004. 6:55:27torby i jednoczesne prowadzenie za rękę
  10005. 6:55:29dwulatki jest nielada wyzwaniem. Każdemu
  10006. 6:55:33mojemu ruchowi towarzyszyła paranoja.
  10007. 6:55:36Skanowałam z niepokojem otoczenie i
  10008. 6:55:38odmawiałam pomocy, choć kilka osób mi ją
  10009. 6:55:40oferowało.
  10010. 6:55:42Jaka z ciebie piękna dziewczynka!
  10011. 6:55:43Zagruchała kobieta z sąsiedniego rzędu,
  10012. 6:55:46uśmiechając się do Lisy, podczas gdy ja
  10013. 6:55:48sprawdzałam, czy nosidełko stoi
  10014. 6:55:50stabilnie.
  10015. 6:55:51Tutaj Lisy! Poleciłam sadzając córkę
  10016. 6:55:54obok brata. Mój szorstki ton miał jej
  10017. 6:55:57uświadomić powagę sytuacji. Tutaj Ly!
  10018. 6:56:00poleciłam sadzając córkę obok brata. Mój
  10019. 6:56:03szorstki ton miał jej uświadomić powagę
  10020. 6:56:05sytuacji.
  10021. 6:56:07Okno! Pisnęła pukając palcem w szybę.
  10022. 6:56:10Tak siedzisz przy oknie potwierdziłam
  10023. 6:56:12szukając w torbie butelki z wodą.
  10024. 6:56:15Ale maleństwa. Odezwała się ponownie
  10025. 6:56:17kobieta. Siedziała w tym samym rzędzie
  10026. 6:56:19co my, ale po drugiej stronie przejścia
  10027. 6:56:21między fotelami. Wychylała się by
  10028. 6:56:24spojrzeć na Mickiego. Słodkie maleństwa!
  10029. 6:56:28Uśmiechnęłam się, uprzejmie, zajęta
  10030. 6:56:29zaspokajaniem potrzeb dzieci. W wagonie
  10031. 6:56:32było strasznie duszno. Odkryłam
  10032. 6:56:34Michaela, bo zaczynał się krzywić.
  10033. 6:56:36Pewnie było mu gorąco.
  10034. 6:56:39Piesek cieszyła się Lis przyciskając nos
  10035. 6:56:41do szyby. Nie dotykaj, to brudne.
  10036. 6:56:44Upomniałam, ale moją uwagę odwrócił
  10037. 6:56:46Micki, który zaczynał popłakiwać.
  10038. 6:56:49Wiedziałam, że jeśli nie uspokoję go od
  10039. 6:56:51razu, rozkrzyczy się na dobre. Taki
  10040. 6:56:54maleńki. zrajkotała kobieta wciąż się
  10041. 6:56:56wychylając, by lepiej zobaczyć, jak
  10042. 6:56:58bardzo mały Miki faktycznie jest. Nagle
  10043. 6:57:01zmieniła zdanie. Ale ubity. O nie, no
  10044. 6:57:04duży chłopak. Tak. Czy mnie irytowała?
  10045. 6:57:08Tak. Czy chciałam, by przestała? W
  10046. 6:57:10żadnym razie. Dzięki niej kryzys
  10047. 6:57:12Mickiego został opanowany i za to byłam
  10048. 6:57:14jej wdzięczna. Synek nie przepadał za
  10049. 6:57:16takimi zaczepkami, nie odpowiadał
  10050. 6:57:18uśmiechem, ale pyszyły go one na tyle,
  10051. 6:57:20że powstrzymywał płacz. Rozległ się
  10052. 6:57:23sygnał dźwiękowy. Drzwi wagonów się
  10053. 6:57:25zamknęły, a z megafonu popłynął
  10054. 6:57:27komunikat o odjeździe pociągu do Toronto
  10055. 6:57:29w Kanadzie.
  10056. 6:57:31Ale z ciebie piękny chłopak. Zachwycała
  10057. 6:57:33się kobieta.
  10058. 6:57:35Jedzie piszczała Ly z ekscytacją.
  10059. 6:57:38Szukałam biletów w telefonie. Zaraz
  10060. 6:57:40trzeba będzie je okazać. Ale masz
  10061. 6:57:42oczyska i pan takie niebieskie
  10062. 6:57:46hipnotyzujące. Udały się pani te dzieci.
  10063. 6:57:48zwróciła się do mnie bezpośrednio, więc
  10064. 6:57:50rzuciłam jej przelotny uśmiech, po czym
  10065. 6:57:52zamarłam. Z opóźnieniem dotarły do mnie
  10066. 6:57:55słowa córki. Zerwałam się z miejsca i
  10067. 6:57:58wyjrzałam przez szybę obok Lisi. Lecz
  10068. 6:58:00zamiast przycisnąć do okna nos,
  10069. 6:58:02zmrużyłam oczy i lustrowałam peron,
  10070. 6:58:04który powoli znikał z pola widzenia.
  10071. 6:58:07Jaki pan, Ly? Szepnęłam gorączkowo.
  10072. 6:58:10Kogo widziałaś?
  10073. 6:58:12Moja rezolutna, lecz przecież tylko
  10074. 6:58:14dwuletnia córeczka wzruszyła ramionami,
  10075. 6:58:16zadowolona, że skupiłam na niej swoją
  10076. 6:58:18uwagę. Pan zachichotała i piesek. Usiądź
  10077. 6:58:23normalnie. Poleciłam czując dreszcze.
  10078. 6:58:25Ostatni raz zerknęłam przez szybę. Peron
  10079. 6:58:28został w tyle. Obraz rozmywał się coraz
  10080. 6:58:30szybciej. Przez pierwsze 20 minut
  10081. 6:58:32przygryzałam wargę i omiatałam wzrokiem
  10082. 6:58:35wagon, wypatrując nadejście jakiegoś
  10083. 6:58:37podejrzanego pana. Wiedziałam, że
  10084. 6:58:40Vince zareaguje natychmiast na moją
  10085. 6:58:42ucieczkę. Pewnie już kogoś za nami
  10086. 6:58:45wysłał. Dzieci zachowywały się względnie
  10087. 6:58:48grzecznie, ale ja padałam z nóg.
  10088. 6:58:50Pasażerowie uśmiechali się do mnie
  10089. 6:58:52życzliwie. Niektórzy z odrobiną
  10090. 6:58:54współczucia. W końcu sama opiekowałam
  10091. 6:58:56się niemowlakiem i ruchliwą dwulatką.
  10092. 6:58:59Gdzie tata? Zapytała nagle Ly.
  10093. 6:59:02Zawachałam się. Miałam wrażenie, że na
  10094. 6:59:04odpowiedź równie uważnie jak moja córka
  10095. 6:59:06czeka pół wagonu. Strach, żal i
  10096. 6:59:09bezradność ściskały mi klatkę piersiową.
  10097. 6:59:12Kochałam Vinsa. Nie chciałam go stracić
  10098. 6:59:14i bynajmniej nie byłam gotowa na
  10099. 6:59:16rozstanie. Bałam się też jego reakcji,
  10100. 6:59:18gdy zorientuję się, że odebrałam mu to,
  10101. 6:59:20co dla niego najważniejsze.
  10102. 6:59:22Teoretycznie im dalej jechaliśmy, tym
  10103. 6:59:25większą swobodę powinnam czuć. W
  10104. 6:59:27praktyce było odwrotnie. Moja paranoja
  10105. 6:59:30rosła z każdą minutą. Wszystko w
  10106. 6:59:33porządku? Zapytała nasza sąsiadka już
  10107. 6:59:35normalnym głosem. Przykleiłam na twarz
  10108. 6:59:38wyuczony uśmiech. Tak, odparłam
  10109. 6:59:41przesadnie wesoło. Podróżowanie z
  10110. 6:59:43maluchami to zupełnie inny wymiar
  10111. 6:59:45szaleństwa.
  10112. 6:59:46Zwłaszcza z takimi maleństwami.
  10113. 6:59:48Przytaknęła.
  10114. 6:59:50Starałam się zachować uśmiech, ale
  10115. 6:59:52zniknął, gdy pociągiem gwałtownie
  10116. 6:59:54szarpnęło. Odruchowo chwyciłam nosidełko
  10117. 6:59:57i przytrzymałam Lisy. Micki, którego
  10118. 7:00:00szum pociągu ukołysał do snu, teraz
  10119. 7:00:02otworzył oczy. Skład stanął.
  10120. 7:00:06Mama Ly zerkała na mnie, niepewna czy
  10121. 7:00:08się bać. Sprawdzała wyraz mojej twarzy.
  10122. 7:00:11Zbladłam. Serce podeszło mi do gardła.
  10123. 7:00:14Awaria. Zdziwiła się kobieta obok,
  10124. 7:00:17wychylając się by coś zobaczyć. Stoimy.
  10125. 7:00:20Szepnął ktoś. Dlaczego w szczerym polu?
  10126. 7:00:23Coś się zepsuło. Pewnie zaraz ruszy.
  10127. 7:00:26Mama pisnęła Ly. Nie potrafiłam jej
  10128. 7:00:29uspokoić. We mnie samej narasta panika.
  10129. 7:00:33Za oknem migotały spalone słońcem łąki.
  10130. 7:00:36Gorące powietrze zdawało się drżeć, jak
  10131. 7:00:38przez mgłę docierały do mnie poruszone
  10132. 7:00:40głosy podróżnych. Chyba coś zatarasowało
  10133. 7:00:43tory. Raz już tak miałem. Ktoś rzucił
  10134. 7:00:46się pod pociąg. Podzielił się anegdotą
  10135. 7:00:49jakiś mężczyzna. Zapowiada się dłuższy
  10136. 7:00:51postój, ale tutaj przecież to pustkowie.
  10137. 7:00:55Drzwi wagonu rozsunęły się z przeciągłym
  10138. 7:00:57sykiem. Najpierw cienie, potem sylwetki,
  10139. 7:01:01garnitury przyklejone do pleców, jasne
  10140. 7:01:03koszule opinające szyje, ciemne okulary.
  10141. 7:01:06Ekipa facetów w czerni. Ludzie Vincenta.
  10142. 7:01:10Gdybym miała lepszy humor, uznałabym ich
  10143. 7:01:12za parodię tajnych agentów, lecz teraz
  10144. 7:01:15wiedziałam, że zatrzymali pociąg właśnie
  10145. 7:01:17z mojego powodu. Wyciągnęłam rękę do
  10146. 7:01:20córki. Chodź na kolana, skarbie.
  10147. 7:01:22Szepnęłam. Posłusznie zsunęła się z
  10148. 7:01:25siedzenia. Objęłam drżące ciałko i
  10149. 7:01:27ucałowałam w czubek głowy, drugą dłonią
  10150. 7:01:30przytrzymującidełko.
  10151. 7:01:33Mężczyźni rozproszyli się po wagonie.
  10152. 7:01:35Ktoś zaglądał między siedzenia, inny
  10153. 7:01:37stanął przy drzwiach, odcinając drogę
  10154. 7:01:39ucieczki. W powietrzu unosił się
  10155. 7:01:42nieprzyjemny, metaliczny zapach.
  10156. 7:01:44Zakryłam nosidełko muślinowym kocykiem.
  10157. 7:01:47Lis kazałam schować twarz w mojej
  10158. 7:01:49bluzce. Gładziłam ją sztywno po włosach,
  10159. 7:01:51sama trzymając głowę nisko, choć
  10160. 7:01:53wiedziałam, że i tak mnie rozpoznają. Ci
  10161. 7:01:56mężczyźni doskonale wiedzieli, kogo
  10162. 7:01:58szukają. Lindcy zerkała wokoło szeroko
  10163. 7:02:01otwartymi oczami. Nie rozumiała co się
  10164. 7:02:03dzieje, ale czuła narastające w wagonie
  10165. 7:02:05napięcie, które udzielało się wszystkim.
  10166. 7:02:08Siedziała cichutko, przyklejona do mnie.
  10167. 7:02:12Zbliżały się do nas spokojne, miarowe
  10168. 7:02:14kroki. Mężczyźni patrzyli ludziom w
  10169. 7:02:16twarze, zaglądali do toreb. Jeden z nich
  10170. 7:02:19zbliżał się do nas. Dłoń, którą
  10171. 7:02:22zakrywałam lis i twarz, drżała mi mocno.
  10172. 7:02:25Uparcie patrzyłam w podłogę. W przejściu
  10173. 7:02:28pojawiły się masywne nie do zdarcia
  10174. 7:02:30buty. Wszyscy ochroniarze Winenta takie
  10175. 7:02:32nosili. Przepraszam. Odezwał się
  10176. 7:02:35chropowaty, pozbawiony cienia sympatii
  10177. 7:02:37głos. Czy może pani unieść głowę?
  10178. 7:02:40Czułam, że do oczu zaraz napłyną mi łzy
  10179. 7:02:43i walczyłam by je powstrzymać. Bardzo
  10180. 7:02:45nie chciałam się teraz rozkleić.
  10181. 7:02:47Mężczyzna i tak już wiedział, że znalazł
  10182. 7:02:49osobę, której szukał.
  10183. 7:02:52Pan Monet życzy sobie, by jego dzieci
  10184. 7:02:54wróciły do domu. Oznajmił Oschle.
  10185. 7:02:58W wagonie zapadła głucha cisza. Powoli
  10186. 7:03:00uniosłam pełen obrzydzenia wzrok. Nie
  10187. 7:03:02zabierzecie mi ich. Wysyczałam. Pan
  10188. 7:03:05Monet także panią zachęca do powrotu.
  10189. 7:03:08Odparł spokojnie. Zachęca. Prychnęłam
  10190. 7:03:11ciaśniej obejmując Lisy. Instrukcje od
  10191. 7:03:14pana Moneta są jednoznaczne. Sprowadzić
  10192. 7:03:16jego dzieci do rezydencji. Pan Monet
  10193. 7:03:19byłby głęboko zasmucony pani odmową,
  10194. 7:03:21lecz nie odbiera pani wolnej woli.
  10195. 7:03:23Proszę podjąć decyzję.
  10196. 7:03:25Jaki on wspaniałomyślny. Wykrztusiłam z
  10197. 7:03:28gniewem. Zabieramy dzieci. Powtórzył
  10198. 7:03:31bezbarwnym głosem.
  10199. 7:03:34Ly zrozumiała, że dzieje się coś złego.
  10200. 7:03:37Przywarła do mnie mocniej, a ja
  10201. 7:03:39walczyłam ze łzami. Świadoma, że sama
  10202. 7:03:41nie obronię ich obojga, dwuletniej
  10203. 7:03:43dziewczynki i leżącego w nosidełku
  10204. 7:03:45niemowlęcia. Wypierdalajcie. Warknęłam.
  10205. 7:03:48Gorąca łza spłynęła mi po policzku.
  10206. 7:03:51Mężczyzna bez słowa wyciągnął kulis
  10207. 7:03:53swoje duże obce łapska w czarnych
  10208. 7:03:55rękawiczkach. Dziewczynka zadrżała.
  10209. 7:03:59Mama! Jej pisk rozdarł ciszę. Kilku
  10210. 7:04:01pasażerów skrzywiło się z oburzeniem,
  10211. 7:04:03ale nikt nie zareagował. No bo kto by
  10212. 7:04:06się postawił gangowi podejrzanych typów?
  10213. 7:04:09Nie! Krzyknęłam próbując ją odciągnąć.
  10214. 7:04:12Wtedy na moich ramionach zacisnęły się
  10215. 7:04:14inne ręce, przyciskając mnie do oparcia
  10216. 7:04:16siedzenia. Nie miałam szans. Nawet
  10217. 7:04:19gdybym pokonała dwóch drabów agentów, za
  10218. 7:04:22ich plecami czekał trzeci, czwarty,
  10219. 7:04:24piąty. Wient Monet wysłał po nas
  10220. 7:04:27całą jednostkę specjalną.
  10221. 7:04:30Gdy nas rozdzielano, krzyczałyśmy obie.
  10222. 7:04:33Ten rozdzierający dźwięk wyrwał
  10223. 7:04:35westchnienie z kobiety obok. Matko
  10224. 7:04:37Boska! Panowie, co wy wyprawiacie?
  10225. 7:04:40Oburzył się starszy mężczyzna, lecz nikt
  10226. 7:04:43nie odważył się stanąć do otwartej
  10227. 7:04:44konfrontacji. Ktoś wprawdzie zerwał się
  10228. 7:04:47z miejsca, lecz zaraz zdrętwiał,
  10229. 7:04:49onieśmielony widokiem ludzi w czerni.
  10230. 7:04:52"Stop, stop!", zawołałam próbując
  10231. 7:04:54przebić się przez donośny płacz mojego
  10232. 7:04:56dziecka. Ona nie chce. Zostaw ją. Ly
  10233. 7:04:59purpurowiała na twarzy, otwierała buzie
  10234. 7:05:01szeroko, a po policzkach spływały jej
  10235. 7:05:03łzy. Dawno nie płakała tak histerycznie.
  10236. 7:05:07Patrzenie na jej strach było nie do
  10237. 7:05:08zniesienia, zwłaszcza gdy obejmowały ją
  10238. 7:05:11obce ręce. Więc w końcu ryknęłam, bo
  10239. 7:05:14zaraz zrobisz krzywdę córce pana Moneta.
  10240. 7:05:17Zadziałało. Dłonie mężczyzny zawisły w
  10241. 7:05:20półruchu, a potem się cofnęły. Wyraźnie
  10242. 7:05:22nie czuł się swobodnie przy dziecku. Tu
  10243. 7:05:25miałam przewagę. To dwuletnia
  10244. 7:05:27dziewczynka. Warknęłam tuląc Lisy. A nie
  10245. 7:05:30zbir, którego możesz szarpać. Ma rację.
  10246. 7:05:34Nie tak ostro. wtrącił inny ochroniarz w
  10247. 7:05:36identycznym garniturze i okularach. Dla
  10248. 7:05:39mnie wszyscy wyglądali tak samo.
  10249. 7:05:41Mężczyzna odchrząknął i ponownie
  10250. 7:05:43wyciągnął ręce. W takim razie proszę
  10251. 7:05:46oddać dziecko dobrowolnie. Nie oddam wam
  10252. 7:05:49dzieci. Chyba was pojebało. Syknęłam
  10253. 7:05:51unosząc podbródek. Moje oczy błysnęły
  10254. 7:05:54gniewem. Nie tkniecie ich. Otworzył
  10255. 7:05:56usta, by dyskutować. Wiedziałam, że to
  10256. 7:05:59bezcelowe. To pionki Vincenta. Nie
  10257. 7:06:01odejdą dopóki nie wykonają rozkazu,
  10258. 7:06:04choćby pociąg stał tu tydzień. Nie
  10259. 7:06:07zafunduję dzieciom takiej sceny.
  10260. 7:06:09Westchnęłam gorzko i oznajmiłam:
  10261. 7:06:12"Pójdę z wami, idioci, ale nie ważcie
  10262. 7:06:14się tknąć moich dzieci". Milczące
  10263. 7:06:17skinienie głową oznaczało zgodę. Wstałam
  10264. 7:06:20otaczając lisi i ramieniem. wciąż
  10265. 7:06:23drżała, lecz przyciśnięta do mnie powoli
  10266. 7:06:25się uspokajała. Drugą dłonią chwyciłam
  10267. 7:06:28na sidełko z Mikim. Nie pozwoliłam go
  10268. 7:06:30ruszyć, ale rzuciłam rozkaz. Zabierzcie
  10269. 7:06:33torbę. Mężczyźni rozstąpili się, tworząc
  10270. 7:06:36wąski korytarz. Idąc, czułam zapach wody
  10271. 7:06:39kolońskiej i ciepło ich ciał. W wagonie
  10272. 7:06:42stało ciężkie powietrze. Szłam
  10273. 7:06:44wyprostowana. Nogi miałam jak z waty.
  10274. 7:06:47Nie patrzyłam na nikogo, ale wiedziałam,
  10275. 7:06:49że wszystkie spojrzenia ochroniarzy i
  10276. 7:06:51pasażerów śledzą każdy mój krok.
  10277. 7:06:55Trzymałam głowę wysoko. Ly wtuliła się w
  10278. 7:06:58mój bok. Ktoś posłusznie przejął nasz
  10279. 7:07:00bagaż. Ktoś szedł tuż za mną. Ktoś
  10280. 7:07:02oferował pomoc przy schodach, ale
  10281. 7:07:04zignorowałam wyciągniętą dłoń. Na
  10282. 7:07:06zewnątrz zmróżyłam oczy oślepiona ostrym
  10283. 7:07:09słonecznym blaskiem. Tory ginęły wśród
  10284. 7:07:12pól porośniętych rozgrzaną wysoką trawą.
  10285. 7:07:15Nieopodal błyszcząc w słońcu, równym
  10286. 7:07:18rzędem stały ogromne ciemne samochody.
  10287. 7:07:21Tędy! Powiedział ochroniarz, wskazując
  10288. 7:07:24otwarte drzwi jednego z aut. Luksusowe
  10289. 7:07:27więzienie czekało. Zatrzymałam się na
  10290. 7:07:30ułamek sekundy. Spojrzałam na samochód,
  10291. 7:07:32na falujące pole i ciągnącą się w
  10292. 7:07:34nieskończoność linę torów. Nie było
  10293. 7:07:37dokąd uciec. Cisze zakłócało jedynie
  10294. 7:07:40ogłuszające granie świerszczy.
  10295. 7:07:43Stawiając ciężkie kroki podeszłam do
  10296. 7:07:45limuzyny. Najpierw wsunęłam do środka
  10297. 7:07:47nosidełko, potem wsiadła Lisy, na końcu
  10298. 7:07:50ja. W przestronnym wnętrzu na wygodnych
  10299. 7:07:53kanapach czekały już zamontowane
  10300. 7:07:55foteliki. Vincent pomyślał o wszystkim.
  10301. 7:07:59W jednym z nich zapięłam wciąż
  10302. 7:08:00przestraszoną Lisy. Obok przymocowałam
  10303. 7:08:03pasami nosidełko z Mikim. Sama
  10304. 7:08:05usadowiłam się pomiędzy nimi i ścisnęłam
  10305. 7:08:07dłoń córki. Gdy jeden z ochroniarzy
  10306. 7:08:10pochylił się, by sprawdzić, czy dzieci
  10307. 7:08:12są prawidłowo zabezpieczone, nawet nie
  10308. 7:08:14spojrzałam w jego stronę. Torba!
  10309. 7:08:17Zameldował inny, ustawiając bagaż obok
  10310. 7:08:19moich nóg. Jeśli będzie potrzebna
  10311. 7:08:21przerwa, proszę dać znać! Dodał
  10312. 7:08:23kierowca. Ignorowałam ich wszystkich,
  10313. 7:08:26wpatrzona tempo w szybę. Z
  10314. 7:08:28niedowierzaniem obserwowałam, ilu ludzi
  10315. 7:08:30w czerni wysypało się z pociągu. Wincent
  10316. 7:08:33oszalał, że nasłał ich wszystkich na
  10317. 7:08:36mnie.
  10318. 7:08:37W drodze byłam szorstka i milcząca.
  10319. 7:08:40Wymusiłam kilka postojów, podczas
  10320. 7:08:42których zabierałam dzieci na
  10321. 7:08:43przeciągające się spacery, a wtedy cały
  10322. 7:08:46konwój musiał stawać razem z nami i na
  10323. 7:08:48nas czekać.
  10324. 7:08:50Czułam odrobinę satysfakcji, że
  10325. 7:08:52przynajmniej w ten sposób mogę tym
  10326. 7:08:54groźnym mężczyzną pokazać, iż mam nad
  10327. 7:08:56nimi jakąś władzę. Do rezydencji monetów
  10328. 7:09:00dotarliśmy po zmierzchu. Patrzyłam na
  10329. 7:09:02kontury znajomego budynku z ukłuciem
  10330. 7:09:04nostalgii. Część mnie niezaprzeczalnie
  10331. 7:09:07cieszyła się z powrotu. Na zaspanej
  10332. 7:09:10twarzy Ly też zagościł spokój. Przed
  10333. 7:09:13domem czekała smukła sylwetka. Wins. Gdy
  10334. 7:09:16ochroniarz otworzył drzwi auta,
  10335. 7:09:18wysiadłam i stanęłam obok, odważnie
  10336. 7:09:20patrząc na Vinenta z wysoko uniesionym
  10337. 7:09:23podbródkiem. Jego blada twarz nie
  10338. 7:09:25zdradzała żadnych emocji. Bez słowa
  10339. 7:09:28podszedł i zajrzał do środka, by się
  10340. 7:09:30upewnić, że dzieci są całe i zdrowe.
  10341. 7:09:33Usłyszałam cichy głos Lisy. Tata
  10342. 7:09:36pobrzmiewało w nim zmęczenie, ale też
  10343. 7:09:39prawdziwa radość. Vincent odgarnął jej
  10344. 7:09:41włosy z twarzy i ucałował w czoło.
  10345. 7:09:44Zajrzał do nosidełka i upewniwszy się,
  10346. 7:09:46że obojgu nic nie jest, wyraźnie
  10347. 7:09:48odetchnął. Ja patrzyłam w dalne kamienne
  10348. 7:09:51mury rezydencji. Na podjeździe stały na
  10349. 7:09:54baczność dwie nianie, profesjonalne i
  10350. 7:09:56milczące, choć w ich spojrzeniach
  10351. 7:09:59dostrzegłam cień dezaprobaty.
  10352. 7:10:01Gdy Vincent skończył powitanie, kobiety
  10353. 7:10:03zabrały dzieci do środka. Pomachałam
  10354. 7:10:06Lisy na dobranoc smutnym uśmiechem,
  10355. 7:10:08pokonana, ale pewna, że jej i Mikiemu
  10356. 7:10:11nie grozi nic złego. Nie wiem, kiedy
  10357. 7:10:14zniknęły i samochody, i ludzie.
  10358. 7:10:17Otknęłam się na pogrążonym w półmroku i
  10359. 7:10:19ciszy podjeździe z gęsią skórką na
  10360. 7:10:21ramionach. Wieczór był chłodny. Cała
  10361. 7:10:24moja ucieczka trwała ledwie 12 godzin.
  10362. 7:10:27Żałosne.
  10363. 7:10:29Naprawdę myślałaś, że pozwolę ci zabrać
  10364. 7:10:31dzieci? Stalowy głos Vincenta przeciął
  10365. 7:10:34ciszę. Stał przed tym ogromnym domem jak
  10366. 7:10:37król przed pałacem. Patrzył co prawda,
  10367. 7:10:39bez specjalnego wyrzutu, ale widziałam,
  10368. 7:10:41że czeka na wyjaśnienia.
  10369. 7:10:44Nie rozumiesz. Szepnęłam. Oświeć mnie
  10370. 7:10:47zatem. Chciałam je ocalić. Zmartwienie
  10371. 7:10:50zmiękczyło jego rysy. Przed czym, Ania?
  10372. 7:10:54Przed tobą. Wyprostował się
  10373. 7:10:57jeszcze bardziej. Co pozwala ci myśleć,
  10374. 7:10:59że odseparowanie dzieci od ich ojca jest
  10375. 7:11:02dla nich ratunkiem, a nie krzywdą?
  10376. 7:11:05Zrobiłam krok w jego stronę. Wysłałeś za
  10377. 7:11:07nami cały gang zbirów w czerni, którzy
  10378. 7:11:10zatrzymali nasz pociąg w szczerym polu.
  10379. 7:11:12To nie jest normalne, Wincent.
  10380. 7:11:15Mam zasoby i je wykorzystuję, zwłaszcza
  10381. 7:11:17w priorytetowych sprawach. Porwanie
  10382. 7:11:19moich dzieci jest na szczycie listy.
  10383. 7:11:23Boję się o nie. Powiedziałam gorzko z
  10384. 7:11:26drżeniem w głosie. Jego spojrzenie
  10385. 7:11:28złagodniało.
  10386. 7:11:30Nigdzie się z nimi nie ukryjesz, Ania.
  10387. 7:11:32Lepiej, że znalazłem was ja, a nie ktoś
  10388. 7:11:35ze złymi zamiarami. Przy mnie nasze
  10389. 7:11:37dzieci są bezpieczne. Spuściłam głowę.
  10390. 7:11:40Ochronię je. Obiecał. Zacisnęłam
  10391. 7:11:43powieki.
  10392. 7:11:44Musisz mi zaufać.
  10393. 7:11:47Ufam, Wins. Ja spanikowałam.
  10394. 7:11:50Miałam wrażenie, że miłość do dzieci
  10395. 7:11:53zaraz rozerwie mi serce. One są
  10396. 7:11:55najważniejsze.
  10397. 7:11:57Są i będą zawsze. Spojrzałam na niego.
  10398. 7:12:00Nie zostawię ich nigdy. Ja również nie
  10399. 7:12:03przytaknął. Staliśmy tak nieruchomo w
  10400. 7:12:05milczeniu.
  10401. 7:12:08Mało w tym romantyzmu. Wyszeptałam w
  10402. 7:12:10końcu. Nie musimy być romantyczni.
  10403. 7:12:13odparł Wins. Nigdy nie zmuszę cię do
  10404. 7:12:15związku ze mną, niezależnie od tego, jak
  10405. 7:12:17bardzo mi na tym zależy. Chcę, żebyś
  10406. 7:12:19była obecna w życiu naszych dzieci i w
  10407. 7:12:21moim, ale tylko z własnej woli.
  10408. 7:12:24Patrzyłam na niego długo, bez wyrazu.
  10409. 7:12:27Spodziewałam się, że po tym wszystkim
  10410. 7:12:29zerwiesz nasze zaręczyny. Przyznałam
  10411. 7:12:31wreszcie. To nie mój sposób
  10412. 7:12:33postępowania.
  10413. 7:12:35Przejechałam dłońmi po twarzy,
  10414. 7:12:37pobladłej, lepkiej, z której dzisiejsza
  10415. 7:12:40przeprawa wyssała całą energię i kolor.
  10416. 7:12:43Wince wykorzystał chwilę mojego
  10417. 7:12:44rozkojarzenia. Tym razem to on zrobił
  10418. 7:12:47krok. Śmiały, pewny, oddający całą siłę,
  10419. 7:12:50jaką miał w rodzinie Monet. Rzadko
  10420. 7:12:53składam takie deklaracje, ale chcę,
  10421. 7:12:55żebyś wiedziała, że cię kocham i pragnę
  10422. 7:12:57tworzyć z tobą rodzinę. Chcę, żebyś w
  10423. 7:12:59przyszłości została moją żoną.
  10424. 7:13:01Powiedział z naciskiem. Jeśli i ty tego
  10425. 7:13:04chcesz, drzwi naszego domu są dla ciebie
  10426. 7:13:06otwarte. Vince spojrzał mi w oczy z całą
  10427. 7:13:09powagą świata i zawsze takie pozostaną.
  10428. 7:13:13Chwila ciszy przypieczętowała wyznanie,
  10429. 7:13:15po czym odwrócił się niespiesznie i
  10430. 7:13:17wszedł do środka. Odgłos jego kroków
  10431. 7:13:20ucichł. Drzwi naprawdę zostały otwarte.
  10432. 7:13:23Minęło kilka minut. Stałam na dworze.
  10433. 7:13:26Trochę się trzęsłam z zimna, ale też z
  10434. 7:13:29emocji. Wpatrywałam się w dobrze mi
  10435. 7:13:31znane wnętrze korytarza, kawałek
  10436. 7:13:34schodów, na piętrze sypialnie naszych
  10437. 7:13:37dzieci. No więc zrobiłam krok jeden,
  10438. 7:13:40potem drugi, przekroczyłam ten próg.
  10439. 7:13:45Mama wpatrywała się pustym wzrokiem w
  10440. 7:13:48drzewa. Zaufałam twojemu tacie, że was
  10441. 7:13:50ochroni i trudno mi znieść, że poległ.
  10442. 7:13:54oparłam głowę na dłoni, przytłoczona jej
  10443. 7:13:56opowieścią. Z wahaniem [parsknięcie]
  10444. 7:13:59powiedziałam. Moje porwanie to nie jego
  10445. 7:14:01wina. Będziecie go bronić. Odparła z
  10446. 7:14:04delikatnym uśmiechem. Naprawdę rozważasz
  10447. 7:14:07odejście?
  10448. 7:14:09Ścisnęło mnie w żołądku. Mama westchnęła
  10449. 7:14:12widząc mój lęk.
  10450. 7:14:14Kocham go więc. Chyba nie przyznała. Ale
  10451. 7:14:17noszę w sobie ogromną złość. potarła
  10452. 7:14:19czoło, zmęczona własnymi emocjami.
  10453. 7:14:22Potrzebuję czasu, by ją wypuścić.
  10454. 7:14:25Łatwiej ci będzie, jeśli wrócę do tańca
  10455. 7:14:27i pojadę na wycieczkę? Zapytałam
  10456. 7:14:29ostrożnie.
  10457. 7:14:31Nie o to chodzi, skarbie. Nie będę cię
  10458. 7:14:33szantażować. Krzywe spojrzenie ustąpiło
  10459. 7:14:35miejsca współczującemu uśmiechowi.
  10460. 7:14:38Mówiłaś, że boisz się rozłąki.
  10461. 7:14:40Potrzebujesz czasu, tak jak ja.
  10462. 7:14:43Mogłabym się przełamać. Może wycieczka
  10463. 7:14:46zrobi mi dobrze? dumałam głośno,
  10464. 7:14:48zdesperowana, by ratować sytuację
  10465. 7:14:50rodzinną.
  10466. 7:14:52Zwłaszcza, że będzie Flin. Uśmiechnęłam
  10467. 7:14:55się. Ten argument naprawdę mnie
  10468. 7:14:57przekonywał.
  10469. 7:14:59Normalnie pojechałabym bez wahania. Mama
  10470. 7:15:02patrzyła na mnie, chcąc wyczuć, czy,
  10471. 7:15:03mówię szczerze, czy może tylko udaje by
  10472. 7:15:05ją zadowolić. Myślisz, że wujek Tony
  10473. 7:15:08pojechałby ze mną jako mój ochroniarz?
  10474. 7:15:10Zagadnęłam. Mama wzruszyła ramionami,
  10475. 7:15:13zapatrzona we mnie i zamyślona. Po
  10476. 7:15:15chwili odezwała się. Twój tata może
  10477. 7:15:17pojechać jako twój ochroniarz. Uniosłam
  10478. 7:15:20brwi. Słucham. Usiadła prosto. Koc
  10479. 7:15:24zsuwał się z ramion, ale przytrzymała
  10480. 7:15:26go. Nauczyciele chętnie przyjmują pomoc
  10481. 7:15:29rodziców. Wyjaśniła. Zgłosimy twojego
  10482. 7:15:31ojca jako wychowawcę. Pojedzie z tobą i
  10483. 7:15:34nie będziesz musiała przeżywać rozłąki.
  10484. 7:15:37Patrzyłam na nią jak na wariatkę. Może
  10485. 7:15:39wcale nie paliła papierosów, a coś
  10486. 7:15:41mocniejszego.
  10487. 7:15:42Poważnie? Tata ma być wychowawcą?
  10488. 7:15:45Zemdliło mnie na samą myśl. Nic mu się
  10489. 7:15:47nie stanie, jeśli zaangażuje się w życie
  10490. 7:15:49szkoły. Odparła, coraz bardziej
  10491. 7:15:51przekonana do swojego pomysłu. W końcu
  10492. 7:15:54ją finansuję. Zauważyłam. Mama
  10493. 7:15:57uśmiechnęła się szeroko. Tym bardziej
  10494. 7:15:59powinien poznać ją od podszewki.
  10495. 7:16:06Rozdział 18. Wycieczka do Filadelfii.
  10496. 7:16:117:30. Zbiórka pod szkołą. Specjalnie
  10497. 7:16:15wynajęte na dziś żółte autokary,
  10498. 7:16:17opatrzone nazwą akademii stały na
  10499. 7:16:19parkingu. Wokół kręciły się grupki
  10500. 7:16:22uczniów. Śnieg chrzęścił podeszwami ich
  10501. 7:16:25ocieplanych, wygodnych butów
  10502. 7:16:26przystosowanych do długiego marszu.
  10503. 7:16:29Czapki chroniły uszy przed wiatrem,
  10504. 7:16:31wszystkim marzły nosy, ale twarze
  10505. 7:16:33jaśniały z ekscytacji. Zamiast lekcji
  10506. 7:16:36czekała nas wycieczka. Pan Emerson stał
  10507. 7:16:39przy otwartych drzwiach jednego z
  10508. 7:16:40autobusów. Rześki i pełen energii
  10509. 7:16:43dyskutował z kilkorgiem rodziców, żywo
  10510. 7:16:46kiwając przy tym głową. Tata patrzył z
  10511. 7:16:48niemedowierzaniem na pompon, który
  10512. 7:16:50wesoło podrygiwał na jego czapce. On
  10513. 7:16:53trzymał się z dala od gwaru. Co chwila
  10514. 7:16:55wibrował mu telefon, który odbierał
  10515. 7:16:57dłonią w czarnej rękawiczce i przykładał
  10516. 7:16:59do ucha, żeby wytłumaczyć chłodno
  10517. 7:17:01dzwoniącemu, dlaczego chwilowo jest
  10518. 7:17:03niedostępny. Nie odpowiedział nawet na
  10519. 7:17:05pozdrowienie Flina, gdy ten zaparkował
  10520. 7:17:07nieopodal swoją czerwoną sportową furę.
  10521. 7:17:11wysiadł zamaszyście, zarzucił szalik na
  10522. 7:17:13plecy i pomachał mu z typową dla siebie
  10523. 7:17:15energią. Wtedy Flyn znalazł się po raz
  10524. 7:17:18pierwszy pod odstrzałem zaciekawionych
  10525. 7:17:20spojrzeń uczniów, lecz przyzwyczajony do
  10526. 7:17:23uwagi zignorował je. Plotka o nowym
  10527. 7:17:26monecie w murach naszej akademii
  10528. 7:17:27rozeszła się z prędkością światła. Cześć
  10529. 7:17:30wujku! Zawołał. A może powinienem mówić
  10530. 7:17:33proszę pana? Tata tylko na niego
  10531. 7:17:36spojrzał. Okeja. Zostanę przy wujku.
  10532. 7:17:39Uznał FN. uśmiechając się szeroko, po
  10533. 7:17:41czym dostrzegłszy nas, rozłożył ramiona
  10534. 7:17:44w zapraszającym geście, jakbyśmy to my
  10535. 7:17:46byli tu nowi, i powiedział: "Są i moi
  10536. 7:17:49kuzyni". Już zmierzał w stronę murku, na
  10537. 7:17:52którym siedziałam, a na którym Michael
  10538. 7:17:54opierał zgiętą w kolanie nogę. Staliśmy
  10539. 7:17:57z boku, obserwując jak tata radzi sobie
  10540. 7:17:59w tak niecodziennym dla niego
  10541. 7:18:01środowisku, jak szkolny parking.
  10542. 7:18:03Z całych sił starałam się nie patrzeć na
  10543. 7:18:05gęsty las, tam gdzie za drzewami krył
  10544. 7:18:07się mur, miejsce moich spotkań z
  10545. 7:18:10Eliasem. Ciało napinało mi się na samą
  10546. 7:18:12myśl, że jest tak blisko. Miejsce, nie
  10547. 7:18:15Elias, bo Elias leżał w szpitalu.
  10548. 7:18:19Myśl o jego podobne opłakanym stanie
  10549. 7:18:21wywoływała we mnie mdłości. Sportowy
  10550. 7:18:24plecak Flina pacnął o ziemię obok mojej
  10551. 7:18:26nogi.
  10552. 7:18:27Jak tam porwanie? Aria stojąca przy mnie
  10553. 7:18:31uniosła brwi. Od kiedy zobaczyłyśmy się
  10554. 7:18:33po dłuższej rozłące starała się być
  10555. 7:18:35taktowna. Bezpośredniość Flina była tego
  10556. 7:18:38kompletnym przeciwieństwem.
  10557. 7:18:41Jak to porwanie? Odparłam z
  10558. 7:18:43zakłopotaniem.
  10559. 7:18:45Knebel, więzy tak dalej. Wyglądasz
  10560. 7:18:47całkiem dobrze. Ocenił. Czym cię
  10561. 7:18:50karmili? Kanapkami z masłem orzechowym.
  10562. 7:18:54Nie najgorzej. Dopiero wtedy zobaczył
  10563. 7:18:56drobną Arię.
  10564. 7:18:58Uśmiech poszerzył mu się, a dłoń
  10565. 7:19:00wystrzeliła w jej stronę. O, sorry, nie
  10566. 7:19:02zauważyłem. Flyn Monet. Aria nieśmiało
  10567. 7:19:06uścisnęła jego dłoń, reagując na nasze
  10568. 7:19:08nazwisko, jak każda osoba w tej szkole.
  10569. 7:19:11Flinn znał jego siłę i chętnie z niej
  10570. 7:19:13korzystał. Nieśmiała przyjaciółka
  10571. 7:19:15głównej bohaterki zgadł rozbawiony tym,
  10572. 7:19:18jak wybawałuszała na niego oczy. Flinn,
  10573. 7:19:21jesteś chamski. Weź przestań. Upomniałam
  10574. 7:19:24go, a Ari wyjaśniłam. Wybacz, za dużo
  10575. 7:19:26się dzieje. Zapomniałam ci powiedzieć,
  10576. 7:19:28że mój kuzyn dołącza do naszej szkoły.
  10577. 7:19:31Rzuciłam Flinowi spojrzenie spod
  10578. 7:19:32uniesionej brwi. Zamarzyło mu się
  10579. 7:19:35amerykańskie liceum.
  10580. 7:19:37Nie miałem zamiaru być chamski. Do chama
  10581. 7:19:39mi daleko. Wręcz przeciwnie, wszyscy
  10582. 7:19:42mnie lubią. Ogólnie to jestem
  10583. 7:19:44przyjacielski. Bronił się błyskając
  10584. 7:19:46uśmiechem złotego chłopaka. Ciemna jak
  10585. 7:19:48gorzka czekolada Loki, oczy niebieskie
  10586. 7:19:51jak niebo nad lazurowym wybrzeżem na
  10587. 7:19:54nadgarstku wąska złota blaszka i
  10588. 7:19:56wypłowiałe koraliki. Nie ma nic złego w
  10589. 7:19:58nieśmiałych przyjaciółkach. Puścił Ari
  10590. 7:20:01oko. Są urocze.
  10591. 7:20:04Jestem dosyć nieśmiała. Przyznała.
  10592. 7:20:06Zabłąkany kosmyk wcisnęła pod czapkę i
  10593. 7:20:08by zatuszować tremę rzuciła. Ładna
  10594. 7:20:11bransoletka. Flinn od razu uniósł dłoń.
  10595. 7:20:14Błękit to morze, beż, piasek, zieleń.
  10596. 7:20:17Gaje oliwne, czerwień, zarumienione
  10597. 7:20:20policzki ładnych dziewczyn. Wyrecytował
  10598. 7:20:22przeciągając palcem po koralikach. Taka
  10599. 7:20:25francuska pamiątka. Aria spróbowała się
  10600. 7:20:27uśmiechnąć.
  10601. 7:20:29Pewnie tęsknisz za słońcem.
  10602. 7:20:32Jestem pewien, że tutaj znajdą się inne
  10603. 7:20:34promyki, które mnie olśnią. Michael
  10604. 7:20:36parsknął. Weź już daj spokój. Zrugałam
  10605. 7:20:39kuzyna, widząc, że moja przyjaciółka
  10606. 7:20:41jest coraz bardziej skrępowana.
  10607. 7:20:44Nie daj mu się, to palant.
  10608. 7:20:46Flinn przygryzł upsotnie wargę. Aria
  10609. 7:20:48wyglądała jakby najchętniej naciągnęła
  10610. 7:20:50czapkę na oczy. Patrzyłam na twarzy
  10611. 7:20:53otaczających mnie osób. Ich chichoty
  10612. 7:20:56mieszały się z rozmowami innych grupek.
  10613. 7:20:59Po raz pierwszy od dawna poczułam
  10614. 7:21:00odrobinę bez troski. Może mama miała
  10615. 7:21:03rację. Wycieczka dobrze mi zrobi. Lindy,
  10616. 7:21:06jak dobrze, że wróciłaś. Odezwał się
  10617. 7:21:08ktoś fałszywie cukierkowym głosem, który
  10618. 7:21:10sprawił, że natychmiast zaczęłam się
  10619. 7:21:12wycofywać z ostatniej myśli.
  10620. 7:21:15Mandy. Uśmiechnęłam się tak szeroko, że
  10621. 7:21:18aż zabolały mnie policzki. Słyszałam o
  10622. 7:21:20porwaniu. Powiedziała omiatając mnie
  10623. 7:21:23spojrzeniem spod długich rzęs.
  10624. 7:21:25Westchnęłam.
  10625. 7:21:27Przykro mi, ale nie połamali mi nóg.
  10626. 7:21:29Nadal mogę tańczyć. Przyłożyła dłoń do
  10627. 7:21:32piersi. Perfekcyjny francuski manikir
  10628. 7:21:34kontrastował z granatową kratą płaszcza
  10629. 7:21:36i grubym szalem. To wystarczyło, by
  10630. 7:21:39Flinn spojrzał na nią z zaciekawieniem.
  10631. 7:21:41jakby uspokojony, że w tej strasznej
  10632. 7:21:44zimnej Pensylwanii znajdzie jednak
  10633. 7:21:45namiastkę francuskiego szyku. W życiu
  10634. 7:21:48nie życzyłabym ci połamania nóg, Lindsy.
  10635. 7:21:51Zapewniła. Mam nadzieję, że polegniesz
  10636. 7:21:54sprawiedliwie. Potkniesz się na scenie
  10637. 7:21:56czy coś? Dzięki Mandy. Mruknęłam
  10638. 7:21:59zgryźliwie. rzuciła przelotne,
  10639. 7:22:02zaintrygowane spojrzenie Flinowi i
  10640. 7:22:04odeszła.
  10641. 7:22:05Całe szczęście, bo zapach, który się
  10642. 7:22:07wokół niej roztaczał, słodkawa woń jakby
  10643. 7:22:10przejrzałych owoców, robił się coraz
  10644. 7:22:12bardziej duszący. Nie przejmuj się,
  10645. 7:22:14zaraz sama wyrżnie i połamie nogi na
  10646. 7:22:17śniegu w tych swoich lśniących
  10647. 7:22:18kozaczkach. Pocieszyła mnie Aria.
  10648. 7:22:21Odważny dobór obuwia jak na wycieczkę
  10649. 7:22:23szkolną. Typowa Mandi. Westchnęłam, a
  10650. 7:22:26potem wymemsknęło mi się. Trochę szkoda
  10651. 7:22:28byłoby oddać jej rolę śpiącej królewny.
  10652. 7:22:32Noga Michaela z szuraniem zsunęła się z
  10653. 7:22:34murka. Dlaczego miałabyś oddać jej rolę?
  10654. 7:22:37Zdomią się. Wzruszyłam ramionami. Może
  10655. 7:22:40niech sobie ją weźmie, skoro tak jej
  10656. 7:22:42zależy. Wszyscy na mnie spojrzeli. Nawet
  10657. 7:22:45Flynn marszczył brwi, choć orientował
  10658. 7:22:47się w sytuacji najmniej. Pierwszy
  10659. 7:22:49zareagował Michael. Może puknij się w
  10660. 7:22:52łeb. Podniosłam na niego wzrok. Wciąż
  10661. 7:22:56siedziałam, więc górował nade mną. O co
  10662. 7:22:58ci chodzi? Przedstawienie nie jest
  10663. 7:23:00najważniejsze, o tym mówię. Walczyłaś o
  10664. 7:23:03te rolę jak pojebana. Warknął
  10665. 7:23:06Ly. To dziwne, że chcesz z niej
  10666. 7:23:08zrezygnować. Dodała Aria. Po prostu
  10667. 7:23:11dawno nie ćwiczyłam. Tłumaczyłam
  10668. 7:23:13szukając na ich twarzach zrozumienia. A
  10669. 7:23:16w tej szkole lubią rozdawać moje role
  10670. 7:23:18pod nieobecność, więc właściwie to nawet
  10671. 7:23:20nie wiem, czy nadal ją mam. Kretynizm.
  10672. 7:23:24Michael przewrócił oczami. Uniosłam
  10673. 7:23:27brwi. Kretynizm, bo wreszcie się
  10674. 7:23:29wyluzowałam i nie robię z tańca
  10675. 7:23:31epicentrum swojego życia.
  10676. 7:23:34Z której strony jesteś wyluzowana?
  10677. 7:23:36Prychnął. Jesteś pospinana jak tata w
  10678. 7:23:38pracy. Bo mnie porwali, debilu.
  10679. 7:23:41Warknęłam. Kilka stojących najbliżej nas
  10680. 7:23:44osób, które tradycyjnie próbowały
  10681. 7:23:46dosłyszeć o czym rozmawiamy, przycichło
  10682. 7:23:48i wytężyło słuch.
  10683. 7:23:51Jedna dziewczyna zdjęła nauszniki niby
  10684. 7:23:53je poprawiając. Więc skonfrontuj się z
  10685. 7:23:56tym i weź to na klatę, a nie udajesz, że
  10686. 7:23:58czujesz się świetnie jak
  10687. 7:24:00skowronek, gdy tak nie jest? Ciągnął
  10688. 7:24:02Michael już porządnie wkurzony. Ty
  10689. 7:24:05jesteś nagle jakimś moim co
  10690. 7:24:07psychologiem.
  10691. 7:24:09Znam cię całe życie, Lis. Widzę, że
  10692. 7:24:11jesteś inna. Ej, kuzyni kochani. Flynn
  10693. 7:24:14rozłożył ręce, jakby chciał nas objąć.
  10694. 7:24:17Szkoda się teraz kłócić. W końcu
  10695. 7:24:19jedziemy na wycieczkę.
  10696. 7:24:20Właśnie prychnął Michael. Ty ogarniasz,
  10697. 7:24:23że nasz tata jedzie na wycieczkę
  10698. 7:24:25szkolną? Wiadomo, że robi to dla ciebie.
  10699. 7:24:28Co to w ogóle jest za uniwersum? Tata
  10700. 7:24:30wciąż stał przy samochodzie z telefonem
  10701. 7:24:32przy uchu. Jeśli słyszał naszą rozmowę,
  10702. 7:24:35to w żaden sposób tego nie okazał.
  10703. 7:24:38Spokojna głowa. Rzucił Flynn. Wujek Wins
  10704. 7:24:42to nie typ rodzica, który was
  10705. 7:24:43skompromituje w szkole, co nie? Aria.
  10706. 7:24:46Ari skinęła głową, choć to właśnie ona
  10707. 7:24:49bała się naszego ojca tak bardzo, że
  10708. 7:24:51unikała choćby zerknięcia w jego stronę.
  10709. 7:24:54Swobodniej czuła się przy dorosłych
  10710. 7:24:55pokroju pana Emersona, wesołych i z
  10711. 7:24:58pomponem na czapce, a nie z pistoletem w
  10712. 7:25:01kieszeni.
  10713. 7:25:02Żart. Tata na pewno nie zabrał broni na
  10714. 7:25:05szkolną wycieczkę.
  10715. 7:25:07Nie o to chodzi. Mickey westchnął z
  10716. 7:25:10frustracją, poprawił czapkę i machnął
  10717. 7:25:12lekceważąco ręką. Dobra, nieważne.
  10718. 7:25:15Róbcie co chcecie. Rzucił mi wyzywające
  10719. 7:25:17spojrzenie.
  10720. 7:25:20Ty rób co chcesz. Odpuść taniec.
  10721. 7:25:24Mandy Stewart spełni twoje marzenia. Na
  10722. 7:25:26pewno poczujesz się wtedy lepiej.
  10723. 7:25:29Pokazał mi kciuk w górę i odszedł w
  10724. 7:25:31stronę autokaru, przy którym gromadziło
  10725. 7:25:33się coraz więcej uczniów. Pan Emerson
  10726. 7:25:36coś ogłaszał podniesionym głosem. Obok
  10727. 7:25:39niego stanął pan Pomeroy, który był w
  10728. 7:25:41wyraźnie innym nastroju niż jego kolega.
  10729. 7:25:44Wzrokiem uparcie omijał mojego ojca.
  10730. 7:25:47Liczył właśnie uczniów i wciąż się
  10731. 7:25:49mylił, w związku z czym kąciki ust
  10732. 7:25:51opadały mu coraz niżej. Patrzyłam za
  10733. 7:25:54Mikim zbyt zaskoczona, by się na niego
  10734. 7:25:56rozzłościć.
  10735. 7:25:58Nie rozumiem, o co mu chodzi. Przyznałam
  10736. 7:26:00zdezorientowana. Martwi się o ciebie
  10737. 7:26:02kuzyneczko. Stwierdził Fn, a jego usta
  10738. 7:26:05wygięły się drwiąco.
  10739. 7:26:07Jasne, Mieki się martwi. Parsknęłam.
  10740. 7:26:11Wścieka się, bo czuję się bezradny.
  10741. 7:26:14nie wie jak ci pomóc i to go doprowadza
  10742. 7:26:16do szału. Pokręciłam głową.
  10743. 7:26:19Michael nie ma takich odruchów. Wszyscy
  10744. 7:26:22w tej rodzinie je mamy. Zmrużyłam oczy.
  10745. 7:26:25Miki właśnie pomachał Korneli i wszedł
  10746. 7:26:27do autokaru bez niej. Ona została w
  10747. 7:26:30kręgu koleżanek, zerkając za nim
  10748. 7:26:32tęsknie. Najwyraźniej wciąż ukrywali
  10749. 7:26:35swój związek przed światem. Przewróciłam
  10750. 7:26:38oczami. Ale on jest dzieciakiem.
  10751. 7:26:41powiedziałam twardo. Może wydoroślał po
  10752. 7:26:43chrzcie męstwa. Podsunęła Aria. Nie
  10753. 7:26:46odpowiedziałam, bo pan Emerson podniósł
  10754. 7:26:48głos jeszcze bardziej wołał wszystkich
  10755. 7:26:51zamaszyście, wymachując rękami.
  10756. 7:26:53Podchodził do roześmianych grupek i
  10757. 7:26:55prosił o uwagę. Skinął też mojemu tacie,
  10758. 7:26:58który wreszcie schował telefon. Miał
  10759. 7:27:00minę, jakby właśnie podjechała jego
  10760. 7:27:02podwózka do piekła. I nie był to czarny
  10761. 7:27:05majbach, tylko żółty szkolny autobus.
  10762. 7:27:07Dla taty to największy koszmar tej
  10763. 7:27:09wycieczki. Jednak Vincent Monet potrafił
  10764. 7:27:12znosić niedogodności z klasą. Wszedł do
  10765. 7:27:15autokaru i usiadł z przodu, tam gdzie
  10766. 7:27:17opiekunowie.
  10767. 7:27:19Dół jego płaszcza sunął tuż nad podłogą,
  10768. 7:27:21gdy tata pewnym krokiem mijał kierowcę,
  10769. 7:27:23by zająć miejsce za nim. 10 dolców, że
  10770. 7:27:27nie dojedziemy, bo kierowca padnie ze
  10771. 7:27:29stresu. Zarechotał mi do ucha Fln. Tata
  10772. 7:27:32usiadł z przodu, a my, złote dzieci,
  10773. 7:27:35rozgościliśmy się na samym końcu.
  10774. 7:27:37Chciałam usiąść obok Ari, lecz Flinn
  10775. 7:27:40zagarnął tylną kanapę dla czterech osób.
  10776. 7:27:43Najwygodniejsze miejsca dla najbardziej
  10777. 7:27:45uprzywilejowanych.
  10778. 7:27:46Nikt nie miał wątpliwości, że są
  10779. 7:27:48zarezerwowane dla monetów. Podbijam.
  10780. 7:27:52Odparłam. 20 dolców, że kierowca padnie,
  10781. 7:27:55a tata przejmie kierownicę.
  10782. 7:27:57Kierowca padnie, a tata ściągnie swojego
  10783. 7:27:59szofera. dorzucił Michael, który w końcu
  10784. 7:28:02do nas wrócił, bo wiedział, że lepszego
  10785. 7:28:04towarzystwa w autobusie nie znajdzie.
  10786. 7:28:06Tata na szkolnej wycieczce to
  10787. 7:28:08niecodzienna sytuacja, więc chyba
  10788. 7:28:10wszyscy podświadomie uznaliśmy, że
  10789. 7:28:12musimy trzymać się razem.
  10790. 7:28:15To będzie zajebisty wyjazd. Podsumował
  10791. 7:28:17FN, szczerząc się z ekscytacją.
  10792. 7:28:218:00
  10793. 7:28:23przejazd do Filadelfii.
  10794. 7:28:25Autobus ruszył, a warkot silnika
  10795. 7:28:27zagłuszył cichnące szepty o tym, że
  10796. 7:28:29jedzie z nami Vincent Monet.
  10797. 7:28:33Większość zdążyła się już tym faktem
  10798. 7:28:35znudzić. Tata siedział z przodu i nie
  10799. 7:28:37wdawał się w pogawędki ani z
  10800. 7:28:38nauczycielami, ani z dwójką innych
  10801. 7:28:40rodziców, którzy zgłosili się do udziału
  10802. 7:28:42w wycieczce na ochotnika. Wraz z
  10803. 7:28:45pierwszymi kilometrami gwar narastał.
  10804. 7:28:48Jedni ustalali składy do pokoi, inni
  10805. 7:28:50marudzili na napięty program zwiedzania.
  10806. 7:28:53Mało kto jechał tu po to, żeby obejrzeć
  10807. 7:28:55słynny dzwon wolności czy zobaczyć salę
  10808. 7:28:57podpisania deklaracji niepodległości.
  10809. 7:29:00Prawdziwym celem była budka z najlepszą
  10810. 7:29:03kultową kanapką, Philly Cheesesteak.
  10811. 7:29:06Ktoś się głośno chwalił, że zna
  10812. 7:29:08najlepsze restauracje, bo jego
  10813. 7:29:10dziadkowie mieszkają w dzielnicy Chesnad
  10814. 7:29:12Hill. Ktoś inny częstował wszystkich
  10815. 7:29:14wokoło preclami w czekoladzie. Ted
  10816. 7:29:17Montana, zazwyczaj chodzący megafon, tym
  10817. 7:29:20razem był podejrzanie cichy. Dostrzegłam
  10818. 7:29:22powód takiego stanu rzeczy, gdy przez
  10819. 7:29:24szparę między fotelami naprzeciwko mnie
  10820. 7:29:26wystawił piersiówkę. Aria oparła
  10821. 7:29:29potylicę o zagłówek, załamana wizją
  10822. 7:29:31kłopotów jeszcze zanim wjechaliśmy na
  10823. 7:29:34autostradę.
  10824. 7:29:35Na rozkręcenie imprezy! Szepnął Ted,
  10825. 7:29:37mrużąc oko, którego źrenica wyjątkowo
  10826. 7:29:40była niepowiększona.
  10827. 7:29:42Popatrzyłam na niego z politowaniem.
  10828. 7:29:44Przecież wiesz, że mój tata siedzi z
  10829. 7:29:46przodu. No i byłaś porwana, to teraz
  10830. 7:29:49jesteś nietykalna. Nikt ci nie zrobi
  10831. 7:29:51afery o jeden łyczek. Zachlupotał
  10832. 7:29:53flaszką przed nosem Flina. O nie,
  10833. 7:29:56dzięki. Mój kuzyn uśmiechnął się
  10834. 7:29:58serdecznie i z wdzięcznością, po czym
  10835. 7:30:00asertywnie wyjaśnił. Normalnie by mnie
  10836. 7:30:02pogardził, ale dziś robię wyjątek.
  10837. 7:30:05Głupio byłoby zaliczyć przypał już na
  10838. 7:30:07początku. Mi tylko pokręcił głową, w
  10839. 7:30:10ogóle niezainteresowany alkoholem. Chęć
  10840. 7:30:13podtrzymania wizerunku perfekcyjnego
  10841. 7:30:15syna wygrywała z pokusą przypodobania
  10842. 7:30:17się rówieśnikom, zwłaszcza pod czujnym
  10843. 7:30:20okiem taty. Ted schował piersiówkę. Jego
  10844. 7:30:23entuzjazm opadł. Za to pan Emerson
  10845. 7:30:26wchodził właśnie na najwyższe obroty.
  10846. 7:30:29Włączył interkom i radosnym tonem
  10847. 7:30:31przedstawiał kadrę. Szczególne
  10848. 7:30:33podziękowania dla jednego z głównych
  10849. 7:30:35sponsorów naszej akademii, pana Vincenta
  10850. 7:30:37Moneta, który zgłosił się jako ochotnik,
  10851. 7:30:40by pojechać dziś z nami w roli opiekuna.
  10852. 7:30:43Pytania i wątpliwości można kierować
  10853. 7:30:45również do niego. W autokarze zapadła
  10854. 7:30:47głucha cisza, jakby sam pomysł zapytania
  10855. 7:30:50o cokolwiek Winenta Moneta skutecznie
  10856. 7:30:52zamknął wszystkim usta. Niestrudzony
  10857. 7:30:55Emerson przeszedł więc płynnie do
  10858. 7:30:57przedstawienia planu wycieczki.
  10859. 7:30:5911:30
  10860. 7:31:01Zwiedzanie.
  10861. 7:31:03Pierwsze na liście było zwiedzanie z
  10862. 7:31:05przewodnikiem Independence Hall. Był to
  10863. 7:31:07skromny, historyczny gmach z drewnianymi
  10864. 7:31:10starymi wnętrzami. Pan Emerson zachęcał
  10865. 7:31:13nas do robienia notatek i faktycznie
  10866. 7:31:14Aria co chwilę przystawała i sumiennie
  10867. 7:31:17skrobała w zeszycie. I nawet Mickey od
  10868. 7:31:19czasu do czasu klikał coś w notatkach
  10869. 7:31:21telefonu. Ja nie wyjęłam zeszytu,
  10870. 7:31:24uznawszy, że to jeszcze nie ten moment.
  10871. 7:31:26Flint zaś postukał się w skroń i
  10872. 7:31:28powiedział: "Ja wszystko zapamiętuję".
  10873. 7:31:32Co jakiś czas mijaliśmy Teda Montaneę,
  10874. 7:31:34którego piersiówka krążyła dyskretnie
  10875. 7:31:36wśród kumpli z jego świty. Za każdym
  10876. 7:31:39razem, gdy rzucał mi zachęcające
  10877. 7:31:41spojrzenie, odwracałam wzrok kutacie. On
  10878. 7:31:43z kolei sunął po skrzypiących deskach z
  10879. 7:31:46wrodzoną elegancją, ręce splecione za
  10880. 7:31:48plecami, podbródek wysoko. Wyglądał,
  10881. 7:31:51jakby faktycznie słuchał przewodnika.
  10882. 7:31:54Najwidoczniej stwierdził, że skoro już
  10883. 7:31:56tu jest, to coś sensownego z tego
  10884. 7:31:58wyniesie. To do niego pasowało.
  10885. 7:32:01Radzi sobie całkiem nieźle, co?
  10886. 7:32:03Rzuciłam, gdy zatrzymaliśmy się przy
  10887. 7:32:04kominku, słuchając o dawnych
  10888. 7:32:06posiedzeniach. Mickey wzruszył
  10889. 7:32:08ramionami. Wszyscy się go boją, więc
  10890. 7:32:11nikt nic nie odwala. Ale Ted pije
  10891. 7:32:14alkohol. Zauważyła Aria. Och, tata na
  10892. 7:32:17pewno już to wie, ale nie reaguje.
  10893. 7:32:19Odparł Micki, mrużąc oczy, z minął
  10894. 7:32:22znawcy, co nadawało mu wyglądu bardzo
  10895. 7:32:25przemądrzałego 14latka, dzieciaka w
  10896. 7:32:27mundurku prywatnej akademii, którego
  10897. 7:32:30życie składa się z przywilejów.
  10898. 7:32:32Czemu? Zdumiała się Aria? Koncept
  10899. 7:32:35skrytego ojca był dla niej obcy. Jej
  10900. 7:32:37rodzice mieli zdecydowanie bardziej
  10901. 7:32:40tradycyjne podejście. rozsądnie wybiera
  10902. 7:32:42swoje bitwy. Wtrąciłam z półuśmiechem.
  10903. 7:32:46Patrzcie, będzie hit. Parsknął Flyn.
  10904. 7:32:49Tata stał niedaleko przejścia, a ktoś,
  10905. 7:32:52Franki, jak się zaraz przekonaliśmy,
  10906. 7:32:54zapatrzony w obraz cofał się z
  10907. 7:32:56notatnikiem w rękach i wpadł plecami
  10908. 7:32:58prosto na Vincenta. Moneta zakryła usta,
  10909. 7:33:02współczując chłopakowi. Ja i Niki nie
  10910. 7:33:05wytrzymaliśmy i w tym samym momencie
  10911. 7:33:07parsknęliśmy cichym chichotem.
  10912. 7:33:10Lodowate spojrzenie taty spłynęło na
  10913. 7:33:12Frankiego. Chłopak zbladł i poprawił
  10914. 7:33:15okulary, jakby liczył, że może to tylko
  10915. 7:33:17o mamy wzrokowe.
  10916. 7:33:19Panie Monet, dzień dobry. Wymamrotał.
  10917. 7:33:22Przepraszam, że na pana wpadłem. To nie
  10918. 7:33:23było celowe. Zagapiłem się. Zrobił
  10919. 7:33:26wielkie oczy, jakby nagle coś pojął i
  10920. 7:33:28dodał: "Ale to nie znaczy, że nie
  10921. 7:33:30uważam. Uważam bardzo. Słucham
  10922. 7:33:32przewodnika i notuję każde słowo.
  10923. 7:33:34Podniósł zeszyt. Drobno zapisane kartki
  10924. 7:33:37zaszeleściły.
  10925. 7:33:38Proszę sprawdzić, jeśli pan chce. Tata
  10926. 7:33:41obrzucił jego notatki spojrzeniem
  10927. 7:33:43krótszym niż sekunda. Nie chcę. Frankie
  10928. 7:33:46opuścił zeszyt. Dłonie trzęsły mu się
  10929. 7:33:48jeszcze mocniej. Ja zawahał się. Nie
  10930. 7:33:52wiem czemu. Po prostu nie odszedł, ale
  10931. 7:33:54chyba czuł się w obowiązku ciągnąć tę
  10932. 7:33:56rozmowę. Ja jestem kolegą Lini. Ostatnie
  10933. 7:34:00słowa wypluł z siebie przesadnie, szybko
  10934. 7:34:03i wciąż nie zrobił na tacie wrażenia.
  10935. 7:34:05Pamięta mnie pan? Pomagałem jej
  10936. 7:34:07sprzątać. E, urwał. Pewnie uświadomił
  10937. 7:34:11sobie, że historia o czyszczeniu toalety
  10938. 7:34:13w willlii wujka Adriena z własnych
  10939. 7:34:15wymiocin jest najlepszą wizytówką do
  10940. 7:34:17wyciągania przed Vincentem Monetem.
  10941. 7:34:20Twarz Ari wykrzywiło czyste zażenowanie.
  10942. 7:34:23Flin z Nikim tłumili hichot w rękawach
  10943. 7:34:25mundurków. Mnie też drżały kąciki ust,
  10944. 7:34:28ale z sympatii do Frankiego postanowiłam
  10945. 7:34:30go ocalić. Miałam do niego słabość.
  10946. 7:34:34Wszystko w porządku, Franki? Zagadnęłam
  10947. 7:34:36słodko, znienacka przywierając do boku
  10948. 7:34:39taty.
  10949. 7:34:40Najpierw napiął mięśnie, nie wiedząc,
  10950. 7:34:42kto narusza jego przestrzeń. Lecz gdy
  10951. 7:34:44zobaczył własną córkę, rozluźnił się na
  10952. 7:34:47tyle, na ile potrafił. Oczywiście. Tak,
  10953. 7:34:50bo ja chodzi o to, że patrzyłem na obraz
  10954. 7:34:52i Franki gestykulował niezbornie, jakby
  10955. 7:34:56zapomniał znaków migowych i jąkał się w
  10956. 7:34:58powietrzu.
  10957. 7:34:59Spojrzałam na portret Thomasa
  10958. 7:35:01Jeffersona.
  10959. 7:35:03Sroga twarz, jasna perłuka, ciemny frag
  10960. 7:35:06z XV wieku. Szczerze mówiąc, nic
  10961. 7:35:08nadzwyczajnego.
  10962. 7:35:10Jest bardzo ładny. Uśmiechnęłam się do
  10963. 7:35:12Frankiego. Mam sprawę do taty. Zostawisz
  10964. 7:35:15nas na moment? Chłopak miał minę, jakbym
  10965. 7:35:18właśnie ocaliła go od plutonu
  10966. 7:35:20egzekucyjnego. Jasne, nie ma problemu.
  10967. 7:35:23Jego notatki zafurkotały, gdy
  10968. 7:35:24zasalutował tacię i zanim zerwał się do
  10969. 7:35:27ucieczki, rzucił: "To tego. Do widzenia,
  10970. 7:35:29panie Monet". Uniosłam wzrok na tatę,
  10971. 7:35:32wciąż wtulona w jego bok. Wysunął ramię
  10972. 7:35:35z mojego uścisku i otoczył mnie
  10973. 7:35:37opiekuńczo.
  10974. 7:35:38Jak na kogoś, komu od początku wycieczki
  10975. 7:35:40nie drgnęła nawet powieka, okazał mi
  10976. 7:35:43zaskakująco dużo czułości. Jesteś
  10977. 7:35:45straszny. Podsumowałam cicho. Na jego
  10978. 7:35:48nieruchomej twarzy ledwie dostrzegalnie
  10979. 7:35:50uniósł się kącik ust. Musnął mnie palcem
  10980. 7:35:54w podbródek. Jestem tu dla ciebie, Ly!
  10981. 7:35:56Mruknął. Reszta mnie nie interesuje.
  10982. 7:35:59Wtuliłam się w niego mocniej. Kilka osób
  10983. 7:36:02zerknęło ze zdumieniem. Trudno im było
  10984. 7:36:04pojąć, że do pana Winta Moneta można się
  10985. 7:36:07tak zwyczajnie przytulić i że on
  10986. 7:36:10odwzajemni uścisk. Oczywiście wszyscy
  10987. 7:36:13wiedzieli, że na takie gesty mogą liczyć
  10988. 7:36:15tylko nieliczni: żona, siostra,
  10989. 7:36:17siostrzenica, a przede wszystkim jego
  10990. 7:36:20córka.
  10991. 7:36:2213:30.
  10992. 7:36:24Lunch.
  10993. 7:36:26Phil Cheesesteak. Słynna kanapka
  10994. 7:36:28Philadelphijka. Nareszcie. Dorwaliśmy ją
  10995. 7:36:32tuż po obejrzeniu dzwonu wolności i
  10996. 7:36:34zrobieniu grupowego zdjęcia. Tata stanął
  10997. 7:36:37z boku, ręce tym razem trzymał splecione
  10998. 7:36:39z przodu. Wyprostowany i poważny
  10999. 7:36:42kontrastował z panem Emersonem, którego
  11000. 7:36:44pompon na czapce podskakiwał, gdy
  11001. 7:36:46radośnie zarządził pozowanie z głupimi
  11002. 7:36:48minami. Tata rzecz jasna nie pozował.
  11003. 7:36:52Podczas lunchu znów stał się tematem
  11004. 7:36:54numer jeden, gdy siedział na czerwonej
  11005. 7:36:56kanapie przy stoliku z absolutnie
  11006. 7:36:58niewzruszoną miną. Tanie pstrokate
  11007. 7:37:01wnętrze baru kło w oczy przy jego
  11008. 7:37:03mrocznej prezencji. Na palcu dłoni,
  11009. 7:37:06którą trzymał kanapkę, lśnił słynny
  11010. 7:37:08sygnet. Siedział w gronie innych
  11011. 7:37:10opiekunów. My obserwowaliśmy ich przy
  11012. 7:37:13własnym stoliku. Troje monetów plus
  11013. 7:37:16aria. Trzymałam się z dala od Teda
  11014. 7:37:19Montany, który trajkotał właśnie coś
  11015. 7:37:20głupiego do kolegów. Na blacie swojego
  11016. 7:37:23stolika mieli totalny bajzel, a na
  11017. 7:37:25twarzach podejrzane rumieńce. Nie
  11018. 7:37:28wiadomo czy od różnicy temperatur między
  11019. 7:37:30knajpką a zimnym dworem czy od zbyt
  11020. 7:37:33częstego sięgania po procenty. Mandy
  11021. 7:37:36odmówiła kanapki z powodu kalorii. Za to
  11022. 7:37:38Franky zdążył oblacć się sosem. Bardziej
  11023. 7:37:42niż zwykle potrzebowałam towarzystwa
  11024. 7:37:44rodziny i prawdziwej przyjaciółki.
  11025. 7:37:46Obecność taty na wycieczce była gorącym
  11026. 7:37:48tematem, a najlepiej omawiało się go
  11027. 7:37:50właśnie z nimi. Przy swoim stoliku tata
  11028. 7:37:53wywoływał lekki dyskomfort, choć jego
  11029. 7:37:55towarzysze dzielnie udawali rozbawienie
  11030. 7:37:58relacjom pana Emersona z poprzedniej
  11031. 7:38:00wycieczki. Przełknęłam Kęs kanapki i
  11032. 7:38:02zasłoniłam usta dłonią, żeby ukryć
  11033. 7:38:05uśmiech. To dla niego mordęga.
  11034. 7:38:07Stwierdziłam. Myślę, że traktuję to jako
  11035. 7:38:10mentalne wyzwanie dla swojej psychy.
  11036. 7:38:12Odparł Fln, spoglądając na wuja z czymś
  11037. 7:38:15na kształt podziwu. Robi to, bo mama go
  11038. 7:38:18zmusiła. Mruknął Micky.
  11039. 7:38:21Lodowate spojrzenie taty przecięło salę.
  11040. 7:38:23W jednej chwili spuściliśmy wzrok.
  11041. 7:38:26Najpierw parsknął Flinn, potem nie
  11042. 7:38:28opanował się Michael i już chwilę
  11043. 7:38:30później rechotaliśmy wszyscy. Żadne z
  11044. 7:38:32nas nie odważyło się sprawdzić, czy tata
  11045. 7:38:34nadal patrzy. A mnie coś mówiło, że
  11046. 7:38:37patrzył i nasze rozbawienia wcale go nie
  11047. 7:38:39bawiło. Nie wiem o czym mówisz, Miki.
  11048. 7:38:42Sapnęłam wycierając łzy. Tata po prostu
  11049. 7:38:45marzył, by ujrzeć dzwon wolności.
  11050. 7:38:48Michael i Flynn trzęśli się ze śmiechu.
  11051. 7:38:51Z ich kanapek ciągnął się ser, z napojów
  11052. 7:38:53ulatywał gaz. Z jednej strony ochrona
  11053. 7:38:56kochanej córeczki, z drugiej ważny
  11054. 7:38:58dzwon. Flin balansował dłońmi, w jednej
  11055. 7:39:01nadal ściskając kanapkę. Zmrużyłam
  11056. 7:39:04powieki. Hej, nie chodzi tylko o mnie.
  11057. 7:39:06Was też ktoś mógłby porwać. Zaznaczyłam.
  11058. 7:39:09Nazwisko to samo. Aria była skrępowana.
  11059. 7:39:13Przez chwilę wpatrywała się w swoje
  11060. 7:39:15jedzenie, po czym uniosła do niego palce
  11061. 7:39:17ozdobione ręcznej roboty pierścionkami z
  11062. 7:39:20koralików. Łapała bardziej wystające
  11063. 7:39:23paski smażonej wołowiny i wciskała je
  11064. 7:39:25między bułki, udając, że temat jej nie
  11065. 7:39:28dotyczy. Ach, w rodzinie Monet to
  11066. 7:39:31dziewczyny są chętniej porywane. Rzucił
  11067. 7:39:33Flyn tonem znawcę. Jak ciocia Haley.
  11068. 7:39:37Dodał rzeczowo Micki. Lub ty. Flin
  11069. 7:39:40kiwnnął głową, a po kolejnym gryzie
  11070. 7:39:42dodał: "A wiecie, że moją mamę też raz
  11071. 7:39:44próbowali porwać? Ojciec twierdzi, że
  11072. 7:39:47odjechali tylko kawałek i ostatecznie ją
  11073. 7:39:49wyrzucili, bo nie wytrzymali. Dobra, w
  11074. 7:39:52tym momencie nawet Aria parsknęła.
  11075. 7:39:55Bzdura! Poklepałam się w czoło. Albo
  11076. 7:39:58porywacze byli wyjątkowo tępi. Porywacze
  11077. 7:40:01zawsze są tępi. Skwitował Michael. Mój
  11078. 7:40:04śmiech zabrzmiał nieco wymuszenie. Przed
  11079. 7:40:06oczami stanął mi mój porywacz. Nie był
  11080. 7:40:09to miły widok. I ostatecznie źle kończą.
  11081. 7:40:12Dodał Flinn beztrosko, wskazując mnie
  11082. 7:40:14podbrókiem. Jak ten twój? Zerknęłam na
  11083. 7:40:18niego dopiero po chwili rejestrując
  11084. 7:40:20słowa. Co?
  11085. 7:40:22Flynn przełykał Kens. Czekałam
  11086. 7:40:24zniecierpliwiona. No ten twój Kornel.
  11087. 7:40:27Tak wyjaśnił wreszcie. Podobno ma
  11088. 7:40:30rozkwaszoną buźkę. Najlepsze jest to, że
  11089. 7:40:33tak go załatwili jego właśni wspólnicy.
  11090. 7:40:36Micki zmrużył oczy. Aria z jeszcze
  11091. 7:40:39większą uwagą układała mięso w kanapce.
  11092. 7:40:42Plotki. Prchnęłam. Zły przykład.
  11093. 7:40:45Potwierdzone plotki. cmoknęłam
  11094. 7:40:47zirytowana. Kto je niby potwierdził?
  11095. 7:40:50Sam Kornel. Parsknął Fn. jakby to było
  11096. 7:40:53oczywiste. Kiedy leży nieprzytomny w
  11097. 7:40:56szpitalu? Objawił ci się we śnie? Flynn
  11098. 7:40:59uniósł brwi. Wyluzuj lis. Tata wspomniał
  11099. 7:41:02o tym rano, więc powtarzam, co
  11100. 7:41:04usłyszałem. Twój tata? Zacisnęłam palce
  11101. 7:41:07na kanapce. Wujek Monti. Tak, to mój
  11102. 7:41:11tata. Mówił o Eliasie Kornelu, znaczy,
  11103. 7:41:15że się obudził. No tak, właśnie dziś
  11104. 7:41:17rano. Podobno ledwo gada. No ale coś tam
  11105. 7:41:20mamle. Tak mówił tata. Mówił też. Ach,
  11106. 7:41:24cholerka. Flinn urwał, nagle
  11107. 7:41:27zakłopotany. Nachyliłam się nad stołem.
  11108. 7:41:29Co? Co mówił? Gadaj. Podrapał się po
  11109. 7:41:33głowie. Mówił też, żebym ci nie mówił.
  11110. 7:41:36Michael przewrócił oczami. Brawo, stary.
  11111. 7:41:39Szepnął.
  11112. 7:41:41W głowie zaszumiało mi tak, że osunęłam
  11113. 7:41:43się na oparcie kanapy i wymusiłam kwaśny
  11114. 7:41:46uśmiech.
  11115. 7:41:47Cóż, teraz już wiem.
  11116. 7:41:5120:30
  11117. 7:41:53Zekwaterowanie w hotelu i czas wolny.
  11118. 7:41:57Wasz pokój też jest słaby. Zagadnął
  11119. 7:41:59Flin. Po zapukaniu wszedł sprężystym
  11120. 7:42:02krokiem do środka i rozejrzał się po
  11121. 7:42:03niewielkiej przestrzeni. Ciemne drewno,
  11122. 7:42:06proste, lecz solidne meble, beżowa
  11123. 7:42:08wykładzina tłumiąca kroki. Łóżka były
  11124. 7:42:11wąskie, zasłane białą pościelą. Na
  11125. 7:42:14jednym leżała aria wykończona po całym
  11126. 7:42:16dniu na nogach, a ja mocowałam się z
  11127. 7:42:18oknem. Kaloryfer grzał na maksa i
  11128. 7:42:20zrobiło się duszno. Flynn skrzywił się.
  11129. 7:42:24Przywykły do przestronnych apartamentów
  11130. 7:42:26z wszelkimi udogodnieniami nie był pod
  11131. 7:42:28wrażeniem prostoty hotelu, w którym Noc
  11132. 7:42:30Lech załatwiła dla nas szkoła. No średni
  11133. 7:42:34przyznałam wciąż szarpiąc klamkę. Za
  11134. 7:42:36szybą widać było filadelfijską uliczkę
  11135. 7:42:39zasypaną śniegiem i pogrążoną w
  11136. 7:42:41ciemności.
  11137. 7:42:43Jest większy zauważył Miki wchodząc za
  11138. 7:42:45kuzynem. marszczył brwi oburzony
  11139. 7:42:48niesprawiedliwością.
  11140. 7:42:50"Jest czysto!" mruknęła Aria. Jej
  11141. 7:42:52wymagania były zdecydowanie mniej
  11142. 7:42:54wygórowane. W tej chwili zabrzęczał mój
  11143. 7:42:57telefon przeczytałam wiadomość,
  11144. 7:43:00zablokowałam ekran i westchnęłam.
  11145. 7:43:03Montana zaprasza do siebie. Nie idziemy,
  11146. 7:43:06prawda? Aria jęknęła błagalnie. Nie ma
  11147. 7:43:09szans.
  11148. 7:43:11Zdjęłam buty i poszłam do łazienki
  11149. 7:43:12rozczesać skołtunione włosy oklapnięte
  11150. 7:43:15po całym dniu u więzienia pod
  11151. 7:43:17nausznikami. Wy też sobie stąd idźcie!
  11152. 7:43:20Zawołałam do chłopaków. W lustrze nad
  11153. 7:43:22umywalką zobaczyłam, jak Miiki rozkłada
  11154. 7:43:24się na moim zasłanym łóżku. Smoknęłam z
  11155. 7:43:27irytacją. Ej, wyjazd! Jesteś brudny!
  11156. 7:43:32Brwi Mickiego się nastroszyły. Sama
  11157. 7:43:34jesteś brudna. Wykładzina stłumiła
  11158. 7:43:37tupot, gdy ruszyłam na niego ze
  11159. 7:43:38szczotką. Flin ryczał ze śmiechu. Aria
  11160. 7:43:41jęknęła w poduszkę, z rozpatrzona, że
  11161. 7:43:43nieproszeni goście naruszają jej azyl.
  11162. 7:43:46No już, już ja cię, ty jesteś
  11163. 7:43:48nienormalna. Paplał Micki, gdy
  11164. 7:43:50zepchnęłam go na podłogę. Zostawił
  11165. 7:43:53pomiętą kołdrę. Nachyliłam się, by ją
  11166. 7:43:55wygładzić. Michael leżał na boku na
  11167. 7:43:58podłodze. Leniwiec nawet nie drgnął.
  11168. 7:44:01Prawie nadepnęłam mu na rękę, gdy
  11169. 7:44:03wkurzona krzątałam się wokół łóżka.
  11170. 7:44:06wyciągnął telefon z kieszeni.
  11171. 7:44:08Okno się nie otwiera stwierdził Flinn,
  11172. 7:44:11próbując swoich sił z klamką. Łupnął
  11173. 7:44:13pięścią w ramę. Szyba zadrżała.
  11174. 7:44:17Po wzroku Ari, którym łypała znad
  11175. 7:44:19poduszki, widziałam, że chce
  11176. 7:44:21zaproponować, by może w takim razie
  11177. 7:44:23chłopcy stąd wyszli, skoro przeszkadza
  11178. 7:44:25im temperatura, lecz ugryzła się w
  11179. 7:44:27język. Zaraz potem pozytywnie zaskoczona
  11180. 7:44:30odwróciła się do Mickiego, który nagle
  11181. 7:44:32oświadczył z irytacją.
  11182. 7:44:34Jednak wychodzimy. Blask ekranu
  11183. 7:44:37rozświetlał mu twarz. Do Montany.
  11184. 7:44:40Przemknęłam powieki. Aria znów schowała
  11185. 7:44:43twarz w poduszkę i tylko Flin wyglądał
  11186. 7:44:45na zadowolonego.
  11187. 7:44:47Tak, świetnie. Idźcie sobie. Fuknęłam
  11188. 7:44:49siadając na łóżku.
  11189. 7:44:51Gówno lis, musisz iść z nami. Michael
  11190. 7:44:54podniósł się, otrzepał swoje czarne
  11191. 7:44:56spodnie dresowe i nagle w pełnej
  11192. 7:44:58gotowości stanął nade mną. Bo to twój
  11193. 7:45:01kumpel, nie mój. ponaglił mnie ruchem
  11194. 7:45:04ręki. No dawaj, rusz się. Nie idę do
  11195. 7:45:07żadnego Teda. Zapomnij. On jest
  11196. 7:45:10nawalony, a na górze śpi tata.
  11197. 7:45:12Myśleliście o tym? No właśnie.
  11198. 7:45:15Miałem cię za bardziej rozrywkową lis,
  11199. 7:45:17jeśli mam być szczery. Wtrącił się
  11200. 7:45:19Flynn, choć bez specjalnego wyrzutu. Bo
  11201. 7:45:22normalnie jest. Burknął Micki. To
  11202. 7:45:25wszystko przez porwanie.
  11203. 7:45:27Flynn pokiwał głową ze zrozumieniem.
  11204. 7:45:30Idioci. Warknęłam. Nie chodzi o
  11205. 7:45:32porwanie. Łaziliśmy cały dzień. Nie mam
  11206. 7:45:35ochoty siedzieć w pokoju u pijanego Teda
  11207. 7:45:37i jego kumpli. Micki przewrócił oczami i
  11208. 7:45:40wpatrywał się w sufit tak długo, że
  11209. 7:45:42westchnęłam.
  11210. 7:45:44O co ci chodzi? Po co ty nagle tak
  11211. 7:45:47bardzo chcesz iść na imprezę u Montany?
  11212. 7:45:50Spuścił wzrok, zawahał się, po czym
  11213. 7:45:52mruknął. Kornelia tam jest. Machnął
  11214. 7:45:55telefonem. Napisała mi Kornelia.
  11215. 7:45:59Zainteresował się FN. Odszedł od okna,
  11216. 7:46:02chyba już zdecydowany, by zmienić pokój
  11217. 7:46:04na ten bardziej imprezowy. Ta
  11218. 7:46:06dziewczynka, do której machał pod
  11219. 7:46:07autobusem, wyjaśniłam, przewracając
  11220. 7:46:09oczami. A FNn pstryknął palcami? A
  11221. 7:46:13dlaczego jest u Montany? Skrzywiła się
  11222. 7:46:15Aria. I co robi u niego dziewczyna z
  11223. 7:46:17młodszego rocznika?
  11224. 7:46:20Są pijanie i świrują. Burknęłam. Michael
  11225. 7:46:23pobladł i ze złością zacisnął dłoń na
  11226. 7:46:25telefonie. Chodźmy tam już. Ja nigdzie
  11227. 7:46:28nie idę. Powtórzyłam. Po co ta twoja
  11228. 7:46:30Kornelia w ogóle tam polazła? Jezus, no
  11229. 7:46:33nie wiem po co. Zirytował się Miki. Tak.
  11230. 7:46:36O może, nie wiem. Z koleżankami nie
  11231. 7:46:38wiem. Widzisz, stary, nie warto ukrywać
  11232. 7:46:41swojej dziewczyny przed światem, bo
  11233. 7:46:42wtedy właśnie wychodzą takie krzywe
  11234. 7:46:44akcje, że ta dziewczyna potem trafia nie
  11235. 7:46:46do tego pokoju. Zauważył Flynn tonem
  11236. 7:46:48doradcy. Przecież to bez znaczenia.
  11237. 7:46:52Przestań z nim dyskutować. Wtrąciłam
  11238. 7:46:54się. Fln dobrze mówi. Montana by jej nie
  11239. 7:46:56dotknął, gdyby wiedział, że to twoja
  11240. 7:46:58dziewczyna. On jej w ogóle nie dotyka.
  11241. 7:47:01Spadaj. No nie wytrzymam. Wściekła
  11242. 7:47:04podeszłam do ściany, pod którą
  11243. 7:47:05zostawiłam buty i zaczęłam wciskać w nie
  11244. 7:47:07stopy, przesadnie tupiąc. Dobrze, że
  11245. 7:47:10rany już praktycznie się zagoiły,
  11246. 7:47:12inaczej nie przetrwałabym dzisiejszych
  11247. 7:47:13spacerów. Idziesz, Aria? Moja
  11248. 7:47:16przyjaciółka wciskała głowę w poduszkę.
  11249. 7:47:18Przez chwilę udawała, że śpi, lecz w
  11250. 7:47:20końcu niechętnie wstała. Gdy
  11251. 7:47:22przeciskałam się obok Mickiego,
  11252. 7:47:24syknęłam. Pierwszy i ostatni raz latam
  11253. 7:47:27za twoją Kornelią.
  11254. 7:47:3022:00
  11255. 7:47:32Cisza nocna. Mandy nawijała kosmyk
  11256. 7:47:35idealnie prostych włosów na palec,
  11257. 7:47:37śledząc Flina wzrokiem. Już się z tym
  11258. 7:47:39nie kryła, że ma go na celowniku. Nie
  11259. 7:47:42wiem, co kminiła w tej swojej głowie i
  11260. 7:47:44wiedzieć chyba nie chciała. Jej ładna,
  11261. 7:47:47proporcjonalna twarz modelki skrzywiła
  11262. 7:47:49się w grymasie, gdy na chwilę straciła
  11263. 7:47:51swój obiekt z oczu. W pokoju Montany
  11264. 7:47:54panował tłok. Ktoś kogoś zasłaniał, ktoś
  11265. 7:47:57na kogoś wpadał. Drobnę Kornelię
  11266. 7:48:00taranowano co chwila, więc Michael
  11267. 7:48:03odprowadził ją pod ścianę. Rozmawiali
  11268. 7:48:06półgłosem. Ja, Flyn i Aria staliśmy przy
  11269. 7:48:09oknie, którego nie dało się domknąć, bo
  11270. 7:48:11ktoś urwał klamkę.
  11271. 7:48:13Mówiłem, że coś z nim nie tak.
  11272. 7:48:15Powiedział Fln. Zimno! Mruknęłam. Długo
  11273. 7:48:18tu nie wytrzymam. Zaraz wpadnie tu
  11274. 7:48:21któryś z nauczycieli. Wróżyła ponuro
  11275. 7:48:23Aria. Ci ludzie robią za duży hałas.
  11276. 7:48:26Nie jest wcale tak głośno. Zaprzeczyłam.
  11277. 7:48:29Montana co chwilę ich ucisza. Ted
  11278. 7:48:32średnio co dwie minuty stawał na łóżku,
  11279. 7:48:34wyciągał ręce, jakby udawał ducha lub
  11280. 7:48:36bronił dostępu do kosza kozłującemu
  11281. 7:48:38piłkę przeciwnikowi i syczał pijane, po
  11282. 7:48:41czym spadał na podłogę. Mało kto zwracał
  11283. 7:48:44na niego uwagę. Tak się tylko wydaje. Tu
  11284. 7:48:47jest za dużo ludzi. Upierała się Aria. A
  11285. 7:48:50połowa jest pijana. swoje obserwacje
  11286. 7:48:53prowadziła z założonymi na piersi
  11287. 7:48:54rękoma, jakby po raz kolejny w swoim
  11288. 7:48:57życiu próbowała zrozumieć, jak ona
  11289. 7:48:59znalazła się w takiej sytuacji. Po
  11290. 7:49:01prostu przyszłam z dziewczynami. Nie
  11291. 7:49:03możesz u Montany? Przecież wiesz, że to
  11292. 7:49:07pierwsza wycieczka. Nie będę siedzieć
  11293. 7:49:09sama. Do moich uszu dolatywały strzępy
  11294. 7:49:12dramy rozgrywającej się pomiędzy
  11295. 7:49:14Michaelem a Kornelią. Patrzyłam na nich
  11296. 7:49:16znużona, jakbym oglądała operę mydlaną.
  11297. 7:49:19Flintn cieszył michę do ludzi i z żalem
  11298. 7:49:22odmawiał proponowanego alkoholu.
  11299. 7:49:24Widziałam w nim potencjał na
  11300. 7:49:26imprezowicza. Był jak ryba, która
  11301. 7:49:28chciałaby wskoczyć do wody, ale chwilowo
  11302. 7:49:30się powstrzymuje i tylko patrzy tęsknie
  11303. 7:49:32z brzegu na ocean, telepiąc się na samą
  11304. 7:49:35myśl o jego głębinach. Ej, ej, ej.
  11305. 7:49:39To Montana znowu wskoczył na łóżko,
  11306. 7:49:41wyciągał ręce i robił dziwne miny. Bujne
  11307. 7:49:44włosy chował pod zimową czapką, która
  11308. 7:49:46zjeżdżała mu na oczy. Dlatego jeden
  11309. 7:49:48niefortunny krok kosztował go
  11310. 7:49:50gruchnięcie o podłogę.
  11311. 7:49:52Tylko kilka osób zainteresowało się jego
  11312. 7:49:55losem i do niego doskoczyło. Nie był to
  11313. 7:49:58nikt z naszej trójki spod okna. Bo
  11314. 7:50:01mogłeś ty wyjść z inicjatywą i zaprosić
  11315. 7:50:03mnie do siebie. Szlochała Kornelia.
  11316. 7:50:06Przecież byłem u Lis. Tłumaczył Michael.
  11317. 7:50:09FN nachylił się do mnie. Oni kłócą się
  11318. 7:50:11trochę jak przedszkolaki, co dokładnie.
  11319. 7:50:15Paru półprzytomnych kolegów właśnie
  11320. 7:50:17dźwignęło Teda z dywanu. Ej, boli mnie
  11321. 7:50:20to, stary. Nie, czekaj. Naprawdę?
  11322. 7:50:23Niepokoił się Ted. Złamana? Zapytał
  11323. 7:50:26jeden z kolegów. Co? Stopa? Parsknął
  11324. 7:50:29inny. No normalnie stopa też może być
  11325. 7:50:32złamana. E, Monet? zawołał do mnie Ted,
  11326. 7:50:35choć na to nazwisko w tym pokoju
  11327. 7:50:37zareagowały aż trzy osoby. Ty miałaś
  11328. 7:50:39złamaną stopę. Nie uniosłam brwi. Ja? No
  11329. 7:50:43na porwaniu. Spojrzenie Mandi po raz
  11330. 7:50:46pierwszy tego wieczora oderwało się od
  11331. 7:50:48Flina. Wyciągała głowę, by sprawdzić,
  11332. 7:50:51czy wcześniej nie przegapiła
  11333. 7:50:52przypadkiem, że zamiast buta mam ortezę.
  11334. 7:50:55Nie miałam. Przeszłam dziś pół
  11335. 7:50:57Filadelfii na lorda. Gdzie ty to
  11336. 7:51:00usłyszałeś? Zapytałam zirytowana kolejną
  11337. 7:51:03plotką.
  11338. 7:51:04Montana krzywił się właśnie zaaferowany
  11339. 7:51:06zdejmowaniem z bolącej stopy Adidasa,
  11340. 7:51:09więc dopadłam jedyną osobę, o której
  11341. 7:51:11wiedziałam, że mogła wygadać w szkole,
  11342. 7:51:13iż podczas porwania stało mi się coś za
  11343. 7:51:15stopami. Trąciłam Mickiego w ramię.
  11344. 7:51:19Powiem tacie, że rozgadujesz informacje
  11345. 7:51:21o moim stanie zdrowia. O co ci chodzi?
  11346. 7:51:24Niczego nie rozgadałem. Kornelia, której
  11347. 7:51:26przerwałam rozmowę z Michaelem, patrzyła
  11348. 7:51:29na mnie swoimi dużymi, wiecznie
  11349. 7:51:30przestraszonymi oczami. Powoli zmrużyłam
  11350. 7:51:33swoje. A może to ty rozgadałaś?
  11351. 7:51:36Syknęłam. Delikatnie pociągnięte
  11352. 7:51:38błyszczykiem usta Korneli zadrżały.
  11353. 7:51:41Michael oddał mi szturchnięcie. Zostaw
  11354. 7:51:43ją. Nie rozgadała. Nie no, serio, to
  11355. 7:51:46jest taki ból jakby pulsujący. Skarżył
  11356. 7:51:49się w tym samym czasie Ted. Czy możemy
  11357. 7:51:52wrócić do pokoju? Jęknęła cichutko Aria
  11358. 7:51:55i mocniej objęła się ramionami. Naprawdę
  11359. 7:51:57tu zimno.
  11360. 7:51:59Nie rozgadałam Lindsy. Naprawdę wiem
  11361. 7:52:01tylko, że bolały cię stopy.
  11362. 7:52:04Kornelia zawiesiła cienki głosik, bo
  11363. 7:52:06słowo porwanie nie mogło przejść przez
  11364. 7:52:08jej delikatne gardełko. Przewróciłam
  11365. 7:52:10oczami. Warhan
  11366. 7:52:13możesz nie opowiadać swojej dziewczynie
  11367. 7:52:15o rodzinnych sprawach? Warknęłam na
  11368. 7:52:17Mickiego. Jego łatwiej było mi
  11369. 7:52:19ochrzaniać. Kornelia sprawiała wrażenie,
  11370. 7:52:22jakby zaraz miała dostać z zawału.
  11371. 7:52:24Stukot rozległ się nagle i zwrócił uwagę
  11372. 7:52:27wszystkich w pokoju. FLN stał przed
  11373. 7:52:29szafą, otworzył ją i zdejmował właśnie z
  11374. 7:52:31najwyższej półki koc. Mało brakowało, by
  11375. 7:52:34na głowę spadł mu poluzowany drążek na
  11376. 7:52:37ubrania. Dwa puste, liche wieszaki
  11377. 7:52:39zsunęły się na podłogę. Ups! Wymsknęło
  11378. 7:52:42się Flinowi. Mówiłem, że lipny ten
  11379. 7:52:45hotel. rzucił kot z zmarzniętej Ari,
  11380. 7:52:47która przyjęła go z wdzięcznością i
  11381. 7:52:49właśnie miał zamiar podnieść metalowy
  11382. 7:52:51drążek, gdy uprzedził go jeden z kumpli
  11383. 7:52:53Teda. Sam Ted wyciągnął po niego rękę,
  11384. 7:52:56wołając: "Ej, dajcie mi to, dajcie.
  11385. 7:52:59Podeprę się". Koledzy Tedare chotali
  11386. 7:53:02głupkowato, gdy ten zaczął świrować z
  11387. 7:53:05drążkiem, z którego zrobił sobie laskę.
  11388. 7:53:08Zacisnęłam usta i odwróciłam wzrok. Nie
  11389. 7:53:10bawiło mnie to, więc zarządziłam
  11390. 7:53:12stanowczo. Nie, no idziemy stąd.
  11391. 7:53:15Aria, która dopiero co opatuliła się
  11392. 7:53:17kocem i po raz pierwszy od jakiegoś
  11393. 7:53:19czasu poczuła się komfortowo, westchnęła
  11394. 7:53:22ciężko.
  11395. 7:53:23Ta potaknął Micki i znów zwrócił się do
  11396. 7:53:26swojej dziewczyny. Ty też stąd idziesz.
  11397. 7:53:29Kornelia uniosła dłonie, ale ja tu
  11398. 7:53:31jestem z dziewczynami. Przecież nie będę
  11399. 7:53:33siedziała sama. Dziewczyny Kornelli,
  11400. 7:53:36głupkowate pierwszoklasistki,
  11401. 7:53:38zapiszczały zbiorowo, gdy jeden z kumpli
  11402. 7:53:40Montany wyciągnął skądź butelkę po
  11403. 7:53:42wodzie, uniósł ją i zawołał: "Gramy".
  11404. 7:53:45Jeszcze tego brakowało. Z kącika, w
  11405. 7:53:48którym Ted Montana próbował powstać,
  11406. 7:53:50wsparty na drążku, doleciało głośne.
  11407. 7:53:54Mieki przymknął powieki. Żadnej
  11408. 7:53:57butelki. Ktoś jeszcze w ogóle w to gra?
  11409. 7:54:00Prychnęłam. Myślałam, że to przeżytek.
  11410. 7:54:03To ponadczasowa gra. Zaoponował Fln z
  11411. 7:54:06powagą. Powinniśmy zostać na partyjkę. Z
  11412. 7:54:09szacunku dla tradycji. Z szacunku dla
  11413. 7:54:11butelki. Jak chcecie grać w butelkę,
  11414. 7:54:14skoro połowa z was jest spokrewniona?
  11415. 7:54:16Aria uniosła brew. Owinięta kocem
  11416. 7:54:19wyglądała jak poczwka w kokonie.
  11417. 7:54:22No w sumie prawda. Fln pogładził się po
  11418. 7:54:24brodzie i zrobił głupią minę. My nie
  11419. 7:54:27jesteśmy. Rzuciła szybko Mandy.
  11420. 7:54:29Uśmiechała się do niego za lotnie, nadal
  11421. 7:54:31nawijając włosy na palec. Na całe
  11422. 7:54:34szczęście! Mruknęłam cicho. Dobra,
  11423. 7:54:37gramy. Podłapał Ted z opóźnieniem, bo
  11424. 7:54:39dopiero udało mu się ustać na bolącej
  11425. 7:54:41stopie. Monet, ty kręcisz pierwsza.
  11426. 7:54:45Niczym nie zamierzam kręcić. Warknęłam.
  11427. 7:54:48Nie gram w to. Dziewczyny z roku Korneli
  11428. 7:54:51i Michaela już siedziały na podłodze i
  11429. 7:54:53oglądały się na nas niecierpliwie, jakby
  11430. 7:54:55czekały, aż przestaniemy gadać i będzie
  11431. 7:54:57można zacząć zabawę. Jednocześnie
  11432. 7:54:59ściskały sobie przeguby albo ramiona i
  11433. 7:55:01chichotały, jakby prędzej miały się
  11434. 7:55:03posikać niż zdobyć nausa.
  11435. 7:55:06Kornelia zrobiła krok, by do nich
  11436. 7:55:08dołączyć. Ewidentnie zirytowana moim
  11437. 7:55:10bratem, ale Mickey przetrzymał ją za
  11438. 7:55:13nadgarstek. Nie odchodź ode mnie, skoro
  11439. 7:55:15rozmawiamy. Burknął. Zapatrzyłam się na
  11440. 7:55:18niego zaskoczona, jak bardzo przypomina
  11441. 7:55:20ojca. Takich momentów było coraz więcej.
  11442. 7:55:24A przecież miał dopiero 14 lat. 14.
  11443. 7:55:28No właśnie. 14 to niewiek na granie w
  11444. 7:55:30butelkę. I to za starszymi chłopakami,
  11445. 7:55:33którzy cały dzień popijali alkohol.
  11446. 7:55:35Raptownym gestem wyrwałam plastikową
  11447. 7:55:38butelkę z dłoni kolegi Teda i ją
  11448. 7:55:40zgniotłam. Głośny trzask pękającego
  11449. 7:55:42plastiku przebił się ponad rozmowy. Ktoś
  11450. 7:55:46zawył idiotycznie. Lis westchnął FN
  11451. 7:55:49zawiedziony, że zepsułam rekwizyt.
  11452. 7:55:52Co? Masz chłopaka monet? Zainteresował
  11453. 7:55:55się Ted Montana z kpiarskim uśmiechem.
  11454. 7:55:57Dlatego nie chcesz się całować? Nie, nie
  11455. 7:56:00mam. Warknęłam. Tak się składa, że nie,
  11456. 7:56:03nie miałam. Odrzuciłam zgniecioną
  11457. 7:56:06butelkę i patrzyłam jak turla się po
  11458. 7:56:08podłodze. W koło zaczynał panować chaos.
  11459. 7:56:11Każdy coś mówił. Ludzie się śmiali.
  11460. 7:56:13Koleżanki Korneli piszczały. Koledzy
  11461. 7:56:15Teda wyciągnęli skąś dezodorant w
  11462. 7:56:17sprayu, proponując by użyć go do gry. I
  11463. 7:56:20wtedy w całym tym zamieszaniu stało się
  11464. 7:56:22coś bardzo niepotrzebnego. Mój podbródek
  11465. 7:56:25musnęła laska.
  11466. 7:56:27Stanislaus puścił mi bezczelne oko. W
  11467. 7:56:30złośliwym uśmieszku uniósł się czarny
  11468. 7:56:32wąs. Zesztywniałam. Ta wizja
  11469. 7:56:34wystarczyła, by pękła we mnie jakaś
  11470. 7:56:37tama. Mój wrzask niemal rozsadził wątłą
  11471. 7:56:40szybę w oknie. Zamknął usta wszystkim.
  11472. 7:56:43Rozmowy i śmiechy umilkły. Zgnieciona
  11473. 7:56:46butelka leżała pod moimi stopami.
  11474. 7:56:48Koleżanki Korneli zamilkły,
  11475. 7:56:50przestraszone.
  11476. 7:56:52Mandy zagapiła się na mnie mrugając.
  11477. 7:56:55Micky zastygł. Kornelia rozchyliła usta.
  11478. 7:56:59Metalowy pręt, którym Ted Montana uznał
  11479. 7:57:01za zabawne mnie szturchnąć, zniknął spod
  11480. 7:57:04mojego podbródka. Cofając się
  11481. 7:57:06gwałtownie, wpadłam na Arię. Koc zjechał
  11482. 7:57:09z jej ramion i opadł bezgłośnie. Moja
  11483. 7:57:11przyjaciółka wyciągnęła ręce, gdy
  11484. 7:57:13osuwałam się na ziemię. Nie miała szans
  11485. 7:57:16mnie podtrzymać. Była niższa. Pod
  11486. 7:57:19policzkiem poczułam miękką wykładzinę,
  11487. 7:57:21znajome uczucie. Podłoga jakby się
  11488. 7:57:24ruszała. Dopiero po chwili zorientowałam
  11489. 7:57:26się, że to ja się trzęsę. telepało mną,
  11490. 7:57:29jakbym miała jakiś atak. Z oczu leciały
  11491. 7:57:32łzy. Skąd się wzięły? To pytanie i wiele
  11492. 7:57:36innych pewnie zadawało też sobie kilka
  11493. 7:57:38osób, które kucnęły obok mnie. Między
  11494. 7:57:41innymi Aria i Fln. Coś do mnie mówili,
  11495. 7:57:44ale nie rozumiałam. W Harmidrze
  11496. 7:57:46najczęściej wyłapywałam swoje imię. Lis,
  11497. 7:57:49Lisy, Lindsy. Zapaliło się ostrzejsze
  11498. 7:57:53światło. Ktoś włączył górne. Co się
  11499. 7:57:55stało? Głosy nad moją głową stawały się
  11500. 7:57:58coraz poważniejsze. Montana ją uderzył.
  11501. 7:58:02Nie, nie, nie uderzyłem. Panikował
  11502. 7:58:05Montana. No to pacnął. Nie pacnąłem.
  11503. 7:58:10Hej, kuzynka. Wszystko okej? Pytał
  11504. 7:58:12łagodnie Flinn przy moim uchu. Posadźcie
  11505. 7:58:14ją. Zasugerowała jakaś dziewczyna. Chyba
  11506. 7:58:17Mandy. Lepiej niech leży. Ona ma atak
  11507. 7:58:21paniki. Cała drży. Coś brała? Nie brała.
  11508. 7:58:26Zaprzeczyli jednocześnie Miki i Aria.
  11509. 7:58:29Pobiegnę po wujka Winsa. Zaoferował się
  11510. 7:58:31Flin i nie czekając na odpowiedź
  11511. 7:58:33wystrzelił z pokoju. Samo wspomnienie o
  11512. 7:58:36wujku Winsie spłoszyło ekipę. Koledzy
  11513. 7:58:39Teda zaczęli w panice chować piersiówki
  11514. 7:58:41i inne dziwne pojemniki zawierające
  11515. 7:58:43alkohol. Większość wylądowała w szafie,
  11516. 7:58:46w której oberwał się drążek. Najbardziej
  11517. 7:58:48oczywista kryjówka. Aria kucała przy
  11518. 7:58:51mnie i gładziła mnie po ramieniu. Obok
  11519. 7:58:54nas walał się koc. Już go nie
  11520. 7:58:56potrzebowała. Temperatura stała się
  11521. 7:58:58problemem drugorzędnym. Już dobrze,
  11522. 7:59:00Lisy, spokojnie. Szeptała z przejęciem.
  11523. 7:59:03Bierz wdechy. Ale głębokie. Instruował
  11524. 7:59:06mnie Miki. Głębokie. Kornelia obgryzała
  11525. 7:59:09skórkę przy kciuku. Patrzyła to na mnie,
  11526. 7:59:12to na Mickiego. Wymieniała spojrzenia z
  11527. 7:59:14koleżankami. Stały porozrzucane po
  11528. 7:59:16pokoju, gotowe do akcji jak ekipa z
  11529. 7:59:18Power Rangers przed misją. Tylko, że ich
  11530. 7:59:21misją było zwiać, zanim przyjdzie mój
  11531. 7:59:23tata. Mandy oparła się o podłogę, by
  11532. 7:59:26wstać i syknęła, bo czmychający Ted
  11533. 7:59:29nadepnął jej na palce. Najwidoczniej
  11534. 7:59:31zapomniał już o bolącej stopie. Wypadł z
  11535. 7:59:34pokoju, a za nim wysypali się jego
  11536. 7:59:36kumple. Pręt leżał porzucony na łóżku.
  11537. 7:59:39Idźcie sobie. Wymamrotałam w eter,
  11538. 7:59:41dysząc ciężko. Nie miałam siły
  11539. 7:59:44zaprotestować, żeby nie wzywali taty.
  11540. 7:59:47Flyn już dawno po niego pobiegł. Co za
  11541. 7:59:50koszmar. Zwijajcie się. Poparł mnie
  11542. 7:59:53Micki, zwracając się do Korneli i jej
  11543. 7:59:55koleżanek. Znowu rozległ się szelest
  11544. 7:59:58pospiesznych kroków stłumiony przez
  11545. 8:00:00wykładzinę. Przyciszone szepty stopniowo
  11546. 8:00:03milkły. W momencie, gdy próg pokoju
  11547. 8:00:05przekroczył tata, byli przy mnie już
  11548. 8:00:07tylko Miki i Aria. Flin, pełniący
  11549. 8:00:11funkcję przewodnika, wszedł pierwszy.
  11550. 8:00:13Tata natychmiast znalazł się przy mnie.
  11551. 8:00:15Nimnął obok, omiódł jeszcze pokój
  11552. 8:00:18błyskawicznym, kontrolnym spojrzeniem,
  11553. 8:00:20chcąc się upewnić, że nie czai się tu
  11554. 8:00:22żadne dodatkowe zagrożenie. Położył
  11555. 8:00:25swoje silne dłonie na moich drżących
  11556. 8:00:27ramionach i zajrzał mi w oczy. Lindsy, w
  11557. 8:00:30porządku. spytał opiekuńczo, muskając
  11558. 8:00:32mój policzek. Skinęła nieznacznie głową.
  11559. 8:00:35Choć dla innych jego pojawienie się
  11560. 8:00:37oznaczało kłopoty, mnie przyniosło ulgę,
  11561. 8:00:40jakby ktoś uspokoił wzburzony ocean, w
  11562. 8:00:43którym tonęłam. Nie robiliśmy nic
  11563. 8:00:45nielegalnego, jakby co, zapewnił Micky.
  11564. 8:00:49Staliśmy tu. O, tłumaczył FN z
  11565. 8:00:51przejęciem. Lis była tu, o bokiem. Ted
  11566. 8:00:55dotknął ją tym. O tata oderwał wzrok od
  11567. 8:00:58mojej twarzy i zerknął na metalowy pręt,
  11568. 8:01:00który demonstrował mu Flin. Otulające
  11569. 8:01:03mnie dłonie zasztywniały. Szybko
  11570. 8:01:05zorientował się w sytuacji. Gdy nachylił
  11571. 8:01:08się nade mną, poczułam znajomy zapach
  11572. 8:01:10skóry, mięty i cygara. Jesteś
  11573. 8:01:13bezpieczna, Lindsey! szepnął szorstko,
  11574. 8:01:16leczkojąco. Błękitne, lodowate oczy
  11575. 8:01:18wpatrywały się we mnie przenikliwie,
  11576. 8:01:21jakby chciały wryć słowa w moją pamięć.
  11577. 8:01:24Trzymałam się ich kurczowo, jak
  11578. 8:01:25obietnicy słońca podczas sztormu.
  11579. 8:01:28Rozumiesz? Zapytał. Skinęłam ledwo
  11580. 8:01:31zauważalnie. Rozumiałam.
  11581. 8:01:33Gdy upewnił się, że dochodzę do siebie,
  11582. 8:01:35przeszedł do ustalenia faktów. Spojrzał
  11583. 8:01:38teraz na pozostałe osoby obecne w
  11584. 8:01:40pomieszczeniu i rozpoczęło się krótkie
  11585. 8:01:42przesłuchanie. Czyj to pokój?
  11586. 8:01:46Aria chciała odpowiedzieć, lecz gdy
  11587. 8:01:48napotkała spojrzenie taty, zatkało ją i
  11588. 8:01:50zamilkła. Teda Montany. Wyręczył ją
  11589. 8:01:53Micky. Dlaczego go tu nie ma, skoro
  11590. 8:01:55obowiązuje cisza nocna? Uciekł. Mruknął
  11591. 8:01:59Flyn, rozkładając ręce. Wy wskazał Flina
  11592. 8:02:03i Mickiego. Sprowadzicie tu tego
  11593. 8:02:05chłopaka i jego współlokatora.
  11594. 8:02:07Kimkolwiek jest. Jeśli nie zobaczę ich
  11595. 8:02:09tu w ciągu 10 minut, zostaną zawieszeni.
  11596. 8:02:12Mickey posłusznie pokiwał głową. Nie
  11597. 8:02:14spodziewał się innej reakcji. Zaraz ty
  11598. 8:02:18możesz zawieszać uczniów. Zdziwił się
  11599. 8:02:20FN. Jedno spojrzenie taty wystarczyło za
  11600. 8:02:23odpowiedź. Ty dzielisz pokój z Lindsy.
  11601. 8:02:26Czy to się zgadza? Zwrócił się do
  11602. 8:02:28przestraszonej Ari. Dziewczyna skinęła
  11603. 8:02:30głową. Zaprowadzisz mnie tam? Tata
  11604. 8:02:34powoli pomógł mi wstać, szepcząc mi do
  11605. 8:02:36ucha uspokajające słowa. W końcu się
  11606. 8:02:38podniosłam i przylgnęłam do niego jak
  11607. 8:02:40czterolatka. Aria nie oceniała. Tata tym
  11608. 8:02:43bardziej.
  11609. 8:02:45Wyszliśmy z wychłodzonego,
  11610. 8:02:46przesiągniętego odorem alkoholu
  11611. 8:02:48pomieszczenia, zostawiając drzwi otwarte
  11612. 8:02:51jako zaproszenie dla mieszkańców pokoju,
  11613. 8:02:53których czekało przesłuchanie.
  11614. 8:02:57Sunęłam powoli korytarzem. Gdy tylko
  11615. 8:02:59zamykałam oczy, widziałam Stanislausa z
  11616. 8:03:01laską. Miałam nawet wrażenie, że słyszę
  11617. 8:03:04jej charakterystyczne stukanie.
  11618. 8:03:06Przycisnęłam ucho do klatki piersiowej
  11619. 8:03:08taty. On pobił Eliasa, tak, że trafił do
  11620. 8:03:11szpitala. Wymamrotałam w pusty korytarz.
  11621. 8:03:14Tata nadstawił ucha. Słucham, Lisy.
  11622. 8:03:17Pobił Eliasa, tak, że trafił do
  11623. 8:03:19szpitala. Zacisnął usta.
  11624. 8:03:23Myśl, by współczuć chłopakowi, który
  11625. 8:03:25mnie porwał, budziła w nim niechęć. To
  11626. 8:03:28nie jest twoje zmartwienie. Odparł
  11627. 8:03:30spokojnie, żeby mnie nie stresować. Ich
  11628. 8:03:32sprawy zostaną między nimi. Uniosłam
  11629. 8:03:35głowę. To prawda, że się obudził? Aria
  11630. 8:03:39otworzyła drzwi naszego pokoju. Tata
  11631. 8:03:41wprowadził mnie do środka, pytając z
  11632. 8:03:43lekką irytacją. Kto Lindsy? No Elias.
  11633. 8:03:48Głowa wciąż mi ciążyła, lecz próbowałam
  11634. 8:03:50zmrozić go wzrokiem za to pytanie. On
  11635. 8:03:52też nie był zachwycony. Posadził mnie na
  11636. 8:03:55łóżku, nachylił się i upewnił, że patrzę
  11637. 8:03:57mu w oczy. Jego imię to Kornel, moje
  11638. 8:04:01dziecko. Wycedził ze spokojem. Obudził
  11639. 8:04:04się. Szepnęłam uporczywie z wyrzutem.
  11640. 8:04:07Gdyby Flin się nie wygadał, nikt by mi
  11641. 8:04:09nie powiedział.
  11642. 8:04:11Zgadza się. Ulga.
  11643. 8:04:14Dziś rano dodałam. Tak. Jak się czuję?
  11644. 8:04:18Tata pokręcił głową. Nie, Lindsy, ale to
  11645. 8:04:21nieistotne.
  11646. 8:04:23Otworzyłam usta, lecz jego spojrzenie
  11647. 8:04:25było lodowate jak zimowa noc. Zamilkłam.
  11648. 8:04:28Pójdziesz teraz spać. Rozkazał. Jeśli
  11649. 8:04:31złapie cię dziś w nocy poza łóżkiem,
  11650. 8:04:33zawieszę i ciebie. Czy naprawdę ma do
  11651. 8:04:36tego prawo? To jedno z tysiąca pytań,
  11652. 8:04:38które kłębiły się w mojej głowie, lecz
  11653. 8:04:40coś w jego oczach radziło mi nie
  11654. 8:04:42przeginać. Westchnęłam. Z chłodnym
  11655. 8:04:45zadowoleniem pomógł mi ułożyć się na
  11656. 8:04:47łóżku. Czuwał chwilę, aż mój oddech się
  11657. 8:04:49wyrównał, a powieki opadły.
  11658. 8:04:52Zapowiedział, że idzie rozliczyć pokój
  11659. 8:04:54Montany. Gdyby mi się pogorszyło, Aria
  11660. 8:04:56miała go zawiadomić. Spełnił już swoją
  11661. 8:04:59rolę. Zapewnił mi opiekę, której w tej
  11662. 8:05:01nagłej sytuacji rozpaczliwie
  11663. 8:05:03potrzebowałam. Teraz wszystko miało być
  11664. 8:05:05dobrze. Ciężar zniknął. Z tym poczuciem
  11665. 8:05:08wreszcie zasnęłam.
  11666. 8:05:117:30
  11667. 8:05:13śniadanie.
  11668. 8:05:15Tata potrafił wyegzekwować wszystko,
  11669. 8:05:17więc zorganizowanie, aby hotelowa
  11670. 8:05:19kuchnia dostarczyła mi śniadanie do
  11671. 8:05:21łóżka, nie było dla niego żadnym
  11672. 8:05:22wyzwaniem.
  11673. 8:05:24Taki luksus stał się tylko moim
  11674. 8:05:26udziałem. Aria zeszła do hotelowej sali
  11675. 8:05:29jadalnej z resztą grupy. W tym czasie
  11676. 8:05:31zjadłam, wzięłam prysznic i doszłam do
  11677. 8:05:33siebie. Po strasznej nocy. Wyspałam się,
  11678. 8:05:36lecz widmo mężczyzny z laską wciąż nie
  11679. 8:05:38dawało mi spokoju. Co jakiś czas
  11680. 8:05:41wracało, sprawiając, że czułam w sercu
  11681. 8:05:43nieprzyjemne okłucia.
  11682. 8:05:45Przyniosłam ci jeszcze jedną. Oznajmiła
  11683. 8:05:48Aria, stawiając na stoliku nocnym
  11684. 8:05:50parujący kubek z herbatą.
  11685. 8:05:52Uśmiechnęłam się z wysiłkiem. Nie
  11686. 8:05:54przyznałam jej się, że poprzednią
  11687. 8:05:56wylałam do umywalki, bo miałam
  11688. 8:05:58traumę po akcji z filiżanką.
  11689. 8:06:01Dzięki. szepnęłam. Po chwili
  11690. 8:06:03odchrząknęłam i spytałam niepewnie jak
  11691. 8:06:06sytuacja.
  11692. 8:06:08No zawahała się i przyjrzała mi się
  11693. 8:06:10dokładniej, by ocenić mój stan i to, ile
  11694. 8:06:12szczegółów mogę znieść. Atmosfera jest
  11695. 8:06:15dziwna. Wszyscy szepczą. Nikt nie patrzy
  11696. 8:06:18twojemu dacie w oczy. Pan Emerson jest
  11697. 8:06:20zatroskany. Pytał: "Jak się czujesz?
  11698. 8:06:23Bardzo to miłe z jego strony." "Tak
  11699. 8:06:25miłe, ale to wszystko?" dopytywałam
  11700. 8:06:27zaciskając palce ze stresu. Aria
  11701. 8:06:30przygryzła Wargę. Hm. No połowa uczniów
  11702. 8:06:34jest zawieszona, co? Sapnęłam. Przez
  11703. 8:06:37mojego tatę. Nie, no przez to, że pili
  11704. 8:06:40alkohol. Przetknęłam dłoń do czoła. Tata
  11705. 8:06:43urządził polowanie na czarownicę.
  11706. 8:06:46On jest chyba strasznie zły. Wyszeptała
  11707. 8:06:48Aria i wyraźny dreszcz przebiegł jej po
  11708. 8:06:51plecach. Nie mogłam jej winić.
  11709. 8:06:53Rozgniewany Vincent Monet to upiorna
  11710. 8:06:56wizja. To moja wina. Jęknęłam. Nie
  11711. 8:06:59twoja, tylko tych, którzy przywieźli
  11712. 8:07:01alkohol. Przewróciła oczami. Sami są
  11713. 8:07:04sobie winni. Powinnam była zostać w
  11714. 8:07:07pokoju. Po co poszłam do Teda? Krzywiłam
  11715. 8:07:10się chodząc w te i we w te po pokoju.
  11716. 8:07:13Głupi Michael i ta jego Kornelia. To ta
  11717. 8:07:15Kornelia. Serio nikt cię nie obwinia, bo
  11718. 8:07:19Aria urwała.
  11719. 8:07:21Zmrużyłam powieki. Jeśli kogoś ze swoich
  11720. 8:07:24znajomych miałabym porównać do książki,
  11721. 8:07:26to byłaby to Aria. Czytało się z niej
  11722. 8:07:29jak z otwartego tomu. Bo co? Warknęłam.
  11723. 8:07:33Milczała. Bo co, Aria? Głos mi
  11724. 8:07:35stwardniał. Taki ton zawsze na nią
  11725. 8:07:38działał. Łagodna z natury bała się
  11726. 8:07:41agresywnych metod wydobywania
  11727. 8:07:43informacji. Dlatego też między innymi
  11728. 8:07:45tak bardzo przerażał ją mój ojciec. Cóż,
  11729. 8:07:49ja słuchałam go od dziecka. Nie przejmuj
  11730. 8:07:52się i nie rozkminiaj. Po prostu chodzą
  11731. 8:07:54plotki, że mogłaś tak zareagować, bo
  11732. 8:07:57byłaś bita kijem. Wykrzosiła, bawiąc się
  11733. 8:08:01koralikowymi bransoletkami.
  11734. 8:08:03Zamarłam, choć w środku ryknęłam ze
  11735. 8:08:05złości i żalu. Chciałam płakać, lecz
  11736. 8:08:07powstrzymałam łzy. Zamiast tego śmiałam
  11737. 8:08:11się sztucznie, nerwowo założyłam maskę,
  11738. 8:08:15tak jak potrafił to robić tata.
  11739. 8:08:17O proszę, parsknęłam obojętnie, ale
  11740. 8:08:20wymyślili.
  11741. 8:08:2310:00 spacer po Old City.
  11742. 8:08:27Dłonie trzymałam w kieszeniach futra.
  11743. 8:08:30Dolną część twarzy ukrywałam za różowym
  11744. 8:08:32szalikiem. Żałowałam, że nie mam
  11745. 8:08:34kaptura, by skuteczniej się schować.
  11746. 8:08:36Czułam na sobie spojrzenia. Plotkowano o
  11747. 8:08:39mnie jak zwykle.
  11748. 8:08:41Wycieczka była znacznie cichsza niż
  11749. 8:08:43wczoraj. Pan Emerson starał się
  11750. 8:08:45podtrzymać jej ducha. zachwycając się
  11751. 8:08:47wąskimi, uroczymi uliczkami starego
  11752. 8:08:49miasta w Filadelfii. Obsypane śniegiem
  11753. 8:08:52wyglądało jak z baśni. Choć jego
  11754. 8:08:54entuzjazm nie był już tak zaraźliwy,
  11755. 8:08:57dziś podążało za nim więcej osób niż
  11756. 8:08:59wczoraj, a wśród nich przygaszony Ted
  11757. 8:09:02Montana. Podobno jego mama już
  11758. 8:09:05wiedziała, że narozrabiał. Niektórzy
  11759. 8:09:07uczniowie naprawdę zostali zawieszeni i
  11760. 8:09:09teraz zamiast beztrosko spędzać ostatnie
  11761. 8:09:11chwile w mieście drżeli na myśl o
  11762. 8:09:14konsekwencjach, które miały ich spotkać
  11763. 8:09:16w domu. Vincent Monet jedzie na
  11764. 8:09:19wycieczkę szkolną jako opiekun. Połowa
  11765. 8:09:21uczniów uczestniczących w wycieczce
  11766. 8:09:23wraca zawieszona. Przypadek? Po moich
  11767. 8:09:27obu stronach niczym ochrona kroczyli
  11768. 8:09:29Micki i Flin. Oni także nie tryskali
  11769. 8:09:32energią, nie bagatelizowali wczorajszych
  11770. 8:09:34wydarzeń.
  11771. 8:09:36Wcale nie wydobrzałaś, co? Zagadnął w
  11772. 8:09:39pewnym momencie Fln, odważniejszy od
  11773. 8:09:41mojego brata. Micki szedł z rękami w
  11774. 8:09:44kieszeniach na burmuszony i mało
  11775. 8:09:46zainteresowany urokiem starego miasta.
  11776. 8:09:49Było mu głupio, że ciągnął mnie na tę
  11777. 8:09:51wycieczkę, a potem robił wyrzuty o
  11778. 8:09:53taniec, podczas gdy faktycznie, tak jak
  11779. 8:09:56mówił FLN, jeszcze się nie pozbierałam
  11780. 8:09:58po porwaniu. Poczułam potrzebę
  11781. 8:10:00załagodzenia tego tematu.
  11782. 8:10:03Myślałam, że sobie to przerobiłam.
  11783. 8:10:05Odparłam cicho. Z moich ust wydobył się
  11784. 8:10:08biały obłok pary. Ale chyba to nie jest
  11785. 8:10:11takie proste. Temat Eliasa najwyraźniej
  11786. 8:10:14nie jest zamknięty, tylko uchylony. I
  11787. 8:10:16tak co chwilę przeźlizgują się przez te
  11788. 8:10:19szparę nowe emocje z nim związane.
  11789. 8:10:22Dlaczego tak uparcie mówisz na Cornela,
  11790. 8:10:25Elias? Zaciekawił się Flynn. Wzruszyłam
  11791. 8:10:28ramionami. Bo lepiej znam Eliasa. Elias
  11792. 8:10:32nie istnieje rzucił Sucho Miki. Chodzi o
  11793. 8:10:35to, że ten chłopak ma też dobrą stronę.
  11794. 8:10:38Powiedziałam szybko. Tylko nikt już o
  11795. 8:10:40niej nie pamięta. Obaj spojrzeli na mnie
  11796. 8:10:43krzywo, więc dodałam. Po prostu trudno
  11797. 8:10:45mi to sobie poukładać. Porywa mnie,
  11798. 8:10:48potem mi pomaga. Zawachałam się, ale
  11799. 8:10:50dorzuciłam. To przeze mnie został
  11800. 8:10:52pobity. Pomógł mi i za to oberwał. On
  11801. 8:10:56cię porwał, lis. Flintn pokręcił głową.
  11802. 8:10:59Sorry, ale zasłużył na bęcki. Zjerzyłam
  11803. 8:11:03się, a Michael dorzucił chłodno. Jasne,
  11804. 8:11:05że tak. Wujowie tylko czekają, aż
  11805. 8:11:08wydobrzeje i wtedy pewnie dołożą mu
  11806. 8:11:10jeszcze kilka ciosów od siebie. Flintn
  11807. 8:11:13zacisnął pięści, udając nokaut prawym
  11808. 8:11:15sierpowym. Nie mów tak, nie mówcie tak.
  11809. 8:11:19Zawołałam zatrzymując się.
  11810. 8:11:21Nikogo nie spowolniłam, bo i tak szliśmy
  11811. 8:11:23na końcu. Żaden z uczestników wycieczki
  11812. 8:11:26nie miał odwagi ciągnąć się za nami.
  11813. 8:11:29Znasz ich! rzucił Miki obojętnie, stając
  11814. 8:11:32po stronie kuzyna. Westchnęłam
  11815. 8:11:34przygnieciona tym wszystkim. Tam jest
  11816. 8:11:37tyle niewyjaśnionych spraw. Chłopcy
  11817. 8:11:40patrzyli na mnie z takimi minami, jakby
  11818. 8:11:42naprawdę chcieli mi pomóc. Pierwszy
  11819. 8:11:44odezwał się Flyn. Może po prostu
  11820. 8:11:47powinnaś porozmawiać z tym Kornelem?
  11821. 8:11:50Spojrzałam na niego, jakby spadł z
  11822. 8:11:52jednego z ośnieżonych, ozdobionych
  11823. 8:11:54światełkami drzew, które mijaliśmy. Tak,
  11824. 8:11:56jasne. Dzięki, Flin. Odparłam szorstko.
  11825. 8:11:59Jutro umówię się z nim na kawę. Pojedź
  11826. 8:12:02do szpitala.
  11827. 8:12:04Najpierw nawet nie popatrzyłam na
  11828. 8:12:06kuzyna, tylko wzrokiem odszukałam tatę.
  11829. 8:12:09Kroczył nieopodal niczym niewzruszony
  11830. 8:12:11strażnik. Jestem pewna, że w myślach
  11831. 8:12:13odliczał minuty do końca wycieczki. Kto
  11832. 8:12:16mnie tam puści? Prychnęłam.
  11833. 8:12:18Pojedź bez pytania, stary. Upomniał go
  11834. 8:12:22Miki. Nie, dzięki. Westchnęłam. Gdy
  11835. 8:12:25ostatnio pojechałam gdzieś bez pytania,
  11836. 8:12:27porwano mnie. To ja cię zawiozę.
  11837. 8:12:30Zaoferował Flin, wzruszając ramionami.
  11838. 8:12:33Należał do ludzi, którzy w niczym nie
  11839. 8:12:35widzą problemu. Mój świat niestety taki
  11840. 8:12:38nie jest. Pokręciłam głową. Rodzice się
  11841. 8:12:41dowiedzą i będą źli. To im powiedz. Nie
  11842. 8:12:44zgodzą się. Lis, pomyśl. Flint cmoknął,
  11843. 8:12:48przechylając głowę z politowaniem. Twój
  11844. 8:12:51tata jest z nami na wycieczce szkolnej.
  11845. 8:12:53Rozumiesz do czego to doszło? Zrobi
  11846. 8:12:56naprawdę dużo, żebyś była szczęśliwa.
  11847. 8:12:58Jeśli powiesz mu, że dla twojego zdrowia
  11848. 8:13:01psychicznego potrzebna ci rozmowa z tym
  11849. 8:13:03typencjuszem, totalnie się na nią
  11850. 8:13:04zgodzi. Uśmiechnął się lekko,
  11851. 8:13:07pocieszająco. Po prostu z nim pogadaj.
  11852. 8:13:1113:30.
  11853. 8:13:13Powrót.
  11854. 8:13:14I tak w autokarze wpatrywałam się w
  11855. 8:13:17potylicę siedzącego z przodu ojca,
  11856. 8:13:19rozmyślając intensywnie.
  11857. 8:13:25Rozdział 19.
  11858. 8:13:28Kornelias.
  11859. 8:13:31Wujek Tony pojechał z nami. Tata został.
  11860. 8:13:34Jedna wycieczka to było dla niego aż
  11861. 8:13:36nadto. Natej, jak twierdził nie byłby
  11862. 8:13:39najlepszym towarzyszem. słynął z
  11863. 8:13:41żelaznego opanowania i chyba nie chciał
  11864. 8:13:43ryzykować utraty swojej reputacji. Na
  11865. 8:13:46widok chłopaka odpowiedzialnego za
  11866. 8:13:48porwanie jego córki mógłby zareagować
  11867. 8:13:50różnie.
  11868. 8:13:52Dla wujka Tonego było to pierwsze
  11869. 8:13:54ochroniarskie wyzwanie. Wytatuowane
  11870. 8:13:57palce zaciskał na kierownicy. Surowa
  11871. 8:13:59mina, jasne, groźne oczy wbite w drogę.
  11872. 8:14:02Jego postawa dyscyplinowała nas i już od
  11873. 8:14:04początku nadawała wyprawie posępny ton.
  11874. 8:14:07Na widok gmachu szpitala ścisnęło mnie w
  11875. 8:14:10środku.
  11876. 8:14:11Dyskretnie pomasowałam swój spięty
  11877. 8:14:13brzuch. Założyłam przykrótki sweterek,
  11878. 8:14:15więc kawałek skóry był odsłonięty. Teraz
  11879. 8:14:18muskałam go uspokajająco opuszkami
  11880. 8:14:21palców. Mama twierdziła, że sweterek
  11881. 8:14:23jest zbyt kusy i będzie mi zimno, ale
  11882. 8:14:25uważała również, że to spotkanie nie ma
  11883. 8:14:27sensu, więc po prostu ubrałam się po
  11884. 8:14:30swojemu. Dużo czasu poświęciłam na
  11885. 8:14:32wplecenie we włosy różowej wstążki
  11886. 8:14:34pasującej do moich brązowych nauszników.
  11887. 8:14:37Wzięłam ją ze swojego nieużywanego
  11888. 8:14:39aktualnie Lamborghini.
  11889. 8:14:41Zdobiła w nim lusterko. To ta, która
  11890. 8:14:43należała do małej Lisi. Może
  11891. 8:14:46potrzebowałam poczuć się znowu beztroską
  11892. 8:14:48jak w dzieciństwie? Nie wiem, co innego
  11893. 8:14:50mogło mną kierować w wyborze akurat tego
  11894. 8:14:53akcesorium.
  11895. 8:14:55Jak się trzymasz, lis? Zagadnął FN.
  11896. 8:14:58Siedziałam z przodu, bo tak zarządził
  11897. 8:15:00wujek Tony. Flynn z Michaelem zajmowali
  11898. 8:15:03tył. Kuzyn zauważył moją dłoń na
  11899. 8:15:05brzuchu. Spoko, od paru dni nie zrobiłam
  11900. 8:15:08żadnej głupoty. Uśmiechnęłam się
  11901. 8:15:10nerwowo, patrząc w stronę szpitala. Czas
  11902. 8:15:12najwyższy to zmienić. Flynn parsknął
  11903. 8:15:15cicho. W aucie panowała napięta
  11904. 8:15:17atmosfera. Kiedy na wycieczce
  11905. 8:15:19rozważaliśmy wizytę u Eliasa, jego
  11906. 8:15:21argumenty brzmiały przekonująco. Teraz
  11907. 8:15:24wątpliwości wróciły. Czy po tym
  11908. 8:15:26wszystkim naprawdę chce go zobaczyć?
  11909. 8:15:30W końcu dojechaliśmy i wujek tony
  11910. 8:15:32zaparkował. Silnik zamilkł, wskaźniki
  11911. 8:15:35zgasły. Flin pierwszy szarpnął klamkę
  11912. 8:15:38raz, potem kolejny. Mocniej. Nic z tego.
  11913. 8:15:42Drzwi były zablokowane. Micki też
  11914. 8:15:44spróbował. Ja nawet nie podniosłam
  11915. 8:15:46dłoni. Wiedziałam, że to celowe
  11916. 8:15:48działanie Tonego. Jest sprawa. Wujek
  11917. 8:15:51odwrócił się do nas, a jego spojrzenie
  11918. 8:15:53zatrzymało się na każdym z osobna. Na
  11919. 8:15:56mnie najdłużej. Wytatuowaną dłoń trzymał
  11920. 8:15:59na kierownicy jak groźbę, że zaraz
  11921. 8:16:01możemy odjechać. Czekaliśmy w napięciu.
  11922. 8:16:04Ten typ umilkł. Tony lubił półsłówka.
  11923. 8:16:08Dziś jednak chodziło o wagę przekazu.
  11924. 8:16:11Niecierpliwiłam się. Elias
  11925. 8:16:13podpowiedziałam.
  11926. 8:16:14Rzucił mi spojrzenie spod byka. Kornel
  11927. 8:16:18poprawił warkliwie. Coraz więcej
  11928. 8:16:20członków mojej rodziny zwracało uwagę,
  11929. 8:16:22że z jakiegoś powodu rozróżniam te dwie
  11930. 8:16:24osoby. Jest. Znów przerwa. No o co ci
  11931. 8:16:29chodzi? Tym razem Tom Miki nie
  11932. 8:16:30wytrzymał. Wbijał tył głowy w fotel i
  11933. 8:16:33napinał szczękę. Obity w
  11934. 8:16:36Wypuściłam powietrze. Ja to wiem. Nie
  11935. 8:16:40rozumiesz. Burknął. W Zadrżałam.
  11936. 8:16:44Potem demonstracyjnie szarpnęłam klamkę.
  11937. 8:16:46Drzwi nadal były zamknięte. Chodźmy już.
  11938. 8:16:50Nie patrzyłam więcej na niego ani na
  11939. 8:16:52chłopaków. Wpatrywałam się w wejście do
  11940. 8:16:54budynku szpitala. Wujek Tony zwlekał
  11941. 8:16:57jeszcze chwilę, po czym zwolnił blokadę.
  11942. 8:16:59Gdy wyskoczyłam z auta, w twarz uderzył
  11943. 8:17:02mnie lodowaty wiatr, który prawie porwał
  11944. 8:17:04moją wstążkę. Poprawiłam i ją, i
  11945. 8:17:07nauszniki. Ruszyłam w stronę wejścia
  11946. 8:17:10przez zaśnieżony parking. Mijali mnie
  11947. 8:17:12ludzie przemykający w puchówkach. Ich
  11948. 8:17:14buty chlupały w błocie pośniegowym. Moje
  11949. 8:17:17zresztą też.
  11950. 8:17:18Najpierw wystrzeliłam do przodu, lecz
  11951. 8:17:20tuż za automatycznymi drzwiami
  11952. 8:17:22zwolniłam. Przytłoczona i
  11953. 8:17:24zdezorientowana liczbą tablic
  11954. 8:17:26kierujących na różne oddziały. Dobrze,
  11955. 8:17:28że wujek Tony wiedział dokąd iść. Ile
  11956. 8:17:31razy tu byłeś? Spytałam w windzie.
  11957. 8:17:34Stalowe drzwi miały taki sam kolor jak
  11958. 8:17:36jego tęczówki.
  11959. 8:17:38Trochę. Bo wy go przesłuchiwaliście? Tak
  11960. 8:17:41dopytywał Flin. Niechętne skinienie.
  11961. 8:17:44I co powiedział? zapytałam szybko.
  11962. 8:17:47Niewiele. Ale w ogóle cokolwiek?
  11963. 8:17:51Średnio. Na lorda. Westchnęłam z
  11964. 8:17:54frustracją, opierając się bokiem o
  11965. 8:17:55ścianę windy. Sama zobaczysz.
  11966. 8:17:59Jednoosobowej sali Eliasa pilnował
  11967. 8:18:01mężczyzna w dżinsach i flaneli. Wyglądał
  11968. 8:18:03jak odwiedzający, który wyszedł na
  11969. 8:18:05korytarz.
  11970. 8:18:07Wasz człowiek, prawda? Zgadł od razu
  11971. 8:18:10Flin. Tony znów skinął głową. Pilnujecie
  11972. 8:18:13go przed tym dziadem? Tak, tym, który
  11973. 8:18:16niby go pobił. Wujek zobaczył, że
  11974. 8:18:19zrobiłam się blada i wbił we mnie
  11975. 8:18:21spojrzenie.
  11976. 8:18:22Chcę wejść sama. Wyszeptałam. Wchodzisz
  11977. 8:18:25ze mną? Jego ton nie zostawiał pola do
  11978. 8:18:28dyskusji. Ręce mi drżały. Strażnik cię
  11979. 8:18:31odsunął. Micki usiadł na plastikowym
  11980. 8:18:33krześle pod ścianą. Flinn przyglądał mi
  11981. 8:18:36się z troską. Lis, nie, że coś, ale
  11982. 8:18:39trochę wyglądasz jakbyś nie chciała tego
  11983. 8:18:41robić. stwierdził. Pokręciłam tylko
  11984. 8:18:44głową i nacisnęłam klamkę. Serce waliło
  11985. 8:18:46mi jak oszalałe, ale weszłam. Typowy
  11986. 8:18:49szpitalny pokój. Łóżko, aparatura, okno
  11987. 8:18:52z widokiem na ołowiane niebo i łyse
  11988. 8:18:54drzewa. Pod białą kołdrą sylwetka.
  11989. 8:18:57Klatka piersiowa Eliasa unosiła się
  11990. 8:18:59miarowo. Aparaty pikały równym rytmem.
  11991. 8:19:03Drzwi zamknęły się za nami miękko. Tony
  11992. 8:19:06stanął w rogu niczym ponura przyzwoitka.
  11993. 8:19:08obserwował mnie czujnie jak wilk
  11994. 8:19:10polowaniu. Objęłam się ramionami i
  11995. 8:19:13podeszłam bliżej. Widok jego twarzy
  11996. 8:19:15ścisnął mnie za gardło. Sinofioletowa
  11997. 8:19:18maska, opuchlizna, rozcięta, warga. Na
  11998. 8:19:21początku nie byłam w stanie poznać, czy
  11999. 8:19:24to w ogóle on. Elias. Wydusiłam. Powieki
  12000. 8:19:28miał tak spuchnięte, że dopiero po
  12001. 8:19:29chwili zauważyłam, że próbuję je unieść.
  12002. 8:19:32Jabłko Adama mu podskoczyło, gdy z
  12003. 8:19:34trudem przełknął ślinę.
  12004. 8:19:37To ty? Wychrypiał.
  12005. 8:19:39Wybacz. Udaje, że śpię, żeby uniknąć
  12006. 8:19:43nieproszonych gości. Głos miał inny, ale
  12007. 8:19:46to był on. Czy ja również jestem
  12008. 8:19:48nieproszona? Zapytałam szeptem. Zbyt
  12009. 8:19:51obolały, by pokręcić głową, zaprzeczył
  12010. 8:19:54przymykając powieki. Tony obserwował nas
  12011. 8:19:56ze swojego kąta, napięty i milczący.
  12012. 8:19:59Potrzebujesz silniejszych leków? Kolejne
  12013. 8:20:02drgnienie powiek. Nie, nie musisz
  12014. 8:20:06zgrywać twardziela. Widzę jak wyglądasz.
  12015. 8:20:08To robota Stanislausa, prawda?
  12016. 8:20:11Mrugnięcie. Tak,
  12017. 8:20:14Gino. Kolejne potaknięcie. Zemdliło mnie
  12018. 8:20:17na myśl o tym ogrze okładającym Eliasa.
  12019. 8:20:20Chłopak, choć sprawny fizycznie,
  12020. 8:20:22przecież nie miał z nim szans. Rozchylił
  12021. 8:20:25usta. Rozcięta warga zadrżała. Nie
  12022. 8:20:28rozumiem, Eliasie. Zwracanie się do
  12023. 8:20:31niego tym imieniem było dla mnie
  12024. 8:20:33naturalne. Nawet się nad tym nie
  12025. 8:20:35zastanawiałam. Nachyliłam się lekko.
  12026. 8:20:38Tony poruszył się niespokojnie, ale nie
  12027. 8:20:40interweniował.
  12028. 8:20:42Elias, wpatrzony we mnie tymi swoimi
  12029. 8:20:44oczami, tak przecież znajomymi,
  12030. 8:20:46wyszeptał.
  12031. 8:20:48Przepraszam, Lindsey. Przeszedł mnie
  12032. 8:20:50dreszcz. Zacisnęłam usta i przełknęłam
  12033. 8:20:53ślinę. Zaskakujące, jak wyraźnie
  12034. 8:20:55potrafił mówić. To nie ból, lecz
  12035. 8:20:57psychiczne blokady go powstrzymywały.
  12036. 8:21:01Nie zasłużyłaś. Wyszeptał. Spuściłam
  12037. 8:21:04wzrok na swoje botki. Tobie też to nie
  12038. 8:21:06wyszło na dobre. Wymamrotałam.
  12039. 8:21:09Popełniłem błąd. Podniosłam twarz.
  12040. 8:21:12Odgarnęłam włosy, próbując dodać sobie
  12041. 8:21:14odwagi. Ostatecznie mnie uratowałeś.
  12042. 8:21:17Najpierw porwałem. Skinęłam głową. Tak
  12043. 8:21:21jednak gdyby nie ty, wyrwałabym się
  12044. 8:21:23stamtąd dużo później, a potem szeptem
  12045. 8:21:26dodałam. Nie wiem czy przetrwałabym
  12046. 8:21:28kolejną inspekcję filiżanki. Coś drgnęło
  12047. 8:21:31w jego twarzy.
  12048. 8:21:33Stanislaus jest popieprzony.
  12049. 8:21:36Uśmiechnęłam się lekko. Trochę smutno,
  12050. 8:21:38trochę cierpko. Dobrze, że wreszcie to
  12051. 8:21:41dostrzegłeś.
  12052. 8:21:42Zawsze to wiedziałem. Po chwili wahania
  12053. 8:21:45dodał:
  12054. 8:21:47Dałem mu się wykorzystać. jak
  12055. 8:21:50pionek. Słysząc te gorycz w jego głosie,
  12056. 8:21:53nerwowo mieliłam w palcach włoski mojego
  12057. 8:21:56futerka. Nie mogłam uwierzyć, że ta
  12058. 8:21:58rozmowa rzeczywiście się toczy. Szpital,
  12059. 8:22:01wujek Tony i ten zmasakrowany Elias na
  12060. 8:22:04łóżku. Surrealizm.
  12061. 8:22:07Idiota. Syknął do siebie. Pokiwałam
  12062. 8:22:10głową. Mnie też trudno uwierzyć, że
  12063. 8:22:12Stanis Laus przedstawił ci swój plan
  12064. 8:22:14porwania, a ty uznałeś go za genialny i
  12065. 8:22:17postanowiłeś dołączyć. Przyznałam.
  12066. 8:22:20Chciałem być z nim w zespole. Ważny. Nie
  12067. 8:22:24wiem. Przymknął powieki zagubiony.
  12068. 8:22:27Brzmiała w nim pogarda dla ojczyma, ale
  12069. 8:22:29i dla samego siebie. Potrzebował cię,
  12070. 8:22:33powiedziałam. Bez ciebie nie zdołałby
  12071. 8:22:35mnie porwać. Czaił się od dawna. Unikał
  12072. 8:22:39patrzenia w stronę wujka Tonyego.
  12073. 8:22:42Obserwował, niecierpliwił się. Łaził za
  12074. 8:22:44tobą. Potwierdziłem mu, że nie masz
  12075. 8:22:48ochroniarza.
  12076. 8:22:50Znowu ten ochroniarz. Mruknęłam. Ciemne
  12077. 8:22:52oczy spojrzały na mnie znacząco.
  12078. 8:22:55Przydałby ci się, tak szczerze. Tobie
  12079. 8:22:58przydałaby się rozwaga. Odparłam. Gdybyś
  12080. 8:23:01ją miał, nie dałbyś się urobić temu
  12081. 8:23:03psychopacie.
  12082. 8:23:04Elias wpatrywał się we mnie. Trudno było
  12083. 8:23:07mi znieść to spojrzenie.
  12084. 8:23:09Nie będę z tobą, Lindsy, dyskutować.
  12085. 8:23:13I dobrze. Warknęłam. Powiem ci, jak to
  12086. 8:23:16widzę. Desperacko potrzebowałeś kogoś,
  12087. 8:23:19kto zastąpi ci ojca, bo dorastałeś bez
  12088. 8:23:21niego. Dlatego gotów byłeś zrobić każdą
  12089. 8:23:23głupotę, byle zyskać uznania
  12090. 8:23:25Stanislausa. A przy okazji wierzyłeś, że
  12091. 8:23:28to szansa, by pomścić prawdziwego tatę.
  12092. 8:23:31Kąciki ust Eliasa drgnęły, lecz się nie
  12093. 8:23:34wykrzywiły. Chyba zbyt go bolało.
  12094. 8:23:38Ty mnie usprawiedliwiasz, Lindsy, bo
  12095. 8:23:41Stanislaus cię zmanipulował.
  12096. 8:23:43Jestem dużym chłopcem. Pokręciłam głową.
  12097. 8:23:47Nie, Elias! Zaprzeczyłam grobowo. Jesteś
  12098. 8:23:49małym chłopcem. Zapadła cisza. Moje
  12099. 8:23:52wyzywające spojrzenie kontra jego,
  12100. 8:23:55zagubione, pełne cierpienia, zapewne i
  12101. 8:23:58złości. Odpowiedział dopiero po chwili.
  12102. 8:24:01Ja nawet nie nazywam się Elias.
  12103. 8:24:05Utworzenie dwóch osobowości też było
  12104. 8:24:07częścią planu Stanislausa.
  12105. 8:24:09Parsknął cicho, słabo, z trudem.
  12106. 8:24:12Skrzywił się z bólu. To akurat mój
  12107. 8:24:15autorski pomysł. Wyszeptał. Uznałem, że
  12108. 8:24:18zamiast zdobywać twoje zaufanie, zdobędę
  12109. 8:24:21coś lepszego. Moja twarz stężała. Co
  12110. 8:24:24takiego, Eliasia, chciałeś zdobyć?
  12111. 8:24:26Serce.
  12112. 8:24:28Serce rodziny Monet.
  12113. 8:24:31Świadoma, że wujek Tony wszystko słyszy,
  12114. 8:24:33coraz bardziej nerwowo ciągnęłam za
  12115. 8:24:35włoski futra.
  12116. 8:24:37Moje serce. Wymamrotałam smutno.
  12117. 8:24:41Wiesz dlaczego? pokręciłam wolno głową.
  12118. 8:24:44Rzeczone serce biło mnie jak szalone,
  12119. 8:24:46jakby słyszało, że to o nim mowa.
  12120. 8:24:50Bo uznałem, przełknął z trudem ślinę, że
  12121. 8:24:53w ten sposób zaboli cię mocniej.
  12122. 8:24:56Zatrzymało się serce. Na ułamek sekundy
  12123. 8:25:00zamarło jak trafione nożem. Kornell nie
  12124. 8:25:03potrafił patrzeć na ciebie. Nienawidził
  12125. 8:25:07cię. Kontynuował. Więc stałem się
  12126. 8:25:10Eliasem. To już mówiłeś. Odparłam cichym
  12127. 8:25:14nikłym głosem. Nie chciałam drugi raz
  12128. 8:25:16słuchać tak samo raniących słów.
  12129. 8:25:18Plastikowy rubin. Przypomniał. Dobrze go
  12130. 8:25:22rozgryzłaś. Sztuczna miłość. Odrobina.
  12131. 8:25:26Elias się skrzywił. Mówił za dużo.
  12132. 8:25:29Cierpiał, ale ciągnął dalej, jakby czuł,
  12133. 8:25:31że jest mi winien wyjaśnienia. Cóż i
  12134. 8:25:33słusznie.
  12135. 8:25:35Dramatyzmu. Zapatrzył się na mnie. Ale
  12136. 8:25:38nie dałaś nie dałaś sobie założyć go na
  12137. 8:25:41szyję, bo zachowywałeś się dziwnie. Nie
  12138. 8:25:45jestem aktorem, a jednak długo grałeś
  12139. 8:25:47Eliasa. To była dla mnie bardzo ważna
  12140. 8:25:51rola.
  12141. 8:25:53Dopieściłeś ją. Zgodziłam się sucho.
  12142. 8:25:55Wymyśliłeś imię i w ogóle
  12143. 8:25:59od Korneliasa.
  12144. 8:26:01Długa to długa historia.
  12145. 8:26:05Kornelias. powtórzyłam miękko.
  12146. 8:26:08Kiedyś ci opowiem. Nie wiem czy będzie
  12147. 8:26:11ku temu okazja. Powiedziałam z
  12148. 8:26:13zakłopotaniem. Wujek Tony na pewno by mi
  12149. 8:26:15przytaknął. Elias uniósł smętnie kącik
  12150. 8:26:18ust, tym razem ignorując ból. No co?
  12151. 8:26:21Zagadnęłam, gdy wpatrywał się we mnie
  12152. 8:26:23długo. Elias miał cię miał cię rozkochać
  12153. 8:26:28do zimy, do świąt. Zerknęłam w stronę
  12154. 8:26:31okna. Pada śnieg. Szepnęłam. Mamy zimę.
  12155. 8:26:36To chyba się nie udało. Chyba nie.
  12156. 8:26:39Szepnęłam drżącym głosem. Czułam na tłok
  12157. 8:26:42silnych, nieznanych emocji, gdy na niego
  12158. 8:26:44patrzyłam. Porwanie było raczej mało
  12159. 8:26:47romantycznym gestem. Zawaliłem. Tak.
  12160. 8:26:51Skubałem futro tak nerwowo, że w końcu
  12161. 8:26:53zwróciło to jego uwagę. Spojrzał na moje
  12162. 8:26:55dłonie i przyjrzał im się uważnie, jakby
  12163. 8:26:57czegoś szukał. Czy obrączka, którą
  12164. 8:27:00zostawiłeś mi na kciuku, to kolejny
  12165. 8:27:02dowód miłości? zapytałam gorzko.
  12166. 8:27:05Chciałem, żebyś coś miała ode mnie. Cóż,
  12167. 8:27:09nie mam jej. Odparłam szorstko.
  12168. 8:27:11Mechanizm obronny, by nie okazać zbyt
  12169. 8:27:14wielu uczuć. Nic mi po nich.
  12170. 8:27:17Kolejne nieme pytanie wyczytałam z jego
  12171. 8:27:19oczu i odpowiedziałam: Tata ją zabrał.
  12172. 8:27:22Faktycznie zabrał ją dziadek Kamden, ale
  12173. 8:27:24część mnie chciała wbić mu szpilkę,
  12174. 8:27:26wiedząc, że wspominanie mojego ojca
  12175. 8:27:28zawsze budziło w Eliasie silne emocje.
  12176. 8:27:31Tym razem jednak się nie zdenerwował. Z
  12177. 8:27:33powrotem spojrzał mi w oczy. Chroni cię.
  12178. 8:27:37Co przed tobą? Przechyliłam głowę z
  12179. 8:27:39pobłażaniem. Dlaczego wierzysz, że wciąż
  12180. 8:27:42potrzebuję przed tobą ochrony, Eliasie?
  12181. 8:27:44Leżysz tu bezbronny, zdany na łaskę
  12182. 8:27:46mojej rodziny. Uśmiechnęłam się cierpko.
  12183. 8:27:50Już mi nie zagrażasz. Nienawidzisz mnie.
  12184. 8:27:54Tak. Elias przyjął to z trudem, ale i ze
  12185. 8:27:57zrozumieniem. Chciał powiedzieć coś
  12186. 8:27:59jeszcze. Walczył, bo to było ważne.
  12187. 8:28:02Spojrzał w kąt na wujka Tonego.
  12188. 8:28:06Ja tak, Eliasie? zapytałam łagodnie, ale
  12189. 8:28:09w napięciu. Nadal pomimo tego
  12190. 8:28:11wszystkiego, co mi powiedział, celowo
  12191. 8:28:13używałam jego nieprawdziwego imienia.
  12192. 8:28:16Rozchylił usta, by coś dodać, ale chyba
  12193. 8:28:18trudno było mu to wydusić i nim mu się
  12194. 8:28:20to udało, przeszkodziły mu drzwi do
  12195. 8:28:22sali, które otworzyły się raptownie,
  12196. 8:28:25prawie uderzając wujka Tego. U tego
  12197. 8:28:27pacjenta obowiązuje ograniczenie wizyt.
  12198. 8:28:30Poinformował nas lekarz, który stanął w
  12199. 8:28:33progu. Był nim młody blondyn w
  12200. 8:28:35scrapsach. Nie, wcale nie był podobny do
  12201. 8:28:37doktora Juda, którego wspomnienie od
  12202. 8:28:40razu ścisnęło mi żołądek. Ten był nieco
  12203. 8:28:42młodszy, a jego jasne włosy miały inne
  12204. 8:28:44niż u duda miodowy odcień i były
  12205. 8:28:47uczesane w schludną fryzurę z
  12206. 8:28:49przedziałkiem. Najpierw zmarszczył z
  12207. 8:28:51irytacją brwi, lecz gdy zobaczył wujka
  12208. 8:28:53Tonego, wytrzeszczył oczy. Tony monet.
  12209. 8:28:57Nastąpiła chwila konsternacji.
  12210. 8:29:00O wyrwało się wujkowi. Tak
  12211. 8:29:02autentyczne zaskoczenie rzadko gościło
  12212. 8:29:05na jego twarzy.
  12213. 8:29:06Lekarz spojrzał na mnie, zatrzymał się
  12214. 8:29:09na szarych oczach, zjechał niżej na
  12215. 8:29:11futerko i markowe botki, a potem na
  12216. 8:29:13nieruchomego poobijanego Eliasa. Jego
  12217. 8:29:16twarz zmieniła wyraz, jakby dokonywał
  12218. 8:29:18szybkich kalkulacji. Wszystko w
  12219. 8:29:20porządku? To pytanie skierował wyłącznie
  12220. 8:29:23do pacjenta. Ten skinął z wysiłkiem
  12221. 8:29:25głową.
  12222. 8:29:27Odpowiedź najwidoczniej nie przekonała
  12223. 8:29:29lekarza, bo jego twarz spurpurowiała i
  12224. 8:29:31wykrzywiła się we wściekłym grymasie.
  12225. 8:29:33Patrzyłam na to zdziwiona, nie pojmując
  12226. 8:29:35skąd u medyka taka gwałtowna reakcja.
  12227. 8:29:39Czy mam rozumieć? Wycedził cicho, że w
  12228. 8:29:42to, co się stało temu chłopcu,
  12229. 8:29:43zamieszana jest rodzina monet.
  12230. 8:29:46Niewiele rozumiesz, czyli nic się nie
  12231. 8:29:49zmieniło. Burknął wujek Tony.
  12232. 8:29:51Przygryzłam wargę.
  12233. 8:29:53Co ten lekarz zobaczył? młodą
  12234. 8:29:55dziewczynę, rannego chłopaka,
  12235. 8:29:57gburowatego Tonego. Dziwne wnioski
  12236. 8:30:00nasunęły mi się same. Zacisnął dłoń na
  12237. 8:30:02pliku formularzy. To jest córka Winenta
  12238. 8:30:05Moneta, prawda? Zapytał grobowo.
  12239. 8:30:09Zamarłam. Owszem, bywało, że
  12240. 8:30:11rozpoznawali mnie nieznajomi, ale ten
  12241. 8:30:13lekarz miał w sobie coś niepokojącego.
  12242. 8:30:15Czy ten biedny nastolatek się nią
  12243. 8:30:17zainteresował, więc wasza rodzina
  12244. 8:30:19pokazała mu, gdzie jego miejsce?
  12245. 8:30:22Uniosłam brwi zaskoczona taką
  12246. 8:30:24bezpośredniością.
  12247. 8:30:26Wujek Tony przewrócił oczami. Nic nie
  12248. 8:30:29wiesz. Burknął wskazując mi pod brudkiem
  12249. 8:30:32drzwi.
  12250. 8:30:33Lindsy, zawijamy się już. Zakłopotana
  12251. 8:30:37zerknęłam na Eliasa. Też był
  12252. 8:30:40zdezorientowany. Nasze spojrzenia
  12253. 8:30:42skrzyżowały się na moment. W obu kłębił
  12254. 8:30:45się strach. To już? Pytaliśmy siebie w
  12255. 8:30:47milczeniu. Koniec. Nigdy więcej się nie
  12256. 8:30:50zobaczymy. Czy wyjaśniliśmy sobie
  12257. 8:30:52wszystko? Na pewno to kawał
  12258. 8:30:55skurwysyństwa Tony Manet. Denerwował się
  12259. 8:30:58lekarz. Tak nie może być. To
  12260. 8:31:00niewłaściwe.
  12261. 8:31:01Jeśli wujek Tony był w czymś dobry, to w
  12262. 8:31:04ignorowaniu ludzi. Machnął na mnie
  12263. 8:31:06dłonią władczo w typowo monetowskim
  12264. 8:31:08stylu. Już Lindy,
  12265. 8:31:11podejdź. Szepnął Elias. Zawachałam się.
  12266. 8:31:15Natychmiast opuśćcie salę. Mówił
  12267. 8:31:17wzburzony lekarz.
  12268. 8:31:19Proszę wymamrotał [odchrząknięcie]
  12269. 8:31:20Elias. Nachyl się. Posłuchałam.
  12270. 8:31:23Podeszłam do łóżka i oparłam dłonie o
  12271. 8:31:25poręcze. Pochyliłam się lekko. Elias z
  12272. 8:31:28trudem uniósł rękę nieco ponad materac.
  12273. 8:31:31Przeniosłam wzrok z niej na jego oczy.
  12274. 8:31:34Tak, Eliasie. Pacjent potrzebuje
  12275. 8:31:37odpoczynku, nie dodatkowego stresu.
  12276. 8:31:40Ciągnął lekarz. Ja mi się wydaje. Co ci
  12277. 8:31:44się wydaje? Poczułam szarpnięcie za
  12278. 8:31:47łokieć. Połączenie z Eliasem zostało
  12279. 8:31:49przerwane. Wujek Tony odciągnął mnie od
  12280. 8:31:52łóżka. Posłusznie podążyłam za nim, by
  12281. 8:31:55go bardziej nie drażnić. Serce znowu
  12282. 8:31:57mnie bolało. Lunch podszedł mi do
  12283. 8:31:59gardła. Włosy natychmiast wpadły mi do
  12284. 8:32:02oczu. Walczyłam ze sobą, by się nie
  12285. 8:32:04rozpłakać. Dłoń Tonego spoczywała teraz
  12286. 8:32:07na moim barku, popychając mnie lekko ku
  12287. 8:32:09wyjściu. To chore. Rzucił za nami
  12288. 8:32:12lekarz. Gdy wyszliśmy na korytarz,
  12289. 8:32:14Michael podniósł oczy znad telefonu, a
  12290. 8:32:17Flynn stojący przy dyspozytorze wody
  12291. 8:32:19odwrócił się zaskoczony z papierowym
  12292. 8:32:21kubeczkiem w dłoni. Wasze dzieci nie są
  12293. 8:32:24ważniejsze od innych. Kontynuował
  12294. 8:32:26doktor. Rozumiesz, Monet? To
  12295. 8:32:29nienormalne. Koniec z waszym
  12296. 8:32:31uprzywilejowaniem.
  12297. 8:32:34Czy to na pewno lekarz? zapytałam wujka
  12298. 8:32:36zmartwiona. W milczeniu szybkim krokiem
  12299. 8:32:39prowadził mnie w stronę windy. Jego dłoń
  12300. 8:32:41wciąż mocno napierała na moje plecy. Z
  12301. 8:32:44uporem odgarniałam włosy z twarzy.
  12302. 8:32:47Chłopcy zerwali się i ruszyli za nami.
  12303. 8:32:49Może pomylił korytarze? Zasugerował
  12304. 8:32:52Flinn gniotąc w dłoni pusty kubeczek po
  12305. 8:32:54wodzie. Gada jakby się urwał z oddziału
  12306. 8:32:57psychiatrycznego.
  12307. 8:32:59Co on krzyczy? Zapytał Michael nerwowo
  12308. 8:33:01oglądając się za siebie. Wujek Tony
  12309. 8:33:04potarł powieki. To debil. Olejcie go. On
  12310. 8:33:07myśli, że to ty pobiłeś Eliasa, wujku
  12311. 8:33:10Tony. Dobrze rozumiem? Dopytywałam.
  12312. 8:33:14Tony nie zamierzał odpowiadać. W windzie
  12313. 8:33:16wciąż milczał ze wzrokiem wbitym w
  12314. 8:33:18drzwi. Ze zirytowaną miną czekał, aż się
  12315. 8:33:21rozsunął. Pewnie tak mu powiedział ten
  12316. 8:33:24cały Kornel. Burknął Micki. Nie pałał do
  12317. 8:33:27niego sympatią.
  12318. 8:33:29Jak on ledwo mówi zaoponowałam.
  12319. 8:33:32Widziałem go przez szparę w drzwiach.
  12320. 8:33:34Flinn pokręcił głową. Ma miazgę zamiast
  12321. 8:33:37twarzy. Nawet pomyślałem, że trochę
  12322. 8:33:39dziwnie wyszło, bo lis miało się zrobić
  12323. 8:33:41lepiej po zobaczeniu go, a przecież typ
  12324. 8:33:43wygląda strasznie. On przełknęłam ślinę
  12325. 8:33:47i skinęłam. Kilka kosmyków założyłam za
  12326. 8:33:50ucho. Tak wygląda źle. No ale co? Lepiej
  12327. 8:33:54ci dopytywał Fn czy gorzej. Michael
  12328. 8:33:58dyskretnie na mnie zerkał. Ewidentnie
  12329. 8:34:00chciał poznać odpowiedź, choć udawał, że
  12330. 8:34:02wcale go to nie obchodzi.
  12331. 8:34:04Zamyśliłam się. Jeśli już, to miałam w
  12332. 8:34:07głowie jeszcze większy chaos.
  12333. 8:34:09Odetchnęłam i na koniec się
  12334. 8:34:10uśmiechnęłam. Tak, dużo lepiej.
  12335. 8:34:13Skłamałam. A gdy włożyłam na głowę
  12336. 8:34:15nauszniki, zorientowałam się, że
  12337. 8:34:17zgubiłam swoją różową wstążkę.
  12338. 8:34:24Rozdział 20.
  12339. 8:34:27Precz z monetowską propagandą.
  12340. 8:34:31Napisy na sygnecie Rodrika Retera były
  12341. 8:34:33zupełnie nieczytelne. Niby układało się
  12342. 8:34:35to w zarys liter, ale nie potrafiłam
  12343. 8:34:37rozstrzygnąć, czy to łacina, czy może
  12344. 8:34:39hieroglify.
  12345. 8:34:41Opuszką palca w czarnej zamszowej
  12346. 8:34:43rękawiczce gładziłam raz po raz tę część
  12347. 8:34:45pierścionka, aż wreszcie wsunęłam go na
  12348. 8:34:48rękę. Przez gruby materiał z trudem
  12349. 8:34:50wcisnęłam go na kciuk. Co? Dziadek ci go
  12350. 8:34:53oddał? Zdziwił się Micky. Spłoszona
  12351. 8:34:56podniosłam wzrok. Brat przystanął w
  12352. 8:34:58progu mojej sypialni.
  12353. 8:35:00W dwurzędowym garniturze i z
  12354. 8:35:02perfekcyjnie ułożoną fryzurą wyglądał,
  12355. 8:35:04jakby zaraz miał wyruszyć na bal
  12356. 8:35:06charytatywny. Poprosiłam go o to.
  12357. 8:35:09Przyznałam. I się zgodził. No jak
  12358. 8:35:12widzisz. Dlaczego się zgodził?
  12359. 8:35:14Westchnęłam. Nie mam pojęcia. Może
  12360. 8:35:16dlatego, że w końcu to mnie go
  12361. 8:35:18podarowano. To powinno należeć do
  12362. 8:35:21organizacji, nie do ciebie. Burknął.
  12363. 8:35:24Uniosłam brew. Jesteś zazdrosny o
  12364. 8:35:26pierścionek. Jak dla mnie można go
  12365. 8:35:29spuścić w kiblu. Uśmiechnęłam się blado
  12366. 8:35:32do obrączki. Trochę szkoda. Jest bardzo
  12367. 8:35:35ładny i niby dlatego go założyłaś, bo ci
  12368. 8:35:37się podoba.
  12369. 8:35:39Mam słabość do dobrej biżuterii. Oby do
  12370. 8:35:42biżuterii, nie do jej właściciela. Mina
  12371. 8:35:45mi zrzedła. Przeniosłam wzrok na brata,
  12372. 8:35:47zwężając powieki. W dupie mam jej
  12373. 8:35:50właściciela. Warknęłam. Noszenie tego
  12374. 8:35:52pierścionka to mój triumf nad nim. On
  12375. 8:35:55mnie porwał. Ja przetrwałam i teraz mam
  12376. 8:35:57jego cenną własność na palcu. Uniosłam
  12377. 8:36:00kciuk z pierścionkiem. Wszystko u mnie
  12378. 8:36:03okej. Szybko opuściłam dłoń i posłałam
  12379. 8:36:06bratu cierpki uśmiech. Tak powiedziałam
  12380. 8:36:08dziadkowi i uwierzył. Michael wpatrywał
  12381. 8:36:12się we mnie przez dłuższą chwilę, po
  12382. 8:36:13czym pokręcił głową i wyszedł. Gdy i ja
  12383. 8:36:16wstałam, czarna sukienka rozlała się po
  12384. 8:36:18podłodze, a włosy spłynęły na plecy.
  12385. 8:36:21Przeduża marynarka wisiała na mnie,
  12386. 8:36:23dodając stylizacji luzu i jednocześnie
  12387. 8:36:25elegancji. Chroniła nagie ramiona przed
  12388. 8:36:27zimnem. Wielki pingwin wylądował w kącie
  12389. 8:36:30z innymi pluszakami i teraz obserwował
  12390. 8:36:33mnie koralikowymi oczami. Dziób układał
  12391. 8:36:36mu się w zatroskaną minę. Może dlatego,
  12392. 8:36:38że moja gorycz była tak oczywista.
  12393. 8:36:41Wszyscy ją widzieli, nawet pod maską.
  12394. 8:36:45Tata podając mi dłoń i pomagając wsiąść
  12395. 8:36:47do luksusowego Wana, nie skomentował
  12396. 8:36:49pierścionka, ale gdybym miała zgadywać,
  12397. 8:36:52zapewne podzielał zdanie Michaela i nie
  12398. 8:36:55zgadzał się z dziadkiem Camdenem. Po
  12399. 8:36:57prostu nie chciał robić dramy tuż przed
  12400. 8:36:59wydarzeniem.
  12401. 8:37:01Gorycz dostrzegał też oczywiście Michael
  12402. 8:37:03siedzący naprzeciw w muszce i z
  12403. 8:37:05ulizanymi włosami. Naprawdę dojrzał po
  12404. 8:37:08chrzcie męstwa. Mama zignorowała
  12405. 8:37:10wyciągniętą dłoń taty, udając, że
  12406. 8:37:12potrzebuje obu rąk do podtrzymania
  12407. 8:37:14sukni. Bożonarodzeniowe gwiazdki lśniące
  12408. 8:37:18złotem zdobiły całą salę i lobby
  12409. 8:37:20rezydencji, w której odbywał się bal.
  12410. 8:37:23Głęboka czerń mojej sukienki wpasowała
  12411. 8:37:25się w panujący tu klimat, a dyskretne
  12412. 8:37:28srebrne drobinki w materiale przywodziły
  12413. 8:37:30na myśl nocne niebo nad Pensylwanią.
  12414. 8:37:34Mama Eliasa tu jest. Zdziwiłam się, gdy
  12415. 8:37:36zobaczyłam kobietę w złotej, lejącej
  12416. 8:37:38sukni. Gruba kreska na powiece wyciągała
  12417. 8:37:42jej oko, a liczna biżuteria, w tym
  12418. 8:37:44bransoletka na bicepsie, przywodziła na
  12419. 8:37:46myśl faraonkę. Kopertówka połyskiwała,
  12420. 8:37:49gdy zaciskała na niej palce. Niby
  12421. 8:37:52pasowała do otoczenia, a jednak błądziła
  12422. 8:37:54po sali niepewnym spojrzeniem. Myślałam,
  12423. 8:37:56że mieszka w Montrealu.
  12424. 8:37:58Wujek Will podał mi pucharek, do którego
  12425. 8:38:01właśnie nalał bezalkoholowego pączu. Po
  12426. 8:38:04przesłuchaniu nikt nie pozwolił jej
  12427. 8:38:06wrócić do Montrealu. Wyjaśnił. Trzymaj.
  12428. 8:38:10Dzięki wujku. Spojrzałam na różowy
  12429. 8:38:12napój, lecz jeszcze się nie napiłam.
  12430. 8:38:14Czyli zmusiliście ją, żeby co? Została w
  12431. 8:38:17okolicy? Tylko do czasu zamknięcia
  12432. 8:38:19sprawy porwania, czyli złapania dziada.
  12433. 8:38:22Dodał wujek Shan. stanął obok z jedną
  12434. 8:38:25dłonią w kieszeni. Z jego pucharka bił
  12435. 8:38:28słodki, zdradziecki zapach alkoholu.
  12436. 8:38:30Współpracuje? Zapytałam.
  12437. 8:38:33Z oporami! Przyznał wujek Will, mrużąc
  12438. 8:38:36błękitne oczy, które patrzyły w jej
  12439. 8:38:38stronę. Ale idzie łatwiej odkąd jej syn
  12440. 8:38:41trafił do szpitala. Stwierdził luźno
  12441. 8:38:43wujek Shane. Teraz nawet nie trzeba jej
  12442. 8:38:45pilnować, to znaczy nie ma potrzeby, ale
  12443. 8:38:47wiadomo, że i tak ktoś się za nią
  12444. 8:38:49plącze.
  12445. 8:38:51Wujek Dylan skinął głową. siedzi w
  12446. 8:38:53Pensylwanii z własnej woli, bo chce być
  12447. 8:38:55blisko tego swojego małego Zjeba syna.
  12448. 8:38:58Wyjaśnił wujek Will. Teraz powinna
  12449. 8:39:01zrobić wszystko, by pomóc wam schwytać
  12450. 8:39:03Stanislausa. Powiedziałam. To on
  12451. 8:39:06skrzywdził jej dziecko. Shane upił Wick
  12452. 8:39:08Drinka, uśmiechnął się i puścił mi
  12453. 8:39:11oczko. Właśnie dlatego tu jest. Liczymy,
  12454. 8:39:14że zwróci na siebie uwagę Stanislausa.
  12455. 8:39:16Dorzucił wujek Will. jak wpłaci
  12456. 8:39:20wykurwistą sumę na cele charytatywne
  12457. 8:39:22wyjaśnił wujek Dylan a my to nagłośnimy.
  12458. 8:39:25Ile zainteresowałam się dużo. Mruknął
  12459. 8:39:29Shane. W dużo doprecyzował Dylan.
  12460. 8:39:32Abstrakcyjnie dużo. Uściślił Will.
  12461. 8:39:36Romily udzieli wywiadu, w którym poprze
  12462. 8:39:38naszą rodzinę. Organizacja zadba, by
  12463. 8:39:41nagranie rozmowy zalało media
  12464. 8:39:43społecznościowe.
  12465. 8:39:44Nadmuchamy sprawy także Stanislaus na
  12466. 8:39:47pewno to zobaczy.
  12467. 8:39:48Skąd pewność, że się odezwie? Zapytałam.
  12468. 8:39:52Nie ma jej. Uciął wujek Dylan,
  12469. 8:39:54wzruszając ramionami i wrzucając do ust
  12470. 8:39:56krwisto-czerwoną, karmelizowaną wiśnię.
  12471. 8:39:59Liczymy na sentyment. Dodał wujek Will.
  12472. 8:40:02Romil nie ma jak się z nim skontaktować.
  12473. 8:40:05Sam odciął jej wszystkie drogi. Zrobił
  12474. 8:40:07to, bo wie, że ona jest jego słabością,
  12475. 8:40:09a my użyjemy jej, by inaczej do niego
  12476. 8:40:11dotrzeć. A poza tym staruch jest łasy na
  12477. 8:40:15kasę, więc dodatkowo się wścieknie, że
  12478. 8:40:17jego była wydaje krocie. Zarechotał
  12479. 8:40:19wujek Dylan. I to jeszcze na fundację
  12480. 8:40:22rodziny, której nienawidzi. Może
  12481. 8:40:24zadziała, może nie. Wujek Sze wzruszył
  12482. 8:40:27ramionami. Czy fundacja dostanie te
  12483. 8:40:29pieniądze, nawet jeśli plan się nie
  12484. 8:40:31powiedzie? Upewniłam się. Wujek Will
  12485. 8:40:34uśmiechnął się łagodnie, doceniając moje
  12486. 8:40:36pytanie. Tak, oczywiście. Skinął. Hailey
  12487. 8:40:39nie odpuściłaby takiej okazji. Dylan i
  12488. 8:40:42Shane parsknęli.
  12489. 8:40:44To Vince Zabuli. Najdroższa reklama w
  12490. 8:40:47mediach, jaką zasponsoruje.
  12491. 8:40:49Dobrze. Szepnęłam.
  12492. 8:40:51Lindy. Tata pojawił się jakby
  12493. 8:40:53przywołany. W czarnym garniturze
  12494. 8:40:55wyglądał tak perfekcyjnie, że niemal
  12495. 8:40:57stanęłam na baczność. Podejdź proszę.
  12496. 8:41:00Wypada, żebyś przywitała się z Romili.
  12497. 8:41:03Przygryzłam wargę. Jesteście pewni, że
  12498. 8:41:05chce mnie widzieć? To nieistotne, czego
  12499. 8:41:08ona chce. Odparł chłodno tata. Dłoń
  12500. 8:41:11wujka Willa musnęła moją łopatkę.
  12501. 8:41:14Najważniejsze, by cię zobaczyła i
  12502. 8:41:16pamiętała, po co tu jest wyjaśnił.
  12503. 8:41:19Skinęłam głową. Dygnęłam przed wujkami
  12504. 8:41:22niczym księżniczka, po czym posłusznie
  12505. 8:41:24wzięłam tatę pod ramię. Pozwoliłam mu
  12506. 8:41:26się doprowadzić do kobiety. Jej oczy
  12507. 8:41:28rozszerzyły się lekko na mój widok.
  12508. 8:41:31Dobry wieczór! Powiedziałam tonem
  12509. 8:41:32przykładnej panienki. Dziękuję, że pani
  12510. 8:41:35przyszła. Spojrzała na mojego ojca,
  12511. 8:41:38węsząc podstęp. Jego kamienna twarz nie
  12512. 8:41:41zdradzała żadnych emocji i tylko ciemno
  12513. 8:41:44umalowane usta wykrzywiły się w napiętym
  12514. 8:41:46uśmiechu. Robię to dla mojego syna.
  12515. 8:41:49Wyszeptała. W imieniu rodziny, a
  12516. 8:41:51zwłaszcza siostry odezwał się oficjalnie
  12517. 8:41:54tata, dziękuję za planowaną szczodrą
  12518. 8:41:56wpłatę.
  12519. 8:41:58Romil przyjęła te słowa cierpko. Z
  12520. 8:42:00przesadną wyniosłością skinęła głową.
  12521. 8:42:03Przyjemność po mojej stronie, panie
  12522. 8:42:05Monet. Tata nie potrzebował niczego
  12523. 8:42:07więcej. Odszedł, ciągle trzymając mnie
  12524. 8:42:10przy boku. Moja sukienka układała się
  12525. 8:42:13zgrabnie, z każdym krokiem. Na plecach
  12526. 8:42:15czułam wzrok Romily, a kiedy odruchowo
  12527. 8:42:18się odwróciłam, przyłapałam ją na
  12528. 8:42:20świdrowaniu wzrokiem mojej dłoni. Na tle
  12529. 8:42:23czarnej rękawiczki na kciuku wyróżniała
  12530. 8:42:25się srebrna obrączka. Rozpoznała ją.
  12531. 8:42:28Natychmiast uwiesiłam się oburącz na
  12532. 8:42:30ramieniu taty, zabierając pierścionek z
  12533. 8:42:32jej pola widzenia. Bawiłam się nim
  12534. 8:42:34dyskretnie, gdy ojciec poszedł witać się
  12535. 8:42:36z ważnymi, choć w większości nudnymi
  12536. 8:42:39gośćmi. Zabrałem palce od biżuterii,
  12537. 8:42:42kiedy niespodziewanie przed moją twarzą
  12538. 8:42:44wyrosła znajoma, wytatuowana ręka. Nie
  12539. 8:42:46waż się odmówić. Ostrzegł wujek Tony. W
  12540. 8:42:50jego błękitnych oczach błyszczała
  12541. 8:42:51nieugiętość.
  12542. 8:42:53Niepewnie przygryzając dolną wargę,
  12543. 8:42:55pozwoliłam poprowadzić się na parkiet.
  12544. 8:42:57Na fałdach sukienki zaciskałam mocno
  12545. 8:42:59pięść.
  12546. 8:43:01Tylko się pobujajmy! Zastrzegłam. Taniec
  12547. 8:43:04był wolny, idealny do bezpiecznego
  12548. 8:43:06kołysania się. Położyłam skroń na piersi
  12549. 8:43:09wujka. W jego objęciach czułam się
  12550. 8:43:11pewnie, nawet gdy w tłumie mignęła mi
  12551. 8:43:14Romily. Wtedy dłoń, która spoczywała na
  12552. 8:43:16karku wujka Tonyego, te z obrączką
  12553. 8:43:18Eliasa, dyskretnie przykryłam drugą.
  12554. 8:43:21Zamknęłam oczy, by choć na chwilę poczuć
  12555. 8:43:24się dobrze. Grana przez orkiestrę
  12556. 8:43:26melodia koiła mnie z każdą chwilą coraz
  12557. 8:43:28bardziej. Byłam w swoim naturalnym
  12558. 8:43:31środowisku, na parkiecie. Stopy zwykle
  12559. 8:43:34same wiedziały, dokąd mnie ponieść.
  12560. 8:43:36Wyleczone po porwaniu właśnie
  12561. 8:43:38odzyskiwały dawną sprawność. Z głębokim
  12562. 8:43:41westchnieniem chłonęłam ostry,
  12563. 8:43:42intensywny zapach wujka Tonego. Inny niż
  12564. 8:43:46woń Eliasa. Grejpfrut, mięta.
  12565. 8:43:50Poczułam to właśnie teraz. Rozejrzałam
  12566. 8:43:52się, czy ktoś nie minął mnie z jakimś
  12567. 8:43:54aromatyzowanym drinkiem. Bo skąd ten
  12568. 8:43:56grejpfrut? Zdekoncentrowałam się tak
  12569. 8:43:59bardzo, że nadepnęłam na B wujka Tonego.
  12570. 8:44:02Och, zawołałam. Przepraszam,
  12571. 8:44:04przepraszam.
  12572. 8:44:06Zalała mnie fala wstydu. Co za
  12573. 8:44:08upokorzenie. Tancerka od siedmiu
  12574. 8:44:10boleści. Jakby ktoś podstawił mi pod
  12575. 8:44:13stopy laskę. Takie wpadki przecież mi
  12576. 8:44:15się nie zdarzały. Na tym etapie
  12577. 8:44:17profesjonalizmu nie mogły. Zachciało mi
  12578. 8:44:20się płakać, a do tego ten cholerny
  12579. 8:44:22grejpfrut. Coś ścisnęło mnie w sercu.
  12580. 8:44:25Moje ręce, którymi oplatałam szyję
  12581. 8:44:27wujka, nagle stały się ciężkie i zwisły
  12582. 8:44:29jak łańcuchy. On wyczuł tę zmianę i
  12583. 8:44:32zerknął na mnie kontrolnie. Muszę do
  12584. 8:44:34łazienki. Wyszeptałam zdławionym głosem.
  12585. 8:44:37Wujek widział, że coś jest nie tak. Nie
  12586. 8:44:39zatrzymał mnie, ale też nie puścił.
  12587. 8:44:41chwycił za rękę jak dziecko, którym
  12588. 8:44:43wciąż dla niego byłam i wyprowadził z
  12589. 8:44:45parkietu.
  12590. 8:44:47Pospiesznie podążałam za nim. Moje botki
  12591. 8:44:49stukały o drewnianą posadzkę, co
  12592. 8:44:51zagłuszała głośna muzyka. Tony
  12593. 8:44:54doprowadził mnie aż do głównego holu pod
  12594. 8:44:56same drzwi. Nawet nacisnął za mnie
  12595. 8:44:58klamkę.
  12596. 8:44:59Poczekam. Powiedział tonem jednocześnie
  12597. 8:45:01wspierającym i ostrzegawczym, żebym
  12598. 8:45:04niczego nie kombinowała. Starałam się
  12599. 8:45:06zachować twarz, lecz już w kabinie
  12600. 8:45:08musiałam przykładać rękawiczki do oczu.
  12601. 8:45:11Zamsz wchłaniał łzy, potem przerzuciłam
  12602. 8:45:14się na papier. W łazience pachniało
  12603. 8:45:16cynamonem i choinką. Zimowo-świąteczna
  12604. 8:45:19woń. Żadnych grejpfrutów, żadnych do
  12605. 8:45:22cholery.
  12606. 8:45:24Powoli dochodziłam do siebie. Nie
  12607. 8:45:26liczyłam, ile czasu siedziałam w
  12608. 8:45:27łazience. dużo. Kobiety wchodziły i
  12609. 8:45:30wychodziły. Rwałam kolejne pasy papieru,
  12610. 8:45:33układałam fałtki na sukience. Wreszcie
  12611. 8:45:36wzięłam głęboki ostatni wdech.
  12612. 8:45:39Przed wyjściem rzuciłam na siebie
  12613. 8:45:41ostatnie spojrzenie w lustrze. Twarz
  12614. 8:45:43wyglądała przyzwoicie, a jedynym śladem
  12615. 8:45:46po płaczu były lekko lśniące oczy.
  12616. 8:45:48Wróciłam do holu. Wujek Tony czekał
  12617. 8:45:50cierpliwie pod drzwiami. Nie ruszył się
  12618. 8:45:53nawet o krok. Lepiej? Zapytał ostrożnie.
  12619. 8:45:57Pokiwałam głową, spokojnie znosząc jego
  12620. 8:46:00taksujące spojrzenie. Jednak ledwie jego
  12621. 8:46:03białe oczy przesunęły się po mojej
  12622. 8:46:04twarzy, skierowały ku wejściu. Coś
  12623. 8:46:07odciągnęło jego uwagę. I ja
  12624. 8:46:10zainteresowałam się mężczyzną w
  12625. 8:46:12rozpiętym granatowym płaszczu, który
  12626. 8:46:14zirytowany wymachiwał ręką. Wymagająco
  12627. 8:46:17spierał się z ochroniarzami, którzy
  12628. 8:46:19coraz bardziej stanowczo marszczyli
  12629. 8:46:21brwi. Wujek Tony odruchowo ustawił się
  12630. 8:46:24tak, by mnie zasłonić.
  12631. 8:46:26To ten pan powiedziałam z przejęciem.
  12632. 8:46:29Cicho bądź syknął wujek, ale było za
  12633. 8:46:31późno. Blondwłosy mężczyzna uspokoił się
  12634. 8:46:34na moment i wyprostował. Na jego twarzy
  12635. 8:46:37malowało się oburzenie. Czoło się
  12636. 8:46:39zmarszczyło. Gładko zaczesane włosy
  12637. 8:46:42lekko się rozwichrszyły. Był elegancki,
  12638. 8:46:45lecz nie w tak naturalny sposób jak
  12639. 8:46:46bracia Monet. U niego styl był raczej
  12640. 8:46:49wyuczony. Rozpoznałam go dopiero po
  12641. 8:46:51chwili. Bez szpitalnych scrapsów
  12642. 8:46:54prezentował się z goła inaczej.
  12643. 8:46:56Ochroniarze widząc, że w pobliżu stoi
  12644. 8:46:58panienka monet, natychmiast się
  12645. 8:47:00usztywnili. Jeden szykował się do
  12646. 8:47:02wyjęcia broni, drugi odchrząknął, by
  12647. 8:47:04dodać głosowi stanowczości.
  12648. 8:47:07Znam organizatorkę tej imprezy. Oznajmił
  12649. 8:47:09lekarz. Może rzeczywiście uciekł z
  12650. 8:47:12oddziału psychiatrycznego.
  12651. 8:47:14Ścisnęłam rękaw wujka i wychyliłam się
  12652. 8:47:16zza jego ramienia. Jak się nazywa?
  12653. 8:47:18Zawołałam, żeby usłyszał. Ciągle
  12654. 8:47:21wyprostowany patrzył tylko na wujka.
  12655. 8:47:23Mrużył oczy. Szalik miał niezwiązany,
  12656. 8:47:26jedynie schludnie zarzucony na ramiona,
  12657. 8:47:28odrzekł pewnym głosem: Hailey Monet.
  12658. 8:47:32Wujek milczał.
  12659. 8:47:34Nie tak brzmi jej pełne nazwisko.
  12660. 8:47:36Zauważyłam unosząc brwi. Nieznajomy
  12661. 8:47:38nadal mnie ignorował. Uparcie wpatrywał
  12662. 8:47:41się w wujka, kiedy przez zaciśnięte zęby
  12663. 8:47:43wycedził. Hailey Monet Santan. Wujek
  12664. 8:47:47Tony wciąż nie reagował. Jeśli
  12665. 8:47:49rzeczywiście ją pan zna, może się pan z
  12666. 8:47:51nią skontaktować. Podsunęłam.
  12667. 8:47:54odpowiedział z opóźnieniem prawie
  12668. 8:47:55niechętnie. Nie mam takiej możliwości.
  12669. 8:47:58No to lipa, bo impreza jest z listą
  12670. 8:48:00gości. Wtrącił jeden z ochroniarzy. Chcę
  12671. 8:48:03tylko porozmawiać.
  12672. 8:48:05Nie ma takiej możliwości. Odparł drugi.
  12673. 8:48:07Nie dzisiaj.
  12674. 8:48:09Lekarz denerwował się coraz bardziej.
  12675. 8:48:12Tony, znasz mnie. Powiedz, żeby mnie
  12676. 8:48:13wpuścili. Wujek milczał. Jego chłodna
  12677. 8:48:16twarz mówiła jasno: "Nikt nie wejdzie".
  12678. 8:48:20Mocniej pociągnęłam go za rękaw. "Kto
  12679. 8:48:22to?" szepnęłam. Nikt. Warknął i lekko
  12680. 8:48:25popchnął mnie w głąb holu. Idź. Zaparłam
  12681. 8:48:28się. Moja sukienka zaplątała się przy
  12682. 8:48:30kostkach. Poczekaj, chcę wiedzieć.
  12683. 8:48:34Posłał mi spojrzenie, z którym nie dało
  12684. 8:48:36się dyskutować. Idź. Powtórzył i jeszcze
  12685. 8:48:38zagroził. Powiem ojcu, że znowu się nie
  12686. 8:48:40słuchasz.
  12687. 8:48:42Żachnęłam się, ale nie zaprotestowałam.
  12688. 8:48:44Stąpałam po cienkim lodzie. A ty
  12689. 8:48:47wypierdalaj. rzucił tony do
  12690. 8:48:48nieznajomego. Ochroniarze wyprężyli się
  12691. 8:48:51niczym rycerze na krucjacie.
  12692. 8:48:53Doktor się cofnął. Powoli przyjmował
  12693. 8:48:56odmowę. Zrobił jeszcze krok w tył. Końce
  12694. 8:48:59szalika się zakołysały. Potarł
  12695. 8:49:01podbródek, jakby rozważał kolejny ruch.
  12696. 8:49:04Blokujesz przejazd. Upomniał go jeden z
  12697. 8:49:06ochroniarzy. Jego biały Mercedes stał
  12698. 8:49:09nieopodal. Doktor spojrzał w tamtą
  12699. 8:49:11stronę, jakby bił się z myślami.
  12700. 8:49:13Zmarszczyłam brwi. Ewidentnie coś knół.
  12701. 8:49:17Drgnęłam, gdy na moim karku zacisnęła
  12702. 8:49:19się dłoń. Hej! [parsknięcie] Zawołałam
  12703. 8:49:21do wujka z kulona. Nie jestem jakimś
  12704. 8:49:23zbirem z więzienia. Idź, wujku.
  12705. 8:49:27Zaprotestowałam. Moja sukienka
  12706. 8:49:29zafalowała, a obcas stuknął głośniej,
  12707. 8:49:32gdy wysunęłam się z uścisku. Odwróciłam
  12708. 8:49:34się akurat w chwili, gdy lekarz nachylał
  12709. 8:49:37się do tylnych drzwi Mercedesa, żeby
  12710. 8:49:39wyciągnąć coś ze środka. Stężałam.
  12711. 8:49:42Wujek Tony podążył wzrokiem za moim
  12712. 8:49:44spojrzeniem i natychmiast odepchnął mnie
  12713. 8:49:46do tyłu. Tym razem nie próbował być
  12714. 8:49:48delikatny, tylko szybki i skuteczny.
  12715. 8:49:51Wyciągnął z zapaska pistolet. Jeden z
  12716. 8:49:53ochroniarzy już celował ze swojej broni
  12717. 8:49:55w nieznajomego. A nieznajomy wyprostował
  12718. 8:49:58się, zamachnął i cisnął w nas
  12719. 8:50:00przedmiotem, który trzymał w ręku. Ciap.
  12720. 8:50:04Co jest ciap? Co? Jeden z ochroniarzy
  12721. 8:50:08uskoczył. Na znaku witającym gości
  12722. 8:50:10roztrzaskało się jajko. Drugi ochroniarz
  12723. 8:50:13trzymał nieznajomego na muszce, ale nie
  12724. 8:50:15strzelał, obserwując uniesionymi
  12725. 8:50:17brwiami, jak nieproszony gość obrzuca
  12726. 8:50:19wejście do budynku jajkami. Rozchyliłam
  12727. 8:50:22usta. Wujek Tony zamarł. Precz z
  12728. 8:50:25monetowską propagandą! Ryknął
  12729. 8:50:27nieznajomy. Co? Wymknęło mi się. Ciap.
  12730. 8:50:31Skorupki pękały z charakterystycznym
  12731. 8:50:33trzaskiem. Białko mieszało się z
  12732. 8:50:35żółtkiem. Z jednej strony bale
  12733. 8:50:38charytatywne, a z drugiej młody chłopak
  12734. 8:50:40w szpitalu. Ciap. Dość te. Ach. Jeden z
  12735. 8:50:44ochroniarzy oberwał jajkiem w ramię.
  12736. 8:50:47Mężczyźni nie otworzyli rzecz jasna
  12737. 8:50:49ognia. Zamarli niepewni co robić. Ten
  12738. 8:50:53trafiony strzepnął glutowatą maś z
  12739. 8:50:55garnituru i ruszył na lekarza. Wujek
  12740. 8:50:58Tony był tak zszokowany, że nie wydał
  12741. 8:51:00rozkazu. "Trzeba poinformować panią
  12742. 8:51:02Monet." pisnął pracownik recepcji, kuląc
  12743. 8:51:05się za ladą z identyfikatorami.
  12744. 8:51:07Nie! Warknął wujek Tony, wskazując na
  12745. 8:51:10niego palcem. Nie! Ciap! To było
  12746. 8:51:13ostatnie jajko. Ochroniarz dopadł do
  12747. 8:51:16lekarza i wykręcił mu ręce. Pudełko
  12748. 8:51:18upadło, a reszta jaj rozbiła się na
  12749. 8:51:20śniegu. Ochroniarz krzyczał mu prosto do
  12750. 8:51:23ucha, gdy wujek Tony próbował mnie
  12751. 8:51:25odciągnąć.
  12752. 8:51:27Już, Lindsy. Burknął. Nie ma tu nic
  12753. 8:51:29więcej do oglądania. Nie zgadzałam się,
  12754. 8:51:32lecz mój opór łatwo było zignorować.
  12755. 8:51:34Pewnie Tony zaciągnąłby mnie z powrotem
  12756. 8:51:36na salę, gdyby właśnie nie wyszła z niej
  12757. 8:51:38ciocia Hiley. To naprawdę wielka rzecz.
  12758. 8:51:42Mówiła z przejęciem do Romily. Szła obok
  12759. 8:51:44niej, nie dotykając, lecz trzymając dłoń
  12760. 8:51:46tuż nad jej ramieniem, jakby z trudem
  12761. 8:51:49się powstrzymywała. Przekonywała ją, że
  12762. 8:51:51pomagając monetom, postępuje słusznie.
  12763. 8:51:54To do cioci Haley pasowało. Za nimi
  12764. 8:51:57kroczył elegancki wujek Adrien. Niby dla
  12765. 8:52:00towarzystwa, a tak naprawdę jako
  12766. 8:52:02dyskretna obstawa, bo nie ufał Romily.
  12767. 8:52:05Ciocia! Zawołałam ściągając uwagę całej
  12768. 8:52:07trójki. Jakiś pan rzuca jajkami. Tony
  12769. 8:52:11przymknął powieki. Wujek Adrien uniósł
  12770. 8:52:14brwi.
  12771. 8:52:15Co takiego słońca? Zapytała
  12772. 8:52:17zdezorientowana ciocia.
  12773. 8:52:19jest tu przed wejściem i pokryta
  12774. 8:52:22tatuażami dłoń Tonego zatkała mi usta.
  12775. 8:52:25Cicho warknęł nikogo
  12776. 8:52:29wydusiłam przez jego palce. Ciocia
  12777. 8:52:31Hailey uśmiechnęła się sztucznie do
  12778. 8:52:33Romile. Sekundkę. Uniosła swoją bordową
  12779. 8:52:37klasyczną sukienkę i potruchtała w naszą
  12780. 8:52:39stronę. Wujek Adrien ruszył za nią bez
  12781. 8:52:42wahania. Dłoń Tonego ześlizgnęła się z
  12782. 8:52:44moich ust. Obrzucił mnie poirytowanym
  12783. 8:52:47spojrzeniem. Odpowiedziałam tym samym.
  12784. 8:52:49Och, ciocia Heiley zamarła, a wujek
  12785. 8:52:53Adrien zatrzymał się za nią. Lekarz
  12786. 8:52:55przestał się szamotać. Ochroniarz czekał
  12787. 8:52:58na instrukcję. Wyrzucić intruza, a może
  12788. 8:53:00skręcić mu kark? Obie opcje mu
  12789. 8:53:02odpowiadały.
  12790. 8:53:04Lio. Ciocia z wyraźnym wysiłkiem
  12791. 8:53:07przełknęła ślinę. Lio, Hardy.
  12792. 8:53:10Wyszła na dwór, stukając obcasami na
  12793. 8:53:13odśnieżonym chodniku. Gdy nadepnęła na
  12794. 8:53:16skorupkę jednego z roztrzaskanych jajek,
  12795. 8:53:18spojrzała pod nogi, żeby sprawdzić, co
  12796. 8:53:20to. Zamrugała. Skąd masz jajka? To jest
  12797. 8:53:24twoje pierwsze pytanie? Zirytował się
  12798. 8:53:27wujek Adrien, który szedł za żoną. Chyba
  12799. 8:53:30nigdy nie widziałam, by wwiercał w kogoś
  12800. 8:53:32tak mordercze spojrzenie, jak teraz w
  12801. 8:53:34nieznajomego.
  12802. 8:53:37To znaczy, co ty tu robisz?
  12803. 8:53:39Zreflektowała się ciocia. Lekarz zagapił
  12804. 8:53:42się na nią i przez chwilę poruszał
  12805. 8:53:44ustami, niezdolny wydobyć słowa. Dopiero
  12806. 8:53:46gdy wujek Adrien zrobił w jego stronę
  12807. 8:53:48długi zniecierpliwiony krok, zmotywował
  12808. 8:53:51go do wydobycia z siebie głosu.
  12809. 8:53:53Przyszedłem porozmawiać.
  12810. 8:53:56Poruszył się nerwowo, przyszelony do
  12811. 8:53:58maski swojego auta. Możesz? Puść go!
  12812. 8:54:01Rozkazała ostro i zdecydowanie ciocia.
  12813. 8:54:04Wujek Adrien z trudem powstrzymywał się
  12814. 8:54:06od sprzeciwu.
  12815. 8:54:08Oswobodzony mężczyzna się wyprostował.
  12816. 8:54:10Wił szalik i płaszcz. Lio, to mój mąż
  12817. 8:54:15Adrien. Ciocia odchrząknęła.
  12818. 8:54:18Adrienie to jest pamiętam. Warknął
  12819. 8:54:21grobowo wujek. Ciocia uśmiechnęła się
  12820. 8:54:24nerwowo. Ja też pamiętam. Powiedział Leo
  12821. 8:54:27z powagą. Klap.
  12822. 8:54:30Ależ to było niezręczne. Ciocia Haley z
  12823. 8:54:33przesadnym entuzjazmem klasnęła w
  12824. 8:54:35dłonie. Echo odbiło się od ścian, tak
  12825. 8:54:37jak wcześniej odbijały się od nich
  12826. 8:54:39jajka. Świetnie. To świetnie, że wszyscy
  12827. 8:54:41się pamiętamy. Oznajmiła, wodząc
  12828. 8:54:44wzrokiem po twarzach obydwu mężczyzn.
  12829. 8:54:46Uśmiechała się tak szeroko, że musiały
  12830. 8:54:48ją od tego rozboleć policzki. Splotła
  12831. 8:54:51sztywne palce.
  12832. 8:54:53No to Lio, o co chodzi z tymi jajkami?
  12833. 8:54:56Lio stał w lekkim rozkroku, trochę jak
  12834. 8:54:58superbohater w płaszczu z dędającymi po
  12835. 8:55:01bokach końcami szalika. Wyglądał, jakby
  12836. 8:55:04sam nie wierzył we własny wybryk, ale
  12837. 8:55:06powiedział zaskakująco pewnie:
  12838. 8:55:08"Przyszedłem zbojkotować twój bal".
  12839. 8:55:11Ciocia nadstawiła ucha z uprzejmym
  12840. 8:55:13zainteresowaniem.
  12841. 8:55:14Lio machnął nerwowo dłonią. To plan B.
  12842. 8:55:18Jaki był? A rozmowa z tobą? Przecież
  12843. 8:55:21rozmawiamy dopiero, gdy rzuciłem
  12844. 8:55:23jajkami. Czy ty jesteś zdrowy na umyśle?
  12845. 8:55:26Zirytował się wujek Adrien. Z moim
  12846. 8:55:29umysłem wszystko w porządku. Dzięki za
  12847. 8:55:31troskę. Odparł Lio chłodno. Nie troszczę
  12848. 8:55:34się. Odparł wujek. Adrien syknęła
  12849. 8:55:38ciocia. Ponownie przywołała na twarz
  12850. 8:55:40uśmiech i zwróciła się do Lio. Wybacz,
  12851. 8:55:42że trudno było się ze mną skontaktować.
  12852. 8:55:45Wujek Adrien powstrzymał prychnięcie.
  12853. 8:55:48Jego zdaniem trudności były bardzo na
  12854. 8:55:50miejscu. Wciąż jesteś dobrze chroniona
  12855. 8:55:53stwierdził Lio. Jak za dawnych lat.
  12856. 8:55:56Oczywiście, że jest. Wtrącił wujek.
  12857. 8:55:59Adrien, o co ci chodzi? Zdenerwowała się
  12858. 8:56:01ciocia. Przestań.
  12859. 8:56:04Młodą też tak chronicie? Lio wskazał
  12860. 8:56:07mnie podbrókiem. Zamarłam. To córka
  12861. 8:56:10Wincenta, prawda? Nieważne czyja.
  12862. 8:56:13Warknął Tony. Lio uniósł brwi. Chyba nie
  12863. 8:56:16twoja. cię to. Załóżmy, że Ly jest
  12864. 8:56:21po prostu córką rodziny Monet.
  12865. 8:56:24Zaznaczyła wyjątkowo twardo ciocia.
  12866. 8:56:26Dlaczego o nią dopytujesz? Bo ty
  12867. 8:56:29dorosłaś. Ale wygląda na to, że schemat
  12868. 8:56:31w rodzinie monet pozostał ten sam, co?
  12869. 8:56:34Ciocia marszczyła brwi, próbując
  12870. 8:56:36zrozumieć. O jakim schemacie mówisz.
  12871. 8:56:39Zatłuczmy każdego, kto odezwie się do
  12872. 8:56:41naszej córki lub siostry. Lio sapnęła z
  12873. 8:56:45oburzeniem ciocia. Nikt nikogo nie
  12874. 8:56:47tłucze przecież na lorda. Na intensywną
  12875. 8:56:50terapię trafił pobity chłopak. Najpierw
  12876. 8:56:53nieprzytomny, potem ledwo kontaktował.
  12877. 8:56:55Leo zrobił krok. Długo nie wiedział
  12878. 8:56:58nawet jak się nazywa. Aż tu nagle widzę
  12879. 8:57:01jak odwiedza go ta młoda i to w
  12880. 8:57:03towarzystwie tego gbura. Skinął na wujka
  12881. 8:57:05Tonego przelotnie i bez sympatii. Kiedyś
  12882. 8:57:09nie potrafiłem się temu przeciwstawić.
  12883. 8:57:11Gdzieś mówię takim praktykom stanowcze
  12884. 8:57:13nie. Ciocię zamurowało.
  12885. 8:57:16Ale no co ty li? Twoi bracia zapewne, bo
  12886. 8:57:21kto inny pobili go, bo śmiał zwrócić
  12887. 8:57:23uwagę na waszą, jak ty to tam ładnie
  12888. 8:57:25nazwałaś. córkę rodziny. Rozłożył
  12889. 8:57:28dłonie. Powiedzcie, co z nim nie tak?
  12890. 8:57:32Pali papierosy czy jego rodzice wiszą
  12891. 8:57:34wam pieniądze? Ciocia Heiley się
  12892. 8:57:37skrzywiła. Ja mrugałam z
  12893. 8:57:38niedowierzaniem. Zaraz słucham. Kolczyki
  12894. 8:57:42Romili zabujały się, gdy nadstawiła
  12895. 8:57:44uszu. To wy ukartowaliście to?
  12896. 8:57:48Stała obok i uważnie słuchała. Jej gniew
  12897. 8:57:51narastał. Zanim ktokolwiek załapał jej
  12898. 8:57:54tok myślenia, było za późno, by
  12899. 8:57:56wyprowadzić ją z błędu. Pobiliście moje
  12900. 8:57:59dziecko? Najbardziej przerażoną minę
  12901. 8:58:02miała Hiley. Jeszcze przed chwilą
  12902. 8:58:04rozmawiała z Romily. Na ważny temat
  12903. 8:58:06pojawiła się między nimi odrobina
  12904. 8:58:08zaufania, które właśnie legło w gruzach.
  12905. 8:58:11Oczywiście, że nie, Romile. Zaczął wujek
  12906. 8:58:14Adlien spokojnie, ale wyglądała jakby
  12907. 8:58:17nic do niej nie docierało.
  12908. 8:58:19A więc pani jest matką. Leo skłonił
  12909. 8:58:22głowę z powagą. Nawet nie pytam, po co
  12910. 8:58:24moneci panią tu ściągnęli.
  12911. 8:58:27Bo próbują zwalić wszystko na
  12912. 8:58:28Stanislausa. Wyszeptała Romile.
  12913. 8:58:32Lio zacisnął usta. Obarczanie winą
  12914. 8:58:35innych to typowa zagrywka rodziny monet.
  12915. 8:58:37Stwierdził. Przymknij mordę. Warknął na
  12916. 8:58:41niego wujek Tony znad mojego ucha. Pan
  12917. 8:58:43jest lekarzem mojego syna. Romili
  12918. 8:58:46ruszyła w kierunku Lio. Jej oczy były
  12919. 8:58:48roziskrzone gniewem i nadzieją.
  12920. 8:58:51Leo Hardy przedstawił się przykładając
  12921. 8:58:53dłoń do piersi. Opiekuje się pani synem.
  12922. 8:58:57Romili zawołała rozpaczliwie Hailey.
  12923. 8:59:00Pomyśl, przecież rozmawiałaś z synem.
  12924. 8:59:02Sam przyznał, że to wina Stanislausa.
  12925. 8:59:05Ten osobnik, wujek Adrien, zerknął na
  12926. 8:59:08Leo z pogardą. Nie wie nic o naszej
  12927. 8:59:11sprawie, Romili. To lekarz. Warknęła.
  12928. 8:59:14Doktor Zjeb. prychnął pod nosem wujek
  12929. 8:59:17Tony. Lio, naprawdę, naprawdę nie
  12930. 8:59:20powinieneś się w to wtrącać, błagam.
  12931. 8:59:22Westchnęła ze smutkiem ciocia Hiley.
  12932. 8:59:25Chłopak jest zmasakrowany i nagle
  12933. 8:59:27odwiedza go córka monetów rzucił z
  12934. 8:59:29przejęciem Lio, wymachując dłońmi.
  12935. 8:59:31Przecież ja znam twoją rodzinę, Hailey.
  12936. 8:59:34To prawda. On się naprawdę zakochał w
  12937. 8:59:36tej cholernej dziewczynie. Zrozpaczona,
  12938. 8:59:39Romil najpierw patrzyła w chodnik, a
  12939. 8:59:41chwilę potem uniosła spojrzenie na mnie.
  12940. 8:59:44Teraz to ma sens.
  12941. 8:59:45W jej ciemnych oczach zalśniła
  12942. 8:59:47nienawiść. To jest wszystko o
  12943. 8:59:50tobie. Wujek Adrien wyciągnął dłoń,
  12944. 8:59:53jakby chciał zaprotestować.
  12945. 8:59:55Hayile sapnęła z oburzeniem.
  12946. 8:59:58Weź spierdalaj. Wujek Tony się skrzywił,
  12947. 9:00:01robiąc kolejny krok do przodu, żeby mnie
  12948. 9:00:03zasłonić. Romily, zostaw ją. Ona
  12949. 9:00:06naprawdę zaczęła ciocia Hailey. Ale
  12950. 9:00:08Romil weszła jej w słowo. Co ona ma na
  12951. 9:00:11palcu? Ha?
  12952. 9:00:14Całe towarzystwo spojrzało na moje
  12953. 9:00:15dłonie w zamszowych rękawiczkach.
  12954. 9:00:17Zamarłam na kciuku. Romili uśmiechnęła
  12955. 9:00:21się cierpko. Pokaż dziewczynko. Nie
  12956. 9:00:24poruszyłam się, ale nie musiałam. Na tle
  12957. 9:00:27czarnej rękawiczki obrączka była
  12958. 9:00:29widoczna jak nomen omen na dłoni. Wujek
  12959. 9:00:33Adrien westchnął. Ciocia Hailey spuściła
  12960. 9:00:35wzrok. Tylko ten cały Lio nie załapał o
  12961. 9:00:38co chodzi. Ale w tym akurat nie było nic
  12962. 9:00:40dziwnego. No co? Romil zaśmiała się
  12963. 9:00:43ponuro. Nawet oddał ci swój drogocenny
  12964. 9:00:46pierścionek, który jest stopem po
  12965. 9:00:48sygnecie jego ojca. Jego ojca? Nigdy się
  12966. 9:00:51z nim nie rozstawał. To najcenniejszy
  12967. 9:00:53przedmiot, jaki posiadał. Nie do wiary.
  12968. 9:00:56Pokręciła głową. Cholerna Lind Syim
  12969. 9:00:59Monet.
  12970. 9:01:01Romili zawołała Hayile zbulwersowana
  12971. 9:01:03doborem słownictwa i to jeszcze pod
  12972. 9:01:05adresem jej bratanicy. Wujek Tony wciąż
  12973. 9:01:08mnie zasłaniał przed Romili, ale ona
  12974. 9:01:10wcale nie miała zamiaru mnie atakować.
  12975. 9:01:13Odwróciła się i szybkim krokiem odeszła.
  12976. 9:01:15Romili, wracaj. Ciocia pobiegła za nią,
  12977. 9:01:18depcząc rozbite skorupki, ale wujek
  12978. 9:01:21Adrien ją zatrzymał. Zrobił dyskretny
  12979. 9:01:23ruch. Nie ucieknie. Mruknął. Przytykałam
  12980. 9:01:28dłoń do ust, starając się ukryć
  12981. 9:01:30obrączkę. Tymczasem wujek Tony patrzył
  12982. 9:01:32na lekarza. nie wierzę. No nie
  12983. 9:01:34wierzę, że Leo Hardy się w to wjebał.
  12984. 9:01:37Powtarzał. To jest chyba jakiś żart.
  12985. 9:01:44Rozdział 21.
  12986. 9:01:46Córka rodziny Monet.
  12987. 9:01:50L+ C. Napis wyryty na korze drzewa na
  12988. 9:01:53terenie rezydencji monetów
  12989. 9:01:55zahipnotyzował mnie.
  12990. 9:01:57Gapiłam się w literki, a chłodne
  12991. 9:01:58powietrze szczypało mnie w nos. W
  12992. 9:02:01ciepłych dresach i futerku wybrałam się
  12993. 9:02:03na spacer. Nogi same mnie tu
  12994. 9:02:05przyprowadziły. Rozkopaną ziemię wokół
  12995. 9:02:07korzeni drzewa pokrywał śnieg. Nic nie
  12996. 9:02:10znaleziono. Rysunek małej Lisi to jedyna
  12997. 9:02:13rzecz, którą Elias tu schował. Ślad,
  12998. 9:02:16jaki po nim został, to tylko ten
  12999. 9:02:17niedbale wyżłobiony w pniu. Palce w
  13000. 9:02:20rękawiczce mi drżały, gdy je zbliżałam
  13001. 9:02:22do drzewa. Przejechałam nimi po
  13002. 9:02:24chropowatej nawierzchni.
  13003. 9:02:26Zimna, raniąca, nieprzyjemna.
  13004. 9:02:29Zabrałam dłoń jak oparzona. Wokół moich
  13005. 9:02:32ust uformował się mały obłok pary.
  13006. 9:02:35Rozpłynął się w mroźnym powietrzu. Wokół
  13007. 9:02:38cisza. Zrobiłam krok w tył. Rozejrzałam
  13008. 9:02:41się. Wypatrzyłam go pod kupką śniegu,
  13009. 9:02:44wyciągnęłam, potrząsnęłam nim.
  13010. 9:02:46Przyjrzałam się ostrej końcówce. Patyk.
  13011. 9:02:49Idealnie się nada. Wróciłam pod drzewo,
  13012. 9:02:53zacisnęłam palce na gałązce i ze
  13013. 9:02:55wzbierającą się wściekłością na widok
  13014. 9:02:57literki C zaczęłam ją dźgać. Unosiłam
  13015. 9:03:01rękę raz po raz, raniłam drzewo. Coraz
  13016. 9:03:04trudniej było odczytać inicjał. Lindy,
  13017. 9:03:08gałązka wylądowała w śniegu. Odwróciłam
  13018. 9:03:10się z gwałtownym sapnięciem. Tata stał
  13019. 9:03:13kawałek dalej. Ubrany jak na zimowy
  13020. 9:03:15spacer, trzymał ręce w kieszeni i
  13021. 9:03:17przypatrywał mi się uważnie. Nie musiał
  13022. 9:03:20podchodzić, by wiedzieć, co wyprawiałam.
  13023. 9:03:23Tata, w porządku? Skinęłam głową. Kiedy
  13024. 9:03:27zamkniemy tę sprawę, każe ściąć to
  13025. 9:03:29drzewo. Obiecał wyciągając do mnie dłoń.
  13026. 9:03:32Przyjęłam to zaproszenie. Podeszłam do
  13027. 9:03:34niego i przytuliłam się do jego boku.
  13028. 9:03:36Nie trzeba ścinać drzewa. Ewentualnie
  13029. 9:03:39wytniemy napis. I tak nic nie znaczy.
  13030. 9:03:43Mruknęłam, starając się opanować
  13031. 9:03:44rozemocjonowane drżenie ramion.
  13032. 9:03:48Pozwalałam mu wyprowadzić się z leśnego
  13033. 9:03:50gąszczu. Szliśmy ku tarasowej części
  13034. 9:03:52ogrodu. Śnieg chrupał podeszwami. Słońce
  13035. 9:03:55świeciło. Te miłe dodatki pomagały
  13036. 9:03:58przetrwać niską temperaturę.
  13037. 9:04:00Wyszłam tylko na spacer. Powiedziałam na
  13038. 9:04:03swoją obronę. Chciałam ochłonąć po
  13039. 9:04:05tańcu. Nie wiem dlaczego tam poszłam.
  13040. 9:04:08Ćwiczyłaś? Zainteresował się tata.
  13041. 9:04:10Trzeba było naprawdę dobrze go znać, by
  13042. 9:04:12wychwycić zadowolenie w jego głosie. Tak
  13043. 9:04:15jakby trochę. Pani Bela mi powiedziała,
  13044. 9:04:18że mam sporo do nadrobienia.
  13045. 9:04:20Uśmiechnęłam się blado, ale nie odebrała
  13046. 9:04:22mi roli. Powieki taty groźnie się
  13047. 9:04:24zwęziły. Jeśli spróbuję, natychmiast
  13048. 9:04:27mnie poinformuj.
  13049. 9:04:29Dzięki tatusiu. Odparłam słodko, a moje
  13050. 9:04:31serce napęczniało i stało się lekkie,
  13051. 9:04:33jak płatki śniegu tańczące nad naszymi
  13052. 9:04:36głowami. Prawie jak na biegunie
  13053. 9:04:38północnym. W tle cicho buczała
  13054. 9:04:40odśnieżarka, która ostatnio pracowała
  13055. 9:04:42niemal bez przerwy. Ogród monetów zalało
  13056. 9:04:45śnieżne tsunami. Powietrze było rześkie,
  13057. 9:04:48drzewa ciężkie od białych czap. W
  13058. 9:04:50niektórych miejscach zaspy sięgały
  13059. 9:04:52kolan. Tata, który był wyższy, kroczył w
  13060. 9:04:55nich swobodniej. Nie idziesz do domu?
  13061. 9:04:58Zapytałam, widząc, że nie zmierza do
  13062. 9:05:00drzwi. Nie idziemy. Przekrzywiłam głowę.
  13063. 9:05:03Co będziemy robić? Popatrzył na mnie z
  13064. 9:05:06powagą. Lepić bałwana.
  13065. 9:05:09Zamarłam. Jego długi płaszcz zupełnie
  13066. 9:05:12nie nadawał się do zabaw w śniegu, lecz
  13067. 9:05:14tata ignorował dyskomfort, jakby kreował
  13068. 9:05:16w mojej pamięci scenę ojca superbohatera
  13069. 9:05:19z peleryną sunącą po białym puchu.
  13070. 9:05:22Najpierw uformułujemy korpus. Zarządził.
  13071. 9:05:25Poprawił rękawiczki niczym chirurg przed
  13072. 9:05:27zabiegiem. Parsknęłam. Nikt nie używa
  13073. 9:05:30takich słów, gdy lepi bałwana. Ja
  13074. 9:05:32owszem.
  13075. 9:05:34Ciągle kuriozalnie sztywny, schylił się
  13076. 9:05:36i zaczął zgarniać śnieg, by utworzyć
  13077. 9:05:38kulę. Zbił go ciasno. Potem przetoczył
  13078. 9:05:41kule po deskach tarasu. Zróbmy, żeby był
  13079. 9:05:44wysoki jak ja. Zaproponowałam, zachęcona
  13080. 9:05:47jego działaniem. Kula szybko rosła.
  13081. 9:05:49Dołączyłam i toczyliśmy ją razem jak
  13082. 9:05:51dawniej. Pierwsza, potem druga, złączyły
  13083. 9:05:54się ze sobą, przez co nasz bałwan nie
  13084. 9:05:56miał talii. Warstwy były masywne i
  13085. 9:05:59bardziej kanciaste niż okrągłe. To jakiś
  13086. 9:06:01byk na sterydach. Kącik ust taty drgnął.
  13087. 9:06:05Spojrzał na taras, gdzie w drzwiach stał
  13088. 9:06:07Miki i obserwował nas nie wiadomo jak
  13089. 9:06:10długo. Ubierz się i przyjdź tutaj.
  13090. 9:06:13Polecił mu tata. Micki przez chwilę
  13091. 9:06:16rozważał propozycję, która propozycją
  13092. 9:06:18wcale nie była, czerwieniąc się przy tym
  13093. 9:06:21lekko. Lubił zgrywać dorosłego, a
  13094. 9:06:24przecież zabawy w śniegu dorosłym nie
  13095. 9:06:26przystoją. W końcu pokręcił głową.
  13096. 9:06:28Dzięki, ale odpuszczę. Jest zimno i
  13097. 9:06:31mokro.
  13098. 9:06:32Jak można się było spodziewać, tata jego
  13099. 9:06:35odmowy nie przyjął. Ubierzesz się
  13100. 9:06:37natychmiast i tu przyjdziesz. Bez
  13101. 9:06:39dyskusji. Rzucił lodowato. Michael
  13102. 9:06:42wyprostował się jak strwę sterczał jak
  13103. 9:06:44kołek, rozważając swoje opcje. Zaraz
  13104. 9:06:47jednak cofnął się do środka, by po
  13105. 9:06:50chwili pojawić się znowu. Tym razem w
  13106. 9:06:52kurtce, szaliku i ku mojemu zdziwieniu
  13107. 9:06:55czapce wciśniętej na ulizane włosy. Tata
  13108. 9:06:58skinął z aprobatą.
  13109. 9:07:00Lep. Przytknęłam szalik do ust, tłumiąc
  13110. 9:07:03chichot. Miki szturchnął mnie
  13111. 9:07:06dyskretnie, przechodząc obok. To
  13112. 9:07:08bezsens. Mruknął. Zabawa dla dzieci.
  13113. 9:07:12Tata złapał go lekko za kołnierz kurtki
  13114. 9:07:14i przytrzymał, by spojrzeć mu w oczy.
  13115. 9:07:17Nie było w tym agresji, za to śmiertelna
  13116. 9:07:19powaga. Powiedział: "Ty jesteś
  13117. 9:07:21dzieckiem, synu." Puścił go, a Miiki
  13118. 9:07:24odsunął się szybko. On nawet nie ma
  13119. 9:07:26kształtu bałwana. Burknął, wskazując
  13120. 9:07:29naszą kulę.
  13121. 9:07:30Nie musi mieć. Odparłam. Wykaż się
  13122. 9:07:32własną inicjatywą i kreatywnością.
  13123. 9:07:36Micki prychnął. Chyba nieumiejętnością
  13124. 9:07:39rzeźbienia. Zamachnął się dłonią na tor
  13125. 9:07:41z bałwana. O proszę, mamy tu
  13126. 9:07:43profesjonalnego rzeźbiarza. Zadrwiłam.
  13127. 9:07:46Chodzi o to, że powinien mieć talię, a
  13128. 9:07:48ty z niego zrobiłaś jakiegoś kloca.
  13129. 9:07:51Kloca to ty masz we łbie. Bałwan nie
  13130. 9:07:53musi mieć talii. Chyba, że mamy ci tu
  13131. 9:07:55ulepić twoją dziewczynę. Policzki
  13132. 9:07:58Mickiego się zaróżowiły. Na pewno nie od
  13133. 9:08:00zimna. Dość. Uciął ojciec. Natychmiast
  13134. 9:08:04zamielkliśmy. Będziecie zwracać się do
  13135. 9:08:07siebie używając zwrotów
  13136. 9:08:08grzecznościowych. Oznajmił mierząc nas
  13137. 9:08:11przeciągłym spojrzeniem. Nie życzę sobie
  13138. 9:08:13słyszeć kłótni tylko szacunek.
  13139. 9:08:16Wymieniliśmy z Miikim krzywe spojrzenie,
  13140. 9:08:18ale podjęliśmy wyzwanie. Michael
  13141. 9:08:20odchrząknął i zaczął pierwszy. Czy
  13142. 9:08:23mogłabyś, droga siostro, wymodelować
  13143. 9:08:25wcięcie w talii naszego bałwana? Proszę.
  13144. 9:08:28Niemal się ukłonił. Przybrałam
  13145. 9:08:30wyrozumiałą minę. Dotknęłam kurtki na
  13146. 9:08:32wysokości serca i odparłam z kurtuazją.
  13147. 9:08:35Wybacz drogi bracie, jednakże brak
  13148. 9:08:37wcięcia to element mojej koncepcji
  13149. 9:08:39artystycznej. Obawiam się więc, że
  13150. 9:08:42napotykamy konflikt w tej materii.
  13151. 9:08:45Niebywałe. Westchnęłam teatralnie. Cóż
  13152. 9:08:47za pech. Rzuciliśmy tacie kontrolne
  13153. 9:08:50spojrzenia. Na naszych twarzach pod
  13154. 9:08:52maską powagi kryły się psotne ogniki.
  13155. 9:08:54Tata je dostrzegł. Wiedział, że się
  13156. 9:08:57zgrywamy, ale skinął głową zadowolony.
  13157. 9:09:00Bardzo dobrze. Pochwalił nas. Ej, co wy
  13158. 9:09:03tam kręcicie? Co to za śnieżny Goguś?
  13159. 9:09:06Zawołał wujek Shan od drzwi tarasowych
  13160. 9:09:09zirytowany, że dopiero się rozebrał, a
  13161. 9:09:10już musi znów założyć buty.
  13162. 9:09:13Bałwan, wujku. Odkrzyknęłam.
  13163. 9:09:17Shane zmrużył oczy, rozglądając się z
  13164. 9:09:19udawanym zaskoczeniem. Ale tu przecież
  13165. 9:09:21nie ma Dylana. Roześmialiśmy się. Ciocia
  13166. 9:09:25Dani szturchnęła go w ramię, a żart
  13167. 9:09:27przywołał wilka z lasu, bo ho! ryknął
  13168. 9:09:30niestety nie święty Mikołaj, lecz nasz
  13169. 9:09:32absolutnie nieświęty wujek Dylan, który
  13170. 9:09:35wyłonił się zza budynku, ubrany w
  13171. 9:09:37puchłówkę. Obok niego niczym dwa małe
  13172. 9:09:40elfy, biegli jego synkowie. A co to za
  13173. 9:09:43przyjemniak? Oho, goście zaczynali
  13174. 9:09:45zjeżdżać się na niedzielny obiad.
  13175. 9:09:48Bałwan! Odpowiedziałam. Dylan nachylił
  13176. 9:09:51się i zgarnął wielką pecynę śniegu.
  13177. 9:09:53Suchy. Ocenił. Trzeba mu zrobić bica.
  13178. 9:09:57Michael zakrztusił się śmiechem, a nasi
  13179. 9:09:59mali kuzyni uśmiechali się od ucha do
  13180. 9:10:01ucha. I twarz. Ten bałwan nie ma twarzy.
  13181. 9:10:04Przejął się Angel. Nie kumam. Wujek
  13182. 9:10:07Shane udał zdezorientowanego.
  13183. 9:10:10Przecież Dylan ma twarz krzywą. Co
  13184. 9:10:12prawda, ale jełopie. Zawołał wujek Dylan
  13185. 9:10:16i ruszył na brata, napinając mu skularne
  13186. 9:10:18ramiona. Zaraz dostaniesz chlapaka na
  13187. 9:10:20swój krzywy ryj i się skończy. chlapaka.
  13188. 9:10:23Przetknęłam dłoń do ust, żeby zdusić
  13189. 9:10:25chichot. Słownictwo na lorda. Upomniał
  13190. 9:10:29ich ostro tata. Dylan, stoisz przy
  13191. 9:10:32dzieciach. Nie uczłów jak chlapak.
  13192. 9:10:35Westchnęła ciocia Martina, zakładając
  13193. 9:10:37ramiona na piersi i wcale nie planując
  13194. 9:10:39wychodzić na śnieg. Jemu potrzebny jest
  13195. 9:10:42nos. Zarządził niewzruszony Angel. Z
  13196. 9:10:45czego robimy nos? Dopytywał Gabriel.
  13197. 9:10:48Shane, ty przestań jęczeć i przydaj się
  13198. 9:10:50na coś. Przynieś nam marchewkę! Zawołał
  13199. 9:10:53Dylan. Tylko nie zeżryj jej po drodze.
  13200. 9:10:57A oczy
  13201. 9:10:58zwabiona hałasem nie weszła do
  13202. 9:11:00rezydencji frontowymi drzwiami, tylko
  13203. 9:11:02tak jak wujek Dylan obeszła dom i teraz
  13204. 9:11:04przechylała głowę oceniając naszego
  13205. 9:11:06bałwana. Za nią z Lotti na rękach
  13206. 9:11:09podążał wujek Adrien. Oczy są ważne.
  13207. 9:11:13Fajnie gdyby błyszczały. No i już będą
  13208. 9:11:16oczy. Wtrąciła się ciocia Martina. W
  13209. 9:11:18kapciach i bez kurtki przetruchtała
  13210. 9:11:20krótki odcinek dzielący dom od naszego
  13211. 9:11:22bałwana. Zdjęła z uszu swoje wielkie
  13212. 9:11:25rubiny warte niebotyczną kwotę, bo jej
  13213. 9:11:28rubiny były prawdziwe.
  13214. 9:11:30Pomyślałam o Eliasie i ścisnęło mnie w
  13215. 9:11:32żołądku. Zbyt melancholijnie zapatrzyłam
  13216. 9:11:35się na błyskotki, które trzymała w
  13217. 9:11:37dłoni. Tata to dostrzegł, ale nic nie
  13218. 9:11:40powiedział.
  13219. 9:11:41Presiosa to był prezent. Westchnął wujek
  13220. 9:11:44Dylan, patrząc, jak jego żona wciska
  13221. 9:11:47drogie kolczyki w śnieżną twarz bałwana.
  13222. 9:11:49Lśniły krwistą czerwienią, przerażające,
  13223. 9:11:52ale i autentyczne. Szczery dowód
  13224. 9:11:54miłości.
  13225. 9:11:56Wujek Dylan nie komentował więcej
  13226. 9:11:57decyzji swojej żony, za to jego donośny
  13227. 9:12:00głos rozległ się, gdy wujek Szej wrócił
  13228. 9:12:02z kuchni. Co to jest? Tony zaśmiał
  13229. 9:12:06się głośno i krótko. Zmaterializował się
  13230. 9:12:09wśród nas nie wiadomo skąd. Nie ma
  13231. 9:12:11marchewek. Kucharka twierdzi, że
  13232. 9:12:13wszystkie są w sosie do pieczeni. Wujek
  13233. 9:12:15Shane obojętnie wzruszył ramionami.
  13234. 9:12:18Dała mi to. Zamachał podłużnym warzywem.
  13235. 9:12:21Lotti wyciągnęła po nie rączkę, a wujek
  13236. 9:12:24Adrien parsknął. Czy to pietruszka?
  13237. 9:12:26Ciocia zmrużyła oczy. Pasuje nawet
  13238. 9:12:29bardziej niż marchewka, bo wiecie, jest
  13239. 9:12:31jasna i w ogóle. Prawie w kolorze
  13240. 9:12:33śniegu. Pietruszka tańczyła w powietrzu,
  13241. 9:12:36gdy wujek Shane wymachiwał nią jak Harry
  13242. 9:12:38Potter różdzką. Tak czy nie?
  13243. 9:12:41To może i ja się dorzucę. Wujek Will też
  13244. 9:12:44przyszedł od frontu. Śnieg skrzypiał pod
  13245. 9:12:47jego spokojnymi, pewnymi krokami.
  13246. 9:12:49Podszedł do bałwana i zdjął z głowy swój
  13247. 9:12:51stylowy czarny beret. Żeby ci tylko
  13248. 9:12:54teraz nie zmarzła ta przyzwyczajona do
  13249. 9:12:56floryckiego słońca główka. Zaokał Dylan.
  13250. 9:12:59Will trzepnął go czapką w ramię mocno i
  13251. 9:13:02niespodziewanie, po czym starannie
  13252. 9:13:03umieścił Beret na głowie bałwana. No to
  13253. 9:13:06teraz jeszcze przydałoby się go w coś
  13254. 9:13:08ubrać. zauważyłam stojąc u boku wujka
  13255. 9:13:11Willa. Wszyscy na chwilę zamilkli,
  13256. 9:13:13główkując, aż wreszcie tata westchnął.
  13257. 9:13:15Dobrze zatem. Zdjął z ramion swój długi
  13258. 9:13:18płaszcz i okrył nim bałwana, który
  13259. 9:13:20natychmiast awansował w bałwańskiej
  13260. 9:13:22hierarchii społecznej. Tak elegancko
  13261. 9:13:25prezentował się w okryciu Vincenta
  13262. 9:13:26Moneta. Dystyngowany strój pasował mu do
  13263. 9:13:29czerwonych rubinowych oczu. Mordo,
  13264. 9:13:32podejdź no tu. Wujek Dylan zamachał w
  13265. 9:13:35stronę lasu. Tak, ty, widzę cię. Widzę,
  13266. 9:13:37że się tam merdasz. między drzewami. Nie
  13267. 9:13:39jesteś taki tajny, jak ci się wydaje.
  13268. 9:13:42Hono. Zza drzew niepewnie wychylił się
  13269. 9:13:45jeden z ochroniarzy patrolujących teren
  13270. 9:13:47posesji. Tak, panie Monet zapytał
  13271. 9:13:50próbując zachować powagę i niewzruszony
  13272. 9:13:52wyraz twarzy. Nerwowo zezował na tatę,
  13273. 9:13:55by się upewnić, że ten nie ma nic
  13274. 9:13:57przeciwko tej interakcji. Daj notę
  13275. 9:13:59słuchawkę. Dylan pstryknął palcami.
  13276. 9:14:02Ochroniarz docisnął swoją słuchawkę do
  13277. 9:14:04ucha. Tak te wujek Dylan. skinął głową.
  13278. 9:14:08Dawaj Noją. Teraz mężczyzna rzucił już
  13279. 9:14:11otwarcie. Spojrzał na swojego
  13280. 9:14:14pracodawcę. Tata ani drgnął, ale
  13281. 9:14:16prawdopodobnie wykonał ledwie
  13282. 9:14:18dostrzegalny ruch oczami, który
  13283. 9:14:19sugerował, że tak może poświęcić
  13284. 9:14:21służbowy sprzęt dla zachcianki wujka
  13285. 9:14:23Dylana. Słuchawka została wciśnięta w
  13286. 9:14:26bok głowy bałwana, tuż pod beretem wujka
  13287. 9:14:28Willa, w miejsce, w którym człowiek
  13288. 9:14:30miałby ucho. Wszyscy przechylaliśmy
  13289. 9:14:32głowy, oceniając nasze dzieło jak obraz
  13290. 9:14:34w galerii sztuki. Brakuje mu jeszcze
  13291. 9:14:37ust, co nie? Mruknął wujek Tony. To może
  13292. 9:14:40papieros? Zasugerował Micky. Zarobił za
  13293. 9:14:43to kuksańca w bok od momentalnie
  13294. 9:14:45zjeżdżonego wujka Dylana. Ja ci dam
  13295. 9:14:47papierosa.
  13296. 9:14:50Schowałam usta pod szalikiem i zaśmiałam
  13297. 9:14:52się cicho. Ale pomysł spoko. Stwierdził
  13298. 9:14:54wujek Shan. Tony, dawaj fajkę. Hej,
  13299. 9:14:58ciocia Heiley zmarszczyła brwi. Przecież
  13300. 9:15:00Tony rzucił palenie. Wszyscy wznieśli
  13301. 9:15:03oczy ku niebu. Wujek Tony wyciągnął z
  13302. 9:15:06kieszeni stolarowy banknot. Jego
  13303. 9:15:08pierścionki błyszczały w słońcu, gdy
  13304. 9:15:10elegancko zwijał go w rulon. Wbił go
  13305. 9:15:12gdzieś pod pietruszkowym nosem.
  13306. 9:15:15dowolony. Mruknął i się odsunął. Wygląda
  13307. 9:15:18strasznie. Zachichłotałam. Wciąż
  13308. 9:15:20zasłaniałam usta szalikiem. Trochę
  13309. 9:15:22dlatego, że zimno szczypało mnie w
  13310. 9:15:23policzki, a trochę po to, by nadal
  13311. 9:15:25tłumić śmiech. Wujek Will mnie objął.
  13312. 9:15:28Tony stał obok. Ciocia Heiley się
  13313. 9:15:31uśmiechała. Może i strasznie, ale
  13314. 9:15:33przynajmniej udało nam się rozśmieszyć
  13315. 9:15:35Lisy, więc jak dla mnie misja wykonana.
  13316. 9:15:38Wujek Shane mrugnął. Chciałam założyć
  13317. 9:15:41kosmyk za ucho, ale przypomniałam sobie,
  13318. 9:15:42że mam nauszniki, więc zostawiłam go
  13319. 9:15:44sterczącego i uśmiechnęłam się
  13320. 9:15:46nieśmiało. Wysiłek doceniony.
  13321. 9:15:49Zapewniłam. To żaden wysiłek, młoda.
  13322. 9:15:52Wujek Dylan pokręcił głową z powagą.
  13323. 9:15:55Takie tam rodzinne aktywności. Wujek
  13324. 9:15:57Shan mrugnął. Rodzinne aktywności?
  13325. 9:16:00Parsknęłam. No jesteśmy rodziną. Tak czy
  13326. 9:16:03nie?
  13327. 9:16:04No mruknęłam przewracając oczami. Tak
  13328. 9:16:07czy nie? Dopinał się odpowiedzi wujek
  13329. 9:16:10Dylan, napinając ramiona, jakby szykował
  13330. 9:16:12się do dania mi nauczki, gdybym
  13331. 9:16:14zaprzeczyła. Więc absolutnie nie
  13332. 9:16:16zaprzeczyłam.
  13333. 9:16:18No tak. Wujek Will pocałował mnie w
  13334. 9:16:20skroń i wyszeptał mi we włosy. Pamiętaj
  13335. 9:16:23Ly, że trzymamy się razem. Tak czy nie?
  13336. 9:16:26Powtórzył Dylan. Zaśmiałam się tym razem
  13337. 9:16:29głośno. Szalik się zsunął. Tak, tak,
  13338. 9:16:32wujku Dylanie. Tak. No właśnie. Shan
  13339. 9:16:35kiwał głową. Jesteś Monet i elo. Tak czy
  13340. 9:16:40przymknij się już westchnął wujek Tony,
  13341. 9:16:42zwracając się do Dylana.
  13342. 9:16:44Unosiły się nad rezydencją monetów i
  13343. 9:16:46ginęły w otaczających nas lasach.
  13344. 9:16:49Uśmiechałam się od ucha do ucha, czując
  13345. 9:16:51się na maksa kochana i akceptowana, jak
  13346. 9:16:54każdy z nas, kto należał do rodziny
  13347. 9:16:56Monet. Aż w pewnej chwili napotkałam
  13348. 9:16:58krwisto-ubinowe oczy bałwana. Były
  13349. 9:17:01symbolem innej prawdziwej miłości,
  13350. 9:17:03romantycznej, takiej, jakiej nie
  13351. 9:17:05zaznałam. Dla mnie ta miłość okazała się
  13352. 9:17:07złudna, nieszczera. Skłamałabym, gdybym
  13353. 9:17:10powiedziała, że nie myślę o Eliasie
  13354. 9:17:12Romero. Nie, nie. To imię było kolejnym
  13355. 9:17:15kłamstwem. Myślałam o Kornelu Reterze, o
  13356. 9:17:19tym drzewie z wyrytym L plus, teraz już
  13357. 9:17:22pokiereszowanym C. Nadal tam było. Tata
  13358. 9:17:26stał niedaleko bałwana w samym
  13359. 9:17:28garniturze. Nie wiem czy zmarzł bez
  13360. 9:17:30płaszcza. Wyglądał raczej jakby
  13361. 9:17:32znajdował się w swoim naturalnym
  13362. 9:17:34środowisku. Na mrozie.
  13363. 9:17:36spoglądał akurat w stronę tarasu, tam
  13364. 9:17:38gdzie stała mama. Ich spojrzenia się
  13365. 9:17:41spotkały. Było w tym coś dziwnie
  13366. 9:17:43intymnego, intensywnego, jakby w ten
  13367. 9:17:45sposób komunikowali sobie coś ważnego.
  13368. 9:17:48Rodzice wiedzieli.
  13369. 9:17:50Widzieli, jak patrzę na rubiny.
  13370. 9:17:52Wiedzieli, co mam w głowie. Dostrzegli
  13371. 9:17:55to zamyślenie na mojej twarzy, ten
  13372. 9:17:56skryty pod maską szczęścia smutek.
  13373. 9:17:59Dlatego na twarzy mamy pojawił się
  13374. 9:18:01wyrzut. U taty konsternacja. Ona mówiła:
  13375. 9:18:05"Napraw to". A sposób, w jaki tata z
  13376. 9:18:08każdą mijającą sekundą coraz mocniej
  13377. 9:18:10zaciskał szczękę, świadczył o tym, że
  13378. 9:18:12doskonale wie co najpierw należy zrobić.
  13379. 9:18:20Rozdział 22.
  13380. 9:18:22Los Eliasa.
  13381. 9:18:24Elias.
  13382. 9:18:27Istnieje ta chińska tortura wodna.
  13383. 9:18:29Sadzają cię na krześle, a na czubek
  13384. 9:18:31głowy kapie ci woda. Kap. Kap kropla do
  13385. 9:18:35kropli, bez bólu, powoli. Podobno ta
  13386. 9:18:38powtarzalność doprowadza do szaleństwa.
  13387. 9:18:41Dla mnie odpowiednikiem tej tortury było
  13388. 9:18:43pikanie medycznej aparatury w szpitalu.
  13389. 9:18:45Choć już mi się polepszyło, nadal
  13390. 9:18:47nalegano, żebym pozostał do niej
  13391. 9:18:49podpięty. Leżałem nieruchomo. Nie
  13392. 9:18:52pamiętam, bym kiedykolwiek czuł się tak
  13393. 9:18:54fatalnie, zwłaszcza fizycznie. Żołądek
  13394. 9:18:56kurczył mi się z głodu, ale z
  13395. 9:18:58przyjmowaniem pokarmów wiązało się za
  13396. 9:19:00dużo pieprzenia, żebym czerpał
  13397. 9:19:02przyjemność z napełniania go. Bolało
  13398. 9:19:05mnie wszystko, nawet twarz od
  13399. 9:19:07przeżuwania.
  13400. 9:19:09Drzwi otworzyły się nagle, jak zawsze.
  13401. 9:19:12Nikt tu nie pukał. Przyjmowałem
  13402. 9:19:14wszystkich od ludzi monetów przez własną
  13403. 9:19:17matkę posłynnych braci monet, a nawet
  13404. 9:19:19Lindsy. Przełknąłem ślinę na jej
  13405. 9:19:22wspomnienie. Lind Simonet przyszła z
  13406. 9:19:25Tonem, który stał w kącie i udawał przed
  13407. 9:19:28nią, że nie rzucił się na mnie zaledwie
  13408. 9:19:29dzień wcześniej. Ale w tej popapranej
  13409. 9:19:32rodzince była jedna wyjątkowo ważna
  13410. 9:19:34osoba, która nigdy mnie nie odwiedziła.
  13411. 9:19:37Vincent Monet. Aż do dzisiaj. Spiąłem
  13412. 9:19:41się cały pod kołdrą. Udawanie, że jestem
  13413. 9:19:44odważny, mogłem sobie schować do dupy.
  13414. 9:19:46Jako pacjent wyglądałem nęcnie i, co
  13415. 9:19:49najgorsze, bezradnie. A ten facet mnie
  13416. 9:19:52przerażał.
  13417. 9:19:53wprowadził do pokoju zimę. Nagle zaczęły
  13418. 9:19:56szwankować kaloryfery. Zrobiło się
  13419. 9:19:58szaro. Powietrze zgęstniało.
  13420. 9:20:01Wpatrywałem się w moneta spięty, a
  13421. 9:20:04nienawiść, którą nadal do niego czułem,
  13422. 9:20:06nieco równoważył strach. Byłem przy nim
  13423. 9:20:09bezbronny. Uczucie absolutnie nie do
  13424. 9:20:11zniesienia. Vincent stanął w nogach
  13425. 9:20:14mojego łóżka. wodził wzrokiem po
  13426. 9:20:17aparaturze.
  13427. 9:20:18Byłem pewien, że gdyby zależało od niej
  13428. 9:20:21moje życie, nie zawahałby się wyciągnąć
  13429. 9:20:23wtyczki. Potem spojrzał na kartę wiszącą
  13430. 9:20:26na ramię łóżka. Nie przeglądał jej, ale
  13431. 9:20:29sam fakt, że miał dostęp do informacji o
  13432. 9:20:31moim stanie zdrowia napawał mnie lękiem.
  13433. 9:20:34Miał mnie w garści. Mógł zrobić, co mu
  13434. 9:20:36się żywnie podobało, a na pewno miał
  13435. 9:20:38ochotę zrobić mi wiele złych rzeczy.
  13436. 9:20:41Porwałem mu córkę, tego się nie wybacza.
  13437. 9:20:45Przeszły mnie ciarki. Istniała bowiem
  13438. 9:20:47całkiem realna możliwość, że przyszedł
  13439. 9:20:49mnie zamordować.
  13440. 9:20:52Witaj Kornelu. Odezwał się cicho. Od
  13441. 9:20:55jego słów powiało chłodem.
  13442. 9:20:58Pozwoliłem by dreszcz rozszedł się po
  13443. 9:21:00moim ciele i dopiero wtedy odparłem.
  13444. 9:21:02Dzień dobry panie Monet. Postawiłem na
  13445. 9:21:04kulturę. Może wtedy policzy do 10, zanim
  13446. 9:21:07postanowi poderżnąć mi gardło czy coś.
  13447. 9:21:11Przyszedłem z tobą porozmawiać.
  13448. 9:21:12Oświadczył. Ruchy miał niespieszne,
  13449. 9:21:15eleganckie. Rozmawiałem już z mamą.
  13450. 9:21:18Oznajmiłem.
  13451. 9:21:19Wiem, że straciła panowanie nad sobą na
  13452. 9:21:21gali charytatywnej, ale nie miała nic
  13453. 9:21:23złego na myśli. Proszę mi wierzyć. Ona
  13454. 9:21:26tylko potrzebuje czasu. Pomoże na pewno.
  13455. 9:21:30Nie o tym. Zawachałem się. O mojej
  13456. 9:21:33córce. Doprecyzował. Nie odrywał ode
  13457. 9:21:36mnie wzroku nawet na sekundę, chcąc
  13458. 9:21:38wychwycić każdy szczegół, każdą zmianę
  13459. 9:21:40na mojej twarzy. Już to mówiłem, ale
  13460. 9:21:43przepraszam pana za zamilkłem, gdy
  13461. 9:21:46Wincent uniósł pionowo dłoń i przymknął
  13462. 9:21:49powieki. Kiedy je otworzył, jego
  13463. 9:21:51lodowate oczy błyszczały groźnie. Nie
  13464. 9:21:53przyszedłem tutaj, żeby wysłuchiwać
  13465. 9:21:55twoich przeprosin. Pokiwałem głową.
  13466. 9:21:58Ściągnąłeś na moją córkę poważne
  13467. 9:22:00niebezpieczeństwo. Naraziłeś ją na
  13468. 9:22:02traumę, stres i krzywdę fizyczną. Zimna,
  13469. 9:22:05cicha furia zmieszana z nienawiścią w
  13470. 9:22:07jego oczach przerażała mnie. Pomogłeś
  13471. 9:22:10jej ostatecznie, czego nie pomijam, a
  13472. 9:22:12jednak ten czyn nie odkupi twoich win w
  13473. 9:22:15moich oczach. Rozumiem. Odparłem
  13474. 9:22:18zachrypniętym głosem.
  13475. 9:22:20Z różnych stron docierają do mnie
  13476. 9:22:22niepokojące doniesienia. Kontynuował.
  13477. 9:22:25Niepokojące?
  13478. 9:22:27O tym, że być może darzysz moją córkę
  13479. 9:22:29uczuciem. Przełknąłem ślinę cały spięty.
  13480. 9:22:33Ja zamilcz chłopcze, ponieważ teraz to
  13481. 9:22:35ja mówię. Wtrącił wyjątkowo ostro.
  13482. 9:22:38Posłuchałem.
  13483. 9:22:40Nie interesuje mnie, czy obecnie
  13484. 9:22:41utożsamiasz się bardziej z Kornelem
  13485. 9:22:43Reterem, czy ze swoim alter ego. Nie
  13486. 9:22:46sądzę też, żebyś w przyszłości stanowił
  13487. 9:22:48jakąkolwiek przeszkodę w życiu moim lub
  13488. 9:22:51mojej rodziny. I zamierzam tego
  13489. 9:22:53dopilnować. Skoro jednak docierają do
  13490. 9:22:55mnie różne sygnały, przychodzę, żeby
  13491. 9:22:57zdusić je w zarodku. Nie bardzo
  13492. 9:22:59rozumiem, co ma pan na myśli, panie
  13493. 9:23:01Monet. Wyszeptałem. Uniósł podbródek.
  13494. 9:23:05Jego blada twarz budziła grozę, a
  13495. 9:23:06mroczne spojrzenie paraliżowało.
  13496. 9:23:09Będziesz się trzymał z daleka od mojej
  13497. 9:23:11córki. Nigdy więcej nie odważysz się o
  13498. 9:23:13niej mówić. Nigdy więcej nie będziesz
  13499. 9:23:15szukał okazji, by znaleźć się z nią w
  13500. 9:23:17tym samym miejscu. Nie będziesz o niej
  13501. 9:23:19myślał, nie będziesz się z nią
  13502. 9:23:21kontaktował. Nie będziesz mieszał jej w
  13503. 9:23:22głowie. I podniósł brodę jeszcze wyżej.
  13504. 9:23:25Nie będziesz darzył jej żadnym uczuciem
  13505. 9:23:27poza obojętnością. Czy wyraziłam się
  13506. 9:23:30jasno? Zaniemówiłem.
  13507. 9:23:33Vincent czekał o kilka sekund za długo
  13508. 9:23:35na moją odpowiedź. Powoli zbliżył się do
  13509. 9:23:38boku mojego łóżka, tam gdzie nadal
  13510. 9:23:40odzywała się aparatura. Pikanie
  13511. 9:23:42przyspieszyło wraz z biciem mojego
  13512. 9:23:44serca. Vincent nawet nie zmienił wyrazu
  13513. 9:23:47twarzy, choćby po to, żeby złośliwie
  13514. 9:23:48uśmiechnąć się na widok mojej reakcji.
  13515. 9:23:51Ten facet o beznamiętnej twarzy niemal
  13516. 9:23:54doprowadzał mnie do zawału.
  13517. 9:23:56Drgnąłem, gdy musnął palcem
  13518. 9:23:58przezroczysty przewód, którym
  13519. 9:23:59znieczulenie z kroplówki płynęło do
  13520. 9:24:01moich żył. natychmiast wezbrał we mnie
  13521. 9:24:04niepokój. Czy aby nie przedawkowujesz
  13522. 9:24:06środków przeciwbólowych? Zapytał
  13523. 9:24:08złowrogo. Nie sądzę, panie monet.
  13524. 9:24:11Wymamrotałem. Potrzebuję ich. Zatem
  13525. 9:24:14niefortunnie byłoby, gdyby personel się
  13526. 9:24:17pomylił i napełniał tę kroplówkę solą
  13527. 9:24:19fizjologiczną. Nieprawdaż?
  13528. 9:24:21Pan mi grozi? Przełknąłem ślinę. Moja
  13529. 9:24:26córka jest skrzywdzona i
  13530. 9:24:27straumatyzowana, za co w dużej mierze
  13531. 9:24:29odpowiadasz ty, Kornelu szepnął Vincent.
  13532. 9:24:33Granice zdrowego rozsądku powstrzymują
  13533. 9:24:36mnie przed zafundowaniem ci nauczki na
  13534. 9:24:38całe życie. To i fakt, że trudno byłoby
  13535. 9:24:41mi spojrzeć mojej linsy w oczy, gdyby
  13536. 9:24:43przypadkiem zapytała o twój los.
  13537. 9:24:45Natomiast nie będę miał żadnych oporów,
  13538. 9:24:47by posunąć się dalej niż wypada. Byle
  13539. 9:24:49tylko moje ostrzeżenie do ciebie
  13540. 9:24:51dotarło. Czy dotarło? Wpatrzony w niego
  13541. 9:24:54ledwo skinąłem głową. Powiedz to na
  13542. 9:24:57głos, chłopcze. Tak dotarło, panie
  13543. 9:25:00Monet. Świetnie. Podsumował sucho
  13544. 9:25:03Wincent. Dopóki tu jesteś, mamy na
  13545. 9:25:05ciebie oko. Jednak gdy wyjdziesz, nadal
  13546. 9:25:07będziesz otoczony ochroną mojej rodziny.
  13547. 9:25:10Nie popełnij błędu i nie myl tego z
  13548. 9:25:12opieką. Moi ludzie będą pilnować, żebyś
  13549. 9:25:15wypełnił swoją powinność i przydał nam
  13550. 9:25:17się w znalezieniu twojego ojczyma. Czy
  13551. 9:25:20rozumiesz?
  13552. 9:25:21Rozumiem. Mężczyzna obrzucił
  13553. 9:25:24beznamiętnym spojrzeniem moje ciało,
  13554. 9:25:26aparaturę i kroplówkę za znieczuleniem,
  13555. 9:25:28po czym bezceremonialnie wyszedł.
  13556. 9:25:31Wypuściłem z płuc powietrze. To był
  13557. 9:25:33długi, drżący wydech. A potem po
  13558. 9:25:36upewnieniu się, że Vincent Monet nie
  13559. 9:25:38wraca, wyjąłem spod kołdry coś, co
  13560. 9:25:41międliłem w palcach przez całą tę
  13561. 9:25:43wizytę. Różową wstążkę z włosów Lind Sy
  13562. 9:25:47Monet. M.

About this transcript

This page contains the full transcript of Córka rodziny Monet Autor Weronika Anna Marczak | Powieść obyczajowa Audiobook po PL by Głosem Serca, generated from the public captions YouTube serves with the video. The transcript has 71,752 words across 13,562 segments, with the original timestamps preserved so you can click any line to jump to that moment in the embedded player.

What you can do with it

Use the transcript to take notes, quote the speaker, build a study guide, generate a summary with ChatGPT or Claude via the YouTube Summary tool, or export it as a timed subtitle file with YouTube to SRT. You can also re-open it in the transcriber to translate the transcript into 100+ languages.

Free YouTube transcript tool

YouTube2Text is a free YouTube transcript generator — no signup, no daily limit. Paste any YouTube link and get the full transcript instantly, with timestamps, click-to-jump, translation to 100+ languages, AI prompts for ChatGPT, Claude, and Gemini, and exports to TXT, SRT, VTT, or Markdown.